hrulek
01.01.10, 15:53
Witam wszystkich. Mam 23 lata, a czuję, że moje życie jest już skończone. Mam
nienormalną rodzinę i nienormalnych znajomych. Rodzice nie słuchają co do nich
mówię, coś im mówię, a oni swoje, czyli po prostu olewają to co mam im do
powiedzenia. Kilka takich "rozmów" w ciągu dnia i już mam zjechany nastrój,
muszę się przespać, żeby mi przeszło, albo czymś się pochłonąć. Z "kolegami"
jest dokładnie to samo. Nie słuchają, nie interesuje ich nic, bo tylko oni
muszą gadać i tylko nimi trzeba się interesować, nawet nie patrzą w oczy
podczas rozmowy ani nie rozkręcają żadnych tematów, bo im w głowie albo
plotki, obgadywanie kogoś i bzdury typu "ale się nachlałem!" To jest naprawdę
żałosne i strasznie się z tym męczę. Nie chcę się zadawać z tymi prymitywami,
to przychodzą do mnie i natrętnie naciskają, żebym do nich wyszedł i jeszcze
żebym ich powoził samochodem, a ja im mówię NIE, bo mi się nie chce nigdzie
jeździć bez celu, a oni jeszcze bardziej zaczynają naciskać i znów mam zepsuty
nastrój, wszyscy są ode mnie słabsi fizycznie i gdybym chciał, to zrobiłbym z
nimi szybko porządek, ale czy warto używać siły fizycznej? No bo skoro nic do
nich nie dociera, to może ręka dotrze. Żeby chociaż byli rozwinięci na
znacznie więcej tematów do rozmów to bym ich witał z wielką radością, ale to
są po prostu prymitywy. Rok temu miałem innych kolegów, nie byli natrętami ale
byli tak samo puści i ograniczeni, gadali tylko o używkach, imprezach i o
plotkach. Na kogo bym nie trafił, to zawsze nudny, ograniczony człowiek.
Później się wszyscy dziwią, że siedzę po nocach na forach, czatach itd. bo tam
przynajmniej są ludzie z którymi można naprawdę o WSZYSTKIM porozmawiać. Od
niedawna siedzę na spikerii, czacie głosowym, jest tam nawet fajnie, bo można
pogadać przez mikrofon, ale ostatnio przestaje mi się tam podobać, bo schodzą
tam się ćwierćinteligenty, które nie mają nic do powiedzenia, tylko bawią się
w DJ-ów i puszczają muzykę. No i niestety przybywa pustaków, którzy tylko
potrafią wydusić z siebie "hehe, niom, ale nuda, fajny kolorek czcionki masz"
no i co to za rozmowy??? Albo ktoś wejdzie gadać przez mikrofon "Ludzie!
Żyjecie? Grajcie! Niech ktoś puści jakąś nutkę!" bardzo inteligentne te
rozmowy!!! W realu wcale nie lepiej, miasto puste, nudne, martwe, 37 tys
mieszkańców, a wygląd a jak jakaś głucha wieś, szkoda mi się rozpisywać na ten
temat... 90% normalnych, wartościowych przyjaciół których miałem, powyjeżdżało
do Anglii, Irlandii itd. bardzo mnie to boli, że teraz zostały resztki typu
pustaki, nudziarze i natręty, co z tym zrobić?? Takie zaczepianie obcych ludzi
w celu zawarcia znajomości jest przypałowe, ludzie w Polsce nie lubią być
zaczepiani, oczywiście pozytywnie zaczepiani w celu zapoznania się, a nie że
kogoś zaczepiam bo chcę mu coś zrobić... W rodzinie jak już pisałem jest to
samo, rodzice potrafią tylko coś kupić, poczęstować i twierdzą że jest to ich
rola, LOL, rodzinne stosunki to nie pieniądze i nie słodycze, tylko miłość,
zrozumienie, i przede wszystkim normalność. Oni nigdy nie prowadzą między sobą
ani ze mną normalnych rozmów, ale do kłótni pierwsi lecą i jeszcze z wielkim
zaangażowaniem rozkręcają każdą awanturę, tak jakby awanturowanie się było ich
wielką pasją! To jest chore!!! Czy ktoś jest w identycznej sytuacji? Jeśli
tak, to niech opisze jak to u niego wygląda, bardzo chętnie poczytam :D Nie
muszę chyba dodawać, bo większość osób się domyśli że przez to wszystko mam
nerwicą na bardzo zaawansowanym poziomie i codziennie spadki nastroju,a o
byciu z kobietą nie mam co pomarzyć nawet, zostawmy lepiej ten temat... Gdybym
miał być w jakimś związku, to już bym dawno był, nie chce mi się tego
opisywać... Po prostu widocznie tak ma być, że mam nie mieć dziewczyny :( Ani
kolegów :(