Dodaj do ulubionych

O sobie...

IP: 195.150.11.* 21.02.02, 12:08
Wybryk Pana Boga. Tak się czuje. Wiem, ze bluznie, ale tak wlasnie się czuje.
Mam 24 lata, a czuje się jak starzec. Strasznie slaby. Za trzy miesiace urodzi
mi się dziecko, a ja jestem w rozsypce. Patrze w okno, spie, jem, pracuje
(dorywczo), patrze w okno. Totalny marazm... Moja zona jest swietna. Wie o
moich dolach, ale do cholery przeciez to ja powinienem być oparciem dla niej, a
nie ona dla mnie. Kiedys mowila mi, ze jestem niesamowitym egoista, a ja zawsze
powtarzalem jej, ze jak ze mna jest lepiej to i wszystkim dookola takze. Tak
bardzo lubie dzieci, i teraz kiedy będę miał wlasne, zamiast się cieszyc to się
boje...
Wchodze tu na forum codziennie. Czesciej czytam niż sam cos pisze. Wiele osob
tutaj wypowiada się madrze i dojrzale. Ciesze się jak dziecko, gdy ktos napisze
cos fajnego.
Umowilem się do psychiatry. Wstyd mi, ze tam wracam po poltora roku, ale coz...
Chce lykac prochy. Jak dlugo nie wiem. Tak bardzo chce byc autorytetem dla
mojego dziecka. Dlatego mam nadzieje, ze ten mega-dol minie.
Pozdrawiam Was,
Franek
Obserwuj wątek
    • szary_ptak Re: O sobie... 21.02.02, 12:21
      Gość portalu: Franek napisał(a):
      Moja zona jest swietna. Wie o
      > moich dolach, ale do cholery przeciez to ja powinienem być oparciem dla niej, a
      >
      > nie ona dla mnie.

      Oboje powinniscie byc dla siebie oparciem...
      A jak sie urodzi dziecko, to przestaniesz myslec o sobie - ono zajmie Twoje
      mysli...Bedzie dobrze, zobaczysz!
      Zycze Ci tego

      B.
    • vicca Re: O sobie... 21.02.02, 12:21
      Nie jesteś wybrykiem, a to co piszesz o swoim dziecku - cos wspaniałego! Nie
      poddawaj się, jeżeli będziesz się starał na pewno będziesz autorytetem dla
      dziecka.

      Będę za Ciebie trzymać kciuki

      Vicca
    • dalla Re: O sobie... 21.02.02, 13:22
      To brzmi, jak typowe objawy depresji...
      Przeszlam to w zeszlym roku, tez bralam prochy. Wyszlam z tego, ale chyba wraca

      Zycze Ci pomyslnego leczenia i wytrwalosci. nie wierze, ze urodzenie dziecka od
      razu zmieni Twoje nastawienie do zycia, ale moze stopniowo da Ci cel w zyciu

    • Gość: Mart@ Re: O sobie... IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 21.02.02, 14:18
      Gość portalu: Franek napisał(a):

      > Wybryk Pana Boga. /.../
      > Chce lykac prochy. Jak dlugo nie wiem. Tak bardzo chce byc autorytetem dla
      > mojego dziecka. Dlatego mam nadzieje, ze ten mega-dol minie.

      Masz słuszne podejście do sprawy, z tego co wiem, faceci bardzo przeżywają
      detronizację przez dziecko.
      Prochy leczą z depresji, ale nie z pogladów...
      A jak z Twoją asertywnością?

      Sądzę, że ideałem jest spokojna pewność słuszności tego co się czuje i robi.
      Tego się można nauczyć. Polubić siebie, uwierzyć we własną wartość. Nic nie stoi
      na przeszkodzie, żebyś był taki.
      Autorytet kochający - coś wspaniałego.
      :-)))
      Marta
      • franek_77 Re: O sobie... 22.02.02, 08:45
        > A jak z Twoją asertywnością?
        >

        Wiesz, nie jestem osoba, ktorej mozna wszystko "wcisnac". Niemniej teraz nie
        potrafie na chlodno i bez emocji powiedziec Nie albo Tak. pzdr
    • myysz Re: O sobie... 21.02.02, 14:50
      Gość portalu: Franek napisał(a):
      Tak
      > bardzo lubie dzieci, i teraz kiedy będę miał wlasne, zamiast się cieszyc to się
      >
      > boje...
      nie bardzo wiem dokladnie jak to jest ale chyba kazdy sie boi... zupelna odmiana
      zycia... zobacz ze juz nigdy nic nie bedzie takie samo bo bedzie ktos jeszcze...
      taki maly i... chyba to wiesz: najukochanszy czlowieczek... a strach minie...
      wierze ze bedziesz szczesliwym, kochajacym ojcem... i autorytetem dla swojego
      malenstwa, czego z calego serca zycze :)
      • Gość: frisky2 Re: O sobie... IP: 62.233.139.* 21.02.02, 14:57
        Autorytetem bedziesz dla dziecka nawet wtedy, kiedy bedziesz mial doly, a nawet
        jesli je - nie daj Boze - skrzywdzisz. Dzieci nie tak latwo zrazaja sie do
        swoich rodzicow. Wiec nie panikuj
    • roseanne Re: O sobie... 21.02.02, 16:14
      takie myslenie nad soba to fajna sprawa.
      Dzieciatko sie pojawi i bedziesz tak zapracowany i dumny, ze "twoje problemy"
      uciekna w mysia dziure.
      duzo radosci i zdrowia dla "Przybysza"
      roseanne
      • Gość: Andrzej Re: O sobie... IP: *.unl.edu 21.02.02, 16:26
        roseanne napisał(a):

        > takie myslenie nad soba to fajna sprawa.
        > Dzieciatko sie pojawi i bedziesz tak zapracowany i dumny, ze "twoje problemy"
        > uciekna w mysia dziure.
        > duzo radosci i zdrowia dla "Przybysza"
        > roseanne

        To wszystko co piszecie plynie z serca, ale to nie pomoze Frankowi.
        On musi AKTYWNIE wziasc sie za siebie. Nie leki, nie dziecko, gdyz
        sa to zewnetrzne rzeczy dla niego. On musi przetransformowac sie od wewnatrz.
        Jak zwykle polecam joge, solidna, dobra grupe ludzi, ktorzy rozumieja
        co znaczy joga i jakie efekty moze to przyniesc.
        pozdr, Andrzej.
        • roseanne joga 21.02.02, 16:37
          poniewaz czesto wspominasz o dobrotliwym wplywie tych cwiczen (nie zaprzeczam)
          mam pytanie.
          czy do prawidlowego wykonywania tychze wystarczy sama kaseta video z
          instruktarzem?
          Nikt w mojej okolicy sie tym nie zajmuje.
          Kiedys mialam kilka zajec i bylo fajnie, ale prawie nic nie pamietam
          pozdrawiam
          • Gość: Andrzej Re: joga IP: *.unl.edu 21.02.02, 17:29
            roseanne napisał(a):

            > poniewaz czesto wspominasz o dobrotliwym wplywie tych cwiczen (nie zaprzeczam)
            > mam pytanie.
            > czy do prawidlowego wykonywania tychze wystarczy sama kaseta video z
            > instruktarzem?
            > Nikt w mojej okolicy sie tym nie zajmuje.
            > Kiedys mialam kilka zajec i bylo fajnie, ale prawie nic nie pamietam
            > pozdrawiam

            Wystarczy. To o czym mowimy to Hatha Joga, badz jej odmiany jak Power Joga,
            Dynamic Joga albo sama Asztanga Joga. Oto kilka wskazowek jednak.
            1. Wszystkie dochodzenia do ostatecznej pozycji powinny byc wykonywane wolno.
            2. Tam gdzie nastepuje rozciagniecie klatki piersiowej, stosujemy wdech.
            3. Przy skurczaniu swego ciala, przy skretach, powinien nastapic wydech.
            4. Gdy juz osiagniemy ostateczna pozycje, powinnismy oddychac rowno i wzglednie
            gleboko. NIE WSTRZYMYWAC ODDECHU.
            5. W ostatecznej pozycji powinnismy przyjac nasze cialo jako obiekt medytacji
            i starac sie rozluzniac wszystkie miesnie, ktore w naturalny sposob nie
            biora udzialu w utrzymaniu pozycji. Ma to na celu lepszy przeplyw energii
            miedzy wszystkimi czesciami ciala.
            6. Zakonczenie pozyvji powinno rowniez odbywac sie w sposob powolny.
            7. Po cwiczeniach zawsze, zawsze powinna byc stosowana SAVASANA, czyli lezenie
            plackiem okolo 5-10 minut. Ma to kapitalne znaczenie dla rownomiernego
            rozparcelowania zakukmulowanych energii w czasie cwiczen.
            8. ja zawsze leze az do momentu, kiedy fala ciepla i relaksu zaczyna sie rozlewac
            po moim ciele. Wtewdy wiem, ze sesja skonczona.

            To tyle. I najwazniejsza rada na koniec. Wiekszosc ludzi po kilku sesjach odczuwa
            znaczna poprawe nastroju, elastycznosci ciala, ale potem nastepuja juz tylko
            minimalne przyrosty polepszenia. I tu wiekszosc porzuca joge. trzeba to
            przetrzymac, gdyz prawdziwa korzysc przychodzi tylko z systematycznego cwiczenia.
            Po roku, czy po dwoch nie ma juz innej drogi jak joga. To naprawde fantastyczny
            system. Dobrze byloby troche zainteresowac sie filozofia jogi. To tak poszerza
            nasze widzenie swiata. Hatha joga to nie religia. Nie ma sie czego obawiac.
            Nie zostaniesz Hinduska.
            Pozdr, Andrzej.
    • Gość: qocur Re: O sobie... IP: *.pl 21.02.02, 17:09
      Gość portalu: Franek napisał(a):

      [ciach]
      > Moja zona jest swietna. Wie o
      > moich dolach, ale do cholery przeciez to ja powinienem być oparciem dla niej, a
      >
      > nie ona dla mnie. Kiedys mowila mi, ze jestem niesamowitym egoista,
      [ciach]

      Zastanawia mnie jedna rzecz. Mianowicie jak bardzo rozpowszechniony jest
      stereotyp "mężczyzny-oparcia". Takiego, co to wszystkie problemy swojej rodziny
      bierze na swoją głowę i samodzielnie je rozwiązuje. A jak coś nie wychodzi (co
      jest niestety regułą, bo rzadko da się wszystko zrobić idealnie tak jak chcemy),
      to w mężczyźnie wzbudzane jest poczucie winy. Widzę tylko dwa wyjścia z takiej
      sytuacji. Pierwsze - poddać się temu poczuciu. Stąd mamy tyle depresji i innych
      dolegliwości psychicznych i psychosomatycznych. Drugie wyjście to tzw. "egoizm".
      Czyli samoograniczenie swojej wszechodpowiedzialności. Powiedzenie sobie "nie
      muszę martwić się o wszystko". Wystarczy pomartwić się o to, na co mamy realny
      wpływ. I żeby nie było tego zbyt dużo jak na własne możliwości. Hasło "mierz siły
      na zamiary" jest dobre dla romantycznych bohaterów, ale oni wszyscy byli
      nieszczęśliwi i żyli krótko...

      Franku, oczywiście powinieneś być oparciem dla swojej żony. Ale też ona powinna
      być oparciem dla Ciebie. Na tym właśnie polega małżeństwo.

      I jeszcze słowo na temat "egoizmu". Czy człowiek ciężko chory albo nie daj boże
      sparaliżowany ma prawo oczekiwać od swoich bliskich opieki? Czy to jest normalne?
      Czy nazwiemy go egoistą? Czy ktoś z wrzodami żołądka, jeśli wymaga określonej
      diety, nie może jeść byle czego, to egoista? A przecież depresja to choroba, tak
      samo jak wrzody żołądka czy niesprawność ruchowa.
      • franek_77 Re: O sobie... 22.02.02, 08:48
        Paradoksem jest ze ja jestem egoista. Tylko ze ten egoizm to raczej nadmierne
        przezywanie i skupianie sie na sobie we wszystkim co robie, a nie taki "zdrowy"
        egoizm, o ktorym piszesz.
        A propos zony, naturalnie w malzenstwie obydwoje powinnismy byc dla siebie
        oparciem. Tylko poki co tylko ona jest dla mnie, a ja dla niej jakos nie
        bardzo.
    • franek_77 O sobie cd. 21.02.02, 19:59
      Witajcie. Dziekuje Wam za cieple slowa. Mam tez swiadomosc tego, o czym mowil
      Andrzej: zmiane w sobie musze dokonac sam, nie zrobia tego za mnie ani prochy
      ani dziecko. Musze zaakceptowac siebie, wlasne slabosci, przestac dowalac sobie
      z byle powodu. Qrcze ja to wszystko wiem, ale... rozum idzie w jedna strone, a
      emocje w druga! Sama swiadomosc nie wystarczy do „zaaplikowania” sobie zmian w
      psychice.
      Otoz babralem się już w moim dziecinstwie podczas terapii grupowej jakies 3
      lata temu. Było OK przez dwa lata. W czasie zeszlorocznego dolu wyladowalem u
      psychiatry. Zaczalem brac prochy, ale rzucilem je po miesiacu. Balem się
      uzaleznic od „malych przyjaciol”. Teraz wracam do tego. Nawet jak mowie o tym,
      to czuje się podle. Wstyd mi po prostu... Ale taka jest niestety prawda.
      Jak nie mam dolow, to jest fajnie. Ciesze się wtedy najprostszymi rzeczami. Ale
      teraz tak niestety nie jest. Nie jest to pierwsza moja przygoda z depresja,
      wiec nie moge zyc zludzeniami. Srodki klasyczne (tzn. psychoterapia) nie daly
      rezultatu. Na razie chce przestac się bac wszystkiego dookoła.
      Pozdrawiam Was
      • Gość: Andrzej Re: O sobie cd. IP: *.unl.edu 21.02.02, 20:05
        franek_77 napisał(a):

        > Witajcie. Dziekuje Wam za cieple slowa. Mam tez swiadomosc tego, o czym mowil
        > Andrzej: zmiane w sobie musze dokonac sam, nie zrobia tego za mnie ani prochy
        > ani dziecko. Musze zaakceptowac siebie, wlasne slabosci, przestac dowalac sobie
        >
        > z byle powodu. Qrcze ja to wszystko wiem, ale... rozum idzie w jedna strone, a
        > emocje w druga! Sama swiadomosc nie wystarczy do „zaaplikowania” so
        > bie zmian w
        > psychice.
        > Otoz babralem się już w moim dziecinstwie podczas terapii grupowej jakies 3
        > lata temu. Było OK przez dwa lata. W czasie zeszlorocznego dolu wyladowalem u
        > psychiatry. Zaczalem brac prochy, ale rzucilem je po miesiacu. Balem się
        > uzaleznic od „malych przyjaciol”. Teraz wracam do tego. Nawet jak m
        > owie o tym,
        > to czuje się podle. Wstyd mi po prostu... Ale taka jest niestety prawda.
        > Jak nie mam dolow, to jest fajnie. Ciesze się wtedy najprostszymi rzeczami. Ale
        >
        > teraz tak niestety nie jest. Nie jest to pierwsza moja przygoda z depresja,
        > wiec nie moge zyc zludzeniami. Srodki klasyczne (tzn. psychoterapia) nie daly
        > rezultatu. Na razie chce przestac się bac wszystkiego dookoła.
        > Pozdrawiam Was

        Franek, trzymam za Ciebie. Sproboj tego o czym pisalem wyzej. I wytrwaj w tym !!!
        Po roku nie poznasz siebie. Ale wytrwaj.
        pozdr, Andrzej.
        • franek_77 Re: O sobie cd. 21.02.02, 20:07
          Dziekuje. nie wiem co jeszcze napisac.
          • Gość: Andrzej Re: O sobie cd. IP: *.unl.edu 21.02.02, 20:47
            franek_77 napisał(a):

            > Dziekuje. nie wiem co jeszcze napisac.

            Nie pisz juz nic. Poloz sie na podlodze, na plecach. Wyobraz sobie
            slonce i cieplo plynace z tego slonca na ciebie. Zrob oddychanie
            przeponowe przez jakies 5-10 minut i potem powtarzaj:
            KAZDEGO DNIA CZUJE SIE LEPIEJ I LEPIEJ
            przez nastepne 5 minut.
            Potem rob to co rano i wieczorem, najlepiej z nogami wzniesionymi do gory,
            moga byc oparte o sciane. I WYTRWAJ w tym
            Pozdr, Andrzej.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka