bladoniebieska
28.01.04, 11:49
Po półtora roku, w dniu, kiedy w końcu wszystko miało się zmienić, tzn. w
końcu mieliśmy zamieszkać razem, zadzwoniła Ona. Zapytała czy wiem o jej
istnieniu i czy tego Sylwestra spedziłam z B. Oczywiście. Spotykam sie z B.
od 1,5 roku. Od pół roku mieszka "prawie" u mnie. O Niej wiedziałam. Była
kobieta, z którą B. łączyła przyjaźń. Mieszkała ciąglę w tym mieszkaniu,
które on wynajmował. Wpadał tam od czasu do czasu po rzeczy. Czasami tam
spał, po jakiejś kłótni. Dla mnie sprawa była dość oczywista-jeśli B. spędza
ze mna cały wolny czas, śpi ze mną co noc, to spotyka sie tylko ze mną.
Zapewniał, ze tamto minęło bezpowrotnie, ale Ona jest w trudnej sytuacji i
nie może jej pozbawić swojej pomocy. Myśłam, że jej powiedział, że spotyka
się z inną kobietą... Okazało się, że nie. Ona nie wiedziała, ze on sie z
kims spotyka. Liczyła, że do niej wróci. Powiedział jej, ze ja jestem tylko
zwykłą koleżanką, bo nie chciał jej zranić!!! Że kontakty z nią nie były
widocznie tak sporadyczne. To jest jakieś chore! Twierdzi, ze kocha tylko
mnie, ze Ona ma do niego słabość. Że z Nią bez względu na wszystko juz nie
będzie, bo decyzję o rozstaniu z nią podjął juz dawno. Że chce ze mną
zamieszkać.J a decyzję już prawie podjęłam. Prawie-dlatego chętnie posłucham-
może ktos miał podobne doświadczenia?