zuz666
01.07.19, 14:05
Witam. 6 miesięcy temu zaczęłam psychoterapię z powodu zaburzeń lękowych. Miałam spore opory w ogóle przed wejściem w proces terapii, ale trochę sytuacja "zmusiła". Dłuższy czas brałam leki i mimo zmian w leczeniu - poprawa była znikoma.
Czy teraz jest poprawa - nie wiem. Na razie czuję się jak zbity pies. Myślę, że z dwóch powodów. Po pierwsze wyciągamy na terapii różne "brudy", nie jest łatwo się z tym mierzyć, a druga sprawa - mam wrażenie, że emocjonalnie zdradzam męża z psychoterapeutą. Źle się czuję z tym, że tak intymne tematy jak lęki, nadzieje, bolesne wydarzenia omawiam z terapeutą, a nie z mężem. Tzn. z mężem tez, ale mam wrażenie, że terapeutę "wpuszczam z buciorami" w nasze prywatne, bardzo intymne życie.
Terapeuta mówi, że to normalne. A mnie to przeszkadza. Ktoś obcy wślizguje się do naszego i tylko naszego życia. Zastanawiam się czy nie rzucić w diabły całej tej terapii.
Mierzył się ktoś może z podobnym problemem? Może słyszał? Może chciałby się podzielić?