aga77ta
06.11.13, 19:57
Czy można kogoś uratować wbrew jego woli? Jest dziewczyna - autodestrukcyjna, wpływowa. Porzuciła szkołę wraz z ukończeniem 18. lat. Postanowiła być "dorosła". Jet dzieckiem adoptowanym, najpewniej ma RAD, chociaż nigdy tego nie zdiagnozowano. Uciekła na początek dorosłości z domu, sypia w pustostanach, zadaje się z narkomanami i alkoholikami. Używa, pije i pali. Nie chce nawiązać kontaktu z rodziną, ani przyjaciółmi. Żebrze i jest agresywna. Kradnie i wchodzi w konflikty z prawem. Mediacje dotyczące powrotu do domu nic nie dały. Policja twierdzi, że jest dorosła w świetle prawa i może o sobie stanowić. Rodzice są zrozpaczeni, bo dziewczyna jest jedynaczką, do tej pory była trudnym dzieckiem, ale dobrze się uczyła i miała plany na przyszłość. Okazuje się, że "przetrzymywała" wszystko do momentu ukończenia 18 lat. Teraz w imię tak pojętej "wolności" stacza się po równi pochyłej. Jest wycieńczona, choruje, ma świerzb z brudu. Ma nie leczone rzuty alergiczne, bo żywi się byle czym, używa narkotyków, papierosów i często bywa pijana. Uprawia seks bez zabezpieczeń, bo na chleb ją nie stać. Jest uzależniona od cudzej łaski, również od łaski marginesu społecznego.
Czy są jakieś narzędzia, które pozwalają rodzicom zapobiec gorszej tragedii? Czy trzeba czekać, aż pójdzie do więzienia za rozbój z głodu, albo zdobędzie HIV, albo zamarznie pijana na ławce? Samodzielnie na pewno nie "odbije się od dna", bo nie wiadomo gdzie jest to dno. Ona twierdzi, że tak jest jej dobrze i nikt do niej nic nie ma. Była wychuchanym dzieckiem z zadbanego domu. Cały świat rodziców wokół niej się kręcił. Ona ma dopiero 18 lat, a przez pół roku dokonała destrukcji w swoim życiu o rozmiarze tornada.