Gość: matka
IP: *.acn.pl
11.06.04, 20:51
Zacznę tak.... a trudno mi zacząć.....
Córka moja była celującą studentką. Srednia 4.9. Juz podczas studiów
otrzymywała propozycje pracy w wiodących firmach, których szefami /
właścicielami byli jej wykładowcy.
Tak było aż do absolutorium, które zresztą uzyskała w wyznaczonym do tego
czasie.
Wybrała i zatwierdziła u promot. temat pracy magisterskiej.
Nawet była na kilku konsultacjach dot. poracy dyplomowej.
Już na I roku studiów wyszła za mąż. Swego męża poznała jeszcze w
podstawówce.
Związek jest bardzo udany, dobrali się wspaniale. Małżeństwo ich trwa już 9
lat. Nie mają dzieci. Nie pracują na żadnym etacie, żyją (cienko) z prac
robionych na " umowę o dzieło".
On( mąż córki)także zakończył "karierę" na absolutorium.
Mają swoje mieszkanie.....ja i teściowie kupiliśmy im takie minimum-
minimorum, aby mieli gdzie się przytulić i nie musieli wynajmować.
Mój małostkowy problem matczyny jest następujący:
zastanawiam się, czy córki niezaszantażować....a brzmiało by to tak...
1 . - albo spłentujesz swoje studia, albo cie wydziedziczę i zapiszę dwa
mieszkania na np. Dom Dziecka niechcianego.
2. - jeżeli nie magisterium, - to może dziecko sobie " strzelicie" ?
Punkt 1 + 2 to jest właśnie sentencja zamyślanego szantażu.
Dla wyjaśniena dodam, że nie mają powodów medycznych dla nie sprowadzenia na
świat potomka.
Także dodam, że ich promotorzy są otwarci nadal na prowadzenie ich prac
magisterskich. Zarówno córka, jak i jej mąż, są bardzo cenieni na swych
uczelniach i na przykład sprawa wznowienia studiów z uwagi na przerwę
między absolutorium i magisterium nie ma znaczenia - bo byli wybitnymi
studentami ( mają drukowane publikacje naukowe już od 3-go roku studiów ) a
także byli przyjęci na studia doktoranckie BEZ MAGISTERIUM.
Dla mnie - jako matki jest to horror.
A szantaż jest mi wstrętny już z samej definicji.
Niemniej jednak - tonący brzydko się chwyta- jak mawiał, parafrazując znane
powiedzonko, słynny Skamandryta.
I naprawdę zaczynam sie zastanawiać, czy jeżeli żadna łagodna perswazja
( CZYTAJ: delikatne rozmowy z częstotliwością raz na rok powtarzane )
odniosły skutek ZEROWY - to może FINALNIE będzie dla sprawy a tym samym i
dla nich pomocne jak się zbłaźnie-zepsie i zbydle....ergo... ucieknę się do
tytułowego SZANTAŻU.
Już sobie wyobrażam, jak mnie tu spostponujecie. Niemniej jednak stawiam to
pytanie....bo jestem w tak zwanej "kropce".
A może jest tak, że można zrobić coś , co mimo, że jest słusznie i
powszechnie uznawane za świństwo jednak może przynieść BILANSOWO pożytek.
Wiem, że stracę wtedy wszystko u swoich dzieci ( córki i zięcia ) ale może
warto ?Ja już się nie liczę a może oni zyskaja na takiej mojej obrzydliwej
metodzie mobilizacji?
Proszę Was o wczucie się w sprawę, także mnie - jako matki
i o szczere, przemyślane, refleksje.