Dodaj do ulubionych

co rodzicom do mojego zwiazku?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 10:05
Wydawaloby sie, ze minely czasy, kiedy to rodzice wybierali malzonkow swoim
dzieciom. Ale i teraz ciagle sie slyszy o KONFLIKTACH rodzinnnych, bo
narzeczona/narzeczony nie taki.A moze tylko ja trafialam na ludzi z takim
problemem? W jakims topniu liczy sie dla Was opinia rodzicow? Czy
zrezygnowalibyscie ze zwiazku bo tatusiowi/mamusi sie nie podoba?? Czy
rodzice potrafia do tego doprowadzic?
Obserwuj wątek
    • Gość: mika to mozliwe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 10:10
      potrafia, jesli "dziecko" jest jeszcze od nich zalezne, np. jest na ich
      uttzymaniu, mieszka z nimi. wspolczesnie przy ogromnym bezrobociu jest tak
      bardzo czesto.
      Jesli chodzi o ich taktyke..to im bardziej wplywa na nasze uczucia jest
      bardziej skuteczna, bo wychodzi ze to dzieci takie be dla rodzicow ktorzy
      oddali nam swoje zycie. Straszne...
      Ale to tez wszystko zalezy od sily uczucia zwiazku, ktorzy rodzice chca
      rozwalic. Jak to cos prawdziwego to sie nie ugnie.
    • Gość: renka Re: co rodzicom do mojego zwiazku? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 10:17
      zazwyczaj...rodzicom zalezy na dobru dziecka i na pewno ich opinie czy rady sa
      bardzo cenne, ktore kazde dziecko (swiadomie czy nie) pod uwage bierze,
      zastanowi sie moment, czy aby rodzic nie mial racji..
      Jesli argument rodzica jest powazny i rozsadny to zasieje watpliwosc w
      rozsadnym potomstwie.
      Gorzej jesli rodzicem kieruje nie dobro dziecka (choc i tak zawsze sie tym
      zaslaniaja)ale np. co ludzie powiedza itp (mowie tu o niekonwencjonalnych
      zwiazkach)
    • j_ar Re: co rodzicom do mojego zwiazku? 04.10.04, 10:18
      no przeciez trzeba sluchac tatusia i mamusie, jezeli mowia, zmien, trzeba
      zmienic, to takie oczywiste, skad te watpliwosci u ciebie?
      • Gość: kalia Re: co rodzicom do mojego zwiazku? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 10:22
        haha, dobre...
        ja akurat na szczescie nie mam takiego problemu, ale rodzice mej przyjaciolki
        rozwalili jej zwiazek z naprawde przyzwoitym chlopakiem...ale nie chodzi mi tu
        o ten konkretny przypadek..ale pytam ogolnie....czy rodzice zdaja sobie sprawe
        ze nie sa wyrocznia albo nawet sa i w ten sposob moga zburzyc cos fajnego??
    • scylla Re: co rodzicom do mojego zwiazku? 04.10.04, 10:21
      To nie rodzice bedą zyli z Twoim partnerem, tylko Ty, więc nie rozumiem jak
      mogą za Ciebie podejmować tak ważną decyzję.
      Zawsze mogą wyrazić swoje zdanie, swoje obawy itp. ale nie doprowadzać do
      rozwalenia zwiąku, decyzja zawsze należy do Was.
      Moze to jest kwestia rozmowy z rodzicami i określenia swoich poglądów, szacunku
      i zaufania co do Twoich decyzji.

    • Gość: zoska Re: co rodzicom do mojego zwiazku? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 10:27
      madrosc rodzicow i ich dojrzalosc....gdzie jestescie?:)
      ja przezylam przez nich koszmar psychiczny...obok mnie pojawil sie "nie ten"
      partner, bo starszy o 10 lat. Zwiazek sie rozpadl ale on i tak by sie rozpadl
      nawet bez interwencji rodzicow,bo a co osiagneli rodzice? Juz im nieufam,
      stalam sie wobec nich skryta itd. A niestety mieszkam z nimi, bo nie stac mnie
      na cos wlasnego.
      Mam zal ze potraktowlai mnei jak 5latke i nie obdarzyli zadnym zaufaniem. A
      naprawde nie bylo ku temu powodow.
    • Gość: zoska jeszcze dodam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 10:29
      ze gdybym stwierdzila ze chce byc z tym mezczyzna to bylabym postawiona przed
      wyborem - rodzinka albo on. Wybralabym jego, skoro byloby to w drodze szantazu.
      Ale akurat nie udalo sie odwzajemnic mi jego uczuc (a chcialam, oj jak
      chcialam..na zlosc rodzicom - takie glupie juz reakcje oni we mnie wyzwolili).
      • Gość: kalia Re: jeszcze dodam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 10:35
        no wlasnie..rodzicom mej przyjaciolki nie spodobal sie chlopak tzn, to co o nim
        wiedzieli, choc wiekowo odpowiedni, bo jest po rozwodzie.
        Ja ja troche buntowalam, ona byla twarda,ale wszystko ma swoje granice. Jest za
        zbyt wrazliwa i dobra dusza z niej, zeby postawic swoje szczescie na pierwszym
        miejscu.
        Nie wiem co bym zrobila gdyby moi rodzice takie harce mi wyczyniali...ale na
        szczescie moj chlopak to dla nich wymarzony ziec. Syn ich najlepszyhc
        przyjaciol. No wiec mialam wielkie szczescie....
        Wiem ze rodzice sa zadowolenia ale doceniam to ze nie pchali mnie w jego
        ramiona..samo wyszlo,
        A mej przyjaciolce wspolczuje..:((
        • alfika Re: jeszcze dodam 04.10.04, 10:56
          a nie sądzisz, że Twoja przyjaciółka w tym wszystkim nie pomyślała o szczęściu
          swojego chłopaka?
          zawsze ma prawo się wystraszyć reakcji rodziców czy rozwodu chłopaka, ale
          budowanie związku to nie tylko jej szczęście
          nie ma co tłumaczyć potem tego strachu inaczej
          • Gość: kalia Re: jeszcze dodam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 13:02
            no wlasnie...to nie moje uczucia wiec nie wiem dokladnie...ale ona go
            zostawila, a teraz widze jak sie meczy choc przed wszystkimi udaje ze ejst OK a
            wystarczy wspomniec o NIm i juz jej sie zmienia wyraz twarzy, w oczach lzy.
            A ten chlopak?? Przezyl to strasznie, strasznie.....mam z nim wspolnych
            znajomych.
            To naprawde facet w porzadku, ten rozwod...naprawde go nie
            dyskfalifikuje.Roznie to bywa. Poza tym slyszalam duzo o nim od przyjacioki,
            sama go poznalam....i uwazam ze to ktos dla niej. No ale brak slubu koscielnego
            w jej rodzinie nie przejdzie...
            Dlaczego dwoje ludzi tak sie meczy?? a rodzice zachowali sie strasznie. Nawet
            chcialam sama z nimi pogadac, ale to raczej bez sensu.
            • alfika Re: jeszcze dodam 04.10.04, 13:21
              Gość portalu: kalia napisał(a):

              No ale brak slubu koscielnego
              >
              > w jej rodzinie nie przejdzie...


              to nie w jej rodzinie ma coś przechodzić albo nie, to tylko jej decyzja, co
              jest ważne


              > Dlaczego dwoje ludzi tak sie meczy??

              bo Twoja przyjaciółka podjęła decyzję zgodną z oczekiwaniami rodziców

              czy właściwie opuszcza się kogoś, kogo się kocha - w takiej sytuacji?
              • Gość: kalia Re: jeszcze dodam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 13:50
                no tak...ale zdaje sobie tez sprawe ze stojac z boku latwiej jest sie
                wypowiadac...bo nie ma w nas uczuc do mezczyzny, do rodzicow itp. To co piszesz
                to logiczne i niby prawidlowe...
                brak slubu......to chyba wazne dla kazdej katoliczki, dla niej samej tez tyle
                ze ona ma do tego zdrowsze podejscie niz inni...chcialaby przed oltarzem ale
                wytlumaczyla sobie, ze nie chodzi gdzie ale z kim slubujemy....przed Bogiem
                jest zawsze jesli tego chcemy...
                ja przez te jej historie duzo sama sie zastanawiam, co bym zrobila itd i
                doceniam szczescie jakie mam
                • alfika Re: jeszcze dodam 04.10.04, 14:28
                  Gość portalu: kalia napisał(a):

                  > no tak...ale zdaje sobie tez sprawe ze stojac z boku latwiej jest sie
                  > wypowiadac...bo nie ma w nas uczuc do mezczyzny, do rodzicow itp.


                  nie, no nie przesadzaj, są w nas uczucia do rodziców czy do mężczyzny :)
                  to co piszę to coś, czym ja bym się kierowała - dla mnie to i logiczne, i
                  prawidłowe - a nie niby prawidłowe :)))
                  rodzice zawsze mają szansę zmienić zdanie kiedy związek juz trwa
                  ale do życia pełną piersią i do miłości - trzeba podobno odwagi
                  :)
                  • Gość: kalia Re: jeszcze dodam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 15:44
                    alfika napisała:

                    > Gość portalu: kalia napisał(a):
                    >
                    > > no tak...ale zdaje sobie tez sprawe ze stojac z boku latwiej jest sie
                    > > wypowiadac...bo nie ma w nas uczuc do mezczyzny, do rodzicow itp.
                    >
                    mialam na mysli, uczuc do mezczyny, trudniejszej milosci....niewiem jak to
                    wyrazic...ale tak jak u mnie, mam chlopaka, ktorego moi rodzice uwielbiaja,
                    jest kawalerem, bez bagazu, w moim wieku i co anjwazniejsze kocham go okrutnie.
                    Nie zmagam sie takimi dylematami. A sluchajac mej przyjaciolki dopeiro sobie
                    uswiadomilam jakie mam szczescie. Nie zastanwiam sie, czy dam rade byc z kims
                    bez slubu ksocielnego i potem szlaban do sakramentow,nie zastanawiam sie czy
                    nie przeszkadza mi, ze w zyciu partnera juz byl ktos,komu slubowal milosc....i
                    iine takie problemy, nie zastanwiam sie czy dam rade zyc bez rodzicow. Pewnei
                    ze milsoc najwazniejsza.....ale wiem, ze mnie latwiej sie mowi, ech...
    • alfika Re: co rodzicom do mojego zwiazku? 04.10.04, 10:54
      Opinii mama nie wyraża - doskonale wie, że to tylko moja decyzja.
      Tata skrytykował kiedyś absztyfikanta - ale dopiero po zerwaniu :)))

      Mysłę, że prawdziwa miłość walczy o swoje, nwet za cenę osłabienia kontaktów z
      rodzicem czy rodzicami - to tylko kwestia wyboru -
      - o tyle trudna, że dzieci zaborczych rodziców mają czasem problem z budowaniem
      zwiazków - albo uciekają przed ludźmi, albo sami zaczynają sterować innymi -
      wszystko mogą zmienić - oczywiście, jeśli mocno tego chcą

      Rodzice mogą wpłynąć na decyzję swojego dziecka, tylko jeśli ono na to pozwoli -
      wszak zrywa znajomość dziecko, nie rodzic -
      więc zwiazek w Waszych rękach - tylko Twoich i Twojego partnera
    • ziemiomorze Re: co rodzicom do mojego zwiazku? 04.10.04, 11:38
      Glupia milosc pragnie uchronic bliskich przed kazdym cierpieniem; cecha glupiej
      milosci jest tez to, ze to jej sie wydaje, ze wie lepiej, co najlepsze dla jej
      obiektu. Wiec jesli kolo dziecka pojawia sie 'nie taki' facet albo dziewczyna,
      to glupio kochajacy rodzice zrobia wszystko, zeby zwiazek rozwalic.

      Nadal - nalezy pamietac, ze to milosc, i oczywiscie - robic swoje
      z
      • Gość: nadja Re: co rodzicom do mojego zwiazku? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 13:09
        przezylam cos takiego sama....co z tego, ze zdaje sobie sprawe, ze rodzice nie
        sa fair, ze to glupie co wygaduja, maja bez sensu argumenty itd. To tylko
        nauka, zeby takich bledow nie popelnic wobec wlasnych dzieci.
        Ale wychodzi ze ja z ich uczuciami licze sie bardziej niz oni z moimi....
        Nie zycze nikomu czegos takiego.
        Ja tez zdawalam sobie sprawe ze wszystkich problemow jakie by mnie ewentualnie
        czekaly w zwiakzu..ale coz..nie wszystko jest proste w zyciu....nie
        potrzebowlaam jednak straszenia szatanem, wyrzeczeniem sie
        mnie,wydziedziczeniem ale przede wszystkim zaszkodzeniem temu chlopakowi (mam
        wplywowych rodzicow i tata mogl sprawic, zeby go wywalono z pracy i w miescie
        by juz nie znalazl i inne rozne rzeczy)...moze dla niektorych brzmi to dziwnie,
        jak z filmu...ale takie chore rzeczy sie u mnie dzialy....
    • Gość: kasieeenka Re: co rodzicom do mojego zwiazku? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 13:15
      oj pisalam tu juz o tym.....zwiazalam sie ze starszym rozwodnikiem ...to
      wystarczylo...by poznac oblicze mych rodzicow.
      Klamie im teraz w oczy..a robie swoje. To obrzydliwe, nigdy nie sadzilam ze tak
      sie stanie.....ale ten zwiazek nie trwa dlugo...na razie nie powiem rodzicom,
      ze odchodze z domu (bo tez mnie taki wybor czeka)bo nie znamy sie az tak dlugo,
      by byc pewna na 100%, ale znamy sie za dlugo, by zostawic kogos kto wydaje sie
      byc kims na kogo tak dlugo czekalam....sama musze sie o tym przekonac.
      Wiem, ze to trudniejszy zwiazek, ale protest rodzicow z piana na ustach bez
      logicznej rozmowy mnie nie przekonuje
      Powodzenie ktorego i sobie zycze
    • seksuolog Moj zwiazek ale... 04.10.04, 15:13
      Gość portalu: kalia napisał(a):

      > problemem? W jakims topniu liczy sie dla Was opinia rodzicow? Czy
      > zrezygnowalibyscie ze zwiazku bo tatusiowi/mamusi sie nie podoba?? Czy
      > rodzice potrafia do tego doprowadzic?

      Oczywiscie ze dorosli ludzie sami powinni decydowac o swoich zwiazkach.
      Pytanie czy zaangazowani uczuciowo widza partnera obiektywnie a nie przez
      bardzo rozowe okulary.

      Trzeba wiec pamietac ze czasem nieufnosc czy brak akceptacji wobec
      partnera moga byc uzasadnione. Dotyczy to zazwyczaj partnerow asocjalnych.

      Jezeli corka oznajmia "on pije/cpa ale obiecal ze po slubie przestanie"
      albo "ma wyroki i nie pracuje ale po slubie sie zmieni" to troska otoczenia
      a nawet duza presja zeby sie zastanowic sa bardzo uzasadnione. Choc moze
      zdarzyc sie cud ze ktos np. pil do slubu a potem zostal abstynentem to praktyka
      raczej pokazuje ze po slubie bedzie pil wiecej.
      • Gość: kalia Re: Moj zwiazek ale... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 15:36
        no jasne, pewnie ze trzeba wziac pod uwage uwagi ze strony, glownie rodziny, bo
        to jej najbardziej jesli jzu na nas zalezy,
        I pewnie, ze gdy chodzi o picie czy inne jakies zachowania to sie
        zgadzam....sama nie wierze w wielkie przemiany
        ale w przypadku historii tej mej przyjaciolki, widze ze ona mysli rozsadnie,
        ale rodzicom przeszkadza "etykieta"....bo co powiedza sasiedzi i to nie po
        bozemu....nie ma szans na dyskusje...
        (kiedys bylam przy jednym takim kazaniu jej rodzicow)
        • seksuolog Bez zludzen 06.10.04, 08:46
          Gość portalu: kalia napisał(a):

          > I pewnie, ze gdy chodzi o picie czy inne jakies zachowania to sie
          > zgadzam....sama nie wierze w wielkie przemiany
          > ale w przypadku historii tej mej przyjaciolki, widze ze ona mysli rozsadnie,
          > ale rodzicom przeszkadza "etykieta"....bo co powiedza sasiedzi i to nie po
          > bozemu....nie ma szans na dyskusje...
          > (kiedys bylam przy jednym takim kazaniu jej rodzicow)

          Tu sie oczywiscie zgadzamy i nie nalezy w takim przypadku isc za glosem
          rodzicow jezeli partner jest w granicach normy a uczucie jest silne.

          Chodzilo o to zeby nie wpadac w skrajnosc i nie twierdzic zeby NIGDY nie liczyc
          sie z opinia rodzicow czy otoczenia tylko ZAWSZE postepowac wedlug wlasnego
          uznania.

          Dotyczy to szczegolnie zwiazkow z osobnikami asocjalnymi i swirami. Jezeli na
          przyklad partner jest rozwiedziony to OK. Ale jezeli rozwod nastapil np. z
          powodu bicia zony to jest to rzecz jasna w najwyzszym stopniu niepokojace
          chocby sprawial obecnie wrazenie lagodnego baranka. Albo jesli partner nigdy
          nie zarabial na chleb uczciwa praca i tak dalej. Ludzie zakochani z natury
          sa bardzo optymistyczni i sadza ze po slubie bedzie raj a to jest zludzenie.
          • Gość: kalia Re: Bez zludzen IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.04, 09:03
            oczywiscie, oczywiscie...
            ale ja mozna powiedziec jestem z boku...nie patrze na tego mezczyzne przez
            rozowe okulary...nie jestem zaslepiona.....i widze porzadnego goscia
            Z drugiej strony jako ta "z boku" nie mam okazji poznac go lepiej, ale znam
            bardzo dobrze moja przyjaciolke i wiem, ze ona ani glupia ani naiwna nie jest,
            skoro sie nim zainteresowala to musi to byc spoko czlowiek.
            ALe rodzice wprost jej powiedzieli, ze jest za glupia i za malo wie (a ma
            27lat!!!)...
            JUz nawet nie wiem co Ona bardziej przezywa-brak zaufania ze strony rodzicow
            czy swiadomosc ze zakochala sie mezczyznie, z ktorym zwiazek na pewno bedzie
            trudniejszy
    • Gość: mirka Re: co rodzicom do mojego zwiazku? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 16:09
      na pewno warto wysluchac spostrzezen kogos z boku...zastanowic sie itd...ale
      nie stawiac tego na pierwszym miejscu. Bo opinie ludzi maja rozne zrodla...
      Stawianie przez rodzicow sprawy na ostrzu noza "Tak ma byc i bez dyskusji" jest
      niedorzeczne, przynosi dziekcu wiele krzywdy...
      ZYcze wszystkim madrze kochajacych rodzicow i zeby wszyscy takim byli dla
      wlasnych dzieci
    • Gość: agatka Co w zyciu dla mnie najwazniejsze? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 16:43
      w rodzinie mojego meza byla taka sytuacja....jego mama pokochala jego ojca,
      ktory nie spoobal sie rodzicom (czyli dziadkom mego meza)na tyle, ze wywalili
      corke z domu...nie bylo dyskusji..."Nie i koniec", zadnego konkretnego zarzutu.
      Ale mlodzi sie pobrali (na szczescie-bo nie mialabym tak cudownego meza). Zero
      kontaku z rodzicami,,,a a mlzenstwo bylo udane, choc zyli biednie (nie mieli
      zadnego wsparcia przeciez)po 7 latach rodzice odezwali sie do
      corki....przeprosili ale to jzu nie to...
      Tesciowa to zlota kobieta, niestety juz nie zyje, tak jak i tesc. Poznalam ich
      przeciez grubo po slubie, a mimo uplywu czasu widzialam miedzy nimi milosc i za
      ktora sporo zaplacili, tesciowa wiele nocy przeplakala, ale kiedys zapytana,
      odpowiedziala ze zrobilaby tak samo...
      Milosc zwyciezyla, moze bylo im latwiej bo nie meili wtedy nawet 18-19 lat i
      przeciez mogli sie pomylic, nie przemyslec..a moze wlasnie dlatego tak
      zdecydowani byli...
      Nie twierdze, ze trzeba ignorowac opinie rodzicow. Bo nie!! Moga miec duzo
      racji, ale trzeba pomyslac, dlaczego tak mowia, czy maja powody, dowody, czy ja
      sama nie dzialam zaslepiona..itd.
      Coz zyskali dziadkowie mego meza? NIC. Starcili corke i wnuka...bo jak
      6letniemu dziecku wytlumaczyc, ze nagle pojawia sie babcia i dziadzio. Maz choc
      ich poznal nigdy nie nawiazal z nimi bliskich wiezi.
      Trzeba sobei zawsze zadac pytanie, co stawiam wswoim zyciu na pierwszym
      miejscu??
    • Gość: wkrotce rodzic to watek dla rodzicow IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 19:39
      ten watek powinni poczytac rodzice....moga bardzo pomoc swemu dziecku ale i
      wyrzadzic krzywde. Oni zawsze czuja sie w porzadku bo usprawiedliwiaja sie tym,
      iz wszystko robia zmilosci, dla szczescia dziecka....ale dlaczego niektorzy nie
      licza sie z uczuciami dziecka.
      Dlaczego tak malo sie rozmawia...a przeciez tylko przez spokojna rozmowe mozna
      komus (w tym dziecku!!) cos wyperswadowac, wylozyc konkretne argumenty....bo
      przeciez roznie to bywa i rzeczywiscie kolo naszego dziecka moze krecic sie
      ktos niewlasciwy.....ale spokojnie, rozmowa, wczuc sie w sytuacje rozmowcy....
      a nie przemawiac jak z ambony!
      • malvvina Re: to watek dla rodzicow 04.10.04, 21:52
        a co to za rodzice ktorzy tak interweniuja ? swiat tego nie widzial...
        Trzeba ich nieco wychowac, zabierzcie sie wreszcie do roboty !
        • Gość: ewciaa Re: to watek dla rodzicow IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.04, 18:22
          niestety sie zdarzaja:(((((((
    • kalinkamaja Re: co rodzicom do mojego zwiazku? 06.10.04, 14:36
      Polecam Wam ksiazke autorstwa Susan Forward "Toksyczni rodzice". Sa w niej
      opisane autentyczne przypadki relacji na linii rodzic(e)- dziecko. Autorka
      dokonuje bardzo dokladnego studium kazdej z trudnych relacji, wyjasnia
      psychologiczne podloze przeroznych zachowan doroslych juz dzieci toksycznych
      rodzicow. Jak sie okazuje problem >>czy zrezygnowac ze zwiazku, bo
      tatusiowi/mamusi sie nie podoba<< swoje korzenie ma bardzo gleboko.
      Z wlasnych obserwacji moge powiedziec, ze najwazniejsze jest w miare wczesnie
      umiec sie "odpepic". Przeciac pepowine. Rodzicow powinnismy kochac i szanowac(
      czasem to trudne:(), ale nikt nie powiedzial, ze doroslych ludzi obowiazuje
      slepe posluszenstwo. Trzeba wysluchac co maja do powiedzenia, ale zawsze miec
      prawo do suwerennej decyzji, innymi slowy - "kierowac sie wlasnym rozumem"... a
      potem uczyc sie na bledach!;)To zdrowe i sprawiedliwe rozwiazanie, bo w razie
      klapy pretensje mozna miec tylko do samego siebie.
      • Gość: corka rodzicow Re: co rodzicom do mojego zwiazku? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.04, 15:53
        oj chyba poszukam tej ksiązki, albo lepiej nie...bo sie dobije. Moze mnie sie
        tak wydaje, ale moi rodzice sa chyba toksyczni. Moja mama jest swietna we
        wpedzaniu w wyrzuty sumienia, w szantazu emocjonalnym. Jak cos nie tak pojdzie
        po jej mysli, to zaraz ma lzy w oczach, a ja poczucie ze krzywdze wlasna mame.
        Rozmowy na nic, bo ja jestem dziecko i zawsze nim bede. Ojciec uwaza sie, ze
        wszystko wie najlepiej (ma tak tez w stosunku do innych osob), wali prosto z
        mostu i nigdy sie nie zastanawia, ze swoimi slowami sprawia przykrosc (a
        potrafi, oj tak..).
        Moi rodzice uwazaja ze ja zawsze bede ich dzieckiem (to prawda) totez zawsze
        jak cos im sie nie bedzie podobac w moim zachowaniu maja prawo na mnie
        nakrzyczec, a nawet "dac w twarz"....nawet jak bede miala 40tke.
        Mam tego pecha, ze jestem na ich utrzymaniu, wiec nie ejst tak latwo
        sie "odpepic" gdy w kraju bezrobocie prawie 20%:((
        Mam 26 lat, a czuje sie jak 5latka.
        • kalinkamaja Re: co rodzicom do mojego zwiazku? 07.10.04, 09:06
          Gość portalu: corka rodzicow napisał(a):

          > oj chyba poszukam tej ksiązki, albo lepiej nie...bo sie dobije. Moze mnie sie
          > tak wydaje, ale moi rodzice sa chyba toksyczni. Moja mama jest swietna we
          > wpedzaniu w wyrzuty sumienia, w szantazu emocjonalnym. Jak cos nie tak
          pojdzie
          > po jej mysli, to zaraz ma lzy w oczach, a ja poczucie ze krzywdze wlasna
          mame.

          Nie boj sie tej ksiazki!Warto ja wykopac chocby spod ziemii!Przeczytaj sobie
          koniecznie, latwiej Ci bedzie zrozumiec i uswiadomic sobie mechanizmy jakie
          kieruja Twoimi rodzicami oraz konsekwencje, jakie splywaja na Ciebie.
          Apropos szantazu emocjonalnego - jest bardzo dobra ksiazka tej samej autorki,
          co "Toksycznych..." - Susan Forward: "Szantaz emocjonalny. Jak sie obronic
          przed manipulacja i wykorzystaniem". Przepraszam, ze ciagle wyskakuje z
          ksiazkami ale jestem przekonana, ze ich lektura zawsze ma sens i moze pomoc.
          Szczerze Ci tego zycze!
    • Gość: kania Re: co rodzicom do mojego zwiazku? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.04, 16:22
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=13586740&a=13586740
      byl taki watek...sytuacja podobna do polozenia Twej kolezanki....
      ido czego doprowadzila sytuacja rodzicow?? ze ich posluszna dotad coreczka
      oszukuje..

      Mysle, ze najwazniejsze by w zadnej sytuacji nie tracic kontaktu z dziecmi..to
      jest bardzo wazne. Jesli zrobimy cos zgodnie z wola rodzicow a wbrew sobie to
      to sie nie uda, nie ebdziemy szczesliwi a wine po latach zrzucimy na nich.
      Jesli cos zrobimy bo rodzicom udalo sie nas przekonac racjonalnymi argumentami
      (a nie szantazem np.)to OK (czasem sie wszystkeigo nie widzi samemu)
      Ja wierze, ze prawie wszyscy rodzice (wykluczam jakis odsetek)chce dobrze dla
      dziecka, nie ma na celu jego krzywdy, ale przeciez i rodzice (choc starsi) nie
      przewidza wszystkeigo i choc chca dobrze to efekt czesto jest calkiem odwrotny.

      Zeby piskle nauczylo sie latac musi opuscic gniazdo.
      • Gość: martyna Re: co rodzicom do mojego zwiazku? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.04, 19:44
        Zeby piskle nauczylo sie latac musi opuscic gniazdo.

        dokladnie tak!
        Moja mama mi marudzila dlugo, dlugo na mojego chlopaka, az mi go naprawde
        obrzydzila, a chlopak naprawde byl OK. Ale po kazdym spotkaniu z nim mialm
        kilka godzin moralow, ze zasluguije na lepszego, wytykania, ze takim wyborem
        krzywdze rodzicow...a na dodatek mam uwazala, ze to jej gadanie to tylko
        swidczy o tym, ze jest dobra mama. Bo wg niej, rodzice, ktorzy nie tlumacza
        dzieciom i to im tylko zostaiwaja decyzje itd, to zli rodzice, ktorym nie
        zalezy na dziecku...
        Wiem, ze to bzdury, ale nie dalo sie tego mami wyperswadowac:((((
        • seksuolog CO wytykala? 07.10.04, 08:19
          Gość portalu: martyna napisał(a):

          > obrzydzila, a chlopak naprawde byl OK. Ale po kazdym spotkaniu z nim mialm
          > kilka godzin moralow, ze zasluguije na lepszego, wytykania, ze takim wyborem
          > krzywdze rodzicow...a na dodatek mam uwazala, ze to jej gadanie to tylko
          > swidczy o tym, ze jest dobra mama. Bo wg niej, rodzice, ktorzy nie tlumacza
          > dzieciom i to im tylko zostaiwaja decyzje itd, to zli rodzice, ktorym nie
          > zalezy na dziecku...
          > Wiem, ze to bzdury, ale nie dalo sie tego mami wyperswadowac:((((

          Ale wazne jest tez to CO mama wytykala w chlopaku?

          No bo jesli wytykanie bylo na przyklad jedna z tych rzeczy: chlopak nie ma
          zawodu, nie ma zadnego wyksztalcenia, nie pracuje, jest dresiarzem, lubi wypic,
          mial konflikty z prawem i tak dalej - to mama miala WIELE racji po swojej
          stronie.

          No a jezeli wytykala cos z tego ze: jest za malo przystojny, ze jest blondynem,
          ze ma niebieskie oczy, ze chodzi w skorzanej kurtce, ze jest za malo religijny i
          tak dalej to mozna ja spokojnie olac.
          • Gość: martyna Re: CO wytykala? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 10:00
            byl z biedniejszej rodziny, no a przede wszystkim przed mna byl w zwiazku z
            dziewczyna 5 lat i mama uwazala, ze jest niestaly w uczuciach....no i co
            pwoiedziec na takie cos..do tego lecialo juz kilka innych totatlnych bzdrur
            calkowicie wyssanych z palca
            • seksuolog Oj bzdury 08.10.04, 09:30
              Gość portalu: martyna napisał(a):

              > byl z biedniejszej rodziny, no a przede wszystkim przed mna byl w zwiazku z
              > dziewczyna 5 lat i mama uwazala, ze jest niestaly w uczuciach....no i co
              > pwoiedziec na takie cos..do tego lecialo juz kilka innych totatlnych bzdrur
              > calkowicie wyssanych z palca

              To rzeczywiscie bzdury, z ta bieda szczegolnie. Mama jest pewnie milionerka w
              starej walucie hehe.

              Rodzice czesto przenosza na dzieci swoje niespelnione pragnienia i stad
              konflikty.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka