millefiori
22.05.08, 11:35
Ide z kawa okolopoludniowa. Wygnalo mnie o switaniu za granice celem nabycia
tych nieszczesnych pozawymiarowych brakujacych półek na ksiazki i papiery.
Pan M znad porannej kawy zeznal, ze idzie do pracy, Kurt za plotem ruszyl
dziarsko z przytupem i przyswistem o 7, ja tez. W strone opuszczanego wlasnie
kraju stal korek, wiec uznalam, ze swieta nie ma na pewno. Swieto okazalo sie
w pelnej krasie za granica. Miasto wymarle i wszystko zamkniete. Tu mi sie
przypomnialo, dlaczego pan Brezly ma wolne. Na swoje usporawiedliwienie mam
to, ze od 10 lat przebywam w krajach uznanych za laickie. Dzwonie wiec do pana
M, ze półek dzis nie bedzie bo wszystko zawarte na glucho. Pan M. na to, ze
o, wlasnie tak myslal, nadgorliwosc gorsza od faszyzmu i udzielil mi dobrych
rad, dokad jeszcze moge pojechac w poszukiwaniu, na co uslyszal cichy
ostrzegawczy warkot i na wszelki wypadek czym predzej sie rozlaczyl. Jade
wiec z powrotem germanskimi oplotkami. Az tu nagle, przy szosie, patrze -
wielki targ staroci, w pelnym rozkwicie. To smyrg tam. Poranna gorliwosc
zostala nagrodzona przywiezieniem wymarzonego od dawna, pieknego XIX wiecznego
fotela a la Ludwik XV, recznie rzezbionego w orzechu, w bardzo dobrym stanie i
w cenie krzesla z Ikei. Zaraz ide pucowac i woskowac drewno i doczyscic
tapicerke. Sama radosc!