gze_gzolka
05.12.09, 14:41
Od kilku dni nurtuje mnie pewna sprawa, która dotyczy bliskiej mi
osoby...
Generalnie chodzi o matkę, która jest chora na raka i jej syna.
Matka jest umierająca. Pozostało jej mało czasu nikt jednak nie mówi
ile. Nikt nie jest Bogiem. Dodam, że kobieta poczuła się źle nagle.
Po tym jak do jej trzewi zajrzał lekarz, okazało się, że już nie ma
jak jej pomóc bowiem tak jest strawiona.
O diagnozie pierwszy dowiaduje się syn. Prosi lekarza aby ten nie
informował matki bowiem jest bardzo słaba psychicznie, z pewnością
sie załamie, nie podejmie walki. Lekarz szanuje decyzję syna.
Matka spędza w szpitalu kilkanaście dni. Jest z nią kontakt. syn
ukrywa prawdę. Wspiera, pociesza, opiekuje się... Tym samym stacza w
sobie walkę, gra silniejszego niż jest... Matka ma nadzieję, że
wyjdzie z tego, ze widocznie nie jest tak źle...
Kobieta umiera po niemal 4 tygodniach... Nieświadoma do końca...
Moje pytanie: czy uważacie, że powinna była wiedzieć?