Dodaj do ulubionych

Taka historia...

IP: *.skynet / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.08.04, 12:04
Ech...
Jestem dziś umówiony na ostatnie spotkanie z osobą, która przez wiele lat
była dla mnie najbliższą osobą i jedyną bliską osobą jaką miałem.
Schemat stary jak świat - ja czułem do Niej wszystko, Ona widziała we mnie
tylko bliższego lub dalszego przyjaciela. Ja uzależniłem się od tego związku.
Czerpałem przyjemność w chwilach gdy mogłem być pomocny, myślałem jak mogę
coś dla niej zrobić - krótko mówiąc narzucałem się. W pewnych okresach moja
pomoc była Jej naprawdę potrzebna i ja dużo Jej poświęciłem (materialnie,
czasowo, duchowo). Teraz widzę, że było w tym dużo objawów mojej osobowości
symbiotycznej (nie jestem specjalistą, wyczytałem w literaturze). Ponieważ ja
trudno, bardzo trudno, zawieram znojomości - nie miałem nikogo innego
bliskiego, później nikogo innego nawet znajomego. Bałem się powiedzieć co ja
naprawdę czuję do Niej - bałem się kopa w dupę. Traktowany byłem przez Nią
jako znajomy, przyjaciel, naprawdę bardzo bliski przyjaciel. Wytworzyła się
sytuacja, że prawie doszło do seksu między nami. I wtedy zaczęło się z górki.
Dowiedziałem się że ze mną nigdy w życiu, nawet na bezludnej wyspie do końca
świata. Mimo tego nie traciłem nadziei i dalej starałem się być bardzo
bliskim przyjacielem. Nie miałem zresztą nikogo innego. Przez kolejne lata
kończyło się. Schodkami w dół. To ja dzwoniłem, umawiałem się, wymyślałem
jakieś wspólne zajęcia. Pomagałem finansowo. W zamian miałem trochę
życzliwości, trochę zainteresowania, trochę wsparcie w bardzo
licznych 'dołach'. Ale to wszystko zastygało. Trzymałem się tego związku
dalej, ponieważ z jednej strony miałem nadzieję, że coś się zmieni, że ja się
zmienię... Głupia nadzieja.
Drugi powód był taki, że oprócz moich niezaspokojonych oczekiwań jadnak byłem
też przyjacielem i mogłem być potrzebny. Trochę wyjaśnienia. Podczas naszej
znajomości Ona miała dwie próby samobójstwa. Przyczyny złożone - obtłuczenie
przez los, zabawa energoterapią i pokrewnymi rzeczami, wreście choroba.
Przeżycie dla mnie straszne. Jak ja wtedy chciałem dla Niej wszystko. Za
pierwszym razem teraz z perspektywy czasu widzę, że można było zapobiec.
Został bym przez Nią skasowany, ale trzeba było natychmiast pojechać do
szpitala. Myślałem głupio, że razem sobie z tym poradzimy. Walczyłem kilka
dni próbując organizować pomoc 'paramedyczną' (na tym tle to wyskoczyło),
niezależnie od tego była umówiona wizyta u psychiatry. Nie zdążyłem, wyszła z
domu... Koszmarna noc, dzień, noc... Próbowała, ale na szczęście się nie
udało, wróciła w strasznym stanie psychicznym, sama później mówiła że była
marchewką. Szpital. W zasadzie codziennie do Niej ganiałem. Prawie nikt nie
odwiedza chorych w psychiatryku. Z tego co wiem, to tylko raz odwiedziła Ją
mama. Po szpitalu kilkumiesięczne zwolnienie. Ponieważ z kasą od dawna u Niej
było krucho praktycznie utrzymywałem ją przez kilka miesięcy. Wszystko się
jakoś prostowało. Po roku powtórka. Tym razem z zaskoczenia. Znów potworne
czekanie - wróci, nie wróci. Wróciła w takim samym stanie jak poprzednio. Tym
razem bez szpitala (to straszna trauma). Teraz powrót następował szybciej.
Jest pod kontrolą lekarki, bierze prochy, czuje się lepiej. Cały czas wraca
do zdrowia, ale niebezpieczeństwo powrotu zawsze istnieje (schizofrenia
paranoidalna wg medycyna).
No i tak to trwało - Ona się wyciąga z choroby, ja głupio trwam w miejscu,
wspieram finansowo coraz mniej, bo u mnie się też rozsypuje kompletnie, no i
znajomość wygasa...Moje próby podsycania przyjaźni spotykają się z coraz
mniej życzliwym przyjęciem. W zasadzie to już koniec. Przykro mnie też z tego
powodu, że właśnie uzyskałem samodzielne lokum (wcześniej spotykaliśmy się
tylko u Niej). Była u mnie pierwszym (i na razie jedynym gościem). Kostka
lodu w połączeniu z drutem kolczastym. Nie mam na myśli kontekstu seksu, ale
chłód emocjonalny. Wpadłem w jeszcze większego doła. Być może depresję - zero
chęci do wszystkiego, zero aktywności, utrata wagi ciała. I tak sobie przez
kilka miesięcy trwałem. Do czasu aż tąpneło jeszcze bardziej.
Zadzwoniła do mnie (żadkość) na lekkim rauszu (chyba dla odwagi) z
komunikatem. Ma kochanka. I co ja na to, bo wszystcy inni (rodzina, znajomi)
są mosno zbulwersowani, ponieważ facet jest młodszy, mniejszy, niepozorny,
zza wschodniej granicy, nielegalnie w Polsce, pracujący na czarno. Mimo tego
wszystkiego zewnętrznego, jest Jej z nim bosko. Odlotowy seks, seks, seks.
Bardzo tego potrzebowała od dawna. Nie wie na jak długo ten związek potrwa,
ale jest tak dobrze jak nigdy nie było. No cóż, nie miałem nic przeciwko, nie
będę psem ogrodnika (ale facetowi zazdroszczę OGROMNIE). Tąpnęło mną. Nie
spałem. Przez tydzień analizowałem swoje ch..owe życie. Remament totalny. Nie
mam do Niej żalu. Naprawdę uważam, że mam to na co zasłużyłem. Samoocena
poniżej wszelkich miar. Leżę w rowie mariańskim. Rozmawiamy przez kilka
tygodni przez telefon - przecież jest moim przyjacielem. Podpuszczany wyznaję
co czuję do niej. I to jest kolejny milowy krok. Czuje się oszukiwana przeze
mnie przez te wszystkie lata. Szpikulce naokoło. Spadam niżej.
Przez trzy miesiące dzwonię co miesiąc pod jakimiś pretekstami. Lód. Zero
informacji o swoim życiu, ja nie pytam bo mi głupio. Dowiedział bym się, że
to nie moja sprawa. Prubuję się jakoś umówić na oddanie pożyczonych wzajemnie
książek. Omyka się. Mijam się telefonami w domu i w pracy. Nie oddzwania. Nie
odpowiada na maile. Czuję, że to totalny koniec. Dzisiaj rano zadzwoniłem do
domu i powiedziałem, że chcę oddać kilka Jej rzeczy, które są u mnie.
Spytała, czy oddam też jej zdjęcia, które mam...
Jesteśmy umówieni dzisiaj po południu.
Nie moge się na niczym skupić. Nie mam z kim porozmawiać. Czuję, że wpadam w
dziurę. Miałem jeszcze cień nadziei.
Bardzo się boję - o Nią czy nasze rozstanie Jej nie zaszkodzi w jakikolwiek
sposób i siebie - co dalej. Pustaka totalna. Boję się.
Jutro czeka mnie kolejny stres - najprawdopodobniej złe wieści rodzinne.
Nie mam siły.
Obserwuj wątek
    • fnoll Re: Taka historia... 10.08.04, 12:15
      a co ci się w tej historii najbardziej podoba?

      mi parę fragmentów bardzo przypadło :) naprawdę miałeś ciekawe życie jak dotąd,
      jak się trochę osamotnisz długo w nudzie nie wytrzymasz, coś czuję - gdzieś
      wyjdziesz, kogoś spotkasz, i poleci

      nie łam się, jesteś mocny - to widać, jesteś mocny cokowliek byś o sobie nie
      myślał, możesz się spokojnie wystawiać na razy losu - po prostu wystaw się
      więcej, by mieć szansę poznać kogoś jeszcze

      symbiotycznych jest trochę na świecie

      powodzenia na nową drogę życia!
      • Gość: Zero Re: Taka historia... IP: *.skynet / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.08.04, 12:27
        Owszem, poleci...
    • charmaine Re: Taka historia... 10.08.04, 12:27
      Ej, czy wiesz o tym, ze osoby chore są bardzo pobudzone płciowo.
      Także nie ma znaczenia czy to jest mucho macho czy też mały kurdupel.
      Nie trafiłeś w odpowiedni czas. A szkoda:(
      Nie będę pocieszać, bo to nie ma sensu.
      zawsze w życiu jest trochę dbrze, trochę źle.
      • Gość: Zero Re: Taka historia... IP: *.skynet / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.08.04, 12:36
        Niektórzy mają tak, że zawsze jest źle. Cokolwiek zrobią, lub nie zrobią,
        cokolwiek powiedzą, lub nie powiedzą to zawsze jest nie tak, nie teraz, nie z
        tym. Ja tak mam. Przykre, ale prawdziwe.
        • ziemiomorze Re: Taka historia... 10.08.04, 12:41


          Tak mi sie raczej wydaje, ze zawsze Twoje zycie bedzie, jak to
          ujales 'ch..jowe', dopoki spora czesc Ciebie bedzie na zewnatrz (poczucie
          bezpieczenstwa, wlasnej wartosci i sensu itd). Ci z zewnatrz zawsze odchodza -
          tak albo śmak; albo to w siebie wchloniesz i zaczniesz sam sobie wystarczac,
          albo bedziesz cierpial i cierpial i cierpial.

          Wybor jest Twoj, tak naprawde

          z.

          PS Rzecz jasna, mam na mysli terapie.
          • Gość: Zero Re: Taka historia... IP: *.skynet / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.08.04, 12:50
            Tak, wiem, należy budować poczucie własnej wartości, polubić się, żyć
            niezależnie od innych...
            Tylko jak to zrobić?
            Wszyscy i wszystko mówi: jesteś do d..y, wolę cokolwiek innego. Nie było nigdy
            inaczej (od zawsze, w rodzinie tak samo). Na tym mam zbudować poczucie własnej
            wartości? Nie da się.
            • ziemiomorze Re: Taka historia... 10.08.04, 13:06
              Gość portalu: Zero napisał(a):
              > Na tym mam zbudować poczucie własnej
              > wartości? Nie da się.

              Da sie, da sie.
              Ty jestes nieglupi chlopak - widac po Twoim poscie. Jest na czym - nie musisz
              byc bezradny, chyba ze chcesz.

              Probowales terapii?

              zet
              • Gość: Zero Re: Taka historia... IP: *.skynet / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.08.04, 13:19
                Nie nie próbowałem. Nie widzę sensu. Nie wierzę, że można w człowieku zmienić
                wszystko. Można na pewno częściowo - np. usunąć jakiś lęk, naprawić jedną
                rzecz, no dwie. Ale wszystko? Ulepić się, a w zasadzie zostać ulepionym przez
                kogoś na nowo?

                Jest taki dowcip:
                Niedźwiedź idąc przez las spotyka zajączka.
                - Zając, daj szluga.
                Zajączek częstuje.
                - Co ty zając, bez filtra palisz?
                I bęc zajączka w łepek. Sytuacja powtarza sie następnego dnia.
                - Zając daj szluga.
                Zajączek częstuje.
                - Co ty z filtrem palicz?
                I bęc zajączka w łepek. Następnego dnia.
                - Zając daj szluga.
                - Z filtrem czy bez?
                - A aaaaa a dlaczego ty zając bez czapki chodzisz?
                I bęc zajączka w łepek.

                Mam wrażenie, że jestem takim zajączkiem.
                • ziemiomorze Re: Taka historia... 10.08.04, 15:03
                  Gość portalu: Zero napisał(a):

                  Terapeuta to nie Bog. Jest tylko po to, zeby nauczyc dostrzegac to, czego sie
                  nie widzi i zeby poinstruowac, jak uzywac zestawu 'napraw sie sam' - tyle i az
                  tyle.

                  Mam wrazenie ze Ty wolisz, aby bylo wlasnie tak, a nie inaczej. Gdyby byla w
                  Tobie wola zmiany (ktora niby deklarujesz), czepialbys sie czegokolwiek - takze
                  terapii. 'Nie widze sensu'? Jasne - Twoj wybor.

                  Mysle, ze dostajesz dokladnie to, czego chcesz; wychodzi na to, ze chcesz
                  cierpienia.
                  Ten niedzwiedz z Twojego dowcipu jest czescia Ciebie,
                  z.



                  Czemu sie tu odewales? Czego oczekujesz?

                  > Jest taki dowcip:
                  > Niedźwiedź idąc przez las spotyka zajączka.
                  > - Zając, daj szluga.
                  > Zajączek częstuje.
                  > - Co ty zając, bez filtra palisz?
                  > I bęc zajączka w łepek. Sytuacja powtarza sie następnego dnia.
                  > - Zając daj szluga.
                  > Zajączek częstuje.
                  > - Co ty z filtrem palicz?
                  > I bęc zajączka w łepek. Następnego dnia.
                  > - Zając daj szluga.
                  > - Z filtrem czy bez?
                  > - A aaaaa a dlaczego ty zając bez czapki chodzisz?
                  > I bęc zajączka w łepek.
                  >
                  > Mam wrażenie, że jestem takim zajączkiem.
                  • Gość: Zero Re: Taka historia... IP: *.skynet / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.08.04, 15:42
                    Odezwałem się tutaj, bo kompletnie nie mam do kogo innego. Żadnych konkretnych
                    oczekiwań nie miałem. Miałem nadzieję (spełnioną), że może ktoś moją sytuację
                    skomentuje, za co wszystkim dziękuję.
        • charmaine Re: Taka historia... 10.08.04, 12:45
          Poczekaj, za chwile przekażę Ci moje motto życiowe:)

          Jeśli czujesz się czasem mały, smutny, bezużyteczny i w depresji - pomyśl o
          tym, że kiedyś byłeś najszybszym i najbardziej farciarskim plemnikiem w swojej
          grupie!

          I jak? Lepiej troszkę?
          No, usmiechnij się, tak ociupinkę, tylko ciut:)
          • Gość: Zero Re: Taka historia... IP: *.skynet / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.08.04, 12:52
            Naprawdę bardzo tego żałuję. Świat byłby lepszy.
          • fnoll my, zwycięskie plemniki 10.08.04, 12:55
            a to dobre charmaine :) ciekawym, czy na podstawie zachowania plemnika można
            wydedukować cechy przeszłego człowieka - obserwując JAK on płynie, czy
            zakolami, czy prosto jak strzała, czy kumplom ogonek podstawia, czy może na
            ostatnią chwilę zdanża

            co do zero - dzieci szybko się uczą symulować czy przesadnie eksponować swe złe
            samopoczucie, by zwrócić uwagę dorosłych - czy ty przypadkiem nie byłeś w tym
            dobry? ale, chłopie, wiedz, że nie tędy droga

            im nieznośniej wyjesz, tym dorośli są bardziej ZDENERWOWANI TOBĄ

            lepiej grać słodkiego idiotę, pechowca z humorem - był taki film kiedyś, o
            urodzonym pechowcu

            wiesz, rozumiesz - nie trzeba być czempionem, wystarczy być sympatycznym
        • qw5 Re: Taka historia... 10.08.04, 13:09
          Gość portalu: Zero napisał(a):

          > Niektórzy mają tak, że zawsze jest źle. Cokolwiek zrobią, lub nie zrobią,
          > cokolwiek powiedzą, lub nie powiedzą to zawsze jest nie tak, nie teraz, nie z
          > tym. Ja tak mam. Przykre, ale prawdziwe.

          Tak, to prawda, niektórzy tak mają. Ale dzieje sie tak dlatego, że taki mają
          sposób spostrzegania świata i samego siebie (zero) - widzą tylko jedną stronę -
          złą, oczekują jednego - złego, zakochują sie i tkwią w płonnych nadziejach z
          osobą, która jasno zadeklarowała swoje uczucia a raczej ich brak, tkwią przy
          osobach, które tylko utwierdzają ich w ich bezwartościowości, podkładają sie
          jak wycieraczka do butów, jeśli chorują (najczęściej sami sie w to wpędzają) to
          nie chcą nawet spróbować sie leczyć, nie chcą przerwać tego zaklętego kręgu
          nieszczęść, uzależnień.

          To jest żadna nowość, ale w zyciu dostajemy, to czego chcemy, i jesteśmy
          traktowani tak, jak sami siebie traktujemy.

          Oczywiście możesz dalej tkwić w tym układzie, spotkać się, potem czekac na
          odruch łaski, odebrany 126 telefon, wysłuchiwać (jeśli będzie miała taką
          ochotę) o jej ekscesach seksualnych, a możesz przerwać, przynajmniej spróbować,
          uznając że zrobiłeś naprawdę wiele dla tej osoby, dla tego uczucia,
          zamknąć ten rozdział i zacząć robić coś dla siebie, bez wyrzutów sumienia, że
          kogokolwiek krzywdzisz, bo tak naprawdę z postu wynika, że tak naprawdę do tej
          pory najbardziej krzywdziłeś samego siebie.
          • Gość: Zero Re: Taka historia... IP: *.skynet / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.08.04, 14:52
            Chyba masz rację, ale łatwo nie jest. Wszystko się telepie, kołysze,
            rozpada... Lęk.
            • qw5 Re: Taka historia... 10.08.04, 15:21
              Wiem, napisałeś, że to było tyle lat, kawał życia, no i w końcu takie silne
              uczucia.

              Zastanów się, czy naprawdę w głębi duszy chcesz i potrzebujesz tego spotkania,
              bo jeśli nie, może zaoszczędzisz sobie kolejnego bólu, a książki i pamiątki
              można odesłać np pocztą.

              Łatwo nie jest, ale to że tu napisałeś, to już jest jakiś tam pierwszy krok...
              zawsze trzeba jakoś zrzucić z siebie takie rzeczy (nawet jak zazbytnio nie
              pomożemy, to poznasz różne punkty widzenia, ostatecznie się pośmiejemy, a
              Komandos sprowadzi Cię na ziemię:))

              Każdy lęk da się przezwyciężyć, jeśli nie samemu to z pomocą innych, da się.
              Gdyby dłużej utrzymywały sie takie stany lękowe, wtedy pomyśl koniecznie o
              takiej pomocy.
              Trzymaj się cieplutko.
              • Gość: Zero Re: Taka historia... IP: *.skynet / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.08.04, 15:33
                1. Poczta była by mocno nie elegancka.
                2. Zobaczę Ją
                3. Może sobie na koniec coś ważnego powiemy?

                Dzięki za post.
    • back.door Re: Taka historia... 10.08.04, 12:52
      Konce zawsze są trudne, ale z tego, co piszesz miałes już trochę czasu na
      oswojenie się. Heh, tez przygotowuję się do zakończenia czegoś w moim zyciu,
      dwuletniej historii znajomości z Kimś, kto ma niestety inne plany wobec życia.
      Może łatwiej byłoby pogodzić te dwa życia, gdyby nie to, że jestem tez matką
      (czego akurat nie załuję, bo moja córka to..., sami wiecie). Przygotowywałam
      się do mysli o rozstaniu bardzo długo - nie chciałam anwet stwarzać pozorów, że
      czegokolwiek od Niego wymagam, że potrzebuję Go, bo kocham... Nie materialnie,
      nie dla prezentów, tylko po to, by razem szukać w życiu radosnych chwil. Nie
      mam odwagi wymagać, nie potrafię uwierzyć w to, że moim niełatwym w sumie
      życiem, nie skrępuję Jego wolnego życia. Ech... Jak widzisz każdy prawie tłucze
      się z jakimiś wyborami, dylematami. Na pewno nie żałuję podjęcia ryzyka
      poznania i próby otwarcia się na drugiego człowieka. Można się bać śmierci, bo
      nieodwracalna, ale nie wolno zamykać się na ludzi tylko dlatego, iż coś tam nam
      nie wyszło. Oczekiwać chyba też nie ma sensu, żyć i starać się dostrzegać małe
      chwile szczęścia. Zycie potrafi zaskakiwac, prawda? Ja w to wierzę, czego i
      Tobie życzę. Pamiętaj, koniec jest początkiem czegoś nowego.
      Wszystkiego dobrego.
      • Gość: Zero Re: Taka historia... IP: *.skynet / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.08.04, 13:01
        Owszem, czasu miałem dużo, ale się nie oswoiłem. Nie wiem czy się oswoję. Cała
        znajomość trwała 17 lat. Też nie żałuję, że była, tylko szkoda że potrafiłem
        tak niewiele. Nie każdy koniec daje początek. Dzięki za post.
    • mathias_sammer Re: Taka historia... 10.08.04, 13:13
      Bardzo ladny blog. Gratuluje talentu.
      M.S.
      • kobbieta Re: Taka historia... 10.08.04, 15:06
        17? To ile Ty masz lat???
    • vielonick Re: Taka historia... 10.08.04, 16:20
      wiesz skad ten lek sie bierze? z niepewnosci

      liczysz, ze to 'ostatnie' spotkanie bedzie tak naprawde pierwszym
      ze Ona sie zmieni, ze rzuci Ci sie na szyje, ze bedziecie razem...

      ale tak nie bedzie

      spotkanie z nia moze Ci paradoksalnie pomoc
      uwolnisz sie od niepwenosci z nia zwiazanych i moze bedziesz mogl stanac na nogi

      czlowiek jest w stanie wiecej zniesc niz sam przypuszcza...
      • Gość: Zero Re: Taka historia... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.08.04, 17:27
        Trochę racji w tym jest. Może nie aż tak optymistyczne marzenia, ale trochę
        tak. Zastanawiam się nawet jeszcze, czy jakoś oswoje miejsce nie zabiegać. To
        jedno. Drugie to lęk przed totalną samotnością. Naprawdę. I jeszcze jedno, lek
        o nią. Tak jak pisałem, trochę problemów ma, nie wiem czy ostatnio jakieś nie
        doszły (np. z tym facetem). Boję się że moge być jakąś kropelką... Wiesz, byłem
        (na własne życzenie) taką poduszką, na którą się spada.
        • vielonick Re: Taka historia... 11.08.04, 02:57
          wiem

          znam podobna historie
          skonczyla sie pozytywnie
          wiec i Twoja moze :)

          jesli zechcesz pisz na priv

          pozdrawiam :)
    • moc_ca Re: Taka historia... 10.08.04, 19:26
      Gość portalu: Zero napisał(a):

      > Ech...
      > Jestem dziś umówiony na ostatnie spotkanie z osobą, która przez wiele lat
      > była dla mnie najbliższą osobą i jedyną bliską osobą jaką miałem.


      Przeczytałam cały wątek, wwszystkie Twoje wpisy ... słuchaj zero, znasz
      przypowiastke o gównie które sie przykleiło do okrętu? Otóż Twoja historia
      skojarzyła mi się z tą o okręcie i gównie. Z tą jednakze różnicą ze to nie
      ona przykleiła się do Ciebie-okrętu pytając:"no i co, płyniemy?" lecz Ty do
      niej-gówna sądząc ze uda się popływać razem po pięknych i szerokich morzach,
      oceanach.
      Byłeś poduszką, podnózkiem, lekarzem, kartą platniczą, wszystkim a jednak
      obryzgało Cię coś co śmierdzi, bo tak musiało się to skończyć! Już dawno
      powinieneś przejrzec na oczy! Widzisz co/kto ja kręci? Osiłek zza wschodniej
      granicy, nielegalny emigrant szukający 'mety z dupą' na osłodę tęskonoty za
      ojczyzną ..chłopie.., gdzie miałeś oczy ?????
      Stało się jak się stać musiało, czas żeglowac w pojedynkę, prawdziwe okręty
      jeszcze zamajaczą na horyzoncie .. wystarczy dopłynąć bliżej nich... :-)
      Jestes silny (jak powiedzial ktos wyżej) , bardziej niż wielu z nas, to widać
      wyraźnie, jestes zaszczepiony na najgorsze, nic gorszego już Cię nie spotka
      w miłości, najgorsze już było, może być tylko lepiej! Cała para na przód
      i otrzep te resztki z burty! :-))))
    • iwan_w Re: Taka historia... 10.08.04, 19:36
      Przykre to wszystko. Do tego, wydajesz się być boleśnie świadomy swojej
      sytuacji...



      powodzenia, z kimkolwiek
    • maniia Re: Taka historia... 11.08.04, 00:27
      no bo co ona mogla zrobic? Przeciez ona Cie nie wciagala, a nie chciala
      odtracic, bo myslala ze to na zasadzie przyjazni.Potem sie zorientowala ze
      jednak nie i sie zaczelo rozpadac.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka