Dodaj do ulubionych

czy odejsc od niego???

21.02.02, 00:36
Od jakiegos czasu czytam watki na forum i widze, ze wiele osob dostawalo tutaj
dobre rady.
Dlatego zwracam sie do wszystkich forumowiczow z prosba o rade - im wiecej
roznych punktow widzenia, tym byc moze bedzie mi latwiej podjac jakas decyzje.

W grudniu zostalam rzucona przez chlopaka - tego, ktory wydawal sie byc tym
jedynym, ktorego tak bardzo kochalam, ze nie wyobrazam sobie juz zycia bez
niego. Odszedl jednak ode mnie. Zrobil to w bardzo szczeniacki sposob - mailem,
potem jeszcze zadzwonil. Bylam wtedy za granica na studiach, mialam wrocic do
polski za niecale 2 tyg., ale nie poczekal, tylko zakonczyl to via internet.
Bardzo to przezylam, przeplakalam te 2 tyg., schudlam z 5 kg (co przy mojej
wadze, to juz katastrofa), zawalilam kilka rzeczy na uniwersytecie. Ale
przezylam i paradoksalnie to mnie wzmocnilo (a moze tylko we mnie cos umarlo,
nie wiem). To, ze zakonczyl nasz zwiazek - bylo w tym wiele mojej winy, moze
nawet przede wszystkim.

Spotkalam sie z nim w Polsce, juz po Swietach, miesiac po zerwaniu. Mielismy
sobie zwrocic swoje rzeczy. Jednak tak sie zlozylo, ze kiedy mnie zobaczyl i
dowiedzial sie troche o powodach mojego roznego zachowania wobec niego, chyba
zaczal zalowac swojej decyzji. Jeszcze przed moim powrotem na uczelnie (za
granice) ustalilismy, ze bedziemy do siebie pisac, ze przemyslimy wiele spraw i
zastanowimy sie, czy sprobowac jeszcze raz. On - bo to on zerwal i logiczne,
ze musial przemyslec, czy chce byc ze mna; ja - czy bede mu w stanie zaufac
ponownie i uwierzyc, ze drugi raz (bez uprzedzenia, bez wczesniejszych
sygnalow!) nie zrani mnie tak bardzo.

Pisalismy do siebie przez miesiac: czat, maile, czasem byly telefony. Wydawalo
mi sie, ze piszemy z rozwaga, dojrzale. I 2 tyg. temu zaproponowal, czy bysmy
jeszcze raz nie sprobowali. Zgodzilam sie, mimo, ze nie bylam do konca pewna.
Przez ostatnie 2 tyg. mialam wrazenie, ze on oszalal - tyle milosci, czulosci,
uczucia i ciepla na raz - w jego mailach, telefonach. Jego wiara i optymizm, ze
sie uda, ze to rozstanie nas obojga czegos nauczylo, ze mamy szanse. Tylko o to
mnie prosil, zebym pozwolila sie kochac, ze chce sie zanurzyc w milosci do
mnie, zebym sie otworzyla - a bedzie dobrze. Bylam tym przerazona - ze za
szybko, za gwaltownie, ze cos mu sie tylko wydaje. Ale przez ten czas udalo mu
sie mnie przekonac, ze dobrze zrobilam godzac sie na druga probe. Oczywiscie
oboje zakladalismy, ze cos moze nie wyjsc, ale zgodzilam sie zaryzykowac, wiec
dopuszczalam do siebie wszelkie konsekwencje, nawet te negatywne.

Wracam do Polski za 10 dni. Przyjezdzam na 6 tyg., przede wszystkim po to, zeby
zobaczyc, jak nam sie bedzie ukladalo (sa teraz ferie, wiec moge to zrobic, nie
ryzykujac studiow). Czy zostalabym juz w kraju? O tym mialy zadecydowac te
tygodnie.

I wczoraj dostalam maila, ze on sie boi, ze powinnismy zwolnic (mimo, ze ja to
wczesniej juz mowilam - nie posluchal), ze jesli nie wyjdzie a ja sie znow
zaangazuje, to moze mnie znow zranic. A on nie chce tego. Ton maila byl tak
radykalny, ze bylam w szoku. Doszlo do tego, ze moze jak bede w Polsce, to
bedziemy sie spotykac raz na tydzien, a moze wlasciwie to nie bedziemy drugi
raz ze soba, tylko bedziemy na razie rozmawiac. Bo on juz nie wie. Bo teraz ma
wrazenie, ze wcale sienie uda.

I ja juz nie wiem: czy to jest tylko panika, bo dzien mojego przyjazdu sie
zbliza, czy po prostu trafilam na nieodpowiedzialnego faceta, ktoremu zbyt
latwo przychodzi mowienie powaznych i zobowiazujacych rzeczy?
Dzis sie dowiedzialam, ze moge miec prace - od zaraz, dobrze platna. Idlatego
nie wiem, co robic. Jesli wroce do Polski, to strace prace (nie koniec swiata,
ale bardzo by mi ulawila zycie w nastepnym semestrze). Jezeli nie wroce - to
strace szanse na jakiekolwiek porozumienie z nim, szanse na to, ze moze sie
jeszcze ulozy.

Co mam zrobic? Jestem skolowana zupelnie. Zalezy mi na nim, ale nie wiem, czy
warto w to brnac? Moze powinnam mu teraz powiedziec, ze to koniec, ze nia mamy
po co sie spotykac i rozmawiac, bo on nie traktuje mnie z szacunkiem i rani
mnie swoim zachowaniem. Czy to swiadczy o jego egoizmie, wygodnictwie a moze
naprawde sie boi i nie chce mnie znow zranic, i panikuje?
Bardzo prosze o pomoc, bo sama sobie nie poradze. Placze od wczoraj i mam
wrazenie, ze przezywam powtorke z grudnia. I najbardziej boli mnie to, ze on
zaczyna sie wycofywac, mimo, ze nawet sie jeszcze nie spotkalismy ponownie.
Dalam mu dzis szanse na to, zeby powiedzial, ze jednak nie chce ze mna byc -
jesli takie sa jego odczucia. Zaprzeczyl kategorycznie i to kilka razy.
Jeszcze jedno - wiem, ze jest mnie bardzo pewny. A raczej byl, bo dzis mu
uswiadomilam, ze to nie jest tak, ze sie rzucam w jego ramiona - bo nie jestem
pewna, czy bede mogla go kochac tak, jak wczesniej i czy bede mu w stanie
zaufac.
Obserwuj wątek
    • roseanne Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 00:44
      kiedys bylo takie dzieciece powiedzinko: "kto daje i odbiera ten sie w piekle
      poniewiera".
      Dziewczyno ,przeciez wyglada na to ,ze on nie jest gotowy na staly zwiazek,
      ile razy pozwolisz mu jeszcze odchodzic i wracac?
      a Ty?
      co z Twoim samopoczuciem, duma?
    • Gość: A27 Re: czy odejsc od niego??? IP: *.proxy.aol.com 21.02.02, 00:47
      Raz juz Cie wykiwal. Albo on ma "borderline personality disorder" albo na
      Ciebie nie zasluguje. Ja bym sobie dala z nim siana. Ale serce nie sluga...
    • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 00:58
      Dziekuje za tak szybka reakcje i cierpliwosc w czytaniu (wiem, nieco
      przydlugie, ale nie dalo rady krocej).
      Wlasciwie zgadzam sie a Wami, ale..... tak, jak napisala A27: serce nie sluga.
      Wczesniej, kiedy bylismy ze soba - bylo dobrze, oprocz ostatnich moich "akcji"
      (nie zadna zdrada, nic w tym rodzaju). Mial wtedy powod, zeby odejsc. Zrobil to
      w glupi sposob, ale to byla moja wina.
      Nie rozumiem go teraz. Wtedy - przemyslalam wszystko i wiem, dlaczego tak sie
      stalo. Teraz nie widze powodu.
      Studia koncza mi sie w lipcu. Mam 26 lat, a czuje sie jak nastolatka - glupia,
      naiwna. I straszliwie oszukana.


      • Gość: A27 Re: czy odejsc od niego??? IP: *.proxy.aol.com 21.02.02, 02:01
        W milosci wszyscy jestesmy troche nastolatkami, wiec juz sie nie biczuj za
        ograniczony rozsadek. Masz prawo czuc sie oszukana po tych jego goracych
        listach.
        Problem w tym, ze Ty bardzo chcesz, ze po powrocie bedzie jak w jego listach.
        A tutaj nie wiadomo. Nawet jesli znowu bedzie wam cudownie przez te 6 tygodni
        to potem Ty znowu wyjedziesz i znowu zacznie sie wielka niewiadoma.
        • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 02:22
          A27: masz racje - chcialabym, zeby bylo, jak w jego listach. Ale wiem, ze jest
          ryzyko: moze sie nie udac. I bylam gotowa zaryzykowac. Gdyby sie nie udalo:
          pewnie bym przeplakala wieczor, albo dwa, ale wiedzialabym, ze chociaz
          probowalismy. To byloby uczciwe. Nawet, gdyby po jednym spotkaniu powiedzial,
          ze nie chce. Ale by mnie zobaczyl i sprawdzil, co tak naprawde do mnie czuje.
          Jesli nic - boli, ale byla proba.

          Tylko, ze on juz nie daje nam tej szansy. Tak, jak zdecydowal "on-line", ze
          wraca, tak teraz zmienia zdanie. I to mnie najbardziej zranilo - podejmowanie
          takich decyzji na odleglosc. Zaproponowal cos, czego chyba nie byl wcale
          pewien, nie liczac sie z moimi uczuciami.

          Wiem: czas leczy rany. Tylko ile trzeba czekac. Raz przezylam, a drugi...
          Pewnie tez, ale nie mam juz sily na nic: na siebie przede wszystkim.

          Sa wieksze tragedie. Doceniam to, co mam, ale to tak cholernie boli......
    • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 02:26
      Wiem, ze powinnam to zakonczyc, ale czy znajde na to sile? Mam 10 dni na
      podjecie decyzji - mam nadzieje, ze bede w stanie powiedziec "dosc"

      W dalszym ciagu czekam na opinie forumowiczow. Dziekuje
      • Gość: asia Re: czy odejsc od niego??? IP: *.proxy.aol.com 21.02.02, 02:42
        dalla napisał(a):

        > Wiem, ze powinnam to zakonczyc, ale czy znajde na to sile? Mam 10 dni na
        > podjecie decyzji - mam nadzieje, ze bede w stanie powiedziec "dosc"
        >
        > W dalszym ciagu czekam na opinie forumowiczow. Dziekuje

        mysle, ze juz sama podjelas decyzje, a ta rozmowa byla ci potrzebna, po to by
        utwierdzic sie w przekonaniu, ze masz racje.
        tak to bywa. nie jest ci latwo i te ferie w Polsce tez pewno beda bardzo trudne,
        ale nawazniejsze, by zyc ze soba w zgodzie i miec do siebie chodz odrobine
        szacunku... to mozesz. ale czy mozesz jego jeszcze szanowac? sam wiesz najlepiej.
        bardzo ci wspolczuje i rozumiem co przezywasz, ale powtorze za moimi
        przyjaciolkami (to bylo przy innej okazji) "moze i lepiej, on nie jest ciebie
        wart..." powtarzaj to sobie jak paciorek do znudzenia, az uwierzysz, az
        zrozumiesz, ze to prawda...
        a dlaczego niektorzy mezczyzni tak okrutnie z nami postepuja? (znowu koncepcja
        mojej przyjaciolki) bo nie sa prawdziwymi facetami... prawdziwy mezczyzna kiedy
        kocha to jest z ta i tylko z ta kobieta (nie zawraca innym glowy), a kiedy
        przestaje pozwala jej odejsc, a nie upewnia sie ciagle o jej niemalejacym uczuciu
        by podbudowac sobie swoje ego... co, moze nieprawda?
        • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 03:08
          Gość portalu: asia napisał(a):


          > mysle, ze juz sama podjelas decyzje, a ta rozmowa byla ci potrzebna, po to by
          > utwierdzic sie w przekonaniu, ze masz racje.
          > tak to bywa. nie jest ci latwo i te ferie w Polsce tez pewno beda bardzo trudne

          Nie wiem, czy juz podjelam decyzje - mysle, ze odejscie - to bylaby ta wlasciwa.
          Ale widze, ze z zewnatrz wszyscy patrza na to jednoznacznie. I to mnie zaczyna
          zastanawiac, moze juz jestem tak zaslepiona, ze nie widze oczywistego....


          > a dlaczego niektorzy mezczyzni tak okrutnie z nami postepuja? (znowu koncepcja
          > mojej przyjaciolki) bo nie sa prawdziwymi facetami... prawdziwy mezczyzna kiedy
          >
          > kocha to jest z ta i tylko z ta kobieta (nie zawraca innym glowy), a kiedy
          > przestaje pozwala jej odejsc, a nie upewnia sie ciagle o jej niemalejacym uczuc
          > iu
          > by podbudowac sobie swoje ego... co, moze nieprawda?

          Tak, to bardzo chcialabym mu powiedzec. I jesli zdecyduje sie odejsc - pozwolisz,
          ze uzyje? Tylko, czy on to zrozumie....

          • Gość: asia Re: czy odejsc od niego??? IP: *.proxy.aol.com 21.02.02, 03:33
            dalla napisał(a):

            > Gość portalu: asia napisał(a):
            >
            >
            > > mysle, ze juz sama podjelas decyzje, a ta rozmowa byla ci potrzebna, po to
            > by
            > > utwierdzic sie w przekonaniu, ze masz racje.
            > > tak to bywa. nie jest ci latwo i te ferie w Polsce tez pewno beda bardzo t
            > rudne
            >
            > Nie wiem, czy juz podjelam decyzje - mysle, ze odejscie - to bylaby ta wlasciwa
            > .
            > Ale widze, ze z zewnatrz wszyscy patrza na to jednoznacznie. I to mnie zaczyna
            > zastanawiac, moze juz jestem tak zaslepiona, ze nie widze oczywistego....
            >
            >
            > > a dlaczego niektorzy mezczyzni tak okrutnie z nami postepuja? (znowu konce
            > pcja
            > > mojej przyjaciolki) bo nie sa prawdziwymi facetami... prawdziwy mezczyzna
            > kiedy
            > >
            > > kocha to jest z ta i tylko z ta kobieta (nie zawraca innym glowy), a kiedy
            >
            > > przestaje pozwala jej odejsc, a nie upewnia sie ciagle o jej niemalejacym
            > uczuc
            > > iu
            > > by podbudowac sobie swoje ego... co, moze nieprawda?
            >
            > Tak, to bardzo chcialabym mu powiedzec. I jesli zdecyduje sie odejsc - pozwolis
            > z,
            > ze uzyje? Tylko, czy on to zrozumie....
            >

            oczywisce, ze pozwole, bede nawet bradzo dumna:))
            ty chyba zarujesz... zrozumie? gdyby ktos byl w stanie chodz w polowie zrozumiec
            jak rani druga osobe dajac jej falszywa nadzieje, dawno by sie juz spalil ze wsydu
            mimo wszystko powodzenia
            cokolwiek postanowisz i cokolwiek sie stanie, mam nadzieje, ze podejmiesz decyzje
            z ktora pozniej pozostaniesz w zgodzie
            i duzo szczescia bez wzgedu na to, czy bedziesz sama czy o boku jakiegos
            szczesliwca:))
            prosze daj znac na forum badz inaczej, jak dalej potoczyly sie twoje losy



    • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 03:41
      No tak, jestem naiwna. Nie ma szans, zeby sie "spalil ze wstydu". Tez bym tak
      chciala czasami: wrazliwosc nosorozca. Nawet nie widzi, ze mnie rani... I kiedy
      mu to mowie, to sie wkurza, ze nie robi tego specjalnie.
      Jesli to nie choroba, to jest wyjatkowo zimny i nieczuly... Tylko, zebym w to
      uwierzyla.

      Bede sie caly czas odzywac. Przy jego zmiennosci, moze mi sie oswiadczy jednego
      dnia, a drugiego nie bedzie chcial mnie znac. Zawsze warte odnotowania
      • Gość: asia Re: czy odejsc od niego??? IP: *.proxy.aol.com 21.02.02, 03:50
        dalla napisał(a):

        > No tak, jestem naiwna. Nie ma szans, zeby sie "spalil ze wstydu". Tez bym tak
        > chciala czasami: wrazliwosc nosorozca. Nawet nie widzi, ze mnie rani... I kiedy
        >
        > mu to mowie, to sie wkurza, ze nie robi tego specjalnie.
        > Jesli to nie choroba, to jest wyjatkowo zimny i nieczuly... Tylko, zebym w to
        > uwierzyla.
        >
        > Bede sie caly czas odzywac. Przy jego zmiennosci, moze mi sie oswiadczy jednego
        >
        > dnia, a drugiego nie bedzie chcial mnie znac. Zawsze warte odnotowania

        :)))
        jak stac cie na zart i autoironie, to juz nie jest tak zle... bedzie wszystko
        dobrze, zobaczysz...
        z tego co piszesz, domyslam sie, ze jestes piekielnie inteligentna i wrazliwa
        oosoba, dlatego, kazdy kto bedzie mogl cie nazwac swoja dziewczyna powiennie byc
        z tego dumny.
        I tak napewno kiedys bedzie.
        • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 04:09
          Dziekuje:) Bardzo milo mi sie zrobilo, kiedy przeczytalam ten koplement. Bo
          ostatnio czuje malo inteligentnie, malo atrakcyjnie, wszystko malo...

          Albo bede sie poslugiwac autoironia, albo bede caly czas plakac. Juz mnie oczy
          bola, wiec zostaje to pierwsze. I sen... Jesli uda mi sie zasnac dzisiaj. Moje
          wewnetrzne demony tylko czekaja...

          A ja czekam na nastepne posty i szczegolnie dziekuje Tobie Asiu za te
          korespondencje ze mna - nie wiem, ktora godzina u Ciebie, ale tutaj po 4 (rano).
          • Gość: asia Re: czy odejsc od niego??? IP: *.proxy.aol.com 21.02.02, 12:00
            dalla napisał(a):

            > Dziekuje:) Bardzo milo mi sie zrobilo, kiedy przeczytalam ten koplement. Bo
            > ostatnio czuje malo inteligentnie, malo atrakcyjnie, wszystko malo...
            >

            tak sie nam, naprawde fajnym dziewczynom czasami wydaje, ale nie znaczy to, ze
            tak jest.:))

            > Albo bede sie poslugiwac autoironia, albo bede caly czas plakac. Juz mnie oczy
            > bola, wiec zostaje to pierwsze. I sen... Jesli uda mi sie zasnac dzisiaj. Moje
            > wewnetrzne demony tylko czekaja...
            >
            > A ja czekam na nastepne posty i szczegolnie dziekuje Tobie Asiu za te
            > korespondencje ze mna - nie wiem, ktora godzina u Ciebie, ale tutaj po 4 (rano)

            u mnie jest tylko godzina wczesniej:)) .

      • Gość: tinka Re: czy odejsc od niego??? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.02.02, 13:18
        piszesz ze przy jego zmiennym charakterze nie jestes niczego pewna...a on cie
        bedzie nadal ranil...moze nie dojrzal jeszcze do takiej decyzji ze chce byc z
        toba a moze miota sie miedzy....wybacz za te okrutne slowa nie mam zamiaru cie
        zranic...ale czy nie pomyslalas ze moze on nie jest z toba do konca
        szczery..moze miota sie miedzy kims jeszcze...rozumiem co to milosc wiem co to
        cierpienie radosc zal rozpacz...przeszlam prezez te wszystkie smaki zycia..i
        wiem ze poworoty nie maja sensu....albo ktos kocha calym soba albo....jestes
        mloda i ulozysz sobie jeszcze zycie...przeciez nie chcesz umierac kazdej nocy i
        dnia nie wiedzic co cie dzisaj jeszcze czeka czy kocha a mzoe jzu nie czy chce
        byc z toba moze dzisaj moze jutro sie zdecyduje ...przemysl to twoje zycie ale
        ono jest zbyt krotkie i piekne zeby je marnowac ...wiem co mowie ale wiele lat
        musialo uplynac zebym to zrozumiala..........zycze powodzenia !!!!!!1
    • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 11:01
      Spalam dzis 5 godzin. Obudzilam sie jeszcze bardziej zmeczona i pelna
      watpliwosci.
      Nadal nie wiem, co zrobie, ale...Utracilam motor do dzialania.
      Po co robic cokolwiek, skoro i tak sie nie udaje.

      Ale moze tylko wrazenia niewyspanej - kolejnej naiwnej.
      • Gość: asia Re: czy odejsc od niego??? IP: *.proxy.aol.com 21.02.02, 12:05
        dalla napisał(a):

        > Spalam dzis 5 godzin. Obudzilam sie jeszcze bardziej zmeczona i pelna
        > watpliwosci.
        > Nadal nie wiem, co zrobie, ale...Utracilam motor do dzialania.
        > Po co robic cokolwiek, skoro i tak sie nie udaje.
        >
        > Ale moze tylko wrazenia niewyspanej - kolejnej naiwnej.

        czasami motor trzeba na nowo naladowac, taka jego natura... daj sobie troche
        czasu... nie latwo teraz o zloty srodek na wyjscie ze smutku, po tak wielkim
        rozczarowaniu...
        i tak sobie mysl: lepiej byc czasami naiwna, niz zawsze cyniczna...
        dopoki jest w nas szczerosc i otwartosc,zawsze bedzie temu towarzyszysc odrbina
        naiwonosci... no i co? to zle? ja tam lubie te moja naiwnosc:)))
    • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 11:01
      Spalam dzis 5 godzin. Obudzilam sie jeszcze bardziej zmeczona i pelna
      watpliwosci.
      Nadal nie wiem, co zrobie, ale...Utracilam motor do dzialania.
      Po co robic cokolwiek, skoro i tak sie nie udaje.

      Ale moze tylko wrazenia niewyspanej - kolejnej naiwnej.
      • Gość: m Re: czy odejsc od niego??? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 21.02.02, 11:38
        pzrezylam cos zupelnie identycznego,tez byly z jego strony powroty,moje ponowne
        jego przygarnianie i wiara,ze moze tym razem bedzie inaczej,ze moze w koncu
        zrozumial,dojrzal,chce
        nic bardziej mylnego ! nie po tylu probach
        nie drecz sie,zajmij sie soba,zacznij kochac siebie,dbac o siebie,myslec o
        swoje przyszlosci,nie o tym co bylo i czy da rade z tych resztek cos ulepic,bo
        jak brakuje jakiejs czesci,to nie bedzie juz spojnej calosci
        wiem,to strasznie trudne,ale wykonalne,napraw
        na pweno jestes super wartosciowa osoba,pelna uroku i madrosci i z pewnoscia
        wkrotce swoja charyzma przyciagniesz kogos,kto to doceni,przy ktorym rozwiniesz
        swoje teraz uwiazane,skrzydla i przy ktorej ten ktos tez wzleci - ale z
        Toba,obok,ramie w ramie
        trzeba w to wierzyc,bo takie rzeczy sie zdarzaja i to najczesciej wtedy,kiedy
        przestajemy tak rozpaczliwie na to wlasnie liczyc,za wszelka cene szukac
        powodzenia,trzymam kciuki,bedzie dobrze ("jeszcze bedzie przepieknie..."
        pamietasz ?) :)))))))))
      • Gość: m Re: czy odejsc od niego??? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 21.02.02, 11:38
        pzrezylam cos zupelnie identycznego,tez byly z jego strony powroty,moje ponowne
        jego przygarnianie i wiara,ze moze tym razem bedzie inaczej,ze moze w koncu
        zrozumial,dojrzal,chce
        nic bardziej mylnego ! nie po tylu probach
        nie drecz sie,zajmij sie soba,zacznij kochac siebie,dbac o siebie,myslec o
        swoje przyszlosci,nie o tym co bylo i czy da rade z tych resztek cos ulepic,bo
        jak brakuje jakiejs czesci,to nie bedzie juz spojnej calosci
        wiem,to strasznie trudne,ale wykonalne,napraw
        na pweno jestes super wartosciowa osoba,pelna uroku i madrosci i z pewnoscia
        wkrotce swoja charyzma przyciagniesz kogos,kto to doceni,przy ktorym rozwiniesz
        swoje teraz uwiazane,skrzydla i przy ktorej ten ktos tez wzleci - ale z
        Toba,obok,ramie w ramie
        trzeba w to wierzyc,bo takie rzeczy sie zdarzaja i to najczesciej wtedy,kiedy
        przestajemy tak rozpaczliwie na to wlasnie liczyc,za wszelka cene szukac
        powodzenia,trzymam kciuki,bedzie dobrze ("jeszcze bedzie przepieknie..."
        pamietasz ?) :)))))))))
        • dalla Re: czy odejsc od niego???do m 21.02.02, 11:50
          Wiem, ze nie jestem jedyna, ktorej to sie przytrafilo. Ciesze sie, ze Tobie
          udalo sie wyjsc z tego.
          Prosze , napisz jak to zrobilas, bo ja na razie nie potrafie. Jak mozna zaczac
          myslec o sobie i zapomniec o nim
          • Gość: m Re: czy odejsc od niego???do m IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 21.02.02, 11:59
            moja sytuacja byla jeszcze o tyle bardziej skomplikowana,ze ja z nim zaczelam
            pracowac,tak,tak
            ale byc moze to w jakims stopniu ulatwilo mi ostateczne zerwanie,zaczelam go
            inaczej odbierac
            przede wszystkim twardo ZAZADALAM od niego,zeby sie trzymal ode mnie z
            daleka,zadnych przyjacielskich pogaduszek,zadnych telefonow,smsow,nic,zero
            kontaktu,ktore chociazby w jakims,nawet najmniejszym stopniu,moglyby nas
            ponownie zblizyc
            i trzymalam sie tego konsekwentnie dopoki nie okrzeplam,dopoki na nowo nie
            zbudowalam sobie swojego swiata z moimi wytrwalymi przyjaciolmi,rodzina,moimi
            zainteresowaniami,ktorymi
            • Gość: m Re: czy odejsc od niego???do m IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 21.02.02, 12:07

              moja sytuacja byla jeszcze o tyle bardziej skomplikowana,ze ja z nim zaczelam
              pracowac,tak,tak
              ale byc moze to w jakims stopniu ulatwilo mi ostateczne zerwanie,zaczelam go
              inaczej odbierac
              przede wszystkim twardo ZAZADALAM od niego,zeby sie trzymal ode mnie z
              daleka,zadnych przyjacielskich pogaduszek,zadnych telefonow,smsow,nic,zero
              kontaktu,ktore chociazby w jakims,nawet najmniejszym stopniu,moglyby nas
              ponownie zblizyc i trzymalam sie tego konsekwentnie dopoki nie okrzeplam,dopoki
              na nowo nie
              zbudowalam sobie swojego swiata z moimi wytrwalymi przyjaciolmi,rodzina,moimi
              zainteresowaniami,ktorymi W KONCU moglam sie zajac i rozwijac albo znalazlam
              sobie nowe
              a teraz patrze na niego i zastanawiam sie jak moglam tego czlowieka tak bardzo
              kochac i dlaczego tak bardzo sie w tym zwiazku upokarzalam i czasami jestem na
              siebie,tylko i wylacznie,zal ze do tego dopuscilam,ze sama sobie na to pozwolilam

              wszystko da sie uleczyc,ale wszystko niestety wymaga czasu,lekarstwo na nasze
              zagubione dusze,bo ot tak sobie nie przychodzi nic,ale sie oplaca,naprawde a
              jakie to piekne uczucie,gdy stwierdzasz,ze jestes juz od tego wolna a slonce jest
              takie piekne !!!! :))))
              i nie rezygnuj z siebie
              bo on (przynajmniej tak wynika z tego co piszesz) juz dawno z Ciebie
              zrezygnowal,jeszcze probuje Cie do siebie od czasu do czasu przyciagnac,ale
              podejrzewam,ze tylko wtedy tak sie dzieje,jak widzi i czuje,ze zaczynasz sie od
              niego oddalac - typowy odruch psa ogrodnika

              pozdr :)))))))))))))))
              • Gość: asia Re: czy odejsc od niego???do m IP: *.proxy.aol.com 21.02.02, 12:09
                no wlasnie:))

                Gość portalu: m napisał(a):

                >
                > moja sytuacja byla jeszcze o tyle bardziej skomplikowana,ze ja z nim zaczelam
                > pracowac,tak,tak
                > ale byc moze to w jakims stopniu ulatwilo mi ostateczne zerwanie,zaczelam go
                > inaczej odbierac
                > przede wszystkim twardo ZAZADALAM od niego,zeby sie trzymal ode mnie z
                > daleka,zadnych przyjacielskich pogaduszek,zadnych telefonow,smsow,nic,zero
                > kontaktu,ktore chociazby w jakims,nawet najmniejszym stopniu,moglyby nas
                > ponownie zblizyc i trzymalam sie tego konsekwentnie dopoki nie okrzeplam,dopoki
                >
                > na nowo nie
                > zbudowalam sobie swojego swiata z moimi wytrwalymi przyjaciolmi,rodzina,moimi
                > zainteresowaniami,ktorymi W KONCU moglam sie zajac i rozwijac albo znalazlam
                > sobie nowe
                > a teraz patrze na niego i zastanawiam sie jak moglam tego czlowieka tak bardzo
                > kochac i dlaczego tak bardzo sie w tym zwiazku upokarzalam i czasami jestem na
                > siebie,tylko i wylacznie,zal ze do tego dopuscilam,ze sama sobie na to pozwoli
                > lam
                >
                > wszystko da sie uleczyc,ale wszystko niestety wymaga czasu,lekarstwo na nasze
                > zagubione dusze,bo ot tak sobie nie przychodzi nic,ale sie oplaca,naprawde a
                > jakie to piekne uczucie,gdy stwierdzasz,ze jestes juz od tego wolna a slonce je
                > st
                > takie piekne !!!! :))))
                > i nie rezygnuj z siebie
                > bo on (przynajmniej tak wynika z tego co piszesz) juz dawno z Ciebie
                > zrezygnowal,jeszcze probuje Cie do siebie od czasu do czasu przyciagnac,ale
                > podejrzewam,ze tylko wtedy tak sie dzieje,jak widzi i czuje,ze zaczynasz sie od
                >
                > niego oddalac - typowy odruch psa ogrodnika
                >
                > pozdr :)))))))))))))))

        • Gość: asia Re: czy odejsc od niego??? IP: *.proxy.aol.com 21.02.02, 11:56
          no wlasnie:))


          > pzrezylam cos zupelnie identycznego,tez byly z jego strony powroty,moje ponowne
          >
          > jego przygarnianie i wiara,ze moze tym razem bedzie inaczej,ze moze w koncu
          > zrozumial,dojrzal,chce
          > nic bardziej mylnego ! nie po tylu probach
          > nie drecz sie,zajmij sie soba,zacznij kochac siebie,dbac o siebie,myslec o
          > swoje przyszlosci,nie o tym co bylo i czy da rade z tych resztek cos ulepic,bo
          > jak brakuje jakiejs czesci,to nie bedzie juz spojnej calosci
          > wiem,to strasznie trudne,ale wykonalne,napraw
          > na pweno jestes super wartosciowa osoba,pelna uroku i madrosci i z pewnoscia
          > wkrotce swoja charyzma przyciagniesz kogos,kto to doceni,przy ktorym rozwiniesz
          >
          > swoje teraz uwiazane,skrzydla i przy ktorej ten ktos tez wzleci - ale z
          > Toba,obok,ramie w ramie
          > trzeba w to wierzyc,bo takie rzeczy sie zdarzaja i to najczesciej wtedy,kiedy
          > przestajemy tak rozpaczliwie na to wlasnie liczyc,za wszelka cene szukac
          > powodzenia,trzymam kciuki,bedzie dobrze ("jeszcze bedzie przepieknie..."
          > pamietasz ?) :)))))))))

    • Gość: królik Re: czy odejsc od niego??? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 21.02.02, 12:14
      a ja byłam tą drugą złą stroną, jak sądzę nie byłam gotowa do związku, on w
      końcu zrezygnował a ja dopiero wtedy zaczęłam żałować ale następny związek
      traktowałam już poważniej
      ale z życiem jest tak, że nie można przewidzieć scenariusza- dobrym sposobem
      jest w Twoim wypadku postawienie wszystkiego na jedną kartę, albo jesteście
      razem albo "temu panu już dziękujemy" jeśli kocha to powinien to zrozumieć
      mając poczucie, że może Cię definitywnie stracić
      • Gość: m Re: czy odejsc od niego??? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 21.02.02, 12:28
        Gość portalu: królik napisał(a):

        > dobrym sposobem
        > jest w Twoim wypadku postawienie wszystkiego na jedną kartę, albo jesteście
        > razem albo "temu panu już dziękujemy" jeśli kocha to powinien to zrozumieć
        > mając poczucie, że może Cię definitywnie stracić

        ale ile razy mozna tak klasc na te sama karte ???? bo przeciez takie proby juz
        byly i pan sie ponownie wystraszyl,zupelnie jak z tym powiedzonkeim "chcial(a)
        bym,ale sie lekam"
        przy jednym razie moze i ma to sens,bo faktycznie niektore osoby musza doznac
        wstrzasu,zeby sobie pewne rzeczy uswiadomic i docenic,ale tyle razy ???? w imie
        czego ??? chyba tylko jego milosci wlasnej,bo gdyby tak naprawde ja kochal,to nie
        ucieklby ponownie,bo to moze sie stac juz rytualem - bede cie zdobywal,jak
        juz "dopadne",to pozwole tobie odpoczac,zebys mogla znowu mi uciec a ja cie znowu
        bede gonic a ty mi sie znowu pozwolisz zlapac,zupelnie jak orki,ktore swoim
        jedzeniem (fokami) zanim dokonaja "konsumpcji" najpierw sie nim
        bawia,podrzucaja,raniac,ale od razu nie zabijajac...
        trzeba sie ratowac poki czas i okazja - jeszcze...

    • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 12:26
      Nadal boje sie postawic wszystko na jedna karte.

      Ale dzis krok do przodu: nie skontaktowalam sie z nim wcale, zero maili, czata,
      telefonow.
      I caly czas probuje sie czyms zajac, zeby sie nie zlamac.

      Zaczynam dochodzic do wniosku, ze on do perfekcji opanowal manipulacje, wie
      dokladnie, co zrobic i powiedziec, zebym chciala do niego wracac
      • Gość: m Re: czy odejsc od niego??? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 21.02.02, 12:34
        ja bym na Twoim miejscu (ale zastrzegam - to ja a Ty sama musz zdecydowac)
        jeszcze zablokowala jego adres mailowy,bo bedzie Cie kusilo,zeby odpowiedziec
        na jego placzliwe posty (a na pewno takie beda)
        ale to ja bym tak zrobila...
        • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 12:37
          Juz mi to radzila kolezanka, ale nie moge sie na to zdobyc....

          A placzliwe posty? Jakos w to watpie. Pomysli, ze po prostu stosuje sie do
          "nowych" ustalen, czyli takie sobie pisanie bez zobowiazan, od czasu, do czasu
          • Gość: asia Re: czy odejsc od niego??? IP: *.proxy.aol.com 21.02.02, 13:00
            dalla napisał(a):

            > Juz mi to radzila kolezanka, ale nie moge sie na to zdobyc....
            >
            > A placzliwe posty? Jakos w to watpie. Pomysli, ze po prostu stosuje sie do
            > "nowych" ustalen, czyli takie sobie pisanie bez zobowiazan, od czasu, do czasu

            boze dziewczyno... przestan. blokowanie adresu? co to da? zawsze mozna odblokowac
            (wiem z autopsji)... przestan chodz na 5 min myslec o nim... wiem, ze musialas
            sie wygadac, rozwazyc, przemyslec, ze boli i dlugo bedzie bolalo, ze bedzie
            wszedzie za toba "chodzil" wszystko bedzie jego przypominac itp. itd.... ale
            wstal nowy dzien, zauwazylas? czy zrobilas dzisiaj cos dla siebie i tylko dla
            siebie, a nie z mysla o nim? zacznij tak myslec: kazdego dnia odrobine wiecej
            bede dbac o siebie....
            powodzenia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
            • myysz Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 13:09
              brawo! wlasnie o to chodzi! zaczac myslec o sobie... TY, dalla, jestes
              najwazniejsza w tym momencie... POWTARZAJ TO SOBIE DO ZNUDZENIA!!! Kto tu jest
              najwazniejszy w TWOIM zyciu...
              pozdrowki :)
      • andrzejprzecin1 Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 13:00
        czytam i myślę...myślę i czytam...
        *każda"rzecz" ma nieskończenie wiele twarzy,TWOJA ROZTERKA powinna brzmieć:czy
        jeszcze chcę być "z facetem",który sam nie wie czego chce.
        *kilka razy zdarzyło mi się byc "z tej drugiej strony" czyli analogicznie
        odwrotnie..
        * nikogo nie usprawiedliwiam,czasami tak jest,że tęskni się bardziej,innego
        dnia kocha się mniej,ale "to coś"-jest!
        * spójrz na siebie!Jestes młoda,inteligentna,odważna.Spójrz wstecz na miłości
        szkolne,rozpaczania i płacze po nich.
        * Uważam,że jakaś część mózgu kobiety powoduje samonakręcanie,wszystkie myślą
        że problemy mężczyzn uleczą,czy to swoją miłością,czy to swoim "poddaństwem i
        byciem na zawołanie".I myślę,że nieznakomita część facetów się tym niejako
        rozkoszuje.Sam kiedyś wcale nierzadko zachowywałem się podobnie(ale miałem
        lat19)-to jedna wielka oznaka słabości,niepewnego gruntu,wpływu konwesansów;że
        facetom to wolno a kobietom to nie wszystko...
        * NIE DAJ się dziewczyno zwodzić,kręcić.Najważniejsze abyś sama względem siebie
        czuła się w porządku.Pomyśl co zrobiłaś dla tego związku a co ON
        zrobił.,udzielam wirtualnego rozgrzeszenia.
        * Zajmij sie wreszcie sobą bo jestes wyjątkową osobą!
        * Kiedyś pewien 73-latek,powiedział mi; człowiek po prostu musi czuć,że "z tym
        kimś" chce klepać biedę,poświęcić coś z siebie,pójść nz kompromisy,..jeśli
        druga strona tego nie potrafi-to taka toksyczna miłóść to jeden wielki bezsens.
        * Wiem,że Ci ciężko,do d... i w ogóle,nie chce cię pocieszać na przymus bo nie
        o to chodzi.Spytaj się więc sama siebie raz jeszcze-CZY chcę być z
        człowiekiem,który sam nie wie czego chce?
        * powodzenia!
        • Gość: asia Re: czy odejsc od niego??? IP: *.proxy.aol.com 21.02.02, 13:13
          lubie cie:))

          andrzejprzecin1 napisał(a):

          > czytam i myślę...myślę i czytam...
          > *każda"rzecz" ma nieskończenie wiele twarzy,TWOJA ROZTERKA powinna brzmieć:czy
          > jeszcze chcę być "z facetem",który sam nie wie czego chce.
          > *kilka razy zdarzyło mi się byc "z tej drugiej strony" czyli analogicznie
          > odwrotnie..
          > * nikogo nie usprawiedliwiam,czasami tak jest,że tęskni się bardziej,innego
          > dnia kocha się mniej,ale "to coś"-jest!
          > * spójrz na siebie!Jestes młoda,inteligentna,odważna.Spójrz wstecz na miłości
          > szkolne,rozpaczania i płacze po nich.
          > * Uważam,że jakaś część mózgu kobiety powoduje samonakręcanie,wszystkie myślą
          > że problemy mężczyzn uleczą,czy to swoją miłością,czy to swoim "poddaństwem i
          > byciem na zawołanie".I myślę,że nieznakomita część facetów się tym niejako
          > rozkoszuje.Sam kiedyś wcale nierzadko zachowywałem się podobnie(ale miałem
          > lat19)-to jedna wielka oznaka słabości,niepewnego gruntu,wpływu konwesansów;że
          > facetom to wolno a kobietom to nie wszystko...
          > * NIE DAJ się dziewczyno zwodzić,kręcić.Najważniejsze abyś sama względem siebie
          >
          > czuła się w porządku.Pomyśl co zrobiłaś dla tego związku a co ON
          > zrobił.,udzielam wirtualnego rozgrzeszenia.
          > * Zajmij sie wreszcie sobą bo jestes wyjątkową osobą!
          > * Kiedyś pewien 73-latek,powiedział mi; człowiek po prostu musi czuć,że "z tym
          > kimś" chce klepać biedę,poświęcić coś z siebie,pójść nz kompromisy,..jeśli
          > druga strona tego nie potrafi-to taka toksyczna miłóść to jeden wielki bezsens.
          > * Wiem,że Ci ciężko,do d... i w ogóle,nie chce cię pocieszać na przymus bo nie
          > o to chodzi.Spytaj się więc sama siebie raz jeszcze-CZY chcę być z
          > człowiekiem,który sam nie wie czego chce?
          > * powodzenia!

        • myysz Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 13:16
          chyba wzbudziles moja sympatie :)))
    • Gość: kafka Re: czy odejsc od niego??? IP: 192.168.1.* 21.02.02, 12:38
      wiesz do mnie Miłość Mojego Życia próbuje wrócić przynajmniej raz na dwa lata.
      Odszedł tez gdy byłam daleko - zburzył mi świat; gdy pierwszy raz chciał wrócić
      najpierw wpadłam w euforię - ale później zrobiłam sobie zimny prysznic - kocham
      go ale złamał mi serce - nie będę mogła już nigdy z nim być; Nie daj się - nie
      tylko on ma prawo być słaby - bądź dumna; nie moze wiedzieć że jesteś na każde
      jego zawołanie - dlaczego to Ty masz wracać do kraju a nie on przyjechać do
      Ciebie - nie odważy się zostawić wszystkiego dla Ciebie? Przecież tak kocha...
      dlaczego ty masz ryzykować jeszcze przy takiej niepewności jego uczuć - -
      niech walczy o Ciebie; powodzenia
    • Gość: królik Re: czy odejsc od niego??? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 21.02.02, 12:39
      jeszcze jedno - moim zdaniem bycie razem na odległość jest bardzo trudne, może
      w tym leży problem, może on sobie nie daje rady? czy kiedyś o tym
      rozmawialiście?
      • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 13:02
        Tak, rozmawialismy juz o odleglosci. To byl jeden z problemow, dlatego
        zdecydowalam sie przyjechac na 6 tyg., zebysmy mogli wreszcie pobyc ze soba -
        tak normalnie.
        I on wie o tym, ze jesli by nam wyszlo, rozwazalabym mozliwosc powrotu do
        Polski. Tak, wiec odleglosc, nie byla do rzecz nie do przeskoczenia.

        A on rezygnuje z tych 6 tyg., z tej proby zobaczenia, czy jest fajnie, czy moze
        rzeczywiscie nie ma sensu.
    • szary_ptak Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 12:43

      A moze to jest tak, ze obydwoje sie okropnie boicie.
      Z jednej strony: chcialoby sie zaufac tej drugiej osobie - a z drugiej - jest
      ten strach przed odrzuceniem...przed zranieniem.
      Czyli: przed podjeciem ryzyka.
      I wydaje sie wtedy, ze lepiej odejsc jako ta pierwsza osoba.
      Lepsze samopoczucie ma porzucajacy niz porzucany...

      Ale podobno milosc potrafi zwyciezyc wszystko...

      Pozdrawiam
      B.




      • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 13:05
        Tak, oboje sie boimy. Ja nie wiem, czy bym potrafila mu jeszcze zaufac - teraz
        juz widze wyraznie, ze nie mozna mu wierzyc.
        On teraz tez sie boi. I to by bylo normalne, gdyby tak bylo caly czas. Ale nie
        wtedy, kiedy pisze znow o milosci,o planach na przyszlosc, a za 2 tyg. zmienia
        zdanie i popada w skrajny pesymizm.

        Nie daje nawet nam szansy, nie jest w stanie poczekac az przyjade do Polski.
        Egoizm, wyrachowanie? Czy rzeczywiscie az taka panika?
        Cokolowiek to jest - wiem, ze mnie to powoli zabija.
        • szary_ptak Arytmetyka milosci... 21.02.02, 13:21

          Nigdy nie ma pewnosci 100%.

          A kocha sie kogos za A pomimo B.

          Jezeli dla Ciebie A ma wieksze znaczenie niz B czyli A>B to zostajesz z kims.
          Jezeli wieksze znaczenie ma B, czyli A<B - odchodzisz...

          No, ja wiem, ze to wcale nie jest takie proste...ale :-))))))

          Pozdrawiam

          B.
    • myysz Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 12:47
      nieodpowiedzialnymi pseudofacetami, ze o meszczyznach nie wspomne bo to
      zenada... :)) powroty, powrociki, zmiana decyzji w najmniej odpowiednim
      momencie i bez rozsadnego powodu... a moze by sie tak odciac raz na zawsze?
      to co napisalas na poczatku.... tak jakbym czytala o sobie... zmadrzelismy,
      wiemy itp. itd. NO I CO Z TEGO?
      potem czlowiek wpada w czarna dziure... nic nie ma sensu, nie mozna patrzec na
      siebie w lustrze... i nic tylko pustka, setki pytan: dlaczego? tylko wtedy
      kiedy juz myslisz, ze jest ok "przyzwyczailam sie do swoje samotnosci i tego ze
      jezeli sie usmiecham to raczej na sile" przychodzi moment, ze pojawia sie KTOS,
      bardzo wartosciowy, jak sie okazuje... znowu zaczynasz sie usmiechac, byc
      szczesliwa, choc jeszcze nie wiezysz wiesz juz ze bedzie dobrze....
      po koszmarnych kilku miesiacach mam swoje M-blondi ;) szczescie (o, ironio i
      stereotypie) z niebieskimi, szczerymi do bolu oczami...
      dalla, nie bede chyba pierwsza, ktora twierdzi tu, na forum, ze "wygladasz" na
      inteligentna, sympatyczna, wartosciowa i super dziewczyne... NIE DAJ SIE
      KOBIETO i na pewno podejiesz sluszna decyzje, WIERZE, ze nie dasz soba pomiatac
      jakiemus malozdecydowanemu i jakby niezrownowazonemu :)) trzymam kciuki
      • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 13:07
        Tylko, ze ja nie wierze, ze moglby byc ktos inny, nie potrafie sobie siebie
        wyobrazic z innym mezczyzna.
        Czas leczy rany? Byc moze, ale boje sie, ze dlugo bede na to czekac.
        I nie sadze, ze komus znow zaufam i uwierze.
        • Gość: m Re: czy odejsc od niego??? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 21.02.02, 13:21
          nie mysl o czekaniu na tego ksiecia z bajki,tylko zajmij sie soba,na tym sie
          skup a zobaczysz,ze wszystko inne razem z tym rycerzem nadejdzie samo i to w
          najmniej oczekiwanym,ale jakze radosnym momencie
          i zastanow sie,czego tak naprawde oczekujesz od mezczyzn,co bys chciala
          stworzyc i na ile jestes i na co gotowa a pozniej zrob konkretny rozrachunek
          swojego z nim zwiazku i zobacz jak bardzo sie zgadza z tym czego pragniesz -
          takie plusy i minusy,to tez dobry sposob

          pozdr
        • myysz Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 13:22
          dalla napisał(a):

          > Tylko, ze ja nie wierze, ze moglby byc ktos inny, nie potrafie sobie siebie
          > wyobrazic z innym mezczyzna.
          > Czas leczy rany? Byc moze, ale boje sie, ze dlugo bede na to czekac.
          > I nie sadze, ze komus znow zaufam i uwierze.

          ale ja doskonale o tym wiem ze nie wierzysz.. a wyobraznia zawodzi...
          ale chyba to nie czas leczy rany... a zaufanie? jezeli ktos jest go wart nawet
          nie zauwarzysz... kiedy Ci sie uda.
          Moze zaczac sobie uswiadamiac, ze winy nigdy nie ponosi tylko jedna strona? nie
          katuj sie tym ze tam, kiedys byla Twoja wina... a jego niezdecydowanie? macenie?
          zabawa (tak zabawa) Twoimi uczuciami? Pomysl... czy warto zeby Cie "wykonczyl"
          psychicznie? bo dlugo nie da sie normalnie zyc na takiej chustawce...
        • andrzejprzecin1 Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 13:37
          Myślę,że znakomita większość ludzi,powinna już grać w karty ze świętym piotrem
          conajmniej;bo przecież "żadne z nas" w którymś tam okresie czasu-oczywiście nie
          wyobrażało sobie życia z kimś innym...
          coś się kończy a coś nowego się zaczyna...kiedy i gdzie?gdybym ja to
          wiedział,miałbym przynajmniej ze 6 szóstek w dużym lotku.A czy wcześniej
          wyobrażałas sobie"w jego ramionach?",no właśnie.Nic tak naprawde nie wiemy
          dopóki gdzieś tam kiedyś nam się nie przydarzy...
          ja cię tylko na razie bardzo grzecznie proszę!!bądżże wreszcie dzielna(na
          świecie są ci gryzą i ci co pogryzieni)ale nie widzę ani jednego powodu,dla
          którego miałabyś nalezeć do którejś z tych kategorii.A w ogóle to myślęże"z
          tymi kobietami i facetami",to tak jak z grypą..każdy musi kiedyś przez to
          przejść.sztuką jest tylko znależć w tym dla siebie dobre strony.No i zgadzam
          się aaaabsolutnie z wcześniejsza wypowiedzią "myyszy"
          • andrzejprzecin1 Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 13:48
            A tak w ogóle to wzbudziłaś wielką sympatię na forum,więc mimo że nalezę do tej
            brzydszej płci,to powtórzę z przyjemnością za myyszą {szkoda że nie jesteśmy 20
            lat wstecz }NIEODPOWIEDZIALNYM FACETOM-STANOWCZO MÓWIMY NIE!
            • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 14:34
              Dziekuje za mile slowa. Szcegolnie, ze to meski glos.

              Przeczytalam Twoj post powyzej i wiem, ze masz racje, tak, jak myysza, asia, m
              i pozostali.
              Juz od wczoraj pytanie, ktore mnie nurtuje, to nie to, co "on ma na mysli i
              dlaczego to zrobil", tylko, czy jest choc malenka szansa, ze mozemy byc razem i
              bedzie dobrze. Ale wiem, ze tak nigdy nie bedzie. Jesli rani mnie teraz, to w
              przyszlosci - moze byc tylko gorzej.

              I teraz nie wiem - czekac 10 dni i powiedziec to w cztery oczy, czy wykazac sie
              zerowa kultura i napisac maila. Mailem bylabym bardziej opanowana:)
              • Gość: andprz1 Re: czy odejsc od niego??? IP: 62.87.165.* 21.02.02, 20:22
                kwiatku DALLO!Piszę akurat z innego miasta teraz ale zaraz będę na swoich
                śmieciach.Wcale nie uważam,że napisanie szczerego i uczciwego maila-
                oznacza od razy zerową kulture.Uwazam,że mozna główną zapowiedź wysłać mailem a
                jeśli bedzie chciał się z tobą spotkać to i tak cię jakoś złapie.Mailem
                będziesz bardziej chyba opanowana no i jeden człowiek nie zabije drugiego,bez
                płaczu,szlochów i wzajemnych oskarżeń,bo i tak przecież czasami bywa.Jesli ktoś
                bedzie chciał cie zrozumieć to zrozumie nawet i przez maila.
                Też miałem kiedyś taką sytuację;(tylko 9 lat temu mało kto miał komputer)
                czasami potrzeba upływu czasu aby sobie pewne sprawy powiedzieć na spokojnie i
                neutralnym gruncie.Teraz tak czytam wszystkie poprzednie posty i tak sobie
                dumam....
                Mężczyźni chyba po prostu dużo bardziej boją się odpowiedzialności i utraty
                swej "męskiej" wolności,no bo przecież mężczyzna to brzmi dumnie(albo dupnie-w
                niektórych przypadkach!)A pozatym coraz ciężej sprostać dzisiejszej płci pięknej
                No ale nie o tym miałem Ci napisać.Aha.Też miałem kiedyś taką sytuację,jakieś
                tam !ziarnko! we mnie zostało niemile posiane i....po prostu nie uwierzyłem że
                dalej będzie dobrze,za cholerę nie mogłem przekonac sam siebie choć bardzo sie
                starałem,naprawdę.Szlag wszystko trafił niedługo przed bardziej lub mniej
                planowanym ślubem.Myślałem że to koniec świata!(nie spałem,nie jadłem,straciłem
                pracę,wygłądałem jak ostatnie nieszczęście i zbity pies,napewno gorzej od
                ciebie!)Ale przyszedł koniec świata i oznajmił,że ma ważniejsze sprawy na
                głowie...Czy żałuję?-nie wiem,nie jestem wróżką,nie wiem jak by się ułożyło
                zycie gdyby,pogdybać można zawsze.Drugą "sytuację" spotkałem całkiem
                niedawno,cóż,ma 2-letniego synka,ja mam psa,życie toczy się dalej;i tak jej
                pomogę jak zajdzie potrzeba.To nie takie straszne,że ludzie się
                rozchodzą,straszne jeśli zaczynaja się później nienawidzieć.Ot,nie udało się po
                prostu i już.I wierz mi,choć to bardzo wyświechtane,czas naprawdę leczy rany i
                otwiera przed nami nowe możliwości.Przeglądam nową Vivę,jest wywiad z Meg
                Ryan,ciekawie pisze;"...Im jesteśmy starsze,tym wszystko jest trudniejsze,bo
                doskonale wiemy,kim jesteśmy i rzadko chcemy to zmienić.Jako 20-letnie siksy
                byłyśmy gotowe dla chłopaka wywrócić cały światdo góry nogami.Teraz przeszkadza
                nam zdobyte po drodze doświadczenie..."...Nie wiem,czy kiedykolwiek można
                powiedzieć na sto procent,że jakis mężczyzna jest na całe życie.Trzeba myśleć
                chwilą,teraźniejszością.Nie planujemy rozwodów,ale nie wierzę,że można komuś
                obiecać,że od dziś jesteśmy związani na zawsze." Czego ci szczerze życzę-tej
                szczypty zdrowego egoizmu.
                Pozdrawiam też myyszę,asię,m i innych pozostałych "forumowiczów".
                Pamiętaj,że zawsze możesz napisać na moją skrzynkę;mało tego,masz napisać na
                moją skrzynkę i oznajmić jak Ci się dalej poukładało.Zobacz zresztą ile masz
                przyjaznych dusz wokoło!
                Pozdrawiam też inkę i szczerze się smucę,że tak jej sie poukładało.Inko nie daj
                się życiu!
        • Gość: inka_s inny mężczyzna IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 21.02.02, 15:06
          dalla napisał(a):

          > Tylko, ze ja nie wierze, ze moglby byc ktos inny, nie potrafie sobie siebie
          > wyobrazic z innym mezczyzna.

          Dallo! Po rozstaniu - trudno uwierzyc że jeszcze komus zaufasz - tak bardzo boisz
          sie ponownego zranienia! Ale jeśli trafisz na włąściwa osobe - ona przekona cie
          ze można ufać, mimo strachu ZNÓW UWIERZYSZ!!! I to będzie nowy, lepszy związek.
          Ja tez zostałam kiedys zraniona i odrzucona - i przyrzekłam sobie, że już nigdy
          wiecej. Po roku trafiłam na człowieka który przekonał mnie że można i warto
          zaufać. Byliśmy małżeństwem przez ponad 6 szczęśliwych lat! A teraz on nie żyje -
          a ja nie jestem w stanie wyobrazic sobie że mogłabym pokochać jeszcze kogoś w
          życiu. Bo widzisz - ty jeśli się rozstaniesz to dlatego że któraś strona nie
          kocha , albo kocha za mało. Wtedy jest - uwierz mi - jednak łatwiej , możesz
          nawet wykorzystać swoje rozgoryczenie i brak zaufania do niego, by łatwiej o nim
          zapomnieć. Gdy rozstajesz sie z człowiekiem który cie kocha i którego ty kochasz -
          i jest to nieoczekiwane, i żadne z was tego nie chciało... Ech...
          Nie umiem kochac dwóch facetów naraz. A że kocham takiego który zniknął z tego
          wymiaru?... To nie pokocham żadnego w tym życiu.
          Czas leczy rany...Ileż razy ja to ostatnio słyszałam. To i tak mozna ocenic gdy
          juz nie potrzebujesz pociechy. A teraz po prostu pozwól sobie pocierpieć.
          Ja WIEM że jeszcze komuś zaufasz i uwierzysz. Tryzmaj sie - i popatrz ile osób
          jest ci życzliwych. Niech to będzie balsam na twoje zbolałe serce.

          > Czas leczy rany? Byc moze, ale boje sie, ze dlugo bede na to czekac.
          > I nie sadze, ze komus znow zaufam i uwierze.

          • Gość: asia do inki IP: *.in-addr.btopenworld.com 21.02.02, 16:36
            ty tez sie trzymaj, wszystkiego dobrego

            Gość portalu: inka_s napisał(a):

            > dalla napisał(a):
            >
            > > Tylko, ze ja nie wierze, ze moglby byc ktos inny, nie potrafie sobie siebi
            > e
            > > wyobrazic z innym mezczyzna.
            >
            > Dallo! Po rozstaniu - trudno uwierzyc że jeszcze komus zaufasz - tak bardzo boi
            > sz
            > sie ponownego zranienia! Ale jeśli trafisz na włąściwa osobe - ona przekona cie
            >
            > ze można ufać, mimo strachu ZNÓW UWIERZYSZ!!! I to będzie nowy, lepszy związek.
            >
            > Ja tez zostałam kiedys zraniona i odrzucona - i przyrzekłam sobie, że już nigdy
            >
            > wiecej. Po roku trafiłam na człowieka który przekonał mnie że można i warto
            > zaufać. Byliśmy małżeństwem przez ponad 6 szczęśliwych lat! A teraz on nie żyje
            > -
            > a ja nie jestem w stanie wyobrazic sobie że mogłabym pokochać jeszcze kogoś w
            > życiu. Bo widzisz - ty jeśli się rozstaniesz to dlatego że któraś strona nie
            > kocha , albo kocha za mało. Wtedy jest - uwierz mi - jednak łatwiej , możesz
            > nawet wykorzystać swoje rozgoryczenie i brak zaufania do niego, by łatwiej o ni
            > m
            > zapomnieć. Gdy rozstajesz sie z człowiekiem który cie kocha i którego ty kochas
            > z -
            > i jest to nieoczekiwane, i żadne z was tego nie chciało... Ech...
            > Nie umiem kochac dwóch facetów naraz. A że kocham takiego który zniknął z tego
            > wymiaru?... To nie pokocham żadnego w tym życiu.
            > Czas leczy rany...Ileż razy ja to ostatnio słyszałam. To i tak mozna ocenic gdy
            >
            > juz nie potrzebujesz pociechy. A teraz po prostu pozwól sobie pocierpieć.
            > Ja WIEM że jeszcze komuś zaufasz i uwierzysz. Tryzmaj sie - i popatrz ile osób
            > jest ci życzliwych. Niech to będzie balsam na twoje zbolałe serce.
            >
            > > Czas leczy rany? Byc moze, ale boje sie, ze dlugo bede na to czekac.
            > > I nie sadze, ze komus znow zaufam i uwierze.
            >

    • dalla Re: czy odejsc od niego???Do Inki 21.02.02, 20:22
      Strasznie mi przykro z Twojego powodu. Nie wiem, co moge powiedziec w takiej
      sytuacji - chyba tylko tyle, ze moj problem nagle strasznie zbladl przy Twoim.

      Dziekuje Ci za tego maila. Wlasciwie juz wczesniej podjelam decyzje, ale Twoj
      mail mnie w tym tylko utwierdzil - dal mi takiego "kopa na rozped". I okolo 16
      wyslalam do niego maila - no, coz niestety nie bylo to z klasa - w ktorym
      powiedzialam mu, ze dostalam prace, ze juz nie mam sily walczyc o nasz zwiazek,
      i ze chcialabym mu powiedziec "do widzenia" w cztery oczy.
      Nie pomylilam sie w moich odczuciach - zareagowal, jak przypuszczalam: ze
      powinnam zostac w Niemczech i wziac prace.
      A najsmieszniejsze jest to, ze on nawet chyba nie zauwazyl, ze tym razem to ja
      mowie "koniec". Nie wiedzialam, ze mozna byc tak pewnym siebie... i tej drugiej
      osoby.

      Bede jeszcze tu pisac, bo jest mi zle, bo jest mi... wiadomo: jak po rozstaniu.
      A te wszystkie powyzsze maile - jakos pozwalaja sie trzymac
    • dalla Re: DO ANDRZEJA 21.02.02, 21:16
      Wlasnie przeczytalam Twoj post. Wczesniej juz odpowiedzialam Ince - i wiesz, co
      zrobilam.
      Chetnie napisze na Twoja prywatna skrzynke - bedzie wtedy wiecej szczegolow -
      bo rzadko czyta sie takie madre, dojrzale i cieple listy, jak Twoje. Szcegolnie
      - pisane przez faceta (wybacz, ze podkreslam plec, ale nie jestem obecnie
      przyjaznie nastawiona do rodu meskiego:)

      Wlasnie jestem w trakcie pisania drugiego maila do "ex", bo z pierwszego nic
      nie zrozumial. Chyba mysli, ze jestem taka mala, naiwna kobietka, ktora zawsze
      bedzie na niego czekac - niezaleznie, jak bardzo on bedzie ja ranil.

      Swoje juz przeplakalam - i wiecej nie warto. Oczywiscie w rzeczywistosci nie
      bedzie tak latwo, bo zdarzy sie niejeden lzawy wieczor (mysle, ze w
      najblizszych dniach nawt dosc czesto), ale nie z rozpaczy, tylko z zalu, ze on
      sie nie okazal takim czlowiekiem, jakim myslalam, ze jest. To nie mial byc
      ideal - tylko zwykly, UCZCIWY i odpowiedzialny czlowiek. A on temu nie
      sprostal, i jak to mowi moja kolezanka: "kolejny ideal upadl na bruk"

      I dziekuje wszystkim za zyczliwosc i za rady. I chyba juz bede czesciej goscila
      na forum - jakos je polubilam (mimo nieprzyjemnych okolicznosci, ktore sklonily
      mnie do odwiedzin)
      • noida Do dalli. 21.02.02, 21:56
        Co prawda mnie nikt jeszcze nie porzucił w taki sopsób jak Ciebie, ale
        przeszłam kiedyś przez mocno toksyczny związek, w którym właściwie byłam
        porzucana i porzucałam codziennie. To było bardzo męczące, a skończyło się
        właśnie tak- żadnych maili, kontaków, telefonów. Długo nie chcialam nikomu
        ufać, chociaż tametmu nigdy tak naprawdę nie ufałam. Ale przychodzi taki
        moment, kiedy człowiek staje się wystarczająco silny, aby przyjąć na siebie
        ryzyko ponownego zranienia. I wtedy pojawił się cudowny człowiek, który niczego
        ode mnie chciał. Daje mi bardzo wiele z siebie i bardzo mu na mnie zależy i ja
        też mu w końcu zaufałam. Dla Ciebie też znajdzie się ktooś taki.
        Faktycznie, ja też zapałałam do Ciebie sympatią i chociaż nie mogę służyć
        konkretną poradą, bo nie byłam nigdy w takiej sytuacji jak Ty, ale wierzę za
        to, że Ci się ułoży i trzymam kciuki. Tylko nie zrób błędu i nie daj mu się
        wciągnąć w grę "porzucanie- wracanie" bo to najgłupsze co można zrobić. Trzymaj
        się!
        • dalla Re: Do dalli. 21.02.02, 23:17
          Kolejny przyklad na to, ze moze jednak mozna jeszcze komus zaufac, daje mi
          nadzieje, ze kiedys, ze ktos...
          Wiem, ze minie troche czasu, zanim bede gotowa na cos nowego. I to nie tylko
          chodzi o to, ze sie bede bala zaufac, uwierzyc drugiej osobie, ale takze o to,
          ze nie chce nikogo skrzywdzic. Bo nie wiem, czy bede mogla kochac tak
          intensywnie, uczciwie i szczerze. I czy bede w stanie ofiarowac siebie komus.

          Tak teraz mysle, to wszystko jest jeszcze takie swieze, moj swiat sie rozpadl i
          teraz musze na nowo poukladac te kawalki - ale tym razem stworze inna ukladanke.

          I jeszcze raz dziekuje za mile slowa. Zakladajac ten watek nie liczylam na taki
          odzew i zainteresowanie
      • andrzejprzecin1 Re: DALLA! 21.02.02, 23:08
        kwiatku Dallo!no i już jestem w swoim mieście(zima mnie tu przyszła i wieje
        okrutnie,a w mtv bon jovi smętnie zawodzi),post do ciebie pisałem w samochodzie
        na kolanie i wytrzęsło mnie okrutnie,ale mój kolega komputerowy magik,gdzieś
        zadzwonił,podłączył swoją komórkę i gprs-em wysłał.widzę,że dotarło,choć nie
        wiem jakim cudem.Cóż.. a co do Ciebie...wyszło jak wyszło no i dobrze chyba.a
        że nie zrozumiał,pewnie jeszcze długo rozumiał nie będzie,czasami ciężko
        facetom coś pojąć i zazwyczaj dociera to do nich po czasie i jest już za
        późno.to odwieczny problem między kobietami i mężczyznami,prawda?
        Na moją skrzynkę możesz pisać zawsze!o wszystkim i o niczym~zapraszam.
        [andrzejprzecin1-dalej chyba wiesz]
        stało się jak się stało,jesteś bogatsza o nowe doświadczenia w myśl-nie ma tego
        złego co by na dobre nie wyszło.naprawdę,wystarczy tylko uwierzyć.choć wrogów
        mam też kilku,rozstań podobnych do Twoich-też to czasem mam ochotę uściskać to
        wszystko,bo gdzieś tam człowiek inaczej rozumuje,patrzy na wiele spraw z
        zupełnie innych stron,a że wystraszony trochę tymi związkami i całą
        resztą,cóż,mimo wszystko nie żałuję chyba,chyba bo przecież zawsze w człowieku
        jakiś ślad "tego"lub "po tym" zostaje.Najważniejsze aby nie mieć wiecznie
        moralnego kaca,no bo człowiek niby mądry,uczy się na błędach a tu masz ci los...
        Życzę Ci wreszcie spokojnej nocy [w miarę oczywiście Twych możliwości] i abyś
        przestała się zadręczać czy jakiś tam typ coś pojął,czy też któregoś tam maila
        z kolei trzeba wysłać{to samo tyczy się zresztą względem kobiet}
        Uśmiechnij się sama do siebie,bo to właśnie DO CIEBIE! LUDZISKA PISZĄ,O CIEBIE
        SIĘ MARTWIĄ,COŚ W TYM PRZECIEŻ JEST,PRAWDA?! i zamiast wyć do księżyca i
        zgryzoty,śmiało możesz do mnie napisać.Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!
        Pozdrawiam wszystkich "forumowiczów" GAZETY.Do usłyszenia
    • dalla Re: czy odejsc od niego??? 22.02.02, 14:07
      Jest juz nowy dzien. Wczoraj odczulam ulge, ze wreszcie podjelam decyzje -
      wyslalam do niego maila w nocy i powiedzialam, ze to koniec. Opadlo ze mnie
      cale napiecie i wreszcie normalnie zasnelam.

      Dzis - jest mi zle. Nie pisze tego w oczekiwaniu na rade, ale dlatego, ze musze
      sie chyba wyzalic, wygadac. Wczesniej byla nadzieja, teraz juz mi nic nie
      zostalo.
      Wiem, ze podjelam sluszna decyzje, nie moglam inaczej. Uswiadomilam sobie, ze
      on nie jest ta wlasciwa osoba i nigdy nie bedzie. Tylko nie wiem, czy on zawsze
      taki byl, a ja bylam "slepa", czy takim sie stal - egoistycznym, wygodnickim
      czlowiekiem. Przyznal sie do tego, co tu ktos napisal (chyba "m"), o tym
      wiecznym gonieniu, "dopadaniu" drugiej osoby, potem pozwolenie jej na
      odpoczynek, zeby znow mogla uciec, ponowne lapanie, a biedna ofiara znow daje
      sie zlapac. I on potwierdzil, ze wlasnie tak sie zachowuje.
      Nie wiedzialam, ze mozna byc tak zimnym i cynicznym czlowiekiem w jednej
      chwili, a pare dni wczesniej cieplym i kochajacym.

      Tym bardziej wiadomo, ze dobrze zrobilam. I jeszcze lepiej, ze zrobilam to
      teraz, zanim zmarnowal jeszcze wiecej mojego czasu.

      pozdrawiam wszystkich
      ps: do Andrzeja, zaraz wysle maila do Ciebie na priva. Nie obiecuje, ze nie
      bede sie uzalac, ale Twoje rady - nie, inaczej, cale Twoje listy - sa madre i
      pozwalaja mi na nabranie dystansu - wiem, ze nie pozwolisz mi na mazgajstwo:)))
      • Gość: Misia Re: POROZMAWIAC SZCZERZE I OSOBISCIE IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.02.02, 15:04
        Dalla, troche czuje sie zagubiona w tej waszej sytuacji, chyba tak samo jak wy
        sami. Ciagle sie szarpiecie, ranicie, tak jakbyscie sie komunikowali na roznych
        lewelach. No i po co wam ten komputer, wszystko psuje. Nie lepiej zadzwonic?
        Mam wrazenie, ze ty nie piszesz o konkretnych powodach tych waszych rozterek,
        nie jestes do konca szczera z nami, a jesli tak jest i wy obydwoje stosujecie
        metode niedomowien to mamy sytuacje jaka mamy. Nawzajem boicie sie , ze
        bedziecie zranieni przez druga strone i dlatego panikujac zrywacie ze soba
        poprzez komputer. Dajcie sobie na luz, spotkajcie sie i w cztery oczy
        porozmawiajcie jak widzicie swoja przyszlosc, gdzie i dlaczego. Wcale ci nie
        ulzylo po tym e- mailowym zerwaniu? Prawda? A wiesz dlaczego, bo wy poruszacie
        sie jak niewidomi po omacku. BRAK WLASCIWEJ KOMUNIKACJI- to moja diagnoza
        waszego problemu.
    • Gość: barbara Re: czy odejsc od niego??? IP: *.net.europe.agilent.com 22.02.02, 15:33
      Agnieszko,
      Czytajšc twój list miałam wrażenie, że cofam sie wstecz o 20 lat. Ja też
      zakochałam się beznadziejnie majšc 16 lat w chłopaku w liceum, który wydawał mi
      sie tym jedynym! Znajomo�c trwała długo, przechodzili�my wszystkie możliwe
      stadia znajomo�ci ( rozstania, szlaone powroty, rozłaka itp.) Dla mnie to była
      zawsze ta jedna jedyna miło�c i tak pozostało do dzi�. Po wielu latach ( prawie
      9 !!!) burzliwego zwišzku wreszcie pobralismy się, przy czym nie zwracałam
      uwagi na "czerwone �wiatełka" jak np. jego skok w bok tuz przed �lubem i brak
      zdecydowania przez jaki� cza, kogo własciwie kocha : mnie czy tamtš.. Dzi� mam
      44 lata, syna i bardzo żaluję tamtej decyzji, żeby jednak wyj�ć za niego za
      mšż. Przezywam kolejnš jego miłostkę - przeważnie szedł po najmniejszej linii
      oporu, wybierajšc kobiety z kręgu naszych bliskich znajomych. Ja dla niego
      jestem jedynie meblem w domu i zgodnie z jego teoriš, jeżeli mi nie pasuje
      małżeństwo z nim, to ja powinnam wystšpić o rozwód. Dla syna nie znajduje
      czasu, bo bardziej go pochłania chodzenie do łóżka z cudzš żonš. Dlatego
      doradzam Ci szczerze, póki jeszcze możesz - zwiewaj jak najdalej od takiego
      faceta ! To co przezywasz obecnie prorokuje jak najgorzej na przyszło�ć !!!
      • dalla Re: Do BARBARY 22.02.02, 18:00
        Dlaczego Agnieszko?:)) Nie Agnieszka w rzeczywistosci, wiec niech zostanie
        dalej Dalla:))

        Przykro mi, ze w Twoim malzenstwie sie nie uklada. Z perspektywy widzisz, ze
        byly znaki, ze to nie powinien byc wlasnie "ten".

        Ja jestem dosc radykalna w wielu sprawach. Nie wiem, czy dobrze, chyba
        przydaloby sie wiecej elastycznosci. Tym razem nie tylko on mi dal druga
        sznase, ja tez to zrobilam dla niego. Ale nie sprostal i poraz drugi zawiodl
        moje zaufanie. Raz - wybaczylam, bylam gotowa zaczac od nowa. Drugi raz tego
        nie zrobie. Nie wiem, czy nie popelnilam bledu. Nikt tego nie wie.
        Kazdy zasluguje na druga szanse - wiecej nie jestem w stanie dac.

        Boli mnie moja decyzja, bo kto wie, byc moze... Ale Twoj przyklad pokazuje, ze
        lepiej jednak nie.
    • dalla Re: Do MISI 22.02.02, 17:46
      Przykro mi, ze mnie tak oceniasz. Nie bede Cie - czy kogokolwiek innego
      przekonywac, ze jestem szczera. Nie mam powodow, zeby klamac, szczegolnie w
      takim miejscu, gdzie jestem anonimowa.

      A z nim bylam bardziej szczera niz powinnam. Oczywiscie - komputer, to nie jest
      najlepszy srodek komunikowania, ale byly i telefony, i spotkanie po naszym
      pierwszym rozstaniu ( na ktorym zapadla decuzja, ze zastanowimy sie, czy
      bedziemy jeszcze raz probowac).
      Tym razem to ON zaproponowal zejscie sie - i zrobil to via e-mail, i rowniez ON
      mailem poinformowal mnie o swoich rozterkach i o tym, ze moze lepiej ustalic,
      ze jednak nie jestesmy razem, tylko spotkamy sie kilka razy i moze cos z tego
      wyjdzie.

      To jest dorosly facet, 28 lat, ma za soba bardzo powazny zwiazek (przede mna) i
      zle z niego doswiadczenia, ktore powinny byly go czegos nauczyc.

      Ja nie moge tracic na niego nastepnych miesiecy, zyc w zawieszeniu, czekac, az
      moze on sie na cos zdecyduje. Ciagle sie bac, ze znow mu sie cos zmieni, ze sie
      znudzi, ze dzis mnie bardzo kocha, a jutro juz nie. A pojutrze - uczucia wroca?
      Zrozumialam, ze to nie jest "ten". Bo on mnie nie kocha tak, jak na to
      zasluguje. I nie bede przepraszac za te odrobine zdrowego rozsadku (i egoizmu),
      ktora sie wreszcie u mnie pojawila.

      Jestem bardzo pewna mojej decyzji. Bola mnie mile wspomnienia, ale to normalne
      w takiej sytuacji. I juz nie ma czego naprawiac i do czego wracac. Juz to
      zrobilam i nie da sie tego odwrocic. Ani on, ani ja tego nie chcemy.
      Dla niego to byla ulga - bo on nie musial mi tego powiedziec, tylko zsotalo to
      za niego zrobione.

      Mimo wszystko - dziekuje za rade. Szkoda, ze on jej nie mogl przeczytac jeszcze
      w grudniu, zanim ode mnie odszedl.
      • andrzejprzecin1 Re: DALLA 22.02.02, 18:22
        wypowiadałem się już wczoraj ( również w sprawie komunikacji )-więc tym
        bardziej skłaniam się ku wypowiedzi Barbary!Nie wszyscy muszą i mogą "dobrze
        trafić".Jesteś młoda,powody rozstania tak naprawdę znane są tylko Tobie i
        Jemu,ale dla jednych byłyby może one malutkie czy też śmieszne wręcz,a dla
        innych wielkie i nie do przebrnięcia.To TY decydujesz jak ważne one są,bo to
        Twoje życie i to tylko Ty będziesz mieć to wszystko na karku.Cóż jeszcze..Facet
        jest dorosły-jak dorośnie,ot i już,wiek niewiele ma tu do powiedzenia,czy 28-
        latek jest mniej dorosły niż 35-latek?
        Kwiatku Drogi,RÓB TAK ŻEBY BYŁO CI DOBRZE,a resztę pozostaw losowi,znam ludzi
        którzy po wielu kłótniach i rozstaniach,schodzą się,są razem,znam owszem i
        takich którzy przez całe życie nie mogą już na siebie patrzeć.Taki los.
        I wcale nie zamierzam przed Tobą ukrywać,że taaak naprawdę to najgorsze dopiero
        przed Tobą,puste wieczory,dlaczego,po co,czemu taka głupia byłam itp.( Bez
        mazgajstwa proszę! )Każdy ma prawo się
        zawieść,pomylić,wierzyć,zaufać,rozczarować się...Tak to już jest,byleby tylko
        człowiek nie odmawiał sobie prawa do kolejnych prób pokochania kogoś...
        • dalla Re: ANDRZEJ 22.02.02, 19:12
          witam:)
          wyslalam Ci maila na priva.

          Troche sie unioslam odpowiadajac na maila Misi, ale jest to wyraz moich
          wlasnych obaw. Nie jestem na 100% pewna tego, co zrobilam, nigdy nie bede. Ale
          jest jakies 90 pewnosci. Z czasem moze dojdzie do 99. To juz byla druga
          proba,druga szansa dla nas obojga.
          Kiedy pierwszy raz myslalam, czy sprobowac, to bylo 50/50. Gdybym wtedy
          stwierdzila, ze jednak nie, to bym nie byla pewna tej decyzji nawet w 1%.

          Ale jesli ktos drugi raz nas zawodzi - nie ma trzeciego razu, i zastanawiania
          sie, co by bylo,gdyby....
          • andrzejprzecin1 Re: DALLA 22.02.02, 19:50
            No!Nareszcie szczypta zdrowego zadbania o samą siebie!(szczypta to kilka
            conajmniej odrobin zdrowego egoizmu)
            Nie wiem ile powinno być prób dogadania się ( pokaż mi takiego co się na tym
            zna! )Zazwyczaj człowiek sam to czuje,czy mu się jeszcze chce walczyć,czy jest
            o co.A wyborów naszych nigdy nie będziemy pewni w 100%,potrzeba na to czasu i
            odpowiedniej-że tak się wyrażę-perspektywy.Gdyby było inaczej-rozwód-to byłoby
            obce dla nas słowo.Być może niektórych później żałujemy,bo człowiek postąpiłby
            inaczej,inaczej się zachował,zrobił,zrozumiał albo dużo wcześniej by to
            wszystko zakończył..

            Dalla!
            Maila twego otrzymałem i odpisze,ale w chwili tej myślę czy lepiej cię
            przytulić czy przełożyć przez kolano...
            • dalla Re: ANDRZEJ 22.02.02, 20:16
              Lepiej mnie nie bij, bo nie wiadomo, jak to wytrzymam:))

              Musze sie troche pouzalac nad soba, jeszcze kilka dni. Potem obiecuje - bede
              twarda i silna, prznajmniej publicznie.

              Wlasnie przeczytalam watek Skorupiaczka o tym, ze boi sie zaufac komus, kto
              wlasnie sie pojawil na jej drodze.
              Rozumiem ja, bo ja mysle, ze to nigdy nie bedzie mozliwe komus zaufac. Ale ja
              to mysle teraz, i pewnie sie to zmieni. Najwazniejsze to nie przegapic tej
              drugiej osoby z powodu lekow i obaw.
              Choc,jesli ktos przyjdzie za wczesnie, to nawet nie zauwazymy, ze juz swieci
              dla nas slonce
              • andrzejprzecin1 Re: SPOKOJNIE! 22.02.02, 21:07
                Hmmmm.Ewentualnie mogę to rozważyć.Jak słyszę,że-nie wiem czy będę mogła
                jeszcze komuś zaufać?- to aż mi ziemniaki naprzeciwko w warzywniaku zaczynają
                kiełkować!
                Co innego-bać się komuś zaufać,a czym innym jest bzdurne gadanie,że to nigdy
                nie będzie możliwe.
                Wcale nie masz być silna i dzielna publicznie czy na pokaz! Masz po prostu znać
                swoją wartość codziennie!Kiedy zasypiasz i kiedy śpisz i kiedy wstajesz rano i
                jeszcze nie wiesz gdzie dokładnie to ty jesteś.Masz po prostu być normalną
                kobietą,świadomą swych zalet i patrzącą na życie.Kiedyś byłem zapalczywym
                optymistą,później takim samym pesymistą,teraz...jestem optymistą z pewnym
                bagażem doświadczeń.Czego bardzo życzę Tobie! i Skorupiaczkowi! i wszystkim
                innym!Rozumiem doskonależe potrzebujesz czasu aby pewne sprawy unormowały się
                naturalnym tokiem czasu...Ależ użalaj się nad sobą ,tylko żeby to było
                konstruktywne użalanie!
                Zawsze tak to jest,że coś myślimy,zaleznie od sytuacji w jakiej się znajdujemy,
                tylko żeby to nie było myślenie w zaparte!Kiedyś wybitny polski psychiatra i
                psycholog napisał taką książkę "Dezintegracja pozytywna",podratowała mnie
                bardzo,po fatalnym związku.Oczywiście przystosowałem ją troszkę do swoich
                potrzeb(studenci psychologii zgrzytają zębami),ale to jest to co nie raz
                chciałem ci przekazać,bydź może to wszystko wyjdzie człowiekowi tylko na dobre.
                I nie żałuj swych decyzjii,nikt ich za ciebie nie podjął,z czegoś one
                wynikły,przynajmniej jesteś w zgodzie sama z sobą.A co czas przyniesie?
                zobaczymy.Masz przecież koleżanki ekonomistki,tak jak w ekonomii-jest bessa to
                i będzie hossa.A że mity upadają,cóż po to są mitami...Pozdrawiam i trzymam cię
                za słowo względem obietnic!A jak jeszcze raz usłyszę o
                niezauważaniu "słońca",które dla nas zaświeci;to niechciałbym być w Twojej
                skórze...Nie warto marnować swego życia dla jednej tylko osoby,nieudanej
                miłości.Ja Cię potrzebuję na ten przykład bo jestem dumny iż mogę wymieniać
                poglądy z tak wrażliwą i inteligentną kobietą!!!
                • dalla Re: SPOKOJNIE! 22.02.02, 23:23
                  Tak sobie kraze po forum i weszlam na watek Inki. I poplakalam sie... Dzielna
                  dziewczyna - nie wiem, co bym zrobila, gdyby moj, maz, chlopak umarl. I to
                  tylko po 6 latach wspolnego zycia. A Inka pomaga innym - sama sobie nie potrafi
                  jeszcze pomoc, ale stara sie innym. Czuje sie jak straszna egoistka. Nie chce
                  juz tylko czytac cudzych postow, chce jakos pomoc - moze mi sie nie uda, ale
                  niech ludzie wiedza, ze inni o nich mysla.
                  Czasem sa tu takie banalne problemy, czasem takie, jak Inki, ale kazdy cierpi.
                  Czasem draznia mnie zlosliwe komentarze innych. Glupiutkie niekiedy te
                  problemy, to prawda, ale zawsze bola, rania, nie pozwalaja spac, pracowac... Na
                  tyle sa wazne, ze ktos jest na tyle zdesperowany, by zalozyc watek na forum.
                  To tylko takie moje refleksje z dwoch intensywnych dni na forum.

                  Andrzeju - nie zaluje mojej decyzji, nie az tak bardzo przynajmniej. Na razie
                  caly czas 90% pewnosci, ze zrobilam dobrze. Ale przynajmniej to byla moja
                  decyzja. Poczulam, ze ja trzymam ster, a nie daje sie kierowac - i to nie
                  losowi, tylko facetowi, ktory sam nie wie, dokad plynie i z kim chce odbyc te
                  podroz. Troche jestem z siebie dumna:) Czasem sie zastanawiam, czy zdanie sie
                  na los to po prostu pojscie na latwizne? Bo nie jest sie odpowiedzialnym, bo
                  mozna powiedziec: ja nie chcialem, to zycie jest okrutne, ja nie mialem na to
                  wplywu.

                  Nadal troche sie mazgaje. Nie wierze, ze bede jeszcze szczesliwa - z kims. Ale
                  to za wczesnie, wszystko zbyt swieze, zbyt bolesne. Za duzo dobrych wspomnien,
                  drobiazgow, szczegolow. Najgorsze, ze nie wierze tez w siebie, w swoja wartosc.
                  I prosze teraz na mnie nie krzyczec za to...:) Wiem, co powinnam myslec, nie
                  robie tego jeszcze, ale nadejdzie ten dzien.

                  I wszystko przypomina jego... Jak to jest, ze te same miejsca wygladaja teraz
                  zupelnie inaczej, jakbym byla w obcym miescie, pokoju, nawet ludzie sa inni? Na
                  nowo musze sie uczyc wszystkiego.

                  Wlasnie cos do mnie dotarlo. Bo nawet bedac z nim, jeszcze przed pierwszym
                  rozstaniem w grudniu, mialam takie przeblyski: a co, jesli to nie ten, jesli
                  zanurzam sie coraz bardziej, a jest jeszcze cos wiecej? Byly rzeczy, drobiazgi
                  raczej, ktore przeszkadzaly: nie przepada za psami, ale bedziemy miec wlasnego?
                  tak, kochanie, jesli chcesz, choc wiesz, ze ja nie szaleje za nimi... Ale czy
                  mozna zaakceptowac kogos w 100%, czy zawsze sa te watpliwosci?

    • dalla Do MISI 22.02.02, 17:48
      Przykro mi, ze mnie tak oceniasz. Nie bede Cie - czy kogokolwiek innego
      przekonywac, ze jestem szczera. Nie mam powodow, zeby klamac, szczegolnie w
      takim miejscu, gdzie jestem anonimowa.

      A z nim bylam bardziej szczera niz powinnam. Oczywiscie - komputer, to nie jest
      najlepszy srodek komunikowania, ale byly i telefony, i spotkanie po naszym
      pierwszym rozstaniu ( na ktorym zapadla decuzja, ze zastanowimy sie, czy
      bedziemy jeszcze raz probowac).
      Tym razem to ON zaproponowal zejscie sie - i zrobil to via e-mail, i rowniez ON
      mailem poinformowal mnie o swoich rozterkach i o tym, ze moze lepiej ustalic,
      ze jednak nie jestesmy razem, tylko spotkamy sie kilka razy i moze cos z tego
      wyjdzie.

      To jest dorosly facet, 28 lat, ma za soba bardzo powazny zwiazek (przede mna) i
      zle z niego doswiadczenia, ktore powinny byly go czegos nauczyc.

      Ja nie moge tracic na niego nastepnych miesiecy, zyc w zawieszeniu, czekac, az
      moze on sie na cos zdecyduje. Ciagle sie bac, ze znow mu sie cos zmieni, ze sie
      znudzi, ze dzis mnie bardzo kocha, a jutro juz nie. A pojutrze - uczucia wroca?
      Zrozumialam, ze to nie jest "ten". Bo on mnie nie kocha tak, jak na to
      zasluguje. I nie bede przepraszac za te odrobine zdrowego rozsadku (i egoizmu),
      ktora sie wreszcie u mnie pojawila.

      Jestem bardzo pewna mojej decyzji. Bola mnie mile wspomnienia, ale to normalne
      w takiej sytuacji. I juz nie ma czego naprawiac i do czego wracac. Juz to
      zrobilam i nie da sie tego odwrocic. Ani on, ani ja tego nie chcemy.
      Dla niego to byla ulga - bo on nie musial mi tego powiedziec, tylko zsotalo to
      za niego zrobione.

      Mimo wszystko - dziekuje za rade. Szkoda, ze on jej nie mogl przeczytac jeszcze
      w grudniu, zanim ode mnie odszedl.
      • Gość: angka Re: Do MISI IP: *.g1.pl 22.02.02, 23:41
        Jest takie angielskie powiedzenie-
        THOSE WHO CAN NOT REMEMBER THE PAST ARE CONDEMNED TO REPEAT IT.
        Tez kiedys wrocilam do chlopaka (3 razy!!!) i za kazdym razem w koncu bylo to
        samo.Ale coz-serce nie sluga. I kiedys rozmawialam z taka Angielka na temat
        wszystkich moich przejsc z tym chlopakiem,ktory znowu pojawil sie wtedy na
        horyzoncie.I ona mi to powiedziala. I zadalam sobie pytanie czy jestem na tyle
        zdeterminowana,czy na tyle go kocham by znowu zapomniec o przeszlosci i ja w
        koncu powtorzc.I odpowiedzialam sobie wtedy ze nie. I dzieki nieistniejacemu
        Bogu za to, bo poznalam potem faceta, z ktorym chce powtarzac kazdy przeszly
        dzien,jakkolwiek naiwnie to brzmi.
        Angka
    • dalla Re: Do Angka 23.02.02, 17:37
      Dobrze, ze pojawil sie kolejny glos rozsadku. Nie zaczelam sie wahac, ale
      oczywiscie przychodza do glowy glupie mysli, co bylo gdyby...
      Podoba mi sie do powiedzenie, chyba je sobie zamontuje jako wygaszacz ekranu,
      zeby przypadkiem nie zaczela zalowac tego, co zrobilam.

      Wracalas 3 razy? Skad znajdowalas w sobie sile na to? Bo ja sobie zrobilam
      mentalna liste za i przeciw, i doszlam do wniosku, ze raz juz cierpialam, kiedy
      nie bylam z nim i przezylam. A nie wiem, czy bym zniosla dluzej taka
      niepewnosc. I wyszlo mi, ze nie...

      Ciesze sie, ze znalazlas kogos takiego, z kim chcialabys wszystko powtorzyc. I
      to wcale nie jest banalne.
      • Gość: no_to_co Re: Dalia IP: 62.87.165.* 23.02.02, 21:21
        WITAM WSZYSTKICH!
        1, znam, to angielskie powiedzenie rzeczywiscie bardzo trafne
        2,RE BARBARA rozwiodlem sie,mamd ruga rodzine jestem najszczesliwszy choc mam
        z pierwszego malzenstwa synka ktory ma teraz 12 lat szanuje mnie bo jestem dla
        niego mimo tego wszystkiego,z drugiegi malzenstwa mam coooore
        3,zgadzam sie z BARBARA w sprawie chyba zlych rokowan na przyszlosc dla dali
        4,uwazam ze misia nie zna sytuacji tak do konca bo naprawde roznie to jest
        5,dla angki gratuluje sam zyje z moja zona jakby to byl ostatni dzien.nie
        zaluje rozstan ni powrotow poprzedniego zwiazku,nie wyszlo,teraz mam kochajaca
        zone dla ktorej jestem KIMS i ktora wraz z corka sa calym moim zyciem!!!!!
        Nie uwierzysz jakie ONE sa piekne dobre,wspaniale i wyrozumiale dla mnie jako
        meszczyzne
        6,DALIA! przezywalem to kilka razy,az wreszcie mi sie udalo.tak pragne
        dziewczyno zebys byla szczesliwa ze nawet sobie tego nie wyobrazasz
        7,zobaczysz ze wszystko sie ulozy ja tez kiedys nie wierzylem tym bardziej ze u
        mnie bylo jeszcze dziecko juz kilkuletnie
        8,inko pozdrawiam cie tak bardzo serdecznie smuce sie twoim losem
        9,pozdrawiam myysz asie kafke i ze tak ujme wszystkich ktorzy mysla podobnie
        10,nie moge uwierzyc ze odezwal sie andrzejprzecin 1 i to ze swojej wlasnej
        krzynki!?!
        11,pozdrawiam cie ap1 tak strasznie mocno i serdecznie a wlasciwie to zona ,bo
        dales nam nadzieje na lepsze jutro i niejako spowodowales ze razem i osobno
        jestesmy po prostu szczesliwi tak ze chyba nie wiesz jak bardzo Dziekujemy i
        pozdrawiamy cie od naszej prawie dwuletniej corki.moja zona mowi ze dalia ma
        cholerne szczescie
        12,p.s.szukalem cie chlopie od roku aby przynajmniej ci podziekowac za
        szczescia moje za to ze pomogles nam razem i z osobna ze zalatwiles mi prace i
        dales nadzieje na normalne zycie i za to ze wreszcie dla mojej obecnej zony
        jestem madrym i wyrozumialym partnerem meszczyzna ktorego podobno ze swieca
        szukac.chyba beDe przed toba pilnowac zony
        13,szukalismy cie na roznych watkach,inki,dalli i calej reszty,przeciez sam
        przez to wszystko przechodziles
        14,wpadnij do nas kiedy tylko chcesz
        15,a miales nikomu juz nie pomagac
        16,moja zona powtarza ze dali to ma szczescie
        17,przepraszamy wszystkich za ten dlugi list ale nie mozemy nacieszyc sie
        naszym szczesciem czego zyczymy wszystkim z calego serca
        • dalla Re: Dalia 24.02.02, 00:05
          Witam wsztystkich, a No_to_co szczegolnie:)

          Ciesze sie Waszym szczesciem. Dziekuje Tobie i wszystkim na forum, ktorzy
          napisali mi o swoich rozczarowaniach, i o tym, ze jest mozliwe spotkanie kogos
          godnego zaufania, kogos z kim wszystko chcialoby sie przezywac po 100 razy. I juz
          zawsze....

          Tez sie zgadzam z Barbara. Wspolczuje jej, ze tak jej sie wszystko ulozylo - mam
          nadzieje, ze wyjdzie z tego i bedzie szczesliwa.

          No_to_co: Twoje zdanie o Andrzeju, jeszcze bardziej mnie utwierdza w tym, ze to
          wspanialy i madry mezczyzna. A mial nie pomagac... Czuje sie wyrozniona i ciesze
          sie, ze jednak odpisal na moj watek.
          Pozdrow zone:)) Dlaczego mam szczescie? Jesli dlatego, ze dostalam madre rady
          tak, jak Ty kiedys - to zgadzam sie.
          • iwona31 Re: Dalia 28.02.02, 01:12
            Sądząc po Twoim wątku i postach, jakie pisałaś w nich, natężeniu emocji,
            mądrości, tej życiowej, refleksji nad sobą, to myślę, że jesteś nie tylko
            dzielną i wspaniałą, młodą kobietą ale i wielką szczęściarą. Bo oto potrafiłaś,
            choć nie bez bólu w serduszku, podjąc prawdziwie dojrzała decyzję, o której
            wiele kobiet marzy a na którą nie mają siły. Uwolniłaś się od człowieka, który
            nie tylko nie był Ciebe wart ale też zupełnie sobie nie zdaje sprawy, kogo
            stracił. Ale to już pewnie opowieść na inny wątek.
            Podziwiam i pozdrawiam.
            Iwona
            P.S. a co do popularnośći Twego wątku...chyba wszystkich ujęła Twoja szczerość,
            zaangażowanie i też sama Ty.:)
            • dalla Re: DO IWONY 28.02.02, 03:01
              Nie wiem, co napisac w odpowiedzi na Twoj post: chyba tylko tyle, ze bardzo Ci
              dziekuje za to, co napisalas. Juz dawno nie uslyszalam tak milych slow - i tylu
              na raz.
              Wlasnie mam maly dolek. Weszlam na forum i przeczytalam Twoj list - zrobilo mi
              sie odrobine lepiej.

              Mam nadzieje, ze te wszystkie kobiety, ktore nie potrafia podjac decyzji,
              skorzystaja z mojego watku. Zycze wszystkim, zeby mieli tyle sily, aby zakonczyc
              cos, co nie ma przyszlosci. Wolnosc bede odzyskiwac dlugo, ale warto bylo, mimo
              bolu, cierpienia, czarnych mysli.

              A'propos "ps": jeszcze raz dziekuje. A tak sie balam zakladajac watek, ze nikt
              nie bedzie chcial pisac, i ze zostane potraktowana, jak jeszcze jedna
              glupia/naiwna/itd. panienka

              pozdrawiam
              Dalla


              iwona31 napisał(a):

              > Sądząc po Twoim wątku i postach, jakie pisałaś w nich, natężeniu emocji,
              > mądrości, tej życiowej, refleksji nad sobą, to myślę, że jesteś nie tylko
              > dzielną i wspaniałą, młodą kobietą ale i wielką szczęściarą. Bo oto potrafiłaś,
              >
              > choć nie bez bólu w serduszku, podjąc prawdziwie dojrzała decyzję, o której
              > wiele kobiet marzy a na którą nie mają siły. Uwolniłaś się od człowieka, który
              > nie tylko nie był Ciebe wart ale też zupełnie sobie nie zdaje sprawy, kogo
              > stracił. Ale to już pewnie opowieść na inny wątek.
              > Podziwiam i pozdrawiam.
              > Iwona
              > P.S. a co do popularnośći Twego wątku...chyba wszystkich ujęła Twoja szczerość,
              >
              > zaangażowanie i też sama Ty.:)

    • dalla Re: Chyba ostatni... 26.02.02, 03:33
      Zalozylam ten watek kilka dni temu. Spotkal sie z ogromnym odzewem. Za co
      bardzo dziekuje. Wszystkie te opinie mi pomogly. Decyzja zostala podjeta,
      odpowiedz na pytanie w watku - przyszla.

      Zastanawialam sie, jak to jest, ze wiekszosc watkow cieszy sie zainteresowaniem
      i nagle... nic, cisza. Czy nagle przestaly sie podobac.

      Z moim watkiem nie ma problemu - bylo pytanie i rozwiazalo sie. Moj bol i
      tesknota to juz temat na inny watek (a moze nawet nie, bo nie mam juz sily
      analizowac mojgo "cierpienia").

      Zostalo mi zasugerowane, ze powinnam zalozyc inny watek. Nie wiem, dlaczego
      akurat ja. Temat - rozumiem, ze wlasnie powinien byc taki. Tak wiec zrobie to.
      I chyba zostawie zaproponowany tytul. Cokolwiek sie z niego rozwinie -
      zapraszam.

      Dalla

      ps: poprosilam "ex", zeby przeczytal ten watek. Oskarza mnie o nienawisc, znow
      ja wychodze na ta "zla". Chcialam, zeby zobaczyl, jakie powody mna kierowaly, i
      ze bynajmniej nie wynikaly z nienawisci,wprost przeciwnie. Mysle, ze nawet nie
      zajrzal. I juz tego nie zrobi. Zegnaj watku, zegnaj Dalla, witaj Dalla.
      • Gość: Mika Re: Chyba ostatni... IP: *.idg.com.pl 27.02.02, 16:30
        To ja jeszcze na słowko skorowo wątek się kończy. Ten Twój "ex" to mezczyzna,
        kótry chyba nie zasluguje już na nic. Jesli zajał takie stanowisko to nie jest
        wart "złamanego grosza". Jesteś dzielną kobietą i jestem przekonana że sobie
        poradzisz. Na pewno nie jest Ci łatwo ale czas do dobre i spawdzone lekarstwo,
        które nie jedno obolałe serce wyleczyło. Badz dzielena i żcyze Ci powodzenia.
        Trzymam kciuki za Twoje szczescie. Mi czas pomogl, kiedys moj swiat tez sie
        zapadl i wyszlam na prosta, chociaz nadal nie mam dobrej reki do mezczyzn tzn.
        Ci porządni omijaja mnie szerokim łukiem i trace nadzieje na to że są jeszcze
        tacy, którzy nas (czyt. kobiety) nie skrzywdzą tylko beda kochac. Czego Tobie i
        sobie zycze z calego serca. ..... mialo byc pare slow a troche sie rozpisalam.
        pzdr
    • Gość: Misia Re: DO DALLI IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 28.02.02, 18:42
      Ja nie znalam oczywiscie dokladnie waszej sytuacji, ale wydawala mi sie
      strasznie niejasna i zagmatwana. Dlaczego napisalam ,ze czuje iz nie jestes z
      nami do konca szczera? Po zdaniu z twojego listu z 21 lutego, w ktorym
      napisalas:kiedy dowiedzial sie o powodach mojego roznego zachowania wobec
      niego. Co oznacza to " rozne zachowanie" ? Moze przeoczylam gdzies wyjasnienie
      tego. Zreszta to najmniej wazne. Podjelas juz decyzje i to najistotniejsze.
      Swoja sytuacje i osobe znasz najlepiej. Wiesz co dla ciebie dobre. I to sie
      liczy. Ja tez kiedys zerwalam zwiazek, ktory uwazalam ,ze nie jest dla mnie
      dobry i decyzji tej nie zaluje. Bylam tego pewna, a moje kolezanki mowily mi :
      co ty robisz, on taki przystojny itd. itp. Nie rozumiem jednak troszke
      dlaczego tak ostro mnie potraktowalas, ja nie czuje sie twoim wrogiem, po
      prostu mysle, ze czegos waznego tu nie wiem. Ale oczywiscie masz prawo do
      prywatnosci i to szanuje. Pozdrawiam i ciesze sie ,ze podjelas decyzje, z
      ktorej jestes zadowolona. Pozdrawiam
      • dalla Re: DO MISI 28.02.02, 19:15
        Przepraszam Cie, jesli za bardzo sie unioslam.
        Mimo wszystko, moja decyzja wiele mnie kosztowala.
        W Twoim mailu wyszlam na winna rozpadu tego zwiazku - to, co on probowal mi
        caly czas wmowic.
        Nie znaczenia, jakie byly powody rozstania w grudniu. Nie zdradzilam, nie
        oszukalam, nie bylam "nie w porzadku". Wystarczylo, ze nie bylam idealna. Liczy
        sie tylko to, ze to on zaproponowal ponowne zejscie sie w lutym i nagle, po 2
        tyg. juz mu sie znudzilo.
        Oboje przerabialismy problem odleglosci, komunikacji - i podobno wszystko
        wyjasnilismy. Kiedy przeczytalam Twoj mail, ze brak nam komunikacji, poczulam
        sie, jakbym znow byla ta "zla", ktora wszystko popsula.

        Napisalam Ci jednak, ze zaluje, ze on nie przeczytal Twojego maila w grudniu.
        Bo moze wtedy w ogole nie byloby pierwszego rozstania.
        • andrzejprzecin1 Re: dalla 28.02.02, 19:51
          Tak sobie myślę teraz...
          Właściwie to najbardziej mnie urzekło "...To miał być normalny facet...nie
          żaden ideał.."-bardzo rzadkie w dzisiejszych czasach.Zawsze zapomniałem jakoś
          tego napisać.
          Jako "ten męski głos",żałuję że tych męskich głosów było tu tak mało;
          no i niejako udało nam się wszystkim "ukamieniować troszeczkę" byłego Dalli,
          hmmm....myślę teraz co byłoby,gdyby moja dziewczyna poruszyła podobny temat na
          forum,tak bez żadnej nienawiści,bez "skazania z góry",bez personaliów,tak
          bezstronnie,tak dzielnie -podziwiałbym ją za to,i może niczego by to nie
          naprawiło ale napewno dałoby mi to dużo do przemyślenia...
          Pozdrawiam Dalle i wszystkie "zaistniałe głosy" na tymże forum...


        • Gość: Misia Re: DO DALLI IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 28.02.02, 19:52
          Dalla ja absolutnie ciebie nie winie za ten brak komunikacji a juz absolutnie
          napewno nie winie ciebie za rozpad waszego zwiazku. Jak moglabym obwiniac
          ciebie, skoro pisalam ,ze nic z tego nie rozumiem. Ty sobie dziewczyno nic nie
          dawaj wmawiac ani jemu ani nikomu innemu. Ty masz prawo zerwac zwiazek, jesli
          jest dla ciebie uciazliwy badz nawet toksyczny. Ja tak wlasnie zrobilam z moim
          3 letnim zwiazkim ( narzeczenstwo) i nic a nic nie zaluje. I mam nadzieje, ze
          ty nabierzesz dystansu do calej tej sytuacji. Ja po tych ciaglych przpychankach
          slownych z moim ex chlopakiem czulam sie totalnie wypalona. Bez przerwy o cos
          sie czepial, ciagle o cos sie klocilismy, ja dzisiaj nawet nie potrafie juz
          powiedziec o co, to bylo zupelnie nieistotne.Ale on lubil sie klocic.
          Piszesz ,ze to byla trudna decyzja. No pewnie ,ja to naprawde rozumiem. Ten moj
          ex to w ogole odczepic sie ode mnie nie chcial. Wyobraz sobie ,ze mnie ciagle
          nachodzil, albo wystawal pod uczelnia i pokazywal mi moje listy z wyznaniami,
          jakoby to mialo mnie obligowac do zycia z nim. Rok czasu zajelo mi zeby sie
          odczepil. Pamietaj jak dlugo jestes zwiazana z tym ex, tak dlugo jestes
          zamknieta na inne mozliwosci i innych ludzi. Ja dzisiaj mam wspanialego meza, a
          tak ciagle tylko bysmy sie z tym ex spierali kto winien a kto nie . Pozdrawiam
          i zycze szczescia.
    • dalla Re: ANDRZEJ 01.03.02, 00:10
      Dziekuje Ci. I wiesz, ze nie musze wyjasniac, dlaczego.
    • dalla Re: MISIA 01.03.02, 01:27
      Teraz jeszcze bardziej zaluje, ze troche na Ciebie nakrzyczalam. Ale to juz byl
      wynik zupelnego chaosu w glowie. Dobrze, ze sie nie obrazilas:)) Tylko
      wirtualnie, ale...
      Tym bardziej, ze masz nick, jak moja siostra imie:)

      Pozdrawiam Cie serdecznie i ciesze sie, ze jestes szczesliwa ze swoim mezem.
      • Gość: Misia Re: DALLA IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 01.03.02, 02:09
        Dalla i ty bedziesz szczesliwa w swoim zyciu o ile juz nie jestes. Pozdrawiam
        • dalla Re:MISIA 01.03.02, 03:08
          Niestety - nie jestem szczesliwa, ale...
          Kiedy bede, napisze, zeby inni uwierzyli, ze moze byc dobrze.
          ps: moja siostra mowi, ze zabralas jej nicka :)))))
          • Gość: Misia Re: DALLA IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 01.03.02, 05:07
            E nic nikomu nie zabieralam, to po prostu ladne imie. A czy ona tu tez pisze?
            Moze ma inny adres niz ja. Jak widac jest kilka Mis na tym swiecie. Pozdrawiam
            Ciebie i te druga Misie.
            • dalla Re: MISIA 01.03.02, 11:08
              Moja siostra tez tu czasami pisze, ale na razie uzaleznila sie biernie od Forum
              i tylko czyta.
              Tez Cie pozdrawia, ja sie dolaczam. Milego dnia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka