brightsun
19.07.25, 13:13
Trochę mam rozchrzanione dzisiaj myśli, ale spróbuję je w coś ułożyć.
Tak na wstępie to... Przepraszam. Z pełną premedytacją rozpętałem syf, który miał być moim syfem a się za bardzo rozlał co słabo przewidziałem bo od jakiegoś czasu nie patrzyłem na boki tylko na wprost i już chyba mnie nie obchodziło czy warto.
Trafił mi się łatwy oponent, taki który na pewno mnie draśnie a wtedy zrobię swoje. Rozbiorę, obnaze, zniszczę, zbuduję sobie coś na tym, wysłucham jaki to jestem inteligentny, asertywny etc
Odreaguję sobie. Innymi słowami ale w gooownoburze właduję wszystkie swoje emocje do moich wszystkich przeciwników. Ten oponent stanie się sumą i uosobieniem wszystkich moich wrogów którym nie wyrządziłem dostatecznej krzywdy. Zemsta będzie słodka jak słodka jest świeża krew.
Wreszcie przywalę ojcu, bratu, terapeucie, prowadzącemu, mijce i jeszcze kilku osobom, teren mi się oczyści jak zajmę się innymi i wykorzystam ich deficyty bo tyle tylko można było w takiej sytuacji w jakiej byłem
Ćwiczyłem sobie i eksperymentowałem na tej "sztuce " walki. Im bardziej wiedziałem że mam kogoś za sobą tym mocniejsze natarcie.
Równa walka to nie była. Gdzieś się w niej domagałem od przeciwnika litości bo moment trudny i jakoś mi do łba nie przyszło że przeciwnik mnie wart, tak samo słaby i można by było okazać litosc. Nie skapnalem się że dla innych ten ring też może być trudny do zniesienia
Więc przepraszam za to co zrobiłem i za to że wciągnąłem w to.
Siebie przepraszam za to że mam nieustające i kompletnie nieuzasadnione poczucie- ze mną się nie wygra. Nieuzasadnione bo satysfakcji znowu jakoś brak