Dodaj do ulubionych

mówić? nie mówić?

05.05.04, 19:46
zastanawiam się, czy powiedzieć o chorobie mamie. mam z nią coraz lepszy kontakt, właściwie stajemy się sobie coraz bliższe, ale na takiej płytkiej, kumpelskiej zasadzie. lubimy gadać. takie dwie baby po prostu. podoba mi się to :)
nie wiem czy to "psuć" mówieniem o chorobie.
ale...
może moja mama wiedziałaby, dlaczego czasami tak dziwnie się zachowuję - często mówi mi, że widzi, że za dużo jem, że ją to martwi - a mnie jakoś to blokuje, odpyskuję jej tylko "wiem, nie mówmy o tym" i temat się kończy, bo ja do tego nie dopuszczam... po prostu nie wiem jak sie zachować...

chciałabym zeby wiedziała, bo może na mnie by to wpłyneło - starałabym się hamować itp.
z drugiej strony wtedy byłabym "odkryta" - nie przeszłoby już mówienie "a, zjem sobie", bo wiedziałaby, co się za tym kryje.

chcę powiedzieć, wytłumaczyć wszystko, przyczyny choroby, wtedy może wreszcie poczułabym się "pod opieką" - ja, zawsze starsza, odpowiedzialna, dorosła siostra, dojrzała dziewczyna... może by poznała mnie z innej strony...

a jednocześnie kusi mnie posiadanie takiej tajemnicy jaką jest to całe ED - to jest taki pseudo bezpieczny azyl, w którym się kiszę - mam swoje miejsce nieznane prawie nikomu...

uch, nie wiem

jak wyglądają wasze doświadczenia?

pozdrawiam serdecznie
horla
Obserwuj wątek
    • szamota Re: mówić? nie mówić? 16.05.04, 22:11
      moja rodzina dowiedziała się.byłam zmuszona powiedzieć(wylądowałam w szpitalu)
      z moją matką mam b.zły kontakt-nie chce zrozumieć.jej pomoc ogranicza sie do
      pilnowania lodówki.to że wiedzą niewiele zmienia,zachowują się jak
      dawniej,czasami dostrzegam krótkie spojrzenie jak otwieram lodówkę...Fakt ze
      jak chcę się nawierdalać to i tak to zrobie,jestem mistrzem
      kombinatorstwa.przez tyle lat nauczyłam się manipulacji-mogłabym pracować w
      cyrku jako iluzjonista.
      zastanów się czy TOBIE to będzie pomocne,czy mama jest w stanie załapać.
      ps.ciesze się że natrafiłam na twoje wypowiedzi,bo chyba jesteś na podobnym
      etapie jak ja,a niewiele tego
      • horlaa Re: mówić? nie mówić? 16.05.04, 22:42
        jesteś z Poznania? czuję się raźniej ... :)
        tak, dziś mialam moment kiedy już już miałam powiedzieć, siedziało to we mnie, układałam słowa, co powiem mamie. ale nie powiedziałam. stwierdziłam - co to zmieni? chce litości, czy co?

        zastanawiam się jedynie, czy by nie powiedzieć, że mam problemy, chodze na terapie, mam b. niskie poczucie wlasnej wartosci (prawda) - a o jedzeniu nie gadac. chodzi o to zeby mama wiedziala, ze teraz mam ciężki okres, a moje dziwaczne zachowania mają podłoże własnie w tym. bo jedzenie to tylko efekt tych problemow, wiec moze nawet lepiej jak bym tak to przedstawila.

        :)

        uff.

        co do mistrzostwa w kombinatorstwie to mogłybysmy sie wszystkie tutaj jak jestesmy spierać o laur w tej dziedzinie :) oj, krew by sie polała :) aktorstwo wyższej próby :)
        i... spostrzegawczość, wyczulenie na podobnych sobie: moj ojciec chowa alkohol w taki sposob w jaki ja robie z jedzeniem. widze to, i chce mi się śmiać. wszystko widzę...
        • negritha Re: mówić? nie mówić? 16.06.04, 16:07
          Hej. Apropo mowienia o chorobie:
          Ja wlasnie pare godzin temu musialam powiedziec swojemu ukochanemu o chorobie.
          Bylam w sumie zmuszona bo przylapal mnie "na goracym uczynku" i wiedzial juz ze
          cos przed nim ukrywam. Powiedzialam o wszystkim z przekonaniem ze teraz juz
          bedzie chcial odejsc, ale tak sie nie stalo. Nie, nie zrozumial, powiedzial
          otwarcie ze nie jest w stanie mnie zrozumiec. Ale chce mnie wspierac i kocha
          mnie taka, jaka jestem. Jeszcze nie wiem czy nie bede zalowac. Ale teraz jest
          mi tak lekko. Nawet nie spodziewalam sie ze to byl dla mnie taki ciezar, to
          wieczne oklamywanie...On jest juz 4ta osoba ktora wie i widze jak wszyscy
          podobnie reaguja. Nie wiem, mnie sie wydaje ze to co robie jest odrazajace,
          chore, a ludzie ktorzy o tym slysza wcale nie okazuja podobnych odczuc. Dla
          nich to jest tak ze mam problem, ale kazdy je ma i "na pewno poradzisz sobie"
          itp. Nikt nie reaguje jakby to bylo cos nienormalnego. Moze ja tez to
          wyolbrzymiam? Traktuje to przeciez jak osobista tragedie.. a to "po prostu
          problem".
          Hmm ale mamie chyba wciaz nie powiem.. choc, moze byloby warto? Ma ktos takie
          doswiadczenia z wlasna matka?
          • horlaa Re: mówić? nie mówić? 16.06.04, 17:44
            z matką nadal nie. ciagle jej nie powiedzialam ale po twoim poście mysle sobie... może trzeba?

            kiedy napisalas, że czujesz sie lekko - no wlasnie. moze o to chodzi? zeby z siebie to zrzucic? i czuc sie lepiej?

            a poza tym: to, ze oni mówią "to tylko problem, spoko" - to moze dlatego ze nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji. jakbys powiedziala: jem i wymiotuję - to brzmi bardziej groźnie.
            trzeba chyba im uświadomić ze to jest COŚ BARDZO ZŁEGO, że to jest DUŻY PROBLEM. i niech pomagają, wspierają.

            fajnie, że Twój facet powiedzial, ze chce cie wspierać. super.

            powodzenia :)

            ps. napisz jak sie czulas po tym wszystkim, czy masz teraz ochote sie objadac czy nie itp :) to wazne :)
            • negritha Re: mówić? nie mówić? 18.06.04, 22:49
              Czuje sie troche dziwnie w jego towarzystwie. Taka troche odsłonięta,
              jakby "naga", nie ma juz mojej tajemnicy ktora oddzielala mnie od Niego, mojego
              azylu bezpieczenstwa. Potajemne jedzenie nie juz takie pociagajace bo skoro
              juz 4 osoby z mojego najblizszego otoczenia wiedza co robie, to to juz nie jest
              moj "maly sekret". Powiedzialam mu, on nadal mnie kocha, jest tak jak przedtem
              nic sie nie zmienilo w jego uczuciach do mnie. Czuje sie wiec _w pelni_
              akceptowana. Tak samo jest ze znajomymi, nie musze przed nimi udawac.
              W tej chwili nie mam uczucia "lekkosci na duszy", w pierwszym momencie jest
              pewna ulga, ale teraz juz nie. Musze sie oswoic z tym ze On wie, z tym ze
              stracilam swoja tajemnice. Wiec kiedy jestem sama to nie odczuwam euforii.
              Roznicę (bardzo pozytywnę) odczuwam w kontaktach z nim. Czuje ze jest ze mna,
              ze zna moje problemy, nie musze nic ukrywac. Te chwile z nim, to uczucie bycia
              w pelni akceptowana, daje mi duzo pozytywnej energii. Mam ochote mowic o
              wszystkim co czuje, mysle, zamiast to zajadac.

              Powiedzenie "jem i wymiotuje" brzmi grozniej i jest moim zdaniem bardziej
              grozne. Ciesze sie ze nie umialam wymiotowac jak mi to przychodzilo na mysl, a
              teraz juz by mi to do glowy nie przyszlo. Oczywiscie nie bagatelizuje naszego
              problemu, ale widze jak inni to traktuja i nabieram troche dystansu.
              W tej chwili nie mam ochoty sie objadac. Nie wiem jak bedzie dalej, zwlaszcza
              ze jestem w trakcie sesji. Nie snuje rozowych wizji ze teraz to juz sie skonczy
              bo zbyt wiele razy sie w tym mylilam..
              Ja na razie nie mam zamiaru mowic mamie, ale moze to nastapic z czasem. Wtedy
              juz wiekszosc otoczenia bedzie znala problem. Mam wrazenie ze jesli naucze sie
              mowic innym o tak trudnej i wstydliwej dla mnie rzeczy to moze bede potrafila
              otwarcie mowic o innnych sprawach ktore mnie bola. W momencie kiedy
              powiedzialam o wszystkim chlopakowi przestalam grac role osoby ktora daje sobie
              rade z zyciem. Moze warto jednak mowic o tym bliskim ludziom? Mowisz ze jestes
              postrzegana jako "twarda, zaradna zyciowo osoba". Gdyby inni wiedzieli ze masz
              problem z kompulsami nie moglabys juz chyba dluzej udawac, grac? Moze
              powiedzenie o najwiekszym problemie ulatwilo by Ci mowienie o tych kolejnych
              mniejszych? Coz, sama jestem ciekawa jak to u mnie bedzie... Zdam relacje za
              jakis czas, bo dopiero wtedy bede mogla ocenic czy bylo warto. Na dzien
              dzisiejszy napewno tak :-)

              Pozdrawiam
              • horlaa Re: mówić? nie mówić? 19.06.04, 13:53
                świetnie, świetnie...
                jaki optymizm tchnie z tego posta.... gratuluję, jest naprawdę dobrze - widać to, czuć!

                z tymi sekretami, to może jest tak, że skoro czujesz się odsłonięta wobec ludzi, którym powiedziałaś, to to tylko wrażenie? bo jak dotąd jedzenie zajmowało tyle miejsca w myśleniu itp, że "pozbawienie się" tej tajemnicy to moze faktycznie przerażać. wlasnie taki fakt "odsłonienia".
                ale przeciez myślę, że jest pełno "małych sekretów" ktore ludzie mają, nie tylko tych ponurych, ale też zabawnych, miłych - i je warto pielęgnować.

                ja też się tego boję, ale staram się z tym walczyć :)

                i kurczę, chyba powiem wreszcie komuś, i może mamie, bo masz rację w tym co piszesz :)

                powodzenia!!!!!
                trzymaj sie tak dalej, bo jestes na dobrej drodze :)

                i udanej sesji!
    • horlaa Re: mówić? nie mówić? 23.06.04, 18:29
      wczoraj powiedzialam.
      wiecie co? polecam.
      poczulam ulgę, choc bylam POTWORNIE zdenerwowana, wiec moja mama w pierwszej chwili pomyslala ze to cos naprawde strasznego :)
      cieszy sie, ze powiedzialam, ze sie otworzylam, ze sie lecze - ze nad tym pracuje.
      sama nie wiem czego oczekiwalam po tej rozmowie, nie czuje diametralnej zmiany, ale po prostu.... teraz wiem ze (i powiedzialam jej to), zeby sie nie dziwila, kiedy bede oschla, kiedy bede smutna, kiedy bede odrzucac jej dotyk, bo czesto tak juz bywalo a ona nierozumiala. i poprosilam zeby nie robiła aluzji do jedzenia, do diety, odchudzania, jak to miala w zwyczaju. ze to dla mnie ciezka rzecz, teraz juz to rozumie, i jest ok. mam nadzieje.

      takie mówienie - spodziewalam ze niewiadomo czego, a to takie normalne i zwyczajne. ok. ok.
      jesli ktos sie waha, polecam :)

      ps. ale ja nie mieszkam z mamą - wiec tutaj jest to bezpieczne (w przeciwnym razie chyba balabym sie zbytniej kontroli po tym).
    • niunia3 Re: mówić? nie mówić? 06.07.04, 17:46
      Moja mama jest kochana, ale niestety nie zrozumie. Dla niej nie ma problemu
      skoro nie mam anoreksji, bulimii ani nadwagi. :(
      Mój mąż się stara. Nie rozumie, bo on nie ma takich problemów, dla niego
      jedzenie to _tylko_ jedzenie. Ale wspiera, stara się pomagać, wysłuchać.
      Ludziom mówię tylko tym, którzy są w stanie zrozumieć tzn mają podobny problem
      lub są związani z/interesują się psychologią.
    • szamota Re: mówić? nie mówić? 18.07.04, 00:24
      jesli powiesz,ograniczasz pole dzialania.jesli Twoja mama chce ci
      pomoc ,rozumie ze to choroba ,a nie lenistwo ,marnotrasto,itp spróbuj.moja cała
      rodzina wie. żygam tak samo,bez zmian.nie chcą o tym mówić ,,to chore,, udają
      że tego nie ma,nie widzą bo nie chcą.oni mi nie pomoga.jesli myślisz że mama Ci
      pomoże pogadaj(ale pamiętaj że nie zrozumie Tego lub będzie się czuła winna)
      • trycka Re: mówić? nie mówić? 23.07.04, 09:39
        Skad wiesz,ze nie zrozumie.Nie mozna wszystkich rodzicow traktowac
        jednakowo.Moim zdaniem powinna powiedziec...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka