wiu1
20.02.05, 12:19
Jestem ciekawa, czy tylko ja mam takie "drażliwe" kontakty z kimś z rodziny
małżonka. Za każdym razem, kiedy do nas przychodzi, mam wrażenie, że mój dom
juz nie jest mój - ta osoba mówi dużo, głośno i ma zwyczaj domagać się
swojego (wymusza realizację swoich życzeń, ma generalnie nastawienie
roszczeniowe do rodziny, rodziców, rodzeństwa...itd). Nie akceptuję jej
poglądów na życie i związki i wogóle jej całego sposobu bycia. Jednak jest to
ukochana siostra mojego męża, młodsza od niego parę lat (w dzieciństwie się
nią zajmował) i ma on do niej uczucia typu "pomimo wszystko". Nie potrafi za
bardzo jej odmawiać rzeczy typu "zamówmy pizzę", "chodźmy do knajpy", "zawiex
mnie na zakupy", "przyjde poszperać w internecie", "pojadę z wami...", "kup
mi ..."... itd. Kiedy nas odwiedza, mój małżonek zapomina o mnie i wiedzie
konwersacje głównie z nią. Nie ma "nas", jest tylko "on i jego siostra".
Rozumiem, że to jego - więc i moja - rodzina. Rozumiem, że nie moge odmawiac
mu prawa do kontaktów z rodziną. Ale chcę bronić swoich granic! W moim domu
ja rządzę! Z kimś takim jak ta osoba nie życzę sobie zawiązywac kontaktów na
tyle bliskich, żeby wpadał do nas kiedy chce, na jak długo chce, szperała po
moje kuchni wedle swojego życzenia, zaglądała do lodówki, pytając "co jest do
jedzenia"..... I jeszcze narzeka, że chcemy wieczorem już szykowac się do
spania ("przeciez ni eidziecie do pracy na szóstą!"), czy że za mało jest na
obiad ("nie pojem sobie!").
Ufff.... wyżaliłam się. A jak to jest u was??