Dodaj do ulubionych

Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powiedziała

27.12.12, 11:16
"Że was na świat nie ciągnęła" - nie zaszokowała mnie to jakoś strasznie, bo nie pierwszy raz mi pokazała, że ma mnie w dupie, ale w sumie jeszcze do tego nie doszło, żeby mi zasugerowała, że mnie nie chciała, opowiadała wcześniej , jak to się cieszy, że "niedługo będę pełnoletnia" i "nasze drogi się rozejdą". Mimo wszystko czuję, że pękł pewien wrzód w naszych relacjach i możemy przestać udawać, że coś nas łączy. Ja nie jestem jakąś wyrodną córką, uczę się, na imprezie w życiu nie byłam jakiejś pozaszkolnej i nawet nie spotykam się z koleżankami. Jedyny problem, że jestem bałaganiarą i zawsze o to się na mnie wściekała. Strach pomyśleć co, gdybym była "normalną nastolatką" która się spotyka z chłopakami, pali, itp. Ja nie mam z tym nic wspólnego. Naprawdę zawsze kochałam moją mamę, chociaż nie raz była dla mnie okropna, jakbym jej pokrzyżowała jakieś życiowe plany. Ale nigdy jej nie powiedziałam nic, czego bym się miała wstydzić. Kiedyś nawet miałam sen w nocy, że przychodzi do mnie do sypialni i mnie dusi. Po prostu tak to widzę. Nie ma ona potrzeby, żeby mnie raz na miesiąc przytulić, spytać, jak się czuję, mam tylko mieć dobre oceny i nie bałaganić. A jak coś z tego naruszę, to się zaczyna, że jestem taka owaka, że skończę na ulicy i tym podobne. A ja nie mam nikogo nawet do kogo miałabym się przytulić . W tamtym roku miałam jakieś tam myśli samobójcze, ale tak wyszło, że się rozmyśliłam. Teraz to znowu wraca, mam problemy ze sobą po prostu, a ją tylko interesuje, żeby był porządek w domu. Jak kiedyś nie wytrzymałam i powiedziałam, że mi koleżanki dokuczają w szkole, to stwierdziła, że sama sobie jestem winna, bo na to pozwalam. No ty tyle upisałam się, ale nie mam się komu wygadać.
Obserwuj wątek
    • lifeisaparadox Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 12:02
      Tutaj nie ma co reagować, tylko faktycznie wyprowadzić się od matki w sprzyjającym momencie i znaleźć swoje miejsce i wartości
    • to.niemozliwe Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 12:09
      Twoja matka nie akceptuje swoich emocji, ktore wywoluja w niej leki, a takze roznego rodzaju obawy. Np., ze sie stoczysz, ze bedziesz biedna, ze Ci sie nie powiedzie finansowo.
      Uwaza, ze jest temu winna i z jej punktu widzenia, logicznym jest zrzucenie z siebie ciezaru winy rzucajac w zlosci na Ciebie, ze "cie na swiat nie ciagnela". Tzn. nie moze zniesc mysli, ze jej sie nie udaje byc taka matka, jak sobie wyobraza (to nie ma nic wspolnego z faktami, bardziej z wyobrazeniami), zlosci ja to, ale nie moze tej zlosci przezyc sama, wiec zastepczo ja projektuje na Ciebie.
      Co mozesz zrobic?
      Pomoc jej dotrzec do lekow, nazwac je, oswoic i przezyc z nia uczucie, jakie w niej wywoluja. Tak, ze proponowalbym rozmowy z nia, Twoje rozmowy w ktorych dociekasz, bez oceniania - to wazne, zeby nie oceniac, nie wartosciowa. Dociekasz, co ja naprawde martwi i czego sie obawia. Nazywasz to, szukasz okreslenia na emocje, jakie to wywoluje w Tobie, zyczliwie pomagasz jej wypowiedziec swoje obawy, i nazywasz emocje, ktore to wywoluje w niej. Przytulaj sie, badz zyczliwa, ciepla i wyrozumiala. Nawet jesli na poczatku bedzie trudno, to pamietaj, ze jej wyuczona reakcja, to jeszcze wiecej agresji. Troche takie gryzienie reki, ktora glaszcze,jak u sploszonego, przerazonego zwierzecia.
      Podam Ci przyklad.
      Sama twierdzisz, ze jestes balaganiara. Fatk? Fakt.
      Zapytaj co jej przeszkadza w tym balaganieniu, jak moglabys sprzatac, zeby bylo to na poczatek wystarczajace lub moglabys sie nauczyc trzymac porzadek.
      Potem upewnij sie, ze nazwie lub zaakceptuje nazwy swoich emocji, ktore wywoluje Twoje balaganienie. "Zlosci mnie to, jestem wnerwiona, oburzam sie, jest mi zal, ze wszystko jest na mojej glowie....itd.
      Zaakceptuj to, ze ona ma prawo czuc i wyrazic emocje, ktore Twoje balaganienie wywoluje. Sprobuj tez spojrzec na to z jej strony, ze moze faktycznie nie bierzesz wystarczajaco duzo odpowiedzialnosci za porzadek wokol siebie i w przestrzeni wspolnej? To by oznaczalo, ze oprocz wymienionych przeze mnie powyzej: powstrzymaniu oceny, zrozumieniu faktow, nazwaniu swoich enocji, wysluchania jej potrzeb, nazwania z nia jej emocji, ktore niezaspokojone potrzeby wywoluja - takze musialabys autentycznie zrobic krok w kierunku zaspokajania jej potrzeb w tej sprawie, w jakiej czesci.
      :-)
      • shachar Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 12:16
        Nie bardzo to sobie wyobrażam, być terapeutą swojej matki.To jest, moim zdaniem, emocjonalnie niemożliwe w takim zakresie, jak to proponujesz.
        • to.niemozliwe Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 12:28
          A myslisz, ze jak corka powie matce "Mamo, idz na terapie", to pojdzie?
          • shachar Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 12:42
            Myślę, że nie.
            Powiedziałabym, że w ogóle trudno jest związek o określonej dynamice zmienić.
            Z tego co widziałam parę razy tylko zgon jednej ze stron przynosi zmianę optyki, idealizacje. Taka ogólna obserwacja.
            • to.niemozliwe Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 12:51
              Zakladam, ze na razie rozwiazania w postaci zgonow, wyprowadzek, nawrocen, gromow z jasnego nieba, cudow, zostawiamy poza obszarem dociekan. Rozumiem, ze problem polega na tym jak sobie ukladac relacje z taka osoba.
              Przydalaby sie jeszcze tarcza z asertywnosci - dobra ksiazka, przecwiczenie kilku waznych zasad.
              • shachar Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 13:10
                Rozumiem, że należy być kreatywnym, dynamicznym, progresywnym w rozwiązywaniu problemów :-) Tylko że w relacjach z rodzicami zwłaszcza, człowiek / dziecko po pewnym czasie już nie jest jak zabawka prosto ze sklepu. Nie ma takiej zdolności odbijania się jak piłka kauczukowa z nową energią.
                Tak więc najczęściej obserwowane dostosowanie się, to schodzenie rodzicowi z drogi/ survival do momentu usamodzielnienia się, a potem okazjonalne zdawkowe kontakty.

                Teraz tak się zastanawiam, czy widzieliście kiedyś rodzica, jakiegokolwiek, który uznałby konieczność własnej terapii, gdyż, jego zdaniem, jest fatalnym rodzicem? :-) To dodatkowa trudność.
                • to.niemozliwe Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 16:30
                  Masz racje, ze zwykle ucieczka i unikanie. Proponuje, oprocz tej mozliwosci takze probe zmiany sposobu komunikowania na dojrzalszy, jedno nie wyklucza drugiego. Leda proponuje zaskoczyc matke spelnieniem jej potrzeb, moze to tez jakis sposob, w dodatku niezbyt kosztowny. Warto sprobowac i zobaczyc efekty.
      • aleksandra140 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 12:47
        Tu raczej nie chodzi o to, że ona się boi o moją przyszłość, bo akurat finansowo jestem bardzo dobrze ustawiona (mam własne pieniądze po zmarłym ojcu). Ona po prostu uważa, że sobie nie poradzę w życiu bo jestem niezaradna. To fakt, zawsze byłam odizolowana od środowiska, a jak sama cokolwiek chciałam zrobić, to ona mnie wyręczała powtarzając, że sama to zepsuję. Tak ze wszystkim. Z gotowaniem, pójściem tu czy tam, sprzątaniem. Nigdy mnie niczego nie uczyła, zawsze wyręczała powtarzając, że się do tego nie nadaję. Mam wrażenie, że celowo wychowała mnie na taką niezaradną osobę, żeby miała się potem na kim znęcać psychicznie. Nawet jak byłam małym dzieciakiem, to wykrzykiwała jakieś komentarze pod moim tytułem, że nie będzie niańczyć moich dzieci i, o zgrozo, że niektóre dzieci w moim wieku to już mają własne dzieci, jakbym miała z nich czerpać przykład, że niby takie zaradne są. Prawda jest taka, że moja matka po prostu jest wybitnie nieuczuciowa, nigdy specjalnie nie lubiła dzieci, cud w ogóle, że związała się z moim ojcem, bo naprawdę zawsze tylko siebie kochała.
        • lifeisaparadox Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 13:05
          No niestety tak to już jest z tymi brakami emocjonalnymi w dzieciństwie i dorastaniu, teraz masz tam wielką dziurę w miejscu gdzie powinno się mieć dobre relacje w domu i właściwe pokierowanie ku zaradności dziecka wraz z dobrym uwarunkowaniem jego potencjału i niedoskonałości.
          Ty masz zbesztane i skarcone niedoskonałości i zdewaluowaną zaradność. Masz pełną zasadność myśleć o samobójstwie, bo to jest zniszczenie psychiki młodego człowieka.
          To są poważne deficyty emocjonalne i właściwym pokierowaniem takiego człowieka "do normy" zajmują się właśnie psychologowie i terapeuci. Matka też miała na pewno takie same deficyty w swoim domu rodzinnym, tak że masz tutaj zwyczajny przykład tradycji rodzinnej w niewłaściwych wzorcach. Nie da się zrobić czegoś, o czym się nie ma pojęcia ani możliwości nauczenia się. Ja tak trochę już krążę w tych tematach i nie wydaje mi się aby było właściwe odreagowywanie pretensji czy złości na rodzicach, bo oni mieli tak samo w swoim domu. Tutaj nigdzie nie pojawiła się czyjaś zła wola i intencjonalne krzywdzenie, to po prostu jest powtarzanie tych samych reakcji na podobne rzeczy.
          Matka nie mogła stać się emocjonalnie wspierającą osobą dla Ciebie, bo sama doświadczyła tylko ciosów w tą sferę wrażliwości i potrzeby wsparcia, zakonserwowała się w tych rzeczach i kocha tylko samą siebie a na zewnątrz garda i pięści.

          Tak że naprawdę, możesz tylko u samej siebie nauczyć się od psychologa jak z tymi rzeczami się uporać. Matka musi już taka być, może po czasie coś się w niej obudzi, ale dopiero jak Ty sama uporasz się z jej problemami u siebie samej.
        • to.niemozliwe Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 13:07
          Sprobuj uznac fakt, ze ona sie bardzo boi i jednoczesnie nie oceniaj jej, ze nie umie kochac. Wstrzymaj sie z ocena.
        • l.witch.l Wiesz Aleksandra... 27.12.12, 13:37
          Twoje uwagi i spostrzezenia sa jak najbardziej objektywne. Tak sie nie mowi do dziecka i nie takie rzeczy.

          Jednak ludzie to robia. Robia matki, ktore czuja sie ze daly duzo z siebie i nie sa doceniane. Nie sa zauwazane, a igonorowane.

          Mysle, ze ostro reaguja na balagan mamy, ktore sa przemeczone obowiazkami, troskami i praca w domu.
          Nie mysle, ze bardzo kocha siebie, raczej brak w jej zyciu radosci i szczescia dlatego jest takla bitchig w stosunku do ciebie. Moze zacznij dostrzegac sprawy tez z innych plaszczyzn, aby zauwazyc to i owo, w tym jej leki o przyszlosc?
          • sorvina Re: Wiesz Aleksandra... 27.12.12, 13:49
            l.witch.l napisała:

            > Jednak ludzie to robia. Robia matki, ktore czuja sie ze daly duzo z siebie i ni
            > e sa doceniane. Nie sa zauwazane, a igonorowane.

            Matka może ignorować dziecko, zajmując się nim w absolutnej konieczności, dziecko wychodzić z siebie i stawać obok by mamę uszczęśliwić, a matka i tak będzie czuła, że daje dziecku za dużo, że nic nie dostaje w zamian. Tu niekoniecznie chodzi o rzeczywistość ale o jej emocje. Jeśli sama jest emocjonalnie dzieckiem to idzie przez życie z poczuciem, że dostała za mało, ma wielką czarną dziurę w miejscu serca i chciałaby by ktoś ją zapełnił, ale nie czuje by ktoś jej coś dał, za to każde danie coś od siebie odbiera jako wysiłek ponad siły. Tylko, że nikt z boku nie jest w stanie wypełnić jej deficytów w tym braku poczucia bezpieczeństwa. Ona jest jak sito, przez które przesiąka wszystko co dostaje, bo nie potrafi przyjąć, cieszyć się zajmowaniem dzieckiem, jego obecnością, rozmową itp. Potrzebuje terapii własnego dzieciństwa by dojrzeć do bycia zdrową matką.

            Dziecko nawet dorosłe nie jest od terapeutyzowania matki, zwłaszcza jak dysfunkcja matki odbija się na tym dziecku co czyni całą sytuację dla niego trudną. Dodatkowo dziecko nie jest dla takiej matki autorytetem, może sobie mówić, ale nie zostanie to potraktowane poważnie.

            Nie dziecko jest odpowiedzialne za to jak matka się czuje, a ona sama i tylko ona może z tym coś zrobić. Jak nie chce to jest to jej wybór by nie ruszać tego co boli.
            • l.witch.l Re: Wiesz Aleksandra... 27.12.12, 14:34
              Nie dziecko jest odpowiedzialne za to jak matka się czuje, a ona sama i tylko ona może z tym coś zrobić. Jak nie chce to jest to jej wybór by nie ruszać tego co boli.

              Ja sie z toba nie do konca moge zgodzic. Zapewne domyslam sie ze nie masz dzieci, wiec twoje oceny sa dosc ostre. Ba, nawet zbyt ostre.

              Napewno sa tez takie osoby, o ktorych to charakterologie dalas doskonala, lecz dajmy sobie powiedziec- to sa jednostki, to sa procenty.

              Obowiazkiem doroslego dziecka w domu jest brac czynny udzial w tym czym ten dom sie zajmuje. W tym ponosic koszta swojego utrzymania, sprzatania, pomocy matce w pracach domowych. To jest norma przestrzegana wszedzie na swiecie. Matka nie musi doroslym dzieciom serwowac.

              Matka to nie jest jakas tam swieta idealna co to udzwiga na miare klasy ciezkiej- wszystko, to zywy czlowiek. jest moze zmeczona moze jednego dnia czuje sie gorzej wiec taki balagan w pokoju moze matke zalamac.
              Nie potrzeba tu szukac patologi tylko brac swoje smiecie i wynosic uczyc sie porzadku, bo to wazne!...:=)))
              • sorvina Re: Wiesz Aleksandra... 27.12.12, 15:06
                l.witch.l napisała:

                > Obowiazkiem doroslego dziecka w domu jest brac czynny udzial w tym czym ten dom
                > sie zajmuje. W tym ponosic koszta swojego utrzymania, sprzatania, pomocy matce
                > w pracach domowych. To jest norma przestrzegana wszedzie na swiecie. Matka nie
                > musi doroslym dzieciom serwowac.

                Z tym się całkowicie zgadzam (utrzymywanie po 25 r ż. jak studiuje). Jednak z tego co pisze autorka to matka nie pozwalała jej nic robić, bo ona zrobi lepiej, więc pretensje może mieć przede wszystkim do siebie.

                > Matka to nie jest jakas tam swieta idealna co to udzwiga na miare klasy ciezkie
                > j- wszystko, to zywy czlowiek. jest moze zmeczona moze jednego dnia czuje sie g
                > orzej wiec taki balagan w pokoju moze matke zalamac.
                > Nie potrzeba tu szukac patologi tylko brac swoje smiecie i wynosic uczyc sie po
                > rzadku, bo to wazne!...:=)))

                Pomiędzy świętą idealną, a matką, która nie okazuje córce uczuć i od czasu do czasu raczy ją okrutnym tekstem jest naprawdę duża różnica. Matka nie musi być idealna, pewnie, chyba żadna nie jest, jednak to ona odpowiada za swoje nastawienie do życia, macierzyństwa, dzieci - umiejętność czerpania radości z kontaktem z dzieckiem, także bałaganiącym. Niektórzy muszą się tego nauczyć, ale nikt tego nie zrobi za nią. Sprzeciwiam się koncepcji, że córka powinna matce robić terapię, bo to zajęcie dla specjalisty i osoby niezaangażowanej emocjonalnie.
                Nie mam dzieci, ale mam partnera, który jest bałaganiarzem i też mnie czasem coś trafia, bywałam cholernie zestresowana z szalejącą rodzinką na głowie, jednak ja nie daję sobie prawa do wylewania na niego frustracji i odreagowywania lęków. Można sprawę rozwiązać jak ludzie dorośli, albo się rozstać jeśli nic nie pomaga.

                Natomiast oczywiście najlepiej jest będąc dorosłych wyprowadzić się i żyć po swojemu, ze wszystkimi tego konsekwencjami. A rzeczy, których się nie umie nauczyć się samemu, bez zasłaniania się, że mama nie nauczyła. Czas gdy mama czegoś miała uczyć minął, teraz człowiek uczy się sam, albo idzie się gdzieś przeszkolić i tyle.

                Nazywanie pewnych niezdrowych sytuacji w rodzinie nie jest wyszukiwaniem patologii, tylko próbą określeniem tego jak jest. Dopiero wtedy można coś zmienić jak wiemy gdzie jesteśmy i jakie są rokowania. Autorka może np. po przyznaniu, że mama nie zaspokaja jej potrzeb bliskości fizycznej i emocjonalnej i to się raczej nie zmieni, pozwolić sobie z jednej strony na dawanie tego samej sobie (troski, szacunku, akceptacji), z drugiej zacząć budować relacje, które wyglądają tak jak ona tego potrzebuje. Albo dalej starać się być grzeczną siedzącą w domu nieszczęśliwą dziewczynką. Nie oznacza to walki z matką, obwiniania jej o wszystko, natomiast warto zadbać o siebie. Autorka jest w trudnym momencie gdzie jeszcze czuje się dzieckiem i chce tego co potrzebuje dostać od matki, ale już dzieckiem nie jest i czas zrozumieć, że matka się raczej nie zmieni i ona sama musi się zatroszczyć o siebie. Kiedyś nie miała ani możliwości psychicznych, prawnych ani fizycznych do tego, teraz zaczyna mieć bo dorasta i warto z nich korzystać.
                • l.witch.l Sorvina...:=) 27.12.12, 15:42
                  Nie obrazajac Cie, 'sorvina', bo widac, zes osoba inteligentna i bystra- jednak musze powiedziec Ci to co mysle: Nie masz dzieci, to nic a nic o zyciu w rodzinie- tak naprawde nie wiesz...

                  Dopiero jak bedziesz miala dzieci, to zrozumiesz na wlasnej skorce, czym tak naprawde sa realia, a czym jest fikcja. Tu nie pomoze zaden kurs, bo co nowa generacja ludzi i zycie dookola, to nowe problemy i sytuacje nieznane...dla rodzicow jak postapic z dziecmi.

                  Wiem i zgadzam sie, ze duzo kobiet jest toksycznych, zarowno dla swoich malzonkow, czy dzieci, czy tez w pracy, itede. Bystry czlowiek to od razu wyczuje.
                  Natomiast mowic tylko o toksycznych rodzicach i nic nie mowic o toksycznych, zlych dzieciach- to glupota!

                  Bo sa tez i dzieci- wybitnie toksyczne i duzo zlego zostalo nagadane przez takich pseudoterapeutow jak - Suzan Forward w swojej ksiazce o rodzicach, ktora niektorzy traktuja jak biblie, lacznie z tym co pisze A. Miller....To wszsytko to sa bzdury, niestety.

                  Wiele szkody wyrzadzily rodzinom te metody i durne ksiazki.

                  Aleksandra pisze ze ma 18 lat, to jest juz pelnoletnia i jak pelnoletnia matka chce traktowac.

                  Czasami trzeba tez wejsc w skore rodzica, aby zrozumiec co ten czlowiek czuje i dlaczego.
                  Ja uwazam ze mieszkajac u matki- matka ma pelne prawo zadac porzadku od dziecka. Nawet male dzieci 'goni sie' do sprzatania po sobie zabawek, czy ubran.Jest to zupelnie normalne.
                  Przeciez jak Aleksandra po sobie nie posprzata, bo jej sie nie chce, to musi to zrobic za nia matka.

                  To niech Aleksandra bedzie w koncu dorosla i zaplaci matce za to ze matka po niej sprzata i usluguje.
                  Albo odciazy matke w jej pracach. Zamiast isc modnym szlakiem i doszukiwac sie toksykologii tam gdzie jej moze wcale nie ma i niszczyc, przede wszystkim zdrowie matce oraz relacje z nia.

                  • sorvina Re: Sorvina...:=) 27.12.12, 16:20
                    l.witch.l napisała:

                    > Nie masz dzieci, to nic a nic o zyciu w r
                    > odzinie- tak naprawde nie wiesz
                    ...


                    Zdecydowanie nigdy nie byłam częścią rodziny jakiejkolwiek, więc nie mogę mieć żadnych doświadczeń o przemyśleniach nie wspominając, nie znam żadnej matki, a nawet jak poznam to uciekam jak tylko zaczyna mówić o swoich doświadczeniach. Na literaturę o rodzinie z różnych stron jestem impregnowana, a nawet jeśli trafiłabym przypadkiem na jakąś szkołę z terapią rodzinną w programie, to i tak NIC nie wiem. Pierwsza lepsza matka co po pijaku urodziła i po pijaku wychowała ma doświadczenie i prawo zabierania głosu, a ja nie. Bo przecież obserwacja, rozum i wyobraźnia to też za mało by np. rozumieć, że wyzywanie dzieci nie wpływa na nie motywująco i to żadna toksyczność, podobnie jak wbijająca w niezaradność nadopiekuńczość. Ale nie jestem matką, więc nic nie wiem, także chylę pokornie czoło i proszę o przebaczenie, że w swojej ignorancji zabrałam głos A skoro dzieci mieć nie chcę, to głupia się urodziłam i głupia umrę. Howgh!

                    > Bo sa tez i dzieci- wybitnie toksyczne i duzo zlego zostalo nagadane przez taki
                    > ch pseudoterapeutow jak - Suzan Forward w swojej ksiazce o rodzicach, ktora nie
                    > ktorzy traktuja jak biblie, lacznie z tym co pisze A. Miller....To wszsytko to
                    > sa bzdury, niestety
                    .

                    Na jakiej podstawie tak twierdzisz?

                    >Natomiast mowic tylko o toksycznych rodzicach i nic nie mowic o toksycznych, zlych dzieciach- to glupota!

                    Podobnież jak mówić o zgwałconych kobietach bez mówienia o zgwałconych mężczyznach, o pobitych kobietach a nie o pobitych mężczyznach itp. Ale jak rozmawiasz ze zgwałconą kobietą to ją guzik obchodzi, że gwałcą też mężczyzn, bo ona jest kobietą i potrzebuje pomocy.

                    Zgadzam się, że są toksyczne dzieci, ale jakoś nie znam toksycznego dziecka, które robi co może by zadowolić rodzica i chce się zabić bo jest takie nieszczęśliwe (i nie radzi sobie z jedną rzeczą - bałaganiarstwem - skandal). Za to wiele rozpieszczonych i nieodpowiedzialnych smarkaczy, których rodzice nie chcieli wychować, bo tak łatwiej i teraz płaczą, że dziecko uważa, że mu się wszystko należy a samo palcem nie kiwnie.

                    Procent dzieci z FAS czy innymi silnymi upośledzeniami czy zaburzeniami nie jest duży. Trzeba być kurcze konsekwentnym - jeśli zakładamy, że patologia to margines ciężkich zaburzeń i większość rodziców jest wystarczająco dobra i dzieci powinny ich zrozumieć, docenić i nauczyć się współpracować itp., to to samo odnosi się do dzieci. Większość jest na tyle normalna, że dało by się z nimi dogadać, a pewne wady tolerować.

                    > Aleksandra pisze ze ma 18 lat, to jest juz pelnoletnia i jak pelnoletnia matka
                    > chce traktowac.

                    To niech przy okazji przestanie ją traktować jak niepełnosprawną nie pozwalając robić wielu rzeczy.

                    > Ja uwazam ze mieszkajac u matki- matka ma pelne prawo zadac porzadku od dziecka
                    > . Nawet male dzieci 'goni sie' do sprzatania po sobie zabawek, czy ubran.Jest t
                    > o zupelnie normalne.
                    Czy gdzieś pisałam, że nie?

                    > Przeciez jak Aleksandra po sobie nie posprzata, bo jej sie nie chce, to musi to
                    > zrobic za nia matka.

                    Gdzie Ala pisała, że matka za nią sprząta?

                    > Zamiast isc modnym szlakiem i doszukiwac sie
                    > toksykologii tam gdzie jej moze wcale nie ma i niszczyc, przede wszystkim zdrow
                    > ie matce oraz relacje z nia.

                    No tak, bo zachowania matki nie szkodzą realnie dopóki ktoś się nie naczyta o toksycznych rodzicach i nie zacznie sobie wyobrażać to czego nie ma. A te myśli samobójcze też się pewnie pojawiły na skutek mody, bo przecież jest dobrze a jak nie jest to patrz punkt pierwszy.

                    l.witch.l - spójrz na siebie wg swoich miarek - jeśli nie miałaś toksycznej matki to jakie masz moralne prawo się wypowiadać na ich temat?
                    • sorvina Re: Sorvina...:=) 27.12.12, 16:24
                      *Bo przecież obserwacja, rozum i wyobraźnia to też za mało by np. rozumieć, że wyzywanie dzieci nie wpływa na nie motywująco i to jest pewna toksyczność, podobnie jak wbijająca w niezaradność nadopiekuńczość.
                    • l.witch.l Oj 'sorvina'... 27.12.12, 17:34
                      Widac ze dosc mocno przezywasz PRAWDE w temacie, ze jezeli nie masz dzieci, to w ogole nic na ten temat nie wiesz! Taka jest nie tylko prawda, a cala rzeczywistosc. Po prostu nie znasz siebie samej w tym temacie. A czytac ksiazki, to sobie mozesz ile chcesz....A gdy urodzisz dziecko, wtedy wyjdzie cala prawda o tobie samej.

                      I dlatego czasami najlepiej przemilczec pewne aspekty i sprawy i nie psuc innym ludziom w zyciowych sytuacjach- a szczegolnie nie przekreslac relacji tej dziewczynki z jej matka, biadolac jakoby matka byla potworem.

                      Tobie nie zdarza sie przeklac gdy stoisz 3 godziny w korku w upalnym miejscu latem...?Nie wiesz co to znaczy sie wkurzyc? Poniesc nerwom? Czy to zaraz ma oznaczac brak milosci do dziecka?I ze jestes toksyczna i zla?

                      Napewno Aleskandra jest w obiektywna wzgledem swoich uczuc. Ale nie wzgledem tego co czuje i przezywa jej matka. Historii matki tej dziewczynki nie znasz.

                      Moze matka, gdyby tu pisala opisalaby inna historie niz 18 - letnia dziewusia ci opisuje i co wtedy bys zrobila. To jest wlasnie ta kompletna otumaniajaca ignorancja w temacie, wtedy gdy sie nie ma wlasnych dzieci. Wlasnego zycia- aby szybko zrewidowac prawde wlasnym doswiadczeniem.
                      Latwo natomiast tobie, jest sie identyfikowac z innymi 'ofiarami' i za wszelka cene szukac kozla ofiarnego w tym wypadku jest to matka, kolejna matka....Takie myslenie, napewno uwalnia czesc zablokowanej agresji.

                      /.../ No tak, bo zachowania matki nie szkodzą realnie dopóki ktoś się nie naczyta o t
                      > oksycznych rodzicach i nie zacznie sobie wyobrażać to czego nie ma. A te myśli
                      > samobójcze też się pewnie pojawiły na skutek mody, bo przecież jest dobrze a ja
                      > k nie jest to patrz punkt pierwszy.
                      /.../

                      Sorvina, sorvina jakaz ty naiwna....Poczytaj sobie te wszystkie ksiazeczki i zobacz jak Suzan F, nagina prawde i sytuacje- tak aby pasowaly jej do jej projektu tematu o Toksycznych rodzicach... Podobne pisze Alice Miller...

                      /.../ l.witch.l - spójrz na siebie wg swoich miarek - jeśli nie miałaś toksycznej mat
                      > ki to jakie masz moralne prawo się wypowiadać na ich temat?
                      /.../

                      Ha, ha, no to jak to przyniosl mnie na swiat bocian? W relacji z matka- masz zawsze jakies doswiadczenie, przezycie, chocby trwalo tylko chwile...









                      • sorvina Re: Oj 'sorvina'... 27.12.12, 19:22
                        >Widac ze dosc mocno przezywasz PRAWDE w temacie, ze jezeli nie masz dzieci, to w ogole >nic na ten temat nie wiesz! Taka jest nie tylko prawda, a cala rzeczywistosc. Po prostu nie >znasz siebie samej w tym temacie. A czytac ksiazki, to sobie mozesz ile chcesz....A gdy >urodzisz dziecko, wtedy wyjdzie cala prawda o tobie samej.


                        W miarę inteligentny i świadomy człowiek potrafi zobaczyć siebie w różnych sytuacjach – w swoich projekcjach, reakcjach na innych ludzi i zdarzenia, cudze dzieci w różnym wieku itp. Matki mają przymusową konfrontację z tym co mają niepouzdrawiane w sobie, nie zawsze jednak wyciągają z tego jakiekolwiek wnioski. Jednocześnie pewne doświadczenie im umyka, mogą też stracić dystans do siebie i swojej roli, który będą miały niedzieciate. A niektóre niedzieciate będą zaślepione po swojemu, nie ma reguły.


                        >I dlatego czasami najlepiej przemilczec pewne aspekty i sprawy i nie psuc innym ludziom w >zyciowych sytuacjach- a szczegolnie nie przekreslac relacji tej dziewczynki z jej matka, >biadolac jakoby matka byla potworem.

                        No tak, tylko robienie z córki potwora jest ok, o matce tylko dobrze, bo trzeba ją zrozumieć, ale bałaganiarstwo córki to zbrodnia, która usprawiedliwia wszystko.


                        >Tobie nie zdarza sie przeklac gdy stoisz 3 godziny w korku w upalnym miejscu latem...?Nie >wiesz co to znaczy sie wkurzyc? Poniesc nerwom? Czy to zaraz ma oznaczac brak milosci do >dziecka?I ze jestes toksyczna i zla?

                        Jestem człowiekiem i żadne ludzkie uczucia nie są mi obce ;) Jednak nie traktuję uleganie im w sposób przykry dla otoczenia jako moje prawo i cnotę. Nie tylko matki są zmęczone, nie tylko one wspinają się na wyżyny wyrozumiałości i czasem nie mają sił. Nie trzeba być matką by pewne rzeczy zrozumieć, wystarczy być człowiekiem.
                        Nie wiem jaką masz definicję „toksycznej matki” , ja daleka jestem od nazywania tak kobiet, którym od czasu do czasu puszczą nerwy. Na takie miano trzeba sobie zapracować regularnym stawianiem swoich potrzeb i uczuć ponad potrzebami i uczuciami dziecka, regularnie ranić i lekceważyć, niszczyć samoocenę zamiast wspierać. Przelewać swoje frustracje na dziecko itp. itd.

                        >Napewno Aleskandra jest w obiektywna wzgledem swoich uczuc. Ale nie wzgledem tego co >czuje i przezywa jej matka. Historii matki tej dziewczynki nie znasz.

                        Nie znam też historii życia kierowcy, który mnie potrącił. Pewnie chciał dobrze, może spieszył się do swojego dziecka, ale zrobił jak zrobił i mam prawo do tego się odnieść, czuć ból, żal i inne naturalne w takich chwilach emocje. Autorka również ma prawo odnosić się do słów i zachowań matki i na nie reagować.

                        >Moze matka, gdyby tu pisala opisalaby inna historie niz 18 - letnia dziewusia ci opisuje i co >wtedy bys zrobila. To jest wlasnie ta kompletna otumaniajaca ignorancja w temacie, wtedy >gdy sie nie ma wlasnych dzieci. Wlasnego zycia- aby szybko zrewidowac prawde wlasnym >doswiadczeniem.
                        >Latwo natomiast tobie, jest sie identyfikowac z innymi 'ofiarami' i za wszelka cene szukac >kozla ofiarnego w tym wypadku jest to matka, kolejna matka....Takie myslenie, napewno >uwalnia czesc zablokowanej agresji.

                        Nie wiesz co bym odpisała, jak rozmawiam z matkami „trudnych” dzieci, więc darujmy sobie gdybanie.

                        >Sorvina, sorvina jakaz ty naiwna....Poczytaj sobie te wszystkie ksiazeczki i zobacz jak Suzan F, >nagina prawde i sytuacje- tak aby pasowaly jej do jej projektu tematu o Toksycznych >rodzicach... Podobne pisze Alice Miller...

                        Czytałam i manipulacji się nie dopatrzyłam. Za to opisy sytuacji jak z mojej lub innych osób historii owszem. Na jakiej podstawie twierdzisz , że Suzan F. i Alice Miller naginają prawdę i sytuacje? Znasz tych ludzi i „autentyczną” wersję ? To, że wybierają fragmenty wypowiedzi klientów dokumentujące dany aspekt toksyczności to chyba logiczne. A jak inaczej miała by to robić? To nie jest biografia kilku pacjentów, ale opis pewnego typu dysfunkcji w rodzinie.
                        Zauważyłam jednak, że ty dopasowujesz opowieści Ali do swojej wizji dopisując intencje i reakcje matki, o których ona nie pisze...

                        > Ha, ha, no to jak to przyniosl mnie na swiat bocian? W relacji z matka- masz za
                        > wsze jakies doswiadczenie, przezycie, chocby trwalo tylko chwile...

                        Nie wiesz jak to jest mieć toksyczną matkę. Wiesz jak mieć zdrową matkę, która chce dobrze i stara się jak może i wszystko interpretujesz wg zasady – wszystkie tak mają (no chyba, że to oczywista patologia z meliną w tle). Niby twierdzisz, że dostrzegasz, że toksyczne osoby są, ale jednocześnie z góry dyskredytujesz całą teorię i jakiekolwiek uwagi, że dane zachowanie jest toksyczne, a osoby które tak twierdzą atakujesz personalnie. Zdajesz sobie chociaż sprawę z tych sprzeczności?

                        Ja po swoich doświadczeniach z toksyczną matką tym bardziej doceniam te szczersze kochające i świadomie wychowujące dzieci (znam takie). Jednocześnie nie dam sobie kitu wcisnąć, że to ok i wszystko cacy jak matuśka regularnie sprowadza dzieci do parteru bo miała zły dzień, miesiąc, życie. Ona jest dorosła, może nauczyć się radzić sobie z emocjami inaczej.
                        • szaman.ka Re: Oj 'sorvina'... 27.12.12, 19:37
                          Sovrina niepotrzebnie się wysilasz.
                          Witch jeszcze nie tak dawno wieszała psy na wszystkich matkach i nie pozwoliła wyrazić odrobiny zrozumienia dla matki. Była znana z tego,że zionęła nienawiścią do wszystkich matek.Pisała też jako : rt4, w.0, noniewierze.
                          Teraz się jej nagle odmieniło o 180 stopni i przejęła poglądy Ledy.Sprawdź sobie jej wcześniejsze posty.
                          • sorvina Re: Oj 'sorvina'... 27.12.12, 19:42
                            Dzięki za info. Natomiast dla mnie udział w tej dyskusji to testowanie na ile jeszcze ulegam presjom i atakom "jedynej słusznej wersji" wyrażanym w mniej lub bardziej uprzejmej formie. Ciekawe doświadczenie ^^
                            • szaman.ka Re: Oj 'sorvina'... 27.12.12, 19:47
                              Jeśli tak to traktujesz,to ćwicz. Ćwiczenie czyni mistrza.
                              .Pozdrawiam,
                            • l.witch.l Re: Oj 'sorvina'... 27.12.12, 21:09
                              sorvina napisała:

                              > Dzięki za info. Natomiast dla mnie udział w tej dyskusji to testowanie na ile j
                              > eszcze ulegam presjom i atakom "jedynej słusznej wersji" wyrażanym w mniej lub
                              > bardziej uprzejmej formie. Ciekawe doświadczenie ^^


                              Jak dotad jestem bardzo uprzejma dla ciebie, a jezeli odbierasz to jako mniej uprzejma forme, to raczej masz doczynienia z twoimi wlasnymi projekcjami- pod moim adresem.

                              Moze nie dyskutuj jezeli ma byc to forma testowania dla ciebie.

                              Poczytalam troche twojego materialu wpisowego, widze ze duzo piszesz masz widac duzo dobrych checi aby pomoc innym...lecz w tym co piszesz jest czysta bzdurna i slodka amatorszczyzna. :=)))Bardzo naiwna i infantylna.

                              Gdzis tam piszesz,ze masz 31 lat a piszesz jak nastolatka.

                              Wiedz, ze zarozumialstwo jest fajne ale tylko glupi je rozprowadza dalej w zycie...

                              Zeby zrozumiec sytuacje rodzinne z wielu stron- czasami jest koniecznym przezyc kawalek zycia i miec doswiadczenia- na tyle, aby byc obiektywnym i nie gadac glupot.

                              Takie gadanie na temat kobiety, ktorej nie widzials na podstawie opowiesci jej dorastajacej corki nikomu pozytku nie przyniesie jedynie tobie pozwoli odblokowac agresje wobec twojej wlasnej matki jaka jeszcze w sobie nosisz.
                              Natomiast dla 18 letniej dziewczynki i jej matki moze miec bardzo negatywny wplyw.

                              Generalnie jest bardzo malo zlych, toksycznych rodzicow. Ale jest to temat tak komercjalny, ze wszelkiej masci terapeuci z bozej laski- maja z tego doskonaly dochod. I owszem jak dlugo bedzie klientela, tak dlugo bedzie istnial temat do przetapetowania na sesji u terapeuty.

                              I owszem terapia ma swoj cel i jest potrzebna ale nie wszystkim, nie kazdemu i nie na kazdy temat zwiazany z 'toksycznym' rodzicem.

                              No i to tylko tyle, bo skoro ma byc to w celu testowania twoich umiejetnosci, to dyskusja z toba niczego mi nowego do wiedzy nie wnosi...





                              • sorvina Re: Oj 'sorvina'... 28.12.12, 09:41
                                Masz prawo do własnego zdania. I własnych projekcji ;)
                                • l.witch.l Re: Oj 'sorvina'... 29.12.12, 15:27
                                  sorvina napisała:

                                  > Masz prawo do własnego zdania. I własnych projekcji ;)

                                  Alez dzieki, bo juz myslalam ze mam umysl tak zniewolony jak ty.
                          • l.witch.l Re: Oj 'sorvina'... 27.12.12, 20:35
                            szaman.ka napisała:

                            > Sovrina niepotrzebnie się wysilasz.
                            > Witch jeszcze nie tak dawno wieszała psy na wszystkich matkach i nie pozwoliła
                            > wyrazić odrobiny zrozumienia dla matki. Była znana z tego,że zionęła nienawiśc
                            > ią do wszystkich matek.Pisała też jako : rt4, w.0, noniewierze.

                            > Teraz się jej nagle odmieniło o 180 stopni i przejęła poglądy Ledy.Sprawdź sobi
                            > e jej wcześniejsze posty.


                            szamanko, to ty do mnie nie pisalas, ze:"Tylko krowy nie zmieniaja swojego zdania..."

                            Ty jak zwykle projektujesz siebie na innych. Do tego nadal nie rozumiesz, ze noniewerze to byla inna osoba....
                        • shachar Re: Oj 'sorvina'... 28.12.12, 13:21
                          W miarę inteligentny i świadomy człowiek potrafi zobaczyć siebie w różnych sytuacjach

                          Nie mogę zgodzić się z tym twierdzeniem. Nie wdając się w konkretną sytuację opisaną w tym wątku, jestem absolutnie przekonana, że jeśli nie mieliśmy zblizonego doświadczenia z osobą z ktorą chcemy współodczuwać, to nasze wyobrażenia o tym ,co on/ona czuje, to są tylko nasze bardzo mgliste wymysly. Inteligencja nie ma tu nic do rzeczy, po prostu.
                          Człowiek nie jest w stanie wyobrazic sobie np. co czuł Korczak, gdy szedl do gazu. "Bał się" to za mało, to nie jest współodczuwanie. To ekstremalny przykład, ale tak jest za kazdym detalem większym, czy mniejszym. Chorego "boli", ale jak go boli, co go boli, możemy pogdybać sobie. Tak więc przy całym szacunku dla tu piszących, owszem, możemy rozmawiać tutaj : panie o panach , panowie o menopauzie, czy dorastaniu dziewczynek, panie o męskim ego, czy inne fascynujące problemy, ale tak naprawdę stoimy przed ścianą poznawczą.
                          Tak więc nie broniąc owej mamusi, uznaję rację Witch, że wszystko wygląda inaczej z pozycji matki. Wtedy pewnie wredne słowa zasłyszane jako dziecko 'ja cie na swiat nie ciagnełam' wracają teraz w ustach matki do wlasnego dziecka, ku ogromnemu zaskoczeniu wszystkich, zwłaszcza mamusi, ktora myślala ze 'ona nigdy swojemu dziecku ..' No i wtedy musi bronic swojej pozycji, podać szereg powodów na swoje usprawiedliwienie i bronić ich do upadłego.

                          Dlatego Niemożliwy przytulanie przez tydzien jest pomysłem, którego nawet nie potrafię nazwać...Wyobraż sobie sztywną ze stresu córkę, przytuloną do agresywnej mamy, wkurzonej że jej sztywna córka jest dowodem na jej niedoskonałośc jako matki.

                          A zresztą, co ja tam wiem.
                          • to.niemozliwe Re: Oj 'sorvina'... 28.12.12, 13:37
                            > Dlatego Niemożliwy przytulanie przez tydzien jest pomysłem, którego nawet nie
                            > potrafię nazwać...Wyobraż sobie sztywną ze stresu córkę, przytuloną do agresywn
                            > ej mamy, wkurzonej że jej sztywna córka jest dowodem na jej niedoskonałośc jako
                            > matki.
                            Zgadzam się, trudno sobie to wyobrazić, jednak to matka i córka - łączą je oczywiste, silne więzi. Np. w gruncie rzeczy, teraz mają tylko siebie. Zdziwiłabyś się co sprawia dotyk fizyczny, zresztą w niektórych terapiach jest tez praktykowany - musieliby sie tu wypowiedziec "praktycy" od terapii?
                            • shachar Re: Oj 'sorvina'... 28.12.12, 13:48
                              Zdziwiłabyś się co sprawia dotyk fizyczny
                              no może bym się i zdziwiła :-) tylko dlaczego, skoro taki zdrowy na głowę i emocje, ta matka jakoś nie ma tego w swoim repertuarze, choć miala takie szanse, kiedy dziecko było jeszcze małe? Bo jest wybrakowana pod tym względem. A potem to juz nie wiem, czy w wieku kiedy ma się prawie dorosłe dzieci mozna cos odkręcic. Przypomina mi się takie doświadczenie z małpą hodowaną bez bliskości cielesnej , kiedyś jak byłam szczyl pokazywali to w tv. Ta małpa nie była w stanie się odmienić, dotyk to był dla niej stres.
                              • to.niemozliwe Re: Oj 'sorvina'... 28.12.12, 14:45
                                Wlasnie poruszasz ciekawa kwestie. Sa obserwacje i badania, ktore pozwalaja domniemac, ze ludzie maja naturalny odruch wspolodczuwania dla innych, byc moze na tle imperatywu afirmacji zycia z ktorym przychodzimy na swiat. Natomiast, swiat spoleczny w ktorym zyjemy niszczy i spycha to wspolczucie dla innych. Uczymy sie odgrywac role i przyjmowac maski oraz pozorowac dzialania. Sa one czesto sprzeczne z natura: przemoc, manipulacje, oszustwa, ponizanie innych. Wewnetrznie, ten konflikt jest jednym ze zrodel napiec, ktore sprawiaja, ze nie mozemy cieszyc sie pelnia zycia i dawac z siebie innym tyle dobra, ile naprawde w sobie mamy. Sa terapie oparte na odnajdywaniu w sobie tego odczuwania swiata, przez Afirmacje. Poniewaz mamy zablokowane to wewnetrzne przezycie wspolczucia (a jest ono potrzeba naturalna), to odrzucamy nasze emocje. Sa tu trzy zasadnicze warianty w rozwoju: Najpierw z radoscia przyjmujemy odpowiedzialnosc za swoje uczucia, scedowana na innych. Np. male dzieci ciesza sie, ze cos zrobia dla rodzicow - jak z tego nie wyrosniemy, to mamy duza szanse na persone depresyjna, zalezna, o niskim poczuciu wartosci (w potocznym rozumieniu). Oznacza to, ze wzielismy pelna odpowiedzialnosc za cudze uczucia.

                                Drugi wariant, to kompletny brak odpowiedzialnosci za wywolywanie uczuc u innych, po uswiadomieniu sobie, jakie skutki ma dla nas tkwienie w etapie pierwszym. To etap buntu, tupetu. "Mam gdzies, czy Cie to dotyka, czy nie, moge mowic i robic co chce!". Niektorym zostaje lub przeobraza sie w zainteresowanie jedynie swoimi uczuciami i ich dobrostanem.

                                Jak przez to przejdziemy i sie z tym ograniemy, to staniemy u progu trzeciego etapu - polaczenia dojrzalosci z naturalnym, wrodzonym wspolodczuwaniem. Emocjonalne wyzwolenie - odpowiadasz za swoje dzialania i intencje i jednoczesnie, nie odpowiadasz za cudze emocje, nawet jesli zmierzaja do wywolania w tobie strachu, upokorzenia lub zawisci.

                                Gdzie w tym miejsce na dotyk? Trzeci etap, lub inaczej - wyjscie z drugiego, wiedze takze poprzez akceptacje cudzych potrzeb.
                                Ludzie artykuluja potrzeby jedynie bez przymusu w warunkach bezpieczenstwa, intymnosci, zaufania i nieoddalenia emocjonalnego. Ten odzwierzecy odruch dotyku i przytulenia sprzyja budowaniu zaufania.
                                Wiem, ze to dziwne , ale zawsze mozemy komus napisac "idz na terapie", tylko, ze to oczywiste. A my tu dyskutujemy o bogactwie psychologii, a nie o "jedynie slusznych" pomyslach. Oki? :-)
                            • szaman.ka Re: Oj 'sorvina'... 28.12.12, 14:28
                              Owszem To.niemożliwe dotyk może sprawić cuda i sprawia;
                              Tylko,że Ty popełniasz jeden błąd w swoim rozumowaniu. Pomijasz to,co ta dziewczyna ma zrobić ze swoimi aktualnymi uczuciami wobec matki ?? Ma je odciąć,zamrozić,wyprzeć?Nie wiem dokładnie jakie ma wobec niej uczucia.Sama napisała,że matkę kocha mimo wszystkich przykrości,których od niej doświadczyła.Mogę sobie wyobrazić,że oprócz tego,że matkę kocha ma do niej ogromny żal,za jej słowa,że,czuje prawdopodobnie,albo powinna czuć ,bo to jest naturalne w takiej sytuacji- złość,że jej nie pozwala niczego samej zrobić,że zamiast wsparcia i zrozumienia dostaje tylko kuksańce od niej.
                              Ja gdy robię komuś terapię muszę być całkowicie spokojna i w dobrym nastroju i zdrowa.Inaczej mogłabym komuś przekazać swoje negatywne emocje.
                              Całkowitą rację ma tutaj Sachar. Tak właśnie, by to wyglądało jak ona pisze.

                              Gdy się pracuje z żonami alkoholików,stosujących wobec nich przemoc,to nie można ich dotykać.Najpierw pracuje się w aurze,w odległości ok.5 cm od ciała takiej osoby,a dopiero gdy nastąpi rozładowanie największych napięć zaczyna bezpośrednią pracę z ciałem i bezpośredni dotyk.Inaczej, taki nawet najlżejszy dotyk byłby dla nich bolesny i przykry.
                              • sorvina Re: Oj 'sorvina'... 28.12.12, 14:37
                                Szamanko - czy mogę Ci wysłać maila?
                                • szaman.ka Re: Oj 'sorvina'... 28.12.12, 15:09
                                  Oczywiście Moja Droga !
                              • to.niemozliwe Re: Oj 'sorvina'... 28.12.12, 14:55
                                No wlasnie sama pisze, ze kocha i sadze, ze naprawde kocha.
                                Mieszkaja razem i na pewno nie ciagle maja na pienku, musza byc momenty nawet banalnego zmeczenia, odpuszczenia napiecia.
                                Wiesz o co mi chodzi? Ze miedzy nimi jest relacja. Gdyby corka sie wyprowadzila i nie odzywala kilka lat, to uznalbym, ze relacja wygasla i zostala zaszufladkowana jako trauma, zamknieta w pudelku "nie otwierac - boli".
                                Ale relacja jest, w dodatku corka ma potrzeby akceptacji i je wyraza, wiec sadze, ze radoscia przyjelaby to, ze matka chcialaby sie do niej przytulic.
                                • sorvina Re: Oj 'sorvina'... 28.12.12, 15:16
                                  to.niemozliwe napisał:

                                  > Ale relacja jest, w dodatku corka ma potrzeby akceptacji i je wyraza, wiec sadz
                                  > e, ze radoscia przyjelaby to, ze matka chcialaby sie do niej przytulic.

                                  A jak myślisz, jak młoda osoba z zerową samooceną i myślami samobójczymi przyjęłaby reakcję matki pt. odepchnięcie i bardzo ostry komentarz? Nie masz gwarancji dobrego odbioru, skoro autorka pisze, że mama nawet rozmawiać z nią nie chce.
                                  • to.niemozliwe Re: Oj 'sorvina'... 28.12.12, 15:30
                                    Tak samo nie masz gwarancji odepchniecia. Pozostanmy przy rozbieznych ocenach, bo poki co nie pojawiaja sie zadne nowe okolicznosci, ok? :-)
                                    • sorvina Re: Oj 'sorvina'... 28.12.12, 15:40
                                      to.niemożliwe - mnie po prostu dziwi propozycja, która może być dla dziewczyny kolejnym trudnym doświadczeniem. Wychodzę z założenia, że po pierwsze nie krzywdzić - nie zawsze można pomóc, ale chociaż nie pogarszajmy sytuacji.

                                      Natomiast rozumiem i też uważam za ważne świadomość etapów: uzależnienie->niezależność->współzależność. Tylko to jest raczej element rozwoju osobowości, pogłębienia ludzkiego doświadczenia, a dziewczynie (i matce) potrzebna jest terapia by w
                                      ogóle stanąć psychicznie na nogi.

                                      Natomiast oczywiście masz prawo widzieć to inaczej, ja mam wolne, więc dyskutuję ile wlezie ;)
                                      • to.niemozliwe Re: Oj 'sorvina'... 28.12.12, 15:45
                                        Ja mam grype, wiec leze w lozku od wczoraj i dostaje kota....:-D
                                        • sorvina Re: Oj 'sorvina'... 28.12.12, 18:28
                                          to.niemozliwe napisał:

                                          > Ja mam grype, wiec leze w lozku od wczoraj i dostaje kota....:-D

                                          To zdrowia życzę :)
                          • sorvina Re: Oj 'sorvina'... 28.12.12, 14:32
                            Wiesz to skomplikowany temat. Ja sprzeciwiłam się podejściu Witch, że nie będąc matką NIC nie wiem o sobie i życiu w rodzinie, bo wiele można zrozumieć i nauczyć się z innych źródeł.
                            Z jednej strony tyle o sobie wiemy ile nas sprawdzono, z drugiej mądry człowiek uczy się nie tylko na swoich błędach, ale i cudzych, a sporo rzeczy np. braku umiejętności radzenia sobie z frustracją i tendencji do wyżywania się na słabszych wychodzi przy różnych sytuacjach, choć na pewno przy dziecku w większym stopniu, więc uważny człowiek może to dostrzec i skorygować i nie posiadając własnego dziecka.

                            Natomiast zgadzam się z tobą, że każde doświadczenie jest inne i możemy mieć tylko mgliste pojęcie o tym co przeżywa drugi człowiek. Nawet w terapii to widać, dobry terapeuta przede wszystkim pyta - jak się z tym czujesz, co o tym myślisz, jak to rozumiesz itp. zamiast szufladkować - ok, ojciec alkoholik to pewnie czujesz się tak i tak. Ktoś kto nigdy nie doświadczył przemocy psychicznej nie zrozumie jaką ona wodę robi z mózgu. Ale jeśli ktoś miał np. męża przemocowca, to potrafi udzielić wielu słusznych rad ofierze przemocy ze strony rodziców, bo choć szczegóły różne, to pewne mechanizmy są podobne i podobne metody wyjścia z takich sytuacji.

                            Forum to jednak nie jest profesjonalna terapia, tutaj ludzie z różnym doświadczeniem dzielą się swoimi przemyśleniami i radami pomagając sobie nawzajem i spełnia to swoją rolę. Mało osób ma doświadczenia skrajne jak Korczak i raczej nie mają okazji tutaj pisać. Jednak wiele osób ma zarówno wiedzę jak i doświadczenia pozwalające odróżnić normalne zachowanie od przemocy. Z punktu widzenia córki i forumowiczów nie ma większego znaczenia czy matka ją wyzywa bo jest sfrustrowana pracą, relacją z mężem czy boli ją ząb - wyzywa ją a to jest przemoc z wieloma tego konsekwencjami negatywnymi dla córki. To córka zgłasza się po pomoc, ona może i chce coś z tą sytuacją zrobić. Jeśli matka zgłosi się po porady dla siebie, pewnie nakreśli swoją historię i okaże się, że też jest/była czyjąś ofiarą i być może w swoim mniemaniu stara się najlepiej jak potrafi. Nadal jest jednak odpowiedzialna za to jak traktuje córkę.

                            > Tak więc nie broniąc owej mamusi, uznaję rację Witch, że wszystko wygląda inacz
                            > ej z pozycji matki. Wtedy pewnie wredne słowa zasłyszane jako dziecko 'ja cie
                            > na swiat nie ciagnełam' wracają teraz w ustach matki do wlasnego dziecka, ku og
                            > romnemu zaskoczeniu wszystkich, zwłaszcza mamusi, ktora myślala ze 'ona nigdy s
                            > wojemu dziecku ..' No i wtedy musi bronic swojej pozycji, podać szereg powodów
                            > na swoje usprawiedliwienie i bronić ich do upadłego.

                            Nie musi, może przyznać się, że powiela błędy swoich rodziców, ale to by wymagało pewnej dozy samorefleksji i autokrytyki. I to, że z jej strony wygląda to inaczej, to nie znaczy, że słusznie - każdy rodzic wbijający dziecko w rolę kozła ofiarnego jest w stanie podać dziesiątki powodów dlaczego go tak traktuje, z boku można jednak spytać - do czego dąży traktując dziecko w ten sposób? Bo o ile po ludzku mogę zrozumieć chwilowe nie panowanie nad sobą, to nie mam tolerancji dla wieloletniej przemocy. Bo to rodzic jest dorosły i ma możliwości poszukania dla siebie pomocy jeśli sobie nie radzi. Taki nastolatek możliwości ma znacznie mniejsze.
                            • l.witch.l Re: Oj 'sorvina'... 29.12.12, 15:32
                              Wiesz co... nie osmieszaj sie! Jestes zwyczajnie i podle zarozumiala. Takie gadanie to przekraczanie granic normalnosci.
                              Wyglada na to ze twoje ograniczenie umyslowe tak wlasnie dziala- aby dopisac rzeczywistosc- do kazdej fikcji. Zapewne tez twoja historia- jakoby dziecka maltretowanego przez matke -tez jest fikcyjna i ile ty sama wnioslas w konflikt w rodzinie tego ci twoj wrodzony narcyzm nie pozwoli nigdy zrozumiec.
                  • nangaparbat3 Re: Sorvina...:=) 27.12.12, 16:21
                    Argumenty ad personam są niedorzeczne - w przeciwieństwie do Sorviny jestem samotną matką dorosłej córki (studiuje) i mogę się podpisać po tym, co pisze Sorvina.
                    • l.witch.l Re: Sorvina...:=) 27.12.12, 16:43
                      A ty nanga podpisuj sie pod czym chcesz dla mnie i tak jestes przykladem tosycznego trolla na forum.
                      • to.niemozliwe Re: Sorvina...:=) 27.12.12, 19:06
                        Ale argument, ze nie ma dzieci, wiec niech sie nie wypowiada lub pisze rzeczy naiwne jest nierzeczowy, znaczy od rzeczy, poza tematem. Do pominiecia. W ten sposob Ty nie powinnas nic pisac o psychice mezczyzn, skoro jestes kobieta. Nie trzyma sie to rzeczywistosci, nie sadzisz?
                        • l.witch.l Re: Sorvina...:=) 27.12.12, 19:10
                          Pisac o tym jak czuje mezczyzna nigdy nie pisalam, bo to prawda chyba nim nie jestem...czekaj, czekaj sprawdze....Nie!

                          Fakt ze ktos nie ma dzieci jest w tym wypdku decydujacy. Jak mozna pisac na temat sytuacji rodzica nastolatki, nie bedac nim.
                          • to.niemozliwe Re: Sorvina...:=) 27.12.12, 19:16
                            Mysle, ze mozna - przeciez ma swoje doswiadczenia jako nastolatka, obserwacje innych, lektury. Nie trzeba byc psem, zeby znac sie na psach. Sorvina wnosi pewna doze oryginalnosci na forum, a jej posty sa nieofensywne i dobrze argumentowane. Mysle, ze troche ja testujesz, tylko zwroc uwage, ze to wrazliwa osoba, szkoda byloby ja zrazic do pisania, w koncu nie mamy tu na peczki ciekawych, nowych osob, nie?
                            • l.witch.l Re: Sorvina...:=) 27.12.12, 19:22
                              Zimnem powialo, takim nordyckim albo jeszcze dalej....Przede wszsytkim nikogo nie trenuje.
                              A pisanie sorviny jest ladne, ladnie pisze, ale jest duze ALE....
                              • to.niemozliwe Re: Sorvina...:=) 27.12.12, 19:39
                                W jakim sensie "zimnem powialo"? Wy macie dosc podobne doswiadczenia z dziecinstwa. Mysle, ze to pozwala inaczej patrzec na druga osobe.
                                A to "Ale" jest do tego, co pisze, a nie do niej samej?
                                • l.witch.l Re: Sorvina...:=) 27.12.12, 20:32
                                  A skad wiesz jakie bylo moje dziecinstwo? Nic nie wiem na temat dziecinstwa 'sorviny'...:=)

                                  Zdaje sie ze przeszla z tego powodu terapie ze jak powiada jej mama byla toksyczna.

                                  Ja nie uwazam mojej mamy za toksyczna. Ja mialam bardzo szczesliwe, zarwono dziecinstwo jak i mam bardzo dobra matke. Taty juz nie mam, zmarl.
                                  • to.niemozliwe Re: Sorvina...:=) 27.12.12, 20:49
                                    A to przepraszam, ale wydawalo mi sie, ze wspominalas o toksycznej matce. W kazdym razie, Twoja wiedza na ten temat, z niuansami jest znaczna (moim zdaniem).
                                    • l.witch.l Re: Sorvina...:=) 27.12.12, 21:28
                                      to.niemozliwe napisał:

                                      > A to przepraszam, ale wydawalo mi sie, ze wspominalas o toksycznej matce. W kaz
                                      > dym razie, Twoja wiedza na ten temat, z niuansami jest znaczna (moim zdaniem).

                                      :=))) A co nigdy nie byles wkurzony na kogos kogo bardzo kochasz, nie trzaskales drzwiami, czy waliles piescia w stol....=) W imie swoich racji?
                                      Wielu ludzi tak ma w rodzinie, ze sie kloca, czasami zwyzywaja, ale sie kochaja, wracaja, przepraszaja, dbaja o siebie i troszcza... Ciagle w mozgu mamy nasz pradawny- 'mozg reptyla', ktory sprawia czasami duzo klopotow. Tu nie ma silnych czy madrych...

                                      Ja z moja mama klocilam sie juz siedzac na nocniku....:=))))
                                      Z ojcem nigdy nie mialam problemow, ale on to byl czloiwek jak to mowia...ze stali.
              • nangaparbat3 Re: Wiesz Aleksandra... 27.12.12, 16:17
                Oczywiście, że nie trzeba szukac patologii - mówienie dziecku, że się go na świat nie ściągnęło, po prostu jest jawną patologią (i jawnym łgarstwem). Że może często się zdarza - grypa też często się zdarza, i też jest patologią.
                Ustawianie córki w roli terapeutki własnej matki, zwłaszcza w rodzinie o strukturze 1 na 1 - piekne by było, gdyby miało szanse.

                ------------
                "Może to było nie na e-matce, a np. na wychowaniu albo starszym dziecku: wytłumaczono mi, że reagowanie na to, że ktoś na ulicy zasłabł, albo został napadnięty, jest niezgodne z psychologią społeczną". Srebrnarybka
                • l.witch.l Re: Wiesz Aleksandra... 27.12.12, 16:48
                  Ty glupiutka babo z torbielami na jajnikach- jak to kiedys o sobie sama pisalas. Dziewczynka 18 letnia ci opisala historie nie wiadomo jaka- a ty idiotko na wszystko patrzysz jak ten zezowaty...

                  Acha bylas samotna matka? No oczywscie nanga taka brudna fleje jak ty nawet kulawy pies by nie zechcial...!
                  • nangaparbat3 Re: Wiesz Aleksandra... 27.12.12, 17:10
                    Nie bardzo rozumiem, o co Ci chodzi, mam wrażenie, że mylisz mnie z jakims innym nickiem.
            • to.niemozliwe Re: Wiesz Aleksandra... 27.12.12, 14:59
              To jak ona ma z ta matka rozmawiac?
              • leda16 Re: Wiesz Aleksandra... 27.12.12, 15:09
                to.niemozliwe napisał:

                > To jak ona ma z ta matka rozmawiac?


                W wysprzątanym przez siebie domu, przy własnoręcznie sporządzonej kolacji położonej na świeżo wyprasowanym białym obrusie i zapalonych świecach. Kwiatów na tym stole też zabraknąć nie może a słowa przepraszam w ustach...
                • to.niemozliwe Re: Wiesz Aleksandra... 27.12.12, 16:23
                  I myslisz, ze to pomoze matce w zaniechaniu sformulowan, ze corki nie chciala, ze jest nieudacznikiem i nie moze sie doczekac kiedy ona juz sie wyprowadzi? Sadzisz, ze wtedy matka sie zmieni?
                  Czy raczej zartyumfuje, ze zmusila "gowniare" do posluszenstwa?
                  Wiec po co sie ma zmieniac, skoro ma to, na czym jej zalezy?
                  • l.witch.l Re: Wiesz Aleksandra... 27.12.12, 16:36
                    Te sformulowania sa wypowiadane pod wplywem chwili sa expresyjnie wypowiadane i uzywane jako wentyl dla zlosci.

                    A milosc do dziecka gdzis tam we tle nadal istnieje.

                    Poza tym, w kazdym domu, sa reguly jakie rodzice stawiaja dzieciom i dziecko musi i powinno sie bylo do nich dostosowac...

                    • to.niemozliwe Re: Wiesz Aleksandra... 27.12.12, 17:11
                      Aleksandra ma swiadomosc, ze daje realne powody, np. w zakresie utrzymania porzadku i zakladam jej dobra wole do wdrazania sie w sprawy domowe.
                      • leda16 Re: Wiesz Aleksandra... 27.12.12, 17:54
                        to.niemozliwe napisał:

                        > Aleksandra ma swiadomosc, ze daje realne powody, np. w zakresie utrzymania porz
                        > adku i zakladam jej dobra wole do wdrazania sie w sprawy domowe.


                        Ale po owocach poznacie je - jak mówi Ewangelia. Dobre chęci nie wystarczą.
                        • to.niemozliwe Re: Wiesz Aleksandra... 27.12.12, 18:54
                          Zgadzam sie i z Toba i z ewangelia.:-)
                    • sootball Re: Wiesz Aleksandra... 27.12.12, 18:47
                      jak skopię kota bo się rozzłościłam to też się mogę usprawiedliwić wentylem dla złości, a przecież na co dzień gdzieś tam w tle kocham koty, więc właściwie nic się nie stało?
                      Czy to automatycznie uleczy kotu połamane żebra?
                      • l.witch.l Re: Wiesz Aleksandra... 27.12.12, 19:06
                        sootball napisała:

                        > jak skopię kota bo się rozzłościłam to też się mogę usprawiedliwić wentylem dla
                        > złości, a przecież na co dzień gdzieś tam w tle kocham koty, więc właściwie ni
                        > c się nie stało?
                        > Czy to automatycznie uleczy kotu połamane żebra?

                        lepiej by bylo gdyby kotek ciebie skopal?
                        • sootball Re: Wiesz Aleksandra... 27.12.12, 20:24
                          Czyli co, prewencyjne kopanie kotka? Super.

                          Dojrzała osoba nie wyładowuje złości kosztem czyjejś krzywdy. A już zwłaszcza kosztem krzywdy kogoś, dla kogo ma być opiekunem, oparciem i wzorem do naśladowania.

                          Wykrzyczeć przekleństwo w powietrze a nazwać kogoś w oczy obelżywie - ogromna różnica.
                          • szaman.ka Re: Wiesz Aleksandra... 27.12.12, 20:45
                            No wiesz; na dziecku, czy kotku łatwiej się wyładować ,bo nie odda.
                            Takie dziecko powinno przeprosić mamusię ,że ją zdenerwowało i zapytać czy się przypadkiem nie uderzyła, gdy mu dawała kopniaka.A jeśli tak, to podmuchać,przyłożyć altacet i zrobić herbatki zmęczonej mamusi. Niech sobie biedna odpocznie.
                            Niech się smarkacz uczy empatii,a co; może się komuś nie podobają moje zalecenia?
                  • leda16 Re: Wiesz Aleksandra... 27.12.12, 17:52
                    to.niemozliwe napisał:

                    > I myslisz, ze to pomoze matce w zaniechaniu sformulowan, ze corki nie chciala,
                    > ze jest nieudacznikiem i nie moze sie doczekac kiedy ona juz sie wyprowadzi? Sa
                    > dzisz, ze wtedy matka sie zmieni?


                    Nie, ale pomyśl ile nerwów i zdrowia jej oszczędzi. Zawsze mi mówiono, że na grzeczności się nie traci.To prawda, nie wiesz o tym?


                    > Wiec po co sie ma zmieniac, skoro ma to, na czym jej zalezy?


                    A gdzie ja pisałam, że to matka ma się zmienić?
                    • sootball Re: Wiesz Aleksandra... 27.12.12, 18:50
                      "Zawsze mi mówiono, że na grzeczności się nie traci".

                      To dlaczego nie stosujesz tej złotej zasady?
                • sootball Re: Wiesz Aleksandra... 27.12.12, 18:49
                  "przepraszam" to w tej sytuacji wyłącznie w ustach matki.
    • leda16 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 14:44
      aleksandra140 napisała:

      > "Że was na świat nie ciągnęła" - nie zaszokowała mnie to jakoś strasznie,



      Dowcipną masz mamę. Moi znajomi zwykle to zdanie słyszą od swoich rozwydrzonych latorośli w wersji: "Ja się na świat nie prosiłem". Odtąd będę im radzić żeby tak właśnie ripostowali. Zaimponują swoim nastolatkom i chociaż częściowo zbiją z tropu :))).
    • leda16 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 15:05
      aleksandra140 napisała:

      > Ja nie jestem jakąś wyrodną córką, uczę się, na imprezi
      > e w życiu nie byłam jakiejś pozaszkolnej i nawet nie spotykam się z koleżankami


      Widać Cię nie akceptują skoro nie tęsknią za Twoim towarzystwem, ale Twoim zdaniem to też wina mamy. Grunt to znaleźć kozła ofiarnego dla własnego nieudacznictwa. Ta widać broni się jak może, produkując cięte riposty, więc wróg.



      > . Jedyny problem, że jestem bałaganiarą i zawsze o to się na mnie wściekała.


      Widać wrodzone lenistwo bierze górę. Strach pomyśleć jaki dom stworzysz rodzinie, którą kiedyś założysz - pełen bałaganu, flejtuchowatości, niechlujstwa. Chłop po roku ucieknie z takiego domu. Prócz bałaganiarstwa nie chwalisz się też innymi zaletami młodej dziewczyny jak gotowanie obiadów, zakupy, wynoszenie śmieci, mycie okien, pranie, prasowanie, itp. więc te obowiązki domowe też pewnie mama wykonuje. Ty uczysz się, leżysz i pachniesz. A może nawet umyć gnuśnego cielska też Ci się nie chce?


      St
      > rach pomyśleć co, gdybym była "normalną nastolatką" która się spotyka z chłopak
      > ami, pali, itp.


      Normalna nastolatka wyręcza rodziców w pracach domowych aż furczy. Przygotowuje się do roli wzorowej pani domu, bo na służącą stać dzisiaj nielicznych. No i nie puszcza z dymem pieniędzy rodziców. Chyba, że jedno z nich papierochy doi.Wówczas zły przykład z góry idzie.


      JNie ma ona potrzeby, żeby mnie raz na miesiąc przytulić,
      > spytać, jak się czuję, mam tylko mieć dobre oceny i nie bałaganić.


      Ale nawet tym minimalnym oczekiwaniom nie chce Ci się sprostać.


      W tamtym rok
      > u miałam jakieś tam myśli samobójcze, ale tak wyszło, że się rozmyśliłam.


      A te myśli były pewnie niezależne od Ciebie. One Tobą sterowały, nie Ty nimi :))). A gdzie WOLĘ wówczas miałaś, na wakacjach?
      • ecco_mi Leda 27.12.12, 15:20
        Normalnie niedobrze się robi, jak się ciebie czyta. To już przestało być szokujące, bulwersujące, ale zwyczajnie nudne do wyrzygania (przepraszam za słownictwo, ale inaczej się nie da). Weź zacznij komentować jakieś inne posty, zamiast obsesyjnie insynuować ludziom coś, czego oni o sobie nie pisali i wyciągać wnioski z sufitu.
        Nie wiem, jaki stosunek ma twój syn do ciebie po tej całej tresurze, jaką mu zafundowałaś (znalazłam to w niedawnym poście twoim). Jeśli kopnął cię w cztery litery i nie chce cię znać, zamiast niedoceniać twej matczynej miłości, to weź wyciągnij wnioski, a skończ się odgrywać na Bogu ducha winnych osobach tu piszących. I tyle w temacie
        • ecco_mi Re: Leda 27.12.12, 15:24
          ecco_mi napisała:

          > itery i nie chce cię znać, zamiast niedoceniać twej matczynej miłości, to weź w

          miało być: zamiast docenić

          PS. Może wypowiedz się w jakimś innym temacie, a nie tylko w kółko terapeuci, toksyczne matki, pokaż, że masz coś wartościowego do powiedzenia, bo jak na razie to wypowiadasz się tylko tam, gdzie możesz gardzić ludźmi, a jesteś strasznie monotematyczna
        • l.witch.l Re: Leda 27.12.12, 16:07
          Sorry ale glupoty to ty raczej piszesz 'ecco bucie'...:=)))
          kazdy ma prawo na forum wyrazic swoje mysli. Roznorodnosc sprzyja kreatywnemu mysleniu a nie jednokierunkowe buczenie na rodzicow i to juz do nudy przesadne, szukanie kozla ofiarnego w zacharowanej matce, ktorej nic nie wolno!

          Ja tam mysle, ze leda ma wlasnie dobrze wychowane dzieci! Tylko tak wychowane dzieci szanuja swoich rodzicow.
          • ecco_mi Re: Leda 27.12.12, 16:46
            l.witch.l napisała:


            > ysleniu a nie jednokierunkowe buczenie na rodzicow i to juz do nudy przesadne,

            jednokierunkowe buczenie to byłoby wtedy, gdyby jedna i ta sama osoba w kółko wałkowała ten sam temat, a tutaj przecież różne osoby piszą o swoich rodzicach, o różnych osobach. Czyli coś na rzeczy jest.

            > Ja tam mysle, ze leda ma wlasnie dobrze wychowane dzieci!

            Chyba wytresowane (sama użyła tego słowa), a to nie to samo.

            • l.witch.l Re: Leda 27.12.12, 16:51
              Podtrzymuje moje zdanie, leda napewno ma dobrze wychowane dzieci! Ona jak wyga dobrze zna ludzi...!
              • ecco_mi Re: Leda 27.12.12, 16:58
                Niech ci będzie, widać inaczej rozumiemy słowo "wychowanie"
                • l.witch.l Re: Leda 27.12.12, 18:21
                  Nic ci sie nie stanie a wrecz dobrze ci bedzie jak poznasz i inne zarwono wychowanie jak i zdanie w temacie.
              • sootball Re: Leda 27.12.12, 23:09
                "leda napewno ma dobrze wychowane dzieci!"

                Ale czy szczęśliwe?
                Ledo, czy Twoje dzieci są szczęśliwe?
                Pytałaś je kiedyś o to?
    • szaman.ka Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 15:11
      Akurat tutaj Leda podsunęła bardzo sensowną odpowiedź:" Rozumiem mamo,że masz mnie dosyć,bo mnie nie chciałaś,ale ja też się na świat nie prosiłam. Nie obwiniaj mnie więc proszę za to,że istnieję,bo ja naprawdę nie brałam udziału w tym powołaniu mnie na świat."

      Ładną bajkę tutaj przeczytałam.
      Bajka jest o nastolatce z myślami samobójczymi,która zapomina o swoich uczuciach i staje się terapeutką swojej,wrogiej matki.
      W bajkach zawsze świat jest piękny.Ja też tęsknie za takim.
      • l.witch.l Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 16:09
        Echhh tam, bajki szamanskie to jak zwykle ty piszesz...
      • to.niemozliwe Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 16:17
        To nie bajka, ludzie potrafia tak rozmawiac. Zaproponowalem sposob komunikowania sie z otwarciem na cudze potrzeby. Dosc skuteczny w rodzinie, o ile rownoczesnie stosuje sie zasady asertywnosci. To nie terapia, tylko inny styl komunikacyjny. Co Cie w nim dziwi?
        • nangaparbat3 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 16:33
          Dziwi oczekiwanie (wymaganie?) umiejętności posługiwania się nim od dziewczyny bardzo młodej, wychowywanej przez nieumiejącą komunikować się matkę, od dziewczyny sygnalizującej właśnie problemy w komunikowaniu się (złe relacje z koleżankami).

          Natomiast miałoby sens, żeby Ala poszukała pomocy dla siebie - na przykład socjoterapeutycznej, dzięki której nauczyłaby się lepiej porozumiewać i z koleżankami, i z mamusią. Dla osób uczęśzczających do szkół taka pomoc powinna być osiągalna - może warto zapytać choćby szkolnego psychologa/pedagoga.
          • to.niemozliwe Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 17:08
            Nie oczekiwanie, ani tym bardziej wymaganie, tylko propozycja.
            Mysle, ze nie doceniacie inteligencji Aleksandry. Dlaczego mialaby byc niezdolna do zrozumienia tego, co napisalem i zastosowania, przynajmniej pewnych elementow? Skoro znalazla forum i opisala o co chodzi, to zakladam jakas chec zrozumienia tematu przez nia, a nie tylko pytanie o proste recepty jak " zalatwic stara". ;-)
            • nangaparbat3 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 17:15
              Spotkałam w życiu niewiele osób, umiejących się komunikować tak jak proponujesz Ali, i mnóstwo osób wybitnie inteligentnych, zaprzęgających swą inteligencję do ukrywania - zwłaszcza przed samym sobą - własnych emocji.
              Twoja propozycja to trochę jakby zaproponować chłopcu kopiącemu piłke na podwórku udział w Mundialu.
              • to.niemozliwe Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 17:28
                Sa inne alteranatywy tu juz, w watku, wymienione: uciec i zapomniec, psychoterapia Aleksandry, zrobienie matce niespodzisnki.
                • nangaparbat3 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 18:04
                  Myślę, że sensowna terapia mogłaby wiele zmienić.
                  Oczywiście lepiej byłoby, gdyby terapię przeszła mama Ali lata temu - ale na to Ala nie miała ani nie ma żadnego wpływu.
              • leda16 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 18:10
                nangaparbat3 napisała:

                > Spotkałam w życiu niewiele osób, umiejących się komunikować tak jak proponujesz
                > Ali,


                Aż ponownie przekopałam cały wątek z ciekawości, jakie to cudowne propozycje dla Ali podał "to.niemozliwe" I nic. Czy chociaż raz na tydzień wysprzątanie domu, zrobienie zakupów i przygotowanie posiłku, to domena tylko nielicznych? Robią to córki wszystkich moich znajomych. Czy to takie kosmiczne wymagania posprzątać swój pokój?


                i mnóstwo osób wybitnie inteligentnych, zaprzęgających swą inteligencję d
                > o ukrywania - zwłaszcza przed samym sobą - własnych emocji.


                To Ty sama przed sobą potrafisz ukryć co czujesz??? Jak to robisz? Nie mówię przed innymi, bo to łatwe suszyć zęby na widok nieproszonych gości.
                • nangaparbat3 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 23:07
                  leda16 napisała:


                  > Aż ponownie przekopałam cały wątek z ciekawości, jakie to cudowne propozycje dl
                  > a Ali podał "to.niemozliwe"


                  Widocznie przeoczyłaś ten fragment:
                  Pomoc jej dotrzec do lekow, nazwac je, oswoic i przezyc z nia uczucie, jakie w niej wywoluja. Tak, ze proponowalbym rozmowy z nia, Twoje rozmowy w ktorych dociekasz, bez oceniania - to wazne, zeby nie oceniac, nie wartosciowa. Dociekasz, co ja naprawde martwi i czego sie obawia. Nazywasz to, szukasz okreslenia na emocje, jakie to wywoluje w Tobie, zyczliwie pomagasz jej wypowiedziec swoje obawy, i nazywasz emocje, ktore to wywoluje w niej. Przytulaj sie, badz zyczliwa, ciepla i wyrozumiala. Nawet jesli na poczatku bedzie trudno, to pamietaj, ze jej wyuczona reakcja, to jeszcze wiecej agresji.

                  • leda16 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 20:01
                    nangaparbat3 napisała:
                    Widocznie przeoczyłaś ten fragment:
                    > Pomoc jej dotrzec do lekow, nazwac je, oswoic i przezyc z nia uczucie, jakie
                    > w niej wywoluja. Tak, ze proponowalbym rozmowy z nia, Twoje rozmowy w ktorych
                    > dociekasz, bez oceniania - to wazne, zeby nie oceniac, nie wartosciowa. Docieka
                    > sz, co ja naprawde martwi i czego sie obawia. Nazywasz to, szukasz okreslenia n
                    > a emocje, jakie to wywoluje w Tobie, zyczliwie pomagasz jej wypowiedziec swoje
                    > obawy, i nazywasz emocje, ktore to wywoluje w niej. Przytulaj sie, badz zyczliw
                    > a, ciepla i wyrozumiala. Nawet jesli na poczatku bedzie trudno, to pamietaj, ze
                    > jej wyuczona reakcja, to jeszcze wiecej agresji.




                    Faktycznie. W międzyczasie rzucone tu zostało wiele innych ciekawych opinii dot. m.in korzyści technik pracy z ciałem oraz wiele bzdur. Ale szczerze mówiąc, nie pojmuję, czemu te w/w rady większość Dyskutantów, ba, nawet zajmująca się terapią uzależnień Szamanka, uznały za tak bulwersujące, łącznie z krakaniem o ich rzekomej szkodliwości. Przecież tego typu zalecenia podają wszystkie szkoły psychoterapeutyczne z terapią rodzinną oraz małżeńską na czele. Są tam i "dni dobroci", "dni spełniania życzeń". "okazywania uczuć" "przytulania", itp. Przypuszczam również, że autorka wątku, zamiast się nabzdyczać i koncentrować na parowaniu urojonych ciosów, dużo by skorzystała wprowadzając w życie rady "to niemożliwe", "witch" a nawet moje. Ten pierwszy, amator, robi - jak widzę - duże postępy w przyswajaniu sobie pewnych obszarów wiedzy psychologicznej, witch ma doświadczenie żony, matki i trzeźwe, pozbawione egzaltacji spojrzenie na życie, o sobie skromnie przemilczę :). Natomiast wielce szkodliwe społecznie i naganne moralnie jest - jak tu już ktoś mądrze podnosił - doszukiwanie się w każdej konfliktowej relacji córki z matką krzywdy, traumy, okrucieństwa, depresji, uzasadniających konieczność odbycia przez rzekomą ofiarę tego konfliktu psychoterapii. Psychoterapii, oczywiście "na NFZ", a jakże! Bo niby skąd takie 18 - 22 letnię bidusie na utrzymaniu "okrutnych toksyn" mają mieć te 100 zł tygodniowo dla psychoterapeutki. Czemu nikt nie zadaje sobie pytania, czy pieniądze NFZ nie pójdą w błoto, skoro dorosła metrykalnie kobieta przez 18 lat nie zdołała zrozumieć dwóch elementarnych zasad współżycia społecznego: 1/ że życie wymaga kompromisów, 2/ nie kąsa się ręki, która karmi. Dla mnie młoda, zdrowa osoba, która publicznie pluje na własną matkę, a siebie usprawiedliwia jej kosztem, to dno moralne, które nie tylko nie nadaje się na żadną psychoterapię "na NFZ". ale z uwagi na zasadę solidarności społecznej, nawet na nią nie zasługuje. Właśnie dzisiaj przeczytałam w GW, że leczenie jednego chorego onkologicznie (chodzi ło o leczenie czerniaka), dotychczas kosztowało NFZ 500 tys. zł. Od nowego roku , z powodu braku pieniędzy kwota ta zostanie zmniejszona do 180 tys. wskutek czego tysiącom na prawdę chorym, wartościowym ludziom, rozpaczliwie pragnącym żyć, wspaniałym córkom i matkom, to życie zostanie przedwcześnie odebrane. Dlaczego? bo jakaś flejtuchowata bździągwa "ma myśli samobójcze" z powodu niechęci sprzątania domu w którym żyje, albo chłopak ją rzucił albo nie ma chłopaka. Więc Szamanka, Sorvina i inne pozbawione cienia wyobraźni oraz niestety -empatii osoby podkręcają te egocentryczne egoistki: "potrzebna ci psychoterapia, bez psychoterapii się nie obejdzie, ta, tak, to ci pomoże, tam przerobisz traumę, okrucieństwa toksycznej wiedźmy jaką jest twoja matka, idź na psychoterapię..." To nic, że radzą to osoby, które nigdy matkami nie były, ale które na dodatek mają jakiś księżycowy, oderwany od życia, wydumany wzorzec zachowania matki i ta, co od niego (w subiektywnej, stronniczej, relacji córki oczywiście) odstaje, to wróg i toksyna. Mam nadzieję Szamanko, że Twój żenujący brak wyobraźni bierze się z ubożuchnych doświadczeń w pracy z pacjentami w PZP, a nie z pospolitej głupoty. Bo co byś powiedziała pacjentce onkologicznej z przerzutami, w depresji, która przyszła ze skierowaniem od psychiatry a Ty masz miejsce na spotkania z nią raz w miesiącu? Resztę (np. 14 miejsc "na NFZ" zabrały tej niewątpliwie wymagającej pomocy chorej, nagnane przez Ciebie i Tobie podobne naganiaczki -egocentryczne bździągwy? Co byś powiedziała 60-cio letniej kobiecie, która straciła jedyną córkę, młodej 30-to letniej kobiecie z SM, maltretowanej żonie, matce zgwałconego dziecka, żonie umierającego męża, kobiecie po wypadku samochodowym z którego wyszła z porażeniem połowiczym? To m.in. dzięki Tobie od drzwi gabinetu "darmowego" psychologa i psychoterapeuty odejdą ludzie, którzy na prawdę potrzebują pomocy. A Ty nie masz nawet na tyle dystansu wobec własnych stereotypów, żeby się zawstydzić. Smutne.
                    • szaman.ka Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 20:42
                      Nie Leda ;ja się nie zajmuję terapią uzależnień.
                      Dziękuję ,że mi uświadomiłaś ogrom mojej odpowiedzialności za wszystkie problemy naszego lecznictwa,braki środków w NFZ i cierpienia,a nawet śmierć różnych wspanialych osób z tego powodu,że te osoby nie odbyły terapii z powodu moich lekkomyślnych rad na forum.
                      Tylko ,że sobie zupełnie nie przypominam,bym kiedykolwiek decydowała o liście kwalifikowanych do terapii w ramach NFZ.
                      Poza tym, chciałam Ci powiedzieć,że mam córkę,wiec Twoje dywagacje na ten temat są zupełnie chybione.
                      • leda16 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 21:09
                        szaman.ka napisała:

                        > Nie Leda ;ja się nie zajmuję terapią uzależnień.

                        Nie? Więc co to ma znaczyć?
                        "szaman.ka napisała: Ja gdy robię komuś terapię muszę być całkowicie spokojna i w dobrym nastroju i
                        > zdrowa.Inaczej mogłabym komuś przekazać swoje negatywne emocje.
                        > Gdy się pracuje z żonami alkoholików,stosujących wobec nich przemoc,to nie możn
                        > a ich dotykać.Najpierw pracuje się w aurze,w odległości ok.5 cm od ciała takiej
                        > osoby,a dopiero gdy nastąpi rozładowanie największych napięć zaczyna bezpośred
                        > nią pracę z ciałem i bezpośredni dotyk.Inaczej, taki nawet najlżejszy dotyk był
                        > by dla nich bolesny i przykry."



                        > Tylko ,że sobie zupełnie nie przypominam,bym kiedykolwiek decydowała o liście k
                        > walifikowanych do terapii w ramach NFZ.


                        Ach, pewnie nie wiesz, że wizyty u specjalistów są limitowane, nie mieszkasz w Polsce, nigdy nie rejestrowałaś się choćby do okulisty? Do Twojej wiadomości - psychoterapeuci i psychologowie w PZP których płatnikiem jest NFZ, mają zajęte miejsca na 2 miesiące z góry. Być może w uzależnieniach wygląda to znacznie lepiej. A może tam nawet psychoterapeuci szukają pacjentów a nie odwrotnie :). Wszak z każdej butelki alkoholu idzie podatek na leczenie alkoholików.


                        > Poza tym, chciałam Ci powiedzieć,że mam córkę,wiec Twoje dywagacje na ten temat
                        > są zupełnie chybione.


                        To się tyczyło Sorviny. Ale skoro masz córkę, dziwi mnie, że wolałaś spędzić czas świąteczny na klepaniu tutaj, do osób z miałkimi, wyolbrzymionymi do absurdu problemami, niż z nią i resztą bliskich. Czyżby kompensacja braku zatrudnienia w zawodzie psychoterapeuty?
        • szaman.ka Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 17:44
          Dziwi mnie Twoja niewyuczalność To.niemożliwe i kompletny brak empatii.
          Okazuje się,że nic nie zrozumiałeś z tego, co Ci pisałam. Przeczytałeś w jakieś książce,że tak można reagować i z miną mędrca -nauczyciela to powtarzasz.
          Pytałam Cię podczas naszych utarczek; dlaczego sam tego nie stosujesz,skoro tak wszystkim to zalecasz?
          Ja wcale tego nie neguję,że taki sposób reagowania jest możliwy. Możliwy,ale nie dla nastolatki i tak samo jeszcze długo nie dla Ciebie To.niemożliwe.
          Możliwy jest dla ludzi,którzy doskonale potrafią kontrolować swoje emocje,mają ogromną,,prawdziwą, pewność siebie i poczucie bezpieczeństwa,a także posiadają odpowiedni stopień empatii.
          Nastolatka ,która słyszy tak okrutne rzeczy od swojej własnej matki czuje się dogłębnie ogromnie zraniona i jest zła i wściekła na matkę oraz pełna żalu za jej słowa.
          Ma do tego prawo o wiele większe, niż Ty miałeś do swojej złości na mnie wtedy, gdy Cię krytykowałam,bo to w końcu tylko forum i piszesz anonimowo.
          Dlaczego Ty zamiast okazywać mi empatię pisałeś negatywne komentarze na mój temat? Pisałeś je dlatego,że byłeś pod wpływem złości i ja Ci nie odmawiam do niej prawa,tylko na Boga przestań nauczać innych ,bo się wtedy sam ośmieszasz.
          Jest zupełnie czym innym ćwiczyć asertywność na sucho ,jak to demonstrowałeś Kropidle,a co innego ,gdy Ciebie samego ogarniają silne emocje,bo czujesz się zraniony przez kogoś.
          Wtedy zapominasz o swoich pięknych naukach i sam stajesz się agresywny.Nasze sprzeczki zaczęły się kiedyś od tego,że ja powiedziałam asertywnie,że coś mi się nie podoba. a TY w odpowiedzi zareagowałeś agresją. (Jeśli nie wierzysz,to postaram się odszukać nasze posty)
          Czy Ty uważasz,że Ty masz do tego prawo,a inni nie ? Uważasz, że Twoje uczucia i reakcje nimi powodowane są adekwatne,a innych nie? I że to Ty masz prawo osądzać w tej sprawie?
          Naprawdę uważasz,że jak Ty mi zarzucasz,że jestem aroganckim narcyzem,to ja to powinnam przyjąć z pokorą,a gdy ja zarzucam Tobie to samo,to masz powód,by się złościć? To kto tutaj jest narcyzem?


          • leda16 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 18:31
            szaman.ka napisała:
            Możliwy jest dla ludzi,którzy doskonale potrafią kontrolować swoje emocje,


            Jeśli ktoś po kilkunastu latach tresury (o sorry; wychowania) nie potrafi kontrolować swoich emocji, to nie nadaje się do życia w społeczeństwie. Wyobraź sobie, że szef nagminnie nie kontroluje swoich emocji wobec stażystów, mąż w sytuacji "za słonej zupy", facet, gdy kobieta mówi "nie!" ojciec, gdy dziecko zawini. Wszyscy skończylibyśmy w jaskiniach.



            mają
            > ogromną,,prawdziwą, pewność siebie i poczucie bezpieczeństwa,a także posiadają
            > odpowiedni stopień empatii.


            Do tego w zupełności wystarczy prosta umiejętność przewidywania skutków swoich czynów lub choćby niepowściągliwości w mieleniu ozorem.


            > Nastolatka ,która słyszy tak okrutne rzeczy od swojej własnej matki czuje się d
            > ogłębnie ogromnie zraniona i jest zła i wściekła na matkę oraz pełna żalu za j
            > ej słowa.


            Cóż, nastolatce brak zwykłego poczucia humoru. Zresztą to prawda a nie żadne okrucieństwo. Przy porodzie niemożliwe jest ciągnięcie przez rodzącą noworodka na świat. Raczej robi to położna lub lekarz tzw. poród kleszczowy. Ona tylko parła :). A nastolatka powinna już wiedzieć jak poród wygląda.



            > na Boga przestań nauczać innych ,bo się wtedy sam ośmieszasz.



            Dajże spokój Szamanko, nie mieszaj Boga do zwykłej pyskówki i to zaraz po Świętach. Musiałaś mocno wkurzyć To niemożliwe, że stracił swoją przysłowiową zimną krew.



            > Jest zupełnie czym innym ćwiczyć asertywność na sucho ,jak to demonstrowałeś Kr
            > opidle,a co innego ,gdy Ciebie samego ogarniają silne emocje,bo czujesz się zra
            > niony przez kogoś.


            Chyba coś Ci się poplątało. "To niemożliwe" Ci odmówił?! A to łajdak :))).Ale nie dziw Mu się. Wszyscy wiemy, że jest żonaty i zadowolony z żonki.
            • szaman.ka Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 18:52
              A Ty co Leda ,wieczornych leków nie wzięłaś, czy może wszystkie butelki przez Święta opróżniłaś i Cię suszy ,a w głowie czujesz tupot białych mew i majaczysz jak w malignie ?
            • to.niemozliwe Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 19:01
              leda16 napisała:


              > Musiałaś mocno wkurzyć To niemożliwe, że stracił swoją przysłowiową zimną krew.
              Schlebiasz mi Leda z ta przyslowiowa! zimna krwia. :-)
              Eeee tam, Szamanka mnie bawi. Jeszcze mnie Leda nie widzialas wkurzonego. ;-)

              > Chyba coś Ci się poplątało. "To niemożliwe" Ci odmówił?! A to łajdak :))).Ale nie dziw Mu się. Wszyscy wiemy, że jest żonaty i zadowolony z żonki.
              >
              Leda, zlosliwcu - miejze litosc, Szamanka nie ma poczucia humoru na swoj temat.:-D
          • to.niemozliwe Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 18:51
            szaman.ka napisała:

            > Dziwi mnie Twoja niewyuczalność To.niemożliwe i kompletny brak empatii.
            > Okazuje się,że nic nie zrozumiałeś z tego, co Ci pisałam.

            Sporo, jak na dwa zdania. Znowu cos o mnie, zamiast o Aleksandrze? Dlaczego jestem dla Ciebie az tak wazny?

            Przeczytałeś w jakieś
            > książce,że tak można reagować i z miną mędrca -nauczyciela to powtarzasz.
            > Pytałam Cię podczas naszych utarczek; dlaczego sam tego nie stosujesz,skoro tak
            > wszystkim to zalecasz?

            Alez stosuje, z powodzeniem, natomiast na forum od kilku lat staram sie propagowac mowe serca, nie mowe hieny, atakujaca osobiscie kogokolwiek.

            > Ja wcale tego nie neguję,że taki sposób reagowania jest możliwy. Możl
            > iwy,ale nie dla nastolatki i tak samo jeszcze długo nie dla Ciebie To.niemożliw
            > e.
            Mylisz sie, ja go stosuje i Aleksandra tez moze podjac probe.

            > Możliwy jest dla ludzi,którzy doskonale potrafią kontrolować swoje emocje,mają
            > ogromną,,prawdziwą, pewność siebie i poczucie bezpieczeństwa,a także posiadają
            > odpowiedni stopień empatii.
            Zgadzam sie z Toba - nie wystarczy wyuczyc sie formulek, trzeba jeszcze patrzec na innych ze zrozumieniem, szacunkiem i wspolodczuwaniem.

            > Nastolatka ,która słyszy tak okrutne rzeczy od swojej własnej matki czuje się d
            > ogłębnie ogromnie zraniona i jest zła i wściekła na matkę oraz pełna żalu za j
            > ej słowa.
            > Ma do tego prawo o wiele większe, niż Ty miałeś do swojej złości na mnie wtedy,
            > gdy Cię krytykowałam,bo to w końcu tylko forum i piszesz anonimowo.
            Zgadzam sie, ze ma ona prawo czuc sie zraniona i odrzucona.
            Nieprawda, ze odczuwam lub odczuwalem jakas zlosc do Ciebie, bardziej rozbawienie i zaskoczenie kontrastem pomiedzy Twoimi deklarowanymi psychoterapiami, jakie odbylas, wyksztalceniem, i w ogole och i ach, jakie nad soba rozwodzisz, a dosc emocjonalnymi reakcjami na zwykle odmienne zdanie.
            Nie masz problemow endykronologicznych? Wiesz, uderzenia goraca, zmiany nstrojow, pobudliwosc naprzemian z melancholia?
            Cos tam wspominalas o swoim Cv, z ktorego wynikalby wiek menopauzy...

            > Dlaczego Ty zamiast okazywać mi empatię pisałeś negatywne komentarze na mój tem
            > at? Pisałeś je dlatego,że byłeś pod wpływem złości i ja Ci nie odmawiam do niej
            > prawa,tylko na Boga przestań nauczać innych ,bo się wtedy sam ośmieszasz.
            > Jest zupełnie czym innym ćwiczyć asertywność na sucho ,jak to demonstrowałeś Kr
            > opidle,a co innego ,gdy Ciebie samego ogarniają silne emocje,bo czujesz się zra
            > niony przez kogoś.
            > Wtedy zapominasz o swoich pięknych naukach i sam stajesz się agresywny.Nasze sp
            > rzeczki zaczęły się kiedyś od tego,że ja powiedziałam asertywnie,że coś mi się
            > nie podoba. a TY w odpowiedzi zareagowałeś agresją. (Jeśli nie wierzysz,to post
            > aram się odszukać nasze posty)
            > Czy Ty uważasz,że Ty masz do tego prawo,a inni nie ? Uważasz, że Twoje uczucia
            > i reakcje nimi powodowane są adekwatne,a innych nie? I że to Ty masz prawo osąd
            > zać w tej sprawie?
            > Naprawdę uważasz,że jak Ty mi zarzucasz,że jestem aroganckim narcyzem,to ja to
            > powinnam przyjąć z pokorą,a gdy ja zarzucam Tobie to samo,to masz powód,by się
            > złościć? To kto tutaj jest narcyzem?

            Nie pisalem, ze jestes narcyzem, jedynie pisalem o elementach zachowania narcystycznego. To nie to samo.

            Wracajc do tematu watku, rozumiem, ze w zasadzie metoda komunikacji, ktora zaproponowalem wydaje Ci sie sensowna, natomiast sadzisz, ze Aleksandra nie bedzie umiala jej zastosowac - czy dobrze zrozumialem?
    • seth.destructor Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 16:32
      "Nienawidzisz mnie? Poczujesz się lepiej, jak skończę na ulicy? To co, przyjdziesz mnie teraz we śnie udusić, żeby się mnie pozbyć? Chcesz się mnie pozbyć?" i tak dalej. Wystarczy nazywać rzeczy po imieniu. Toksyczne matki lubią żyć w iluzji jakie to one są dobre, kochające, poświęcające się i w ogóle.
      • szaman.ka Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 19:55
        Całkiem słuszne spostrzeżenia. Zastanawia się tylko,czy to, co autorka opisała jako swoją skłonność do bałaganiarstwa nie jest spowodowane chęcią zwrócenia uwagi matki na siebie.

        Z tego, co napisała, są tylko dwie dziedziny życia na ,które matka zwraca uwagę:stopnie i bałagan.
        Aleksandra nie dostając żadnych objawów czułości ,wsparcia od swojej matki może w ten sposób wymuszać na matce jej uwagę i zainteresowanie.Jest to zainteresowanie oparte o negatywne emocje,ale zawsze jakieś. Lepiej takie, niż żadne.
        • paris-texas-warsaw Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 20:53
          Aleksandro,
          z tego co piszesz, to masz sporo problemów (myśli samobójcze, agresywną - przynajmniej słownie - matkę, problemy z rówieśnikami) i zero wsparcia w najbliższych. Poszukaj kogoś w realu, kto mógłby z Tobą porozmawiać, jakoś Cię wesprzeć. Może choćby psycholog, ktoś z dalszej rodziny, siostra/brat cioteczny, jeśli brak Ci bliskich rówieśników. Myśli samobójcze mogą świadczyć, że jesteś prawdziwie nieszczęśliwa w sytuacji, w której tkwisz. Nie wiem, ile masz lat dokładnie, jak jesteś samodzielna, by się od złych słów matki odizolować, więc trudno coś więcej radzić.
          Tu wprawdzie jest forum Psychologia, ale jak widzę po tym i wątku obok innej młodej dziewczyny, ono nie służy raczej pomocą, a służy teoretycznym dyskusjom (np. na ile młody człowiek ma rozumieć psychologiczne motywy działań swojej matki - ntop wogóle nie jest Twój problem, co nią powoduje, czy jej własne traumy, czy stres w pracy, czy cokolwiek innego - to jest bardzo złe powiedzieć własnemu dziecku, to co usłyszałaś i jasne, że fatalnie się z tym czujesz). Raczej nie licz tu na konstruktywna radę, raczej napisz na forum Życie rodzinne (tam też radzi psychoterapeuta).
          Trzymaj się!
          • to.niemozliwe Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 27.12.12, 21:13
            Oczywiscie, ze to zle mowic dziecku takie rzeczy, jakie uslyszala Aleksandra. Co jednak nie oznacza, ze nie moze ona sprobowac zrozumiec problemow matki. Mysle, ze bycie w rodzinie, to jednak oznacza wiedziec czym zyja Twoi bliscy, co ich martwi, co cieszy.
            Mam wrazenie, ze tam w ogole nie ma komunikacji, natomiast wmawianie dziewczynie, ze nie warto zapytac mamy czym konkretnie sie martwi jest dla mnie niezrozumiale.
            • aleksandra140 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 09:53
              Ale ja codziennie ją pytam: co słychać, rano: co ci się śniło itp. A ona tylko coś odburknie i nie pyta mnie o to samo. Kiedy byłam jeszcze mała, dość często rozmawiała ze mną, ale jak na to patrzę z perspektywy, to było takie głównie szczekanie na innych, że ten to taki, że tamten to owaki. Teraz nie rozmawia ze mną w ogóle, bo odnowiła kontakt ze swoją matką, z którą się wiele lat nie odzywała, bo tamta nas w szerokim tego słowa znaczeniu olewała. Kiedy mąż babci zmarł, ta zaczęła się czuć samotna i przypomniała sobie, że istniejemy. No i teraz rozmawiają tylko ze sobą. Jeśli chodzi o babcię, to ona jest dla mnie miła, ale nie potrafi wziąć mojej strony. Kiedyś zebrałam dwa wory jabłek za domem i chciałam wiadomo potem brać udział w pieczeniu szarlotki. Ale mamusia zabroniła mi, bo powiedziała, że źle obieram. Oczywiście babka nijak nie zareagowała. Ona po prostu teraz potwornie boi się zostać sama i wychodzi z założenia, że ja mogę się na nią obrazić, ale z córusia musi utrzymywać dobre kontakty. Babka w ogóle nie ma własnego zdania. Cokolwiek mama nie powie, ta jej bezmyślnie przytakuje. Ze mną rozmowa wygląda inaczej. Gdy myślę, że coś trzeba załatwić inaczej, po prostu mówię. Jeśli chodzi o kłopoty, to moja mama nie ma jakichś wielkich zmartwień. Jak mówiłam finansowo jesteśmy "ustawione", na nic nie choruje, (ze mną trochę gorzej, bo lata nerwicy zrobiły swoje). Czas wolny spędza głównie przed telewizorem. Jej jedynym zmartwieniem są koleżanki w pracy z którymi się nie lubi i całej rodzinie opowiada historie z nimi w roli głównej. Jako, że wiem, że lubi o tym opowiadać, po szkole pytam ją: no jak tam z tymi itp. Ona odpowiada, że nic i dzwoni do swojej mamusi żeby przez godzinę o nich opowiadać. Także komunikacja z moją matką nie jest za bardzo możliwa. Odzywa się głównie, gdy nie dosunę krzesła, nakruszę, albo coś tam innego źle zrobię. Oczywiście jak sama coś zrobi źle, to wymyśla głupie tłumaczenia, że to przecież można odkupić itp. Na przykład ostatnio stłukła mój kubek z wakacji i tłumaczyła się "że i tak był pęknięty". Na swoją bezmyślność zawsze ma tłumaczenie, jak ja coś głupio zrobię, to jest okazja do wypominania win z całego życia. Jeszcze dodam, że kiedyś przeczytała mój pamiętnik i wtedy dopiero było piekło. Oczywiście to było dawno, bo teraz nie jestem już taka bezmyślna. Miała do mnie pretensje, że mam do niej pretensje...
              • sorvina Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 10:06
                Przypomina mi się jak moja matka zadawała pytanie np. jak było w szkole? po czy nie dając nawet 2 sec na odpowiedź szła na korytarz dzwonić do koleżanki. Nawet nie udawała, że chce słuchać. Bolało.
                To się jednak nie zmieni, jak się ma 18 lat głównymi dyskutantami człowieka powinni być przyjaciele. Warto poszukać na zewnątrz jakiejś grupki, może wspólnych zainteresowań, z którą będziesz czuła się dobrze. Ja w szkole byłam outsiderem, dość prześladowanym, ale poza nią miałam swoją działalności kulturową - konwenty, dni kultury itp., która dawała mi dużo satysfakcji. Dzięki temu przetrwałam jakoś ten czas i znalazłam siły do wyprowadzki z domu.

                Długo jednak chciałam by mama zrozumiała, by przeprosiła, by się zmieniła... Ale nic, prośby, groźby zerwania kontaktu, podsyłanie książek psychologicznych nie pomagało, bo ona okopała się w swojej roli i nie przyjmowała do wiadomości, że coś może robić źle. W końcu zrozumiałam, że mogę zmienić tylko siebie i stanąć na nogach.

                Dziecko potrzebuje być ważne dla matki, jak kania dżdżu szuka jej akceptacji i zainteresowania, miłości i szacunku. Ale w wieku dojrzewania człowiek zaczyna się uniezależniać emocjonalnie i odkrywa, że to czego szukał u mamy, może sam sobie dać lub odnaleźć w relacjach z ludźmi z zewnątrz. Trzeba odciąć pępowinę i pozwolić sobie żyć swoim życiem, tyle okazji do szczęścia cię w nim czeka. Ale same do ciebie nie przyjdą, trzeba ku nim wyjść i dać im szansę.
                • aleksandra140 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 12:31
                  W szkole nie mam żadnych osób których bym mogła nazwać przyjaciółmi. Parę dziewczyn z klasy mnie od początku prześladuje psychicznie. Reszta po prostu nie zwraca na mnie uwagi. Zrezygnowałam nawet z w-f, bo to był dla mnie koszmar, jestem jedną z lepszych w klasie jeśli chodzi o biegi, jakieś tam ćwiczenia wytrzymałościowe, ale na w-f głównie gramy w gry zespołowe i ja nawet to lubię, ale co z tego, jak dziewczyny natychmiast jak pani wychodzi wypić sobie kawkę każą mi zejść. Ja protestuję, a one się śmieją. Nie mogłam tego znieść, o tym też mówiłam mamie, ona była tylko zła, że musi latać za zwolnieniem. Nie mówiła nic w stylu: porozmawiam z panią itp. I tak wiem, że to by nic nie dało, ale podświadomie oczekiwałam, że trochę się przejmie moim problemem. Mam jedną koleżankę, ale moje relacje z nią są dosyć sztywne, a poza tym ona ma swoją przyjaciółkę i wolę im nie wchodzić drogę gdy są razem. Mam też dwie powiedzmy znajome, ale one mnie coraz bardziej traktują jak śmiecia. Nowych znajomości nie próbuję nawiązywać, gdyż wiem, jak to się kończy. Zyskuję za każdym razem nową osobę, która ze mnie kpi. To tyle jeśli chodzi o znajomości.
              • to.niemozliwe Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 10:32
                Wiem, ze to trudne. Masz swoje powody i Twoje emocje sa zrozumiale. Natomiast podjecie usilowan otwarcia sie na zrozumienie jej potrzeb byloby dla Ciebie odswiezajace, w sensie dajace Ci inna perspektywe.
                Jest taka metoda odzyskiwania utraconej lub wygaslej intymnosci w zwiazku, jej istota polega na przytulaniu i kontakcie fizycznym.
                Chyba zgodzisz sie ze mna, ze Twoja matka, w gruncie rzeczy czuje sie osamotniona? Ona jest w deficycie milosci, a dotyk leczy. Moglabys sprobowac przez kilka dni, wyczuwajac pogodniejszy lub bardziej melancholijny jej nastroj przytulac sie do niej, zrobic herbate, byc mila. I zobaczyc po tygodniu, czy to cos w niej zmienia.
                Kup sobie Erica Berne "W co graja ludzie", jest teraz nowe wydanie, widzialem w ksiegarni. Tam sa opisy gier psychologicznych, szczegolnie "Gdyby nie ty" i " Kozi rog" powinny byc dla Ciebie interesujace.
                Niestety, nie da sie w kilka dni rozwiazac problemow, ktore kumulowaly sie w calym Twoim, dotychczasowym, mlodym jeszcze, zyciu. Ale mozna uczynic w tym kierunku pierwsze kroki i tak Twoja aktuwnosc rozumiem i doceniam. :-)
                • sorvina Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 11:07
                  to.niemozliwe - rozumiem co proponujesz i jaki jest tego cel, uważam jednak, że w sytuacji autorki jest to nierealne z wielu przyczyn.

                  Zakładasz też idealistycznie, że każda osoba, która ma braki i deficyty miłości i bliskości jest w stanie ją przyjąć - to nieprawda. Typowa matka ambiwalentna o niskiej samoocenie będzie atakować tych, którzy ją kochają, bo potraktuje to jako wytykanie jej słabości i braków. Osoby, które mają olbrzymie braki miłości z dzieciństwa desperacko szukają jej u swojej mamy (widać to po zachowaniu matki autorki), u innych dopiero gdy stracili szansę na dostanie tego od swojej mamy. Natomiast nawet od swojej matki mogą przyjąć tylko namiastkę, gdyż te braki dotyczą przeszłości, części psychiki zwanej wewnętrzne dziecko - zatrzymanej w dzieciństwie, a nie dorosłej osoby i nic co dorosła osoba z zewnątrz dostanie nie wypełni tego braku. Tylko samemu (za pomocą terapii) można do tych braków dotrzeć i je zaspokoić. Wtedy pojawi się umiejętność przyjmowania miłości teraz i doceniania tego co się dostaje. Inaczej autorka może stanąć na rzęsach, a matka i tak tylko się wkurzy, że okruszki na podłodze i że NIC dla matki nie robi - na pewno NIC co ona jest w stanie przyjąć i docenić.

                  Poza tym żądanie od autorki by w takim momencie swojego życia dawała cały czas raniącej jej mamie wsparcie, to jak oczekiwanie od pustego pieca, że da ciepło. Autorka wpierw musi zająć się sobą, napalić u siebie, dać sobie wsparci i siłę bo jak widać w tej chwili jej samej dla siebie tego brak. Inaczej wszystko będzie robić swoim coraz większym kosztem, a jest odpowiedzialna tylko za siebie, nie za mamę.
                  • to.niemozliwe Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 11:33
                    Cz idealistycznie, że każda osoba z deficytem przyjmie? Nie, nie zakładam, dlatego pisałem o tygodniowej próbie zmiany zachowania i obserwacji reakcji. Zdaje sobie sprawe, ze zmienienie rodzica przez dziecko jest nierealne, choc bywa, ze niektórzy rodzice sa zdolni do refleksji na temat gdzie i kim są, np. w obliczu choroby lub innych trudnosci.
                    Pamietaj tez, ze na razie znamy jedynie narracje Aleksandry.
              • szaman.ka Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 10:36
                Olu !

                Nie przejmuj się krzywdzącymi Cie uwagami,które tutaj niektórzy mocno zaburzeni ludzie napisali
                Oni mają większe problemy niż TY.Ich problemów nie można uleczyć ,a Twoje tak.
                Bardzo dobrze radzi Ci Sovrina. Posłuchaj jej.
                Nie wiem jak wygląda w Twoim wypadku możliwość odbycia psychoterapii? Byłoby najlepiej gdybyś udała się do psychiatry w przychodni przedstawiła swoją sytuację i poprosiła o skierowanie Cię na psychoterapię. Na psychoterapii nauczysz się lepiej sobie radzić z mamą oraz musisz się nauczyć sama dbać o swoje potrzeby,bo jak sama widzisz, od mamy niczego się nie doczekasz.
              • l.witch.l Nie obraz sie Aleksandra.... 28.12.12, 12:24
                Ale twoje dywagacje na temat twojej matki to opis rozpieszczonej przez zycie DURNEJ lalusi.
                Zaden czlowiek jakiego nie spotkasz w zyciu nie jest idealny, a ma cala game roznych cech- z tego sklada sie mapa jego osobowsci.

                Wydaje mi sie ze twoja matka nie jest zla i napewno ma duzo pozytywnych cech charakteru nalezy to tez zauwazyc. I nie robic burzy w szklance z woda, z kazdego drobiazgu jak np. historia z ta szarlotka. Matka chciala- aby udala i dlatego odsunela cie od pomocy skoro zauwazyla ze ze kiepsko ci to idzie- ( Fuck! 18-letnia dziewoja i jablek nie umie kroic!). Chcialabys pozniej zajadac zakalec?

                Moim zdaniem to nie charakter matki jest u ciebie problem tu wychodzi brak ojca w wychowaniu i uczestniczeniu w twoim zyciu juz od najmlodszych lat.

                Daj sobie powiedziec 18-letnia pannico ze jestes mazgaja! Do tego ladujesz dzuo ladunku agtresji niesprawideliwsci pod adresem kobiety, ktora cie kocha i wychowuje. Dlatego jestes jak ta porcelanowa lala...

                Moze zauwaz i innych ludzi wookol siebie, i twoj wlasny wklad w sytuacje.
                Jestes balaganiara, nic nie potrafisz zrobic porzadnie ani sie nie starasz, wyjsc na przeciw sytuacjom dodajesz zmeczonej matce roboty, i jeszcze zadasz- aby cie piescic jak dzidziusia!

                Wez sie i wydoroslej choc raz i przestan zyc zyciem swojej mamy, a zacznij swoim. Znajdz kolezanki, kolegow jakis cel w zyciu. Fakt ze jestes urzadzona zawdziesz twojemu zmarlemu ojcu a co zawdzieczac bedziesz sobie? Co sama wniesiesz w zycie, jak tylko cyniczne zzeranie forsy po ojcu...
                Na ile lat jestes dziewusiu nieszczesna urzadzona? na cale zycie. napewno nie, a nawet gdyby to i tak trzeba umiec z tego korzystac w konstruktywny i dobry sposob, a nie pasozytniczy.

                Ty zycia dziecko nie znasz!!! Twoja matka jest tez czlowiekiem potrzebuje moze mezyczyzny w zyciu byc kochana, seksu, fajnie sie zabawic. To jest dorosly czlowiek. Zauwaz i jej potrzeby.
                W koncu przestan sie mazgolic wookol siebie i swojego zada , a wyjdz na przeciw zyciu.

                No i na koniec do jasnej cholery, zacznij po sobie sprzatac leniu!
                • aleksandra140 Re: Nie obraz sie Aleksandra.... 28.12.12, 12:43
                  Nie jestem "durną lalusią" jak to mnie nazwałaś i nie masz jak widzę pojęcia o czym piszę. Przytoczyłam sytuację z jabłkami jako przykład. Oczywiście to nie była jedyna sytuacja ale przecież nie będę opisywała całego mojego życiorysu. To, że nie potrafię zrobić tego czy tamtego nie upoważnia cię do obrażania mnie. Wiem swoje, wiem, że nie mam sobie nic do zarzucenia jeśli chodzi o mój stosunek do matki, bo zawsze byłam po jej stronie. Niczym nie zasłużyłam sobie na jej słowa ani na twoje. "Rozpieszczonej przez życie" Haha, wierz mi, życie mnie nie rozpieszczało. Najpierw patrzyłam codziennie na umierającego ojca, a potem musiałam brać udział w wojnach jakie miedzy sobą toczyła moja matka i jego rodzina która też nam narobiła niemało kłopotów. Także dzięki ci za udział w dyskusji, ale nie za bardzo jesteś pomocna.
                • ecco_mi Re: Nie obraz sie Witch.... 28.12.12, 13:08
                  l.witch.l napisała:

                  Aleś ty się z Ledą na rozum zamieniła.

                  > Ty zycia dziecko nie znasz!!! Twoja matka jest tez czlowiekiem potrzebuje moze
                  > mezyczyzny w zyciu byc kochana, seksu, fajnie sie zabawic. To jest dorosly czlo
                  > wiek. Zauwaz i jej potrzeby.

                  To znaczy co, córka ma je zaspokoić???! Nie rozumiem, jaki tutaj udziała ma córka. Skoro matka taką szlachetna kobietą jest i godną najwyższego szacunku i uznania, to jak to się dzieje, że jakos żaden mężczyzna się nie znajdzie? Zarzucasz Aleksandrze, że jest niegodna koleżeństwa, a usprawiedliwiasz matkę, dorosłą babę, która życia nie potrafi sobie ułożyć i wylewa pomyje i frustracje na córkę.
                • nangaparbat3 Re: Nie obraz sie Aleksandra.... 28.12.12, 13:30
                  Relacja rodzic/dziecko jest całkowicie asymetryczna. Zbiera się, co się zasiało i hodowało. Rodzic zbiera.
    • to.niemozliwe Re: Nie obraz sie Aleksandra.... 28.12.12, 13:05
      Witch, w poprzednim poście popełniłaś błąd komunikacyjny, nie brnij teraz w agresje.
      Aleksandra ma prawo mieć swoją wizję i swój pogląd. Ty możesz zwracać jej uwagę na inne aspekty tej kwestii, jednakże nie czyń tego w nieskuteczny sposób.
      To jest własnie ten moment, kiedy warto sie zdystansowac od swoich emocji, bo szkodzą zrozumieniu treści, które chcesz przedstawić.
      • ecco_mi Re: Nie obraz sie Aleksandra.... 28.12.12, 13:13
        to.niemozliwe napisał:

        > Witch, w poprzednim poście popełniłaś błąd komunikacyjny, nie brnij teraz w agr
        > esje.

        Hehehe, inwektywy i insynuacje z sufitu nazywasz błędem komunikacyjnym? Jesteś mistrzem eufemizmów.
        • szaman.ka Re: Nie obraz sie Aleksandra.... 28.12.12, 13:38
          Ja się aż poryczałam ze śmiechu,a To.niemożliwe mówi,że nie mam poczucia humoru.
          • to.niemozliwe Re: Nie obraz sie Aleksandra.... 28.12.12, 14:13
            "Na swoj temat". Nie masz poczucia humoru na swoj temat, nie w ogole. :-)
            • szaman.ka Re: Nie obraz sie Aleksandra.... 28.12.12, 14:30
              A skąd wiesz? Wbrew temu co myślisz potrafię się śmiać z samej siebie.Masz jednak prawo Ty myśleć to co myślisz.
              • to.niemozliwe Re: Nie obraz sie Aleksandra.... 28.12.12, 14:57
                szaman.ka napisała:

                > A skąd wiesz? Wbrew temu co myślisz potrafię się śmiać z samej siebie.

                Mozesz podac jakis przyklad?
                • szaman.ka Re: Nie obraz sie Aleksandra.... 28.12.12, 15:33
                  Wbrew temu, co o mnie myślisz, jestem osobą bardzo samokrytyczną.Taka byłam od dziecka.W liceum ,kiedy były jakieś awantury i konflikty między dziewczętami wychowawczyni wysłuchiwała zwaśnione strony,które wzajemnie zarzucały sobie winę,a później zwracała się do mnie z prośbą: a teraz wstań Ty i powiedz jak to było.

                  Może kiedyś nie miałam takiego dystansu do siebie jak mam teraz.Kiedy udało mi się zaakceptować większość swoich wad to dlaczego nie miałabym śmiać się z nich? Nie sądzę by to forum było właściwym miejscem do dzielenia się nimi ze wszystkimi.

                  Jestem też osobą z silnym poczuciem wewnętrznego autorytetu.
                  Kiedyś mój promotor powiedział mi,że trzeba mieć piekielnie dużo samokrytycyzmu,by w ten sposób pracę dyplomową napisać.
                  Napisałam ich kilka,ale żadnemu wykładowcy nie dałam szansy,by cokolwiek w nich poprawiał i mi mieszał. Wszystkie pisałam na ostatnią chwilę i oddawałam w ostatnim możliwym momencie za 5 dwunasta, jeszcze mokre.
                  • to.niemozliwe Re: Nie obraz sie Aleksandra.... 28.12.12, 15:54
                    Pytalem Cie o przyklady na poczucie humoru na wlasny temat, a Ty mi opisujesz, ze w szkole bylas przytomna i odpowiedzialna, ze masz silne poczucie wartosci i jestes krytyczna wobec siebie.
                    Odmawiasz pisania o swoich wadach, choc o nie nie pytalem. Niekoniecznie powodem smiechu musza byc domniemane lub wyobrazone wady.
                    Opowiem Ci historie, prawdziwa, kiedy to ja zrobilem z siebie durnia publicznie, w klasie, na lekcji.
                    Banalna rzecz - kichnalem. Tylko, ze kichniecie przyszlo tak nieoczekiwanie, ze ledwo zdazylem, w pospiechu zakryc usta. Jednakze z pomiedzy czesciowo rozchylonych warg, wydobyl sie dzwiek, bedacy mieszanina "kich" i "prrrrt". :-D
                    Klasa w smiech, nauczycielka z trudem kryje rozbawienie, ja czerwony jak cegla. Im bardziej sie czerwienilem, tym bardziej sobie zdawalem sprawe, ze nie wytlumacze, ze to bylo "prrrt" ustami, a nie..ten teges. ;-), im bardziej sobie zdawalem sprawe, ze nie wytlumacze i oni maja juz wyrobiony poglad, tym bardziej sie czerwienilem...:-D
                    • szaman.ka Re: Nie obraz sie Aleksandra.... 28.12.12, 15:59
                      No dobra,a mnie się zdarzyło publicznie pierdnąć.Zadowolony ?
                      • to.niemozliwe Re: Nie obraz sie Aleksandra.... 28.12.12, 16:07
                        Wreszcie jest w Tobie cos ludzkiego! :-D
    • aleksandra140 Re: Nie obraz sie Aleksandra.... 28.12.12, 13:09
      Niby w którym miejscu obraziłam swoją matkę? Zresztą nie zamierzam z tobą dyskutować bo jak przejrzałam twoje posty sama masz problemy ze sobą. Skoro atakujesz obcych ludzi na forach, widocznie to jakieś twoje hobby. Nie zamierzam wdawać się z tobą w dyskusje bo szkoda na to czasu. Mogę ci tylko współczuć.
    • aleksandra140 Re: Nie obraz sie Aleksandra.... 28.12.12, 13:12
      Właśnie sobie przeczytałam twój post do końca i teraz to już nawet mi nie jest przykro po twoim komentarzu bo widać po nim wyraźnie, że jesteś zwykłym trollem.
      • l.witch.l Re: Nie obraz sie Aleksandra.... 28.12.12, 13:29
        Nie jestem zadnym trollem! I nie musisz mi tu wypisywac czegos czego do konca nie potrafisz czuc.
        Nie masz wspolczucia dla wlasnej matki - tym bardziej nie masz go dla obych ludzi.

        Ja mam dzieci, juz dorosle, ktore zyja swoim zyciem, wiec mam troche inna perspektywe widzenia sytuacji niz inne panienki, ktore ci tu kadza i bzdury dziewczyno pisza.
        Jezeli juz kogos tu zalowac to twojej matki. Pisanie na forum takich bzdetow pod jej adresem to tez wylewanie swojej agresji.

        Ja ci zycze abys w koncu dorosla i dogadala sie ze swoja mama, zobaczyla w niej zwyklego czlowieka, bo to twoj jedyny przyjaciel jakiego tak naprawde masz.
        • to.niemozliwe Re: Nie obraz sie Aleksandra.... 28.12.12, 13:33
          Witch, denerwuje Cię, że opis Alekasandry jest asymetryczny?
        • shachar Re: Nie obraz sie Aleksandra.... 28.12.12, 13:42

          Nie masz wspolczucia dla wlasnej matki - tym bardziej nie masz go dla obych ludzi.


          No moim zdaniem matki też powinny mieć współczucie dla swoich córek :-)
          Zastanawiam się, pewnie ludzie mają dzieci żeby 'naprawić świat', zrobić coś inaczej, udowodnić, że można inaczej, a wychodzi kontynuacja przemocy.
        • nangaparbat3 Re: Nie obraz sie Aleksandra.... 28.12.12, 14:30
          l.witch.l napisała:

          > Nie jestem zadnym trollem! I nie musisz mi tu wypisywac czegos czego do konca n
          > ie potrafisz czuc.
          > Nie masz wspolczucia dla wlasnej matki - tym bardziej nie masz go dla obych lud
          > zi.

          Współczujące matki wychowują na ogół współczujące dzieci. To truizm, ale i prawda.
    • mysi.ogon Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 18:59
      Gdyby mi to matka powiedziala to by mi sie jej bardzo zal zrobilo. Myslalabym, ze ma jakies problemy i klopoty ze soba, o ktorych z nikim nie rozmawia.
      A takich slow wypowiedzianych w zlosci, nie bralabym sobie do serca. I napewno sprzatalabym w swoim pokoju, bo balagan zle o tobie swiadczy.
      • nangaparbat3 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 19:21
        Zapewne matka Ci takich rzeczy nie mówiła - stąd Twój dystans. Ktoś, kto podobne teksty słyszy od dziecka, może na nie reagować zupełnie inaczej niż Ty.
        A cudzy bałagan nie powinien nikogo obchodzić.
        • mysi.ogon Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 19:39
          A tobie mowila? Widac to od razu po twoich jadowitych wpisach!
          • nangaparbat3 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 19:54
            Nie, mnie nie mówiła.
            • mysi.ogon Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 20:01
              To skad mozesz wiedziec jak inni reaguja. Przeciez kazdy czuje inaczej.
              • nangaparbat3 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 20:49
                mysi.ogon napisał(a):

                > Przeciez kazdy czuje inaczej.

                Dokładnie to usiłowałam Ci powiedzieć.
                • mysi.ogon Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 10:53
                  nangaparbat3 napisała:

                  > mysi.ogon napisał(a):
                  >
                  > > Przeciez kazdy czuje inaczej.
                  >
                  > Dokładnie to usiłowałam Ci powiedzieć.

                  Alez nie musisz sie silowac. To rozumie kazdy kto uzywa swojej glowy.
      • aleksandra140 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 20:12
        Tyle, że ona takie teksty mi rzuca codziennie, chociaż ten słyszałam pierwszy raz, ale nie było to najgorsze, jak byłam jeszcze małym dzieciakiem to raz wzięła pas, zaczęła mnie tłuc i darła się, że mnie zabije. Teraz już trochę uważa na słowa, bo parę razy wspominałam o tych sytuacjach wujowi, który raczej nie jest zwolennikiem takich metod. Ale dręczy psychicznie mnie nadal. I między nami nie ma takiego czegoś, jak rozejm, po prostu są dni awantur i dni w których się do siebie nie odzywamy, ja tylko desperacko próbuję nawiązać kontakt, przytulić się, ale to na nic. Także to nie był "nietypowy" atak złości.
        • mysi.ogon Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 20:16
          A o co ona sie tak codziennie zlosci?
          • nangaparbat3 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 20:59
            Nie mogę czegoś u Ciebie zaakceptować, bo mam to nieprzerobione ze sobą. I to jest jedno. A druga rzecz, w której przejawia się toksyczność związku, to wycie, skowyt, rozpacz, że ty mnie nie kochasz, nie rozumiesz. I druga strona może powiedzieć to samo.

            To w dzisiejszej GAzecie na temat związków męsko -damskich, ale relacji rodziców z dziećmi dotyczy tak samo.
            Albo inaczej - mamy do innych taki sam stosunek jak do siebie samych. Pozory czasem mylą, ale to tylko pozory.
          • aleksandra140 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 21:06
            Tak jak pisałam: coś nakruszę, nie zasunę krzesła po sobie, niedokładnie umyje naczynia. Nie robię nic "karygodnego" bo trudno robić jak się siedzi cały dzień w domu. Zresztą to mi akurat pasuje, mam swoje różne hobby, towarzystwo mnie nie pociąga. Myślę, że ja ją po prostu irytuję. Tak zawsze było. Nie twierdzę, że jestem idealna. Gdy gdy sobie zadaję pytanie, czy coś takiego bym powiedziała do kochanej osoby, a tym bardziej do kilkuletniego dziecka którym kilka lat temu byłam, to sobie odpowiadam nie. Wiem, że rodzic ma prawo się zezłościć. Ale moja matka poza tym, że się na mnie złości nie robi nic innego. Nie rozmawia, a jak już powiem, przykładowo że ktoś się zachował wobec mnie tak czy inaczej, to ona w czasie kłótni wykorzystuje to przeciwko mnie przykładowo: i dziwisz się bla bla bla. Sama jesteś sobie winna. Jasne, że wiem, że jestem za mało pewna siebie. Ale trudno być, skoro całe życie mną pomiatano jak nie matka to koledzy. Nikt nigdy nie zainteresował się, jak się czuję. Chcę mieć w sobie siłę, nawet czasem ją czuję, ale ona znika, jak matka zaczyna się nade mną wydzierać. Czuję, jakby coś ze mnie wysysała, po prostu fizycznie mi się robi słabo, jak tylko ją usłyszę, że coś jej znowu nie pasuje.
            • nangaparbat3 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 21:34
              Olu, myślę że dobrze by było, gdybyś znalazła dla siebie jakąś pomoc. Gdybyś mieszkała we Wrocławiu, namawiałabym Cię na zajęcia socjoterapeutyczne albo grupe wsparcia dla młodzieży - spotkałabyś tam osoby w Twoim wieku mniej więcej, z podobnymi problemami - oni by rozumieli, o czym mówisz, Ty dowiedziałabyś się, że i inni mają podobne przezycia, to zbliża, pomaga radzić sobie z atakami rodziców. Jeśli mieszkasz w duzym lub średnim mieście albo chodzisz w takim do szkoły, na pewno masz gdzie udać się po pomoc. Bo pomocy potrzebujesz, w realu, życie z bliską osobą która wciąż nas odpycha, deprecjonuje, rani, jest zbyt trudne żeby zmagać się z nim samotnie. Jeśli potrzebujesz pomocy w znalezieniu takiego miejsca, napisz do mnie na priv, pomogę :)
              • mysi.ogon Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 22:12
                A to juz jest ladny gest. Mysle, ze ludzie, ktorzy mieszkaja w Polsce powinni wyciagnac pomocna dlon.Takich osob nie powinno sie zostawiac im samym w trudnych sytuacjach.
            • mysi.ogon Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 21:35
              Aleksandra, dosc lakonicznie piszesz o sobie, ale teraz juz wiecej moglam przeczytac i zrozumiec. Z tego wynikaloby, ze matka ma jakies zaburzenia i powazne problemy psychiczne. Coz trudno to diagnozowac i oceniac, nie znajac jej i nie wiedzac o co jej chodzi. Ale w twoim wypadku jej zachowanie jest obciazajace dla ciebie. Tego jest za duzo. Tak, taki chory psychicznie rodzic moze totalnie wykonczyc swoje otoczenie. Jezli masz w rodzinie kogos z kim mozesz w zaufaniu porozmawiac, to opowiedz o tym, jak sie zachowuje twoja matka. Moze nawet w szkole znajdzie sie szkolny psycholog, czy wychowawczyni, ktorzy przemowia matce do rozsadku. Pisalas, ze masz dobrego wujka, moze z nim porozmawiaj. Niech ci rodzina pomoze! Nie powinno sie bylo ciagnac takiej relacji zbyt dlugo. I przygotuj sie na to, ze jednak trzeba bedzie wyprowadzic sie od matki, moze do kogos z rodziny? Naprawde ci tego zycze, bo szkoda zdrowia. Ona kiedys bedzie zalowac, ze cie tak zle potraktowala.

              • aleksandra140 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 22:08
                Myślę o wyprowadzce za półtora roku gdy pójdę na studia. Mogłabym też studiować w moim mieście, ale chyba uwolnienie się od matki dobrze mi zrobi. Teraz to by nie miało sensu, zresztą i tak jestem niepełnoletnia.
                • mysi.ogon Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 22:15
                  Trzymam kciuki, oby plan sie udal. Naprawde warto sie od niej odciac.
            • stalova.mag.nolia Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 22:08
              Ola... o ile mogę się tak zwrócić ;)

              Nie jesteś sama, ja również usłyszałam tak od swojej matki, że mnie nie chciała... Dręczyła mnie całe życie, w te święta coś we mnie pękło...

              Regularnie wydzwania do rodziny opowiadając jak ją niszczę itp, a ja... ja od dawna nie mam siły się do niej już odzywać, milczę i poruszam się jak cień człowieka...

              Wczoraj stojąc pod drzwiami do mojego pokoju wręcz krzyczała do słuchawki jakieś brednie na mój temat...

              Rozumiem, co czujesz... być może też masz niskie poczucie własnej wartości i masz wrażenie, że do niczego się nie nadajesz... Jeżeli mogę Cię jakoś pocieszyć to ja pomimo takich przeżyć wyszłam na ludzi... studiuję, mam przyjaciół, hobby, śpiewam w dwóch chórach... Tak, śpiewanie to moja odskocznia od tej fatalnej rzeczywistości - doświadczam jakby Bożego wsparcia. Znajdź coś takiego, gdzie możesz uciec... Ja nie mogę się poskarżyć nikomu, zwierzyć, bo non stop opowiada brednie o mnie nie dając mi możliwości obrony...

              Do Pani od ogonka: ignorowanie tego, co Pani o mnie napisała, że pyskuję matce i dlatego tak mnie traktuje, że sama jestem toksyczną osobą, potraktuję jako ćwiczenie.... Pozwolę sobie powiedzieć tylko tyle:

              Przeczytała Pani jak leda atakuje moją osobę? Jako jakieś chodzące zło bez ambicji... Sprawiając sobie ulgę opluwaniem mnie i spuszczaniem całego swojego jadu.... Poczułam się zaszczuta i podjęłam próbę obrony... Być może niewłaściwą, ale podejrzewam, że ludzie próbujący się bronić różnie się zachowują. Ona ośmieliła się stawiać mi diagnozy na odległość. Nie wypieram się, że mam agresywne reakcje, teraz już coraz rzadziej, bo podjęłam pracę nad sobą, ale ciężko ich nie mieć będąc doprowadzonym przez matkę do nerwicy żołądka i rozległych owrzodzeń na tym tle, sięgających końca jelita...

              Przed świętami byłam u lekarza... czeka mnie kolonoskopia, bo moje jelita nie pracują, jak u normalnego człowieka. Mam zespół drażliwego jelita...

              Na koniec: gdy Leda mnie opluwała, własna matka stała pod drzwiami mojego pokoju wykrzykując do słuchawki telefonu, w rozmowie z babcią brednie na mój temat. Jedyne na co było mnie stać to pusty śmiech bezsilności, bo próbowałam setki razy z nią rozmawiać... Wypierała się wszystkiego, kazała mi zadzwonić do babci i opowiadać jaką jest cudowną matką... i jeżeli bezsilność jest toksyczna... to zgadzam się, jestem toksyczna...

              P.S.
              Taaaaak... jestem winna całemu złu na świecie, wojnom i spowodowałam głód w Afryce.

              Pozdrawiam Panią, a za Olę trzymam kciuki :)
              • stalova.mag.nolia Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 22:34
                Jeszcze jedno Olu, w moim wątku jest mnóstwo wspaniałych rad Ludzi z tego forum. Polecają mi książki, obejrzenie filmu i wiele innych rzeczy. Myślę, że warto rozpocząć pracę nad sobą by to, co mówi Twoja matka nie raniło Cię, trafiało gdzieś obok.

                Powiesz mi: "Łatwo Ci mówić...' ale sama czuję się zaszczuta, doprowadzona do ostateczności, bo gdyby nie to, nie pisałabym tutaj. Jesteś WARTOŚCIOWĄ MŁODĄ OSOBĄ. Nie pozwól sobie wmówić, że jesteś nic nie warta i do niczego.

                Osoby, z takim sajgonem w domu, często wierzą we wszystko, co przykre... potrzebują potwierdzenia, że się do czegoś nadają, ze to, co mówi matka, nie jest prawdą... Właśnie, w tym problem, wiem po sobie, że każdemu próbuję udowodnić, że jestem coś warta...

                Trzymaj się ciepło! Szczęśliwego Nowego Roku! :)
                • aleksandra140 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 10:49
                  Dziękuję za słowa wsparcia. To prawda, mam w sobie takie poczucie, że do niczego się nie nadaję, że gdzie nie pójdę do pracy to każdy mnie wyśmieje. Gdybym miała chociaż jakąś gwarancję, że sobie poradzę w życiu, to w ogóle bym się nie przejmowała matką. Zresztą miałam taki czas w te wakacje, że pracowałam nad sobą, szlifowałam język, ćwiczyłam bieganie itp, po prostu pierwszy raz od wielu lat wstawałam rano i wiedziałam co mam robić, chciałam to robić. Ale już czuję, jak od kilku tygodni znowu wracam do swojego starego schematu funkcjonowania. Najpierw przykra sytuacja z koleżanką na w-f, teraz ta kłótnia z matką. Teorię o asertywności, samorozwoju mam wykutą na blachę. Czytałam mnóstwo takich książek. Uważam nawet, że są dosyć pomocne, ale ja po prostu jakoś przegrywam i tyle.
                  • mysi.ogon Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 10:58
                    A znasz historie swojej matki? Co robila i kim byla zanim ty przyszlas na swiat?
                    • aleksandra140 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 15:41
                      No więc mama była nieplanowym i kolejnym dzieckiem z wpadki 16 - latki (pierwsze dziecko babcia usunęła) i ze swoją mamą nie miała praktycznie kontaktu bo babcia nie za bardzo zwracała uwagę na mamę i jej młodszego brata. Ze swoim ojcem miała dobry kontakt, chociaż nie był dla niej szczególnie troskliwy, ale mamie imponowała jego niezłomność i odwaga. W wieku 14 lat wyprowadziła się od rodziców do ciotki mieszkającej w mieście i do małżeństwa z moim ojcem w jej życie nie było jakoś specjalnie ciekawe, w sumie nie robiła nic poza uczeniem się. Za tatę wyszła jak miała 28 bodajże lat. Nie za bardzo chyba była szczęśliwa, bo sama opowiadała, jak prosiła swojego zmarłego już ojca, żeby ją zabrał. Tata też ją często traktował jak dziecko, faworyzował swoją matkę czyli jej teściową a moją babkę, która po śmierci taty okazała się prawdziwą pazerną suką. Gdy zmarł drugi mąż mojej babci, mama zaczęła się z nią znowu odzywać (wcześniej miały konflikt,bo mama była zła, że babcia się nią nie interesuje ani mną po śmierci ojca) no i teraz są najlepszymi przyjaciółami. No i jeszcze może mieć znaczenie, że moja matka często wspomina, że jako dziecko myślała, że jest najgorsza ze wszystkich, że każdy jest lepszy od niej i nie mogła zrozumieć, że ona to ona (tak mi to tłumaczy, ja nie doświadczyłam czegoś takiego) no i do tej pory ma jakąś dziwną fobię, jak ktoś w pracy ma przyjść na kontrolę, czy cokolwiek nowego ma robić, to panikuje jak dzieciak, nawet jak jest dobrze przygotowana. No i to tyle co o niej wiem.
                  • sorvina Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 11:09
                    aleksandra140 napisała:

                    > Czytałam mnóstwo takich książek
                    > . Uważam nawet, że są dosyć pomocne, ale ja po prostu jakoś przegrywam i tyle.

                    Aleksandra - wychowując się w takim domu nie wykształciłaś poczucia własnej wartości. Do tego przyzwyczaiłaś się żyć jako ofiara przemocy psychicznej, co powoduje, że pewnie wiele jej elementów traktujesz jako normę i nawet na nie nie reagujesz.
                    Bez poczucia własnej wartości techniki asertywności niewiele dają, bo brakuje im stanowczości. Nie usprawiedliwiając tego jak traktują cię znajomi, dzieci i młodzież są doskonałym lustrem. Traktują każdego tak jak on sam wierzy, że zasługuje (podświadomie wierzy, nie świadomie). Dlatego taka sama klasa potrafi zadręczyć jednego nauczyciela a u innego siedzieć cichutko bez stosowania jakiś form terroru.
                    Jak ja patrzę na moją bardzo nieprzyjemną licealną przeszłość, to choć nie umniejszam podłości kolegów, którzy doprowadzili do odejścia 10 osób z klasy zadręczając ich, widzę też jak ja się nie szanowałam, jaka ja sama nie doceniałam tego co robię i jak myśląc o sobie samej źle łatwo ulegałam atakom, które po innych by spłynęły jak po kaczce. A jak to mówią "nikt nie szanuje kogoś, kto nie szanuje siebie".

                    Nie miałaś wpływu na to jak cię wychowano, ale teraz tylko ty możesz pracować nad podniesieniem własnego poczucia wartości. Piszesz, że czytałaś różne książki - a "6 filarów poczucia własnej wartości" ? Bardzo dobra książka o budowaniu samooceny.

                    Gdy robiłaś to co lubisz, czułaś się lepiej. Może warto sobie także w roku szkolnym zaplanować czas na to? Wiem też, że bardzo dużo motywacji dają działania np. nauka, robione z nastawieniem, że robisz to by się uniezależnić i móc odejść z domu i zadbać o siebie. Wtedy człowiek może zarywać noce i zdobywać stypendia, szkolić jakieś umiejętności, bo wie po co to robi - dla siebie.

                    Nie ma czegoś takie jak "ja tak mam, mi po prostu nic nie wychodzi". Do tej pory tak miałaś, bo realizowałaś jedyne sobie znane nawyki myślenia i działania. Trzeba je zmienić, będziesz miała inne rezultaty. Wymaga to jednak treningu, jak bieganie. Po pierwszym razie możesz mieć co najwyżej zakwasy a nie świadomość, że jest już tak jakbyś chciała by było.

                    Wszystko będzie dobrze, daj sobie na to szansę i szukaj dla siebie pomocy terapeutycznej.
                    • stalova.mag.nolia Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 11:24
                      Sorvina... słusznie, znów muszę przyznać, prawisz... Ja mam to wszystko do tego stopnia 'zramotane', że czuję to mniej więcej tak: 'bardzo bym chciała myśleć inaczej, widzę to jakby z boku, jaki to dla mnie hamulec, a nie czuję w sobie żadnej siły by to zmienić' - tak opisałabym ten brak poczucia własnej wartości... że hamuje mnie coś i nie pozwala czasem zrobić czegoś, nawet gdy wiem, że potrafię... Nawet, gdy wiem, że potrafiłabym zaśpiewać to solo... Wybrana do niego zepsuję jena całego, a śpiewajac sama dla siebie zaśpiewam dobrze...

                      Dobrze, że na tym forum obok ledów i innych czaro...dziejek ;) są takie Sorviny... dziękuję... troszkę z płaczem, bo nie jest łatwo uświadomić to wszystko sobie :(
                      • sorvina Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 13:06
                        Przy lęku przed spróbowaniem czegoś co racjonalnie wiemy, że potrafimy zrobić - jak to śpiewanie, zazwyczaj nakłada się kilka rzeczy na raz.
                        1) Przekonania, że PRAWDĄ na twój temat jest to, że jesteś beznadziejna więc NIC ci się nie uda. Tak mówiła mama, a ona była pierwszym autorytetem. Wszystko co sobie starasz racjonalny wyjaśnić, że przecież śpiewanie w chórze Ci wychodzi, śpiewasz czystko, warto więc spróbować solo itp. brzmi słabiej, bo to jak podważanie odwiecznej prawy słabymi argumentami. Można świadomie na siłę starać się jednak coś realizować, ale to kosztuje olbrzymią siłę psychiczną jak próba pójścia do przodu z ciężką kulą u nogi.
                        To jest tak, że człowiek nie dyskutuje z tym co uważa za oczywiste, bo to dla niego naturalne jak powietrze. Wydaje mu się, że tak po prostu jest. On nic nie potrafi, nigdy mu nie wychodzi. Taka jest siła przekonań wyniesionych z domu. Trzeba naprawdę wielu argumentów by je podważyć, każde osiągnięcie będzie bagatelizowane. Czasem trzeba jednocześnie uderzyć z wielu stron: codziennie ćwiczyć skupianie się na tym co nam WYSZŁO, nawet na drobiazgach (bo prawdą może być stwierdzenie, że czegoś nie umiemy na dany moment, ale już nie, że do NICZEGO się nie nadajemy, trzeba je podważyć faktami, że przecież wiele rzeczy robimy dobrze); czytać dużo na temat tego co jest zdrowe, jak myślą ludzie sukcesu, nawet co jest normą prawną - prawo do poszanowania godności jest zapisane w konstytucji, więc to nie jest czyjeś widzimisie!; jednocześnie dzięki wiedzy psychologicznej rozumieć, że matka ma problemy sama ze sobą, sama ma niską samoocenę i to co mówi to nie prawda, ale przelewanie swoich frustracji (nie by ją usprawiedliwić, ale zrozumieć realny powód takich a nie innych wypowiedzi); do tego pozwalanie sobie na odczuwanie swojej złości i poczucia skrzywdzenia takimi tekstami (nie w nieskończoność, najlepiej na terapii, ale chodzi o to, że bez poczucia jak krzywdzące dla nas są teksty rodziców utożsamiamy się raczej z nimi - ich krzywdą posiadania tak beznadziejnego dziecka, przez co czujemy się jeszcze gorzej).
                        Do podważania i zmiany przekonań jest wiele metod. Fajnie działają np, te oparte na zadawaniu pytań wnikających w dane przekonanie i potem układaniu afirmacji neutralizujących ich poszczególne aspekty np. wypisz sobie kilka stron tego co myślisz na swój temat/temat swoim umiejętności i pogrupuj to w pewne schematy myślenia:

                        Pytania do schematów:
                        1. Dlaczego w to wierzysz?
                        2. A gdyby to jednak nie była prawda, gdyby było możliwe, że to nie jest prawda?
                        3. Czego byś się mogła obawiać gdybyś nie wierzyła w to przekonanie, co by się najgorszego mogło stać gdybyś nie wierzyła w to przekonanie?
                        4. Być może istnieje jakaś korzyść z podtrzymywania tego przekonania, jakie korzyści daje Ci to przekonanie?

                        Tworzenie nowych przekonań
                        1. W co ja muszę wierzyć (zestaw przekonań), czym się kierować w życiu, żeby zamiast rezultatów osiąganych przez te ograniczające przekonania osiągać rezultaty jakie chcę?
                        2. Uwzględnijmy neutralizowanie obaw (pkt 3) oraz korzyści – nowe przekonania muszą nam zaspokajać potrzeby z pkt 4.

                        Polecam poszukać informacji o metodzie "The Work", może będzie się wam z nią fajnie pracować.

                        2) Lęk przed porażką. Jeśli w domu za każde, nawet najdrobniejsze czy urojone (np. naturalna niezdarność dziecka) przewinienie czy błąd było się upokarzanym to można się panicznie bać powtórki z rozrywki. Lęk, że się nie uda, że znów doznamy tego paskudnego poczucia wstydu, upokorzenia i przekonanie, że to będzie oznaczało, że rodzice mają rację - jestem beznadziejna, jest silniejszy często od pragnienia wygranej. Mamy może nawet już fizycznie nie być obok nas, ale my boimy się reakcji innych ludzi, wierząc podświadomie, że taka ostra krytyka jest czymś normalnym i jak nam coś nie wyszło to inni mają prawo mówić co o nas sądzą, a my możemy tylko pokornie słuchać. Jednocześnie sami traktujemy się tak jak traktowała nas matka - nadzwyczaj surowo. A jeśli coś nie wyszło, to jedynym faktem jest, że nie wyszło. Nie świadczy to o was jako o człowieku. Można się zastanowić co zrobić by następnym razem wyszło lepiej, albo stwierdzić, że to jednak nie dla mnie. I ok, nie każdy musi być specem od wszystkiego i to normalne, że ludzie mają długą listę rzeczy co do których wiedzą, że mogliby robić lepiej i kiedyś nad tym popracują wg hierarchii ich priorytetów. Oczywiście jeśli ktoś realnie ucierpiał przy okazji naszego błędu to warto przeprosić, jednak np. niezaspokojenie czyich oczekiwań to nie jest zadanie komuś realnej krzywdy i warto nauczyć się to rozróżniać.

                        Także do okręcenia są zarówno przekonania jak i nawyki myślenia/reagowania na różne sytuacje.
                      • l.witch.l Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 15:35
                        A ja bym sobie zyczyla widziec takich magmoli czy sorvin troche mniej na tym czy innym forum.
                        To jest forum dyskusyjne i kazdy ma prawo do wypowiadania swoich mysli. Jak ci sie nie podoba to nie pisz!
                    • aleksandra140 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 15:48
                      Nie czytałam tej książki ale chętnie to zrobię.
                    • aleksandra140 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 01.01.13, 13:28
                      Szukałam tej książki o której pisałaś w Internecie i nie znalazłam jej, ale natrafiłam na dwie inne, które kiedyś zamierzałam przeczytać: "sekret" i "bogać się kiedy śpisz". Jestem w trakcie czytania ich i muszę powiedzieć, że bardzo mnie zmobilizowały do działania, uświadomiłam sobie, że moje obawy to nic innego jak źle nakierowana wyobraźnia która do niczego dobrego nie prowadzi. Z mamą niby już trochę sytuacja się poprawiła, zaczęłyśmy się odzywać, chociaż wiem, że nie potrwa długo ten spokój, ale jestem na to przygotowana i nie zamierzam poddać się jej terrorowi. Musi widzieć, że jestem silniejsza od jej psychicznych fiksów i nie zmąci mojego dobrego nastroju swoją paplaniną. Także dziękuję za konstruktywne rady, w ciągu paru dni sobie uświadomiłam, jak głupio nakierowywałam swój tok myślenia. Aż mi się chce śmiać. "nie mogę, nie potrafię" - jakby przemawiała przeze mnie moja matka. Niby czemu bym miała nie umieć czegokolwiek? Kiedyś bałam się składać papierów do jednej z lepszych szkół w mieście i oczywiście moja matka też uważała, że z czwórkami na świadectwie i zapewne słabym wynikiem egzaminu nie uda mi się. A tymczasem dostałam się i dostałbym nawet gdybym egzamin napisała o połowę gorzej. Co więcej, chodzę do klasy z ludźmi, którzy co niektórzy nie znają na pamięć tabliczki mnożenia. I czemu miałabym mieć kompleksy? Bo moja matka oczekuje ode mnie niepokoju? Śmieszne.





              • szaman.ka Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 28.12.12, 22:43
                No widzisz Stalowa Magnolio,ja znowu jestem odpowiedzialna nie za całe zło na świecie,ale na pewno ponoszę odpowiedzialność za większość problemów naszego lecznictwa i NFZ.
                Muszę napisać do Ministra Zdrowia,że jak go Pisiory będą chciały odwoływać, to niech ich tutaj skieruje do mnie .Swoimi głupimi i bezmyślnymi radami na forum spowodowałam całe to zatwardzenie w jego resorcie.
                Nie martw się więc. Jesteśmy już dwie.
                • leda16 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 22:12
                  szaman.ka napisała:
                  No widzisz Stalowa Magnolio,ja znowu jestem odpowiedzialna nie za całe zło na ś
                  > wiecie,ale na pewno ponoszę odpowiedzialność za większość problemów naszego lec
                  > znictwa i NFZ.



                  Na pewno ponosisz odpowiedzialność za całkowity brak znajomości tych problemów, za brak szerszych kompetencji psychoterapeutycznych (chociaż może w terapii osób uzależnionych akurat jesteś świetna). Na terapii behavioralno-poznawczej znasz się jak ja na fizyce kwantowej, ponieważ w swoim odbiorze cudzych postów popełniasz mnóstwo błędów myślowych niedopuszczalnych u profesjonalisty. Nie możesz, a w każdym razie nie powinnaś - dopóki nie nabierzesz głębszej wiedzy psychologicznej i doświadczenia klinicznego, pracować z innego rodzaju pacjentami niż uzależnieni, ponieważ nie potrafisz odróżnić ludzkiego dramatu od ludzkiego egocentryzmu, ziarna od plew, a neurotyzmu od psychotyzmu, czemu dałaś już niedwuznaczne dowody w innym wątku. Za te wszystkie mankamenty własnej wiedzy Ty i tylko Ty jesteś odpowiedzialna.
                  • stalova.mag.nolia Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 22:20
                    Ledzia, powiedz mi, kim Ty u licha jesteś, że takie rzeczy wypisujesz? ;) W innym wątku piszesz, że mając psychologiczne przygotowanie nie udzielałabyś się za darmo, a tu takie porady Szamance i to za darmola?

                    Jesteś moim ulubionym użykownikiem foruma... nikt się tak nie zaplątał we własne urojenia jak Ty :* Kochana, jesteś moją Idolką! :*
                  • leda16 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 22:27
                    No i wracając do cytatu z Twojego wcześniejszego postu : ""szaman.ka napisała: Ja gdy robię komuś terapię muszę być całkowicie spokojna i w dobrym nastroju i
                    > zdrowa.Inaczej mogłabym komuś przekazać swoje negatywne emocje."
                    Psychoterapia nie polega na przekazywaniu pacjentom WŁASNYCH EMOCJI, pozytywnych czy negatywnych. Pacjenta Twoje emocje obchodzą tyle, co gó... w trawie. Ten bagaż masz etyczny obowiązek zostawić za drzwiami własnego domu. Ale czy Ty w ogóle wiesz czym jest etyka zawodowa? Niewątpliwie chęć niesienia pomocy psychoterapeutycznej jest dla Ciebie jakąś ideą fix, bożkiem, którego za wszelką cenę chcesz poczuć się kapłanką. Ale nie może być tak, żeby cenę Twojej ignorancji płacili pacjenci i ich rodziny.
                    • stalova.mag.nolia Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 22:38
                      Leeedziaaaa, kochanka Zeusowa z mitologiii... Idź, prosić Boga by zabdał o Twoje miejsce na parkingu ;)

                      Piszesz: nie udzielałabym się za free mając przygotowanie, a śmiesz Szamance uwagi czynić :P ja bym tam chciała, by ktoś komu mam opowiadać o sobie był do mnie pozytywnie nastawiony... Ledzia, łyknij sobie na wyluzowanie, bo sztywnaś dziś ;)

                      Weź się już nie produkuj, Słoneczko moje kochane :)))
                    • szaman.ka Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 22:40
                      To jest tylko Twoja projekcja Leda.
                      A pisałaś,że zupełnie Cię nie obchodzi moje zainteresowanie Tobą więc nie wiem skąd nagle takie zainteresowanie mną? Sprawiasz mi zaszczyt Leda.
                      • leda16 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 23:05
                        szaman.ka napisała:

                        > To jest tylko Twoja projekcja Leda.

                        Cytat z Twojej wypowiedzi, to moja projekcja? Nawet "logicznie" argumentujesz jak na kogoś, kto ma pretensje do kompetencji w zakresie psychologii, psychoterapii i licho wie, czego tam jeszcze :))).
                        • stalova.mag.nolia Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 23:11
                          Ledzia, ledzia... zjedz se śledzia... polepszy Ci się ;)

                          Szczęśliwego Nowego Roku.. Babiszonie z urojeniem, żeś jest psycholog... :***
                  • szaman.ka Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 22:37
                    Leda To jest tylko i wyłącznie Twoja projekcja,która więcej mówi o Tobie niż o mnie.

                    A jeśli już zapomniałaś kto się wykazał kompletną nieznajomością podstawowych zagadnień o których wspominasz,to odsyłam do wątku;" Zaburzenia osobowości" gdzie Ci je wytykam.
                    Pozdrawiam i życzę dobrej nocy.
                    • stalova.mag.nolia Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 22:41
                      Szamanka :) Ta Pani pobubiła się w tym kim jest, a kim chciałaby być, a co jeszcze sobie uroiła... Może ona najpierw pije samodzielnie flaszkę whysky, a dopiero potem pisze te swoje brednie? ;)

                      Potraktujmy ją z przymrużeniem oka, a może przemówi ludzkim głosem ;)

                      :D
                      • szaman.ka Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 23:03
                        Ja już dawno ją tak traktuję.
                        Od czasu do czasu dostarcza mi rozrywki,chociaż to jednocześnie trochę dla mnie przykre,bo mnie mało śmieszy większość komedii, w których bohaterzy są ośmieszani.Z choroby nie należy się śmiać i dlatego mam wyrzuty sumienia,a czasami mimo to, rechocę przy monitorze.
                        • stalova.mag.nolia Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 23:09
                          Hmmmm... mnie wystarczyło... zdaje się dwa/trzy dni by się połapać... nie ukrywam, dałam się sprowokować tej Pani... ale dziś... dziś ją pozdrawiam ;) jest moją ulubioną użytkowniczką forum, schizofreniczną, pobubioną w tym, co jest prawcą, a co urojeniem... kobietą, która upatruje cel swojego życia w pociskach wymierzonych w ludzi z autentycznymi problemami ;)

                          Ledziuuuuuuu.... Ledziaaaaaaaaa.... odpowiedz mi... tak łaknę Twych mądrości :D

                          Leeeeedzia, powiedz mi jak mam żyć :D Leeeeedzia.... przekaż nam trochę swojej mądrości razem z czarownicą... :*
                        • leda16 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 23:17
                          szaman.ka napisała:

                          > Ja już dawno ją tak traktuję.

                          Czyli obie jesteście na jednym poziomie zaburzonych osobowościowo sfrustrowanych, roszczeniowych panienek. Jedna i druga bez fachowych kwalifikacji, ale za to z pretensjami jak stąd na Madagaskar :))). O tym "robieniu terapii" pewnie Ci się przyśniło. Cóż miłych snów w Nowym Roku życzę. Dobrze dla pacjentów, że to tylko sny :).
                          • stalova.mag.nolia Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 23:26
                            Leeeeedziaaaaa, Słoneczko, przemówiłaś, cóż za zaszczyt mnie kopnął? ;)

                            Taaaaaak... a Twoje pretensje i frustracje, jak stąd do Saturna... moje biedne Słoneczko, nie martw się :* Leeeeeedziuuuu, błagam o więcej... dlaczego tylko tyle? ;)

                            Uroiło Ci się że masz pojęcie o psychoterapii i psychologii? No zdarza się... ;) mi się uroiło, że lubię rodzynki i spróbowałam sernika z rodzynkiem, do dziś cierpię....

                            Weź sobie przewietrz łepek dobrze w Sylwestra i wróć z nowymi mądrościami już na Ciebie czeeeeeeeekam... nikomu na tym forum nie przytrafiło się poplątać samemu w sobie... jak Tobie :* pozdriawiam Kochana :* moja IDOOOOLKO :* jesteś wielka w swojej głupocie :*
                            • leda16 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 30.12.12, 11:19
                              A Ty leć szukać nowego chłopaka, aby ten chociaż okazał się frajerem i wziął Cię na utrzymanie jak najdalej od złej mamusi. Postaraj się też, żeby Cię ulokował w jakimś mieście posiadającym politechnikę, bo po tym swoim kursiku kosztorysanta budowlanego, możesz inżynierom co najwyżej buty czyścić.
    • kaollik34 Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 29.12.12, 15:49
      Czasami lepiej sie nie zastanawiać, wiem ze takie słowa bolą , pamiętaj to Ty musisz być pewna swojej wartości i nikt i nic nie może CIe tej pewności pozbawić - nawet własna mama
    • leserwatcher Re: Jakbyście zareagowali, gdyby matka wam powied 01.01.13, 16:57
      Nie czytałem poprzednich postów, to po pierwsze {bo wypada mieć autorytet:)].To wbrew pozorom nie takie rzadkie że "walczący o pokój", no nie aż tacy straszni, z sekty (nie wywiadu izraela) niebo zamieniali świadomie dzieci by znowu wojny nie było:))))).I w takim układzie to obca, świadoma tego tobie osoba, całe twoje życie działająca na twoja niekorzyść.Jak zareagować?.Spieprzać jak najdalej o ile to jeszcze możliwe. i, może, będziesz potrafiła jeszcze żyć.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka