Dodaj do ulubionych

istnieją wyrodni rodzice....

    • ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 20.09.04, 11:45
      Miałam 18,5 roku. Była III klasa LO. Rozpoczęta niefortunnie owym nocnym
      powrotem do domu. To był pierwszy i ostatni powrót w tych godzinach. Nigdy nie
      chodziłam na żadne imprezy, dyskoteki, cokolwiek. 2 razy, mając 19 lat, byłam
      na urodzinach koleżanek z klasy – „w kontrakcie” miałam zapisany powrót do domu
      najpóźniej o 22.00. Dotrzymałam warunków umowy.
      Od owego późnego powrotu zaczyna się najbardziej tajemniczy, i jednocześnie –
      najbardziej ekscytujacy okres w moim życiu. Prowadzę podwójne życie. Nie jednak
      takie, jakie nasuwa się Wam na zasadzie pierwszego skojarzenia. Mam kogoś. Dużo
      starszego. Ja jestem zafascynowana nim, on mną jeszcze bardziej, niż ja nim.
      Nikt o tym nie wie. Spotykamy się 2 razy w tygodniu, zawsze o tych samych
      godzinach – tuż po lekcjach, przed powrotem rodziców z pracy, czyli przed
      16.00, jestem zawsze w domu. Zapisuję się do różnych bibliotek – publicznej, z
      ksiażkami specjalistycznymi, na drugim końcu miasta, aby mieć pretekst i
      usprawiedliwić sój późniejszy powrót – zdarzało się tak, że rodzice wracali np.
      o 15.00. Moja siostra zaczyna trenowac koszykówkę, a zatem nie ma tej, która
      mogłaby podkablować. W interesie nas obojga jest to, aby owe spotkania odbywały
      się tak, aby nie wzbudzac jakichkolwiek podejrzen. On jest osoba ze swiecznika.
      Ja, gdyby cała sprawa wyszla na jaw, jestem pewna, zostałabym wyrzucona z domu.
      Zaczyna mnie krecić adrenalina buzująca w żyłach. Poczucie, ze robie to, czego
      onie nigdy by nie wykoncypowali. W domu jestem bardzo grzeczna, sprawiam
      doskonałe wrazenie osoby spolegliwej, ucze się swietnie. Żadnych zastrzezen.
      Podczas wakacji, miedzy III a IV klasą LO, rodzice wpadaja na pomysl, aby
      zawiesic okres karencji. „Wyjezdzamy razem na wakacje! Wszyscy, we czwórkę!”
      protestuję. Nie chce. Jestem za dorosła. Wole wyjechac sama z kolezankami nad
      jeziora. „Nigdzie nie pojedziesz! Sama? Z kolezankami? A może z kolegami tez,
      co?!?” ok.Nigdzie nie pojade. Zostane w domu. „Dobrze, ostatecznie –
      zostaniesz. Masz chodzic na działke. Codziennie.” Ok. Będę. Wakacje spedze na
      działce. Byle tylko nie z wami...
      Wyjechali... 2 tygodnie luzu! Tej samej nocy wyjeżdzam do Mannheim...

      Cdn.
    • ku.ro odpowiedzi 20.09.04, 11:47
      JS. Pisałam o tym, dlaczego się bardzo dobrze uczyłam. Ale powtórzę. Nauka, to
      była moja ucieczka, mój erem. Gdy się uczyłam, zamknięta w pokoju, nikt mi nie
      przeszkadzał, nikt mnie nie bił. Nauka przychodziła mi bardzo łatwo, lubiłam
      się uczyć, lubiłam się rozwijać, czując się nikim – podnosiłam swoją samoocenę.
      W domu byłam poniewierana – w szkole chwalona i doceniana, stawiana za wzór,
      koleżanki zwracały się do mnie z szacunkiem. Nie byłam pustym dzieckiem, mialam
      liczne pasje, grałam na dwóch instrumentach, uczyłam się śpiewu... Dziwne? Js,
      po raz kolejny powtórzę (w jakim celu wchodzę z Wami w polemikę? Nie wierzycie,
      że to sa fakty, żadna fikcja czy harlekin, trudno, nie udowodnię, że nie jestem
      wielbłądem...) – nie jest to żadna kompilacja pisana dla wywołania efektu –
      pytanie: jakiego? I po co? Czy sądzisz, że nie mam nic innego do roboty, tylko
      siedzenie w necie i wypisywanie bzdur?

      Ktosiu droga, relacji nie da się naprawić. O podaniu ich do sądu o alimenty
      kiedyś myślałam, ale na myśleniu się skończyło. Tak przeraźliwie boję się tych
      ludzi, że do dzisiaj, na samo wspomnienie o nich dostaję tachykardii...Tak,
      jestem o tym przekonana, że są to psychopaci. Matka ma, moim zdaniem,
      niezdiagnozowaną chorobe afektywną dwubiegunową. I do tego jest socjopatką.

      Rybie, nie przesadzałabym z tym zabiciem, aż tak radykalnie pojmowanego lęku
      nigdy nie miałam. W nawiązaniu do opowiedzianej przez Ciebie historii – sądzę,
      że skrajnie nieodpowiedzialny i, przede wszystkim, zaburzony był ojciec Twojego
      kolegi. Bo czy zdrowemu psychicznie rodzicielowi przychodzą do głowy tak
      niekonwencjonalne i chore metody sprawdzania stopnia nieodpowiedzialności
      swojego dziecka? Brak kieszonkowego...bo „diabli wiedzą co by z tym
      robił”...Jak radykalnie to radykalnie – po co wypuszczac dziecko z domowej
      klatki? Po co posyłac do szkoły, jeszcze kogos pobije albo nie wroci, po
      uprzednim wyjsciu, do domu? W jaki sposób tak traktowane dziecko ma się nauczyc
      odpowiedzialnosci za swoje czyny, jak ma wchodzic w dorosłość i uczyc się zycia
      na własny rachunek? Ja przez ostatnie półtora roku mojego mieszkania z tymi
      ludźmi otrzymywałam kieszonkowe, ba! nawet dostawałam gratyfokację pieniężną za
      to, ze w każdą sobotę przez pół dnia pracowąłam na działce (przez te półtora
      roku, mając od 18,5 do 20 lat, sic!) wolno mi było jeździć na działkę samej,
      rozpadającym się rowerem, w soboty – ojciec w soboty pracował. Nawet nie miałam
      swojego roweru. Ten, którym jeździłam, miał chyba ze 20 lat, ojciec kupił mi go
      (sic!) od jakiegoś znajomego. Któregoś dnia o mało nie wylądowałam w szpitalu –
      na skrzyżowaniu odpadło siodełko, straciłam panowanie nad kierownicą i cudem
      nie wpadłam pod samochód. Na moje uwagi, że rower nie spełnia wymogów
      bezpieczeństwa, ojciec nie reagował. Wracając jeszcze do kieszonkowego i
      pieniędzy – tak a propos Twojego kolegi i „diabli wiedzą...” – ja nie wydawałam
      ani złotówki. Składałam zawsze na konkretny cel – gdy uzbierałam większą sumę,
      jeździłam do Niemiec na wyprzedaże i kupowałam sobie za grosze markowe ciuchy i
      buty. Gdyby nie to, chodziłabym w łachmanach sprzed kilku lat...

      Melanie – odzew niewielki? Mnie nie interesuje odzew. Pisałabym pomimo braku
      odzewu. I ten deficyt jest wg Ciebie dowodem na prawdziwosc postawionej przez
      Ciebie tezy? Wiesz, ja już nie mam siły do przekonywania Forumowiczów do tego,
      aby mi uwierzyli. Wiara Wasza nie jest moim celem...Nie wierzysz w babcię-
      anioła i córkę-diablice? Takie to nierealne? Widocznie niewiele w życiu
      widziałać, Melanie, i nie jest moim zamiarem obrazanie Ciebie. Moja Babcia, a
      wiem to z opowieści jej sióstr i siostrzenic, była poniewierana przez swojego
      męża. Ulubionym jego, czyli mojego dziadka, powiedzeniem było: „zabrałem ciebie
      z gnoju”, ewentualnie: „z gnoju pochodzisz”. Dziadek pracowął w kopalni, babcia
      przez krótki czas pracowała zawodowo. Dziadek był bardzo przystojnym mężczyzną,
      miał swój motor, na który bajerował wiejskie piękności, chodził bardzo dobrze
      ubrany, miał rzekomo kochanki... Babcia – cóż... prowadziła dom, zajmowała się
      zwierzętami, była otyła, a więc nie tak atrakcyjna, jakby dziadek tego
      oczekiwał... Matka była jego ukochaną córunią. Zrobiłby dla niej wszystko.
      Sądze, że brak szacunku mojej matki do swojej matki, a mojej babci, wynika z
      faktu, ze matka moja widziała, jaki jej ukochany ojciec, człowiek lepiej
      wykształcony od babci, pracujący zawodowo, dobrze ubrany, szczupły etc., miał
      stosunek do swojej żony, ergo: skoro mąż nie szanuje swojej żony, córka też nie
      ma takiego obowiązku, widocznie babcia nie zasługuje na respekt...Dlaczego moja
      matka kochała moją siostrę, a mnie nie? Wydaje mi się, że ona ma poważne
      problemy ze sobą, nie akceptuje siebie. A ja jestem wizualnie do niej podobna.
      Karząc mnie za nieakceptowanie samej siebie pośrednio karze siebie...

      Empeko – nie pozwól zatem, aby owa mitomania się rozwinęła...

      Luty – przez bardzo długi czas nie oceniałam rodziców. Szukałam winy przede
      wszystkim w sobie, skrupulatnie, az do granic absurdu. Pamiętam jednak pewien
      przełom – kiedyś, podczas wieczornej modlitwy, prosiłam Pana Boga o to, aby mój
      ojciec umarł i abym wreszcie mogła mieć spokój... Zauważ – nie modliłam się o
      swoje zejście z tego świata. Przestałam, z tym dniem, poza przypadkami
      ewidentnymi, o których była mowa powyżej w którymś z moich postów, szukać winy
      w sobie...Moja siostra nie jest ofiarą. To mogę napisać z całą stanowczością.
      Jest cwana i przebiegła. Potrafi doskonale manipulowac. Ani nie stala jej się
      żadna krzywda, ani nie dzieje się...

      Renko, jest bardzo duzo racji w tym, co piszesz, masz trafne spostrzezenia, z
      wyjątkiem wątku o relacjach mojej matki ze swoim ojcem. Wiem to od niedawna, z
      relacji kogoś z rodziny, że moja matka od czasów wczesnej dorosłości miała
      różne dziwne skłonnosci, lubiła się wyróżniać. Kiedyś, będac nastolatką,
      pojechała ze swoją ciocią, a siostrą swojej matki, na wycieczkę do Budapesztu.
      Jedynaczka, świetna uczennica, panienka dobrze ułożona, a tu... nie wraca na
      noc do pokoju hotelowego. Ciocia od zmysłów odchodzi. Nad ranem pannica
      wraca...z murzynem, z którym spędziła noc...Były to lata 60. Po co o tym piszę?
      Mnie wychowywała bardzo surowo, sama zaś, cóz..nie była świętą. Wiem także, od
      cioci, ze miała partnera, który ja zostawił, bo żona zaszła w ciążę. Ona
      oczekiwała, że to z nią się ożeni, pamietam, jak w domu były straszne awantury,
      z biciem, niszczeniem mebli, wybijaniem szyb. Była wtedy mowa o rozwodzie. Pan
      ów mieszkał w innym mieście i spotykali się na delegacjach. Ojciec z kolei, gdy
      miałam 11 lat wyjechał na kontrakt zagraniczny. Po roku wrócił. Którejś nocy
      obudził mnie płacz matki. Podsłuchiwałam przez ścianę. Usłyszałam straszne
      rzeczy, długo nie mogłam dojść do siebie. Ojciec zdradzał matkę na potęge
      podczas tego kontraktu z córami Koryntu, co zaskutkowało choroba weneryczną,
      matka o tym nie wiedziała, zaszła w ciążę, podczas badania wyszła choroba,
      dziecko trzeba było zabić...Był to dla mnie szok nieprawdopodobny. Wiesz,
      Renko, mam olbrzymi lęk przed ludźmi. Mam w sobie mocno już zakorzenione
      poczucie, ze od ludzi mogę dostac tylko kopa na dzień dobry. Wole zatem
      ograniczac te kontakty do minimum, aby nie zostac zranioną...



      • melanie Re: odpowiedzi 20.09.04, 12:14
        ku.ro napisała:

        > Melanie – odzew niewielki? Mnie nie interesuje odzew. Pisałabym pomimo br
        > aku
        > odzewu. I ten deficyt jest wg Ciebie dowodem na prawdziwosc postawionej przez
        > Ciebie tezy?
        ***************
        Nie, to nie jest dowod. Prawda jest jednak, ze to co opisujesz, jest tak
        potworne, ze trudno w to uwierzyc.

        > Nie wierzysz w babcię-anioła i córkę-diablice? Takie to nierealne? Widocznie
        niewiele w życiu
        > widziałać, Melanie
        ********************
        Dlugo zyje, ale takiego czegos nie widzialam, moze na szczescie?
        Tak, wierze w BABCIE-aniola i corke dziablice. O tym napisalam. Nie wierze
        natomiast, ze owa babcia byla dobra matka. I tu duzo racji ma renka. Skad
        wiesz, czy wlasnie twoja matka jako ulubienica ojca nie byla wykorzystywana i
        molestowana? A babcia mogla wiedziec, ale ze strachu nie reagowala. Takie
        traktowanie babci przez twoja matke wiele wyjasnia. Nie wierze, ze ze zdrowej
        rodziny wyjdzie taki potwor. Ale teraz pokazalas, ze twoja matka rowniez byla
        ofiara, i ze wyrastala w podobnych klimatach. Moze warto porozmawiac z nia i
        spytac, dlaczego?
        Bo bedziesz nosic ten bol w sobie przez cale zycie.
        Moze ta rozmowa szczera pomoze ci ja zrozumiec chociaz w malym stopniu? Bo bez
        takiej rozmowy nie zrozumiesz. Nikt nie zrozumie. A od zrozumienia juz
        niedaleko od wybaczenia. Wtedy dopiero sie uwolnisz, kiedy wybaczysz.

        Piszesz, ze corka nie szanowala matki, bo ojciec jej nie szanowal. Nie zgadzam
        sie. Na ogol corka widzac jak zle ojciec traktuje matke staje po jej stronie. W
        tym przypadku jednak tak sie nie stalo. I moim zdaniem jednak to renka ma
        racje. Jest jakis gleboki zal twojej matki do babci, o ktorym nie wiesz.
      • Gość: Luty Re: odpowiedzi IP: *.dialup.mindspring.com 20.09.04, 12:53
        Odpowiadasz na :
        ku.ro napisała:

        Jest cwana i przebiegła. Potrafi doskonale manipulowac. Ani nie stala jej się
        > żadna krzywda, ani nie dzieje się...

        To wlasnie mialem na mysli mowiac "stala sie jej krzywda" - ma okaleczona
        osobowosc...
        A Ty co mozesz powiedziec o sobie...? Masz okaleczona osobowosc...?
      • Gość: Js ok. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.04, 17:29
        Nie przeczytałem. My fault.
        Jestem Cię w stanie zrozumieć. :) Uwierz mi na słowo, że jestem.

        Widzisz... dla mnie takie pisanie to nie głupota, to też jakiś rozwój.
    • witch-witch Re: istnieją wyrodni rodzice.... 20.09.04, 15:02
      Napisz proszę coś więcej o sobie i swojej aktualnej sytuacji, gdzie pracujesz,
      jak się tobie wiedzie itd.Przecież jesteś bardzo ciepłą i miłą osobą, tak że
      powinnaś mieć wielu przyjaciół.
      Co robią twoi wyrodni rodzice, czy szukają kontaktu, czy żałuja tego co u
      ciebie wywołali- strach i przerażenie?
      Serdecznie pozdrawiam.
      • Gość: Js :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.04, 17:46
        Mhm... Dokładnie. Opowiedz o tym, prosimy Cię wszyscy :).

        Przez to co tutaj przedstawiasz, jesteś, hmm... bardzo "cennym" człowiekiem.
        Kimś w rodzaju wynalazcy w kategorii psychologii. MIliony czekają na twoje
        rozwiązania. Oczywiscie, od Ciebie zalezy, czy zechcesz je przekazać... Ale
        według mnie masz jeszcze dużo ważnych rzeczy do powiedzenia...

        Btw. Nie wiem dlaczego, ale ustaliłaś, że jestem do Ciebie negatywnie
        nastawiany :/. Mylnie, generalnie rzadko się do czegokolwiek nastawiam
        negatywnie.
        • Gość: AZ Re: :) IP: *.localdomain / 217.98.107.* 20.09.04, 20:45
          Subiektywizm - subiektywne postrzeganie swoich doświadczeń życiowych...
          Och......... żeby to wszystko było takie proste.
          Nie jest, nie będzie - jedyna nadzieja w oderwaniu, w ucieczce, w zapomnieniu o
          przeszłości.
          Z biegiem lat bledną sytuacje, wydarzenia.
          Nowe doświadczenia nie tylko wyjaśniają postępowanie rodziców, ale również
          zaczyna się oceniać własne postępowanie, widzi się też własne błędy, a niektóre
          z błędów rodziców na dodatek się powiela.
          Z czasem może nastąpić oczyszczenie choć nie wszystko się zapomina.
          Boli ...
          Czytam z zapartym tchem, nie oceniam, bo wiem, że życie czasem jest lepsze od
          najlepszego filmowego scenariusza - i też czekam...
          Mam podobne wspomnienia, może troche większy bagaż i wydaje mi się , że się
          uporałam ze wspomnieniami... wydaje mi się... właśnie ...
          Na razie Pa.
        • Gość: Renka Re: ciesze sie, ze terapia zbiorowa TRWA IP: *.home.cgocable.net 20.09.04, 21:21
          Bylam ciekawa, czy mialam racje i mysle, ze w jakims sensie tak, ten caly
          horror ma podloze SEKSUALNE.Nie pomoga zadne pieniadze, zadne futra, wycieczki
          zagraniczne, baseny i rozne inne bajery, kiedy nie ma MILOSCI i na niej
          opartego zdrowego seksu malzonkow.
          Babcia miala nieprawidlowe relacje seksualne,( a wiec za nimi wszystkie inne )z
          dziadkiem. Dziadek mial pieniadze, wiec i "tanie kobiety", ktorych wszedzie
          pelno, w ten sposob mial bron("kochanki") przeciwko swojej zonie, kiedy nie
          byla mu "posluszna" w lozku.Ona, upokorzona i bezradna, dla swietego spokoju
          (bo miala przynajmniej "spokoj" materialny)tolerowala postepujacy rozklad
          moralny w rodzinie.Widziala to dorastajaca dziewczynka, jej corka, dla ktorej
          matka jest przeciez naturalnym wzorem kobiecosci. Buntowala sie.Przeciwko
          matce, oczywiscie, bo corka w matce widzi siebie. Ojciec jako wzorzec
          mezczyzny, z jakim mialaby w przyszlosci budowac swoje zycie mial nad nia
          wladze, jak kazdy ojciec, wszak dal jej swoje geny, dal jej zycie.Mozna nie
          wiem jak nienawidziec swojego ojca, mozna chciec o nim zapomniec, ale to on
          przekazuje zycie, nie matka. Matka je tylko pielegnuje :))
          Mimo, ze wiedziala, ze tak nie powinien byl robic, ze jest to sprzeczne z
          normami spolecznymi, to musiala sie podporzadkowac, jako slabsza w rodzinie
          istota, dziecko, faktycznie bez praw..
          Kobieta, wedlug mnie jest kluczem w tych wszystkich konfliktach. Od jej
          madrosci zalezy, czy zlo sie powtorzy, czy nie. Bo jesli nawet ma jakies slabe
          geny, ktore jej nie pozwola na radykalne wyjscie z sytuacji, nie jest silna i
          odwazna, to ma inna bron, ktorej powinna w sobie szukac i ta bronia, kobieca
          poslugiwac sie tak, zeby sytuacje kontrolowac. Godzenie sie na dominacje
          testosteronu ( maz z silna piescia lub z kochankami) to ZAWSZE tragedia dla
          najblizszego, a potem jak choroba zakazna przenosi sie dalej, na innych.
          Nie masz innego wyjscia, ku.ro musisz szukac milosci i szacunku, bo inaczej
          zginiesz, zameczysz sie. Czlowiek jest naprawde wolny i jest soba tylko wtedy,
          gdy jest kochany i akceptowany. W innych przypadkach slizga sie przez zycie,
          myslac, ze nie widac jego osobistej tragedii.Owszem, buduje sobie imperium
          materialne,kupuje seks lub jego namiastki(jakis skok w bok),terroryzuje
          slabszych( to mu daje zludzenie slusznosci obranych rozwiazan), nawet chodzi do
          kosciola co niedziela. Jest to zalosna gra, bo nikt w tym ukladzie nie jest
          szczesliwy. Droga do szczescia prowadzi przez czysta, otwarta milosc.Tak to
          jest, ze ta milosc jest w nas, w jednych jest jej wiecej(kolo tych lubimy
          sie "ocierac"), kolo niektorych jest jej mniej, a moze jest po prostu bardzo
          gleboko schowana :)
          Nie trac nadziei.Szukaj.
    • ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 20.09.04, 20:56
      Wyjechałam do Niemiec po to, aby za kilka dni wrócić z powrotem – popracować na
      działce, popełniając w międzyczasie zbrodnię niewybaczalną – raczyłam się w
      przerwach opalać na trawce! Skąd ta emfaza w określeniu tak naturalnej latem
      czynności? Wyjasnienie za chwilę. Tego samego dnia, po całym dniu harówki w
      upale, poszłam do mojego stryja, a jednocześnie ojca chrzestnego i zarazem
      brata ojca. Przyjęła mnie ciocia. Przejęła się strasznie moim losem –
      koniecznością harowania na poletku i, na moją opowieść, wymyśloną, o tym, ze
      moje koleżanki są na Mazurach i mają tak fajnie, zareagowała w sposób dla mnie
      zdumiewający:
      - Pakuj się i jutro jedź do koleżanek!
      - Ale, ciociu, nie mogę, działka, wszystko pozarastało strasznie
      chwastami...
      - Jedź! Powiemy z wujkiem twoim rodzicom, ze dostałaś rozstroju żołądka i
      nie byłaś w stanie pracować! Kto to widział, aby młoda dziewczyna w ten sposób
      spędzała wakacje! Masz natychmiast jechać!

      Tak też zrobiłam. Zdumienie X sięgnęło granic. Znowu byliśmy razem. Dostaliśmy
      tydzień w prezencie!
      Wróciłam do Polski w dniu spodziewanego powrotu rodziców. Dzwonek. Już są.
      Nazajutrz ojciec jedzie na działkę. Wraca. Z triumfalnym uśmiechem.
      - I co? Wszystko wiem! Wcale nie chodziłaś na działkę! Byłaś tam raz
      i...opalałaś się! Wiem o wszystkim, ha! Nie wiedziałaś, że jesteś pod stałą
      obserwacją!

      W bajeczkę, potwierdzoną przez wujostwo, uwierzyli...

      Rozpoczełam naukę w klasie maturalnej.
      Dziwnym zbiegiem okoliczności fascynacja moją osobą przez mojego partnera ze
      studniówki zbiegła się z kryzysem w moim potajemnym związku i z kolei moim
      zauroczeniem pewną osobą...
      Od tego czasu zaczyna się początek mojego końca – jako kobiety, jako osoby
      twardo stąpającej po ziemi, inteligentnej, wydawać by się mogło...
      Zaczynam mieć poważne problemy. Nie mogę skupić się w wystarczający sposób na
      nauce. Mam ciągłe lęki, tak silne, że nic nie mogę z nimi zrobić. Ogarnia mnie
      poczucie, ze pakuję się w coś, od czego nie można się uwolnić bez szwanku na
      swojej psychice i bez poważnych konsekwencji w przyszłości.
      X – idzie w odstawkę. Komunikuję mu to na naszym, o czym nie wiedział, ostatnim
      spotkaniu. „Z nami koniec”. Dlaczego? Zaczął przejawiać patologiczną chęć
      zawładnięcia mnie, posiadania mnie tylko dla siebie. Miał nieuzasadnione
      pretensje. Podejrzewał mnie o zdradę. Koszmar. Poza tym – poznałam kogoś.
      Zakochałam się bez pamięci. Tak więc – koniec. X na to, ze się zabije. Wyciąga
      żyletkę i usiłuje, w komediowo-farsowy sposób, tak, aby nie zrobić sobie żadnej
      krzywdy, podciąć sobie żyły... Zamyka dom na klucz. Nie chce mnie wypuścić. Ma
      oblęd w oczach. Zaczynam się bać... Zaczynam go uspokajać, zapewniać, ze
      żartowałam, że wszystko jest ok.
      - Kiedy do mnie przyjdziesz? Tak, jak zawsze?
      - Tak, oczywiście...
      - Nie kłamiesz?
      - Nie.
      - Przyjdziesz na pewno?
      - Na pewno.

      Pod tym warunkiem mnie wypuścił. Nigdy więcej do niego nie przyszłam. Zaczął
      się koszmar z nim, i nie tylko z nim, w roli głównej...
      • Gość: wypierdek mamuta Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.10.04, 09:55
        Mój ojciec robi wszystko, zeby mnie sklócic z moja siostra.
    • ku.ro odp. 20.09.04, 20:57
      Melanie. Proszę, nie pisz w ten sposób o mojej Babci. Ona na pewno była bardzo
      dobrą kobietą i wspaniała matką! Wiem to z relacji dalszej rodziny! Wiem
      również, że to moja matka miała od dziecka narcystyczne zapędy i była trudna.
      Moja matka wstydziła się mojej Babci. Wstydziła się tego, ze jest otyła, że się
      nie maluje, że nie ma wykształcenia... Matka moja jest zakochana w sobie i
      bardzo pusta. Niezmiernie ważna jest dla niej cała „otoczka” człowieka – od
      dziecka miała swoją krawcową, najlepsze kosmetyki, fryzjerów, itp. Gdy moja
      matka miała 20 lat umarł jej ojciec. Nagle. Na zawał. Rozmowa z matką nie jest
      możliwa. Nie mamy z soba kontaktu. Nie z mojej winy... pozdrawiam.

      Luty. Tak! Jestem patologiczna pod kazdym względem. Jestem jedna wielką
      patologią. Jestem skrzywiona ze wszech miar... Nie akceptuje siebie, swoich
      głupich poczynań, swojego życia... Ale jednocześnie sama siebie przed sobą
      usprawiedliwiam i mówię: „idź w pokoju i nie grzesz więcej”... Paradoks...Od
      eustresu do dystresu... Od chęci skończenia ze sobą, ostatnio bardzo silnej,
      zaskakująco często i z precyzyjną regularnością powracającą – ale nie o tym
      chciałam... – do całkiem radosnych chwil, nie, nie szczęścia, bo tego nie ma w
      moim życiu, chwil, w których jest mniej czarno, w których dostrzegac zaczynam
      odcienie szarości... Mam świadomość, że jestem osoba kompletnie bezwartościową.
      Mój ojciec miał rację. Jestem nikim...pozdrowienia.

      Witch. Bład zasadniczy. Nie jestem ani ciepła, ani miła. Uwierz...Nie mam
      przyjaciół, nigdy nie miałam. Zamykałam i zamykam się na drugiego człowieka. O
      dziwo, tak, jak moja matka – po powrocie z pracy zmykała się w naszych czterech
      ścianach, nikogo nie odwiedzała ani nikt jej nie odwiedzał, nie miała żadnej
      koleżanki, o przyjaciółce nie wpominając...Nie. Nie szukają. Cóż ci mogę, droga
      Witch, napisać o moim czasie teraźniejszym? Tak, aby nie skłamać...? No, co...?
      Pozdrawiam Cię, Witch.

      Js. Ciebie sobie zostawiłam na deser. A więc jesteś w stanie mnie
      zrozumiec...Wierzę na słowo. Tobie wierzę. Choć – czemu...? Tez to, poniekąd, w
      ten sposób traktuje, to moje pisanie („czy mogę coś zmienić pisaniem?” T.
      Różewicz) – funkcją poboczną, oprócz wspominanej – autoterapeutycznej, jest
      staranie wybicia chociaz dziurki na dłoń w pancerzu, który jest moim domem.
      Jest to, w moim odczuciu, w miarę, niezupełnie, bezpieczne – net to w końcu
      quasi-anonimowość – przymykam oko na „quasi” i widze tylko „anonimowość”. To
      daje niezbędną iluzję bezpieczeństwa. O święta naiwności... Wiesz, JS, z jakim
      zamiarem rozpoczełam pisanie tych traumatycznych wspomnień? Chciałam to
      wszystko z siebie wyrzucić i wysłać matce na służbową @ link do tej dyskusji, z
      obserwacjami ludzi „z boku”, niezaangażowanych emocjonalnie, będacych w stanie
      spojrzeć na to wszystko chłodnym okiem. Wiele się jednak w międzyczasie
      zmieniło. Wiele i bardzo radykalnie. Już wiem, ze tego nie zrobię. Oni dla mnie
      umarli i ja dla nich. Raczej powinno być odwrotnie...Ja najpierw dla nich, oni
      dla mnie to już tylko konsekwencja ich wyboru, ich definitywnego odrzucenia
      mnie...Nie jestem człowiekiem, a już na pewno nie cennym. Jestem jak imitacja
      szmaragdu w pierścionku z wiejskiego odpustu. To jest cała prawda o mnie. I nie
      jest to taka spaczona kokieteria. Nie mam nic ciekawego dopowiedzenia, nic do
      przekazania. Zero. Pustka. Dokonujesz nadinterpretacji. Ok., zmieniam zdanie o
      Twoim – rzekomym – negatywnym nastawieniu. Nie sądziłam tak. Nie mam w zwyczaju
      aż tak pochopnie oceniać ludzi, na podstawie domysłów lub kilku wpisów na
      forum. Czy z tego może wyjść choć w promilu obraz człowieka? Pozdrawiam. Bardzo.
      • Gość: Luty Re: odp. IP: *.dialup.mindspring.com 20.09.04, 22:12
        > Luty. Tak! Jestem patologiczna pod kazdym względem. Jestem jedna wielką
        > patologią. Jestem skrzywiona ze wszech miar... Nie akceptuje siebie, swoich
        > głupich poczynań, swojego życia... Ale jednocześnie sama siebie przed sobą
        > usprawiedliwiam i mówię: „idź w pokoju i nie grzesz więcej”... Para
        > doks...Od
        > eustresu do dystresu... Od chęci skończenia ze sobą, ostatnio bardzo silnej,
        > zaskakująco często i z precyzyjną regularnością powracającą – ale nie o t
        > ym
        > chciałam... – do całkiem radosnych chwil, nie, nie szczęścia, bo tego nie
        > ma w
        > moim życiu, chwil, w których jest mniej czarno, w których dostrzegac zaczynam
        > odcienie szarości... Mam świadomość, że jestem osoba kompletnie
        bezwartościową.
        >
        > Mój ojciec miał rację. Jestem nikim...pozdrowienia.

        Wiem, ze w to nie wierzysz...czuje to, nie wierzysz w swoja bezwartosciowosc...
        Mysle, ze zrobilas cos, czego nie mozesz sobie wybaczyc...Mysle, ze szukasz
        usprawiedliwienia, a nie znajdujesz, nawet w tym swoim, smutnym dziecinstwie...

        Jezeli zrobilas cos czego nie mozesz sobie wybaczyc, wiedz ze nie ma nikogo na
        swiecie, kto ma moc ostatecznego wybaczenia Ci, oprocz Ciebie samej. Jezeli Ty
        sobie wybaczysz, bedziesz miala wybaczone...
        Nikt takze nie moze odebrac Ci wartosci... Kiedys zylas w uludzie, ze rodzice
        maga Ci nadac wartosc i te wartosc odebrac...Jestes dorosla i czas skonczyc z
        ta iluzja...Sama sobie nadajez wartosc, dopoki tego nie zrozumiesz, nie
        zdobedziesz mocy, aby pokierowac swoim zyciem...

        Jest jescze WARTOSC, ktora nadaje sens wszelkiemu istnieniu...nie bede o tym
        pisal teraz... Jutro, moze pojutrze, napisze cos o tym, w osobnym watku...
        Pozdrawiam Cie...
        • Gość: Js Re: odp. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.04, 23:01
          Napisz. Strzelam w rozwój, bo to mój napęd. ;)
      • Gość: Js Hmm... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.04, 22:59
        To fakt, naidinterpretuję. Poświęcam mało czasu na odpisywanie w długi,
        przemyślany sposób, mój błąd. Złe planowanie czasu.

        A więc jesteś bezwartościowa?
        Z jakiego powodu, jesteś głupia? Jeżeli nie - no to jesteś
        wartościowa,automatycznie. Jak tak, to można to zmienić...

        Przypominasz mi parę osób które spotkałem... Nie spotkałem mało cennego
        człowieka. Fakt, niektórzy są pospolici. Ale to nie jest argument, a dygresja.

        Nie chcę argumentować, odpierasz argumenty z taką siłą, jakby Ci dobrze było
        będąc [i tu nieścisłość] pustką. W moim odczuciu jest inaczej. W twoim możesz
        być marchewką, masz do tego prawo [Ck Norwid - "Królestwo", chyba lubisz
        poezję, tak?], to co odbierasz jest zależne TYLKO od Ciebie.

        Ale tak na poważnie, chcesz być pustką? Nie chcesz być wielka, osiągać
        sukcesów, itp. itd. ?

        Nie wiem czy mogę tak mówić, ale twoi rodzice mi się kojarzą z ludźmi, których
        unikam, zwyczajnie źle się przy nich czuje. Popularnie zwanych nieempatycznymi
        prostakami. Czuję się nie swojo, źle, i zażenowany.
        Kiedy ktoś ma podobne odczucia, powstaje - affinity :).

        Ja też nie jestem czlowiekiem. Też bym tak chciał. "So I am a human too? What a
        shame..."
        • Gość: Js Re: Hmm... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.04, 23:10
          Miesza mi się wszystko dzisiaj. Mam tylko takie ogólne uwagi, które pewnie są
          Ci zbędne. Pisz do końca. Pustko, falszywy szmaragdzie, chciałbym poznać
          zakończenie. Wtedy przedstawię swoje argumenty, opinię, zachwyt, albo po prostu
          zaniemówię.

          Btw: Po co Ci jest ocena siebie?
    • Gość: babet do Ku.ro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.04, 23:11
      Ku.ro, czy jest koło Ciebie teraz ktoś, kto Ciebie w jakiś sposób wspiera? Ktoś
      Tobie bliski?
      Czy jest tylko szyba monitora i my? i Twoje pozornie chłodno relacjonowane
      wspomnienia?...
      Cokolwiek zrobiłaś wybacz sobie i wybacz rodzicom. Jesteś niesamowicie silną
      osobowością, tak mi się zdaje. Znajdź w sobie siłę na to. Odetnij się od złych
      wspomnień, bólu i żalu.
      Pokochaj samą siebie taką jaką jesteś i z całym bagażem przeszłości.
      • Gość: Js Re: do Ku.ro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.04, 23:14
        Wiesz, co mi sie nasuwa...

        "Też mam dla Ciebie radę. Napraw świat, odnieś sukces i kochaj wszystkich
        naokoło. Umiesz to zrobić. To bardzo cenna rada dla ciebie, prawda?"

        Nie chcę Cię urazić, ale to tak jakby podać problem badawczy i uznać go za
        rozwiązany, od razu.
        • Gość: babet Re: do Ku.ro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.04, 23:21
          Gość portalu: Js napisał(a):

          > Wiesz, co mi sie nasuwa...
          >
          > "Też mam dla Ciebie radę. Napraw świat, odnieś sukces i kochaj wszystkich
          > naokoło. Umiesz to zrobić. To bardzo cenna rada dla ciebie, prawda?"
          >
          > Nie chcę Cię urazić, ale to tak jakby podać problem badawczy i uznać go za
          > rozwiązany, od razu.

          Mylisz się... Nie o to mi chodziło. Źle to odczytałeś...
          • Gość: Js Re: do Ku.ro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.04, 15:21
            Jaką praktyczną wartość mają te rady? Sugerujesz, że nie próbowała?
            • Gość: babet Re: do Ku.ro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.04, 21:06
              Gość portalu: Js napisał(a):

              > Jaką praktyczną wartość mają te rady? Sugerujesz, że nie próbowała?


              To nie są rady. Nic nie sugeruję.
              • Gość: Js Re: do Ku.ro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.04, 21:43
                Rozkazy?
                • Gość: babet Re: do Ku.ro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.04, 01:06
                  próba wsparcia
                  • Gość: Js Re: do Ku.ro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.04, 15:55

                    "Cokolwiek zrobiłaś wybacz sobie i >>>> wybacz rodzicom <<<<<". Jesteś
                    niesamowicie silną
                    osobowością, tak mi się zdaje. Znajdź w sobie siłę na to. >>> Odetnij się od
                    złych
                    wspomnień, bólu i żalu. <<<<
                    >>>> Pokochaj samą siebie taką jaką jesteś i z całym bagażem przeszłości. <<<<

                    Jaką funkcję pełnią w zdaniu zaznaczone fragmenty? [3pkt]

    • vielonick Re: istnieją wyrodni rodzice.... 21.09.04, 01:02
      czy Ty jestes ta dziewczyna,
      co sie zastanawiala na innym watku czy isc na slub siostry?

      pamietam tamta dyskusje

      przeczytalam caly watek
      nie ma powodu by dywagowac nad jego prawdziwoscia
      nawet jesli tego nie przezylas
      to inni mogli
      nie w tym rzecz

      moja rada jest nastepujaca:
      powinnas isc na terapie do profesjonalisty
      my (tzn. forumowicze) Ci nie pomozemy
      ani Ty sama sobie tez nie pomozesz
      co sie dalo to juz zrobilas
      teraz krecisz sie w kolko
      zapamietujac sie i zaglebiajac w przeszlosc
      znajdujac w tym masochistyczna przyjemnosc

      terapeuta pozwolilby Ci wyjsc z tego zakletego kregu

      co bylo to bylo, czasu nie cofniesz
      ale masz cale zycie przed soba, ktore moze byc normalne
      choc teraz trudno Ci w to uwierzyc
      Twoja przyszlosc bedzie miala wplyw na przyszlosc i terazniejszosc
      ale od Ciebie zalezy jaki to bedzie wplyw
      jak silny

      masz szanse, uwierz w to
      nie warto miec polowy zycia zmarnowanej przez rodzicow
      a druga przez sama siebie, rozpamietujac co sie wydarzylo

      pozdrawiam :)
      • vielonick ps. 21.09.04, 02:04
        jeszcze sloweczko ;)

        kazdy w swoim dziecinstwie
        moze znalezc rozne momenty, zdarzenia
        niekoniecznie szczesliwe (eufemizm...)

        ale dorastajac, gdy stajemy sie dorosli, bardziej swiadomi
        (a przynajmniej powinnismy)
        zaczynamy widziec wiecej,
        dowiadujemy sie o przeszlosci naszej rodziny
        o tym co sie dzialo przed naszym urodzeniem

        dostajemy wtedy do rak
        dodatkowe elementy ukladanki
        pod tytulem: DLACZEGO?

        ta ukladanka nigdy nie bedzie ulozona do konca
        ale im wiecej kawalkow tym pelniejszy obraz
        tym latwiej o zrozumienie mechanizmow rzadzacych ludzmi
        takze w rodzinie
        bo kazda grupa rzadzi sie swoimi prawami
        bo najwazniejsza jest ochrona trwalosci wspolnoty
        te najmniejsze ogniwa - dzieci - to czuja
        i postepuja w sposob im "przypisany"

        trudno orzec czyja to "wina"
        pierwsze nasuwa sie ze rodzicow
        oni sa dorosli i tworza rodzine
        ale nie wzieli sie znikad i tez sa obarczeni jakims bagazem...

    • ku.ro odp. 21.09.04, 13:59
      Az. Jeśli umarło się za zycia. Jeśli żyjąc, nie przeżywa się zycia. Jeśli jest
      się samą na tym świecie, ale nie samotną. Nie czuje się samotna sama ze soba.
      Jeśli cierpi się fizycznie, choć ból pierwotny jest w duszy. Jeśli nienawidzi
      się samej siebie. Jak można zapomnieć? Można? Może. Ja nie potrafię. Nie, nie
      skupiam się masochistycznie i autodestrukcyjnie na traumie z dzieciństwa i
      wczesnej młodości. Jestem w szoku, ale ten szok mija, powoli, po ostatniej
      rozmowie telefonicznej z moja matką. Wiedzę tę postrzegam jako dobrą, nie ma
      już iluzji i życia w ułudzie. Nie ma już; a może, kiedy, kiedyś, a gdyby tak...

      Renko. Powielam chyba wzorce. Nie potrafiłam i nie potrafię powiedzieć „nie”.
      Szukam akceptacji, miłości, nie chce być całkowicie odrębna... Nie jestem
      asertywna. I nie wiem, czy kiedykolwiek będę. Wydaje mi się, ze wszystko już w
      moim życiu się skończyło. Wszystko jest za, nie ma nic przed...

      Luty. Alez ja nie musze wierzyc lub nie! Ja to wiem! To jest czysta empiria.
      Nigdy sobie nie wybacze. Nie ma takiej mozliwosci. Mysle, ze to, jak wyglada
      moje zycie obecnie, jest podswiadomym samoukaraniem, nie potrafie wydobyc się z
      pewnego zakletego kregu. Kiedys popełniłam błąd, jeden, jedyny, który pociągnąl
      za soba lawinę nieodwracalnych zmian...napisz zatem o TEJ wartości. Czekam.

      Ależ JS. Przeciez nie musisz się dokładnie wczytywac w te moje nie mające ładu
      i składu wypocinki! Masz na pewno wiele ciekawszych i bardziej kostruktywnych
      zajęć. Otóż – wyobraź sobie – jestem głupia, przeraźliwie głupia. Eot? Bo z
      głupcem nie da się rozmawiac, a w kazdym razie nic dobrego z tego nie wynika...
      Chce i nie chcę. Boję się, ze nie podołam, dlatego nawet nie zaczynam. Tzn.
      kilka razy zaczynałam, z marnym skutkiem. Wpakowałam się raz w niezłe
      tarapaty...Chce. Jestem euforią. Mogę góry przenosić. I...niewiele trzeba, abym
      stała się depresją... Jedna wielka, patologiczna, dychotomia. Zanimówisz.
      Zamilkniesz. Zobaczysz, jaka jestem bezwartościowa. Ocenę samej siebie traktuję
      jak jeszcze jedna wiedzę, czy potrzebną do życia? Do czego w takim razie...? Do
      szczęścia? A istnieje coś takiego?


      Babet. Nie. Nie ma nikogo takiego. Jest moja matka chrzestna, ale z nią kontakt
      mam sporadyczny. Ona jest psychologiem, ale ma wystarczająco dużo problemów w
      swoim zyciu. Miałam kuzyna, wspaniałego człowieka. Umarł w lipcu. Miał 32
      lata...Sobie nigdy nie wybacze. Rodzicom chciałam, ale już nie che, i nigdy
      tego nie zrobie. Zbyt wiele krzywd mi wyrządzili. I są nieugięci. Wiesz, to
      dziwne, ludzie właśnie postrzegają mnie jako silną i twardą kobietę. Tak nie
      jest. Gdyby tak było, moje zycie wyglądałoby zupełnie inaczej...

      Vielonick. Nie. To nie ja. Nigdy nie pisałam na tym forum. Nie oczekuje od Was
      pomocy. Nie jestem na tyle nierozsądna, aby od Was, drodzy forumowicze FP tego
      wymagać. Nie spodziewałam się żadnej reakcji. Jak już wspominałam, pisałam dla
      siebie, ale również był to list w elektronicznej formie pisany do mojej matki.
      Teraz już nim nie jest, gdyz wiem, ze go nie wyślę. Nie mam życia przed sobą.
      Nie mam i już. Niczego od zycia się nie spodziewam, oprócz „zalu, potu i łez”,
      bo na nic innego sobie nie zasłużyłam. Nie jest głupotą popełniac błedy, bo
      tylko ten, kto nic nie robi, ich nie popelnia, ale skrajną nierozsądnoscią jest
      w nich tkwić. A moi rodzice wraz z siostrą tak właśnie czynią.
      • Gość: Js Re: odp. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.04, 15:25
        Masz jakiś komunikator internetowy?
        Zobaczymy czy da się z tobą gadać. Co ty na to?

        "Boję się, ze nie podołam, dlatego nawet nie zaczynam" - to fakt. Tacy którzy
        nie próbuję, zawsze podołają wszystkiemu, tzn. niczemu.

        Musiałaś źle się do tego zabrać... Czego Ci brak, motywacji?

        Szczęście, aheh. Nie wiem czy istnieje, przecież to pojęcie. Ludzie nazywają
        tak subiektywne stany, każdy pewnie widzi w nim co innego. Proponuję nazwać
        szczęściem to czego pragniesz. A jak nic nie pragniesz? To może jesteś
        szczęśliwa?
      • vielonick Re: odp. 21.09.04, 15:28
        ku.ro napisała:


        > Nie mam i już. Niczego od zycia się nie spodziewam, oprócz „zalu, potu i
        > łez”,
        > bo na nic innego sobie nie zasłużyłam. Nie jest głupotą popełniac błedy, bo
        > tylko ten, kto nic nie robi, ich nie popelnia, ale skrajną nierozsądnoscią
        jest
        >
        > w nich tkwić. A moi rodzice wraz z siostrą tak właśnie czynią.

        Ty tez
        i zycze Ci bys dala sie z nich uwolnic

        pozdrawiam :)
      • Gość: babet Re: odp. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.04, 21:03
        > Jeśli nienawidzi
        > się samej siebie.

        Za co siebie nienawidzisz? Potrafisz zdefiniować?

        > Jak można zapomnieć? Można? Może. Ja nie potrafię. Nie, nie

        Czas. Zobaczysz, że będziez umiała zapomnieć, a przynajmniej schować tak
        głeboko, że pozwoli Ci to żyć.

        > skupiam się masochistycznie i autodestrukcyjnie na traumie z dzieciństwa i
        > wczesnej młodości. Jestem w szoku, ale ten szok mija, powoli, po ostatniej
        > rozmowie telefonicznej z moja matką. Wiedzę tę postrzegam jako dobrą, nie ma
        > już iluzji i życia w ułudzie. Nie ma już; a może, kiedy, kiedyś, a gdyby
        tak...

        Czy próbowałaś kiedykolwiek powiedzieć rodzicom na spokojnie co Cię w nich
        boli, co czujesz?
        Zapytać dlaczego faworyzują siostrę? Powiedzieć, że czujesz się z tym wszystkim
        źle, że nie czujesz ich miłosci? Ze jej potrzebujesz?
        Czy wykrzyczałaś im swoją potrzebę ich miłosci im w twarz?


        > Wydaje mi się, ze wszystko już w
        > moim życiu się skończyło. Wszystko jest za, nie ma nic przed...

        Całe życie przed Tobą.

        > Nigdy sobie nie wybacze. Nie ma takiej mozliwosci. Mysle, ze to, jak wyglada
        > moje zycie obecnie, jest podswiadomym samoukaraniem, nie potrafie wydobyc się
        z
        >
        > pewnego zakletego kregu. Kiedys popełniłam błąd, jeden, jedyny, który
        pociągnąl
        >
        > za soba lawinę nieodwracalnych zmian...

        To tylko teraz Tobie się tak wydaje, emocje są jeszcze zbyt swieże.
        Nie ma takiej rzeczy, kórej nie można by było sobie lub komuś wybaczyć.
        Znam podświadome karanie siebie samej, wyjdziesz z tego. Pozwól komuś sie
        pokochać, ale najpierw pokochaj samą siebie. Gdzieś Tam Twoja Babcia przygląda
        Ci się i gdyby mogła by Ci coś przekazać, na pewno byłyby to słowa miłosci i
        przebaczenia.


        > Otóż – wyobraź sobie – jestem głupia, przeraźliwie głupia. E
        > ot? Bo z
        > głupcem nie da się rozmawiac, a w kazdym razie nic dobrego z tego nie
        wynika...
        >
        > Chce i nie chcę. Boję się, ze nie podołam, dlatego nawet nie zaczynam. Tzn.
        > kilka razy zaczynałam, z marnym skutkiem. Wpakowałam się raz w niezłe
        > tarapaty...Chce. Jestem euforią. Mogę góry przenosić. I...niewiele trzeba,
        abym
        >
        > stała się depresją... Jedna wielka, patologiczna, dychotomia. Zanimówisz.
        > Zamilkniesz. Zobaczysz, jaka jestem bezwartościowa. Ocenę samej siebie
        traktuję
        >
        > jak jeszcze jedna wiedzę, czy potrzebną do życia? Do czego w takim razie...?
        Do
        >
        > szczęścia? A istnieje coś takiego?
        >
        >
        > Babet. Nie. Nie ma nikogo takiego. Jest moja matka chrzestna, ale z nią
        kontakt
        >
        > mam sporadyczny. Ona jest psychologiem, ale ma wystarczająco dużo problemów w
        > swoim zyciu. Miałam kuzyna, wspaniałego człowieka. Umarł w lipcu. Miał 32
        > lata...Sobie nigdy nie wybacze. Rodzicom chciałam, ale już nie che, i nigdy
        > tego nie zrobie. Zbyt wiele krzywd mi wyrządzili. I są nieugięci. Wiesz, to
        > dziwne, ludzie właśnie postrzegają mnie jako silną i twardą kobietę. Tak nie
        > jest. Gdyby tak było, moje zycie wyglądałoby zupełnie inaczej...
        >
        > Vielonick. Nie. To nie ja. Nigdy nie pisałam na tym forum. Nie oczekuje od
        Was
        > pomocy. Nie jestem na tyle nierozsądna, aby od Was, drodzy forumowicze FP
        tego
        > wymagać. Nie spodziewałam się żadnej reakcji. Jak już wspominałam, pisałam
        dla
        > siebie, ale również był to list w elektronicznej formie pisany do mojej
        matki.
        > Teraz już nim nie jest, gdyz wiem, ze go nie wyślę. Nie mam życia przed sobą.
        > Nie mam i już. Niczego od zycia się nie spodziewam, oprócz „zalu, potu i
        > łez”,
        > bo na nic innego sobie nie zasłużyłam. Nie jest głupotą popełniac błedy, bo
        > tylko ten, kto nic nie robi, ich nie popelnia, ale skrajną nierozsądnoscią
        jest
        >
        > w nich tkwić. A moi rodzice wraz z siostrą tak właśnie czynią.
      • Gość: babet Re: odp. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.04, 21:19
        > Otóż – wyobraź sobie – jestem głupia, przeraźliwie głupia.

        Nie jesteś.

        > Babet. Nie. Nie ma nikogo takiego. Jest moja matka chrzestna, ale z nią
        kontakt
        >
        > mam sporadyczny. Ona jest psychologiem, ale ma wystarczająco dużo problemów w
        > swoim zyciu. Miałam kuzyna, wspaniałego człowieka. Umarł w lipcu. Miał 32
        > lata...Sobie nigdy nie wybacze.

        Wybaczenie sobie jest podstawą aby pójśc dalej, musisz od tego zacząć, inaczej
        się nie da.

        Rodzicom chciałam, ale już nie che, i nigdy
        > tego nie zrobie. Zbyt wiele krzywd mi wyrządzili. I są nieugięci. Wiesz, to
        > dziwne, ludzie właśnie postrzegają mnie jako silną i twardą kobietę. Tak nie
        > jest. Gdyby tak było, moje zycie wyglądałoby zupełnie inaczej...

        A może właśnie wyglądałoby inaczej gdybyś była słaba psychicznie. Załamałabyś
        się na oczach rodziców, popadła w chorobę, może to otworzyłoby im oczy, serca?



        > Nie jest głupotą popełniac błedy, bo
        > tylko ten, kto nic nie robi, ich nie popelnia, ale skrajną nierozsądnoscią
        jest
        >
        > w nich tkwić. A moi rodzice wraz z siostrą tak właśnie czynią.

        Ty też, jak napisał Ci już Vielonick. Jeśli popełniłaś błedy, nie popełniaj
        teraz tej nierozsądności i nie tkwij w nich.

        Czekam na zakończenie Twej historii.
        Pozdrawiam.
      • Gość: Luty Re: odp. IP: *.dialup.mindspring.com 23.09.04, 04:19
        Odpowiadasz na :
        ku.ro napisała:

        Luty. Alez ja nie musze wierzyc lub nie! Ja to wiem! To jest czysta empiria.
        Nigdy sobie nie wybacze. Nie ma takiej mozliwosci.

        Nigdy sobie nie wybaczysz...? przeciez to nonsens...Zapewniasz mnie, ze
        niiigdyyy sobie nie wybaczysz...Bzdura, nie wierze Ci...

        Mysle, ze to, jak wyglada
        moje zycie obecnie, jest podswiadomym samoukaraniem, nie potrafie wydobyc się z
        pewnego zakletego kregu. Kiedys popełniłam błąd, jeden, jedyny, który pociągnąl
        za soba lawinę nieodwracalnych zmian...

        Po zmianach (nieodwracalnych) nastepuja dalsze zmiany, a za nimi
        nastepne...Zycie sie toczy. Nawet w najgorszych, skrajnych warunkach toczy sie
        zycie....Zycie jest silniejsze od Ciebie, zawladnie Toba, zobaczysz...
        nawet gdybys siebie zabic chciala...to i tak nic z tego...bo nie masz takiej
        mocy, aby zabic zycie...
        Ta opowiastka o kropli wody (O WARTOSCI) jest o tym, ze jezeli jedna mala
        kropla wody ma taka wartosc, ze jest obdarowana niesmiertelnaoscia,
        to co dopiero Ty ku.ro...? wyobraz sobie swoja wartosc,ktora jest niebotyczna,
        bez wzgledu na to co zrobilas... i nie chrzan....



    • ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 21.09.04, 14:01
      Odkryłam wiele interesujących rzeczy o X. Zdradzał mnie na potęgę. Z głupim
      uśmieszkiem zaprzeczał, w tak bezczelny sposób, abym wiedziała, że kłamie.
      Zaczął mnie poniżac. Lekceważył mnie. Nie szanował. Sądził, że mam mnie na
      własność i na zawsze... Jak już pisałam, poznałam kogoś. Musiałam zerwanie z X
      rozłożyć w czasie i rozegrać to wszystko taktycznie. Nie spodziewałam się
      jednak, że X tak histerycznie zareaguje na zerwanie...
      X oszalał. Śledzi mnie. Przestaje mu zależeć na swojej opinii. Jeździ za mną.
      Boje się wyjść z domu. Godzinami siedzi w samochodzie pod moim oknem trąbiąc
      bezustannie. Okna kuchni wychodzą na te ulicę. W kuchni jest matka. Wygląda
      przez okno.
      - Kto to tak trąbi?
      - Jakiś wariat pewnie.
      - W takim samochodzie? Wariat? Może zadzwonić na policję?
      - Daj spokój, mamo, chodź na film...
      Okna „salonu” wychodzą na podwórko. Po kłopocie...
      Wychodze niby wynieść śmieci. X wysiada zapłakany z auta. Obiecuję mu, że
      nazajutrz zadzwonię. Pod tym warunkiem decyduje się odjechac. Rzecz jasna nie
      dzwonię... O dziwo, chwilowo mam z nim spokój... Chwilowo...

      W tym samym czasie...
      Mój partner ze studniówki. Po jego studniówce, na rozkaz ojca, i nie tylko (był
      mi obojętny, był tylko moim partnerem na studniówkę, to wszystko) tak więc po
      jego studniówce zrywam wszelkie kontakty. Chłopak...oszalał. Dosłownie. Nie
      chodzi do szkoły, przesiaduje w moim LO. Chodzi za mną. Śledzi mnie. Wychodze
      ze szkoły tylnym wyjściem. Biegnę. On za mną. Krzyczę, ludzie się oglądają,
      wreszcie zatrzymuję się i groże policją, odchodzi... Wydzwania, przychodzi do
      domu, płacze, jest w szoku, dlaczego nie chce go znać. Tłumaczę, ze rodzice, że
      musze się uczyć, ze mam mature i surowych rodziców. Nie wierzy. Grozi, że
      zniszczy mi opinię. Odchodzi z wyrazem triumfu. Po to, by wrócić po godzinie i
      ze łzami w oczach blagać o wybaczenie. Jestem nieugięta.
      - Mów o mnie, co chcesz. I tak nikt ci nie uwierzy...

      Więcej z nim nie rozmawialam. Od tej pory telefony odbiera matka, zas gdy
      dzwoni do drzwi mówi mu, ze mnie nie ma. Rozumiecie? Mam zakaz nawiazywania
      jakichkolwiek relacji z płcią odmienną!!! W myśl tej zasady następuje całkowite
      odcięcie. Ja na to idę, gdyż nic nie czułam do tego chłopaka. Rosnę w oczach
      rodziców... Nie chce spotykac się z nim. Brawo! Mądra dziewczynka... I taka
      posłuszna... Ma już 20 lat!


      Zbieżność czaso-przestrzeni...Znowu..
      Y. Kolega X. Znana osoba. Przebieram się na wf. Wpadają do szatni koleżanki.
      - Anka, szybko, ktoś do ciebie!!!

      Sensacja. Wychodzę i widzę Y. Prosi, abym zwolniła się z lekcji, musi ze mna
      porozmawiac. Idziemy do mnie. Opowiada mi, ze przysłał go X, który przechodzi
      załamanie. Powinnam się z nim spotkac, bo zrobi cos głupiego i zniszczy mnie i
      siebie. Jest nieobliczalny. Zwariował.
      Nie mogę... Ja chyba śnię...

      Równolegle:
      A. Kolega z równoległej klasy. Zauważam, ze wciąż na przerwach się mi
      przypatruje. Czuję się molestowana...wzrokiem. W końcu zbiera się na odwage i
      podchodzi do mnie.
      „Chciałbym cie poznac...”
      „Nie warto...”
      Nie zwariował, na szczescie. Cierpiał w samotnosci...Tylko patrzył tymi
      smutnymi oczami, patrzył...tak mądrze...żal mi go było...tak bardzo
      cierpiał...przeze mnie...


      I znowu:
      B. Kolega z klasy rok nizej, poznany na studniówce. Na rzeczonej, podczas
      rozmowy w upojeniu alkoholowym:
      „Ty chodzisz do naszej szkoły???”
      „Tak”
      „Nigdy cie nie wiedziałem! Niemożliwe, zwróciłbym natychmiast na ciebie uwage!”
      Po studniówce, na przerwie, B.: „W szkole jesteś taka niepozorna, w ogóle nie
      rzucasz się w oczy, ubierasz się zwyczajnie, nie malujesz się... no, no, no”
      Komplementy... Kobiety bez nich umierają za życia... Na szczęście, dla niego,
      znalazł sobie fajną dziwczynę.

      No i klamra spinająca ten ciąg zdarzeń ze mną i facetami w roli głównej:
      Z. Z – niczym omega, alfa i omega, początek i koniec. Zet, początek końca...
      Zauroczenie, fascynacja, priorytet. Ferie. Nie wiedziałam, ze Z. ma kogoś,
      nikogo nie mając jednocześnie... Kobieta ta jest zjawiskowo piekna. Światem
      całym dla niej jest Zet. Dowiaduję się o jej istnieniu przypadkowo. Dzwoni do
      mnie (w międzyczasie zakładają nam telefon). Jest kwiecień. I miesiac do
      matury... Kobieta owa, nazwijmy ją Renatą, zatruwa mi życie, szantażuje mnie,
      grozi, że powie o wszystkim moim rodzicom i w ten sposób mnie skończy. Skąd ona
      tak dużo o mnie wie? Skad wie, gdzie mieszkam? Od... X. X mnie śledził, jak się
      okazuje, wiedział o tym, ze z kimś się spotykam, i kim jest ów ktoś, nawiazał
      kontakt z Renatą... Ranata z kolei...zwiazała się z X. I w ten oto sposób
      stałam się „posiadaczką” dwóch śmiertelnych wrogów, gotowych zniszczyć mi i Z.,
      zycie... Renata wie o mnie wszystko. Zna, od X, moją sytuację w domu. Nie ma
      litości. Ból za ból. Cierpienie za cierpienie. Tylko że ona już nie cierpi,
      wydaje się być szczęśliwa z X... Dlaczego chce mnie zniszczyć? Mam dosyć
      wszystkiego. Żyję w ciagłym strachu. Nie opuszcza mnie ani na moment. Każdy
      telefon przyprawia mnie o zawał. Nie spotykam się z Z. Postanowiliśmy
      przeczekać nawałnicę. Renata, razem z X. Śledzi Z. Z. Wyjeżdza na kilka dni z
      piątku na sobotę. W sobotę rano budzi mnie ojciec:
      - Telefon do ciebie.
      - Kto dzwoni?
      - Nie wiem. Jakaś koleżanka.
      Podchodzę, cisza.
      - Kto to był? O tej porze? Co za koleżanka? Co chciała?
      - Pytała, kiedy oddam jej książke. Potrzebuje jej dzisiaj...
      - O tej porze? Co ty masz za niewychowane koleżanki!

      Sprawdzała, czy jestem w domu...

      A chciałam mieć tylko swoją „tajemnicę”, o której nie wiedzą rodzice, która
      miała być dla nich karą za niedocenianie mojej szczerości... Chciałam kochac i
      być kochaną. Chciałam być akceptowana w pełni. Chciałam czuć się kims
      wartościowym...


      cdn.
    • q02121974 Re: istnieją wyrodni rodzice.... 21.09.04, 14:13
      "Psa zabił samochód. Z koguta powstał rosół.."
      czy już zapomniałaś jaka świetna chińszczyzna powstała z psa?

      • Gość: Renka Re: gdzie tu jest problem ? IP: *.home.cgocable.net 21.09.04, 22:27
        Staralas sie byc grzeczna dziewczynka i ten schemat masz ciagle w glowie.
        Jestes przeciez juz dorosla i nie zawsze musisz robic to, co kaze mamusia i
        tatus. Zachlystujesz sie tymi historiami typu "jeden chlopak spojrzal na mnie
        i juz sie zakochal", "drugi o malo nie zwariowal, nie moge sie od niego
        odczepic". Czy chcesz tu powiedziec,ze tak samo jak twoja matka lubisz seks i
        facetow? A ktora kobieta nie lubi? Kazda by chciala miec pare orgazmow
        dziennie, niestety tylko niektore tak maja :)
        Ku.ro pora wydoroslec i zaczac wlasne zycie. Jak widzisz zycie przy rodzinie
        stalo sie skomplikowane, a faceci, z ktorymi laczylo cie uczucie (jakie?,
        szukalas w X "tatusia?", bo chcialas sie na nim zemscic?), ci faceci nie
        spelniaja twoich oczekiwan. Pole elektryczne nie to, zapach nie taki itd
        Wez sie za cos z innej beczki, to zapewne przytlumi twoje rozognione reakcje.
        Masz napewno jakies sportowe zainteresowania. Zacznij cwiczyc regularnie,
        dotlenisz sie i para i caly ten buzz w glowie uleci w niebyt :))
        • sorocco Re: gdzie tu jest problem ? 21.09.04, 22:46
          Jak czytam twoje posty ku.ro, to zgadzam się z Renką. Trochę aż za bardzo
          przeżywasz te romanse szkolne,zamiast traktować to co było z odrobiną dystansu.
          Rozckliwiasz się nad sobą i chcesz uchodzić za osobę szczególną. A tak naprawdę
          to jesteś bardzo sentymentalna. Zupełnie nie żyjesz terażniejszością.Ojciec z
          tego co opisujesz jest rzeczywiście bardzo chory i powinien zostać pozbawiony
          praw rodzicielskich.To, że się miało nieudane dzieciństwo nie daje podstaw do
          tego aby mieć wypaczony swój własny obraz siebie,jako osoby bez większych
          wartości czy też osobistych walorów.
          Bo to jest bzdura! Moim zdaniem powinnaś szukać pomocy w terapii grupowej. W
          ogóle mieć rozmowy z psychologiem. Jest pomoc, ale trzeba z niej chcieć
          skorzystać,inaczej pogrążysz siebie w nieskończonym pesymizmie i ckliwym
          sentymetaliźmie. Apropo ojca, to myślę, że gdyby był zdrowy, nigdy nie zrobiłby
          tego co zrobił.
          • Gość: babet Re: gdzie tu jest problem ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.04, 22:57
            nie uprzedzajcie faktów, nie wiecie jak zakończy się historia, i czy te
            egzaltowane opisy szkolnych romansów nie mają właśnie znaczenia
          • procesor Re: gdzie tu jest problem ? 21.09.04, 23:01
            Autorka chyba się lubuje w roztrząsaniu tych szczegółów. Ona czerpie
            satysfakcję ze swego ponurego życia. "Patrzcei jakie niektórzy maja życie!"
            Sposób opisywania pewnych szczegółów takie wrażneie na mnie wywarł.

            A jaka jest naprawde? Jak wyglądałby ta relacja o jej życiu napisana przez
            babcie matke siostre??

            Zakaładając że to wszystko prawda oczywiście.
    • ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 22.09.04, 11:30
      JS. Nie mam. Może motywacji, może czegoś innego...Nie, nie jestem szczęśliwa.
      Byłam kiedyś, bardzo krótko...

      Babet. Nie mam kontaktu z rodzicami od kilku lat. I już nigdy nie będę miała.

      Renka. Źle to odczytałaś. Nie było moim celem rozpisywanie się o tym, jaka to
      jestem piękna i jakie mam powodzenie. Tak nie jest. Nie uważam się ani za
      ładną, ani za mądrą, ani za wartościową dziewczynę, czy też już – kobietę.
      Opisałam to tylko dlatego, aby nakreślić pewien problem – mogłam mieć chłopaka,
      normalnego, w moim wieku lub trochę starszego, gdyż to chłopcy mnie zaczepiali,
      nie ja ich. Mając chłopaka, mogłabym uczyć się nawiazywania prawidłowych
      relacji damsko-męskich, oficjalnie, przy akceptacji rodziców, byłaby to gra w
      otwarte karty... Niestety, nie wolno mi było kontaktować się z meżczyznami. Z
      tego powodu zaczęłam na oslep szukac miłości w tajemnicy przed rodzicami,
      myliłam miłość z fascynacją, byłam naiwna i głupia. Dlatego, że nie mogłam się
      sprawdzić...”Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono.”

      Sorocco. Nie przeżywam, nie żyję nimi, nie ekscytuje się tym. Zrozum, ze ta
      konkretna historia była tylko środkiem, nie zas celem samym w sobie! Nie żyję
      przeszłością. Nie wstaję każdego dnia z płaczem, ze mamusia mnie nie kocha a
      tatuś mnie bił, bo wyjadałam konfitury ze słoika. Opisuję tę historię, bo chcę
      uzewnętrznić to, co było, przezyć to jeszcze raz, ostatni, i pozbyć się tego
      ciezaru raz na zawsze.

      Procesor. Jesteś w błędzie. Może mój głowny problem polega na tym, ze w
      nieumiejetny sposób opisuje to, co było, używam nieadekwatnych srodków wyrazu,
      nie wiem, może...Ależ ja wiem, jak wyglądają relacje z drugiej strony! Tylko,
      że o ile początkowo rodzina dawała wiarę im, tak teraz większość jest po mojej
      stronie. Z tymi, którzy trzymają ze mną, kontakty moi rodzice zerwali.
      Symptomatyczne...Napisze o tym w jednym z kolejnych odcinków
      • Gość: Js Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.04, 16:02
        > JS. Nie mam. Może motywacji, może czegoś innego...Nie, nie jestem szczęśliwa.
        > Byłam kiedyś, bardzo krótko...

        Zrobilas cos gorszego...
        NIe napisalas "odp" w temacie! Poczułem się zdezorientowany ;).

        Jak z tym komunikatorem? Zmierzysz się ze mną? Zobaczymy kto ma rację o twojej
        wartości?

        Jak wyjdzie, że ty, to dam spokój, niezgodnym z moją filozofią jest tracenie
        czasu na bezwartościowość... [przecież atomy z zerową wartościowością się nie
        łączą, co tam więcej do opisania ;)?]
    • ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 22.09.04, 11:33
      Wracam w niedzielne przedpołudnie z kościoła. X zajeżdża mi droge na pustej
      ulicy. Każe mi wsiadać. Co wybieram? Rozmowę czy kłopoty? Wsiadam. Rusza z
      piskiem opon przed siebie. Wyjeżdza poza miasto. Jedzie 120/h po wąskich,
      krętych uliczkach. Grozi, że nas pozabija. Dotyka mnie. Nie chce tego, szarpie
      się z nim, on zjezdza na pobocze...Odzyskuje panowanie nad kierownica i jedzie
      dalej. Przyspiesza. Ma obłęd z oczach. Znowu się zaczyna...Chce jasnej
      deklaracji, że do niego wrócę. Oczywiście, że wrócę do ciebie! O dziwo, to mu
      wystarcza. Coś nienormalnego...Czy on zawsze był chory, tylko ja tego nie
      widziałam, czy pod wpływem szoku zwariował? Odwiózł mnie do domu... Dzięki
      Bogu...

      Matura. Pisemny z polskiego. Pisemny z języka obcego. Oba zdane na 5. Ojciec od
      tygodnia nie odzywa się do mnie. Dlaczego? Bo śmiałam powiedzieć, że niestety w
      najbliższym czasie nie będę w stanie pojechać na działkę, gdyż uczę się do
      matury.
      - A do koleżanek masz czas chodzić!
      Boże, czy ja śnie...?

      Jeszcze tylko ustny z wybranego przedmiotu i...jestem wolna. Przede mną
      egzaminy i fruuu z tego piekła.
      Znalazłam się z gronie dziesięciorga najlepszych maturzystów naszego liceum.
      Przynosze świadectwo. Z paskiem, jak zwykle. Matka chociaż pogratulowała.
      Ojciec nadal, za te działkę, nie odzywa się do mnie. Po raz kolejny zaczynam
      rozmowę. Wydaje mi się, że mam argument nie do odrzucenia w postaci mojego
      świadectwa.
      - Tato, na ławie leży moje świadectwo. Widziałeś?
      - NIE INTERESUJE MNIE!

      Boze... Ratunku...Bo oszaleję...

      Nie brałam pod uwage innej możliwości...
      Nie dostaje się na wymarzony kierunek... Świat mi się zawalił... Mieszkałam
      podczas egzaminów u mojej matki chrzestnej. Zaczela dzwonić, szukac dla mnie
      innego rozwiazania, sugerowala mi studia zaoczne... wyszłam na balkon, nie
      chciałam jej słuchac, było mi wszystko jedno. Tak. To była kara...Wiem o
      tym...Potem ciocia mnie pyta, czy chciałam skoczyc z tego balkonu...
      Ciocia ze mną rozmawia. Pociesza mnie. Jest psychologiem. Pierwszy szok mija.
      Składam papiery na zaoczne. Telefon do domu, że nie wróce tak szybko, że nie
      zdałam i musze teraz załatwiac inne studia, że...
      - Możesz wcale nie wracać!!!!
      To matka. Do mnie. Matko! Pocieszycielko strapionych...
      Załatwiłam to, co trzeba. U innej ciotki znalazłam prace. W jej sklepie.
      Dlaczego praca, pomimo tego, że rodzice mają pieniadze? Po prostu wiedziałam o
      tym, ze mi nie pomogą. Rozmowa z matką, jej stosunek do mnie, wrogość, brak
      empatii i pocieszenia w tak trudnym momencie...Po prostu wiem..
      Pora wracac na łono rodziny i oznajmić im radosna nowine, ze nie ma tego
      złego...

      Cdn.


      • sorocco Re: istnieją wyrodni rodzice.... 22.09.04, 13:36
        Tak to prawda Polska to kraj dzikich ludzi.
        Czytam twoje opowiadanie ku.ro i tak jak większość jestem po twojej stronie.
        Życzę ci aby twoje życie ułożyło się jak najpomyślniej.
      • Gość: karola Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.telprojekt.pl 23.09.04, 00:25
        Mamy ze soba duzo wspolnego. Ok 80 %. Taka sama sytuacja w domu, kochana
        babcia, szkola muzyczna. Ja Ci wierze i rozumiem co czujesz, bo przezywalam
        podobny koszmar. Czuje ze studiujesz teraz psychologie... (tak jak ja).
        Mam racje?
      • baabett Ku.ro 24.09.04, 11:02
        doczekamy się ciągu dalszego?
    • Gość: o2 Polska to kraj dzikich ludzi jest... IP: *.waw.pl 22.09.04, 12:58

      niestety

      ku.ro 3maj się
    • Gość: gosc Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.chorzow.um.gov.pl / *.chorzow.um.gov.pl 22.09.04, 13:36
      czy bedzie ciag dalszy opowiesci????
    • reni6 Re: ciche przyzwolenie chorego spoleczenstwa... 22.09.04, 14:30
      przeczytalam i naprawde nie wiem jak sie do tego wszystkiego ustosunkowac.
      Z jednej strony brak wiary spoleczenstwa w to,ze takie sytuacje maja miejsce w
      rodzinach i to nader czesto, z drugiej strony wiem,ze taka spowiedz na forum do
      niczego nie prowadzi i w niczym nie pomoze jesli chodzi o stan emocjonalny.
      Jesli historia jest prawdziwa (a wierze w to ale znam tez rozne przypadki
      opisywane w neci ktore byly czysta fikcja)to jedynym rozwiazaniem jest
      zwyczajnie terapia. I nic nie da tutaj tlumaczenie "juz byla". Jak widac nie
      uleczyla chorej duszy wiec jest potrzebna nadal i od nowa, az pomoze. Sama
      jestem DDA, dodatkowo molestowana przez moich kuzynow od tak wczesnego
      dziecinstwa,ze nie pamietam poczatku. Wiec najpierw pobyt u babci na wsi i
      oblesne cielska na moim malym, nagim cialku, potem zycie z matka , nieradzaca
      sobie w zyciu, dobierajaca nieodpowiednich partnerow zyciowych, alkoholikow,
      sadystow itp. I ja....mala dziewczynka, potem dorastajaca ktora w wieku 15 lat
      zalatwila sobie miejsce w bursie. Trauma. Osamotnienie. I coz. Zycie toczy sie
      dalej. Jedyne czego sie nalezy w zyciu trzymac to miec dla kogo zyc. Dla mnie
      to jest corka. Duzo czytam, ucze sie zyc, chodze na terapie. Walcze o siebie.
      Bo to jest tak, wbrew wszystkim chorym opiniom, najpierw jest JA, a potem
      wszyscy inni. Gdy JA jest zaspokojone to inni sa z JA szczesliwi. Mam
      nadzieje,ze rozumiecie. Moja rada: idz do przodu, zyj, tworz siebie od nowa,
      poszukuj, szukaj dla siebie pomocy i co najwazniejsze: celu.
      Moim celem jest szczesliwa i swiadoma corka, drugim ksiazka ktorej tytul wciaz
      sie rodzi, moze "Czego dorosli nie maja prawa robic dzieciom"? Moze taki ,a
      moze inny...Trzeba zyc "do przodu" ,a nie "w tyl"
      Pozdrawiam wszystkich, szczesliwa kiedys skrzywdzona przez doroslych.
      • Gość: Js Re: ciche przyzwolenie chorego spoleczenstwa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.04, 16:00
        " - Eugenika nie jest zła. O ile nikogo nie pominiemy, i będziemy sukcesywnie
        poprawiać od dołu, i nie mówię tu o kontroli narodzin ale o kontrolowanej
        terapii genowej...
        - Nie chcę żyć w takim świecie!"

        W złym środowisku się obracam. Niektórzy są zbyt szczęśliwi żeby zaakceptować
        eugenikę...
        • Gość: Renka Re: ... IP: *.home.cgocable.net 23.09.04, 03:55
          • Gość: Renka Re: ... IP: *.home.cgocable.net 23.09.04, 04:49
            Wlasciwie w spoleczenstwie nie ma norm, chyba ze zostana ustalone przez
            wiekszosc i przyjete jako obowiazujace.Wiekszosc w Polsce uwaza kare cielesna
            za norme.Ojciec jest zazwyczaj "nietykalny", a matka, czesto jest zbyt zmeczona
            (bo pracuje ) zeby brac na siebie calkowita odpowiedzialnosc za wychowanie
            dzieci. Chce sie nia podzielic i sie dzieli, godzac sie w milczeniu na terror
            mezczyzny.W ten sposob oboje popelniaja bledy wychowawcze i efektem jest
            zaburzona osobowosc ku.ro. Bo dlaczego tak nisko siebie ocenia? czy dlatego, ze
            pracuje w sklepie,ze mieszka katem u ciotki,dobrej kobiety ? Moze jeszcze
            powinna zostac kochanka Xa, jezdzic czarna limo i zamieszkac z nim? A... ku.ro
            nie moze tak zrobic bo ojciec i matka skrzywili jej obraz mezczyzny i jej
            relacje z mezczyznami. Za swoja postawe po prostu wini ojca i matke."Tak mnie
            nauczono". Skoro nauczono, to znaczy, ze mozna oduczyc. A jak nie mozna oduczyc
            to znaczy jest to w genach i zebys nie wiem co robila, ta informacja jest nie
            do wymazania.
            Ja nie widze powaznego problemu dla ku.ro , idzie trudna droga, ale na drodze
            spotyka dobrych ludzi, ktorzy sa jej zyczliwi, a nie chca na sile jej zmieniac
            jak chcieli rodzice. Rodzice walczyli z wlasnymi genami,to samowyniszczajace
            sie jednostki.Zwalczac wlasne dziecko, to niszczyc wlasna przyszlosc. Gdyby to
            ludzie chcieli zrozumiec, ale oni mysla, ze dziecko to "cos" co nalezy tworzyc.
            A przeciez ono juz jest stworzone, uksztaltowane i tylko trzeba pilnowac, zeby
            nic nie popsuc. Dac mu wolnosc i milosc i wychowywac w prawdzie.
            Nie wiem, ku.ro mozesz "wrocic" do nich za jakis czas, kiedy sie z tym
            pogodzisz, jak im i sobie wybaczysz, jak sobie wybaczycie nawzajem,a moze w
            ogole nie "wrocisz" i bedziesz zyla z rana w sercu. Bo co powiesz swoim
            dzieciom o dziadkach i cioci, twojej siostrze? Pomysl o swoim przyszlym mezu.
            Na takich emocjonalnych gruzach niewiele sie zbuduje, trzeba z tym troche
            porzadku zrobic. Bedzie to wymagalo od ciebie konsekwencji i rozsadku. Ja
            jestem za tym, zeby nie zrywac kontaktow z rodzicami, trzeba natomiast ich
            nauczyc szacunku do siebie.Jak? To juz osobny temat.
        • Gość: Reni6 Re: ciche przyzwolenie chorego spoleczenstwa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.04, 09:03
          Zyczmy sobie ludzi szczesliwych, zdrowych emocjonalnie. To nic,ze nie rozumieja
          eugeniki, jesli sa zdrowi to czuja ja i wiedza jakie jest zagrozenie i beda
          dazyc aby nie dopuscic do krzywd, a zaczyc powinni od swoich najblizszych
          poprzez tych dalszych i do najdalszych. Trzeba robic wszystko aby przerwac ta
          siec chorych zachowan, trzeba dbac o ludzi poczynajac od samych siebie. To nie
          jest latwe i nigdy sie to w pelni nie uda bo to nazywaloby sie rajem. Ale niech
          tylko czastka z nas bedzie swiadoma, niech tylko nieliczni sie temu sprzeciwia
          to juz bedzie dobrze. To mamy szanse my i nasze dzieci, i nasze i wasze wnuki,
          mamy szanse my skrzywdzeni majacy swiadomosc naszych krzywd i wy wychowani
          przez ludzi swiadomych. Zawsze jest szansa.Pozdrawiam.
          • Gość: Js Re: ciche przyzwolenie chorego spoleczenstwa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.04, 16:32
            ok. Trzeba robić wszystko.

            Ale dlaczego można wpływać poprzez terapie psychologiczne, a poprzez zmiany
            fizyczne nie. Bo to niemoralne i nie ludzkie?

            Czym to się różni? Psycholog spowoduje odpowiednie zmiany w mózgu poprzez myśli.
            Biofizyk spowoduje takie same zmiany poprzez pole magnetyczne. Jednemu zajmie
            to 10-15 tygodni, drugiemu kilka minut... itd.
            • Gość: Reni6 Re: ciche przyzwolenie chorego spoleczenstwa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.04, 09:40
              czym jest nasze psycho? Czy tylko lączami? A co z duszą? Proces naprawiania
              psycho jest dlugotrwaly. I oczywiscie mozna pomyslec o szybkich zmianach
              poprzez ingerencje fizyczna...hmmmm...ale gdzie sie podzieje nasza dusza
              uksztaltowana poprzednimi zachowaniami, ja wole proces powolny. Jak prostowanie
              metalowego preta...powoli i pod odpowiednia temperatura. Gdy zaczniesz go
              prostowac na zimno i zbyt szybko to poprostu sie zlamie.
              Pozdrawiam,R.
    • daga_ka Re: istnieją wyrodni rodzice.... 24.09.04, 11:20
      A gdzie jest ku.ro?
    • ku.ro odp. 24.09.04, 14:27
      JS. Nie mam komunikatora...Uwierz mi na słowo, ze jestem beznadziejnie głupia...

      Moi drodzy, jest we mnie pewien dualizm. Z jednej strony wiem, wiem to na
      pewno, że fakt, iż moje życie wygląda tak, jak wygląda, jest w 95% winą moich
      rodziców, z drugiej jednak strony targa mną wewnętrzny imperatyw, żeby jednak
      szukać winy w sobie, że musi ona tam być, skoro rodzice odwrócili się ode
      mnie...

      Jest mi tak przerażająco wszystko jedno... Czuję, że życie mi się
      skończyło...To już koniec. Nic dobrego mnie nie czeka. Wszystko jest za mną.
      Przede mną tylko pustka i czarna dziura. Coraz częściej myślę poważnie o tym,
      aby pójść jednocześnie do kilku psychiatrów i od każdego wziąć recepte na silny
      środek nasenny. Kupić Dom Perignon i zasnąć na wieki, przestać istnieć,
      przestać rozmyślać, przestać czuć, przestać budzić się i zasypiac ze łzami w
      oczach. Jestem nikomu niepotrzebna. Jestem przez nikogo niekochana. To takie
      dojmujące i traumatyczne, że nie ma motywacji do dalszego istnienia. Miałam do
      tej pory „dwie motywacje” – żyć, aby w przyszłości móc spotkac się z KIMŚ,
      sensem mojego życia jest życie po to, aby móc GO zobaczyć, drugą zaś jest życie
      na złość moim „rodzicom”. Jednak na obecnym etapie nawet to mnie nie
      mobilizuje... Nawet to... Nie mam na nic siły...
      • Gość: Luty Re: odp. IP: *.dialup.mindspring.com 24.09.04, 15:27
        ku.ro napisała:

        > JS. Nie mam komunikatora...Uwierz mi na słowo, ze jestem beznadziejnie
        głupia..
        > .
        >

        Bede wierzyl w co bede chcial...mnie tak latwo nie przekonasz...
      • Gość: Js Re: odp. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.04, 22:35
        O pleaseee...
        jpsi@o2.pl
        Zainstaluj komunikator.
      • Gość: Js Re: odp. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.04, 22:40
        Dobra, jesteś beznadziejnie głupia. I masz piekielnie małą wiedzę, bo przecież
        każdy kopacz rowów używa słowa "imperatyw" w normalnej mowie. Ale nie w tym
        rzecz.

        Bądź sobie glupia, zgadzam się, ale ty się zgódź na mój naukowopodobny empiryzm.
        Muszę zrobić badania i obróbke statystyczną, nie mogę na słowo!
    • ku.ro Re: istnieją wyrodni rodzice.... 24.09.04, 14:28
      (Właściwie nie wiem już, po co to pisze. Nie chce mi się... Może po to, aby
      zaspokoić Waszą ciekawość, jakąśtam, znikomą, ale ciekawość, paru osób...Cóż za
      motywacja...)

      Był piątek. Wróciłam z egzaminów. Późnym wieczorem. Matka spała. Nie wyszła do
      mnie. Ojciec z siostrą oglądał telewizję. Nie był, o dziwo, na mnie zły. Nawet
      się uśmiechał... Opowiedziałam o wszystkim, byłam, pomimo pierwszej,
      przytłaczającej mnie swoim ogromem, porażki, pozytywnie nastawiona i widziałam
      tylko to, co dobre. Chciałam widzieć. Z. chciał zabrać mnie na wakacje. Miałam
      po raz pierwszy zwiedzić pół Europy, zobaczyć Włochy... Skłamałam ojcu, że
      wyjeżdzam za dwa dni z koleżankami do Niemiec, do pracy. Ojciec nie reagował.
      Zdumiało mnie to. Potem dopiero to do mnie dotarło... Skończyłam liceum, już
      nie musieli się o mnie martwić. Od tej pory zaczynam samodzielne życie. Nie
      mogę na nich liczyć. Mam pracę? Ok.! Utrzymuję się sama. Wyprowadzam się z
      domu. Nie musza już przed sąsiadami niczego udawać. Zaczynam zyc w innym
      mieście na własne konto. Nie interesuję już ich!

      W sobotni poranek budzi mnie...zdarta ze mnie kołdra (nb. ojca ulubiona metoda
      budzenia, i jakże subtelna...). Zdecydowanym głosem wypowiedziana kwestia:
      - Pobudka! Jedziemy na działkę!
      Po raz pierwszy nie wstałam. Przykryłam się i spałam dalej. Za jakis czas
      sytuacja się powtarza.
      - Wstawaj! Nie słyszysz? Na działkę jedziemy!
      - Nigdzie nie jadę, tato. Mówiłam ci wczoraj, ze w poniedziałek wyjeżdzam
      do Niemiec. Musze się spakować, zrobić pranie...
      - Nie interesuje mnie! Jedziemy na działkę powiedziałem!
      Gdzie jest matka? Nie ma jej w domu...
      - Nie jade, tato.
      - WYNOŚ SIĘ WRESZCIE Z TEGO DOMU I DAJ NAM WSZYSTKIM SWIETY SPOKÓJ!!!!
      Po raz pierwszy było mi wszystko jedno. Po raz pierwszy sprzeciwiłam mu się. I
      usłyszałam kwintesencję „miłości” do mnie. Po raz pierwszy, równie ostrym
      tonem, mu odpowiedziałam:
      - Wyniose się! I nie zobaczycie mnie już wiecej!

      Wychodzi z siostrą. Trzaska drzwiami. Zostaje sama.
      Klucz w drzwiach. Przychodzi matka.
      - Dlaczego nie jesteś na działce?!
      - Cześć mamo, wiesz...
      - Dlaczego nie pojechalas z ojcem?!
      - Wyjezdzam pojutrze, do pracy do Niemiec, i...
      - Sniadanie zrobić! Zabrac się za porzadki!
      Tak czule dawno się do mnie nie zwracała. „Zrobić”, „zabrać się”... Owszem, gdy
      do mnie mówila, mówiła bez zwracania się wprost, nie uzywala imienia, teraz
      jednak przeszła samą siebie.
      Co tu się dzieje? Co ja takiego znowu zrobilam? Nie zdalam egzaminow wstepnych.
      Nie ja pierwsza i nie ostatnia. Moja matka tez nie dostala się na studia.
      Tytul magistra otrzymala dopiero majac 50 lat....
      Później, po paru latach, usłyszałam od cioci, że „nie zdałam egzaminów
      specjalnie”. Znałam już ten tekst. Gdy miałam 15 lat wylądowałam w szpitalu. To
      była dziwna historia. Poszłam spac, a rano obudziłam się z banią w miejscu
      kolana. Leżałam w szpitalu 2 tygodnie. Nikt nie wiedział, co mi jest. Miałam
      punkcję, opuchlizna zeszła, diagnoza prawdopodobna: reumatoidalne zapalenie
      stawów. Poszła w rodzinę fama wówczas, że „wymyśliłam sobie chorobe aby nie
      chodzić do szkoły”. Było to w moim pierwszym LO, którego nie cierpiałam. Co
      symptomatyczne, skoro już jestem przy temacie chorób i szpitali... Gdy miałam 5
      lat lezałam w szpitalu na zapalenie okostnej. Matka ani razu mnie nie
      odwiedziła! Mieszkała 10 km ode mnie! Pamietam jak dziś taki widok – wszystkie
      dzieci w ramionach swoich rodziców, a ja sama, wypatrujaca na korytarzu mamy...
      Gdy miałam 8 lat zachorowałam na żółtaczkę zakaźną. Lezałam znowu 2 tygodnie w
      szpitalu. Przyjechali do mnie jeden jedyny raz. Widzieliśmy się przez szybe,
      gdyz na oddzial nie było wstepu. Wytłumaczyli to w ten sposób: skoro i tak nie
      można porozmawiac, to po co będziemy przyjezdzac... Mieli do przejechania 40
      km...

      Nie powiedzialam matce o awanturze z ojcem. Ona się do mnie nie odzywala, ja do
      niej tez. Ojciec wrocil z dzialki, caly poirytowany, nie odzywal się do mnie –
      ja vice versa. Pakowalam się i odliczalam godziny do wyjazdu.
      Poniedziałek rano. Rodzice w pracy. Siostra oglada telewizje. Spakowana, zegnam
      się i wychodze. To był ostatni raz, kiedy widzialam siostre...

      Cdn.
      • maxine30 Re: istnieją wyrodni rodzice.... 24.09.04, 15:20
        Wiesz, czytam Twoje listy i zastanawiam sie czasami czy to ja nie piszę tego
        czasami podczas lunatykowania... Naprawdę pewne kwestie z Twojego życia są
        naprawdę bardzo zbieżne z moimi. Niestety nie moge sie teraz rozpisywać (nie
        lubię ujawniać swoich uczuć publicznie i za 5 dni mam cholernie ważny egzamin -
        ale napiszę poźniej do Ciebie..)

        Wydaje mi się, że jesteś osobą o wyjątkowej wrażliwosci, postrzegasz i czujesz
        mocno rzeczy, które po innych by spłynęły. I przeżywasz wszystko. bardzo. Za
        bardzo...

        Wiesz. Ja mam też poblem z czarną dziurą przed sobą. Zawsze gdy coś się zmienia
        w życiu przed sobą widzę czarną płachtę zasłaniającą mi widok. Nie wiem co
        będzie dalej i nawet nie umiem sobie tego wyobrazić. A wyobraźnię mam b.
        bogatą.. POdobnie jak Ty czasami chciałabym przestać istnieć, bo po co... Mam
        pracować, pracować pracować, mieć dzieci albo coś.... Mam faceta który mnie
        bardzo kocha i przede wszystkim twardo stoi na ziemi. On prostuje mnie. POmaga.
        Do czasu. A potem znów się gubię. tak jak u Ciebie wszystko idzie mi niby -
        perfekcyjnie - świetne oceny, studia,praca, zawsze naj i mezczyźni wałęsający
        się... Tylko czegos brak. sama nie wiem czego. Wszyscy postrzegają mnie jako
        otwartą i wesołą, przyjaciół i znajomych mam dużo, a w środku....

        Pozdrawiam
      • Gość: Js Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.04, 23:08
        jpsi@o2.pl ... Oh pleaaaase, I will have gonna bad day... ;)

        Wydaje mi się, że możesz zaspokajać potrzebę zwrócenie na Ciebie uwagi. Jak
        myślisz?
      • Gość: biedronka Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.dami.pl 25.09.04, 00:10
        ku.ro , to tak jakbym czytała swoją historię . Jesteś silna i odważna ,że
        potrafisz to wyrzucić z siebie .Ja chyba nigdy tego nie zrobię ,nie odważę
        się .Nie chcę do tego wracać ,bo to boli ,bardzo boli.Pa
      • Gość: js BUMP IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.04, 15:31
        Bring Up My Post

        Zgadnij po co ;).
    • sorocco Re: istnieją wyrodni rodzice.... 24.09.04, 17:10
      Wierz mi ku.ro,że jest na świecie ogromnie wielu ludzi, którzy cierpią ponieważ
      nie byli kochani. Ten brak miłości i nienawiść z ich tzn. rodziców, strony
      gromadzisz w sobie i uderzasz w samą siebie.Tak zniszczysz siebie
      samą.Przesyłam ci radę, z której kiedyś sama skorzystałam. Skutkuje! Choć nie
      od razu.
      >>>>>>>>

      Kiedy jesteś naprawdę zdenerwowana na kogoś, kto Cię skrzywdził, ta metoda
      pozwoli Ci szybko i bardzo skutecznie uzdrowić sytuację i samą siebie.

      1. Pierwszego dnia napisz pierwszy list i wyładuj w nim całą złość.
      Nie powstrzymuj emocji. Pisz tak długo, aż zabraknie Ci słów, nie cenzuruj ich,
      mogą być obraźliwe. Płacz, krzycz w poduszkę, wyrzuć z siebie wszystko, co rani
      i uwiera. (W żadnym wypadku nie wysyłaj tego listu!)

      2. Nazajutrz napisz drugi list. Powinien być mniej gniewny i mściwy. Może uda
      Ci się wspomnieć o zrozumieniu czy wybaczeniu, postaraj się, ale się nie
      zmuszaj.
      (Tego listu też nie wysyłaj.)

      3. Trzeciego dnia napisz trzeci list.
      Spróbuj spojrzeć na całą sytuację, opierając się na idei radykalnego
      wybaczania. Możesz napisać, że wybaczasz, nawet jeśli jeszcze tego nie czujesz,
      ale szczerze chcesz się uwolnić od bólu związanego z byciem ofiarą. (Tego listu
      także nie wysyłaj. Nie chodzi o to, żeby adresat go otrzymał. Ważne jest to,
      jak zmienia się Twoja energia.) Możesz swoje listy zachować, żeby przypomnieć
      sobie później, jak uczyłaś się tej metody i jakie dała rezultaty. Najlepiej
      jednak spalić listy. Ogień ma moc przekształcającą zło w dobro.
      Kiedy widzisz, jak Twoje słowa unoszą w powietrzu pod postacią dymu, dzieje się
      coś niezwykle ważnego.

      • daga_ka Re: ku.ro gdzie jesteś? 29.09.04, 17:18
        Czekamy na dalszy ciąg, ze zwykłej ciekawości niestety, bo pomóc musisz sobie sama.
    • Gość: liliana Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.04, 04:20
      ku.ro trzymaj się, wiem jak to jest, spartaczone życie, lęki. Jestem właśnie w
      trakcie terapii i mimo, że prostuję sporo spraw, to i tak gdzieś tam w środku,
      czasami, wydaje mi sie, że to moja wina.
      Pozdrawiam Cię, wierzę, że będzie lepiej a Tobie życzę zeby przydarzało Ci się
      dużo dobrych rzeczy.
    • knidyjka Re: istnieją wyrodni rodzice.... 03.10.04, 14:20
      ku.ro gdzie jesteś?
      • Gość: kika Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.acn.waw.pl 04.10.04, 21:09
        No właśnie :(
    • Gość: Ilona Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.crowley.pl 17.11.04, 19:39
      Proszę napisz co dalej. Napisz co się z Tobą dzieje. Nie widziałaś więcej
      siostr- dlaczego? A co z Rodzicami? Czekamy
    • Gość: monika Re: istnieją wyrodni rodzice.... IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 18.11.04, 01:47
      To bardzo smutne co piszesz :(
      Chciałabym, żebys wiedziala, ze trzymam kciuki za Ciebie, zeby Twoje dalsze losy były szczęsliwe.
      No własnie, i napisz co było dalej ?
      Serdecznie pozdrawiam
      Monika
      • pravvvda jezeli by podsumowac tylko zle o rodzicach to by 19.11.04, 02:42
        sie okazalo ze WSZYSCY RODZICE sa zwyrodnieli(Kur nie pisze nic o pozytywnych
        sprawach).

        A teraz ja podsumuje swoje dzicinstwo - wszystko co zle:

        - Ojciec czesto wpadal w szal i bil nas po glowie. Jak uczyl angielskiego to
        wyzywal od oslow i idiotow. Jego staly repertuar wyzwisk do nas to:
        "smiec,gnoj, bydle , zero, potwor, smierdziel,parszywy charakter nie moge na
        Twoja gebe patrzec,obrzydlas mi". Noszenie jego ciezkiej teczki do pracy
        (wstydzilam sie bo inni ojcowie traktowali swoje corki jak ksiezniczki i nosili
        za nie)

        - Ojciec dawal stare rzeczy do noszenia po bracie, i panienskie matki (sprzed
        20 lat!) a Kur narzeka ze spodnica jej ma AZ pare lat(czyli nie tak zle)
        - w zimie nie bylo butow (bo kozaczki sa dla kobiet doroslych) - nie moglam
        w sniegu sie bawic z dziecmi bo snieg wpadal do butow).
        -
        forse mieli - matka byla najlepiej ubrana kobieta wszedzie, a ojcu mowila zeby
        na nas nie wydawal bo mlodosc nas zdobi.
        - ciagle awantury o forse. Ojciec namowil matke na kochanka bo to go
        podniecalo. Kochanek przychodzil do domu gdzie ojciec podlgadal ich. Pamietam
        jak nas zamykali na klucz zebysmy nie syszli z pokoju. Matka nam powiedziala
        jak doroslismy ze tak bylo. Nadal ma tego kochanka.
        - nie bylo forsy na wycieczki (ale ojciec dobrze zarabial)
        - Musialam zaprzestac z siostra lekcji na lyzwach bo ojciec nie chcial dawac
        pieniedzy.
        - jak w szkole zle poszlo to kryzczal ze rodzinie wstyd przynosze.
        - Bil nas, brat czesto calowal go po rekach by go nie bil.
        - Mielismy minimalne kontakty z innymi ludzmi.
        - za kare kleczelismy w ciemnej lazience (dotad boje sie ciemnosci)
        - jak bylam mala chcialam chodzic na balet, ale matka powiedziala ze nie bedzie
        jezdzic tak daleko na lekcje ze mna.
        - matka nic nie powiedzial o okresie. Gdy mialam okres, czesto
        mowila: "trzymaj nogi razem bo "fu czuje od Ciebie okres"
        - nie pozwalala depilowac, malowac itd. Mialam lekki zarost na gornej wardze
        i nie pozwalala sie pozbywac. Ludzie czesto komentowali moj wyglad
        - stanika tez nie chciala kupic. wsciekala sie jak ojciec/ludzie mowili ze
        ktoras z nas jest ladna.
        - matka wyraznie faworyzowala brata
        - na nas nie bylo pieniedzy, a matka miala wszystko czego sobie zazyczyla
        - Na studniowke mialysmy bluzke po mamie (z czasow panienskich)
        - Nakrzyczalam kiedys na mlodsza siostre ze psuje ubranka dla moich malych
        plastykowych lalek. brat na mnie naskarzyl i nawymyslal ze ja pobilam - ojciec
        w furii pobil mnie i polamal wszystkie moje lalki.
        - kiedys za kare (przy gosciach z wychuchana coreczka)
        zamknal mnie w lazience ciemnej.poczulam sie przy niej jak kopciuch. Kiedys tez
        zamknal mnie w lazience. Ktos przyszedl ogladac mieszkanie i ojciec wprowadzil
        go do lazienki, gdzie siedzialam wystraszona. bylo mi strasznie wstyd
        - gdy mialam 10 lat zaczela mi sie pojawiac gorka na nosie (po ojcu). Ojciec
        byl zly na mnie i mowil: "co ty masz taki krzywy nos". od tego czasu zaczelam z
        boku trzymac reke, zeby z profilu nikt nie zauwazyl gorki.
        - bylo nas 4. Ojciec w swoim zeszycie wydadkow nas podliczal - ile go
        koszujemy. Potem glosno nam mowil kto najwiecej kosztuje.
        - rozwadnial mleko zeby bylo go wiecej.
        - balam sie przy ojcu wygladac ladnie, czy seksy. czesto zauwazalam jego
        zamglone oczy. lecialam do lustra gdzie orientowalam sie ze przez bluzke widac
        zarys sutkow (dotad chce mi sie rzygac). Dotad nie chce wygadac zbyt kobieco
        przy nim.nie znosilam jak mowil ze jestem ladna, bo mi sie to kojarzylo z czyms
        brudnym.
        = siostra zrobila sobie kanapke z szynka. ojciec potem przyszedl i zwazyl ile
        zjadla szynki.
        - matka wyjezdzala pare razy na rok na dwa tygodnie na narty sama (z kochankiem)
        - to minimum co dostawalismy z ubrania jak ojciec przywiozl z zagranicy, matka
        nam kradla i ubierala.
        - wlosy ojciec scinal nam na zapalke zeby zaoszczedzic na fryzjerze.
        - ojciec nam powiedzial ze matka ma szizofrenie (mimo ze nie ma na to dowodow,
        a ze my tez mamy).


        • Gość: aneta Re: jezeli by podsumowac tylko zle o rodzicach to IP: *.dyn.optonline.net 19.11.04, 02:56
          o Boze!!!!!!!!
        • pravvvda Re: jezeli by podsumowac tylko zle o rodzicach to 19.11.04, 03:03
          - jak doroslam troche to tez w szale krzyczal ze mam sie z domu wynosic
          - matka czesto idac z nami (nawet teraz duzo starsza) mowi: "Ja jstem taka
          delikatna mala, a Wy takie dziewoje"
          - jak zaczelam zarabiac grosze na nauke, kazal nam placic za benzyne jak gdzies
          nas podwiozl.



          • pravvvda Re: jezeli by podsumowac tylko zle o rodzicach to 19.11.04, 13:06
            i jeszcze mialam swoja ulubiona zabawke ktora tata przywiozl z zagranicy
            po jakims czasie ona zniknela. Okazalo sie ze dal ja swojej chrzesniaczce.

            Kiedys powiedzial ze daje na moje konto wieksza sume, bo jak cos mu sie stanie
            to bede miala ( a ze ja jestem w najgorszej z dzieci sytuacji). A gdy siostra
            urodzila dzieci, to powiedzial do mnie ze zadecydowal zeby te pieniadze
            przeszly na konto tych wnukow. (okazalo sie ze wtedy dal na moje konto by by
            ukryc przed podatkami).

            gdy szlam z nim na zakupy dawal mi do niesienia ciezkie rzeczy, az mu zwrocil
            na to uwage sprzedawca warzyw, ze nie potrafi dziewczynki dobrze traktowac.

            i jeszcze duzo by mozna dodac.
        • Gość: Richelieu* jeżeli.. itd.. wszystko co dobre o rodzicach... IP: 195.117.90.* 19.11.04, 03:27
          okazało by się, że
          - Matka z miłości do dzieci, choć źle rozumianej, ale jakby nie było miłości,
          poświęca własne życie aby zapewnić dzieciom mały kawałek dużej pensji ojca
          pomimo ciągłego nadstawiania własnego karku w ich obronie
          - chwalił się moimi świadectwami, co by było gdyby wprowadził restrykcji "ucz
          się i koniec gadania"? skończyłabym fajne technikum odzieżowe i została
          krawcową jak się patrzy
          - kochał własnych rodziców, na swój sposób, w ojca wpatrzony był jak w obrazek
          - cholernie pracowity, wręcz pracoholik, podczas gdy ogromna większość
          wczesnych emerytów korzysta z dobrodziejstw nicnierobienia
          - zaczyna być szczodry;) i kupuje prezenty. Z doborem właściwego prezentu ma
          naturalnie trudność pomimo mnóstwa lat spędzonych razem, ale liczy się intencja
          - gdyby teraz został jeszcze raz ojcem byłby jak dwudziestolatek uczący się
          zupełnie nowej roli, a byłby bardziej przeciętno zły niż s.. no ten tego. Może
          ze zmęczenia?
          - zmęczonych i chorych ludzi łatwiej się lubi

          poczekajcie na ich starość

          Chociaż
          Przeczytałam cały wątek, lecz psia buda w pierwszym poście mnie rozbroiła do
          samego końca. Jaka szkoda, że mieszkam całe życie w mieście, nigdy takiej
          wspaniale fascynującej okazji nie miałam jak spanie w psiej budzie zamiast w
          oborze, szopie, drewutni, schowku na narzędzia, spiżarni, strychu, nawet pod
          drzewem. W drugiej części wątku autorka wyraźnie się rozruszała wprowadzając
          akcję w postaci dialogu. Dobrze, dobrze, te długie posty zaczynały być nużące.
          • 50latka Re: jeżeli.. itd.. wszystko co dobre o rodzicach. 19.11.04, 13:16
            wlasnie, jakas ta historia kur.o jest nie z tej ziemi. Wyjete z kontekstu.
            Charaktery sa albo czarne albo biale, a przeciez ludzka natura ma rozne
            odcienie. Czyzby kur.o naprawde miala bezustannnie takie traktowanie? Jest
            oczywiscie szokujace to traktowanie jej - ale czy NICZEGO w rodzicach nie bylo
            ludzkiego, dobrego?
            wcale nie nadaje sie to (jak ktos napisal) na dzielo literackie, bo nie
            pokazuje zycia jakie jest w calosci. Poodrywalas z kontekstu.Juz wole posty
            prawdy, ktora wyraznie zaznaczyla ze wylicza tylko zle strony rodzicow.

            Wiesz moim zdaniem terapia dla Ciebie ku.r by polegala na napisaniu (moze to na
            forum) wszystko co pozytywnego bylo w rodzicach.

            PS wiesz jak zaczelam czytac co napisalac ku.r zaczelam myslec o zlych
            stronach rodzicow i zaczela wzbierac we mnie do nich zlosc - to chore!
            przerazilam sie. Pewnie tak samo Ty sie niszczysz tym rozpamietywaniem.
            • Gość: Richelieu* Re: jeżeli.. itd.. wszystko co dobre o rodzicach. IP: 195.117.90.* 19.11.04, 21:31
              Co do wyjęcia z kontekstu. Jeśli negatywnych sytuacji jest zbyt dużo to
              skutecznie przesłaniają dobre. Dlatego akurat czarno-białość mnie nie dziwi.
              Trudno doszukiwać się w np. molestowaczu cech dobrych, kiedy samo molestowanie
              jest wystarczająco złe. Tak jakby dobrcyh cech szukać u bandyty. Pewnie też ma.

              Ty mówisz u uświadomieniu sobie negatywnych cech rodziców. W patologicznie
              skrajnych sytuacjach nie ma świadomości, tylko, jak to się mówi;) totalna
              olewka. Kiedy nie włączy się totalnej olewki to negatywna sytuacja wlezie w
              podświadomość każąc potem nieustannie widzieć w kimś zło.

              Autorka odpowiada na zarzuty o całkiem przeciętnych negatywnych rodzinnych
              emocjach tym, że różni ludzie mają różną wrażliwość. Kilkakrotnie. Spychologia.
              Bo ja taka wrażliwa jestem, no, cholewcia, wszyscy mają jakąś tam wrażliwość

              dziwię się doskonałej pamięci. W sytuacji zagrożenia, kiedy wiadomo, że nie ma
              rozsądnego wyjścia z sytuacji, umysł powinien uciec. Dziwię się płaczowi, że
              prze pierwsze 3-4 lata życia w ogóle nie pamięta rodziców. Czy obecni dorośli
              pamiętają swoje pierwsze 3 lata, nawet gdy były one mlekiem i miodem..? Mówi,
              że wyjechali na 2 tygodnie zostawiając ją pod opieką Babci. I jeszcze kartkę
              wysłali. Dziś babcie zastępują dzieciom rodziców przez 10 lat, a nie 2
              tygodnie, i dzieci uważają to za całkiem dobre rozwiązanie, bo babcia na więcej
              pozwala, a rodzic uważa za doskonałe, bo nie musi szukać opiekiunki.

              Nie pozwolono na chlopców. Bez sensu. Ale ku.ro oczywiście przychołubiła sobie
              starszego pana i zupełnie nie dziwiłabym się ojcu awanturnikowi, kiedy wpadłby
              w szał widząc sytuację że stary loelas przsposobił sobie panienkę. Stary dla
              dziewczynki z liceum zaczyna się bardzo wcześnie.
              Matura, nikt nie zwrócił uwagę na zdaną maturę. Vov.

              Swoją drogą awanturnikom powinno zabierać prawa rodzicielskie po
              pierwszym "wystąpieniu"

              Bo ty nic tam nie masz, znaczy piersi nie masz, dlaczego się wstydzisz itd.
              Wcale nie rzadkie. To dziwne opowieści jak rodzice specjalnie obchodzą dzień
              pierwszej miesiączki, jak tato obdaruje córkę kwiatkiem albo mama kupi pierwszy
              dorosły stanik.. Statystyczna dziewczynka chowa swoje zabudzone pierwszą krwią
              majtki, zakłada szerokie swetry by nie było widać piersi. W tym wypadku
              zrzucono by winę na nieodpowiednie zachowanie ojca. Było nie tylko
              nieodpowiendie, ale karygodne, co nei zmienia fktu, że wstyd z powodu
              dojrzewania jest powszechny wszędzie, w kochających rodzinach też, choć w
              mniejszym natężeniu.

              buda. przyssała się hehe, i chodzi mi po głowie. Gdzie ja o niej czytałam
              • maniia Re: jeżeli.. itd.. wszystko co dobre o rodzicach. 19.11.04, 22:48
                wiesz ja tam nic nie pamietam z wieku 3-4 lat
                Babcie z reguly maja wiecej czasu zeby sie zajac dziecmi. Moi rodzice nas
                traktowali tez dziwnie - tez bicie, wyzywanie, ZADNE kieszonkowe, odstawalismy
                od rowiesnikiem ubiorem i to ze nam wszystkiego zakazywali.
                Wnuki sa noszone przez nich na rekach.

                tez uwazam jak ktos tutaj, ze kazdy moglby niezla historyjke napisac wyliczajac
                zle rzeczy. Ale to szalanie destrukcyjne koncentrowac sie na zlych.

                I jeszcze jedno z innej beczki - wybaczenie NIC nie pomoze. Gdy rodzicom mowie
                ze cos zle zrobili - wpadaja w szal i twierdza ze jestem niewdzieczna corka i
                ze oni byli ekstra dobrzy. Takze jeszcze sie obraza jak powiesz ze wybaczasz.
                I to jest najgorsze, bo nawet nie dadza Tobie satysfakcji ze pamietaja (czy
                CHCA pamietac ze cos zle zrobili). A te kilka slow: "tak zle zrobilam/em i
                szczerze zaluje i przepraszam". to by byla doskonala terapia dla danej osoby.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka