Dodaj do ulubionych

Kto tu wlasciwie zwariowal?

17.04.15, 17:35
Witajcie, drodzy forumowicze.

Przedstawie Wam moja opowiesc w bardzo wielkim skrocie, skupiajac sie raczej na jej zakonczeniu, bo nie sposob opisac w jednym poscie historie 7-letniego zwiazku. Przerywanego niemal od samego poczaku rozstaniami, krotszymi lub dluzszymi (najdluzsza przerwa to pol roku).

Poczatek byl idealny, wszystko wydawalo sie pasowac - poglady na zycie, nawyki, upodobania. Ja wspieralam jego, on wspieral mnie. Pomogl mi przetrwac naprawde ciezkie chwile. Mieszkal za granica, gdzie, za jego usilna namowa, przeprowadzilam sie do niego 6 lat temu. Zostawilam za soba przyjaciol i zycie zawodowe. I praktycznie wtedy zaczelo sie psuc. Na jego wyrazne zyczenie wyjezdzalam do Polski, nie policze juz ile razy, jednak za kazdym razem on zaczynal tesknic, dzwonil, i w koncu wracalam z nadzieja, ze tym razem bedzie ok. Pomine szczegoly i przeskocze od razu do 2011 roku, kiedy rozstalismy sie po raz kolejny, po tym, jak wspolnie z matka uknuli przeciwko mnie intryge. Wtrace tylko, ze MNIE sie wydaje, ze z nim chyba od zawsze dzialo sie cos niedobrego. Syn alkoholiczki, wychowany bez ojca, na moje oko uzalezniony od matki, mial powazne problemy z nerwami, w tym z agresja. Bral leki psychotropowe, ktory niestety niosl za soba skutki uboczne. W kazdym razie po mojej ostatniej wyprowadzce 4 lata temu wydawalo sie, ze tym razem to juz definitywny koniec. Nie mielismy kontaktu przez kilka miesiecy, mnie udalo sie znalezc prace w kraju, w ktorym mieszkalismy i wrocilam tam po pol roku, jednak mialam samodzielne mieszkanie, nie bylam od niego w ogole zalezna. (Zaznacze tu, ze jego juz tam nie bylo, rzucil prace i wyprowadzil sie do kraju, skad pochodzi.) Niemal natychmiast odezwal sie on, skruszony, niczym syn marnotrawny bil sie w piersi, przepraszal, zarzekal, ze sie zmienil i blagal o szanse. Sam nie mial wtedy pracy ani mieszkania, wrocil pod skrzydla matki i zyl z oszczednosci. Twierdzil, ze poklocil sie ze wszystkimi (nawet z matka!), duzo czasu spedzal samotnie nad jeziorem, ogadal filmy, pil piwo i tesknil za mna, bo "nic nie mialo sensu". Przez rok odwiedzal mnie co weekend, a dzielil nas dystans 400 km. Po roku wrocil do "naszego" miasta, znalazl znakomita prace i mieszkanie i wychodzil ze skory, zeby mnie przekonac, zebym rzucila swoja, w ktorej warunki byly faktycznie nie do zniesienia. Powtarzal, ze musze odpoczac, zrobic kurs jezykowy i poszukac czegos, co bedzie mnie satysfakcjonowac i sprawiac przyjemnosc. Hm, zaczelam kurs, jednak juz po 3. miesiacach moj facet zrobil sie nerwowy. Okazalo sie, ze ma mobbing w pracy. Zaczal odreagowywac na mnie. (Jak zwykle zreszta.) W koncu podjal decyzje o zmianie pracy, na 6/10 etatu, co dla mnie bylo ogromnym ciosem, bo mialam plany... Dla mnie to byl praktycznie koniec marzen o rodzinie, spelnionym zyciu zadowodowym, czymkolwiek. Zrobilam sie smutna, nerwowa, zaczelam sie zalamywac. Kontynuowalam intensywny kurs przez kolejne 3 m-ce, az w koncu podjelam decyzje o jego przerwaniu, bo nie bylam w stanie zniesc wyrzutow, ze nie chce mi sie pracowac. Szkoda, bo robilam wielkie postepy, ale stracilam do tego serce i sama nabawilam sie atakow paniki, czesto wychodzilam do toalety, bo nie moglam opanowac drzenia rak, czerwienienia sie, a wypowiadanie sie na forum bylo prawdziwa meka. (A w Polsce wykonywalam zawod, gdzie przemawianie do duzej grupy osob bylo codziennoscia!) Probowalam szukac pracy, jednak wieczne obwinianie mnie o wszystko, wyzywanie sie na mnie, w tym fizyczne (piesciami po glowie) sprawilo, ze wpadalam w coraz wieksza depresje. Poza tym nie wyobrazalam sobie, jak przebrne przez rozmowe kwalifikacyjna, skoro robie sie nerwowa nawet w kolejce do kasy w supermarkecie. :(
Mimo wszystko te straszne dni byly przeplatane okresami, kiedy czulam sie kochana i szczesliwa i wracala do mnie nadzieja. Po podjeciu nowej pracy przez mojego faceta wszystko wydawalo sie byc ok, do czasu, az... wedlug niego znow znalazl sie ktos, ktos skutecznie zatrul mu zycie zawodowe. Pewnego wieczoru wrocil do domu niemal z placzem. Zgadlam, co sie stalo, wiec zareagowalam od razu. Przytulilam, pocieszalam, obchodzilam sie jak z jajkiem. Byl szczesliwy. Jednak z czasem scenariusz zaczal sie powtarzac. Po raz kolejny uslyszalam, ze obawia sie, ze zostanie zwolniony, ze bedzie musial szukac czegos nowego, ze tego nie wytrzyma, bo jest „na krawedzi wytrzymalosci“. Zaczal sie mnie czepiac, zrobil sie chamski, uparty, krzyczal na mnie, ze go podle traktuje (???), ze zycie ze mna to pieklo, ze sie dre, a to on (!!!) podnosil na mnie glos. W miedzyczasie zaczal jezdzic na weekendy do matki. Wydaje mi sie, ze traktowal te wyjazdy jako ucieczke od problemow w pracy, zalil sie jej na caly swiat, w tym oczywiscie na mnie. Bo kiedy jedno go nie cieszy, to juz wszystko jest „be“. A poniewaz te wyjazdy byly coraz czestsze, zaczelam zadawac zwyczajne pytania, np. „A to juz masz paszport do odebrania?“ Od razu gasil mnie chamska odpowiedzia „Nie dyskutuj ze mna!“, „Przestan mnie przesluchiwac!“. Zaznaczam, ze NIGDY nie podnosilam glosu w rozmowie z nim (bo wtedy dopiero rozpetalabym tornado), nie prowadzilam dochodzenia, nie wydzwanialam kiedy go nie bylo, bo nie widzialam potrzeby, dlatego niemal natychmiast zaczynalam plakac nie rozumiejac, dlaczego tak chamsko sie ze mna obchodzi. Kiedys nawet nazwal mnie „kawalkiem gowna“ i „ze ma juz dosc mojej choroby“ (przez jakies 3 m-ce mialam problemy ze zdrowiem). Jednak TO ON twierdzil, ze ja go podle traktuje, a rok wczesniej bil mnie piesciami po glowie, rzucil o podloge, darl sie, obrazal... I ze te jego reakcje sa odpowiedzia na moje podle traktowanie... W tym czasie mamuska kula zelazo poki gorace. Poniewaz mnie nie lubi (bo jej unikam i nie ufam ze wzgl. Na jej alkoholizm i dwulicowosc), wynajdywala coraz to lepsze wymowki, zeby wabic synka do siebie, namawiala go na powrot w rodzinne strony, zmiane pracy, „wyciszenie sie i calkiem nowy poczatek“. (Cokolwiek to znaczy.)W dniu moich urodzin zamiast uslyszec od niego zyczenia, poklocil sie ze mna. A nastepnego dnia mialam bardzo stresujacy dzien. (Moze pozniej podam szczegoly, bo tu tez pojawia sie ciekawy watek, ktory odslania dosc dziwna ceche jego charakteru.) W kazdym razie w tamtych dniach w grudniu zrobilam sie juz bardzo smutna, bo potrzebowalam jego wsparcia, a wiedzialam, ze on zamierza swoj 3-tygodniowy urlop spedzic w rodzinnych stronach, w tym swieta i sylwestra. Ja, udreczona wizja wiecznie pijanej matki, nie mialam zamiaru sie z nimi meczyc. Wrocil o tydzien wczesniej, zupelnie odmieniony. Twierdzil, ze przemyslal problemy w pracy i postanowil je „olac“, a skupic sie na naszym zwiazku, bo doszedl do wniosku, ze „ pozniej nie darowalby sobie, gdyby nam nie wyszlo“. I bylo pieknie... przez tydzien. Planowal dziecko, zmiane pracy. Pod koniec tygodnia rozmawial z matka w niedziele, kilka godzin, o biezacych sprawach, polityce, jednym slowem – o bzdetach. (W duchu zadrwilam jednak, ze po tylu weekendach, telefonach i wspolnie spedzonych swietach jeszcze sie nie nagadali...) Nastepnego dnia sasiad robil mu przeglad samochodu, ktory wkrotce mial byc poddany gruntownym testom. Okazalo sie, ze trzeba dokonac drobnych napraw. Na to moj facet lapie za sluchawke, dzwoni do mamusi, i slysze, jak umawiaja sie na kolejna wizyte, kolejna juz zwiazana z enta w tym roku naprawa samochodu, bo tam taniej... Siedzialam naprzeciwko i zaczelam sie gotowac... Od dwoch miesiecy praktycznie nie bylo go w domu, spedzilam smutne, samotne swieta, a tu kolejny wyjazd... I w tamtym momencie podjelam chyba najgorsza decyzje w zyciu – postanowilam upic sie z rozpaczy...
Obserwuj wątek
    • autops15 Re: Kto tu wlasciwie zwariowal? 17.04.15, 17:36
      Trzesacymi sie rekami zalozylam szkla kontaktowe, on jeszcze wszedl za mna do lazienki, dopytywal, czy wszystko jest ok, gadal cos o oszczedzaniu, ze potrzebujemy samochodu, ale ja juz nie sluchalam... On sie wsciekl, zabral swoja koldre z sypialni, bo dobrze wiedzial, o co mi chodzi. Wyszlam do sklepu, kupilam chyba zgrzewke piwa. Jak wrocilam, poklocilismy sie. Darl sie, ze nie wolno mu nawet jechac naprawic tanio samochod. (Bodaj piaty raz w ciagu roku. ) Upilam sie troche, on probowal ze mna rozmawiac, zalagodzic sprawe, ale nie mialam ochoty na rozmowy, bo na Skype czekala kolezanka, ktorej chcialam sie wyzalic. Poszedl spac, bo nastepnego dnia szedl do pracy. Jednak pech chcial, ze czatowalam na skype i facebooku, ze wspomniana kolezanka, na komputerze i komorce. Za kazdym razem, kiedy przychodzila wiadomosc na fb, moja komorka wibrowala i wydawala charakterystyczny dzwiek. Nie wytrzymal. Wstal i zaczal sie drzec, ze nie pozwalam mu spac. Jego gabinet znajduje sie po drugiej stronie mieszkania, na koncu korytarza, ale ok, niech bedzie, ze „halasowalam“. On ryknal, ze moje miejsce jest na ulicy, a ze bylam na rauszu, tym razem mu odpowiedzialam, wiec poklocilismy sie jeszcze bardziej. Nastepnego dnia wrocil z pracy kilka godzin wczesniej i od razu polozyl sie spac. Juz wiedzialam, na co sie zanosi. Nastepnego dnia wieczorem, pelna obaw, poszlam go przeprosic, ale juz bylo „za pozno“. Juz podjal decyzje o wyjedzie do matki, mnie na zlosc, ktora dopiero teraz zaczela dokladac mu do pieca i buntowac. On twierdzil, ze w dniu, kiedy wrocil wczesniej z pracy pojawily mu sie sie jakies biale plamki na oczach i nie byl w stanie kontynuowac spotkania, i ze te plamki to moja wina, bo go wykanczam. (Zaznacze, ze jakies 5 lat temu mial zapalenie oka, wtedy pojawily mu sie ->czarne plamki, rzucil prace, i to tez byla moja wina.) Stamtad wyslal mi list polecony w ktorym zazyczyl sobie, zebym w ciagu najblizszych dwoch tygodni wyprowadzila sie z domu. Przerazilam sie, bo zwyczajnie nie mialam juz dokad pojsc. Nie mam juz rodziny ani domu rodzinnego, pracy, a ten doslownie wyrzucal mnie na bruk. Zapowiedzial, ze juz nie wroci do mieszkania, dopoki ja w nim bede, ze bedzie spal w hotelu. Jak powiedzial, tak zrobil. Przyjezdzal do pracy, nocowal w motelu, ostentacyjnie ignorowal moje telefony i proby podjecia dialogu, co bylo tortura psychiczna nie do wytrzymania. W domu zjawil sie pewnego wieczoru, znienacka. Nawet nie wszedl, wreczyl mi koperte z pieniedzmi i odjechal. Probowalam z nim rozmawiac na skype, ale pozostawal niewzruszony. Mialam sie wyprowdzic i koniec. Kilka dni przed uplywem „terminu“ zjawil sie w domu, usiadl na kanapie i plakalismy razem. Wyrzucal mi, dlaczego sie z nim kloce, kiedy on jest juz na skraju wyczerpania, ze teraz to juz tylko kwestia czasu kiedy go zwolnia itd. Rozstalismy sie w miare przyjaznych nastrojach, jednak na weekend pojechal do matki, bo swierdzil, ze sie mnie boi. Rozmawialismy pozniej na skype, i zaczal topniec. Stopniowo mnie uspokajal, zebym sie nie martwila, ze mnie nie wyrzuci, zebym spokojnie spala i szukala sobie pracy. I tu pojawia sie cale sedno sprawy. Poniewaz nie bylismy malzenstwem, a oboje zylismy w obcym kraju, skonczylo mi sie pozwolenie na pobyt i prace, dlatego musialam „pauzowac“ z poszukiwaniem pracy przez 3 miesiace, zeby starac sie o nie ponownie, czyli dopiero w lutym. Luty mijal, i miedzy nami bylo juz niemal normalnie, moj facet nie spal w hotelu, tylko ze mna, zrobil sie weselszy, pomagal mi w domu. Wprawdzie jezdzil jeszcze na weekendy do matki, ale juz mial wrocic pod wspolny dach na dobre... Jednak pewnego wieczoru zadzwonil dzwonek do drzwi... Z zasady juz nie otworzylam, ale okazalo sie, ze do drzwi zadzwonila policja, ktora dostala wiadomosc z gminy, ze przebywam na terenie ich kraju, a przeciez przez 3 miesiace nie powinno mnie tu byc. Okazalo sie pozniej, ze do urzedu zadzwonil... moj facet, po tym, kiedy byl w szale i jak wyslal do mnie list. Sam sie przyznal. Twierdzi, ze szukal pomocy, ze (ja) potrzebuje psychologa a obecnie nie jestem ubezpieczona, wyluszczyl sprawe, skonczony idiota, bo podobno obiecali mu, ze nikomu nie powiedza. :D Po wizycie policji mialam tydzien na spakowanie sie i opuszczenie kraju. Nie wiem, czy jego placz, jego bladosc i wymioty po wizycie policji to byl jeden wielki show, w kazdym razie twierdzil, ze „przeciez obiecali, ze nikomu nic nie powiedza“, „ze chcial nam tylko pomoc“, ze „mnie potrzebna jest terapia“ i „ze juz nic nie ma sensu“. Plakal, kiedy odjezdzalam. Zatrzymalam sie u znajomych, bo nie mialam gdzie. On przelewa mi pieniadze na konto, bo zwyczajnie zostalam na lodzie. Kiedy rozmawiamy przez internet, twierdzi, ze niczego nie nauczylam sie przez te wszystkie lata, kiedy mnie wyrzucal. Ze musze pojsc do psychiatry/ psychologa, bo jest przekonany, ze mam borderline. A jesli nie BPD, to na pewno „cos“, i to „cos“ miedzy nami stoi na przeszkodzie do szczescia. Jednym slowem oboje z mamusia doszli do wniosku, ze jestem wariatka i trzeba mnie naprawic, „sprostowac“ moje czarnowidztwo. Pytal nawet, czy ktos z Polski nie prowadzi terapii dla par na Skype. :D Mowi, ze to ja mam problem, bo nigdy wczesniej nie mial takich problemow, i ze z nim jest wszystko ok, kiedy jest sam. Powtarza, ze robil dla nas wszystko, a ja wciaz go podle traktuje i ranie, ze zawsze byl mi wierny i przed moim odjazdem przyznal sie, ze przez te kilka lat krecily sie wokol niego jakies dziewczyny w pracy, nawet kiedy mnie nie bylo i bylismy skloceni, i ze poslal je wszystkie do diabla, mimo, ze okazja do romansowania byla idealna. Ostatnio podobno jakas pretty business woman przyslala mu maila do pracy z proba o prywatny numer i ja zignorowal. Na moje stwierdzenie, „niech juz robi co chce“ odparl, ze... czuje sie odrzucany, kiedy tak mowie, a przeciez on robi (tak tak, uzywa tez czasu terazniejszego) dla mnie wszystko. A przeciez to on zrobil wszystko, zeby sie mnie pozbyc... Nie wiem czy sie smiac czy plakac?

      Na koniec dodam jeszcze, ze, systematycznie powtarzal, ze jestem wprost idealna, ze wczesniej nie marzyl nawet, ze moze miec taka dziewczyne, ktora laczy w sobie tyle pozytwynych cech i do tego tak dobrze wyglada. Ze przeze mnie jego oczekiwania wobec parterki sa niebotycznie wysokie. Tylko jest to „cos“, co przeszkadza mu sie nami w pelni nacieszyc. Cos tak malego i „uwierajacego“ zarazem, co uniemozliwia normalne zycie.

      Co o tym myslicie? W co tu wierzyc? Jedno jest pewne - zaluje gorzko, ze 4 lata temu pozwolilam mu na powrot, ot tak, bez stawiania warunkow. Bo zwyczajnie go kochalam...
      • perfum wniosko :) 17.04.15, 20:45
        nie zadawac sie w obcym kraju z obcym facetem.
        i nie pisac dluzyzn.
    • leda16 Re: Kto tu wlasciwie zwariowal? 17.04.15, 21:28
      autops15 napisał(a):
      > Poczatek byl idealny,


      Początek zawsze jest idealny, gdy działa urok nowości. Niestety, do czasu...



      Syn alkoholiczki, w
      > ychowany bez ojca, na moje oko uzalezniony od matki, mial powazne problemy z ne
      > rwami, w tym z agresja. Bral leki psychotropowe,
      Zaczal odreagow
      > ywac na mnie.
      wyzywanie sie
      > na mnie, w tym fizyczne (piesciami po glowie)
      > Mimo wszystko te straszne dni byly przeplatane okresami, kiedy czulam sie kocha
      > na i szczesliwa


      No tak, a mimo wszystko czujstwo najważniejsze :). Nie wiedza, rozum, doświadczenie przemocy, umiejętność wyciągania wniosków. Debilnym czujem się kierować i na czuja rodzinę zakładać.

      rok wczesniej bil mnie piesciami
      > po glowie, rzucil o podloge, darl sie, obrazal...
      Bo zwyczajnie go kochalam...


      Daj Ci Boże zdrowie idiotko, bo na rozum za późno. Takie jak Ty należałoby sterylizować, żeby nie wpędzały w nieszczęście niewinnych dzieci, oraz genami głupoty i psychopatii ludzkiej populacji nie obciążały.
    • autops15 Do moderatora forum. 17.04.15, 22:25
      Prosze o wykasowanie moich wpisow. Nie potrzebuje, zeby w moim stanie psychicznym ktos wyzywal mnie od idiotek i innych podobnych. Rozne mysli chodza mi po glowie juz od dawna, szukalam tu pomocy, nie ponizania i wyzwisk.
      • witchland Pomoc... 18.04.15, 11:49
        Tutaj pomocy nie znajdziesz.... Musisz szukac jej sama. Z postu wyglada, ze jestes jeszcze mloda i duzo mozesz zdzialac sama.

        Sam fakt, ze weszlas w taki destruktywny zwiazek, na az tak dlugo, o czyms swiadczy.
        Przede wszystkim o tym, ze byly grunt na taki zwiazek. Bo gdyby nie bylo, to taki facet by cie nie oczarowal soba...

        Duzo trzeba w sobie zmienic, w takich okolicznosciach, aby wszystko moglo pozostac bez zmian. Paradoks.... napewno jedno jest pewne, nie wolno ci pod zadnym pozorem spotykac sie z tym facetem. Te uczucia mina i z tego doswiadczenia wyjdziesz napewno silniejsza...
        • autops15 Re: Pomoc... 18.04.15, 15:34
          Dziekuje za normalna odpowiedz.

          Owszem, byl grunt. Z czasem wpadalam w coraz glebsza depresje. I bardzo zaluje, ze nie mialam nawet czasu spokojnie sie zastanowic czy go "wziac z powrotem" kilka lat temu, bo zwyczajnie pojawil sie, ot tak, bez uprzedzenia, chyba specjalnie, zebym nie miala czasu na przemyslenia. A wtedy byl swiadomy krzywd, jakie mi wczesniej wyrzadzil. Nie pomogala mi w tym tez praca, ogromnie stresujaca i zajmujaca prawie caly dzien.

          Szczerze mowiac, to po napisaniu tych dlugasnych postow sama sie przerazilam, jak koncertowo zmarnowalam sobie zycie, na wlasne zyczenie. Nic, co moje, sie nie liczylo - kariera, ambicje, zdrowie. Ja moglam wykonywac byle jaka prace, bo dla niego liczyla sie tylko JEGO kariera, JEGO plany. Nie mialam tez zadnych praw, bo pan x najwyrazniej chcial miec czyste konto i wolna reke, jesli chodzi o stan cywilny. Kiedy wiec z tylko jemu znanych powodow postanowil sie mnie w ten sposob pozbyc, jeszcze mu pomogli.

          Moze to naiwne, ale zastanawiam sie, czy to faktycznie moja wina, ze byl taki, jaki byl. Bo jesli po raz enty slyszysz, ze wczesniej byl zupelnie inny, to zaczynasz sie zastanawiac... Ale wtedy pojawia sie nastepne pytanie - po co wracal za kazdym razem, skoro jestem az tak zla?
          • witchland Re: Pomoc... 18.04.15, 15:56
            Z twojego opisu wynika, ze to facet bardzo zaburzony. Wracal, no wlasnie dlatego, ze jest zaburzony. Psychopaci tak maja, traktuja ludzi przedmiotowo, nie nalezy traktowac ich deklaracji na serio. W tych deklaracjach nie chodzi o Ciebie- ale o niego i jego zaburzone Ego. Zeruja, wrecz na ludzkich planach zyciowych, wykorzystujac i manipulujac do ostatka... Naprawde duzo jest takich ludzi, wiecej posrod mezczyzn, niz kobiet.

            Twoj problem, to silny stres, ktory szuka sobie sposobow na rozladowanie, a dla kobiet najlatwiej to poprzez bliskie relacje, albo jedzenie, czasem prace, itp.

            Musisz sie nauczyc zwalniac tempo, i rozladowywac ten stres- inaczej. W odpowiedni dla siebie sposob. Ale koniecznie dojsc do balansu, inaczej caly system psychiczny, lacznie z tzw. systemem psychicznym odpornosciowym bedzie cie ciagnal do takich drani, ktorzy jeszcze bardziej naganiaja adrenaliny... I tak do zupelnego wyczerpania psychicznego i fizycznego... Po ktorym bedziesz jak wrak.


            Pobadz sobie troche sama, a jak ten facet jeszcze raz sie odezwie- to go odeslij daleko... Naprawde nie warto dawac mu szans, bo on przekroczyl juz wszelkie granice normalnosci.

            Czesto w rodzinach, gdzie matka jest alkoholiczka- to synowie maja problemy i zaburzenia psychiczne- typu bordeline, u mezczyzn okresla sie to jako psychopatie, socjopatie itp. Co prawda jest zawsze skala, w ktorej sie to bada, nie mniej jednak, zawsze ciezko z tego wyjsc na prosta...

            • autops15 Re: Pomoc... 18.04.15, 18:06
              Az tak drastyczny obraz sie wylania? A wszyscy, ktorzy go spotykaja mowia, ze taki sympatyczny. Do tego prestizowa praca, garnitur, kto by pomyslal? Chociaz to nie jest tak, ze bylam regularnie bita, zdarzylo sie to kilka razy. A po tym, kiedy mnie walil piesciami po glowie, plakal i widzialam, ze staral sie zmienic. Jednak po czasie uslyszalam, ze... on nigdy taki nie byl (wiec to pewnie tez moja wina).

              Jednak przemoc psychiczna mialam na co dzien. I musialam sie dostosowac, bo bylam od niego zalezna finansowo (zreszta nadal jestem). I nie sposob bylo z nim rozmawiac. Albo w ogole nie chcial sluchac, kiwal glowa z zaplecionymi na piersi rekoma, albo gasil mnie regularnie "Ale to nie ma nic wspolnego z tematem", "Manipulujesz", "Prowadzisz gre", na zwykle pytanie zadane normalnym tonem odpieral "Dlaczego sie ze mna klocisz?", a kiedy chcialam cos wyjasniac, wrzeszczal, ze ja chce tylko dyskutowac i nie bedzie sluchal moich bzdur, albo grozil, ze jesli padnie jedno slowo na dany temat, to wyjdzie/ rozlaczy sie, itd. Albo zwyczajnie byl chamski i od razu odparowywal "Nie dyskutuj ze mna", "Przestan mnie przesluchiwac". W jaki wiec sposb mialam prowadzic z nim dialog?

              Nie chce go linczowac ani wybielac samej siebie. Teraz mam wyrzuty sumienia, ze odcielam sie od jego matki do tego stopnia, ze nie pojechalam z nim na swieta, chociaz mu zalezalo. Moze trzeba bylo jednak dac jej szanse?

              Zdaje sobie sprawe, ze moje biadolenie na forum (i moja glupota) moze dzialac na nerwy. Ale w pewnym sensie przynosi mi to ulge.
              • witchland Re: Pomoc... 18.04.15, 20:06
                ano...o nim, no i ... o tobie tez...:-)
                • autops15 Re: Pomoc... 18.04.15, 21:29
                  ? :)
                  • zolza14 Re: Pomoc... 18.04.15, 22:00
                    autops15 napisał(a):

                    > ? :)


                    Myslę, że ten Twój partner ma rację; potrzebujesz terapii. Tylko Ty tej terapii potrzebujesz nie z tego powodu, który on Ci podaje.

                    Potrzebujesz jej, bo z Twojego opisu wyłania się obraz osoby współuzależnionej od niego.

                    Natomiast, to co o nim piszesz, wskazuje, że on może mieć zaburzenia typu borderline.
                    Oczywiście to jest moje podejrzenie, a nie diagnoza.

                    Z Twojego opisu wynika , że dałaś mu sobą manipulować i doprowadziłaś się do sytyacji, w której jesteś zależna od niego nie tylko psychicznie, ale również materialnie.
                    Sądzę, że powinnaś szukać pomocy dla siebie, by się wydostać z tej matni, w którą dałaś mu się wmanewrować.
                    • zolza14 Re: Pomoc... 18.04.15, 22:04
                      Twój opis jednoznacznie wskazuje, że związałaś się z meżczyzną skrajnie niedojrzałym, uzależnionym od matki. I jeśli chcesz się ratować- winnaś zrobić wszystko, by się uwolnić z tej znajomości.
                    • autops15 Re: Pomoc... 19.04.15, 01:03
                      zolza14 napisała:

                      > autops15 napisał(a):
                      >
                      > > ? :)
                      >
                      >
                      > Myslę, że ten Twój partner ma rację; potrzebujesz terapii. Tylko Ty tej terapii
                      > potrzebujesz nie z tego powodu, który on Ci podaje.

                      Zdecydowanie wpakowalam sie w uzaleznienie finansowe, tak. Psychiczne, mam watpliwosci. Tesknie przede wszystkim za ukochanym kotem, ktorego kiedys wywiozlam z Polski, a ktory teraz jest z nim. Na punkcie ktorego oboje mamy bzika, i spieralismy sie, kto ma wieksze prawa do niego. ;) No i niestety, mialam zaledwie kilka dni na spakowanie sie, wiec sila rzeczy zostawilam "w domu" wiekszosc mojego "dobytku", w tym dokumenty. On na pewno jest tego swiadomy. Szczerze mowiac, gdybym miala dokad pojsc, gdybym miala jakiekolwiek materialne zaplecze i mozliwosc odebrania ukochanego zwierzaka, przerwalalabym kontakt radykalnie i natychmiast. Niestety, z wlasnej winy nie mam tego luksusu, dlatego cierpie.

                      Kochalam go. Ale wbrew temu, co napisala leda16 nie jestem bezmyslna desperatka, ktora wylacznie kieruje sie "czujem" itede. W ciagu ostatnich kilku miesiecy zostalam oklamana i zmaltretowana psychicznie juz tyle razy, ze musialabym kompletnie stracic zmysly i poczucie wlasnej wartosci, zeby jeszcze kochac takiego -> gnoja. Dlatego teraz tak ubolewam nad wlasna glupota, ze kiedys rzucilam prace, chociaz ciezka, ale dajaca mi dach nad glowa i wymagane pozwolenia, zeby tam zyc. Ze odeslalam do diabla tylu adoratorow, w imie milosci. O ironio.

                      Kiedys tez podejrzewalam go o borderline. Ale bywaly cale miesiace, kiedy wydawal sie byc "normalny" i troskliwy, wiec porzucilam te teorie. I jestem przekonana, ze nigdy nie doszlo do zdrady, wiec to raczej nie pasuje. Jednak ewidentnie podporzadkowuje sie matce, ktorej za wszelka cene stara sie nie martwic, "zeby nie pila". Smiem twierdzic, ze sam siebie postawil w sytuacji - albo matka, albo ona (ja). I wybral matke. Wydaje mi sie, ze dla niej zrobi wszystko. Moze nawet postara sie dobrac partnerke, ktora jego matka polubi. Szkopul jednak w tym, ze zadnej z poprzenich jego dziewczyn matka nie lubila...

                      • zolza14 Re: Pomoc... 19.04.15, 06:05
                        autops15 napisał(a):

                        . On na pewno jest tego swiadomy. Szczerze mowiac,
                        > gdybym miala dokad pojsc, gdybym miala jakiekolwiek materialne zaplecze i mozl
                        > iwosc odebrania ukochanego zwierzaka, przerwalalabym kontakt radykalnie i natyc
                        > hmiast. Niestety, z wlasnej winy nie mam tego luksusu, dlatego cierpie.


                        Czytając Twój opis sytuacji ja nie miałam wątpliwości co do Twojego uzależenienia psychicznego od niego i jego huśtawek nastroju.
                        W tym opisie obwiniasz siebie często za jego zachowanie, znosiłaś nieraz jego przemoc psychiczną, i nawet fizyczną i jeszcze masz wątpliwości co do swojego uzależnienia psychicznego od niego ?
                        To wszystko nie trwa miesiąc, tylko ciągnie się od paru lat !
                        • autops15 Re: Pomoc... 19.04.15, 14:18
                          No tak, ciezko z tym dyskutowac.

                          W glowie mi sie nie miesci, ze mozna zabiegac o czyjes wzgledy, walczyc o powrot, a pozniej niszczyc partnerke, DO CNA. Za to, ze mam jakies oczekiwania wobec zwiazku. Nie rozumiem tego.
                          • zolza14 Re: Pomoc... 19.04.15, 19:42
                            autops15 napisał(a):

                            > No tak, ciezko z tym dyskutowac.
                            >
                            > W glowie mi sie nie miesci, ze mozna zabiegac o czyjes wzgledy, walczyc o powro
                            > t, a pozniej niszczyc partnerke, DO CNA. Za to, ze mam jakies oczekiwania wobec
                            > zwiazku. Nie rozumiem tego.

                            Nie skupiaj się na rozumieniu tego, bo Ci to nic nie da.
                            Trzeba się skupić na tym; dlaczego Ty dałaś się doprowadzić do stanu, w którym teraz jesteś ?
                            Trzeba znaleźć rozwiązanie Twoich materialnych problemów oraz odbudować swoje poczucie własnej wartości. Przedłużanie sytuacji, w jakiej teraz jesteś, na pewno Ci nie poprawia samopoczucia. Trzeba ją przerwać. Szczerze mówiąc; ten Wasz konflikt o kota, który podajesz jako powód utrudniający Wam rozstanie, jest dla mnie taką zasłoną dymną.
                            • leda16 Re: Pomoc... 19.04.15, 20:06
                              zolza14 napisała:
                              > Nie skupiaj się na rozumieniu tego, bo Ci to nic nie da.
                              > Trzeba się skupić na tym; dlaczego Ty dałaś się doprowadzić do stanu, w którym
                              > teraz jesteś ?


