lilia88888
06.12.10, 15:49
Prawie 9 miesięcy temu rozpoczęłam pracę w nowej firmie, na bardzo perspektywicznym stanowisku chociaż w niszowej branży. Skład zespołu to 20 osób w tym dwie kobiety, ja i koleżanka, reszta faceci. Większość z nich to mili, młodzi po politechnikach i atmosfera w pracy jest naprawdę sympatyczna, nie ma plotek, gonitwy ani jakiejś szczurzej rywalizacji. I jest tam jeden facet, pan X. Ze wszystkich zdecydowanie najprzystojniejszy, wysportowany, elegancki, zadbany, wypachniony - praktycznie zewnętrzny ideał jak z okładki magazynu. Zarabia najwięcej w firmie. No dosłownie książę z bajki. Pamiętam jak pierwszego dnia byłyśmy z koleżanką podekscytowane jego osobą, aż grzało mnie w środku jak na mnie patrzył. Niestety on jest dziwny. Nie odzywa się prawie wcale i nawiązać z nim rozmowę jest niezwykle ciężko. Z tego co udało mi się dowiedzieć samej i od reszty kolegów to że ma 29 lat, nigdy nie był w związku z kobietą i praktycznie nie wychodzi z nikim, oprócz jednego kolegi z którym chadza na mecze, bo lubi piłkę. Jak nie ma meczu to siedzi w domu. Jest niesamowicie zamknięty w sobie i nieprzeciętnie inteligentny. Odzywa się w większym gronie tylko wtedy kiedy wymaga tego sytuacja zawodowa albo gdy ma jakąś ciętą ripostę. Ogólnie sprawia wrażenie smutnego i nigdy nie śmieje się, tylko czasami uśmiecha :( Przebywałam z nim po kilka godzin dziennie w jednym pomieszczeniu i nie potrafiłam za nic nawiązać głębszej relacji - na pytania osobiste odpowiadał martwym "nie chcę o tym rozmawiać" a jeżeli już udało mi się pociągnąć rozmowę to generalnie był szczery do bólu (nie żeby gburowaty, ale po prostu szczery). Na urlop poszedł pod koniec wakacji. I przez te dwa tygodnie uświadomiłam sobie, że kocham go jak nikogo innego na świecie. Człowieka, którego praktycznie nie znam, pięknego, ale milczącego jak grób, zimnego jak lód. Ledwie mogłam wytrzymać pół godziny nie myśląc o nim :( Po jego powrocie wydałam kupę pieniędzy na swój wygląd, a powiem nieskromnie że jestem z tych ładniejszych, i co? I nic. On nawet nie spojrzy na moje nogi :( Nie da się z nim nawiązać jakiegoś kontaktu fizycznego jakby był dosłownie aseksualny :/ Reszta kolegów aż świdruje oczami w moim dekolcie, a on? :( Spojrzy mi tylko głęboko w oczy, kiedy na niego patrzę z utęsknieniem i ja wiem, że on wie, że to wszystko dla niego i NIC! NIC :( Wieczorami czasem siedzę i płaczę, bo nie wiem co robić. Moje koleżanki mówi żebym dała sobie spokój, ale ja nie chcę bo wiem, że chcę już tylko jego i odrzucam wszelkie zaproszenia od innych facetów i chyba nawet w sylwestra zostanę w domu po raz pierwszy od sama nie wiem kiedy :( Czy do takiego mężczyzny można jakoś dotrzeć? Dlaczego on taki jest? Może on jest chory... Co ja mam w końcu zrobić? :(