Dodaj do ulubionych

Z kim mają zostać dzieci?

13.02.02, 19:31
Witam.
Znajoma para się rozstaje - po ponad 10 latach. Nie wyszło im, decyzja jest
nieodwołalna, nie wzięli nigdy ślubu, więc formalności odpadają, ale za to mają
dwoje dzieci - 10-letniego syna i 9-letnią córkę. Mężczyzna ma nową parterkę z
którą chce bardzo poważnie ułożyć życie (tym razem facet planuje ślub). Mają do
poukładania jeszcze kilka rzeczy, porozwiązywać muszą jeszcze trochę
_wspólnych_ spraw, ale generalnie (na szczęście) udaje im się póki co rozstawać
po ludzku i kulturalnie. W tej chwili omawiają kwestię tego, co będzie z
dziećmi. I właściwie sami chyba nie wiedzą, co zrobić. Bo facet jest jak
najbardziej odpowiedzialny i wcale nie wyklucza możliwości, żeby to on zajął
się dziećmi (wbrew temu, co pewnie niektórzy pomyśleli - no bo układa sobie
życie, więc pewnie chce wolności, ble ble ble...). Możliwości są trzy: oboje
zostają z matką, oboje z ojcem, albo chłopiec idzie do ojca, a dziewczynka do
matki. No i teraz pytanie - co zrobić? Między dziećmi jest dokładnie rok
różnicy (co do trzech tygodni), całe życie małolaty spędziły razem, w jednym
pokoju i obok siebie. Jak na mój chłopski rozum nierozsądne byłoby rozdzielanie
dzieciaków, bo już rozstanie rodziców będzie dla nich ciężkim przeżyciem. No i
z tego, co wiem, dzieci w tym wieku są chyba jeszcze znacznie silniej związane
z mamą niż z ojcem (nawet chłopcy - mylę się?). Z drugiej strony - chłopiec
bardzo potrzebuje męskiego wzorca w procesie wychowania. Z trzeciej - czy ów
męski wzorzec i miłość ojca wystarczy jako "przeciwwaga" dla rozstania z mamą i
siostrą? Oczywiście wszyscy w dalszym ciągu będą mieszkali w jednym mieście,
oczywiście jasnym jest, że będą miały miejsce spotkania... Ale jak to zrobić,
żeby w tej nienajlepszej jakby nie było sytuacji było najlepiej...?
Rodzice się zastanawiają, jak to poukładać. Dzieci jeszcze o niczym nie wiedzą.
Jakieś rady lub sugestie?

Pzdr.
A.
Obserwuj wątek
    • Gość: malgosia Re: Z kim mają zostać dzieci? IP: 10.128.131.* 13.02.02, 22:07
      Jak w ogóle można prowadzić takie rozważania? Czytajac to mialam wrażenie, że
      czytam o podziale majątku a nie o dzieciach
      Ja bym tym głupim rodzicom te dzieci najchetniej odebrała.
      A poważnie to chyba oczywiste jest że ich NIE WOLNO rozdzielać, to nie jest
      zabawa mis tobie ,lalka mnie.Dzieci tracą grunt pod nogami przez sam fakt
      rozwodu ,jedyną sprawą stalą i pewną jest istnienie obok brata/siostry. Jak
      sobie to wyobrażasz -każde z nich nie dość że bez jednego rodzica to jeszcze
      bez siebie nawzajem? Szczyt okrucieństwa.
      Więc rozdzielanie dzieci odpada.Powinny zostac z tym rodzicem z którym są
      bardziej związane emocjonalnie a drugie powinno byc stale obecne wich życiu
      (nie tylko na zasadzie wizyt)A ta obecność oznacza również zapewnienie im
      takich warunków rozwaoju jkie by miały gdyby rodzice się nie rozwiedli.
      Ludzie po co wy macie dzieci jak jestescie tak koszmarnie nieodpowiedzialni !!!!
      • andrea_75 Re: Z kim mają zostać dzieci? 13.02.02, 22:45
        Gość portalu: malgosia napisał(a):

        > Jak w ogóle można prowadzić takie rozważania? Czytajac to mialam wrażenie, że
        > czytam o podziale majątku a nie o dzieciach

        Przecież trzeba coś ustalić! A oboje rodzice chcą dobrze, zapewniam Cię.

        > Ja bym tym głupim rodzicom te dzieci najchetniej odebrała.

        A to niby dlaczego? Co mianowicie świadczy o ich głupocie? Jakieś argumenty?

        > A poważnie to chyba oczywiste jest że ich NIE WOLNO rozdzielać, to nie jest
        > zabawa mis tobie ,lalka mnie.Dzieci tracą grunt pod nogami przez sam fakt
        > rozwodu ,jedyną sprawą stalą i pewną jest istnienie obok brata/siostry.

        I tak właśnie myślę. I to również mają na uwadze rodzice młodych. Tylko
        zastanawiają się, jak sensownie poukładać życie czterech osób osobno, skoro razem
        się nie da. Jakąś konfigurację trzeba wybrać, prawda?

        > Jak
        > sobie to wyobrażasz -każde z nich nie dość że bez jednego rodzica to jeszcze
        > bez siebie nawzajem? Szczyt okrucieństwa.

        To była propozycja, jedna z kilku. Ja sobie tego nie wyobrażam, bo to nie moje
        dzieci. Więc nie do końca rozumiem, po co te wykrzykniki w moją stronę?

        > Więc rozdzielanie dzieci odpada.Powinny zostac z tym rodzicem z którym są
        > bardziej związane emocjonalnie a drugie powinno byc stale obecne wich życiu
        > (nie tylko na zasadzie wizyt)

        Wiesz, to nie jest takie łatwe, dlatego że o ile teraz dzieci (oboje) ewidentnie
        są silniej związane z matką, o tyle za 3-4 lata syn będzie bardzo potrzebował
        faceta jako wzoru.

        > A ta obecność oznacza również zapewnienie im
        > takich warunków rozwaoju jkie by miały gdyby rodzice się nie rozwiedli.

        Przecież to oczywiste.

        > Ludzie po co wy macie dzieci jak jestescie tak koszmarnie nieodpowiedzialni !!!
        > !

        Przepraszam Cię, ale ten tekst był absolutnie nie na miejscu. Zastanów się, co
        niby daje Ci prawo wystawiać taką ocenę ludziom, o których nie masz właściwie
        żadnego pojęcia? Kiedy ludzie są Twoim zdaniem wystarczająco odpowiedzialni aby
        mieć dzieci? Jakie kryteria muszą spełniać wg Ciebie? Tak im się w życiu ułożyło,
        że się... nie ułożyło... Żadne z nich tego nie planowało 10 czy choćby 5 lat
        temu. Chcieli być razem i razem wychowywać dzieci. Ale potoczyło się to tak, jak
        się potoczyło, więc gdzie tu nieodpowiedzialność? Tym bardziej, że oni naprawdę
        się starają to poukładać...

        Pzdr.
        A.

        • Gość: ESL Re: Z kim mają zostać dzieci? IP: *.sympatico.ca 14.02.02, 01:11
          To jest zawsze bardzo trudny problem - dzieci. I wbrew pozorom idea rozdzielenia Ich chocby na jakis
          czas nie jest wcale tak kompletnie bez sensu, moze sie zreszta zdarzyc, ze same dzieci wcale nie beda juz
          ze soba tak zwiazanie - tak bywa.
          Z moich obserwacji wynika, ze jesli pary potrafia rozstac sie w spokojny i w miare przyjacielski sposob,
          to i dzieci latwiej sie z tym godza, wielokrotnie korzystajac z tego, ze sa dwie oddzielne rodziny,
          w ktorych maja swoje miejsce.
          Chodzi jednak wlasnie o to miejsce.
          Znam pare, ktora po rozwodzie mieszka w dwoch sasiadujacych domach - wlasnie ze wzgledu na dzieci.
          Matka ponownie wyszla za maz, ojciec jest samotny choc miewa rozne girl-friends.
          Trojka dzieci i coreczka z drugiego malzenstwa matki maja swoje pokoje i w jednym, i w drugim domu -
          nie trzeba bylo zmieniac szkol, przyjaciol, wlasciwie niczego. Dzieci nawet mialy sporo frajdy przy
          urzadzaniu nowych pokoi, przenoszeniu roznych rzeczy itd.
          Jest to, oczywiscie, sytuacja idealna, ktora obie strony kosztowala bardzo, bardzo duzo kultury, spokoju
          i... pieniedzy. Ale udalo Im sie zachowac cos pozytywnego dla wszystkich zainteresowanych i chyba
          rowniez nauczyc dzieci, ze nawet przy duzych rozbieznosciach i konfliktach, mozliwe jest cywilizowane
          porozumiewanie sie.
          Nie wiem, czy Twoi znajomi dysponuja podobnymi mozliwosciami finansowymi i czy sa w na tyle dobrych
          ukladach by dyskutowac swobodnie rownie pokojowe rozwiazania ale moze powinni przynajmniej
          rozwazyc mieszkanie jak najblizej siebie.
          I mysle, ze powinni z dziecmi porozmawiac jak najszybciej. To sa juz calkiem spore dzieci i One tez beda
          mialy swoj poglad na sprawe. A im szybciej wyplacza swoje pierwsze lzy i im szybciej zaczna godzic sie
          z tym, co i tak ma sie zdarzyc, tym szybciej rowniez zaczna One same "budowac" swoje nowe zycie
          w odmiennych ukladach.
          Na pocieszenie, mozesz powiedziec swoim znajomym, ze jak wykazuja ostatnie wyniki badan
          prowadzonych przez lata na ludziach, ktorych rodzice sie rozwiedli, gdy byli oni dziecmi - 75% badanych
          nie mialo zadnych klopotow ani w szkole, ani w zyciu socjalnym w okresie dorastania tudziez nie ma
          nadal zadnych problemow w zyciu zawodowym czy rodzinnym - problemow, ktore moznaby polaczyc
          z rozwodem rodzicow. Tak wiec szanse dzieci, o ktorych piszesz, na normalne dorastanie i dorosle zycie
          sa rownie wysokie jak calej reszty populacji.
          Aha, i zeby ktos nie pomyslal, ze sam jestem rozwiedziony wiec bronie swoich wlasnych wyborow -
          jestem zonaty z ta sama Teresa od cwiercwiecza ale rozumiem, ze czasem moze sie nie udac i nie ma co
          potepiac ludzi, ze tak im sie zdarza. Mozna tylko minimalizowac straty.
          • Gość: jupiter Re: Z kim mają zostać dzieci? IP: 168.143.112.* 14.02.02, 01:56
            Wedlug mnie dzieci nie powinny byc rozdzielane. Moze
            pozniej, jak dojrzeja..Miesiac u mamy, miesiac u
            taty,a rodzice powinni mieszkac blisko siebie,
            najlepiej jakby szkoly dzieci tez nie zmienialy.
            Powinny miec i u mamy pokoj i u taty
            pokoj.Rozdzielenie w tym wieku doprowadzi do
            niezdrowej rywalizacji miedzy nimi i oslabi wiezi .
          • andrea_75 Re: Z kim mają zostać dzieci? 14.02.02, 02:00
            Gość portalu: ESL napisał(a):

            > To jest zawsze bardzo trudny problem - dzieci. I wbrew pozorom idea rozdzieleni
            > a Ich chocby na jakis
            > czas nie jest wcale tak kompletnie bez sensu, moze sie zreszta zdarzyc, ze same
            > dzieci wcale nie beda juz
            > ze soba tak zwiazanie - tak bywa.

            Hmmm... Nie do końca rozumiem chyba. To są dzieciaczki, które dzielą pokój. Jest
            między nimi tylko rok różnicy. Źle im będzie, kiedy rodzice się rozstaną. Czy
            rozdzielanie ich nie bolałoby niepotrzebnie? Po prostu? Jasne, że w którymś
            momencie przestaną się potrzebować, ale czy naprawdę jest konieczność
            doprowadzania do tego momentu? Nie wiem...

            > Z moich obserwacji wynika, ze jesli pary potrafia rozstac sie w spokojny i w mi
            > are przyjacielski sposob,
            > to i dzieci latwiej sie z tym godza, wielokrotnie korzystajac z tego, ze sa dwi
            > e oddzielne rodziny,
            > w ktorych maja swoje miejsce.
            > Chodzi jednak wlasnie o to miejsce.

            No, to będzie trudne. Niezależnie od tego, jak bardzo rodzice będą się starali.
            No i nowa kobieta/partnerka ich taty - zapewne będą problemy z akceptacją.

            [ciach opis idealny]
            Niewiele osób ma warunki, aby tak życie poukładać :-(

            > Jest to, oczywiscie, sytuacja idealna, ktora obie strony kosztowala bardzo, bar
            > dzo duzo kultury, spokoju
            > i... pieniedzy.

            Otóż to :-(

            > Ale udalo Im sie zachowac cos pozytywnego dla wszystkich zainte
            > resowanych i chyba
            > rowniez nauczyc dzieci, ze nawet przy duzych rozbieznosciach i konfliktach, moz
            > liwe jest cywilizowane
            > porozumiewanie sie.

            Wiesz, ci ludzie których obserwuję chyba bardzo się starają. Tam na pewno czasem
            niefajnie jest w domu, ale dzieciaki są chronione. Bo jakby się nie starać, ta
            sytuacja jest dla rodziców bardzo przykra i stresująca. Ale dzieci oszczędzają,
            jak mogą.

            > Nie wiem, czy Twoi znajomi dysponuja podobnymi mozliwosciami finansowymi i czy
            > sa w na tyle dobrych
            > ukladach by dyskutowac swobodnie rownie pokojowe rozwiazania ale moze powinni p
            > rzynajmniej
            > rozwazyc mieszkanie jak najblizej siebie.

            W układach chyba są niezłych. W każdym razie bardzo się starają, żeby to Boże
            broń się nie przerodziło w walkę. Ostatnio też dyskutowali o lokalizacji
            mieszkania, które trzeba kupić, ale nie wiem, co ustalili... Z kasą jest... sam
            wiesz, jak teraz jest z pieniędzmi. Mało kto może wyłożyć z kieszeni sumę
            niezbędą na kupno mieszkania w wybranej okolicy o wybranym metrażu. Niestety :-\

            > I mysle, ze powinni z dziecmi porozmawiac jak najszybciej. To sa juz calkiem sp
            > ore dzieci i One tez beda
            > mialy swoj poglad na sprawe. A im szybciej wyplacza swoje pierwsze lzy i im szy
            > bciej zaczna godzic sie
            > z tym, co i tak ma sie zdarzyc, tym szybciej rowniez zaczna One same "budowac"
            > swoje nowe zycie
            > w odmiennych ukladach.

            A o tym nie pomyślałam, przyznam szczerze. I chyba delikatnie zasugeruję.

            [ciach o wynikach badań]
            No, to również pocieszające. Bo jako odpowiedzialni rodzice zastanawiają się nad
            dobrem swoich dzieci. Kurcze, cały dramat w tym, że każde wyjście z sytuacji jest
            złe - albo rodzina będzie niepełna (jednak), albo będzie na pozór pełna, ale
            średnio wydolna wychowawczo, no bo jednak między rodzicami nie będzie tej więzi,
            jaka być powinna... :-(

            > Aha, i zeby ktos nie pomyslal, ze sam jestem rozwiedziony wiec bronie swoich wl
            > asnych wyborow -
            > jestem zonaty z ta sama Teresa od cwiercwiecza ale rozumiem, ze czasem moze sie
            > nie udac i nie ma co
            > potepiac ludzi, ze tak im sie zdarza. Mozna tylko minimalizowac straty.

            Ano nie ma. Tym bardziej, że nikt nie planuje przecież tego, że tak właśnie mu
            się życie ułoży. Moi Rodzice obchodzili właśnia 45-tą rocznicę ślubu. Dobrze im
            razem, kochają się, są przez swoje dzieci kochani. Ale to nie jest norma, to
            raczej wyjątek. Niestety :-(

            Pzdr. gorące
            A.
            • allex Re: Z kim mają zostać dzieci? 14.02.02, 17:47
              Jeżeli rozmawiamy o dzieciach to warto zastanowić się nad ich - dzieci -
              potrzebami. Dorosły - rodzic chciałby sobie na nowo życie ułożyć ma jakieś
              wizje i chciałby do nich wpasować dzieci i jeszcze chciałby aby były szczęśliwe.
              Opowiadania, że po rozwodzie wszyscy mogą być szczęśliwi to mit podtrzymywany
              przez "kulturalnie rozstających sie". Czy rozstanie było "z kulturą" czy bez
              kultury dzieci zostały przez rodziców zranione i kropka.
              Można się tylko zastanawiać co robić aby ich nie ranić dalej.
              Rana na ich psychice spowodowana jest naruszeniem poczucia bezpieczeństwa jakie
              mogą zagwarantować oboje rodzice. Poczucie bezpieczeństwa dają obydwoje
              rodzice. Dziecko ma zaspokojoną potrzebę bezpieczeństwa poprzez stałość układu
              rodziny. Rozwód nie mieści się w logice dziecka. Musi ono samo sobie
              wytłumaczyć dlaczego tak się stało i znaleść się w tym nowym układzie.
              Mądrzy rodzice zastanawiając się - co po rozwodzie muszą potrzeć co robić i jak
              robić aby potrzbę bezpieczeństwa odbudować. Jak stworzyć jak najbardziej
              stabilny układ, w którym dzieci będą mogły poruszać się w miarę pewnie.
              Pomysł dzielenia dzieci jest po prostu zbrodnią. Inaczej trudno go nazwać.
              Pomysł zamieszkania dzieci z ojcem i jego nową partnerką jest teą chyba do
              końca nieprzemyślaany.
              Piszesz, że dzieci o rozwodzie jeszcze nie wiedzą, nie wiem czy znają partnerkę
              ojca. Jeżeli ktoś zadaje dzieciom ból. - rozwód to jest takie zadanie bólu - to
              dzieci muszą sobie jakoś to wytłumaczyć.
              Myślę, że kochają ojca i matkę. Tej miłości nie przekreślają najwieksze rany.
              Jak więc mogą pogodzić się z tym,że ból zadają im osoby które kochają i które
              są dla nich gwarantami realizacji podstawowych potrzeb?
              Myślę, że będą starały się znaleść kogoś winnego sytuacji. Przypuszczam, że
              będzie to w tej sytuacji partnerka ojca. Gesty czułości między małżonkami,
              okazywanie uczuć będzie wywoływać u nich wspomnienia i ból. Czy partnerka ojca
              zdaje sobie z tego sprawę?
              Nastepna sprawa to rywalizacja - kto jest ważniejszy - dzieci czy ja?
              To nie tak, że jest kobietą samolubną ale ojciec dzieci będzie musiał dokonywać
              takich małych codziennych wyborów np. gdzie iść na spacer, co jeść na kolację
              itp. Dzieci będą się upewniać czy ona wytrzyma - wątpię. Wreszcie dziecko w
              nowym związku albo brak dziecka czy wyrzeczenie się jego posiadania. TNie
              spotkałem jeszcze kobiety, która to przeżyje. Warto poczytać bajki - one
              dostarczają wiedzy o archetypach postaw i wynikających z nich relacji między
              ojcem, jego partnerką, dziećmi, matka. Nic się w tym względzie nie zmieniło.
              W związku, w którym są dzieci świat się kręci wokół nich i tak już jest.
              Jeżeli rodzice się rozchodzą to koncentrują się już nie na dzieciach lecz na
              sobie. Czasami na nowym partnerze. Dzieci to czują.
              Nie wiem skąd te wyniki badań. Czy dzieci, które się dobrze uczą są szczęśliwe?
              Ktoś wyprodukował badania na usprawiedliwienie dorosłych i tyle.
              DZieci zostaną zranione i to bardzo mocno. Rodzice powinni być tego świadomi i
              zadbać aby rany mogły się zabliźnić i aż tak nie bolały.
              Warto wybierając receptę uklęknąć przed dzieckiem i popatrzyć na świat z jego
              perspektywy. Zrezygnować trochę ze swojej pewności siebie i pychy pod
              tytułem "ja wiem co będzie dla ciebie lepsze". (Nie można też zmuszać dzieci
              aby same dokonywały wyboru. Rodzice wymyślili rozwód i są odpowiedzialni za
              decyzję. A każda decyzja będzie ranić!!!!!!)
              Nie piszę aby potępiac rodziców rozwodzących się. Sam jestem 7 lat po rozwodzie
              mam dzieci. Mnie też się wydawało, że nie ranie ich i jestem w porządku. Od
              nich dowiaduje się, co przeżywały, co czuły i co czują.
              Za swoje osiągnięcie uważam, że nauczyłem się ich słuchać. Po latach ale...
              Wstydze się, że kiedyś nie potrafiłem zrozumieć ich potrzeb mimo, że jestem ich
              ojcem i wmawiałem sobie, że skoro jest mi dobrze, uważam, że jestem w porządku
              to to samo muszą czuć dzieci. Jeżeli chcesz wiedzieć więcej napisz.
              Pozdrawiam
              Allex
              • andrea_75 Re: Z kim mają zostać dzieci? 14.02.02, 18:15
                allex napisał(a):

                > Jeżeli rozmawiamy o dzieciach to warto zastanowić się nad ich - dzieci -
                > potrzebami. Dorosły - rodzic chciałby sobie na nowo życie ułożyć ma jakieś
                > wizje i chciałby do nich wpasować dzieci i jeszcze chciałby aby były szczęśliwe
                > .

                Nie wiem, czy na pewno można napisać "jeszcze". Rodzic po prostu chce dzieciom
                zapewnić wszystko to, co najlepsze. Ta znajoma para również. Nie traktują tego
                dobra dzieci jako dodatku do swojego układanego na nowo życia, ale jako jeden z
                priorytetów.

                > Opowiadania, że po rozwodzie wszyscy mogą być szczęśliwi to mit podtrzymywany
                > przez "kulturalnie rozstających sie". Czy rozstanie było "z kulturą" czy bez
                > kultury dzieci zostały przez rodziców zranione i kropka.

                A czy nie bardziej ranione są żyjąc w rodzinie, która nie funkcjonuje tak, jak
                powinna? Jasne, że ideałem by było, żeby i rodzice i dzieci żyli długo i
                szczęśliwie, w miłości. Ale skoro coś nie "fungowało", coś się sypnęło? Czy nie
                więcej szkody dziecku wyrządziłoby życie w rodzinie, która przekazywałąby im
                niewłaściwe wzory? Nie mówię tu oczywiście o awanturach czy nie daj Boże
                rękoczynach, ale wystarczająco "nienormalne" jest to, że rodzice ze sobą nie
                rozmawiają.

                > Można się tylko zastanawiać co robić aby ich nie ranić dalej.
                > Rana na ich psychice spowodowana jest naruszeniem poczucia bezpieczeństwa jakie
                > mogą zagwarantować oboje rodzice. Poczucie bezpieczeństwa dają obydwoje
                > rodzice.

                Eeee... mówisz teraz o sytuacji idealnej. Bo ci rodzice też muszą być w
                odpowiednich układach, aby to dzieciom zapewnić.

                > Dziecko ma zaspokojoną potrzebę bezpieczeństwa poprzez stałość układu
                > rodziny.

                Pod warunkiem, że ta rozmowa jest zdrowo funkcjonująca. I przekazuje właściwe
                wzrory. A skoro ci ludzie podjęli decyzję o rozstaniu, to znaczy że
                funkcjonowanie w tym układzie nie zaspokaja ich potrzeb. A w takiej sytuacji może
                się okazać, że nie zaspokoją potrzeb dzieci.

                > Rozwód nie mieści się w logice dziecka. Musi ono samo sobie
                > wytłumaczyć dlaczego tak się stało i znaleść się w tym nowym układzie.

                Co niestety będzie bardzo trudne.

                > Mądrzy rodzice zastanawiając się - co po rozwodzie muszą potrzeć co robić i jak
                > robić aby potrzbę bezpieczeństwa odbudować. Jak stworzyć jak najbardziej
                > stabilny układ, w którym dzieci będą mogły poruszać się w miarę pewnie.

                Ano. Dlatego właśnie trwają te rozmowy. [w kwestii formalnej - ci ludzie nigdy
                nie wzięli ślubu, więc to nie będzie rozwód jako taki, a "jedynie" rozstanie)

                > Pomysł dzielenia dzieci jest po prostu zbrodnią. Inaczej trudno go nazwać.

                To była tylko propozycja. Podejrzewam, że nie do końca przemyślana.

                > Pomysł zamieszkania dzieci z ojcem i jego nową partnerką jest teą chyba do
                > końca nieprzemyślaany.

                Obawiam się, że tak. Tym bardziej, że to młodsza od mamy dzieci kobieta.

                > Piszesz, że dzieci o rozwodzie jeszcze nie wiedzą, nie wiem czy znają partnerkę
                > ojca. Jeżeli ktoś zadaje dzieciom ból. - rozwód to jest takie zadanie bólu - to
                > dzieci muszą sobie jakoś to wytłumaczyć.
                > Myślę, że kochają ojca i matkę. Tej miłości nie przekreślają najwieksze rany.
                > Jak więc mogą pogodzić się z tym,że ból zadają im osoby które kochają i które
                > są dla nich gwarantami realizacji podstawowych potrzeb?
                > Myślę, że będą starały się znaleść kogoś winnego sytuacji.

                Też mi się wydaje, że właściwie wina spadnie na tę dziewczynę. Bo jakiegoś
                winnego dzieciaki sobie znajdą. A to aż się samo nasuwa...

                > Przypuszczam, że
                > będzie to w tej sytuacji partnerka ojca. Gesty czułości między małżonkami,
                > okazywanie uczuć będzie wywoływać u nich wspomnienia i ból. Czy partnerka ojca
                > zdaje sobie z tego sprawę?

                Zdawać zdaje. Ale to tylko teoria. Wszystko i tak wyjdzie w praniu. Podejrzewam,
                że już sam moment zapoznania ze sobą zainteresowanych stron będzie dla nich dość
                silnym stresem.

                > Nastepna sprawa to rywalizacja - kto jest ważniejszy - dzieci czy ja?
                > To nie tak, że jest kobietą samolubną ale ojciec dzieci będzie musiał dokonywać
                > takich małych codziennych wyborów np. gdzie iść na spacer, co jeść na kolację
                > itp. Dzieci będą się upewniać czy ona wytrzyma - wątpię.

                Wątpisz, że ona wytrzyma? To zależy przecież również od ojca.
                I wiesz, czy nie jest aby tak, że szczęśliwi rodzice, choćby osobno - ale
                szczęśliwi - są z większym prawdopodobieństwem dać szczęście dzieciom?

                > Wreszcie dziecko w
                > nowym związku albo brak dziecka czy wyrzeczenie się jego posiadania. TNie
                > spotkałem jeszcze kobiety, która to przeżyje.

                Dziecko/dzieci mają być. Wiesz, to nie wygląda na żaden romans na boku, na
                szukanie przez faceta odskoczni. Wydaje się raczej, że on znalazł _tę_ kobietę, z
                którą chce spędzić życie. A że znalazł ją tak późno, to teraz walczy z
                przeszkodami...

                > Warto poczytać bajki - one
                > dostarczają wiedzy o archetypach postaw i wynikających z nich relacji między
                > ojcem, jego partnerką, dziećmi, matka. Nic się w tym względzie nie zmieniło.

                Masz rację.

                > W związku, w którym są dzieci świat się kręci wokół nich i tak już jest.

                Tu też masz rację.

                > Jeżeli rodzice się rozchodzą to koncentrują się już nie na dzieciach lecz na
                > sobie. Czasami na nowym partnerze. Dzieci to czują.

                Trzeba umieć wypośrodkować zainteresowanie, czyż nie? Wydaje mi się (ale jestem
                bezdzietna póki co), że dzieciakom można dać szczęście, poczucie bezpieczeństwa,
                miłość, gdy samemu się żyje w takim układzie, który jest satysfakcjonujący i
                zaspokaja potrzeby emocjonalne.

                > Nie wiem skąd te wyniki badań. Czy dzieci, które się dobrze uczą są szczęśliwe?
                > Ktoś wyprodukował badania na usprawiedliwienie dorosłych i tyle.

                Nie do końca. Wyniki w nauce dość wyraźnie korelują ze stanem emocjonalnym
                dzieci. Gdyby było im bardzo źle, to nauka zeszłaby na ostatni plan. (NIE, nie
                mówię, że są szczęśliwe, ale nie można chyba powiedzieć, że calutki świat im się
                rozwala i już nie mają szans na szczęście).

                > DZieci zostaną zranione i to bardzo mocno. Rodzice powinni być tego świadomi i
                > zadbać aby rany mogły się zabliźnić i aż tak nie bolały.

                Uwierz, że bardzo się starają.

                > Warto wybierając receptę uklęknąć przed dzieckiem i popatrzyć na świat z jego
                > perspektywy. Zrezygnować trochę ze swojej pewności siebie i pychy pod
                > tytułem "ja wiem co będzie dla ciebie lepsze". (Nie można też zmuszać dzieci
                > aby same dokonywały wyboru. Rodzice wymyślili rozwód i są odpowiedzialni za
                > decyzję. A każda decyzja będzie ranić!!!!!!)

                Czyli co? Przedyskutować? Podjąć wspólną decyzję?
                Bo na pewno absolutnie karygodnym byłoby pogrywanie na emocjach dzieci "tak,
                idziesz do mamusi, to znaczy, że mnie już nie kochasz..."...

                > Nie piszę aby potępiac rodziców rozwodzących się. Sam jestem 7 lat po rozwodzie
                > mam dzieci. Mnie też się wydawało, że nie ranie ich i jestem w porządku. Od
                > nich dowiaduje się, co przeżywały, co czuły i co czują.
                > Za swoje osiągnięcie uważam, że nauczyłem się ich słuchać. Po latach ale...
                > Wstydze się, że kiedyś nie potrafiłem zrozumieć ich potrzeb mimo, że jestem ich
                > ojcem i wmawiałem sobie, że skoro jest mi dobrze, uważam, że jestem w porządku
                > to to samo muszą czuć dzieci. Jeżeli chcesz wiedzieć więcej napisz.

                Napisałam :-)
                To teraz czekam na odpowiedź.
                Ja wiem, że to bardzo trudne. Patrzę na to z boku, ale widzę, jak koszmarnie
                miotają się ci ludzie. Nie tyle dlatego, że muszą pogodzić sprzeczne racje, ale
                dlatego, że bardzo trudno przewidzieć, co tak naprawdę będzie najlepsze w tym
                konkretnym przypadku...

                Pzdr.
                A.

              • Gość: fnoll do alexa IP: *.bydgoska.krakow.pl 14.02.02, 20:41
                mysle, ze wzbudzanie w kims poczucia winy za decyzje o rozwodzie nie pomaga mu
                w przeprowadzeniu calej sprawy w jak najlepszy sposob dla dzieci i bylego
                partnera czy partnerki

                wiesz, alex, jest cos takiego jak samospelniajace sie przepowiednie - czyli
                jakby sobie powtarzac, ze sie kogos krzywdzi, to sie go w koncu skrzywdzi na
                calej lini

                lepiej miec na uwadze DOBRO dzieci a nie ich krzywde, jesli czujesz roznice

                pzdr

                fnoll
                • allex Re: do fnolla 16.02.02, 20:36
                  Ostatnią rzeczą jaką chce przekazac jest wzbudzanie poczucia winy za decyzję o
                  rozwodzie. Rozwód, moim zdaniem, często "uzdrawia" relacje. Najgosze dla
                  dziecka jest życie w chaosie. Jeżeli stosunki między rodzicami to spór, któremu
                  przyglądają się dzieci t lepij rozejść się. Jeżeli rodzice są w konflikcie
                  dzieci zmuszone są grać. Grać różne role, to aby zwrócić na siebie uwagę, to
                  aby pogodzić, to aby coś zyskać itd. Przyjmują na siebie ogromny ładunek
                  emocjonalny jaki niesie sytuacja. Jednocześnie nie mogą odreagować swoich
                  emocji. Można pisać wiele co dzieje się z nimi.
                  Chciałem tylko powiedzieć, że jeżeli ktoś świadomie decyduje się na rozwód to
                  musi zdać sobie sprawę z kilku rzeczy
                  1 że musi porozumieć sie ze swoim byłym w sprawie dzieci,
                  2 że kompromis między rodzicami oznacza zawsze rezygnację jednego z nich z
                  części praw i przyjęcie dodatkowych obowiązków przez drugiego.
                  3 że odpowiedzialność za rozwód ponoszą rodzice i to oni powinni przyjąć na
                  siebie ciężąr decyzji o dalszych losach dziecka.
                  4 że pewność i spokój ma zastąpić chaos.
                  5 że nie można eksperymentować z dziećmi, (może tu może tam)
                  6 że dzieci muszą "przeżyć" żal po rozwodzie i do tego potrzeba czasu.
                  7 ze winą za rozwód obarczą nowego partnera
                  itd.
                  Natomiast opisywana sytuacja i przedstawione propozycje wskazywały na to że
                  dzieciom zafundowany zostanie chaos lub (i) pozbawione zostaną czasu i
                  możliwości przeżycia żalu. Może dlatego podkreślałem potrzebą zwrócenia uwagi
                  na zranienia.
                  Odrobina uwagi i odrobina empatii to nie "samospełniająca się przepowiednia"
                  Pozdrawiam
                  allex
      • Gość: Michal Re: Z kim mają zostać dzieci? IP: *.jasien.net 21.02.02, 21:18
        Gość portalu: malgosia napisał(a):

        > Jak w ogóle można prowadzić takie rozważania? Czytajac to mialam wrażenie, że
        > czytam o podziale majątku a nie o dzieciach

        Rozumiem - to bylo Twoje wrazenie. A na chlodno? Jakies konkrety?

        > Ja bym tym głupim rodzicom te dzieci najchetniej odebrała.

        Jak bardzo glupim trzeba byc by nazwac glupim kogos kogo sie nie zna, nie
        widzialo, a przeczytalo tylko we wzmiance na forum?
        Nie powiem jak bardzo bo bym musial zrobic to samo co Ty...

        > A poważnie to chyba oczywiste jest że ich NIE WOLNO rozdzielać, to nie jest
        > zabawa mis tobie ,lalka mnie.Dzieci tracą grunt pod nogami przez sam fakt
        > rozwodu ,jedyną sprawą stalą i pewną jest istnienie obok brata/siostry. Jak
        > sobie to wyobrażasz -każde z nich nie dość że bez jednego rodzica to jeszcze
        > bez siebie nawzajem? Szczyt okrucieństwa.

        Nie. To nie jest jeszcze szczyt okrucienstwa, ale dobrze, ze w koncu konkrety.
        Masz troche racji.

        > Więc rozdzielanie dzieci odpada.Powinny zostac z tym rodzicem z którym są

        To _tylko_ Twoja opinia. A zatem nie "odpada" tylko "nie powinni tego robic".

        > bardziej związane emocjonalnie a drugie powinno byc stale obecne wich życiu
        > (nie tylko na zasadzie wizyt)A ta obecność oznacza również zapewnienie im
        > takich warunków rozwaoju jkie by miały gdyby rodzice się nie rozwiedli.
        > Ludzie po co wy macie dzieci jak jestescie tak koszmarnie nieodpowiedzialni !!!
        > !

        Patrzac po stylu wypowiedzi moglbym zadac to samo pytanie?

        M.
    • allex Re: Z kim mają zostać dzieci? 14.02.02, 20:05
      Nie chcę wątpić w dobre chęci rodziców. Twierdzę, że często rozwód uzdrawia
      sytuacje. Wierz mi nie idealizuje tak jest. To relacja między rodzicami
      zapewnia bezpieczeństwo i jest przyjmowana przez dzieci za normę, bez względu
      na to jaka jest.
      Jeśli chodzi o psychiczne straty to są i to ogromne. Naprawdę nie ma takich
      badań, które mówią coś innego.
      Więcej postaram się napisać w sobote dziś nie moge.
      Pozdrawia m Allex
      • jutro7 Z kim mają zostać dzieci? 14.03.02, 14:45
        Jestem tą drugą żoną. Mąz ma chłopca i dziewczynkę.Dzieci są u byłej żony. Ja
        mam córkę z pierwszego małżeństwa przy nas. Boli mnie to, ze problemy męża i
        walka o dzieci przeniosła się na naszą nową rodzinę. Jak w takiej sytuacji dać
        oparcie własnemu dziecku? Napatrzyło się ono drugi raz na problemy dorosłych.
        Mąż chce mnie i swoje dzieci, walczy. Koszmar. Przekupuje je, powoli przeciąga
        na swoją stronę. Ich matka postanowiła od początku odciąć je od ojca. Sąd ją za
        to ukarał. Oczywiście że mnie nienawidzą. Winia za rozpad ich rodziny.
        Choć to ich rodzice mają w aktach opisaną wspólna winę i każdego i z osobna.
        Czy ktoś myśli o psychice dzieci? Najważniejsze nie posługiwać się nimi. Dać im
        poczucie bezpieczeństwa, że rodzeni rodzice nie sa skłóceni, nie brać na
        zakładników. Ale z chorą byłą zoną na schizofrenie tak sie nie da. Chyba trzeba
        w końcu tym dzieciom objawić chorobę ich matki.

    • _szwedka Re: Z kim mają zostać dzieci? 15.03.02, 13:43
      Popieram to co ESL napisal. W Szwecji takie wyjscie jest bardzo popularne od
      wielu lat. Znam osobiscie rodziny zarowno szwedzkie jak i polskie ktore tak
      funkcjonuja. Osiedlaja sie blisko siebie, dzieci maja blisko i tu i tam. Na
      ogol mieszkaja 2 tygodnie u kazdego rodzica ale do drugiego ciagle zagladaja.
      No i nie rozdzielac rodzenstwa.
      A i dla rodzicow dni bez dzieci moga byc czyms pozytywnym. Odpoczynek, hobby,
      sport itp. Wazne jest zeby obydwoje rodzice zaangazowani byli w zycie dzieci.
      Razem podejmowali decyzje, czuli sie mimo wszystkim rodzina.
      Gdy moj syn mial 3 lata ojciec jego wyjechal do Australii, ja wyjechalam z
      synem do Szwecji. Mimo to syn moj ma bardzo dobry kontakt z ojcem i dziadkami (
      rodzicami ojca) w Polsce.
      Wszystko zalezy od dobrej woli.
      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka