Gość: zycie
IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl
08.09.01, 19:38
Smutno mi? Raczej jestem wśkiekła na los. Gdybym mogła go złapać, skopałam bym
mu tyłek. Życie jakie obecnie prowadzę przypomina raczej Alo
Mac Bil. Nie
wiadomo co jest rzeczywistością, co snem. Od kilku lat składam
książki,
czasopisam. Już 3 razy próbowałam zrobić to zupełnie sama, bez
pośredników. Ale
zawsze, gdy upływało pół roku szukania zleceń - coś się
zdarzało- wszystko
szlag trafiał. To tak jakbym otwierała nowe drzwi i nie
wiedziała co dalej. I
znowu stoję nad urwiskiem. Wiatr wieje (łeb mi urywa), deszcz
pada (chodzę po
ulicach wieczorami i płaczę), grzmoty walą (to ja uderzam w
drzewa i kamienie).
Walczę z wiatrakami (bo mam problemy finansowe).
Często chodzę na spotkania - by przekonać ludzi, że dobrze mogę
wykonać swoją
pracę. Poza składaniem książek,czasopism jestem też wykładowcą
różnych
programów komputerowych.
Kończy się pół roku i gówno. Wszystko znika. Jak za sprawą
różdżki. I od nowa
zaczynam. Co robię źle. Nie wiem.
Fakt co jakiś czas coś dzieje się w moim życiu.
Najpierw śmierć mamy. Teraz choroba męża. Jest po operacji
mózgu. Czuję się
taka samotna. Wszystkie decyzje te małe i duże muszę podejmować
sama. Dobre i
złe. Wesołe i smutne. Jestem smutna? - nie, jestem okropnie
wściekła. Co robię
źle? Moje życie to ciągła walka z przeciwnościami życia. Jak
sobie z tym
poradzić? Co zrobić żeby to zmienić. Oczywiście nie zmienie
choroby męża. Ale
jeżeli los kopie mi tyłek z jednej strony, to czy musi również
z drugiej. Czy
nie można mieć chociaż kropelki zadowolenia. Bez pracy, którą
kocham, nie umiem
sobie poradzić z tymi wszystkimi problemami. W pracy zatracam
się. Przechodzę
na zupełnie inny wymiar czasu. Jestem tylko ja i mój komputer.
A i to nie jest
mi dane w nadmiarze. Od sierpnia znowu szukam.
Nie znam powodu dlaczego ci smutno, ale uwierz mi, że jest mi
nie tylko smutno,
ale jestem też wśkiekła.
Ale opowiem Ci jak w dniu operacji męża było mi smutno.
Ponieważ denerwowałam się okropnie koleżanka poradziła mi wziąć
lek (Deprim
ziołowy)1 tabletkę. No i zrobiłam to, tylko że wzięłam 3. I
nastąpił dramat. Po
oeracji męża profesor podchodzi do mnie, i z bardzo poważna
miną mówi mi o
stanie zdrowia mojego męża. A ja po trzech tabletkach deprimu
mam uśmiech
przyklejony na twarzy. Jak byś się wtedy czuł/a. Dopiero wtedy
byłam nie tylko
smutna ale i wściekła.
Może ktoś przeczyta moją spowiedź. Z nikim nie rozmawiam tak
jak teraz. Może
ktos odpowie mi na moje pytania. Może nie?