Gość: zona nie zona
IP: 194.7.121.*
15.05.04, 14:07
Jak rozroznic te momenty normalnych klotni, ktore sa w kazdym malzenstwie od
calkowitego upadku, kiedy wszystko zaczyna draznic i wszystko przeszkadza.
Do ktorego momentu trzeba sie starac?
Na ile mozna i trzeba zaakceptowac druga strone?
Moje malzenstwo ma 3 lata, dla mnie przy kazdej klotni swiat sie wali i
poddaje wszystko w watpliwosc. Problemy ktore na poczatku lekko sie
zarysowaly przeksztalcaja sie w ciagle tematy klotni. Niby slysze od meza ze
mnie kocha ale jego postepowanie o tym nie zawsze swiadczy. Najbardziej boli
jego podejscie do mojej rodziny. Nie mamy dzieci i w obecnej sytuacji nawet o
tym nie mysle. Maz szybko zapomina o spieciach, we mnie one sie zakielkowuja
i piluja mnie od srodka. Nie mam ochoty ani mu sie zwierzac ani wyplakiwac,
bo najczesciej maz kwituje to tekstem ze glupio mysle i tyle. A czasami
przeciez jest tak ze moze mysli sa glupie, ale najwazniejsze jest to, zeby
sie wygadac a nie zeby byc ocenianym za to, co sie mysli. W kazdym razie zle
dzieje sie bardzo, jest mi zle, nie wiem co bedzie, tym bardziej ze od
jakiegos czasu zyjemy na odleglosc z powodow zawodowych.
Wymiencie sie refleksjami.