Dodaj do ulubionych

PREMIERA W HOŁDZIE PETERSBURGOWI W 300-LECIE MIAST

16.11.03, 01:31
PREMIERA W HOŁDZIE PETERSBURGOWI W 300-LECIE MIASTA
Czwartek 2003-12-04 19:00



Teatr Wielki w Warszawie
Warszawa, Plac Teatralny 1


Balet w dwóch aktach do muzyki Piotra Czajkowskiego:
V Symfonii, Serenady C-dur,
Kaprysu włoskiego A-dur
i 4 części VI Symfonii "Patetycznej"

Dyrygent - Tadeusz Strugała
Choreografia - Boris Ejfman
Scenografia - Wiaczesław Okuniew



Od choreografa:

Do opracowania tego baletu skłoniła mnie wspaniała i niesłychanie głęboka
muzyka Piotra Czajkowskiego, a także lektura jego wzruszających do głębi
listów. Żaden tekst nie był w stanie wyrazić tego, co czułem wówczas wobec
wielkiego kompozytora. Wszystko wydawało mi się zbyt powierzchowne, by
pośredniczyć w zrozumieniu osobowości Czajkowskiego. Myślę, że jedynie balet
może przekazać prawdę o tajemnicy, rozdarciu i wielkości tego człowieka.

Jego osobowość była bardzo skomplikowana. Prawdę mówiąc, żyły w nim dwie
różne osoby, przyciągające się i odpychające nawzajem, których w żaden sposób
nie potrafił w sobie pogodzić. W czasach kiedy żył, nie było najmniejszej
tolerancji dla czynów i zapatrywań odbiegających od normy. Jeśli znalazł się
ktoś odmienny od reszty, skazany był na życie w konflikcie z otoczeniem. Ten
konflikt promieniował na niego, był nie do pokonania i w końcu niszczył
człowieka. Czajkowski marzył zawsze o pięknie, pragnął pogodzić jakoś własny
obraz świata z otaczająca rzeczywistością. Widzę go w nieustannym dialogu z
samym sobą, ze swoja sztuka i swoim smutkiem. Moim zdaniem, ciążyło na nim
wieczne poczucie winy za to jakim był i właśnie owa wewnętrzna presja
moralnego postępowania była najpoważniejszym źródłem jego trudności. Jego
umysł i jego dusza były rozdarte. Nie pozostawało mu nic innego, jak usilne
pragnienie wyzwolenia poprzez śmierć.

W małżeństwie spodziewał się znaleźć ucieczkę od nękających go problemów. Jak
wynika jednak z listów do baronowej von Meck, ożenek pogrążył go tylko w
głębszej goryczy i zagubieniu. Te listy potwierdzają nadzieje, ze tylko
śmierć może być dla niego prawdziwym zbawieniem.

TREŚĆ BALETU

Akt I

Umiera wielki kompozytor. W gasnącej świadomości powracają niepokoje,
dręczące go przez całe życie. Szaleje Wróżka Carabosse, prześladuje go
obłąkana żona. Trwa wyczerpujący dialog z samym sobą. Udręczona dusza nie
zaznaje spokoju. Przyjaciele i krewni próbują przynieść ulgę chwilom
wiecznego pożegnania. Nie da się jednak powstrzymać powracających obrazów
przeszłości... W zimnym całunie petersburskiego deszczu doskwiera młodemu
kompozytorowi samotność. Dobroć i troskliwość baronowej Nadieżdy von Meck
pomagają jedynie chwilowo. Bolesną mękę niesie życie w kręgu marzeń
twórczych.

Powrót do rzeczywistości przynosi znajomość z Antoniną Milukową. Pochlebia
jej zainteresowanie Czajkowskiego. Jemu natomiast przelotna namiętność grozi
duchową rozterką. Szczerze stara się upodobnić do mężczyzn otaczających
Milukową. Nie można jednak oszukać samego siebie. Usiłowania zmieniają się w
przymus.

Jak złowrogie ptaki nękają go czarne myśli, siejąc wewnętrzne spustoszenie.
Ratunek widzi w twórczości, w stworzonych przezeń białych łabędziach.
Przynoszą one nadzieję spokoju i duchowej harmonii. Ale odrzucić realny
świat, zmienić co tajemne i utajone, nie jest w mocy nawet muzycznego
geniusza.

Milukowa wdziera się bezlitośnie w świat muzyki kompozytora. Ale bardziej
jeszcze przeraża go ten, który towarzyszy mu zawsze jak fatum - jego
drugie “ja” o wielu twarzach, okrutnie obnażając wewnętrzne udręki. To
Rotbart i Drosselmeyer...

Czarne ptaki jak wicher przepędzają białe łabędzie. Znajome oblicza kobiet
majaczą szczurzym uśmiechem. Wszystko zostało stratowane, harmonia - to
złudzenie. Kompozytor chroni jeszcze najdroższy swój twór - Księcia,
pocałunkiem ożywia marzenie. Nie lęka się Czajkowski rozszalałych, mrocznych
namiętności. Boli go coś innego: piękno jest pyszne i niewdzięczne. A
obnażoną duszę kompozytora tak łatwo jest zranić. Książę - wytwór jego myśli
i uczuć - żyje własnym życiem i podąża swoją drogą. Nie da się przecież
chwycić ręką i poprowadzić za sobą Muzyki.

Bliska jest granica obłędu. Zbawienne okazują się listy od Nadieżdy von Meck,
zachęcają do pracy twórczej. Jest przecież potrzebny, jego talent budzi
powszechny podziw. Wspaniałe są te chwile uznania. Lecz jakie krótkie i
złudne okazują się minuty ugody z samym sobą i z tymi, którzy nas otaczają.
Coraz bardziej natarczywe są roszczenia Milukowej, coraz trudniej jest uciec
przed wewnętrzną pokusą, przed skłonnością do tego co zakazane i pogardzane.

Próba upodobnienia się do wszystkich zmienia się w katuszę, z której śmierć
wydaje się wybawieniem. Nie starcza jednak sił na ten zbawienny krok.
Opiekuńcza ręka baronowej von Meck odwodzi kompozytora od śmiertelnej
otchłani, wtrącając być może w coś znacznie gorszego. Welon ślubny spowija,
krępuje ciało i obezwładnia duszę.

Czy zadźwięczy jeszcze Muzyka?

Akt II

Rozbrzmiewa Muzyka. Olśniewający walc: poznania, zauroczenia, uczucia. Wirują
pary. Każda ma swoje życie, własny los.

Nadieżdę von Meck dręczy samotność. Cóż za szczęście dotknąć przynajmniej
fotela ubóstwianego człowieka! Tu tworzy, przeżywa rozkosz i cierpienie. Dla
niej to Olimp, dla kompozytora - Golgota. Wieczne przeciwieństwo życia i
twórczości. Myślami Czajkowski jest tam, gdzie może rozkoszować się pięknem.
Ciało wchodzi w konflikt z panującą moralnością. Lecz nawet strach przed
zdemaskowaniem nie może przeszkodzić mu w obcowaniu z młodością i urodą.
Odkrycie duszy, otwarte przyznanie się do swojego uczucia nie znaczy jeszcze
zrozumienia. Młodzieniec, podobnie jak Książę, porzuca swego stwórcę.
Zmysłowość Dziewczyny jest dla chłopca olśniewająca i nie grozi
rozczarowaniem. Oboje podążają własną drogą, nieczuli na cierpienia
opuszczonego i upokorzonego człowieka. Jego przeznaczeniem jest samotność.
Żyć pomaga moralne i materialne wsparcie baronowej von Meck. Lecz jakież to
upokarzające - być zależnym od kaprysów bogactwa! Jak wiele trzeba płacić za
te dobrodziejstwa!

Nieszczęsna Milukowa, opanowana przez odrażające namiętności, popada w obłęd.
Precz z tej otchłani, z której nie ma wyjścia! On ma prawo do własnego życia,
choćby prowadzić miało nawet do zguby.

Tajemniczy i pociągający świat hazardu... Karty bogacą i rujnują, przynoszą
chwile szczęścia i cierpienia. Świat kurczy się do rozmiarów zielonego stołu.
Wygrać! - to jedyne teraz pragnienie. Chwila zapomnienia. Ale fortuna kołem
się toczy..., a wygrywa Dama Pik.

Ustały listy-dialogi, listy-wyznania pisane do Nadieżdy von Meck. Pozostała
dusza rozdarta na strzępy, jak rozsypana talia kart. Zbawieniem jest śmierć.
Krok w nieśmiertelność.

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka