ralston
22.01.07, 14:10
Uwielbiałem siadać w jej kuchni, przy oknie. Czas jakoś zwalniał wtedy.
Leniwie płynął między kolejnymi opowieściami albo prostymi konwersacyjkami na
rozmaite tematy. To była cudowna, ciepła kobieta o niewyczerpanej chyba
cierpliwości. A do tego mądra, choć nie wykształcona. I te wspaniałe kanapki
z truskawkowym dżemem własnej roboty. Albo smażony okoń złapany przez
dziadka...
Kiedy odeszła, okazało się, że miała w szufladzie wszystkie moje laurki
malowane na kolejne Dnie Babci. W jednej znalazłem nawet zasuszoną frezyjkę,
którą jej dałem w drugiej klasie...
Bardzo mi Jej brakuje...