Dodaj do ulubionych

nienawdzię swojego życia

02.09.10, 20:00
ja, kobieta, lat 35, niby normalna i przeciętna, popatrzysz z boku i nie
zauważysz że coś jest nie tak. A jednak. Od jakiegoś czasu nachodzi mnie myśl
że zmarnowałam sobie życie. Nie lubie tego jak jest teraz a nie wiem czy mogę
to zmienić, jak to zmienić , czy nie jest za późno i czy w ogóle warto
próbować. Zacznę od tego że jestem sama - nie mam męża czy chłopaka, nie mam
praktycznie przyjaciół. Kiedyś było inaczej ale gdzieś po drodze chyba
popełniłam jakiś błąd bo teraz jestem zwyczajnie sama. Przyjaciele pozakładali
rodziny i chociaż mogę do nich zadzwonić to jednak wiem że to nie ma sensu -
oni nie rozumieją samotnej a ja nie rozumiem problemów
małżeńsko-rodzicielskich. Do tego dochodzi moja praca - niby wszyscy mówią że
odnoszę w niej sukcesy, że jestem dobra w tym co robie, że mam tzw stanowisko.
Tylko że ja co raz bardziej tej pracy nie lubię. Po prostu nie chcę do końca
życia siedzieć za biurkiem, nie chcę chodzić na spotkania zarządu, nie chcę
wykonywać poleceń i nie chcę ich też wydawać. Zmiana miejsca pracy nic nie da
bo mogę się zatrudnić w tej samej branży i dalej robić to co robię tylko w
innym miejscu. Co ja mam zrobić? Czy w wieku 35 lat jest szansa na rozpoczęcie
życia od nowa - nowy zawód, nowi przyjaciele? Boję się że nie. Nawet nie wiem
co innego miałabym robić, nie mam specjalnych talentów, pomysłów na własny
biznes, ani tym bardziej pieniędzy żeby zostawić obecny zawód i szukać
szcześcia na ślepo. Jestem załamana tym że kiedyś nie zastanowiłam się czy na
pewno chcę wykonywać taki zawód, że nie poszłam na inne studia. Co mam teraz
zrobić? Pogodzić się z tym i do końca życia żyć tak na pół gwizdka? - niby ok,
ale w środku wszystko krzyczy że nie tak to powinno wyglądać. Chciałabym mieć
pracę która będzie mi dawała satysfakcję, o której będę mogła mówić godzinami,
dla której z radością będę rano wstawała. A teraz co dzień trudniej mi wstać.
Zaczynam kombinować z urlopami i zwolnieniami ale wiem że to mnie tylko
wpakuje w większe kłopoty. Po pracy jestem na tyle sfrustrowana że mam siłę
wrócić tylko do domu i oglądać tv. I koło się zamyka bo wiem że w taki sposób
na zawsze będę sama. Boję się nawet rozpłakać bo jakbym zaczęła to chyba bym
nie przestała..
Obserwuj wątek
    • klosowski333 Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 20:10
      Wszystko jest w Tobie. Rowniez Twoja przyszlosc. Gdy odeszla ode mnie moja pani
      a ja bylem zalamany, pracy tez mialem dosc, spakowalem sie i wyjechalem na drugi
      koniec swiata. Tak po prostu. Czy masz w sobie na tyle odwwagi, samozaparcia i
      determinacji by zmienic swoje zycie, czy jestes w stanie ograniczac sie tylko do
      tesknoty za innym zyciem i nic w kierunku zmian nie robic konkretnego?

      Jezeli ucieklas w marazm i biernosc, nie licz na to, ze do Twych drzwi zapuka
      rycerz na bialym koniu. Nigdy w takich okolicznosciach nie zapuka.

      Martwi mnie, ze tylu ludzi zdrowych, mlodych, sprawnych intelektualnie poddaje
      sie i pograza w swoim zakletym magicznym kregu niemoznosci. Wmawiaja sobie, ze
      cos jest niemozliwe.

      Oczywiscie, ze mozesz zmienic swoje zycie, ale mowienie i marzenie o innym zyciu
      nie wystarczaja.
      • paczula7755 Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 20:22
        nie mam odwagi bo ..mam kredyt ktory musze splacic, musze cos jesc, musze pomoc
        rodzicom itp. Praca ktora sprawia ze jestem nieszczesliwa daje mi jednak
        pieniadze a niestety bez nich nie da sie przezyc. Moze jestem tchorzem a moze po
        prostu realistka. Nie potrafie tak zaryzykowac. Pytanie tylko czy musze? Bo
        przeciez sa ludzie ktorzy nie zrobili niczego specjalnego, nie postawili zycia
        na szali a jednak sa szczesliwi, maja dla kogo zyc, maja z czego sie cieszyc.
        Czy to jest tak ze zeby jeden byl szczesliwy to inny musi byc nieszczesliwy? Czy
        to jest tak ze jednemu wszystko przychodzi za free a drugi musi wszystko poswiecic?
        • bez_seller Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 21:22
          paczula7755 napisała:

          Bo
          > przeciez sa ludzie ktorzy nie zrobili niczego specjalnego, nie postawili zycia
          > na szali a jednak sa szczesliwi, maja dla kogo zyc, maja z czego sie cieszyc.


          No to jest akurat proste, miec dla kogo zyc. Pytanie jest, czy chcesz zyc dla kogos, bo to dla mnie,
          z tego co napisalas, nie jest takie oczywiste.
        • leda16 Re: nienawdzię swojego życia 05.09.10, 12:10
          paczula7755 napisała:

          >
          > przeciez sa ludzie ktorzy nie zrobili niczego specjalnego, nie postawili zycia
          > na szali a jednak sa szczesliwi, maja dla kogo zyc, maja z czego sie cieszyc.



          Każdy żyje przede wszystkim dla siebie. Życie "dla kogoś" lub "dla czegoś" to infantylne mrzonki.



          > Czy to jest tak ze zeby jeden byl szczesliwy to inny musi byc nieszczesliwy?


          A co ma piernik do wiatraka? Szczęścia szuka się w sobie a nie w pracy, facecie, czy dzieciach. Szczęście to na pewno nie jest stan ustawicznej euforii. Większośc ludzi nawet nie wie czym ono jest, większość ma też indywidualną tefinicję tego stanu.


          Cz
          > y
          > to jest tak ze jednemu wszystko przychodzi za free a drugi musi wszystko poswie
          > cic?


          A tak, inne za darmo, bez wysiłku kończą studia, mają dochody, łapią współmałżonka i rodzą dzieci :). Ty musisz "poświęcać" wszystko, czego się dotkniesz:). Obawiam się, że z tak roszczeniowym nastawieniem do życia nigdy nie będziesz zadowolona. Może zaczniesz najpierw od prywatnej definicji szczęścia?
          • sabinac-0 Re: nienawdzię swojego życia 05.09.10, 12:20
            leda16 napisała:

            > Obawiam się, że z tak roszczeniowym nastawieniem do życia nigdy nie będziesz za
            > dowolona. Może zaczniesz najpierw od prywatnej definicji szczęścia?

            Alez autorka MA prywatna definicje szczescia, tyle ze ty te jej prywatna
            definicje wyszydzasz uwazajac TWOJA prywatna definicje szczescia za jedyna sluszna.

            Czyzbys byla zwolenniczka koncepcji Schopenhauera (szczescie rozumiane jako
            wyrzeczenie sie wszelkich pragnien), skoro brak efektu w zaspokojeniu swych
            aspiracji uwazasz za "roszczeniowe nastawienie do zycia"?
    • zorz_ponimirski Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 20:29
      co to jest zycie zmarnowane? co to jest zycie wygrane? no ba. dobrze sie jest nad tym zastanowic.

      nie chcesz siedziec za biurkiem i chodzic na spotkania zarzadu, wiec jest nadzieja, ze zostaly w tobie
      normalne ludzkie odruchy i czucie w czlonkach.
      Ale juz pitolenie co ma sie zrobic w wieku 35 lat , bo to koniec zycia i mozliwosci, jest lekko potworne.
      Dlaczego? bo nie chcesz niczego dla siebie, chcesz miec 'fajna prace, zeby moc o niej rozmawiac
      godzinami', czyli co? wydac sie atrakcyjna? tak, ktrora ma blysk w oku, ktora cos kreci?
      Puknij sie mocno w glowe, nie warto budowac zycia , zeby zaskarbic sobie wizerunek, a przeciez pewnie
      zrobilas to i wyladawalas teraz na zebraniach. Znajdziesz prace, o ktorej bedziesz opowiadac, ale
      wiekszosc ludzi nie bedzie miala ochoty tego sluchac!! dochodzimy wiec do samotnosci, lepiej przygotuj sie
      na to ze kazdy tak naprawde jest sam w swoim mikrokosmosie, porozumienie miedzy ludzmi zdarza
      sie ,momentami
      jesli zle odczytalam twoj post, co jest tez bardzo mozliwe i jeno projekcja moja to przepraszam i poczytaj
      reszte
      • paczula7755 Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 20:40
        nie, nie zeby wydac sie atrakcyjna, zdecydowanie nie byc ta ktora cos kreci. Nie
        jest dla mnie wazne co inni mysla (ok, troche tak, ale bez przesady) tylko jak
        ja widze swoje zycie. Zreszta moi rodzice sa ze mnie dumni, moi znajomi uwazaja
        ze odnosze sukcesy wiec gdybym miala bazowac na opinii innych to powinnam byc
        szczesliwa. Tylko ze nie jestem bo wiem jak jest naprawde. Naprawde to zmuszam
        sie do tego zeby cokolwiek zrobic. I tak sobie mysle ze po prostu sie marnuje
        tylko nie wiem jak to przerwac, jak znalezc swoje przeznaczenie. Nie wiem czy
        rzeczywiscie byloby tak ze ludzie by mnie nie sluchali gdybym miala prace ktora
        kocham. Uwazasz ze lepiej mowic o pracy ktorej sie nienawidzi? Ze to jest dla
        innych ciekawsze?
        • zorz_ponimirski Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 21:08
          co ja uwazam jest niewazne. Zwaz tylko na taki fenomen, ze ludzie lubia przewidywalne historie,
          rezerwujac wolty zyciowe dla bohaterow kinowych. Jesli zaczniesz dyskutowac z nimi na temat powolania,
          niechybnie sciagna cie do swojego poziomu. Wniosek jest troszke bolesny zatem-nikt ci nie pomoze
          poczuc sie dobrze i na miejscu w swoim zyciu. nikt nie przyjdzie. No chyba ze zdarzy sie cud, bo cuda sie
          zdarzaja
          ;)
        • cyryl-z-glinki Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 22:55
          Ludzi dzielimy na tych co pracę wykonują i tych którzy o tym opowiadają.Ja uważam,że lepiej
          należeć do tej pierwszej grupy.
          To co opisujesz, to objawy wypalenia zawodowego.Mówisz,że chciałabyś mieć ciekawą pracę,to
          zastanów się ,co byś chciała robić i rób to,a nie zastanawiaj się czy nie jesteś za stara na zmiany.
          Myślę,że tym co Ci przeszkadza, jest Twoja negatywna postawa umysłowa i wynajdywanie różnych
          zastrzeżeń.
          Poszukaj jakichś swoich zainteresowań,które być może zaniechałaś i rozwijaj je na razie bok Twojej
          pracy,a później mogą stać się podstawowym zajęciem.Jeśli nie masz takich ,to spróbuj je znaleźć i
          rób rzeczy,które sprawiają Ci frajdę,a wtedy spotkasz i osoby z którymi się zaprzyjaźnisz.
    • zoyka5 Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 20:53
      paczula polecam Ci książkę Louise L. Hay "Możesz uzdrowić swoje życie ". Mnie
      pomogła dwa razy. Czułam podobnie jak Ty. Uwierzyłam ,ze mogę inaczej.

      Moja historia jest gorsza , to co się dzieje jest nie do uwierzenia gdy ktoś
      patrzy na mnie z boku. Nie mam jednak odwagi pisać o tym tutaj. Czytam książkę
      znowu bo jestem u kresu wytrzymałości i tym razem nie wiem czy dam radę.
      • klosowski333 Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 21:24
        Widocznie ksiazka jednak nie pomogla. Przypadek kazdego czlowieka jest inny i
        kazdy trzeba rozpatrywac indywidualnie.
        Wydaje sie, ze wzielas ksiazke na wiare i uczucie, sprobowalas sama siebie
        oszukac, ze jest lepiej. Prawdziwa pomoc nie polega na tym, ze sie usmierza na
        chwile bol i likwiduje na chwile skutek. Prawdziwa pomoc siega przyczyny a nie
        skutku albo skomplikowanego konglomeratu roznych przyczyn, ktore skladaja sie na
        taka a nie inna trudna sytuacje zyciowa.

        Ja Paczuli poradzilbym zmiane srodowiska, ale jest to rada na wyczucie, bo
        przeciez jej nie znam. Zmiana srodowiska, tymczasowa, np roczna, polegajaca na
        wyjezdzie do zupelnie obcego kraju, dalaby jej czas potrzebny najpierw na
        gleboki oddech a potem na probe spojrzenia na siebie i swoje problemy z jakiegos
        dystansu. Poza tym kazdy tego rodzaju wyjazd dotyczacy osoby samotnej, a wiec
        wolnej niesie ze soba zazwyczaj mnostw efektow ubocznych o bardzo pozytywnych
        wlasciwosciach. Niestety jak zwykle sporo zalezy od szczescia i okolicznosci.

        Ja mam jeden patent sprawdzony, adresowany do ludzi mlodych i do moich znajomych
        zakleszczonych w jakiejs beznadziei. I o dziwo moj patent sie sprawdza, bo
        wracaja nieco odmienieni, swiezsi, z nowymi silami i energia. Co nie znaczy, ze
        sa odporni na kolejne przeciwnosci losu. Jestesmy tylko ludzmi, a zycie niesie
        ze soba mnostwo problemow i tego sie ominac nie da, ale mozna byc lepiej
        uzbrojonym na radzenie sobie z tymi przeciwnosciami i mozna tez cos fajnego od
        zycia uszczknac.

        Polacy moga wyjechac do Nowej Zelandii na 3 miesiace bez koniecznosci posiadania
        jakiejkolwiek wizy. Na miejscu mozna zalatwic sobie dwie kategorie wiz
        uprawniajacych do podejmowania pracy. Jedna dotyczy prac sezonowych, dosc dobrze
        platnych jak na warunki nowozelandzkie, a druga pzostalych prac o charakterze
        tymczasowym. Posiadacz tej wizy bez trudu moze prolongowac ich okres waznosci do
        roku czasu. Jeszcze lepsza z finansowego pktu widzenia jest opcja australijska,
        z tym, ze tutaj wize musimy zalatwic najpierw w Polsce i troche sie przy tym
        pogimnastykowac, by jej kategoria dawala nam pozniej mozliwosc podejmowania
        pracy do roku czasu.

        Warunki finansowe w Australii sa czesto dwa razy lepsze niz w NZ, ale warunki
        pobytowe dosc zblizone. Pracuje sie pare tygodni czy nawet pare miesiecy w
        jednym miejscu, by potem zmienic region, popodrozowac troche za zarobione
        pieniadze i zakotwiczyc sie dalej. Pracy sezonowej i tymczasowej np w pubach
        jako kelner jest duzo i generalnie nie ma z jej znalezieniem wiekszych
        problemow. Na tym generalnie opiera sie turystyka mlodziezowa na Antypodach, ze
        pieniadze na pobyt i szalenstwa ludzie zarabiaja na miejscu a nie przywoza z
        Europy, Azji czy Ameryk, razem mieszkaja w backpackersach, razem pracuja,
        zawiazuja przyjaznie i czesto razem jada dalej.

        Kazdy kto bylw backpackersach w Azji Srodkowo-Wschodniej albo na Antypodach wie
        o czym mowie i na czym to polega. Turysta moze byc biedny jak mysz koscielna,
        ale jezeli ma rece i nogi, to praca dla niego sie znajdzie zawsze. Pamietam
        ludzi, ktorzy po powrocie z Fidzi, z Nowej Kaledonii czy z Tonga, gdzie
        pojechali zazywac kapieli slonecznych wracali do AU na dwa czy trzy miesiace,
        zapieprzali na polach, farmach, packhousach, restauracjach czy firmach
        landscapingowych by potem za zarobione pieniadze znowu gdzies czmychnac np do
        Malezji, w szczegolnosci na malezyjska czesc Borneo, gdzie jest bardzo tanio.
        A potem znowu powrot do pracy i tak jakos rok mija. Oczywiscie mozna sie tez
        ograniczyc do zwiedzania samej Australii lub Nowej Zelandii i nigdzie stamtad na
        tzw urlop nie wyjezdzac.

        Po powrocie do Europy nie jest sie oczywiscie milionerem. Ciezko pracujacy
        zwykle przywoza wiecej kasy niz gdyby pracowali w kraju, ale zazwyczaj idea
        takich wyjazdow polega na tym by zwrocil sie koszt przelotu, bo oczywiscie sam
        pobyt oplacany jest z miejscowych zarobkow. Po roku takich swoistych wakacji (ja
        na Antypodach mieszkalem znacznie dluzej, ale takiego zycia tez zaznalem) zycie
        wyglada inaczej, Polska wyglada inaczej, my wygladamy inaczej, nasze problemy
        wygladaja inaczej, poza tym ma sie mnostwo nowych znajomych, ludzie tam sa
        zupelnie inni niz w Polsce, rzadko doswiadcza sie np zawisci, nie ocenia sie
        ludzi po wygladzie, tam po prostu specyficzny sort czlowieka przyjezdza w celach
        turystycznych, w wiekszosci sa to ludzie naprawde mlodzi.
        No i mamy nowe doswiadczenia, fascynujace wspomnienia, nierzadko znajomosci od
        serca, ludzi, z ktorymi sie pozniej spotykamy w Paryzu, Barcelonie czy Turynie i
        zapraszamy ich do siebie, do Krakowa albo Gdanska. Przez ten rok tak duzo sie
        dzieje, ze o niektorych zostawionych problemach zapomnielismy, ze w ogole
        kiedykolwiek istnialy.

        A zreszta. Wiem, ze forum to nie jest dobre miejsce do przekonywania do takich
        spraw. Udalo mi sie paru znajomych tam wyekspediowac, nikt nigdy nie zalowal i
        nikt nigdy nie bedzie zalowal, a jedna para, ktora wyjechala tam majac rozne
        malzenskie problemy, po prostu zostala. I o dziwo oboje wciaz sa razem ;)

        • zorz_ponimirski Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 21:32
          Kloss, bardzo fajny, pozytywny wpis. lubie.
          • klosowski333 Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 22:05
            Dodam w takim razie, ze wyjazd do NZ nie wiaze sie z zadnymi formalnosciami.
            Trzeba miec bilet trzymiesieczny powrotny, z mozliwoscia przebukowania daty
            powrotu do roku czasu. Trzeba miec teoretycznie na kazdy miesiac pobytu 1000$
            nowozelandzkich, ale w praktyce sprowadza sie to do posiadania karty kredytowej
            master card albo visa. Nikt nie sprawdzi czy sa na niej srodki. Faktycznie
            potrzebnych jest pare groszy na krotki pobyt w Auckland albo Wellington, by
            potem ruszyc stamtad w celu znalezienia pracy. Na prowincji kazdy backpackers
            czyli hostel jest jednoczesnie swoistym biurem posreednictwa pracy. Oni znajda
            prace za ciebie i dla ciebie i jeszcze pomoga zalatwic formalnosci np zwiazane z
            zalatwieniem IRD czyli czegos w rodzaju NIP, co jest niezbedne do legalnego
            podjecia pracy i bycia objetym systemem ubezpieczeniowym.

            Po kolei wyglada to tak, ze na lotnisku nie przyznajemy sie, ze chcemy byc
            dluzej niz 3 miesiace. Jestesmy turystami i tyle. Po tygodniu jedziemy do
            Hamilton albo Palmerston North gdzie sa male biura imigracyjne i zalatwiamy
            sobie nowa kategorie wizowa. Czekamy na wize pare dni, najlepiej juz w
            miasteczku, w ktorym znaleziono dla nas prace. Przez tych kilka dni oczekiwania
            spokojnie mozemy pracowac, wszyscy wiedziec tam beda o co chodzi. Praca na
            czarno tez jest mozliwa, ale pozbawiona sensu.
            Dziennie zarabia sie okolo 100 dolarow minus podatek. To jest okolo 200 zlotych.
            Tygodniowy zarobek w okolicach 500 dolarow wystarcza na oplacenie hostelu, na
            zarcie i drugie tyle sie zwykle odkllada. Odklada sie po to by potem szalec.
            Wszystko przychodzi samo, przychodzi latwo, praca czesto jest ciezka fizycznie,
            ale mozna wybierac i przebierac w ofertach.

            Najlepszym mozliwym terminem do wyjazdu jest koniec listopada, wtedy gdy powoli
            zaczyna sie robic cieplo na pld polkuli. W przypadku AU jest juz od miesiaca
            cieplo, w poludniowych prowincjach upalnie, w przypadku NZ cieplo robi sie od
            poczatku grudnia mniej wiecej, zwlaszcza na PLn Wyspie.

            Dobrze jest miec prawo jazdy. Samochod w Auckland w autokomisie mozna kupic za
            okolo 1000 dolarow a po roku czasu za niemal tyle samo go sprzedac, nawet temu
            samemu komisowi. To sa samochody majace tysiac lat i jeden rok w te czy we wte
            nie zmienia ich wartosci ;) Niestety istnieje ryzyko, ze sie rozpadna podczas
            jazdy, albo ze trzeba bedzie wlozyc w nie troche kasy. Z prawem jazdy trzeba isc
            na policje w celu zarejestrowania.

            Nie trzeba miec samochodu. Ludzi sie i tak tam pozna mnostwo, wielu bedzie mialo
            samochod i po zaprzyjazenieniu sie z nimi koszta sie beda dzielily, co bedzie z
            korzyscia dla wszystkich stron. Jezeli chodzi o prace, to pracodawca zawsze
            dowozi pracownikow na miejsce prosto z backpackersu. Backpackersy i pracodawcy
            maja podpisane swoje umowy, tak wiec nie ma z tym problemu.

            Jezeli chcemy byc tam dluzej niz pol roku musimy zrobic x-ray czyli
            przeswietlenie pluc. Skladamy je razem z nowym wnioskiem wizowym. To tylko
            formalnosc. W zyciu nie slyszalem by komus nie przedluzyli wizy, chyba ze popadl
            w konflikt z prawem albo np ma gruzlice czy cos w ten deseń.

            Nie bierzemy ze soba na wyprawe zadnych namiotow, czy karimat. Wystarczy spiwor
            i malo ubran. Przez kilka miesiecy pobytu w AU lub NZ kupimy ubrania na miejscu.
            Wszystko co potrzebujemy.

            roznice klimatyczne miedzy NZ a AU sa zasadnicze i nie chce mi sie ich tu
            tlumaczyc. NZ to nie AU. AU to kontynent z wieloma strefami klimatycznymi. Na
            wiekszosci terytoriow australijskich jest znacznie cieplej i duzo bardziej sucho
            niz w NZ. NZ to dwie strefy klimatyczne i cholernie duza wilgotnosc powietrza. W
            zimie moze nie ma mrozow, ale jest paskudnie i nie polecam tego okresu, wowczas
            lepiej ten czas przesiedziec w AU na poludniu.

            Mozna zostac na stale. Szczegolnie w NZ to zaden problem. Ja mam wyksztalcenie
            humanistyczne, ale praktyke i doswiadczenie z dziedziny politechnicznej. Ludzie
            z wyksztalceniem politechnicznym sa przyjmowani z pocalowaniem reki. Sek w tym,
            ze pozostanie na stale to juz procedury imigracyjne. Nie sa one szczegolnie
            skomplikowane, ale troche zmudne. Urzednicy w AU czy NZ sa fantastyczni i zawsze
            pomocni, tego w ogole nie nalezy porownywac z urzedami w Polsce, ale swoje
            wymagaja. Jezeli w trakcie turystycznego rocznego pobytu w AU albo w NZ
            znajdziemy prace na wlasna reke, stala prace w zawodzie, pokazujac dyplomy z
            politechniki na przyklad - maja tam liste szczegolnie poszukiwanych zawodow - to
            firma taka, ktora sie do nas przekona sama w naszym imieniu zalatwi za nas
            formalnosci imigracyjne, a my sie nie bedziemy musieli o to martwic.
            Tak bylo z moim znajomym architektem, ktory pojechal tam turystycznie, ale tak
            mu sie spodobalo, ze sciagnal z Polski dokumenty i zakotwiczyl sie w firmie w
            Brisbane. Juz zdazyl do Polski wrocic, ale pare lat cieszyl sie tam zyciem na
            niezlym poziomie i nawet sekundy pobytu nie zaluje. Traktuje to dzis jak
            przedluzone wakacje.
            Kazdy robi to co lubi.








        • to.niemozliwe Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 22:37
          dobry post! :)
    • sabinac-0 Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 21:12
      Praca jest nudna z definicji i sluzy do tego, by zarobic na przyjemniejsze
      rzeczy a nie by ja kochac.
      Ci, ktorych naprawde pasjonuje zajecie dzieki ktoremu zarabiaja na zycie to
      rzadko spotykani szczesciarze a i oni nieraz maja dosc.

      Nie widze sensu zmiany zawodu, no chyba ze bylaby szansa na cos ciekawego i
      dochodowego jednoczesnie.

      Za to warto zmienic to, co sie robi w wolnym czasie. Jesli nie jestes obciazona
      rodzina, masz mnostwo mozliwosci - wyjazdy, sport, zwiedzanie, cokolwiek byle
      wyjsc z domu.
      • zorz_ponimirski Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 21:22
        Sabcia, z calym szacunkiem, ale praca teoretycznie zajmuje 8 godzin, a praktycznie 10 i wiecej,
        zwlaszcza jak sie robi nasiadoowy z zarzadem. Jesli jej sie nienawidzi, to zajmuje wiecznosc. O jakich
        wyjazdach mowisz? raz do roku do Egiptu? tak , dla tego warto zyc doprawdy. Zwiedzanie, no jasne,
        kazdy kulturalny czlowiek powinien miec swira na punkcie zwiedzania :D
        znalezc przyjemnosc w zyciu wbrew pozorom nie jest tak prosto
        • sabinac-0 Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 21:38
          zorz_ponimirski napisała:

          > Sabcia, z calym szacunkiem

          Jesli rzeczywiscie masz szacunek, nie wymyslaj durnych zdrobnien.


          > znalezc przyjemnosc w zyciu wbrew pozorom nie jest tak prosto

          Znalezc szczescie tez nie. Nic nie jest proste ani podane na tacy.
          • zorz_ponimirski Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 21:56
            Sz. P. Pani Sabino, chyba tak kiedys pisalo sie na kopertach. Czy posiada Pani jakis tytul? Mgr.
            przynajmniej? Jesli tak to prosze powiadomic, zeby z mojej strony bylo 100% szacunku wizualnego :)
          • paczula7755 Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 22:09
            czyli co, 90% spoleczenstwa udaje ze jest szczesliwych? udaja tez ze maja fajna
            prace, ze kochaja meza/zone? Bo jakos dookola same szczesliwe i kochajace sie
            pary, wiec jak to jest? Moze sie zaraz okaze ze milosc i szczescie w ogole nie
            isteniaja, ze to wszystko uluda. Moze sie okaze ze zyjemy w matriksie i
            szczesliwy jest tylko ten kto tego nie zauwazy?
            • zorz_ponimirski Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 22:24
              ja powiem tak: jest czas jeczenia na temat tego co sie widzi naokolo i to jest OK.Ze ludzie sie nie
              kochaja, bo nie kochaja sie, i ze przebieraja w przecenach, bo przebieraja... Ale ,kolezanko, przyjdzie
              czas ze juz nawet nie wypada pie...c na zalosna nute, tylko cos wybrac.A wybor jest albo dalej
              chodzic na zgromadzenia zarzadu, albo nie.
              i tyle. i az.
            • bez_seller Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 22:33
              A w zarzadzie nie ma kogos do kochania?
            • kunegunda123 Re: nienawdzię swojego życia 03.09.10, 10:52
              Bo jakos dookola same szczesliwe i kochajace sie
              > pary, wiec jak to jest?

              pfff, zaraz padne i nie wstane!

              oni tacy sa szczesliwi i maja tak swietne zycia jak i Ty, przeciez kazdy mysli
              ze u Ciebie jest super, prawda???
            • sabinac-0 Re: nienawdzię swojego życia 03.09.10, 15:02
              paczula7755 napisała:

              > czyli co, 90% spoleczenstwa udaje ze jest szczesliwych? udaja tez ze maja fajna
              > prace, ze kochaja meza/zone? Bo jakos dookola same szczesliwe i kochajace sie
              > pary, wiec jak to jest?

              Ty na zewnatrz tez jestes symbolem szczescia i wielu wykonczonych "rodzinnym
              szczesciem" i problemami z relacja polowek "szczesliwych i kochajacych" par
              zazdrosci Ci spokoju i swobody.


              Moze sie zaraz okaze ze milosc i szczescie w ogole nie
              > isteniaja, ze to wszystko uluda. Moze sie okaze ze zyjemy w matriksie i
              > szczesliwy jest tylko ten kto tego nie zauwazy?

              Powiedzialabym raczej, ze szczesliwy jest tylko ten, kto to ZAUWAZY.
    • borgowa Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 21:25
      posłuchaj, prawie nikt nie jest zadowolony z pracy. mówię 'prawie' ponieważ zadowoleni są Ci,
      którzy liczą na hajs, dla których ważny jest stołek. oni widzą siebie oczami innych ludzi i jeśli jest
      szacun bo jest stołek i kasa, to jest okej.
      cała reszta ludzkości nie jest zadowolona i nie będzie nawet jeśli zmieni się pracę, miejsce
      zamieszkania czy wyjedzie na koniec świata. tam też będzie źle. bo jak ktoś tu już zauważył,
      wszystko jest w nas. miałam, mam i będę mieć podobną zgryzotę. 'samotność, to taka straszna
      trwoga', ale nie okłamujmy się, będzie towarzyszyć do końca. jednak by choć trochę być
      człowiekiem, znaleźć trochę sensu, należy o to walczyć.
      chodzę do pracy, wykonuję zadania, jestem częścią systemu, nie buntuję się już, bo zrozumiałam,
      że nie zmienię świata. siebie muszę. posłuchałam siebie i znalazłam pasje. one dają mi radość. film,
      fotografia, książka, a nawet gry. cudownie jest się ocknąć, zauważyć fabułę, wdrożyć się w nią,
      zrozumieć więcej i więcej, dojrzewać.
      przyjaciele - nie ma przyjaciół, są tylko znajomi. swoją wyjątkowość należy pozostawić dla
      wyjątkowych ludzi, a takich jest niewielu. nie martw się, że nie masz przyjaciół. przecież nie są Ci
      potrzebne katarynki, Ty chyba nią też nie chcesz być?
      pozdrawiam Cię.
      • paczula7755 Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 22:04
        nie, katarynki zdecydowanie nie sa mi potrzebne. Ale sa chwile kiedy samemu jest
        naprawde ciezko. Jak sie ma lat 35 a w chorobie trzeba sie przeniesc do rodzicow
        bo inaczej nikt nie poda szklanki wody to sorry ale mozna sie zalamac.
        Nie wiem, moze jest tak ze inni, wymagajac mniej od zycia, wiecej jednak na tym
        zyskali. Moze ja chce za duzo? Moze powinnam cieszyc sie z drobiazgow, tylko
        jakich - z tego ze jest promocja w supermarkecie i moge 5zl zaoszczedzic? Bo
        tylko to mi pozostaje. A ja chcialabym sie cieszyc z drobiazgow ale takich ktore
        dla mnie teraz sa szczytem marzen - zeby napic sie z kims herbaty, przytulic sie
        przed snem, popatrzec razem na spiace dziecko itp Jak widze jak ludzie sie
        oszukuja w zwiazkach, zdradzaja, nie dbaja o dzieci to naprawde nie wiem czy na
        tym swiecie jest jakas logika bo to sa najcenniejsze rzeczy przeciez a tak
        bardzo poniewierane jesli sie je ma na wyciagniecie reki. Chyba tylko ten kto
        czeka tyle czasu na bliska osobe jest w stanie to naprawde docenic.
        • klosowski333 Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 22:19
          Swiat nie jest sprawiedliwy. Twoje troche rozpaczliwe pytania sa zasadne, ale
          czasem uciekasz w skrajnosci. Jest i nie jest tak jak mowisz. Wszyscy ludzie
          maja problemy, ale wiekszosc, tak mi sie wydaje, pedzi zywot wzglednie
          satysfakcjonujacy. Nie odbieraja sobie prawa do narzekaania, ale umieja cieszyc
          sie z drobiazgow. Masz chyba jakies pasje, zainteresowania, cos co szczegolnie
          Cie kreci. Dla niektorych te pasje to milosc, milosc czesto wieksza niz do
          partnera. Kazdy inaczej nieco widzi i czuje ten abstrakcyjny sens zycia. Ty go
          widzisz w tym czego nie masz, ktos inny moglby pomarzyc o tym co Ty akurat masz.
          Ale okay, nie podoba Ci sie Twoje zycie, nie znajdujesz satysfakcji i
          spelnienia, to zmien to. Rob to co lubisz, skup sie na tym co daje przyjemnosc,
          jak mozesz, zmien srodowisko, moze kraj. Jezeli bedziesz mniej ofara swojego
          zycia a bardziej swiadomie dzialajacym podmiotem, majacym jakas kontrole nad
          swoim zyciem, to i te marzenia dalsze latwiej sie beda spelniac. Moga sie
          spelnic w najmniej spodziewanym momencie.

        • bez_seller Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 22:22
          paczula7755 napisała:

          A ja chcialabym sie cieszyc z drobiazgow ale takich ktor
          > e
          > dla mnie teraz sa szczytem marzen - zeby napic sie z kims herbaty, przytulic si
          > e
          > przed snem, popatrzec razem na spiace dziecko itp

          Ale to wcale nie sa drobiazgi. Stworzyc sobie ciekawe i szczesliwe zycie to najwyzsza sztuka.
          Potrzebny jest tez talent.
        • krytykantka07 Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 22:47
          paczula7755 napisała:

          > Jak sie ma lat 35 a w chorobie trzeba sie przeniesc do rodzico> w
          > bo inaczej nikt nie poda szklanki wody to sorry ale mozna sie zalamac.

          A dopiero można się załamać gdy ma się męża, który się awanturuje po pijaku i w
          razie choroby trzeba i tak przenieść się do rodziców, aby spokojnie chorować ;).
          Nie bierzesz takiej ewentualności pod uwagę, czy myślisz, że żony alkoholików
          nie chorują?

          Chyba za dużo reklam się naoglądałaś, które promują szczęśliwe rodziny na pokaz
          i nikt nie wie, jak naprawdę jest i za jaką cenę...

          > Nie wiem, moze jest tak ze inni, wymagajac mniej od zycia, wiecej jednak na tym
          > zyskali. Moze ja chce za duzo? Moze powinnam cieszyc sie z drobiazgow, tylko
          > jakich - z tego ze jest promocja w supermarkecie i moge 5zl zaoszczedzic? Bo
          > tylko to mi pozostaje.

          To ciesz się z tego, że Twoje życie z drugim człowiekiem nie jest koszmarem, bo
          też mogłoby być.

          > A ja chcialabym sie cieszyc z drobiazgow ale takich ktor> e > dla mnie teraz
          sa szczytem marzen - zeby napic sie z kims herbaty, przytulic si> e > przed
          snem, popatrzec razem na spiace dziecko itp

          To się przekonwertuj na islam ;).
          Nawet czasami takie chwile będą Twoim udziałem bez względu na ilość żon Twojego
          męża ;).

          > Jak widze jak ludzie sie> oszukuja w zwiazkach, zdradzaja, nie dbaja o dzieci
          to naprawde nie wiem czy na> tym swiecie jest jakas logika bo to sa
          najcenniejsze rzeczy przeciez a tak
          > bardzo poniewierane jesli sie je ma na wyciagniecie reki. Chyba tylko ten kto
          > czeka tyle czasu na bliska osobe jest w stanie to naprawde docenic.

          A raczej przecenić i wykierować się na ofiarę...
          • paczula7755 Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 23:06
            wiesz, przeczytalam pare razy twoja krytyke ale sorry, opiera sie ona tylko na
            znalezieniu skrajnego kontrastu do tego co ja napisalam wiec zaden wyczyn.
            Odnies sie prosze do calosci a nie do wyrwanych z kontekstu zdan to moze cos z
            tej twojej krytyki do mnie dotrze i mi pomoze.
            • zorz_ponimirski Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 23:19
              ale nikomu tu nie zalezy na tym, zeby cos do Ciebie dotarlo. Tzn. zalezy teoretycznie napisac jakas
              zyciowa prawde, ale czy przyjmiesz ja, czy nie, kogo to obchodzi? Tak wiec lepiej przeczytaj kazdy post
              po 3 razy i wyssij co sie da, bo ponownie juz sie nie przydarzy, no chyba ze bedziesz wkleja posta co 3
              miesiace z nadzieja na inny rezultat.
            • klosowski333 Re: nienawdzię swojego życia 02.09.10, 23:27
              Paczula, spokojnie, nikt tu Ciebie nie atakuje. Kazdy ma inne doswiadczenia i
              pewnie nie kazdego "rady" beda dla Ciebie jakkolwiek pomocne.
              ktos tu madrze zadal pytanie czy jestes gotowa nie tylko byc kochaną, ale i kochac,
              czyli dawac siebie, a nie tylko brac. Sama chyba nie wiesz tego na pewno.
              Dawanie to wielka sztuka i swoista miara dojrzalosci.
              Trzymam sie od pewnej pani z daleka, bo jest przepelniona roszczeniami wobec
              mnie i innych ludzi. Ciagle czegos chce, czegos oczekuje, czegos żąda, ale
              niespecjalnie sama jest gotowa spelniac oczekiwania innych.


            • cyryl-z-glinki Re: nienawdzię swojego życia 03.09.10, 11:59
              Nie jestem pewien, czy chodzi Ci o mój post, lecz odpowiadam.
              Chodziło mi o to że wyczułem z Twojego listu,że zazdrościsz ludziom ,którzy mają
              ciekawą ,pasjonującą pracę i potrafią o niej z ogniem w oku opowiadać i też tak byś chciała.

              Nie ma więc innego sposobu,by taki stan osiągnąć, jak poszukać takiego zajęcia,które przyniesie Ci
              frajdę i zacząć je wykonywać.
              Jeśli nie wiesz co chciałabyś robić,to musisz spróbować różnych rzeczy i ocenić czy To Ci sprawia
              frajdę czy nie.
              Człowiek ,który siedzi w jednym zakładzie dłużej n iż kilka lat, wpada w rutynę i zaczyna się wypalać.
              Czasami wystarczy zmienić zakład,by rozpocząć na nowo.Czasami trzeba się przekwalifikować.
              Przede wszystkim trzeba zmienić otoczenie.
              W tym kontekście rady Kłosowskiego,chociaż ekstremalne,są bardzo sensowne.
              Czy Ty powinnaś się na taki wyjazd zdecydować ? Tego nie wiem,to Ty musisz
              zadecydować.Jedno jest pewne,że z taki wyjazd mógłby być bardzo trudny dla Ciebie,lecz
              wróciłabyś całkiem odmieniona z niego i bogatsza o nowe doświadczenia.Wróciła,albo i nie.Może
              zostałabyś gdzieś tam w świecie i prowadziła nowe ,zupełnie inne życie ,niż do tej pory?
              Może w Twoim wypadku nie trzeba wyjeżdżać aż tak daleko,by odnależć siebie ?Może wystarczy
              zaangażować się w jakąś działalność społeczną,politykę,lub zacząć rozwijać jakieś swoje
              zainteresowania jak np.taniec,muzyka,malowanie,filmowanie,fotografowanie,sztuki walki,turystyka
              itp.itd.
              Może trzeba się przekwalifikować i skończyć jakieś dodatkowe studia,lub kursy i rozpocząć
              dodatkową działalność ?

              Jeśli nie wiesz co chcesz robić,a nie spróbujesz tego i owego,to nigdy się tego nie dowiesz.
              Napisałem,że tym co Ci przszkadza, jest Twoja negatywna postawa mentalna,bo to w sposób
              oczywisty wynika z Twojego postu.

              Jak może 35 letnia kobieta kisić się w domu i zastanawiać czy nie jest za późno na jakiekolwiek
              zmiany ?

              Nie żyjemy w epoce Honore Balzac'a, by uważać 35 letnią kobietę za starzejącą się.
              Dzisiaj kobiety po czterdziestce,a nawet po pięćdziesiątce, rozpoczynają nowe studia,robią
              doktoraty,wyjeżdżają do Egiptu i tam budują sobie nowy dom,nurkują w ciepłym morzu i biorą
              sobie młodego kochanka,lub inne zaczynają podróżować po całym świecie, dysponując bardzo
              ograniczonymi środkami.Inne uczą się grać na giełdzie i uzyskują wolność i niezalezność finansową.
              Jeszcze inne ,robią różne kursy z zakresu rozwoju duchowego,NLP i tym podobne,a jeszcze inne
              wyjeżdzają na misje do Afryki.
              To już Ty musisz sobie wybrać co Cię pociąga. Jeśli mogą one możesz i TY.
              Jeśli będziesz szukać przyjaciela tylko w tym celu, by się z nim zaprzyjaźnić nigdy tego nie osiągniesz.
              Najtrwalsze przyjaźnie to te z dzieciństwa.Póżniej zawierane nie są już ani tak bliskie,ani tak trawałe.
              Możesz jednak poznać kogoś i się zaprzyjaźnić przy okazji wspólnego zajęcia,dzielenia wspólnej pasji
              tak np.poznali się słynni podróżnicy Elżbieta Dzikowska i Tony Halik.
              Słusznie ktoś napisał,że jeśli nie poszerzysz przestrzeni ,w której się codziennie obracasz nie
              przyjedzie po Ciebie królewicz na białym koniu i Cię nie wybawi.
            • krytykantka07 Re: nienawdzię swojego życia 04.09.10, 08:08
              paczula7755 napisała:

              > wiesz, przeczytalam pare razy twoja krytyke ale sorry, opiera sie ona tylko na
              > znalezieniu skrajnego kontrastu do tego co ja napisalam wiec zaden wyczyn.
              > Odnies sie prosze do calosci a nie do wyrwanych z kontekstu zdan to moze cos z
              > tej twojej krytyki do mnie dotrze i mi pomoze.

              Nie wiem, co przeczytałaś, ale to nie była krytyka.
              Zwróciłam tylko uwagę na to, że nie wszystko jest takie na jakie wygląda...
              I dlatego zastanów się nad swoimi marzeniami.
              Myślisz, że filmy romantyczne to prawdziwe życie?
              Skoro nie radzisz sobie z własnymi problemami to jak sobie poradzisz z
              problemami drugiej osoby?
              A ona niekoniecznie będzie chciała być szczera i pomóc Ci w rozwiązaniu ich.
              A jak zobaczy ile jesteś w stanie poświęcić, aby mieć namiastkę szczęścia to nie
              licz na taryfę ulgową.
              Wykierujesz się na ofiarę, a tego bym Ci nie radziła.
    • wifch A szkoda, bo tylko jedno zycie masz. 02.09.10, 23:12
      Nie napisalas nic konkretnego na temat tego swojego zycia. Jaki jest ten zawod?
      Dlaczego wybralas ten zawod, a nie inny co cie do niego sklonilo?

      Dlaczego wybralas samotnosc, czy nie dajesz zyciu zbyt pochopnie za wygrana?

      Jezeli chodzi o satysfakcje z zawodu i pracy to jest ona bardzo istotna w zyciu.
      Jest czyms co nas rozwija i buduje od srodka. A przede wszystkim angazuje.
      Jezeli zastanawiasz sie nad czyms nowym i sama nie wiesz co bys chiala robic i czy zmieniac wszystko i
      zaczynac od poczatku to powiem ci tak.

      To jest glupota!
      Przeciez nie da sie tych wszystkich lat tak zwyczajnie wyrzucic, sa one zapewne bogate w
      doswiadczenia, jakiekolwiek, z ktorych mozesz nadal korzystac. W ostatecznym bilansie napewno nie
      stoisz na minus.
      Masz trudnosci w znalezieniu czegos co ciebie interesuje, to dlaczego nie zrobisz testow na tzw.
      zdolnosci i zainteresowania, aby szukac w kierunkach, w ktorych masz najwieksze preferencje.
      Jezeli jestes po studiach, czy np. nie moglabys dalej sie ksztalcic, przeciez Uniwerystety sa otwarte
      dzis i wilele osob studiuje np. online. Poglebia swoja wiedze. Dzis juz nie musisz tak jak kiedys biegac na
      zajecia i torturowac siedzeniem i gapieniem w tablice przez 1,5 godz, az do przerwy.
      Moze zacznij od malych kregow wokol siebie az powoli cos zacznie sie dziac w twoim zyciu.

      Z kolei czytajac posty innych internautow nie radze ci zapedzac sie w kolejne marnotrastwo i
      zdrowia i czasu, wyjezdzajc do odleglych krajow i klimatow. Jakie proponuje ci klosowski333.
      Jest to po prostu UCIECZKA przed problemem. Ucieczki w wycieczki, nie rozwiazuja twojego problemu,
      bo problem musisz sama w sobie konkretnie rozwiazac.
      Najpierw zadac sobie pytanie, co chcesz dalej robic, kim byc, a pozniej szukac zarowno testu, ktory
      podpowie jakie masz szanse w tym kierunku jak i jak tam zajsc. Podobne testy sa w roznych obcych
      jezykach, w Internecie, nalezaloby pod dobrym haslem pogooglowac:=)
      A nastepnie poszukac w biurach szkoleniowych, czy w prywatnych posrednictwach pracy podobnych
      testow.

      Oczywiscie taki test nie zalatwi calej sprawy, ale poda ci idee pomysl co mozesz jeszcze zrobic. Widaje
      mi sie ze utkiwlas z barku pomyslow.
      • klosowski333 Re: A szkoda, bo tylko jedno zycie masz. 02.09.10, 23:34
        caly twoj post, przemila Witch, jest jak ucieczka w wycieczke w kosmos. Zupelnie
        od czapy. Nie masz pojecia czym jest pobyt na Antypodach, nawet turystyczny.
        Watpie bys umiala wskazac Australie na mapie. W najlepszym razie jest to dla
        ciebie cos troche ponizej Tunezji i w prawo.
        Spotkalem tam mnostwo turystow, ale tez jakby uciekinierow, ktorzy wracali do
        domu odmienieni, dojrzalsi, pelniejsi. AU jest tez szkola zycia,ale szkola, w
        ktorej ma sie dobrych i zyczliwych nauczycieli. Oczywiscie, ze sie nie mozna
        pozbyc samego siebie, ale mozna poprzez inna percepcje wielu swoich problemow
        sie pozbyc. A raczej inaczej - one same odpadaja jak zaschniete strupy.
        Dla twojej wiadomosci - rasizm wsrod tych mlodych, otwartych ludzi jest
        nietolerowany, osoba, ktora pozwoli sobie na pogardliwy tekst o charakterze
        rasistowskim poddawana jest ostracyzmowi, albo sie dostosowuje. Tam zyja obok
        siebie ludzie z roznych krajow, kultur i rasizm tam po prostu nie ma racji bytu.

        • wifch Re: A szkoda, bo tylko jedno zycie masz. 03.09.10, 00:02
          Sluchaj ty opozniony w rozwoju, co dala ci ta wycieczka na Antypody,
          skutki owej wycieczki musimy tu, zmuszeni przez nierobow z gazety tolerowac kolejny rok. Oto
          przyklad:
          Agresja, ironia, interpersonalne wyjazdy pod adresem innych uczestnikow forum.

          Ja z toba dyskutowac wiecej nie bede natomiast twoje wypowiedzi trafia na biurko policji w
          Warszawie w sprawie wykroczen Internetowych.

          ______________________
          Świat będzie istniał, też i po Tobie...
          • klosowski333 Re: A szkoda, bo tylko jedno zycie masz. 03.09.10, 00:33
            hahahahahahahahahaaa. buuuuhahahaha. wow.
            zaraz,
            musze odsapnac. dawno sie tak nie usmialem. Moje wypowiedzi gdzie trafia, bo nie
            moge doczytac, nie jestem w stanie opanowac smiechu.

            Na policje? Hehe. O Chryste, nie wiedzialem, ze moge miec takie problemy z
            oddychaniem pod wplywem smiechu. Przez ciebie sie zakrztusilem. Jestes cudowna i
            niepowtarzalna. Powinnismy cie tutaj hodowac latami.

            Co do mojej dzialalnosci, Witch, to mnie tu wczesniej nie bylo, mozna chyba
            sprawdzic w archiwum. Co najwyzej sporadycznie tu zagladalem, pisalem jakis post
            i przez nastepnych kilka miesiecy cisza. Dopiero stosunkowo niedawno docenilem
            ile to forum przynosi rozrywki.

            W duzej mierze dzieki tobie. Alez mnie miesnie brzucha bola, chyba zaskarze cie
            na policje albo nawet do prezydenta USA.

            Ja wiem o tobie, Witch, duzo wiecej niz ty o mnie. Ty wiesz tylko tyle, ze sie
            wyglupiam na tym forum.
            Ja o tobie wiem tyle, ze masz poglady zbiezne ze szwedzkimi i niemieckimi
            grupami neonazistowskimi. Czy to ciebie kompromituje? Ty uwazasz, ze nie,
            uwazasz np z pelnym przekonaniem, ze imigranci powinni wrocic do swoich ojczyzn.
            Poniewaz sama jestes imigrantem w Szwecji twoj tok rozumowania nie zawsze wydaje
            mi sie klarowny i spojny. ;)

            Infantylnosc twojego rozumowania nie podlega dyskusji czego przykladem ten
            tekst, o hmm, zgloszeniu na policje z powodu czyjejs ironii na forum. Rece
            opadaja, ale ja juz sie akurat do takich twoich tekstow przyzwyczailem.

            Co do mojego kilkuletniego pobytu na Antypodach, to jest to dla ciebie czarna
            magia i jedynie w szklanej kuli jakiegos psychologa moglabys obejrzec co ja tam
            porabialem. Ewentualnie moze ci sie to przysnic po kolejnej lekturze ksiazek
            Pratchetta.

            Trudno nie byc ironicznym gdy sie ciebie czyta. Ogolnie nie czepialbym sie
            ciagle gdybys nie epatowala tutaj rasizmem i pewnymi elementami faszyzmu. To
            jest rzecz znacznie powazniejsza niz ci sie wydaje.








            • wifch Re: A szkoda, bo tylko jedno zycie masz. 03.09.10, 15:25
              Spadaj glucie!
              • klosowski333 Re: A szkoda, bo tylko jedno zycie masz. 03.09.10, 15:32
                Napisalas, ze nie bedziesz juz sie ze mna wymieniac postami. To moze plynami
                ustrojowymi?

                Ludzie uposledzeni umyslowo zwykle sa niekonsekwentni nie dlatego, ze nie maja
                zasad czy cos w tym rodzaju, ale dlatego, ze maja slaba pamiec.
                • wifch Mała poprawka.... 05.09.10, 11:26
                  klosowskai333 napisała:

                  > Napisalas, ze nie bedziesz juz sie ze mna wymieniac postami. To moze plynami
                  > ustrojowymi?


                  >>>>>

                  Spadaj glutka!
    • montyple Re: nienawdzię swojego życia 03.09.10, 11:43
      Chyba nadszedł u Ciebie czas na zmiany. Nie próbuj na siłę wciskać się w kolejny schemat, który Cię
      będzie uwierał, tylko zastanów się czego chcesz i jakie małe kroczki możesz zrobić z miejsca, w którym
      jesteś, aby dotrzeć do celu. Na początek poszukaj choć jednej rzeczy, która będzie dla Ciebie
      sensotwórcza i da napęd do dalszego działania. Rozejrzyj się też uważnie wokół siebie. Wydaje mi się, że
      jesteś na tyle skupiona na własnej frustracji, że przestałaś tak naprawdę dostrzegać innych ludzi z całą
      ich złożonością, szczęściami i nieszczęściami. Nic dziwnego, że czujesz się osamotniona.
    • 10iwonka10 Re: nienawdzię swojego życia 03.09.10, 14:46
      Ja mysle ze twoim problemem jest samotnosc nie praca. Nie masz partnera, przyjaciol. Zmiana
      pracy tego nie zmieni i ile osob az tak kocha prace ze biegnie do nie w podskokach? Niewiele.

      • powsa676 Re: nienawdzię swojego życia 03.09.10, 16:43
        ja tez uwazam, ze problem lezy w tym ze jestes sama, nie masz chlopaka, znajomych.
        Gdyby oni byli, praca bylaby latwiejsza.
        kazda praca predzej czy pozniej jest nudna ( jakies pozytywy wniej znajdz) i
        sluzy do zarabiania kasy.
        mozesz owszem znalezc taka co cie bedzie pasjonowala ( co lubisz robic najb -
        zadaj to pytanie sobie).
        Zamiast siedziec w tym domu -rusz sie -rower, basen, !!!zajecia dodatkowe -
        poznasz znajomych.A moze w pracy sa fajni ludzie zktorymi na piwo mozna sie umowic.
        Co cie interesuje?masz pasje -kino, teatr, moze muzyka, gotowanie?
        I przestan wmawiac soebie, ze jak bedziesz miala chlopaka to bedziesz szczesliwa
        -owszem troche tak, ale szczesliwa mozesz byc juz teraz.i przestan sie nakrecac
        jakie to zycie be. zmien podejscie, ciesz sie sloncem, latem, zima, dobra kawa,
        rozmową,nowymi ciuchami:) , sniegiem, smakami , potrawami.-odkryj w sobie
        poklady optymizmu.ja to naprawde nie rozumiem ludzi, co maja po 20-30lat i zyja
        w depresji, a sa tacy co maja 60 i sa usmiechnieci.powodzenia
    • mifredo Re: nienawdzię swojego życia 03.09.10, 16:33
      Paczulo,
      doszukujesz sie dziury w całym.
      Zacznij widzieć dobre strony.
      Ciesz sie, ze masz jakakolwiek prace,
      że nie masz schizofrenii,
      że nie jesteś bezrobotna.
      Masz tyle ile masz,
      ile zdobyłaś.
      Inni moze bardziej udaja zadowolenie żeby inni im zazdroscili.
      Kazdy ma jakis problem, jakis krzyż.
      • archi_wum_x Re: nienawdzię swojego życia 04.09.10, 22:45
        mifredo napisała:
        > Ciesz sie, ze masz jakakolwiek prace,
        > że nie masz schizofrenii,
        > że nie jesteś bezrobotna.
        ...że Ci tramwaj nie uciął ani jednej nogi,
        ani ręki,
        że nie masz Alzheimera,
        ani Parkinsona,
        ani SM,
        ani syfilisu,
        że nie mieszkasz w kanale,
        że nie pracujesz na 3 zmiany w przetwórni ryb,
        że Cie mąż z siekierą nie gania,
        że nie masz dzieci z zespołem Downa,
        ani z PM,
        że nie jesteś zgorzkniałą emerytką,
        ani młodocianą blacharą w ciąży.
        A przede wszystkim ciesz się, że niektórzy potrafią tak dogłębnie zrozumieć Twój
        problem
        i zarazić Cie swoim pozytywnym myśleniem, jak pani mifredo vel eurytka vel
        irsila vel axsa, vel.....
        Szkoda tylko, że na tak krótko, bo za chwilę idą już dalej biadolić o swoich
        własnych problemach w innym wątku. Na zasadzie "tera, kurde ja!".
        Bo pani, którą cytuję przecież zawsze ma gorzej
        i istnieje tylko po to, by wyszydzac i pomniejszać problemy innych
        eksponując swoje własne,
        chociaż w swoim innym wcieleniu
        jest uosobieniem nieznośnej, a wręcz infantylnej lekkości bytu.

    • mifredo Re: nienawdzię swojego życia 04.09.10, 08:54
      Proponuję nieszczęśliwej Paczuli poczytać o wypaleniu zawodowym,
      proponuje wziąć urlop, wyjechać, odpocząć i spojrzeć z innej perspektywy na
      swoje życie.
    • kunegunda.live Re: nienawdzię swojego życia 04.09.10, 21:56
      Polecam artykuł w Wyborczej , w "Wysokich Obcasach" -"Moje nowe życie"- jest w internecie
      • klosowski333 Re: nienawdzię swojego życia 05.09.10, 02:06
        wysokie obcasy sa dlakobiet a ne dla ludzi
        • sabinac-0 Re: nienawdzię swojego życia 05.09.10, 06:04
          klosowski333 napisał:

          > wysokie obcasy sa dlakobiet a ne dla ludzi

          Jakie zabawne. Hlehlehle. Coz za bystrosc - woda w klozecie wrecz wysiada.
    • mifredo Re: nienawdzię swojego życia 05.09.10, 00:02
      Archiwum_x, monte_ we_ mgle, opamietaj się ze swoja manią,
      nie udawaj, że coś masz do powiedzenia w sprawie schizofrenii,
      gdyż znasz ja jedynie z czytania!
      Dyskutuj sobie ze swoim wybitnym uwierz_mi.
      Mściwy , podły wobec mnie człowieku .
      To ty robisz nadużycia razem z nim, udając schizofrenika.
      Oni się tak nie zachowują.
      Ale na pewno jesteś paranoikiem i psychopatą,
      masz dokładnie ich cechy.
      No użyj sobie dobitnych swoich słówek wobec mnie.
      • mifredo Re: nienawdzię swojego życia 05.09.10, 00:18
        archiwum_x vel monte_we_mgle, vel piroman
        to co mi robisz, to sie nazywa psychiczne nękanie
        i na to są paragrafy. Uwierz w to!
        Nie ustosunkowujesz się do problemu, tylko atakujesz mnie jako osobę!
        Ostrzegałam na priv, ale niestety zignorowałeś.
        • archi_wum_x Re: nienawdzię swojego życia 05.09.10, 02:23
          Napij się kobieto melisy, machnij sobie limeryka i przestań bredzić.
          Jakie monte? Jaki piroman? Chyba sama błądzisz we mgle.
          I masz rację, nie mam nic do powiedzenia o schizofrenii, bo na szczęście ani ja,
          ani nikt z mojego otoczenia nie jest dotknięty tą chorobą, więc skąd ci się
          wzięło, że sie na tym znam?
          Nie podejmuję się również, by zdiagnozować ciebie, gdyż nie jestem psychiatrą.
          Ty z pewnością jesteś, skoro diagnozujesz mnie. :D
          I nie pisz do mnie na żaden priv, gdyż twe maile trafiają w próżnię, bo po
          pierwsze nie mam skrzynki na gazecie, a po drugie uważam, że kobieta z klasą nie
          zaczyna pierwsza prywatnej korespondencji z nieznajomym mężczyzną.

          P.S. Na schizofrenii i innych chorobach psychicznych się nie znam, ale na prawie
          już "nieco" lepiej, więc nie strasz mnie, proszę paragrafami. Również ubolewam,
          że pewne zachowania w internecie nie doczekały się jak dotąd rozwiązań
          ustawowych w przepisach prawa karnego.
          P.S.P.S. Link do niniejszej wymiany zdań wrzucam również na forum
          "schizofrenia", z którego zostałaś wyproszona. Nie wiem, czy osoby, których
          tożsamość mi przypisujesz będą z tego faktu zadowolone.
          P.S.P.S.P.S. I opuśćmy ten wątek, bo to ani twój, ani mój wątek. Nie twój
          problem jest w nim omawiany, tylko problem paczuli, więc nie próbuj jak zwykle
          skupiać uwagi czytelników na czubku własnego nosa, zaśmiecając go kolejną serią
          swoich postów.
        • uwierz_w_to Re: nienawdzię swojego życia 05.09.10, 02:48

          O widzę że tu już mój nick padł,ty głupi babsztylu zejdż ze mnieJesteś kłamliwą mendą z kilkoma
          historyjkami i osobowościamimi,widze że tu czarujesz w inny sposób.Jak Ci ludzie się poznają a
          poznają na tobie to spodka ciebie los taki sam co na innych forach.I przestań straszyc jakimiś
          sądami bo pośmielisko z siebie robisz!
          Druga sprawa skierowana do osób na tym forum ,jak nie znacie jeszcze mifredo to poczytajcię tam
          wątki jak ludzi atakuje i wyzywa,nie spodobało jej się nasze podejście to zaczeła atakowac i
          wyzywac.
          • uwierz_w_to Re: nienawdzię swojego życia 05.09.10, 02:49

            pośmiewisko.
      • uwierz_w_to Re: nienawdzię swojego życia 05.09.10, 07:21
        On nie ale ja użyje ty kłamliwy babsztylu żrący psychotropy dla radochy i wyzywający swojego syna
        od najgorszych.Tu już też się nim chwaliłaś a zarazem psy wieszałaś:),głupi babsztylu ciebie też
        pogonią z tego forum prędzej czy póżniej i dojdzie następny nick. buhahahaha
    • uwierz_w_to Re: do archiwum_x 05.09.10, 10:27
      Ty stary babsztylu dalej synkowi choremu piwko kupujesz i najpierw go wywyżaszasz ponad
      wszystkich a póżniej od wrzodów na dupie wyzywasz. ha ha ha
    • uwierz_w_to Re: do archiwum_x 05.09.10, 10:30
      Co tam nerwy puszczają:D babski odbycie:) jak tam synek dalej z tobą piwko pije?:) patologiczna
      kobieto:D kochany synuś:) a na drugi dzień wrzód na dupie,jaka ty jesteś wspaniała.
    • archi_wum_x Re: do archiwum_x 05.09.10, 11:25
      mifredo napisała:
      > Choc nie masz poczty, to wiadomość do ciebie dociera,nie kłam!
      > Boisz sie po prostu odpowiedzieć gdyż w ten sposób ujawnisz swój adres mail'owy
      > , tchórzu!

      Tyle kont już założyłaś na gazecie i nie wiesz, że można je zakładać bez poczty?
      No nie rozśmieszaj mnie. :) Oczywiście pisać na Berdyczów możesz sobie do woli.

      > Już mnie kiedys atakowałeś na priv pod innym nickiem,
      > znam na pamięć twoje pokrętne i cyniczne tłumaczenia!
      > Tylko odpowiedzieć tym samym stylem,na takie coś wypada.

      Pomyśl, jaki byłby sens pisania do ciebie maili, skoro, jak mówię nie życzę
      sobie prywatnej korespondencji z tobą w żadnej z twoich postaci i miedzy innymi
      właśnie dlatego, żeby ustrzec się przed namolnością takich osób jak ty
      zrezygnowałem z opcji Poczta.

      > Jako" stary babsztyl" mogę do takiego szczyla pisać pierwsza.
      > Nagle specjalista od savoir-vivru sie znalazł.:O

      Nie, nie możesz. Różnica wieku między nami nie jest aż tak duża, żeby mogła cię
      do tego upoważniać. Nie jestem tobą zainteresowany jako kobietą i to jest drugi
      powód, dla którego nie powinnaś mnie molestować mailami. Pierwszy to brak
      skrzynki na GW. Może ten Roman będzie zainteresowany. Ja nie. :)
    • uwierz_w_to Re: do archiwum_x 05.09.10, 11:52
      Mifredo ty zakalcu znajdziemy ciebie wszędzie basztyloalkoholiku, tyle krwi nam napsułaś i innym że
      wszyscy się dowiedzą z kim lub czym piszą na GW.
      • sabinac-0 Re: do archiwum_x 05.09.10, 12:35
        Przepraszam ze sie wtracam w prywatne pogwarki, ale czy bylibyscie uprzejmi
        uskuteczniac te urocza wymiane zdan w innym miejscu?
        • archi_wum_x Re: do archiwum_x 05.09.10, 13:09
          sabinac-0 napisała:

          > Przepraszam ze sie wtracam w prywatne pogwarki, ale czy bylibyscie uprzejmi
          > uskuteczniac te urocza wymiane zdan w innym miejscu?

          Masz rację. Proponowałem to już wcześniej. Chyba nie pozostaje nam nic innego,
          jak założyć osobny wątek dla mifredo vel eurytki vel axsy, vel irsili itd. Niech
          tam sobie błyszczy i strzyka jadem.
          Paczulę ze swojej strony przepraszam. Chciałem Ją tylko uczulić na fałszywych
          doradców, którzy i tak każdy problem sprowadzą w końcu do własnej osoby.
          Ja doradzać paczuli nie będę, bo wiem, że w takich przypadkach zwykle bardziej
          chodzi o "wypisanie się" i zwerbalizowanie swojego problemu, niż o faktyczną
          potrzebę porady i zastosowanie jej w praktyce. A jeśli i tym razem tak było, to
          już mamy połowę sukcesu, bo nikt nikomu życia na nowo nie urządzi, ani go za
          niego nie przeżyje.
          • mifredo Re: do archiwum_x 05.09.10, 16:13
            To ty nikczemny człowieku chodzisz za mną i śledzisz mnie po forach!
            Ja mam cie normalnie tam gdzie plecy tracą swoją szlachetna nazwę!
            Opamiętaj się obłudniku, kłamco i tchórzu!
            Idź się leczyć!
            Nie pisz na forum schizofrenia, skoro nim nie jesteś i schizofrenie udajesz i
            się pod nia podszywasz by wyłudzic rentę!
            Rodzice ci załatwili rentkę?, to ciesz się!
            Na forum schizofrenia piszą nie schizofrenicy i to jest dopiero nadużycie!
            Wprowadzacie innych, chorych i ich rodziny w błąd!
            Powinniście się bić w piersi z tego powodu!
            • uwierz_w_to Re: do archiwum_x 05.09.10, 19:30

