aleksandra140
27.12.12, 11:16
"Że was na świat nie ciągnęła" - nie zaszokowała mnie to jakoś strasznie, bo nie pierwszy raz mi pokazała, że ma mnie w dupie, ale w sumie jeszcze do tego nie doszło, żeby mi zasugerowała, że mnie nie chciała, opowiadała wcześniej , jak to się cieszy, że "niedługo będę pełnoletnia" i "nasze drogi się rozejdą". Mimo wszystko czuję, że pękł pewien wrzód w naszych relacjach i możemy przestać udawać, że coś nas łączy. Ja nie jestem jakąś wyrodną córką, uczę się, na imprezie w życiu nie byłam jakiejś pozaszkolnej i nawet nie spotykam się z koleżankami. Jedyny problem, że jestem bałaganiarą i zawsze o to się na mnie wściekała. Strach pomyśleć co, gdybym była "normalną nastolatką" która się spotyka z chłopakami, pali, itp. Ja nie mam z tym nic wspólnego. Naprawdę zawsze kochałam moją mamę, chociaż nie raz była dla mnie okropna, jakbym jej pokrzyżowała jakieś życiowe plany. Ale nigdy jej nie powiedziałam nic, czego bym się miała wstydzić. Kiedyś nawet miałam sen w nocy, że przychodzi do mnie do sypialni i mnie dusi. Po prostu tak to widzę. Nie ma ona potrzeby, żeby mnie raz na miesiąc przytulić, spytać, jak się czuję, mam tylko mieć dobre oceny i nie bałaganić. A jak coś z tego naruszę, to się zaczyna, że jestem taka owaka, że skończę na ulicy i tym podobne. A ja nie mam nikogo nawet do kogo miałabym się przytulić . W tamtym roku miałam jakieś tam myśli samobójcze, ale tak wyszło, że się rozmyśliłam. Teraz to znowu wraca, mam problemy ze sobą po prostu, a ją tylko interesuje, żeby był porządek w domu. Jak kiedyś nie wytrzymałam i powiedziałam, że mi koleżanki dokuczają w szkole, to stwierdziła, że sama sobie jestem winna, bo na to pozwalam. No ty tyle upisałam się, ale nie mam się komu wygadać.