Dodaj do ulubionych

moja historia

21.09.10, 20:32
Witam!
Jestem nowa na tym forum więc najpierw chciałabym przedstawić swój problem.
Na kompulsy cierpię już od paru dobrych lat, sama dokładnie nie pamiętam kiedy to się zaczęło ale to że jest to właśnie ta przypadłość odkryłam bardzo niedawno. Początkowo myślałam że jest to po prostu łakomstwo, brak silnej woli albo zwyczajna głupota.
Moja historia z odchuzaniem zaczęła się w 2004 roku (miałam wtedy 15 lat). Wcześniej przez prawie 3 lata brałam hormon wzrostu bo byłam bardzo niska. Udało mi się dzięki niemu sporo urosnąć (chociaż wysoka to też nie jestem, mam 160 cm wzrostu). Odstawiłam go właśnie w 2004 roku i wtedy zaczęłam tyć co wynikało z zaburzeń hormonalnych. Prowadząca mnie doktor endokrynologii zauważyła niepokojące wzrastanie wagi i zasugerowała mi i mojej mamie ze powinnam schudnąć. Moja mama podeszła do tematu bardzo poważnie i zaczęła wymyślać mi diety (sama zresztą odchudzała się rok wcześniej, schudła ok 10 kg i do tej pory tj. 7 lat utrzymuje już wagę). Mniej więcej w tym czasie zaczął się mój problem. Nikt o tym nie wiedział, ale moja mama chyba podejrzewała że podjadam bo nie było widać efektów.
Coś zmieniło się w 2005 roku, postanowiłam zabrać się za siebie, problemy hormonalne zostały opanowane lekami i przez mniej więcej dwa lata cieszyłam się zgrabną figurą (ważyłam między 47 a 50 kg przy ówczesnym wzroście 157 cm).
Historia jednak lubi się powtarzać i cały problem powrócił w 2007 roku. Nagle, w zasadzie nie wiem do końca z jakiego powodu zaczęłam mieć napady kompulsów. Jednocześnie wyniki moich badań zaczęły się pogarszać no i oczywiście tyłam. Moja mama, która zawsze bardzo przejmowała się moim zdrowiem zaczęła biegać ze mną po lekarzach i przeróżnych dietetykach. Oczywiście nic nie dawało efektu bo ja nie trzymałam diety. Nikt nie wiedział o kompulsach więc lekarze zrzucili to na problemy hormonalne, zaczęłam brać lekarstwa i faktycznie wyniki badań się poprawiły i nawet zaczęłam trochę chudnąć ale kompulsy pozostały.
W 2008 roku moja mama dwukrotnie znalazła w szafkach w moim pokoju siatki z opakowaniami po słodyczach i innych rzeczach które zjadałam oczywiście w ogromnych ilościach. W domu była wielka awantura pnieważ moi rodzice stwierdzili że jestem kłamczuchą bo nie przestrzegam diety, mama powiedziała również ze straciła kilka lat życia na leczeniu mnie które i tak nigdy nie mogło przynieść rezultatów bo mi nie zależało i po prostu obżerałam się po kryjomu. Wiele razy pytali się mnie dlaczego to robiłam a ja nie umiałam odpowiedzieć. W końcu powiedziałam że z głupoty żeby dali mi spokój. Po tych incydentach obiecywałam sobie że już nigdy więcej, obwiniałam siebie że jestem głupia i niewdzięczna wobec rodziców. Oczywiście nie potrafiłam zatrzymać choroby i jedyne co to po prostu jestem bardziej uważna, nie chowam jedzenia w domu i jak na razie nikt nie odkrył że mój problem nadal istnieje.
Od 2,5 roku chodzę do dietetyczki która jest jednocześnie lekarzem, ale efekty diet są, jak można przypuszczać, mizerne tzn. raz jest lepiej raz gorzej. W tym czasie wielokrotnie jeszcze były awantury w domu że na pewno ich okłamuję, że na pewno nie trzymam diety chociaż nigdy nie znaleźli na to dowodu.
Jeśli chodzi o same napady to następują w bardzo różnych sytuacjach kiedy jestem smutna, zestresowana ale też szczęśliwa. oczywiście zawsze robię to w samotności, nikt o tym nie wie. Przy innych jem bardzo mało i wszyscy naokoło myślą że jestem ciągle na diecie i podziwiają moją silną wolę. Aż robi mi się głupio gdy to słyszę.
O tym że mój problem ma nazwę i że jest to kompulsywne jedzenie wiem od bardzo niedawna. Postanowiłam że będę z tym walczyć. Mam już 21 lat i pora wziąć sprawy w swoje ręce. Wiem że chodzenie do dietetyczki jesli nie wie ona o moim problemie jest bezsensowne ale z drugiej strony kiedy mam u niej wizytę to motywuję się do diety i potrafię ją trzymać nawet kilka tygodni. Biorę też leki odwadniające i przeczyszczające. Po wizycie, która zawsze wiąże się ze stresem, muszę się rozładować więc przez kilka dni jem przez co zaprzepaszczam to co udało mi się osiągnąć. I tak w kółko...
Boję się powiedzieć rodzicom o moim problemie bo obawiam się reakcji, a dietetyczce nie mogę, bo na kazdej wizycie towarzyszy mi mama. Postanowiłam że może powinnam poszukać jakiegoś psychologa na własną rękę. Nie chce żeby kompulsy zmarnowały mi życie...

Jeżeli ktoś zna jakiegoś dobrego psychologa który specjalizuje się w zaburzeniach odżywiania z Trójmiasta to bardzo proszę o namiary. Będzie mi miło jeżeli napiszecie co myślicie o moim przypadku, a może Wasze hstorie sa podobne do mojej?
Obserwuj wątek
    • kaczucha87-87 Re: moja historia 06.04.11, 12:02
      Witaj Kinga, już dość dawno napisałaś ten post, ale ja dopiero dzis go odczytałam. Kinga... naprawdę ciekawi mnie co teraz robisz... może już wkońcu ruszyłaś, ale jeśli nie... Kochana, powinnaś udać się do jakiegoś psychologa, sa najlepiej psychoterapeuty. Nie mówię, ż eoni są rozwiązaniem na całe zło. Ale neiraz potrzebujemy naprowadzenia z boku, albo pomocy, by inni pomogli nam zobaczyć to czego my sami nigdy nie będziemy w stanie zobaczyć. Słońce, Twoje kontakt z rodzicami są bardzo zażyłe... a neistety Oni nie pomagają Ci swoim zachowaniem. Jesli jest, tak jak piszesz... to przykre, że oskarżają Cię tylko o kłamstwa i brak motywacji, ale nie zadają sobie pytania czemu tak jest? każdy porblem ma swoje większe źródła... wygląda na to, że oni nie chcę ich zobaczyć. Może dlatego, że dotycza ich, może boją się skonfrontować, nie wiem. Kochana, powinnaś dowiedzieć się z czego wynika Twój problem, jakie emocje Toba władają, skąd one przychodzą, co jest ich powodem, co Twoją mocą i siłą. Powinnaś zrozumieć siebie, to podstawa by zacząć walkę ze swoimi słabościami, których jest bardzo wiele. U ludzi w różny sposób objawiają się problremy, ejdni się obżerają, inni kładą się na po południe i kilka godzin nie wstają bo czują się zmęczeni, a inni rozładowują się na jeszcze inncyh niefajnych rzeczach. Wiem, co tpo znaczy "mieć kajdany". Wiem, że obowiazkiem każdego człowieka jest zrzucać te kajdany. jeśli chciałabyć więcej napisać to mój meil: kaczucha87-87@o2.pl pozdrawiam Cię ciepło, i mam nadzieję, że wkońcu o siebie zawalczysz. :)
      • kinga_89 Re: moja historia 20.07.11, 00:41
        Witaj! Bardzo mi miło że odpisałaś :) ja dosyć dawno nie wchodziłam na forum dlatego dopiero teraz odpisuję; u mnie sporo się wydarzyło w ostatnim czasie; tzn w styczniu powiedziałam rodzicom o moim problemie bo nie dało się tego dłużej ukrywać; miałam nadzieję że dzięki temu będzie mi łatwiej, pomogą mi w znalezieniu psychologa; szczerze mówiąc żałuję że im powiedziałam bo od tamtego czasu nasze relacje bardzo się pogorszyły; oni niby zrozumieli problem ale tak się tym przejmują że nie dają mi żyć :( powiedziałam o moim zaburzeniu mojej dietetyczce, która poleciła dwie psychoterapeutki; chodziłam do nich przez 4 miesiące; obie zgodnie twierdziły że nie wyjdę z tego problemu dopóki nie pójdę z rodzicami na terapię rodzinną bo to w jaki sposób oni podchodzą do tego tematu wcale nie mi nie pomaga; moi rodzice nie chcieli iść na terapię bo stwierdzili że to jest mój problem i oni nie są chorzy żeby się leczyć tylko ja :( generalnie terapia nie przyniosła wielkich rezultatów bo nadal zmagam się z problemem; rodzice postanowili że nie będę chodziła na terapię bo to nic nie daje; od około dwóch miesięcy nie chodzę też do dietetyczki; moi rodzice postanowili że sami będą mi pomagać co polega m.in na tym że zabrali mi wszystkie pieniądze, jak gdzieś wychodzę to muszę ich prosić o to żeby mi dali parę złotych a okresowo zamykają też kuchnię, żebym nie mogła do niej sama wejść, aha zapomniałabym dodać że codziennie kontrolują moją wagę; jak wzrasta to przeważnie jest awantura, zakazy wychodzenia z domu itd. oczywiście nie zawsze wygląda to tak drastycznie ale generalnie czuję się traktowana jak małe dziecko a mam przecież 22 lata! Rodzice twierdzą jednak że to nie ma znaczenia bo jestem nieodpowiedzialna i w związku trzeba mnie tak traktować; czasami mam tego naprawdę dosyć ale z drugiej strony rozumiem że oni się martwią; co do wagi to ostatnio jest lepiej, waga mi sporo spadła bo byłam na głodówce; wiem że to całkowicie nieracjonalne szczególnie przy moim zaburzeniu ale byłam już tak zdesperowana że nie widziałam innego rozwiązania, po prostu musiałam zrobić coś żeby szybko zrzucić wagę (zapomniałam dodać że o ile w zeszłym roku gdy rodzice nie wiedzieli o całej sprawie jako tako potrafiłam utrzymać wagę to w tym roku waga skakała do poziomów których wcześniej nie miałam :( tak naprawdę to dopiero teraz udało mi się wrócić do takich wielkości jak w zeszłym roku - stąd ta desperacja, poza tym atmosfera w domu była nie do zniesienia); kompulsy zdarzają mi się ciągle; mimo ograniczonego dostępu do pieniędzy i kuchni jak chcę (a raczej jak nie mogę wytrzymać) to znajdę sposób żeby się najeść; mam więc świadomość że nie jestem wyleczona; ostatnio zdarzyło mi się nawet wywoływać wymioty, przestraszyłam się że wpadnę w bulimię i już tego nie robię; podsumowując moja walka cały czas trwa i niestety ale mam wrażenie że tak już zostanie, będą epizody gdy będzie lepiej i takie gdy będzie gorzej a ja naprawdę chciałabym z tym skończyć...
        P.S. Jestem bardzo ciekawa Twojej historii, czy też cierpisz na zaburzenia odżywiania? może udało Ci się to pokonać albo masz jakiś pomysł jak można z tego paskudztwa wyjść?? Będzie mi bardzo miło jak odpiszesz a ja obiecuję że będę zaglądała tu częściej :)) Pozdrawiam gorąco!
    • maria_katarzyna Re: moja historia 27.09.11, 22:58
      U mnie najfajniejsze było doszukiwanie się co mi jest. Stanęło na bulimii, typ nie-rzygający. Ok, tylko dlaczego często mam ataki jedzenia typowo bezmyślne, trudne do opanowania a po tym nie żałuję, że tyle w siebie wepchnęłam itp? Zaczęło mnie to zastanawiać. Owszem kiedyś nagminnie się przeczyszczałam, stosowałam głodówki, jednak to były krótkie okresy. Zawsze odkąd byłam nastolatką problemy zajadałam, a już jak mama wracała z pracy to mogłam być po obiedzie i drugi w siebie wrzucić bez problemu. Mama zawsze wywoływała we mnie odruch jedzenia, moja reakcja na stres, bo nigdy nie wiedziałam w jakim wróci humorze i czego się spodziewać - czepiania o byle co czy spokoju świętego, o który było zawsze trudno w moim domu. Kilka dni temu wróciłam od koleżanki bulimiczki, obserwowała mnie jak podchodzę do jedzenia, jak jem, co jem i stwierdziła, że to jest jedzenie kompulsywne z zachowaniami bulimicznymi. Ja jednego dnia się obżeram, drugiego głoduję, ćwiczę itp żeby się tego pozbyć, czasem też zażywam środki na przeczyszczenie albo tuz przed wielkim żarciem albo dopiero po, co już nie ma sensu. Jednak po co mi zaparcia po np ogromnej ilości czekolady? I tak sobie rozwaliłam jelita, które jak mają pracować same, do czego je czasem jeszcze zmuszam, to robią to z wielkim trudem. Wtedy wspomagam ich ruchy kawą, która na mnie zawsze tak działała :) lub jak mam możliwość - papierosem. Jakoś daję radę, choć czasem jest bardzo ciężko jak człowiek spojrzy w lustro i wie, ze rozwalił sobie i spowolnił metabolizm i teraz schudnięcie graniczy z nic nie jedzeniem i piciem ogromnych ilości wody zamiast jedzenia niektórych rzeczy, które bezwiednie się pochłaniało...
      • kinga_89 Re: moja historia 19.10.11, 20:03
        Witaj!

        A czy szukasz gdzieś pomocy? Ja aktualnie chodzę do psychologa i wydaje mi się że jest trochę lepiej z moją psychiką chociaż epizody objadania się nadal występują :( myślę że to będzie naprawdę długi proces.
        A jeszcze zapytam z ciekawości: czy nadal mieszkasz z mamą bo z Twojego postu wynika że to głównie stres "domowy" powoduje u Ciebie najadanie się zupełnie jak u mnie :( czasem sobie myślę że dopóki nie wyprowadzę się z domu to z tego nie wyjdę, chociaż z drugiej strony może nie powinnam obarczać rodziców winą za ten stan rzeczy. Jednak mam wrażenie że nasze relacje nie są prawidłowe co wywołuje u mnie takie objawy a więcej samodzielności pozwoliłoby mi wyzwolić się z tej beznadziejnej przypadłości. Pozdrawiam!
        • maria_katarzyna Re: moja historia 20.10.11, 01:12
          Psycholog hmm - źle znoszę te wizyty. Może dlatego, ze sama zawsze się tą tematyką interesowałam i uważam, ze odpowiednio podjęte kroki do własnej terapii akurat u mnie dają efekt. Nie korzystam z pomocy innych psychologów. Wspieramy się z moją dobra kumpelką i naprawdę razem można wiele osiągnąć. Mieszkam z rodzicami, mam swoją półprywatność. Ktoś w końcu zaczął mojej mamie tłumaczyć, ze nie ma w domu już dziecka. Poza tym to jej ciągłe narzekanie... właśnie ona usłyszała od psychologa, że w człowieku uznanym przez siebie z złym trzeba dostrzec też dobre strony a człowiekowi dorosłemu dać spokój i pole do własnego działania. Więc teraz jak idę z pytaniem czy problemem, z którym bym przyszła mieszkając też sama, ona mi odpowiada: "jesteś dorosła, radź sobie" tonem takim, jakby miała do wszystkich pretensje, ze ja dorosłam. Mnie to bawi po prostu. Zaczęłam ją tak traktować - owszem słucham ale się nie odzywam, bo po co? Ja awantur nie chcę. Moje obżeranie się tez już powoli kontroluję, nareszcie wiem ile zjadam, nie jem "na oślep". To mój sukces, drugi to rzucenie papierosów i nie przytycie :)
          • kinga_89 Re: moja historia 01.11.11, 01:37
            Z tymi wizytami u psychologa to faktycznie różnie bywa, bo z jednej strony mam wrażenie, że bez profesjonalnej pomocy sobie nie poradzę, a z drugiej strony zaraz po wizytach wpadam w depresję, bo im bardziej drążę ten temat to tym gorzej się czuję :(
            Fajnie, że umiesz się tak zdystansować od tego co dzieje się w domu, ja chyba też powinnam, bo za bardzo przeżywam wszystko co usłyszę i później odreagowuję jedzeniem.
            Z moimi rodzicami jest jeszcze taki problem, że oni za wszelką cenę chcą mi pomóc tylko że ich działania przynoszą raczej skutki odwrotne od zamierzonych. Skupiają się przede wszystkim na totalnym kontrolowaniu mnie, co strasznie mnie irytuje bo w końcu mam już 22 lata i to że np. codziennie rano sprawdzają ile ważę jest dla mnie, w pewnym sensie, uwłaczające :( oni oczywiście twierdzą że jak ja uporam się z problemem jedzenia to wtedy oni odpuszczą tę kontrolę tylko że to nie jest takie proste się uporać (gdyby to zależało tylko od mojej woli i chęci to już dawno bym z tym skończyła) a poza tym mam wrażenie że to jest koło zamknięte i dopóki oni też czegoś nie zmienią to ja w życiu z tego nie wyjdę :/
            • objadanie My leczymy osoby kompulsywnie objadające się 02.03.12, 00:58
              i to raczej dobre doświadczenie

              Psychologgia.pl

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka