bez_beso
16.07.04, 01:50
Zawodowe kontakty czesto wiodly mnie do Gdanska, na Uniwersytet.
Za Polski gierkowskiej, jaruzelskiej i rzadziej tej nowej, demokratycznej.
A potem, miast, tradycyjnie, pojechac do Sopotu na molo itd...
wsiadalem w "elektriczke" i... jechalem do Nowego Portu.
W zaulku ceglano-czerwonych, poniemieckich blokowisk, byla sobie tam pewna
knajpa (nazwy i adresu nie zdradze)..
Zmienily sie dekoracje. Obskurny socrealizm, zastapily plastikowe meble,
a ostatnio solidna debina.
I tylko morze zostalo to samo, kilkaset metrow dalej.
Piwo, ktore pije z przygodnym gosciem, smakuje lepiej, niz kiedys.
Problemy zostaly. Kiedys, socjalistyczna beznadzieja - dzisiaj,
brak pracy.
Co robisz? - pytam?
Nie wiem. Jechac do Szwecji do siostry, czy do Niemiec, na truskawki.
Lubisz to miejsce? - nienawidze.
dlaczego - pytam - sa przeciez gorsze.
Byc moze - odpowiada - gdybys nie widzial codziennie,
przeplywajacych obok statkow.