Dodaj do ulubionych

dać sobie szansę

20.09.20, 15:35
Mam już dużo lat do tej pory nie dałam sobie szansy na miłość, nie chciałam trwałego związku bo uważałam, że nie chcę kogoś obciążać sobą , nie chce litości. Moje chorowanie tak dużo czasu pochłania, że nie starcza czasu na więcej, zawodowo się rozwijam poświęciłam świat uczuć. Buduje relacje bliższe i dalsze ale nie potrafię pokonać tej bariery trwałego związku. Zawsze jest tak samo, dochodzę do pewnego punktu i stop.
Nie wiem czy jest sens kolejny raz próbować?
czasem mam ochotę rzucić tym wszystkim i pójść przed siebie.
Obserwuj wątek
    • lumeria Re: dać sobie szansę 20.09.20, 18:01
      >Nie wiem czy jest sens kolejny raz próbować?

      Próbować czego?

      >czasem mam ochotę rzucić tym wszystkim i pójść przed siebie

      Co rzucasz? Co to znaczy "pójść przed siebie"?
          • astroblaster Re: dać sobie szansę 20.09.20, 21:03
            Martynka źle postawiłaś cudzysłów.
            „Miłość” to jej należy się cudzysłów.

            Nie ma zasług, jest życie i sytuacja życiowa.
            Twoje życie i Twoje kreacje. Przez Ciebie kreowane sytuacje.

            Kiedyś rezerwiści (żołnierze z przymusowego naboru) przed wyjściem do cywila śpiewali: „godzina piąta, minut trzydzieści...”
            Koniec był taki: „wszedł do przedziału pierdolnął drzwiami, tak się pożegnał z k....”

            Taka inna wersja wsiąść do pociągu.
            Może inny kontekst, chociaż może podobny.

            Kusząca wizja z tym pociągiem, jest jedno ALE. To mrzonki, gdyż sama w to nie wierzysz. Powiedziałaś co wiedziałaś jak to mówią.

            Jedną poradę Ci już przekazałem: go go go and next

            Druga: psy szczekają karawana jedzie dalej (po to napisałaś wszak; no bo nie celem zmian)

            Trzecia: wsiądź do tego pociągu

            Środkowa niesteTy najsłabsza i najnudniejsza

            Powodzenia
          • yadaxad Re: dać sobie szansę 20.09.20, 21:45
            Nie zasługujesz na miłość, czyli jesteś swoim wrogiem, bo miłość zaczyna się od akceptacji siebie. To nie innym odmawiasz, tylko sobie. To tworzy podwójną nieakceptację , bo jak możesz "przebaczać" komuś, że zaakceptuje to czego ty sama nie akceptujesz. Rzeczywiście to nie prezent .
            • yadaxad Re: dać sobie szansę 20.09.20, 21:58
              A po za tym nie trzeba "męczyć" drzwi, żeby coś porzucić. Rzuca się w sobie, bo żadne fizyczne drzwi nie prowadzą dalej, bo niesie siebie dalej z przestrzenią, w której się tkwi. Tę zmianę masz w sobie.
                • yadaxad Re: dać sobie szansę 20.09.20, 22:12
                  Nie sądzę, że wszystko wie, bo nie chce widzieć swojego głodu, nie przyzna się sobie do żądaniowości, zostawiając sobie tylko frustrację. A to trzeba w sobie obejrzeć, by móc panować nad reakcjami.
                  • astroblaster Re: dać sobie szansę 20.09.20, 23:02
                    No jak to nie?
                    Wszystko zostało pokazane/wskazane.
                    Do tego postawiłaś kropkę nad i tak, że chyba nawet nnn.1 wie gdzie to wyczytać.

                    Martynka napisała WSZYSTKO, bo jej wybiło. Wybija. Będzie wybijać niczym czajka...

                    Nic tu już do dodania nie ma.
                    • nnn.1 Re: dać sobie szansę 20.09.20, 23:09
                      astroblaster napisał(a):

                      > No jak to nie?
                      > Wszystko zostało pokazane/wskazane.
                      > Do tego postawiłaś kropkę nad i tak, że chyba nawet nnn.1 wie gdzie to wyczytać
                      > .
                      >
                      > Martynka napisała WSZYSTKO, bo jej wybiło. Wybija. Będzie wybijać niczym czajka
                      > ...
                      >
                      > Nic tu już do dodania nie ma.

                      No to

                      ~ KONIEC ~
                        • martyna2525 Re: dać sobie szansę 21.09.20, 06:05
                          Nie ma szantazu bo musialabym siebie sama sabotowac a tak nie jest.
                          Moja sytuacja jest prosta pozbawiona gurnolotnych slow. Jestem chora i nie chce nikogo obarczac soba mimo ze jestem wysoko funkcjonujaca w spoleczenstwie. Dlatego nie zasluguje na milosc, wyssalam takie przekonanie z mlekiem matki. Nie wiem vo dalej, jak to poukladac, to takie przebudzenie.
                          Czuje sie ostatnio przy scianie z e smutkiem w tle.
                          • astroblaster Re: dać sobie szansę 21.09.20, 08:47
                            A brzmi to tak jakbyś swoją chorobą epatowała.
                            Rozumiem, że swoje z ‚nie zasługiwaniem’ zrobili też Rodzice.

                            Pomyśl o jakimś dobrym terapeucie.

                            Zbyt ciency tu jesteśmy a Ty sobie cedzisz i zarządzasz* informacją jak chcesz.


                            *zarządzanie informacją nie rzadko jest (bywa) wyrafinowaną formą manipulacji i ja takie właśnie mam nieodparte wrażenie.

                            Dbaj o Siebie.
    • lumeria Re: dać sobie szansę 21.09.20, 23:26
      >nie chce nikogo obarczać soba mimo ze jestem wysoko funkcjonujaca w spoleczenstwie

      >Buduje relacje bliższe i dalsze ale nie potrafię pokonać tej bariery trwałego związku [...] dochodzę do pewnego punktu i stop.

      Czy dobrze rozumiem - poznajesz mężczyzn i domniemam, ze skoro budujecie bliską relacje, to panowie wiedza o Twojej chorobie. Aż w pewnym momencie ty decydujesz, ze nie chcesz mężczyzny 'obarczać' sobą.

      Wydaje mi sie, ze takie decydowanie za dorosłego faceta, ze on nie chce byc obarczany związkiem z chorą kobieta jest nieuczciwe. Bo możliwe, ze zależy mu na Tobie na tyle, ze chce związku z Tobą taka jaka jesteś.

      Jeśli Ty nie chcesz, to raczej szkoda czasu i emocji na takie niefajne zwodzenie czyjegos zaangażowania i moze otwartości na związek z osobą taka jak Ty, która nie jest idealna, która ma 'bagaż', przeszłość, choroby, czy co innego na koncie.

      Moze warto skorzystać z terapii by to sobie wszystko poukładać, bo gdziekolwiek byś nie ociekła, to i tak zabierzesz ze sobą swoje ciało oraz psychikę.
      Wyszlo troche ostro
        • astroblaster Re: dać sobie szansę 22.09.20, 07:41
          Martynka,

          Wybierasz sobie te, które pasują Ci najlepiej.
          Te precyzyjne zaś gniotą i parzą, ale to od Yady dostałaś cały zestaw dobrych diagnoz.
          Jak dla mnie niniejszym wpisem potwierdzasz, że są trafione.

          Jakkolwiek, masz czego oczekiwałaś i masz też asumpt do prawdy i pracy nad sobą; terapeutycznej pracy.
          • martyna2525 Re: dać sobie szansę 22.09.20, 15:28
            Astoblaster a nie uwazasz to to ja decyduje co dla mnie jest radą wspierającą a co nie?
            Dziekuje za wszystkie, natomiast wybor lezy raczej po mojej stronie co bardziej do mnie przemowilo i pozwolilo sie zatrzymac.
            • lumeria Re: dać sobie szansę 22.09.20, 16:38
              Hej fajnie, ze jestes ok z tym co napisalas. Dodam jeszcze: Martyno - jesteś godna miłości.

              Popatrz - jakos wygląda na to, ze akceptujesz przyjaźń, sympatie. Akceptujesz spędzanie razem czasu, robienie razem rzeczy, humor, szacunek dla ciebie, atrakcję seksualna, przez co jesteś w stanie zbudować chyba dosyć fajne, zdrowe (tak?) relacje.

              Ale jak podsumujesz to wszystko słowem "miłość" i dochodzi do współzależności, to wymiękasz. Bo ktos (rodzice?) wmowil Ci, ze na to to nie *zasługujesz*.

              Popatrz sobie na to słowo... za-służyć.... czy dziecko rodzicom służy? A mimo to normalni (a nie wszyscy są normalni) je i tak kochają. Taki sikający, drący się pulpet uważają za cud świata. :)

              Ludzi kocha się i lubi bo jest chemia, bo jest kompatybilność - no i rozsadek. Nie tylko kalkulacja czy 'zasługują'.

              Także dziewczyno - daj sobie szanse, inni Ci ja dają. :)



            • yadaxad Re: dać sobie szansę 22.09.20, 17:23
              Tu nie ma co wybierać. To, że coś ignorujesz, nie znaczy, że przestaje istnieć. Może i przyjemnie Lumeria dopieszcza i taki kontakt może ci nastrój poprawić, ale od tego twoje podejście się nie zmieni. Przebudowanie nastawienia wymaga konkretnej pracy nad swoją postawą. Ale myślę, że jesteś bardzo zadomowiona w swojej "niedyspozycji".
                  • nnn.1 Re: dać sobie szansę 23.09.20, 20:36
                    yadaxad napisał(a):

                    A ocenianie jest podstawą funkcjonowa
                    > nia.

                    A to ciekawe, bo kiedyś za ocenianie w tym miejscu było się, delikatnie pisząc, źle ocenianym. Widoc\nie bardzo dużo się zmieniło
                      • astroblaster Re: dać sobie szansę 24.09.20, 01:12
                        Wskazanym jest ocena sytuacji. Zawsze.
                        Nie wskazanym jest operowanie polem problemu. Zawsze kończy się PROBLEMEM.

                        To tak jak zaczynanie zdania od nie.
                        Nie słyszysz już treści; jest tylko na nie a ten który to zdanie wypowiedział jest typem (typiarą) na nie.

                        Ocena sytuacji bezwzględnie niezbędna. Ocena działania (efektu) również.

                        Tak też ‚sprawa Martynki’ została tutaj rozkminiona. Czytaj: oceniona.

                        Yada zrobiła to precyzyjnie. Martynka precyzyjnie zwalidowała. Dobranoc.
                        • lumeria Re: dać sobie szansę 24.09.20, 12:30
                          Co to znaczy "Nie wskazanym jest operowanie polem problemu. Zawsze kończy się PROBLEMEM. "?

                          Jaja sobie robisz takimi tekstami, jak to ma niby byc zrozumiane-

                          >To tak jak zaczynanie zdania od nie.
                          >Nie słyszysz już treści; jest tylko....
                          • astroblaster Re: dać sobie szansę 24.09.20, 13:16
                            Dosłownie.
                            Unikanie słowa: problem.
                            Pole problemu, jest polem pejoratywnym.

                            Nie zarządza się problemem, zarządza się konfliktem.
                            Konflikt jest czymś naturalnym, rzecz polega na tym, by go nie eskalować.

                            Zamiast problem, wyzwanie lub -jeżeli już trzeba- kłopot.

                            Zrób sobie kiedyś mały teścik; pogadaj z kimś spontanicznie i zaczynaj każde zdanie od nie, albo wplataj w zdania 'problem'. Po jakimś czasie spotkaj się z tym kimś i poproś o parafrazę.
                            Zdziwisz się jaka ona będzie.

                            Nie rób 'PROBLEMU' Lumeria; grzej konstruktywnie.
                            • lumeria Re: dać sobie szansę 24.09.20, 14:06
                              Zwracam konstruktywna uwage na to, ze radzisz by nie robić tego, co dosłownie w następnym zdaniu robisz sam.

                              Trudno odczytać czy to ironia czy zaslepienie wobec własnego zachowania.
                              • yadaxad Re: dać sobie szansę 24.09.20, 14:19
                                Nie wiem w co żeście się zapędzili. Omijanie problemu, koncentrując na kłopotach, które sprawia nic nie zmienia. Owszem, problem nie jest kreśleniem pozytywnym, ale określenie problemu ma nabój pozytywny, bo pozwala na zmianę. Konflikt stwarza zaprzeczanie problemowi, ale tym konflikt zamyka, bo dalej nic nie ma.
                                • lumeria Re: dać sobie szansę 24.09.20, 15:15
                                  astroblaster napisał(a):

                                  > A teraz już tylko konstruktywnie i merytorycznie niech lumeria wrzuca

                                  Ponownie starasz sie narzucac swoje "niech robi" innym (w nym wypadku mnie, wcześniej watkodajce), niniejszym naruszając podstawowa granice w relacjach miedzyludzkich.

                                  Z jakiej racji to robisz?
                                    • lumeria Re: dać sobie szansę 24.09.20, 20:51
                                      Nie wiem jakim kodem piszesz i co chcesz przekazać. Duzo urwanych zdań w twoich wypowiedziach (i nie tylko twoich) - czy to jakiś szyfr? - utrudnia zrozumienie o co chodzi.
                                        • lumeria Re: dać sobie szansę 24.09.20, 21:04
                                          Niestety szklanej kuli nie mam, by bawić się w jasnowidztwo co zupełnie obcy człowiek stara sie przekazać.

                                          Moge sobie wyobrazac rozne rzeczy, niestety wymyslanie co moze siedziec w glowie innego czlowieka raczej prowadzi do nieporozumien a nie do porozumienia.
                                          • astroblaster Re: dać sobie szansę 24.09.20, 21:28
                                            Nie stara się.
                                            Przekazuje/nie stara się przekazać. Czujesz?

                                            Działa, zamiast próbować.

                                            Nie udaje mu się, tylko osiąga.

                                            Już wiesz?

                                            Taki z nas -liberum veto- kraj; większość na nie, ale się stara. Próbują, ale im się nie udaje.

                                            Konstrukcja naszej narodowej mody koreluje.
                                            Isn’t znacz is not; nie NOT ist.
                                            Podmiot i orzeczenie na początku zdania, zaczynam wypowiedź a rozmówca po 20% jej procentach już wie, że nie mam racji.

                                            No POSTARAJ się trochę światłoczuła
                                                  • yadaxad Re: dać sobie szansę 24.09.20, 23:10
                                                    Tego co jej się uda nie warto przewidywać. Oświecona jej zrobiła dobrze, bo Martynka chce brnąć w samo destrukcję i słyszeć - nie rób tego, bo jesteś ( tu wszelkie pocieszające pozytywy). Co ją pobudza do dalszej destrukcji, by usłyszeć jeszcze więcej. Pewnie ma terapeutę, który ją rozumie.
                                                  • lumeria Re: dać sobie szansę 24.09.20, 23:42
                                                    Nie rozumiem dlaczego jesteś złośliwy.

                                                    I tak, zrozumienie, empatia sa ważne. Moze w twoim świecie ludzie sie zmieniają od tekstów typu "weź się w garść, zostało ci powiedziane jaki masz problem" - w moim tak to nie działa.

                                                    Martyna opisała swoja sytuacje tak jak najlepiej potrafiła. Dla mnie jest raczej zrozumiale, ze boi sie wkroczyć w długotrwały związek - przecież to łączy sie z obawami, których doświadczają tez zdrowi ludzie. A osoba chora tym bardziej ma prawo martwic sie, ze otworzy się, a ta druga osoba ja zrani, skrzywdzi czy odejdzie. Bo ludzie czasami chcą dobrze, ale realia życia z chorobą mogą byc bardzo trudne.

                                                    Czasami czlowiek potrzebuje wsparcia terapeuty by te sprawy sobie poukładać z życzliwą i profesjonalną osobą.
                                                  • yadaxad Re: dać sobie szansę 25.09.20, 11:43
                                                    Owszem, ale terapii trzeba chcieć. Chcieć jej efektów. Zgodzić się na pracę a co za tym idzie na "nieprzyjemności" łamania źle zrośniętych schematów. A można sobie znaleźć "pomoc", która jest poduszką. Tylko w końcu rąbnie się tak, że nawet poduszeczka nie zamortyzuje.
                                                  • astroblaster Re: dać sobie szansę 25.09.20, 12:26
                                                    Ale wtedy jest to pseudo terapia i pseudo terapeuta. Ja takich nie znam.

                                                    Terapia (profesjonalna) to kontrakt dotyczący każdej ze stron. Profesjonalny terapeuta rozwiązuje kontrakt w którym brak pracy i chęci do wzrostu.

                                                    Ale -Yada- wiem do czego zmierzasz i może tak właśnie jest. Zapewne tak miało być tutaj. Z takim oczekiwaniem tu Martynka przybyła.

                                                    Generalnie, to nie zazdroszczę Osobom chorym poważnie i przewlekle (celowo nie używam: ‚współczuję’), ale też nie da się nie zauważyć, iż -chyba w absolutnej większości- łączy ich z ich chorobą jakaś ‚magiczna’ więź. Daje im ona też asumpt do różnych zachować, vide usprawiedliwień.

                                                    Ale słyszy się też z ust inwalidów przede wszystkim, że ostatnie czego sobie życzą, to traktowanie ich w sposób szczególny.

                                                    Może więc Martynka -kończąc wachlarz pseudo porad- skup się na kimś kto Ci się podoba, kto Cię mega jara. Bądź zajarana, zaszalej. Popłyń. Postaw na przyjaźń nie na miłość, dopraw dopierdolonym seksem, nie mów i nie epatuj chorobą i zobaczysz co wyniknie.

                                                    Nikt z nas nie zna dary swojego końca świadomości. Zrozumiałem, że estymacja Twojej jest raczej bliższa, niż dalsza.

                                                    Tym samym po raz kolejny tutaj przytoczę cytat z Napoleona Hilla:
                                                    „ Nie czekaj, nigdy nie będzie idealnej chwili”

                                                    Martynka, trzymaj się ciepło.
                                                    Nic tu osobistego nie było.

                                                    Nikt też nie jest idealny. To, że prawimy Ci tu w różny sposób, nie oznacza, iż tak idealnie wszyscy stosujemy 1:1 to o czym piszemy. Gdyby tak było to takie proste...
                                                    A może dobrze, że nie jest; no bo nudno nie jest.

                                                    Wszyscy czasami zakrawamy o hipokryzję. Linia jest cieniutka.

                                                    Wrzuty Yady miały charakyer terapeutyczny. Tak to powinno działać. Dawać do myślenia, powodować refleksje i zachęcać do pracy NAD SOBĄ. Celem jest świadomość. Nawet jak zmieniać trudno, to świadomość pozwala panować nad...lękami.

                                                    Ciao
                                                  • yadaxad Re: dać sobie szansę 25.09.20, 18:47
                                                    Przywiązanie do swojej "nieprawidłowości" jest jednocześnie ucieczką od niej. Niechęcią do zobaczenia jej rzeczywistej "przyziemnej" postaci. Przyjemniej jest ubierać swoje kłopoty w różne oryginalności, nieprzeciętne wrażliwości, fatum złych okoliczności. Nie chce się poznać zwyczajności, by samemu nie stracić w swoich oczach. Tym bardziej, że karmiąc zakłamywanie nie dba, nie poznaje , nie rozwija się prawdziwych atutów i nie dostrzega, co mogą do życia wnieść. Nie twierdzę, że trzeba być standardowym, czy się heblować do przeciętności. Tylko aby korzystać ze swojej inności, czy dopasować ją do swoich życiowych celów nie można unikać jej prawdziwej twarzy i znać mechanizmy.
                                                  • astroblaster Re: dać sobie szansę 25.09.20, 23:25
                                                    Oby tylko wir pracy, Rodzina i brodacz
                                                    Nie chcesz Martynce prościej?
                                                    Dobre to. Bardzo. To nakurwianie się ze zwyczajnością i wyjątkowością jest kluczowe.

                                                    Wcześniej pochłaniałem Schopenhauera; teraz wkręcił mnie Nietzsche. Wymiatali KOSMICZNIE, nomen omen.
                                                  • nnn.1 Re: dać sobie szansę 26.09.20, 11:29
                                                    yadaxad napisał(a):

                                                    > Wątpię, że Martynka tu spojrzy. Traci tu komfort.

                                                    Myślę, że podczytuje. I jestem pewna, że nie chodzi o utratę komfortu. Tylko o uświadomienie sobie, że jest to - że posłużę się bardzo prostym porównaniem - trochę tak, jakby się chciało upiec smaczny, pachnący piernik, dodając jedynie goździki. Wnoszą wiele do smaku i aromatu piernika, z pewnością są niezbędne, ale są tylko z jednym elementów całej sytuacji pod nazwą piernik.

                                                    Ogarnięcie całości jakiejś sytuacji wymaga wielu rozmów i - tak astroblaster - terapii. W przeciwnym razie niezmiennie czuje się w sobie - tak yadaxad - "narozrabianie". Być może stąd brak literek wysłanych przez martyna 2525. Ale to tylko moje przypuszczenia.
                                                  • nnn.1 Re: dać sobie szansę 26.09.20, 13:36
                                                    astroblaster napisał(a):

                                                    > Hej No Namex3
                                                    > Dobre z tym piernikiem. Kwiecista metafora.

                                                    Miło mi, że może się podobać.
                                                    >
                                                    > A Ty kim jesteś?
                                                    > Powiesz coś o Sobie?

                                                    Nie. Jestem. nnn.1. I to tutaj jest wystarczające :)
                                                  • astroblaster Re: dać sobie szansę 26.09.20, 18:06
                                                    Zatem rozmawiajcie, no bo trzeba było a jakby się wzajemnie omijacie*

                                                    Jak wiesz ja nie do końca hołduję anonimowości.
                                                    Daje nieuprawniony handicap moim zdaniem.

                                                    *tak jakby się Panie unikały, ewentualnie 'obwąchiwały'.
                                                  • yadaxad Re: dać sobie szansę 26.09.20, 22:36
                                                    Wyjście z anonimowości potrzebuje klucza, nie łamania zamku. Czasami jakaś radość bierze futrynę ( nie zamykać drzwi po powrocie z bulikiem, bo musi się przebiec z radości powrotu do domu po domu i podobno jakiś wyjął),ale emocje opadają. Obwąchiwaniu przecież nie można zaprzeczać, ani się go nie zmieni.
                                                  • nnn.1 Re: dać sobie szansę 25.09.20, 12:00
                                                    astroblaster napisał(a):

                                                    > Oj ma.
                                                    > Jest w temacie.
                                                    > Pachnie walidacją.
                                                    >
                                                    > Dajesz świetlówa, odkrywaj się;

                                                    :)))) Każdy kiedyś "dorasta". Również do forum :).
                                                  • nnn.1 Re: dać sobie szansę 25.09.20, 12:01
                                                    nnn.1 napisał(a):

                                                    > astroblaster napisał(a):
                                                    >
                                                    > > Oj ma.
                                                    > > Jest w temacie.
                                                    > > Pachnie walidacją.
                                                    > >
                                                    > > Dajesz świetlówa, odkrywaj się;
                                                    >
                                                    I uczy się. {Jeżeli jest choć odobinę wyuczalny :)].
                                                  • yadaxad Re: dać sobie szansę 24.09.20, 23:58
                                                    Lumeria, w związek się wchodzi z kalkulacji. Miłość nie wybiera, bo o tym jest literatura. Tristan nie powiedział, nie wypada tego robić królowi, Romeo, nie będę drażnił teściów. Ale można miłości nie chcieć, bo ma się ukochany temat zastępczy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka