0_ki
24.06.11, 19:45
Mam pewien niezręczny dylemat. Historia jest długa więc będę się streszczał. Parę tygodni temu po raz pierwszy od wielu lat spotkałem mojego rodzonego brata. Okazja była dość mało przyjemna, bo związana z pogrzebem naszego taty. Rodzice rozstali się w roku 1984, wtedy mój brat miał zaledwie rok. Ja byłem wychowywany u siostry mojego taty, która zastąpiła mi rodzoną matkę. Matka biologiczna była przed laty aktywnie działającą artystką, w Filharmonii Muzycznej i gdy dostała kontrakt zagraniczny na kilka lat, nie zawahała się, nawet przez chwilę, aby nas porzucić dla swojej kariery. Gdy rodzice rozwiedli się, matka zabrała ze sobą młodszego brata i wyjechała do USA. Kontakt z nią był bardzo urywany i nigdy żeśmy się nie widywali, praktycznie od lat, nie spotykałem, ani jej, ani brata, choć w rodzinie często mówiono, o jej przyjazdach do kraju. Nigdy mnie i naszej rodziny tzn. taty, mnie i mojej cioci nie odwiedziła.
Teraz natomiast nage zapałała chęcią spotkań, do tego dochodzą też i okoliczności spadkowe.
Ojciec wszystko przypisał na mnie i na moją ciocię. I nie są to bynajmniej małe pieniądze.
Matka dzwoni kilka razy w tygodniu i wprasza się do nas. A ja? Cóż ja, ja żyję w strachu.
Dla mnie matką jest i pozostanie moja ciocia, która mnie wychowywała, zajmowała się dzień i noc, chodziła na szkolne wywiadówki i robiła wszystko to co robi prawdziwa matka.
I teraz czuję regres, nagle mam jeszcze jedną matkę, brata, niby jakąś tam rodzinę, ale wcale mnie to nie cieszy. Moze ktoś coś doradzi, kto widzi sytuację z innej strony?