              Chory popie...ny babsztylu,ja mam schizofrenię od kilku lat i co ty pier... lecz się i nażryj arszeniku
              bo lubisz testowac psychotropy to przetestuj arszenik.Ty już na schizofreni zwyzywałaś wszystkich
              a nadodatek okrzyknełaś ich kłamcami i wyłudzaczami renty.Ty chory króliku spiepr... z for GW.Bo
              jesteś bezczelną,kłamliwą oszustką.I ty durny babolu twierdzisz że wszyscy na forum schizofrenia są
              oszsustami,lecz się idiotko.
              • mifredo Re: do uwierz_w_to 05.09.10, 19:52
                Mistrzem od wyzywania i łgania to ty jesteś,
                uwierz_ w_ to.
                takiego bezczelnego typa nigdzie nie spotkałam.
                Schizofrenia nie polega na całkowitym braku kultury i chamstwie.
                Mimo choroby, chorzy zachowują swoje umiejętności, przyzwoitość i kulturę.
                Przepraszam tu wszystkich za typów, którzy tu wtargnęli, śledząc mnie i szykanując.
                typ o nicku uwierz_w_to, absolutnie nie wart mojej uwagi,
                to łgarz, cham i nikczemny kłamca!
                Posądza mnie, ze do niego pisałam sprośne rzeczy!
                Absolutnie zaprzeczam!
                Z takimi typami, to ja nigdy nie zadaje sie,
                nie dyskutuję, choćby swój barak elementarnej kultury,
                choroba chcieli tłumaczyć.
                Jeszcze raz przepraszam za zamieszanie jakie tu wywołali.
                Oni mnie śledzą i mszczą się, że ja już tam nie piszę!
                Oby to był był ostatni tu mój post w tej sprawie.
                • uwierz_w_to Re: do uwierz_w_to 05.09.10, 22:16


                  "Mszczą się że nie piszesz" i masz ci los:) każdy kto wejdzie ma czarno na białym napisane że
                  wyganialiśmy ciebie i z trudem nam się udało.Zresztą nie tylko z naszego forum poleciałaś na zbity
                  pysk.Oszczerstwa chamskie i wyzwiska otrzymywałem na moją pocztę od ciebie.Każdy kto kolwiek
                  wejdzie i przeczyta wszystkie wątki z tobą bedzie wiedział dokładnie z kim ma do czynienia!
                  Nikogo swoim wybielaniem nie przekonasz,jakoś przeciwko tobie jest całe nasze forum czyli nie
                  jedna a kilka osób.I co stwierdzisz że my wszyscy jesteśmy chamami i gnojami?,są przykłady jak się
                  doczepiłaś i zwyzywałaś kobietę niewinną(można to znaleśc na forum schizofrenia) jest wiele
                  przykładów.Obojętnie co nie napiszesz babsztylu wiec to że jesteś już na przegranej pozycji,a ja
                  mam satysfakcję że dołożyłem do tego swoje 5 groszy:)
    • renkaforever Re: jak ja widze moje zycie 23.03.11, 04:40
      Zycie jest jak strumien, skads wycieka i gdzies plynie. Widzialam pare strumykow w moim zyciu i kazdy byl inny. Jeden z brzegami poroslymi bialymi i niebieskimi niezapominajkami, rosly tam tez dzikie poziomki. Byl boski , ciagle go pamietam. Osamotniony , w gluchym starym lesie plynal wsrod mchow. Mial tak czysta wode, ze nie moglam sie powstrzymac i pilam ja kladac sie wsrod tych mchow i poziomek i niezapominajek. Moglam tak pic dlugo i to bylo naprawde dobre, ten moment.
      Inny byl brazowy i brudny ale plynal wartko wzdluz bardzo ruchliwej ulicy, jednak w lesie, ktory byl takim miejskim lasem, nie bylo tam motyli, owadow i mchow, tylko takie miejskie krzaki i drzewa lisciaste, jak w parku. Nie podobal mi sie, nigdy bym sie nie napila takiej wody, brzydzilam sie. Jeszcze inne doswiadczenie ze strumienienm mialam na wielkiej lace, kwitlo tam mnostwo dzikich gozdzikow , bylo to na Mazurach. Strumien byl dosc wartki, szeroki, niebezpieczny, ale woda byla klarowna , widac bylo wodorosty pochylone w pradzie wody.
      Polozylam sie na ziemi i zaczelam pic wode , pomagajac sobie garsciami. Nawet nie wiem jak sie to stalo, ze wpadlam do wody i pamietam ten moment, widzialam niebo, slonce i ten ruch taki jakis przezroczysty, zwolniony.. Ktos mnie zlapal i wyniosl na brzeg. Z tego zdarzenia pamietam te dzikie gozdziki, takie piekne kepy dzikich gozdzikow.Do dzis gozdziki sa moimi ulubionymi kwiatami.
      Tak sobie mysle, ze ucieczki w wycieczki maja wiecej sensu, niz ucieczki do srodka swojej jazni. Po prostu trzeba zyc " wsrod ludzi", dokonujac takich wyborow, aby sie ich nie zalowalo. Zycie wsrod realnych ludzi, wspolne doswiadczanie , koniecznosc dzielenia sie wszystkim co ludzkie , wypelnianie swego zycia "zywa woda" , nie zas siedzenie w miejscu i rozwazanie, ze to ma, lub nie ma sensu. Dokonalas wyborow, ktore daly ci spokojne i wygodne zycie, ale jakbys zapomniala o czyms. To taki strumyk, ktory plynie leniwie i niczemu nie sluzy i nikomu nie zagraza. On i tak doplynie do morza.
      Ja ciagle mysle o tym strumieniu, ktory odkrylam w dziecinstwie, w tym ogromnym, starym lesie. Taki prawdziwy sekret lesny. Byl taki samotny, a moze dlatego tak niewiarygodnie piekny?
    • twisted_elegance Re: nienawdzię swojego życia 24.03.11, 09:20
      ostatnio czuję się bardzo podobnie. po rozpadzie związku popadłam w apatię, nic mnie nie cieszy. praca - ok, niby jest, nieźle płatna i chyba nawet ją lubię, ale satysfakcji z niej nie mam za grosz. najchętniej uciekłabym na drugi koniec świata i zaczęła wszystko od początku, ale wiadomo - pracy zostawić nie mogę, bo kredyt, nawet boję się ją zmieniać bo nie wiadomo co będzie. i tak czuję, że utkwiłam w takim marazmie. a dokoła znajomi w moim wieku biorą śluby, rodzą dzieci... a mnie się całe życie rozbiło na drobne.
      już mi się czasem wydaje, że powoli z tego wychodzę ale potem znowu przychodzą dni, kiedy potrafię przepłakać cały wieczór i pół nocy i nie mam siły rano wstać i iść do tej pracy, której tak potrzebuję. próbuję znaleźć sobie jakieś hobby, ale co zrobić kiedy nic mnie tak naprawdę nie porywa? czytam książki, chodzę do kina, teatru, interesuję się tym i owym ale żadnej pasji w sobie nie mogę znaleźć.
      czuję się ciężka (nie, nie mam nadwagi), stara (nie mam nawet 30 lat) i nieszczęśliwa do bólu.

      no to sobie pomarudziłam z rana.
    • jan_stereo Pokochaj zycie innych n/txt 24.03.11, 14:04
      • renkaforever Re: Pokochaj zycie innych n/txt 24.03.11, 21:17
        Dzisiaj wlasnie popatrzylam sobie na filmy o Lis taylor w you tube. Ta fantastyczna kobieta miala 4 dzieci, 10 wnukow i 4 prawnukow :))! Miala 8 mezow i znana byla z wielkiej milosci do ludzi. Kompletnie nie obchodzilo ja co inni mysleli o niej i jej dziwacznych i szokujacych zachowaniach. Zyla pelnia zycia. Nawet nie wspomnialam o niej jako genialnej aktorce.. ponad 50 filmow..
        Nie wazne, ze miala problemy z alkoholem, lekami , tusza ... wazne bylo, ze wciaz sie podnosila i zyla dalej dajac z siebie te milosc ktora w sobie niosla.
        • twisted_elegance Re: Pokochaj zycie innych n/txt 24.03.11, 22:24
          obyśmy wszyscy mieli w sobie tyle siły i miłości :)
          • gadagad Re: Pokochaj zycie innych n/txt 24.03.11, 22:53
            Jakiś debil powiedział, że pomimo wspaniałych ról i talentu, była nieszczęśliwa w życiu osobistym, bo jednego chłopa nie miała. Myślę, że była bardzo szczęśliwa. Miała odwagę próbować miłości i ją kończyć i zaczynać.Grała, przegrywała zaczynała, emocje jej nie opuściły, tak jak odwaga i zdolność coś czuć.Nigdy nie miała, wbić nos w ziemię i taka to moja miłość. Szczęśiwa baba.
            • renkaforever Re: Pokochaj zycie innych n/txt 25.03.11, 00:20
              Liz Taylor powiedziala, ze Burton byl jej miloscia . Szukala tej milosci wsrod ludzi , sama byla miloscia, wystarczy spojrzec na nia, usmiechnieta, piekna, stara kobiete na wozku inwalidzkim wolajaca do swoich wielbicieli :wuhuwhuwhuw ze smeichem:)) A oni jej :kochamy cie Liz, kochamy cie :)
              To bylo super.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka