Dodaj do ulubionych

Rozstanie...

14.06.02, 21:07
Moja żona chce odejść. Podobno nikogo nie ma, podobno nasze małżeństwo jest OK,
ale doszła do wniosku, że chce być sama. Nie mogę tego zrozumieć, nie mogę tego
znieść, to zupełnie bez sensu.
Jest bardzo zdeterminowana w swoim postanowieniu.
Nie chcę się z nią rozstawać, ale nie chcę jej prosić na kolanach o zmianę
decyzji.
Nie wiem jak sobie z tym poradzić. To bardzo bolesne po 12 latach udanego (moim
zdaniem) małżeństwa.
Może macie jakieś doświadczenia lub przemyślenia???
Obserwuj wątek
    • Gość: Marcin Re: Rozstanie... IP: *.ciechanow.sdi.tpnet.pl 14.06.02, 21:11
      To smutne co piszesz .
      A moze jej czegos brakuje ?
      • Gość: Andrzej Re: Rozstanie... IP: *.unl.edu 14.06.02, 23:06
        Gość portalu: Marcin napisał(a):

        > To smutne co piszesz .
        > A moze jej czegos brakuje ?

        Z cala pewnoscia. Mam podobna nature. Nie znosze zagniecionych, znoszonych
        bamboszy i prostej drogi do emerytury.
        Pozdr, Andrzej.
        • nobodyone Re: Rozstanie... 17.06.02, 11:20
          Gość portalu: Andrzej napisał(a):

          > Z cala pewnoscia. Mam podobna nature. Nie znosze zagniecionych, znoszonych
          > bamboszy i prostej drogi do emerytury.

          Rzecz w tym, że ja też tego nie znoszę. I po kilku dniach rozmów, mam wrażenie,
          że to właśnie jest problemem. Ja mam wiele pasji i zainteresowań, które w miarę
          możliwości staram się rozwijać. Lubię się bawić i robię to. Może faktycznie z
          tego powodu trochę zaniedbywałem obowiązki męża i ojca, ale to chyba nie jest
          jeszcze powód do rozstania. Można o tym rozmawiać, coś poprawiać, ale od razu
          rozwód???
          Muszę się przyznać, że problemy zaczęły się na początku roku, gdy przypadkiem
          przyłapałem żonę na "oszustwie". Chyba nie mogę powiedzieć, że na zdradzie.
          Kilka razy spotkała się w czasie "damskich" wypadów z pewnym gościem. Znacznie
          od niej młodszym, przeciętnej urody. Ale podobno miło się z nim rozmawiało i
          takie tam pierdy sruty. Podobno do niczego więcej między nimi nie doszło (???),
          mówiąc szczerze nie próbowałem tego sprawdzać, bo sytuacja wydała mi się
          wystarczająco przygnębiająca. W każdym razie wszystko się zakończyło między
          nimi (o ile coś się w ogóle rozpoczęło). Ale od tego momentu coś się w naszych
          stosunkach popsuło. Takie mikrorysy. Niby wzystko OK, ale nie do końca.
          A teraz ona mi mówi, że jest zdecydowana odejść.
          A najgorsze jest to, że nie jest mi w stanie powiedzieć czego dokładnie ode
          mnie oczekuje. Powtarza tylko, że jej życie przecieka przez palce. Ale czego
          dokładnie chce, tu już nie bardzo umie sprecyzować (oczywiście poza 5 milionami
          dolarów i możliwością ich wydawania).
          Chyba to jest problem - brak prawdziwych zainteresowań (poza takimi "babskimi" -
          panie z góry przepraszam, bo nie wszystkich to dotyczy). Brak mozliwości
          samorealizacji, sprawdzenia się. A do tego mąż, który aktywnie uprawia kilka
          dyscyplin sportowych, lubi imprezy techno i nie zawsze zgadza się z żoną.
          Z powyższego tekstu można wywnioskować, że to ja chcę odejść od żony. Ale tak
          nie jest. Bardzo ją kocham, podobnie jak naszego syna. Wydawało mi się, że jest
          dobrze. Że styl życia jaki ona sobie wybrałą w pełni ją satysfakcjonuje (ma
          świetną pracę, którą bardzo lubi, ma grono przyjaciółek z którymi codziennie
          się spotyka, nie musi martwić się o "przyziemne" sprawy), a ja pogodziłem się z
          faktem, że nie mamy nieco różne charaktery. Ale to wielokrotnie działało na
          naszą korzyść, potrafiliśmy się uzupełniać. Nasi znajomi stawiali nas za wzór
          małżeństwa "nowoczesnego". Chyba się jednak mylili.
          Strasznie życie jest pokręcone.
          Pozdrawiam.
          • czytelnikk Re: Rozstanie... 26.06.02, 12:05
            Stary, doskonale Cię rozumiem ! Jestem w bardzo podobnej sytuacji.........
            Też nie wiem co zrobić... Na pewno nie chce się poddać, a ambicję i dumę
            schowałem głęboko bo po prostu ją kocham......
            Popierdolone to życie.......
    • zlakobieta Re: Rozstanie... 15.06.02, 10:32
      Idzie do klasztoru? Jakis zakon kontemplacyjny?

      Mysle, ze kogos ma ale pewnosci oczywiscie nie mam. Czuje sie pewnie okropnie i
      nie przyzna sie przed Toba zeby cie nie ranic, bo przeciez malzenstwo jest OK,
      a wiec Tobie nie ma nic do zarzucenia. Pewnie sama czuje sie paskudnie, ze to
      robi.
      Oczywiscie istnieje prawdopodobienstwo, ze uwaza ze juz Cie nie kocha i nie
      chce byc w stosunku do Ciebie nieuczciwa zostajac "z obowiazku" ale to takie
      hmmm... rzadko spotykane.

      Jezeli zdarzyl sie faktycznie ten drugi wariant, to istnieje szansa, ze
      przemysli wszystko w samotnosci i wroci.

      Nie martw sie. Co by sie nie zdarzylo na pewno zycie Ci sie ulozy. (Nikt nie
      powiedzial, ze bedzie latwo :(
      • Gość: Greg Re: Rozstanie... IP: *.szpital.elblag.pl / 10.1.0.* 15.06.02, 23:01
        Trzymaj sie chlopie.. Mysle,ze Twoja Pani niestety kogos ma,tylko boi sie Ci
        przyznac..Na pewno nie narzucaj sie i nie blagaj o zmiane decyzji.Wiem co
        mowie,bo sam cos takiego przezylem,i mozna przez to przejsc...Nawiasem mowiac-
        "La donna e mobile", wiec jesli zachowasz zimna krew(przynajmniej na pokaz),
        kobieta moze wroci do Ciebie,ale nie czepiaj sie zanadto tej nadziei...Kazdy
        ksiaze z bajki powszednieje,wiec nadal masz szanse,tylko sie nie
        ponizaj.Powodzenia!
        • Gość: kolka Re: Rozstanie... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.06.02, 09:47
          A może to tylko chwilowe załamanie? Przydałaby się szczera rozmowa.
      • Gość: Nina Re: Rozstanie... IP: *.toya.net.pl / 10.0.227.* 16.06.02, 11:24
        Niekoniecznie kogos musi miec...Po 12 latach ciagle takiego samego zycia,z
        czlowiekiem,ktorego zna sie,jak samego siebie,na mniej odpornych moze przyjsc
        chwila zwatpienia,chec zmiany,odpoczynku...Daj jej troche czasu,i choc wiem,ze
        to b.trudne,bo serce peka i dusza wyje-sprobuj przeczekac.Rady typu "nie
        ponizaj sie" sa dobre w stosunkach z obcymi,we wlasnym zwiazku robi sie
        wszystko,co serce dyktuje.Musicie porozmawiac,musisz wiedziec,czego jej brak-
        choc od razu uprzedzam,ze kobiety czesto nie potrafia nazwac tego,co je boli
        lub czego brak...Pozdrawiam
    • dundee_girl Re: Rozstanie... 16.06.02, 12:02
      Moim zdaniem takiej decyzji nie podejmuje sie tak z niczego. Wedlug Ciebie
      malzenstwo bylo/ jest udane, ale czy spytales ja o zdanie? To co dla nas wydaje
      sie fajne i normalne druga strona moze odbierac zupelnie przeciwnie. Sa osoby
      ktore tlamia to w sobie przez lata i po jakims czasie wybuchaja.
      • Gość: aja7 Re: Rozstanie... IP: 212.160.67.* 17.06.02, 00:15
        Mysle, ze rozmowa jest bardzo wazna. W moim przypadku to on mnie zostawil po
        ponad 10 latach. Mysle, ze niezaleznie od tego jak bardzo cierpi ta druga
        strona, na sile nie mozna utrzymac takiego zwiazku. Mimo, że dalej go kocham
        wiem, ze decyzja o powrocie musi wyniknac z jego wlasnego przekonania. Ja juz
        nie mam nic do powiedzenia i musze zaakceptowac jego decyzje.
        W Twoim przypadku mysle, ze dokladnie musicie przeanalizowac swoje uczucia.
        Moze musicie dac sobie troche czasu? Czasami z daleka lepiej widac co naprawde
        Was laczy. Mam nadzieje, ze Wam sie uda. Pamietaj jednak, ze gdybys zmusil ja
        do zostania na sile, w przyszlosci zakonczy sie to tylko wzajemnymi wyrzutami
        i pretensjami. Chcialabym zebyscie wspolnie znalezli wiecej rzeczy, ktore Was
        lacza niz dziela.
    • Gość: Terry Jak w banku ma nowego idola IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 16.06.02, 17:53
      To takie czasy. Masmedia bombardują ssupermenami i superdupami. Nie ma siły aby
      nie przekabaciły jakiegoś odsetka ludzi. W końcu reklama jest dźwignią handlu.
      A reklama głosi: róbta co chceta byle orgazm był.
    • ta_mar_ta rozmawiać, pytać, wyjasniać,SŁUCHAĆ,powodzenia 16.06.02, 17:58
    • Gość: sylwia Re: może to rodzaj klaustrofobii? IP: *.zamosc.sdi.tpnet.pl 17.06.02, 07:57
      nobodyone napisał(a):
      > Moja żona chce odejść. Podobno nikogo nie ma, podobno nasze małżeństwo jest OK,
      > ale doszła do wniosku, że chce być sama.>



      Moim zdaniem. Twoja żona "dusi" sie w tym małżeństwie.


    • gulipin1 Re: Rozstanie... 17.06.02, 08:16
      nobodyone napisał(a):

      > Moja żona chce odejść. Podobno nikogo nie ma, podobno nasze małżeństwo jest OK,
      >
      > ale doszła do wniosku, że chce być sama. Nie mogę tego zrozumieć, nie mogę tego
      >
      > znieść, to zupełnie bez sensu.
      > Jest bardzo zdeterminowana w swoim postanowieniu.
      > Nie chcę się z nią rozstawać, ale nie chcę jej prosić na kolanach o zmianę
      > decyzji.
      > Nie wiem jak sobie z tym poradzić. To bardzo bolesne po 12 latach udanego (moim
      >
      > zdaniem) małżeństwa.
      > Może macie jakieś doświadczenia lub przemyślenia???

      Byłem w tej samej sytuacji. W miom przypadku "NIE" znaczy nie i innych znaczeń
      nie miało. Jeżeli chce odejśc , pozwól jej na to i czekaj na rozwój wypadków. Nie
      można zmusić kogoś do miłości. A poza tym 12 letni związek trzeba pielęgnować,
      czegoś Wam po drodze zabrakło, poszukaj w pamięci i we wspomnieniach czego.

      Może na naprawianie nie ma już czasuale może twoja żona , opamięta się i
      odnajdzie w Waszym życiu więcej radości i powodów do zostania, niż do odejścia.
      Nie załamuj się.
      pozdrawiam
      Gulipin
    • lalka74 Re: Rozstanie... 17.06.02, 08:50
      Bardzo Ci współczuję. A jeśli ona już podjęła decyzję to tym bardziej Ci
      współczuję. Ale walcz i staraj się to wszytsko pozlepiać. Szukaj przyczyn.
    • Gość: muniek Re: Rozstanie... IP: *.com.pl 17.06.02, 14:08
      • Gość: Artur Re: Rozstanie... IP: *.elcomp.com.pl 17.06.02, 14:58
        Mozna się jedynie pocieszać, że cokolwiek zrobisz lub nie zrobisz, to juz nie
        ma znaczenia. Ona podjęła decyzję i już. to jest jednak bardzo dziwne, że nie
        ma nikogo. Odchodzi w pustkę? Jest tak odważna i poprawna. Kończy jakiś związek
        i już? A moze nie chce się przyznać, że już coś gdzieś istnieje, może jest już
        coś innego, do czego nie chce się przyznać, by ciebie nie ranić. Nie mówi, ze
        względu na te 12 lat.
        Zresztą czasami człowiek, ma wrażenie, że jest wszystko ok, a tak nie jest.
        Może czegoś nie dostrzegałes?

        Pamiętaj możesz robic różne rzeczy, to nie zmieni jej decyzji. To w niej muszą
        powstać wątpliwości, czy dobrze robi.

        Pozdr,
        Artur
    • Gość: kamfora Re: Rozstanie... IP: 62.29.248.* 17.06.02, 15:10
      nobodyone napisał(a):


      > Nie chcę się z nią rozstawać, ale nie chcę jej prosić na kolanach o zmianę
      > decyzji.
      > Nie wiem jak sobie z tym poradzić.

      A czy z jej strony padla moze jakas...propozycja(?), ze gdybys poprosil na
      kolanach, to...?

      Wlasciwie, to moze warto sie zastanowic, czy
      prosic osobe, na ktorej mi zalezy, zeby nie odchodzila - jest czyms ponizajacym?

      Niedawno przeczytalam, ze kochac kogos - to uznac jego prawo do wolnosci.
      A prawdziwa wolnosc - to mozliwosc odejscia, ale rowniez mozliwosc powrotu.

      Zastanawiam sie, na ile jest to mozliwe/prawdziwe?

      A w Twoim przypadku...Czy macie dzieci?



      • Gość: kamfora Przepraszam, nie zauwazylam IP: 62.29.248.* 17.06.02, 15:13

        Twojej wypowiedzi wczesniejszej na temat syna.
      • nobodyone Re: Rozstanie... 19.06.02, 19:21
        Skończyło się na tym, że od czterech dni błagam ją o zmianę decyzji (na
        kolanach też). Właściwie te dni to jedno pasmo udręk. Rozmawiamy, co chwilę
        obydwoje płaczemy, nie śpimy, wyjaśniliśmy sobie wszystko co było złe. Tylko,
        że ona nie chce i chyba nie zmieni decyzji. Powiedziała po prostu, że mnie już
        NIE KOCHA!!! Że pragnie być sama, ale pozostać w przyjaźni, itd.
        Ja nie wyobrażam sobie życia bez niej (oczywiście bez syna też, ale to temat na
        zupełnie oddzielny wątek). KOCHAM ICH BEZGRANICZNIE!!!, chcę zrobić wszystko,
        by ratować ten związek, by jej życie było w przyszłości szczęśliwe. Ale to jej
        zdaniem już niemożliwe.
        Przeszły mi już przez głowę wszystkie możliwe myśli (od zgnojenia jej, przez
        pogodzenie się z sytuacją, po samobójstwo). Nie mogę tego już wytrzymać.
        Kobiety - pomóżcie - jakich argumentów mogę jeszcze użyć?
        Ona nie wierzy w moją przemianę, a ja skórę bym sobie wywinął na lewą stronę,
        żeby tylko pozostała przy mnie. Jestem tym wszystkim zszokowany, szczególnie,
        że chodzi o rzeczy, które naprawdę można zmienić.
        Czy może jeszcze zmienić zdanie???
        Czy ktoś z Was przestał kiedyś kochać?
        Ja nie potrafię!!!
        • Gość: vita Re: Rozstanie... IP: *.slupsk.cvx.ppp.tpnet.pl 19.06.02, 21:01
          wszystko jest możliwe.Kobiety czasem potrzebują czasu,perspektywy.Mój mąż
          zostawił mnie po 13 latach małżeństwa.Było wiele,,oszustw-gdy chciał wrócić nie
          umiałam go przyjac.Po wielu miesiącach-wybaczyłam.Niestety on ma już tzw nowe
          życie.Daj jej czas.Powiedz że kochasz i będziesz czekać.Nie proś-o uczucia się
          nie prosi.Daj czasowi czas...
        • Gość: aja7 Re: Rozstanie... IP: 212.160.67.* 23.06.02, 00:07
          Tak bardzo Ci współczuję, szczególnie, że sama jestem w takiej sytuacji od
          połowy października (już wcześniej o tym pisałam). Mnie utrzymała przy życiu
          jedynie myśl o córce. Rozstanie z jednym z rodziców jest dla dziecka tak dużym
          szokiem, że nie możemy dodawać mu cierpień naszymi nieprzemyślanymi decyzjami.
          Mój świat rozpadł się na kawałki i wciąż nie umiem ich pozbierać.
          Nie wiem, czy świadomość tego, że inni ludzie przeżywają takie same cierpienia
          ( w moim przypadku czas nie leczy ran ) może Cię pocieszyć ale w razie czego
          służę wsparciem. Powtórzę jeszcze to co powiedzieli już inni - nie można nikogo
          zmusić do miłości. Jeżeli decyzja o pozostaniu z Tobą będzie powzięta pod
          presją kiedyś wasze małżeństwo się rozpadnie. Teraz tylko ona musi zadecydować.
          Niestety Tobie pozostaje jedynie pogodzić się z jej decyzją. Wierz mi, wiem jak
          bardzo boli rozstanie i ta cholerna bezsilność kiedy wiemy, że nic nie jesteśmy
          już w stanie zrobić i tak naprawdę nic już od nas nie zależy.Życzę Ci byś
          zaakceptował to na co nie masz wpływu.
          Ciągle mam nadzieję, że Wam się ułoży, ale daj jej podjąć tę decyzję samej.
          Może po jakimś czasie zmieni zdanie. Nic nie jest ostateczne.
          Trzymaj się dzielnie.
          Pozdrawiam.
          Aja
        • Gość: lu Re: Rozstanie... IP: *.acn.waw.pl 24.06.02, 22:10
          Co mozna powiedziec w takiej sytuacji? Jesli ja kochasz, to pozwol jej odejsc.
          Niech pobedzie troche sama, niech przemysli, czy o to jej chodzilo.Jesli ja
          blagtasz - na pewno nie zacheca jej to do pozostania - moze uwaza, ze jestes
          slaby i zachowujesz sie jak mieczak. Zacisnij zeby i czekaj. Jesli brak ciebie
          da sie jej we znaki, to wroci. Jesli nie wroci, to znaczy, ze wszystko sie
          skonczylo i nie ma co sie meczyc.
          Bardzo rzadko zdarza sie milosc na cale zycie. Wiem, ze takie rozstanie jest
          bardzo ciezkie, ale nie wolno nikogo zmuszac do uczuc.
          Trzymaj sie!
          • nobodyone Re: Rozstanie... 24.06.02, 23:20
            To już jest koniec - poddałem się.

            Kocham ją (ich) tak bardzo, że muszę dać jej wolność.
            Z drugiej strony nie potrafię żyć obok niej (nich). Nie mogę pogodzić się z
            myślą, że ona będzie na wyciągnięcie ręki ode mnie, a zarazem tak daleko.
            Dlatego muszę odejść.

            Dziękuję Wam wszystkim za rady i słowa otuchy. Pomogły mi w zrozumieniu mojej
            ukochanej żony, w uzasadnieniu jej i moich decyzji.

            Pozwólcie, że na koniec tego "wątku", też udzielę Wam pewnych rad.
            Miłość trzeba cały czas pielęgnować, bo nawet ta najżarliwsza, po latach
            zarośnie chwastami, a w końcu całkiem zwiędnie.
            Każdy ma prawo do podejmowania własnych, suwerennych decyzji - nawet błędnych.
            Nie należy ich za wszelką cenę zmieniać. Powoduje to u partnera poczucie braku
            własnej wartości. Możecie być pewni, że przyjdzie taki dzień, kiedy ta osoba
            podejmie wreszcie decyzję, będzie walczyć o swoje "ja", o swoją godność. A
            wtedy żadne argumenty nie będą miały już znaczenia.

            Pozdrawiam serdecznie.
            • lady_in_red Re: Rozstanie... 25.06.02, 15:51
              nobodyone napisał(a):

              > To już jest koniec - poddałem się.
              >
              > Kocham ją (ich) tak bardzo, że muszę dać jej wolność.
              > Z drugiej strony nie potrafię żyć obok niej (nich). Nie
              mogę pogodzić się z
              > myślą, że ona będzie na wyciągnięcie ręki ode mnie, a
              zarazem tak daleko.
              > Dlatego muszę odejść.
              >
              > Dziękuję Wam wszystkim za rady i słowa otuchy. Pomogły
              mi w zrozumieniu mojej
              > ukochanej żony, w uzasadnieniu jej i moich decyzji.
              >
              > Pozwólcie, że na koniec tego "wątku", też udzielę Wam
              pewnych rad.
              > Miłość trzeba cały czas pielęgnować, bo nawet ta
              najżarliwsza, po latach
              > zarośnie chwastami, a w końcu całkiem zwiędnie.
              > Każdy ma prawo do podejmowania własnych, suwerennych
              decyzji - nawet błędnych.
              > Nie należy ich za wszelką cenę zmieniać. Powoduje to u
              partnera poczucie braku
              > własnej wartości. Możecie być pewni, że przyjdzie taki
              dzień, kiedy ta osoba
              > podejmie wreszcie decyzję, będzie walczyć o swoje "ja",
              o swoją godność. A
              > wtedy żadne argumenty nie będą miały już znaczenia.
              >
              > Pozdrawiam serdecznie.

              Pod twoja wypowiedzia moglabym sie tylko podpisac bo w
              pelni wyraza moje przemyslenia na temat milosci. Ale
              dodam tez cos od siebie.
              Nigdy nie jest tak, ze kobiety odchodza bez powodu, nawet
              gdy odchodza do innego, to jest to spowodowane faktem, ze
              cos w zwiazku bylo nie tak. Z tego co piszesz,
              wywnioskowalam, ze po rozmowach z nia juz wiesz co bylo
              nie tak. Szkoda tylko, ze te rozmowy odbyly sie tak
              pozno, moze przedtem udalo by sie uratowac malzenstwo,
              zwlaszca, ze w gre jeszcze wchodzi dziecko i w sumie na
              forum nie powiedziano jeszcze co ono bedzie musialo
              przezyc przez rozstanie swoich rodzicow...
              Ja tez przezylam rozstanie, wykonczylo mnie to
              psychicznie, mimo, ze to ja odeszlam, zapewniam cie
              cierpialam strasznie, ale wiedzialam, ze nie mam wyjscia.
              Na szczescie nie bylismy jeszcze malzenstwem ani nie
              mielismy dzieci, wiec unieszczesliwilismy jedynie siebie
              i nikogo innego.
              Wiem, ze teraz bedzie ci bardzo ciezko, dla mnie minelo
              juz tyle czasu, a serce boli, choc bol zaglusza powoli
              codziennosc, praca, znajomi. Nie brakowalo mi mysli o
              tym, zeby skonczyc z tym zyciem, bo jak zyc kiedy
              zawalilo sie czlowiekowi to w co wierzyl najmocniej na
              swiecie. Jak zyc bez wiary...
              Nie bedzie ci latwo, ale pamietaj, ze masz syna,
              pamietaj, ze mozesz zmienic w sobie to co bylo zle i
              spotkac kogos z kim juz nie popelnisz tych samych bledow.
              Mysle, ze duzo sie nauczyles i w przyszlosci bedziesz
              potrafil kochac lepiej i pelniej.
              Trzymaj sie mocno.

              pozdrawiam wszystkich (Aju7 jak tam kotek :) )

              Lady in red
              • Gość: aja7 Re: Rozstanie... IP: 212.160.67.* 26.06.02, 00:37
                Aju7 jak tam kotek :) )
                Witam.
                Kotek rozrabia i dzięki temu mogę oderwać myśli od tego co boli. W nocy
                przychodzi się przytulić - trochę mi raźniej.
                Rimi napisał, że czeka. Myślę i wiem już z doświadczenia, że nie można skupiać
                się na swoim problemie. Staraj się NIE czekać (to tak łatwo powiedzieć). Nie łudź
                się a jeżeli wróci to będzie wielkie szczęście.
                Nobody napisał, że nie chce się widywać z żoną, wiem jak to boli ale nie zapomnij
                o synu. Teraz jesteś mu bardzo potrzebny. Dla niego rozstanie rodziców musi być
                wielkim ciosem. Nie pozwól aby pomyślał, że to przez niego. Dzieci czasem myślą
                całkowicie irracjonalnie i mogą obwiniać się o rzeczy, które tak naprawdę do nich
                nie zależą. Daj mu dużo ciepła i miłości. Uważnie go obserwuj czy jego zachowanie
                się nie zmienia - to może być oznaką problemów emocjonalnych. Po prostu bądź przy
                nim choć nie musisz z nim zbyt często na ten temat rozmawiać (moja córka wogóle
                nie porusza tego tematu a ja ze swojej strony dbam by miała z ojcem częsty
                kontakt - zainstalowałam jej gadu-gadu by zawsze mogła wysłać mu wiadomość a
                spotka się z nim conajmniej raz na tydzień).
                Pozdrawiam wszystkich samotnych. Życzę Wam pogody ducha, bądźcie dobrzy dla
                siebie a może los też okaże się dla Was łaskawszy.

                Myślę o Was ciepło
                Aja
    • Gość: rimi Re: Rozstanie... IP: 195.94.206.* 25.06.02, 17:40
      Jestem w podobnej sytuacji, tyle że nie mamy dzieci. Ona wyprowadziła się 2
      tygodnie temu, ale właściwie to trwa to już od 6 m-cy. Coś nas zabiło: praca,
      brak wspólnych znajomych, kłótnie o wszystko itd. Mieszka w tym samym mieście,
      ale umówiliśmy się, że nie będę wiedział gdzie. Nie widziałem jej JUŻ 2
      tygodnie. Ona nie dzwoni, ja tylko raz. Z doświadczenia wiem, że lepiej dać tej
      drugiej osobie czas na przemyślenie. Potwierdziliśmy oboje, że na razie nie
      występujemy o rozwód. Oczywiście łatwo powiedzieć:dać czas - jest cholernie
      ciężko: trochę więcej niż zwykle alkoholu, jakieś ziołowe tabletki
      uspakajające. Próbuję też innych form zabicia czasu: rower, siłownia, kino,
      znajomi - to pomaga, ale na krótko. Któraś z Pań powiedziała, że w takich
      przypadkach nie wolno się zniżać, więc nie dzwonię, nie błagam (robiłem to
      zanim odeszła), nie udaję, że jestem chory, by przyszła mnie odwiedzić, nie
      mówię, że wyjeżdzam zagranicę, by prosiła bym tego nie robił - I MAM NADZIEJĘ,
      ŻE ROBIĘ SŁUSZNIE. Staram się przeczekać; nie wiem jak długo dam radę. Nie wiem
      czy mam znaleźć sobie szybko kogoś innego tylko po to by wypełnić brak tego
      kogoś. Nic nie wiem. CZEKAM.
    • magic30 Re: Rozstanie... 26.06.02, 15:33
      Kobiety nigdy nie odchodzą bez powodu... Niedawno chciałam odejść od męża,
      pomimo kilku długich lat małżeństwa i małego dziecka. Nie mam nikogo innego,
      ale mojej miłości już zaczynało brakować dla nas obojga. Nie potrafię być w
      związku z kimś, kto mnie nie kocha, nie akceptuje i nie darzy szacunkiem, nie
      wspiera w trudnych chwilach, dla kogo nie jestem tą jedyną...Walczyłam o nas i
      w końcu zmusiłam go do rozmowy i wyszło, że nadal jestem kochana, a mur
      nieporozumień ,który zbudowaliśmy przez te lata, rozbieramy od paru miesięcy.
      On mnie przeprosił za te wszystkie chwile, kiedy nie był ze mną, chociaż obok,
      za te moje przepłakane noce i ciche dni...może to mało, a może nie...kupuje mi
      znowu kwiaty, ale też częściej rozmawiamy...nadal nie jest dobrze, ale
      postanowiłam mu uwierzyć i spróbować jeszcze raz...być może po raz ostatni, a
      może póki mojej miłości starczy...
      Czy w Twojej żonie już się wszystko wypaliło, co było między Wami na początku,
      a może mogłaby Ci dać jeszcze szansę?
      • Gość: Una Re: Rozstanie... IP: 62.233.135.* 26.06.02, 15:52
        Nie znam kobiety, która chciałaby być sama. Jeśli tak mówi, to jest albo
        zraniona przez faceta (nie musi być wcale żadnych dramatycznych przejść,
        wystarczy niezrozumienie na codzień), albo ma kogoś... W drugim przypadku,
        sprawa jest poza Tobą i nic nie możesz zrobić. W pierwszym - ona prędzej czy
        później będzie chciała zmienić swoje życie solo na życie w duecie. Od Ciebie
        zależy, czy będziesz wtedy obok, potrafisz zapomnieć rozstanie, wyciągnąć
        wnioski z niego i zrozumieć dlaczego Cię zostawiła.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka