ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 20.09.04, 11:45 Miałam 18,5 roku. Była III klasa LO. Rozpoczęta niefortunnie owym nocnym powrotem do domu. To był pierwszy i ostatni powrót w tych godzinach. Nigdy nie chodziłam na żadne imprezy, dyskoteki, cokolwiek. 2 razy, mając 19 lat, byłam na urodzinach koleżanek z klasy – „w kontrakcie” miałam zapisany powrót do domu najpóźniej o 22.00. Dotrzymałam warunków umowy. Od owego późnego powrotu zaczyna się najbardziej tajemniczy, i jednocześnie – najbardziej ekscytujacy okres w moim życiu. Prowadzę podwójne życie. Nie jednak takie, jakie nasuwa się Wam na zasadzie pierwszego skojarzenia. Mam kogoś. Dużo starszego. Ja jestem zafascynowana nim, on mną jeszcze bardziej, niż ja nim. Nikt o tym nie wie. Spotykamy się 2 razy w tygodniu, zawsze o tych samych godzinach – tuż po lekcjach, przed powrotem rodziców z pracy, czyli przed 16.00, jestem zawsze w domu. Zapisuję się do różnych bibliotek – publicznej, z ksiażkami specjalistycznymi, na drugim końcu miasta, aby mieć pretekst i usprawiedliwić sój późniejszy powrót – zdarzało się tak, że rodzice wracali np. o 15.00. Moja siostra zaczyna trenowac koszykówkę, a zatem nie ma tej, która mogłaby podkablować. W interesie nas obojga jest to, aby owe spotkania odbywały się tak, aby nie wzbudzac jakichkolwiek podejrzen. On jest osoba ze swiecznika. Ja, gdyby cała sprawa wyszla na jaw, jestem pewna, zostałabym wyrzucona z domu. Zaczyna mnie krecić adrenalina buzująca w żyłach. Poczucie, ze robie to, czego onie nigdy by nie wykoncypowali. W domu jestem bardzo grzeczna, sprawiam doskonałe wrazenie osoby spolegliwej, ucze się swietnie. Żadnych zastrzezen. Podczas wakacji, miedzy III a IV klasą LO, rodzice wpadaja na pomysl, aby zawiesic okres karencji. „Wyjezdzamy razem na wakacje! Wszyscy, we czwórkę!” protestuję. Nie chce. Jestem za dorosła. Wole wyjechac sama z kolezankami nad jeziora. „Nigdzie nie pojedziesz! Sama? Z kolezankami? A może z kolegami tez, co?!?” ok.Nigdzie nie pojade. Zostane w domu. „Dobrze, ostatecznie – zostaniesz. Masz chodzic na działke. Codziennie.” Ok. Będę. Wakacje spedze na działce. Byle tylko nie z wami... Wyjechali... 2 tygodnie luzu! Tej samej nocy wyjeżdzam do Mannheim... Cdn. Odpowiedz Link Zgłoś
ku.ro odpowiedzi 20.09.04, 11:47 JS. Pisałam o tym, dlaczego się bardzo dobrze uczyłam. Ale powtórzę. Nauka, to była moja ucieczka, mój erem. Gdy się uczyłam, zamknięta w pokoju, nikt mi nie przeszkadzał, nikt mnie nie bił. Nauka przychodziła mi bardzo łatwo, lubiłam się uczyć, lubiłam się rozwijać, czując się nikim – podnosiłam swoją samoocenę. W domu byłam poniewierana – w szkole chwalona i doceniana, stawiana za wzór, koleżanki zwracały się do mnie z szacunkiem. Nie byłam pustym dzieckiem, mialam liczne pasje, grałam na dwóch instrumentach, uczyłam się śpiewu... Dziwne? Js, po raz kolejny powtórzę (w jakim celu wchodzę z Wami w polemikę? Nie wierzycie, że to sa fakty, żadna fikcja czy harlekin, trudno, nie udowodnię, że nie jestem wielbłądem...) – nie jest to żadna kompilacja pisana dla wywołania efektu – pytanie: jakiego? I po co? Czy sądzisz, że nie mam nic innego do roboty, tylko siedzenie w necie i wypisywanie bzdur? Ktosiu droga, relacji nie da się naprawić. O podaniu ich do sądu o alimenty kiedyś myślałam, ale na myśleniu się skończyło. Tak przeraźliwie boję się tych ludzi, że do dzisiaj, na samo wspomnienie o nich dostaję tachykardii...Tak, jestem o tym przekonana, że są to psychopaci. Matka ma, moim zdaniem, niezdiagnozowaną chorobe afektywną dwubiegunową. I do tego jest socjopatką. Rybie, nie przesadzałabym z tym zabiciem, aż tak radykalnie pojmowanego lęku nigdy nie miałam. W nawiązaniu do opowiedzianej przez Ciebie historii – sądzę, że skrajnie nieodpowiedzialny i, przede wszystkim, zaburzony był ojciec Twojego kolegi. Bo czy zdrowemu psychicznie rodzicielowi przychodzą do głowy tak niekonwencjonalne i chore metody sprawdzania stopnia nieodpowiedzialności swojego dziecka? Brak kieszonkowego...bo „diabli wiedzą co by z tym robił”...Jak radykalnie to radykalnie – po co wypuszczac dziecko z domowej klatki? Po co posyłac do szkoły, jeszcze kogos pobije albo nie wroci, po uprzednim wyjsciu, do domu? W jaki sposób tak traktowane dziecko ma się nauczyc odpowiedzialnosci za swoje czyny, jak ma wchodzic w dorosłość i uczyc się zycia na własny rachunek? Ja przez ostatnie półtora roku mojego mieszkania z tymi ludźmi otrzymywałam kieszonkowe, ba! nawet dostawałam gratyfokację pieniężną za to, ze w każdą sobotę przez pół dnia pracowąłam na działce (przez te półtora roku, mając od 18,5 do 20 lat, sic!) wolno mi było jeździć na działkę samej, rozpadającym się rowerem, w soboty – ojciec w soboty pracował. Nawet nie miałam swojego roweru. Ten, którym jeździłam, miał chyba ze 20 lat, ojciec kupił mi go (sic!) od jakiegoś znajomego. Któregoś dnia o mało nie wylądowałam w szpitalu – na skrzyżowaniu odpadło siodełko, straciłam panowanie nad kierownicą i cudem nie wpadłam pod samochód. Na moje uwagi, że rower nie spełnia wymogów bezpieczeństwa, ojciec nie reagował. Wracając jeszcze do kieszonkowego i pieniędzy – tak a propos Twojego kolegi i „diabli wiedzą...” – ja nie wydawałam ani złotówki. Składałam zawsze na konkretny cel – gdy uzbierałam większą sumę, jeździłam do Niemiec na wyprzedaże i kupowałam sobie za grosze markowe ciuchy i buty. Gdyby nie to, chodziłabym w łachmanach sprzed kilku lat... Melanie – odzew niewielki? Mnie nie interesuje odzew. Pisałabym pomimo braku odzewu. I ten deficyt jest wg Ciebie dowodem na prawdziwosc postawionej przez Ciebie tezy? Wiesz, ja już nie mam siły do przekonywania Forumowiczów do tego, aby mi uwierzyli. Wiara Wasza nie jest moim celem...Nie wierzysz w babcię- anioła i córkę-diablice? Takie to nierealne? Widocznie niewiele w życiu widziałać, Melanie, i nie jest moim zamiarem obrazanie Ciebie. Moja Babcia, a wiem to z opowieści jej sióstr i siostrzenic, była poniewierana przez swojego męża. Ulubionym jego, czyli mojego dziadka, powiedzeniem było: „zabrałem ciebie z gnoju”, ewentualnie: „z gnoju pochodzisz”. Dziadek pracowął w kopalni, babcia przez krótki czas pracowała zawodowo. Dziadek był bardzo przystojnym mężczyzną, miał swój motor, na który bajerował wiejskie piękności, chodził bardzo dobrze ubrany, miał rzekomo kochanki... Babcia – cóż... prowadziła dom, zajmowała się zwierzętami, była otyła, a więc nie tak atrakcyjna, jakby dziadek tego oczekiwał... Matka była jego ukochaną córunią. Zrobiłby dla niej wszystko. Sądze, że brak szacunku mojej matki do swojej matki, a mojej babci, wynika z faktu, ze matka moja widziała, jaki jej ukochany ojciec, człowiek lepiej wykształcony od babci, pracujący zawodowo, dobrze ubrany, szczupły etc., miał stosunek do swojej żony, ergo: skoro mąż nie szanuje swojej żony, córka też nie ma takiego obowiązku, widocznie babcia nie zasługuje na respekt...Dlaczego moja matka kochała moją siostrę, a mnie nie? Wydaje mi się, że ona ma poważne problemy ze sobą, nie akceptuje siebie. A ja jestem wizualnie do niej podobna. Karząc mnie za nieakceptowanie samej siebie pośrednio karze siebie... Empeko – nie pozwól zatem, aby owa mitomania się rozwinęła... Luty – przez bardzo długi czas nie oceniałam rodziców. Szukałam winy przede wszystkim w sobie, skrupulatnie, az do granic absurdu. Pamiętam jednak pewien przełom – kiedyś, podczas wieczornej modlitwy, prosiłam Pana Boga o to, aby mój ojciec umarł i abym wreszcie mogła mieć spokój... Zauważ – nie modliłam się o swoje zejście z tego świata. Przestałam, z tym dniem, poza przypadkami ewidentnymi, o których była mowa powyżej w którymś z moich postów, szukać winy w sobie...Moja siostra nie jest ofiarą. To mogę napisać z całą stanowczością. Jest cwana i przebiegła. Potrafi doskonale manipulowac. Ani nie stala jej się żadna krzywda, ani nie dzieje się... Renko, jest bardzo duzo racji w tym, co piszesz, masz trafne spostrzezenia, z wyjątkiem wątku o relacjach mojej matki ze swoim ojcem. Wiem to od niedawna, z relacji kogoś z rodziny, że moja matka od czasów wczesnej dorosłości miała różne dziwne skłonnosci, lubiła się wyróżniać. Kiedyś, będac nastolatką, pojechała ze swoją ciocią, a siostrą swojej matki, na wycieczkę do Budapesztu. Jedynaczka, świetna uczennica, panienka dobrze ułożona, a tu... nie wraca na noc do pokoju hotelowego. Ciocia od zmysłów odchodzi. Nad ranem pannica wraca...z murzynem, z którym spędziła noc...Były to lata 60. Po co o tym piszę? Mnie wychowywała bardzo surowo, sama zaś, cóz..nie była świętą. Wiem także, od cioci, ze miała partnera, który ja zostawił, bo żona zaszła w ciążę. Ona oczekiwała, że to z nią się ożeni, pamietam, jak w domu były straszne awantury, z biciem, niszczeniem mebli, wybijaniem szyb. Była wtedy mowa o rozwodzie. Pan ów mieszkał w innym mieście i spotykali się na delegacjach. Ojciec z kolei, gdy miałam 11 lat wyjechał na kontrakt zagraniczny. Po roku wrócił. Którejś nocy obudził mnie płacz matki. Podsłuchiwałam przez ścianę. Usłyszałam straszne rzeczy, długo nie mogłam dojść do siebie. Ojciec zdradzał matkę na potęge podczas tego kontraktu z córami Koryntu, co zaskutkowało choroba weneryczną, matka o tym nie wiedziała, zaszła w ciążę, podczas badania wyszła choroba, dziecko trzeba było zabić...Był to dla mnie szok nieprawdopodobny. Wiesz, Renko, mam olbrzymi lęk przed ludźmi. Mam w sobie mocno już zakorzenione poczucie, ze od ludzi mogę dostac tylko kopa na dzień dobry. Wole zatem ograniczac te kontakty do minimum, aby nie zostac zranioną... Odpowiedz Link Zgłoś
melanie Re: odpowiedzi 20.09.04, 12:14 ku.ro napisała: > Melanie – odzew niewielki? Mnie nie interesuje odzew. Pisałabym pomimo br > aku > odzewu. I ten deficyt jest wg Ciebie dowodem na prawdziwosc postawionej przez > Ciebie tezy? *************** Nie, to nie jest dowod. Prawda jest jednak, ze to co opisujesz, jest tak potworne, ze trudno w to uwierzyc. > Nie wierzysz w babcię-anioła i córkę-diablice? Takie to nierealne? Widocznie niewiele w życiu > widziałać, Melanie ******************** Dlugo zyje, ale takiego czegos nie widzialam, moze na szczescie? Tak, wierze w BABCIE-aniola i corke dziablice. O tym napisalam. Nie wierze natomiast, ze owa babcia byla dobra matka. I tu duzo racji ma renka. Skad wiesz, czy wlasnie twoja matka jako ulubienica ojca nie byla wykorzystywana i molestowana? A babcia mogla wiedziec, ale ze strachu nie reagowala. Takie traktowanie babci przez twoja matke wiele wyjasnia. Nie wierze, ze ze zdrowej rodziny wyjdzie taki potwor. Ale teraz pokazalas, ze twoja matka rowniez byla ofiara, i ze wyrastala w podobnych klimatach. Moze warto porozmawiac z nia i spytac, dlaczego? Bo bedziesz nosic ten bol w sobie przez cale zycie. Moze ta rozmowa szczera pomoze ci ja zrozumiec chociaz w malym stopniu? Bo bez takiej rozmowy nie zrozumiesz. Nikt nie zrozumie. A od zrozumienia juz niedaleko od wybaczenia. Wtedy dopiero sie uwolnisz, kiedy wybaczysz. Piszesz, ze corka nie szanowala matki, bo ojciec jej nie szanowal. Nie zgadzam sie. Na ogol corka widzac jak zle ojciec traktuje matke staje po jej stronie. W tym przypadku jednak tak sie nie stalo. I moim zdaniem jednak to renka ma racje. Jest jakis gleboki zal twojej matki do babci, o ktorym nie wiesz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Luty Re: odpowiedzi IP: *.dialup.mindspring.com 20.09.04, 12:53 Odpowiadasz na : ku.ro napisała: Jest cwana i przebiegła. Potrafi doskonale manipulowac. Ani nie stala jej się > żadna krzywda, ani nie dzieje się... To wlasnie mialem na mysli mowiac "stala sie jej krzywda" - ma okaleczona osobowosc... A Ty co mozesz powiedziec o sobie...? Masz okaleczona osobowosc...? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Js ok. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.04, 17:29 Nie przeczytałem. My fault. Jestem Cię w stanie zrozumieć. :) Uwierz mi na słowo, że jestem. Widzisz... dla mnie takie pisanie to nie głupota, to też jakiś rozwój. Odpowiedz Link Zgłoś
witch-witch Re: istnieją wyrodni rodzice.... 20.09.04, 15:02 Napisz proszę coś więcej o sobie i swojej aktualnej sytuacji, gdzie pracujesz, jak się tobie wiedzie itd.Przecież jesteś bardzo ciepłą i miłą osobą, tak że powinnaś mieć wielu przyjaciół. Co robią twoi wyrodni rodzice, czy szukają kontaktu, czy żałuja tego co u ciebie wywołali- strach i przerażenie? Serdecznie pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Js :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.04, 17:46 Mhm... Dokładnie. Opowiedz o tym, prosimy Cię wszyscy :). Przez to co tutaj przedstawiasz, jesteś, hmm... bardzo "cennym" człowiekiem. Kimś w rodzaju wynalazcy w kategorii psychologii. MIliony czekają na twoje rozwiązania. Oczywiscie, od Ciebie zalezy, czy zechcesz je przekazać... Ale według mnie masz jeszcze dużo ważnych rzeczy do powiedzenia... Btw. Nie wiem dlaczego, ale ustaliłaś, że jestem do Ciebie negatywnie nastawiany :/. Mylnie, generalnie rzadko się do czegokolwiek nastawiam negatywnie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AZ Re: :) IP: *.localdomain / 217.98.107.* 20.09.04, 20:45 Subiektywizm - subiektywne postrzeganie swoich doświadczeń życiowych... Och......... żeby to wszystko było takie proste. Nie jest, nie będzie - jedyna nadzieja w oderwaniu, w ucieczce, w zapomnieniu o przeszłości. Z biegiem lat bledną sytuacje, wydarzenia. Nowe doświadczenia nie tylko wyjaśniają postępowanie rodziców, ale również zaczyna się oceniać własne postępowanie, widzi się też własne błędy, a niektóre z błędów rodziców na dodatek się powiela. Z czasem może nastąpić oczyszczenie choć nie wszystko się zapomina. Boli ... Czytam z zapartym tchem, nie oceniam, bo wiem, że życie czasem jest lepsze od najlepszego filmowego scenariusza - i też czekam... Mam podobne wspomnienia, może troche większy bagaż i wydaje mi się , że się uporałam ze wspomnieniami... wydaje mi się... właśnie ... Na razie Pa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Renka Re: ciesze sie, ze terapia zbiorowa TRWA IP: *.home.cgocable.net 20.09.04, 21:21 Bylam ciekawa, czy mialam racje i mysle, ze w jakims sensie tak, ten caly horror ma podloze SEKSUALNE.Nie pomoga zadne pieniadze, zadne futra, wycieczki zagraniczne, baseny i rozne inne bajery, kiedy nie ma MILOSCI i na niej opartego zdrowego seksu malzonkow. Babcia miala nieprawidlowe relacje seksualne,( a wiec za nimi wszystkie inne )z dziadkiem. Dziadek mial pieniadze, wiec i "tanie kobiety", ktorych wszedzie pelno, w ten sposob mial bron("kochanki") przeciwko swojej zonie, kiedy nie byla mu "posluszna" w lozku.Ona, upokorzona i bezradna, dla swietego spokoju (bo miala przynajmniej "spokoj" materialny)tolerowala postepujacy rozklad moralny w rodzinie.Widziala to dorastajaca dziewczynka, jej corka, dla ktorej matka jest przeciez naturalnym wzorem kobiecosci. Buntowala sie.Przeciwko matce, oczywiscie, bo corka w matce widzi siebie. Ojciec jako wzorzec mezczyzny, z jakim mialaby w przyszlosci budowac swoje zycie mial nad nia wladze, jak kazdy ojciec, wszak dal jej swoje geny, dal jej zycie.Mozna nie wiem jak nienawidziec swojego ojca, mozna chciec o nim zapomniec, ale to on przekazuje zycie, nie matka. Matka je tylko pielegnuje :)) Mimo, ze wiedziala, ze tak nie powinien byl robic, ze jest to sprzeczne z normami spolecznymi, to musiala sie podporzadkowac, jako slabsza w rodzinie istota, dziecko, faktycznie bez praw.. Kobieta, wedlug mnie jest kluczem w tych wszystkich konfliktach. Od jej madrosci zalezy, czy zlo sie powtorzy, czy nie. Bo jesli nawet ma jakies slabe geny, ktore jej nie pozwola na radykalne wyjscie z sytuacji, nie jest silna i odwazna, to ma inna bron, ktorej powinna w sobie szukac i ta bronia, kobieca poslugiwac sie tak, zeby sytuacje kontrolowac. Godzenie sie na dominacje testosteronu ( maz z silna piescia lub z kochankami) to ZAWSZE tragedia dla najblizszego, a potem jak choroba zakazna przenosi sie dalej, na innych. Nie masz innego wyjscia, ku.ro musisz szukac milosci i szacunku, bo inaczej zginiesz, zameczysz sie. Czlowiek jest naprawde wolny i jest soba tylko wtedy, gdy jest kochany i akceptowany. W innych przypadkach slizga sie przez zycie, myslac, ze nie widac jego osobistej tragedii.Owszem, buduje sobie imperium materialne,kupuje seks lub jego namiastki(jakis skok w bok),terroryzuje slabszych( to mu daje zludzenie slusznosci obranych rozwiazan), nawet chodzi do kosciola co niedziela. Jest to zalosna gra, bo nikt w tym ukladzie nie jest szczesliwy. Droga do szczescia prowadzi przez czysta, otwarta milosc.Tak to jest, ze ta milosc jest w nas, w jednych jest jej wiecej(kolo tych lubimy sie "ocierac"), kolo niektorych jest jej mniej, a moze jest po prostu bardzo gleboko schowana :) Nie trac nadziei.Szukaj. Odpowiedz Link Zgłoś
ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 20.09.04, 20:56 Wyjechałam do Niemiec po to, aby za kilka dni wrócić z powrotem – popracować na działce, popełniając w międzyczasie zbrodnię niewybaczalną – raczyłam się w przerwach opalać na trawce! Skąd ta emfaza w określeniu tak naturalnej latem czynności? Wyjasnienie za chwilę. Tego samego dnia, po całym dniu harówki w upale, poszłam do mojego stryja, a jednocześnie ojca chrzestnego i zarazem brata ojca. Przyjęła mnie ciocia. Przejęła się strasznie moim losem – koniecznością harowania na poletku i, na moją opowieść, wymyśloną, o tym, ze moje koleżanki są na Mazurach i mają tak fajnie, zareagowała w sposób dla mnie zdumiewający: - Pakuj się i jutro jedź do koleżanek! - Ale, ciociu, nie mogę, działka, wszystko pozarastało strasznie chwastami... - Jedź! Powiemy z wujkiem twoim rodzicom, ze dostałaś rozstroju żołądka i nie byłaś w stanie pracować! Kto to widział, aby młoda dziewczyna w ten sposób spędzała wakacje! Masz natychmiast jechać! Tak też zrobiłam. Zdumienie X sięgnęło granic. Znowu byliśmy razem. Dostaliśmy tydzień w prezencie! Wróciłam do Polski w dniu spodziewanego powrotu rodziców. Dzwonek. Już są. Nazajutrz ojciec jedzie na działkę. Wraca. Z triumfalnym uśmiechem. - I co? Wszystko wiem! Wcale nie chodziłaś na działkę! Byłaś tam raz i...opalałaś się! Wiem o wszystkim, ha! Nie wiedziałaś, że jesteś pod stałą obserwacją! W bajeczkę, potwierdzoną przez wujostwo, uwierzyli... Rozpoczełam naukę w klasie maturalnej. Dziwnym zbiegiem okoliczności fascynacja moją osobą przez mojego partnera ze studniówki zbiegła się z kryzysem w moim potajemnym związku i z kolei moim zauroczeniem pewną osobą... Od tego czasu zaczyna się początek mojego końca – jako kobiety, jako osoby twardo stąpającej po ziemi, inteligentnej, wydawać by się mogło... Zaczynam mieć poważne problemy. Nie mogę skupić się w wystarczający sposób na nauce. Mam ciągłe lęki, tak silne, że nic nie mogę z nimi zrobić. Ogarnia mnie poczucie, ze pakuję się w coś, od czego nie można się uwolnić bez szwanku na swojej psychice i bez poważnych konsekwencji w przyszłości. X – idzie w odstawkę. Komunikuję mu to na naszym, o czym nie wiedział, ostatnim spotkaniu. „Z nami koniec”. Dlaczego? Zaczął przejawiać patologiczną chęć zawładnięcia mnie, posiadania mnie tylko dla siebie. Miał nieuzasadnione pretensje. Podejrzewał mnie o zdradę. Koszmar. Poza tym – poznałam kogoś. Zakochałam się bez pamięci. Tak więc – koniec. X na to, ze się zabije. Wyciąga żyletkę i usiłuje, w komediowo-farsowy sposób, tak, aby nie zrobić sobie żadnej krzywdy, podciąć sobie żyły... Zamyka dom na klucz. Nie chce mnie wypuścić. Ma oblęd w oczach. Zaczynam się bać... Zaczynam go uspokajać, zapewniać, ze żartowałam, że wszystko jest ok. - Kiedy do mnie przyjdziesz? Tak, jak zawsze? - Tak, oczywiście... - Nie kłamiesz? - Nie. - Przyjdziesz na pewno? - Na pewno. Pod tym warunkiem mnie wypuścił. Nigdy więcej do niego nie przyszłam. Zaczął się koszmar z nim, i nie tylko z nim, w roli głównej... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wypierdek mamuta Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.10.04, 09:55 Mój ojciec robi wszystko, zeby mnie sklócic z moja siostra. Odpowiedz Link Zgłoś
ku.ro odp. 20.09.04, 20:57 Melanie. Proszę, nie pisz w ten sposób o mojej Babci. Ona na pewno była bardzo dobrą kobietą i wspaniała matką! Wiem to z relacji dalszej rodziny! Wiem również, że to moja matka miała od dziecka narcystyczne zapędy i była trudna. Moja matka wstydziła się mojej Babci. Wstydziła się tego, ze jest otyła, że się nie maluje, że nie ma wykształcenia... Matka moja jest zakochana w sobie i bardzo pusta. Niezmiernie ważna jest dla niej cała „otoczka” człowieka – od dziecka miała swoją krawcową, najlepsze kosmetyki, fryzjerów, itp. Gdy moja matka miała 20 lat umarł jej ojciec. Nagle. Na zawał. Rozmowa z matką nie jest możliwa. Nie mamy z soba kontaktu. Nie z mojej winy... pozdrawiam. Luty. Tak! Jestem patologiczna pod kazdym względem. Jestem jedna wielką patologią. Jestem skrzywiona ze wszech miar... Nie akceptuje siebie, swoich głupich poczynań, swojego życia... Ale jednocześnie sama siebie przed sobą usprawiedliwiam i mówię: „idź w pokoju i nie grzesz więcej”... Paradoks...Od eustresu do dystresu... Od chęci skończenia ze sobą, ostatnio bardzo silnej, zaskakująco często i z precyzyjną regularnością powracającą – ale nie o tym chciałam... – do całkiem radosnych chwil, nie, nie szczęścia, bo tego nie ma w moim życiu, chwil, w których jest mniej czarno, w których dostrzegac zaczynam odcienie szarości... Mam świadomość, że jestem osoba kompletnie bezwartościową. Mój ojciec miał rację. Jestem nikim...pozdrowienia. Witch. Bład zasadniczy. Nie jestem ani ciepła, ani miła. Uwierz...Nie mam przyjaciół, nigdy nie miałam. Zamykałam i zamykam się na drugiego człowieka. O dziwo, tak, jak moja matka – po powrocie z pracy zmykała się w naszych czterech ścianach, nikogo nie odwiedzała ani nikt jej nie odwiedzał, nie miała żadnej koleżanki, o przyjaciółce nie wpominając...Nie. Nie szukają. Cóż ci mogę, droga Witch, napisać o moim czasie teraźniejszym? Tak, aby nie skłamać...? No, co...? Pozdrawiam Cię, Witch. Js. Ciebie sobie zostawiłam na deser. A więc jesteś w stanie mnie zrozumiec...Wierzę na słowo. Tobie wierzę. Choć – czemu...? Tez to, poniekąd, w ten sposób traktuje, to moje pisanie („czy mogę coś zmienić pisaniem?” T. Różewicz) – funkcją poboczną, oprócz wspominanej – autoterapeutycznej, jest staranie wybicia chociaz dziurki na dłoń w pancerzu, który jest moim domem. Jest to, w moim odczuciu, w miarę, niezupełnie, bezpieczne – net to w końcu quasi-anonimowość – przymykam oko na „quasi” i widze tylko „anonimowość”. To daje niezbędną iluzję bezpieczeństwa. O święta naiwności... Wiesz, JS, z jakim zamiarem rozpoczełam pisanie tych traumatycznych wspomnień? Chciałam to wszystko z siebie wyrzucić i wysłać matce na służbową @ link do tej dyskusji, z obserwacjami ludzi „z boku”, niezaangażowanych emocjonalnie, będacych w stanie spojrzeć na to wszystko chłodnym okiem. Wiele się jednak w międzyczasie zmieniło. Wiele i bardzo radykalnie. Już wiem, ze tego nie zrobię. Oni dla mnie umarli i ja dla nich. Raczej powinno być odwrotnie...Ja najpierw dla nich, oni dla mnie to już tylko konsekwencja ich wyboru, ich definitywnego odrzucenia mnie...Nie jestem człowiekiem, a już na pewno nie cennym. Jestem jak imitacja szmaragdu w pierścionku z wiejskiego odpustu. To jest cała prawda o mnie. I nie jest to taka spaczona kokieteria. Nie mam nic ciekawego dopowiedzenia, nic do przekazania. Zero. Pustka. Dokonujesz nadinterpretacji. Ok., zmieniam zdanie o Twoim – rzekomym – negatywnym nastawieniu. Nie sądziłam tak. Nie mam w zwyczaju aż tak pochopnie oceniać ludzi, na podstawie domysłów lub kilku wpisów na forum. Czy z tego może wyjść choć w promilu obraz człowieka? Pozdrawiam. Bardzo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Luty Re: odp. IP: *.dialup.mindspring.com 20.09.04, 22:12 > Luty. Tak! Jestem patologiczna pod kazdym względem. Jestem jedna wielką > patologią. Jestem skrzywiona ze wszech miar... Nie akceptuje siebie, swoich > głupich poczynań, swojego życia... Ale jednocześnie sama siebie przed sobą > usprawiedliwiam i mówię: „idź w pokoju i nie grzesz więcej”... Para > doks...Od > eustresu do dystresu... Od chęci skończenia ze sobą, ostatnio bardzo silnej, > zaskakująco często i z precyzyjną regularnością powracającą – ale nie o t > ym > chciałam... – do całkiem radosnych chwil, nie, nie szczęścia, bo tego nie > ma w > moim życiu, chwil, w których jest mniej czarno, w których dostrzegac zaczynam > odcienie szarości... Mam świadomość, że jestem osoba kompletnie bezwartościową. > > Mój ojciec miał rację. Jestem nikim...pozdrowienia. Wiem, ze w to nie wierzysz...czuje to, nie wierzysz w swoja bezwartosciowosc... Mysle, ze zrobilas cos, czego nie mozesz sobie wybaczyc...Mysle, ze szukasz usprawiedliwienia, a nie znajdujesz, nawet w tym swoim, smutnym dziecinstwie... Jezeli zrobilas cos czego nie mozesz sobie wybaczyc, wiedz ze nie ma nikogo na swiecie, kto ma moc ostatecznego wybaczenia Ci, oprocz Ciebie samej. Jezeli Ty sobie wybaczysz, bedziesz miala wybaczone... Nikt takze nie moze odebrac Ci wartosci... Kiedys zylas w uludzie, ze rodzice maga Ci nadac wartosc i te wartosc odebrac...Jestes dorosla i czas skonczyc z ta iluzja...Sama sobie nadajez wartosc, dopoki tego nie zrozumiesz, nie zdobedziesz mocy, aby pokierowac swoim zyciem... Jest jescze WARTOSC, ktora nadaje sens wszelkiemu istnieniu...nie bede o tym pisal teraz... Jutro, moze pojutrze, napisze cos o tym, w osobnym watku... Pozdrawiam Cie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Js Re: odp. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.04, 23:01 Napisz. Strzelam w rozwój, bo to mój napęd. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Js Hmm... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.04, 22:59 To fakt, naidinterpretuję. Poświęcam mało czasu na odpisywanie w długi, przemyślany sposób, mój błąd. Złe planowanie czasu. A więc jesteś bezwartościowa? Z jakiego powodu, jesteś głupia? Jeżeli nie - no to jesteś wartościowa,automatycznie. Jak tak, to można to zmienić... Przypominasz mi parę osób które spotkałem... Nie spotkałem mało cennego człowieka. Fakt, niektórzy są pospolici. Ale to nie jest argument, a dygresja. Nie chcę argumentować, odpierasz argumenty z taką siłą, jakby Ci dobrze było będąc [i tu nieścisłość] pustką. W moim odczuciu jest inaczej. W twoim możesz być marchewką, masz do tego prawo [Ck Norwid - "Królestwo", chyba lubisz poezję, tak?], to co odbierasz jest zależne TYLKO od Ciebie. Ale tak na poważnie, chcesz być pustką? Nie chcesz być wielka, osiągać sukcesów, itp. itd. ? Nie wiem czy mogę tak mówić, ale twoi rodzice mi się kojarzą z ludźmi, których unikam, zwyczajnie źle się przy nich czuje. Popularnie zwanych nieempatycznymi prostakami. Czuję się nie swojo, źle, i zażenowany. Kiedy ktoś ma podobne odczucia, powstaje - affinity :). Ja też nie jestem czlowiekiem. Też bym tak chciał. "So I am a human too? What a shame..." Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Js Re: Hmm... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.04, 23:10 Miesza mi się wszystko dzisiaj. Mam tylko takie ogólne uwagi, które pewnie są Ci zbędne. Pisz do końca. Pustko, falszywy szmaragdzie, chciałbym poznać zakończenie. Wtedy przedstawię swoje argumenty, opinię, zachwyt, albo po prostu zaniemówię. Btw: Po co Ci jest ocena siebie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: babet do Ku.ro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.04, 23:11 Ku.ro, czy jest koło Ciebie teraz ktoś, kto Ciebie w jakiś sposób wspiera? Ktoś Tobie bliski? Czy jest tylko szyba monitora i my? i Twoje pozornie chłodno relacjonowane wspomnienia?... Cokolwiek zrobiłaś wybacz sobie i wybacz rodzicom. Jesteś niesamowicie silną osobowością, tak mi się zdaje. Znajdź w sobie siłę na to. Odetnij się od złych wspomnień, bólu i żalu. Pokochaj samą siebie taką jaką jesteś i z całym bagażem przeszłości. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Js Re: do Ku.ro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.04, 23:14 Wiesz, co mi sie nasuwa... "Też mam dla Ciebie radę. Napraw świat, odnieś sukces i kochaj wszystkich naokoło. Umiesz to zrobić. To bardzo cenna rada dla ciebie, prawda?" Nie chcę Cię urazić, ale to tak jakby podać problem badawczy i uznać go za rozwiązany, od razu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: babet Re: do Ku.ro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.04, 23:21 Gość portalu: Js napisał(a): > Wiesz, co mi sie nasuwa... > > "Też mam dla Ciebie radę. Napraw świat, odnieś sukces i kochaj wszystkich > naokoło. Umiesz to zrobić. To bardzo cenna rada dla ciebie, prawda?" > > Nie chcę Cię urazić, ale to tak jakby podać problem badawczy i uznać go za > rozwiązany, od razu. Mylisz się... Nie o to mi chodziło. Źle to odczytałeś... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Js Re: do Ku.ro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.04, 15:21 Jaką praktyczną wartość mają te rady? Sugerujesz, że nie próbowała? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: babet Re: do Ku.ro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.04, 21:06 Gość portalu: Js napisał(a): > Jaką praktyczną wartość mają te rady? Sugerujesz, że nie próbowała? To nie są rady. Nic nie sugeruję. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: babet Re: do Ku.ro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.04, 01:06 próba wsparcia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Js Re: do Ku.ro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.04, 15:55 "Cokolwiek zrobiłaś wybacz sobie i >>>> wybacz rodzicom <<<<<". Jesteś niesamowicie silną osobowością, tak mi się zdaje. Znajdź w sobie siłę na to. >>> Odetnij się od złych wspomnień, bólu i żalu. <<<< >>>> Pokochaj samą siebie taką jaką jesteś i z całym bagażem przeszłości. <<<< Jaką funkcję pełnią w zdaniu zaznaczone fragmenty? [3pkt] Odpowiedz Link Zgłoś
vielonick Re: istnieją wyrodni rodzice.... 21.09.04, 01:02 czy Ty jestes ta dziewczyna, co sie zastanawiala na innym watku czy isc na slub siostry? pamietam tamta dyskusje przeczytalam caly watek nie ma powodu by dywagowac nad jego prawdziwoscia nawet jesli tego nie przezylas to inni mogli nie w tym rzecz moja rada jest nastepujaca: powinnas isc na terapie do profesjonalisty my (tzn. forumowicze) Ci nie pomozemy ani Ty sama sobie tez nie pomozesz co sie dalo to juz zrobilas teraz krecisz sie w kolko zapamietujac sie i zaglebiajac w przeszlosc znajdujac w tym masochistyczna przyjemnosc terapeuta pozwolilby Ci wyjsc z tego zakletego kregu co bylo to bylo, czasu nie cofniesz ale masz cale zycie przed soba, ktore moze byc normalne choc teraz trudno Ci w to uwierzyc Twoja przyszlosc bedzie miala wplyw na przyszlosc i terazniejszosc ale od Ciebie zalezy jaki to bedzie wplyw jak silny masz szanse, uwierz w to nie warto miec polowy zycia zmarnowanej przez rodzicow a druga przez sama siebie, rozpamietujac co sie wydarzylo pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
vielonick ps. 21.09.04, 02:04 jeszcze sloweczko ;) kazdy w swoim dziecinstwie moze znalezc rozne momenty, zdarzenia niekoniecznie szczesliwe (eufemizm...) ale dorastajac, gdy stajemy sie dorosli, bardziej swiadomi (a przynajmniej powinnismy) zaczynamy widziec wiecej, dowiadujemy sie o przeszlosci naszej rodziny o tym co sie dzialo przed naszym urodzeniem dostajemy wtedy do rak dodatkowe elementy ukladanki pod tytulem: DLACZEGO? ta ukladanka nigdy nie bedzie ulozona do konca ale im wiecej kawalkow tym pelniejszy obraz tym latwiej o zrozumienie mechanizmow rzadzacych ludzmi takze w rodzinie bo kazda grupa rzadzi sie swoimi prawami bo najwazniejsza jest ochrona trwalosci wspolnoty te najmniejsze ogniwa - dzieci - to czuja i postepuja w sposob im "przypisany" trudno orzec czyja to "wina" pierwsze nasuwa sie ze rodzicow oni sa dorosli i tworza rodzine ale nie wzieli sie znikad i tez sa obarczeni jakims bagazem... Odpowiedz Link Zgłoś
ku.ro odp. 21.09.04, 13:59 Az. Jeśli umarło się za zycia. Jeśli żyjąc, nie przeżywa się zycia. Jeśli jest się samą na tym świecie, ale nie samotną. Nie czuje się samotna sama ze soba. Jeśli cierpi się fizycznie, choć ból pierwotny jest w duszy. Jeśli nienawidzi się samej siebie. Jak można zapomnieć? Można? Może. Ja nie potrafię. Nie, nie skupiam się masochistycznie i autodestrukcyjnie na traumie z dzieciństwa i wczesnej młodości. Jestem w szoku, ale ten szok mija, powoli, po ostatniej rozmowie telefonicznej z moja matką. Wiedzę tę postrzegam jako dobrą, nie ma już iluzji i życia w ułudzie. Nie ma już; a może, kiedy, kiedyś, a gdyby tak... Renko. Powielam chyba wzorce. Nie potrafiłam i nie potrafię powiedzieć „nie”. Szukam akceptacji, miłości, nie chce być całkowicie odrębna... Nie jestem asertywna. I nie wiem, czy kiedykolwiek będę. Wydaje mi się, ze wszystko już w moim życiu się skończyło. Wszystko jest za, nie ma nic przed... Luty. Alez ja nie musze wierzyc lub nie! Ja to wiem! To jest czysta empiria. Nigdy sobie nie wybacze. Nie ma takiej mozliwosci. Mysle, ze to, jak wyglada moje zycie obecnie, jest podswiadomym samoukaraniem, nie potrafie wydobyc się z pewnego zakletego kregu. Kiedys popełniłam błąd, jeden, jedyny, który pociągnąl za soba lawinę nieodwracalnych zmian...napisz zatem o TEJ wartości. Czekam. Ależ JS. Przeciez nie musisz się dokładnie wczytywac w te moje nie mające ładu i składu wypocinki! Masz na pewno wiele ciekawszych i bardziej kostruktywnych zajęć. Otóż – wyobraź sobie – jestem głupia, przeraźliwie głupia. Eot? Bo z głupcem nie da się rozmawiac, a w kazdym razie nic dobrego z tego nie wynika... Chce i nie chcę. Boję się, ze nie podołam, dlatego nawet nie zaczynam. Tzn. kilka razy zaczynałam, z marnym skutkiem. Wpakowałam się raz w niezłe tarapaty...Chce. Jestem euforią. Mogę góry przenosić. I...niewiele trzeba, abym stała się depresją... Jedna wielka, patologiczna, dychotomia. Zanimówisz. Zamilkniesz. Zobaczysz, jaka jestem bezwartościowa. Ocenę samej siebie traktuję jak jeszcze jedna wiedzę, czy potrzebną do życia? Do czego w takim razie...? Do szczęścia? A istnieje coś takiego? Babet. Nie. Nie ma nikogo takiego. Jest moja matka chrzestna, ale z nią kontakt mam sporadyczny. Ona jest psychologiem, ale ma wystarczająco dużo problemów w swoim zyciu. Miałam kuzyna, wspaniałego człowieka. Umarł w lipcu. Miał 32 lata...Sobie nigdy nie wybacze. Rodzicom chciałam, ale już nie che, i nigdy tego nie zrobie. Zbyt wiele krzywd mi wyrządzili. I są nieugięci. Wiesz, to dziwne, ludzie właśnie postrzegają mnie jako silną i twardą kobietę. Tak nie jest. Gdyby tak było, moje zycie wyglądałoby zupełnie inaczej... Vielonick. Nie. To nie ja. Nigdy nie pisałam na tym forum. Nie oczekuje od Was pomocy. Nie jestem na tyle nierozsądna, aby od Was, drodzy forumowicze FP tego wymagać. Nie spodziewałam się żadnej reakcji. Jak już wspominałam, pisałam dla siebie, ale również był to list w elektronicznej formie pisany do mojej matki. Teraz już nim nie jest, gdyz wiem, ze go nie wyślę. Nie mam życia przed sobą. Nie mam i już. Niczego od zycia się nie spodziewam, oprócz „zalu, potu i łez”, bo na nic innego sobie nie zasłużyłam. Nie jest głupotą popełniac błedy, bo tylko ten, kto nic nie robi, ich nie popelnia, ale skrajną nierozsądnoscią jest w nich tkwić. A moi rodzice wraz z siostrą tak właśnie czynią. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Js Re: odp. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.04, 15:25 Masz jakiś komunikator internetowy? Zobaczymy czy da się z tobą gadać. Co ty na to? "Boję się, ze nie podołam, dlatego nawet nie zaczynam" - to fakt. Tacy którzy nie próbuję, zawsze podołają wszystkiemu, tzn. niczemu. Musiałaś źle się do tego zabrać... Czego Ci brak, motywacji? Szczęście, aheh. Nie wiem czy istnieje, przecież to pojęcie. Ludzie nazywają tak subiektywne stany, każdy pewnie widzi w nim co innego. Proponuję nazwać szczęściem to czego pragniesz. A jak nic nie pragniesz? To może jesteś szczęśliwa? Odpowiedz Link Zgłoś
vielonick Re: odp. 21.09.04, 15:28 ku.ro napisała: > Nie mam i już. Niczego od zycia się nie spodziewam, oprócz „zalu, potu i > łez”, > bo na nic innego sobie nie zasłużyłam. Nie jest głupotą popełniac błedy, bo > tylko ten, kto nic nie robi, ich nie popelnia, ale skrajną nierozsądnoscią jest > > w nich tkwić. A moi rodzice wraz z siostrą tak właśnie czynią. Ty tez i zycze Ci bys dala sie z nich uwolnic pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: babet Re: odp. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.04, 21:03 > Jeśli nienawidzi > się samej siebie. Za co siebie nienawidzisz? Potrafisz zdefiniować? > Jak można zapomnieć? Można? Może. Ja nie potrafię. Nie, nie Czas. Zobaczysz, że będziez umiała zapomnieć, a przynajmniej schować tak głeboko, że pozwoli Ci to żyć. > skupiam się masochistycznie i autodestrukcyjnie na traumie z dzieciństwa i > wczesnej młodości. Jestem w szoku, ale ten szok mija, powoli, po ostatniej > rozmowie telefonicznej z moja matką. Wiedzę tę postrzegam jako dobrą, nie ma > już iluzji i życia w ułudzie. Nie ma już; a może, kiedy, kiedyś, a gdyby tak... Czy próbowałaś kiedykolwiek powiedzieć rodzicom na spokojnie co Cię w nich boli, co czujesz? Zapytać dlaczego faworyzują siostrę? Powiedzieć, że czujesz się z tym wszystkim źle, że nie czujesz ich miłosci? Ze jej potrzebujesz? Czy wykrzyczałaś im swoją potrzebę ich miłosci im w twarz? > Wydaje mi się, ze wszystko już w > moim życiu się skończyło. Wszystko jest za, nie ma nic przed... Całe życie przed Tobą. > Nigdy sobie nie wybacze. Nie ma takiej mozliwosci. Mysle, ze to, jak wyglada > moje zycie obecnie, jest podswiadomym samoukaraniem, nie potrafie wydobyc się z > > pewnego zakletego kregu. Kiedys popełniłam błąd, jeden, jedyny, który pociągnąl > > za soba lawinę nieodwracalnych zmian... To tylko teraz Tobie się tak wydaje, emocje są jeszcze zbyt swieże. Nie ma takiej rzeczy, kórej nie można by było sobie lub komuś wybaczyć. Znam podświadome karanie siebie samej, wyjdziesz z tego. Pozwól komuś sie pokochać, ale najpierw pokochaj samą siebie. Gdzieś Tam Twoja Babcia przygląda Ci się i gdyby mogła by Ci coś przekazać, na pewno byłyby to słowa miłosci i przebaczenia. > Otóż – wyobraź sobie – jestem głupia, przeraźliwie głupia. E > ot? Bo z > głupcem nie da się rozmawiac, a w kazdym razie nic dobrego z tego nie wynika... > > Chce i nie chcę. Boję się, ze nie podołam, dlatego nawet nie zaczynam. Tzn. > kilka razy zaczynałam, z marnym skutkiem. Wpakowałam się raz w niezłe > tarapaty...Chce. Jestem euforią. Mogę góry przenosić. I...niewiele trzeba, abym > > stała się depresją... Jedna wielka, patologiczna, dychotomia. Zanimówisz. > Zamilkniesz. Zobaczysz, jaka jestem bezwartościowa. Ocenę samej siebie traktuję > > jak jeszcze jedna wiedzę, czy potrzebną do życia? Do czego w takim razie...? Do > > szczęścia? A istnieje coś takiego? > > > Babet. Nie. Nie ma nikogo takiego. Jest moja matka chrzestna, ale z nią kontakt > > mam sporadyczny. Ona jest psychologiem, ale ma wystarczająco dużo problemów w > swoim zyciu. Miałam kuzyna, wspaniałego człowieka. Umarł w lipcu. Miał 32 > lata...Sobie nigdy nie wybacze. Rodzicom chciałam, ale już nie che, i nigdy > tego nie zrobie. Zbyt wiele krzywd mi wyrządzili. I są nieugięci. Wiesz, to > dziwne, ludzie właśnie postrzegają mnie jako silną i twardą kobietę. Tak nie > jest. Gdyby tak było, moje zycie wyglądałoby zupełnie inaczej... > > Vielonick. Nie. To nie ja. Nigdy nie pisałam na tym forum. Nie oczekuje od Was > pomocy. Nie jestem na tyle nierozsądna, aby od Was, drodzy forumowicze FP tego > wymagać. Nie spodziewałam się żadnej reakcji. Jak już wspominałam, pisałam dla > siebie, ale również był to list w elektronicznej formie pisany do mojej matki. > Teraz już nim nie jest, gdyz wiem, ze go nie wyślę. Nie mam życia przed sobą. > Nie mam i już. Niczego od zycia się nie spodziewam, oprócz „zalu, potu i > łez”, > bo na nic innego sobie nie zasłużyłam. Nie jest głupotą popełniac błedy, bo > tylko ten, kto nic nie robi, ich nie popelnia, ale skrajną nierozsądnoscią jest > > w nich tkwić. A moi rodzice wraz z siostrą tak właśnie czynią. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: babet Re: odp. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.04, 21:19 > Otóż – wyobraź sobie – jestem głupia, przeraźliwie głupia. Nie jesteś. > Babet. Nie. Nie ma nikogo takiego. Jest moja matka chrzestna, ale z nią kontakt > > mam sporadyczny. Ona jest psychologiem, ale ma wystarczająco dużo problemów w > swoim zyciu. Miałam kuzyna, wspaniałego człowieka. Umarł w lipcu. Miał 32 > lata...Sobie nigdy nie wybacze. Wybaczenie sobie jest podstawą aby pójśc dalej, musisz od tego zacząć, inaczej się nie da. Rodzicom chciałam, ale już nie che, i nigdy > tego nie zrobie. Zbyt wiele krzywd mi wyrządzili. I są nieugięci. Wiesz, to > dziwne, ludzie właśnie postrzegają mnie jako silną i twardą kobietę. Tak nie > jest. Gdyby tak było, moje zycie wyglądałoby zupełnie inaczej... A może właśnie wyglądałoby inaczej gdybyś była słaba psychicznie. Załamałabyś się na oczach rodziców, popadła w chorobę, może to otworzyłoby im oczy, serca? > Nie jest głupotą popełniac błedy, bo > tylko ten, kto nic nie robi, ich nie popelnia, ale skrajną nierozsądnoscią jest > > w nich tkwić. A moi rodzice wraz z siostrą tak właśnie czynią. Ty też, jak napisał Ci już Vielonick. Jeśli popełniłaś błedy, nie popełniaj teraz tej nierozsądności i nie tkwij w nich. Czekam na zakończenie Twej historii. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Luty Re: odp. IP: *.dialup.mindspring.com 23.09.04, 04:19 Odpowiadasz na : ku.ro napisała: Luty. Alez ja nie musze wierzyc lub nie! Ja to wiem! To jest czysta empiria. Nigdy sobie nie wybacze. Nie ma takiej mozliwosci. Nigdy sobie nie wybaczysz...? przeciez to nonsens...Zapewniasz mnie, ze niiigdyyy sobie nie wybaczysz...Bzdura, nie wierze Ci... Mysle, ze to, jak wyglada moje zycie obecnie, jest podswiadomym samoukaraniem, nie potrafie wydobyc się z pewnego zakletego kregu. Kiedys popełniłam błąd, jeden, jedyny, który pociągnąl za soba lawinę nieodwracalnych zmian... Po zmianach (nieodwracalnych) nastepuja dalsze zmiany, a za nimi nastepne...Zycie sie toczy. Nawet w najgorszych, skrajnych warunkach toczy sie zycie....Zycie jest silniejsze od Ciebie, zawladnie Toba, zobaczysz... nawet gdybys siebie zabic chciala...to i tak nic z tego...bo nie masz takiej mocy, aby zabic zycie... Ta opowiastka o kropli wody (O WARTOSCI) jest o tym, ze jezeli jedna mala kropla wody ma taka wartosc, ze jest obdarowana niesmiertelnaoscia, to co dopiero Ty ku.ro...? wyobraz sobie swoja wartosc,ktora jest niebotyczna, bez wzgledu na to co zrobilas... i nie chrzan.... Odpowiedz Link Zgłoś
ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 21.09.04, 14:01 Odkryłam wiele interesujących rzeczy o X. Zdradzał mnie na potęgę. Z głupim uśmieszkiem zaprzeczał, w tak bezczelny sposób, abym wiedziała, że kłamie. Zaczął mnie poniżac. Lekceważył mnie. Nie szanował. Sądził, że mam mnie na własność i na zawsze... Jak już pisałam, poznałam kogoś. Musiałam zerwanie z X rozłożyć w czasie i rozegrać to wszystko taktycznie. Nie spodziewałam się jednak, że X tak histerycznie zareaguje na zerwanie... X oszalał. Śledzi mnie. Przestaje mu zależeć na swojej opinii. Jeździ za mną. Boje się wyjść z domu. Godzinami siedzi w samochodzie pod moim oknem trąbiąc bezustannie. Okna kuchni wychodzą na te ulicę. W kuchni jest matka. Wygląda przez okno. - Kto to tak trąbi? - Jakiś wariat pewnie. - W takim samochodzie? Wariat? Może zadzwonić na policję? - Daj spokój, mamo, chodź na film... Okna „salonu” wychodzą na podwórko. Po kłopocie... Wychodze niby wynieść śmieci. X wysiada zapłakany z auta. Obiecuję mu, że nazajutrz zadzwonię. Pod tym warunkiem decyduje się odjechac. Rzecz jasna nie dzwonię... O dziwo, chwilowo mam z nim spokój... Chwilowo... W tym samym czasie... Mój partner ze studniówki. Po jego studniówce, na rozkaz ojca, i nie tylko (był mi obojętny, był tylko moim partnerem na studniówkę, to wszystko) tak więc po jego studniówce zrywam wszelkie kontakty. Chłopak...oszalał. Dosłownie. Nie chodzi do szkoły, przesiaduje w moim LO. Chodzi za mną. Śledzi mnie. Wychodze ze szkoły tylnym wyjściem. Biegnę. On za mną. Krzyczę, ludzie się oglądają, wreszcie zatrzymuję się i groże policją, odchodzi... Wydzwania, przychodzi do domu, płacze, jest w szoku, dlaczego nie chce go znać. Tłumaczę, ze rodzice, że musze się uczyć, ze mam mature i surowych rodziców. Nie wierzy. Grozi, że zniszczy mi opinię. Odchodzi z wyrazem triumfu. Po to, by wrócić po godzinie i ze łzami w oczach blagać o wybaczenie. Jestem nieugięta. - Mów o mnie, co chcesz. I tak nikt ci nie uwierzy... Więcej z nim nie rozmawialam. Od tej pory telefony odbiera matka, zas gdy dzwoni do drzwi mówi mu, ze mnie nie ma. Rozumiecie? Mam zakaz nawiazywania jakichkolwiek relacji z płcią odmienną!!! W myśl tej zasady następuje całkowite odcięcie. Ja na to idę, gdyż nic nie czułam do tego chłopaka. Rosnę w oczach rodziców... Nie chce spotykac się z nim. Brawo! Mądra dziewczynka... I taka posłuszna... Ma już 20 lat! Zbieżność czaso-przestrzeni...Znowu.. Y. Kolega X. Znana osoba. Przebieram się na wf. Wpadają do szatni koleżanki. - Anka, szybko, ktoś do ciebie!!! Sensacja. Wychodzę i widzę Y. Prosi, abym zwolniła się z lekcji, musi ze mna porozmawiac. Idziemy do mnie. Opowiada mi, ze przysłał go X, który przechodzi załamanie. Powinnam się z nim spotkac, bo zrobi cos głupiego i zniszczy mnie i siebie. Jest nieobliczalny. Zwariował. Nie mogę... Ja chyba śnię... Równolegle: A. Kolega z równoległej klasy. Zauważam, ze wciąż na przerwach się mi przypatruje. Czuję się molestowana...wzrokiem. W końcu zbiera się na odwage i podchodzi do mnie. „Chciałbym cie poznac...” „Nie warto...” Nie zwariował, na szczescie. Cierpiał w samotnosci...Tylko patrzył tymi smutnymi oczami, patrzył...tak mądrze...żal mi go było...tak bardzo cierpiał...przeze mnie... I znowu: B. Kolega z klasy rok nizej, poznany na studniówce. Na rzeczonej, podczas rozmowy w upojeniu alkoholowym: „Ty chodzisz do naszej szkoły???” „Tak” „Nigdy cie nie wiedziałem! Niemożliwe, zwróciłbym natychmiast na ciebie uwage!” Po studniówce, na przerwie, B.: „W szkole jesteś taka niepozorna, w ogóle nie rzucasz się w oczy, ubierasz się zwyczajnie, nie malujesz się... no, no, no” Komplementy... Kobiety bez nich umierają za życia... Na szczęście, dla niego, znalazł sobie fajną dziwczynę. No i klamra spinająca ten ciąg zdarzeń ze mną i facetami w roli głównej: Z. Z – niczym omega, alfa i omega, początek i koniec. Zet, początek końca... Zauroczenie, fascynacja, priorytet. Ferie. Nie wiedziałam, ze Z. ma kogoś, nikogo nie mając jednocześnie... Kobieta ta jest zjawiskowo piekna. Światem całym dla niej jest Zet. Dowiaduję się o jej istnieniu przypadkowo. Dzwoni do mnie (w międzyczasie zakładają nam telefon). Jest kwiecień. I miesiac do matury... Kobieta owa, nazwijmy ją Renatą, zatruwa mi życie, szantażuje mnie, grozi, że powie o wszystkim moim rodzicom i w ten sposób mnie skończy. Skąd ona tak dużo o mnie wie? Skad wie, gdzie mieszkam? Od... X. X mnie śledził, jak się okazuje, wiedział o tym, ze z kimś się spotykam, i kim jest ów ktoś, nawiazał kontakt z Renatą... Ranata z kolei...zwiazała się z X. I w ten oto sposób stałam się „posiadaczką” dwóch śmiertelnych wrogów, gotowych zniszczyć mi i Z., zycie... Renata wie o mnie wszystko. Zna, od X, moją sytuację w domu. Nie ma litości. Ból za ból. Cierpienie za cierpienie. Tylko że ona już nie cierpi, wydaje się być szczęśliwa z X... Dlaczego chce mnie zniszczyć? Mam dosyć wszystkiego. Żyję w ciagłym strachu. Nie opuszcza mnie ani na moment. Każdy telefon przyprawia mnie o zawał. Nie spotykam się z Z. Postanowiliśmy przeczekać nawałnicę. Renata, razem z X. Śledzi Z. Z. Wyjeżdza na kilka dni z piątku na sobotę. W sobotę rano budzi mnie ojciec: - Telefon do ciebie. - Kto dzwoni? - Nie wiem. Jakaś koleżanka. Podchodzę, cisza. - Kto to był? O tej porze? Co za koleżanka? Co chciała? - Pytała, kiedy oddam jej książke. Potrzebuje jej dzisiaj... - O tej porze? Co ty masz za niewychowane koleżanki! Sprawdzała, czy jestem w domu... A chciałam mieć tylko swoją „tajemnicę”, o której nie wiedzą rodzice, która miała być dla nich karą za niedocenianie mojej szczerości... Chciałam kochac i być kochaną. Chciałam być akceptowana w pełni. Chciałam czuć się kims wartościowym... cdn. Odpowiedz Link Zgłoś
q02121974 Re: istnieją wyrodni rodzice.... 21.09.04, 14:13 "Psa zabił samochód. Z koguta powstał rosół.." czy już zapomniałaś jaka świetna chińszczyzna powstała z psa? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Renka Re: gdzie tu jest problem ? IP: *.home.cgocable.net 21.09.04, 22:27 Staralas sie byc grzeczna dziewczynka i ten schemat masz ciagle w glowie. Jestes przeciez juz dorosla i nie zawsze musisz robic to, co kaze mamusia i tatus. Zachlystujesz sie tymi historiami typu "jeden chlopak spojrzal na mnie i juz sie zakochal", "drugi o malo nie zwariowal, nie moge sie od niego odczepic". Czy chcesz tu powiedziec,ze tak samo jak twoja matka lubisz seks i facetow? A ktora kobieta nie lubi? Kazda by chciala miec pare orgazmow dziennie, niestety tylko niektore tak maja :) Ku.ro pora wydoroslec i zaczac wlasne zycie. Jak widzisz zycie przy rodzinie stalo sie skomplikowane, a faceci, z ktorymi laczylo cie uczucie (jakie?, szukalas w X "tatusia?", bo chcialas sie na nim zemscic?), ci faceci nie spelniaja twoich oczekiwan. Pole elektryczne nie to, zapach nie taki itd Wez sie za cos z innej beczki, to zapewne przytlumi twoje rozognione reakcje. Masz napewno jakies sportowe zainteresowania. Zacznij cwiczyc regularnie, dotlenisz sie i para i caly ten buzz w glowie uleci w niebyt :)) Odpowiedz Link Zgłoś
sorocco Re: gdzie tu jest problem ? 21.09.04, 22:46 Jak czytam twoje posty ku.ro, to zgadzam się z Renką. Trochę aż za bardzo przeżywasz te romanse szkolne,zamiast traktować to co było z odrobiną dystansu. Rozckliwiasz się nad sobą i chcesz uchodzić za osobę szczególną. A tak naprawdę to jesteś bardzo sentymentalna. Zupełnie nie żyjesz terażniejszością.Ojciec z tego co opisujesz jest rzeczywiście bardzo chory i powinien zostać pozbawiony praw rodzicielskich.To, że się miało nieudane dzieciństwo nie daje podstaw do tego aby mieć wypaczony swój własny obraz siebie,jako osoby bez większych wartości czy też osobistych walorów. Bo to jest bzdura! Moim zdaniem powinnaś szukać pomocy w terapii grupowej. W ogóle mieć rozmowy z psychologiem. Jest pomoc, ale trzeba z niej chcieć skorzystać,inaczej pogrążysz siebie w nieskończonym pesymizmie i ckliwym sentymetaliźmie. Apropo ojca, to myślę, że gdyby był zdrowy, nigdy nie zrobiłby tego co zrobił. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: babet Re: gdzie tu jest problem ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.04, 22:57 nie uprzedzajcie faktów, nie wiecie jak zakończy się historia, i czy te egzaltowane opisy szkolnych romansów nie mają właśnie znaczenia Odpowiedz Link Zgłoś
procesor Re: gdzie tu jest problem ? 21.09.04, 23:01 Autorka chyba się lubuje w roztrząsaniu tych szczegółów. Ona czerpie satysfakcję ze swego ponurego życia. "Patrzcei jakie niektórzy maja życie!" Sposób opisywania pewnych szczegółów takie wrażneie na mnie wywarł. A jaka jest naprawde? Jak wyglądałby ta relacja o jej życiu napisana przez babcie matke siostre?? Zakaładając że to wszystko prawda oczywiście. Odpowiedz Link Zgłoś
ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 22.09.04, 11:30 JS. Nie mam. Może motywacji, może czegoś innego...Nie, nie jestem szczęśliwa. Byłam kiedyś, bardzo krótko... Babet. Nie mam kontaktu z rodzicami od kilku lat. I już nigdy nie będę miała. Renka. Źle to odczytałaś. Nie było moim celem rozpisywanie się o tym, jaka to jestem piękna i jakie mam powodzenie. Tak nie jest. Nie uważam się ani za ładną, ani za mądrą, ani za wartościową dziewczynę, czy też już – kobietę. Opisałam to tylko dlatego, aby nakreślić pewien problem – mogłam mieć chłopaka, normalnego, w moim wieku lub trochę starszego, gdyż to chłopcy mnie zaczepiali, nie ja ich. Mając chłopaka, mogłabym uczyć się nawiazywania prawidłowych relacji damsko-męskich, oficjalnie, przy akceptacji rodziców, byłaby to gra w otwarte karty... Niestety, nie wolno mi było kontaktować się z meżczyznami. Z tego powodu zaczęłam na oslep szukac miłości w tajemnicy przed rodzicami, myliłam miłość z fascynacją, byłam naiwna i głupia. Dlatego, że nie mogłam się sprawdzić...”Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono.” Sorocco. Nie przeżywam, nie żyję nimi, nie ekscytuje się tym. Zrozum, ze ta konkretna historia była tylko środkiem, nie zas celem samym w sobie! Nie żyję przeszłością. Nie wstaję każdego dnia z płaczem, ze mamusia mnie nie kocha a tatuś mnie bił, bo wyjadałam konfitury ze słoika. Opisuję tę historię, bo chcę uzewnętrznić to, co było, przezyć to jeszcze raz, ostatni, i pozbyć się tego ciezaru raz na zawsze. Procesor. Jesteś w błędzie. Może mój głowny problem polega na tym, ze w nieumiejetny sposób opisuje to, co było, używam nieadekwatnych srodków wyrazu, nie wiem, może...Ależ ja wiem, jak wyglądają relacje z drugiej strony! Tylko, że o ile początkowo rodzina dawała wiarę im, tak teraz większość jest po mojej stronie. Z tymi, którzy trzymają ze mną, kontakty moi rodzice zerwali. Symptomatyczne...Napisze o tym w jednym z kolejnych odcinków Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Js Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.04, 16:02 > JS. Nie mam. Może motywacji, może czegoś innego...Nie, nie jestem szczęśliwa. > Byłam kiedyś, bardzo krótko... Zrobilas cos gorszego... NIe napisalas "odp" w temacie! Poczułem się zdezorientowany ;). Jak z tym komunikatorem? Zmierzysz się ze mną? Zobaczymy kto ma rację o twojej wartości? Jak wyjdzie, że ty, to dam spokój, niezgodnym z moją filozofią jest tracenie czasu na bezwartościowość... [przecież atomy z zerową wartościowością się nie łączą, co tam więcej do opisania ;)?] Odpowiedz Link Zgłoś
ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 22.09.04, 11:33 Wracam w niedzielne przedpołudnie z kościoła. X zajeżdża mi droge na pustej ulicy. Każe mi wsiadać. Co wybieram? Rozmowę czy kłopoty? Wsiadam. Rusza z piskiem opon przed siebie. Wyjeżdza poza miasto. Jedzie 120/h po wąskich, krętych uliczkach. Grozi, że nas pozabija. Dotyka mnie. Nie chce tego, szarpie się z nim, on zjezdza na pobocze...Odzyskuje panowanie nad kierownica i jedzie dalej. Przyspiesza. Ma obłęd z oczach. Znowu się zaczyna...Chce jasnej deklaracji, że do niego wrócę. Oczywiście, że wrócę do ciebie! O dziwo, to mu wystarcza. Coś nienormalnego...Czy on zawsze był chory, tylko ja tego nie widziałam, czy pod wpływem szoku zwariował? Odwiózł mnie do domu... Dzięki Bogu... Matura. Pisemny z polskiego. Pisemny z języka obcego. Oba zdane na 5. Ojciec od tygodnia nie odzywa się do mnie. Dlaczego? Bo śmiałam powiedzieć, że niestety w najbliższym czasie nie będę w stanie pojechać na działkę, gdyż uczę się do matury. - A do koleżanek masz czas chodzić! Boże, czy ja śnie...? Jeszcze tylko ustny z wybranego przedmiotu i...jestem wolna. Przede mną egzaminy i fruuu z tego piekła. Znalazłam się z gronie dziesięciorga najlepszych maturzystów naszego liceum. Przynosze świadectwo. Z paskiem, jak zwykle. Matka chociaż pogratulowała. Ojciec nadal, za te działkę, nie odzywa się do mnie. Po raz kolejny zaczynam rozmowę. Wydaje mi się, że mam argument nie do odrzucenia w postaci mojego świadectwa. - Tato, na ławie leży moje świadectwo. Widziałeś? - NIE INTERESUJE MNIE! Boze... Ratunku...Bo oszaleję... Nie brałam pod uwage innej możliwości... Nie dostaje się na wymarzony kierunek... Świat mi się zawalił... Mieszkałam podczas egzaminów u mojej matki chrzestnej. Zaczela dzwonić, szukac dla mnie innego rozwiazania, sugerowala mi studia zaoczne... wyszłam na balkon, nie chciałam jej słuchac, było mi wszystko jedno. Tak. To była kara...Wiem o tym...Potem ciocia mnie pyta, czy chciałam skoczyc z tego balkonu... Ciocia ze mną rozmawia. Pociesza mnie. Jest psychologiem. Pierwszy szok mija. Składam papiery na zaoczne. Telefon do domu, że nie wróce tak szybko, że nie zdałam i musze teraz załatwiac inne studia, że... - Możesz wcale nie wracać!!!! To matka. Do mnie. Matko! Pocieszycielko strapionych... Załatwiłam to, co trzeba. U innej ciotki znalazłam prace. W jej sklepie. Dlaczego praca, pomimo tego, że rodzice mają pieniadze? Po prostu wiedziałam o tym, ze mi nie pomogą. Rozmowa z matką, jej stosunek do mnie, wrogość, brak empatii i pocieszenia w tak trudnym momencie...Po prostu wiem.. Pora wracac na łono rodziny i oznajmić im radosna nowine, ze nie ma tego złego... Cdn. Odpowiedz Link Zgłoś
sorocco Re: istnieją wyrodni rodzice.... 22.09.04, 13:36 Tak to prawda Polska to kraj dzikich ludzi. Czytam twoje opowiadanie ku.ro i tak jak większość jestem po twojej stronie. Życzę ci aby twoje życie ułożyło się jak najpomyślniej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karola Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.telprojekt.pl 23.09.04, 00:25 Mamy ze soba duzo wspolnego. Ok 80 %. Taka sama sytuacja w domu, kochana babcia, szkola muzyczna. Ja Ci wierze i rozumiem co czujesz, bo przezywalam podobny koszmar. Czuje ze studiujesz teraz psychologie... (tak jak ja). Mam racje? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: o2 Polska to kraj dzikich ludzi jest... IP: *.waw.pl 22.09.04, 12:58 niestety ku.ro 3maj się Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.chorzow.um.gov.pl / *.chorzow.um.gov.pl 22.09.04, 13:36 czy bedzie ciag dalszy opowiesci???? Odpowiedz Link Zgłoś
reni6 Re: ciche przyzwolenie chorego spoleczenstwa... 22.09.04, 14:30 przeczytalam i naprawde nie wiem jak sie do tego wszystkiego ustosunkowac. Z jednej strony brak wiary spoleczenstwa w to,ze takie sytuacje maja miejsce w rodzinach i to nader czesto, z drugiej strony wiem,ze taka spowiedz na forum do niczego nie prowadzi i w niczym nie pomoze jesli chodzi o stan emocjonalny. Jesli historia jest prawdziwa (a wierze w to ale znam tez rozne przypadki opisywane w neci ktore byly czysta fikcja)to jedynym rozwiazaniem jest zwyczajnie terapia. I nic nie da tutaj tlumaczenie "juz byla". Jak widac nie uleczyla chorej duszy wiec jest potrzebna nadal i od nowa, az pomoze. Sama jestem DDA, dodatkowo molestowana przez moich kuzynow od tak wczesnego dziecinstwa,ze nie pamietam poczatku. Wiec najpierw pobyt u babci na wsi i oblesne cielska na moim malym, nagim cialku, potem zycie z matka , nieradzaca sobie w zyciu, dobierajaca nieodpowiednich partnerow zyciowych, alkoholikow, sadystow itp. I ja....mala dziewczynka, potem dorastajaca ktora w wieku 15 lat zalatwila sobie miejsce w bursie. Trauma. Osamotnienie. I coz. Zycie toczy sie dalej. Jedyne czego sie nalezy w zyciu trzymac to miec dla kogo zyc. Dla mnie to jest corka. Duzo czytam, ucze sie zyc, chodze na terapie. Walcze o siebie. Bo to jest tak, wbrew wszystkim chorym opiniom, najpierw jest JA, a potem wszyscy inni. Gdy JA jest zaspokojone to inni sa z JA szczesliwi. Mam nadzieje,ze rozumiecie. Moja rada: idz do przodu, zyj, tworz siebie od nowa, poszukuj, szukaj dla siebie pomocy i co najwazniejsze: celu. Moim celem jest szczesliwa i swiadoma corka, drugim ksiazka ktorej tytul wciaz sie rodzi, moze "Czego dorosli nie maja prawa robic dzieciom"? Moze taki ,a moze inny...Trzeba zyc "do przodu" ,a nie "w tyl" Pozdrawiam wszystkich, szczesliwa kiedys skrzywdzona przez doroslych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Js Re: ciche przyzwolenie chorego spoleczenstwa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.04, 16:00 " - Eugenika nie jest zła. O ile nikogo nie pominiemy, i będziemy sukcesywnie poprawiać od dołu, i nie mówię tu o kontroli narodzin ale o kontrolowanej terapii genowej... - Nie chcę żyć w takim świecie!" W złym środowisku się obracam. Niektórzy są zbyt szczęśliwi żeby zaakceptować eugenikę... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Renka Re: ... IP: *.home.cgocable.net 23.09.04, 04:49 Wlasciwie w spoleczenstwie nie ma norm, chyba ze zostana ustalone przez wiekszosc i przyjete jako obowiazujace.Wiekszosc w Polsce uwaza kare cielesna za norme.Ojciec jest zazwyczaj "nietykalny", a matka, czesto jest zbyt zmeczona (bo pracuje ) zeby brac na siebie calkowita odpowiedzialnosc za wychowanie dzieci. Chce sie nia podzielic i sie dzieli, godzac sie w milczeniu na terror mezczyzny.W ten sposob oboje popelniaja bledy wychowawcze i efektem jest zaburzona osobowosc ku.ro. Bo dlaczego tak nisko siebie ocenia? czy dlatego, ze pracuje w sklepie,ze mieszka katem u ciotki,dobrej kobiety ? Moze jeszcze powinna zostac kochanka Xa, jezdzic czarna limo i zamieszkac z nim? A... ku.ro nie moze tak zrobic bo ojciec i matka skrzywili jej obraz mezczyzny i jej relacje z mezczyznami. Za swoja postawe po prostu wini ojca i matke."Tak mnie nauczono". Skoro nauczono, to znaczy, ze mozna oduczyc. A jak nie mozna oduczyc to znaczy jest to w genach i zebys nie wiem co robila, ta informacja jest nie do wymazania. Ja nie widze powaznego problemu dla ku.ro , idzie trudna droga, ale na drodze spotyka dobrych ludzi, ktorzy sa jej zyczliwi, a nie chca na sile jej zmieniac jak chcieli rodzice. Rodzice walczyli z wlasnymi genami,to samowyniszczajace sie jednostki.Zwalczac wlasne dziecko, to niszczyc wlasna przyszlosc. Gdyby to ludzie chcieli zrozumiec, ale oni mysla, ze dziecko to "cos" co nalezy tworzyc. A przeciez ono juz jest stworzone, uksztaltowane i tylko trzeba pilnowac, zeby nic nie popsuc. Dac mu wolnosc i milosc i wychowywac w prawdzie. Nie wiem, ku.ro mozesz "wrocic" do nich za jakis czas, kiedy sie z tym pogodzisz, jak im i sobie wybaczysz, jak sobie wybaczycie nawzajem,a moze w ogole nie "wrocisz" i bedziesz zyla z rana w sercu. Bo co powiesz swoim dzieciom o dziadkach i cioci, twojej siostrze? Pomysl o swoim przyszlym mezu. Na takich emocjonalnych gruzach niewiele sie zbuduje, trzeba z tym troche porzadku zrobic. Bedzie to wymagalo od ciebie konsekwencji i rozsadku. Ja jestem za tym, zeby nie zrywac kontaktow z rodzicami, trzeba natomiast ich nauczyc szacunku do siebie.Jak? To juz osobny temat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Reni6 Re: ciche przyzwolenie chorego spoleczenstwa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.04, 09:03 Zyczmy sobie ludzi szczesliwych, zdrowych emocjonalnie. To nic,ze nie rozumieja eugeniki, jesli sa zdrowi to czuja ja i wiedza jakie jest zagrozenie i beda dazyc aby nie dopuscic do krzywd, a zaczyc powinni od swoich najblizszych poprzez tych dalszych i do najdalszych. Trzeba robic wszystko aby przerwac ta siec chorych zachowan, trzeba dbac o ludzi poczynajac od samych siebie. To nie jest latwe i nigdy sie to w pelni nie uda bo to nazywaloby sie rajem. Ale niech tylko czastka z nas bedzie swiadoma, niech tylko nieliczni sie temu sprzeciwia to juz bedzie dobrze. To mamy szanse my i nasze dzieci, i nasze i wasze wnuki, mamy szanse my skrzywdzeni majacy swiadomosc naszych krzywd i wy wychowani przez ludzi swiadomych. Zawsze jest szansa.Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Js Re: ciche przyzwolenie chorego spoleczenstwa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.04, 16:32 ok. Trzeba robić wszystko. Ale dlaczego można wpływać poprzez terapie psychologiczne, a poprzez zmiany fizyczne nie. Bo to niemoralne i nie ludzkie? Czym to się różni? Psycholog spowoduje odpowiednie zmiany w mózgu poprzez myśli. Biofizyk spowoduje takie same zmiany poprzez pole magnetyczne. Jednemu zajmie to 10-15 tygodni, drugiemu kilka minut... itd. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Reni6 Re: ciche przyzwolenie chorego spoleczenstwa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.04, 09:40 czym jest nasze psycho? Czy tylko lączami? A co z duszą? Proces naprawiania psycho jest dlugotrwaly. I oczywiscie mozna pomyslec o szybkich zmianach poprzez ingerencje fizyczna...hmmmm...ale gdzie sie podzieje nasza dusza uksztaltowana poprzednimi zachowaniami, ja wole proces powolny. Jak prostowanie metalowego preta...powoli i pod odpowiednia temperatura. Gdy zaczniesz go prostowac na zimno i zbyt szybko to poprostu sie zlamie. Pozdrawiam,R. Odpowiedz Link Zgłoś
ku.ro odp. 24.09.04, 14:27 JS. Nie mam komunikatora...Uwierz mi na słowo, ze jestem beznadziejnie głupia... Moi drodzy, jest we mnie pewien dualizm. Z jednej strony wiem, wiem to na pewno, że fakt, iż moje życie wygląda tak, jak wygląda, jest w 95% winą moich rodziców, z drugiej jednak strony targa mną wewnętrzny imperatyw, żeby jednak szukać winy w sobie, że musi ona tam być, skoro rodzice odwrócili się ode mnie... Jest mi tak przerażająco wszystko jedno... Czuję, że życie mi się skończyło...To już koniec. Nic dobrego mnie nie czeka. Wszystko jest za mną. Przede mną tylko pustka i czarna dziura. Coraz częściej myślę poważnie o tym, aby pójść jednocześnie do kilku psychiatrów i od każdego wziąć recepte na silny środek nasenny. Kupić Dom Perignon i zasnąć na wieki, przestać istnieć, przestać rozmyślać, przestać czuć, przestać budzić się i zasypiac ze łzami w oczach. Jestem nikomu niepotrzebna. Jestem przez nikogo niekochana. To takie dojmujące i traumatyczne, że nie ma motywacji do dalszego istnienia. Miałam do tej pory „dwie motywacje” – żyć, aby w przyszłości móc spotkac się z KIMŚ, sensem mojego życia jest życie po to, aby móc GO zobaczyć, drugą zaś jest życie na złość moim „rodzicom”. Jednak na obecnym etapie nawet to mnie nie mobilizuje... Nawet to... Nie mam na nic siły... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Luty Re: odp. IP: *.dialup.mindspring.com 24.09.04, 15:27 ku.ro napisała: > JS. Nie mam komunikatora...Uwierz mi na słowo, ze jestem beznadziejnie głupia.. > . > Bede wierzyl w co bede chcial...mnie tak latwo nie przekonasz... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Js Re: odp. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.04, 22:35 O pleaseee... jpsi@o2.pl Zainstaluj komunikator. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Js Re: odp. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.04, 22:40 Dobra, jesteś beznadziejnie głupia. I masz piekielnie małą wiedzę, bo przecież każdy kopacz rowów używa słowa "imperatyw" w normalnej mowie. Ale nie w tym rzecz. Bądź sobie glupia, zgadzam się, ale ty się zgódź na mój naukowopodobny empiryzm. Muszę zrobić badania i obróbke statystyczną, nie mogę na słowo! Odpowiedz Link Zgłoś
ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 24.09.04, 14:28 (Właściwie nie wiem już, po co to pisze. Nie chce mi się... Może po to, aby zaspokoić Waszą ciekawość, jakąśtam, znikomą, ale ciekawość, paru osób...Cóż za motywacja...) Był piątek. Wróciłam z egzaminów. Późnym wieczorem. Matka spała. Nie wyszła do mnie. Ojciec z siostrą oglądał telewizję. Nie był, o dziwo, na mnie zły. Nawet się uśmiechał... Opowiedziałam o wszystkim, byłam, pomimo pierwszej, przytłaczającej mnie swoim ogromem, porażki, pozytywnie nastawiona i widziałam tylko to, co dobre. Chciałam widzieć. Z. chciał zabrać mnie na wakacje. Miałam po raz pierwszy zwiedzić pół Europy, zobaczyć Włochy... Skłamałam ojcu, że wyjeżdzam za dwa dni z koleżankami do Niemiec, do pracy. Ojciec nie reagował. Zdumiało mnie to. Potem dopiero to do mnie dotarło... Skończyłam liceum, już nie musieli się o mnie martwić. Od tej pory zaczynam samodzielne życie. Nie mogę na nich liczyć. Mam pracę? Ok.! Utrzymuję się sama. Wyprowadzam się z domu. Nie musza już przed sąsiadami niczego udawać. Zaczynam zyc w innym mieście na własne konto. Nie interesuję już ich! W sobotni poranek budzi mnie...zdarta ze mnie kołdra (nb. ojca ulubiona metoda budzenia, i jakże subtelna...). Zdecydowanym głosem wypowiedziana kwestia: - Pobudka! Jedziemy na działkę! Po raz pierwszy nie wstałam. Przykryłam się i spałam dalej. Za jakis czas sytuacja się powtarza. - Wstawaj! Nie słyszysz? Na działkę jedziemy! - Nigdzie nie jadę, tato. Mówiłam ci wczoraj, ze w poniedziałek wyjeżdzam do Niemiec. Musze się spakować, zrobić pranie... - Nie interesuje mnie! Jedziemy na działkę powiedziałem! Gdzie jest matka? Nie ma jej w domu... - Nie jade, tato. - WYNOŚ SIĘ WRESZCIE Z TEGO DOMU I DAJ NAM WSZYSTKIM SWIETY SPOKÓJ!!!! Po raz pierwszy było mi wszystko jedno. Po raz pierwszy sprzeciwiłam mu się. I usłyszałam kwintesencję „miłości” do mnie. Po raz pierwszy, równie ostrym tonem, mu odpowiedziałam: - Wyniose się! I nie zobaczycie mnie już wiecej! Wychodzi z siostrą. Trzaska drzwiami. Zostaje sama. Klucz w drzwiach. Przychodzi matka. - Dlaczego nie jesteś na działce?! - Cześć mamo, wiesz... - Dlaczego nie pojechalas z ojcem?! - Wyjezdzam pojutrze, do pracy do Niemiec, i... - Sniadanie zrobić! Zabrac się za porzadki! Tak czule dawno się do mnie nie zwracała. „Zrobić”, „zabrać się”... Owszem, gdy do mnie mówila, mówiła bez zwracania się wprost, nie uzywala imienia, teraz jednak przeszła samą siebie. Co tu się dzieje? Co ja takiego znowu zrobilam? Nie zdalam egzaminow wstepnych. Nie ja pierwsza i nie ostatnia. Moja matka tez nie dostala się na studia. Tytul magistra otrzymala dopiero majac 50 lat.... Później, po paru latach, usłyszałam od cioci, że „nie zdałam egzaminów specjalnie”. Znałam już ten tekst. Gdy miałam 15 lat wylądowałam w szpitalu. To była dziwna historia. Poszłam spac, a rano obudziłam się z banią w miejscu kolana. Leżałam w szpitalu 2 tygodnie. Nikt nie wiedział, co mi jest. Miałam punkcję, opuchlizna zeszła, diagnoza prawdopodobna: reumatoidalne zapalenie stawów. Poszła w rodzinę fama wówczas, że „wymyśliłam sobie chorobe aby nie chodzić do szkoły”. Było to w moim pierwszym LO, którego nie cierpiałam. Co symptomatyczne, skoro już jestem przy temacie chorób i szpitali... Gdy miałam 5 lat lezałam w szpitalu na zapalenie okostnej. Matka ani razu mnie nie odwiedziła! Mieszkała 10 km ode mnie! Pamietam jak dziś taki widok – wszystkie dzieci w ramionach swoich rodziców, a ja sama, wypatrujaca na korytarzu mamy... Gdy miałam 8 lat zachorowałam na żółtaczkę zakaźną. Lezałam znowu 2 tygodnie w szpitalu. Przyjechali do mnie jeden jedyny raz. Widzieliśmy się przez szybe, gdyz na oddzial nie było wstepu. Wytłumaczyli to w ten sposób: skoro i tak nie można porozmawiac, to po co będziemy przyjezdzac... Mieli do przejechania 40 km... Nie powiedzialam matce o awanturze z ojcem. Ona się do mnie nie odzywala, ja do niej tez. Ojciec wrocil z dzialki, caly poirytowany, nie odzywal się do mnie – ja vice versa. Pakowalam się i odliczalam godziny do wyjazdu. Poniedziałek rano. Rodzice w pracy. Siostra oglada telewizje. Spakowana, zegnam się i wychodze. To był ostatni raz, kiedy widzialam siostre... Cdn. Odpowiedz Link Zgłoś
maxine30 Re: istnieją wyrodni rodzice.... 24.09.04, 15:20 Wiesz, czytam Twoje listy i zastanawiam sie czasami czy to ja nie piszę tego czasami podczas lunatykowania... Naprawdę pewne kwestie z Twojego życia są naprawdę bardzo zbieżne z moimi. Niestety nie moge sie teraz rozpisywać (nie lubię ujawniać swoich uczuć publicznie i za 5 dni mam cholernie ważny egzamin - ale napiszę poźniej do Ciebie..) Wydaje mi się, że jesteś osobą o wyjątkowej wrażliwosci, postrzegasz i czujesz mocno rzeczy, które po innych by spłynęły. I przeżywasz wszystko. bardzo. Za bardzo... Wiesz. Ja mam też poblem z czarną dziurą przed sobą. Zawsze gdy coś się zmienia w życiu przed sobą widzę czarną płachtę zasłaniającą mi widok. Nie wiem co będzie dalej i nawet nie umiem sobie tego wyobrazić. A wyobraźnię mam b. bogatą.. POdobnie jak Ty czasami chciałabym przestać istnieć, bo po co... Mam pracować, pracować pracować, mieć dzieci albo coś.... Mam faceta który mnie bardzo kocha i przede wszystkim twardo stoi na ziemi. On prostuje mnie. POmaga. Do czasu. A potem znów się gubię. tak jak u Ciebie wszystko idzie mi niby - perfekcyjnie - świetne oceny, studia,praca, zawsze naj i mezczyźni wałęsający się... Tylko czegos brak. sama nie wiem czego. Wszyscy postrzegają mnie jako otwartą i wesołą, przyjaciół i znajomych mam dużo, a w środku.... Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Js Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.04, 23:08 jpsi@o2.pl ... Oh pleaaaase, I will have gonna bad day... ;) Wydaje mi się, że możesz zaspokajać potrzebę zwrócenie na Ciebie uwagi. Jak myślisz? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: biedronka Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.dami.pl 25.09.04, 00:10 ku.ro , to tak jakbym czytała swoją historię . Jesteś silna i odważna ,że potrafisz to wyrzucić z siebie .Ja chyba nigdy tego nie zrobię ,nie odważę się .Nie chcę do tego wracać ,bo to boli ,bardzo boli.Pa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: js BUMP IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.04, 15:31 Bring Up My Post Zgadnij po co ;). Odpowiedz Link Zgłoś
sorocco Re: istnieją wyrodni rodzice.... 24.09.04, 17:10 Wierz mi ku.ro,że jest na świecie ogromnie wielu ludzi, którzy cierpią ponieważ nie byli kochani. Ten brak miłości i nienawiść z ich tzn. rodziców, strony gromadzisz w sobie i uderzasz w samą siebie.Tak zniszczysz siebie samą.Przesyłam ci radę, z której kiedyś sama skorzystałam. Skutkuje! Choć nie od razu. >>>>>>>> Kiedy jesteś naprawdę zdenerwowana na kogoś, kto Cię skrzywdził, ta metoda pozwoli Ci szybko i bardzo skutecznie uzdrowić sytuację i samą siebie. 1. Pierwszego dnia napisz pierwszy list i wyładuj w nim całą złość. Nie powstrzymuj emocji. Pisz tak długo, aż zabraknie Ci słów, nie cenzuruj ich, mogą być obraźliwe. Płacz, krzycz w poduszkę, wyrzuć z siebie wszystko, co rani i uwiera. (W żadnym wypadku nie wysyłaj tego listu!) 2. Nazajutrz napisz drugi list. Powinien być mniej gniewny i mściwy. Może uda Ci się wspomnieć o zrozumieniu czy wybaczeniu, postaraj się, ale się nie zmuszaj. (Tego listu też nie wysyłaj.) 3. Trzeciego dnia napisz trzeci list. Spróbuj spojrzeć na całą sytuację, opierając się na idei radykalnego wybaczania. Możesz napisać, że wybaczasz, nawet jeśli jeszcze tego nie czujesz, ale szczerze chcesz się uwolnić od bólu związanego z byciem ofiarą. (Tego listu także nie wysyłaj. Nie chodzi o to, żeby adresat go otrzymał. Ważne jest to, jak zmienia się Twoja energia.) Możesz swoje listy zachować, żeby przypomnieć sobie później, jak uczyłaś się tej metody i jakie dała rezultaty. Najlepiej jednak spalić listy. Ogień ma moc przekształcającą zło w dobro. Kiedy widzisz, jak Twoje słowa unoszą w powietrzu pod postacią dymu, dzieje się coś niezwykle ważnego. Odpowiedz Link Zgłoś
daga_ka Re: ku.ro gdzie jesteś? 29.09.04, 17:18 Czekamy na dalszy ciąg, ze zwykłej ciekawości niestety, bo pomóc musisz sobie sama. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: liliana Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.04, 04:20 ku.ro trzymaj się, wiem jak to jest, spartaczone życie, lęki. Jestem właśnie w trakcie terapii i mimo, że prostuję sporo spraw, to i tak gdzieś tam w środku, czasami, wydaje mi sie, że to moja wina. Pozdrawiam Cię, wierzę, że będzie lepiej a Tobie życzę zeby przydarzało Ci się dużo dobrych rzeczy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kika Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.acn.waw.pl 04.10.04, 21:09 No właśnie :( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ilona Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.crowley.pl 17.11.04, 19:39 Proszę napisz co dalej. Napisz co się z Tobą dzieje. Nie widziałaś więcej siostr- dlaczego? A co z Rodzicami? Czekamy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monika Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 18.11.04, 01:47 To bardzo smutne co piszesz :( Chciałabym, żebys wiedziala, ze trzymam kciuki za Ciebie, zeby Twoje dalsze losy były szczęsliwe. No własnie, i napisz co było dalej ? Serdecznie pozdrawiam Monika Odpowiedz Link Zgłoś
pravvvda jezeli by podsumowac tylko zle o rodzicach to by 19.11.04, 02:42 sie okazalo ze WSZYSCY RODZICE sa zwyrodnieli(Kur nie pisze nic o pozytywnych sprawach). A teraz ja podsumuje swoje dzicinstwo - wszystko co zle: - Ojciec czesto wpadal w szal i bil nas po glowie. Jak uczyl angielskiego to wyzywal od oslow i idiotow. Jego staly repertuar wyzwisk do nas to: "smiec,gnoj, bydle , zero, potwor, smierdziel,parszywy charakter nie moge na Twoja gebe patrzec,obrzydlas mi". Noszenie jego ciezkiej teczki do pracy (wstydzilam sie bo inni ojcowie traktowali swoje corki jak ksiezniczki i nosili za nie) - Ojciec dawal stare rzeczy do noszenia po bracie, i panienskie matki (sprzed 20 lat!) a Kur narzeka ze spodnica jej ma AZ pare lat(czyli nie tak zle) - w zimie nie bylo butow (bo kozaczki sa dla kobiet doroslych) - nie moglam w sniegu sie bawic z dziecmi bo snieg wpadal do butow). - forse mieli - matka byla najlepiej ubrana kobieta wszedzie, a ojcu mowila zeby na nas nie wydawal bo mlodosc nas zdobi. - ciagle awantury o forse. Ojciec namowil matke na kochanka bo to go podniecalo. Kochanek przychodzil do domu gdzie ojciec podlgadal ich. Pamietam jak nas zamykali na klucz zebysmy nie syszli z pokoju. Matka nam powiedziala jak doroslismy ze tak bylo. Nadal ma tego kochanka. - nie bylo forsy na wycieczki (ale ojciec dobrze zarabial) - Musialam zaprzestac z siostra lekcji na lyzwach bo ojciec nie chcial dawac pieniedzy. - jak w szkole zle poszlo to kryzczal ze rodzinie wstyd przynosze. - Bil nas, brat czesto calowal go po rekach by go nie bil. - Mielismy minimalne kontakty z innymi ludzmi. - za kare kleczelismy w ciemnej lazience (dotad boje sie ciemnosci) - jak bylam mala chcialam chodzic na balet, ale matka powiedziala ze nie bedzie jezdzic tak daleko na lekcje ze mna. - matka nic nie powiedzial o okresie. Gdy mialam okres, czesto mowila: "trzymaj nogi razem bo "fu czuje od Ciebie okres" - nie pozwalala depilowac, malowac itd. Mialam lekki zarost na gornej wardze i nie pozwalala sie pozbywac. Ludzie czesto komentowali moj wyglad - stanika tez nie chciala kupic. wsciekala sie jak ojciec/ludzie mowili ze ktoras z nas jest ladna. - matka wyraznie faworyzowala brata - na nas nie bylo pieniedzy, a matka miala wszystko czego sobie zazyczyla - Na studniowke mialysmy bluzke po mamie (z czasow panienskich) - Nakrzyczalam kiedys na mlodsza siostre ze psuje ubranka dla moich malych plastykowych lalek. brat na mnie naskarzyl i nawymyslal ze ja pobilam - ojciec w furii pobil mnie i polamal wszystkie moje lalki. - kiedys za kare (przy gosciach z wychuchana coreczka) zamknal mnie w lazience ciemnej.poczulam sie przy niej jak kopciuch. Kiedys tez zamknal mnie w lazience. Ktos przyszedl ogladac mieszkanie i ojciec wprowadzil go do lazienki, gdzie siedzialam wystraszona. bylo mi strasznie wstyd - gdy mialam 10 lat zaczela mi sie pojawiac gorka na nosie (po ojcu). Ojciec byl zly na mnie i mowil: "co ty masz taki krzywy nos". od tego czasu zaczelam z boku trzymac reke, zeby z profilu nikt nie zauwazyl gorki. - bylo nas 4. Ojciec w swoim zeszycie wydadkow nas podliczal - ile go koszujemy. Potem glosno nam mowil kto najwiecej kosztuje. - rozwadnial mleko zeby bylo go wiecej. - balam sie przy ojcu wygladac ladnie, czy seksy. czesto zauwazalam jego zamglone oczy. lecialam do lustra gdzie orientowalam sie ze przez bluzke widac zarys sutkow (dotad chce mi sie rzygac). Dotad nie chce wygadac zbyt kobieco przy nim.nie znosilam jak mowil ze jestem ladna, bo mi sie to kojarzylo z czyms brudnym. = siostra zrobila sobie kanapke z szynka. ojciec potem przyszedl i zwazyl ile zjadla szynki. - matka wyjezdzala pare razy na rok na dwa tygodnie na narty sama (z kochankiem) - to minimum co dostawalismy z ubrania jak ojciec przywiozl z zagranicy, matka nam kradla i ubierala. - wlosy ojciec scinal nam na zapalke zeby zaoszczedzic na fryzjerze. - ojciec nam powiedzial ze matka ma szizofrenie (mimo ze nie ma na to dowodow, a ze my tez mamy). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aneta Re: jezeli by podsumowac tylko zle o rodzicach to IP: *.dyn.optonline.net 19.11.04, 02:56 o Boze!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
pravvvda Re: jezeli by podsumowac tylko zle o rodzicach to 19.11.04, 03:03 - jak doroslam troche to tez w szale krzyczal ze mam sie z domu wynosic - matka czesto idac z nami (nawet teraz duzo starsza) mowi: "Ja jstem taka delikatna mala, a Wy takie dziewoje" - jak zaczelam zarabiac grosze na nauke, kazal nam placic za benzyne jak gdzies nas podwiozl. Odpowiedz Link Zgłoś
pravvvda Re: jezeli by podsumowac tylko zle o rodzicach to 19.11.04, 13:06 i jeszcze mialam swoja ulubiona zabawke ktora tata przywiozl z zagranicy po jakims czasie ona zniknela. Okazalo sie ze dal ja swojej chrzesniaczce. Kiedys powiedzial ze daje na moje konto wieksza sume, bo jak cos mu sie stanie to bede miala ( a ze ja jestem w najgorszej z dzieci sytuacji). A gdy siostra urodzila dzieci, to powiedzial do mnie ze zadecydowal zeby te pieniadze przeszly na konto tych wnukow. (okazalo sie ze wtedy dal na moje konto by by ukryc przed podatkami). gdy szlam z nim na zakupy dawal mi do niesienia ciezkie rzeczy, az mu zwrocil na to uwage sprzedawca warzyw, ze nie potrafi dziewczynki dobrze traktowac. i jeszcze duzo by mozna dodac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Richelieu* jeżeli.. itd.. wszystko co dobre o rodzicach... IP: 195.117.90.* 19.11.04, 03:27 okazało by się, że - Matka z miłości do dzieci, choć źle rozumianej, ale jakby nie było miłości, poświęca własne życie aby zapewnić dzieciom mały kawałek dużej pensji ojca pomimo ciągłego nadstawiania własnego karku w ich obronie - chwalił się moimi świadectwami, co by było gdyby wprowadził restrykcji "ucz się i koniec gadania"? skończyłabym fajne technikum odzieżowe i została krawcową jak się patrzy - kochał własnych rodziców, na swój sposób, w ojca wpatrzony był jak w obrazek - cholernie pracowity, wręcz pracoholik, podczas gdy ogromna większość wczesnych emerytów korzysta z dobrodziejstw nicnierobienia - zaczyna być szczodry;) i kupuje prezenty. Z doborem właściwego prezentu ma naturalnie trudność pomimo mnóstwa lat spędzonych razem, ale liczy się intencja - gdyby teraz został jeszcze raz ojcem byłby jak dwudziestolatek uczący się zupełnie nowej roli, a byłby bardziej przeciętno zły niż s.. no ten tego. Może ze zmęczenia? - zmęczonych i chorych ludzi łatwiej się lubi poczekajcie na ich starość Chociaż Przeczytałam cały wątek, lecz psia buda w pierwszym poście mnie rozbroiła do samego końca. Jaka szkoda, że mieszkam całe życie w mieście, nigdy takiej wspaniale fascynującej okazji nie miałam jak spanie w psiej budzie zamiast w oborze, szopie, drewutni, schowku na narzędzia, spiżarni, strychu, nawet pod drzewem. W drugiej części wątku autorka wyraźnie się rozruszała wprowadzając akcję w postaci dialogu. Dobrze, dobrze, te długie posty zaczynały być nużące. Odpowiedz Link Zgłoś
50latka Re: jeżeli.. itd.. wszystko co dobre o rodzicach. 19.11.04, 13:16 wlasnie, jakas ta historia kur.o jest nie z tej ziemi. Wyjete z kontekstu. Charaktery sa albo czarne albo biale, a przeciez ludzka natura ma rozne odcienie. Czyzby kur.o naprawde miala bezustannnie takie traktowanie? Jest oczywiscie szokujace to traktowanie jej - ale czy NICZEGO w rodzicach nie bylo ludzkiego, dobrego? wcale nie nadaje sie to (jak ktos napisal) na dzielo literackie, bo nie pokazuje zycia jakie jest w calosci. Poodrywalas z kontekstu.Juz wole posty prawdy, ktora wyraznie zaznaczyla ze wylicza tylko zle strony rodzicow. Wiesz moim zdaniem terapia dla Ciebie ku.r by polegala na napisaniu (moze to na forum) wszystko co pozytywnego bylo w rodzicach. PS wiesz jak zaczelam czytac co napisalac ku.r zaczelam myslec o zlych stronach rodzicow i zaczela wzbierac we mnie do nich zlosc - to chore! przerazilam sie. Pewnie tak samo Ty sie niszczysz tym rozpamietywaniem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Richelieu* Re: jeżeli.. itd.. wszystko co dobre o rodzicach. IP: 195.117.90.* 19.11.04, 21:31 Co do wyjęcia z kontekstu. Jeśli negatywnych sytuacji jest zbyt dużo to skutecznie przesłaniają dobre. Dlatego akurat czarno-białość mnie nie dziwi. Trudno doszukiwać się w np. molestowaczu cech dobrych, kiedy samo molestowanie jest wystarczająco złe. Tak jakby dobrcyh cech szukać u bandyty. Pewnie też ma. Ty mówisz u uświadomieniu sobie negatywnych cech rodziców. W patologicznie skrajnych sytuacjach nie ma świadomości, tylko, jak to się mówi;) totalna olewka. Kiedy nie włączy się totalnej olewki to negatywna sytuacja wlezie w podświadomość każąc potem nieustannie widzieć w kimś zło. Autorka odpowiada na zarzuty o całkiem przeciętnych negatywnych rodzinnych emocjach tym, że różni ludzie mają różną wrażliwość. Kilkakrotnie. Spychologia. Bo ja taka wrażliwa jestem, no, cholewcia, wszyscy mają jakąś tam wrażliwość dziwię się doskonałej pamięci. W sytuacji zagrożenia, kiedy wiadomo, że nie ma rozsądnego wyjścia z sytuacji, umysł powinien uciec. Dziwię się płaczowi, że prze pierwsze 3-4 lata życia w ogóle nie pamięta rodziców. Czy obecni dorośli pamiętają swoje pierwsze 3 lata, nawet gdy były one mlekiem i miodem..? Mówi, że wyjechali na 2 tygodnie zostawiając ją pod opieką Babci. I jeszcze kartkę wysłali. Dziś babcie zastępują dzieciom rodziców przez 10 lat, a nie 2 tygodnie, i dzieci uważają to za całkiem dobre rozwiązanie, bo babcia na więcej pozwala, a rodzic uważa za doskonałe, bo nie musi szukać opiekiunki. Nie pozwolono na chlopców. Bez sensu. Ale ku.ro oczywiście przychołubiła sobie starszego pana i zupełnie nie dziwiłabym się ojcu awanturnikowi, kiedy wpadłby w szał widząc sytuację że stary loelas przsposobił sobie panienkę. Stary dla dziewczynki z liceum zaczyna się bardzo wcześnie. Matura, nikt nie zwrócił uwagę na zdaną maturę. Vov. Swoją drogą awanturnikom powinno zabierać prawa rodzicielskie po pierwszym "wystąpieniu" Bo ty nic tam nie masz, znaczy piersi nie masz, dlaczego się wstydzisz itd. Wcale nie rzadkie. To dziwne opowieści jak rodzice specjalnie obchodzą dzień pierwszej miesiączki, jak tato obdaruje córkę kwiatkiem albo mama kupi pierwszy dorosły stanik.. Statystyczna dziewczynka chowa swoje zabudzone pierwszą krwią majtki, zakłada szerokie swetry by nie było widać piersi. W tym wypadku zrzucono by winę na nieodpowiednie zachowanie ojca. Było nie tylko nieodpowiendie, ale karygodne, co nei zmienia fktu, że wstyd z powodu dojrzewania jest powszechny wszędzie, w kochających rodzinach też, choć w mniejszym natężeniu. buda. przyssała się hehe, i chodzi mi po głowie. Gdzie ja o niej czytałam Odpowiedz Link Zgłoś
maniia Re: jeżeli.. itd.. wszystko co dobre o rodzicach. 19.11.04, 22:48 wiesz ja tam nic nie pamietam z wieku 3-4 lat Babcie z reguly maja wiecej czasu zeby sie zajac dziecmi. Moi rodzice nas traktowali tez dziwnie - tez bicie, wyzywanie, ZADNE kieszonkowe, odstawalismy od rowiesnikiem ubiorem i to ze nam wszystkiego zakazywali. Wnuki sa noszone przez nich na rekach. tez uwazam jak ktos tutaj, ze kazdy moglby niezla historyjke napisac wyliczajac zle rzeczy. Ale to szalanie destrukcyjne koncentrowac sie na zlych. I jeszcze jedno z innej beczki - wybaczenie NIC nie pomoze. Gdy rodzicom mowie ze cos zle zrobili - wpadaja w szal i twierdza ze jestem niewdzieczna corka i ze oni byli ekstra dobrzy. Takze jeszcze sie obraza jak powiesz ze wybaczasz. I to jest najgorsze, bo nawet nie dadza Tobie satysfakcji ze pamietaja (czy CHCA pamietac ze cos zle zrobili). A te kilka slow: "tak zle zrobilam/em i szczerze zaluje i przepraszam". to by byla doskonala terapia dla danej osoby. Odpowiedz Link Zgłoś