baruszka1
11.11.04, 12:38
Jestem glupia, nie to w prawdzie doprowadza mnie do rozpaczy,od kilku lat
spotykam sie z facetem,spotkalismy sie przypadkiem,i oczywiscie chemia
zadziala ,bardzo nawet, przez pól roku chodzilam jak nieprzytomna , potem
zaczelismy spdzac razem weekendy, ale tylko we dwojke, i tak to sie ciagnelo
przez 3 lata. on jest dosc specyficzny, to chyba mnie w nim najbardziej
pociagalo,nieokazujacy uczyc czy slabosci, konkretny,nigdy nie przepadalam
za tulcaymi sie misiaczkami.Bylo bardzo milo,nie dopuszczalam do siebie
mysli,ze nie powinnam, ze to bez przyszlosci , bo on ma zone i dzieci, nie
mieszka wprawdzie z nimi, ale nie sa po rozwodzie. I nigdy nie spedzilismy
razem swiat, nie chcial poznac nikogo z mojej rodziny, raczej niechetnie
poznawal moich znajomych,A ja kretynka zaslepiona i glupia akceptowalam
wszystko, poporzadkowywalam sie , efekt jest taki,ze odcielam sie kompletnie
od znajomych i swojej rodziny przy okazji tez , a pseudo zwiazek chyba jest
na wymarciu.Zawsze bylam postrzegana jako osoba silna, dajaca sobie rade, ale
teraz mam wrazenie, ze nie panuje nad swoim zyciem, czuje sie bezsilna .
Nigdy nie mialam potrzeby,zeby sie wygadac ale teraz czuje, ze jeszce troche
to skoncze w szpitalu psychiatrycznym z depresja silna. Dzis w nocy czytalam
rozne wypowiedzi roznych facetow w roznym wieku a porpos rozwodow i
ryczalam jak glupia ,ze mezczyzni moga tak czuc i sa zdolni do okazywania
uczuc. Moj jest okazem wyjatkowym, od jakiegos czasu sie
miotalam,wiedzalam,ze powinnam przestac sie z nim zadawac,bo ja chce jakis
perspektyw, przyszlosci, ciepla, wsparcia, a on mi tego nie gwarantuje, ja
jestem tylko kims tam w jego zyciu malo istotnym, kochanka po prostu i to
taka z jaka nie nalezy sie liczyc. Starsznie to boli,ta sama swiadomosc, ze
mam niestety racje .A on mnie nie potrzebuje, to tez boli. A ja go
potrzebuje. Ja jestem typem ktory ma potrzebe bycia potrzebnym komus po
prostu .I boje sie byc sama to tez na pewno, szczegolnie, ze popelnilam ten
blad ,ze kompletnie "zalogowalam sie na niego ", niestety jestem kobieta
temperamentna i wszystko co robie robie z pasja.Teraz nie wiem zupelnie co
mam robic,odcielam sie od spoleczenstwa, mieszkam w miescie,do ktorego
wyemigrowalam w celach pracowych.Nie mam tu znajomych ani famili, bo tych
kilku znajomych, ktorych mialam to sie na mnie wypieli, bo przestalam sie z
nimi spotykac .Nie mam wiec z kim pogadac,dusze to wszystko w sobie i efekt
jest taki,ze wpadam w depresje, on nawet nie ma na tyle odwagi,zeby sie jakos
normalnie rozstac, on po prostu wychodzi jak mu cos nie pasuje badz wylacza
telefon.Ja nie jestem typem mlodej naiwnej,co to sie dala omamic starszemu
facetowi, ale jednak jestem tym typem troche starszej naiwnej idotki ,on tak
naprawde nic nigdy mi nie obiecywal,ale czy z racji starszenstwa i
doswiadczenia zyciowego nie powinien usiwadomic sobie,ze mnie od siebie
uzalezni,ze pies sie pzryzwyczaja, a co dopiero czlowiek .boli mnie to
bardzo.Wiem,ze nie powinnam juz nigdy si z nim spotykac, bo mu na mnie nie
zalezy. Facet po przejsciach juz nie chce komplikacji , on nic nie mowi,a ja
zdycham z bolu .Czuje,ze lece w dol powolutku acz systematycznie.