Dodaj do ulubionych

O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(z FK)

13.03.04, 18:01
Pozwolilam sobie przeniesc ten watek z Forum Kobieta tutaj...Chcialam
sprobowac na Forum Depresja, ale mysle ze tu moze tez bedzie
dobrze....Przeczytacie..?

Mialam Przyjaciela. Myslalam, ze mialam Przyjaciela przez ponad 3 lata. Byl
Przyjacielem gdy byl z kims, gdy pomoc ograniczala sie do poprawiania humorku
w smutne dni. Potem zostal sam, przeprowadzil sie bardzo blisko mnie i pol
roku temu wypowiedzial slowko 'kocham'. Ja nie moglam powiedziec 'ja tez', bo
byl w moim zyciu ktos inny, wazny. Moze nie bylismy razem, ale czekalam czy
moze cos bedzie dalej... Moj Przyjaciel powtarzal nie raz, ze czeka na moja
decyzje i tego, co powiedzial, nie wycofuje.

Potem byl szpital. I moj Przyjaciel, choc w przeddzien mojego pojscia do
szpitala znow zapewnial, ze jest pewien tego co czuje, przez caly ten czas ani
razu nie spytal, jak sie czuje. Ani razu nie zadzwonil, zostawil mnie tam
zupelnie sama...Gdy po powrocie powiedzialam, ze bylo mi z tego powodu bardzo
smutno, uslyszalam, ze on nie ma obowiazku wysylac smsow,dzwonic i pytac jak
sie czuje skoro wie, ze zle...Wywiazala sie klotnia i wygladalo na to, ze
bedzie koniec znajomosci. To byl koniec wakacji zeszlego roku.

Potem ja zaczelam studia w innym miescie, czlowiek na ktorego czekalam, bardzo
wazny, mial przeprowadzic sie do mnie. Cos 'drgnelo'. Widzialam, ze tego chce,
ze ja tez jestem wazna. Bylam najszczesliwszym czlowiekim na swiecie. Do
chwili, gdy jesienia zginal w wypadku...To byl koniec szczescia, koniec
wszystkiego...Przez kilka miesiecy lezalam wpatrzona w sufit, placzac calymi
dniami i nie bedac w stanie zrobic kompletnie nic.

Jedyne, na co sie zdobylam, w polowie stycznia tego roku, to telefon do mojego
Przyjaciela. Szukalam pomocy...On znow powtorzyl slowko 'kocham'...I mialam
wrazenie, ze chce mi pomoc...I ze nadal chce czegos wiecej...A ja nie
powiedzialam nie, ale nie powiedzialam tez tak. To byl tak bardzo trudny czas,
ze nie bylam w stanie podejmowac takiej decyzji. Ale nie zadzwonilam wlasnie
do niego bez powodu, przez przypadek..

Nie moglismy sie jednak szybko spotkac. Mialam sesje, usilowalam uratowac
cokolwiek z moich, wymarzonych zreszta, studiow. Nie udalo sie nadrobic
3-miesiecznych zaleglosci w tydzien :-( Mielismy sie spotkac, gdy wroce do
domu po sesji. Mial zadzwonic. Nie zrobil tego, nie wyslal nawet smsa, ze ma
duzo pracy...Bo podobno mial.

Dostal list. O tym, ze sprawil mi tym wielka przykrosc. Ze zapomnial... Ze
szukalam u niego pomocy, a on to zignorowal. Ze nie mam juz sily radzic sobie
ze wszystkim sama...Smierc tamtego czlowieka, zawalona sesja, choroba...

Odpowiedzia na list bylo,ze on przyjedzie, ze mial duzo pracy, ze chce mi
pomoc itd. Tego samego wieczoru dowiedzialam sie od jego znajomego o czyms, co
juz od dluzszego czasu podejrzewalam. O niej. On twierdzil, ze ona to tylko
kolezanka poznana przez czat i niczym oprocz kolezanki z czatu nie jest. Jego
znajomy - ze sa razem od 1,5 miesiaca. On dosyc czesto bywa zreszta na jednym
z czatow, ma tam duzo znajomych i oni wszyscy zyli w przekonaniu, ze on jest z
nia. Opowiadali mi o slodkich pocalunkach na zlotach, o calej historii ich
zwiazku. Jedyna osoba, ktora o tym nie wiedziala, bylam ja.

Przyjechal do mnie w srodku nocy. Trzymal za reke i powtarzal, ze ona jest
tylko kolezanka, ze ja jestem wazna i ze nie wycofuje tego, co powiedzial.
Czekal na moja decyzje...Ja nie chcialam powiedziec tak, bo ona caly czas mi
gdzies migotala w tle i nie chcialam, zeby to byl jakis konkurs, zawody na
czas pt'Ktora szybciej go przekona'. Ale nie powiedzialam tez nie i na
wszelkie sposoby dawalam mu do zrozumienia, ze jest kims waznym...ze 3 latka
duzo daly mi do myslenia...ze moze w tej chwili nie jestem w stanie podjac
konkretnej decyzji, musze dojsc do siebie...ale chce ulozyc sobie zycie na
nowo i chce zeby on w nim byl...

Wyszedl. Minely 3 dni. Zapewniania mnie o tym, ze chce pomoc itd. Ja chcialam
porozmawiac z nia. Od niej dowiedziec sie jak to miedzy nimi jest, bo jezeli
naprawde jest tak jak oni wszyscy mowia (a czemu on zaprzecza), to ja znikne z
jego zycia, bo na chwile obecna nie jestem w stanie walczyc o czyjes uczucia.
Z nia nie udalo sie porozmawiac, ale tego samego dnia od niego dowiedzialam
sie, ze jednak jest z nia.

Tak, napisalam to slowko 'kocham'... I napisalam zarazem, ze znikam z jego
zycia...Bo mnie oklamywal, chcial zlapac dwie sroczki za ogonek naraz. Od
niego dowiedzialam sie, ze gralam na zwloke i przegralam. Choc jeszcze 3 dni
wczesniej zapewnial, ze nie ma zadnego konkursu, ze ona jest nikim waznym.
Myslalam, ze w uczuciach chodzi o cos wiecej niz o to, kto szybciej go
przekona...Ona za metode wybrala pakowanie mu jezyka do gardla, ja szczerosc...

I zaczal wszystko przekrecac. Wersja dla ludzi, ktorych poznal na czacie
brzmi: przyjaciolka, ktora zawsze traktowal tylko jak przyjaciolke i
kompletnie nic do niej nie czul, zakochala sie w nim, a ze on ja odrzucil,
wydzwania do niego po nocach grozac samobojstwem i uprzykrza mu zycie na rozne
sposoby, zeby tylko z nia byl...

Bylam w szoku, gdy sie o tym dowiedzialam. Gdy napisalam mu, dlaczego jest
taki falszywy...dlaczego opowiada niestworzone historie ludziom,ktorzy nie
maja pojecia jaka byla prawda, i przede wszytskim dlaczego zaprzecza temu, co
mowil...uslyszalam wiele przykrych rzeczy, a na sam koniec 'odpier**** sie od
mojego zycia'.

Tak, zrobilam to...Nie grozilam mu samobojstwem, tylko gdy tu byl i trzymal
mnie za reke mowilam, ze jest mi bardzo ciezko i ze czasami wydaje mi sie, ze
to jedyne wyjscie. Po tym, co zrobil, to byl impuls..Tak bardzo mialam
dosc...Moj Przyjaciel wbil mi noz, kiedy lezalam proszac o pomoc, oklamal,
wysmial i pobiegl za nia...Przepraszam za porownanie, ale tak jak pies biegnie
za suka...Bo tylko o jedno w tamtej znajomosci chodzi...

Dwa dni na Intensywnej Terapii. Tydzien w szpitalu. Bylo podobno bardzo bardzo
zle, ale z tego nic nie pamietam. Wrocilam do domu na wlasne zyczenie, bo nie
znosze atmosfery szpitala i moze w domu uda mi sie do siebie dojsc. Ale czuje
sie koszmarnie...

A on...Dostal mail od mojego kolegi, ktory odwiedzil mnie w szpitalu,
wysluchal calej tej historii. O tym, ze napisal mu ten mail dowiedzialam sie
wczoraj. Mail byl o tym, ze nic nie jest wazne, ze ma dume schowac do
kieszeni, zapomniec o wszystkim i przyjechac do mnie wytlumaczyc to wszystko.
Bo moge znow zrobic cos glupiego, jesli juz raz to zrobilam. Kolega mial
nadzieje, ze on bedzie probowal mi pomoc. Bo tak naprawde mam dosc rodzicow,
ktorzy nie sa w stanie zrozumiec calej tej historii, zalosnego szpitalnego
psychologa... Przyznaje, ze gdzies tam po cichu liczylam,ze moj Przyjaciel
bedzie probowal sie dowiedziec, co sie stalo...
Moj Przyjaciel odpisal koledze: 'ona sobie cos ubzdurala, bo sie we mnie
zakochala , costam, costam, obejrzyj sobie film fatalne zauroczenie to
zrozumiesz.Masz ignora'. Ten mail byl o czym zupelnie innym. Rzeczywiscie,
mogl go nie prosic o pomoc..ale...poprosil...a moj Przyjaciel podsumowal to
ignorem.

Moj Przyjaciel zignorowal fakt, ze prawie nie zylam. Podobno mialo miejsce
zatrzymanie akcji serca. Czlowiek, ktory mowil 'kocham' i zapewnial, ze moge
na niego liczyc nawet nie zadzwonil z pytaniem jak sie czuje, bo dowiedzial
sie,co sie stalo. Nie zrobil nic...Prawdopodobnie spedzal kolejny upojny
wieczor ze swoja nowa dziewczyna...

Szczerze...? Mam ochote zrobic to drugi raz...skutecznie....bo uswiadomienie
sobie tego wszystkiego koszmarnie boli...
Obserwuj wątek
    • Gość: marek Śpiąca królewna IP: 213.199.221.* 13.03.04, 18:43
      Śpiąca królewno, obudziłaś już się? Najpierw robisz uniki, zwodzisz faceta,
      który jest twoim zsypem na śmieci vulgo Przyjacielem. Facet się w tobie
      zakochuje, a ty pozostawiasz go w słodziutkiej niepewności, bo jest jakiś
      drugi. Jak był drugi, to po co łaziłaś z tym Przyjacielem? To ty chciałaś łapać
      dwie sroki za ogon. Nie uświadomiłaś chłopakowi, że z tego nic nie będzie, żeby
      dał sobie spokój. Może podniecało cię, że masz adoratora, próżna kobieto? I
      później zdziwiona, że on znajduje sobie następną. A co, miał do końca życia
      czekać, aż Śpiąca Królewna się zdecyduje? Miał ci matkować, łazić do szpitala?
      Przecież go nie chciałaś! Aha, dawałaś mu znaki, ciekawe jakie: dymne, ogniowe,
      rebusy? dziwne uśmieszki? Traktowałaś go jak swojego miśka do zabawy, miał byc
      na każde twoje zawołanie. Dopóki był zakochany, mógł się na wszystko zgadzać i
      pozwalać ci na te babskie gierki, ale w końcu do niego dotarło, ze jesteś
      księzniczka i otrzeźwiał.
      Co chciałaś osiągnąć, dzwoniąc do niego po roku? Miał wskoczyć w rolę miśka?
      Pocieszyć strapioną księżniczkę, która przedtem sama nie wiedziała, czego chce?
      Kochał cię wciąż, miał nadzieję, ale chyba już rozumiał, że z tego nic nie
      wyjdzie, bo ta druga była zupełnie inna. A potem dostaje list od gwiazdeczki,
      ze sprawił jej przykrość. Ojeja. Przecież powinien misiu pomóc księżniczce! To
      jego powinnośc, bo ona nazywa go przyjacielem przez duże P! I gwiazdeczka nagle
      robi się zazdrosna? Co, nagle zachciało ci się go pokochać? Ale woli jeszcze
      pozwlekać, bo sama nie wie, czy kocha, czy nie kocha? Okłamywał kralewnę! w
      końcu poznał się i doszedł do wniosku, że śpiącą królewnę obudzić może tylko
      dosadne "od***l się", bo ona wciąż ma jakieś do niego pretensje. Zrozum, że w
      momencie, gdy pojął, że jesteś pusta, próżna, cokolwiek, jego miłość, która
      była już w stadium odkochiwania się, przerodziła się w nienawiść. I wtedy
      zaczął się posuwać do różnych chamstw, by cię zranić, tak jak ty jego swoim
      kunktatorstwem. A ty jeszcze próbowałaś przez kolegów jakichś gierek. Chciałaś
      go szantażować samobójstwami, pobytami w szpitalu, byle tylko wskoczył w rolę
      miśka, a ty mogła nadal mówić, ze jeszcze jesteś nie gotowa, że ty nie wiesz,
      co to miłość. Cokolwiek.
      Zasłużyłaś na to, by być sama do końca życia. Myślisz, że ktoś się będzie nad
      tobą litował, gwiazdeczko? Bo tego oczekujesz, publikując ten post na forum? A
      idź się utop póki woda nie zamarzła. Gardzę tobą.
      • opalia Re: Śpiąca królewna 13.03.04, 20:38
        A wiec po kolei, bo najwyrazniej masz problemy ze zrozumieniem znaczenia tekstu
        pisanego...

        ) Śpiąca królewno, obudziłaś już się? Najpierw robisz uniki, zwodzisz faceta,
        ) który jest twoim zsypem na śmieci vulgo Przyjacielem.

        Przez ponad 2 lata, gdy sie znalismy, on byl z kims, ja czasami tez. Ja wowczas
        bylam numerem 2 czy iles, on dla mnie rowniez. Sadzilam jednak, jeszcze wtedy,
        ze to jest przyjazn. Byl kims waznym, bardzo waznym, wiec z 'zsypem na smieci'
        cos chyba nie trafiles...

        Facet się w tobie
        ) zakochuje, a ty pozostawiasz go w słodziutkiej niepewności, bo jest jakiś
        ) drugi. Jak był drugi, to po co łaziłaś z tym Przyjacielem?

        Ten drugi oznaczalo tyle, ze kiedys poznalam kogos, z kim w danej chwili
        (wakacje zeszlego roku) nie moge byc z roznych powodow (odleglosc, problemy
        tamtego czlowieka), ale jest kims wyjatkowym i czekam, co bedzie dalej. Ja i moj
        rzekomy Przyjaciel wlasciwie nawet sie nie spotykalismy, on tylko wciaz nalegal
        na cos wiecej i zebym darowala sobie czekanie na tamtego kogos.

        ) To ty chciałaś łapać
        ) dwie sroki za ogon. Nie uświadomiłaś chłopakowi, że z tego nic nie będzie, żeby
        ) dał sobie spokój.

        Uswiadamialam. W zeszle wakacje bylam pewna, ze jest tylko przyjacielem. Nie
        moja wina, ze nie chcial przyjac tego do wiadomosci. Wciaz prosilam, zeby nie
        powtarzal tego slowka, zeby nie zapewnial...

        ) Może podniecało cię, że masz adoratora, próżna kobieto?

        Szalenie...Cale moje zycie obraca sie wokol tego, zeby zgromadzic wokol siebie
        jak najwieksza liczbe adoratorow. Mniej niz 10 i sie wieszam.

        ) później zdziwiona, że on znajduje sobie następną.

        No i tu wlasnie zaczynaja sie Twoje problemy ze zrozumieniem tekstu. A
        konkretnie: chronologii. W zeszle wakacje, bylam pewna, ze nie. Teraz jest
        marzec. Mialam duzo czasu na myslenie i nie wiem, czy przyjmujesz do wiadomosci
        znaczenie slowa 'zmiana'. Z tym, ze w miedzyczasie mialo miejsce kilka
        tagicznych dla mnie wydarzen wiec uwierz, ze w takim momencie trudno jest
        podejmowac jakas decyzje...To dojrzewalo...

        ) A co, miał do końca życia
        ) czekać, aż Śpiąca Królewna się zdecyduje? Miał ci matkować, łazić do szpitala?
        ) Przecież go nie chciałaś!

        Wakacje zeszlego roku: 'kocham', jestes wazna, nigdy cie nie skrzywdze itd.
        Dzien pozniej bylam w szpitalu. On: nie mam obowiazku pytac jak sie czujesz, tym
        bardziej jezeli wiem, ze zle. Nazwalabym to kontrastem miedzy teoria a
        praktyka...Wiedzial, ze sie tego szpitala boje, opowiadalam mu nieraz, a mimo to
        nic nie zrobil...I wiedzial, ze jedyne czego chce, to chwilka rozmowy, moc
        opowiedziec komus jak sie czuje. NIC WIECEJ. Chyba tyle moge oczekiwac od
        przyjaciela, nawet jesli to tylko przyjazn, nie sadzisz?

        )Aha, dawałaś mu znaki, ciekawe jakie: dymne, ogniowe,
        ) rebusy? dziwne uśmieszki?

        A czy Tobie do uswiadomienia sobie, ze jestes dla tego kogos bardzo wazny,
        potrzebne jest wykrzyczane 'kocham! kocham! kocham!' poparte wpakowaniem jezyka
        do gardla i zrzuceniem ubranka? Jezeli tak, to chyba mozecie sobie podac rece...

        ) Traktowałaś go jak swojego miśka do zabawy, miał byc
        ) na każde twoje zawołanie.

        Gdyby tak bylo, dawno bym to 'kocham' powiedziala, pobawila sie nim w wakacje i
        rzucila przed wyjazdem na studia. Moim bledem bylo to, ze nie chcialam sie
        bawic, nie chcialam krzywdzic, chcialam byc w 100% pewna...

        ) Co chciałaś osiągnąć, dzwoniąc do niego po roku?

        Po kilku miesiacach od tamtej klotni wyslalam mu kilka smsow 'pokojowyc', ze tak
        to ujme. On jednak wtedy powiedzial, ze nie chce nic naprawiac. Z tego, co wiem
        dzisiaj, to probowal wtedy naprawic tamten ponad 2-letni zwiazek i dlatego tak
        wyszlo. Smsy byly przyjacielskie, bo to byl ten czas, gdy ktos bardzo dla mnie
        wazny mial przeprowadzic sie do mnie i mialo byc cudownie...
        Zadzwonilam w styczniu, 2 miesiace po smierci tamtego czlowieka...szukajac
        pomocy...I nie przez przypadek wybralam jego...Rozumiesz znaczenie slowa
        'metafizyka'? To bylo co, czego nie uswiadamialam sobie do konca, bylo mi zbyt
        trudno, to byl totalny dol...Szukalam pomocy u kogos, kto byl wazny...

        ) Miał wskoczyć w rolę miśka?
        ) Pocieszyć strapioną księżniczkę, która przedtem sama nie wiedziała, czego chce?

        Mial pomoc podniesc mi sie po smierci tamtego czlowieka...tyle...

        ) Kochał cię wciąż, miał nadzieję, ale chyba już rozumiał, że z tego nic nie
        ) wyjdzie, bo ta druga była zupełnie inna.

        Pytanie: dlaczego mi o niej nie powiedzial? Dlaczego chcial grac na dwa fronty?
        Bawilo go, ze tamta jest latwiutka i szybciutka, a moze do mnie cos czul i teraz
        czekal jak to sie rozwinie? Mogl mi powiedziec na poczatku o jej istnieniu, nie
        dopuscilabym nawet mysli o czyms wiecej. Ale to on zapewnil znow, ze nie
        wycofuje tego, co powiedzial, ze ona jest nikim i ze czeka...A ja nie
        powiedzialam nie...Bo wiele sie z moje strony zmienilo...Nie powiedzialam tak,
        ale nie powiedzialam tez nie, jak w ostatnie wakacje. Lapiesz roznice?

        ) A potem dostaje list od gwiazdeczki,
        ) ze sprawił jej przykrość. Ojeja. Przecież powinien misiu pomóc księżniczce! To
        ) jego powinnośc, bo ona nazywa go przyjacielem przez duże P! I gwiazdeczka nagle
        ) robi się zazdrosna? Co, nagle zachciało ci się go pokochać? Ale woli jeszcze
        ) pozwlekać, bo sama nie wie, czy kocha, czy nie kocha?

        Czlowiek, ktory jest na granicy, szuka pomocy...i szczerosci...Zrozum to
        wreszcie... Moje zycie nie sklada sie z kaprysow...ale o tym tu nie bede
        pisac...I jest roznica pomiedzy 'zazdrosna', a nagle dowiaduje sie od kogos, ze
        jest ktos inny i to od pewnego czasu...A co do 'nagle zachcialo'...po 3 latach
        zachcialo...i nikoniecznie nagle...ale za duzo w Tobie zlosliwosci, zeby chcialo
        mi sie to tlumaczyc...NIGDY NIE BAWILAM SIE JEGO UCZUCIAMI, to sobie wreszcie
        uswiadom.

        ) Okłamywał kralewnę! w
        ) końcu poznał się i doszedł do wniosku, że śpiącą królewnę obudzić może tylko
        ) dosadne "od***l się", bo ona wciąż ma jakieś do niego pretensje.

        O falsz? Egoizm? O granie na dwa fronty? Owszem, mam pretensje. I ogromny
        zal...Ale on nie zdobyl sie na grzeczne wytlumaczenie mi tego, tylko na
        'odp***'. Cos widze, ze Ty tego, ze nie raczyl mnie poinformowac o tym, ze jest
        z nia, a nawet wyladowywal zlosc, gdy pytalam, nie traktujesz jako
        klamstwa...Coz, jezeli to dla Ciebie norma...

        ) Zrozum, że w
        ) momencie, gdy pojął, że jesteś pusta, próżna, cokolwiek,

        Cokolwiek ciekawe...

        ) A ty jeszcze próbowałaś przez kolegów jakichś gierek. Chciałaś
        ) go szantażować samobójstwami, pobytami w szpitalu,

        To,ze kolega sie wtracil, to wylacznie sprawa kolegi. Dowiedzialam sie po
        fakcie, bo sama bym nigdy na napisanie takiego maila nie pozwolila. A co do
        szantazu...nie bylo szantazu...Rozumiesz slowo 'depresja', lub 'miec wszystkiego
        dosc'? To, co zrobil, przelalo czare goryczy, to byl impuls...Nie bylo 'badz ze
        mna, bo sie zabije'. Owszem, w jego wersji rozpowiadanej wszem i wobec tak.
        Naprawde bylo tak, ze mialam wszytskiego dosc...szukalam pomocu u kogos, kto byl
        bardzo wazny, a ten ktos zapewnil, ze pomoze, zapewnil ze poczeka(!), a 3 dni
        pozniej wbil noz, kopnal, wysmial i puscil sie z ta k***... Nie bylo wokol mnie
        nikogo...i chcialam z tym wszystkim skonczyc....

        Mam powtorzyc, ze podczas tej pierwszej rozmowy po przerwie, w styczniu,
        zapewnil ze czeka?!?!

        ) Zasłużyłaś na to, by być sama do końca życia.

        Zasluzylam za to, ze chcialam byc fair? Ze nie chcialam sie nim pobawic?
        Ok...biorac pod uwage jak bardzo sie zawiodlam...to chyba bede...

        ) Myślisz, że ktoś się będzie nad
        ) tobą litował, gwiazdeczko? Bo tego oczekujesz, publikując ten post na forum? A
        ) idź się utop póki woda nie zamarzła. Gardzę tobą.

        Chcialam to komus opowiedziec...dlatego to napisalam...i tyle...Swoje
        zlosliwosci mogles wyladowac na kims innym...To, ze Toba sie ktos pobawil i uzyl
        Cie jako 'miska' nie znaczy, ze ja tez chcialam tak potraktowac jego...

        Chcialam byc fair, a wbito mi noz w najbardziej czule miejs
      • opalia Re: Śpiąca królewna 13.03.04, 20:40
        Chcialam byc fair, w wbito mi noz w najbardziej czule miejsce...Czlowiek, ktory
        mial byc przyjacielem, a moze i kims wiecej, wysmial i zignorowal moja
        tragedie...Mozesz mna gradzic...mozesz byc z siebie dumny...Twoja sprawa...
      • opalia Re: Śpiąca królewna 13.03.04, 21:16
        I jeszcze taki drobiazg: jezeli sie rozmyslil, to mogl nie przyjezdzac do mnie i
        nie zapewniac, ze nie wycofuje tego co powiedzial... Zamiast tego raczyl mnie
        oklamac i wszystko kilka dni pozniej przekrecic...

        I najpewniej uszczesliwi Cie wiadomosc, ze po tym co zrobil, ja nie czuje do
        niego juz kompletnie nic. Wiec bez obawy, dalszego ciagu tej historii nie bedzie...
    • Gość: przeżytek :-) Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(z IP: 193.19.164.* 13.03.04, 21:44
      Czy byłaś kiedyś w lesie w środku burzy?
      Czy lał na Ciebie deszcz jak z cebra, grzmiało niebo, a ty byłaś bezradna jak
      małe dziecko i nie maiałaś gdzie uciec?
      .........................................
      Leżałem na zlodowaciałym chodniku i nie mogłem się podnieść, a tył cofającego
      samochodu zbliżał się powoli nieuchronnie do mojej głowy. Byłem cały mokry.
      Kierowca nie mógł mnie zobaczyć, bo byłem poza lusterkiem. Jakimś nadludzkim
      skrętem rozpaczy ciało obróciłem wzdłuż auta i wysunąłem rękę w bok. Zatrzymało
      się kilka centymentrów przede mną. Miałem wtedy osiem lat.
      ..........................................
      Po kłótni ze znajomym zdenerwowany wracałem szybkim krokiem przez budowę do
      samochodu. Nagle usłyszałem huk i odruchowo osłoniłem ręką twarz. Kilkutonowa
      konstrukcja rozbieranego rusztowania otarła sie o daszek mojej bejsbolówki,
      rękę i okulary, które uszkodziła. Byłem cztery tysiące kilometrów do domu i
      żony, na środku pustyni i dwa centymetry od tamtego świata.
      ..........................................
      Świat nie kończy się na jednym człowieku, który nawet używa nazwy Przyjaciel.
      Na świecie jest mnóstwo ludzi, którzy pragną kochać i być kochani.
      Twoje życie może na prawdę być komuś potrzebne. Ktoś czeka na Twoją miłość.
      I Ty możesz być bardzo kochana, bardziej niz Ci się wydaje.
      Pozwól życiu być sobą, nie tobą. On Cię na pewno znajdzie.
      I wszystko inne przestanie być ważne...
      • opalia Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(z 13.03.04, 22:22
        przezytku kochany...przeczytalam...rozplakalam sie...placze i bede plakac...ale
        dziekuje...naprawde dziekuje...
        • Gość: przeżytek :-) Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(z IP: 193.19.164.* 13.03.04, 22:36
          To ja bardzo Ci dziękuję za wzruszenie.
          Mam nadzieję, że z Twoich łez urośnie wielkie uczucie.
          Odwzajemnione.
          I dziękuję, że mogłem spotkać twoje życie, a nie nekrolog.
          Z taką wrażliwością będziesz jeszcze bardzo szczęśliwa.
    • witch-witch Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(z 13.03.04, 23:17
      To prawda jestes bardzo wrazliwa i piekna w srodku swej czystej duszy.
      Przykre to co przeczytalo sie o tym " niewypale" z przyjaznia i pazurami
      nieprzyjaciela. Moim zdaniem jest to tani, beznadziejny podrywacz, ktory od
      poczatku ma wytyczony cel. On by cie zawsze zostawil albo oszukiwal jak to robi
      z ta inna. Trzeba w zyciu bardzo uwazac na siebie bo pelno w nim zgnilych
      podlych ludzi,ktorzy naduzywaja sily i znaczenia slow. Mam nadzieje ze sie
      podniesiesz na duchu - piekna wiosna sie zbliza, slonce dookola. Zyc sie na
      nowo chce, a zycie to mirakel- zdaza sie tylko raz.I pamietaj to przyslowie,
      ktore powiada -"przyjaciol tylko w biedzie sie poznajesz" albo "trzeba beczke
      soli zjesc zanim poznasz do konca czlowieka", co mam na mysli, to musisz
      wyczulic sie moze na pewne wyrazne szczegoly w zachowaniu ludzi, bo one sa
      czasem odbiciem tego co wsrodku czlowieka naprawde jest. Juz po braku wizyty w
      szptalu i zainteresowania twoim zdrowiem skreslic go z listy tzw. przyjaciol i
      nazwac moZe tylko "przelotnym znajomym".
    • Gość: marek Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(z IP: 213.199.221.* 13.03.04, 23:28
      Cytuje twój post pomijając fragmenty.

      Potem zostal sam, przeprowadzil sie bardzo blisko mnie i pol
      roku temu wypowiedzial slowko 'kocham'.
      czekalam czy moze cos bedzie dalej... Moj Przyjaciel powtarzal nie raz, ze
      czeka na moja decyzje i tego, co powiedzial, nie wycofuje.

      * Czyli pół roku temu nie był z nikim konkretnie związany i zakochany w tobie
      został zmuszony do czekania, aż coś zdecydujesz. Ergo: nie powiedziałaś mu, że
      z tego nic nie będzie, tylko zwodziłaś. Czy powiedziałaś mu, że masz drugiego,
      z którym wiążesz nadzieję? Rozumuję tak: gdybyś mu powiedziała, nie musiałby
      czekac na decyzję. Sama nie wiedziałaś gwiazdeczko.

      Wywiazala sie klotnia i wygladalo na to, ze
      bedzie koniec znajomosci. To byl koniec wakacji zeszlego roku.

      *Nałożyłaś na gościa obowiązek matkowania tobie. On miał tego dosyć. Dlatego
      odpowiedział ci, że nie ma obowiązku wysyłać ci esemesów. Zrozum wreszcie, że
      masz skrzywione wyobrażenie o przyjaźni.

      Mial zadzwonic.

      Dostal list.

      *I to mnie ciekawi. Pisujesz do niego listy, kiedy on mieszka blisko ciebie?

      sa razem od 1,5 miesiaca.

      *Czyli po waszej kłótni znalazł sobie inną panienkę. Nie zdradził cię, bo w
      owym czasie byłaś na studiach i umierał ten drugi. Teraz przypominasz mu się,
      wysyłasz esemesy, chcesz się spotkac, ale w jakim celu? Żeby on ci pomógł.
      Facet, z którym się pokłóciłaś, który pół roku wcześniej nie przyszedł
      odwiedzić cię w szpitalu. Skoro okazał się takim draniem, to dlaczego się do
      niego łasiłaś? Metafizyka? Jesteś albo głupia, albo naiwna, albo zakłamana, ze
      prosisz o pomoc faceta, który cię olał. Aha, bo wczesniej powiedział
      ci "kocham". Przed kłótnią.

      Jedyna osoba, ktora o tym nie wiedziala, bylam ja.

      *Zdziwiona? Przeciez studiowałas gdzie indziej, a potem nagle przypominasz się
      jemu i chcesz, żeby ci pomagał (zresztą jak to wyrażałaś? mówiłaś pomóż mi, czy
      jak). Od razu miał ci powiedziec, słuchaj, mam dziewczynę poznaną na czacie i
      jeszcze się do końca niezdecydowałem? Może nie chciał cię dodatkowo ranić? W
      tym momencie nie usprawiedliwiam jego postępowania az do końca. Postapił
      niewłasciwie. Powinien od razu powiedzieć ci, że ma kogoś, zebyś spadała na
      szczaw. A potem zaczał się wyraźnie mścić.

      Ja nie chcialam powiedziec tak,

      Ale nie powiedzialam tez nie i na
      wszelkie sposoby dawalam mu do zrozumienia, ze jest kims waznym...ze 3 latka
      duzo daly mi do myslenia...ze moze w tej chwili nie jestem w stanie podjac
      konkretnej decyzji, musze dojsc do siebie...ale chce ulozyc sobie zycie na
      nowo i chce zeby on w nim byl...

      *Widzisz, księżniczko ani tak, ani nie, ale chcę

      Minely 3 dni.
      Od niego dowiedzialam sie, ze gralam na zwloke i przegralam. Choc jeszcze 3 dni
      wczesniej zapewnial, ze nie ma zadnego konkursu, ze ona jest nikim waznym.

      *Domniemuję zatem, że facet też nie wiedział, czego chce, ale tamta wzięła
      sprawy we własne ręce(usta) i przekonała go, że lepiej być z niż, a nie z tobą.
      Ona nie była "ani tak, ani nie, ale chcę"

      Ona za metode wybrala pakowanie mu jezyka do gardla, ja szczerosc...

      *Chyba poza tym masz jakieś kompleksy na tle seksualnym. Strasznie cię
      drażni "suka", "wpychanie języka do gardła". Hmm, czy czasem on nie próbował
      cię pocałowac, a ty go odpychałaś, czy coś takiego?

      I zaczal wszystko przekrecac.

      Gdy napisalam mu, dlaczego jest
      taki falszywy...
      uslyszalam wiele przykrych rzeczy, a na sam koniec 'odpier**** sie od
      mojego zycia'.

      Bo moge znow zrobic cos glupiego, jesli juz raz to zrobilam.

      Przyznaje, ze gdzies tam po cichu liczylam,ze moj Przyjaciel
      bedzie probowal sie dowiedziec, co sie stalo...

      *Wracam do mego oskarżenia o szantażowanie. Podświadomie chciałaś go zmusić, by
      był z tobą, "miał obowiązek" cię pocieszać, pomagać czy co tam się księżniczce
      zachce.

      Moj Przyjaciel zignorowal fakt, ze prawie nie zylam.
      Czlowiek, ktory mowil 'kocham' i zapewnial, ze moge
      na niego liczyc nawet nie zadzwonil z pytaniem jak sie czuje, bo dowiedzial
      sie,co sie stalo.

      *Po pierwsze, pokłóciliście się pół roku temu, bo nie zwrócił uwagi na
      biedactwo w szpitalu, czym biedactwo zranił. Kłótnia jak najbardziej na miejscu
      i uzasadniona. Nie tłumaczę go, bo nie znam powódów, które nim kierowały. Po
      drugie po pół roku odzywasz się do niego i mówi ci "kocham". On potem cię
      definitywnie rzuca o ściane "od***" się. A ty cały czas łudzisz się, że on
      wróci, że przyjdzie do szpitala, tłumaczysz sobie jego przedpółroczne "kocham",
      przedlistowne "kocham" i zupełnie nie patrzysz na kłótnię i "od***". Bardzo
      wybiórcza logika. Miał cię pobić, abyś się od niego odkleiła, co miał zrobić,
      żebyś to pojęła? Że on ciebie nie chce? Że jest z inną? Miał zadzwonić jak się
      czujesz? A po co? Aby wskoczyć w rolę Przyjaciela? A dlaczego? Przecież jest
      drań i fałszywy?

      Nie zrobil nic...Prawdopodobnie spedzal kolejny upojny
      wieczor ze swoja nowa dziewczyna...

      *Zazdrość. facet układa sobie życie, a cię to drażni jak cholera. I masz ochotę
      z tego powodu znowu się pociąc, czy co tam.
      Jesteś pokręcona i tyle.

      Zadaj sobie pytanie: czego chcę teraz i co zamierzam zrobić, by tego dokonać.
      Potem zapytaj się, co chciałaś osiągnąc wtedy, pół roku temu przed waszą
      kłótnią i co zrobiłaś, by to osiągnąć. Podobnie z tym pojednawczym esemesem.
      Może wtedy zobaczysz, jakie głupoty wyprawiałaś.
      Nikt nie zrobił ze mnie miśka. Moja siostra robiła mniej więcej to samo, co ty.
      Najpierw nie wiedziała, którego chłopaka wybrać, bo jeden był Przyjaciel,
      któremu można wszystkio powiedziec, a drugi był Sexi i miała na niego chrapkę.
      W końcu obaj znaleźli sobie inne, a ona otrzeźwiała i się pocięła.
      Wtedy obaj panowie postapili prawie tak, jak twój. "I co miałem się z taką
      idiotką wiązać?" "To skończona kretynka"(za to mu stłukłem twarz).
      • opalia Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(z 14.03.04, 00:15
        Gość portalu: marek napisał(a):

        > * Czyli pół roku temu nie był z nikim konkretnie związany i zakochany w tobie
        > został zmuszony do czekania, aż coś zdecydujesz. Ergo: nie powiedziałaś mu, że
        > z tego nic nie będzie, tylko zwodziłaś. Czy powiedziałaś mu, że masz drugiego,
        > z którym wiążesz nadzieję? Rozumuję tak: gdybyś mu powiedziała, nie musiałby
        > czekac na decyzję. Sama nie wiedziałaś gwiazdeczko.

        Blagam, czytaj uwaznie...Wiedzial o nim. Napisalam: 'on tylko wciaz nalegal
        na cos wiecej i zebym darowala sobie czekanie na tamtego kogos.' Wiedzial, ze z
        powodu tamtego kogos mowie mu 'nie'...Ale on wciaz powtarzal 'czekam'...

        > *Nałożyłaś na gościa obowiązek matkowania tobie. On miał tego dosyć. Dlatego
        > odpowiedział ci, że nie ma obowiązku wysyłać ci esemesów. Zrozum wreszcie, że
        > masz skrzywione wyobrażenie o przyjaźni.

        Moze...ale czy proste pytanie 'jak sie czujesz' to az tak duzo, ze trzeba do
        tego dorabiac cala ideologie?

        > Dostal list.
        > *I to mnie ciekawi. Pisujesz do niego listy, kiedy on mieszka blisko ciebie?

        Przeprowadzil sie zmniejszajac odleglosc 550km do 6km. Po moim wyjezdzie na
        studia to jest 80km. Wyslalam list, a nie mail, bo stwierdzilam, ze list jest
        taki bardziej ludzki...bardziej przemawia niz kilka liter na ekranie...

        > Aha, bo wczesniej powiedział
        > ci "kocham". Przed kłótnią.

        Jakies 2 miesiace przed kłotnią. Powtorzyl, ze jest pewien tego, co czuje kilka
        dni przed klotnia. Powtorzyl 'kocham...czekam...' gdy do niego zadzwonilam po
        tej dlugiej przerwie...Potem siedzial w moim domu, trzymal za reke i powtarzal,
        ze nie wycofuje tego, co powiedzial...Starczy? O to mi wlasnie chodzi...a w tle
        byla ona...

        > *Zdziwiona? Przeciez studiowałas gdzie indziej, a potem nagle przypominasz się
        > jemu i chcesz, żeby ci pomagał (zresztą jak to wyrażałaś? mówiłaś pomóż mi, czy
        >
        > jak). Od razu miał ci powiedziec, słuchaj, mam dziewczynę poznaną na czacie i
        > jeszcze się do końca niezdecydowałem? Może nie chciał cię dodatkowo ranić? W
        > tym momencie nie usprawiedliwiam jego postępowania az do końca. Postapił
        > niewłasciwie. Powinien od razu powiedzieć ci, że ma kogoś, zebyś spadała na
        > szczaw. A potem zaczał się wyraźnie mścić.

        Szczerze? Gdy zadzwonilam, nie wiedzialam na jaka rekacje trafie. A byla
        najcieplejsza z mozliwych, zakonczona slowkiem 'kocham'...I to rozpoczelo burze
        miliona mysli... Moze nie musial mowic od razu, ale tez nie musial mowic, ze nie
        ma nikogo....A przede wszystkim znow nie powtarzac tego slowka...To bylo podle...

        > *Domniemuję zatem, że facet też nie wiedział, czego chce, ale tamta wzięła
        > sprawy we własne ręce(usta) i przekonała go, że lepiej być z niż, a nie z tobą.
        >
        > Ona nie była "ani tak, ani nie, ale chcę"

        Wiec naprawde tylko o to chodzi w zwiazku dwojga ludzi? :-(

        > *Chyba poza tym masz jakieś kompleksy na tle seksualnym. Strasznie cię
        > drażni "suka", "wpychanie języka do gardła". Hmm, czy czasem on nie próbował
        > cię pocałowac, a ty go odpychałaś, czy coś takiego?

        A propos niej: niestety znam troszke historie zycia tej pani i na sam mysl o tym
        mam mdlosci...przepraszam, ale w innym sposb nie jestem w stanie o niej
        mowic...nie nalezy do ludzi, ktorzy zasluguja na moj szacunek...
        A ja sama mam troszke inna hierarchie wartosci i nie zaczynam znajomosci od
        sciagania ubranka, wiec moze stad te okreslenia i zlosc...

        > *Wracam do mego oskarżenia o szantażowanie. Podświadomie chciałaś go zmusić, by
        >
        > był z tobą, "miał obowiązek" cię pocieszać, pomagać czy co tam się księżniczce
        > zachce.

        Po pierwsze: po tym co zrobil nigdy przez mysl mi juz nie przeszlo, ze
        chcialabym z nim byc. To juz dla mnie temat zakonczony. Jedyne czego
        rzeczywiscie chcialam, to odrobiny zainteresowania...ze strony czlowieka, ktory
        tyle deklarowal...I przestan prosze o obowiazku...To chyba zwykly odruch, gdy
        ktos...umiera...A zamiast tego kmpletnie nic...
        Czasami mam wrazenie, ze to jakas jego zemsta za to, ze czekal...Ale dlaczego
        tak podla i dlaczego w takim momencie? Dlaczego wybral kopanie i znecanie sie
        nad lezacym czlowiekiem? Dlaczego w chwili, gdy cos moglo sie zaczac...I
        dlaczego, jezeli nigdy go nie skrzywdzilam...

        > A ty cały czas łudzisz się, że on
        > wróci, że przyjdzie do szpitala, tłumaczysz sobie jego przedpółroczne "kocham",
        > przedlistowne "kocham" i zupełnie nie patrzysz na kłótnię i "od***". Bardzo
        > wybiórcza logika. Miał cię pobić, abyś się od niego odkleiła, co miał zrobić,
        > żebyś to pojęła? Że on ciebie nie chce? Że jest z inną? Miał zadzwonić jak się
        > czujesz? A po co? Aby wskoczyć w rolę Przyjaciela? A dlaczego? Przecież jest
        > drań i fałszywy?

        Nie rozumiem slowka 'odkleila'. Dotarlo, ze napisalam mu, ze skoro jest z nia,
        to ja usuwam sie w cien i NICZEGO NIE CHCE? Nie ludzilam sie, ze wroci, bo
        przede wszystkim tego NIE CHCIALAM. To moglo narodzic sie tylko w jego chorej
        egoistycznej wyobrazni, wedlug ktorej tlumy kobiet popelniaja z jego powodu
        samobojstwa. Bo opowiastkami o szalonym powodzeniu to on zawsze rzucal na prawo
        i lewo. Tylko czemu zamiast 'kocham ja, przepraszam ze namieszalem ci w glowce,
        wydawalo mi sie, ale to nie to' uslyszalam 'odp****'? Czy to takie trudne? I
        przede wszystkim: dlaczego z dnia na dzien nagle zaczal wszystko przekrecac?

        Aha, taki szczegol: siedzial przy tym moim stole i powtarzal, ze nie jest z nia,
        ze to tylko kolezanka z czatu. Ze moze by kiedys, moze, bo w sumie jest wolny
        (racja), ale nie teraz. Ja za to ani na tak, ani na nie (wiem, moj blad...). I
        on wowczas powiedzial cos takiego, ze nawet jesliby cos z nia czy kims innym
        kiedys, to miedzy nami nic sie nie zmieni, zawsze bedziemy przyjaciolmi, zawsze
        bede mogla na niego liczyc, tak jak przez ostatnie lata (oki, bywalo roznie...)
        Pytanie: i co z tego zostalo? Jest z nia, wszystko przekrecil zupelnie bez
        powodu, a ja...'umieraj sobie, mam cie gdzies' - rownie dobrze takie cos
        moglabym uslyszec...


        > *Zazdrość. facet układa sobie życie, a cię to drażni jak cholera. I masz ochotę
        >
        > z tego powodu znowu się pociąc, czy co tam.
        > Jesteś pokręcona i tyle.

        No wlasnie...meska logika. Probowalam to zrobic z POWODU SMIERCI CZLOWIEKA,
        KTOREGO KOCHALAM, BO DO DZIS NIE POTRAFIE SIE PO TYM POZBIERAC. Rozumiesz?
        Dotarlo? Napisac jeszcze raz? Nie z powodu tego, ze falszywy egoista puscil sie
        z tania k***. Tez dotarlo? Szukalam u niego pomocy, a dostalam klamstwo, falsz i
        obojetnosc. Nie bylo juz pomocy,byl kolejny cios, bylo jedno wyjscie....Mam Ci
        to przeliterowac? A do Twojej wiadomosci: ten dran opowiadal anegdotki o smierci
        tamtego czlowieka i o mnie. Opowiadal klamliwe bzdury, zeby rozbawic
        towarzystwo! Chcialbys tak?

        > Zadaj sobie pytanie: czego chcę teraz i co zamierzam zrobić, by tego dokonać.

        ...ja teraz nawet nie potrafie myslec w takich kategoriach...

        • komandos57 Re:Opalia 14.03.04, 00:20
          Rozkladam swoje piekne raczeta w bezradnosci,jak ten placzacy ksiadz na
          forumie.Ty juz,niestety zostaniesz kolarka(kolarkom)
        • Gość: marek Kolejne re IP: 213.199.221.* 14.03.04, 01:13
          A więc od początku:
          Ale on wciaz powtarzal 'czekam'...

          *Trafił swój na swego. Oboje czekaliście. Na co? Czy mam to rozumieć mianowicie
          tak, że ty mu mówisz: słuchaj, jest jeszcze jeden facet, którego (chyba?)
          kocham, a z nami nic nie będzie. A on, dobra, spoko, ja poczekam (na co?).
          naprawdę nie rozumiem w świetle przedstawionych ci faktów, dlaczego ci mówił:
          poczekam? Dlatego myślę, że powiedziałaś mu, że sama nie wiesz et caetera, bo
          inaczej na co miałby czekać, skoroby wiedział, że kochasz tego drugiego?
          Kochasz, a nie, że istnieje.

          Moze...ale czy proste pytanie 'jak sie czujesz' to az tak duzo, ze trzeba do
          tego dorabiac cala ideologie?

          *To ty dorobiłaś ideologię przyjaźni do "jak się czujesz". Nie piszesz prawie w
          ogóle o tej waszej dwuletniej przyjaźni. Przez dwa lata oszukiwał cię, że jest
          egoista, chamski i podły drań? A może to ty nie chciałaś tego widzieć?

          stwierdzilam, ze list jest taki bardziej ludzki...bardziej przemawia niz kilka
          liter na ekranie...

          *Jesteś trochę archaiczna. Listy, poczta, gdy możesz przesłać e-maila... Albo
          zadzwonić? Wolałaś pisanie nad rozmowę? Odpowiedz sobie, dlaczego? A w ogóle,
          czy jesteś na sto procent pewna, że on te listy dostał? Może ktoś je po drodze
          przejął? Mojego kolegi matka zabierała wszystkie listy od jego dziewczyny, bo
          jej nienawidziła, i przez to ich związek też się rozpadł.

          To bylo podle...

          *OK, było.

          > *Domniemuję zatem, że facet też nie wiedział, czego chce, ale tamta wzięła
          > sprawy we własne ręce(usta) i przekonała go, że lepiej być z niż, a nie z
          tobą.
          > Ona nie była "ani tak, ani nie, ale chcę"
          Wiec naprawde tylko o to chodzi w zwiazku dwojga ludzi? :-(

          *Nie tylko o to, ale miłośc to nie jest romantyczna wersja przyjaźni. Gdzieś
          tam zawsze jest seks. Jeśli negujesz seks w związku, to znaczy, że facet opuści
          cię dla pierwszej lepszej k***, no i że nigdy dzieci mieć nie będziesz.

          A ja sama mam troszke inna hierarchie wartosci i nie zaczynam znajomosci od
          sciagania ubranka,

          *Znowu skrajność. Przeważnie zaczyna się od rozmów, potem są pocałunki,
          petting, dopiero dalej seks. Może to troszkę potrwać, ale jak poprzestaje się
          na rozmowach, to z tego nic nie wyjdzie. Nie w nikam już tu w przyczyny twojej
          hierarchii, ale stanowczo opisujesz ją jako bardzo drętwą. Nawet jeśli byś była
          zdeklarowaną katoliczką, to różnego rodzaju czułości, gryzienie uszka,
          pocałunki, obejmowania itp. nie sa zrzucaniem ubranka na samym początku.

          Jedyne czego rzeczywiscie chcialam, to odrobiny zainteresowania...ze strony
          czlowieka, ktory tyle deklarowal...

          *Jeszcze raz. Twój czyn nastapił już po tym, jak cię oszukał? Po tych trzech
          dniach? Jeśli tak, to ty masz problemy z uchronologizowaniem reakcji. W
          momencie, gdy facet okazuje się draniem, ty chcesz zainteresowania. Bo kiedyś
          tam coś deklarował.

          To chyba zwykly odruch, gdy ktos...umiera...

          *Patrząc z jego strony: umiera (była przyjaciółka), którą zwodziłem, oszukałem
          etc. Jakich ty odruchów od niego chcesz?

          Dlaczego w chwili, gdy cos moglo sie zaczac...

          *Mogło? Dla ciebie mogło, bo zmarł twój poprzedni, i teraz wiązałaś nadzieję z
          Przyjacielem/nie mogło, bo sama nie byłaś pewna i chciałaś (znowu!) czekać. Dla
          niego nie mogło, bo był związany z inną/mogło, bo wówczas jeszcze się z nią
          nie "puścił"

          dlaczego, jezeli nigdy go nie skrzywdzilam...

          *Twoje kunktatorstwo to jest odkładanie decyzji, czekanie i zwlekanie mogło go
          skrzywdzić. Mnie takie reakcje wnerwiają i reaguję o wiele bardziej
          emocjonalnie. Jak moja dziewczyna nie wie, czego chce, to stawiam ją przed
          faktem dokonanym. Wszystko musi być proste, tak, albo nie.

          Nie rozumiem slowka 'odkleila'.

          *Przestała go zamęczać swoją osobą.

          To moglo narodzic sie tylko w jego chorej egoistycznej wyobrazni, wedlug ktorej
          tlumy kobiet popelniaja z jego powodu samobojstwa. Bo opowiastkami o szalonym
          powodzeniu to on zawsze rzucal na prawo i lewo.

          *No to jednak wiedziałaś, że to podrywacz tudzież mitoman?

          Tylko czemu zamiast 'kocham ja, przepraszam ze namieszalem ci w glowce,
          wydawalo mi sie, ale to nie to' uslyszalam 'odp****'? Czy to takie trudne?

          *Może miał dosyć cackania się z toba?
          I
          przede wszystkim: dlaczego z dnia na dzien nagle zaczal wszystko przekrecac?

          *Prawdopodobnie gościówa się z nim przespała, było fajnie, zrobił rachunek
          zysków i strat i powiedział sobie: tę będę kochał, a tamtą (ciebie) puszczę
          kantem.

          Aha, taki szczegol: siedzial przy tym moim stole i powtarzal, ze nie jest z nia,
          ze to tylko kolezanka z czatu. Ze moze by kiedys, moze, bo w sumie jest wolny
          (racja), ale nie teraz. Ja za to ani na tak, ani na nie (wiem, moj blad...).

          *Zaczyna docierać, że nie wolno w ten sposób się zachowywac. Pisałem już
          dlaczego.

          on wowczas powiedzial cos takiego, ze nawet jesliby cos z nia czy kims innym
          kiedys, to miedzy nami nic sie nie zmieni, zawsze bedziemy przyjaciolmi, zawsze
          bede mogla na niego liczyc, tak jak przez ostatnie lata (oki, bywalo roznie...)
          Pytanie: i co z tego zostalo? Jest z nia, wszystko przekrecil zupelnie bez
          powodu, a ja...'umieraj sobie, mam cie gdzies' - rownie dobrze takie cos
          moglabym uslyszec...

          *Czyli, ze kluczem do tego wszystkiego jest jego diametralna zmiana. Ja już nie
          wiem, czy to był kłamczuch(tlumy kobiet popelniaja z jego powodu samobojstwa) i
          drań, bo wtedy dlaczego jak ta ćma do niego przez dwa lata latałaś, nawet po
          jego olaniu w szpitalu pół roku temu, po informacji, że nie chce tego naprawiać?
          Naprawdę, najrozsądniejsze wyjaśnienie to jest takie, ze w tamtej chwili
          rzeczywiście nie uważał tamtej za dziewczynę, ale twoje "czekaj" i (?) jej
          poduszczenie sprawiło, że kazał ci się "od***".

          No wlasnie...meska logika. Probowalam to zrobic z POWODU SMIERCI CZLOWIEKA,
          KTOREGO KOCHALAM, BO DO DZIS NIE POTRAFIE SIE PO TYM POZBIERAC. Rozumiesz?
          Dotarlo? Napisac jeszcze raz?

          *Poprzednio wcale nie pisałaś, ze chciałaś się zabić z powodu drugiego.
          Wszystko wygląda tak, jakbyś chciała to zrobic z powodu "od***.

          bylo jedno wyjscie....

          *Też mi wyjście. Jestes ograniczona, jeśli myśliszm, że zabijaniem się coś
          osiągniesz, albo żałosna, jeśli uważasz to za sposób na zwrócenie na siebie
          uwagi, by ci ktoś pomógł.

          A do Twojej wiadomosci: ten dran opowiadal anegdotki o smierci
          tamtego czlowieka i o mnie. Opowiadal klamliwe bzdury, zeby rozbawic
          towarzystwo! Chcialbys tak?

          *Nie chciałbym, choć nie piszesz, kiedy opowiadał te anegdotki.

          ...ja teraz nawet nie potrafie myslec w takich kategoriach...

          *Myślenie boli?

          • opalia Re: Kolejne re 14.03.04, 02:31
            Gość portalu: marek napisał(a):

            > naprawdę nie rozumiem w świetle przedstawionych ci faktów, dlaczego ci mówił:
            > poczekam?

            Szczerze? Ja rowniez....Gdyby tego nie mowil, tylko juz w zeszle wakacje dal
            sobie spokoj, dzis wszystko byloby prostsze.

            > *To ty dorobiłaś ideologię przyjaźni do "jak się czujesz". Nie piszesz prawie w
            > ogóle o tej waszej dwuletniej przyjaźni. Przez dwa lata oszukiwał cię, że jest
            > egoista, chamski i podły drań? A może to ty nie chciałaś tego widzieć?

            Moze...a moze nie bylo sytuacji naprawde trudnych i cala ta przyjazn ograniczala
            sie do poprawiania sobie nawzajem humorku w gorsze dni...

            > *Jesteś trochę archaiczna.

            Nie widze w tym nic zlego...Usiluje dodac choc szczypte romantyzmu do
            wspolczesnego zimnego e-swiata...I nie czuje sie z tym zle...

            > Wolałaś pisanie nad rozmowę? Odpowiedz sobie, dlaczego?

            Rozmawialismy wieczorem tego samego dnia, gdy dostal list. Dla mnie bez wiekszej
            roznicy, ale to co napisalam bardziej nadawalo sie do przelania na papier niz
            powiedzenia...Taki drobiazg w sumie...

            > A w ogóle, czy jeteś na sto procent pewna, że on te listy dostał?

            Tak, wiem, Poczta Polska :-) Mieszka sam i na 100% dostal...

            > *Nie tylko o to, ale miłośc to nie jest romantyczna wersja przyjaźni. Gdzieś
            > tam zawsze jest seks. Jeśli negujesz seks w związku, to znaczy, że facet opuści
            > cię dla pierwszej lepszej k***, no i że nigdy dzieci mieć nie będziesz.

            Nie, no moment. Nie neguje, tylko nie przyznaje mu 99% miejsca w zwiazku,
            zostawiajac 1% na rozmowe w celu umowienia sie na kolejny numerek...Zeby byla
            jasnosc... I nie kaz mi okreslac proporcji....sa slodkie, tyle moge dodac :-)

            > A ja sama mam troszke inna hierarchie wartosci i nie zaczynam znajomosci od
            > sciagania ubranka,
            >
            > *Znowu skrajność. Przeważnie zaczyna się od rozmów, potem są pocałunki,
            > petting, dopiero dalej seks. Może to troszkę potrwać, ale jak poprzestaje się
            > na rozmowach, to z tego nic nie wyjdzie. Nie w nikam już tu w przyczyny twojej
            > hierarchii, ale stanowczo opisujesz ją jako bardzo drętwą. Nawet jeśli byś była
            > zdeklarowaną katoliczką, to różnego rodzaju czułości, gryzienie uszka,
            > pocałunki, obejmowania itp. nie sa zrzucaniem ubranka na samym początku.

            To jakis Poradnik Dla Malej Dziewczynki...? :-) To zdanko jest najwazniejsze:
            'Może to troszkę potrwać'. I troszke, a nie duzo :-) A jezeli dretwa nazywasz
            hierarchie 'nie zaczynac na 1 lub drugim spotkaniu od zdejmowania ubranka' to
            Twoja sprawa...I kolejny drobiazg: on byl przyjacielem. Moze zastanowimy sie ile
            przyjazni zepsuto przez 'róznego rodzaju czulosci'? Wiec to jest istotny
            drobiazg jezeli mowimy o momencie, w ktorym podobno byl przyjacielem i NIC
            miedzy nami nie bylo...A jak ona zaczyna kazda znajomosc (wspominalam, ze z tego
            co mi wiadomo zaczynajac serie slodkich pocalunkow z moim rzekomym przyjacielem
            byla jeszcze zwiazana z kims innym...?)i jak mu sie to podoba, to juz inna sprawa...

            > *Patrząc z jego strony: umiera (była przyjaciółka), którą zwodziłem, oszukałem
            > etc. Jakich ty odruchów od niego chcesz?

            Ale dlaczego zwodzil, oszukiwal...dlaczego...I dlaczego mi nigdy nie wyjasnil...

            > *Twoje kunktatorstwo to jest odkładanie decyzji, czekanie i zwlekanie mogło go
            > skrzywdzić.

            Mnie jego falsz, obluda, ignorancja skrzywdzila o wiele bardziej...Nie wiem jak
            by on sie czul, gdyby byl jedna noga na tamtym swiecie, a ja mialabym to w nosie
            i osentacyjnie bym sie z tym obnosila...


            > To moglo narodzic sie tylko w jego chorej egoistycznej wyobrazni, wedlug ktorej
            > tlumy kobiet popelniaja z jego powodu samobojstwa. Bo opowiastkami o szalonym
            > powodzeniu to on zawsze rzucal na prawo i lewo.
            >
            > *No to jednak wiedziałaś, że to podrywacz tudzież mitoman?

            Prawde mowiac dopiero teraz zaczelam sie zastanawiac ile w tych historyjkach
            bylo prawdy, a ile czystej fantazji...Bo dla calego swiata to on teraz jest
            drugim Banderasem z ktorego powodu ktos sie chcial zabic...I ma z tego powodu
            swietny ubaw...

            > *Może miał dosyć cackania się z toba?

            Szkoda tylko, ze ominal etap grzecznego tlumaczenia i 'odp*** sie od mojego
            zycia i nikogo nie oklamalem' bylo w jakims trzecim smsie po 'jestem z nia'...z
            czego drugi przypadal na moje 'kocham...ale znikam, bo mnie oklamales...'

            > *Czyli, ze kluczem do tego wszystkiego jest jego diametralna zmiana.

            Owszem. I nie mam pojecia z jakiego powodu nastapila...vide: 2 linijki wyzej...

            >Ja już nie
            > wiem, czy to był kłamczuch(tlumy kobiet popelniaja z jego powodu samobojstwa) i
            > drań, bo wtedy dlaczego jak ta ćma do niego przez dwa lata latałaś, nawet po
            > jego olaniu w szpitalu pół roku temu, po informacji, że nie chce tego naprawiać
            > ?

            Ćma...innego porownania nie bylo? :-( Moze dlatego, ze jestem naiwna i przyznaje
            ludziom prawo do bledow...A tamto za blad uznalam i stwierdzilam, ze nie warto
            przekreslac tych kilku lat...

            > *Poprzednio wcale nie pisałaś, ze chciałaś się zabić z powodu drugiego.
            > Wszystko wygląda tak, jakbyś chciała to zrobic z powodu "od***.

            Hm...no to zle wyglada. To byla ostatnia kropla goryczy...ale nie glowny powod,
            czyli jego wersja wydarzen...

            > *Też mi wyjście. Jestes ograniczona, jeśli myśliszm, że zabijaniem się coś
            > osiągniesz, albo żałosna, jeśli uważasz to za sposób na zwrócenie na siebie
            > uwagi, by ci ktoś pomógł.

            Tak, wiem...Ulzyles sobie? A zdarzaly Ci sie momenty totalnej histerii, gdy nie
            widzi sie nic, nie mysli sie o niczym oprocz tego, ze wszystko sie skonczylo, ze
            los zabral mi kogos bardzo waznego, ze choruje i nie wiem co z tym dalej bedzie,
            ze wlasnie wylecialam ze studiow, a na sam koniec ten dran mnie oszukal i teraz
            zapewne bardzo dobrze sie bawi i moze opowiada anegdotki o mnie? Mnie sie
            zdarzyly...

            > *Nie chciałbym, choć nie piszesz, kiedy opowiadał te anegdotki.

            Zdarzylo mi sie wejsc na ten oslawiony czat i przeczytac kilka zdan z soba w
            roli glownej na ogolnym....Szalenie mile przezycie...Tym bardziej, ze to miejsce
            co najmniej bardzo infantylne...

      • Gość: marek Dodatek IP: 213.199.221.* 14.03.04, 00:21
        Podobnie jak poprzednio wybór cytatów.

        Sadzilam jednak, jeszcze wtedy, ze to jest przyjazn. Byl kims waznym, bardzo
        waznym, wiec z 'zsypem na smieci' cos chyba nie trafiles...

        *bardzo ważnych dwóch. Tamtego nie nazywałaś Przyjacielem, więc to temu się
        zwierzałaś i w ten sposób traktowałaś go jako zsyp na twoje problemy i
        bolączki. Tak to rozumiem. Chciałaś, by ci pomagał: w szpitalu, po śmierci
        tamtego, po drugim szpitalu. Czy on to Caritas? A co ty mu dałaś?

        czekam, co bedzie dalej. Ja i moj
        rzekomy Przyjaciel wlasciwie nawet sie nie spotykalismy, on tylko wciaz nalegal
        na cos wiecej i zebym darowala sobie czekanie na tamtego kogos.

        *czekam i czekam. Na co? Na wiosnę? On ci się wtedy zdeklarował, był fair. Ty
        nigdzie nie piszesz, że powiedziałaś mu nie. Chciał się wiązać z tobą. Potem
        coś mu przyszło do łba - to jest ciekawe, co, bo to go stawia rzeczywiście w
        niekorzystnym świetle - i olał cię w szpitalu. Pokłóciliście się, koniec
        przyjaźni.

        czy przyjmujesz do wiadomosci znaczenie slowa 'zmiana'.

        *kobieta zmienną jest...

        Wakacje zeszlego roku: 'kocham', jestes wazna, nigdy cie nie skrzywdze itd.
        Dzien pozniej bylam w szpitalu. On: nie mam obowiazku pytac jak sie czujesz, tym
        bardziej jezeli wiem, ze zle. Chyba tyle moge oczekiwac od
        przyjaciela, nawet jesli to tylko przyjazn, nie sadzisz?

        *Oczekiwania i rozczarowanie. Troszeczkę więcej i mamy żądania i obrazę
        majestatu. tu postąpił zupełnie źle. Tu ci przyznaje rację.

        A czy Tobie do uswiadomienia sobie, ze jestes dla tego kogos bardzo wazny,
        potrzebne jest wykrzyczane 'kocham! kocham! kocham!' poparte wpakowaniem jezyka
        do gardla i zrzuceniem ubranka?

        *Popadasz ze skrajności w skrajnośc. Z jednej strony: uświadamiałam mu, dawałam
        znaki, a z drugiej krzyczenie i język w gardło? Jest coś takiego jak
        komunikacja werbalna. Do większości mężczyzn docierają jedynie proste słowa,
        bez podtekstów. Jezeli powiesz facetowi: Kosz jest pełen śmieci, to on nie
        usłyszy: Masz wynieść śmieci.
        I co z tym pakowaniem języka do gardła? Nikt cię nigdy normalnie nie pocałował?

        chcialam byc w 100% pewna...

        *Czego pewna? jego deklaracji, czy swoich odczuć?

        Po kilku miesiacach powiedzial, ze nie chce nic naprawiac.

        *A ty mimo to nadal wiązałaś z nim jakieś oczekiwania.

        Z tego, co wiem dzisiaj, to probowal wtedy naprawic tamten ponad 2-letni
        zwiazek i dlatego tak wyszlo.

        * Nie rozumiem - z tamtą był 2 lata czy 1,5 miesiąca?

        Zadzwonilam w styczniu, 2 miesiace po smierci tamtego czlowieka...szukajac
        pomocy...
        Szukalam pomocy u kogos, kto byl wazny...
        Mial pomoc podniesc mi sie po smierci tamtego czlowieka...tyle...

        * Był ważny przed kłótnią i przed niechęcią do naprawienia waszego związku. To
        był koniec i on to później potwierdził. A ty jak jakaś ociemniała znowu do
        niego o pomoc. Jak miał się ciebie pozbyć? W tamtym momencie ten związek był
        zakończony, a ty próbowałaś go rozdmuchać. Po kiego grzyba? Aha, miał ci pomóc?
        A co on, psycholog, Caritas, czy nie wiem kto?

        Pytanie: dlaczego mi o niej nie powiedzial? Dlaczego chcial grac na dwa fronty?
        Bawilo go, ze tamta jest latwiutka i szybciutka, a moze do mnie cos czul i teraz
        czekal jak to sie rozwinie? Mogl mi powiedziec na poczatku o jej istnieniu, nie
        dopuscilabym nawet mysli o czyms wiecej. Ale to on zapewnil znow, ze nie
        wycofuje tego, co powiedzial, ze ona jest nikim i ze czeka...

        *Ja podejrzewam jedynie, że jak się dowiedział, co przeszłaś, nie chciał cię
        ranić i zwyczajnie zataił obecność tej drugiej. Potem, gdy się o niej
        dowiedziałaś, musiał powiedzieć, że nic dla niego nie znaczy. Tak to jest, jak
        ktoś jest nieszczery.

        A ja nie powiedzialam nie...Nie powiedzialam tak, ale nie powiedzialam tez nie,

        *Ani tak, ani nie, ale chcę, pomóż mi.

        po 3 latach zachcialo...

        *Twoje "kocham" dla niego zaczęło się całkiem niedawno, w styczniu, o ile
        dobrze pamiętam. A jeśli liczysz cała waszą znajomość, to oznacza, że
        rzeczywiście go oszukiwałaś.

        NIGDY NIE BAWILAM SIE JEGO UCZUCIAMI

        *A jak nazwać twoje "ani tak, ani nie"? To jest bawienie się z czyimiś
        uczuciami , bo jest to pozostawianie go w sytuacji uzależniającej od twojej
        decyzji.

        Ty tego, ze nie raczyl mnie poinformowac o tym, ze jest z nia, a nawet
        wyladowywal zlosc, nie traktujesz jako klamstwa...

        *Nie poinformowanie jest zatajeniem. Wyładowanie złości jest wyładowaniem
        złości. Panienka ma kłopoty z semantyką.

        To,ze kolega sie wtracil, to wylacznie sprawa kolegi. Dowiedzialam sie po
        fakcie, bo sama bym nigdy na napisanie takiego maila nie pozwolila.

        *A skąd kolega wiedział o tym problemie? Od niego, czy od ciebie?

        szukalam pomocu u kogos, kto byl bardzo wazny, a ten ktos zapewnil, ze pomoze,

        *Był, BYŁ. Dawno temu, pół roku, przed kłótnią! Dociera do ciebie?

        zapewnil ze poczeka
        puscil sie z ta k***...

        *Ja podejrzewam, że po pierwsze, oszukał cię, bo nie chciał cię dodatkowo
        zdepresjonowanej ranić. Potem miał do siebie żal, że zostawił ci nadzieję. Poza
        tym zapewne tamta doprowadziła do seksu. Miał do wyboru: panienkę, która na
        niego leci i z którą dobrze się czuje od jakiegoś czasu, oraz panienkę, która
        sama nie wie, tak, czy nie, ma kupę problemów i dla niej całowanie
        to "wpakowywanie języka do gardła" (?). A może rzeczywiście to kompletna
        świnia, ale wtedy czemu się przyjaźniliście 2 czy 3 lata? Czy nic nie
        zapowiadało tamtego zwrotu pół roku temu? Naprawdę jednoznacznie potępiam jego
        nieszczerośc i to, co z niej wynikło. Ja bym ci od razu powiedział "Od***"

        Nie bylo wokol mnie nikogo

        *I to jest ciekawe. Jedynaczka? Żadnych kolezanek? Rodzice? Psycholog w
        Poradnii? Jesteś kompletnie osamotniona? Jesli nie mieszkasz na kompletnym
        wygwizdowie, to zastanów się, dlaczego. Dlaczego nikt inny nie chciał z tobą
        być. Nie będę nawet gdybał.

        Zasluzylam za to, ze chcialam byc fair? Ze nie chcialam sie nim pobawic?

        *Powiem jeszcze raz po polsku i duzymi literami. ANI TAK ANI NIE JEST BAWIENIEM
        SIĘ Z CUDZYMI UCZUCIAMI. JEST KUNKTATORSTWEM. JEST UZALEŻNIANIEM CZYJEGOŚ ŻYCIA
        OD WŁASNEGO CZEKANIA.

        Jak juz napisałem, moja siostra miała podobne przypadki. Cała rodzina post
        factum się z niej wyśmiewa, ojciec rzekł, żeby się wzięła do roboty, matka
        nazwała ją pustą, ja byłem bardziej złośliwy niż dla ciebie. Dało to jakiś
        rezultat - jest teraz z chłopakiem,wobec którego musi mieć sprecyzowane
        uczucia, bo jak nie, to ma przekichane. Nikt nie będzie się za nią tłumaczył.
        Dostała nauczkę i ma paskudne blizny na rękach.


        • opalia Re: Dodatek 14.03.04, 00:53
          Czesciowo masz racje, czesciowo nie...Nie jestem Twoja siostrzyczka i nie krzycz
          na mnie :-( Ona miala wybor, bawila sie, a ja musze pogodzic sie ze smiercia
          kogos bardzo bardzo waznego...Wowczas mysli sie zupelnie inaczej...

          > *bardzo ważnych dwóch. Tamtego nie nazywałaś Przyjacielem, więc to temu się
          > zwierzałaś i w ten sposób traktowałaś go jako zsyp na twoje problemy i
          > bolączki. Tak to rozumiem. Chciałaś, by ci pomagał: w szpitalu, po śmierci
          > tamtego, po drugim szpitalu. Czy on to Caritas? A co ty mu dałaś?

          To dzialalo w dwie strony...on tez mial jakies problemy...moze nawet czasem
          udalo mi sie choc odrobinke pomoc...

          > *kobieta zmienną jest...

          Kobieta moze sie zakochac..?

          > I co z tym pakowaniem języka do gardła? Nikt cię nigdy normalnie nie pocałował?

          Kotku, dziekuje, jestes uroczy...po raz pierwszy od dawna sie usmiecham :-))))
          To byl skrot myslowy a propos jej technik...zupelnie roznych od moich...teraz
          pasuje? :-)

          > chcialam byc w 100% pewna...
          >
          > *Czego pewna? jego deklaracji, czy swoich odczuć?

          Swoich uczuc. I jego, a jezeli w tle byl ktos inny to zasadniczo zmienialo
          postac rzeczy...

          > Po kilku miesiacach powiedzial, ze nie chce nic naprawiac.
          >
          > *A ty mimo to nadal wiązałaś z nim jakieś oczekiwania.

          Chcialam naprawic przyjazn. To byl ten krotki sczesliwy czas gdy bylam z kims.
          Bardzo krotki.

          > Z tego, co wiem dzisiaj, to probowal wtedy naprawic tamten ponad 2-letni
          > zwiazek i dlatego tak wyszlo.
          >
          > * Nie rozumiem - z tamtą był 2 lata czy 1,5 miesiąca?

          Byl z kims ponad 2 latka (nie wiem dokladnie), byl juz wtedy gdy sie poznalismy.
          Tamto sie skonczylo, przyjechal tutaj...juz o tym pisalam...Jesien to byl czas
          proby naprawienia tamtego bardzo waznego dla niego zwiazku, ale nie wyszlo. 1,5
          miesiaca liczy jego nowy zwiazek.

          > A co on, psycholog, Caritas, czy nie wiem kto?

          P r z y j a c i e l ....podobno....

          > *Ani tak, ani nie, ale chcę, pomóż mi.

          No wlasnie!

          > po 3 latach zachcialo...
          >
          > *Twoje "kocham" dla niego zaczęło się całkiem niedawno, w styczniu, o ile
          > dobrze pamiętam. A jeśli liczysz cała waszą znajomość, to oznacza, że
          > rzeczywiście go oszukiwałaś.

          A jego kocham zaczelo sie w lipcu zeszlego roku. Wiec od tamtego czasu moge
          liczyc cale 2 miesiace i wielka klotnie...(co Ty taki drobiazgowy jestes?) I
          zaznaczam jeszcze raz: nie ja w kolko powtarzalam 'czekam'...

          > *Nie poinformowanie jest zatajeniem. Wyładowanie złości jest wyładowaniem
          > złości. Panienka ma kłopoty z semantyką.

          A Pan z wylapywaniem sensu spomiedzy zdan. Wyladowywanie na mnie zlosci w ramach
          tlumaczenia, ze nikogo nie ma. Awantury o to, ze sobie cos wymyslam. Ze on nie
          klamie bo nikogo nie ma.

          > *A skąd kolega wiedział o tym problemie? Od niego, czy od ciebie?

          Kolega uratowal mi zycie...Wiedzial ode mnie....Tyle na jego temat...

          > *Był, BYŁ. Dawno temu, pół roku, przed kłótnią! Dociera do ciebie?

          A przeczytales fragment o zapewnianiu, ze nawet jesli bedzie z kims, to zawsze
          moge na niego liczyc? A klotni ostatnimi czasy bylo kilka...i zawsze udawalo sie
          je wyjasnic...

          > *I to jest ciekawe. Jedynaczka? Żadnych kolezanek? Rodzice? Psycholog w
          > Poradnii? Jesteś kompletnie osamotniona? Jesli nie mieszkasz na kompletnym
          > wygwizdowie, to zastanów się, dlaczego. Dlaczego nikt inny nie chciał z tobą
          > być. Nie będę nawet gdybał.

          Oki. Jedynaczka. Kolezanek i kolegow mnostwo, ale jest roznica pomiedzy kolega a
          kolezanka a prawdziwym przyjacielem. Tego mialam jednego. Czy to takie dziwne?
          Rodzice - bez komentarza...Psychologa wpakowali mi w szpitalu na dzien dobry,
          jeszcze na dobre nie odlaczyli kroplowek i innych paskudztw. I ciesze sie, ze
          udalo mi sie go szybko pozbyc...
          Nie, nie jestem osamotniona...tylko trudno przychodzi mi zaufanie komus i
          zwierzenie sie z tego, co najtrudniejsze...I tak jak mowilam, nie wybralam go
          przez przypadek...moze podswiadomie wiedzialam,ze to cos wiecej...Moze dlatego
          wlasnie u niego szukalam pomocy, a nie u kolezanek?

          > JEST UZALEŻNIANIEM CZYJEGOŚ ŻYCIA OD WŁASNEGO CZEKANIA.

          Oki, ja juz naprawde zrozumialam, ze bledem bylo czekanie.
          Ale kiedy siedzial tutaj...chcialam to powiedziec...ale mialam caly czas przed
          oczami ja..i nie chcialam wyscigu o jego uczucia...Tylko nie sadzilam, ze reszta
          stanie sie kwestia 3 dni, ze on kompletnie na nic nie wpadnie...:-(

          > Dostała nauczkę i ma paskudne blizny na rękach.

          Ja nie mam...Ale organizm mam w takim stanie, ze male przeziebienie i do
          ziemi... Ale co to jego obchodzi...
          • Gość: marek Ciąg dalszy IP: 213.199.221.* 14.03.04, 01:57
            > *kobieta zmienną jest...
            Kobieta moze sie zakochac..?

            *A co ma jedno do drugiego? Może się zakochać. Odkochać też. A jak jest gdzieś
            po środku... to ma przechlapane. Sama od siebie, bo nie wie.

            Kotku, dziekuje, jestes uroczy...po raz pierwszy od dawna sie usmiecham :-))))
            To byl skrot myslowy a propos jej technik...zupelnie roznych od moich...teraz
            pasuje? :-)

            *Fajnie, awansowałem ze złośliwca na kotka:))
            I nadal niewiadomo nic o twych potencjalnych zahamowaniach seksualnych.

            > chcialam byc w 100% pewna...
            Swoich uczuc.

            *No jak ty nie jestes w stanie sprecyzowac swych uczuć, to kto ma być? Ja tam
            wiem, kiedy kocham, a kiedy nie i jest to dla mnie całkiem jasne. Moja siostra
            też się tłumaczyła, że nie była pewna i wcale nie bawiła się z tamtymi dwoma.
            Czekała. W końcu do niej dotarło, że ona sama sprowokowała "wyścig".

            I jego, a jezeli w tle byl ktos inny to zasadniczo zmienialo
            postac rzeczy...

            *Innymi słowy swoją decyzję uzalezniłaś od jego, a on od twojej i tak w koło
            Macieju.

            Byl z kims ponad 2 latka (nie wiem dokladnie), byl juz wtedy gdy sie poznalismy.

            *To jaki to był Przyjaciel, skoro ty nie wiesz, z kim się wiązał? Ta wasza
            Przyjaźń jest coraz bardziej farbowana. Zaczynasz ujawniać szczegóły, które
            sugerują, że to zawsze był drań. A wobec tego dlaczego się z nim przyjaźniłaś?

            P r z y j a c i e l ....podobno....

            *Cholernie zaborcza ta przyjaźń. Przyjaciele naprawdę nie są od tego, by nam
            matkować, bo sami mają swoje problemy.

            > *Ani tak, ani nie, ale chcę, pomóż mi.
            No wlasnie!

            *I co dalej?

            > *Twoje "kocham" dla niego zaczęło się całkiem niedawno, w styczniu, o ile
            > dobrze pamiętam.
            co Ty taki drobiazgowy jestes?

            *Bo chcę mieć pełniejszy ogląd sytuacji. Piszesz sfrustrowana i przedstawiasz
            relację jednostronnie. A pamięć poprawiłem, bo napisałaś mu "kocham i odchodzę
            w cień" gdzieś na końcu. A może się mylę?

            A Pan z wylapywaniem sensu spomiedzy zdan.

            *Pomiedzy zdaniami są znaki interpunkcyjne tudzież spacje. Jak chcesz, by ktoś
            coś zrozumiał, to napisz, tak, aby zrozumiał, a nie owijaj w bawełnę! To nie
            jest szarada chyba?

            Awantury o to, ze sobie cos wymyslam.

            *Czyli jednak drań. Kiedy? Co wymyślasz?

            A klotni ostatnimi czasy bylo kilka...i zawsze udawalo sie je wyjasnic...

            *I miałaś nadzieję, że znowu się wyjaśni i poczekacie sobie? Nie piszesz nic o
            podłożu tych kłótni, o co były.

            Oki. Jedynaczka. Kolezanek i kolegow mnostwo, ale jest roznica pomiedzy kolega a
            kolezanka a prawdziwym przyjacielem. Tego mialam jednego. Czy to takie dziwne?

            *W sumie dziwne, bo dziewczynki dobierają sobie przyjaciółki, a chłopcy
            przyjaciół, bo mieszana przyjaźń prowadzi do kataklizmów taki jak twój (to
            jest, czy to jest miłość, czy też jeszcze nie). Standardowo powinnaś mieć
            przynajmniej dwie-trzy przyjaciółki od serca, opowiadać sobie plotki, historie
            typu "miałam wreszcie orgazm", popijac coś tam czy podjadać, cokolwiek.

            Rodzice - bez komentarza...

            *A właśnie, dlaczego? Czyżby traumatyczne dzieciństwo?

            Psychologa wpakowali mi w szpitalu na dzien dobry,

            *Akurat fachowiec ci jest potrzebny. mogłaś trafic na idiotę typu "weź-się-w-
            garść-i-przestań-histeryzować" albo: "przepiszemy-leki-i-wizyta-za-dwa-
            miesiące", ale to nie oznacza, że masz się kisić w swej
            żałobie/złości/zazdrości i pisać na forum posty. Parę ludków cię pogłaszcze,
            jaka to jesteś wrażliwa, parę wyzwie drania od chamów.
            Udaj się do Poradni, jak nie do pierwszej, to do drugiej, w końcu trafisz na
            specjalistę.

            moze podswiadomie wiedzialam,ze to cos wiecej...
            Moze dlatego wlasnie u niego szukalam pomocy, a nie u kolezanek?

            *Podświadomie, nieświadomie... Złudzenia i czary.

            Oki, ja juz naprawde zrozumialam, ze bledem bylo czekanie.
            nie chcialam wyscigu o jego uczucia...

            *Pomijając już fakt mile łechcący męskie ego, jakim jest bitwa dwóch kobiet o
            niego, bo jak twiedzisz, "wyścigu" nie było, facet stanął na rozdrożu. Nie
            chciałaś rywalizować z k***. OK, to byłoby śmieszne. Ale "wyścig" rozegrał się,
            a ty przegrałaś.

            on kompletnie na nic nie wpadnie...:-(

            *Na co ma wpaśc? Pisałaś mu już tyle razy. Czego nie napisałaś, czego chcesz od
            niego, czego chcesz od życi? Jeśli pozostawiłaś margines niejasności, to
            zbierasz własnie tego owoce. I dlaczego wciąż chcesz, by on na coś wpadał,
            skoro ostatecznie okazał się bydlakiem? No chyba nie dasz mu "drugiej" szansy?
            Aż taka głupia to nie jesteś, mam nadzieję?

            Ale co to jego obchodzi...

            *Jak wyżej. Jego nie obchodzisz. Dał ci to do zrozumienia, w dodatku opowiadał
            te "anegdoty". Jest z k***. Jest drań i bydlę. Lasciate ogni speranza. Bo
            inaczej wejdziesz do piekła. Już jedno przeżyłaś, drugiego nie chciałaś, nie
            pchaj się do trzeciego.

            • opalia Re: Ciąg dalszy 14.03.04, 03:12
              Gość portalu: marek napisał(a):

              > *A co ma jedno do drugiego? Może się zakochać. Odkochać też. A jak jest gdzieś
              > po środku... to ma przechlapane. Sama od siebie, bo nie wie.

              Sama do siebie, bo nie ma w zwyczaju zonglowac slowem 'kocham'. Sa rozne
              przypadki, moj jest archaiczny, co sam juz stwierdziles...

              > *Fajnie, awansowałem ze złośliwca na kotka:))
              > I nadal niewiadomo nic o twych potencjalnych zahamowaniach seksualnych.

              Hm...bo ich chyba nie ma? Zarowno potencjalnie jak i zupelnie praktycznie? :-)
              Rozczarowany, ze diagnoza przypadku nie wypalila? :-) No chyba ze zaczniemy
              slodka wyliczanke, a ja bede zaznaczac co tak, co ok, a co nie... ;-) ( wiesz
              ciom...humorek mi poprawiasz...:-))

              > *To jaki to był Przyjaciel, skoro ty nie wiesz, z kim się wiązał? Ta wasza
              > Przyjaźń jest coraz bardziej farbowana. Zaczynasz ujawniać szczegóły, które
              > sugerują, że to zawsze był drań. A wobec tego dlaczego się z nim przyjaźniłaś?

              Boze...Nie prowadze dziennika pt:' Kto z kim i jak dlugo'. Byl z kims juz pewien
              czas jak sie poznalismy, potem sie zareczyl. To byly ponad 2, moze nawet 3 lata.
              Jesienia probowali po raz kolejny...Ona byla wielka miloscia, ja przyjaciolka
              (podobno). Ja bylam od polepszania huomorku, gdy jego milosc rzucala go po raz
              n-ty, uscislajac...Polepszania czysto metaficzycznego, przyjacielskiego, a nie
              fizycznego, uprzedzajac komentarz.

              > *Cholernie zaborcza ta przyjaźń. Przyjaciele naprawdę nie są od tego, by nam
              > matkować, bo sami mają swoje problemy.

              Nie matkowac, tylko wysluchac. Ja sama nie przepadam za bezczelnym wtracaniem
              sie w moje zycie. Ja rowniez tego nie robie. Z jednym wyjatkiem: nienawidze
              falszu, a gdy go czuje robie sie perfidna...
              A wiec chcialam wysluchania, kilku slow pocieszenia. On wiedzial, ze to jedyne
              czego oczekuje, nic wiecej...

              > *Bo chcę mieć pełniejszy ogląd sytuacji. Piszesz sfrustrowana i przedstawiasz
              > relację jednostronnie. A pamięć poprawiłem, bo napisałaś mu "kocham i odchodzę
              > w cień" gdzieś na końcu. A może się mylę?

              Tak, dokladnie...'Kocham' napisane wlasciwie w pozegnaniu...Bo chcialam, zeby
              bylo wyjatkowe, a nie powiedziane pod presja czasu. Wiec tamto kocham to juz
              chyba byla pro forma...Zeby wiedzial i koniec...2 smsy pozniej dowiedzialam sie,
              ze mam sie 'odpier***'...To bylo bardzo mile...

              > Awantury o to, ze sobie cos wymyslam.
              >
              > *Czyli jednak drań. Kiedy? Co wymyślasz?

              Ze wymyslam sobie, ze z kims jest, ze ona to wiecej niz tylko kolezanka.
              Awantura o to, ze 'nie mam jej nawet na gg', gdy spedzala u niego wieczor (dzien
              pozniej nie mogl sobie przypomniec, ze cos takiego mowil). Awantura o 'a slodkie
              pocalunki na zlotach?' Spytal, skad mam takie niepotwierdzone informacje. Dzien
              pozniej dowiedzialam sie, ze w sumie sie nie opieral...Czyli awantury o to, ze
              dowiadywalam sie powoli prawdy. Od jego kolegi, bywajacego na tamtym slynnym
              czaciku zreszta...Wersja wydarzen przedstawiona koledze rowniez zakladala, ze on
              kompletnie nic do mnie nie czuje, a jest z nia, ze ja to tylko kolezanka...

              > *I miałaś nadzieję, że znowu się wyjaśni i poczekacie sobie? Nie piszesz nic o
              > podłożu tych kłótni, o co były.

              No przed chwilka wyjasnilam. Najwieksza klotnia o to, ze 'wsypal' go jego dobry
              kolega i ze ja w ogole tego kolege o to spytalam...A dzien pozniej byl u mnie w
              domu i zapewnial...

              > *W sumie dziwne, bo dziewczynki dobierają sobie przyjaciółki, a chłopcy
              > przyjaciół, bo mieszana przyjaźń prowadzi do kataklizmów taki jak twój (to
              > jest, czy to jest miłość, czy też jeszcze nie). Standardowo powinnaś mieć
              > przynajmniej dwie-trzy przyjaciółki od serca, opowiadać sobie plotki, historie
              > typu "miałam wreszcie orgazm", popijac coś tam czy podjadać, cokolwiek.

              Standardowo mam 2 'przyjaciolki od serca', od kilku lat te same, ale tak sie
              smutno sklada, ze przez te kilka lat udowodnily, ze mozna na nie liczyc tylko
              gdy mozna poopowiadac sobie plotki i pojsc na zakupy...Rzeczy powazniejsze staja
              sie dziwnym trafem pozniej tematem do szerokiej dyskusji...Bez komentarza...No,
              moze ostatnio pojawila sie jedna kolezanka, bardzo milusia zreszta...nowe
              studia, nowe miasto...ale to zbyt krotka znajomosc, zeby obarczac ja takim
              problemem...A co do tej segregacji plciowej: zawsze dogadywalam sie z
              chlopczykami (starszymi...takie moje skrzywienie...przepraszam, ale nie znosze
              malolatow) tak samo dobrze jak z dzewczynkami. A moze z tymi chlopczykami, nie
              rozpowiadajacymi potem wszystkiego na prawo i lewo lepiej nawet...

              > *A właśnie, dlaczego? Czyżby traumatyczne dzieciństwo?

              Hm...matka-histeryczka i ojciec-despota. Z rozmow szpitalnych wywnioskowalam, ze
              ich podstawowym problemem jest 'dlaczego nie powiedzialam im o istnieniu tamtego
              czlowieka'.Reszta to margines. Moja matka mam manie przesladowcza pt:'Cos przed
              nia ukrywam'i uzurpuje sobie prawo do posiadania wiedzy o wszystkim i wtracania
              sie we wszystko. Manie, ktora zaczela sie kilka late temu, gdy mowilam jej
              wszystko, a ktora potem mi sie znudzila i nie mowie juz nic...Tak jest prosciej...

              > Ale "wyścig" rozegrał się,a ty przegrałaś.

              Ja przepraszam, ze znow wroce do slownictwa, ale...czy to, ze wybral takie
              scierwo...i ze mierzy wartosc czlowieka tym, jak daleko opanowal sztuke
              rozkladania nog...mam uznac za przegrana? Boli mnie sposob, w jaki to
              zrobil...bola mnie klamstwa, falsz i ignornancja...ale to...po
              przemysleniu...juz nie...


              > I dlaczego wciąż chcesz, by on na coś wpadał,
              > skoro ostatecznie okazał się bydlakiem? No chyba nie dasz mu "drugiej" szansy?
              > Aż taka głupia to nie jesteś, mam nadzieję?

              Juz Kotusiu napisalam, ze nie chce...Ze w miejscu,w ktorym przez lata byly
              uczucia...najpierw sympatii, potem przyjazni, a na koncu milosci...nie ma juz
              NIC...Zniszczyl i zdeptal to, co bylo najdelikatniejsze...I jedyne co czuje, to
              ogromny zal...I nigdy mu tego nie wybacze...choc go to zapewne kompletnie nie
              obchodzi... ;-(


    • Gość: zainteresowana Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(z IP: *.acn.waw.pl 14.03.04, 12:29
      Z zainteresowaniem sledze od poczatku dyskusje Marka z Opalia. I nasuwa mi sie kilka wnioskow:
      - Opalia napisala swoj post bo szuka przytakniecia wlasnej tragedii. Podejmowane przez Marka proby pokazania gdzie ona robila bledy sa przez nia traktowane z wielka agresja. Niezaleznie od tego co Marek napisze Opalia w swoim mniemaniu i tak ma racje :)
      - strasznie sie Opalio gubisz w zeznaniach. Najpierw bylo ze sie chlastalas przez Przyjaciela, potem wyszlo ze przez tego ktory zginal...To w koncu dlaczego???
      - tak swoja droga to szybko sie zaczelas pocieszac po tym , ktory zginal...jakos tak ze 2 mce mi wyszlo....A ON MIAL Z TOBA ZAMIESZKAC !!!
      - strasznie motalas miedzy tymi facetami, zwlaszcza Przyjacielowi. Niezaleznie od tego, ze wynika z Twoich opisow ze wiele glupich rzeczy zrobil to kazdy na jego miejscu by sie zabral. Ilez mozna kombinowac wokol panienki ktora nie wie czego chce????
      - napisalas tutaj zeby co? wszyscy przyznali Ci racje jaka tragedia Cie spotkala? czy moze pomogli zobaczyc inna strone Twojej tragedii. Twoje agresywne odpowiedzi przemawiaja ze jednak to pierwsze. Zejdz s poziomu wlasnego ego do poziomu wlasnej inteligencji to atwiej Ci bedzie zrozumiec i pogodzic sie z pewnymi rzeczami.
      - wyrazy szacunku dla Marka za rzeczowa dyskusje :)

      Z niecierpliwoscia czekam na ciag dalszy
      • opalia Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(z 14.03.04, 13:18
        Gość portalu: zainteresowana napisał(a):

        > - Opalia napisala swoj post bo szuka przytakniecia wlasnej tragedii.

        Tak...A konkretniej: chcialam to opisac od poczatku do konca jak naprawde
        bylo...I moze poznac czyjes zdanie? Zatem zdanko 'Podejmowane przez Marka proby
        pokazania gdzie ona robila bledy sa przez nia traktowane z wielka agresja.
        Niezaleznie od tego co Marek napisze Opalia w swoim mniemaniu i tak ma racje
        :)'nie do konca jest prawda, bo kilka rzeczy przyjelam do wiadomosci (m.in.
        slynne czekanie...). A Marek opisuje tutaj swoje przemyslenia na podstawie
        historii siostry (historii rozniacej sie od mojej w kilku zasadniczych
        drobiazgach), wiec stad te moje racje :) Ahia, a to, ze moze i jest jakas
        agresja nie znaczy, ze nie cenie tego, co napisal, bo wyklikal kilka naprawde
        madrych rzeczy, ale calego swojego myslotoczku przelewac na forum nie bede :-)

        > - strasznie sie Opalio gubisz w zeznaniach. Najpierw bylo ze sie chlastalas prz
        > ez Przyjaciela, potem wyszlo ze przez tego ktory zginal...To w koncu dlaczego??
        > ?

        Przestancie prosze z tym 'pociela', 'chlastala' itd. Zejdzcie na ziemie - moze
        to i efektowne i romantyczne, ale bardzo nieskuteczne. Praktyczniejsza i
        nieromantyczna jest chemia - zadowoleni? Ja nie chcialam zwrocic na siebie
        uwagi, ja naprawde mialam dosc...Moj rzekomy przyjaciel byl jedyna osoba, ktora
        wiedziala o tym zamiarze, dla calego swiata byla gra w czlowieka szczesliwego.
        Bo gdy prosilam go o pomoc, to byl zamiar, cos co sie rodzilo w myslach i
        stawalo sie na tyle realne,ze poprosilam...o wysluchanie...o zwykle ludzkie
        'jakos sie ulozy'... I udaloby sie, gdyby ktos w trakcie nie zlapal mnie za
        reke. Ktos przez zupelny przypadek pojawil sie w moim domu, zrobil afere i
        uratowal mi zycie...Gdyby nie on, nie pisalabym teraz tego tutaj...

        I nie gubie sie w zeznaniach, tylko opisalam wersje tego mitomana (zakochala sie
        we mnie przyjaciolka i chciala popelnic samobojstwo bo jestem z inna), i
        prawdziwa, jaka byla smierc tamtego czlowieka, moja choroba i jeszcze kilka
        rzeczy, ale wszystkie naraz. Bylo wszystko naraz, rodzila sie mysl o skonczeniu
        z tym wszystkim i bylo szukanie pomocy u niego...NIGDZIE nie napisalam, ze to z
        powodu mojego rzekomego przyjaciela, bo tak nie bylo. I to jest w sumie istota
        tej histori...

        > - tak swoja droga to szybko sie zaczelas pocieszac po tym , ktory zginal...jako
        > s tak ze 2 mce mi wyszlo....A ON MIAL Z TOBA ZAMIESZKAC !!!

        On mieszkal w innym miescie. Dosc daleko. To podstawowy powod, dla ktorego nie
        bylismy para. Mial przeprowadzic sie do mojego miasta - innego powodu niz ja ku
        tej przeprowadzce nie bylo... I mielismy kroczek po kroczku zaczac byc razem...
        Tak bylo, moze nie wyjasnilam dokladnie. Nie mielismy mieszkac razem, to nie ten
        etap.

        > Ilez mozna kombinowac wokol panienki ktora nie wie czego chce????

        To juz zostalo wyjasnione w postach moich i Marka :-)

        > - napisalas tutaj zeby co? wszyscy przyznali Ci racje jaka tragedia Cie spotkal
        > a? czy moze pomogli zobaczyc inna strone Twojej tragedii. Twoje agresywne odpow
        > iedzi przemawiaja ze jednak to pierwsze.

        I odpowiedz pierwsza i druga. Potrzebowalam tego i tego...I za obydwa jestem
        wdzieczna...

        Tak na zupelnym marginesie: dawno temu uwazalam ludzi myslacych o samobojstwie
        za zalosnych egoistow, ktorzy maja za duzo wolnego czasu i glupie pmysly im sie
        rodza w glowie. Dzis, po tym wszystkim co sie stalo, wiem jak to wszystko moze
        sie latwo i szybko rozegrac. Wiem, ze mozna probowac walczyc, ale moze zdarzyc
        sie jedna rzecz, jeden impuls i koniec... Nie zrozumie tego nikt, kto nie byl na
        skraju rozpaczy i nie widzial wyjscia...

        Pozdrawiam...i dziekuje za przeczytanie tych postow :-)
    • opalia Pytanie: a jak potraktuje ja? 14.03.04, 13:37
      Takie moje przemyslenie sprzed chwilki...
      Jezeli w moim przypadku zmienil sie z dnia na dzien, wszystkie jego 'kocham' i
      zapewnienia zmienily sie w 'odpie**** sie' bez znanego mi powodu...to zapewne ja
      ktoregos dnia rowniez potraktuje w tym sposob. Znudzi mu sie i zamiast
      grzecznego pozegnania/rozstania bedzie 'odpie***'. Przypuszczam rowniez, ze
      nawet jesli ta dziewczyna nie kiwnie pozniej palcem w jego kierunku, to i tak
      caly swiat bedzie znal wersje o tym, jak to ona do niego wydzwania i jak to robi
      wszystko, zeby tylko on z nia byl. Mitomania w najczystszej postaci :-)

      Ja, z maila, ktory dostal moj kolega w odpowiedzi na swoj, rowniez dowiedzialam
      sie, ze robie wszystko, zeby tylko z nim byc. Otworzylam oczka ze zdziwnienia...

      A propos watku Marka i pytanka, czy wczesniej nie wpadlam na to, ze to podrywacz
      i mitoman...Coz, powiedzmy, ze wiekszosc tych jego opowiastek traktowalam z
      duzym poblazaniem, bo dosc duzo chlopczykow ma tendencje do kolorowania ;-)Ale
      nie sadzilam, ze do opowiastek o podbojach wlaczy rowniez czyjas smierc...nie
      miesci mi sie to w glowce...

      Kolezanko X.Y., nowa dziewczyno Mojego Tak Zwanego Przyjaciela, Twoja milosc to
      zwykly zimny dran, ktory zignorowal kompletnie fakt, ze drugi czlowiek mogl juz
      nie zyc...Nie zainteresowal sie tym faktem w ogole...Zapominajac, o czym jeszcze
      3 dni wczesniej tego czlowieka zapewnial...Jedyne, na czym sie skupil, to
      rozpowiadanie bzdur i rozbawianie tym towarzystwa. Bawil sie smiercia drugiego
      czlowieka! Ale Ty zapewne nie watpisz w to, ze jest taki czuly, wrazliwy, ze nie
      bylby w stanie kogos skrzywdzic...No bo chyba trzeba byc ostatnim draniem, zeby
      tak sie zachowac...
      (ten fragment byl tak sobie a muzom...)

      A propos 'bawil sie smiercia drugiego czlowieka': od jego kolegi (czlowieka
      ktory mnie kompletnie nie znal) dowiedzialam sie 'aha, to ten twoj facet podobno
      nie zyje, tak? a cos mi mowil...' Bylo mi bardzo milo, ze z rzeczy ktora
      powiedzialam mu jako przyjacielowi zrobil temat do zabijania wolnego
      czasu...zero emocji...
      • Gość: Kallinek Re: Pytanie: a jak potraktuje ja? IP: *.bredband.comhem.se 14.03.04, 16:05
        Nie moge pojac jakie potworne intrygi ty i ten twoj przyjaciel sie
        wplataliscie, nie nie mozna konkretnego z twoich postow zrozumiec, koszmar...
        Nie stoje po niczyjej stronie , bo uwazam ze oboje jestescie intrygantami,
        mitomanami, egocentrykami, pasujecie do siebe...
    • Gość: marek Coraz jaśniej IP: 213.199.221.* 14.03.04, 16:38
      Wiekszośc rzeczy się wyjaśniła, jeśli chodzi o historię problemu, chociaż
      fundamentalna kwestia: dlaczego z dnia na dzień się zmienił i cię oszukał
      pozostaje nieustalona:(

      Moze...a moze nie bylo sytuacji naprawde trudnych i cala ta przyjazn ograniczala
      sie do poprawiania sobie nawzajem humorku w gorsze dni...

      *I w sumie zaczynam podejrzewać, dlaczego się przyjaźniliście.

      I nie kaz mi okreslac proporcji....sa slodkie, tyle moge dodac :-)

      *A to rzeczywiście się ucieszyłem! Naprawdę, ja nie uważam, żebyś musiała
      wskakiwać do łóżka po jednej czy drugiej randce, uwazam, że powinna być
      zachowana kolejność, którą już ci przedstawiłem. W końcu seks jest ingerencją w
      intymność i pozwolić można na niego komuś, kto przełamie nasze naturalne
      bariery, sfery intymności. Przesadą jest jednak, gdy ludzie twierdzą, że się
      kochają, ale nawet rączki trzymają z dala od siebie. W sensie dłoń w dłoń na
      spacerze.

      Ale dlaczego zwodzil, oszukiwal...dlaczego...I dlaczego mi nigdy nie wyjasnil...

      *Już ci przedstawiałem swoje hipotezy. Sam zainteresowany, podejrzewam, że
      nawet, gdybyś go zapytała, zastosował by mechanizm: zaprzeczenie-odbicie
      piłeczki-atak i nic by ci to nie dało.

      A zdarzaly Ci sie momenty totalnej histerii, gdy nie widzi sie nic, nie mysli
      sie o niczym oprocz tego, ze wszystko sie skonczylo, ze los zabral mi kogos
      bardzo waznego, ze choruje i nie wiem co z tym dalej bedzie, ze wlasnie
      wylecialam ze studiow, a na sam koniec ten dran mnie oszukal i teraz
      zapewne bardzo dobrze sie bawi i moze opowiada anegdotki o mnie? Mnie sie
      zdarzyly...

      *Może nie było aż tak źle, ale jakieś tam załamanie nerwowe przeżyłem, gdy moja
      pierwsza puściła się z jednym bęcwałem:(

      Rozczarowany, ze diagnoza przypadku nie wypalila? :-) No chyba ze zaczniemy
      slodka wyliczanke, a ja bede zaznaczac co tak, co ok, a co nie... ;-) ( wiesz
      ciom...humorek mi poprawiasz...:-))

      *Wcale nie. Naprawdę nie zamierzam cię kopać, na początku się zdenerwowałem i
      wylałem ci kubeł zimnej wody na głowę, bo miałem podobny (nie taki sam)
      przypadek w rodzinie. I cieszy mnie, że się trochę rozchmurzyłaś:-)))

      Boze...Nie prowadze dziennika pt:' Kto z kim i jak dlugo'. Byl z kims juz pewien
      czas jak sie poznalismy, potem sie zareczyl.
      Jesienia probowali po raz kolejny

      *Powiem ci, jak to wygląda: on ma kogoś, wielką miłość. Nawet się zaręcza. Ty
      jesteś przyjaciółką, którą traktuje jak zsyp na swoje problemy, gdy jego
      dziewczyna się z nim pokłóci. Ty masz Drugiego, który w ogóle mieszka gdzie
      indziej i chyba go kochasz, ale Przyjaciel jest bliżej (?), więc to z nim
      rozmawiasz. On zrywa z zaręczoną, przyłazi do ciebie. Teraz jest "zakochany" w
      tobie. Ty nie chcesz się z nim wiązać, bo bardziej ci odpowiada ten Drugi, ale
      (chyba) nie dajesz mu jasnej odpowiedzi, tylko "uświadamiasz"/on jest
      zaślepiony i mówi: tak, tak, jest Drugi, ale ja poczekam. Idziesz do szpitala,
      chciałabyś, aby Przyjaciel cię odwiedził, jego nie ma, a twoje wyrzuty kwituje
      krótko: nie mam obowiązku. Zgrzyt i kłótnia. Dopiero co był zakochany, a
      teraz "nie ma obowiązku"? Zgrzyt, zgrzyt i frustracja. Wyjeżdżasz na studia,
      jesteś tam z Drugim. Dygresja: twój wybór Drugiego wydaje się być świadomy,
      piszesz o "zaczynaniu", a nie o kontynuacji wcześniejszego zakochania. Nie
      piszesz nic o waszym związku przed wyjazdem na studia. Człowiek, z którym
      zamierzasz być wydaje się być w cieniu Przyjaciela. Koniec dygresji. Jest
      fajnie, próbujesz odnowić przyjaźń, ale Przyjaciel, który próbuje w tym czasie
      wrócić do Zaręczonej, odpowiada ci: nie. Drugi umiera. Wszystko wali ci się na
      głowę, wpadasz w depresję i w końcu kontaktujesz się z Przyjacielem. Chyba
      jednak, gdy nie mogłaś liczyć na rodziców czy przyjaciółki plotkarki, pozostał
      ci on, mimo, że cię wyraźnie odstręczał. Przyjaciel kręci z jakąś Czatówką, ale
      nie wiadomo w tym momencie, co ich łączy: czy koleżeństwo (on tak twierdzi),
      czy flirt (kolega tak twierdzi), czy miłość (on zaprzecza), czy seks (?).
      Widząc ciebie w takim stanie, zataja przed tobą szczegóły swojego związku i
      pozwala ci na nadzieję kontynuacji przyjaźni. Albo czegoś więcej. Mówi
      ci "kocham" (?). Ty odwlekasz swoją decyzję. W sumie nie wiadomo, co do niego
      czujesz, powinnaś jeszcze kochać Drugiego. Tymczasem wszystko zaczyna się
      kisić. Dowiadujesz się szczegółów związku Przyjaciela za Ścierwem, pytasz go o
      to, a on zaczyna się awanturować, burzyć i warczeć, jak pies zapędzony w kozi
      róg. Opowiada o tobie anegdoty. Zachowuje się, jakby się o coś mścił. To nie
      jest normalne męskie zachowanie. Nie znam facetów, którzy by obgadywali jakieś
      swoje znajome/przyjaciółki, aby im zaszkodzić. W końcu przesypia się ze
      Ścierwem, ciebie olewa, a ty chcesz popełnić samobójstwo. I jeszcze piszesz
      mu "kocham". Tu jest pytanie do ciebie: jakim cudem mogłaś stwierdzić, że
      kochasz Przyjaciela, skoro całkiem niedawno umarł Drugi, którego kochałaś? Na
      samym końcu poczułaś, że to miłość i nie zdawałaś sobie sprawy, że jest tego
      nie wart. Przynajmniej dwa razy ci to udowodnił: pierwszy szpital i na jesieni.
      Poza tym te Ścierwo.

      Z jednym wyjatkiem: nienawidze falszu, a gdy go czuje robie sie perfidna...

      *Na czym ma polegać twoja perfidia? Na razie "odsunęłaś się w cień", chciałaś
      to zrobić najskuteczniej: poprzez smierć. Przecież to ucieczka.

      A wiec chcialam wysluchania, kilku slow pocieszenia. On wiedzial, ze to jedyne
      czego oczekuje, nic wiecej...

      *Jesli mu tego nie powiedziałaś wprost, mógł nie wiedzieć i wybrać sobie
      najprzydatniejszą dla siebie wersję.

      Tak, dokladnie...'Kocham' napisane wlasciwie w pozegnaniu...Bo chcialam, zeby
      bylo wyjatkowe, a nie powiedziane pod presja czasu. Wiec tamto kocham to juz
      chyba byla pro forma...

      *Pro forma "kocham"? No, jeśli w tym momencie uznałaś, że go kochasz (od
      jakiegoś czasu), to znaczy, że albo szybko pogodziłaś się ze śmiercią Drugiego
      (nie pasuje), albo, że do zakochania wystraczyły ci te nieliczne spotkania z
      Przyjacielem w tym roku, albo, że kochałaś go przedtem, a więc co cię łączyło z
      Drugim. Czyżbyś kochała ich dwóch naraz, kazdego trochę inaczej?

      Ze wymyslam sobie, ze z kims jest, ze ona to wiecej niz tylko kolezanka.
      Awantura o to, ze 'nie mam jej nawet na gg', gdy spedzala u niego wieczor (dzien
      pozniej nie mogl sobie przypomniec, ze cos takiego mowil). Awantura o 'a slodkie
      pocalunki na zlotach?'
      Od jego kolegi, bywajacego na tamtym slynnym czaciku zreszta...Wersja wydarzen
      przedstawiona koledze rowniez zakladala, ze on kompletnie nic do mnie nie
      czuje, a jest z nia, ze ja to tylko kolezanka...

      *Pan Przyjaciel jest zakłamany. Rózne wersje wydarzeń dla różnych osób. Czegoś
      się wstydzi? Może on tez wie, że Ścierwo to Ścierwo i pragnie cię pogrążyć, by
      wszystkim pokazać, że ona jest jednak lepsza od "histeryczki, która pisuje do
      niego listy"?

      Najwieksza klotnia o to, ze 'wsypal' go jego dobry kolega i ze ja w ogole tego
      kolege o to spytalam...

      *Przeprowadzałaś wywiad środowiskowy, czy tez kolega jakoś to palnął?

      tak sie smutno sklada, ze przez te kilka lat udowodnily, ze mozna na nie liczyc
      tylko gdy mozna poopowiadac sobie plotki i pojsc na zakupy...Rzeczy
      powazniejsze staja sie dziwnym trafem pozniej tematem do szerokiej dyskusji

      *Typowe u dziewczyn, racja:|

      A co do tej segregacji plciowej: zawsze dogadywalam sie z
      chlopczykami (starszymi...takie moje skrzywienie).

      *I to każe mi przypuszczać jakąś wersję antysyndromu Elektry. Ojciec jest dla
      ciebie zły, więc szukasz kogoś, kto by go zastąpił: starszych chłopaków w
      szkole, Przyjaciela, Drugiego. Prosisz te osoby o pomoc/opiekę. Czujesz się
      samotna i brak ci męskiego ciepła. Możesz powielać ten schemat i popaść w
      kolejny związek ze starszym od ciebie facetem, który będzie na początku dla
      ciebie Przyjacielem/Tatusiem. Totez uważaj na to.

      Hm...matka-histeryczka i ojciec-despota. Z rozmow szpitalnych wywnioskowalam, ze
      • opalia Re: Coraz jaśniej 14.03.04, 19:41
        ) Wiekszośc rzeczy się wyjaśniła, jeśli chodzi o historię problemu, chociaż
        ) fundamentalna kwestia: dlaczego z dnia na dzień się zmienił i cię oszukał
        ) pozostaje nieustalona:(

        Pozostaje nieustalona :-( Ten dzien wygladal z grubsza tak, ze postanowilam
        wejsc na ten nieszczesny czat (o czaciku bedzie jeszcze za chwilke), bo tylko w
        ten sposob moglam z nia porozmawiac, i bezposrednio od niej sprobowac dowiedziec
        sie jaka jest prawda. Ja naprawde innego wyjscia nie widzialam :-( Z nia nie
        udalo mi sie porozmawiac (ostrzezona zeby nie rozmawiac na ich temat z
        nieznajomymi... ciekawe dlaczego?). Zamiast tego, po tym jak mnie wsypala,
        przeczytalam na ogolnym mnostwo wyzwisk pod swoim adresem...

        (mala dygresja: moj rzekomy przyjaciel wykazuje dosc ciekawa tendencje.
        Najodwazniejszy, nawiecej grozacy, wyzywajacy jest na czacie - gdy siedzi sobie
        w domku lub w biureczku, bezpiecznie. Potem w kolejnosci jest GG, telefon - tu
        juz lagodniej, i to znacznie. A na samym koncu wersja 'na zywo' - pod wplywem
        procencikow jeszcze odwazny i wygadany, a zupelnie bez - grzeczny, niesmialy i
        zmieniajacy kolorki - wlasnie mi sie taka pewna urocza scenka z zeszlego lata
        przypomniala...;-))

        Ale wracajac do tego dnia...Zaczely sie smsy. Opisywalam to juz tutaj. Az do
        uroczego 'odpie***'. Przyznaje, tu juz przestalam panowac nad soba i znizylam
        sie do poziomu rynsztokowego...coz, zdarza sie...Bo co mozna robic, gdy jeden
        sms brzmi 'nie wycofuje', a drugi 'zawsze traktowalem cie tylko jak
        przyjaciolke', po czym kilka kolejnych o tym, ze on nie wiedzial co ja czuje
        (tak, wiem, to idealnie pasuje do tego co tu juz pisano o slynnym czekaniu...) itd.

        Tak na marginesie, troszke na temat jej sie przez te smski przewinelo. Ja nigdy
        nie ukrywalam, ze to co wiem o tej pani przyprawia mnie o mdlosci (tlumaczylam
        mu to juz wtedy, gdy tak strasznie wszystkiemu zaprzeczal) ale on podsumowywal
        to, ze 'ja mu zle zycze'. Oki, jego sprawa. Bede sie smiac, jak otworzy oczka.
        Ale to, co sie tam o niej przewinelo bylo juz po 'odpie**', wiec zwiazku to
        wiekszego nie ma...

        Zatem? Tak go wkurzyl fakt, ze znam prawde? I nie wysilil sie choc na odrobinke
        grzecznosci?

        A uprzedzajac pytanko skad wiem cos o tej pani...To stowrzenie ma zdjatko w
        sieci na jednej z tych zalosnych stronek, gdzie wstawia sie swoja fotke i w
        najwiekszym napieciu oczekuje na punkciki i komentarze. Ambitne dziewcze.
        Zdarzylo mi sie podeslac adresik koledze mieszkajacemu w tym samym miastczku co
        ona. Malym miasteczku. Zdarzylo mi sie w czasie jakiegos kilkania na gg, taka
        dygresja w sumie. A ze kilka dni pozniej znalam kilka szczegolow wiecej, to
        czysty przypadek...ale nie mialam nic przeciwko niemu :-)Kwestia rozstrzygajaca
        byl zbieg okolicznosci, czyli to samo miasteczko i to, ze jest dosc znana w
        pewnych kregach...;-)

        A teraz a propos dygresji:

        ) Wyjeżdżasz na studia,
        ) jesteś tam z Drugim. Dygresja: twój wybór Drugiego wydaje się być świadomy,
        ) piszesz o "zaczynaniu", a nie o kontynuacji wcześniejszego zakochania. Nie
        ) piszesz nic o waszym związku przed wyjazdem na studia. Człowiek, z którym
        ) zamierzasz być wydaje się być w cieniu Przyjaciela. Koniec dygresji.

        Drugi byl poznany kilka latek temu. Jakos sie tak przez moje zycie przewijal
        zawsze wywolujac drzenie serduszka...Ale mieszkal albo daleko, albo robil cos
        bardzo absorbujacego. Taka wolna dusza...Wolna dusza, dosc duzo starsza,
        ale...bedaca takim spelnieniem marzen...A co najwazniejsze, uslyszalam od niego
        kila waznych slow i to sprawilo, ze czekalam, czy moze nastapic tego ciag
        dalszy. Czasami sie spotykalismy, czesto rozmawialismy... I rzeczywiscie
        nastapil. Kiedys zadzwonil, nie bede pisac co i o czym mi opowiadal...Wiem, ze
        byl kilkoma sprawami zmeczony i powiedzial wprost, ze chce do mnie
        przyjechac...chce sie przeniesc...I nie byla to deklaracja krotkich wakacji...To
        byla deklaracja czlowieka doroslego, ktory wie, ze chce cos zrobic i to robi. I
        bylo to w duzej czesci zwiazane ze mna. Nie zdazyl nawet tu przyjechac...Zginal
        tydzien przed przeprowadzka...
        I prosze, nie kazcie mi uzywac konkretnego slowka 'kocham'. On byl spelnieniem
        moich marzen, on zawsze bedzie mial w moim serduszku miejsce
        najwazniejsze...Moge napisac kochalam go,moge napisac, ze serduszko drżalo, ale
        milosc nie zdazyla sie rozwinac, moge napisac cokolwiek, ale to bez
        znaczenia...jego juz nie ma...

        ) Mówi ci "kocham" (?).

        Tak, mowi 'kocham, czekam...' Ja pytam: po co? Twoja diagnoza sytuacji jest
        nadzwyczaj trafna :-) I podążajac za nia: jezeli chcial kogos ukryc, zeby mnie
        dodatkowo nie ranic, to po co mowil TO slowko...szczegolne slowko...Az tak
        przeciez maskowac sie nie musial...

        ) Ty odwlekasz swoją decyzję. W sumie nie wiadomo, co do niego
        ) czujesz, powinnaś jeszcze kochać Drugiego.

        ...kochac czlowieka, ktory nie zyje...ja go zawsze bede w pewien sposob
        kochac...i nikt mi tego nie zabierze...ale to nie znaczy, ze mam sobie nie
        probowac zycia ukladac na nowo...
        Ktos tu wczesniej napisal, ze dosc czybko po smierci tamtego czlowieka znalazlam
        sobie kogos do pocieszania. Sprostowanie: nie szybko...to wlasnie powod, dla
        ktorego nie bylam w stanie w tamtej chwili odpowiedziec na jego 'kocham', a on
        zostal z inna...A wy na mnie krzyczycie, ze ja ani tak, ani nie, nie moglam sie
        zdecydowac...To bylo ZA WCZESNIE po tamtej tragedii...

        ) Dowiadujesz się szczegółów związku Przyjaciela za Ścierwem

        :-)))))))))))))))))

        ) W końcu przesypia się ze Ścierwem, ciebie olewa, a ty chcesz popełnić
        samobójstwo.

        Zaraz zaczne krzyczec! Nie z tego powodu! Pisalam z jakiego! Chcialam wczesniej,
        mialam koszmarnie duzo problemow, ta decyzja rodzila sie dlugo,szukalam u niego
        pomocy, a jedyne co zrobil to oszukal, wiec pozostalam przy tamtej decyzji!
        Jezeli jeszcze raz to przekrecisz to Cie znajde i wystrzelam po lapkach!

        ) I jeszcze piszesz mu "kocham".

        Glupie, wiem...

        ) Tu jest pytanie do ciebie: jakim cudem mogłaś stwierdzić, że
        ) kochasz Przyjaciela, skoro całkiem niedawno umarł Drugi, którego kochałaś?

        Skomplikowane...O uczuciu do tego drugiego juz pisalam...A moj rzekomy
        przyjaciel zawsze byl wazny...Moze to dojrzewalo...A moze tylko przez chwilke mi
        sie wydawalo...Choc nie, raczej nie wydawalo...Nie zmienia to faktu, ze teraz
        nie czuje juz zupelnie nic. Wiec rozwazania o milosci do przyjaciela sa juz
        chyba bezcelowe...

        ) *Na czym ma polegać twoja perfidia? Na razie "odsunęłaś się w cień", chciałaś
        ) to zrobić najskuteczniej: poprzez smierć. Przecież to ucieczka.

        Nie to Kotusiu mialam na mysli. Chodzilo o dowiadywanie sie prawdy. Ja szanuje
        prawo do prywatnosci kazdego czlowieka i sama nie znosze jak ktos wtyka nosek w
        nie swoje, a moje sprawy. Ale gdy wyczuwam falsz, ktorego NIENAWIDZE, a w tym
        momencie 'cos nie gralo', perfidia przyjmuje postac chociazby proby dowiedzenia
        sie czegos na wlasna reke. Zamiar wcielilam w zycie. I to sie z tym zdankiem laczy:
        ) *Przeprowadzałaś wywiad środowiskowy, czy tez kolega jakoś to palnął?

        Przeprowadzilam wywiad srodowiskowy, ale najwazniejsza role odegral kolega
        :-)Wywiad, ktory, jezeli nie liczyc mojego kolegi rzucajacego oczkiem na zdjecie
        (to bylo akurat niezamierzone, ale tez sie przydalo), ograniczyl sie do kilku
        (chyba 3) wejsc na tem slynny czat. A z jego kolega rowniez moglam porozmawiac
        tylko w ten sposob, a musialam jakos na niego trafic. Aha, wersja mojego
        rzekomego przyjaciela: przesiadywala calymi dniami w internecie sledzac mnie na
        czacie. Bez komentarza. To wlasnie wowczas poczytalam sobie kilka ciekawych
        rzeczy na swoj temat, przkreconych i rozbawiajacych towarzystwo, ze o 'kocham
        cie skarbie najdrozszy' skierowane do niej nie wspomne. W sumie ogolny to dosc
        specyficzne miejsce do wyznawania uczuc :), ale nie zmiena to faktu, ze nawet z
        ogromna poprawka na 'to tylko ogolny' i tak bylo dosc ciekawe...Tak czy owak,
        wersja jego kolegi nijak miala sie do tej, ktora znalam ja...

        ) *Pr
      • opalia Re: Coraz jaśniej c.d. 14.03.04, 20:04
        Cos sie urwalo...chlip.. ;-( Nio tio tak:

        > *Pro forma "kocham"? No, jeśli w tym momencie uznałaś, że go kochasz (od
        > jakiegoś czasu), to znaczy, że albo szybko pogodziłaś się ze śmiercią Drugiego
        > (nie pasuje), albo, że do zakochania wystraczyły ci te nieliczne spotkania z
        > Przyjacielem w tym roku, albo, że kochałaś go przedtem, a więc co cię łączyło z
        > Drugim. Czyżbyś kochała ich dwóch naraz, kazdego trochę inaczej?

        Moze...Ale o uczuciu do tamtego Drugiego juz pisalam...poscik wyżej...to duzo
        wyjasnia..

        > *Pan Przyjaciel jest zakłamany. Rózne wersje wydarzeń dla różnych osób. Czegoś
        > się wstydzi? Może on tez wie, że Ścierwo to Ścierwo i pragnie cię pogrążyć, by
        > wszystkim pokazać, że ona jest jednak lepsza od "histeryczki, która pisuje do
        > niego listy"?

        Bingo :-) Od niego uslyszalam jeszcze, ze ten jego kolega 'wie, to, co ja chce,
        zeby wiedzial'. Czemu mi to wtedy nie dalo do myslenia?

        > Czujesz się
        > samotna i brak ci męskiego ciepła. Możesz powielać ten schemat i popaść w
        > kolejny związek ze starszym od ciebie facetem, który będzie na początku dla
        > ciebie Przyjacielem/Tatusiem. Totez uważaj na to.

        Nie ukrywam, ze to czego przede wszystkim szukam, to poczucie bezpieczenstwa
        ...Bezpieczne ciepelko, w ktore mozna sie wtulic... I ten ktos Drugi zapewnial
        to w 100%...i bardzo mi tego brakowalo...wiec moze rozpaczliwie szukalam go u
        kogokolwiek... ;-(

        Ahia, i jeszcze do czegos musze sie przyznac.
        W dzien Bardzo Glupiego Uczynku wyslalam mojemu rzekomemu przyjacielowi kilka
        slowek...slowek, ktore byly pozegnaniem...Zaraz sie zapewne dowiem, ze to
        podswiadoma (i glupiutka) proba szukania ostatecznego ratunku...moze i tak...
        Nie wiedzialam, jaka byla na nie reakcja, bo kilka godzin pozniej, jaki i przez
        nastepne kilkadziesiat bylam nieprzytomna...
        Po pewnym czasie okazalo sie, ze zadna...Czlowiek, ktory jako JEDYNY wiedzial,
        co chce zrobic, nie zrobil nic. Nie kiwnal palcem. Zignorowal. Umieraj sobie,
        mam cie gdzies.
        To, ze dzisiaj zyje, to cud. CUD. Nie chce opowiadac o tym, jak dokadnie
        bylo...Sama zreszta niewiele pamietam....
        ....ale uswiadomienie sobie tego...jest koszmarem...czlowiek, ktory nazywal sie
        przyjacielem nie zrobil nic...
        I do dzis, powiadomiony juz o tym co sie stalo, nie dal znaku zycia...Nie liczac
        'masz ignora' w odpowiedzi na mail kolegi, mail ktory wszystko opisywal...
        Najwyrazniej nowy zwiazek jest szalenie absorbujacy...
        • Gość: marek Re: Coraz jaśniej c.d. IP: 213.199.221.* 14.03.04, 22:35
          Dobry wieczór zatem:

          moj rzekomy przyjaciel wykazuje dosc ciekawa tendencje.
          Najodwazniejszy, nawiecej grozacy, wyzywajacy jest na czacie - gdy siedzi sobie
          w domku lub w biureczku, bezpiecznie. Potem w kolejnosci jest GG, telefon - tu
          juz lagodniej, i to znacznie. A na samym koncu wersja 'na zywo' - pod wplywem
          procencikow jeszcze odwazny i wygadany, a zupelnie bez - grzeczny, niesmialy i
          zmieniajacy kolorki

          *Ten typ tak ma. A tak BTW, szkoda, że nie znasz zdania jego Zaręczonej na jego
          temat, w koncu z jakiegoś tam powodu się rozstali. I podejrzewam, że to nie
          ona, jej jakieś postępki, ale to on prowokował pewne rzeczy.

          Bo co mozna robic, gdy jeden sms brzmi 'nie wycofuje', a drugi 'zawsze
          traktowalem cie tylko jak przyjaciolke', po czym kilka kolejnych o tym, ze on
          nie wiedzial co ja czuje

          *Tak mi przyszło do głowy, że gdyby np. to nie on odpisywał ci na smsy, tylko
          Ścierwo, zwyczajnie przechwyciwszy komórkę, to to "odp**" bardzo by pasowało.
          Jednak to on osobiście się z tobą awanturował, kłamał i zaprzeczał faktom. Czy
          on wczesniej był taki od***-ony? Czy to słowo do niego pasuje? I jaki był twój
          sms bezpośrednio przed jego "od***"?

          Drugi byl poznany kilka latek temu. Jakos sie tak przez moje zycie przewijal
          zawsze wywolujac drzenie serduszka...Ale mieszkal albo daleko, albo robil cos
          bardzo absorbujacego. Taka wolna dusza...Wolna dusza, dosc duzo starsza,
          ale...bedaca takim spelnieniem marzen...

          *Kochana moja. Mi się wydaje, że gdy ktokolwiek zaczyna być dla ciebie ciepły,
          miły i opiekuńczy, to ty zaczynasz go "kochać", to znaczy "drzenie serduszka".
          Akurat Drugi cię niczym nie zniechęcił, więc jego mogłaś swobodnie "kochać". To
          znaczy: nie było przeciwwskazań. Przyjaciel był następny w kolejności
          niezależnie od "błędów", które popełnił.
          A to rokuje naprawdę bardzo dobrze dla ciebie. Naprawdę. Oznacza to bowiem, że
          prawdziwa miłość jest jeszcze przed tobą i Przyjaciel jej nie zniszczył. Tyle,
          że masz traumatyczne przeżycia i musisz spojrzeć w oczy komuś, kto kiedyś
          zapyta się ciebie, dlaczego próbowałaś się zabić. Musisz zatem zaakceptować
          fakty dokonane i nie mieć z tego powodu poczucia winy. Uczymy się na błędach
          (chociaż najlepiej na cudzych).

          A co najwazniejsze, uslyszalam od niego kila waznych slow i to sprawilo, ze
          czekalam, czy moze nastapic tego ciag dalszy. Czasami sie spotykalismy, czesto
          rozmawialismy...

          *Widzisz, zaczęło się od miłych SŁÓW, a nie CZYNÓW. Przyjaciel też MÓWIŁ, że
          cię kocha. Niestety, ludziom nigdy nie można do końca zaufać:-(

          I prosze, nie kazcie mi uzywac konkretnego slowka 'kocham'. On byl spelnieniem
          moich marzen, on zawsze bedzie mial w moim serduszku miejsce
          najwazniejsze...Moge napisac kochalam go,moge napisac, ze serduszko drżalo, ale
          milosc nie zdazyla sie rozwinac, moge napisac cokolwiek, ale to bez
          znaczenia...jego juz nie ma...

          *OK, już wyżej napisałem ci, że podejrzewam, że to nie była taka konkretna
          miłość, dopiero wstęp. A co do tego, że jego już nie ma... Jesteś tego na 100%
          pewna? :-B

          po co mowil TO slowko...szczegolne slowko...

          *Bo jest pojebany.

          ...kochac czlowieka, ktory nie zyje...ja go zawsze bede w pewien sposob
          kochac...i nikt mi tego nie zabierze...

          *No i o to chodzi.

          ) W końcu przesypia się ze Ścierwem, ciebie olewa, a ty chcesz popełnić
          samobójstwo.
          Zaraz zaczne krzyczec! Nie z tego powodu! Pisalam z jakiego!

          *Spójrz uwaznie na zapisane przeze mnie słowa: chcesz popełnić samobójstwo.
          Bez "z jego powodu" pomiędzy! Ja wiem, że on był tylko kroplą, która
          przepełniła czarę goryczy i że powodów było mnóstwo, począwszy od śmierci
          Drugiego, przez zawalenie studiów i (awantury rodziców z powodu zawalenia
          tychże studiów i twojego milczenia?)

          Jezeli jeszcze raz to przekrecisz to Cie znajde i wystrzelam po lapkach!

          *Hmm, zaczyna odżywać w tobie ta perfidia(:-D

          A moze tylko przez chwilke mi sie wydawalo...Choc nie, raczej nie wydawalo...

          *Dowiedz się wreszcie i się tego trzymaj. Jak to sobie nazwiesz, tak sobie
          nazwiesz, ale sprecyzuj swoje uczucia tu i teraz. Staraj się jak najmniej
          wahać, bo to wstęp do zwlekania.

          nie czuje juz zupelnie nic.

          *No niech ci będzie. Ale jak piszesz, że "jego nawet to nie obeszło", tyle
          razy, to naprawdę wyziera z tego ogromny ból i żal. Do niego.

          Nie ukrywam, ze to czego przede wszystkim szukam, to poczucie bezpieczenstwa
          ...Bezpieczne ciepelko, w ktore mozna sie wtulic... I ten ktos Drugi zapewnial
          to w 100%...i bardzo mi tego brakowalo...wiec moze rozpaczliwie szukalam go u
          kogokolwiek... ;-(

          *Ha. I cóż jeszcze dodać. Przynajmniej teraz wiesz, czego chcesz i tego szukaj,
          a nie łudź nikogo "miłością". Możesz następnemu po prostu w którymś momencie
          powiedzieć, ze szukasz właśnie tego poczucia bezpieczeństwa, że nie jesteś
          gotowa na np. miłość, seks, bo miałaś takie a takie przeżycia. Szczerość i
          jeszcze raz szczerość. Gdy pozostawisz miejsce na wątpliwośći, one zaraz się
          wcisną.

          W dzien Bardzo Glupiego Uczynku wyslalam mojemu rzekomemu przyjacielowi kilka
          slowek...slowek, ktore byly pozegnaniem...

          *Akurat w takim stanie człowiek nie robi nigdy nic rozsądnego. Zawsze kieruje
          się chwilowymi emocjami. A że akurat np. wybrałaś chemię, a nie wytarganie
          Ścierwa za kudły, to kwestia temperamentu i charakteru. Bo przecież, skoro
          zamierzasz się zabić, to nie masz już nic do stracenia i możesz wszystko.

          Czlowiek, ktory jako JEDYNY wiedzial,
          co chce zrobic, nie zrobil nic. Nie kiwnal palcem.

          *Cały czas mnie ciekawi, jakim cudem on zbagatelizował tę informację. Albo to
          nie on odpisywał ci, albo może pomyślał, że to tylko czcze pogróżki. Przecież
          dopuszczenie do czyjejś śmierci jest niejako morderstwem! Pamiętasz może sprawę
          Bartka, który zażył prochy i zadzwonił na pogotowie, a dyspozytorka go ofukała
          i potem zmarł? Jak na kobietę wsiedli ludzie... Tu jest podobna sprawa. czy
          wiesz teraz, co on odpowiada na tego typu oskarżenia? Czy odbija piłeczkę "to-
          zawsze-była-histeryczka", czy też może nikt poza Kolegą i (?) Ścierwem o tym
          nie wie?

          Byłem sobie na Kobiecie i poczytałem tamtejsze odpowiedzi na twój post. Chyba
          rzeczywiście ze mną udało się najbardziej pogadać:-D
          Trzymaj się cieplutko :-*
          • opalia Re: Coraz jaśniej c.d. 15.03.04, 21:34
            Przed chwilka dostalam mailik...o ktorym pisze post nizej...usiluje sie
            uspokoic...ale sprobuje tez na ten post odpisac...

            > *Tak mi przyszło do głowy, że gdyby np. to nie on odpisywał ci na smsy, tylko
            > Ścierwo, zwyczajnie przechwyciwszy komórkę, to to "odp**" bardzo by pasowało.

            O smsach od (chyba) niej jest ponizej. Co nie zmienia faktu, ze wowczas byly na
            pewno moje i na pewno jego, niestety... :-(

            > Jednak to on osobiście się z tobą awanturował, kłamał i zaprzeczał faktom. Czy
            > on wczesniej był taki od***-ony? Czy to słowo do niego pasuje? I jaki był twój
            > sms bezpośrednio przed jego "od***"?

            Samo slownictwo do niego w sumie pasuje :-) Ale raczej nie bylo uzywane w moim
            kierunku. A bezposrednio? Kotusiu, nie pamietam...Ale cala ta 'smsowa rozmowa'
            byla o tym, ze czuje sie oklamana, oszukana...i o tym, dlaczego on zamiast
            posluchac co mowie o niej nie chce tego pojac...W sumie moze to go do reszty
            rozdraznilo...A tak na marginesie, zeszlego lata, w czasie rozmowki przez GG,
            dostalam 'ignoruj' dlatego, ze pisalam,ze bylo mi bardzo smutno, ze nie
            obchodzilo go co dzialo sie ze mne w szpitaliku..Wiec..chyba ten typ tak ma...

            > *Widzisz, zaczęło się od miłych SŁÓW, a nie CZYNÓW. Przyjaciel też MÓWIŁ, że
            > cię kocha. Niestety, ludziom nigdy nie można do końca zaufać:-(

            ...de mortuis aut bene aut nihil......ciiii....

            > *OK, już wyżej napisałem ci, że podejrzewam, że to nie była taka konkretna
            > miłość, dopiero wstęp. A co do tego, że jego już nie ma... Jesteś tego na 100%
            > pewna? :-B

            Hm...Sugerujesz jakas Wielka Mistyfikacje? Bo ja naprawde jestem w stanie jechac
            jutro na drugi koniec Polski i zażądać ekshumacji zwlok.....

            > po co mowil TO slowko...szczegolne slowko...
            >
            > *Bo jest pojebany.

            Dziekuje, naprawde mi ulzylo... :-(

            >(awantury rodziców z powodu zawalenia tychże studiów i twojego milczenia?)

            Awantury? Hm...niekoniecznie...uslyszalam tylko przemowienie o plamie na
            honorze... ( bo jestem zapewne pierwszym czlowiekiem w historii tego kraju,
            ktory wylatuje ze studiow, i to zapewne przez nicnierobienie, a nie przez kilka
            powazniejszych rzeczy...)Zatem chyba wolalabym awanture.... :-(

            > *Dowiedz się wreszcie i się tego trzymaj. Jak to sobie nazwiesz, tak sobie
            > nazwiesz, ale sprecyzuj swoje uczucia tu i teraz.

            > nie czuje juz zupelnie nic.

            > *No niech ci będzie. Ale jak piszesz, że "jego nawet to nie obeszło", tyle
            > razy, to naprawdę wyziera z tego ogromny ból i żal. Do niego.

            Owszem...Nie czuje juz zupelnie nic...oprocz ogromnego zalu...I juz nawet nie
            chce sobie przypominac co czulam...bo ta jego obojetnosc tak koszmarnie
            boli...On nie zasluguje na to, zebym nawet tu i teraz cokolwiek precyzowala...To
            juz przeszlosc... :-(

            > *Cały czas mnie ciekawi, jakim cudem on zbagatelizował tę informację.

            To mnie nie dziwi...to mnie PRZERAŻA...

            > Albo to nie on odpisywał ci, albo może pomyślał, że to tylko czcze pogróżki.

            Biorac pod uwage, ze dzisiaj dowiedzilam sie o jakichs dziesiatkach smsow z
            internetu, ktore to scierwo wysylalo podszywajac sie pode mnie, to moglo juz byc
            po mim pogrzebie, a one nadal by dochodzily. To chyba troche wyjasnia...

            > Przecież dopuszczenie do czyjejś śmierci jest niejako morderstwem!

            Ja sobie caly czas zadaje pytanie: dlaczego nie uwierzyl mnie? dlaczego do
            myslenia nie dal mu mail informujacy o tym, co sie stalo? Dlaczego nie zrobil
            nic, zeby sprawdzic co jest prawda?? Ale latwiej i przyjemniej bylo wierzyc w
            wersje 'zakochanej histeryczki'...A ja przyplacilabym to zyciem...

            > Czy odbija piłeczkę "to- zawsze-była-histeryczka", czy też może nikt poza
            > Kolegą i (?) Ścierwem o tym nie wie?

            Nie liczac przypadkowych wysluchiwaczy anegdotek, chyba tylko oni. I nie
            wiedzieli nic oprocz tej wersji o 'zakochanej histeryczce'. W ogole nie
            pofatygowal sie poinformowac ich o reszcie...o tym, czego sie dowiedzial...A to
            scierwo dobrze sie bawilo wysylajac smsy i slicznie dokolorowujac moj image
            zakochanej wariatki!!! Czy ona jest normalna?? Jak trzeba byc chorym i
            perfidnym, zeby wymyslic cos takiego???


    • opalia O mailu i dziwnych smsach.... 15.03.04, 21:04
      No to dostalam mail. W sumie odpowiedz na moj. Moj, w ktorym pisalam o tym, ze
      wiem o tym, ze dostal od mojego kolegi mail, wiem co mu odpisal, ze rzeczywiscie
      bylam w szpitalu i jeszcze kilka zdanek (taki skrot z tego co pisalam juz tu na
      forum).Zeby nie bylo, ze ktos cos kombinuje na wlasna reke. Odpowiedzial po 3
      dniach, ale niech tam...

      A jak? 'Odpi*** sie od mojego zycia'. Super, bo chcialam grzecznie zauwazyc, ze
      to juz zrobilam! Z tym,ze dodal 'ciekawe tylko od kogo dostaję dziesiątki sms-ów
      z internetu?? Od ciebie czy od niego??' i 'dlaczego jestes taka zawistna?'.
      SZLAG MNIE TRAFIL!

      Jasne, ode mnie. Telepatycznie je wysylalam, kiedy bylam nieprzytomna. Albo
      lepiej: stojak na kroplowki na plecy i dawaj do kawiarenki internetowej wyslac
      sms! Czy on w ogole mysli???

      Tyle ze teraz cos mi zaczelo switac...On nie potraktowal informacji o
      samobojstwie i szpitalu powaznie, bo w tym samym, czasie 'JA' mu wysylalam
      dziesiatki smsow. Nie poinformowal tez nikogo o tym, ze wie, ze bylam w szpitalu
      i ze w ogole wie co sie stalo, no bo ten Genialny Wysylacz zalapalby, ze troche
      te smsy malo wiarygodne...Czyli wersja dla znajomych zakonczyla sie tym, ze
      'histeryczka sie w nim zakochala i grozi samobojstwem itd'...

      A teraz pytanie: kto wpadl na taki ŻAŁOSNY, GŁUPI I PERFIDNY POMYSŁ, jakim jest
      podszywanie sie pod kogos i wysylanie komus smsow w moim imieniu????? Pojecia
      nie mam jaka byla ich tresc, ale chyba nie za ciekawa, skoro dowiedzialam sie po
      raz kolejny, ze mam sie 'odp***'. Tak na marginesie, to sie teraz szczegolnie
      temu slowku nie dziwie (powtorzonemu nie dziwie, pierwszemu nadal tak...).

      Kto jak nie ONA! Z mojej strony nie mogl wysylac ich nikt, bo nikt jego numeru
      telefonu NIE ZNA. I to jest podstawowa przeszkoda. Ten jego kolega raczej
      rowniez, bo faceci raczej nie bawia sie w takie rzeczy. Aha, na taki drobiazg
      jak to, ze ja nie wysylam smsow z internetu nie wpadl...

      Wiec gratuluje kolezanko pomyslowosci! Ja walcze o zycie w szpitalu a to
      scierwo urzadza sobie zarty!!!! Nie zna sytuacji, nie wie co sie ze mna dzieje,
      nie zna calej historii, a wypisuje jakies bzdury i podpisuje je moim imieniem!!!
      Perfidna, bezdennie glupia zalosna suka! Dumna z siebie jestes?!?!

      Nikt inny nie przychodzi mi na mysl, bo nikt inny nie byl blizej zwiazany z ta
      historia. Przeciez jakis tam jego znajomy ktory cos uslyszal, raczej nie
      zajmowaby sobie czasu czyms takim.

      Wiec ci kolezanko obiecuje, ze jezeli to rzeczywiscie ty, to cie znajde
      chociazby na koncu swiata i za to swinstwo nogi ci z d**** powyrywam!!!!

      Aha..i taki jeszcze jeden drobiazg...on nie uwierzyl mnie...wierzyl w te smsy i
      w to, co mu zapewne cwierkala ona...

      Prosze, powiedzcie, ze to jakis koszmar...ze za chwilke sie obudze i juz go nie
      bedzie...Walczylam o zycie...bylam na skraju...a moj przyjaciel zupelnie sie tym
      nie przejal...uznal to za bzdure....I jeszcze ten mail...napisany w taki sposob,
      ze ja najprawdopodobniej powinnam go przeprosic za to, ze sie z mojego powodu
      denerwuje i ze w ogole taka historia sie rozegrala...POWINNAM PRZEEPROSIC GO ZA
      TO,ZE UDALO MI SIE PRZEZYC??????

      ...prosze...ja chce sie obudzic....

      • Gość: marek Re: O mailu i dziwnych smsach.... IP: 213.199.221.* 15.03.04, 21:27
        Niezbyt dobrze zrozumiałem, czy dostałaś maila ostatnio, czy też mówisz o tym,
        który był odpowiedzią na twoje "kocham i usuwam się w cień"?
        Widzisz, a jednak czai się tu jakaś intryga. Tymczasowo możemy założyc, że to
        Ścierwo wysyłała z Internetu smsy do niego, wypisując jakieś bzdury, a do
        ciebie dotarło jego końcowe "od***"! Stąd on rzeczywiście mógł się dodatkowo
        zrazić do ciebie. I w tym momencie oboje jesteście na siebie nabzdyczeni i
        myślicie, że to drugie to jest potwór.
        Ty musisz porozmawiać z nim face to face, jak już będziesz gotowa. Chłodno,
        opierając się na faktach.
        A poza tym podoba mi się twoje podejście! Powyrywaj jej nogi. Tylko obcążkami,
        po kawałeczku...:-D
        • opalia Re: O mailu i dziwnych smsach.... 15.03.04, 21:40
          Gość portalu: marek napisał(a):

          > Niezbyt dobrze zrozumiałem, czy dostałaś maila ostatnio, czy też mówisz o tym,
          > który był odpowiedzią na twoje "kocham i usuwam się w cień"?

          Dostalam mail godzine temu. Wyslany dzisiaj rano. Bedacy odpowiedzia na mail
          wyslany w dniu powrotu ze szpitala. Czyli 'kocham i usuwam sie w cien' bylo
          dobre kilkanascie dni temu i zupelnie nie o ten chodzi. Nie liczac kilku smsow
          po tym, ja nie wysylalam NIC, a on dostawal ich mnostwo. Zaraz zaczne czyms rzucac!

          > Widzisz, a jednak czai się tu jakaś intryga. Tymczasowo możemy założyc, że to
          > Ścierwo wysyłała z Internetu smsy do niego, wypisując jakieś bzdury, a do
          > ciebie dotarło jego końcowe "od***"! Stąd on rzeczywiście mógł się dodatkowo
          > zrazić do ciebie.

          No przypuszczam. Tak jak mowilam, pierwszego 'odp***' nie rozumiem, drugie juz
          tak...Sam by mnie trafilo...Z drugiej strony, szkoda ze nie raczyl sie
          pofatygowac i odpisac na ktorys tamten. To by mu pewnie cos rozjasnilo...

          > A poza tym podoba mi się twoje podejście! Powyrywaj jej nogi. Tylko obcążkami,
          > po kawałeczku...:-D

          Ja ja Kotusiu rozerwe na kawaleczki..jezeli to rzeczywiscie ona....bo namieszla
          tak bardzo, ze bardziej juz chyba nie mozna...
    • opalia Do Gadzinki :-) 15.03.04, 21:46
      > Byłem sobie na Kobiecie i poczytałem tamtejsze odpowiedzi na twój post. Chyba
      > rzeczywiście ze mną udało się najbardziej pogadać:-D
      > Trzymaj się cieplutko :-*

      Dziekuje za wylanie na mnie kubelka zimnej wody. Dziekuje tez za rozmowe.
      Naprawde potrzebowalam opowiedzenia tego komus kroczek po kroczku. I nazwania
      kilku rzeczy po imieniu. Ale takiego zwyklego poglaskania po glowce, powiedzenia
      ze musze isc dalej, ze warto, rowniez. A to znalazlam na Kobiecie..:-)

      Cos mi tu pachnie przyszlym Panem Psychoterapeuta..;-) No, chyba ze to tylko w
      ramach wlasnych zainteresowam :-)

      Jeszcze raz dziekuje za poswiecone chwilki...<psytulam> :-)

      PS: Wiesz ciom...milusi z Ciebie stworek...ale nick masz niemilusi...za bardzo
      mi sie z NIM kojarzy...zgadnij, dlaczego? :-(
    • Gość: maga hmm a może wydoroślej? IP: *.boreknet.com / *.boreknet.com 15.03.04, 23:13
      Masz 20 (?) lat, a formułujesz egzaltowane zdanka jak 14latka, nadużywasz slów
      typu "przyjaciel", "miłość", "kocham" etc, już nei wspominam o pisaniu
      niektórych słów dużą literą...
      Trudne przeżycia (śmierć bliskiej osoby, choroba) nie usprawiedliwieją tego, w
      jaki sposób traktowałaś swojego znajomego. Czy naperawdę myślałaś, że myśląc o
      nim "mój Przyjaciel" (zapewne nie omieszkałaś zadeklarować mu swojego
      wyjątkowego stosunku do niego i wymusić podobnej deklaracji na nim) nakładasz na
      niego OBOWIĄZEK dbania o Ciebie? A jeżeli - jak piszesz - on liczył i starał się
      o coś więcej, to było fair z jednej strony trzymać go na dystans, a z drugiej
      wymagać np. odwiedzin w szpitalu? Może on nie wiedział, gdzie jest granica
      między zwykłym koleżeńskim układem a czymś więcej?
      Poza tym nie podoba mi się, jak piszesz o jego dziewczynie (obecnej?), że jest
      "szybciutka i łatwiutka", bo chyab nie Tobie to oceniać, bo nawet jeżeli jest
      naprawdę fantastyczną laską, to i tak dla Ciebie będzie to wredną suką, która
      ukradła Ci przyjaciela, gdy właśnie zachciało Ci się być z nim. A czy w ogóle
      brałaś pod uwagę, że on może już "wyleczył się" z uczuć względem Ciebie? Po
      prostu stwierdziłaś, że teraz nadszedł czas, aby wykorzystać jego dekalarację
      sprzed wielu miesięcy?
      Więc mam dla Ciebie radę - postaw się czasem w sytuacji tej drugiej osoby, co do
      której wysuwasz jakieś żądania. I przestań myśleć tylko o sobie, bo najłatwiej
      jest stwierdzić "ach taka jestem nieszczęśliwa i wszyscy powinni mi pomagać i
      dbać o moje dobre samopoczucie". Może to jest brutalne - ale nie tylko Ty
      przechodzisz trudne momenty w życiu, na pewno są tacy którzy mają lepiej, ale
      nawet nei podejrzewasz ilu jest ludzi, którym jest trudniej.
      I ostatnia rzecz: przyjaźni się nie punktuje, nie liczy telefonów, mesów, mejli
      i spotkań, to jest po prostu wyjątkowa więź, której nawet nei trzeba nazywać po
      imieniu.

      pozdrawiam
      maga
      • opalia Re: hmm a może wydoroślej? 15.03.04, 23:31
        Gość portalu: maga napisał(a):

        > Masz 20 (?) lat, a formułujesz egzaltowane zdanka jak 14latka, nadużywasz slów
        > typu "przyjaciel", "miłość", "kocham" etc, już nei wspominam o pisaniu
        > niektórych słów dużą literą...

        Jakby ta ująć...Moge mowic jak 30-latka, co drugie slowo zaczerpniete ze
        Slownika wyrazow Obcych, z nienaganną stylistyką. Moge jak 20-latka, wtracajac
        co chce i gdzie chce. Moge jak 14-latka. I we wszystkich 'stylach' czuje sie
        dobrze. Ale tu i teraz, na forum, jestem jeszcze bardzo niedoroslym
        stworzonkiem, z takiego niedoroslego punktu opisalam cala ta historie,
        wiec....nie widze zwiazku...prosze Pani...

        > Trudne przeżycia (śmierć bliskiej osoby, choroba) nie usprawiedliwieją tego, w
        > jaki sposób traktowałaś swojego znajomego.

        Bez komentarza.

        > Czy naperawdę myślałaś, że myśląc o
        > nim "mój Przyjaciel" (zapewne nie omieszkałaś zadeklarować mu swojego
        > wyjątkowego stosunku do niego i wymusić podobnej deklaracji na nim)

        Napisze duzymi literkami cos, co juz w sumie pisalam, zeby bylo wyraznie: ON
        PIERWSZY ZACZAL MOWIC O PRZYJAZNI. On pierwszy zaczal mowic o milosci. Do
        mowienia i deklarowania zawsze byl pierwszy... :-(

        > to i tak dla Ciebie będzie to wredną suką, która
        > ukradła Ci przyjaciela, gdy właśnie zachciało Ci się być z nim.

        Napisalam, ze moze byc z kim chce. Obiecywal, ze jezeli nawet bedzie, to zawsze
        bede moga na niego liczyc. A on mnie oklamal i nic z tego nie zostalo....Wiec to
        chyba nie kategoria 'ukradla' i 'dla ciebie zawsze'. PS: Kim jest odrobinke
        wiem, wiec te okreslenia nie sa do konca wyssane z palca...

        A czy w ogóle
        > brałaś pod uwagę, że on może już "wyleczył się" z uczuć względem Ciebie? Po
        > prostu stwierdziłaś, że teraz nadszedł czas, aby wykorzystać jego dekalarację
        > sprzed wielu miesięcy?

        Hm...a moze deklaracje sprzed kilkunastu dni, powtorzona slowkami 'nie wycofuje
        tego co powiedzialem' na 3 dni przed slynnym 'odpi***'? Bo to tak dokladnie
        bylo...Dzwoniac do niego po tych wielu miesiacach bylam w sumie pewna, ze juz
        sie 'wyleczyl', ale on temu zaprzeczyl.. i to zaczelo potok miliona mysli...

        > I przestań myśleć tylko o sobie, bo najłatwiej
        > jest stwierdzić "ach taka jestem nieszczęśliwa i wszyscy powinni mi pomagać i
        > dbać o moje dobre samopoczucie".

        Nie dzis. Dzis nie mam ochoty martwic sie problemami calego swiata. Przez cale
        zycie bylam dla kogos, przez cale zycie zawsze chcialam dobrze, przez cale zycie
        lagodzilam spory. Teraz mam dosyc. Nie dostalam wzamian nic. To, co
        najcenniejsze stracilam. Mam swiat w nosie!

        > I ostatnia rzecz: przyjaźni się nie punktuje, nie liczy telefonów, mesów, mejli
        > i spotkań, to jest po prostu wyjątkowa więź, której nawet nei trzeba nazywać po
        > imieniu.

        Bardzo bardzo madre: nie trzeba nazywac po imieniu (i nie ma w tym sarkazmu,
        zapewniam). Wystarczy byc. Czasami wystarczy jedno slowo. To jest wyjatkowa
        wiez, ktora w trudnych momentach pomaga wyplynac na powierzchnie. W przypadku
        tego pana skonczylo sie na SLOWACH, zapewnieniach, obietnicach...Nie zostalo nic...

        ...smutne....
        • Gość: Malpa Re: hmm a może wydoroślej? IP: *.chello.pl 15.03.04, 23:44
          Kobieto, a weź ty się uspokój. I daj temu facetowi spokój. Tamto skończone, w
          takim czy innym stylu, ale skończone i już. A ty najwyraźniej nie chcesz tego
          przyjąc do wiadomosci. Przestań już analizować każde słowo i każde pardon,
          smarknięcie, bo taplasz sie w swoim bólu z niezdrowym upodobaniem. Przydałaby
          ci się jakas psychoterapia, poszukaj może czegoś.
          Zaczęłam czytac twój wątek ze szczerym współczuciem, bo wiele przeszłaś. Ale
          teraz to juz przeginasz, że zęby bolą. Daj żyć innym i DOROŚNIJ!
          • opalia Re: hmm a może wydoroślej? 15.03.04, 23:52
            Gość portalu: Malpa napisał(a):

            > Kobieto, a weź ty się uspokój. I daj temu facetowi spokój. Tamto skończone, w
            > takim czy innym stylu, ale skończone i już. A ty najwyraźniej nie chcesz tego
            > przyjąc do wiadomosci. Przestań już analizować każde słowo i każde pardon,
            > smarknięcie, bo taplasz sie w swoim bólu z niezdrowym upodobaniem. Przydałaby
            > ci się jakas psychoterapia, poszukaj może czegoś.
            > Zaczęłam czytac twój wątek ze szczerym współczuciem, bo wiele przeszłaś. Ale
            > teraz to juz przeginasz, że zęby bolą. Daj żyć innym i DOROŚNIJ!

            To marek zaczal analize krok po kroczku. I dziekuje mu za to. Tu chcialam
            wszystko zebrac w calosc i sprobowac rzeczywiscie zamknac ten okres.
            Tamta znajomosc juz jest zakonczona. Juz dalam temu panu spokoj. To juz tez
            gdzies tu napisalam.
            A co do przeginam....hm....ja usiluje dojsc do siebie od 4 miesiecy, Ty
            znudzilas sie po kilku minutach...Ja mam to na co dzien, wciaz cos nowego, Ty
            wylaczysz komputer i zapomnisz.
            Wiec chyba jestem doroslejsza od Ciebie...
            Pozdrawiam...i zycze, zeby nigdy nie spotkalo Cie cos takiego...Nikt na to nie
            zasluguje...
            • Gość: Malpa Re: hmm a może wydoroślej? IP: *.chello.pl 16.03.04, 00:02
              Patrzę na to z boku i czytam tak, jak napisałaś. A napisałaś z pozycji pępka
              świata i osoby, która ma patent na rację, wybacz - totalnie egocentrycznej. Do
              tego cierpiętnicy. Nie sprawiasz wrażenia osoby dorosłej, tylko infantylnej i
              egzaltowanej.
              BTW. spotykały mnie w życiu różne rzeczy, niekoniecznie radosne. I na pewno mam
              wiecej lat niż ty. Rodziłaś? Rozwodziłas się? Leczyłaś nowotwór? To może mam i
              więcej doswiadczeń.
              Żeby było jasne - nie mam zamiaru przywalac ci z czystej przyjemności
              przywalania. Ale wierz mi - z tej calej historii (zwłaszcza z końcówki i
              uporczywego trzymania się tematu) nie wynika nic dobrego. Obawiam się, że zaraz
              więcej osób moze starcić do ciebie cierpliwość. Życzę więcej opanowania i
              dystansu do siebie.
              • opalia Re: hmm a może wydoroślej? 16.03.04, 00:13
                Gość portalu: Malpa napisał(a):

                > Patrzę na to z boku i czytam tak, jak napisałaś. A napisałaś z pozycji pępka
                > świata i osoby, która ma patent na rację, wybacz - totalnie egocentrycznej. Do
                > tego cierpiętnicy. Nie sprawiasz wrażenia osoby dorosłej, tylko infantylnej i
                > egzaltowanej.
                > BTW. spotykały mnie w życiu różne rzeczy, niekoniecznie radosne. I na pewno mam
                > wiecej lat niż ty. Rodziłaś? Rozwodziłas się? Leczyłaś nowotwór? To może mam i
                > więcej doswiadczeń.
                > Żeby było jasne - nie mam zamiaru przywalac ci z czystej przyjemności
                > przywalania. Ale wierz mi - z tej calej historii (zwłaszcza z końcówki i
                > uporczywego trzymania się tematu) nie wynika nic dobrego. Obawiam się, że zaraz
                > więcej osób moze starcić do ciebie cierpliwość. Życzę więcej opanowania i
                > dystansu do siebie.

                Co do uporczywego trzymania sie tematu....dzis dostalam ten mail, napisalam
                to...jakos tak wyszlo..
                Dystansu usiluje nabrac, bo czeka mnie cos nowego...
                Do Twojej wiadomosci: lecze nowotwor...to ta choroba, o ktorej tu
                wspominalam...to poczatek..i nie wiem, co bedzie dalej...ale wiem, ze musi byc
                jakies dalej...
                Pozdrawiam...
        • Gość: maga Re: hmm a może wydoroślej? IP: *.boreknet.com / *.boreknet.com 15.03.04, 23:47
          słowa, słowa, słowa...

          Im dłużej będziesz myśleć nad tym, co było, jest i co mogło być, tym gorzej.
          Kobieto, młoda jesteś, rusz się, idź na dziką imprezę, zalej się, potańcz, a
          później znajdź sobie jakieś zajęcie, idź na aerobik, przeczytaj książkę, na
          którą nigdy nei miałaś czasu, jedź zobaczyć wiosenne morze, ale zrób coś! I nikt
          nie wymaga od Ciebie, żebyś przejmowała się całym światem, zajmij się po prostu
          swoim mikroświatem - rodziną, znajomymi, zwierzakami - wyjdź ze swojej skorupy i
          będzie lepiej.

          pozdrawiam,
          maga
      • Gość: to_Ja_przyjaciel Re: hmm a może wydoroślej? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.03.04, 08:50
        masz 10000% racji
        miała do mnie pretensje że nie wysłałem minimum raz dziennie SMS...Po co ??
        żeby napisać że żyję?? ja wiem że ona żyje i mi to wystarcza a ona jest taaka
        zaborcza....jesssu ...Jak w fatalnym zauroczeniu się czuję...nie moja wina że
        nie mogła się zdecydować a kiedy to zrobiła to ja zmieniłem zdanie bo miałem
        wszystkiego dosyć...Szkoda gadać...Teraz mam głuche telefony listy z pogrózkami
        i setki sms w nocy...Taki jest ten przyjaciel który napisał to wszystko o
        mnie...I zobacza jak pisała o tej dziewczynie z którą byłem...Nie znała jej...A
        już oceniła dziewczynę swojego przyjaciela...Piękne , nieprawdaż ??
        • opalia Re: hmm a może wydoroślej? 16.03.04, 10:13
          Gość portalu: to_Ja_przyjaciel napisał(a):

          > Teraz mam głuche telefony listy z pogrózkami
          > i setki sms w nocy...

          Pisalam, ze nie wiem kto je wysyla. Reszta to kompletna BZDURA! Albo znow ktos,
          a nie ja....
          I smutne, ze piszesz to tu...a nie chcesz wyjasnic tego mnie...
          • Gość: Doro Re: hmm a może wydoroślej? IP: *.chello.pl 16.03.04, 10:16
            Sorry, że się wtrącam, ale... czy nie przyszło ci do głowy, opalio, że może
            tylko ty uważasz, że jest co wyjaśniać... Może wszystkie inne osoby uważaja, że
            sytuacja jest nadzwyczaj oczywista. I zwyczajnie nie ma o czym mówić?
    • Gość: Fajnie_to_o_mnie Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(z IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.03.04, 08:40
      YYY jak zwykle przekręcasz...Dawno temu dostałaś SMS że najpiękniejsze jest
      dążenie do marzenia a nie jego spełnienie...Już dawno nie chciałem NIC więcej
      tylko poprostu nie chciałem cię zranić domyślając się co do mnie
      czujesz...Trzymając cię za rękę nie okłamałem PRZYJACIELA bo tylko tego od
      ciebie oczekiwałem...Nic więcej...nie okłamałem przyjaciela bo dla przyjaciela
      mój związek z kimkolwiek nie miał by znaczenia...
      • Gość: Doro Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(z IP: *.chello.pl 16.03.04, 10:02
        Wiesz co, ja mam wrażenie, że ta osoba (autorka wątku) nie jest całkiem zdrowa
        psychicznie...
      • opalia Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(z 16.03.04, 10:16
        Gość portalu: Fajnie_to_o_mnie napisał(a):

        > YYY jak zwykle przekręcasz...

        No oczywiscie tylko ja przekrecam...

        > Już dawno nie chciałem NIC więcej
        > tylko poprostu nie chciałem cię zranić domyślając się co do mnie
        > czujesz...

        Wiec po co powtarzales to 'kocham' i chciales na mnie wymoc to samo??? Tylko o
        to mi chodzi...No ale teraz jest, ze 'nie chciales mnie zranic'...

        > Trzymając cię za rękę nie okłamałem PRZYJACIELA bo tylko tego od
        > ciebie oczekiwałem...Nic więcej...

        Juz o tym pisalam....Szkoda tylko, ze wyraznie dawales do zrozumienia, ze nie
        tylko...I smutne, ze znow to przekrecasz...i wlasnie tu...

    • opalia Koniec wątku... 16.03.04, 10:23
      To ostatni post.
      Wyslalam mu ten link z nadzieje, ze sprobuje zrozumiec, a nie tylko wszystko
      znow przekrecic i to wlasnie tu...
      Ja zrozumialam, jakie bledy popelnilam...On dalej trwa przy swoim...Nie
      uslyszalam slowka tlumaczenia....

      Smutne....Ale dziekuje tym, ktorzy chcieli zrozumiec...

      PS:
      Do Doro: Juz nie ma co wyjasniac...Juz wszystko zostalo po raz drugi przekrecone...
      A co do Twojego slowka 'chora psychicznie'...zastanow sie, zanim cos
      napiszesz...Czy chorym psychicznie moze byc czlowiek, ktory jedyne czego
      oczekuje, to prawda?
    • lapassione Opalio i 'Przyjacielu'! 16.03.04, 10:47
      Pisalam to juz na FK, ale tu powtorze, zeby on na pewno przeczytal.

      Przepraszam, ze ciagne ten watek.
      Ale nie rozumiem czemu tak po prostu nie mozecie pogadac ze soba i powyjasniac?
      Ona namieszala, nie mogla sie zdecydowac, potem cos jej nagle zaswitalo, ale
      bylo za pozno. I poklociliscie sie. Ale napisala juz gdzies tutaj, ze zrozumiala
      ze to bylo zle.
      Ale on dalej swoja gadke o tym jaki to jest niewinny. Czlowieku, ona prawie
      przyplacila to zyciem, a tobie egoizm zaslania caly swiat! Nawet jej nie
      spytales jak sie czuje? Sam od siebie? No to nie dziwie sie, ze moze miec do
      ciebie zal.
      I co sie tak uczepiles tych smsow - chyba napisala, ze to nie ona, prawda? I to
      chyba nie jest istota tej historii, tylko to, ze miales w d** to, co sie z nia
      stalo i o to jej glownie chodzi. Juz napisala, ze nic nie czuje, wiec w czym
      problem.
      Dzieci, WYDOROSLEJCIE!
    • Gość: Sue Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(z IP: *.gios.gov.pl 16.03.04, 14:07
      Zrozumialas ze go kochasz jak znalazl sobie w koncu kogos innego, jakie to
      typowe...
    • Gość: Sue Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(z IP: *.gios.gov.pl 16.03.04, 14:08
      Zrozumialas ze go kochasz jak juz sobie kogos znalazl. Jakie to typowe...
      A ten szantaz samobojstwem, to po prostu wstretne.
      • opalia Prosze, czytajcie, zanim skomentujecie... 16.03.04, 19:29
        Wiesz Sue, mialam juz tu nic nie pisac, ale drazni mnie, jak ktos zabiera glos
        nie znajac sytuacji. Czyli innymi slowy: nie raczyl przeczytac wszystkiego. To
        tak jak ci wszyscy 'obroncy moralnosci' krzyczacy wszem i wobec, ze dany, chocby
        film, jest nie do przyjecia, nie raczac go wczesniej obejrzec...

        > Zrozumialas ze go kochasz jak juz sobie kogos znalazl. Jakie to typowe...

        Boze...to juz tu bylo tyle razy maglowane, ze nie chce mi sie
        powtarzac...poszukaj co pisalam, oki?

        > A ten szantaz samobojstwem, to po prostu wstretne.

        Wstretne jest nie czytanie tego, co napisano wczesniej. Pozwol, ze Ci powtorze:
        'I nie gubie sie w zeznaniach, tylko opisalam wersje tego mitomana (zakochala sie
        we mnie przyjaciolka i chciala popelnic samobojstwo bo jestem z inna), i
        prawdziwa, jaka byla smierc tamtego czlowieka, moja choroba i jeszcze kilka
        rzeczy, ale wszystkie naraz. Bylo wszystko naraz, rodzila sie mysl o skonczeniu
        z tym wszystkim i bylo szukanie pomocy u niego...NIGDZIE nie napisalam, ze to z
        powodu mojego rzekomego przyjaciela, bo tak nie bylo. I to jest w sumie istota
        tej histori...'

        To, ze masz zbyt maly rozumek, zeby objac tak duza partie tekstu nie upowaznia
        Cie do pisania bzdur. To nie bylo tak slodkie, romantyczne i typowe, jakbys chciala.

        pozdrawiam...

    • Gość: Siakasnowa Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(z IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.03.04, 22:06
      Nie wiem czemu dziewczyno, ale nie chciałabym Ciebie miec za przyjaciela. Strasznie jestes pretensjonalna, drażni mnie Twoja nielojalność i psychiczny ekshibicjonizm. nie moge pojac, jak mozesz pisac dlugi list, na forum, gdzie piszesz o smierci bliskiego czlowieka, a wlasciwie wspominasz, bo watek ten tonie zupelnie prztloczony poprzez opowiesc o "przyjacielu". nie rozumiem, na kim Ci bardziej zalezalo? dlaczego tak sie rozwodzisz nad gosciem, ktory Cie skrzywdzil. czy nie wiesz o tym, ze ludzie nie sa wcale aniolami, sa zdolni do morderstw i gwaltow, a nie tylko do oszukiwania i mowienia odp...sie w najmniej pozadanym momencie zycia? dlaczego tak sie temu dziwisz? zreszta, moim zdaniem 'przyjaciel" mial jakies tam powody, zeby sie na ciebie wkurzyc. to tez tylko czlowiek. najpierw jak czytalam twoj list, najtragiczniejsza wydala mi sie smierc tego czlowieka. poczulam dla ciebie ogromne wspolczucie. ja kogos kocham i nie wyobrazam sobie zycia bez niego. dlatego Twoje fiksowanie sie na nieudanej przyjazni i wyolbrzymianie tego watku, opowiadanie ze szczegolami , ze ten powiedzial to, a tamten tamto, jakos mi nie pasuje. Twoj 'przyjaciel" ewidentnie nie potrafil, z jakichs powodow, byc przy tobie w trudnych chwilach. czy sie nie zorientowalas? co z twoja kobieca intuicja?czy naprawde nie masz juz innych ludzi wokol siebie? pewnie nie...moze zastanow sie, dlaczego. ale zycze Ci powodzenia.
      p.s. pozdrowienia dla Marka :)
      • opalia Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(z 16.03.04, 22:31
        Gość portalu: Siakasnowa napisał(a):

        > piszesz o smierci bliskiego czlowieka, a wlasciwie wspominasz, bo watek ten
        > tonie zupelnie prztloczony poprzez opowiesc o "przyjacielu". nie rozumiem, na
        > kim Ci bardzi ej zalezalo?

        Ten ktos...i pamiec o nim jest dla mnie zbyt cenna, zeby rozwodzic sie o tym
        tutaj...na forum...wspomnienia o nim sa tylko moje...to tyle na ten temat...

        A tutaj rzeczywiscie, chcialam nazwac od A do Z wszystko co wiazalo sie z moim
        tak zwanym przyjacielem....i zamknac ten okres....pozdrowienia dla Marka rowniez :-)

        • katja Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(z 16.03.04, 23:02
          Z twoich wpisow wywnioskowalam, ze mialas sie zamiar zwiazac z innym
          czlowiekiem a przyjacielowi powiedzialas ze go nie kochasz...czy tak?
          Wowczas (i to chyba normalne) on znalazl sobie inna dziewczyne i byc moze
          zakochal sie w niej lub czul , ze to moze byc cos...
          A gdy znalazlas sie w szpitalu i powiedzilas ze go kochasz , to on juz nie
          chcial, bo mial inna!
          I to go przerastalo! Byc z toba , gdy zadalas milosci i wsparcia. Facet po
          prostu sie wycofal, nie dal rady , mial inna i nie kochal juz ciebie.
          Mozna komus pomoc jako przyjaciel , ale trudniej gdy ten ktos wyznaje milosc,
          to bardzo niezreczna sytuacja.
          Na ogol wiekszosc ludzi ,nawet z acene , ze ktos sie na nas obrazi , znika po
          prostu. Nie chce dawac nadzieji i stwarzac sytuacji w ktorej ta osoba by sobie
          tlumaczyla pomoc jako milosc.
          Rozumiesz roznice? Ja doskonale rozumiem twojego przyjaciela ,ze uciekl, ze
          zniknal..z chwila gdy wyznalas mu milosc nie bylas juz jego przyjaciolka! A on
          tego zobowiazania nie byl juz w stanie spelnic, po prostu mial inna dziewczyne
          i nie mial sily wiklac sie w te historie.
          Nie byl juz twoim przyjacielem , chcialas aby cie kochal, a do tego nie mozna
          zmusic, wiec zniknal.
          Gdy w przyjazni jedna strona sie zakocha a druga nie, to na ogol urywa sie
          przyjazn, nie wiedzialas o tym?
    • cossa Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(z 17.03.04, 00:15
      swiat nie jest czarno-bialy
      i cos co nam sie wydaje ze jest prawda
      i probujemy przekonac do niej reszte swiata
      nie oznacza, ze znamy cala prawde
      i tylko prawde
      chocby dlatego, ze mowiac o sobie
      trudno o 100% obiektywizm

      i zdaje mi sie, ze
      zbyt duza wage przywiazujesz do slow
      i przyjazn najczesciej niepisana jest
      certyfikaty - to nie ta branza


      pozdr.cossa


      pees. usmiech dla Marka :)
    • Gość: Van Re: O tym, jak 'przyjaciel' pokazal pazurki...(z IP: 195.136.248.* 19.03.04, 01:30
      Kochani,
      W ciągu tych kilku dni każdy ma tu trochę racji. Opalia gdy opowiada i
      odpowiada, bo tym żyje. Marek, bo drąży. Małpa, bo próbuje spojrzeć na to z tej
      drugiej strony. Ktoś jeszcze, bo z tej trzeciej strony. Maga, gdy wskazuje, co
      w życiu jest jeszcze, oprócz zawodów. Każdy jest tylko i aż człowiekiem. A
      technika pozwala na zamieszanie, jeżeli ktoś chce zamieszać. Przykre, że aż do
      tego doprowadziło to Opalię. Dziewczyno, nie rób tak nigdy. Wiem co to znaczy,
      bo straciłem kogoś bliskiego. Samobójstwo... Życie jest tylko jedno. I nie
      wierz w potęgę techniki i netu, bo niejedno życie postęp pochłonął. Zanim
      pomyślisz o tak drastycznych krokach, zastanów się, czy spojrzałaś problemowi
      prosto w oczy, czy tylko porzez ekran monitora lub komórki. Każdy, kto tu był,
      wie, ile można powiedzieć, a ile nie da się w żaden sposób. Fakty są takie, że
      oboje nie wiedzieliście tak naprawdę, czego chcecie, czego od siebie
      oczekujecie. Każdy popełnił jakiś błąd. Ludzki, zwyczajny. Eeee, idę
      porozmawiać na gg z kimś ważnym. Dla mnie. Pozdrawiam wszystkich - tych na tak
      i tych na nie. Van (zodiakalna i życiowa waga).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka