bemar2
03.06.02, 12:55
pozwolilam sobie napisac do was ! moze ktospomoze mi sie spojrzec obiektywnie
na moja sytuacje. tylu wspanialych rad udzielacie z walsnego doswiadczenia
plynacych z serca ..wiec ..
nie chialabym was zbytnio zameczac moja historia jest zapewne podobna do
wielu.,.w skrocie jednak musze ja opowiedziec zeby nakreslic ogolny zarys.
jestesmy wiele lat malzenstwem,zreszta od poczatku niezbyt udane maz zaczol
naduzywac alkoholu wiec wiadomo jakie mialm problemy .,, lacznie z tym ze
siedzialm w domu i na niego czekalam plinowalam tego co jeszcze w domu zostalo.
pozniej sie uspokoil poprawilo sie nam materialnie teraz zyjemy jako tako ale
nie chodzi tu o strone materialna,,maz przestal pic ale zmainy jakie alkohol
wywola w jego psychice sa okrutne.stal sie czlowiekiem agresywnym.ordynarnym
niezadowolonym z zycia.usmiech h nie gosci na jego twarzy..za wszystko co zle
wini mnie oczywiscie.... czasem podnosi reke ...delikatnie czasem panuje nad
soba.to tak w skrocie...jest przyzwyczajony ze zawsez wszyskto robilam tak jak
on chcial ...zapytacie sie dlaczego? dla swietego spokoju tego mi zawsez
brakowalo. poswiecilam siebie swoje marzenia zainteresowania w imie ratowania
tego malzenstwa. hcialam stworzyc w miare normalny dom dla dzieci.zapytacie sie
dlaczego nie odeszlam chyba nie mialam gdzie balam sie nie wiem.???? ale teraz
chce przejsc do sedna sprawy..w koncu zrozumialm ze ja tez mam prawo do chwili
wytchnienia chcialabym gdzies wyjsc moze wyjechac na dzien czy dwa sama.odpocac
od niego..... i tu sie zaczyna problem..wszyscy lacznie z moimi rodzicami
uwazaja ze nadal powinnam nisko nosic glowe nie draznic lwa nie mam prawa do
niczego tak mi tlumacza bo bedzie jeszcze gorzej wytrzymalas tyle lat jeszcze
troche dasz rade.
w koncu nie wytrzymalam psychicznie wyjechalam na dwa dni /wyblagalam zgode u
meza/ wrocilam i ....on byl w miare spokojny za to moi rodzice powiedzieli ze
nie powinnam wyjezdzac ze robie zle ciagle zle...bo chce cos malutkiego dla
siebie..moze ktos w to nie uwierzy jk powiem ze dla mnie to ogromne wydarzenie
swieta jak wychodze do miasta...sama!!!!!! ciesze sie jak dziecko...bo musze
wam powiedziec ze maz nie toleruje zadnych moich wyjsc..twoje miejsce jest w
domu przy moim boku..kochani ja sie pogubilam juz w tym wszytkim...czy
naprawde musze sie czuc tak bardzo winna ze chce cos dla siebie..jakies wlasne
zainteresowania jakis maly wyjazd czy wyjscie do kolezanki..ja tego nigdy nie
robilam z wiadomych wzgledow. juz jestesm tak zamknieta od 12 lat.. a moze ze
mna cos jest nie tak?