                              A jakie to ma znaczenie? Niech się lepiej skupi na znalezieniu roboty i mieszkania albo wraca do Polski.


                              Przedłużanie sytuacji, w jakiej teraz jesteś, na pe
                              > wno Ci nie poprawia samopoczucia. Trzeba ją przerwać. Szczerze mówiąc; ten Wasz
                              > konflikt o kota, który podajesz jako powód utrudniający Wam rozstanie, jest dl
                              > a mnie taką zasłoną dymną.


                              Widać nie wiesz, że dla osobowości bierno-zależnych każdy pretekst jest dobry, żeby tkwić uwieszoną u męskich portek. Dla maltretowanych żon to frazes "żeby dzieci miały ojca". Ona dzieci na szczęście nie ma, więc kotem się zasłania. Wszyscy winni - on, mamuśka, która jej nie lubi, tylko ona ufająca, wierząca, skrzywdzona. A postawę wyuczonej bezradności opanowała perfekcyjnie. Już pewnie w domu rodzinnym...
                              • autops15 Re: Pomoc... 19.04.15, 20:21
                                Nie zaslaniam sie kotem. Kota mi odda. Nie tworze zadnych zaslon. Moje dokumenty tam zostaly. i nie odzywam sie do gnoja, chociaz powinnam, ale odkladam z dnia na dzien, bo mnie wprost odrzuca sama mysl o rozmowie z nim.

                                Nie jestem leniem na utrzymaniu, ganiajacym za ciuchami i kasa, ani nie pochodze z rodziny patologicznej. Moi rodzice nie zyja od dawna, stad moja obecna sytuacja i nie bede sie na ten temat publicznie wywnetrzniac.

                                Co do reszty - ze jestem idiotka, ze niepotrzebnie roztrzasalam jego relacje z matka, swieta prawda.
                                • clarissa3 Re: Pomoc... 19.04.15, 21:19
                                  A pocoz ci ten kot?!

                                  Przetrzezwiej dziewczyno i wiej jak najdalej - im lzejsza tym latwiej sie poruszac - i organizuj sie na wlasna reke, prace i mieszkanie, bo wiesz przeciez juz ze z tej maki chleba nie bedzie, prawda? A czas ucieka!
                                  • autops15 Re: Pomoc... 19.04.15, 22:02
                                    Po coz mi ten kot? No tak, przeciez to "tylko kot", no nie? Za nim stoi cala historia, w tym mojej rodziny, ale nawet nie chce mi sie o tym gadac.

                                    • perfum NIEmoc... 19.04.15, 22:07
                                      napisalas, ze kota odda, wiec po co do tego tematu wracasz ?

                                      skup sie na zwrocie dokumentow i adie´u.
                                    • clarissa3 Re: Pomoc... 19.04.15, 22:29
                                      ty w ogole praktycznie nie myslisz!

                                      Z kotem z miasta do miasta czy do innego kraju chcesz sie przemieszczac, bilet mu kupowac, po dworcach sie petac, pracy nie moc podjac czy mieszkania znalezc bo kota bedziesz dogladac? ... Pomysl!
                                    • leda16 Re: Pomoc... 20.04.15, 22:04
                                      autops15 napisał(a):

                                      > Po coz mi ten kot? No tak, przeciez to "tylko kot", no nie?


                                      Przywiązanie do kota rozumiem. Niechęć do zabrania dokumentów już znacznie mniej. Przecież nie musisz z gostkiem rozmawiać. Idź tam z koleżanka, kolegą, kimś ze wspólnych znajomych ew. z policją, zażądaj zwrotu dokumentów i rzeczy osobistych, których przetrzymywanie jest w każdym niemalże kraju przestępstwem i po kłopocie. Ale skoro Ci się "nie chce", to nic nie zrobisz.
                                      • autops15 Re: Pomoc... 21.04.15, 13:15
                                        leda16 napisała:

                                        > autops15 napisał(a):
                                        >
                                        > > Po coz mi ten kot? No tak, przeciez to "tylko kot", no nie?
                                        >
                                        >
                                        > Przywiązanie do kota rozumiem. Niechęć do zabrania dokumentów już znacznie mnie
                                        > j.

                                        To nie niechec. To obezwladniajacy paraliz i obrzydzenie przed jakakolwiek forma kontaktu. Ja jestem tu, on tam, wiec z kolezanka nie pojde.
                                        • ankaskakanka10 Re: Pomoc... 18.05.15, 15:41
                                          Pożegnałam dzisiaj swojego narcyzika - juz jego sztuczki manipulacji nie działają he he .Stały program zmusić mnie do poczucia winy ( co zrobiłam z jego kartą tel. ) niech zapiertala do punktu he he Wyjątkowo podły próbował wykorzystać znajomych ich empatię oraz biedę ( pożyczka kasy ) aby zrobić wrażenie dobrego troskliwego tatusia,męża :D
                                          Chciał porozmawiać przy kawie na chatę wejść po swoje rzeczy he he - nie ma to jak sie zasłaniać depresją - jestem chora i uj!
                                          Ponadto jego widok moja odrazę budzi i obrzydzenie.Śliski brzydki karaluch :D Zainteresował sie co tam w szkole u dzieci.
                                          Moj kochany synuś wspomniał wychowawczyni,ze mama kogoś tam ma ( a w sumie tylko pytałam dzieci co by powiedziały na ojczyma ) a nadgorliwa nauczycielka mężowi ( muszę ja zjepac,ze ingeruje w coś co przekracza jej kompetencje ) mąż mi - ale nie skomentowałam - wie,ze zajebiscie bogaty ;) dowaliłam po całości z tą jego całą manią wielkości i wyobrażeniu o sobie,że superman.
                                          A teraz? hmm odpoczynek no i przydały by się motylki w brzuchu :D
                                          Szkoda jednak,że większość facetów tak okaleczona umysłowo :(
                                          Fajnie by było swoje myśli koncentrować na drugiej osobie - chociaż z drugiej strony być dla wszystkich też kusząca opcja.
                                          www.youtube.com/watch?v=F18Rbx1iJXk

                                          pozdrawiam :)))
                                          • mona.blue Re: Pomoc... 18.05.15, 16:13
                                            ankaskakanka10 napisała:

                                            > Pożegnałam dzisiaj swojego narcyzika - juz jego sztuczki manipulacji nie działa
                                            > ją he he .

                                            Anka, gratuluję, wreszcie :)

                                            Stały program zmusić mnie do poczucia winy ( co zrobiłam z jego kartą
                                            > tel. )

                                            Ja też tak miałam w małżeństwie, a teraz widzę, że w pracy tez sie dawałam na to złapać. Ale koniec z tym.

                                            > Ponadto jego widok moja odrazę budzi i obrzydzenie.Śliski brzydki karaluch :D

                                            :DDD

                                            > Moj kochany synuś wspomniał wychowawczyni,ze mama kogoś tam ma ( a w sumie tylk
                                            > o pytałam dzieci co by powiedziały na ojczyma ) a nadgorliwa nauczycielka mężow
                                            > i ( muszę ja zjepac,ze ingeruje w coś co przekracza jej kompetencje ) mąż mi -
                                            > ale nie skomentowałam - wie,ze zajebiscie bogaty ;) dowaliłam po całości z tą j
                                            > ego całą manią wielkości i wyobrażeniu o sobie,że superman.

                                            super :) widzę, że wychodzisz na prostą

                                            > A teraz? hmm odpoczynek no i przydały by się motylki w brzuchu :D

                                            jak będziesz otwarta, to pewnie sie znajdą :)

                                            > Szkoda jednak,że większość facetów tak okaleczona umysłowo :(

                                            no chyba nie do końca tak jest, fajne osobniki tez sie zdarzaja, ale chyba sa w mniejszości

                                            www.youtube.com/watch?v=F18Rbx1iJXk
                                            >
                                            > pozdrawiam :)))
                                          • malwi.4 Re: Pomoc... 20.05.15, 13:56
                                            > A teraz? hmm odpoczynek no i przydały by się motylki w brzuchu :D

                                            To tylko zachcianka. Fundamentalne potrzeby to mieć co jeść, gdzie mieszkać i czym ochronić się przed zimnem. W melancholię popadasz.
                                            • ankaskakanka10 Re: Pomoc... 20.05.15, 16:57
                                              malwi.4 napisała:

                                              > > A teraz? hmm odpoczynek no i przydały by się motylki w brzuchu :D
                                              >
                                              > To tylko zachcianka. Fundamentalne potrzeby to mieć co jeść, gdzie miesz
                                              > kać i czym ochronić się przed zimnem. W melancholię popadasz.

                                              Niekoniecznie - motylki skutecznie odsuwają negatywne myśli.
                                              • malwi.4 Re: Pomoc... 21.05.15, 21:05
                                                > Niekoniecznie - motylki skutecznie odsuwają negatywne myśli

                                                aha, już rozumiem :)
                                            • wiolcia29_2 Re: Pomoc... 20.05.15, 17:32
                                              Malwi, ale miłość też należy do podstawowych potrzeb człowieka. :)
                                              • ankaskakanka10 Re: Pomoc... 20.05.15, 18:40
                                                chociaż tutaj dochodzi strach przed zaangażowaniem i kółko się zamyka :D
                                                a to co widzę w około nie napawa optymizmem.Albo jakiś niewyżyty samiec albo ziejący agresją albo przekonany o swojej wyższości itp.itd. nawet w takim miejscu jak tutaj popis samczej durnoty aż litość wzbiera.
                                                Nie mam problemu z zapewnieniem sobie bytu - nigdy zresztą nie miałam,a latać za kasą żeby mieć lepszy tv czy jakiś inny mało istotny gadżet to mi się po prostu nie chce.
                                                • malwi.4 Re: Pomoc... 21.05.15, 21:22
                                                  > Nie mam problemu z zapewnieniem sobie bytu - nigdy zresztą nie miałam,a latać z
                                                  > a kasą żeby mieć lepszy tv czy jakiś inny mało istotny gadżet to mi się po pros
                                                  > tu nie chce.

                                                  Zauważyłam, że jak zrobiłam rozeznanie i lekko ogarnęłam te potrzeby psychiczne, emocjonalne, to pojawiły się potrzeby estetyczne. Kiedyś mi to fruwało. Mam nadzieję, ze to nie kompensacja. Choć w skrajność nie popadam, równowaga jest, więc to nie to mam nadzieję.

                                                  A że mam od miesięcy problemy w komunikacji międzyludzkiej, rozmowy mi się nie kleją, nie wiem o czym tu zagaić, to podsłuchałam dziś rozmowę będąc z dzieckiem w miejscu, gdzie obok kilkoro rodziców było. O pieczeniu owsianych ciasteczek rozmawiali. Też mogłabym coś na ten temat powiedzieć. Tylko problem w tym, że mi się nie chce.
                                                  • ankaskakanka10 Re: Pomoc... 21.05.15, 22:04
                                                    niechęć=problem?
                                                  • malwi.4 Re: Pomoc... 21.05.15, 22:19
                                                    ankaskakanka10 napisała:

                                                    > niechęć=problem?

                                                    u mnie tak, bo ja potrzebuję ludzi. Ale może to jest problem, że potrzebuję mimo, że mam niechęć. A może to normalne, ze potrzebuję, i nienormalne, ze komuś się wydaje, ze można żyć bez. Że wtedy czegoś się pozbawia. A może problem jest etykieta "ta jest jakaś dziwna, nie mam o czym z nią rozmawiać". Łatwo o kontakt, jak ktoś lubi dużo mówić, opowiadać. Rola słuchacza jest łatwa. Nie chce żeby mój syn brał ze mnie przykład pod tym względem.

                                                    Dziś chętnie słuchałam nowopoznanej osoby, bo mieszkała kilka lat w innym kraju. I jej obraz nas tu w kraju przez pryzmat innej mentalności ciekawy był. Do tego te ciasteczka owsiane, herbata zielona i było by fajnie.
                                              • malwi.4 Re: Pomoc... 21.05.15, 21:10
                                                Przereklamowane. Miłość to są te motylki, które odfruwają ale i bez których można żyć. Ważniejsze to przywiązanie do kogoś, uwielbianie kogoś. Fajnie jak mnie ktoś potrzebuje, nie musi mnie kochać.

                                                wiolcia29_2 napisała:

                                                > Malwi, ale miłość też należy do podstawowych potrzeb człowieka. :)
                                                >
                                                • malwi.4 Re: Pomoc... 21.05.15, 22:59
                                                  i jeszcze troska, dbanie o kogoś, opiekowanie się kimś - to jest ważne - można to robić bez kochania kogoś

                                                  A miłość poza okresem zauroczenia to jakieś zaburzenie - ale każdy ma własną definicję miłości. Z resztą wolę jak ktoś, kto mnie nie kocha - martwi się o mnie, pyta się o samopoczucie, niż ktoś kto mówi, ze kocha a ma gdzieś moje potrzeby.

                                                  A dziecku to lubię mówić, że go uwielbiam. No tak mam, i już.


                                                  malwi.4 napisała:

                                                  > Przereklamowane. Miłość to są te motylki, które odfruwają ale i bez których moż
                                                  > na żyć. Ważniejsze to przywiązanie do kogoś, uwielbianie kogoś. Fajnie jak mnie
                                                  > ktoś potrzebuje, nie musi mnie kochać.
                                                  >
                                                  > wiolcia29_2 napisała:
                                                  >
                                                  > > Malwi, ale miłość też należy do podstawowych potrzeb człowieka. :)
                                                  • wiolcia29_2 Re: Pomoc... 21.05.15, 23:13
                                                    Dość późno zrozumiałam, że dzieci potrzebują werbalnego zapewniania o miłości. Na szczęście jednak wystarczająco wcześnie. ;)
                                                  • ankaskakanka10 Re: Pomoc... 22.05.15, 06:26
                                                    malwi.4 napisała:

                                                    > i jeszcze troska, dbanie o kogoś, opiekowanie się kimś - to jest ważne - można
                                                    > to robić bez kochania kogoś
                                                    >
                                                    > A miłość poza okresem zauroczenia to jakieś zaburzenie - ale każdy ma własną de
                                                    > finicję miłości. Z resztą wolę jak ktoś, kto mnie nie kocha - martwi się o mnie
                                                    > , pyta się o samopoczucie, niż ktoś kto mówi, ze kocha a ma gdzieś moje potrzeb
                                                    > y.
                                                    czytała malwi. mój stosunek do "miłości" czy po prostu miała ochotę się uzewnętrznić?
                                                • wiolcia29_2 Re: Pomoc... 21.05.15, 23:08
                                                  malwi.4 napisała:

                                                  > Przereklamowane. Miłość to są te motylki, które odfruwają ale i bez których moż
                                                  > na żyć.

                                                  Motylki pojawiają się w fazie zakochania.


                                                  Ważniejsze to przywiązanie do kogoś, uwielbianie kogoś. Fajnie jak mnie
                                                  > ktoś potrzebuje, nie musi mnie kochać.

                                                  Ale to, o czym napisałaś (przywiązanie, uwielbianie) jest miłością właśnie. :)
                              • zolza14 Re: Pomoc... 20.04.15, 08:13
                                leda16 napisał[i]a:

                                > zolza14 napisała:
                                > > Nie skupiaj się na rozumieniu tego, bo Ci to nic nie da.
                                > > Trzeba się skupić na tym; dlaczego Ty dałaś się doprowadzić do stanu, w
                                > którym
                                > > teraz jesteś ?
                                >
                                > A jakie to ma znaczenie? Niech się lepiej skupi na znalezieniu roboty i mieszka
                                > nia albo wraca do Polski.
                                >


                                Ma takie znaczenie, że jeśli tego nie zrobi, to będzie powtarzała te same błędy w następnych swoich związkach.

                                • leda16 Re: Pomoc... 20.04.15, 22:13
                                  zolza14 napisała:
                                  Ma takie znaczenie, że jeśli tego nie zrobi, to będzie powtarzała te same błędy
                                  > w następnych swoich związkach.


                                  Nie ma jednak żadnej gwarancji, że jeśli to zrobi, błędów powtarzała nie będzie. Ludzie są zadziwiająco silnie przywiązani do raz wypracowanych nieprzystosowawczych schematów działania i błędów myślowych. To tylko w teorii wszystko tak ładnie wygląda. A rzeczywistość skrzeczy. I żadna psychoterapia nie zastąpi realnego umocowania w rzeczywistości. Czyli najpierw konkrety - z czego żyć, gdzie mieszkać, a potem abstrakcja.
                      • leda16 Re: Pomoc... 19.04.15, 19:51
                        autops15 napisał(a):
                        W ciagu ostatnich kilku miesiecy
                        > zostalam oklamana i zmaltretowana psychicznie juz tyle razy, ze musialabym komp
                        > letnie stracic zmysly i poczucie wlasnej wartosci, zeby jeszcze kochac takiego
                        > -> gnoja. Dlatego teraz tak ubolewam nad wlasna glupota,


                        Zostałaś okłamana i zmaltretowana, bo mu na to pozwoliłaś - wiele razy, myśleniem życzeniowym się kierując. A teraz lejesz łzy jaka biedna jesteś i głupia. Ale jak ktoś Ci głupotę wytknie, to się obrażasz. Ofiarę strugasz, rozczulasz się nad sobą i współczucia oczekujesz zamiast przyjąć odpowiedzialność za swój udział w "rozrywce" którą sobie ufundowałaś na własne życzenie. Słowa prawdy i krytyki Cię drażnią. Jakież to typowe dla pewnych postaw. Uzależniłaś się od psychopaty, tak, rasowego psychopaty, nie żadnego tam borderline, i finansowo i mentalnie. Zamiast po pierwszym bęcku uciekać gdzie pieprz rośnie i choćby na piechotę do Polski wracać, gdzie chyba nikt Cię jak worek treningowy nie traktował, tkwisz tam nadal i pewnie o powrocie do damskiego boksera marzysz, bo ciuchy, bo kot, bo kasa...Ty chyba też z jakiejś patologicznej rodziny pochodzisz, bo normalna dziewczyna, nawet kaleka, bez ręki czy nogi, z normalnego, kochającego domu, tak by się traktować nie pozwoliła.



                        I jestem przekona
                        > na, ze nigdy nie doszlo do zdrady, wiec to raczej nie pasuje.


                        Ooo, co Ty powiesz?! Więc to okładanie pięściami, wyrzucenie z mieszkania, donos na policję, nieliczenie się z Twoimi uczuciami, to nie zdrada???!!!. Zdrada To w Twoim wyobrażeniu jest pewnie tylko wówczas, gdy do innej waginy penisa wkłada :))). A tak typowe - "niechby pił i bił, byle był"



                        Jednak ewidentnie
                        > podporzadkowuje sie matce, ktorej za wszelka cene stara sie nie martwic, "zeby
                        > nie pila".


                        A cóż Ci ta jego matka taką belka w oku stoi? Zazdrosna o nią jesteś czy jak? A może niewyżyta żądza dominacji w Tobie się odzywa? "Mnie ma słuchać nie mamusi, bo ja powinnam być najważniejsza" Jak by nie chciał, żeby matka piła to by jej odwyk załatwił a nie własne towarzystwo. Widać matka dla niego ważna z jakichś tam względów, które nie powinny Cie interesować.


                        Smiem twierdzic, ze sam siebie postawil w sytuacji - albo matka, al
                        > bo ona (ja). I wybral matke.


                        No i dobrze. A Ty spieprzaj od nich obojga jak najdalej.

                        Wydaje mi sie, ze dla niej zrobi wszystko. Moze na
                        > wet postara sie dobrac partnerke, ktora jego matka polubi. Szkopul jednak w tym
                        > , ze zadnej z poprzenich jego dziewczyn matka nie lubila...


                        To już chyba jego problem, nie Twój. Po co nadal niuchasz w ich układach emocjonalnych? A może znowu liczysz, że Cię na utrzymanie weźmie i dach nad głową zapewni?
                        >
                        • autops15 Re: Pomoc... 20.04.15, 10:55
                          leda16 napisała:

                          > Zostałaś okłamana i zmaltretowana, bo mu na to pozwoliłaś - wiele razy, myśleni
                          > em życzeniowym się kierując. A teraz lejesz łzy jaka biedna jesteś i głupia. Al
                          > e jak ktoś Ci głupotę wytknie, to się obrażasz. Ofiarę strugasz, rozczulasz się
                          > nad sobą i współczucia oczekujesz zamiast przyjąć odpowiedzialność za swój udz
                          > iał w "rozrywce" którą sobie ufundowałaś na własne życzenie. Słowa prawdy i kry
                          > tyki Cię drażnią. Jakież to typowe dla pewnych postaw. Uzależniłaś się od psych
                          > opaty, tak, rasowego psychopaty, nie żadnego tam borderline, i finansowo i ment
                          > alnie. Zamiast po pierwszym bęcku uciekać gdzie pieprz rośnie i choćby na piech
                          > otę do Polski wracać, gdzie chyba nikt Cię jak worek treningowy nie traktował,
                          > tkwisz tam nadal i pewnie o powrocie do damskiego boksera marzysz, bo ciuchy, b
                          > o kot, bo kasa...Ty chyba też z jakiejś patologicznej rodziny pochodzisz, bo no
                          > rmalna dziewczyna, nawet kaleka, bez ręki czy nogi, z normalnego, kochającego d
                          > omu, tak by się traktować nie pozwoliła.

                          Gdyby mamona i szmaty mnie uszczesliwialy, to nie wpadalabym w coraz wieksza depresje, tylko plawila sie w dostatku. Na Twoim miejscu ostroznie formulowalabym obelgi, bo opis jest pobiezny, z wiadomych wzgledow. Moja osobista tragedia bylo (jest) bledne kolo - nie mialam miejsca, zadnego azylu, gdzie moglabym sie byla ewakuowac, wyciszyc, pomyslec i podjac konkretne dzialania. I tak wpadam z jednego bagna w wieksze. O kota jestem spokojna, w obecnej chwili lepiej, ze jest z nim.

                          > Ooo, co Ty powiesz?! Więc to okładanie pięściami, wyrzucenie z mieszkania, dono
                          > s na policję, nieliczenie się z Twoimi uczuciami, to nie zdrada???!!!. Zdrada T
                          > o w Twoim wyobrażeniu jest pewnie tylko wówczas, gdy do innej waginy penisa wkł
                          > ada :))). A tak typowe - "niechby pił i bił, byle był"

                          W tym miejscu mialam na mysli zdrade lozkowa, a nie w ogole. Jasna sprawa, ze to szersze pojecie. Zreszta moze i tu jestem naiwna, ze sie z kims nie przespal, skoro zrobil mi takie swinstwo. Moze zreszta wlasnie dlatego?


                          > A cóż Ci ta jego matka taką belka w oku stoi? Zazdrosna o nią jesteś czy jak? A
                          > może niewyżyta żądza dominacji w Tobie się odzywa? "Mnie ma słuchać nie mamus
                          > i, bo ja powinnam być najważniejsza" Jak by nie chciał, żeby matka piła to by j
                          > ej odwyk załatwił a nie własne towarzystwo. Widać matka dla niego ważna z jakic
                          > hś tam względów, które nie powinny Cie interesować.

                          Nie ona mi, ale to ja jej bylam belka w oku. To ona wbijala mi szpile i nekala glupimi smsami pisanymi w nocy po pijaku.


                          > Smiem twierdzic, ze sam siebie postawil w sytuacji - albo matka, al
                          > > bo ona (ja). I wybral matke.
                          >
                          >
                          > No i dobrze. A Ty spieprzaj od nich obojga jak najdalej.
                          >

                          > To już chyba jego problem, nie Twój. Po co nadal niuchasz w ich układach emocjo
                          > nalnych? A może znowu liczysz, że Cię na utrzymanie weźmie i dach nad głową zap
                          > ewni?

                          Znow powtorze - to ona zawsze niuchala (idealne slowo) w naszym zwiazku i buntowala syna, bo "nie chcialam sie przed nia otworzyc". I widzialam, jak pod jej wplywem zmienial sie jego nastroj. I wszystko, co powiedzialam jemu, niewazne, dobre czy zle, on powtarzal jej. Zero prywatnosci. Nie wytracaloby Cie to z rownowagi?

                          • leda16 Re: Pomoc... 20.04.15, 22:37
                            autops15 napisał(a):
                            Gdyby mamona i szmaty mnie uszczesliwialy, to nie wpadalabym w coraz wieksza de
                            > presje, tylko plawila sie w dostatku.


                            W dostatku? Przecież pisałaś, że z jego mieszkania wywalona zostałaś i pracy nie masz.


                            Na Twoim miejscu ostroznie formulowalabym
                            > obelgi, bo opis jest pobiezny, z wiadomych wzgledow.


                            Skoro naświetlasz sytuację pobieżnie, otrzymujesz pobieżne informacje zwrotne.


                            Moja osobista tragedia by
                            > lo (jest) bledne kolo - nie mialam miejsca, zadnego azylu, gdzie moglabym sie b
                            > yla ewakuowac, wyciszyc, pomyslec i podjac konkretne dzialania. I tak wpadam z
                            > jednego bagna w wieksze. O kota jestem spokojna, w obecnej chwili lepiej, ze je
                            > st z nim.


                            No to czemu do Polski nie wracasz? Tutaj z głodu się nie umiera a dach nad głową ma każdy.


                            > W tym miejscu mialam na mysli zdrade lozkowa, a nie w ogole.


                            Tak myślałam. Tyle, że w miłości seks ma znaczenie trzeciorzędne. Seks to seks i na ołtarzyk nie zasługuje. Tego nawet nie wiesz, że seks nie jest żadnym dowodem miłości ?


                            Zreszta moze i tu jestem naiwna, ze sie z kims nie przespal,
                            > skoro zrobil mi takie swinstwo. Moze zreszta wlasnie dlatego?


                            A jakież to ma w tej chwili znaczenie, przespał, nie przespał, skoro Cię maltretował?



                            > Nie ona mi, ale to ja jej bylam belka w oku. To ona wbijala mi szpile i nekala
                            > glupimi smsami pisanymi w nocy po pijaku.


                            A miała obowiązek Cię lubić? Widzę, że masz swoiste wyobrażenie na temat tego, co inni ludzie o Tobie powinni myśleć i czuć.


                            > Znow powtorze - to ona zawsze niuchala (idealne slowo) w naszym zwiazku i bunto
                            > wala syna, bo "nie chcialam sie przed nia otworzyc". I widzialam, jak pod jej w
                            > plywem zmienial sie jego nastroj. I wszystko, co powiedzialam jemu, niewazne, d
                            > obre czy zle, on powtarzal jej. Zero prywatnosci. Nie wytracaloby Cie to z rown
                            > owagi?


                            Nie. Ja w ogóle nie wyobrażam sobie siebie w takim "związku". Nie wyobrażam sobie, że mogłabym zamieszkać bez ślubu w innym kraju, z obcym facetem, uzależnić się od niego dać się poniewierać, rywalizować z jego mamuśką i w tej sytuacji jeszcze planować dziecko. No, ale ja starej daty jestem a Ty pewnie nowoczesna...
                            • autops15 Re: Pomoc... 20.04.15, 23:51
                              leda16 napisała:


                              > W dostatku? Przecież pisałaś, że z jego mieszkania wywalona zostałaś i pracy n
                              > ie masz.


                              Bo tak jest. Tylko wczesniej zarzucilas mi, ze uczepilam sie jego portek, bo kasa i ciuchy. Guzik prawda.



                              > Na Twoim miejscu ostroznie formulowalabym
                              > > obelgi, bo opis jest pobiezny, z wiadomych wzgledow.
                              >
                              >
                              > Skoro naświetlasz sytuację pobieżnie, otrzymujesz pobieżne informacje zwrotne.

                              > No to czemu do Polski nie wracasz? Tutaj z głodu się nie umiera a dach nad głow
                              > ą ma każdy.



                              Ale ja tu wlasnie jestem. I nie wracalam, bo nie mialam gdzie. Rodzine mam, owszem, ale na cmentarzu.


                              > > W tym miejscu mialam na mysli zdrade lozkowa, a nie w ogole.


                              > Tak myślałam. Tyle, że w miłości seks ma znaczenie trzeciorzędne. Seks to seks
                              > i na ołtarzyk nie zasługuje. Tego nawet nie wiesz, że seks nie jest żadnym dowo
                              > dem miłości ?


                              Wiem doskonale.



                              > Nie. Ja w ogóle nie wyobrażam sobie siebie w takim "związku". Nie wyobrażam sob
                              > ie, że mogłabym zamieszkać bez ślubu w innym kraju, z obcym facetem, uzależnić
                              > się od niego dać się poniewierać, rywalizować z jego mamuśką i w tej sytuacji
                              > jeszcze planować dziecko. No, ale ja starej daty jestem a Ty pewnie nowoczesna.


                              Kiedy zjawil sie po raz enty, mieszkalam tam sama i bylam od niego niezalezna, a on nie byl juz obcy. Inna sprawa, ze zachowalam sie jak skonczona debilka i nie wyciagnelam wnioskow juz wtedy. Ze jemu nie w glowie normalne zycie, tylko wieczne trzymanie na dystans i sieganie po mnie, kiedy JEMU sie zachce. Za wszelka cene.
                              • zolza14 Re: Pomoc... 21.04.15, 08:21
                                autops15 napisał(a):




                                > >


                                > Kiedy zjawil sie po raz enty, mieszkalam tam sama i bylam od niego niezalezna,
                                > a on nie byl juz obcy. Inna sprawa, ze zachowalam sie jak skonczona debilka i n
                                > ie wyciagnelam wnioskow juz wtedy. Ze jemu nie w glowie normalne zycie, tylko w
                                > ieczne trzymanie na dystans i sieganie po mnie, kiedy JEMU sie zachce. Za wszel
                                > ka cene.

                                Dlatego radzę skorzystać z terapii. Prawdopodobnie jedną z przyczyn tego ,że tak zabrnęłaś jest to ,że uczucia innych są ważniejsze dla Ciebie , niż Twoje własne. To jest częsty powód takich uzależniajacych zachowań. Mam na myśli to, że takie osoby często większą wagę przywiązują do uczuc innych ludzi, niż do swoich własnych.
                                Polecam lekturę książki- "Kobiety, które kochają za bardzo"- Robin Norwood. W wątku "Furious" podaję też inne, pomocne lektury.
    • karrioka Re: Kto tu wlasciwie zwariowal? 18.05.15, 12:16
      Zadziwiające.
      Po co się tłumaczysz, że nie podnosiłaś głosu etc (to jakaś zbrodnia?)
      Po co wyjaśniasz wszystko intrygami matki? (Nawet gdyby ta matka była Godzillą, koleś sam był odpowiedzialny za swoje postępowanie wobec ciebie)

      Weszłaś kilka razy do tej samej, zgniłej wody.

      Nie rób tego więcej. I nie dawaj wiary tanim sztuczkom typu dopytywanie o terapeutę na skajpie (nie w kontekście tego faceta, bo mam nadzieję, że nie masz zamiaru się z nim kontaktować, tylko na przyszłość.)
      Człowiek, któremu zależy, nawet jeśli oszalał, jest w stanie wykrzesać z siebie minimum inicjatywy i sam iść ze swoją głową do lekarza, nie rozglądając się przy tym czy widzisz i chwalisz.

      BTW trochę nie ogarniam czemu nadal planowałaś z tym facetem dziecko po takich akcjach. Potencjalnych ojców naprawdę nie brakuje, a od takiego śmiecia lepszy na ojca Seba N. N. z dyskoteki.

      W każdym razie masz to z głowy. Bardzo dobrze. Odpocznij sobie z miesiąc (masz matkę, przyjaciółki, ciotkę? może możesz u kogoś spędzić kilka tygodni angażując się w jego pelargonie i pieska? Kogoś, kto zapozna cię ze swoimi sąsiadami czy znajomymi, zabierze kilka razy do kawiarni czy ustawi na spacer po molo z opiekuńczym kolegą? Albo zostawi ogród do przekopania?)

      Potem zastanowisz się czy czujeś się na siłach wrócić do ambitnej pracy z wypowiadaniem się do ludzi, czy chwilowo poszukasz czegoś mniej wymagającego.

      Z mojego punktu widzenia powinnaś się obrzucić konfetti - najgorsze masz za sobą. (Chyba, że planujesz znowu dawać wiarę jakiemuś porypanemu gnojowi i pozwalać się szmacić psychopacie)
      Jeżeli chcesz skminić co ci się właściwie przytrafiło to jest masa blogów o psychofagach, możliwe, że znajdziesz tam coś dla siebie.
    • ankaskakanka10 Re: Kto tu wlasciwie zwariowal? 18.05.15, 21:24
      no nie będzie to łatwe - najmniejszy przejaw agresji lub próba kontroli w moja stronę i śmieć zostaje w koszu - niestety :D :D :D

      pozdrawiam i dzięki :))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka