horlaa
29.03.11, 18:11
Witajcie,
nie pisałam tu od dawna, forum zresztą mało aktywne, może to znaczy, że wszyscy tu zaglądający się w miarę z choroby wygrzebali. Oby. Ja się wygrzebałam, myślenie mam zdrowe, w życiu staram się realizować, co mi na ogół wychodzi choć czasami nie. I czasami mam niedługie momenty, kiedy wracam do moich kompulsów jak do takiego przypomnienia dawnych czasów. Kiedy np. mam w sobie jakieś negatywne uczucie, które muszę zagłuszyć (często coś z rodzaju przypomnienia starych moich "schiz", czyli w ramach podobnej kategorii: stres, kompleksy, brak poczucia pewności siebie itp.)
Zauważyłam za to coś niesamowicie odwrotnego: oto ja, od lat opychająca się żarciem, po iluś latach wyjścia na prostą, zaczynam zakochiwać się w... gotowaniu, pichceniu, ogólnie staję się niesamowitą pasjonatką wynalazków kulinarnych. To mi automatycznie zapala jakąś lampkę w głowie, czy to na pewno jest normalne - ale z drugiej strony dlaczego nie ;)
O ile kiedyś, będąc chora, nigdy nie umiałam gotować, wszystko kupowałam w postaci pół produktu lub dania fast food, smażyłam na patelni - i już, o tyle teraz mam tendencje w kierunku zdrowego jedzenia. Uczę się gotować i się tym chwalę - tak jak kiedyś ignorancją kulinarną. Wszystko to nakręca fakt, że mój partner jest prawdziwym smakoszem dobrego jedzenia i potrafi godzinami rozprawiać o potrawach :) To na pewno dzięki niemu (tak niechcący) się w to wkręciłam. Fascynuje mnie to, jak wspaniałe efekty smakowe można uzyskać niewielkim tak naprawdę kosztem. I wcale nie potrzeba mieć do tego mega talentu. Mam już zbiór ulubionych przepisów, czytam blogi kulinarne, wyszukuję nowości, interesuję się zdrowym nieprzetworzonym żarciem. Zauważyłam że już parę razy zdarzyło mi się gotować w momencie dużego zmęczenia psychicznego i stresu. Czyli znów stres rozładowuję jedzeniem ale w inny lepszy sposób ;)
Co więcej, czuję trochę powody takiego zachowania. Moje zdrowie dopiero teraz pokazuje, jak bardzo katowałam je przez kilkanaście lat choroby, i to będąc w fazie dojrzewania. Z zębami już się jakoś pozbierałam, ale gorsze są migreny i żołądek, który zrobił się niesamowicie wrażliwy. Kiedyś chwaliłam się, że mogę jeść wszystko - a teraz? Porażka...
Jeśli ktoś tu jeszcze ze starej gwardii zagląda, pls dajcie znać co tam u Was i jak sobie żyjecie ;) Może ktoś też realizuje się kulinarnie?