Dodaj do ulubionych

szukanie szczęścia

IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 10.06.02, 13:32
Czemu zwykle szukamy szczęścia poza soba?

Zwykle szczęście kojarzymy z czymś co nas otacza - i stawiamy warunki.
Czyli jak będziemy juz mieli mieszkanie to będziemy szczęśliwsi, jak znajde
faceta (idealnego , oczywiście) to moje życie będzie pełniejsze, jak zwiedzę
świat, jak więcej zarobie...

Albo odsuwamy szczęscie -przyjemnosc na później. Teraz zarobie na mieszkanie,
na samochód - a jak sie dorobie to spełnie swoje marzenia: Hawaje, podróż
dookoła świata, lub przeciwnie święty spokój we własnym ogródku, ogień na
kominku...

Jak często zdarza się wam - o ile w ogóle - poczuć szczęśliwymi bez powodu - ot
taka radość z samego istnienia tu i teraz? Cieszyc się kroplą rosy na liściu,
mgłą nad łąką, wschodem słońca. Nie tylko zachwycić się ale właśnie czuc
szczęscie że możecie na to patzreć, czuc zapach mokrej ziemi czy skoszonej
trawy, słyszeć szelest wiatru, dalekie dzwony wiejskiego kościółka podczas
odpoczynku pod wierzbą w wędrówce przez zalane słońcem wiejskie okolice?
Obserwuj wątek
    • vicca Re: szukanie szczęścia 10.06.02, 13:59
      Moja ulubiona historyjka o szczęściu brzmi następująco:
      pewna kobieta znalazła na łące za swoim domem czterolistną konieczynę.
      Oznaczyła to miejsce, zawołała rodzinę i przyjaciół. Wszyscy usiedli dookoła i
      czekali aż szczęscie przyjdzie. Rozmawiali, śpiewali, dzieci się bawiły.
      Rozeszli się wieczorem, nieco rozczarowani że nie konieczynka nie przyniosła im
      szczęscia. Nie zauważyli, że ono było razem z nimi.
    • kwieto Chochlik :") 10.06.02, 14:03
      Tak sobie pomyslalem, ze zachwycajac sie ta kropelka rosy - w koncu tez
      zachwycamy sie swiatem zewnetrznym, wiec nadal zewnetrzny w stosunku do nas
      swiat dostarcza szczescia. Chyba ze posluzymy sie zasada rodem z Zen i
      dojdziemy do wniosku, ze to my jestesmy kropelka rosy" :")))

      Powazniej - czemu szukamy szczescia w swiecie zewnetrznym? Moze mylimy poczucie
      szczescia z euforia i fascynacja? A kiedy euforia sie skonczyla, bo samochod,
      dom, wycieczka na karaiby, nowy kochanek, maz, zona, dziecko - sie znudzilo, to
      ogarnia nas ta sama pustka co wczesniej? I stad ciagle poszukiwanie i bieganie
      za czyms co daloby troche wiecej euforii bardziej trwalej?

      A swoja droga, mimo ze z takim podejsciem do szczescia sie zgadzam (tzn. ze
      nalezy je odnalezc w sobie), to nie umiem sobie tu poradzic z miloscia. Bo
      milosc czesto jest utozsamiana z fascynacja druga osoba, podejsciem, w ktorym
      to ta druga osoba "daje nam szczescie" Wiec albo jest zupelnie inny gatunek
      milosci, ktory nie polega na takiej fascynacji (tylko na czym? byciu
      przyjaciolmi i kochankami jednoczesnie? I nie chodzi mi o takiego przyjaciela,
      co to mu sie wyplakujemy w rekaw, ale bardziej typ "kumpla" - czy "kumple nas
      fascynuja? chyba nie...). No dobrze. Ale albo mamy taka kumpelsko-erotyke,
      albo? Milosci nie ma? Jak kto znajdzie w sobie szczescie to jest skazany na
      niemoznosc zycia w parze? Hmmm....

      Mamy jeszcze model milosci - razem, ale kazde zajmuje sie swoimi sprawami.
      Skuteczny, zapewne trwaly (bo mamy tolerancje i akceptacje calej drugiej
      osoby), ale gdzie tu milosc rozumiana jako maslane oczy, wzdychanie do
      ukochanej/ukochanego i inne takie?

      Czyli co - poczucie szczescia odnalezione w sobie automatycznie wyklucza milosc
      do drugiej osoby?
      Czy po prostu powszechna koncepcja milosci jest do kitu?
      • Gość: Lilly Re: Chochlik : IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.06.02, 15:03
        Nie rozumiem, dlaczego zakładasz, że znajdowanie szczęścia w sobie wyklucza
        znajdowanie go w kontakcie z inną osobą? Przecież można czerpać z różnych
        źródeł, co więcej - myślę, że jeżeli nie potrafimy czerpać z własnego wnętrza
        zadowolenia, poczucia spełnienia ... czy co tam się jeszcze składa na poczucie
        szczęścia, to i w kontakcie z drugą osobą nie będziemy umieli być szczęśliwi.
        Zresztą szczęście to nie jest - jak mi się wydaje - stan permanentnego
        upojenia, lecz raczej drobne chwile, kiedy sobie uświadamiamy, że tu i teraz
        jest najlepszym dla nas miejscem. Czasem można to poczuć w samotności, czasem
        będąc z ukochaną osobą.
        Pozdrawiam :-)
        • kwieto Re: Chochlik : 10.06.02, 15:12
          NO dobrze, ale rozumuje tak: milosc jest utozsamiana ze szczesciem. Czyli ze
          milosc daje nam to szczescie. Ale jesli umiem znalezc szczescie w sobie, i
          utrzymac to poczucie nie chwilowo, ale w dluzszym okresie - to po co mi wtedy
          milosc, skoro i tak jestem szczesliwy?

          Z tego wynika, ze albo milosc daje cos innego niz szczescie (tylko co?), albo
          osoba ktora bedzie w stanie utrzymac ta szczesliwosc, nie bedzie milosci w
          ogole potrzebowac.

          Bo z kolei to co proponujesz - "raz szczescie znajduje w sobie, innym razem w
          milosci" sugeruje taka "milosc z doskoku" - jak jest dobrze to kocham, jak zle,
          to ide sobie samotnie szukac szczescia. A chyba nie o to chodzi w milosci?

          Hmmm....

          szczescie wrogiem milosci, milosc wrogiem szczescia?
          Hmmm...
          • Gość: Lilly Re: Chochlik : IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.06.02, 15:39
            Eee ..., coś jest nie tak w Twoim rozumowaniu (bez urazy :-) ) To, że jest mi
            dobrze samej - tzn. umiem odnajdywać szczęście w sobie - nie znaczy, że nie
            będę szukała w kontakcie z innym człowiekiem - przecież można być szczęśliwym
            na różne sposoby! Mozna być szczęśliwym tworząc albo modląc się, albo kochając,
            albo patrząc na góry, ale to nie znaczy, że będę przez całe życie siedzieć i
            gapić się na na krajobraz. I ani miłość nie jest wrogiem szczęścia, ani
            odwrotnie, ani też miłość nie jest tożsama ze szczęściem.
            Czy to nie Ty przypadkiem radziłeś mi jakiś czas temu po tym jak dręczyła mnie
            pustka po zerwaniu, żebym nauczyła się czerpać zadowolenie (= być szczęśliwa) z
            samotnego życia, a nie szukała szczęścia koniecznie przy boku kolejnej
            odsoby? ;-) Chciałeś, żebym już nigdy się nie zakochała? :-))
            • kwieto Re: Chochlik : 10.06.02, 16:33
              Zgoda, ja czuje roznice o ktorej mowisz, ale jakos jej nie moge zdefiniowac.
              stad nazwa odpowiedzi "chochlik" :")) A swoja droga. wlasnie zastanawiam, sie
              czego wlasciwie szukam w milosci, i juz nie jestem wcale taki pewien, ze
              szczescia (w kazdym razie nie w tym potocznym ujeciu). Zastanawiam sie, co
              jeszcze moze dawac milosc? A moze milosc nic nie daje? Tylko po co sie w takim
              ukladzie zakochujemy? Masz pomysl?
              • Gość: inayat Re: Chochlik : IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 10.06.02, 19:13
                kwieto napisał(a):
                > Zastanawiam sie, co
                > jeszcze moze dawac milosc? A moze milosc nic nie daje? Tylko po co sie w takim
                > ukladzie zakochujemy? Masz pomysl?

                Wybiera sie partnera na wspolna droge, ktora chce sie przebyc do konca.Kochamy bo
                chcemy byc tym kims jedynym dla drugiej osoby. Milosc domaga sie wylacznosci i
                wiernosci.
                • kwieto Re: Chochlik : 10.06.02, 21:26
                  No dobrze ale dlaczego chcemy przezyc to zycie z ta akurat osoba? Jest jakis
                  powod? czy tak naprawde sami nie wiemy?
                  • Gość: inayat Re: Chochlik : IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 10.06.02, 21:59
                    A czy musi byc jakis konkretny powod ze chcemy byc akurat z tym kims a nie z
                    innym? Ktos ci sie podoba, zakochujesz sie, chcesz z nim byc, poznajesz tego
                    kogos coraz bardziej i po jakims czasie (najlepiej jak najdluzszym) juz wiesz czy
                    to jest TEN KTOS z kim chcialbys planowac cos wiecej niz kolejna randke czy noc.
                    A zreszta czy ja wiem? Poki co doswiadczam urokow bycia samemu. Udalo mi sie
                    uwolnic z baaaardzo toksycznego zwiazku.

                    Jesli chodzi o szczescie to znam taka przypowiastke. Chlopiec zapytal
                    Krishnamurtiego " Czy jest pan szczesliwy", a Krishnamurti odpowiedzial bez
                    namyslu.; "Nie wiem. Nie zastanawiam sie nad tym. ALe gdybym sie zaczal
                    zastanawiac, z pewnoscia poczulbym sie nieszczesliwy" I cos w tym jest.
                    Szczesliwa osoba zyje swoim szczesciem, nie zastanawiajac sie nad tym. Tak jak w
                    sporcie. Gdy gra sie w tenisa nie mysli sie o tym czy jest sie w danym momencie
                    szczesliwym. Po prostu sie gra, calym soba. Jesli czlowiek zatrzyma sie w srodku
                    partii aby pomyslec czy sprawia mu to radosc to znak ze sie nie cieszy!

                    • kwieto Re: Chochlik : 10.06.02, 22:15
                      Taaaa.... Casus nosorozca pancernego :"))
              • Gość: Lilly Re: Chochlik : IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.06.02, 23:35
                Do eksperta w tej dziedzinie mi daleko, ale wydaje mi się, że miłość daje
                przede wszystkim poczucie pełni. I chyba dlatego się zakochujemy - żeby się
                pozbyć uczucia tej okropnej pojedynczosci, odrębności, samotności ... różnie to
                można nazywać. A czy to jest przy okazji szczęście? Pewnie jakoś to się
                uzupełnia ... ;-)
                • kwieto Re: Chochlik : 10.06.02, 23:38
                  No dobrze, ale szczescie tez daje poczucie pelni. Wiec po co sie dopelniac
                  podwojnie?

                  Moze powinnismy zamiast szczescie powiedziec "szczesliwosc" - wtedy bardziej
                  sie kojarzy z pelnia itd.
      • boledo Re: Chochlik : 10.06.02, 15:40
        kwieto napisał(a):

        > A swoja droga, mimo ze z takim podejsciem do szczescia sie zgadzam (tzn. ze
        > nalezy je odnalezc w sobie), to nie umiem sobie tu poradzic z miloscia. Bo
        > milosc czesto jest utozsamiana z fascynacja druga osoba, podejsciem, w ktorym
        > to ta druga osoba "daje nam szczescie" Wiec albo jest zupelnie inny gatunek
        > milosci, ktory nie polega na takiej fascynacji (tylko na czym? byciu
        > przyjaciolmi i kochankami jednoczesnie? I nie chodzi mi o takiego przyjaciela,
        > co to mu sie wyplakujemy w rekaw, ale bardziej typ "kumpla" - czy "kumple nas
        > fascynuja? chyba nie...). No dobrze. Ale albo mamy taka kumpelsko-erotyke,
        > albo? Milosci nie ma? Jak kto znajdzie w sobie szczescie to jest skazany na
        > niemoznosc zycia w parze? Hmmm....

        Miłość człowieka uszczęśliwia dodatkowo. Jeśli jesteś w 100% szczęśliwy bez
        miłości, to z nią w 200%.

        > Mamy jeszcze model milosci - razem, ale kazde zajmuje sie swoimi sprawami.
        > Skuteczny, zapewne trwaly (bo mamy tolerancje i akceptacje calej drugiej
        > osoby),

        U mnie jest taki model


        > ale gdzie tu milosc rozumiana jako maslane oczy, wzdychanie do
        ukochanej/ukochanego i inne takie?

        nie przeszkadza jednak maślanym oczom i reszcie, i to już od 8 lat.

        > Czyli co - poczucie szczescia odnalezione w sobie automatycznie wyklucza milosc
        >
        > do drugiej osoby?
        > Czy po prostu powszechna koncepcja milosci jest do kitu?

        Jak z mojego przykładu wynika, jest do kitu.
        Pozdrawiam.

        • kwieto Re: Chochlik : 10.06.02, 16:35
          boledo napisał(a):


          > Miłość człowieka uszczęśliwia dodatkowo. Jeśli jesteś w 100% szczęśliwy bez
          > miłości, to z nią w 200%.
          >

          Podoba mi sie ta koncepcja :"))


          > > Mamy jeszcze model milosci - razem, ale kazde zajmuje sie swoimi sprawami.
          >
          > > Skuteczny, zapewne trwaly (bo mamy tolerancje i akceptacje calej drugiej
          > > osoby),
          >
          > U mnie jest taki model
          >

          Sprawdza sie?


          >
          > > ale gdzie tu milosc rozumiana jako maslane oczy, wzdychanie do
          > ukochanej/ukochanego i inne takie?
          >
          > nie przeszkadza jednak maślanym oczom i reszcie, i to już od 8 lat.
          >

          A!


          > > Czyli co - poczucie szczescia odnalezione w sobie automatycznie wyklucza m
          > ilosc
          > >
          > > do drugiej osoby?
          > > Czy po prostu powszechna koncepcja milosci jest do kitu?
          >
          > Jak z mojego przykładu wynika, jest do kitu.
          > Pozdrawiam.
          >

          "O to nam chodzi ta koncepcja nam odpowiada"
          :")))))
      • Gość: Andrzej do kwieto IP: *.unl.edu 10.06.02, 23:40
        kwieto napisał(a):

        > Tak sobie pomyslalem, ze zachwycajac sie ta kropelka rosy - w koncu tez
        > zachwycamy sie swiatem zewnetrznym, wiec nadal zewnetrzny w stosunku do nas
        > swiat dostarcza szczescia. Chyba ze posluzymy sie zasada rodem z Zen i
        > dojdziemy do wniosku, ze to my jestesmy kropelka rosy" :")))
        >
        > Powazniej - czemu szukamy szczescia w swiecie zewnetrznym? Moze mylimy poczucie
        >
        > szczescia z euforia i fascynacja? A kiedy euforia sie skonczyla, bo samochod,
        > dom, wycieczka na karaiby, nowy kochanek, maz, zona, dziecko - sie znudzilo, to
        >
        > ogarnia nas ta sama pustka co wczesniej? I stad ciagle poszukiwanie i bieganie
        > za czyms co daloby troche wiecej euforii bardziej trwalej?
        >
        > A swoja droga, mimo ze z takim podejsciem do szczescia sie zgadzam (tzn. ze
        > nalezy je odnalezc w sobie), to nie umiem sobie tu poradzic z miloscia. Bo
        > milosc czesto jest utozsamiana z fascynacja druga osoba, podejsciem, w ktorym
        > to ta druga osoba "daje nam szczescie" Wiec albo jest zupelnie inny gatunek
        > milosci, ktory nie polega na takiej fascynacji (tylko na czym? byciu
        > przyjaciolmi i kochankami jednoczesnie? I nie chodzi mi o takiego przyjaciela,
        > co to mu sie wyplakujemy w rekaw, ale bardziej typ "kumpla" - czy "kumple nas
        > fascynuja? chyba nie...). No dobrze. Ale albo mamy taka kumpelsko-erotyke,
        > albo? Milosci nie ma? Jak kto znajdzie w sobie szczescie to jest skazany na
        > niemoznosc zycia w parze? Hmmm....
        >
        > Mamy jeszcze model milosci - razem, ale kazde zajmuje sie swoimi sprawami.
        > Skuteczny, zapewne trwaly (bo mamy tolerancje i akceptacje calej drugiej
        > osoby), ale gdzie tu milosc rozumiana jako maslane oczy, wzdychanie do
        > ukochanej/ukochanego i inne takie?
        >
        > Czyli co - poczucie szczescia odnalezione w sobie automatycznie wyklucza milosc
        >
        > do drugiej osoby?
        > Czy po prostu powszechna koncepcja milosci jest do kitu?

        Masz calkowita racje. Powszechna koncepcja milosci jest do kitu. Poczucie
        szczescia znalezione w sobie otwiera milosc do drugiej osoby, gdyz tylko wtedy
        jestes w stanie DAWAC. Milosc jest dawaniem w pierwszej kolejnosci.
        Pozdr, Andrzej.
    • Gość: ela Re: szukanie szczęścia IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 10.06.02, 14:31
      Wydaje mi się, że oczekujemy w życiu tzw. nadzwyczajnego szczęścia
      np. główna wygrana w toto-lotku (powiedzmy 8 mln.PLN). Można do siebie i do
      innych apelować, że mądry człowiek nie ma co czekać na takie nadzwyczajne
      szczęście ponieważ trafia sie ono równie rzadko jak właśnie taka główna
      wygrana...
      Więc.. taki mądry człowiek powinien o tym wiedzieć... i dobrze by było aby
      potrafił cieszyć z drobiazgów tj. piękny widok, dobre słowo, ciepły uścisk
      dłoni, itd, itp.
      Ale dlaczego człowiek nie chce być taki mądry? Czort go wi.
      ???
      • Gość: margit Re: szukanie szczęścia IP: *.pool.mediaWays.net 10.06.02, 15:40
        bo lubimy zyc zludzeniami.
    • Gość: ida Re: szukanie szczęścia IP: *.csk.pl 10.06.02, 14:54
      Gość portalu: inka_s napisał(a):

      > Czemu zwykle szukamy szczęścia poza soba?


      A ja się zastanawiam ilu ludziom udało się odnależć szczęście w sobie bez
      wcześniejszego szukania go na zewnątrz? Przecież jak ktoś nie szuka szczęścia na
      zewnatrz, to się nigdy nie dowie, ze go tam nie ma...

      Może to taki etap, który wszyscy muszą przejść?
    • boledo Re: szukanie szczęścia 10.06.02, 15:45
      Bardzo często jestem szczęśliwa tu i teraz (oprócz pracy - jest dla mnie
      obojętna).
      • pollyanna Re: szukanie szczęścia 10.06.02, 15:54
        boledo napisał(a):

        > Bardzo często jestem szczęśliwa tu i teraz (oprócz pracy - jest dla mnie
        > obojętna).

        A ja ostatnio jestem szczęśliwa TYLKO tu i teraz. Potrafię cieszyć się
        drobiazgami, ale patrząc szerzej... Raczej nie mogę powiedzieć o sobie "jesem
        szczęśliwym człowiekiem".
        Czuję się trochę tak jakbym rozmieniała to moje szczęście na drobne...

    • roseanne Re: szukanie szczęścia 10.06.02, 15:53
      a ja jestem szczesliwa
      Wystarczy uswiadomic sobie, jak duzo naprawde masz.
      jak bardzo Kuba sie zmienia.

      pozdrowki i ide sadzic roze
    • ta_mar_ta Re: szukanie szczęścia 10.06.02, 21:03
      Gość portalu: inka_s napisał(a):

      >... Jak często zdarza się wam - o ile w ogóle - poczuć szczęśliwymi bez powodu -
      >ot taka radość z samego istnienia tu i teraz? Cieszyc się kroplą rosy na liściu,
      > mgłą nad łąką, wschodem słońca. Nie tylko zachwycić się ale właśnie czuc
      > szczęscie że możecie na to patzreć, czuc zapach mokrej ziemi czy skoszonej
      > trawy, słyszeć szelest wiatru, dalekie dzwony wiejskiego kościółka podczas
      > odpoczynku pod wierzbą w wędrówce przez zalane słońcem wiejskie okolice?

      Droga inko :)

      Jakże miło mi czytać Twój post powyżej. Towarzyszę Ci cichutko od Twojego tutaj
      zawitania, czytałam sądzę niemal wszystko, nie pisałam do Ciebie, bo każde zdanie
      wydawało mi się zbyt ubogie, by wyrazić to co czułam.

      Teraz odważam się, bo widzę z radością ogromną, że wyglądasz na świat, że
      postrzegasz jego piękno, że "wracasz do życia".

      Inko droga, zdarza mi się tak czuć, jak opisujesz, dość często, ale po raz
      pierwszy publicznie wyznaję, że "tak mam "( malwy wsparte na płocie w dusznym
      lipcowym słońcu, wróble pod dachem, muczenie cielaka na cichej łące w zapadajacy
      zmierzch, cudownie zielone poduchy mchu, wrzosowiska, eeeech, Ty wiesz sama :) )
      Zwyczajnie wstydzę się o tym mówić, by nie uznano mnie za sentymentalną "babę".

      Tylko proszę nie mów, że to poczucie szczęścia bierze się "bez powodu".
      Mniemam, że to "bez powodu", które wymieniłaś ( kropla rosy , mgła nad łąką itd )
      to powody BARDZO WAŻNE.

      Pozdrawiam Ciebie i Twoje dziewczynki bardzo serdecznie
      Ta_
      • Gość: inka_s szperanie po zakamarkach duszy IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 10.06.02, 22:51
        ta_mar_ta napisał(a):
        > Droga inko :)
        > Jakże miło mi czytać Twój post powyżej. Towarzyszę Ci cichutko od Twojego tutaj
        > zawitania, czytałam sądzę niemal wszystko, nie pisałam do Ciebie, bo każde
        > zdanie wydawało mi się zbyt ubogie, by wyrazić to co czułam.
        > Teraz odważam się, bo widzę z radością ogromną, że wyglądasz na świat, że
        > postrzegasz jego piękno, że "wracasz do życia".
        > Inko droga, zdarza mi się tak czuć, jak opisujesz, dość często, ale po raz
        > pierwszy publicznie wyznaję, że "tak mam "( malwy wsparte na płocie w dusznym
        > lipcowym słońcu, wróble pod dachem, muczenie cielaka na cichej łące w zapadajac
        > y zmierzch, cudownie zielone poduchy mchu, wrzosowiska, eeeech, Ty wiesz
        sama :))
        > Zwyczajnie wstydzę się o tym mówić, by nie uznano mnie za sentymentalną "babę".
        > Tylko proszę nie mów, że to poczucie szczęścia bierze się "bez powodu".
        > Mniemam, że to "bez powodu", które wymieniłaś ( kropla rosy , mgła nad łąką itd
        > )to powody BARDZO WAŻNE.
        > Pozdrawiam Ciebie i Twoje dziewczynki bardzo serdecznie
        > Ta_


        Och Ta_ nie wstydź się!
        Nas jest wiecej!
        Jak inaczej wygląda świat z polnej miedzy, gdzie podkład muzyczny tworzą
        świerszcze, nos upaja sie aromatem wygrzanych słońcem traw i ziół, ech, ta mięta
        nad Narwią, kasza gryczana z kefirkiem!... Całe wieki temu...
        A żeby nie było za romantycznie - świeże wiejskie powietrze nad świeżo naturalnie
        nawożonym polem, raźne pogwarki panów pod sklepikiem gdzie winko marki "Wino"
        nabywaja - ten soczysty język...
        Hihhi

        Ta_ - ja to widziałam cały czas, nawet w tych najgorszych chwilach. To też mi
        pomagało. Takie chwile wyskakuja z pamięci jak diabeł z pudełka - one tam są
        nawet jeśli tego sobie nie uswiadamiamy. Przykryte codziennościa, zakurzone - i
        nagle! hyc! skojarzenie, zapach, zdjęcie, człowiek - i juz powracaja. Dlatego
        warto kolekcjonować wspomnienia takich drobnych chwil. Łyk zimnej wodny w skwarne
        letnie południe, leniwa cisza przed burzą na środku jeziora - widzę że wszystko
        co mi przychodzi do głowy jest przepojone wewnętrzną ciszą! Zatrzymane w czasie.
        Nawet dźwięki. Ta cisza jest potrzebna wewnatrz nas by usłyszeć to piękno.

        Dziewczynki po porcji Muminków śpia - i to tez jest piękne.
        Długo mozna patrzec na śpiące dziecko - trzeba się tym nacieszyc póki się da, tak
        szybko zmieniaja się te osóbki dane nam przelotnie od życia...

        pozdrowionka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka