Dodaj do ulubionych

istnieją wyrodni rodzice....

04.09.04, 17:45
Chcialabym opowiedziec Wam swoja historie. Jest ona dluga i krotka. Nie jest –
z happy endem...Chociaz – jeden Pan Bog wie jaki może być jej koniec i kiedy
on nastapi...

Urodzilam się w niecały rok po ślubie moich „rodziców”. Byłam bardzo kochana,
od początku do końca, bezwarunkowo...przez moją babcię, matkę
mojej...hmmm...*matki*, biologicznej „matki”. Z pierwszych 3, 4 lat mojego
życia nie pamiętam ludzi, którzy mnie spłodzili. Pamiętam jedynie babcię,
wspólne rozmowy, zabawy, chodzenie po zakupy. Mieszkaliśmy we czwórkę w jej
domu. Dziadek umarł 5 lat przed moim urodzeniem. „Matka” była jedynaczką,
ukochaną córeczką tatusia. Wiele lat później dowiedziałam się, że jako mała
dziewczynka zostałam poparzona wrzątkiem (jak to się stało, ze nie mam
śladów?) na całej klatce piersiowej, były wakacje, ukochani „rodzice”
zostawili mnie pod opieką Babci i pojechali... nad morze na całe dwa
tygodnie. Ich zainteresowanie moją osobą przejawiło się...wysłaniem
pocztówki, którą kiedyś znalazłam. Obok pozdrowień znad pięknego morza
widniało zdanie: „mamy nadzieję, że z Anią wszystko w porządku”. Z tych
pierwszych, jakże cudownych i beztroskich lat pamiętam także mojego psa, z
którym pomieszkiwałam w budzie i który dzielił się ze mną swoim jedzeniem,
kury, a także koguta, który skakał mi na głowe gdy tylko mnie zobaczył. Psa
zabił samochód. Z koguta powstał rosół...


koniec cz. 1
cdn
Obserwuj wątek
    • Gość: Kinga Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.04, 17:46
      Pisz dalej..zainteresowałaś mnie...
    • komandos57 [...] 05.09.04, 02:19
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość: zlosliwiec Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.04, 11:00
        Ty Komek nie zazdrośc bo twoje dzieciństwo bylo stokroc gorsze sadzac po tym co
        teraz soba przedstawiasz((((.Molestowali Cie?
        • Gość: vlad Prawda jest inna ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.04, 12:07
          Eeee tam, zaraz molestowali...
          Komka po prostu wydymał chudy byk.
          A stało sie to chwilę po tym, gdy komek spadł z drzewa na główkę.
          Od tamtej pory ten pokurcz myli szczotkę do kibla ze szczoteczką do zębów,
          śpi z kozą i głosuje na leppera...

          :D
          • komandos57 [...] 05.09.04, 20:26
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • Gość: vlad :D IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.04, 21:17
              Siemasz przygłupiasty pokurczu ! :D

              Powiedz no.
              Kopnąłeś już ode mnie w dupe swojego starego,
              za to ze cie, świrze splodził, ha ?



              :D


    • ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 05.09.04, 12:12
      Gdy miałam 4 lata wyprowadziliśmy się od Babci. Zamieniliśmy wieś na miasto i
      dom na mieszkanie. Wtedy chyba po raz pierwszy wpadłam w depresję. Cały czas
      płakałam za Babcią, którą kochałam jak matkę. Zostałam od niej brutalnie i
      nagle zabrana, kontakty zostały prawie zerwane, choć dzieliło nas 30 km.
      Widziałam, jak „matkę” ten mój płacz zdumiewa i wyprowadza z równowagi.
      Pamiętam, że przez pierwsze tygodnie w przedszkolu, do którego trafiłam, gdyż
      oboje „rodzice” pracowali zawodowo, stałam kilka godzin przy oknie zapłakana i
      zasmarkana wypatrując Babci, która po mnie przyjedzie i zabierze mnie do
      siebie...

      Gdy miałam 6 lat urodziła się moja siostra. Niech będzie przeklęty dzień, w
      którym to się stało...

      koniec cz. 2
      cdn
      • Gość: elka Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.09.04, 12:22
        nie demonizujmy dzieciństwa..można miec dobrych rodziców i tez narzekac..badx
        dojrzalsza,oceń,nie kontaktuj się i nie za duzo nie oczekuj od rodziców tak
        zdrowiej.....ale szanuj
        • ziemiomorze Re: istnieją wyrodni rodzice.... 05.09.04, 13:36
          Gość portalu: elka napisał(a):
          > badx
          > dojrzalsza,oceń,nie kontaktuj się i nie za duzo nie oczekuj od rodziców tak
          > zdrowiej.....ale szanuj

          Ale za co wlasciwie szanowac?
          z.
          • Gość: elka do ziemiamorze.. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.09.04, 17:20
            to rodzice mimo wszytsko..inaczej człowiek sie pogubi zupełnie..moze nie umieja
            kochac ,moze nie maja instynktu..moze głupi sami z siebie..ale to są
            rodzice..wybaczyc nie zapomniec ,bo sie nie upora człowiek z cięzarem złych
            rodziców całe życie...nie kontaktowac się ,omijac dalekim łukiem jak sa
            źli..nie wiem na czym to polega ,ale nawet najgorszych rodziców sie
            kocha..durny ten swiat ,ale tak to juz jest..
            • Gość: daisy_s Re: do ziemiamorze.. IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 05.09.04, 17:56
              >ale nawet najgorszych rodziców sie
              kocha..durny ten swiat ,ale tak to juz jest..>>
              Wyrazasz duzy optymizm, sa tacy, ktorzy tego tak nie okreslaja.

            • j_ar Re: do ziemiamorze.. 07.09.04, 15:24
              >nie wiem na czym to polega ,ale nawet najgorszych rodziców sie
              > kocha..durny ten swiat ,ale tak to juz jest..

              glupoty, glupoty piszesz droga elu
    • yoosh Re: istnieją wyrodni rodzice.... 05.09.04, 17:55
      1.Pisz dalej,poznawszy "całokształt" można lepiej wypowiedzieć się.

      2.Rodzice kochaja,tak jak potrafią,ą ze nie zawsze potrafią lub robią to nie
      tak,jak byśmy to chcieli to inna sprawa.

      3.Naprawdę wyrodnym rodzicom należy sądownie odebrać prawo do opieki nad
      dziećmi.

      4. Każdemu z nas coś doskwierało w dzieciństwie,mniej lub barzdiej.Od tych
      negatywnych wspomnien trzeba się odciąc,nie da się iść z takim bagażem przez
      życie.

      Czekam na c.d.
    • witch-witch Re: istnieją wyrodni rodzice.... 05.09.04, 18:19
      Masz problemy z rodzicami..i co z tego problemy z rodzicami ma polowa
      swiata.Jezeli byli nie dobrzy to powiedz im o tym i nie utrzymuj kontaktu, po
      co.
    • ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 06.09.04, 17:46
      Wraz z pojawieniem się mojej „siostry” moje życie zamieniło się w koszmar.
      Jestem o tym przekonana, że gdyby nie fakt, że ona istnieje, byłabym, nolens
      volens, jako jedyne dziecko, kochaną jedynaczką....

      Wszystko się zmieniło. Od teraz nawet nikt nie usiłuje udawać, że mnie
      akceptuje, o miłości nie mówiąc.... Zaczyna mi brakować jednej z podstawowych
      dziecięcych potrzeb – potrzeby afiliacji. Poczucie bezpieczeństwa też jest
      zaburzone. Czuję się niechciana, niekochana, czuję się pod każdym względem
      odrębna. Triumwirat contra me...

      Wizyty u Babci zredukowane do świąt i wakacji. Babcia przy mnie poniżana i bita
      przez moich „rodziców”. Zresztą przemoc fizyczna i, później, psychiczna stały
      się dla mnie w tej zaburzonej ze wszech miar rodzinie chlebem powszednim.
      Pewnego dnia matka, wpadając w jeden ze swych regularnych szałów, w afekcie
      zaczyna mnie bić pasem, po całym ciele. Była wtedy u nas Babcia. Uciekłam do
      niej do sąsiedniego pokoju. Babcia siedziała na wersalce. Przytuliła mnie i
      objęła, chciała mnie obronić. Chroniąc mnie... sama zostala pobita pasem. Do
      krwi. Miała sino-czerwone pasy na rękach, tułowiu... Podczas bicia patrzyła na
      swoją córkę. Patrzyła jej w oczy. Nie uroniła jednej łzy, chociaz na pewno
      bardzo ją bolało. Cieszyła się, że mnie nie boli...

      Podczas naszych rzadkich spotkań Babcia powtarza mi: „pamiętaj, ze bardzo cię
      kocham! Marysia (to o matce) jest niedobra. Marty (to o siostrze) nie kocham
      tak jak ciebie, ona też jest niedobra (i tutaj mały wtręt: czy taka
      charakterystyka kilkuletniej dziewczynki jest, uważacie, bezpodstawna...?),
      Marek też jest zły (to o ojcu)”. Ona wyczuwała wszystko. Ona wiedziała...
      Dlatego zawsze mi mówiła, że po skończeniu SP zabierze mnie do siebie i
      mieszkając u niej skończę LO, które znajdowało się naprzeciw jej bloku – w
      międzyczasie Babcia przeprowadziła się do miasta, w którym się urodziłam.

      Gdy miałam 12 lat umarła Babcia.
      Świat mi się zawalił...

      koniec cz. 3
      Cdn.
      • horton2 Re: istnieją wyrodni rodzice.... 07.09.04, 12:30
        ku.ro czytam ten twoj zyciorys zal mi ciebie bardzo,cala niedziele nie
        schodzilas mi z mojej mysli nie jedna lza mi spadla jak pomyslalm o Tobie .Na
        forum ludzie pisza rozne historie czasami prawda czasami bujda,odpowiedzi sa
        tez rozne nie bardzo wierze w te wszystkie opisy zycia ale w twoim przypadku
        uwierzylam.Zal mi ciebie bardzo chcialabym aby zycie ci wynagrodzilo w dobrym
        teraz za to co przeszlasmasz moja sympatie dla siebie .Ale co sasiedzi,gdzie te
        wscibskie kumochy byly?co wszystko wiedza i widza,jak ktos
        mogl "przechodzic"obok takiego zla?,czy nie mialas ciotek,wujkow,a druga babcia
        gdzie byla?dziecko moje kochane ile ty musialas wycierpic?/jezeli napisala
        faktycznie prawde,jezeli KTOS tylko sobie wymysli taka historie to straszne bo
        rozni ludzie ja czytaja z roznym podejsciem do losu ludzkiego/.Nic nie powiem
        bo braknie mi na to odpowiedzi zycze ci wszystkiego najlepszego aby ten koszmar
        odszedl od ciebie w daleka przeszlosc.Pozdrawiam
        • Gość: elka moj optymizm:) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.09.04, 14:30
          byc moze jestem zbyt optymistyczna,maiał superrodziców,z którymi zwałszzcza
          zmama nie mogłąm sie dogadać..no nie wiem mozna rozpamietywac ,jak kto ktos
          napisąła wyżej nie podoba ci sie nie utrzymuj kontaktów..i juz.Poza tym nie
          demonizujmy tak dzieciństwa..sa ludzie ,którzy mieli fatalne dzioeciństwi i
          udało im sie fajnie zyc...sa z fajych rodzin ,któryz mają pterenesje do całego
          świata.trzeba jakos dojrzalej.Bo inczaej to taki troche Jerry Springer nam
          wychodzi:):):):)
    • ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 08.09.04, 14:00
      Nie byłam złym dzieckiem. O tym jestem przekonana. Nikt nie rodzi się mordercą.
      Byłam niekochana. Czy niechciana? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że moi
      pseudorodzice nie mieli pojęcia o wychowywaniu dzieci, popełnili mnóstwo
      błędów. Od momentu narodzin faworyzowali moją młodszą „siostrę”. Jej wolno było
      wszystko, mnie – nic lub prawie nic.

      Uczyłam się bardzo dobrze. Co roku świadectwo z czerwonym paskiem aż do matury.
      W II klasie SP nie dostałam plakietki „wzorowy uczeń” i miałam po raz pierwszy
      obniżone sprawowanie za to m. in. że ugryzłam koleżankę. Ale, po pierwsze, jak
      można było nie ugryźć, gdy rzeczona kpi i „się przezywa”, po drugie zaś –
      dziecko odrzucone zrobi wszystko, aby zwrócić na siebie uwagę, czyjąkolwiek i w
      jakikolwiek sposób. Drugi raz obniżono mi sprawowanie w klasie VIII. Zupełnie
      bezpodstawnie, ale nie skupiajmy się nad tym, gdyz to nic nie wnosi do tej
      opowieści.

      Piekło I: bicie. Bicie bez opamiętania, na oślep, za wszystko i za nic. Bił
      szczególnie mocno ojciec. To była jego „działka”. Miał na mnie specjalny pas,
      którym pewnego razu pochwalił się publicznie na wywiadówce. Było to w VI
      klasie. Wychowawczyni wpadła na pomysł, aby na spotkanie przyszli rodzice z
      dziecmi. Przyszłam z ojcem. Wychowawczyni miała do mnie jedno „ale”, mianowicie
      od jakiegoś czasu podrabiałam podpis ojca w zeszycie do muzyki. Uwag było kilka
      i sprawa wyszła na jaw. Ojciec po usłyszeniu tego z uśmiechem na ustach
      oświadczył, ze po powrocie do domu dostanę zasłużone lanie. Było mi strasznie
      przykro. Czułam się upokorzona. Dotrzymał słowa. Latałam po ścianach.
      Pozamykał, pamiętam, drzwi do pokojów, matka i siostra oglądały film, a ojciec,
      niczym kapo, bił mnie pasem po całym ciele. Krzyczałam strasznie. Bolało
      przeokropnie. Przez ok. miesiąca miałam na całym ciele fioletowo-zielone pręgi.
      Wstydziłąm się przebierac na wf, robiłam to w toalecie...

      Piekło II: przemoc psychiczna. W tym celowała matka. Chłód emocjonalny,
      nieodzywanie się, wieczne, nieartykułowane, pretensje, nieokazywanie uczuć,
      niemówienie: córeczko, kocham cię, bezosobowe zwracanie się do mnie. Matka
      była, a jakby jej nie było.

      Piekło III: działka. Zasuw nieprawdopodobny. Gdy byłam mała, pracowaliśmy na
      niej wszyscy: ja, ojciec, matka, siostra nigdy, gdyż była „za mała”. To „za
      mała” było argumentem nie do odrzucenia nawet wówczas, gdy miała 14 lat. Ja
      wyrywałam chwasty już od 7 roku zycia... Wszystko na mojej głowie. Nie mogłam
      sobie niczego zaplanować. Ojciec przychodził z pracy i oznajmiał: „jedziemy na
      działkę”. To nic, że chciałam wreszcie spotkać się z koleżankami. Działka.
      Chwasty. Kilka razy w tygodniu po kilka godzin. Matka w tym czasie siedziała w
      domu i piła kawę, siostra owszem, jeździła ze mną i ojcem, ale: albo chodziła i
      podziwiała roślinność, albo zajadała owoce, albo siedziała na powietrzu i
      podziwiała piękno przyrody...

      Piekło IV: szkoła muzyczna. Może – nie sama w sobie, ale: źle dobrany
      instrument, którego „nie czułam”, przymus jej ukończenia (ja np. wolałam
      trenowac koszykówkę i chodzić na kurs niemieckiego...). Zero wolnego czasu.
      Nauka, gra na instrumencie, działka.

      Koniec cz. 4
      Cdn.























      • horton2 Re: Dlaczego ty tak cierpialas///. 08.09.04, 19:53
        och dziecko.Pozdrawiam /Babcia/
    • horton2 Re: Dlaczego zamilklas?.. 10.09.04, 13:39
      ku.ro napisała:

      > Chcialabym opowiedziec Wam swoja historie. Jest ona dluga i krotka. Nie jest
      &#
      > 8211;
      > z happy endem...Chociaz – jeden Pan Bog wie jaki może być jej koniec i k
      > iedy
      > on nastapi...
      >
      > Urodzilam się w niecały rok po ślubie moich „rodziców”. Byłam bardz
      > o kochana,
      > od początku do końca, bezwarunkowo...przez moją babcię, matkę
      > mojej...hmmm...*matki*, biologicznej „matki”. Z pierwszych 3, 4 lat
      > mojego
      > życia nie pamiętam ludzi, którzy mnie spłodzili. Pamiętam jedynie babcię,
      > wspólne rozmowy, zabawy, chodzenie po zakupy. Mieszkaliśmy we czwórkę w jej
      > domu. Dziadek umarł 5 lat przed moim urodzeniem. „Matka” była jedyn
      > aczką,
      > ukochaną córeczką tatusia. Wiele lat później dowiedziałam się, że jako mała
      > dziewczynka zostałam poparzona wrzątkiem (jak to się stało, ze nie mam
      > śladów?) na całej klatce piersiowej, były wakacje, ukochani „rodzice̶
      > 1;
      > zostawili mnie pod opieką Babci i pojechali... nad morze na całe dwa
      > tygodnie. Ich zainteresowanie moją osobą przejawiło się...wysłaniem
      > pocztówki, którą kiedyś znalazłam. Obok pozdrowień znad pięknego morza
      > widniało zdanie: „mamy nadzieję, że z Anią wszystko w porządku”. Z
      > tych
      > pierwszych, jakże cudownych i beztroskich lat pamiętam także mojego psa, z
      > którym pomieszkiwałam w budzie i który dzielił się ze mną swoim jedzeniem,
      > kury, a także koguta, który skakał mi na głowe gdy tylko mnie zobaczył. Psa
      > zabił samochód. Z koguta powstał rosół...
      >
      >
      > koniec cz. 1
      > cdn
      ku.ro nic nie slychac od ciebie jak dalej poticzylo sie twoje zycie?jesli na
      tym jest koniec daj znac na zakonczenie co robisz,gdzie mieszkasz,moze troche
      napiszesz o terazniejszosci?Pozdrawiam cie bardzo serdecznie xxxoooxxxx
    • ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 10.09.04, 19:23
      Każdy, kto choć trochę zna się na psychologii rozwojowej powie, że warunkiem
      sine qua non jest zapewnienie starszemu dziecku poczucia, że ma więcej praw z
      racji tego, że jest starsze. U nas sytuacja wyglądała zgoła inaczej. Więcej
      praw i zdecydowanie mniej obowiązków miała moja siostra.

      Piekło V: moja młodsza siostra. Nie wolno mi było nigdzie wyjść bez niej.
      Miałam 10, 12, 14, 16 lat i słyszałam niezmiennie: „Marta idzie z tobą!” Czas
      wolny miałam z racji wielu obowiązków właściwie tylko podczas wakacji kiedy nie
      chodziłam na działkę, czyli średnio 3-4 dni w tygodniu. Nie mogłam spotykać się
      z koleżankami, nie mogłam swobodnie z nimi porozmawiać, zwierzyć się ze swoich
      tajemnic, gdyz moja siostra zawsze szła za mną jak mój cień. To było tak
      dojmujące, że szłam z nią, nie odzywałam się i płakałam. A ona śmiała się z
      wyrazem triumfu na twarzy. Do 17 roku życia nie miałam magnetofonu. Nie byliśmy
      biedni... Na Boże Narodzenie dostałyśmy, razem, był on nasz wspólny, tzn. mój i
      mojej siostry, magnetofon, polski, jednokasetowy. Któregoś dnia moja wówczas 12-
      letnia siostra przyszła z rodzicami z...magnetofonem, dwukasetowym, zachodnim,
      o jakim ja tylko mogłam pomarzyć... Był on tylko i wyłącznie jej!
      Kieszonkowe... Zaczełam regularnie dostawać w okolicach 17 roku życia.
      Wcześniej nie było o tym mowy. Oczywiście razem ze mną zaczeła dostawac kasę
      moja siostra. O dziwo, dostawałyśmy takie same kwoty. Przyznacie chyba, że
      jednak potrzeby 17-letniej pannicy sa inne niż 11-letniego dziecka? Moja
      siostra nieustannie donosiła na mnie rodzicom. Donosiła o wszystkim. Miałam 19
      lat, wracałam ze szkoły np. o 15.30, tak, żeby zdązyć przed powrotem rodziców z
      pracy. Rodzice przychodzili o 16.00 i pierwsze, co słyszeli od mojej 13-letniej
      siostry to: „a ona wróciła dopiero co ze szkoły a lekcje skończyła o 13.00, nie
      wiem gdzie była...”. Mója siostra od najmłodszych lat była na mnie napuszczana.
      Słyszałam nieustannie: „masz o wszystkim MELDOWAĆ”, tzn. – masz wszystko pilnie
      obserwowac i natychmiast donosić, o wszystkim, o każdorazowym wyjściu,
      późniejszym powrocie ze szkoły itp., co zresztą sumiennie wykonywała. Do ok. 13
      roku życia musiałam chodzić spać o tej samej porze, co ona, ponieważ była za
      mała, aby oglądać filmy po „Dzienniku”. Potem ten zakaz został złagodzony.
      Mogłam udawać, że idę razem z nią spać, i gdy zasnęła, a trwało to średnio 30-
      40 min., mogłam wrócic na film. Tyle że po jakimś czasie ona się zorientowała w
      czym rzecz, np. w trakcie filmy wychodziła zaspana z pokoju i widziała mnie
      razem z rodzicami, w takim przypadku musiałam natychmiast wrócic z nią i iść
      spać. Zorientowała się i długo nie zasypiała, albo udawała, ze usnęła, i kiedy
      ja cichutko próbowałam wyjść z naszego pokoju, słyszałam jej krzyk: „dokąd
      idziesz?!?” i musiałam potulnie wrócić do łóżka... Byłam terroryzowana przez
      moją o 6 lat młodszą siostrę... Biłam ja strasznie za to wszystko, co mi
      robiła. Tyle że moja przemoc wobec niej była, jeśli mogę to tak nazwać,
      zasłużona, poza tym – było to odreagowanie na przemoc psycho-fizyczną ze strony
      moich rodziców. Miałam 18 lat. Przeprowadziliśmy się. Moja siostra zmieniła
      szkołę. W nowej miała j. angielski, którego nie miała w starej. Chodziła na
      korepetycje, musiała w ciągu roku przerobić 2 lata. Uczyła się w sypialni
      rodziców, ja zas w naszym pokoju. Któregoś dnia wchodze do niej i pytam, co
      robi. Ona, że nic. Ja, widzac, ze męczy się nad ćwiczeniami z angielskiego,
      zaczęłam jej mówić, co jak należy pisać, wytknęłam parę błędów. Ona na to,
      krzycząc na mnie, ze mam stąd wyjść. Wpada ojciec i pyta, co ja jej robię. Ja,
      ze chciałam pomóc ale jeśli nie to wychodze. I wyszłam do naszego pokoju uczyć
      się. Mija pół godziny. Przychodzi moja siostra z ćwiczeniami i rzucając mi je
      na biurko mówi, ze ona tego nie rozumie i ze mam jej to wytłumaczyć. Ja – że
      nie mam zamiaru, że chciałam to zrobić pół godziny temu, teraz nie mam czasu.
      Na to ona zaczyna się wydzierać. Wpada ojciec i wrzeszczy na mnie, co tu się
      znowu dzieje, że on nie ma chwili spokoju. Siostra tłumaczy mu, że przychodzi
      do mnie po pomoc a jaj jej odmawiam... Ojciec kończy konflikt rozkazem
      kierowanym do mnie: „masz jej wytłumaczyć!”... Zapomniałam nadmienić, że na
      każdy krzyk ze strony mojej siostry wchodził ojciec i nie pytając o nic bił
      mnie. Mogłabym tak jeszcze długo...

      Koniec cz. 5
      Cdn.


















      • witch-witch Re: istnieją wyrodni rodzice.... 10.09.04, 19:36
        Jak poradzilas sobie z tym terrorem w domu? Mam nadzieje,ze "0" kontaktow z
        siostra i z rodzicami.Ale rozumiem,ze ten bol i cierpienie musi w jakis sposob
        wyjsc z czlowieka.Slyszalam,ze terapie grupowe dobrze dzialaja. Moze warto
        sprobowac?Dac sobie szanse?
      • horton2 Re: istnieją wyrodni rodzice.... 11.09.04, 00:02
        ku.ro zycze ci spokojnego wypoczynku,ciszy i spedzenia czasu w gronie ludzi co
        zasluguja na to by byc z toba.ILove you moje dziecko,czekam
        dalej ,pisz.xxooxx./BABCIA/
    • ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 11.09.04, 20:12
      Miałam 2 wpadki, dosyć poważne, jednak, śmiem twierdzić, nie na tyle poważne,
      aby odcinac się od swojego dziecka... Znam o wiele gorsze przypadki...

      I wpadka: nastąpiła, gdy miałam 15 lat. Z własnej winy miałam roczną przerwę w
      nauce. Nie chcę się zagłebiać w szczegóły. Ogólnie – po wyrzuceniu mnie z LO
      załatwiłam sobie sama przeniesienie do innego LO, do którego jednak... nie
      poszłam. To udawanie, ze chodzę do szkoły trwało 2 tygodnie. Te 2 tygodnie to
      był jeden jedyny raz, kiedy moja siostra mnie kryła, nie wydała... Tyle tylko,
      ze oznajmiłam jej, ze jeśli mnie wyda to popełnię samobójstwo. Nie mówiłam tego
      poważnie, niemniej ona uwierzyła. Tak, przyznaję, popełniłam wielki błąd, czy
      jednak niewybaczalny? Wyobraźmy sobie że po prostu nie zdałam lub za pierwszym
      razem nie dostałam się do liceum... Miałam wtedy poważny kryzys psychiczny.
      Nikt mnie nie rozumiał. Chodziłam nawet na pseudoterapię do pewnej pani
      psycholog, ale to na nic się zdało, gdyż głównym moim problemem była chora
      sytuacja w rodzinie, teraz już jawne odrzucenie i brak akceptacji. Pani
      psycholog próbowała coś z tym robić, ale jakie skutki może odnieść terapia,
      jeśli matka nie przyszła na ani jedno spotkanie zas ojciec przyszedł raz i
      więcej nie poszedł? W domu nawrzeszczał na mnie że przynosze mu wstyd i że musi
      o intymnych sprawach opowiadać obcej osobie. Tak, powiedziałam prawie o
      wszystkim pani psycholog. Jej reakcją było podanie mi prywatnego adresu i
      numeru telefonu z rozkazem, abym natychmiast do niej przyszła, nawet w środku
      nocy, jeśli ojciec jeszcze raz mnie uderzy... Psuedoterapia miała dwa
      zakończenia: 1 – z ust pani psycholog, na wieść o tym, ze czuję olbrzymi lęk
      przed wszystkim, przed wyjściem na ulicę, przed pójściem do nowej szkoły, abym
      udała się do psychiatry, bo ona tu nic nie pomoże... 2 zaś – wniosek moich
      rodziców do sądu rodzinnego. Terapia skończyła się w kwietniu, zostały 2 mies.
      do zakończenia roku szkolnego. Wróciłam z ostatniego spotkania z panią
      psycholog i oznajmiłam, ze to koniec. „Kiedy wracasz do szkoły?” „Teraz nie
      wracam” Po tej rozmowie, za parę dni, matka oznajmia mi, że pojutrze o 16.00
      mam się stawić w sądzie. Moje zdumienie nie miało granic. Byłam przerażona. Nie
      wiedziałam, co mnie czeka. Byłam prawie pewna, ze chcę się mnie pozbyć. W
      sądzie czekała na mnie matka. Nie odzywała się. Weszłam wezwana. Pani sędzia
      oznajmiła mi, ze umieści mnie w OHP. Ja zdumiona, dlaczego? Dlatego, ze nie
      poddaję się obowiazkowi szkolnemu. Ja w odpowiedzi, że owszem, aktualnie nie,
      ale od września mam zamiar zacząć wszystko od nowa. Pani sędzia: „dobrze, zatem
      proszę poprosić matkę”. Matka weszła, zaraz wyszła i nic do mnie nie mówiąc
      wyszła z sądu. Ja czekałam na korytarzu jeszcze jakiś czas, nie wiedząc, co
      robić, po czym wróciłam do domu. Nie wiedziałam, na czym stoję. W domu nikt się
      do mnie nie odzywał. Byłam traktowana jak śmieć. Nie jadłam z nimi posiłków.
      Czułam się jak kopciuszek, jadłam to, co zostało po nich. Te pół roku to był
      największy koszmar mojego życia. Od tego incydentu wszystko uległo pogorszeniu.
      Nigdy nie zostało mi to wybaczone, to, że będąc ich dumą i wzorem dla innych,
      zostałam hańbą domową, w ich mniemaniu, rzecz jasna. Nikt ze mną nie rozmawiał,
      nikt nie pytał, dlaczego, co się ze mną dzieje w środku, co mnie gnębi. Zawsze
      słyszałam: jakie ty możesz mieć problemy?!? Jak będziesz dorosla to będziesz
      miała problemy! Och, prości ludzie...
      Po wyrzuceniu mnie ze szkoły i niepodjęciu przeze mnie obowiązku szkolnego, po
      kilku miesiacach istnego piekła w domu, po nieskutecznej pseudoterapii, po raz
      pierwszy poważnie myslałam o samobójstwie, po raz pierwszy, ale nie ostatni...
      Nie miałam odwagi...Byłam śmieciem. Od tamtej pory nieustannie, niczym mantrę,
      powtarzał mi ojciec: „nie chciałaś być kimś będziesz nikim! Wszystko!” Tak,
      jakbym nie mogła zacząć wszystkiego od nowa, jakbym wszystko nieodwracalnie
      popsuła... Od tamtej pory przestali nawet udawać, że mnie akceptują... Zaczął
      się mój koszmar, najgorszy z możliwych, tortury psychiczne, dręczenie, jawne
      odrzucenie, poczucie osamotnienia...

      Koniec cz. 6
      Cdn.









      • witch-witch Re: istnieją wyrodni rodzice.... 11.09.04, 20:23
        Czytam twoje opowiadanie i plakac mi sie chce....
        • ku.ro witch-witch... 11.09.04, 20:32
          Ja płaczę całe życie...
          To jeszcze nie wszystko...
          Zobaczysz, jaki bedzie ciąg dalszy...

          kuro, czyli czarny, po japońsku
          moje życie jest czarne...
          • witch-witch Re: Do ku.ro 11.09.04, 20:49
            Gdybym mogla Ci w czyms pmoc? Daj znac.
            • Gość: czarnycharakter Mam pomysl, WISIU ! IP: *.arcor-ip.net 11.09.04, 22:37
              Pozycz jej Twoj najwiekszy wibratorek (wiesz, ten z dwoma...)
              czch
              • Gość: vlad Re: Mam pomysl, geju ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.04, 23:02
                Lepiej ty jej pozycz swoj.
                Wiesz, ten ktory lubisz najbardziej.
          • Gość: Js 2 IP: 80.72.38.* 12.09.04, 12:36
            Moment, moment.
            Ale jak jest teraz?

            To chyba powinno być dla Ciebie ważniejsze: jak jest teraz, i jak będzie w
            przyszłości.

            Teraz może nie jest tak źle, a w przyszłości może być tak, jak sobie tylko
            zamarzysz, czy tak?
            • ku.ro Re: 2 12.09.04, 14:33
              Jak jest teraz... cóż, napisze o tym później.
              Wiem, że to co było, nie jest tak istotne jak to, co bedzie.
              pisze o tym na forum psychologia w ramach swoistej autoterapii.
              Jest mi lżej, że moge po raz pierwszy wszystko z siebie wyrzucić, napisac całą
              prawdę.

              kuro

              ps. zapewniam, ze nie jest to fikcja literacka... niestety...
    • tlenek-gipsu Re: istnieją wyrodni rodzice.... 11.09.04, 23:06
      Owszem, istnieją wyrodni rodzice.
      Jednak to co tu piszesz to raczej blog lub telenowela w guście brazylijskim.
      Masz ambicje literackie?
      Niestety nie wygląda to wiarygodnie, wygląda na kolejną potrzebę zwrócenia na siebie uwagi.
      Największe brewerie można pojąć u dziecka, nawet dość dużego, jeśli są powody. Ty jednak
      jesteś dorosła, oblatana w słownictwie psychologicznym i - coś mi tak to wygląda - w
      manipulacji.
      Napisałaś np:
      > Biłam ja strasznie za to wszystko, co mi
      > robiła. Tyle że moja przemoc wobec niej była, jeśli mogę to tak nazwać,
      > zasłużona, poza tym ? było to odreagowanie na przemoc psycho-fizyczną ze strony
      > moich rodziców. Miałam 18 lat.

      Jak moglaś w tym wieku "bić [dwunastoletnie] dziecko strasznie za wszystko"? Nawet poczucie
      krzywdy nie daje takiego prawa.

      Współczuję Ci, ale doprawdy nie wiem czy za tę opowieść, czy za konfabulację.
      Jeśli zaś piszesz prawdę, to cóż - przepraszam za brak przekonania do Twojej prawdy.
      • melanie Re: istnieją wyrodni rodzice.... 11.09.04, 23:29
        Wiecej jest niespojnosci. Tez sie sklaniam ku ambiciom literackim. Blog bylby
        calkiem ciekawy.
      • ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 12.09.04, 14:38
        Szanowny tlenku nie czytasz ze zrozumieniem. Pisałam, że ja jako 12-letnie
        dziecko biłam moją siostrę, rozumiesz? Ona miała wtedy 6 lat. Zresztą później
        też ją biłam. Dlaczego? Pisałam o tym. W ramach rewanżu - ja byłam bita przez
        nią przez ojca, ergo: ona była bita przeze mnie za to, ze ja byłam bita przez
        nię przez ojca i koło się zamyka. Zaklęty krąg przemocy. Nie wiesz, że przemoc
        rodzi przemoc?
        Nie musisz mi wierzyć. Nie mam ambicji literackich. Gdybym miała takowe,
        bardziej przykładałabym sie do stylu, stosowałabym bardziej wyszukane
        słownictwo, przydąłby się, dla urozmaicenia przekazu, podział na role,
        korzystnie wypadłyby częsci dialogowe... Litości...

        Pozdrawiam, kuro
    • ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 12.09.04, 14:29
      II wpada: właśnie rozpoczęłam naukę w III klasie LO. Był I piątek miesiąca.
      Poszłam do kościoła na spowiedź. Wyszłam z domu o 17.00. Wróciłam...o 1 w nocy.
      Wiem, to bardzo głupie. Nieodpowiedzialne, niedojrzałe. Wiem, i bardzo
      żałowałam tego, co zrobiłam. Nie mogłam zadzwonić, bo nie mieliśmy telefonu.
      Nie napiszę, gdzie byłam, bo nie jest to istotne. Ważne jest to, dlaczego byłam
      tam, gdzie byłam. I dlaczego tak długo. Wtedy tego nie wiedziałam, teraz wiem:
      zostałam tak „wychowana”, tak zastraszona, że miałam w sobie wkodowaną
      niemożność powiedzenia „nie”. W domu, w którym się wychowałam, nie wolno mi
      było pokazywac negatywnych emocji, nie wolno było mówić „nie”, należało być
      grzeczną, niekrzyczącą, nieobrażająca się dziewczynką-kopciuszkiem, która na
      wszystko mówi „ależ oczywiście, ze tak” wesoło podskakując na przemian to na
      lewej, to na prawej nóżce... Nie wolno było mieć swojego zdania na żaden temat.
      Nie wolno było myśleć. Do okazywania złości, frustracji, zmęczenia mieli prawo
      tylko „rodzice” i „siostra” bezustannie wydzierająca się na mnie.
      Tak więc wyjście na spowiedź skończyło się, z racji wychowania, bezwolnym
      pozostaniem u kogoś do 1 w nocy. Nic złego nie robiłam. Miałam 18 lat,
      powiecie, jak to możliwe, że byłam taka „poddańcza”, przecież nie byłam już
      dzieckiem. Zgoda. Tylko dochodzi do tego jeszcze jeden aspekt. Nie
      zapominajcie, ze czułam się niekochana. Szukałam miłości i akceptacji na oślep.
      Byłam gotowa zrobić prawie wszystko. Poza tym – nie wolno mi było mieć
      chłopaka, kolegi, przyjaciela. To też jest osobna historia, na nowy wpis...
      Na szczęście dzień wcześniej przyjechał do nasz stryj matki z żoną. Gdyby nie
      oni, to...latałabym znowu po ścianach. Przyszłam do domu. Matka wściekła. Ojca
      nie było, miał nocną zmianę. Matka powiedziała, ze rano porozmawiamy. Tylko
      dlatego mnie nie skatowała i nie krzyczała, bo byli goście, a ona fantastycznie
      potrafiła udawać przy innych ludziach kogoś, kim nigdy nie była. Na drugi
      dzień, w sobotę, wstałam rano, poszłam do matki do sypialni z zamiarem
      szczerego wyznania jej, gdzie byłam. Nie zdązyłam nic powiedzieć gdyż na dzień
      dobry dostałam w twarz. Zaczełam płakać. Ona biła mnie i krzyczała: „gdzie
      byłaś?!?” Powiedziałam jej prawdę. Dostałam jeszcze więcej. Poleciały w moją
      stronę wyzwiska. To był ostatni raz, kiedy powiedziałam im prawdę. Od tego
      incydentu obiecałam sobie, że będę robiła to, na co mam ochotę, ale tak, aby
      oni o niczym nie wiedzieli...

      I tak się stało.

      Koniec cz. 7
      Cdn.


      • Gość: samaka Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.bos.east.verizon.net 12.09.04, 16:08
        no...nie chce Cie rozczarowac, ale wiem, co bylo dalej
        dosc wczesnie wyszlas za maz, glownie po to, zeby wyrwac sie z domu
        maz....okazal sie podobny do rodzicow, tyle...ze jeszcze gorszy
        zyc Ci sie nie chcialo, ale proby samobojcze byly nieudane
        poniewasz tak naprawde zyc bardzo chcesz, zaczelas czytac, uczyc sie, probujac
        pomoc sobie sama
        teraz rozprawiasz sie z dziecinstwem (z czasem nabiezesz dystansu)
        i jesli bedziesaz pracowac nad soba, jesli bedziesz miec sile odizolowac sie
        psychicznie od ludzi, przez ktorych czujesz sie krzywdzona...
        bedzie dobrze
        nie chce Cie rozczarowac, ale Twoje dziecinstwo bylo...przecietne (nie chce
        uzywac slowa normalne - bo...takie nie bylo)
        i wiesz, nikt nie jest w stanie nam pomoc
        pomoc mozemy tylko sami sobie
        i...to sie czasem udaje, naprawde
        pozdrawiam i powodzenia
        :-))
        • witch-witch Re: istnieją wyrodni rodzice.... 12.09.04, 16:30
          Gość portalu: samaka napisał(a):


          > nie chce Cie rozczarowac, ale Twoje dziecinstwo bylo...przecietne (nie chce
          > uzywac slowa normalne - bo...takie nie bylo)
          > i wiesz, nikt nie jest w stanie nam pomoc
          > pomoc mozemy tylko sami sobie
          > i...to sie czasem udaje, naprawde
          > pozdrawiam i powodzenia
          > :-))
          ********************************
          Ale dla niej nie bylo "przecietne." Ku.ro ma gleboki uraz, a zarazem pamiec o
          tamtych wydarzeniach pozwala jej przepracowac i wyleczyc sie z traumatycznych
          przezyc. Przepracowanie takiego dziecinstwa kosztuje wiele lat pracy ale po tym
          czlowiek staje sie bardzo silny.I tego jej zycze.
          Ludziom wrazliwym i inteligentnym wiele nie potrzeba aby ich zranic i pogrzebac
          w beznadzieii.Na szczescie jest teraz prawo, ktore zabrania czlonkom rodziny
          znecania sie psychicznego i fizycznego, pod kara do kilku lat wiezienia.
          Zastanawiam sie czy nawet teraz po latach nie moglaby z takiego prawa
          skorzystac.
          Wiem,ze to trudne, ale byloby jedyna droga, aby tacy rodzice zrozumieli ile
          swoim prymitywnym zachowaniem i mysleniem wyrzadzili krzywdy swojemu rodzonemu
          dziecku.
          • Gość: witch-witchi/ ku- Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.proxy.aol.com 12.09.04, 16:43
            witch-witch masz zupelna racje.Pozdrawiam ciebie a ty dziweczyno pisz,pisz
            wszystko jezeli ma ci to przyniesc troche ulgi .Ja setem z toba masz moja
            sympatie.Babcia
    • amirella Re: istnieją wyrodni rodzice.... 13.09.04, 18:02
      Czytam tak ciebie i doskonale rozumiem. Moje dziecinstwo tez bylo zepsute,
      zniszczone przez moja matke.Dzis nie utrzymujemy zadnego kontaktu.
      Jej paskudna agresja,zniewazania, nieludzki egoism- zaciazyly nad moim calym
      zyciem.
      Tez szukalam milosci tam, gdzie nie moglam jej znalezc.Siebie nie kochalam.

      To potworne uczucie- czuc sie nie kochanym przez sobie najblizsza osobe- matke.
      Czesto rozmyslalam nad tym, dlaczego taka ona jest jaka jest. Jej tez nie
      nauczono kochac to wyszlo z jej domu. W jej domu rodzinnym nie bylo milosci.
      Ojciec prawie alkoholik,klotnie o pieniadze, kompletna beznadzieja i taka
      beznadzieja "karmila" mnie.Efektem "milosci" mojej matki byla bardzo gleboko
      depresja i leczenie w szpitalu. Najgorsze bylo to, ze jak w tym szpitalu
      znalazlam sie, to matka cynicznie mnie obrazala i gardzila mna!
      Nie mam matki! Nigdy jej nie mialam- teraz to wiem, a kogo mialam wzamian?
      Zwykla kobiete, ktora pomogla mi przyjsc na ten swiat i nikogo wiecej.To nie
      sztuka urodzic dziecko i wydac na swiat.Sztuka jest wychowac dac milosc i
      cieplo nadzieje i wiare w ludzi i przyszlosc. Musialam sama dla siebie stac sie
      matka.
      Ale droga do dobrego samopoczucia zabrala mi wiele lat.
      Zycze ci rowniez abys znalazla swoja droge i byla matka sama dla siebie.
      Pozdrowienia.
      ****
    • ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 14.09.04, 18:28
      Powrót do przeszłości.

      Musiałam skończyć Szkołę Muzyczną. Musiałam i koniec. Tak bardzo chciałam
      trenować koszykówkę... Tak bardzo chciałam chodzić na kurs języka, mniejsza o
      to, jakiego...
      Moja siostra nic nie musiała. Chodziła na kurs tańca. Pół roku. Odwidziało się
      jej. OK.
      Zaczęła trenować w wieku 13 lat koszykówkę. W wieku 14 już jej się nie chciało.
      OK.
      W wieku lat 19 zdawała do Szkoły Teatralnej w Krakowie. Nie dostała się. Co na
      to rodzice? Opłacili jej jakąś prywatną roczną szkołę aktorską. Wydawali na nią
      kilka tysięcy miesięcznie, utrzymywali w Krakowie, bo takie miała widzimisię.
      Po roku znowu próbowała zdawać do WST i znowu jej się nie udało. Skończyła na
      zaocznej administracji w swoim rodzinnym mieście...

      Nie wolno mi było utrzymywać żadnych kontaktów z płcią przeciwną. Poza
      godzinami spędzanymi w szkole, rzecz jasna. Trudne do uwierzenia, prawda? Było
      surowo zakazane sprowadzanie kolegów do domu, rozmawianie z nimi, nie wolno mi
      było się zakochać... Owszem, jak każda młoda dziewczyna podkochiwałam się to w
      tym, to w innym, ale to wszystko było platoniczne i w tajemnicy, gdy tylko
      jakiś panicz okazywał mi swoje zainteresowanie, ja zwiewałam aż się kurzyło, bo
      wiedziałam, że mi nie wolno. Dlatego uchodziłam za tajemniczą i niedostępną, co
      jeszcze bardziej wzmagało zainteresowanie moją osobą... Zbliżała się
      studniówka. Miałam 19 lat. Nie miałam z kim na nią pójść. Koleżanka załatwiła
      mi spotkanie z kolegą swojego chłopaka. Od tego spotkania uzależniał to, czy ze
      mną pójdzie. Sądził, ze zobaczy pannicę piękną inaczej, bo przecież ładne
      dziewczyny nie szukają partnera... Napiszę nieskromnie że zamarł z wrażenia,
      gdy mnie zobaczył. Ale, do rzeczy. Tak więc poszłam z nim na tę studniówkę.
      Potem, w rewanżu, on zaprosił mnie na swoją. Już na ten fakt patrzyli rodzice
      moi krzywo. Chłopak, cóż, zadurzył się we mnie. Zadurzenie owo zaczynało mieć
      symptomy patologiczne, np. potrafił nie chodzić do szkoły – klasa maturalna! –
      aby móc przesiadywać na korytarzu mojego LO i na przerwach mnie zobaczyć,
      chodził za mną, wydzwaniał, przychodził do domu... Nigdy niczego mu nie
      obiecywałam. Zachowanie jego zaczynało być uciążliwe, ale raczej bawiło mnie,
      niż przeszkadzało, podnosiło moją samoocenę. Aż do pewnego dnia. Ojciec, po
      kolejnej jego wizycie – nawet nie wpuszczałam go do domu, rozmawialiśmy na
      zewnątrz – oznajmił:
      - Masz dwa wyjścia: albo sama mu powiesz, żeby tu więcej nie przychodził,
      albo ja mu to powiem, ale jak ja mu to powiem, to będzie źle!
      Rzecz jasna, jako że nie zależało mi na tym chłopaku, zerwałam wszelkie
      kontakty. Długo dochodził do siebie...

      Rozumiecie ten paradoks? Młoda, atrakcyjna dziewczyna, ucząca się bardzo
      dobrze, nie ma możliwości próbować nawiązać właściwych relacji z płcią
      przeciwną, na których, metodą prób i błędów, będzie budowała swoje przyszłe
      szczęście rodzinne, bo... no właśnie – bo...? Lęk przed niechcianą ciążą?
      Nadmienię, że nieuzasadniony, byłam rozważna, choć... ale o tym później.

      Moja siostra już w wieku 13 lat miała chłopaka. Kiedyś nakryłam ich razem w
      domu. Byli oboje speszeni. Nie doniosłam na nią. Dlaczego? Właśnie tego do
      dzisiaj nie mogę zrozumieć. Dlaczego na nią nie donosiłam...? Za tego chłopaka
      miałaby szlaban i nie tylko. Gdy miała 9,10 lat zwierzyła mi się, że kradnie
      regularnie matce pieniądze z portfela. Uzbierała niemałą sumkę. Wiecie, co
      robiła? Zapraszała koleżanki na lody i obiady do restauracji. Jeździły rzecz
      jasna taksówkami. Tak oto przepuściła miesięczną pensję matki... Potem ta
      ostatnia się zorientowała i ukróciła proceder. Zresztą, jestem o tym
      przekonana, że o wszystko podejrzewała mnie...

      Nie wolno mi było nigdzie wychodzić. Po szkole do domu i nauka w pokoju...

      Po wspomnianym wcześniej incydencie, nazwanym II wpadką, obiecałam sobie, że
      nigdy już nie będę na tyle głupia, aby robić to, co mi każą .Będę, na złość im,
      robiła to, co ja uważam za stosowne, ale tak, aby ani rodzice, ani moja siostra
      o niczym nie wiedzieli, niczego nawet się nie domyślali. Miałam być w ich
      oczach niczym nieskalaną, wzorową córką, niewykazującą żadnego zainteresowania
      płcią przeciwną...

      Koniec cz. 8
      Cdn.
      • Gość: silke Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.arcor-ip.net 14.09.04, 19:22
        Przyznaje, ze istnieja. A pytanie - co robia w tej dziedzinie kompetentne osoby
        i urzedy w tym kraju? Slady sincow, zachowanie dziecka, ucznia przeciez nie
        jest do przeoczenia. Pytanie retoryczne - zawsze lub prawie zawsze stoja
        obojetnie po niewlasciwej stronie. Mozesz zdradzic ku.ro kiedy przeszlas przez
        to rodzinne pieklo? Pozdrowienia
      • Gość: Js Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: 80.72.38.* 14.09.04, 22:58
        Ale dlaczego, dlaczego jest taka różnica?
        Miałaś silne hamulce... Twoja siostra też wielu rzeczy nie mogła, ale patrzyła
        na Ciebie i się uczyła krętactwa. ?hm?

        Co o tym myślisz?
        • ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 15.09.04, 11:00
          Nie wiem dlaczego.
          Przyznam, ze nie rozumiem tego, co napisałaś ponizej: "miałaś silne
          hamulce...twoja siostra też wilu rzeczy nie mogła itd."
          Co masz na myśli?
          Czego rzekomo moja siostra nie mogła? I dlaczego uczyła się krętactwa ode mnie?
          Chyba mylisz konsekwencje załamania ze świadomym robieniu na złość rodzicom.

          • Gość: Js Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: 80.72.38.* 17.09.04, 20:42
            Możliwe.
            Już tłumaczę:
            Rodzice byli dla Ciebie surowi. Zatem robiłaś wszystko, żeby być w porządku,
            twoja siostra widziala, ze to nie jest sposób, i zgrywałą grzeczną dziewczynkę,
            a w rzeczywistości wywalczała swoje, na podstawie twoich doświadczeń.

            O taką hipotezę mi chodziło.
      • empeka Choroba, ale czyja? 15.09.04, 11:44
        Niestety nie wygląda wiarygodnie, jak już tu zauważono, to co piszesz. Coś przeżylaś
        traumatycznego, zapewne, jakieś patologie też się wyczuwa (twoje, nie postaci ze studniówki i
        innych), tyle że relacja w większości jest nieprawdziwa.
        Ludzie odczuwają więcej i głębiej, poczytaj wpisy na tym forum, nawet najskromniejsze są
        bogatsze emocjonalnie.
        Pachnie mitomanią.
        Taki np. fragment (ale i inne, liczne):
        <<Koleżanka załatwiła
        mi spotkanie z kolegą swojego chłopaka. Od tego spotkania uzależniał to, czy ze
        mną pójdzie. Sądził, ze zobaczy pannicę piękną inaczej, bo przecież ładne
        dziewczyny nie szukają partnera... Napiszę nieskromnie że zamarł z wrażenia,
        gdy mnie zobaczył. Ale, do rzeczy. Tak więc poszłam z nim na tę studniówkę.
        Potem, w rewanżu, on zaprosił mnie na swoją. Już na ten fakt patrzyli rodzice
        moi krzywo. Chłopak, cóż, zadurzył się we mnie. Zadurzenie owo zaczynało mieć
        symptomy patologiczne, >>

        Harlekin, jak żywy.
        Test grafomański w 100%. Też swoisty talent...
        Ktoś chce wydać?
        • ku.ro Re: Choroba, ale czyja? 15.09.04, 22:16
          Empeka, sugerujesz, że to ja byłam chora? To ja trafiłam do wzorcowej, pod
          każdym względem, rodziny i to przeze mnie rodzina ta stała się dysfunkcyjna?
          Przyznam, że nie rozumiem tego zarzutu.
          Nie musisz dawać wiary temu, co piszę. Nie piszę po to, aby wzbudzać sensację,
          wzniecać dyskusje, czy to, co piszę, miało faktycznie miejsce, czy też nie.
          Pisze to ku własnemu pokrzepieniu serca.
          Zgodzę się z Tobą w jednym punkcie – jest we mnie coś patologicznego. Ale czy,
          Twoim zdaniem, jest to moja wina? Urodziłam się jako tabula rasa, carte
          blanche, a to, kim się stawałam do momentu stania się tym, kim jestem
          teraz, „zawdzięczam” moim rodzicom i siostrze.
          Skąd możesz wiedzieć, czy odczuwam mniej od statystycznego bywalca FP? Może źle
          odczytujesz słowa pisane, zarówno to, co jest między nimi, jak i to, czego nie
          ma.
          Nie wierzysz w postać ze studniówki. OK. Masz do tego prawo. To, co opisałam, a
          co dotyczyło tej konkretnej postaci, to kropla w morzu.
          Zrozum, że nie jest moim celem opisywanie dokładnie i ze szczegółami wszystkich
          wydarzeń. To nie jest pamiętnik. Zarysowuję jedynie to, co wydaje mi się
          niezbędne do tego, aby móc dalej opisywać te historię, moją historię. Pomijam
          wiele faktów nie wnoszących niczego istotnego, nie mających wpływu na kolejne
          wydarzenia. Natomiast odnośnie do faktu, iż tak a nie inaczej działałam na tę,
          i nie tylko, dodam, postać, cóż. Nie twierdzę, że jestem młoda, piękna i
          inteligenta. To w jego przekonaniu byłam atrakcyjna. Siebie za taką absolutnie
          nie uważam.
    • ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 15.09.04, 10:54
      Pytacie, gdzie była w tym wszystkim moja dalsza rodzina, dlaczego nie reagowali
      sąsiedzi, instytucje? Właściwie nie utrzymywaliśmy kontaktów z rodziną. Matka
      nigdy nie odwiedzała swojej teściowej, dopóki żyła – zmarła gdy miałam 16 lat.
      Sąsiedzi? Nikogo to nie interesowało, poza tym uchodziliśmy za tzw. normalną
      rodzinę, rodzice potrafili świetnie udawać przy obcych ludziach zatroskanych,
      uśmiechnietych, kochających mnie mamę i tatę... Instytucje? To nie te czasy...

      Po każdym – a było, tych poważnych, dwa – moim wyskoku stosowano wobec mnie
      rozmaite kary. Kary – tortury. Kary, od których żyć się odechciewało. Powiecie –
      nie było przecież tak źle, nie przesadzaj, inni mają lub mieli dużo gorzej,
      nie musiałaś spać na mrozie, bo ojciec alkoholik wyrzucił cię z domu a matce
      groził, ze ją zabije. Zgoda. Tylko weźcie pod uwagę, że każdy człowiek ma inną
      konstrukcję psycho-fizyczną, inną wrażliwość...
      Po pierwszym – przez ok. półtora roku przeżywałam istny koszmar na ziemi, który
      potem trochę złagodniał, ale nigdy na tyle, aby było normalnie. Za karę nie
      pojechałam na ślub mojej matki chrzestnej, którą bardzo kochałam i która była
      mi, po mojej babci, najbliższą osobą na świecie. Nie odzywano się do mnie,
      moimi wakacjami była praca na działce. Od września poszłam do szkoły. Nie
      interesowało ich nic, ani to, ze nie mam torby (koleżanka pożyczyła mi swoją,
      starą i zniszczoną...), ani to, że nie mam butów na jesień i zimę... Nie
      dostawałam żadnych pieniędzy, nie kupowali mi niczego przez całą I klasę LO...
      Po drugim wyskoku – było to na poczatku III klasy, koszmar trwał pół roku.
      Oprócz wypominania mi wydarzeń sprzed 2,5 roku doszły pretensje za późny powrót
      do domu... Nie wolno mi było nigdzie wychodzić, dosłownie nigdzie. Za karę nie
      pojechałam na wycieczke klasową. Wyzwiska, upokarzanie to stały repertuar...
      Brak kieszonkowego, jak zwykle, do tego dochodzi ostentacyjne zaspokajanie
      wszystkich potrzeb materialnych mojej siostry. Pewnego dnia podchodzę do matki
      i proszę ją o pieniądze na tampony.
      - Nie.
      - Ale, mamo, nie mam już, a...
      - Nie i koniec!
      Żadnych zakupów. Chodziłam w starych, niemodnych ubraniach. Dużo biedniejsze
      kolezanki miały to, co chciały... Moja matka potrafiła za to kupować sobie 15
      srebrny łańcuch, 10 torbę skórzaną lub 20 pare butów.

      Moi rodzice byli ludźmi, którzy niczego nie puszczali w niepamięć. Nie
      potrafili wybaczać w imię miłości...

      Wrócę na moment do mojego wczesnego dzieciństwa.
      Pamiętam dzień mojej I Komunii św. Po powrocie z kościoła zasiedliśmy do
      obiadu. Ok. 15 gości, dalsza rodzina. W pewnym momencie ojciec o coś strasznie
      się na mnie zdenerwował. Zaczął potwornie krzyczeć i uderzył mnie przy
      wszystkich „w łeb”, jak mówił. Jedna z cioć zareagowała, jedna, gdyż cała
      reszta się go bała. Powiedziała mu, że jest sadystą... Tylko tyle...

      Pamiętam, jakim koszmarem były dla mnie wakacje. Wolałabym nie jeździc co roku
      nad morze, zostać sama w domu, aby tylko nie przeżywac tego, co przeżywałam.
      Coroczne wczasy z zakładu pracy. Krzyki i bicie po głowie z otwartej ręki
      wszędzie: na ulicy, na plaży, w jadalni. Wstydziłam się strasznie. Czułam się
      upokorzona. Bicie za wszystko: za to, że wylałam z talerza niechcący zupę, za
      to, że moja siostra krzyknęła, bez powodu... wszyscy na nas patrzyli. Chciałam
      się zapaść pod ziemię. Obserwowała, inne rodziny: wszyscy usmiechnięci, rodzice
      przytulający swoje dzieci...
      Coroczne wyjazdy na kolonie. To też było dla mnie straszne. Byłam tak
      wylękniona, tak bałam się jakiejkolwiek zmiany, że nie chciałam nigdzie
      jeździć. Musiałam. Miałam najgorsze ubrania, najgorszą torbę podróżną, mającą
      ze 20 lat, nikt takiej nie miał, wszyscy się ze mnie śmiali...


      Koniec cz. 9
      Cdn.

      • maxine30 Re: istnieją wyrodni rodzice.... 15.09.04, 11:44
        Wiesz, działka, chwasty, zdolna nadwrażliwa dziewczynka - wszystko to
        przypomina mi troche mnie... Tylko że u mnie był braciszek, który nic nie
        musiał robić... Nienawidziłam tych cholernych chwastów. Przeciez tyle ciekawych
        rzeczy można było robić. Ksiażki na mnie czekały, które musiałam przerwać w
        środku..

        Wiesz, dorosłość leczy ze strachów dzieciństwa. Mnie wyleczyła. zapomniałam o
        wielu rzeczach i nie chcę pamiętać. Cudownym lekarstwem jest kochajacy
        meżczyzna, z którym będziesz mogła zaplanować swoje życie w sposób taki jak to
        Ty chcesz.. Rodzice w pewnym momencie zawsze schodza na dalszy plan. Mój
        mężczyzna tez miał takie dzieciństwo, ze podziwiam go że nie oszalał. Nie chce
        mi tego nawet opowiedzieć. A nie zostawił w sobie żalu. Ale każdy ma inną
        konstrukcję psychiczną.

        Życzę powodzenia. Dalsze Twoje życie zależy od Ciebie. pamiętaj o tym. Masz
        kontakt z rodzicami?
        • ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 15.09.04, 22:17
          Maxine30, dziękuję. Ależ ja to wszystko rozumiem, mam świadomość wielu rzeczy,
          sporo mam już przepracowane. Nie o to w tym wszystkim chodzi, nie jest moim
          celem publiczne użalanie się nad sobą. Chciałabym uwrażliwić tych, którzy to
          czytają na rodziny, które mają w swoim otoczeniu, bliższym lub dalszym, w
          których pozornie wszystko jest w porządku. Chciałabym pokazać, jak wielką
          krzywdę mogą wyrządzić ludzie, z założenia, najbliżsi, pozornie jej nie
          wyrządzając, nie dając jasnych sygnałów otoczeniu, że cokolwiek jest zaburzone.
          Kontakt z rodzicami...Pozwolisz, że napisze o tym później. Pozdrowienia
    • malwineczka1 Re: istnieją wyrodni rodzice.... 15.09.04, 12:16
      A Ja sądzę że to prawdziwa historia. Dlaczego dziewczyna miałaby ściemniać,
      może rzeczywiście chce z siebie wszystko wyrzucić, aby poczuć się lepiej.
      Ku.ro jesteś wspaniałą osobą, podziwiam Cię naprawdę, za to wszystko co
      przeszłaś w dzieciństwie. Nie każdy miałby tyle sił i odwagi aby podołać temu
      wszystkiemu. Ale wiedz, że "najtrudniej" jest przebaczyć...Jeśli będziesz miała
      siłę i wiarę w lepsze, pójdź do swoich rodziców...powiedz...wybaczam Wam. Za
      złe uczynki nie powinno odpłacać się ponownie złem, lecz dobrem. Niech Twoi
      rodzice zrozumieją wreszcie, że jest dobrą osobą, że mieli jedyny SKARB w życiu
      (CIEBIE!) o który nie umieli zadbać. Pozdr. i życzę powodzenia. Czekam na ciąg
      dalszy.
      • ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 15.09.04, 22:17
        Malwineczko1, nie rozumiem, na jakiej podstawie piszesz, że jestem wspaniałą
        osobą? Ja za takową w żadnym razie się nie uwazam, gdyż nie mam podstaw ku
        temu. Poprzez sam fakt, ze przeżyłam to, co przeżyłam? Nie sądzę, aby to
        wystarczyło. Ktoś już wcześniej napisał, że moje dzieciństwo było, sic!,
        przeciętne. Cóż, inny poziom wrazliwości, a może nie dość wyrazisty i za bardzo
        zamazany sposób opisywania faktów. Może.
        Bez przebaczenia. Film Eastwooda. Bardzo adekwatny tytuł. Ale to w ciągu
        dalszym. Pozdrawiam.
        • Gość: Js Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: 80.72.38.* 17.09.04, 20:56
          Przeciętne... ale dysproporcja niekoniecznie.
          ---------------------------------------------
          "nie jestem"... już to słyszałem. Najczęście Ci którzy tak mówią - są. Tylko
          oprócz tego są bardzo wrażliwi.

          Powiem Ci czemu tak uważa, sposób w jaki piszesz, i poziom wypowiedzi, brak
          błędów ortograficznych, sugeruje, że sobie z tym poradziłaś.
          Wystarczy?
          • gaba_2003 Re: istnieją wyrodni rodzice.... 17.09.04, 21:16
            Gość portalu: Js napisał(a):
            > /.../ sposób w jaki piszesz, i poziom wypowiedzi, brak
            > błędów ortograficznych, sugeruje, że sobie z tym poradziłaś.
            > Wystarczy?

            Dla mnie to raczej dowód na to że ten wątek to podpucha. Można się tym nie
            przejmować i przyjąć że w tym porypanym świecie i takie numery się zdarzą
            wcześniej czy później. (Ale jednak podpucha!)
            • etamka Re: istnieją wyrodni rodzice.... 17.09.04, 21:19
              > Dla mnie to raczej dowód na to że ten wątek to podpucha. Można się tym nie
              > przejmować i przyjąć że w tym porypanym świecie i takie numery się zdarzą
              > wcześniej czy później. (Ale jednak podpucha!)

              Jestem absolutnie pewien, że o wiele gorsze numery, zdarzają się częściej niż
              takie.
    • ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 15.09.04, 22:17
      Odkąd pamiętam, rodzice, przy okazjonalnych spotkaniach z dalszą rodziną, nie
      omieszkali nigdy wspomnieć o „numerach, które im wycinałam” – ojcowska
      nomenklatura. Wszystko, co powinno pozostać w rodzinie, było z premedytacją
      wywlekane na zewnątrz. Ich celem było uzmysłowienie innym, ciotkom, wujkom,
      kuzynostwu, że mają ze mną twardy orzech do zgryzienia, że trafił im się
      niezwykle trudny egzemplarz.
      Pewnego dnia, a było to w okresie mojej terapii i niechodzenia do szkoły,
      odwiedził nas mój stryj, który był moim ojcem chrzestnym, z żoną. Siedziałam
      zamknięta w pokoju. Słyszałam tyradę wściekłego ojca. Opowiadał wszystko ze
      szczegółami. Cała ich wizyta wypełniona była opowieścią o mnie. Po kilku
      godzinach otworzyły się drzwi i ojciec, krzycząc, nakazał mi pożegnac się z
      wujostwem. Wyszłam na korytarz i ze wstydu i upokorzenia nie mogłam spojrzeć im
      w oczy. Co ciekawe, gdy pewnego dnia spotkałam się z nimi sam na sam,
      powiedzieli mi, że było im wstyd, iż zmuszeni są do wysłuchiwania tego
      wszystkiego, że nie popierają tego typu metod wychowawczych i żebym się
      rodzicami nie przejmowała.
      Przez I i II klasę LO uczyłam się w sypialni rodziców. Nasz, tzn. mój i
      siostry, pokój był pokojem, w którym, przy biurku, urzędowała moja 10-letnia
      siostra. Moim biurkiem był tapczan, krzesłem – podłoga. Ok. 21 wchodziła matka
      i kazała mi się wynosić, bo ona chce spać. Przechodziłam do kuchni...
      Ojciec mnie molestował nie molestując. Nie dochodziło do sytuacji
      ekstremalnych, niemniej rozbudzał moją seksualność, zas w wieku dojrzewania
      upokarzał mnie i zawstydzał, ale o tym za chwilę. Gdy miałam kilka lat często
      bawił się ze mną na oczach matki: leżał na tapczanie, trzymał mnie na rękach,
      ja leżałam na nim, wystawiał język i mi kazał robić to samo, nastepnie nasze
      języki dotykały się... Najstraszniejszą rzeczą były jednak wspólne kąpiele. Do
      ok. 13 roku życia mój ojciec mnie kapał. W każdą sobotę wieczorem napuszczał
      wode do wanny, wchodziłam do łazienki, w której nie wolno mi było się zamknąć,
      wskakiwałam do wanny, cała oblepiałam się pianą, aby jak najmniej mógł
      zobaczyć. Gdy woda była już nalana, wchodził. Brał gąbkę i mnie mył. Ręce,
      nogi, plecy, głowę. Kazał mi wstać i na jego oczach podmyć się, ale dokładnie.
      Stałam naga i myłam się. Miałam już piersi, niewielkie, ale miałam, pojawił się
      zarost w miejscach intymnych. Było mi tak okropnie wstyd, ale nic nie mogłam z
      tym zrobić. Matka o wszystkim wiedziała. Prosiłam ojca co tydzień, żeby nie
      wchodził, że ja sama potrafię się umyć, on na to, ze pleców przecież sama
      dokładnie nie umyję... i zawsze miał pretekst, żeby wejść...
      Którejś soboty przeszli samych siebie. Był czas mojej kąpieli. Nagle zadzwonił
      dzwonek do drzwi. Ucieszyłam się, ze mogę sama się umyć. Wtem otwierają się
      drzwi i wchodzi ojciec z kolegą. Kolega chce obejrzeć mieszkanie, bo zastanawia
      się nad zamianą. Zakryłam się pianą. Na to ojciec:
      - wstań z tej wanny, czego się wstydzisz, co ty tam masz do ukrycia,
      hahaha.
      Zaczęli się śmiać. Wszyscy. Matka, ojciec i kolega...
      Pewnej soboty po prostu się zamknęłam. I nie otworzyłam dobijajacemu się ojcu.
      Chyba zrozumiał aluzję. Nie dobijał się więcej...

      Koniec cz. 10
      Cdn.
      • maxine30 Re: istnieją wyrodni rodzice.... 16.09.04, 01:02
        Wiesz, jak tylko chcesz - napisz do mnie na priv.

        Nie potrafię zrozumieć, ze takie rzeczy się dzieją. Śmieszne jest też to że
        dzieciństwo postrzegane jest jako okres najpiękniejszy, niewinności.. Tyle osób
        spotkałam, dla których dzieciństwo było piekłem. Ja też nie marzylabym żeby
        przejść je raz jeszcze...

        Pozdrawiam...
      • Gość: inka_s Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 16.09.04, 10:26
        To straszne co opisujesz. Ile lat już minęło od tego koszmaru? Ile masz lat?
      • zczlek Ten twoj staruszek to pojeb jakis 29.09.04, 23:51
        Straszny debil z tego twojego staruszka, jesli nie podkoloryzowujesz?
        Zjeb po prostu, i zalosny sukinsyn.
    • ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 17.09.04, 12:55
      Zatrzymalismy się na okresie dojrzewania.
      Nie wolno mi było mieć dlugich paznokci. Nie wolno mi było malowac paznokci
      lakierem bezbarwym. Gdy tylko ojciec dostrzegl jedno albo drugie, mowil:
      - obciac paznokcie! W podskokach! Na krotko!
      Bardzo dlugo nie wolno mi było mieć dlugich wlosow. Srednio co 2 miesiace
      zabieral mnie ojciec zanoszaca się od placzu do fryzjera i mowil jedno slowo:
      - Krótko!
      Do dzisiaj mam lek. Wlosy mam dlugie a do fryzjera nie chodze.
      Moja siostra w wieku lat 11 zaczela malowac paznokcie, zas gdy miala 13 lat
      regulowala sobie brwi.
      Matki nie interesowaly moje „kobiece” sprawy. Gdy dostalam miesiaczke, balam
      się jej o tym powiedziec, balam się wyprac bielizne, żeby ona nie zauwazyla, ze
      jest zaczerwieniona... Takie mialam dziwne fobie, leki...
      Pamietam bardzo dokladnie pewna scene. Kolejne, dojmujace, przezycie.
      Upokorzenie. Staly repertuar. Jestesmy na wczasach – niechcacy pojechalam
      Mlynarskim... Mam 13 lat, było to w Swinoujsciu. Przebieramy się wszyscy w
      stroje kapielowe w pokoju hotelowym. Wychodze z lazienki w bikini. Ojciec,
      patrzac na mnie, z sardonicznym smiechem mowi:
      - I po co ci ten stroj, co ty tam masz do ukrycia, DWIE TRUSKAWKI...
      Było mi tak strasznie wstyd. Chcialam stamtad uciec. Ojciec szydzil, matka
      milczala, siostra smiala się...
      Jestem w VIII klasie SP. Pewnego dnia ojciec, po powrocie z pracy, rzuca taki
      tekst:
      - Dlaczego ty jeszcze nic tam nie masz? Widzialem dzisiaj twoje kolezanki
      z klasy. Maja już takie cycki a ty nic, z przodu plecy z tylu plecy...
      Znalazlam ktoregos dnia schowane w torbie stare rzeczy matki. Był tam m. in.
      stanik. Przymierzylam, był za duzy, sama go sobie zmniejszylam i zaczelam
      nosic. W ten oto sposób stalam się posiadaczka swojego pierwszego
      biustonosza.... Matak oczywiście nie wpadla na pomysl, aby zainteresowac się
      rozkwitajaca kobiecoscia corki.
      Moja siostra, od kiedy zaczela dojrzewac, miala wszystko: piekna, co raz to
      nowa, bielizne, tylko swoje podpaski, pakowane osobno, które trzymala w swojej
      szufladzie...

      Cdn.
      • Gość: js Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: 80.72.38.* 17.09.04, 20:50
        Dobra. Złamałem się. Wygrałaś. I'am quit. Boże.

        Kim z wykształcenia byli twoi rodzice?

        Podaj numer konta, a zrobię zbiórkę charytatywną na sztab psychologów [nie
        żartuję.]. Będę podawał ten link, a ludzie już sobie sami ocenią...
        PRzy okazji dowiedzą się co się dzieje na świecie.

        Chociaż z drugiej strony, ja bym wolał się nie dowiadywać wielu, wielu rzeczy.
        :(

        See the breaking daylight :) :) :).
        • Gość: Sel Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.aster.pl 17.09.04, 21:22
          Kazdy z dziecinstwa pamieta jakies fragmenty, mniej lub bardziej upokarzajace,
          brzydkie, niemile... straszne... Ty pamietasz bardzo wiele i to wszystko
          skrzetnie pielegnowalas (pielegnujesz). Bedzie Ci trudno sie tego pozbyc. Jesli
          w ogole.
          To smutne i ja cos o tym wiem.
          • gaba_2003 Re: istnieją wyrodni rodzice.... 17.09.04, 21:46
            Gość portalu: Sel napisał(a):
            > Kazdy z dziecinstwa pamieta jakies fragmenty, mniej lub bardziej upokarzajace,
            > brzydkie, niemile... straszne... Ty pamietasz bardzo wiele i to wszystko
            > skrzetnie pielegnowalas (pielegnujesz). Bedzie Ci trudno sie tego pozbyc.
            Jesli
            > w ogole.
            > To smutne i ja cos o tym wiem.

            Tu jest właśnie sprzeczność. Styl pisania jak okreslił ktos wskazuje że sie juz
            autorka tym uporała. Skrzętność przywoływania szczegółów - że to wszystko
            starsznie żywe. Po cholerę pamiętać że w drugiej klasie nie dostało się jakiejś
            tam odznaki "wzorowy uczeń" (było cos takiego? za cholerę nie pamiętam). No
            chyba że to było najdalej dwa-trzy lata temu. Do tegop czy naprawde dziecko tak
            wyzyskiwane i maltretowane osiagałoby te świetne wyniki w szkole? Świetna
            uczennica w szkole, do tego szkoła muzyczna, do tego działka, młodsza siostra
            depcząca wszędzie po piętach (! skąd czas na te spacery), do tego to "latanie
            po ścianach" i zero sladu tego w psychice? dziecko z takimi warunkami jakby
            nigdy nic świetnie się uczy? Mało prawdopodobne. Postawa lękowa ujawniłaby się
            w szkole, choćby w postaci problemów w kontaktach i komunikacji. No ale to moja
            zdroworozsądkowa analiza, bo psychologiem nie jestem.
            • Gość: Sel Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.aster.pl 17.09.04, 21:56
              > do tego to "latanie
              > po ścianach" i zero sladu tego w psychice?

              Ona wciaz lata po scianach...
    • anonim_ka Re: istnieją wyrodni rodzice.... 17.09.04, 22:01
      ku.ro:))) Pozdrawiam
      Dostalam gesiej skorki czytajac Twoje posty.Niestety przyznaje z ogromnym BOLEM
      ze takowi rodzice istnieja. Nie piszesz na ile potrafilas sie obronic . N
      apisz prosze co teraz robisz, czy myslalas o terapii??
      Dlaczego piszesz o ..koncu !!!
      Moze zechcialabys pomoc ..podobnym sobie-skrzywdzonym?
    • Gość: ktos Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 18.09.04, 19:57
      Napisz cos wiecej o twojej terazniejszosci.Gdzie zyjesz, ile masz lat, jak ci
      sie wiedzie dzisiaj?
    • ku.ro cdn. 18.09.04, 22:49

      Po raz ostatni wrócę do okresu dzieciństwa.

      Coniedzielne wyjścia do kościoła. Traumatyczne przeżycie. Przez ojca, tzw.
      niedzielnego katolika, miałam przez długi czas skrzywiony obraz Pana Boga i
      niechęc do praktyk religijnych. Ojciec przynosił mi wstyd. W kościele
      zachowywał się jak uciekinier z zakładu dla nerwowo i psychicznie chorych.
      Śpiewał najgłośniej ze wszystkich, do tego basem, tym samym basem mówił.
      Wszyscy na niego patrzyli. Normalnie miał głos o wysokim, ciepłym brzmieniu. Na
      mszy św. skupiony był na obserwowaniu mnie i innych dzieci. Gdy chłopcy
      rozmawiali lub śmiali się, podchodził do nich, targał ich za uszy, bił po
      głowie, wrzeszczał na cały kościół i wyciagał szarpnięciami z ławki, aby tych
      krnąbrnych młodzieńców rozsadzić...gdzie byli rodzice tych dzieci? Dlaczego
      nikt nie reagował? On zachowywał się tak, jakby kosciół był jego prywatnym
      folwarkiem, zaś wierni - nieproszonymi gośćmi. Obserwował mnie przez całą
      mszę. Gdy tylko zauważył, że coś szepnęłam koleżance na ucho lub nie daj Boże
      zasmiałam się, po powrocie do domu dostawałam lanie pasem.

      Pewnego dnia dostał w domu takiego szału, ze rzucił się na mnie z obłędem w
      oczach i zaczął mnie bić pięściami w brzuch. Krzyczałam, darłam się
      wniebogłosy, uciekłam do przedpokoju i usiłowałam wcisnąć się w lukę miedzy
      szafą a drzwiami szerokości 20 cm. On bił mnie nadal. Wyciągał mnie i bił po
      brzuchu. Bił tak, aż straciłam przytomność. Ocknęłam się na wersalce. Tulił
      mnie. Był przerazony. Okrył mnie kocem. Pytał, czy wszystko w porządku...

      Na działce przemoc również należała do stałego repertuaru. Wszyscy działkowicze
      to widzieli i nikt nigdy nie zareagował. Krzyczał na mnie. Dlaczego? Bo moja
      siostra na mnie nakrzyczała, a on chciał mieć spokój. Bił mnie z tego samego
      powodu. Najcześciej po głowie. Wyzywał mnie. Na działce najczęściej „ty
      szczawie” lub „ty szczawiku”. Któregoś dnia podbiegł do mnie aby mnie znowu
      uderzyć. Powiedziałam: dosyć tego upokarzania mnie na oczach wszystkich.
      Zaczełam uciekać. Przed siebie. Krzycząc przy tym z całych sił „ratunku!”
      Biegłam tak i krzyczałam, aż w końcu upadłam i straciłam przytomnosć. Obudziłam
      się w altance. Ojciec był zawstydzony – moim zachowaniem. Było mu głupio przed
      sąsiadami, wiecie, nienormalna córka, te klimaty...Nie odzywał się do mnie
      przez całą droge, nie bił w samochodzie, nie wyzywał. Nic. Czułam jednak, ze da
      mi popalić po powrocie do domu, gdzie nikt nie będzie na niego patrzył. I nie
      pomyliłam się...

      Zakończenie SP. Nazajutrz uroczyste pozegnanie klas 8. A ja nie mam porządnego
      stroju galowego. Bluzka jeszcze ujdzie, ale spódnica – tragedia. Miała już
      kilka lat, była sprana i niemodna. Było mi zwyczajnie wstyd. Postanowiłam od
      koleżanki, która mieszkała pod nami, pożyczyć czarna spódnice. Wracam z nią do
      domu. Widzi to matka i kaze mi ja natychmiast oddać. Powiedziałam, że nie
      oddam, bo nie będę miała w czym pójść na jutrzejszy apel. Ona na to, ze mam
      oddać. Ja, ze nie. Ona, ze natychmiast. Ja zaczynam płakac i... wybiegam z
      mieszkania, zostawiajac spódnice w przedpokoju. Zbiegam po schodach, biegnę do
      piwnicy i siedze tam kila godzin. Na dworze zaczęło się ściemniać. Wyszłam z
      budynku. Poszłam prosto przed siebie. Nieważne, dokad, byle jak najdalej od
      tych ludzi. Była chyba 4 nad ranem. Zrobiło mi się zimno. Wróciłam do bloku i
      na klatce położyłam się spać. Obudziło mnie szrpnięcie. Ojciec. Wtargał mnie do
      domu i pobił strasznie. Krzyczałam o tej 4 czy 5 nad ranem tak, ze obudziłam
      chyba wszystkich mieszkańców naszego bloku...

      Cdn.


      • zczlek Re: cdn. 30.09.04, 00:20
        Tacy popieprzency nie moga istniec, to nie moze byc prawda.
    • ku.ro odp. 18.09.04, 22:50
      JS-„poziom wypowiedzi, brak błędów ortograficznych, sposób w jaki piszesz”...
      jaki poziom? Za niski? Brak ortów to też zarzut? Dlaczego zakładasz, że
      powinnam robić błędy?
      A jednak się złamałeś... Nie wzywaj Imienia...
      Ojciec jest po technikum energetycznym, matka była po studium chemicznym, ale
      kila lat temu skończyła Wydział Administracji.
      Js...Dlaczego kpisz... albo wysyłasz niejasne komunikaty...mam na myśli konto i
      zbiórkę na moją terapię... Jak pisałam, jako dziewczę przeszłam już terapię...


      Gaba_2003-nie mam zamiaru wyprowadzac Cię z Twojego błędnego przekonania.
      Czytaj sobie dalej i potraktuj tę lekturę jako urozmaicenie przerwy na kawę.
      Lub nie czytaj. Albo czytaj i dziękuj Panu Bogu, że Ty nie musiałaś podobnego
      koszmaru przeżywac.
      Tak, masz rację, wszystko wydaje się być tak realne, jakby wydarzyło się kilka,
      kilkanaście dni temu. Pamiętam zapachy, kolory, słowa, bardzo dokładnie. A
      propos „wzorowego ucznia” – pisałam o tym w kontekście trudności wychowawczych,
      które zaczełam sprawiać już w II klasie SP. Jak widać, jest możliwa ta
      zbieżnosć, która Twoim zdaniem jest nierealna – pomimo tego wszystkiego byłam
      zawsze świetną uczennica, nauka przychodziła mi z łatwością i była moją pasją.
      Była moją ucieczką od rzeczywistości. Ucząc się czułam się bezpieczna.
      Wiedziałam, że nikt mi nie przeszkodzi, nikt do mnie nie przyjdzie i mnie nie
      uderzy. Bedac na co dzień „nikim”, czułam się kimś w szkole, byłam stawiana za
      wzór, koleżanki prosiły mnie niemal na każdej przerwie o wytłumaczenie czegoś,
      w LO miałam oceny celujące naświadectwach...I nie sprawiałam żadnych trudności.
      Zachowanie przez 4 lata mialam co roku wzorowe. Na zakończenie LO byłam wśród
      10 najlepszych maturzystów naszej szkoły...
      Spacery miały miejsce latem, podczas wakacji...
      Moje kontakty z zarówno z rówieśnikami, obojga płci, jak również z osobami
      dorosłymi sa ze wszech miar zaburzone. Nigdy nie miałam przyjaciółki od serca.
      Odsuwałam się od ludzi. Nie potrafiłam nawiązać zdrowych relacji. Jestem osoba
      zamknięta w sobie. Jak już wcześniej wspominałam, uchodziłam wśród chłopców za
      osobę tajemniczą, a moją tajemnicą było zamknięcie na drugiego człowieka i
      patologiczna rodzina.

      Anonim_ka-nie broniłam się, bo jak? Nie, nie myślałam. O terapii.
      Koniec...cóż...

      Ktoś-sądzę, że pozostały mi jeszcze najwyżej 3 odcinki, ale proszę: mam
      dwadzieściakilka lat, wiedzie mi się różnie, zależy, co masz na myśli, żyję
      sama, nie mam kontaktu z tymi ludźmi.




      • Gość: Js Re: odp. IP: 80.72.38.* 19.09.04, 09:56
        Otóż nie kpię.

        Mówię jak najbardziej poważnie. Czytając to byłem w stanie coś przekazać.
        Robiłem wcześniej podobne rzeczy, być może zrobię coś w przyszłości. Wtedy bym
        dodał. Nie wiem czy Ci wierzyć, bo nie widzę motywacji do nauki, albo inaczej,
        widzę jedną możliwość, ale nie bardzo jestem w stanie w nią uwierzyć. Skąd
        miałąś motywację do nauki?

        Wracając, nawet jeśli to nie jest prawda,to zawsze chciałem dawać granty
        zdolnym ludziom :). Jeżeli wymyśliłaś historię, to masz zdolności do syntezy
        różnych ciekawych rzeczy z przeciętnego dzieciństwa dziecka niewykształconych
        rodziców w małym mieście... itp.

        Widzisz, terapii nigdy za mało. Dobrze jest z kimś pogadać, dobrze jest się
        czegoś dowiedzieć o sobie. nie sądzisz?
      • Gość: ktos Re: odp. IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 19.09.04, 10:41
        Czesc ku.ro,
        Odpowiedzi,ktore dostajesz od ludzi sa przerazajace.Nie wszystkie, ale czesc z
        nich. Zastanawiam sie, jacy potworni i glupi ludzie pisza na tym forum.Tepota!
        Mysle, ze masz racje piszac,ze rodzice to ludzie chorzy psychicznie.Czysta
        patalogia.Oni znalezli "worek" na wrzucanie swoich chorych frustracji wlasnie w
        tobie.Od czasu, kiedy mieszkalas z nimi napewno nie minelo wiele lat.Wydaje mi
        sie,ze powinnas w jakis sposob uporzadkowac sobie relacje z nimi.Oni z
        pewnoscia nie "domyslaja sie" ile zla tobie wyrzadzili.Ja bym w takiej sytuacji
        doprowadzila do rozprawy sadowej.
        Ich znecanie sie nad toba to czysty oboz koncentracyjny!Takich ludzi nie nazywa
        sie rodzicami.Wyrodni? To za lekkie slowo!
        • Gość: Js Re: odp. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.04, 12:04
          Jest w tym trochę racji. Powinnaś dostać kwotę równą: (to co byś miala gdyby
          byli normalni)- (to co masz).
    • Gość: ryb Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 19.09.04, 12:07
      Masz duzo szczescia w tym swoim nieszczesciu. A do szczescia zalicza sie nawet
      fakt ze Ciebie nie zabili, a drugim szczesciem jest ze przeszlas przez
      przyspieszona szkole zycia. Chociaz tak do konca nie wierze Ci, bo piszesz
      tylko i wylacznie o sobie...A teraz powiem Ci dlaczego. Jak bylem nastolatkiem
      to mialem dosyc bliskiego kolege. Ojciec jego byl w wojsku. Ten chlopak
      regularnie obrywal. Czasami, tak zdrowo. Jak przebywalem u nich, to nie bylo
      zadnego problemu. Ktoregos dnia bedac u niego, podczas wakacji, ojciec
      oznajmil, ze musi wyjsc i wroci kiedy wroci. Ale w zwiazku z tym za JA jestem,
      nie bedzie chowal, czy zabezpieczal broni, ktora posiadal. Mielismy po 15 lat.
      Ojciec ledwo zdazyl wyjsc i mojego kumpla zaczelo korcic zeby "pobawic" sie
      pistoletem. Powstrzymalem go. Zaczalem minuty liczyc (a byly baaardzo, baaardzo
      dlugie), do powrotu jego ojca. W koncu wrocil, spojrzal na mnie i powiedzial:
      Nic mi nie musisz mowic, bron byla zabezpieczona. Chcialem ci tylko pokazac i
      udowodnic, ze moj syn jest nieodpowiedzialny i nie mozna mu ufac. Mam nadzieje
      ze sie o tym przekonales. Teraz juz wiesz, dlaczego czasami jest mi trudno
      trzymac rece przy sobie...bo juz nie wierze ze on z tego wyrosnie.
      Moj kolega tez sie super uczyl i wiedza przychodzila mu z latwoscia. Jednak
      kasy nie dostawal, bo diabli wiedza co by z nia zrobil...Po tym incydencie,
      zaczalem patrzec na niego inaczej...i fakt, juz mu nigdy nie zaufalem. Ale
      faktem jest, ze on mogl podobny post do Twojego napisac...oczywiscie
      pomijajac "inne" mniej wazne szczegoly...

      Nie zrozum mnie zle, nie chce Ci dokopac czy jeszcze bardziej dobic. Nie chce
      rowniez zebys pomyslala, ze popieram wszelkiego rodzaju przemoc, bo nie
      popieram. Tylko czasami staram sie zrozumiec i znalezc wyjscie z sytuacji. W
      przypadku mojego kolegi zrozumialem, kto jest tak naprawde winny. Zreszta, duzo
      pozniej z nim rozmawialem, starajac sie mu wytumaczyc, ze glupie pomysly to
      jedno a wdrozenie ich w zycie to drugie...Nic do niego nie trafilo...ale do
      mnie trafilo. Przestalem kojarzyc jego ojca z potworem, pomimo tego ze nie
      potrafil trzymac lap przy sobie...
      • Gość: ktos Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 19.09.04, 12:53
        Oj ryb, jakze konserwatywne naiwne myslenie!Az przerazenie ogarnia, ze tacy
        ludzie bezmyslni sa jeszcze.Wstyd!
        "> Masz duzo szczescia w tym swoim nieszczesciu. A do szczescia zalicza sie
        nawet
        > fakt ze Ciebie nie zabili, a drugim szczesciem jest ze przeszlas przez
        > przyspieszona szkole zycia. Chociaz tak do konca nie wierze Ci, bo piszesz
        > tylko i wylacznie o sobie"
        Szczescie, ze przezyla?! A co laske jej zrobili,ze ja nie zabili?Przyspieszone
        dojrzewanie?Rosniemy i rozwijamy sie rownolegle z rozwojem naszego mozgu i
        calego ciala. Nie da sie tego przyspieszyc, to jest genetycznie zakodowane.
        Ona przeciez pisze o calej swojej sytuacji rodzinnej i tak jak ona to widzi na
        podstawie swoich przezyc.
        "Ale w zwiazku z tym za JA jestem,
        > nie bedzie chowal, czy zabezpieczal broni, ktora posiadal. Mielismy po 15
        lat.
        > Ojciec ledwo zdazyl wyjsc i mojego kumpla zaczelo korcic zeby "pobawic" sie
        > pistoletem. Powstrzymalem go. Zaczalem minuty liczyc (a byly baaardzo,
        baaardzo"
        A co to za typ ojca, ktory trzyma bron w domu?I jeszcze zostawia na oczach
        ciekawskich chlopcow? Jaka to jest odpowiedzialnosc?Przeciez zaden rozsadny
        czlowiek nie zrobi czegos podobnego.Ten ojciec sam jest jakis nieodpowiedzialny
        impulsywny i chory.
        To o czym ku.ro pisze i te przyklady o jakich nam tu opowiada, swiadczy ze
        przezyla prawdziwa, koszmarna gehenne, za ktora odpowiedzialni sa jej chorzy
        psychicznie rodzice.NIC NIE TLUMACZY BICIA I ZNECANIA SIE NAD SWOIM DZIECKIEM.
        Ojciec to czlowiek chory, ktory potrzebuje leczenia psychiatrycznego.
        Jego agresja i zachowanie swiadczy, ze psychicznie zle sie czuje. Ktos go takim
        zrobil i swoich problemow nie przepracowal tak jak nalezy.
        Czytaj rybie, dokladniej posty zanim wypowiesz swoja opinie, bo tracisz starym
        obludnym zasciankiem i niedopuszczalna tolerancja dla fizycznej agresji.


        • Gość: ryb Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 19.09.04, 13:28
          Nie podniecaj sie tak. Nikt tu naprawde nie wie, kto tak naprawde przezywal
          gehenne. I czy w ogole przezywal. Watek i posty ku.ro sa bardzo jednostronne,
          do punktu ze powiedzialbym, ze chce na siebie zwrocic uwage. Juz sam fakt ze w
          pierwszych zdaniach pisze o "wylanym wrzadku" w sposob sugerujacy ze mogli to
          zrobic jej rodzice, daje mi do myslenia ze ona mogla to sama zrobic...I ze
          oboje tak sie uparli na nia? I matka i ojciec? No i jeszcze siostra i te
          wszystkie nieszczescia...naprawde ma szczescie ze zyje. Powiedzialbym ze jest w
          czepku urodzona. Teraz, to juz naprawde w to nie wierze...

          A Ty niestety przedstawiasz nowoczesny tok myslenia. Wszystko zamknij,
          zabezpiecz i jak cos komus tlumaczysz, to zrob to z zalozeniem, ze osoba ktora
          ciebie slucha jest idiota...Ja sie z tym nie zgadzam. Bo dzieciak musi wiedziec
          ze w gniazdku jest prad, ze jak cos zbroi to bedzie kara (niekoniecznie lanie),
          i jak cos komus tlumacze po raz pierwszy, to nie chce automatycznie zrobic z
          niego idioty...Przy okazji sam na idiote nie wyjde...Ale, jak dzieciak wiedzac
          ze gniazdku jest prad wklada tam paluchy, i jak przybija siostrze buty do
          podlogi (moj kolega)...to niech nie spodziewa sie cudow i pochwaly.
          • Gość: ryb Male podsumowanie... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 19.09.04, 14:06
            Rodzice sadysci, zarowno matka jak i ojciec - tak juz sie dobrali. Ojciec
            prawdopodobnie pedofil i jego kumple rowniez. Mama o tym wie i sie smieje z
            tego. Matka lubi bic babcie. a babcia nic nie mowi. Autorka watku zostala
            sponiewierana przez swoich rodzicow, ktorzy o dziwo oszczedzili jej siostre.
            Ba, nawet ja faworyzuja. Ci ludzie (rodzice) biedni nie sa, co sugeruja wyjazdy
            i oplacanie roznych dziwnych rzeczy takich jak studia (oczywiscie
            siostrzyczki). Wiec cos robia dobrze, skoro ich na pewne rzeczy stac. Jednak
            swoj stres wylewaja na dwoch osobach, na autorce watku (najbardziej) i na babci
            (czasami ale za to mocno)...

            Kurde, a moze ja to zle odbieram? Nie, chyba nie...
            • Gość: ryb To ja sobie troche pobiegam... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 19.09.04, 14:14
              i z niecierpliwoscia czekam na ciag dalszy tej koszmarnej historii...
            • Gość: ktos Re: Male podsumowanie... IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 19.09.04, 14:15
              odbierasz to jak typowy ograniczony przyglup.Nic wiecej, zadnej glebi
              intelektualnej.
              • Gość: ryb Re: Male podsumowanie... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 19.09.04, 14:20
                A, mowisz ze brakuje mi wizji. Mozliwe, bardzo mozliwe...ale ciesze sie ze
                tobie nie brakuje.
                • Gość: ktos Re: Male podsumowanie... IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 19.09.04, 14:26
                  Watpie czy sie cieszysz,to jest nie szczere.Odbiegasz daleko od swojego tematu.
                  • Gość: Js Re: Male podsumowanie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.04, 17:32
                    Nieee. Na pewno się cieszy.
              • Gość: ryb I nie chce Cie martwic - "Ktos" IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 19.09.04, 14:31
                Ale zrob cos z ta swoja agresja. I nie daj sie wiecej sprowokowac, bo jak sie
                dasz sprowokowac, to zaczniesz ublizac ludziom, oni tobie i gdzie koniec? Wiesz
                ze to sie moze skonczyc wyladowaniem tej calej zlej energii na twoich dzieciach?

                I zanim zaczniesz mnie znowu pouczac, prosze, poukladaj siebie. Jak zaczniesz
                rozmawiac jak czlowiek. Tak, jak czlowiek, to jeszcze pogadamy...A teraz juz
                wiecej na ciebie nie mam czasu. Wykorzystaj dobrze ten czas mojej nieobecnosci:)
                • Gość: ktos Re: I nie chce Cie martwic - "Ktos" IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 19.09.04, 14:42
                  Smieszna jestes ryba.Rozweseliles mnie:Agresja? Kto mowi tu o agresji.Widzisz
                  jak latwo jest uruchomic naklady wizji?Tylko troche pociagnac za sznurek, a
                  samo leci.Poglaskac cie troche pod wlos a zaraz sie czujesz dotkniety,staruszku.
                  To teraz pomysl jak czuje sie dotkniete dziecko, bite do nieprzytomnosci, bo
                  tatus nie nauczyl opanowac swojej agresji....duzo tu pisac, mnie tez szkoda na
                  ciebie czasu, stary pierniku.
                  • Gość: krish Re: I nie chce Cie martwic - "Ktos" IP: 62.233.233.* 19.09.04, 18:59
                    o agresji tu mowi ryb, skoro pytasz

                    a gdzie ona jest kazdy widzi

                    ryb ma racje

                    slowo przyglup jest typowa pieszczota uzywana przy glaskaniu staruszkow pod wlos

                    glaskaj lepiej pod wlos rumcajsa

                    ryb jest madrzejszy niz 3 ilustratorow
            • melanie Re: Male podsumowanie... 19.09.04, 18:41
              Rybie, mysle tak jak ty. I chyba wiecej osob nie bardzo wierzy w te historie,
              bo odzew w sumie jak na tak dlugi czas watku niewielki. Juz pisalam, ze zaduzo
              niescislosci. Niektore pokazales. Ja osobiscie nie wierze w babcie aniola i
              corke potwora. Jezeli taka dobra byla ta babcia, to jak wychowala swoja corke
              na potwora? Czy tez byla potworem a na starosc zlagodniala? Bo kobieta na ogol
              powiela obraz matki w relacjach ze swoimi dziecmi.
              Jezeli jednak wychowala potwora, ktory nie potrafi byc matka, to dlaczego nie
              potrafi byc matka tylko dla jednej corki, dla drugiej natomiast potrafi.
              Itd, moglabym sie rozpisywac wiecej, ale nie chce mi sie.
              Fakt, ze dobrze sie czyta, ale jakos tak wcale nie lapie za serce, czuje tylko
              niesmak. Zaduzo tego wszystkiego. Tak jakby pozbierala najgorsze cechy
              wszystkich wyrodnych rodzicow, zaprawila to pedowilia i powstala potrawka nie
              do przelkniecia, przynajmniej dla mnie.
              Pozdrawiam

              • Gość: js Re: Male podsumowanie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.04, 20:40
                Tak. Wygląda na uśrednienie, syntezę. Ale lepiej być ostrożnym, tak na wszelki
                wypadek... Dużo nie kosztuje wspołczucie i wysłuchiwanie.
                • empeka Re: Male podsumowanie... 19.09.04, 22:05
                  Do js:
                  niby masz rację, ale jakoś wciąż sądzę, że pozwalamy na rozwinięcie się mitomanii u autorki wątku, a
                  to zdecydowanie może być szkodliwe.
                  Obym się myliła.
              • empeka Moja krótka recenzja 19.09.04, 22:02
                melanie napisała:

                > Fakt, ze dobrze sie czyta, ale jakos tak wcale nie lapie za serce, czuje tylko
                > niesmak. Zaduzo tego wszystkiego. Tak jakby pozbierala najgorsze cechy
                > wszystkich wyrodnych rodzicow, zaprawila to pedowilia i powstala potrawka nie
                > do przelkniecia, przynajmniej dla mnie.

                Moja krótka recenzja:
                Nadal nie wierzę w prawdziwość tej historii. W złym guście wyciskacz łez (oj, niesmak, niesmak), czyta
                się za łatwo, a to co uderza, to kiczowaty wymysł kogoś, kto kpi tu i robi próbę czytelnictwa. Wirtualna
                ofiara - wirtualni pocieszacze. I ten pęd do wzruszenia czytelnika...
                Prawdziwe nieszczęście ma bardziej złożone oblicze. Wyrażają się może mniej zgrabnymi zdankami,
                ale dotykają bardziej sedna spraw, drążą pod powierzchnią, a nie ślizgają się po może-faktach.

                Kafka ująłby to inaczej, autorzy Harlequinów tak jak tu widzimy.
                Jego czytuje elita i się z tym kryje, bo wstyd się "wywyższać", czytadła zaś połyka wiele osób - i też woli
                o tym milczeć, bo wstyd mieć aż tak zły gust - uczucie wstydu u czytelnika to jedyne co czasem łączy
                te gatunki...

    • Gość: Luty Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.dialup.mindspring.com 19.09.04, 21:16
      Gdy miałam 6 lat urodziła się moja siostra. Niech będzie przeklęty dzień, w
      którym to się stało...

      Nie oceniam pod katem prawdziwosci, chociaz w wielu miejscach Twoje wnioski
      pochodza z doroslego juz zycia.
      Dziecko nie ocenia rodzicow, dziecko pragnie rodzicow kochac...za wszelka
      cene...Na ocene rodzicow zaczyna nas stac gdzies kolo 12-go roku zycia...
      Wczesniejsze wydarzenia interpretowane sa wlasnie juz z odleglosci czasowej...i
      czesto nadinpretowane..

      Zastanawia mnie, ze po latach, nie umiesz spojrzec na swoja siostre, jak na
      kolejna ofiare Twoich rodzicow...Dlaczego nie masz dla niej wspolczucia...? Czy
      myslisz, ze urodzila sie od razu "zla", ze urodzila sie Twoim wrogiem?
      Przeciez jej stala sie takze krzywda, moze wieksza niz Tobie...
      Bez wzgledu na wszystko, bardzo Ci wspolczuje...
      • Gość: Renka Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.home.cgocable.net 20.09.04, 02:47
        Agresja ludzka ma zrodlo w braku milosci.Ja nie widze w tym domu milosci, widze
        mezczyzne, ktory nie ma dobrych relacji seksualnych z zona. Kobieta tak
        agresywna, ze bije wlasna matke, z wlasna corka na kolanach, to odrazajacy
        potwor. Mozliwe, ze stosuje do meza szantaz seksualny("dam ci" za cos), albo
        nie wie, co to dobry seks, nie wspominajac juz o milosci.A moze bicie wlasnej
        matki to "kara"za jej obojetnosc, kiedy jej wlasny ojciec stosowal w stounku do
        niej przemoc? Moze ja bil, moze gwalcil i molestowal, a matka wowczas milczala ?
        Tego nie wiemy.Wiemy, ze jest potworna agresja.Wiemy, ze jest tu maz i zona.
        Ludzie, ktorzy powinni zyc w szacunku jeden do drugiego i "byc jednym cialem".
        Frustracje i nie wyzycie seksualne mezczyzny skierowane jest na corke, ktora
        moze nawet wizualnie bardziej przypomina matke niz jej siostra.Stad agresja
        tylko do niej.Jest to gra typu: karzac corke, karzesz matke i odwrotnie.
        Przesadnie kontroluje corke,zachowuje sie jak kochanek (myje swoja "kobiete",
        piesci ja ),karci, kiedy nie jest jak "potrzeba". Bicie to wyraz najwyzszej
        agresji i dziwna jest tutaj obojetnosc zony, stad mysle o szantazu seksualnym.
        On nie jest pedofilem, jego zachowanie potwierdza tylko, ze nie maja z zona
        dobrych relacji seksualnych.
        Stworzyli SOBIE pieklo na wlasne zadanie, zyja w nim i utopili w nim ku.ro.
        Mysle, ze to bylo straszne zycie. Mieli pieniadze, stac ich bylo na wiele, ale
        nie stac ich bylo na szacunek i milosc. Stali sie zatem gownem. I to cuchnie do
        dzis.Dzisiaj ku.ro stroni od ludzi.Woli sie nie wypowiadac, bo i tak jej nie
        uwierza lub nie wierzy sama w czyjakolwiek pomoc.Mysle, ze dobrze, ze swoja
        historie opisala tutaj, na forum. W wielu domach ma miejsce farsa rodzinna i
        nie kazdy jest tak silny psychicznie, zeby to przezyc, czy ignorowac. Wielu
        popelnilo samobojstwo nie mogac zniesc ciaglego upokarzania i ponizania za
        zamknietymi drzwiami.Wiem, ze na krzyki za drzwiami w Polsce sie nie reaguje.
        Nikt sie nie chce wtracac w zycie innych, chyba ze nastapi zagrozenie ich
        wlasnych spraw. Jednak tu chodzilo o dziecko i gdyby go spytac, ten ojciec
        powiedzialby, ze robil to wszystko "z milosci"."Z milosci" zabijal. To jednak
        nie byla milosc. To byla jego "walka" o milosc kobiety, ktora byla jego
        zona.Myslal, ze wzbudzi w niej zazdrosc( i uzyska wieksza "przychylnosc" w
        lozku)kiedy nadmiernie "interesowal sie" corka,a gdy nic takiego nie
        nastepowalo, wylewal swa zlosc na dziewczynke.Z zona "nie zaczynal"
        bezposrednio, bo sie zwyczajnie bal, ze mu odda. Pewnie, ze jest to
        nienormalne, jest napewno zakwalifikowane jako schorzenie psychiczne,malo, jest
        to przestepstwo, ale czy w takiej rodzinie wyrastaja normalni ludzie? Zreszta,
        co jest normalnoscia dzisiaj?
        Ku.ro jakby sugeruje, ze moze skomplikowala swoimi narodzinami beztroska
        mlodosc swoich rodzicow,bo pamieta tylko babcie, jako te, ktora kochala,
        opiekowala sie, przekazywala czulosc i dawala bezpieczenstwo.Fakt, ze babcia
        wyreczala ich w obowiazkach matki i ojca w stosunku do ku.ro. Mysle, ze wowczas
        mieli swoj "najlepszy czas". Gdy w lozku przestalo z jakichs powodow byc
        atrakcyjnie, ojciec zaczal swoj chory pasjans z matka, z udzialem ku.ro.
        Wspolczuje ku.ro i uwazam, ze nie wolno jej stronic od ludzi. Usmiechaj sie i
        szukaj milosci, ktora jest w ludziach. Ta prawdziwa, z szacunkiem.Za tych
        potworow trzeba sie modlic, zeby zrozumieli, ze zrobili krzywde, a ku.ro wydaje
        sie byc w dobrym stanie, ma dystans do tej tragedii,bo na zimno ja rozwaza.Nie
        ma tu emocji.To my sie emocjonujemy, czytajac to.
        • Gość: ktos Re: Renka ty jestes madra kobieta!:))) IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 20.09.04, 09:53
          Oby wiecej takich ludzi jak ty.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka