strach.2
03.12.09, 20:59
Nie potrafię dokładnie opisać lęków, których doswiadczam. Może
zaznaczę najwazniejsze rzeczy. Mam ustabilizowaną sytuację życiową -
dobre relacje z mężem i dziećmi, pracę, materialnie/finansowo stoję
ok. Każdy może powiedzieć - super. I bedzie miał rację. Mąż
rozsądny, odpowiedzialny, zaangażowany w obowiązki domowe i
wychowywanie dzieci. Dzieci małe, ale samodzielne, wesołe. Praca
satysfakcjonujaca. Ale... bywam wredna. Wredna do bólu, koszmarna,
upierdliwa, agresywna. Tylko w stosunku do męża. Dlaczego? Przenoszę
na niego lęki z dzieciństwa. Miałam matkę strasznie despotyczną.
Była wymagająca, surowa i chłodna. Kontrolowała wszystko aż do
czasu, gdy wyprowadziłam się z domu i powiedziałam "dość!". Mam
swoje życie, swój dom, a ciężar dzieciństwa do dziś czuję. Mam
mnóstwo objawów DDA, chociaż nie było w moim dzieciństwie alkoholu.
Dlaczego? Chcę kontrolować wszystko (paradoksalnie, swoich fobii nie
przenoszę na dzieci!). Dostaję dosłownie drgawek i przyspieszonego
bicia serca, gdy np. mój mąż wypije więcej alkoholu (sytuacja taka
ma miejsce góra kilka razy w roku, nie jest agresywny, rano wstaje
normalnie, nie zapomina o obowiązkach, zachowuje się
normalnie).Potrafię zadzwonić do niego kilka razy dziennie. Jeśli
jest na jakiejś imprezie z pracy, potrafię zadzwonić 40 razy. Nie
znosze, gdy nie wiem, kto do niego dzwoni. Prowokuję go, by się na
mnie obruszył (np. przyjechał do nas jego przyjaciel, postawił jakiś
tam markowy alkohol, bo nie widzieliśmy się szmat czasu, świętował 2
bardzo dużę sukcesy zawodowe; usiedliśmy przy miłej rozmowie i przy
stole ok20. byłam zmęczona, ale nie pijana, absolutnie. Po 22
poszłam spać. Gdy wstałam ok 24 i zobaczyłam, ze jeszcze siedzą i
gadają, wpadłam w złosć, wylałam im alkohol do zlewu; owszem - byli
wstawieni, ale co z tego???, przecież wiem, ze rano wstaliby
najdalej o 9 /sobota/, zrobilibyśmy kawę, poszli z dziećmi do kina).
To jest silniejsze ode mnie. Ciągle mam przed oczami matkę. Wile
rzeczy nadal mnie boli. Mialam zresztą różne przykre doświadczenia
za sobą, świadczące o toksycznosci naszych relacji (bulimia,
zanizone poczucie własnej wartości, porządkowanie obsesyjne
mieszkania itp.). Pomóżcie, bo się strasznie nie lubię. Mam
wrażenie, ze sama się wkrecam. Nie potrafię nad tą maszyną
zapanować. Mąż mnie kocha, stara się tłumaczyć, ale ja nie wiem...
nawet rozwiodła bym się, buleby na swoim postawić.