Dodaj do ulubionych

nie dać się

IP: *.acn.waw.pl 23.06.01, 00:00
Czy dostaliście kiedys od zycia takiego kopa, ze nie mogliscie sie po tym
otrzasnac przez kilka lat? Ja nie moge sobie poradzic z czyms takim. Od 3 lat
żyję przeszloscią, co dość skutecznie paraliżuje moje niemalże wszystkie
poczynania. Zawalilam kupe rzeczy, ktore kiedys robilam dobrze i z pasją. Jak
nie dać się?
Obserwuj wątek
    • Gość: hipo Re: nie dać się IP: *.pila.cvx.ppp.tpnet.pl 23.06.01, 00:00
      Jestem w takiej samej sytuacji i sam szukam rozwiazania
      • Gość: tomciob Re: nie dać się IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 23.06.01, 00:00
        Witam i małe pytanko do fifki, a cóż to takiego?
        • Gość: fifka Re: nie dać się IP: 212.76.56.* 23.06.01, 00:00
          Hej tomciob! Wiesz co... To taka wstydliwa sprawa.. Jeszcze nie przebolalam
          tego, na tyle żeby o tym pisać. (Nawet mój chłopak, z którym mieszkam od pół
          roku prawie nic nie wie).
          Najgorsze jest to, że ciągle to się za mną wlecze. Jadę niedługo do Chorwacji
          nurkować i wiem, że nawet tam jak będę oglądać kolorowe rozgwiazdy, etc. będę
          zadręczać się złymi wspomnieniami.
          • Gość: tomciob Re: nie dać się IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.06.01, 00:00
            Witaj Fifko.
            Tak myślałem sobie wczoraj co napiszesz i nawet przygotowałem odpowiedzi nie
            wiedząc co to będzie. Okazuje się, że jedna jest aktualna. Ponieważ pewnie nie
            przeżyłem tego samego teoretyzując nie mogę Tobie pomóc. W tym wszystkim
            najważniejszy jest jednak kontakt z kimś bliskim o ile go posiadasz. Jeśli nie
            złapiesz kontaktu, nie otworzysz się choć troszkę, nie zaufasz komuś będzie
            ciężko. Co prawda i tak Ty sobie będziesz musiała z tym poradzić jednak (patrz
            na amerykańskie filmy) rozmowa pomoga pożądkować, a otwierając się tracisz
            swoją samotność. Nikt nie lubi być sam.
            Z pozdrowieniami od tomcia b.
    • Gość: gadula Re: nie dać się IP: *.ym1.on.wave.home.com 25.06.01, 00:00
      każdy ma jakieś problemy.
      powiedziałby, ze są one nieodzowne w naszym rozwoju.
      sztuka połąga na tym, aby dostrzec pozytywny aspekt tego problemu,
      który powinien wnieść cos nowego w naszym życiu, cos co wykorzystasz w
      przyszłości.
      z tego co pamietam to Dabrowski napisal cos o dezintegracji pozytywnej.
      • Gość: Malwina Re: nie dać się IP: *.abo.wanadoo.fr 25.06.01, 00:00
        Tu chodzi o taka sytuacje gdzie juz nic pozytywnego wyciagnac sie nie da. Przepraszam, nie zrozum ze
        to atak osobisty ale twoj komentarz wyglada tak troche jak rada babci klotki, tak jak powiedziec do kogos
        w depresji : "wez sie w garsc, czlowieku", kiedy on wlasnie tego nie moze zrobic.
        Co do numerkow u specjalisty - zupelnie sie nie zgadzam, jego rola nie polega na leczeniu nas biednych
        stresowcow, mowiac w obecnosci psy, bez oporow i tabu, do upojenia i jeszcze - sami sie leczymy. A
        to nie polega na zlikwidowaniu problemow bo gadanie jeszcze nic nie zlikwidowalo, ale na znalezieniu
        jakiegos sposobu zycia Z naszymi problemami, sposobu ktory bylby znosny, do zaakceptowania.
        A po co isc do specjalisty zapytacie ? Bo nikt nie daje sobie mozliwosci refleksji dwa razy w tygodniu po
        pol godziny. Nie znam takiej osoby.
        No i od czasu do czasu taki psy cos powie. Tam gdzie trzeba paluszek polozy, niby niewinne pytanie
        zada i okazuje sie ze z jego pomoca zaczyna sie w tym mysleniu galopowac.
        Ja przez dlugie lata swojego zycia ukrywalam sama przed soba duuuzy problem i trzeba mi bylo takich
        seansow zeby go z "grobu" wygrzebac, ale to inna historia ...
        • Gość: gadula Re: nie dać się IP: *.ym1.on.wave.home.com 25.06.01, 00:00
          niewątpliwie specjaliści są nieodzowni. ich rola to pomoc w sytuacji, w której
          pacjent nie jest w stanie sobie sam pomoc bądź pyta o taka pomoc. leczy czy
          znasz dokładną genezę problemu w/w osoby? Skoro ta osoba umieściła pytanie ta
          tym forum, wniosek z tego, ze intencja jej jest rozwiązanie swojego problemu
          bez specjalisty, lecz niekoniecznie.
          Poza tym mam nadzieje, ze nie myślisz chodzić do specjalisty z każdym
          problemem, jaki masz.
          i tu zaczyna się samo edukacja, profilaktyka itp.
          • mariposa z jakim problemem do tzw. specjalisty? 26.06.01, 00:00
            no wlasnie dotknelismy sedna sprawy: nie z kazdym problemem do specjalisty.
            jak nie z kazdym to z ktorym? czy jak sie nic nie chce to wystarczy? czy moze
            sa jakies limity czasowe? jak ci sie nie chce 3 miesiace to przesilenie
            wiosenne, a jak 3 lata to mozesz miec depresje, choc tez niekoniecznie, bo moze
            jestes po prostu leniem, tak?
            a moze trzeba miec mysli samobojcze? a moze same mysli nie wystarcza? moze
            jakas proba by sie przydala, najlepiej nieudana, bo w przeciwnym wypadku...

            pomyslcie, skad taki biedny, zdolowany czlowieczek ma wiedziec czy jego
            problemy sa powazne? przeciez zawsze znajdzie sie dwiescie pietnascie osob,
            ktore maja gorzej... no skad???
            • Gość: gadula Re: z jakim problemem do tzw. specjalisty? IP: *.ym1.on.wave.home.com 26.06.01, 00:00
              podoba mi się twój styl-jak to na zachodzie mówią „sharp”
              czy wiesz, ze na zachodzie naturalne metody leczenia przeżywają swój renesans?
              czytałem kiedyś, ze, jeżeli zdążyło ci się być samiczka raz to masz duże szanse
              na przeżycie tzw. seksu do szpiku kości. autor zalecał zatkać sobie uszy i
              szukać partnera po węchu.
              co wy na to?
              • Gość: MARIPOSA Re: z jakim problemem do tzw. specjalisty? IP: 195.94.213.* 27.06.01, 16:03
                &#62 podoba mi się twój styl-jak to na zachodzie mówią „sharp”

                ja tak siebie nie odbieram (jesli ten post do mnie skierowany byl).

                &#62 czy wiesz, ze na zachodzie naturalne metody leczenia przeżywają swój renesans?

                masz na mysli indianskich szamanow?

                &#62 czytałem kiedyś, ze, jeżeli zdążyło ci się być samiczka raz to masz duże szanse
                &#62
                &#62 na przeżycie tzw. seksu do szpiku kości. autor zalecał zatkać sobie uszy i
                &#62 szukać partnera po węchu.
                &#62 co wy na to?

                ale kto dzis pachnie soba? kazdy udaje kogos innego - Palome Picasso, Coco
                Channel czy Dawidoffa... jakby kierowac sie wechem to orgazm gwarantowany tylko w
                perfumerii ;-)

                a w przezywaniu seksu do szpiku kosci najczesciej przeszkadza mi... facet! wkurza
                mnie, ze on tez czerpie przyjemnosc i to przewaznie wieksza. wydaje mi sie, ze
                dana dawka rozkoszy musze sie z nim podzielic i w zwiazku z tym dostaje mniej.

                wiem ze to idiotyczna teoria, ale przynajmniej autorska ;-))).
                • Gość: gadula Re: z jakim problemem do tzw. specjalisty? IP: *.ym1.on.wave.home.com 27.06.01, 18:26
                  A czy ja powiedziałem, ze masz szukać w śród Palome Picasso debili.
                  Musisz nauczyć się, ze tak powiem, nie słyszeć.
                  Myślę, ze zbyt dużą wagę przywiązujesz do "słuchu"
                  • mariposa niech najpierw... 28.06.01, 08:14
                    ...faceci naucza sie nie "patrzec" a "slyszec" ;-)
          • Gość: ja Re: nie dać się IP: *.ostrow-wielkopolski.sdi.tpnet.pl 23.07.01, 18:17
            boże! gadula (a może gaduła?) jak ty się na wszystkim znasz... wszędzie cię
            pełno. Ty masz wakacje teraz? Czy z pracy tak sobie udzielasz wszem a wobec rad?

            Dziewczyna ma problem (Fifka) i jest jej cholernie ciężko, i musi komuś o tym
            powiedzieć. Ale nie mów, Fifka że to anonimowe niki...sama jesteś anonimowa, bo
            o to ci chodzi! Lubię pomóc jeno nie wiem jak. Podaj e-mail to napiszę do
            Ciebie....

            pozdrawiam Fifkę Gadułę i wszystkich... jesteście bardzo fajni i sympatyczni
    • Gość: belka Re: nie dać się IP: 10.10.10.* / *.mr.com.pl 25.06.01, 00:00
      Młody, silny / fizycznie /organizm jest w stanie poradzic sobie sam z przeżytą
      sytuacją stresową w stosunkowo krótkim czasie / góra 1-2 m-ce!/ Twoje 3-lata
      stresu i "planowanie" go nawet na przyszłość !!?/ podczas nurkowania ??!/ nie
      rokuja dla Ciebie dobrze .Myślę wiec że niezbedna jest wizyta u specjalisty od
      zdrowia psychicznego / to naprawdę nie jest wstyd /bo zanosi się u ciebie na
      depresję. A depresja , czy nawet długotrwały stres to nie tylko niewydolna
      psychika ale stopniowo problemy ze zdrowiem fizycznym.Poczatkowo schorzenia
      psych-somatyczne /które są bardzo przykre i trudne do zdiagnozowania / a potem
      autentyczne choróbska !!Ratuj sie poki nie jest jeszcze za póżno!Może brzmi to
      b, dramatycznie ale to z doświadczenia a nie z teorii. Pozdrawiam zyczac dużo
      zdrowia.
      • Gość: Malwina Re: nie dać się IP: *.abo.wanadoo.fr 25.06.01, 00:00
        Rzeczowe fakty sa dla ciebie raczej pozytywne - trzy lata piekla i stapasz po naszej ziemi. To znaczy
        ze jestes bardzo silna.
        Twoja wizja duuuuuzego problemu jest katastroficzna, a nie twoje zycie, bo to ostatnie wykazuje
        niezwykla odpornosc na stres i depresje - podrozujesz, masz chlopaka, wstajesz rano, spisz w nocy.
        Ktos kiedys powiedzial ze osoba zrownowazona to ta ktora potrafi kochac i pracowac. Wystarczy.
        Upiory sa w twojej glowie i musza z niej wyjsc . A wyjsc moga tylko w formie werbalnej. Musisz o tym
        mowic, do upojenia, ze szczegolami, komukolwiek kto jest w stanie wysluchac, najlepiej specjaliscie.
        Glowa do gory !
        • Gość: mariposa latwo powiedziec - mowic IP: 195.94.213.* 25.06.01, 00:00
          specjaliscie - dla ktorego jestes kolejnym numerkiem, a wszyscy poprzedni mieli
          sto razy wieksze problemy od ciebie?
          bliskim, ktorzy maja swoje klopoty i ty nie chcesz im przyspazac zmartwien??
          znajomym - ktorzy nawet nie potrafia wyobrazic sobie, ze mozna nie widziec
          przed soba przyszlosci dalszej niz do wieczora???
          na forum - przed grupa anonimowych nick''ow??????

          mowic? ALE KOMU??????????????????
        • Gość: mariposa latwo powiedziec - mowic IP: 195.94.213.* 25.06.01, 00:00
          specjaliscie - dla ktorego jestes kolejnym numerkiem, a wszyscy poprzedni mieli
          sto razy wieksze problemy od ciebie?
          bliskim, ktorzy maja swoje klopoty i ty nie chcesz im przyspazac zmartwien??
          znajomym - ktorzy nawet nie potrafia wyobrazic sobie, ze mozna nie widziec
          przed soba przyszlosci dalszej niz do wieczora???
          na forum - przed grupa anonimowych nick''ow??????

          mowic? ALE KOMU??????????????????
          • Gość: tomciob Re: latwo powiedziec - mowic IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.06.01, 00:00
            Łatwo powiedzieć - bardzo trudno zrobić.
            My nie jesteśmy anonimową grupą nicków, za każdym z nich ktoś się kryje to też
            jakieś otwarcie. Czasami najtrudniej otworzyć się przed samym sobą by spojrzeć
            na siebie z boku. Po trzech latach chyba już można, chociaż... A otwarcie w
            stosunku do drugiego człowieka to powierzenie mu siebie, zaufanie i oddanie
            jednocześnie. Tylko jeśli nie ma się nikogo takiego cóż począć. Może wtedy
            specjalista (bezinteresowny) to najlepsze wyjście. Samemu trzeba wybrać.
            Z pozdrowieniami.
    • Gość: Joanna Re: nie dać się-Do Fifki IP: *.nuph.us.edu.pl 26.06.01, 00:00
      Ja nie mogac sobie przez pol roku poradzic z tym, ze
      zerwal ze mna chlopak mialam tego juz po dziurki
      w nosie i zrobilam tak: ubralam sie na czarno, wzielam
      mala swieczke i zapalki i poszlam nad rzeke (w odludne
      miejsce) wyprawic pogrzeb wlasnej przeszlosci. Po
      drodze nazbieralam troche polnych kwiatkow, zrobilam
      z nich wianek i gadalam tak do tego wianka, wylewalam
      przed nim wszystkie swoje zale i pretensje do zycia
      tak dlugo az mi sie temat nie skonczyl. Jak nie mialam
      juz nic do powiedzenia to gorzko rozplakalam sie nad
      wlasna przeszloscia, po czym utopilam jej symbol
      (wianek z kwiatow) w rzece. Wprawdzie nie uleczylo to
      od razu wszystkich smutkow, ale roznice w samopoczuciu
      odczulam od razu...I chyba znowu zastosuje sobie taka
      terapie, bo nazbieralo sie na moich barkach troche
      spraw, ktore ciezko ze soba dzwigac...
      Sceptykow nie zmuszam, ani nawet nie namawiam do
      odprawiania uroczystych nabozenstw zalobnych na czesc
      swietej pamieci przeszlosci...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka