Dodaj do ulubionych

Ratowanie wbrew woli

06.11.13, 19:57
Czy można kogoś uratować wbrew jego woli? Jest dziewczyna - autodestrukcyjna, wpływowa. Porzuciła szkołę wraz z ukończeniem 18. lat. Postanowiła być "dorosła". Jet dzieckiem adoptowanym, najpewniej ma RAD, chociaż nigdy tego nie zdiagnozowano. Uciekła na początek dorosłości z domu, sypia w pustostanach, zadaje się z narkomanami i alkoholikami. Używa, pije i pali. Nie chce nawiązać kontaktu z rodziną, ani przyjaciółmi. Żebrze i jest agresywna. Kradnie i wchodzi w konflikty z prawem. Mediacje dotyczące powrotu do domu nic nie dały. Policja twierdzi, że jest dorosła w świetle prawa i może o sobie stanowić. Rodzice są zrozpaczeni, bo dziewczyna jest jedynaczką, do tej pory była trudnym dzieckiem, ale dobrze się uczyła i miała plany na przyszłość. Okazuje się, że "przetrzymywała" wszystko do momentu ukończenia 18 lat. Teraz w imię tak pojętej "wolności" stacza się po równi pochyłej. Jest wycieńczona, choruje, ma świerzb z brudu. Ma nie leczone rzuty alergiczne, bo żywi się byle czym, używa narkotyków, papierosów i często bywa pijana. Uprawia seks bez zabezpieczeń, bo na chleb ją nie stać. Jest uzależniona od cudzej łaski, również od łaski marginesu społecznego.
Czy są jakieś narzędzia, które pozwalają rodzicom zapobiec gorszej tragedii? Czy trzeba czekać, aż pójdzie do więzienia za rozbój z głodu, albo zdobędzie HIV, albo zamarznie pijana na ławce? Samodzielnie na pewno nie "odbije się od dna", bo nie wiadomo gdzie jest to dno. Ona twierdzi, że tak jest jej dobrze i nikt do niej nic nie ma. Była wychuchanym dzieckiem z zadbanego domu. Cały świat rodziców wokół niej się kręcił. Ona ma dopiero 18 lat, a przez pół roku dokonała destrukcji w swoim życiu o rozmiarze tornada.
Obserwuj wątek
    • ijonaa.tichy Re: Ratowanie wbrew woli 07.11.13, 08:03
      Straszna historia.

      Wygląda na to, że dziewczyna sama na sobie położyła krzyżyk. Nie wiesz skąd u niej aż tak głęboka rozpacz? Możliwe, że ma to związek z adopcją. Może nie czuła się kochana, zawsze obca, wykorzeniona?
      Co do samego ratowania, to mam mieszane uczucia. Czasem jest tak, że nic nie odniesie skutku dopóki sam zainteresowany czegoś nie przerobi, przeżyje i zrozumie do końca. Ułoży w głowie, przetrawi.
      Choć z drugiej strony czyjaś taka bezinteresowna miłość, wierna, nieoceniająca może ją właśnie uleczyć. I tylko ona. Jeśli była by moją córką, zrobiłabym wszystko, co w mojej mocy, żeby ją uratować.
      A ty kim dla niej jesteś?
      • aga77ta Re: Ratowanie wbrew woli 07.11.13, 09:41
        Jestem matką. Walę głową w mur i w praktyce jestem bezsilna. Znam swoje dziecko i wiem, jakie jest "rozkazowe" wpływowe, o podwójnej naturze. Znam jej zalety i wady. Wiem co się bierze z korzeni, a co wiecznego skłócenia ze światem. Rozbijam się o "ukończone 18 lat". Umysł tego dziecka ma lat 13, może 15. Czasem wydaje się, że zwariuję. Przeżyłam już tysiące dobrych rad, gdzie większość jest zdania, żeby "dorosłą" dziewczynę zostawić samą sobie. Aż zmądrzeje. NIE zmądrzeje. Działa destrukcyjnie. Idzie zima. Wiem w jakim mieście jest, ale wiem że żebrze, mieszka z kryminalistą i alkoholikiem u innych alkoholików. Na wiosennym zdjęciu 25 kwietnia jest piękną, roześmianą dziewczyną. Teraz jest strzępkiem człowieka uzależnionym od seksu, alkoholu, narkotyków. Dostaje 150 zł na miesiąc od lokalnej opieki społecznej i nie chce wrócić do domu. Do ciepłego łóżka, do miejsca gdzie walczyła z koniecznością nauki, koniecznością higieny i minimalnymi domowymi obowiązkami. Walczyła żeby nie obrać 6-ciu ziemniaków. Farbowała włosy na kilkanaście kolorów, kłamała, kradła. Każdy dzień zaczynałam "od początku". Nie jestem pamiętliwa, mąż także znosił wszystko dzielnie. Nie miała cierpieć za złe postępowanie, miała jechać nad morze na wczasy w przedmaturalnej klasie, na obóz, robić prawo jazdy.
        Teraz każdy mówi - zostaw, zajmijcie się sobą. Skreślcie jakby umarła. Ludzie! - Kocham to dziecko od 4 dania jej życia! Jak mogę spokojnie spać? Jak mogę znieść, że w pustostanie z suchą darowaną bułką i w gorączce leży w barłogu moje dziecko??? Wiem to, bo mam sygnały. Jest chora, słania się z osłabienia, jest agresywna do ludzi, którzy chcą pomóc, ale próbują ingerować w jej życie, namówić na inną drogę. Mówi, że tak jej dobrze.
        A jeśli popchnie starą kobietę, która ją podkarmia, ale nie daje pieniędzy i kobieta się tylko uderzy, a ma 85 lat i coś się stanie, to wówczas dopiero moją córkę zamykać, dręczyć za czyny niemal niepoczytalne? Nie można zapobiec temu? Gdzie się zgłosić o pomoc? Ja już wszędzie byłam, rozmawiałam, każdy rozkłada ręce. Ona ma wyrazić zgodę, a jej mózg nie pracuje. Może ma depresję po poronieniu, które przeszła, może w ogóle ma depresję. Parszywe prawo, parszywego kraju? Jak można nawet nie będąc matką patrzeć na cudzy upadek i nic nie zrobić. Dla cudzych obojętnych dzieci w swoim życiu oddawałam pieniądze, czas i co tylko w domu miałam i nie liczyłam. A dla mojego dziecka nie ma ratunku?
        • nvv Re: Ratowanie wbrew woli 07.11.13, 10:00
          Ona walczyła o wolność. I ją teraz ma.

          Przeżywanie swojego życia wg własnych wyborów jest warte najwyższej ceny.

          Jakbym był Twoim dzieckiem i usłyszałbym takie zdania jak tutaj padły pod moim adresem, to również trzasnąłbym drzwiami i wolałbym żyć pod mostem niż z kimś kto ma tak niskie mniemanie o własnym dziecku.

          Jest taka tendencja w ludziach aby ratować innych, tym mocniejsza, im większy jest problem w danym człowieku. Jak człowiek już uratuje siebie to zaczyna rozumieć aby innym dać spokój: żyć i dać innym żyć wg ich wyborów. Doradzać z własnego doświadczenia i oferować pomoc, swoją wiedzę i doświadczenia, ale szanować wybory innych. Bo każdy musi sam sobie nabić guzy na głowie aby przeżyć to życie właściwie. Też kiedyś tak rozpaczliwie komuś utrudniałem zrobienie sobie guzów, ale to wszystko się obróciło przeciwko mnie i tej osobie; ta osoba i tak musiała przejść tę lekcje życia na własnej skórze, im wcześniej, tym lepiej.
        • malwi.4 Re: Ratowanie wbrew woli 07.11.13, 10:01
          Twoja córka musiała mieć problemy dużo szybciej. Czekała na moment, by uciec z domu. Skoro nie działa to co robisz, mówisz, to może coś przeciwnego, odwrotnego powinnaś robić/mówić. Pomyśl czego ona pragnie. Może porzuć wszelkie oczekiwania wobec niej. Niech wróci, niech nie pracuje i niech wraca do równowagi, nie martwiąc się o jedzenie i dach nad głową... A potem przyjdzie czas na JEJ decyzje.

          Może wcale nie jest z nią tak źle jak myślisz. Może wcale nie jest taka bezmyślna!!! Pewnie to inteligentna dziewczyna.

          Może zapytaj się jej, co zrobiłaś nie tak?? Co mogłabyś zmienić??
          • malwi.4 WBREW woli 07.11.13, 10:13
            taka przyszła mi do głowy smutna refleksja - czy ty przypadkiem całe życie nie robiłaś wbrew jej woli?? a teraz prawo ci tego zabrania??
          • aga77ta Re: Ratowanie wbrew woli 08.11.13, 08:45
            O tym myślimy właśnie, żeby nawet nic nie robiła, ale żeby przerwała to staczanie. Całe życie próbowaliśmy ją dowartościowywać, spełniać marzenia, zachcianki, sprawiać przyjemności. Nieraz myślę, że za mało wymagaliśmy dla nas. Ale należała do wolontariatu, dobrze się uczyła, miała bardzo dobre warunki, więc nie miała obowiązków, raczej spokojne, fajne życie i rodziców, którzy akceptowali wybory wszystkich dodatkowych zajęć i hobby,jakie sobie zażyczyła. Potrzebowała korepetycji - to miała, chciała pływać - woziliśmy na basen. Wydawało się, że mamy bardzo dobry kontakt, chociaż próbowała kraść, kłamać. Jakby ciągle było jej mało wolności i pieniędzy. Nie była łatwym dzieckiem, ale nie odbiegała zachowaniem od nastolatek w jej wieku. Trudne sprawy próbowaliśmy wyjaśniać. Denerwowałam się czasem bardziej, gdy marnowała jedzenie, kompletnie nie chciała się uczyć. Potem jakoś to wracało do normy. To ona miała plany i wybierała szkoły, nie my. Odnosiła sukcesy i cieszyła się nimi. I to się tak nagle potoczyło. Dla nas było szokiem, że wiedzie podwójne życie, że wpadła w koszmarne towarzystwo. Dyskutowała ze mną o złym i dobrym postępowaniu i wybrała ... najgorsze dla dziewczyny i kobiety, najgorsze z możliwych.
            Generalnie ludzi to "nie rusza". Mijają narkomana w kałuży bez zmrużenia oka. A to jest przecież czyjeś dziecko...
            Dziwi mnie, że nie ma ŻADNEJ instytucji, która chciała by zapobiegać staczaniu się młodych ludzi. Dopiero jak młodzi kogoś utłuką, to wówczas zaczyna się ich zamykać, gnębić. I co to daje? Społeczeństwo musi ich utrzymywać, ale to młodych nie resocjalizuje.
            Każdy mówi - ona jest dorosła. Prawnie tak, natomiast autodestrukcja, którą ona uprawia na sobie samej budzi zgrozę.
            Np. jest alergiczką i wie o tym. Nie jadła w domu i poza nim byle czego, plastikowego żarcia, nawet czekoladę poznała w wieku 6 lat, bo szkodziła. Wszystko gotowałam w domu. Piekłam chleb. Teraz ze zgotowanej sobie nędzy moja córka żyje na odpadkach z supermarketu, na chińskich zupkach itd. Efek - całą skórę ma w krostach, we włosach, na rękach. To potwornie swędzi. Robią się rany. Jak to dalej zaowocuje? Uszkodzoną wątrobą, nerkami itd. Samozagłada? Powinna w dorosłości wyciągnąć wnioski. NIE WYCIĄGA WNIOSKÓW. To normalne?
            Zadałam tu na Forum pytanie, bo może ktoś zna miejsce, może społecznika, jeśli nie urząd, który potrafi negocjować z młodym człowiekiem zanim nastąpi kompletna destrukcja, nawet wówczas gdy młody nie chce się ratować.

            Każdy, kto ma dzieci wie, że nie można spokojnie patrzeć jak schodzą na dno, "żeby się odbić od dna". Wielu się nie odbija i przepada. Nikt nie chce, żeby to było jego dziecko.
        • ijonaa.tichy Re: Ratowanie wbrew woli 11.11.13, 06:40
          Myślę, że teraz powinnaś jakoś energicznej zadziałać, bo potem może być zwyczajnie za późno.
          Tak sobie myślałam o tej sprawie i zastanawiałam się, co bym zrobiła będąc taką matką. Doszłam do wniosku, że w ostateczności chyba bym ją gdzie zwabiła podstępem, uśpiła i wywiozła w bezpieczne miejsce, a tam poddała terapii :)

          A tak na marginesie -niedawno przeczytałam "Salimara klowna" Rushdiego, świetna książka tak w ogóle, jak wszystkie jego, ale tam został opisany przypadek podobny do twojego, bo on taki chyba dość ... nierzadki jest.
          No i tam młoda dziewczyna, wychowywana przez kobietę, która ją adoptowała, a do końca nie potrafiła pokochać też popadła w narkotyki i złe towarzystwo. Tam uratował ją rodzony ojciec akurat i to, że w końcu odnalazła prawdę o swych pochodzeniu.

          A twoja córka jaka jest tak w ogóle? Z tych wrażliwszych ... czy niekoniecznie?
          Wie kim byli jej naturalni rodzice? Czy żyją? Czy ma z nimi jakiś kontakt lub chce ich poznać?
          Jak macie rozwiązane te sprawy? Czuję, że to w tym przypadku może być kluczową kwestią.
          Trzymaj się i pisz, jak sprawy stoją :)

          • ijonaa.tichy Re: Ratowanie wbrew woli 11.11.13, 07:46
            Zapomniałam napisać, że ona jest przede wszystkim twoją sprawą, a nie innych ludzi czy instytucji. Tym bardziej, że takich ludzi jest wielu.
            Jej bardziej szkoda, bo to taka młoda osoba... kiedy stacza się ktoś starszy, to nie boli aż tak.
            Młoda i najpewniej sama nieświadoma tego, co się w niej dzieje i o co chodzi.
            Możliwe też, że chce cię podświadomie wypróbować. Przekonać się na ile ją kochasz i czy będziesz walczyć.
        • leda16 Re: Ratowanie wbrew woli 11.11.13, 23:03
          aga77ta napisała:
          > i wiem, jakie jest "rozkazowe" wpływowe,


          A cóż to znaczy? Ona Ci rozkazywała, Ty słuchałaś? Srajda miała na Ciebie wpływ, nie Ty na nią?! No to wychowałaś sobie socjopatkę i musisz z tym żyć. Zabawa wziętą z przytułku żywą laleczką się skończyła.



          o podwójnej naturze.


          Czyli fałszywa, obłudna i zakłamana. I "nagle" tych cech nabrała, z chwilą ukończenia magicznej 18-stki?


          Znam jej zalety


          To wg. Ciebie ona ma jeszcze jakieś zalety???


          > i wady.


          Aaa, to na pewno :).



          Wiem co się bierze z korzeni, a co wiecznego skłócenia ze światem.


          Czyli zapewne uszkodzony genetycznie dzieciak z meliny. Z ojca przygłupa i matki prostytutki, bo zwykle takim sąd zabiera dzieci. Od dawna wykazywała cechy nieprzystosowania społecznego, a Ty, zamiast to trzymać jak konia narowistego - krótko i przy pysku, rozpuściłaś jak dziadowski bicz. Teraz widzisz czym się kończy zamiatanie dziecięciu pyłków spod nóżek.Ale czegóż się dziwisz? Nie nauczyłaś rodziców szanować, to nie umie.



          Umysł tego dziecka ma lat 13, może 15.


          Czyli przygłupiasta na dodatek - po biologicznej mamusi lub tatusiu. A znasz przysłowie o jabłku i jabłoni? Dziecko to nie jest tabula rasa, na świat przychodzi z genetycznym posagiem. Jak małe, to przylepny słodziak, ale wcześniej czy później wilcza natura w takim się odezwie.



          Przeżyłam już tysiące dobrych rad, gdzie większość jest
          > zdania, żeby "dorosłą" dziewczynę zostawić samą sobie.


          Nie tylko zostawić - rozwiązać adopcję, póki jakiś pijus ją nie podpuści do zaciągania kredytów bankowych, które razem z mężem do kończ życia spłacać będziecie i żyć w nędzy za to, czego komornik siadając Wam na emeryturach wziąć nie może.


          Dostaje 150 zł na miesią
          > c od lokalnej opieki społecznej


          Dostaje na wódę i prochy? A z jakiej racji? Rozumiem, że Ty własnej córuś alimentować nie raczysz, tylko lament podnosisz nad owocami własnej radosnej zabawy w mamuśkę.




          > o miejsca gdzie walczyła z koniecznością nauki, koniecznością higieny i minimal
          > nymi domowymi obowiązkami. Walczyła żeby nie obrać 6-ciu ziemniaków.


          Widać od dziecka nie nawykła do obowiązków.


          Farbowała
          > włosy na kilkanaście kolorów,



          Gdybyś jej kasy na to nie dawała, nie robiłaby z siebie czupiradła za Wasze pieniądze.


          Nie miała cier
          > pieć za złe postępowanie, miała jechać nad morze na wczasy w przedmaturalnej kl
          > asie, na obóz, robić prawo jazdy.



          No i tak się skończyło bezstresowe wychowanie na ideałach Beniamina Spocka z lat 70-tych




          > - Kocham to dziecko od 4 dania jej życia!


          Ale ona ma Twoją miłość głęboko w doopie i zniszczy Cię psychicznie i finansowo jeśli jej nie odpłacisz pięknym za nadobne. Ale nie wierzę, żebyś kiedykolwiek ją kochała - kochałaś własne rojenia.



          > A jeśli popchnie starą kobietę, która ją podkarmia, ale nie daje pieniędzy i ko
          > bieta się tylko uderzy, a ma 85 lat i coś się stanie, to wówczas dopiero moją c
          > órkę zamykać, dręczyć za czyny niemal niepoczytalne?



          Kara pozbawienia wolności za UMYŚLNE spowodowanie czyjejś śmierci, to jest wg. Ciebie DRĘCZENIE ?! Skoro masz poziom moralny troglodytki, nie dziwota, że wychowałaś drugą taką jak Ty!


          jej mózg nie pracuje.


          Zapewniam Cię, że pracuje, ale nie zgodnie z kierunkiem Twoich oczekiwań. Pracuje jak się nachlać, naćpać i wykorzystać kogo się da. Jak będąc dorosłą żyć życiem pasożyta, nie siać, nie orać, tylko łapy po pieniądze do MOPS-u wyciągać. Pieniądze z naszych podatków, ciężko pracujących ludzi. Pieniądze potrzebne samotnym matkom z 5-ciorgiem dzieci, kalekom, chorym...


          Może ma depresję po poronieni
          > u, które przeszła, może w ogóle ma depresję. Parszywe prawo, parszywego kraju?



          A tak, biedna, chorusieńka psychopaciczka :). Kraj parszywy, prawo parszywe, tylko ona jedna w porządku, niczym anielica nieskalana.




          > Dla c
          > udzych obojętnych dzieci w swoim życiu oddawałam pieniądze, czas i co tylko w d
          > omu miałam i nie liczyłam.



          Ta też przecież cudza, adoptowana. A jakiś urzędowy papierek nie czyni jej "Twoją". Obciążenie genetyczne + błędy wychowawcze zrobiły z niej wyrzutka społecznego, nędzną, zdemoralizowaną kreaturę, myślącą tylko o sobie.



          A dla mojego dziecka nie ma ratunku?



          Przecież jej dobrze w rynsztoku, sama ochoczo do niego wlazła olewając Ciebie i Twoje ideały. to niech tam sobie siedzi. Nikt ją stamtąd na siłę, wbrew prawu, wyciągał nie będzie.
        • kropidlo5 Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 23:20
          Tak wiec....Ciagle jest na chodzie upowszechniona przez Kotana i inne AA teoria o kompletnym stoczeniu sie jako warunku 'wyleczenia' narkomana. Teoria w pewnych przypadkach prawdziwa, teoria na pewno chwytliwa i pelna dobrze sprzedajacego sie w TV dramatu zakonczonego happy endem. Ale w wielu jak nie wiekszosci przypadkow nie ma happy endu a jest dno i smierc ewentualnie lezenie na dnie wiele lat lub krecenie sie wokol dna- o tym malo sie mowi. Mowie o sytuacji braku interwencji i oczekiwaniu na owo mityczne dno i jeszcze bardziej mityczne 'odbicie'.
          Tutaj jest zalozenie, ze nastapi wstrzas, ktory zmobilizuje do dzialania i feniks powstanie z popiolow. W rzeczywistosci im dluzej ktos zyje na marginesie, tym bardziej odzwyczaja sie od 'normalnego' zycia, tym wiecej zrywa wiezi i mniejsza ma sile i motywacje do zmiany.

          Mozna oczywiscie zamiast czekac na wstrzac i zmartwywstanie probowac leczenia albo szukac wyjscia krok po kroku- metoda redukcji szkod. Moze bcy to np program metadonowy a potem terapia i dalsze kroki w kierunku trzezwosci. Program metadonowy pozwolilby wyjsc z kregu dilerow, dworcow i szemranego towarzystwa.

          No ale problem chyba w tym, ze dziewczynie sie takie towarzstwo podoba. To dla mnie niepojete jak mozna przedkladac czyste lozko nad zaswierzbiony barlog, co innego spac w barlogu z koniecznosci, a co innego lgnac do tego- ale widac mozna, to swiadczy o jakims glebokim skrzywieniu emocjonalnym a moze nawet psychicznym.

          Czy w ogole z ta dziewczyna da sie rozmawiac? Czy ona rtykuluje jakies potrzeby? (poza buntem)? Czy chce isc na jakakolwiek wspolprace? Oczywiscie zakladam, ze z drugiej strony istnieje postawa otwarta- czyli nieoceniajaca i nie polegajaca na tysiacu warunkow so spelnienia. Watpie, by proponowane przez Lede metody typu wziac gowniare za pysk, zdyscyplinowac i pilnowac zdalyby egzamin, ale nie recze. Wiekszosc narkomanow raczej przed czyms takim zwieje niz w to wejdzie, ale probowac mozna.

          Z tego co slyszalem sa rozne Monary dzis, z roznym programami, jesli dziewczyna jest socjopatkai nie ma uczuc wyzszych i ma sklonnosci do agresji czy manipulacji moze isc do 'ostrego' osrodka, a jak jest mniej pokrecona to do 'lagodnego'.

          Coz, z realnych opjci jest jeszcze przymusowe leczenie albo wrobienie w sytuacje kryminalna i wiezienie np za nielegalne posiadanie, ale to juz krok drastyczny.
          • leda16 Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 23:34
            kropidlo5 napisał:
            Watpie, by proponowane przez Lede metody
            > typu wziac gowniare za pysk, zdyscyplinowac i pilnowac zdalyby egzamin, ale nie
            > recze. Wiekszosc narkomanow raczej przed czyms takim zwieje niz w to wejdzie,
            > ale probowac mozna.


            Kropi,oczywiście, że nie zdadzą egzaminu. Bo dziecko wychowuje się od niemowlęcia, od pierwszych tygodni życia. Dorosłego człowieka nie wychowasz, tym bardziej przymusem. A gwoli ostrzeżenia przed naiwną adopcją podaję poniższy link: kobieta.onet.pl/dziecko/male-dziecko/kiedy-adopcja-sie-nie-udaje/g2xzt



            > Coz, z realnych opjci jest jeszcze przymusowe leczenie


            Nikt nie będzie trwonił pieniędzy na przymusowe leczenia narkomana, który nie chce się leczyć.


            albo wrobienie w sytuacj
            > e kryminalna i wiezienie np za nielegalne posiadanie, ale to juz krok drastyczn
            > y.


            To jest krok najlepszy z możliwych tym bardziej, że pali dilerskie kontakty narkomana. Zyskuje w środowisku opinię kapusia i choćby zdychał, nikt z działką nie pospieszy.
    • witchland Jest dzieckiem adaptowanym... 08.11.13, 13:43
      To jest tesknota za smiercia. Wybrala ja na raty, dzien po dniu- coraz wiecej jej ubywa...

      Czesty problem dzieci adoptowanych, ze trudno im dorastac z cala bolesna prawda o sobie i na swoj temat. A ta prawda bywa rozna, czesto sa to zmiany osobowsci, tej dziedziczonej - tak duze, ze nie da sie ich zmienic mozna jedynie stosowac profilaktyke.

      Tu nalezaloby popracowac nad rodzicami, ktorzy ja adoptowali, aby wiedzieli jak nalezy postepowac z takim dzieckiem. Aby sami przy tym nie padli na depresje i problemy ze zdrowiem, za przyczyna tej dziewczynki.
      Niestety, dla wielu takich zaburzonych osob osrodek przymusowego leczenia bywa jedynym skutecznym ratunkiem.
      Tam gdzie sa problemy z zle uksztaltowana osobowoscia, czy dziedziczenie zlych cech osobowosci ktoregos z rodzicow, tam potrzebna jest pomoc terapeutow. Niestety malo takich jest, a walczy sie tu z ogromnymi silami natury tego czlowieka...z jej kodowym programem...cechy osbowosci mozna dziedziczyc do wielu pokolen wstecz....
      • ijonaa.tichy Re: Jest dzieckiem adaptowanym... 09.11.13, 06:33
        Dobrze powiedziane. Też chciałam napisać, że wygląda na to jakby się chciała zabić na raty.
        Przymusowe leczenie to chyba w jej przypadku jedyny ratunek. Jeśli matka naprawdę ją kocha, to niech nie odpuszcza. Swojej własnej rodzonej córki chyba by tak łatwo nie spisała jednak na straty ...?

        Nie ma, poza tym, dowodów że cechy osobowości itp. się dziedziczy.
        Choć z drugiej strony dzieci z rodzin patologicznych, wychowywane w przyjaznym środowisku bardzo często wykazują ... no, szybko wyłazi z nich ta patologia. Cóż, życie jest tajemnicą.
        • witchland Obecnie... 09.11.13, 11:21
          Mowi sie nie tyle o chorej psychice, co o chorym mozgu...
          Struktury mozgu, jego 'konstrukcja' sposob odbierania swiata z zewnatrz, ksztaltuje sie juz w lonie matki. Wiec trudno sie dziwic, ze nawet w dobrych warunkach wychowawczych 'cos' tam sie z ta relacja pomiedzyludzka nieuklada, jezeli np. kobieta podczas ciazy przezywala silny stres, urazy psychiczne, naduzywala alkoholu, czy narkotykow, miala bardzo negatywny stosunek do ciazy itp. To jak matryca odbija sie na bardzo fleksyjnych konstrukcjach mozgu dziecka w lonie oraz ten mozg ksztaltuje.

          Ale nawet i te bledy sa do usuniecia (choc gdzies tam dzialaja we tle osobowsci), gdy rodzina adopcyjna ma wyjatkowe korzystny wplyw na dziecko. Niestety tak czestio nie jest; i to co tak pieknie wyglada z pozoru kryje tez i inna prawde, o pobycie owego dziecka w domu adopcyjnym.

          Rodzice adopcyjni, bez specjalnego i dokladanego przygotowania nie sa w stanie, choc im sie tak czasami wydaje, ale jednak nie sa w stanie- kochac bezinteresowna i autentyczna miloscia to dziecko. Gdzies tam w podswiadomosci zawsze bedzie to- to 'cudze dziecko'. Bedzie tez i oczekiwanie na okazanie wdziecznosci i szacunku, za to ze zostalo przygarniete pod twoj dach.

          My obserwatorzy z boku, nie wiemy co dzieje sie w srodku tej rodziny. Dlatego to sa bardzo trudne sprawy i w sumie taka osoba potrzebuje duzo pomocy od spoleczenstwa i zyczliwosci od ludzi...
          • aqua48 Re: Obecnie... 09.11.13, 17:48
            W takiej sytuacji można chyba jedynie próbować dziewczynę ubezwłasnowolnić i skierować na przymusowe leczenie i detoksykację. A potem na psychoterapię. Innego wyjścia nie widzę.
            • dziewczyna.briana Re: Obecnie... 10.11.13, 19:01
              Trudno Wam jest sie zrozumiec. Dziewczyna szuka czegos i chce czegos sprobowac. Twierdzi, ze jest jej z tym dobrze. Wg Twoich norm i standardow nie moze jej byc dobrze bo nie spi w swoim lozku i nie je z Toba obiadu. Moze to genetyka, moze depresja. Czytalam kiedys taka historie. Facet chcial zawsze pomagac ludziom, zostal prawnikiem. Na poczatku prowadzil sprawy pro bono, potem pieniadze zaczely byc najwazniejsze i zapomnial o ludziach i swojej misji. Kiedys wracal wieczorem do domu. Na ulicy lezal pijany mezczyzna, brudny, smierdzacy, ludzie przechodzili obojetnie. Wowczas prawnik przypomnial sobie po co wybral swoj zawod i o tym, ze on tez opuscil ludzi. Zycie obydwoch mezczyzn mialo jak najwiekszy sens, jeden pomogl drugiemu przypomniec sobie o rzeczach najwazniejszych, o sensie zycia.
              Tak naprawde nie znasz misji zycia swojej corki. Moj ojciec byl alkoholikiem, nienawidzilam go przez wiele lat. Cala historia byla skomplikowana i trudna ale jestem ze wszystkim co bylo ok. Modle sie za niego i wysylam Mu slowa milosci na jego droge zycia ktora dla niego tez nie byla latwa. Czasem jest tak, ze nie rozumie sie pewnych sytuacji, pozostawienie ich boli ale proba naprawienia/zmiany boli tak samo albo jeszcze bardziej. Mam corke, ktora kocham nad zycie. Chce dla niej wszystkiego co najlepsze, ale szanuje kazdy jej wybor. Walczylabym o nia zawsze i w kazdych okolicznosciach, a gdyby nic mi nie pozostalo, to mowilabym jej czesto "nie rozumiem Twoich wyborow ale chce zebys wiedziala, ze bardzo cie kocham i moje drzwi sa dla ciebie zawsze otwarte". Wiem ze masz zlamane serce i nie rozumiesz dlaczego jest tak jak jest ale byc moze nigdy tego nie zrozmiesz. Zadbaj o siebie i badz kiedy bedziesz potrzebna. Dziewczyna kiedys moze wroci do Ciebie ale bedzie to tylko i wylacznie jej decyzja. I jesli bedzie miala do Ciebie wrocic, na pewno tak bedzie. Znajdz dla siebie jakas grupe wsparcia, spotkanie dla rodzin osob uzaleznionych, rodzin alkoholikow, itp. Dobrze jest sie podzielic, wysluchac i byc wysluchana.
              Nic nie piszesz o swoim mezu. Mam nadzieje, ze masz w nim oparcie.
            • yadaxad Re: Obecnie... 10.11.13, 20:31
              Z uzasadnieniem, że brzydko mówi o Breżniewie. Przepraszam, ale w jakich katakumbach żyjesz? Za złe prowadzenie się nikogo się nie ubezwłasnowolnia . Zresztą szykuje się zmiana stopni ubezwłasnowolnienia, tak że nawet osoby z ograniczoną sprawnością intelektualną będą mogły zawierać małżeństwa i podejmować decyzje prawne z własnej woli. Przymusowej terapii i leczenia dawno już nie ma, co najwyżej może być alternatywą wobec złagodzenia innych sankcji, ale podejmowaną dobrowolnie.
        • leda16 Re: Jest dzieckiem adaptowanym... 11.11.13, 00:03
          ijonaa.tichy napisała:
          Przymusowe leczenie to chyba w jej przypadku jedyny ratunek.

          Nie ma takiego prawa, które pozwala zaburzenia osobowości leczyć przymusowo. A tu dyssocjalność aż wyje.


          Nie ma, poza tym, dowodów że cechy osobowości itp. się dziedziczy.



          Owszem, są bardzo mocne dowody w badaniach bliźniąt jednojajowych wychowywanych osobno. A gdybyś ty miała chociaż jedno dziecko i potrafiłabyś je wnikliwie obserwować,dziedziczenie charakteru, temperamentu, cech osobowości - najczęściej jednego z rodziców - byłoby dla ciebie widoczne jak na dłoni.
          • ijonaa.tichy Re: Jest dzieckiem adaptowanym... 11.11.13, 06:14
            Coś tam się zapewne dziedziczy :)) Ale czy są to "akurat" cechy osobowości jako takie?
            Ludzie w ogóle mają wiele wspólnych cech, więc często się widzi to, co chce zobaczyć.
          • brygada_ww Re: Jest dzieckiem adaptowanym... 11.11.13, 13:38
            leda16 napisała:

            > Owszem, są bardzo mocne dowody w badaniach bliźniąt jednojajowych wychowywanych
            > osobno. A gdybyś ty miała chociaż jedno dziecko i potrafiłabyś je wnikliwie ob
            > serwować,dziedziczenie charakteru, temperamentu, cech osobowości - najczęściej
            > jednego z rodziców - byłoby dla ciebie widoczne jak na dłoni.

            Faktycznie to dziedziczenie cech jednego z rodzicow jest zadziwiajace. Ja mam na przyklad po ojcu balaganiarstwo (nie mylic z brudem, bo tego nie lubie), wiekszosc przedmiotow prawie nigdy nie ma swojego miejsca poza telewizorem, meblami i komputerem i charakter pisma, sama czasem nie moge rozpoznac, czy to ja napisalam, czy moj tato.
          • maksimum Re: Jest dzieckiem adaptowanym... 15.11.13, 22:10
            leda16 napisała:

            > Nie ma, poza tym, dowodów że cechy osobowości itp. się dziedziczy.
            >
            > Owszem, są bardzo mocne dowody w badaniach bliźniąt jednojajowych wychowywanych
            > osobno. A gdybyś ty miała chociaż jedno dziecko i potrafiłabyś je wnikliwie ob
            > serwować,dziedziczenie charakteru, temperamentu, cech osobowości - najczęściej
            > jednego z rodziców - byłoby dla ciebie widoczne jak na dłoni.

            Prawda.
            Dziecko jest kopia rodzicow.Czesto jest to mieszane dziedziczenie,czyli czesc cech po jednym z rodzicow a reszte po drugim.
    • yaxe Re: Ratowanie wbrew woli 11.11.13, 14:23
      obiecaj jej , ze bedzie mogla wrocic do tej nory (oczywiscie uzyj innych slow), ale niech na razie dopoki jest chora wroci do Ciebie, aby sie podkurowac, nie krytykuj jej chlopaka, nie miej zadnych wymagan i oczekiwan, tylko jedno zeby wrocila pod Twoj dach na razie

      moze jej jakas przyjaciolka pojdzie z Toba?


      musisz uzyc jakiegos podstepu, oby tylko wrocila, choc na razie

      moze jej wcale nie jest tak dobrze jak mowi, tylko nie chce pokazac ze odniosla porazke


      musi miec jakis zadawniony uraz, okres najgorszy z mozliwych, wiek w ktorym nastepuje bunt u kazdego


      moze za krotko ja trzymalas?
      • szaman.ka Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 00:45
        Myślę Yaxe ,że Twoje rady nie są dobre.To nic by nie dało córce,a jedynie mogło przysporzyć kłopotów autorce.Córka mogłaby sprowadzić do domu swoje towarzystwo i urządzić melinę,albo go okraść .Byłoby to takie pomaganie córce w pielęgnacji nałogu.
        Sytuacja jest tak trudna,że ja nie mam pomysłu co poradzić.
        Jedyne wyjście, jakie mi się rysuje, to spróbować załatwić przymusowe leczenie psychiatryczne.
        Przymusowe leczenie w szpitalu psychiatrycznym na wniosek osoby bliskiej (art. 29 uozp).

        Małżonek, krewny w linii prostej, rodzeństwo, przedstawiciel ustawowy lub osoba sprawująca faktyczną opiekę nad osobą chorą psychicznie mogą złożyć wniosek do sądu opiekuńczego właściwego dla miejsca zamieszkania tej osoby o zastosowanie przymusowej hospitalizacji, jeśli osoba ta odmawia dobrowolnego leczenia, w tym przyjmowania leków (art. 29 ust. 2 uozp). Przyczyny uzasadniające przymusową hospitalizację zostały wąsko określone i mogą nimi być wyłącznie:

        nieprzyjęcie do szpitala spowoduje znaczenie pogorszenia stanu zdrowia psychicznego chorego, na co wskazuje jego dotychczasowe zachowanie
        osoba chora psychicznie jest niezdolna do samodzielnego zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych, a uzasadnione jest przewidywanie, że leczenie w szpitalu psychiatrycznym przyniesie poprawę stanu jej zdrowia(art. 29 ust. 1 uozp).

        Z tego, co opisujesz, wynika,że córka rzeczywiście wykazuje antyspołeczne zaburzenia osobowości.
        Gdyby się to udało to równolegle prowadzone byłoby leczenie uzależnienia od środków psychoaktywnych.
        Jeśli się to nie uda, to rzeczywiście jedyne wyjście rozwiązać adopcję jak radzi Leda.
        Tak nawiasem,to nie mogę pojąć tej jadowitej satysfakcji z jaką Leda punktuje wszelkie domniemane błędy wychowawcze popełnione przez autorkę w stosunku do adoptowanej córki.
        • szaman.ka Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 01:02
          Czytając ten wątek poczułam ogromny niesmak spowodowany treścią niektórych Waszych opinii.
          Zastanawia mnie; jak można nie mając żadnych dowodów na poparcie swoich przypuszczeń dobijać jeszcze autorkę i obwiniać ją,że za mało kochała swoja adoptowaną córkę ?
          Może zastanówcie się; co jest takiego w Was,że tak łatwo oceniacie i ferujecie wyroki?
          Myślę,że każdy ma prawo do swojego zdania,ale gdy nie mamy dowodów,a tylko swoje przypuszczenia, to przyzwoitość nakazywałaby powstrzymanie się od negatywnych ocen.
          Ja myślę,że autorka kochała swoją adoptowaną córkę aż za bardzo i może dlatego nie stawiała jej wystarczających granic i nie egzekwowała obowiązków.
          • leda16 Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 22:38
            szaman.ka napisała:
            > Zastanawia mnie; jak można nie mając żadnych dowodów na poparcie swoich przypus
            > zczeń dobijać jeszcze autorkę i obwiniać ją,że za mało kochała swoja adoptowaną
            > córkę ?


            Jeśli o coś można Ją obwiniać, to właśnie o tzw."małpią miłość" - pobłażliwość, brak wymagań, brak kar, brak dystansu, nagradzanie za to, że istnieje a nie za sukcesy, oszczędzanie stresów, zaślepienie, ustępowanie dla "świętego spokoju", bezkrytyczna akceptacja. Taki trening wychowawczy przy odpowiednich predyspozycjach genetycznych, stwarza potwory.


            > Myślę,że każdy ma prawo do swojego zdania,ale gdy nie mamy dowodów,a tylko swoj
            > e przypuszczenia, to przyzwoitość nakazywałaby powstrzymanie się od negatywnych
            > ocen.


            Rzeczywiście, nikt nie zbadał ile trzeba miłości rodzicielskiej, żeby wychować dobrze zsocjalizowaną jednostkę. Są to kwestie intuicyjne, leżące bardzo daleko od metodologii badań naukowych. Natomiast istnieją dowody, że wyżej opisane postępowanie z dzieckiem prowadzi do nieszczęścia. Ameryka w latach 70-tych przejęła się ideałami B. Spocka, prekursora wychowania bezstresowego. Matki, w źle pojętym interesie dzieci, służyły swoim bachorom niemalże na klęczkach. Opamiętanie przyszło po 18 - 20 latach gdy z takich metod wyrosło pokolenie roszczeniowych egoistów, nieuków, narkomanów z atrofią uczuciowości wyższej. Niestety Polska jest krajem kulturowo zacofanym o jakieś 20 lat. Krajem bezmyślnych papug przeżuwających medialną papkę, wierzących nadal, że miłość= brak wymagań i stresów a dziecko, to ...partner rodzica :).


            > Ja myślę,że autorka kochała swoją adoptowaną córkę aż za bardzo i może dlatego
            > nie stawiała jej wystarczających granic i nie egzekwowała obowiązków.


            Nie można kochać za bardzo. Natomiast można grzeszyć zaślepieniem - wierzyć dziecku, ufać dziecku, nie przysparzać stresów dziecku, szanować intymność dziecka, a po kilkunastu latach takiej postawy spaść z obłoków i grzmotnąć tyłkiem o ziemię. A wtedy już jest za późno na naprawianie własnych błędów, bo słodkiej przylepie wyrosły kły i pazury. Nie da sobą rządzić, nie ma zdolności do uczuć wyższych, autorytetów, nie odróżnia dobra od zła, choć w tej ostatniej kwestii mamuśka jej nie ustępuje .Kara za umyślne zabicie 85-cio letniej staruszki litującej się nad zdegenerowaną wywłoką, to w oczach tej równie wyrodnej "matki" "dręczenie" jej cudownej córusi. Myślę, że tu właśnie leży główna przyczyna dyssocjalności tej dziewczyny - pokazywanie w domu na co dzień, że inni ludzie, ich życie i dążenia tyle są warci co gó... w trawie. Stąd dziwa może się wkurzyć, że staruszka tylko papu przynosi zamiast forsy. Popchnie. Popchnięta silną ręką młodocianej zdziry staruszka walnie głową o beton i skona. "I za to ma iść siedzieć ???" - dziwuje się mamuśka. A ja się dziwię, że z taką postawą moralną dostała od pracujących w Ośrodkach Adopcyjnych psychologów na wychowanie dziecko w sytuacji, gdy nawet do wychowania psa się nie nadaje.
            • szaman.ka Re: Ratowanie wbrew woli 13.11.13, 11:30
              leda16 napisała:

              > szaman.ka napisała:
              > > Zastanawia mnie; jak można nie mając żadnych dowodów na poparcie swoich p
              > rzypus
              > > zczeń dobijać jeszcze autorkę i obwiniać ją,że za mało kochała swoja adop
              > towaną
              > > córkę ?
              >
              >
              > Jeśli o coś można Ją obwiniać, to właśnie o tzw."małpią miłość" - pobłażliwość,
              > brak wymagań, brak kar, brak dystansu, nagradzanie za to, że istnieje a nie za
              > sukcesy, oszczędzanie stresów, zaślepienie, ustępowanie dla "świętego spokoju"
              > , bezkrytyczna akceptacja. Taki trening wychowawczy przy odpowiednich predyspoz
              > ycjach genetycznych, stwarza potwory.

              To jest Twoja wizja rzeczywistości- być może prawdziwa,a być może nie.
              Natomiast zgadzam się z tym,że taki model wychowania rodzi takie skutki jak napisałaś.Sama nieraz to pisałam,ze w ten sposób hoduje się psychopatę.
              >
              >
              > > Myślę,że każdy ma prawo do swojego zdania,ale gdy nie mamy dowodów,a tylk
              > o swoj
              > > e przypuszczenia, to przyzwoitość nakazywałaby powstrzymanie się od negat
              > ywnych
              > > ocen.
              >
              >
              > Rzeczywiście, nikt nie zbadał ile trzeba miłości rodzicielskiej, żeby wychować
              > dobrze zsocjalizowaną jednostkę. Są to kwestie intuicyjne, leżące bardzo daleko
              > od metodologii badań naukowych. Natomiast istnieją dowody, że wyżej opisane po
              > stępowanie z dzieckiem prowadzi do nieszczęścia. Ameryka w latach 70-tych prze
              > jęła się ideałami B. Spocka, prekursora wychowania bezstresowego. Matki, w źle
              > pojętym interesie dzieci, służyły swoim bachorom niemalże na klęczkach. Opamięt
              > anie przyszło po 18 - 20 latach gdy z takich metod wyrosło pokolenie roszczenio
              > wych egoistów, nieuków, narkomanów z atrofią uczuciowości wyższej. Niestety Pol
              > ska jest krajem kulturowo zacofanym o jakieś 20 lat. Krajem bezmyślnych papug p
              > rzeżuwających medialną papkę, wierzących nadal, że miłość= brak wymagań i stre
              > sów a dziecko, to ...partner rodzica :).

              Też się zgadzam z tym.To widać nawet w tym wątku.
              >
              >
              > > Ja myślę,że autorka kochała swoją adoptowaną córkę aż za bardzo i może d
              > latego
              > > nie stawiała jej wystarczających granic i nie egzekwowała obowiązków.
              >
              >
              > Nie można kochać za bardzo.
              Natomiast można grzeszyć zaślepieniem - wierzyć dzi
              > ecku, ufać dziecku, nie przysparzać stresów dziecku, szanować intymność dzieck
              > a, a po kilkunastu latach takiej postawy spaść z obłoków i grzmotnąć tyłkiem o
              > ziemię. A wtedy już jest za późno na naprawianie własnych błędów, bo słodkiej p
              > rzylepie wyrosły kły i pazury. Nie da sobą rządzić, nie ma zdolności do uczuć w
              > yższych, autorytetów, nie odróżnia dobra od zła, choć w tej ostatniej kwestii m
              > amuśka jej nie ustępuje
              To jest kwestia nazewnictwa, a nie merytorycznej różnicy-toksyczna miłość,kochanie za bardzo,zaślepienie. Różnica jest taka,że ja zakładam,że wszyscy czasem błądzimy i ulegamy zaślepieniom.Ty to zaślepienie masz zwyczaj przypisywać i lokować u innych.

              >.Kara za umyślne zabicie 85-cio letniej staruszki lituj

              > ącej się nad zdegenerowaną wywłoką, to w oczach tej równie wyrodnej "matki" "d
              > ręczenie" jej cudownej córusi.

              To jest tylko Twoja interpretacja tego co napisała autorka.A może miała na myśli pisząc o dręczeniu karę Boską i wieczne udręki piekielne?
              Przyczyn takiego,a nie inego sformułowania mogło być wiele,a Ty wybierasz jedną i przedstawiasz jako jedyną prawdziwą i na niej budujesz swoją hipotezę,która ma na celu udowodnienie jaka to autorka jest nic nie warta.
              Myślę, że tu właśnie leży główna przyczyna dysso
              > cjalności tej dziewczyny - pokazywanie w domu na co dzień, że inni ludzie, ich
              > życie i dążenia tyle są warci co gó... w trawie. Stąd dziwa może się wkurzyć, ż
              > e staruszka tylko papu przynosi zamiast forsy. Popchnie. Popchnięta silną ręką
              > młodocianej zdziry staruszka walnie głową o beton i skona. "I za to ma iść sie
              > dzieć ???" - dziwuje się mamuśka. A ja się dziwię, że z taką postawą moralną do
              > stała od pracujących w Ośrodkach Adopcyjnych psychologów na wychowanie dziecko
              > w sytuacji, gdy nawet do wychowania psa się nie nadaje.

              W powyższym akapicie robisz ten sam błąd i kieruje Tobą takie same zaślepienie jakie zarzucasz autorce. pokazywanie w domu na co dzień, że inni ludzie, ich
              > życie i dążenia tyle są warci co gó... w trawie
              >

              Projekcja???
              • yaxe Re: Ratowanie wbrew woli 13.11.13, 14:00
                szaman.ka napisała:

                > leda16 napisała:
                Nieste
                > ty Pol
                > > ska jest krajem kulturowo zacofanym o jakieś 20 lat. Krajem bezmyślnych p
                > apug p
                > > rzeżuwających medialną papkę, wierzących nadal, że miłość= brak wymagań
                > i stre
                > > sów a dziecko, to ...partner rodzica :).
                >
                > Też się zgadzam z tym.To widać nawet w tym wątku.
                > >


                :D szamanko milo bylo poznac
                myslalam, ze ten watek jest na powaznie

                ja wysiadam, pa pa

        • yaxe Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 04:23
          szaman.ka napisała:

          > Myślę Yaxe ,że Twoje rady nie są dobre.To nic by nie dało córce,a jedynie mogło
          > przysporzyć kłopotów autorce.Córka mogłaby sprowadzić do domu swoje towarzystw
          > o i urządzić melinę,albo go okraść .Byłoby to takie pomaganie córce w pielęgnac
          > ji nałogu.

          byc moze masz racje, ale mi chodzilo jedynie o nawiazanie jakiejs nici porozumienia pomiedzy matka i corka, aby corka na dzien dobry nie uslyszala ze jest nieakceptowana, ze jest oceniana, krytykowana

          chodzilo o dobro nadrzedne - powrot corki do zdrowia, przede wszyskim powrot do domu, o probe nawiazania dialogu,a potem niech wybiera

          nie krytykowanie corki nie jest jednoznaczne z pozwoleniem jej na zapraszanie towarzystwa do domu, bo to jest druga skrajnosc


          nie krytykowalam autorki watku, ani nie pisalam, ze nie kochala corki

          napisalam, ze moze trzymala ja za krotko
          slyszalam o takich przypadkach, gdzie biologiczni rodzice trzymali corke za krotko, i po osiagnieciu przez nia pelnoletnosci, tracili wszelka kontrole, corka robila rzeczy, ktore jej rowiesnice majacy przedtem pewna swobode, nigdy by nie zrobily
          • szaman.ka Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 17:14
            Przepraszam Yaxe!
            Napisałam swego posta tak,że pierwsza część była adresowana do Ciebie,a pozostałe uwagi dot.innych osób,a Ty się z nich tłumaczysz.Niepotrzebnie,bo nie do Ciebie były skierowane.

            Uważam ,że Twoja rada nie jest dobra, ponieważ nie uwzględniasz tego,że córka przez ten okres najpewniej zdążyła się uzależnić od narkotyków.
            Nawet najbliższy człowiek nie upilnuje narkomana na głodzie,a narkoman zrobi wszystko by swój głód zaspokoić. Będzie kradł,oszukiwał,kłamał w żywe oczy, itd.
            To jest jedynie możliwe w warunkach szpitalnych i to na oddziale zamkniętym,a nie dziennym.
            Gdyby Matka postąpiła wg.tej rady, to nie zrobiłaby nic innego, jak tylko ułatwiła córce pielęgnowanie uzależnienia.Ta mogłaby wtedy, w komfortowych warunkach, robić to samo co robi obecnie.
            Problem w relacji między matką i córką, jaki się wyłania z tego co napisała matka, jest akurat odwrotny do tego co wyczytali ,a raczej co wykoncypowali piszący tutaj w większości forumowicze.
            Z tego, co matka napisała, nie wynika by problemem były jakieś jej nadmierne oczekiwania wobec córki.

            Z tego, co matka napisała, wynika że miała trudności w wyegzekwowaniu nawet drobnych obowiązków,a dziewczyna miała bardzo dużo swobody.
            Dziecko musi mieć postawione granice i nałożone pewne obowiązki, musi być wdrażane do odpowiedzialności za te obowiązki .Gdy tego zabraknie- dziecko nie czuje,że rodzicowi na nim zależy.
            Takie zaburzenia jakie występują u córki mogą mieć przyczyny dziedziczne,środowiskowe i wychowawcze.
            Impulsywne i niekonsekwentne wychowanie może być źródłem kłopotów wychowawczych.
            Nie mamy tutaj jednak żadnych podstaw,by twierdzić, jak to ktoś napisał,że to wina Matki że wychowała psychopatkę.
            Przyczyn mogło być wiele;geny,okres ciąży,adopcja- wiele badań wskazuje,że płód jeszcze będąc w łonie, ma świadomość tego co przeżywa matka i emocji matki z nim związanych.Tutaj nastąpiło odrzucenie przez biologiczną matkę,co może stanowić rdzeń podświadomej matrycy.
            • yaxe Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 17:56
              szaman.ka napisała:

              > Przepraszam Yaxe!
              > Napisałam swego posta tak,że pierwsza część była adresowana do Ciebie,a pozost
              > ałe uwagi dot.innych osób,a Ty się z nich tłumaczysz.Niepotrzebnie,bo nie do Ci
              > ebie były skierowane.

              Szamanko, nie ma za co przepraszac, ja to tak zrozumialam, ale na wszelki wypadek wolalam postawic kropke nad i:)

              >
              > Uważam ,że Twoja rada nie jest dobra, ponieważ nie uwzględniasz tego,że córka p
              > rzez ten okres najpewniej zdążyła się uzależnić od narkotyków.
              > Nawet najbliższy człowiek nie upilnuje narkomana na głodzie,a narkoman zrobi ws
              > zystko by swój głód zaspokoić. Będzie kradł,oszukiwał,kłamał w żywe oczy, itd.
              > To jest jedynie możliwe w warunkach szpitalnych i to na oddziale zamkniętym,a n
              > ie dziennym.

              nie wiem, prawde mowiac nie mialam stycznosci z tego rodzaju problemami, moje rady byly instynktowne, wyobrazilam sobie siebie, i to co moglabym zrobic

              Malwi wskazala na post dziewczyny.briana, przeczytalam raz jeszcze i zgadzam sie z tym co ona tam napisala, corka musi miec pewnosc ze w kazdych okolicznosciach moze wrocic, zawsze i o kazdej godzinie i nie uslyszy wyrzutow, ze cokolwiek zlego zrobila zostanie wybaczone i otrzyma pomoc aby to naprawic

              > Gdyby Matka postąpiła wg.tej rady, to nie zrobiłaby nic innego, jak tylko ułatw
              > iła córce pielęgnowanie uzależnienia.Ta mogłaby wtedy, w komfortowych warunkach
              > , robić to samo co robi obecnie.
              > Problem w relacji między matką i córką, jaki się wyłania z tego co napisała mat
              > ka, jest akurat odwrotny do tego co wyczytali ,a raczej co wykoncypowali pisząc
              > y tutaj w większości forumowicze.
              > Z tego, co matka napisała, nie wynika by problemem były jakieś jej nadmierne oc
              > zekiwania wobec córki.
              >
              > Z tego, co matka napisała, wynika że miała trudności w wyegzekwowaniu nawet dro
              > bnych obowiązków,a dziewczyna miała bardzo dużo swobody.
              > Dziecko musi mieć postawione granice i nałożone pewne obowiązki, musi być wdraż
              > ane do odpowiedzialności za te obowiązki .Gdy tego zabraknie- dziecko nie czuje
              > ,że rodzicowi na nim zależy.

              oj, tu nie moge sie zgodzic:) nie mialam zadnych obowiazkow, bylam rozpieszczana, i zawsze wiedzialam ze moim Rodzicom na mnie zalezy:)


              > Takie zaburzenia jakie występują u córki mogą mieć przyczyny dziedziczne,środow
              > iskowe i wychowawcze.
              > Impulsywne i niekonsekwentne wychowanie może być źródłem kłopotów wychowawczych
              > .
              > Nie mamy tutaj jednak żadnych podstaw,by twierdzić, jak to ktoś napisał,że to w
              > ina Matki że wychowała psychopatkę.
              > Przyczyn mogło być wiele;geny,okres ciąży,adopcja- wiele badań wskazuje,że płó
              > d jeszcze będąc w łonie, ma świadomość tego co przeżywa matka i emocji matki z
              > nim związanych.Tutaj nastąpiło odrzucenie przez biologiczną matkę,co może stano
              > wić rdzeń podświadomej matrycy.
              >

              tez tak mysle, ze swiadomosc odrzucenia przez biologiczna matke moze miec najwiekszy udzial w tej tragedii, nie znamy jednak szczegolow, moze sie wszystko razem nakladac


              zalecalabym duzo rozmow matki z corka, moze matka rozmawiajac z corka opowiedzialaby jej o swoich bledach w zyciu otwarcie, niczego nie zatajajac, wskazujac swoje slabosci, ktore ma kazdy, takie odbrazowienie moze stworzyloby platforme porozumienia



              nie jestem pewna czy wstawianie dziewczyny na sile do psychiatryka nie pogorszy relacji,
              nie wykopie wiekszego rowu i nie zwiekszy pretensji, to moze byc przyjete jako ponowne odrzucenie tym razem ze strony prawdziwej matki

              naprawde nie wiem co w takiej sytuacji bym zrobila, bronilabym sie przed oddaniem na sile corki do psychiatryka i to bylaby ostatecznosc


              • szaman.ka Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 18:25
                Yaxe napisała:

                oj, tu nie moge sie zgodzic:) nie mialam zadnych obowiazkow, bylam rozpieszczana, i zawsze wiedzialam ze moim Rodzicom na mnie zalezy:)

                To co napisałam, dotyczyło stawiania granic, a nie obowiązków.Brak konsekwencji w egzekwowaniu obowiązków może skutkować nieodpowiedzialnością u dziecka.
              • szaman.ka Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 18:43
                nie jestem pewna czy wstawianie dziewczyny na sile do psychiatryka nie pogorszy relacji,
                nie wykopie wiekszego rowu i nie zwiekszy pretensji, to moze byc przyjete jako ponowne odrzucenie tym razem ze strony prawdziwej matki .

                Córka już odrzuciła matkę.Już się wypięła na nią i gdzieś ma jej uczucia,łzy i pękające z bólu serce. Spotyka się z matka gdy potrzebuje wydoić od niej kasę.Co to wobec tego jest za relacja?
                Oczywiście,że psychiatryk to ostateczność,ale o takim rozwiązaniu tutaj trzeba mówić.
                Wolałabyś by Twoje dziecko zostało zarażone wirusem HIV przez jakiegoś narkomana?Nie wiadomo zresztą; czy to już nie nastąpiło?.Wolałabyś by się oddawała różnym mętom w zamian za działkę ?
                W szpitalu ma szansę się odtruć,przejść psychoterapię i jeśli będzie chcieć- zmienić swoje życie.
                'Jeśli nie jesteś gotowy zmienić swojego życia,nie można ci pomóc".
                Hipokrates(460-377 p.n.e.)
                • yaxe Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 18:49
                  szaman.ka napisała:


                  > Córka już odrzuciła matkę.Już się wypięła na nią i gdzieś ma jej uczucia,łzy i
                  > pękające z bólu serce. Spotyka się z matka gdy potrzebuje wydoić od niej kasę.C
                  > o to wobec tego jest za relacja?
                  > Oczywiście,że psychiatryk to ostateczność,ale o takim rozwiązaniu tutaj trzeba
                  > mówić.
                  > Wolałabyś by Twoje dziecko zostało zarażone wirusem HIV przez jakiegoś narkoman
                  > a?Nie wiadomo zresztą; czy to już nie nastąpiło?.Wolałabyś by się oddawała różn
                  > ym mętom w zamian za działkę ?


                  nie, spojrz na moj pierwszy post w tym watku

                  > W szpitalu ma szansę się odtruć,przejść psychoterapię i jeśli będzie chcieć- zm
                  > ienić swoje życie.

                  tak, ale nie wyobrazam sobie momentu zabierania jej na sile do szpitala

                  > 'Jeśli nie jesteś gotowy zmienić swojego życia,nie można ci pomóc".
                  > Hipokrates(460-377 p.n.e.)
                • malwi.4 Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 18:53
                  A ja Szamanko zastanawiam sie co moze czuć ta dziewczyna. Może jej serce też pęka z bólu, bo nie moze/nie mogła znaleźć porozumienia z rodzicami?? Może ona czegoś od tej matki oczekuje??

                  I zgadzam się z Yaxe, że ona mogła być za krótko trzymana.
                  • szaman.ka Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 19:09
                    Z tego, co pisze matka, wynika,,że oczekuje kasy.
                    Nie wiem co czuje ta dziewczyna.Oczywiście,że ma swoje powody do takiego,a nie innego zachowania.
                    Na ile jej autodestrukcja wypływa z cech zaburzonej osobowości i jaki udział ma w tym jej wychowanie- nie podejmuję się dyskutować tutaj, bo nikt z nas tego nie jest w stanie ocenić i wszystko co napiszemy; to będzie tylko gdybanie i konfabulacje- niepotrzebnie, dodatkowo raniące matkę.Jeśli matka zwróci się o pomoc tam gdzie kierowałam, czyli do Ośrodka Interwencji Kryzysowej to ma tam możliwość uzyskania fachowej pomocy psychologicznej.
                  • szaman.ka Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 19:16
                    malwi.4 napisała:

                    >
                    >
                    > I zgadzam się z Yaxe, że ona mogła być za krótko trzymana.


                    A ja się nie czuję uprawniona do kwestionowania i podważania tego, co napisała autorka wątku.
                    • yaxe Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 19:20
                      szaman.ka napisała:

                      > malwi.4 napisała:
                      >
                      > >
                      > >
                      > > I zgadzam się z Yaxe, że ona mogła być za krótko trzymana.
                      >
                      >
                      > A ja się nie czuję uprawniona do kwestionowania i podważania tego, co napisała
                      > autorka wątku.


                      zgadza sie, przeczytalam raz jeszcze caly watek i rzeczywiscie autorka watku twierdzi cos zupelnie przeciwnego, corka miala duzo swobody, tyle tylko ze punkt widzenia mamy nie musi sie pokrywac z punktem widzenia corki, ale my tu tego nie rozstrzygniemy, wiec cofam swoje slowa w tym temacie:)
                      • malwi.4 Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 19:50
                        cokolwiek nie zagrało, myśle, ze córka jest w stanie o tym opowiedzieć, jeśli nie matce to psychologowi

                        na siłę i walkę matki on odpowie siłą i walką
          • leda16 Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 22:58
            yaxe napisała:
            > byc moze masz racje, ale mi chodzilo jedynie o nawiazanie jakiejs nici porozumi
            > enia pomiedzy matka i corka, aby corka na dzien dobry nie uslyszala ze jest nie
            > akceptowana, ze jest oceniana, krytykowana


            Czytam, oczy przecieram ze zdumienia i podejrzewam, że wzrok mi się od monitora zepsuł. Więc córka za taplanie się w rynsztoku powinna usłyszeć, że jej zachowanie JEST AKCEPTOWANE?! A może ona i jej zachowanie to dwie różne sprawy! Nie może być krytykowana i oceniana? I niby co to ma zmienić? Przecież tak było dotąd - bezkrytyczna akceptacja i drętwe kazania o nauce, obowiązkach, itp zamiast EGZEKWOWANIA poleceń. Widzisz do czego ta bezkrytyczna "akceptacja" doprowadziła - prosto do rynsztoka. I nadal ma być akceptowana???

            >
            > chodzilo o dobro nadrzedne - powrot corki do zdrowia,


            Odkąd socjopatia jest chorobą?


            przede wszyskim powrot do
            > domu, o probe nawiazania dialogu,


            Podejrzewam, że ten "dialog" był nawiązywany odkąd to wilcze szczenię znalazło się w domu. Dialog zamiast nakazów i zakazów.


            >a potem niech wybiera


            Po czym? Zresztą nie zauważyłaś, że ona już wybrała?

            >
            > nie krytykowanie corki nie jest jednoznaczne z pozwoleniem jej na zapraszanie t
            > owarzystwa do domu, bo to jest druga skrajnosc


            No przecież mamuśkę aż skręca z ciekawości w jakim towarzystwie córuś się obraca. Nie zaprosi to nie pozna.


            > napisalam, ze moze trzymala ja za krotko
            > slyszalam o takich przypadkach, gdzie biologiczni rodzice trzymali corke za kro
            > tko,


            Co to znaczy "za krótko"? To jest jakaś smycz mierzona w centymetrach, stopach czy może calach?


            ktore jej rowiesnice majacy przedtem pewna swobode, nigdy by nie
            > zrobily


            "pewną", "niepewną". W każdym razie precyzją wypowiedzi to Ty Koleżanko nie grzeszysz. O wychowaniu dzieci też masz pewnie blade pojęcie.
            • malwi.4 Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 23:54
              Tego jak wyglądało życie dziewczyny nie wiemy. Nie wiemy czy faktycznie była odciążana z wszelkich obowiązków i przez to stała się aspoleczna. Wiemy, ze była "dzieckiem trudnym" jak autorka pisze.

              Ja bym towarzystwo tej dziewczyny poznała. Nie patrzylabym się krzywo, gdybym musiała w ich towarzystwie z córka rozmawiać. Nie wiem jak wyglądają rozmowy matki i córki, ale ja bym przede wszystkim zapytała się czy ma co jeść, czy nie jest jej zimno. Troska przede wszystkim.

              Jeśli córka inteligentna jest to z byle kim się nie zadaje. Pewnie to też jacyś wykolejeńcy, którzy nie mogą znaleźć swojego miejsca na świecie - czekam na gromy.

              Dziecko równorzędnym partnerem rodzica być nie może. Bo dziecko jest uczniem rodzica. Na tym opieram moje wychowywanie dziecka - na dawaniu przykładu. Nie wypieram się, ze nerwy mi czasem nie puszczają. Moje dziecko nie ma łatwego charakteru. Miałam stresująca ciążę i długą depresje poporodową. Odbilo się to na naszych relacjach. Ale staram się być cierpliwa, tłumaczyć i przytulać, gdy go coś boli. I gdy ja płacze on podchodzi i przytula mnie.
              • malwi.4 Re: Ratowanie wbrew woli 13.11.13, 00:00
                Mam nadzieje, że wyłapię moment, gdy mu kły i pazury zaczną wyrastać.... ale kto wie.... juz nie jeden błąd zrobiłam....
                • leda16 Re: Ratowanie wbrew woli 13.11.13, 23:46
                  malwi.4 napisała:

                  > Mam nadzieje, że wyłapię moment, gdy mu kły i pazury zaczną wyrastać.... ale kt
                  > o wie.... juz nie jeden błąd zrobiłam....


                  Mała szansa, jeśli nie jest dzieckiem adoptowanym ;).
              • leda16 Re: Ratowanie wbrew woli 13.11.13, 23:45
                malwi.4 napisała:

                > Tego jak wyglądało życie dziewczyny nie wiemy.


                Jak to nie wiemy? Przypomnij sobie ten akapit, gdzie matka pisze, że nie miała cierpieć za swoje negatywne zachowanie, tylko miało być ono wzmacniane przez adopcyjnych rodziców atrakcyjnymi wakacjami, prawem jazdy i czymś tam jeszcze. "Miało być" więc ja rozumiem, że było.



                Nie wiemy czy faktycznie była od
                > ciążana z wszelkich obowiązków i przez to stała się aspoleczna. Wiemy, ze była
                > "dzieckiem trudnym" jak autorka pisze.


                Wiemy też, że toczyła się między nimi wieczna "walka" o brak tych obowiązków. Była też niechęć do szkoły, pomocy w pracach kuchennych, minimalne odciążenie rodziców. "Walczyła, żeby nie obrać 6-ciu ziemniaków" I najprawdopodobniej wygrywała w tych walkach.



                > Ja bym towarzystwo tej dziewczyny poznała.


                Ależ oczywiście, tyle, że to poznawanie należy zacząć od przedszkola. I od tego okresu trzeba też uczyć dziecko co to jest złe towarzystwo i dlaczego należy go unikać. Teraz poznanie grona meneli z którymi córka przestaje stając się taką jak oni, nic dobrego nie da. Da jeszcze jeden błędnie odebrany sygnał, że matka takie towarzycho spod ciemnej gwiazdy toleruje i akceptuje wraz z "księżycowym" zachowaniem córusi.


                Troska przede wszystkim.


                A ja przypuszczam, że ona była tą troską otoczona od wczesnego dzieciństwa, tylko wydawało się jej to czymś na tyle należnym i oczywistym, że nie umiała tej troski szanować. Troska i wysoki poziom akceptacji był, cokolwiek by nie zrobiła.



                > Jeśli córka inteligentna jest to z byle kim się nie zadaje. Pewnie to też jacyś
                > wykolejeńcy, którzy nie mogą znaleźć swojego miejsca na świecie - czekam na gr
                > omy.


                No to odpowiem, że inteligencja jest przede wszystkim zdolnością przystosowania się do otoczenia. Zresztą wśród chyba 80-ciu istniejących w psychologii definicji inteligencji mówi się też o inteligencji społecznej. Są także testy do mierzenia jej poziomu. W tym więc sensie to kobieta głęboko upośledzona. A nie uwierzysz ilu można spotkać w aresztach przestępców z wysokim ilorazem inteligencji dokonujących przestępstw brutalnych i pospolitych. Wniosek z tego jeden - sama wysoka inteligencja nie decyduje o niczym. To jest tylko predyspozycja do sukcesów. Jeśli nie towarzyszą jej odpowiednie cechy osobowości + w miarę dobry poziom socjalizacji, talent rozumu zostaje przez taką jednostkę roztrwoniony.


                > Dziecko równorzędnym partnerem rodzica być nie może. Bo dziecko jest uczniem ro
                > dzica.


                Też tak uważam. Czasem żartobliwie powtarzałam swoim chłopakom, że w naszym domu nie ma demokracji, jest totalitaryzm - my rządzimy, dzieci słuchają. Dało to dobre efekty.


                I gdy ja płacze on podchodzi i przytula mnie.


                A czy nie uważasz, że to prowadzi do nadmiernego obciążenia dziecka Twoimi problemami emocjonalnymi? Pozostaję w przekonaniu, że ich w ogóle nie powinno się obciążać problemami ludzi dorosłych, a współczucia i empatii uczyć w inny sposób. Dziecko z reguły jest straszliwie przerażone w dwóch wypadkach - gdy widzi kłócących się rodziców i gdy widzi płaczącego rodzica. A potem ten widok...powszednieje. I to jest najgorsze.
                • malwi.4 Re: Ratowanie wbrew woli 14.11.13, 10:06
                  Staram się przy nim często nie płakać, a na pewno płaczu nie przedłużać, gdy podejdzie się przytulic, bo zauważyłam, że on to przezywa, gdy mimo, że przy mnie jest ja urządzam dramatyczne sceny. I faktycznie to mogłoby go zbyt obciążać, gdyby mnie często przygnębioną widywał. Ostatnio uświadomiłam sobie, że muszę też uważać, by naszych ról nie odwrócić. To ja jestem dorosła, to ja mam opiekować się nim, a nie na odwrót.
                  • leda16 Re: Ratowanie wbrew woli 14.11.13, 16:34
                    malwi.4 napisała:
                    . To ja jestem dorosła, to ja mam opiekow
                    > ać się nim, a nie na odwrót.

                    Bo matka ma być dla dziecka opoką. Widząc rozhisteryzowaną, beczącą matkę, traci poczucie bezpieczeństwa. Chlać, palić i beczeć przy małym dziecku nie wolno. Nigdy.
            • yaxe Re: Ratowanie wbrew woli 13.11.13, 13:51
              leda16 napisała:


              > Czytam, oczy przecieram ze zdumienia i podejrzewam, że wzrok mi się od monitora
              > zepsuł.

              Leda, dzien dzisiaj taki ladny sloneczny, rzadkosc w listopadzie,
              zalecam spacerek na zmeczony wzrok i nie tylko...


              >
              >
              > "pewną", "niepewną". W każdym razie precyzją wypowiedzi to Ty Koleżanko nie grz
              > eszysz. O wychowaniu dzieci też masz pewnie blade pojęcie.

              blade pojecie o wychowaniu to mieli raczej twoi rodzice/opiekunowie/,
              co swoimi wpisami tutaj udowadniasz

              • leda16 Re: Ratowanie wbrew woli 13.11.13, 23:52
                yaxe napisała:
                > Leda, dzien dzisiaj taki ladny sloneczny, rzadkosc w listopadzie,
                > zalecam spacerek na zmeczony wzrok i nie tylko...


                Ale w moim mieście leje. Poza tym po 10-ciu godzinach pracy mam tylko ochotę na mieszkanie w domu.


                blade pojecie o wychowaniu to mieli raczej twoi rodzice/opiekunowie/,
                > co swoimi wpisami tutaj udowadniasz


                Może w takim razie łaskawie wyjaśnisz na jakiej podstawie znieważasz moich śp. rodziców?
      • szaman.ka Re: Ratowanie wbrew woli 15.11.13, 07:57
        yaxe napisała:

        > obiecaj jej , ze bedzie mogla wrocic do tej nory (oczywiscie uzyj innych slow),
        > ale niech na razie dopoki jest chora wroci do Ciebie, aby sie podkurowac, nie
        > krytykuj jej chlopaka, nie miej zadnych wymagan i oczekiwan, tylko jedno zeby w
        > rocila pod Twoj dach na razie
        >
        > moze jej jakas przyjaciolka pojdzie z Toba?
        >
        >
        > musisz uzyc jakiegos podstepu, oby tylko wrocila, choc na razie
        >
        > moze jej wcale nie jest tak dobrze jak mowi, tylko nie chce pokazac ze odniosla
        > porazke
        >
        >
        > musi miec jakis zadawniony uraz, okres najgorszy z mozliwych, wiek w ktorym nas
        > tepuje bunt u kazdego
        >
        >
        > moze za krotko ja trzymalas?


        Czytając to, co napisałaś powyżej, mam wrażenie,że do Ciebie w ogóle nie dociera stopień demoralizacji tej dziewczyny.Piszesz tak jakbyś w ogóle nie miała pojęcia czym jest narkomania.
        Matka pisze,że córka jest uzależniona od seksu,mieszka z kryminalistą,bierze narkotyki,pije,kradnie,żebrze i nie chce się leczyć,a Ty,że powinna jakoś podstępem ją ściągnąć do domu i podkurować,ale nie mieć żadnych wymagań i oczekiwań wobec niej i nie krytykować ani jej, ani tego kryminalisty ,z którym mieszka,a którego nazywasz jej chłopakiem.
        Czyli Matka powinna tylko zapewnić córce wikt i opierunek, a przede wszystkim artykuły pierwszej potrzeby- wódę i narkotyki ?
        Może jeszcze jako dobra matka powinna zaprosić też tego kryminalistę-jej chłopaka,bo inaczej córka będzie tęsknić i odczuwać brak seksu i jemu też to zapewnić i wszyscy powinni żyć szczęśliwie ?

        Zobacz sama jakie bzdury piszesz i jeszcze żachnęłaś się na mnie,że w pewnym punkcie zgodziłam się z Ledą.
    • nativeau Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 06:22
      mozna ale nie warto.
      • aga77ta Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 13:37
        Czemu "nie warto"?
    • aga77ta Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 13:31
      ijona.tichy - też o tym myślałam, ale córka się przemieszcza po kraju i unika kontaktu, a jeśli taki następował - nigdy nie była sama. Tak myślałam - wywieźć i prać ten mózg. Córka jest bardzo bystra i inteligentna, jednak działa w sposób typowy dla dzieci z RAD.
      Biologiczna matka mówiła rodzinie, że kolejne dziecko zmarło i wracała do piątki dzieci pozostawionych w domu, bez kolejnego dziecka. Dla biologicznej rodziny moja córka po prostu nie żyje i dawno została zapomniana.

      witchland, ijona.tichy
      - właśnie z powodu autodestrukcji córki, jej uległości względem silnych, wykolejonych osobowości ( z którymi do nie dawna nie miała żadnego kontaktu), mam myśli o przymusowym leczeniu. Mam się spotkać z córką w najbliższym czasie, nie wiem co to spotkanie przyniesie, bo poprzednie było z jej strony wyreżyserowane super, chodziło o pieniądze...

      szaman.ka - dziękuję za zrozumienie i wskazówki. Córka przy spotkaniu usiłuje odegrać rolę zadowolonej z życia, śmieje się, kłamie tak strasznie, że nie ma w jej relacjach ani krzty prawdy. Trochę nie wiem, jak się do działania zabrać od strony praktycznej, napisać pozew i złożyć w Sądzie? Sądy działają tak strasznie powoli...

      leda16 - mam nadzieję, że lepiej się poczułaś po napisaniu postu z dnia 11.11.13 o godz.23.03. Tak na marginesie - Boga nie mieszała bym w sprawy miejsca parkingowego. Sama musisz o nie zadbać!
      • malwi.4 Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 14:25
        ...wywieźć i prać TEN mózg...

        piszesz tak o własnej ukochanej córce, czy o przedmiocie, który źle prezentuje się w salonie??? może poradź się psychologa zanim popsujesz te relacje bardziej!!!

        dziwczyna.briana widać w tobie dużo empatii, miłości i szacunku do dzieci - podoba mi się twoje podejście jako matki i człowieka!!!
        • malwi.4 Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 15:05
          Myślę, ze mogłaś zrobić taki błąd jaki i biologiczni rodzice robią, córka okazała się być inną osoba niż ja sobie wymarzylaś. Tak też się zdarza u biologicznych rodziców, którzy długo czekają na dziecko. Na pewno kochalas i kochasz ja bardzo. Ale według mnie całej waszej trójce pomoc specjalistów jest potrzebna. Dzięki niej może nauczycie się rozmawiać i szanować swoja przestrzeń. Twoja córka twojej miłości potrzebuje, bo każde dziecko miłości rodzica potrzebuje. Próbuj z nią rozmawiać, pytać o co może mieć żal, pretensje. Może boisz się zarzutów. Boisz się swoich błędów, bo nie chcesz, by ktos zaatakował to, ze jej nie urodziłaś. Ale to nie ma znaczenia!!! To nie problem w tym, ze ona adoptowanym dzieckiem byla. Może te problemy to też wynik tego, ze wszelkie nieporozumienia z córka łączyłaś z faktem, ze ona nie jest twoja córka. Ale nią byla!!! To ty przy niej czuwalas, gdy byla chora, to ty pokazywalaś jej świat, czytałaś bajki.

          Spróbuj pokojowo z nią rozmawiać. Poradź się specjalisty. I nie boj się własnych błędów. Każdy rodzic je popełnia!!!
          • malwi.4 Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 15:20
            Znam taki przypadek, gdy pełnoletnia dziewczyna uciekła z domu, wyjechała za granice z jakimś ledwo znanym facetem. Rodzina spisała ja na straty a ona po roku się odezwała, dać znak, ze żyje. Ma dziś normalna rodzinę.

            Może to taki okres. Może ona się opamięta. Ale musi wiedzieć, ze ma w was wsparcie, ze drzwi otwarte. Ale bez oczekiwań. Nie wierze, ze jest tak bezmyślna jak tu o niej piszesz. I twoja nadzieja w tym, ze to mądra dziewczyna, która w końcu zrozumie...
        • szaman.ka Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 17:20
          Malwi,a czy Ty nie rozumiesz,że Matka ma prawo być wściekła na swoją córkę? Ja bym była okropnie wściekła,co nie oznacza,że bym nie próbowała jej ratować ,jak każda kochająca swoje dziecko matka.
          • malwi.4 Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 17:42
            Pytałas Szamanko skąd te nieprzychylne posty. Chyba stad, ze ja nie potrafię wejść w sytuacje matki a jedynie dziecka. Znamy sytuacje córki jedynie z perspektywy matki, która jedyne co ma sobie do zarzucenia, to to, ze była za dobra (??). Może z córka nie jest tak zle jak ona przedstawia, może to tylko bunt i ucieczka. Skąd ona wie, ze jest uzależniona od seksu??

            Gdy tak obserwuje relacje miedzy rodzicami a nastolatkami to mam wrażenie, ze rodzice często nie doceniają swoich dzieci, bardzo ograniczają im swobodę nie wierząc w ich własny rozum i odpowiedzialność, widzą w nich niedojrzałych egoistów, a gdy tak porozmawiać z tymi nastolatkami to całkiem nieźle maja w głowie poukładane.

            Ale życie moja teorie zweryfikuje. Póki co wychowuje 2,5 latka. Rygoru nie stosuje.
            • szaman.ka Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 17:51
              To prawda,że znamy relację tylko matki.Relacja ta dla mnie jest jednak wystarczająco transparentna, bym mogła ją uznać za wiarygodną.Oczywiście,że sprawa relacjonowana przez córkę wyglądałaby pewnie całkiem inaczej.

              Rzeczywiście; w Twojej sytuacji masz jeszcze małe doświadczenie w byciu matką.Teraz Cię będzie czekał pierwszy okres buntu małego.(albo już go przechodzi?)Najwaniejsze słowo będzie 'nie".
              • malwi.4 Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 17:56
                Dodam, ze jeśli faktycznie córka autorki jest uzależniona od narkotyków, to nie jest zwykła ucieczka z domu to tak - powinna ją leczyć przymusowo!!!

                • yoma Re: Ratowanie wbrew woli 13.11.13, 17:42
                  Na jakiej podstawie?
      • szaman.ka Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 17:43
        aga77t
        >
        > Córka przy spotkaniu us
        > iłuje odegrać rolę zadowolonej z życia, śmieje się, kłamie tak strasznie, że ni
        > e ma w jej relacjach ani krzty prawdy. Trochę nie wiem, jak się do działania za
        > brać od strony praktycznej, napisać pozew i złożyć w Sądzie? Sądy działają tak
        > strasznie powoli...

        Można się ubiegać o przyjęcie w trybie nagłym o przyjęcie do szpitala psychiatrycznego jeśli występuje realne zagrożenie życia,lub zdrowia tej osoby lub poprzez jej zachowanie dla innych osób.Najlepiej będzie jeśli zwrócisz się do Ośrodka Interwencji Kryzysowej.Oni Ci powinni pomóc w tej sprawie. Tutaj masz przykładowy link czym się takie ośrodki zajmują,bo nie wiem gdzie mieszkasz- oik.krakow.pl/index.php?page=formy-pomocy. Takie ośrodki dysponują fachową kadrą psychologiczną i psychiatryczną.

        >
        > leda16 - mam nadzieję, że lepiej się poczułaś po napisaniu postu
        > z dnia 11.11.13 o godz.23.03. Tak na marginesie - Boga nie mieszała bym w spraw
        > y miejsca parkingowego. Sama musisz o nie zadbać!
      • ijonaa.tichy AGATA! ale unikasz odpowiedzi 14.11.13, 07:09

        > ijona.tichy - też o tym myślałam, ale córka się przemieszcza po kraju i
        > unika kontaktu, a jeśli taki następował - nigdy nie była sama. Tak myślałam - w
        > ywieźć i prać ten mózg. Córka jest bardzo bystra i inteligentna, jednak działa
        > w sposób typowy dla dzieci z RAD.
        > Biologiczna matka mówiła rodzinie, że kolejne dziecko zmarło i wracała do piątk
        > i dzieci pozostawionych w domu, bez kolejnego dziecka. Dla biologicznej rodziny
        > moja córka po prostu nie żyje i dawno została zapomniana.

        Unikasz odpowiedzi, nie wiem, może nie chce pisać o aż tak osobistych sprawach.
        Ale czy twoja córka interesowała się prawdziwymi rodzicami? Chciała ich poznać?
        Jak macie, mieliście rozwiązane te kwestie? Bo możliwe, że to nieuświadomione źródło wszystkich teraźniejszych kłopotów.
        • leda16 Re: AGATA! ale unikasz odpowiedzi 14.11.13, 16:38
          ijonaa.tichy napisała:
          Bo możliwe, że to nieuświadomione ź
          > ródło wszystkich teraźniejszych kłopotów.



          Czasem dopiero kontakt z biologicznymi rodzicami uświadamia dziecku, jakie miało szczęście będąc adoptowanym.
      • witchland Aga... 16.11.13, 23:07
        Nie czytalam calego watka, bo zbyt dlugi...
        Terapeuta, o ile skuteczny, jest okej. Ale samo leczenie zabiera duzo czasu i systematycznosci, trzeba regularnie chodzic na spotkania, uczyc czekac, kontrolowac impuls...itp.

        Nie oszukujmy sie, twoje pojecie bycie matka wlasnie dla tego dziecka cie przerasta...Ty tez potrzebujesz terapii- aby sie nauczyc czegos- o sobie w kontekscie kontaktu z nia i jej osobowscia. To jest tez lekcja dla ciebie i dla was w ogole...

        Gdzies tam na lini ona- ty- wy, powstala ta nieszczesliwa dla wszystkich relacja. Gdyby mocno was kochala nigdy by was nie narazila na taki potworny bol i cierpienie.Dlaczego brakuje jej milosci, szacunku, empatii, ktora chroni przed wykolejeniem i demoralizacja?

        Cala sytuacja i bycie w niej jest ogromnie dynamiczna i obciazajaca. Ta dynamika osobe nieprzygotowana jest w stanie 'zabic' psychicznie.
        Pomoc mozna, ale powoli i spokojnie zaczynajac od siebie samej/ samych wzbudzajac zaufanie...zarowno w sobie jak i w niej... Wybudowanie takiego rodzaju 'pokoju obok' ludziom moze zabrac kilka lat...Dlatego warto skorzystac z porad ludzi z doswiadczeniem i zaczac z tym cos robic....

        Tak bardzo ogolnie powiada sie, ze dzieci zyja podswiadomym zyciem swoich rodzicow, czy opiekunow z ktorymi maja bliski kontakt.
        A najczesciej jest tak ze uciekaja w narkotyki i z domu poniewaz emocjonalnosc opiekunow to dolozenie oliwy do ognia- na wlasna emocjonalnosc, ktora bywa duza i ciezka w udzwiganiu... Do tego wiele nastolatek w tym wieku cierpi na zanizone poczucie wlasnej wartosci, ktore moze osiagnac dna... sa tak wrazliwe na najmniejsza opinie na ich temat, grymas na twarzy, ton glosu, ze dojscie do ladu z taka osoba staje sie zupelnie niemozliwe, o ile ona chce tego ladu.

        Czuje sie lepiej gdzies w melinie, zapita, opluta, gdzie jest traktowana bez zbednych oczekiwan- czegokolwiek, tam wystarczy nawet to, ze jest nawet ta pijana jak bela dziewczyna.
        Mozna takich ludzi z ich iluzji wyciagnac i wiele rodzin to robi, ale jezeli to dziecko naprawde kochasz, to nalezy zrobic uczciwa rewizje swojego zachowania wobec niej. Siebie samych,bez uciekania i chowania sie przed przyznaniem do popelnionych bledow...i przeproszeniem jej.
        Dopiero od tego momentu moze powoli, krok po kroku, nastapic poprawa...ale do tego nalezy byc bardzo dojrzalym emocjonalnie, aby jeszcze bardziej nie zepsuc.
    • fantafelicja Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 14:31
      Moim zdaniem nie da się tu zdecydowanie powiedzieć Ratować albo Nie Ratować... każda sytuacja jest inna
      • yaxe Re: Ratowanie wbrew woli 12.11.13, 17:25
        fantafelicja napisał(a):

        > Moim zdaniem nie da się tu zdecydowanie powiedzieć Ratować albo Nie Ratować...
        > każda sytuacja jest inna


        zawsze ratowac, nie ma innej opcji
    • oregano1 Re: Ratowanie wbrew woli 14.11.13, 20:15
      Zeby ratować,trzeba znać powód upadku!,może wydarzyło się coś,o czym nie wiesz(albo nie chcesz wiedzieć,nie dopuszczasz do siebie)
      ,co spowodowało,aż taką destrukcje twojej córki,w/g mnie ,jest to b.prawdopodobne,nie zawsze ,ktoś ,kto ma "złote' ziarernko i złota klatkę jest szczęśliwy.W ogóle ,sytuacja "narosła",musiałaś przegapic symptomy,coś się musiało wydarzyć,próbuj poszperać w w waszym ,czyli rodziny zachowaniu,przeanalizuj i spróbuj porozmawiać z zainteresowaną.Myślę,że to może pomóc,o ile nie jest za pózno.Jak naprawdę zależy ci na córce,przemóz wstyd i wstret,daj jej poznać,że pomimo wszystkiego ,może na ciebie liczyć,że zależy ci na niej bardzo.
      Zycze powodzenia,ale winy niestety szukaj w sobie i najbliższych jej na codzień.
      • szaman.ka Re: Ratowanie wbrew woli 14.11.13, 23:07
        Kurcze blade; co się tak przypięliście do tego ustalania- kto jest winien? Sami przysięgli tutaj piszą, czy co ?
        Autorka przecież wcale nie pyta o to, kto jest temu winien,lecz zadaje całkiem inne pytanie;czy można kogoś uratować wbrew jego woli? Naprawdę ktoś sądzi,że jeśli przypisze winę tej nieszczęsnej matce,to pomoże w ten sposób ?
        Ja przypuszczam,że Matka zapewne odbyła nie jedną ,lecz dziesiątki lub nawet setki rozmów z córką.
        Tutaj nie pomoże jeszcze jedna rozmowa.Potrzebne jest "pranie mózgu"- mam na myśli profesjonalną,głęboką psychoterapię,która może spowodować zmiany mentalne i zachowania.Zaznaczam,że psychoterapia takich osób, jest bardzo trudna,lecz dziewczyna jest jeszcze młoda i może jest szansa wyprostowania tego, co się zwichrowało.
    • wots Re: Ratowanie wbrew woli 15.11.13, 12:35
      Szanowna Pani,
      jeśli mieszka Pani w Warszawie lub w Krakowie, to mogę dać Pani kontakt do terapeutów, którzy być może będą mogli Pani pomóc. Może Pani napisać do mnie na mail: wots@gazeta.pl
    • sybillaaa Re: Ratowanie wbrew woli 15.11.13, 13:17
      Witam,
      To co piszesz ewidentnie wskazuje na RAD, może też i FAS. Nie wiem czy uda Ci się jej pomóc. Proponuję porozmawiać z rodzicami, którzy mają dzieci z RAD. Być może nie pomożesz jej ale sobie na pewno i zrozumiesz mechanizmy jej destrukcyjnego zachowania. Wejdź na forum nasz-bocian, tam są rodzice dorosłych dzieci z RAD. Pozdrawiam Cię mocno!
    • kerkopithekion dla odmiany... 15.11.13, 13:30
      ... bez wymądrzania się, krytyki i głaskania po główce:
      czy w mieście, gdzie przebywa twoja córka, pracują wolontariusze-streetworkerzy...?
      niewiele jest takich organizacji w Polsce ale jednak się trafiają w większych miastach
      skontaktowałabym się z rozsądnym streetworkerem... może ktoś zdołałby nawiązać jakiś bliższy kontakt z dziewczyną i pomalutku wyrwać ją z tego układu w który się wpakowała
    • fielmon Re: Ratowanie wbrew woli 15.11.13, 13:49
      Nie można uratować nikogo wbrew jego woli, nie łudź się.
      Jest takie powiedzenie "Najgorszą rzeczą jaką możesz zrobić sobie, to pomagając innym zapomnieć o sobie. Ja zapomniałam a i tak nie uszczęśliwiłam na siłę. Radzę Ci odpuść sobie, nie kop się z koniem. Nie chce to nie. Zajmij się sobą> albo znajdzie się na dnie i sama zechce się zmienić albo nie. Jej sprawa. Prawdopodobnie ma jakieś zaburzenia psychiczne. Nikt temu nie jest winien a ty tym bardziej Nie przejmuj się tymi złośliwymi wpisami.
      Mam znajomego, który adoptował dwóch chłopców. Jak trafili do niego to w ranach były wszy.
      Stworzył im bardzo dobre warunki.A oni bez przerwy wracali do więzienia. Na adwokatów wydał cały majątek.Z wysportowanego, przystojnego faceta pozostał wrak człowieka. Z willi musiał sie przenieść do komórki.Radzę Ci uniknij tego. Zajmij się sobą.
      • policeman90 Re: Ratowanie wbrew woli 15.11.13, 15:24
        Aga77ta - napisze wprost: z Twojej córki już nic nie będzie. I wbij to sobie do głowy. Tacy ludzie są dnem i zawsze tym dnem będą. Daj sobie spokój, i zapomnij o swojej córeczce. Ja wiem, wiem, ze matki są bardzo naiwne i zawsze kochają bezwarunkowo te swoje, nawet najgorsze dzieci, ale: pora otworzyć oczy. Myśl o sobie, swoim życiu. Córce jest widocznie dobrze w takim bagnie, skoro nie chce pomocy. Trochę twardej miłości się przyda w Waszym przypadku. Jak córka będzie chciała pomocy (wątpliwe, no ale..), to o nią poprosi. Ale musi tego SAMA chcieć.
        Na siłę jej z tego gówna, w jakim tkwi, nie wyciągniesz.
        Taka jest prawda.
        • maksimum Re: Ratowanie wbrew woli 15.11.13, 22:23
          Wyobraz sobie ze ktoregos dnia twoja corka wraca do domu z jakims narkomanem z meliny i mowi,ze to jej maz i teraz bedziemy mieszkali wszyscy razem.
          Oczywiscie oboje nie przestana cpac i pic.Kapac sie nie beda i zaczna sikac pod siebie.
          Na twoim miejscu rozwiazalbym ta adopcje by tobie zycia nie zruinowala.
          Oczywiscie jej znajomi z melin tez beda odwiedzac twoja corke w twoim domu i beda mieli do tego prawo.
          Zalozmy ze po 5 latach sie wyprostuje ale w miedzyczasie ciebie i twojego meza wpedzi do grobu.
          • sybillaaa Re: Ratowanie wbrew woli 15.11.13, 22:27
            Zgadzam się z Tobą. Może uogólniasz bardzo, ale taka jest szara prawda. Na poparcie polecam blog "prawie jak mama" prawiejakmama.bloog.pl/?smoybbtticaid=611abf. Może on choć trochę mamie córki naświetli sytuację.
          • maksimum Re: Ratowanie wbrew woli 15.11.13, 22:34
            Te lata,ktore byly i minely nie wroca i ona juz nie bedzie mala dziewczynka.
            Sama zauwazylas,ze z biegiem lat stawala sie corac gorsza i tego nie zmienisz.
            Ona robi tobie przysluge nie wracajac do domu,bo gdyby wrocila ze swoim towarzystwem to byscie szybko nogami do przodu z tego wyszli.
            Ratuj co mozesz,czyli przede wszystkim siebie i swoj dom i nie zapominaj ze ona po tobie dziedziczy majatek.
            Ktoregos dnia gdy bedziesz stara,starusienka,to ona sie wprowadzi do twojego domu z kumplami z meliny i na starosc zakosztujesz innego zycia.
          • malwi.4 Re: Ratowanie wbrew woli 15.11.13, 22:54
            Skoro matka całe życie próbowała się nie poddawać i każdego dnia zaczynać od nowa to jej ciężko pogodzić się, że miałaby skreśli kilkanaście lat życia. Próbując się postawić w roli matki to myślę, ze faktycznie nie miała łatwo, i wszystko co próbowała dawać z miłości obracało się przeciwko niej. Poczytałam o dzieciach RAD. Być może nie ma drogi porozumienia z tą dziewczyną. I nie było jej przez te kilkanaście lat.

            Życie matki (autorki wątku) nie może kręcić się tylko wokół tego dziecka. Musi myśleć tez o sobie. I ma przecież męża. Ma rodzinę. I jeśli skupi sie za bardzo na dziecku, które miłość i troskę odrzuca to zepsuje to, co faktycznie ma.

            Chyba na jej miejscu wyraźnie powiedziałabym córce, że droga powrotu jest, że czeka na nią, że kocha ją i martwi sie o nią. Ale wracając do domu, musi dostosować się do zasad panujący w rodzinie. Może zima spowoduje jej powrót do domu.

            A póki co autorka powinna pomyśleć o sobie, o mężu. Pewne przydałoby się jej jakieś wsparcie, by potrafiła zaakceptować to, co się stało, to co się dzieje. Na niektóre rzeczy nie mamy wpływu, choć nie wiem bardzo byśmy się starali.
          • brygada_ww Re: Ratowanie wbrew woli 16.11.13, 00:25
            maksimum napisał:

            > Wyobraz sobie ze ktoregos dnia twoja corka wraca do domu z jakims narkomanem z
            > meliny i mowi,ze to jej maz i teraz bedziemy mieszkali wszyscy razem.
            > Oczywiscie oboje nie przestana cpac i pic.Kapac sie nie beda i zaczna sikac pod
            > siebie.
            > Na twoim miejscu rozwiazalbym ta adopcje by tobie zycia nie zruinowala.
            > Oczywiscie jej znajomi z melin tez beda odwiedzac twoja corke w twoim domu i be
            > da mieli do tego prawo.
            > Zalozmy ze po 5 latach sie wyprostuje ale w miedzyczasie ciebie i twojego meza
            > wpedzi do grobu.

            Pewnie corke tak wychowal, ze nie dopuscilaby do tego, ale kto tam wie.
        • ijonaa.tichy Re: Ratowanie wbrew woli 16.11.13, 00:14
          policeman90 napisał(a):

          > Aga77ta - napisze wprost: z Twojej córki już nic nie będzie. I wbij to sobie do
          > głowy. Tacy ludzie są dnem i zawsze tym dnem będą. Daj sobie spokój, i zapomni
          > j o swojej córeczce. Ja wiem, wiem, ze matki są bardzo naiwne i zawsze kochają
          > bezwarunkowo te swoje, nawet najgorsze dzieci, ale: pora otworzyć oczy. Myśl o
          > sobie, swoim życiu. Córce jest widocznie dobrze w takim bagnie, skoro nie chce
          > pomocy. Trochę twardej miłości się przyda w Waszym przypadku. Jak córka będzie
          > chciała pomocy (wątpliwe, no ale..), to o nią poprosi. Ale musi tego SAMA chcie
          > ć.
          > Na siłę jej z tego gówna, w jakim tkwi, nie wyciągniesz.
          > Taka jest prawda.

          Niestety to może być prawda :(
          Niektórym z różnych względów odpowiada takie życie, nic nie poradzisz.
          I tak dużo dla tej dziewczyny zrobiłaś.
          • sybillaaa Re: Ratowanie wbrew woli 16.11.13, 23:26
            Błagam, poczytaj o RAD i FAS, ale tak dogłębnie, bo twoje wypowiedzi są bardzo krzywdzące!
            • sybillaaa Re: Ratowanie wbrew woli 16.11.13, 23:37
              Nie twoje ijonaa.tichy :) Jeszcze nie dobrze poruszam sie po gazecie . Wybacz
            • witchland FAS, 17.11.13, 11:58
              Tak to prawda to moze byc cos z tych strasznych zaburzen. A wtedy jeszcze trudniej dla tej rodziny. Jednak wcale nie musi tak byc. Jest wiele dzieci i ludzi doroslych, ktorym to nieszczescie sie przydazylo, FA,S czy inne pochodne, mimo to jednak nie wpadaja w tzw. chaos zyciowy i zyja normalnym zyciem.
              Diagnoza FAs jeszcze nie pieczetuje i nie determinuje losow czlowieka, na szczescie. Moze wyjasnia, tlumaczy, ale nie przesadza o przyszlosci.
              • szaman.ka Re: FAS, 17.11.13, 18:42
                witchland napisała :
                > Diagnoza FAs jeszcze nie pieczetuje i nie determinuje losow czlowieka, na szcze
                > scie. Moze wyjasnia, tlumaczy, ale nie przesadza o przyszlosci.

                Obawiam się,że jednak determinuje.
            • leda16 Re: Ratowanie wbrew woli 17.11.13, 21:17
              sybillaaa napisała:

              > Błagam, poczytaj o RAD i FAS, ale tak dogłębnie, bo twoje wypowiedzi są bardzo
              > krzywdzące!


              A co to za różnica RAD czy srad? Alkoholowy zespół płodowy jest nieuleczalny. Co więcej, jego symptomy widać już po urodzeniu. Takie dzieci nigdy nie powinny iść do adopcji. Ale jeśli nieświadomym niczego ludziom podstępem wciśnięto głęboko uszkodzone dziecko, należy brać za twarz ośrodek adopcyjny i założyć proces o wysokie odszkodowanie .
              • szaman.ka Re: Ratowanie wbrew woli 17.11.13, 22:43

                Owszem ,alkoholowy zespół płodowy-FAS jest nieuleczalny.
                Nie zawsze występują fizjologiczne objawy FAS.Zaburzenia mogą wystąpić również jako efekt alkoholowy-FAE. FAE nie jest możliwe do stwierdzenia u kilkudniowego dziecka,a adopcja nastąpiła zaraz po urodzeniu.
                Natomiast syndrom RAD, w okresie kiedy nastąpiła adopcja, jeszcze w Polsce wcale nie był znany i badany.Nawet obecnie nie jest wystarczająco zbadany.
              • aga77ta Re: Ratowanie wbrew woli 20.11.13, 13:19
                leda16 - naprawdę daj spokój. Pooddychaj głęboko i daj spokój.

                Wywaliłaś powyższą opinią:
                - wykształcenie wielu specjalistów neurologów, psychologów i pediatrów, do których jeździliśmy z naszym dzieckiem,
                - wywaliłaś opinie Instytutu Kinezjologii, którego pacjentką była córka przez kilka lat, a o kinezjologii na pewno masz zero pojęcia,
                - wywaliłaś naszą - rodziców, codzienną żmudną pracę z traumatycznym dzieckiem.
                Nie wiesz też nic o moim przygotowaniu, ani zawodzie, walisz więc na oślep.
                Dlatego - daruj sobie.
                Spróbuj szanować cudze istnienie, bo Bóg daje życie i każde jest coś warte.
                Bóg nie zajmuje się miejscami parkingowymi.
                Człowiek czasem strzela, a Bóg kule nosi - dostałaś rykoszetem z powodu jadu i ignorancji.
    • szaman.ka Re: Ratowanie wbrew woli 17.11.13, 23:20
      Widziałam tutaj ostatnio ogłoszenie o warsztatach Hellingerowsich.Myślę,że byłoby warto byś wzięła w takich warsztatach udział.Takie warsztaty mogą Ci dużo wyjaśnić odnośnie przyczyn jej zachowania i Waszych relacji.Córka nie musi brać udziału.
      Zainteresuj się tym.Polecam.

      P.S. Najlepiej byłoby bezpośrednio u Hellingera,który bywa w Polsce.Nie wiem gdzie mieszkasz,ale obecnie wielu terapeutów prowadzi ustawienia Hellingerowskie.
      • 27-m Re: Ratowanie wbrew woli 21.11.13, 00:06
        Proszę nie propagować warsztatów hellingerowskich bo to tzw "psychościema" econlp.com/sprostowanie.pdf.
        Tu potrzebna długotrwała praca nad zmianą i Mamy i Córki, a nie fajerwerki.
        Proszę próbować w Poradni Zdrowia Psychicznego NFZ jeśli szuka Pani pomocy darmowej, a jeśli nie darmowej to w ośrodkach prowadzących terapię rodzinną.
        • szaman.ka Re: Ratowanie wbrew woli 21.11.13, 09:42
          To Ty tak uważasz,że to psychościema. Ja nie opieram swojej opinii na obiegowych opiniach.
          • szaman.ka Re: Ratowanie wbrew woli 21.11.13, 10:43
            Uzupełniając jeszcze moją wypowiedź odnośnie warsztatów z ustawień rodzinnych:
            ja nie napisałam,że udział w takich warsztatach rozwiąże wszystkie problemy i uleczy córkę.
            Taki udział może dostarczyć wglądu w układ rodzinny i wzajemne relacje,który nie jest możliwy do uzyskania innymi metodami.Uzyskanie takiego wglądu zwykle powoduje zmiany w obrębie rodziny.
    • aga77ta Re: Spotkałam się z córką 18.11.13, 09:39
      Właściwie nie wiem jaki był cel spotkania. Byłam z kuzynką. Córka ma skręconą nogę w gipsie, przykuśtykała o szwedkach i przyprowadziła ze sobą obecnego "partnera" (alkoholik, menel, recydywa z dozorem policyjnym). Starała się eksponować chorą część swojego ciała, zlekceważyłyśmy przypadłość, bo nie ona była tu ważna. Starszy podziargany facet zaczął rozmowę od prośby, by go nie skreślać... Córka chciała opowiedzieć, jak dają sobie świetnie radę. Na dowód oboje nie chcieli pieniędzy, jedzenia. Wyszło, że spotkanie jest towarzyskie z tęsknoty z mamą. On je zaaranżował podobno zmobilizowany jej "dołami" tęsknoty i chciał je szybko skończyć, ona przedłużała rozmowę ze mną. Ma wiele kolczyków, oboje śmierdzą niemiłosiernie, chociaż starali się jakoś wyglądać - on świeżo ogolony, ona - dobry makijaż, świeża farba na włosach. Robi wrażenie rozdartej. Facet ma wielki na nią wpływ, to widać. Nadzieja, że go zamkną.
      • szela81 Re: Spotkałam się z córką 18.11.13, 09:47
        Jak go zamkną to ją ktoś "przygarnie" - pytanie które jeszcze nie padło a śledzę ten wątek to czy to serio menelstwo czy jakaś ideologia? Jakiś squat "anarchistów" anstysystemowych którzy imponują młodej czy po prostu menele bez celu poza szumem w głowie?
        • aga77ta Re: Spotkałam się z córką 18.11.13, 10:20
          Z tego co wiem o nim, to on po prostu wpadł w alkoholowe towarzystwo, potem nie miał środków bo nie pracował. Nikt nie chciał zatrudnić bo alkohol, potem kradł i siedział i znowu alkohol. Córka jest ładna, młoda, póki on będzie na wolności, będzie ją trzymał w pazurach, bo na takiego szmatławca, to nawet żadna z półświatka szybko nie poleci. Żal mi jej bardzo, bo nawet jeśli się jej wydaje, że sobą kieruje, to ogromny wpływ ma na nią aktualne otoczenie, ciągłe "fajerwerki", które tej naturze potrzebne są jak powietrze.

          Mój kontakt z Ośrodkiem Interwencji Kryzysowej wypadł ujemnie. Dla nich sprawa wygląda tak, jak dla wielu tutaj dyskutujących - ktoś chce się zabić, to nie ma sprawy, niech się zabija na własne życzenie, jest plugawym odpadem na tym świecie, cudzym pomiotem, nikim wartym uwagi w świecie reklam i kasy.

          Prewencyjnych działań nie prowadzą, młoda osoba przy telefonie jeśli nawet ma dziecko, to zapewne niemowlę, na pewno nie wykolejoną nastolatkę.. nie wie o czym mówię. Liznęła teorii i powtarza w kółko "ona jest dorosła", oraz frazesy ze strony internetowej.
          Bierze pieniądze podatników za odsuwanie spraw, chyba że krew sika po ścianie. Nawet nie podjęto próby umówienia mnie z licznymi, wymienionymi na stronie internetowej OIK psychologami, nawet na krótkie spotkanie, z którego mogło nic nie wyniknąć.
          Jak zwykle po polsku - jak chcesz się zabić, to nie ma sprawy...
          • w_isienka Re: Spotkałam się z córką 18.11.13, 10:32
            Polecam książkę Ewy Woydyłło "My rodzice dorosłych dzieci" - rewelacyjna! - własnie w tym temacie! Pani Woydyłło prowadzi grupę wsparcia dla rodziców doorsłych dzieci z różnymi problemami (od uzależnień po więzienie). Pisze jako teoretyk i praktyk - pracuje od 20 lat w Ośrodku Terapii Uzależnień Istytutu Psychiatrii i Neurlogii w Warszawie i prowadzi tam spotkania dla rodzin.
          • leda16 Re: Spotkałam się z córką 19.11.13, 16:55
            aga77ta napisała:
            Córka jest ładna, młoda, póki on będzie na wolnoś
            > ci, będzie ją trzymał w pazurach,


            No tak, chyba nigdy nie pojmiesz, że to nie on trzyma ja w pazurach, tylko jest to jej dobrowolny wybór.


            nawet jeśli się jej wydaje, ż
            > e sobą kieruje, to ogromny wpływ ma na nią aktualne otoczenie, ciągłe "fajerwer
            > ki", które tej naturze potrzebne są jak powietrze.


            Fajerwerki czyli co? Chodzi Ci o to, że z nim się nie nudzi, a w Twoim towarzystwie na cieplutkiej wersalce przed TV nudziła się?


            >
            > Mój kontakt z Ośrodkiem Interwencji Kryzysowej wypadł ujemnie. Dla nich
            > sprawa wygląda tak, jak dla wielu tutaj dyskutujących - ktoś chce się zabić, to
            > nie ma sprawy,


            A czegoś się spodziewała, że wyślą karetkę PR na sygnale i profilaktycznie i przemocą zawloką córuś do szpitala, żeby przypadkiem próby samobójczej nie zrealizowała? Jest dorosła i hamletowskie rozterki należą już tylko do niej, nie do Ciebie.


            nikim wartym uwagi w świecie reklam i kasy.


            Co Ty bredzisz?! OIK nie utrzymują się z reklam ani nie zarabiają kasy. Są finansowane z naszych podatków. A sytuację kryzysową też masz wyłącznie Ty a nie córka.


            > Prewencyjnych działań nie prowadzą,


            Niby jakich? Dorosłą kobietę maja przykuć łańcuchem do kaloryfera, żeby się nie zabiła? Kiedy wreszcie pojmiesz, że jej życie dla nikogo prócz rodziców i może tego menela nie ma żadnego znaczenia?


            młoda osoba przy telefonie jeśli nawet ma d
            > ziecko, to zapewne niemowlę, na pewno nie wykolejoną nastolatkę.. nie wie o czy
            > m mówię. Liznęła teorii i powtarza w kółko "ona jest dorosła", oraz frazesy ze
            > strony internetowej.


            Fakt posiadania dziecka nie czyni jej w żadnej mierze kompetentną. Inaczej w OIK mogłaby pracować każda dzieciata sprzątaczka. Po polsku też rozumie. Tymczasem psycholog z którą rozmawiałaś ma za sobą 5-cio letnie studia z psychologii i specjalizację w pracy z ludźmi w kryzysie. Ty nawet jej młodość traktujesz jako wadę. Problem leży niestety w Tobie, ponieważ nie chcesz uznać tych "frazesów" za prawdę. Wykazujesz postawę roszczeniową wobec całego społeczeństwa żądając: "róbcie coś z nią!" A niby co oni mają zrobić z dorosłą wolną obywatelką której jedyną winą jest to, że żyje niezgodnie z Twoimi oczekiwaniami i wyobrażeniami? Oczywiście mogłabyś chodzić do OIK na psychoterapię ale to też Ci nie pasuje. Więc o co Ci chodzi, żeby ktoś wziął córkę na łańcuch i przywlókł do domu?



            > Bierze pieniądze podatników za odsuwanie spraw,


            To zdaje się Twoja córka korzysta poprzez MOPS z pieniędzy podatników. Ta psycholożka rzetelnie pracuje na chleb.


            chyba że krew sika po ścianie.


            Jak krew sika po ścianie to jest sprawa karna. Wówczas zajmują się nią odpowiednie instytucje. Profilaktycznie nikogo się ani do pierdla ani do psychiatryka nie zamyka.


            > Nawet nie podjęto próby umówienia mnie z licznymi, wymienionymi na stronie inte
            > rnetowej OIK psychologami, nawet na krótkie spotkanie, z którego mogło nic nie
            > wyniknąć.


            A co Ty jesteś, małoletnia niedojda, sama nie potrafiłaś się umówić?



            > Jak zwykle po polsku - jak chcesz się zabić, to nie ma sprawy...



            Ty też chcesz się zabić?
      • leda16 Re: Spotkałam się z córką 19.11.13, 16:28
        aga77ta napisała:

        > Córka ma skręconą n
        > ogę w gipsie, przykuśtykała o szwedkach


        Z tego wynika, że jednak dobrze sobie radzi, bo osoby nieubezpieczonej raczej na leczenie ortopedyczne i szwedki nie stać.

        Starała się eksponować
        > chorą część swojego ciała, zlekceważyłyśmy przypadłość, bo nie ona była tu waż
        > na.


        Rozumiem, że najważniejszy był ogolony menel. Wobec tak rzekomo ukochanej córki, nawet na współczucie stać Cię nie było.

        C
        > órka chciała opowiedzieć, jak dają sobie świetnie radę. Na dowód oboje nie chci
        > eli pieniędzy, jedzenia.


        A może jednak jakoś sobie radzi tyle, że w sposób, którego nie akceptujesz. W każdym razie głodna nie chodzi, na kosmetyki ma, dach nad głową też...A że się nie ceni za bardzo i zamiast w Holliday In daje w melinie, to kwestia ideologii. W 18 wiośnie życia mało która jest na tyle wyrachowana żeby szukać "partnera " po 2 tys. za numerek. Wikt i melina im wystarczą.


        ona przedłużała rozmowę ze mną. oboje śmierd
        > zą niemiłosiernie,



        A co mówiła? Słyszałaś dobrze, czy tylko węch miałaś wyostrzony?
      • malwi.4 Re: Spotkałam się z córką 19.11.13, 20:15
        i ja bym tego faceta nie skreślała, pogadałbym z nim jak z człowiekiem, w nastoletnim wieku też miałam różnych znajomych....

        i na tę nogą uwagę bym zwróciła
        • aga77ta Re: Spotkałam się z córką 20.11.13, 13:07
          Pogadałam jak z dorosłym, odpowiedzialnym mężczyzną, udając nawet że nic nie wiem o jego kryminalnej przeszłości, najwyraźniej też chciał zachować ją w tajemnicy. Nie wnikałam, bo to go nie naprawi, a mogło popsuć atmosferę rozmowy. Podał wiele faktów, wiele zamiarów.

          Niestety dla niego i dla nich, taka jestem upierdliwa, że wszystko pomału dokładnie sprawdziłam.
          Założyłam dobrą wolę, by uwierzyć, gdyby chociaż jeden fakt był prawdziwy. Miałam zamiar podać rękę, bo każdy może się zaplątać, ma do tego święte prawo.
          ZERO prawdy. Całkowite ZERO. Wszystko inaczej.

          Dlatego zastanawia mnie cel tego spotkania, skoro są szczęśliwi na swój sposób. Nie rozumiem celu. Po co przyszli mnie oszukać?
          • malwi.4 Re: Spotkałam się z córką 20.11.13, 16:12
            Ktoś kiedyś tu na forum napisał, ze kłamstwo jest wtedy, gdy jest brak zaufania. On ma prawo ci nie ufać, a być może chciał zrobić dobre wrażenie. Moze on ja faktycznie kocha i troszczy sie o nią. Nie wiem, czemu mogłoby służyć to spotkanie. Może ona jednak ma wyrzuty sumienia, ma empatię, czuje, ze matka cierpi. Może musisz pozwolić jej tak żyć, by móc liczyć na to, ze czując twoje zrozumienie wróci. Nie pozostało ci raczej nic więcej. A walką, ignorancją, pogardą nie spowodujesz waszego zbliżenia się do siebie. Myślę, ze nie jest źle, skoro kontakt utrzymuje, chce utrzymywać. To też jest taki "głupi" wiek. Jest jeszcze niedojrzała, nie myśli o przyszłości, żyje chwilą. Ważne, ze gdy stwierdzi, że chce żyć "normalnie" będzie miała gdzie wrócić.
    • bombalska A jak zajdzie w ciaze? 19.11.13, 01:08
      Na Twoim miejscu przekupilabym ja i zaprowadzila do ginekologa, zeby jej wsadzil spirale. Powiedz jej, ze dasz jej np. 5 stow, jesli na to pojdzie. Przynajmniej zapobiegniesz dalszym tragediom. Ciaza zalana alkoholem i narkotykami, HIV i choroby weneryczne wisza w powietrzu. Lepiej zapobiegnij temu zanim bedzie za pozno. Chyba nie zyczysz zle swoim wnukom?
      • aga77ta Re: A jak zajdzie w ciaze? 19.11.13, 09:02
        Pomyślałam o tym, ale córka nie chce pieniędzy i twierdzi, że nie jest w ciąży i nie będzie... Spędziłam z nią "swego czasu" sporo godzin na takim spokojnym pogadywaniu o kobietach, ciążach, miłości. Tak - normalnie, jak matka z córką. Odpowiadałam na wszystkie pytania z najlepszą intencją, mówiłam o ochronie, zapobieganiu, o niechcianych, zbędnych dzieciach i radości oczekiwania na dziecko. Byłyśmy u ginekologa - bardzo taktownej dobrej lekarki. Obie z córką rozmawiałyśmy.
        Pierwszą rzeczą, którą zrobiła to zaszła w ciążę z byle kim... poroniła w stresie, w upale; potraktowano ją fatalnie w szpitalu, bo podążyli za nią "w trosce" hałaśliwi i ordynarni odmieńcy, których normalnie ludzie wymijają z lękiem.

        Właściwie zrobiła i robi wszystko odwrotnie do tego, o czym mówiłyśmy, do zasad, norm, z którymi podobno się zgadzała. Tego kompletnie nie rozumiem. Bo gdybym walczyła przemocowo i narzucała bezwzględnie... ale te wieczne negocjacje... Normalnie człowiek jest wówczas wykończony, ma dosyć, ja wytrwale partnerowałam. Mówiłam sobie, że jej widocznie jest to potrzebne i musi mówić, gadać, bo jest otwarta, młoda, ma taką potrzebę analizy... Jak widać odwrotne wnioski wyciągnęła?

        Nie rozumiem, jak można w życiu dokonać takiej negacji, zwrotu w kompletnie inną stronę...
        • yadaxad Re: A jak zajdzie w ciaze? 19.11.13, 19:41
          Ago, ty nie bronisz jej życia tylko swojego. Dziewczyna się zanarchizowała, jakoś sobie radzi w wybranej alternatywie, nie jest narkomanką, jak kasy odmawia, a tego żaden narkoman na głodzie nie odmówi. Zresztą na studiach tak samo można złapać hiv, zajść w ciążę nie wiadomego pochodzenia, czy się załapać na uzależnienie. Gada z tobą, bo może ma nadzieję, że w tobie coś się otworzy, by przepracować model życia, a ty jej ciągle swoje. Nic o niej nie wiesz, prócz swoich obsesji o niebezpiecznym życiu poza oborą, w której bezpieczne jest się przywiązanym łańcuchem do żłobu. Wciąż chce z tobą rozmawiać, to może w końcu jej wysłuchaj. Bez własnych opinii , przekonań, nakłaniania.
        • kobza16 Re: A jak zajdzie w ciaze? 20.11.13, 00:16
          Rodzice nie odpowiadają za długi osoby ktora ukonczy 18 lat!

          Pustak wychował pustaka i dlatego mamy taki a nie inny efekt. Nie obciązenie genetyczne dziewczyny, tylko wlasnie wychowanie!!! Obciążony genetycznie to jest każdy człowiek, na kształ tyłka, brwi, pępka też wpływa genom, wiec o ile nie ma fas, wad genetycznych, uposledzenia, maltretowania w dziecinstwie itc. - to TABULA RASA! Sorry, bo inaczej, dochodzi do stygmatyzacji ludzi, oceniania ich odgórnie, co już w historii miało miejsce. Skoro są przypadki że z bagnda wyrasta normalny człowiek i śa przypadki, ze z tzw dobrej rodziny wyrasta menel, zatem rózne rzeczy są możliwe, natura człowieka nie jest jednoznacza. Oczywiscie, istnieją pewne tendencje, ale one nie wyczerpują zjawiska. Nie mozna okreslic w 100% ze dany bobas napewno bedzie psychopatą, bo sorry, wchodzimy w obszar s-f. Nauka tego nie może wiedzieć, no chyba, ze postawimy tarota;)
          • kobza16 Re: A jak zajdzie w ciaze? 20.11.13, 00:33
            Autorka postu chyba adoptowałą urochamiając własne zajomości ;), bo np nie kuma, że z nastolatką, w dodatku taką troche przytępawa, nie dywaguje się (to nie koło naukowe) lecz komunikuje w sposob krotki, jednoznaczny, dosadny, nakazowo-zakazowy. Rozpuściłą dziewuchę, a że dziewucha w dodatku intelektem nie grzeszy, to trafiło na podatny grunt. Nie zaszczepiła jej nawet dobrych wzorców moralnych, np szacunku do ludzi, dobrych manier, cech przystosowawczych, lecz zrobiła z niej roszczeniową księżną, nieuka i miernote zyciową! tak droga autorka, to jest Twoja wina i zbierasz to, co zasiałaś. Nie ty jedna, nie ty ostatnia!

            Najgorsze sa wlasnie takie mamuśki, które by nieba przychyliły swoim córkom czy synom, nie wiedząc, ze wlasnie przychylają mu piekła - ty to własnie zrobilas. Leda ma w stu procentach racje, ale pustak nigdy tego nie zrozumie. Gdybyś była mądrą matką, to twa córka by sie szanowała, bo miałaby wpojone, co jest wazne! Niestety ale twoja corka jest odbiciem samej ciebie, gorszym odbiciem. Jest juz dorosła i to jej zycie!

            Mysle ze w wielu przypadkach dzieci adoptowane sa po prostu rozpuszczone przez rodziców, ktorzy albo dlugo wyczekiwali na wlasne i adoptowanemu w ten czas nieba przychylaja, albo przybrani rodzice chca naprawic wyrzadzone krzywdy dzieciakowi, sa poblazliwsi, to takze prowadzi do wykolejenia. Niestety ale surowi wymagający rodzice sa lepsza opcją - a napewo nie mogą do 18 r zycia dupy dzieciakowi wciaz podcierac!
            • aga77ta Re: A jak zajdzie w ciaze? 20.11.13, 12:46
              kobza16 - czy Ty się dobrze czujesz?
              Nie musisz brać udziału w dyskusji, jeśli pytanie uważasz za niezrozumiałe, nie potrafisz nic wnieść oprócz agresji. Na tym Forum i na innych jest tysiące i setki tysięcy innych pytań...

              Gdyby Twoje "recepty" były dobre, to w ogóle upadły by Instytuty Psychiatrii i Psychologii w myśl zasady "krótko za ryj i do ziemi" i po sprawie. Każdego odbiegającego od normy by np. rozstrzelano. Nie wiadomo więc, czy byś żyła... Rozpaczliwie niczego nie wiesz o adoptowanych dzieciach i ich rodzicach.
              Nawet nie zadałaś sobie trudu, żeby przed zabraniem głosu cokolwiek przeczytać na powyższy temat, tym samym wyrzuciłaś na śmietnik doświadczenia, pracę wielu ludzi publikujących i pracujących pod kątem ratowania traumatycznych dzieci.
              Sama masz jakieś traumy, skoro tak zjadliwie się rzucasz w temacie. Przytoczona przez Ciebie Leda, też nie jest trafionym przykładem, ale Ją rozumiem. Zmieszała z błotem moje życie i z ulgą poszła spać...
              Jesteście z jednej półki najwyraźniej i niech tak zostanie.
              • policeman90 Re: A jak zajdzie w ciaze? 20.11.13, 13:59
                Napisz, czemu taka naiwna jesteś? Wszystkie matki tak mają? Taką naiwność?
              • leda16 Re: A jak zajdzie w ciaze? 20.11.13, 21:21
                aga77ta napisała:
                kobza16 - czy Ty się dobrze czujesz?


                Z Was dwóch i mną trzecią tylko Ty czujesz się źle i na Dyskutantów którzy piszą nie to, co chciałabyś przeczytać, projektujesz własne samopoczucie. Ponadto chyba zazdrościsz innym dobrego samopoczucia nie bacząc na fakt, iż - nie wiem jak Kobza i inni - ale ja nie mam powodów, żeby czuć się źle.


                nie
                > potrafisz nic wnieść oprócz agresji.


                Ależ Ty wszędzie widzisz agresję - w OIK, towarzystwie córki, PT Dyskutantach, wszędzie, tylko nie w sobie, plując na Państwo, przepisy prawne, zasady działania instytucji pomocowych. Nie wiesz co robić, skąd powstał problem a z góry, bez zastanowienia, bez cienia refleksji dyskredytujesz ludzi próbują go wyjaśnić jak umieją najlepiej. Szydzisz i lekceważysz, najwyraźniej bojąc się spojrzeć prawdzie w oczy.

                >
                > Gdyby Twoje "recepty" były dobre, to w ogóle upadły by Instytuty Psychiatrii i
                > Psychologii w myśl zasady "krótko za ryj i do ziemi" i po sprawie.


                A wyobraź sobie, że jednak sukces wychowawczy jest tym większy, im mniejsza pobłażanie dla negatywnych zachowań dzieci. Za prawidłowe wychowanie własnego dziecka nie są odpowiedzialni psychiatrzy i psychologowie, tylko i wyłącznie rodzice.Ty włóczyłaś córkę po psychiatrach, psychologach, terapeutach i myślałaś, że oni Ci będą dziecko wychowywać - dadzą przepis, receptę, jak dobre ciasto upiec.


                Każdego odbi
                > egającego od normy by np. rozstrzelano. Nie wiadomo więc, czy byś żyła...


                Kto by strzelał? I czemu akurat kobza16 miałaby dostać kulkę w łeb? Potrafisz to jakoś racjonalnie uzasadnić, czy tylko w złości klepiesz jak Ci palce się omskną na klawiaturce. Mnie jedno zastanawia - w ogóle nie ucieszyłaś się z odwiedzin córki, o koledze z którym przyszła zebrałaś informacje dokładniejsze niż KGB z Mossadem do spółki. A widziałaś te jego wyroki sądowe, to ćpanie i chlanie, widziałaś córkę zaćpaną? Byłaś u nich w domu czy tylko konfabulacje sypiesz z mózgownicy stetryczałej?


                Rozpa
                > czliwie niczego nie wiesz o adoptowanych dzieciach i ich rodzicach.


                No chwila, a po co kobzie wiedza niemalże na poziomie akademickim żeby ocenić przyczyny Twojej klęski wychowawczej? Każda dobra matka wie, że bachory trzeba trzymać niczym konie narowiste - krótko i przy pysku, bo inaczej wejdą na głowę i tam nasrają. Dla Ciebie zaś infantylna szczeniara to była "partnerka" do dyskusji, a raczej słuchaczka drętwych tekstów takich samych, jak nam sadzisz tutaj.



                > Nawet nie zadałaś sobie trudu, żeby przed zabraniem głosu cokolwiek przeczytać
                > na powyższy temat, tym samym wyrzuciłaś na śmietnik doświadczenia, pracę wielu
                > ludzi publikujących i pracujących pod kątem ratowania traumatycznych dzieci.


                No ale przecież Twojej córki ci doświadczeni specjaliści z szamba nie wyciągnęli i nie chcą wyciągać. Więc o co Ci chodzi?


                > Sama masz jakieś traumy, skoro tak zjadliwie się rzucasz w temacie.


                Nie ma człowieka bez problemów a nawet tragedii osobistych. Dla mnie taką tragedią była śmierć rodziców. Nie znaczy to, że odbierają one jakiemukolwiek Dyskutantowi walor wiarygodności i prawdziwości jego poglądów.


                Leda, też nie jest trafionym przykładem, ale Ją rozumiem. Zmiesza
                > ła z błotem moje życie i z ulgą poszła spać...


                Możesz to tak nazwać. Ale ja uważam, że Twoje postawy moralno-etyczne dyktuje zaślepienie i brak samokrytycyzmu. I to one ściągają Cię w dół, nie ja.
                • kobza16 Re: A jak zajdzie w ciaze? 21.11.13, 23:37
                  Autorko@ Ratowanie traumatycznych dzieci? Twoja corka to juz dorosła osoba - przynajmniej wg prawa.

                  Ale tak na logike, jak Ty chcesz ją uratowac? Monologami, klepaniem jej do ucha swoich wizji zycia? To nie zadziałało niestety. Co nauka Ci w tej sytuacji ma pomoc? Chcesz ja na siłę zawlec do terapeuty, aby ten na niej coś wymusił? Chodzi Ci efekt autorytetu czy metoda sądowo-siłowa?

                  Jesli mogłas cos zrobic to moglas to zrobic dawno temu, teraz musisz zaakcetpowac fakt, ze jedyną ewentualną dobrą terapią corki bedzie przez nią potrzaskanie sobie tyłka. Niech córka sama ponosi odpowiedzialność za swoje czyny, a ty naucz sie z nią rozmawiać, co zawiera też - słuchanie, a nie monologii i kazania!

                  Córka chciała się wyzwolić spod Twoich rządów i poki musiala, to siedziala cicho. Ty w tym samouwielbieniu nawet nie próbowalas jej poznąć, tylko skupiałaś się na swoim wysoce moralnym i szczytnym przekazie.

                  W zyciu nie ma sie co przejmowac rzeczami na ktore sie nie ma wplywu, niestety Ty na córke nie masz wplywu, musisz to pojąć, wg zasady: zyj i daj zyc innym....
                  -------------------------------------------------------
                  Ktoś wspomniał o problemach szwedzkich nastolatek, otóz ten sam problem wystepuje w kazdym "socjalistycznym" kraju, np w Kanadzie rownież! Rodzice zapracowni, nie mają dla dzieci czasu, więc pozostawiają bez kontroli młodocianych, ktorzy szastają kasą na prawo i lewo, w krajach o łatwym dostepie do narkotyków. Tam tworzą się całe szeregi wykolejonych mlodocianych, ktorzy mogą się legalnie w 13 roku zycia opowiedziec przeciwko rodzicom i wyporwadzic sie do specjalnego schroniska dla mlodziezy. Osobiscie bylam swiadkiem tragedii bardzo sytuowanych ludzi w Kanadzie, ktorych syn się staczał!

            • 27-m Re: A jak zajdzie w ciaze? 20.11.13, 23:55
              Przykro czytać te agresywne słowa pod adresem Matki i Córki.
              Żadne zakazy i nakazy nic nie pomogą.
              Trzeba zobaczyć w Córce człowieka który cierpi.
              • policeman90 Re: A jak zajdzie w ciaze? 21.11.13, 09:52
                Przykro to widzieć, jak wszystkie matki są głupie i naiwne.
                • szaman.ka Re: A jak zajdzie w ciaze? 21.11.13, 10:34
                  Na tej samej zasadzie mogłabym Ci odpisać,że przykro to widzieć,że wszyscy policjanci są głupi i ograniczeni i byłaby to taka sama prawda jak Twoja.
                  Tutaj nie chodzi o naiwność,lecz o emocje.Gdy kogoś kochamy- to chcemy za wszelką cenę mu ufać,wierzyć,chcemy jego dobra,chcemy by nie cierpiał itd.itp. Możemy się wtedy samooszukiwać ,że się poprawi,że zrozumie itd. Przypomnij sobie piosenkę: Miłość Ci wszystko wybaczy".
                  Pewnie matki tak mają bardziej niż inni ludzie,ale problem ten dotyczy nie tylko ich.Inaczej będziesz reagować w stosunku do osoby obojętnej Ci,a inaczej gdy jesteś mocno zaangażowany uczuciowo.W stosunku do osoby obojętnej będziesz kierował się bardziej logiką i rozumem, niż emocjami.
              • szaman.ka Re: A jak zajdzie w ciaze? 21.11.13, 10:20
                Zgadzam się z Tobą,że to bardzo przykre.To jest oczywiste,że córka ma jakieś problemy,które ją pchają do takiego,a nie innego zachowania.Zawsze twierdzę,że nikt dobrowolnie sobie życia nie niszczy.Nikt z nas nie wie co w tym dziecku siedzi,jakimi kategoriami myśli,co czuje,jakie traumy przeszła,jaki wpływ wywarł na nią okres prenatalny i sam fakt adopcji,jaki jest udział w tym wrodzonych skłonności.
                Obwinianie matki za wszystko, bez dogłębnej znajomości tego, jest głęboko nieuczciwe,prostackie i służy tylko poprawie samopoczucia osób,które tutaj w ten sposób piszą.
                Te osoby chcą tutaj uporać się z własnymi emocjami,z którymi sobie nie radzą.Jest to tzw. acting out -psychologiczny mechanizm obronny,który pozwala uniknąć uświadomienia sobie własnych emocji.Taki agresor odnosi zysk psychologiczny poprzez wyładowanie się i chwilowe poczucie wszechmocy,wzrost poczucia pewności siebie,rozładowanie emocjonalnych problemów.
                Jest to to samo zjawisko ,tylko tutaj wirtualne, jak gdy chuligani napadają i biją kijami baseballowymi pierwszego napotkanego człowieka,który nic im nie zrobił i nic o nim nie wiedzą.
                • andalus Re: A jak zajdzie w ciaze? 21.11.13, 19:52
                  nie rozumiem wątków poszukujących winnych. Nie o tym pisała założycielka. Pytanie było jasno sformułowane. Czy można takiej osobie pomóc bez jej chęci? Nie, nie można. Jednak daleka jestem od oczekiwania aż córka upadnie na dno. Czasem nie można się od niego odbić, bo już nie ma po co. Dlatego matka powinna z córką starać się utrzymać kontakt i zapewniać ją o wsparciu ale pod warunkami jasnookreslonymi. To ważne aby córka wiedziała,że jesli podejmie decyzję o leczeniu będzie mieć w niej wsparcie.
                  Osoby, które piszą, że córka nie kocha matki nie mają pojęcia co to jest uzależnienie. To nie jest kwestia woli ani miłości do drugiej osoby, rodziny, matki. Tu nie ma sprzeczności.
                  Mama powinna skorzystać z fachowej pomocy dla siebie. Najpierw dla siebie, bo córka jest na razie poza zasięgiem. Proponuję szukać w ośrodkach interwencji , w poradniach. Nie zawsze a powiedziałabym w większosći przypadków pomoc jest raczej mierna.Ale jest a szukając można znaleźć. Propozycje ubezwłasnowolnienia czy zamkniecia w szpiatlu psychiatrycznym traktuję jako żart, bo w opisanej sytuacji nie zachodzą przesłanki do leczenia przymusowego.
                  • szaman.ka Re: A jak zajdzie w ciaze? 21.11.13, 20:29
                    Zgadzam się z Tobą co do większości stwierdzeń.Akurat ja pisałam o szpitalu psychiatrycznym,ponieważ z pierwszych postów autorki sytuacja rysowała się bardziej dramatycznie.
                    Faktem jest też,że terapia i leczenie narkomanów w ośrodkach dziennych jest nieskuteczne, ponieważ przerywają terapię i właściwie jedyna szansa na wyleczenie -to oddział zamknięty.
                    • andalus Re: A jak zajdzie w ciaze? 22.11.13, 08:36
                      możliwe, że jest nieskuteczne. Ale nie można zamknąć w psychiatryku kogoś bez jego zgody. Wyjątki są jasno określone i tak jak opisałam nie ma tutaj takich przesłanek. Można zgłosić osobę uzaleznioną na ew. przymusowe leczenie ( decyzja sądu) ale to nie jest skuteczne rozwiazanie jesli chodzi o efekt.
                      do kobzdy - mielenie ozorem bez sensu.
                      • szaman.ka Re: A jak zajdzie w ciaze? 22.11.13, 08:42
                        Tak,wiem o tym.Jakie to są wyjątki zacytowałam w swoim poście.
    • witchland Statystycznie... 21.11.13, 11:46
      Statystycznie ujmując, na 10 rodzin- 9 ma problemy z córkami.
      Doszło do tego stopnia, że rząd szwedzki, przeznaczył sporą sumę pieniędzy na zbadanie
      dlaczego sytuacja nastoletnich dziewczyn jest aż taka zła. I o co w niej biega.

      Obecnie trudniej jest wychować dziewczynkę niż chłopca.
      Tak, że zwalanie winy jedynie na matkę, czy opiekunkę, rodzinę, może być ślepym zaułkiem, który prowadzi do nikąd.
      Nikt z domu rodzinnego nie wynosi wszystkiego co najlpsze i nie otrzymuje wszystkiego jak na złoconej tacy. W sumie nie na tym to życie polega, aby dawać dziecku wszystko...Muszą być konflikty i problemy, aby dziecko mogło się rozwijać, niestety droga idzie również poprzez frustracje i rozwiązywanie problemów na żywo a nie wyimaginowanym świecie iluzji... My starsi wiekiem, też się rozwijamy dzięki Bogu, bo jezęli przestajemy się rozwijać to Natura sprząta nas z tego padoła, bardzo szybko, jako zużyty i zbędny materiał biologiczny....

      Jest dużo teorii wookół tematu złego samopoczucia dziewczynek, nastoletnich... W rachubę wchodzą sprawy genobiologiczne, konflikt w organizmie pomiędzy hormonami męskimi, a żeńskimi jest jednym z objawów depresji, i to bardzo silnej zaburzającej normalne funkcjonowanie i rozwój psychiki. Brak właściwych substancji odżywczych w jedzeniu robi, że ludzie nie funkcjonują tak jak powinni...
      Widać to często po fizjonomii chłoców i dziewcząt. Dziewczynki coraz cześciej mają coś z męskiego w np. rysach twarzy, figurze i budowie ciała-wąskie biodra, tłuszcz odkładajacy się po łopatkami ramion i na klatce piersiowej itp.



    • helka_butelka Re: Ratowanie wbrew woli 24.11.13, 20:19
      Cześć, zastanawiam się, jak sobie obecnie radzisz. Czy podjęłaś już jakąś decyzję? Jeśli aktywujesz swój profil, chętnie porozmawiam z Tobą na priv. Pozdrawiam i niezależnie, czy odpowiesz, mam nadzieję, że cała ta historia będzie miała jakiś pozytywny zwrot...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka