werther77
17.03.11, 21:52
Coraz częściej przychodzi mi do głowy, żeby powiesić się lub utopić, i choć to dla mnie wciąż czysto retoryczna odpowiedź, to zacząłem się zastanawiać nad realnymi skutkami takiego kroku w życiu moich bliskich- nie ukrywam, że na razie mnie to zniechęca :-). Ale do rzeczy. Nie mogę sobie poradzić z uczuciowym uzależnieniem od pewnej kobiety, której jestem zupełnie obojętny. Wkrótce miną dwa lata, odkąd się z tym męczę, chciałbym o niej zapomnieć, ale nie umiem. Staram się jakoś trzymać fason, zachowywać pozory dobrego samopoczucia na zewnątrz, ale w środku jestem bardzo smutny i nieszczęśliwy. Przez pewien czas myślałem, że najlepszym lekarstwem na ten stan będzie nowa miłość, tym razem odwzajemniona, ale pomimo wielu spotkań i prób nawiązania nowych znajomości, nie spotkałem żadnej kobiety, która wytrzymałaby porównanie z moją ukochaną. Wiem, że ją idealizuję i że ona bawi się moimi uczuciami ( jest ich doskonale świadoma) - czasem dozwalając na kontakt , częściej odtrącając mnie i lekceważąc, ale jestem bezradny. Nie łudzę się, że jeśli chwilowo , z braku szczęśliwszego adoratora zadzwoni do mnie lub napisze, nie znajdę w sobie dość siły, żeby ją zignorować. Potem dowartościuje się moim uwielbieniem dla siebie i znowu zapomni o tym, że istnieję. Najśmieszniejsze jest to ,że przecież nie mam żadnych złudzeń i wszystko to sobie uświadamiam, czemu towarzyszy postanowienie, żeby już o niej nie myśleć, ale następnego dnia rano budzę się z poczuciem wielkiej tęsknoty, pełen czułości dla niej. Czy istnieją jakieś terapie dla nieszczęśliwie i zakochanych, tak jak dla alkoholików i narkomanów? Obawiam się, że bez czyjejś pomocy, to się może dla mnie źle skończyć.