Dodaj do ulubionych

Nierobienie nic czyli wu-wei

IP: *.unl.edu 29.05.02, 17:10
ale nie placze z tego powodu i nie prosze o rade, co robic z tym fantem.
Jestem szczesliwy z tego powodu. Jest kilka zajec, ktore wypelniaja mi czas
po brzegi, kocham je i moglbym tak bez konca. Nie kazcie mi tylko lapac za
mlotek, isc do pracy, i szukac czegos do roboty. Uwielbiam szpiegowac sufit,
isc bez celu przed siebie, siedziec na fotelu i spogladac za okno, w
szczegolnosci jak pada snieg lub deszcz. Pisalem to juz gdzies indziej, ze
uwielbialem te dnie w ktorych wyrzucano mnie z pracy, szkoly czy uczelni.
Powiew wolnosci byl dla mnie zawsze najwazniejszy i odczuwalem zawsze ulge,
gdy zdalem sobie sprawe, ze ja moge teraz udac sie gdzie dusza zapragnie,
gdy inni musieli zginac swoj fizyczny badz mentalny kark bog jeden wie po co.
Pozdro, Andrzej.
Obserwuj wątek
    • Gość: Renka Re: Nierobienie nic czyli wu-wei IP: *.home.cgocable.net 29.05.02, 17:45
      Popieram calkowicie. Niech czynia ci,ktorzy czuja potrzebe wykonywania danej
      czynnosci.Dlaczego zmuszac oglupialego palanta do wymyslania receptury na udane
      zycie obywateli ? Mam na mysli rzadzenie panstwem. Jak mozna, ludzi o tepym
      umysle zmuszac do myslenia? Jezeli nawet cos wymysla, obroci sie to przeciwko
      nim i innym.Bo jak tepy umysl moze wymyslec cos pieknego, cos pozytywnego ?
      Zatem, nie zmuszajmy nikogo do niczego, niech kazdy robi to, co lubi. W waszych
      domach zapanuje harmonia.Nic nie robienie jest bardziej pozytywne niz robienie
      w zlej wierze, z przymusu.Zaoszczedza rozczarowan i trosk.Czyni zycie czystszym.
      • Gość: Andrzej Re: Nierobienie nic czyli wu-wei IP: *.unl.edu 29.05.02, 18:17
        Gość portalu: Renka napisał(a):

        > Popieram calkowicie. Niech czynia ci,ktorzy czuja potrzebe wykonywania danej
        > czynnosci.Dlaczego zmuszac oglupialego palanta do wymyslania receptury na udane
        >
        > zycie obywateli ? Mam na mysli rzadzenie panstwem. Jak mozna, ludzi o tepym
        > umysle zmuszac do myslenia? Jezeli nawet cos wymysla, obroci sie to przeciwko
        > nim i innym.Bo jak tepy umysl moze wymyslec cos pieknego, cos pozytywnego ?
        > Zatem, nie zmuszajmy nikogo do niczego, niech kazdy robi to, co lubi. W waszych
        >
        > domach zapanuje harmonia.Nic nie robienie jest bardziej pozytywne niz robienie
        > w zlej wierze, z przymusu.Zaoszczedza rozczarowan i trosk.Czyni zycie czystszym
        > .

        Dzieki Renka, ale... nie chce mi sie wiecej pisac. WU-WEI !!!!!!!
    • antosia Re: Nierobienie nic czyli wu-wei 29.05.02, 17:54
      A co z odpowiedzialnoscia wobec bliskich i problemami codziennosci?
      • Gość: Andrzej Re: Nierobienie nic czyli wu-wei IP: *.unl.edu 29.05.02, 18:14
        antosia napisał(a):

        > A co z odpowiedzialnoscia wobec bliskich i problemami codziennosci?

        Tu jest pewien trick antosiu. W wu-wei chodzi o to by nie robic nic przeciwko
        naturalnemu biegowi rzeczy, raczej czekac niz wybiegac naprzod, nie ulepszac,
        a zostawic tak jak jest, robic tylko wtedy, gdy czas ku temu, nie mowic o robieniu
        a robic, a jak sie juz cos zrobi, zapomniec tym. To jest gleboka filozofia
        taoistyczna czego moze slady odnajdziemy w sztukach walki wschodniej, gdzie
        jednym z pryncypiow jest nieatakowanie tylko pozwolenie przeciwnikowi wykrwawic
        sie i zaatakowac w momencie jego najwiekszego oslabienia. Jest to wreszcie
        unoszenie sie na wzburzonej wodzie raczej niz walka z nia. I tak dalej.
        Nie martw sie o rodzine. Poswiec swa prace dla niej, ale tez daj mozliwosci
        kazdemu z czlonkow rodziny podejmowac samodzielne dzialania, wtedy gdy nadejdzie
        pora na nie. Raczej zachecaj z oddala niz popedzaj, pomagaj i nie zadaj rewanzu.
        Pozdr, Andrzej.
        • roseanne pokomplikowales 29.05.02, 18:16
          najpierw mowisz ,ze nic nie robic, nic nie zmieniac, potem ,zeby jednak
          pomagac - oczywiscie ciagle mowimy o bliskich

          wyprostuj
          • Gość: Andrzej Re: pokomplikowales IP: *.unl.edu 29.05.02, 18:22
            roseanne napisał(a):

            > najpierw mowisz ,ze nic nie robic, nic nie zmieniac, potem ,zeby jednak
            > pomagac - oczywiscie ciagle mowimy o bliskich
            >
            > wyprostuj

            Prostuje. Tu chodzi o to by nie tracic energii na zbedne czynnosci i dzialania.
            Oczywiscie, ze musimy pewne minimum wykonywac, ale przypatrz sie dobrze samej
            sobie ile niepotrzebnych czynnosci wykonujesz codziennie. Wiele z nich do tego
            w sposob, sorry ale to ladnie brzmi, "against the grains". Pomaganie komus w
            potrzebie a np. chodzenie z mlotkiem dookola chalupy caly dzien, by nie zwariowac
            z nudow chyba roznia sie od siebie, czy nie ?
            Pozdr, Andrzej.
        • antosia Re: Nierobienie nic czyli wu-wei 29.05.02, 19:16
          > Tu jest pewien trick antosiu. W wu-wei chodzi o to by nie robic nic przeciwko
          > naturalnemu biegowi rzeczy, raczej czekac niz wybiegac naprzod, nie ulepszac,
          > a zostawic tak jak jest, robic tylko wtedy, gdy czas ku temu, nie mowic o robie

          No to juz wiem dlaczego Azja nie wytworzyla techniki pomimo ze stoi
          cywilizacyjnie wyzej od zachodu:-))

          > a robic, a jak sie juz cos zrobi, zapomniec tym. To jest gleboka filozofia
          > taoistyczna czego moze slady odnajdziemy w sztukach walki wschodniej, gdzie
          > jednym z pryncypiow jest nieatakowanie tylko pozwolenie przeciwnikowi wykrwawic
          > sie i zaatakowac w momencie jego najwiekszego oslabienia.

          Troche inaczej rozumiem techniki Aikido. Ale mysle ze wiem jaka mysl chciales mi
          przekazac.

          > Jest to wreszcie
          > unoszenie sie na wzburzonej wodzie raczej niz walka z nia. I tak dalej.

          Acha...takie plynne reagowanie na zmieniajaca sie rzeczywistosc. Zgadza sie tyle
          ze inaczej zrozumialam twoj pierwszy post.

          Dla mnie np. Zen dotyczy aktywnego, zaangażowanego życia (od niedawna praktykuje-
          medytuje). Jest on życiem samym w sobie, nie pasywnością i nierobieniem niczego.
          Oczywiscie nasze działania muszą być oparte na rzeczywistości a nie na naszych o
          niej wyobrazeniach.
          a.
          • Gość: Andrzej Re: Nierobienie nic czyli wu-wei IP: *.unl.edu 29.05.02, 19:27
            antosia napisał(a):

            > > Tu jest pewien trick antosiu. W wu-wei chodzi o to by nie robic nic przeci
            > wko
            > > naturalnemu biegowi rzeczy, raczej czekac niz wybiegac naprzod, nie ulepsz
            > ac,
            > > a zostawic tak jak jest, robic tylko wtedy, gdy czas ku temu, nie mowic o
            > robie
            >
            > No to juz wiem dlaczego Azja nie wytworzyla techniki pomimo ze stoi
            > cywilizacyjnie wyzej od zachodu:-))
            >
            > > a robic, a jak sie juz cos zrobi, zapomniec tym. To jest gleboka filozofi
            > a
            > > taoistyczna czego moze slady odnajdziemy w sztukach walki wschodniej, gdzi
            > e
            > > jednym z pryncypiow jest nieatakowanie tylko pozwolenie przeciwnikowi wykr
            > wawic
            > > sie i zaatakowac w momencie jego najwiekszego oslabienia.
            >
            > Troche inaczej rozumiem techniki Aikido. Ale mysle ze wiem jaka mysl chciales m
            > i
            > przekazac.
            >
            > > Jest to wreszcie
            > > unoszenie sie na wzburzonej wodzie raczej niz walka z nia. I tak dalej.
            >
            > Acha...takie plynne reagowanie na zmieniajaca sie rzeczywistosc. Zgadza sie tyl
            > e
            > ze inaczej zrozumialam twoj pierwszy post.
            >
            > Dla mnie np. Zen dotyczy aktywnego, zaangażowanego życia (od niedawna praktykuj
            > e-
            > medytuje). Jest on życiem samym w sobie, nie pasywnością i nierobieniem niczeg
            > o.
            > Oczywiscie nasze działania muszą być oparte na rzeczywistości a nie na naszych
            > o
            > niej wyobrazeniach.
            > a.

            Zalezy od tego co rozumiesz pod "cywilizacyjnie". Jesli chodzi o filofie, religie,
            i wszelka duchowsc, to my wygladamy jak chlopcy w malych spodenkach przy ich
            olbrzymach. Ale jesli cywilizacja to technika... to oni sa tymi chlopcami w
            stosunku do nas. Zen jest w prostej linii dzieckiem hinduskiego buddyzmu i
            chinskiego taoizmu i jako taki nie jest zadna religia czy filozofia namawiajaca
            do czynu za wszelka cene, raczej do obserwacji i poddaniu sie rzeczywistosci
            takiej jaka nas otacza, a nie takiej jaka sami sobie stwarzamy.
            Pozdr, Andrzej.
            • antosia Re: Nierobienie nic czyli wu-wei 29.05.02, 19:54
              > Zen jest w prostej linii dzieckiem hinduskiego buddyzmu i
              > chinskiego taoizmu i jako taki nie jest zadna religia czy filozofia namawiajaca
              > do czynu za wszelka cene, raczej do obserwacji i poddaniu sie rzeczywistosci
              > takiej jaka nas otacza, a nie takiej jaka sami sobie stwarzamy.

              No dobrze ale ta obserwacja i poddanie sie rzeczywistosci nie wyklucza
              zaangazowanego, pracowitego zycia?

              Dla mnie praktyka wymaga wielkiej odwagi. To otwarcie Puszki Pandory ze
              wszystkimi naszymi self-zorientowanymi aktywnościami i emocjami które one
              tworzą. Trzeba sie zmierzyć ze wszystkim co jest ukryte w tej puszce, włączając
              niektóre nieprzyjemne rzeczy których nie chciałoby sie znać.

              • Gość: Andrzej Re: Nierobienie nic czyli wu-wei IP: *.unl.edu 29.05.02, 20:11
                antosia napisał(a):

                > > Zen jest w prostej linii dzieckiem hinduskiego buddyzmu i
                > > chinskiego taoizmu i jako taki nie jest zadna religia czy filozofia namawi
                > ajaca
                > > do czynu za wszelka cene, raczej do obserwacji i poddaniu sie rzeczywistos
                > ci
                > > takiej jaka nas otacza, a nie takiej jaka sami sobie stwarzamy.
                >
                > No dobrze ale ta obserwacja i poddanie sie rzeczywistosci nie wyklucza
                > zaangazowanego, pracowitego zycia?
                >
                > Dla mnie praktyka wymaga wielkiej odwagi. To otwarcie Puszki Pandory ze
                > wszystkimi naszymi self-zorientowanymi aktywnościami i emocjami które one
                > tworzą. Trzeba sie zmierzyć ze wszystkim co jest ukryte w tej puszce, włączają
                > c
                > niektóre nieprzyjemne rzeczy których nie chciałoby sie znać.
                >

                Masz racje Tosiu (moja zona ma na imie Antonina). Dla czlowieka Zenu wazniejszym
                jest pozmywanie naczyn niz rozmyslanie jak tu osiagnac olsnienie. Ale ludzie
                Tao czy Zenu roznie podchodza do wysilku, jakiegokolwiek. Taoista nigdy nie
                zrozumialby czlowieka "biegajacego" po zdrowie, obserwujac np. splywajacy pot
                po ciele biegacza. Dla niego, taoisty, jest to oczywista strata energii i dlatego
                wynaleziono takie techniki jak TaiChi czy Chigong, ze przy minimalnym wysilku
                osiaga sie maksymalne efekty. I to jest ukoronowanie wu-wei. Poddanie sie pradowi
                a nie walka z nim. Za przyklad podaja trawy, ktore wytrzymuja najwieksze wichury,
                a to z prostej przyczyny, ze poddaja sie wiatrowi w przeciwienstwie do
                duzych, "silnych" drzew, ktore (im silniejsze) gina powalone sila wiatru.
                Pozdro, Andrzej.
                • antosia Re: Nierobienie nic czyli wu-wei 29.05.02, 20:32
                  Nie wiedzialam ze Taoisci nie lubia joggingu!:-)

                  Ja lubie biegac i sie "meczyc" i pocic w ten sposob:-)) Trace energie? Eeee
                  raczej ja zyskuje, bo czuje sie lepiej gdy ide na basen, czy biegam.
                  Nie mniej lubie tez uprościc swoje zycie, zabrac świat zewnętrzny i usunac
                  siebie od dzwoniących telefonów, telewizji, ludzi którzy mnie odwiedzają, psa
                  który chce iść na spacer.... i w tej zmniejszonej przestrzeni medytowac.


                  > Masz racje Tosiu (moja zona ma na imie Antonina). Dla czlowieka Zenu wazniejszy
                  > m
                  > jest pozmywanie naczyn niz rozmyslanie jak tu osiagnac olsnienie. Ale ludzie
                  > Tao czy Zenu roznie podchodza do wysilku, jakiegokolwiek. Taoista nigdy nie
                  > zrozumialby czlowieka "biegajacego" po zdrowie, obserwujac np. splywajacy pot
                  > po ciele biegacza. Dla niego, taoisty, jest to oczywista strata energii i dlate
                  > go
                  > wynaleziono takie techniki jak TaiChi czy Chigong, ze przy minimalnym wysilku
                  > osiaga sie maksymalne efekty. I to jest ukoronowanie wu-wei. Poddanie sie prado
                  > wi
                  > a nie walka z nim. Za przyklad podaja trawy, ktore wytrzymuja najwieksze wichur
                  > y,
                  > a to z prostej przyczyny, ze poddaja sie wiatrowi w przeciwienstwie do
                  > duzych, "silnych" drzew, ktore (im silniejsze) gina powalone sila wiatru.
                  > Pozdro, Andrzej.

      • Gość: Renka Re: Nierobienie nic czyli wu-wei IP: *.home.cgocable.net 29.05.02, 18:20
        Z ta odpowiedzialnoscia kloci sie nic nie robienie.Jasne, ale jezeli o mnie
        chodzi zawsze wyznaje zasade nie wymuszania i nie zmuszania,bo "jak nie to..itd"
        Oznacza to, ze obowiazki wykonuje sie z radoscia, a jezeli nie z radoscia, to
        po co w ogole sie do nich przymierzac? Ktos, kto nie chce sie nikim opiekowac,
        nie chce miec dzieci, po co ma sie zenic? Jak mozna obowiazek wobec dzieci
        traktowac jako uciazliwy. Przeciez samemu sie te dzieci chcialo miec.
        Co innego z rodzicami. Na to, ze sa, nie mamy wplywu :)) To jest jakims tam
        usprawiedliwieniem naszego znuzenia czy nawet niecheci do opieki nad
        zniedoleznialymi rodzicami.(Chociaz jest to naganne)
    • wredna2 Re: Nierobienie nic czyli wu-wei 29.05.02, 18:33
      Fakt, czas po brzegi wypelniaja Ci same " typowo meskie" zajecia /stereotypy
      precz!/ , az Ci pozazdroscilam, chyba tez bym polubila siedzenie w fotelu, z tym
      ze ja lubilabym w bujanym, z jednoczesnym uganianiem sie wzrokiem za spadajacymi
      platkami sniegu i jeszcze dodatkowo sluchaniem ich szelestu... uffff, ale
      skomplikowane i odpowiedzialne zajecie


      P.S. Andrzeju, a czy wyrzucanie Cie z pracy nie jest przypadkiem konsekwencja
      wczesniejszego wyrzucania Cie z uczelni...?

      tak tylko

      wrednie

      pytam...

      • Gość: Andrzej Re: Nierobienie nic czyli wu-wei IP: *.unl.edu 29.05.02, 19:19
        wredna2 napisał(a):

        > Fakt, czas po brzegi wypelniaja Ci same " typowo meskie" zajecia /stereotypy
        > precz!/ , az Ci pozazdroscilam, chyba tez bym polubila siedzenie w fotelu, z ty
        > m
        > ze ja lubilabym w bujanym, z jednoczesnym uganianiem sie wzrokiem za spadajacy
        > mi
        > platkami sniegu i jeszcze dodatkowo sluchaniem ich szelestu... uffff, ale
        > skomplikowane i odpowiedzialne zajecie
        >
        >
        > P.S. Andrzeju, a czy wyrzucanie Cie z pracy nie jest przypadkiem konsekwencja
        > wczesniejszego wyrzucania Cie z uczelni...?
        >
        > tak tylko
        >
        > wrednie
        >
        > pytam...
        >

        W sama dziesiatke "wredniaczku" trafilas. Tyle ze wyrzucenie z czelni bylo
        konsekwencja wyrzucenia mnie ze szkoly sredniej. Wiesz co ? Zawsze szukalem tak
        wrednej kobiety jak Ty. I zawsze chcialem obok niej siedziec w bujanym i
        obserwowac platki sniegu, nie robiac nic by temu pieknu przeszkodzic ?
        Co Ty na to ?
        Pozdr, Andrzej Wyrzutek.
        • wredna2 bujane nic-nierobienie we dwoje... 29.05.02, 23:03
          Wiesz Andrzeju, no... ja sie zgadzam, tylko jest maly problem... bo obok sie nie

          da / moj bujany jest singel/ najwyzej na kolankach moglabym...

          wrednie

          lubie



          Gość portalu: Andrzej napisał(a):

          > W sama dziesiatke "wredniaczku" trafilas. Tyle ze wyrzucenie z czelni bylo
          > konsekwencja wyrzucenia mnie ze szkoly sredniej. Wiesz co ? Zawsze szukalem tak
          >
          > wrednej kobiety jak Ty. I zawsze chcialem obok niej siedziec w bujanym i
          > obserwowac platki sniegu, nie robiac nic by temu pieknu przeszkodzic ?
          > Co Ty na to ?
          > Pozdr, Andrzej Wyrzutek.

    • kamfora Re: Nierobienie nic czyli wu-wei 29.05.02, 20:29

      To "nic_nierobienie" wydaje mi sie przeciwstawieniem przekonaniu,
      ze zycie czlowieka ma tylko wtedy sens, gdy dazy on do jakiegos celu,
      jest w ciaglym ruchu, ciagle dziala...A przeciez wazne jest rowniez
      tzw "uzywanie chwili" czyli rozkoszowanie sie ta chwila, zyciem.

      No, a najwazniejsze - to znalezc jakis zloty srodek, zeby czlowiek
      umial i dzialac, i uzywac zycia (dzialanie zapewnia srodki do uzywania)

      No, ale sa przeciez i tacy ludzie, dla ktorych "dzien bez mlotka" jest
      dniem zmarnowanym :-)))
      • Gość: Andrzej Re: Nierobienie nic czyli wu-wei IP: *.unl.edu 29.05.02, 20:41
        kamfora napisał(a):

        >
        > To "nic_nierobienie" wydaje mi sie przeciwstawieniem przekonaniu,
        > ze zycie czlowieka ma tylko wtedy sens, gdy dazy on do jakiegos celu,
        > jest w ciaglym ruchu, ciagle dziala...A przeciez wazne jest rowniez
        > tzw "uzywanie chwili" czyli rozkoszowanie sie ta chwila, zyciem.
        >
        > No, a najwazniejsze - to znalezc jakis zloty srodek, zeby czlowiek
        > umial i dzialac, i uzywac zycia (dzialanie zapewnia srodki do uzywania)
        >
        > No, ale sa przeciez i tacy ludzie, dla ktorych "dzien bez mlotka" jest
        > dniem zmarnowanym :-)))

        Rozkoszowac sie chwila, wedlug mnie, mozna tylko wtedy, gdy sie nic nie robi.
        Ja lubie czuc przeplywajacy czas, przezuwac go, i koncentrowac sie tylko na nim.
        Kazda dzialalnosc okrada mnie z tych chwil rozkoszy. O jakim celu mowisz kamforo ?
        Jest tylko jeden cel, wedlug mnie. Jest to samorealizacja polegajaca na
        uzmyslowieniu sobie swej duchowej natury i zaprzestanie bycia na uslugach swego
        ego. Wszystkie inne, tak zwane ziemskie cele, maja dopiero sens, gdy ten
        podstawowy zostanie zrealizowany. Ale i bez nich, "mlotkowych" celow mozna sie
        wspaniale obejsc.
        Pozdr, Andrzej.
        • Gość: maly.k Re: Nierobienie nic czyli wu-wei IP: 139.57.24.* 29.05.02, 20:47

          Czy chcesz powiedziec, ze tzw. 'radosc tworzenia' nie jest nic warta?

          mk.
          • kamfora Re: Nierobienie nic czyli wu-wei 29.05.02, 20:53
            Gość portalu: maly.k napisał(a):

            >
            > Czy chcesz powiedziec, ze tzw. 'radosc tworzenia' nie jest nic warta?

            "bo dzielo zniszczenia
            w dobrej sprawie
            jest swiete
            jak dzielo tworzenia"...;-)

            jest czas "radosci tworzenia" i czas "radosci ogladania,
            kontemplowania" dziela...

            • Gość: maly.k Re: Nierobienie nic czyli wu-wei IP: 139.57.24.* 29.05.02, 21:00
              No dobrze, jest czas tego i tamtegi. Ale filozofia 'nic nierobienia', czekania,
              az rzeczy znajda swoj wlasciwy czas same wyklucza taka tworczosc przez duze
              Tfu. No bo przeciez takie rzeczy nie maja 'wlasciwego czasu'. Staja sie wtedy,
              kiedy je stworzymy.

              Pozdrawiam eterycznie,

              mk.
              • Gość: Andrzej Re: Nierobienie nic czyli wu-wei IP: *.unl.edu 29.05.02, 21:04
                Gość portalu: maly.k napisał(a):

                > No dobrze, jest czas tego i tamtegi. Ale filozofia 'nic nierobienia', czekania,
                >
                > az rzeczy znajda swoj wlasciwy czas same wyklucza taka tworczosc przez duze
                > Tfu. No bo przeciez takie rzeczy nie maja 'wlasciwego czasu'. Staja sie wtedy,
                > kiedy je stworzymy.
                >
                > Pozdrawiam eterycznie,
                >
                > mk.

                I to jest ten wlasciwy czas.
                Pozdr, Andrzej.
                • Gość: maly.k Re: Nierobienie nic czyli wu-wei IP: 139.57.24.* 29.05.02, 21:09
                  Bo widzisz Andrzeju, taka teoria 'antymlotka' nie rozroznia przyczyn, dla
                  ktorych ten i ow porywa czasem za mlotek. Jeden porywa, bo ma obsesje robienia
                  czegokolwiek, a drugi: bo ma wole zrobienia CZEGOS!
                  Tej pierwszej lepiej sie wyzbyc. Tej drugiej zwykle wyzbywac sie nie trzeba, bo
                  i tak jest dana nielicznym.

                  Pozdrawiam,

                  mk. (naiwnie-filozoficzny)
                  • Gość: Andrzej Re: Nierobienie nic czyli wu-wei IP: *.unl.edu 29.05.02, 21:20
                    Gość portalu: maly.k napisał(a):

                    > Bo widzisz Andrzeju, taka teoria 'antymlotka' nie rozroznia przyczyn, dla
                    > ktorych ten i ow porywa czasem za mlotek. Jeden porywa, bo ma obsesje robienia
                    > czegokolwiek, a drugi: bo ma wole zrobienia CZEGOS!
                    > Tej pierwszej lepiej sie wyzbyc. Tej drugiej zwykle wyzbywac sie nie trzeba, bo
                    >
                    > i tak jest dana nielicznym.
                    >
                    > Pozdrawiam,
                    >
                    > mk. (naiwnie-filozoficzny)

                    Jo tam WOLA nie robic, a co ? Troche masz i racji, tylko ja juz widzialem klientow
                    co to mieli wole dzialania, ktora to wola byla zawoalowana obsesja dzialania,
                    " a wszystkim sie zdawalo, ze to echo gralo".
                    Pozdr, Andrzej.
          • Gość: Andrzej Re: Nierobienie nic czyli wu-wei IP: *.unl.edu 29.05.02, 20:57
            Gość portalu: maly.k napisał(a):

            >
            > Czy chcesz powiedziec, ze tzw. 'radosc tworzenia' nie jest nic warta?
            >
            > mk.

            Chce powiedziec, ze mozna byc radosnym, nieskonczenie radosnym, bez dluta,
            pedzla, rylca i czegokolwiek w reku. Radosc z istnienia nie ma nic wspolnego z tym
            co robimy, jak robimy i czy wogole cos robimy. Mysle, ze kazdy z nas mial chwile
            czy dwie tego rodzaju w zyciu. A radosc tworzenia ? No coz, dla mnie to mozna
            porownac do dobrego wina. Fajne, smaczne... ale czy konieczne ?
            Pozdr, Andrzej.
        • antosia Re: Nierobienie nic czyli wu-wei 29.05.02, 20:54
          Gość portalu: Andrzej napisał(a):

          > kamfora napisał(a):
          >
          > >
          > > To "nic_nierobienie" wydaje mi sie przeciwstawieniem przekonaniu,
          > > ze zycie czlowieka ma tylko wtedy sens, gdy dazy on do jakiegos celu,
          > > jest w ciaglym ruchu, ciagle dziala...A przeciez wazne jest rowniez
          > > tzw "uzywanie chwili" czyli rozkoszowanie sie ta chwila, zyciem.
          > >
          > > No, a najwazniejsze - to znalezc jakis zloty srodek, zeby czlowiek
          > > umial i dzialac, i uzywac zycia (dzialanie zapewnia srodki do uzywania)
          > >
          > > No, ale sa przeciez i tacy ludzie, dla ktorych "dzien bez mlotka" jest
          > > dniem zmarnowanym :-)))
          >
          > Rozkoszowac sie chwila, wedlug mnie, mozna tylko wtedy, gdy sie nic nie robi.
          > Ja lubie czuc przeplywajacy czas, przezuwac go, i koncentrowac sie tylko na nim
          > .
          > Kazda dzialalnosc okrada mnie z tych chwil rozkoszy. O jakim celu mowisz kamfor
          > o ?
          > Jest tylko jeden cel, wedlug mnie. Jest to samorealizacja polegajaca na
          > uzmyslowieniu sobie swej duchowej natury i zaprzestanie bycia na uslugach swego
          >
          > ego. Wszystkie inne, tak zwane ziemskie cele, maja dopiero sens, gdy ten
          > podstawowy zostanie zrealizowany. Ale i bez nich, "mlotkowych" celow mozna sie
          > wspaniale obejsc.
          > Pozdr, Andrzej.


          Praktyka zen nie ma zadnego celu. Praktyka wrecz zabiera nam wszystko co mamy.
          Nie dostaniemy niczego. Dostaniemy nasze życie ale to już mamy przecież!
          • Gość: Andrzej Re: Nierobienie nic czyli wu-wei IP: *.unl.edu 29.05.02, 21:02
            antosia napisał(a):

            > Gość portalu: Andrzej napisał(a):
            >
            > > kamfora napisał(a):
            > >
            > > >
            > > > To "nic_nierobienie" wydaje mi sie przeciwstawieniem przekonaniu,
            > > > ze zycie czlowieka ma tylko wtedy sens, gdy dazy on do jakiegos celu,
            > > > jest w ciaglym ruchu, ciagle dziala...A przeciez wazne jest rowniez
            > > > tzw "uzywanie chwili" czyli rozkoszowanie sie ta chwila, zyciem.
            > > >
            > > > No, a najwazniejsze - to znalezc jakis zloty srodek, zeby czlowiek
            > > > umial i dzialac, i uzywac zycia (dzialanie zapewnia srodki do uzywani
            > a)
            > > >
            > > > No, ale sa przeciez i tacy ludzie, dla ktorych "dzien bez mlotka" jes
            > t
            > > > dniem zmarnowanym :-)))
            > >
            > > Rozkoszowac sie chwila, wedlug mnie, mozna tylko wtedy, gdy sie nic nie ro
            > bi.
            > > Ja lubie czuc przeplywajacy czas, przezuwac go, i koncentrowac sie tylko n
            > a nim
            > > .
            > > Kazda dzialalnosc okrada mnie z tych chwil rozkoszy. O jakim celu mowisz k
            > amfor
            > > o ?
            > > Jest tylko jeden cel, wedlug mnie. Jest to samorealizacja polegajaca na
            > > uzmyslowieniu sobie swej duchowej natury i zaprzestanie bycia na uslugach
            > swego
            > >
            > > ego. Wszystkie inne, tak zwane ziemskie cele, maja dopiero sens, gdy ten
            > > podstawowy zostanie zrealizowany. Ale i bez nich, "mlotkowych" celow mozna
            > sie
            > > wspaniale obejsc.
            > > Pozdr, Andrzej.
            >
            >
            > Praktyka zen nie ma zadnego celu. Praktyka wrecz zabiera nam wszystko co mamy.
            > Nie dostaniemy niczego. Dostaniemy nasze życie ale to już mamy przecież!

            Od tych koanow to kota mozna dostac, a nie zycie. Ja mysle, ze tak czy inaczej,
            pomijajac te wszystkie zreczne koany, celem zenu jest samorealizacja, ktorej
            mowilem wyzej. A praktyka ? Nie uciekniesz od tego, gdyz obie szkoly zenu,
            medytacyjna i recytacyjna praktykuja cos , jedna za-zen a druga czytanie sutr.
            Pozdr, Andrzej.
            • antosia Re: Nierobienie nic czyli wu-wei 29.05.02, 21:13
              To nie byl koan. To bylo cos co rozumiem i czuje.
              Dla mnie Zen to zadna samorealizacja. Samorealizacja to kolejne zludzenie i
              pobozne zyczenie.
              Ludzie zyja ciagle zasada: If only I had a better car..wiekszy samochod, dom,
              lepsze wyksztalcenie. Staramy sie i mamy prawda? Zdajemy sobie wtedy sprawe ze to
              za malo wobec tego zaczynaja sie inne: if only... bardziej wyrozumialy maz, moze
              kochanek, lepszy dzieciak. Mamy!!!! Ale to tez nie to-okazuje sie po jakims
              czasie. No to moze potrzeba nam do szczescia: if only I had
              enlightment...OSWIECENIE! Tak! to jest to czego nam potrzeba. Idziemy do lasu, na
              Dworzec Centralny ale oswiecenia nie ma!!! Bo nie ma czegos takiego. Wciaz za
              czyms gonimy a ucieka nam zycie.
              a.
              • Gość: Andrzej Re: Nierobienie nic czyli wu-wei IP: *.unl.edu 29.05.02, 21:28
                antosia napisał(a):

                > To nie byl koan. To bylo cos co rozumiem i czuje.
                > Dla mnie Zen to zadna samorealizacja. Samorealizacja to kolejne zludzenie i
                > pobozne zyczenie.
                > Ludzie zyja ciagle zasada: If only I had a better car..wiekszy samochod, dom,
                > lepsze wyksztalcenie. Staramy sie i mamy prawda? Zdajemy sobie wtedy sprawe ze
                > to
                > za malo wobec tego zaczynaja sie inne: if only... bardziej wyrozumialy maz, moz
                > e
                > kochanek, lepszy dzieciak. Mamy!!!! Ale to tez nie to-okazuje sie po jakims
                > czasie. No to moze potrzeba nam do szczescia: if only I had
                > enlightment...OSWIECENIE! Tak! to jest to czego nam potrzeba. Idziemy do lasu,
                > na
                > Dworzec Centralny ale oswiecenia nie ma!!! Bo nie ma czegos takiego. Wciaz za
                > czyms gonimy a ucieka nam zycie.
                > a.

                Zen przechodzi samego siebie. Zapewniam Cie, ze ostatecznym celem zenu jest
                samorealizacja (oswiecenie)tylko ze Zen nie lubi rozprawiac o tym. Tak samo nie
                lubi rozprawiac o zyciu po smierci, raczej Ci poleci praktykowac medytacje i
                kiedy czas nadejdzie, wtedy sie dowiesz, czy zylas juz czy nie. Zen za wszelka
                cene chce przesunac nasza swiadomosc z tzw. peryferii nas samych (Dworzec
                Centralny, szkola, religia, nasze wyobrazenia o nas samych)do naszego centrum,
                wiecznego, niesmiertelnego centrum nas samych. Dlatego techniki Zenu sa tak
                ubogie, a wszystko po to by nie kreowac nowych pokladow na peryferiach nas samych.
                Pozdr, Andrzej.
                • Gość: mrowka Re: Nierobienie nic czyli wu-wei IP: *.proxy.aol.com 29.05.02, 22:10
                  'my' w spodenkach Andrzeju, a ONI starozytny skostnialy, a jakze oswiecony i
                  cywilizacyjny patriarchat i niezdolnosc do oparcia sie wplywom zachodu.
                  Acha, no i nadmiar leniuchowania, czyli biernoty radosciwej, wszystko w swoim
                  czasie. Dobrze ze im nie w glowie bylo rownouprawnienie i demokracja, bo to
                  tylko zniszczylo nature? He,he,he... \''/
                  • Gość: Andrzej do pracowitej, hihihi, mrowki IP: *.unl.edu 29.05.02, 22:51
                    Gość portalu: mrowka napisał(a):

                    > 'my' w spodenkach Andrzeju, a ONI starozytny skostnialy, a jakze oswiecony i
                    > cywilizacyjny patriarchat i niezdolnosc do oparcia sie wplywom zachodu.
                    > Acha, no i nadmiar leniuchowania, czyli biernoty radosciwej, wszystko w swoim
                    > czasie. Dobrze ze im nie w glowie bylo rownouprawnienie i demokracja, bo to
                    > tylko zniszczylo nature? He,he,he... \''/

                    No i wlozylem kij w mrowisko, hihihihihi. A ktory to drogowskaz idzie droga ktora
                    wskazuje, ha ? Ja mowie mrowko o metafizyce, kosmologii i paralelach do
                    wspolczesnej fizyki a nie ich podejsciu do zycia "doczesnego". Masz racje,
                    wiekszosc ludzi na Wschodzie zyje w nedzy i na nic im sie ta "wyzsza swiadomosc"
                    nie przydaje, choc moze my tego nie jestesmy w stanie pojac, co wazne jest i dla
                    kogo. Chodzi mi rowniez o to, ze my, ludzie Zachodu nie mamy pojecia o czyms
                    szerszym niz swiat, ktory widzimy ze swego okna i niestety, to nie nasz darwinizm
                    urzeka ich tylko ich np. buddyzm wdziera sie do nas, dlatego, ze te ich systemy
                    sa w wielkimi, intelektualnymi i pozaintelektualnymi zapalnikami dla naszej
                    swiadomosci, czego tzw. kontynentalna filozofia nie potrafi wykrzesac. Ale masz
                    racje, bez lodowki i tostera sie nie da. I tu musza przyjsc do nas. Zreszta,
                    dopiero kombinacja tych dwoch sfer tworzy przwdziwy obraz naszej planety.
                    Pozdr, Andrzej.
                    • Gość: maly.k Re: do pracowitej, hihihi, mrowki IP: 139.57.24.* 29.05.02, 22:55
                      Jesi uwazasz, ze np. Hindusow nic nie urzeka w tym Zachodzie, polecam wycieczke
                      do Bangalore. Zaraz, zaraz - Ty przeciez mieszkasz w USA - po prostu wyjzyj
                      przez okno.

                      Pozdrawiam,

                      mk. (rozjasniajacy mroki)
                      • Gość: Andrzej Re: do pracowitej, hihihi, mrowki IP: *.unl.edu 29.05.02, 23:14
                        Gość portalu: maly.k napisał(a):

                        > Jesi uwazasz, ze np. Hindusow nic nie urzeka w tym Zachodzie, polecam wycieczke
                        >
                        > do Bangalore. Zaraz, zaraz - Ty przeciez mieszkasz w USA - po prostu wyjzyj
                        > przez okno.
                        >
                        > Pozdrawiam,
                        >
                        > mk. (rozjasniajacy mroki)

                        Nie mam okien. Pracuje w piwnicy. No to co ze ich urzeka Zachod ? Mnie i wielu
                        innych urzeka to co maja do zaoferowania tym, ktorzy pytaja o sens. Tym razem nie
                        wygladaj przez okno tylko spojrz do swego wnetrza, hihihihihi.
                        Pozdr, Andrzej Mroczacy Rozjasnienia.
                        • Gość: maly.k Re: do pracowitej, hihihi, mrowki IP: 139.57.24.* 29.05.02, 23:55
                          Gość portalu: Andrzej napisał(a):

                          > Tym razem nie
                          > wygladaj przez okno tylko spojrz do swego wnetrza, hihihihihi.
                          Wolalbym jednak spojrzec do Twojego.

                          Pozdrawiam,

                          mk. (patolog-amator)

                          PS. Zreszta, po co Oswiecenie, skoro odpowiedz na fundamentalne pytanie
                          wszechswiata jest znana.
                        • Gość: mrowka Re: do pracowitej, hihihi, mrowki IP: *.proxy.aol.com 29.05.02, 23:57
                          ale i tak zrobilo sie cieplo.
                          A jakby tak jeszcze spojrzec na to z lewej strony,
                          to mozna by nawet powiedziec ze Zachod w swojej zdegenerowanej dojrzalosci
                          stal sie zbawicielem dla tych zanikajacych starozytnosci.
                          Nie ma to jak milosc z wzajemnoscia. ('.')
                          Jakbys sie glebiej zajal mistyka chrzescijanska to by wyszlo na to samo.
                          A nawet glebiej, bo chinczycy zaplodnili alchemie zachodnia, tudziez
                          matematyke, a zatem wszystko zawiera sie w jednym kociolku! Hihehihehihihuhu
                          • Gość: mrowka Re: do pracowitej, hihihi, mrowki IP: *.proxy.aol.com 30.05.02, 00:01
                            ups, Arabskie cyferki. Potknelam sie....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka