betka93
05.02.05, 20:47
jest mi trudno...
jest mi wstyd... mam calkowite poczucie kleski wychowawczej... moja corka
wysoki iloraz, cyniczna, bezwzgledna a jednoczesnie wrazliwa nie nadwrazliwa
tylko niestety na swoim punkcie, umiejaca czytac emocje, nauczyla sie
manipulowac ludzmi, do 12 roku zycia mieszkalismy u tesciowej , karmila moja
corke tym jaka to ja nie jestem beznadziejna, nic nie potrafie, fakt ze
jestem typem doroslego - nadpobudliwego, ale...
wyprowadzilismy sie, po pol roku dowiedzialam sie od corki ze w wieku 9 lat
na religi ksiadz dotknal jej intymnych miejsc, poszlismy do psychologa ale po
pierwszej wizycie nie chciala isc wiecej. przeprowadzilismy sie do duzego
miasta, corka zaczela palic, szybko rozpoczela inicjacje seksualna, zadne
moje rozmowy z nia nie przynosily skutku, zaczely sie wagary, kontakty z
podejrzanym towarzystwem, zaczela chodzic z chlopakiem, ktory byl dilerem
narkotykow, po zerwaniu z nim, zaczela sie uczyc, z moim mezem ma dobry
kontakt, chodza razem po gorach, w wakacje poznala chlopaka, studenta, wiem
ze sa blisko, od grudnia sytuacja sie bardzo pzmienila, zaczela ze mna
normalnie rozmawiac, chodzic na spacery, a w niedziele byla swiadkiem rozmowy
z moim mezem, z ktorej uslyszala tylko fragment. powiedzialam, ze mam dwojke
dzieci. oprocz corki mam jeszcze dwoch mlodszych synow ponizej 10 lat, w
trakcie tej rozmowy podeszla do mnie i wymierzyla mi siarczysty policzek
stwierdzajac, ze jesli mam tylko dwojke dzieci to masz, maz niestety tego nie
widzial, a zreszta coby to zmienilo sorry za ten haos ale to tak boli, wiem
ze to sie nadaje do psychologa... ale ona nie chce nawet o tym slyszec, z
pozostalymi dziecmi mam dobry kontakt, nawet bardzo dobry, najgorsze w tym
wszystkim, jest to, ze jestem calkowicie bezradna...
nie potrafie sobie z tym poradzic...