dj_tosia
09.06.04, 18:49
Odkąd czytam pojawiające się na tym i na innych forach wątki dotyczące
zdrad,miłości,kochanek i kochanków,małżeństw, zastanawiam się ilu z nas tak
naprawdę jest w stanie kogokolwiek naprawdę pokochać.
Wielu z was odpowie-tak,ja kocham mojego chłopaka,kochanka,męża,ale po chwili
okazuje się to tylko pustym,smutnym frazesem.
Przykłady?Teksty typu:Kocham żonę,ale mam kochankę-co robić.Albo:mój ukochany
ma żonę,dzieci,a ja pragnę by był ze mną,jestem nieszczęśliwa.
Dlaczego mylimy miłość z własną przyjemnością posiadania danej osoby?Z
własnym egoizmem?Czy prawdziwa miłość to chęć zaspokojenia swoich potrzeb,do
czego ma posłużyć drugi człowiek?
"Kocham żonę,ale mam też kochankę".Jak to kocham?Jak kocham to chcę szczęścia
tej osoby.Czy jej szczęściem jest bycie tą drugą?
"Mój luby ma żonę".Jeżeli go kochasz to nie rozbijaj jego rodziny kosztem
swoich zachcianek.Może lepiej usuń się i daj mu adres poradni
małżeńskiej.Albo poczekaj,aż sam świadomie,bez twojej presji rozwiedzie się z
żoną.
Tak naprawdę za hasłem KOCHAM stoi prawda :KOCHAM TYLKO SIEBIE.
IMHO kochać to przedkładać szczęście kochanej osoby nad swoje własne,niechęć
do ograniczania, posiadnia,radość z jej radości.
Zazwyczaj jednak oczekujemy,że to inni powinni nas kochać,my już nie musimy
się starać.
Prawdziwą radość powoduje jednak to,że to my kogoś kochamy(patrz miłośc do
dziecka).Jasne,że czasem boli,ale bardziej boli,gdy nie ma w nas żadnych
uczuć.
Może jestem idealistką,ale wierzę,że można tak kochać,czego sobie i innym
życzę.