Dodaj do ulubionych

On-Ja-Jego żona

13.05.05, 16:54
Ciężki przypadek.. zakochałam się w żonatym facecie. on też się zakochał i
odszedł od żony. problem? śliczna córeczka.. on jest bardzo przywiązany do
dziecka i nie wie co dalej robić cały czas się miota. nie wiem co robić jak
przekonać go żeby został przy mnie. wcześnie jest po rozstaniu. nie mowcie
żebym go zostawiła. za bardzo go kocham. ona chce go uwieźć. nie jestem
smarkaczem i z dystansu patrząc chce mi się smiać z siebie. ale wiem też jak
jest emocjonalnie miedzy nami. tylko jak walczyć o niego?
Obserwuj wątek
    • maxot Re: On-Ja-Jego żona 13.05.05, 17:45
      eary napisał(a):

      > Ciężki przypadek.. zakochałam się w żonatym facecie. on też się zakochał i
      > odszedł od żony. problem? śliczna córeczka.. on jest bardzo przywiązany do
      > dziecka i nie wie co dalej robić cały czas się miota. nie wiem co robić jak
      > przekonać go żeby został przy mnie. wcześnie jest po rozstaniu. nie mowcie
      > żebym go zostawiła. za bardzo go kocham. ona chce go uwieźć. nie jestem
      > smarkaczem i z dystansu patrząc chce mi się smiać z siebie. ale wiem też jak
      > jest emocjonalnie miedzy nami. tylko jak walczyć o niego?

      _________________

      Gdybyś miała choć odrobinę szacunku dla czytających tu na forum to byś umiała
      się zdobyć na pisanie z dużej litery po kropce. Chyba masz nas za nic, skoro
      nawet ci się nie chce odpowiednio nacisnąć klawisza?!

      Już nawet nie zwracając uwagi na twój tekst i styl pisania, z samej treści można
      dojść do przekonania,że nikt wartościowy nie pisze! Kolejne barachło!
      Co oczekujesz,że powinno być napisane? Zacząć od pocieszania cię w typie:" Miej
      cierpliwość,zostawi zonę i dziecko i przeniesie się do ciebie". Osobiście mam
      nadzieję,że facet przełamie się i wytrzeźwieje z tej "miłości" oraz wróci do
      żony swojego dziecka, a jeżeli nie do żony, to przynajmniej nie straci kontaktu
      ze swoim dzieckiem. I to nieszczęsne przez ciebie dziecko nie będzie cierpiało
      tragedii życiowej.Szkoda, że takie byle co jak ty, rozbija dom i rodzinę innym
      ludziom.

      Pamiętaj jedno,ze na nieszczęsciu innych ludzi nie buduje się swego szczęscia.
      Mam nadzieję,ze życie każe ci spałcać słoną cenę twojego romansu!
      • eary Re: On-Ja-Jego żona 17.05.05, 13:05
        Dziekuję za komentarz.
        Z dużej litery? Proszę.
        Internet to takie piekne miejsce gdzie dowolość używania wielkich (bo tak to
        sie nazywa) liter jest na tyle duża, że pozwala na takie malutkie niuansiki.
        Przeszkodziło Ci to? przykro mi, że przeszłaś (przeszedłeś) katusze czytania
        takich zniewag. Wiesz.. co Cię nie zabije Cię wzmocni. Nie chce? ciężko mówić o
        chcieniu/nie chcieniu przy czynnościach trwających milisekundy. raczej
        przyzwyczajenie.
        Ocena szybka i bezmyślna jest domeną ignorantów. Czy chce pocieszenia? nie..
        ale to forum chyba ma na celu dzielenie się pewnymi problemami.. Mylę się?
        Kontakt z dzieckiem? czemu ma go stracic? na pewno na to nie pozwolę. Widzisz,
        doświadczenia kształtują- nawet takiego barachoła (!!??) jak ja.
        Życzę Ci żeby ktoś Cię pokochał.
        Może tego Ci brak...A cenę? wszystko ma swoją cenę. Ja ją płacę codziennie.
        Jak? to nie twoja sprawa.
        • wacek44 Re: On-Ja-Jego żona 18.05.05, 13:20
          Nie pisze się "chcieniu" a "chceniu".
          Takie jak ty mają swoją nazwę. Wiesz jaką ?
          Jak ci da w pysk (mam nadzieję, że z całej siły)
          albo kopniaka to się uśmiechnij: jest sprawiedliwość na tym świecie.
          Przez takie jak ty jest wiele tragedii.
          • eary Re: On-Ja-Jego żona 18.05.05, 14:23
            Prostota kołka.
            Tylko gratulować.
            Albo się rozpłakać.
            WIesz co to kolokwializm?
            "Takie jak ja"? :)
            dziękuję :)
            • wacek44 Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 17:17
              To już o kołku marzysz ? A co z ukochanym ?
              Wiesz co to ku..two ?
              Proszę ...
      • katte5 Do eary 17.05.05, 13:14
        Skąd w tobie tyle jadu? Zostawił cie mąż? Może miał powód. Ludzie nie rozstaja
        się bez powodu. Dlaczego ma wytrzeźwieć i dlaczego piszesz miłości w
        cudzysłowiu? Nie wierzysz, że to miłość? Miłość czasem wygasa.Ta do żony też.
        Ameryki nie odkrywam. A dzieci dorastają i odchodzą w świat. Rodzice zostaja
        sami. Nic ich nie łączy, a dziecko właśnie odeszło. To lepszy moment żeby sie
        rozejść? Masz jedno życie. Szanuj je. Można to pogodzić tak żeby nie skrzywdzić
        dziecka. Tymczasem wszyscy użalają się ciągle nad tymi "biednymi" porzucanymi
        żonami.
        • katte5 Re: Do maxot 17.05.05, 13:20
          Sorry, poprzedni post był do maxot, zjadliwej wiedźmy.
        • eary Re: Do eary 18.05.05, 11:26
          Katte słonko...
          to chyba nie do mnie :)
          bo to ja jestem w nim zakochana a on we mnie.
          i to moj był post :)
          Ja sie z toba az za bardzo zgadzam
      • elle666 Re: On-Ja-Jego żona 17.05.05, 17:31
        no pewnie. kto jest bez winy, niech pierwszy kamieniem rzuci...
      • maggy158 Re: On-Ja-Jego żona 18.05.05, 11:13
        do maxot, Co Ty człowieku wypisujesz??????????????
        • eary Re: On-Ja-Jego żona 18.05.05, 14:16
          :) tez sie przez chwile zastanawialam.. to pierwszy komentarz był a to był mo
          pierwszy w życiu post.. i to taki :) ale miło wiedzieć, że nie tylko wiedzmy
          mozna spotkać hihihi
    • adam.dazim Re: On-Ja-Jego żona 13.05.05, 18:16
      a zeby Ciebie tez tak kiedys w te dupe ku..asto kopnal :) zycze szczerze :)
      dupodajkom nie mowmy
      • eary Re: On-Ja-Jego żona 17.05.05, 13:06
        czoło chylę przed poetyckim i jakże klasycznym językiem.
    • mskaiq Re: On-Ja-Jego żona 14.05.05, 05:28
      Mysle ze nie wiele mozesz zrobic, wszystko sprowadza sie do Jego decyzji.
      Walczac o Niego pogorszysz sprawe, zostaw to wszystko milosci, im wiecej
      bedziesz dolaczala do niej strachu tym bedzie slabsza. W tej chwili bardzo sie
      boisz ze mozesz Go stracic. Tam gdzie jest strach tam wszystko bedzie dzialalo
      przeciwko Tobie. Musisz wierzyc ze zostanie z Toba to jedyna droga aby pokonac
      strach i zachowac Wasz zwiazek.
      • eary Re: On-Ja-Jego żona 17.05.05, 13:06
        dzięki
        • czarna.mucha Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 11:52
          Eary, napisalas, ze on juz odszedl od zony. Czyli jest z toba. Musisz pokazac
          mu, ze nijak nie bedziesz utrudniala mu kontaktow z dzieckiem, ze bedziesz je
          nawet ulatwiac, ze bedziesz go do nich zachecac, nawet jesli to bedzie
          oznaczalo spotkania z byla zona. Musisz schowac zazdrosc w kieszen i raz na
          zawsze o niej zapomniec. Ale - na 100% NIC nie mow przeciwko jego bylej zonie
          (to matka jego ukochanego dziecka), ani tym bardziej nic przeciwko dziecku.
          Maksimum cierpliwosci i maksimum zrozumienia. Mowisz, ze sie kochacie,
          zakladam, ze nie rozbijalas tego malzenstwa celowo (bo jesli tak, to... sama
          wiesz zreszta... Ja uwielbiam jednego z moich zonatych kolegow, ale nigdy,
          przenigdy nie bede go podrywac, chociaz pociaga mnie zarowno intelektualnie,
          jak i seksualnie - ale tego sie po prostu nie robi). Jesli sie kochacie, to,
          jak juz ktos napisal na tym forum - milosc do zony czasami wygasa, nie ma w tym
          niczyjej winy. Ale jesli go kochasz nie mozesz nigdy, przenigdy utrudniac mu
          kontaktow z dzieckiem. I jesli wybierze dziecko, a nie ciebie - daj mu odejsc,
          nie walcz, bo mozesz nie wygrac. Jesli nie wygrasz, a bedziesz walczyc,
          pogorszysz jego kontakty z zona i dzieckiem. Jesli wygrasz, to pogorszysz wasze
          kontakty. To on ma zadecydowac. Niestety, ty mozesz teraz tylko go kochac.
          Milosc czasami oznacza poswiecenia.
          • eary Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 12:51
            Madrze.. dokladnie to teraz robie.. pozwalam mu sie znalezc.. przestalam byc
            zazdrosna. nic nie poradze. on sam musi zdecydowac. jesli podejmie decyzje zeby
            wrocic nie bede go przekonywac..
            dziekuje
    • wilga321 Re: On-Ja-Jego żona 14.05.05, 08:42
      Skoro nie chcesz abyśmy nie odradzali Ci tej miłości to po co tu piszesz?
      Mam nadzieję, że kiedyś kiedy będziesz miała rodzinę przeżyjesz to samo
      upokorzenie jakie przeżywa jego żona i dziecko.
      Z tego co wiem to wraca i mści się podwójnie.
      Ciekawe czy chciałabyś być w roli żony która dzielić się nieświadomie własnym
      mężem z inną kobietą.
      Zastanów się i lepiej będzie jak tego męża jednak zwrócisz.
      Przyrzekam Ci, że dziś go kochasz ale jutro gdybyś miała prać jego skarpetki
      będą miały zapach schodzonych skarpetek a nie róż.
      Zresztą nie myśl, że on od niej odejdzie, jemu ten układ odpowiada. A to czy
      Cię kocha?......
      Myślę, że nie. Ale to są moje własne przemyślenia. Zastanów się zanim
      zniszczysz życiie sobie i tej rodzinie.
      • eary Re: On-Ja-Jego żona 17.05.05, 13:11
        Hm.. jestem prawnikiem (istna ignorancja z mojej strony- błędy i to cały czas
        pisanie z małej litery).
        Rodzina? Nawet nie wiesz jak to jest brać udział w rozwodzie. Wyleczyło mnie to
        z marzeń o rodzinie. niestety. Przynajmniej takiej z obrączką.
        Nie dzieli się nieświadomie. Ona wie, rozmawiałyśmy nawet. o dziwo znacznei
        spokojniej niż z większością z was.
        zwrocić? a czy On jest mój? czy ja wpłynę? jego decyzja jej powiedzieć jego
        decyzja się wyprowadzić. Rozstawaliśmy się. Jednak wracamy do siebie. czasem
        tak jest, że nie wychodzisz za mąż w mądry sposób.
        Też myślałam że moze mu tak odpowiada. Zdziwiłam się jak się wyprowadził.
        Co dalej? czas pokaże.
        • wilga321 Re: On-Ja-Jego żona 17.05.05, 15:47
          Znasz odpowiedzi na swoje pytania myślę, że wiesz więcej niż ktokolwiek mógłby
          Tobie powiedzieć.
          Jestem mężatką, przechodziłam "kryzys" mąż wrócił ijest już dużo lepiej ale nie
          na tyle bym ufała.
          O mnie Ty nie wiesznic, nie znasz układów mojej rodziny więc nie próbuj
          udowadniać, że jesteś bardziej poszkodowana. Wiem jedno staram się nie
          popełniać błędów jakie widziałam w domu. Raz wychodzi mi to lepiej a raz gorzej
          ale pracuję nad tym.
          Dlatego nie zrozumię Ciebie ani Waszego postępowania. Uwarzam, że on jest
          olbrzymim draniem żeby nie pisać niecenzuralnie ale Ty również nie ułatwiasz
          sprawy ani sobie, ani jego jeszcze żonie nie mówiąc o dziecku.
          Mówiłaś coś o rozwodzie, myślisz pewnie o braku zaufania do rodziców, braku
          miłości, zakompleksieniu, odrzuceniu.
          Wiesz teraz przez to wszystko przechosi ta biedna siedmioletnia dziewczynka.
          Jeżeli masz aż tak poukładane w głowie i potrafisz wyciągnąć tak dalekie
          winioski o braku chęci posiadania rodziny zastanów się czy ten facet jest na
          tyle wart, żeby go kochać jeżeli nie szanował i nie szanuje żony i dziecka.
          Z Tobą może być to samo.
          • eary Re: On-Ja-Jego żona 18.05.05, 11:32
            Brzydko osądziłaś, że nie szanuje..
            POmaga jej jak może. a córka? Szanuje ot mało powiedziane. On ją kocha. To jego
            amfetamina. jej szczeście.
            O rodzinie? zaufanie do rodziców? nie.. oni sie nie kochali a byli razem bo
            miało mi byc tak lepiej. ojciec nie zawsze wytrzymywal. nie podwazam ich
            milosci do mnie. ale nie raz mialam siniaki na twarzy. wiesz jak to jest
            uslyszesc w chwili zlosci: wszystko przez ciebie, przez to ze sie urodzilas? hm?
            Mie jestem poszkodowana. w ogole.
            Takie zycie wybralam
            • wilga321 Re: On-Ja-Jego żona 18.05.05, 14:04
              Staram się zrozumieć Ciebie i Twój problem.
              Nie osądzm ale uważam, że on nie szanuje ani żony ani dziecka ani Ciebie.
              Brak mu odwagi na to aby zdecydować się na życie u boku jednej tej ukochanej.
              Znałam kogoś kto był nie wiem może nadal jest w takiej sytuacji. Dziewczyna
              czekała już wtedy 7 lat na to aż się on zdecyduje na ten krok. Też były dzieci
              i żona która zachowywała się jej zdaniem jak histeryczka. A żona ..... walczyła
              o męża którego kochała, bardzo kochała.
              On kupił mojej znajomej mieszkanie w innej miejscowości, obiecywał odejść od
              żony, dzieci i nigdy tego nie zrobił.
              Nasze kontakty urwały się dwa lata temu, przestała się do mnie odzywać. Żal mi
              jej liczyła na miłość a on traktował ją według mnie podle. Ona miała wtedy 38
              lat, i zaczęła już wtedy żałować, że ciągnie to tyle czasu. Mimo, że żałowała
              nie potrafiła z niego zrezygnować. On przyjeżdżał najpierw codziennie potem co
              tydzień a później co miesiąć, ona trwała.
              Tak jak mówiłam nie wiem co z nimi dalej więc nie znam końca historii.
              Uważasz, że Twój mężczyzna kocha córkę, tak on ją kocha ale nie robi nic żeby
              ulżyć jej cierpieniu dać jej stabilizację.
              Mam dzieci i nie wyobrażam sobie aby mój mąż pomiatał moimi dziećmi tzn. z
              jednej strony robił im nadzieję, że wszystko jest dobrze a z drugiej nie liczył
              się z ich oczekiwaniami. Być może dla niektóry dzieci lepiej jest kiedy rodzice
              się rozejdą tak jak było w przypadku Twoich rodziców - przykro mi, że byli w
              stanie stworzyć Ci takie piekło. Myślę również, że skoro schodzicie się i
              rozchodzicie sami nie wiecie co tak naprawdę jest dla Wam potrzebne. Szkoda
              tylko, że świadomie ranicie również jego żonę. Piszę Wy bo do tanga trzeba
              dwojga a on chyba ma swój rozum.
              Chciałabym żebyś nie zrozumiała mnie źle bo takich przypadków jak Twój są
              tysiące i nie ma na nie recepty ja jednak nie liczyłabym za bardzo na nieg bo
              tak naprawdę mężczyźni kochają tylko swoją wygodę. :( Uważam, że ten układ jest
              od początku do końca chory i ciągnie za sobą same ofiary.
              Chciałabym, życzyć Tobie wszystkiego najlepszego ale nie czego.
              Pozdrawiam. :)
              Jeśli chcesz napisz na priva.
        • mxp4 Re: On-Ja-Jego żona 18.05.05, 17:41
          eary napisał(a):

          > Hm.. jestem prawnikiem (istna ignorancja z mojej strony- błędy i to cały czas
          > pisanie z małej litery).
          > Rodzina? Nawet nie wiesz jak to jest brać udział w rozwodzie. Wyleczyło mnie
          to
          >
          > z marzeń o rodzinie. niestety. Przynajmniej takiej z obrączką.
          > Nie dzieli się nieświadomie. Ona wie, rozmawiałyśmy nawet. o dziwo znacznei
          > spokojniej niż z większością z was.
          > zwrocić? a czy On jest mój? czy ja wpłynę? jego decyzja jej powiedzieć jego
          > decyzja się wyprowadzić. Rozstawaliśmy się. Jednak wracamy do siebie. czasem
          > tak jest, że nie wychodzisz za mąż w mądry sposób.
          > Też myślałam że moze mu tak odpowiada. Zdziwiłam się jak się wyprowadził.
          > Co dalej? czas pokaże.



          To ze jestes prawniczka nie zmienia faktu, ze jestes cichodajka taka zwykla
          ku.. nie liczaca sie znikim, liczy sie tylko twoja chcica. Wlazlas w rodzine z
          buciorami, wywabilas z domu meza i ojca i czego sie po nim spodziewasz. Bardzo
          watpie by z toba zostal, oni w wiekszosci przypadkow wracaja na lono rodziny.
          Narazie jestes nowa dupa to jakas atrakcja dla tego pana ale dupa zawsze
          spowszednieje. Z tamta kobieta ma dziecko i wspolny dom to jest silna wiez, jak
          mu minie dupny narkotyk z podwojna miloscia skruszony wroci na lono rodziny. To
          pewnik.
          • eary Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 09:27
            och na pewno.. jest tylko kilka problemow.. ale :) nie tobie je poznac :)
            muszę Cię zasmucić..Mieszkamy razem.
    • fretosek Re: On-Ja-Jego żona 14.05.05, 08:57
      eary napisał(a):

      > Ciężki przypadek.. zakochałam się w żonatym facecie. on też się zakochał i
      > odszedł od żony. problem? śliczna córeczka.. on jest bardzo przywiązany do
      > dziecka i nie wie co dalej robić cały czas się miota. nie wiem co robić jak
      > przekonać go żeby został przy mnie. wcześnie jest po rozstaniu. nie mowcie
      > żebym go zostawiła. za bardzo go kocham. ona chce go uwieźć. nie jestem
      > smarkaczem i z dystansu patrząc chce mi się smiać z siebie. ale wiem też jak
      > jest emocjonalnie miedzy nami. tylko jak walczyć o niego?

      a wez sobie go,tylko razem z brudnymi gatkami i skarpetkami...
      • konczyna Re: On-Ja-Jego żona 14.05.05, 10:17
        to bardzo trudne o czym piszesz i smutne
        w zyciu zdarza sie czasmi ze ludzie po kilku lub kilkunastu latach zdaja sobie
        z sprawe z tego ze juz nic co kiedys nazywali miłoscia nie laczy ich ze soba
        sa dzieci i tak naprawde to tylko one sparwiaja ze wiele ludzi zyje w swoich
        zwiazkach "dla ich dobra"
        nie wiem czy o milosc mozna walczyc? ona jest albo jej nie ma
        najgorsze jest to kiedy ty kochasz a ta druga osoba udaje...przez całe zycie
        zwiazki z zonatymi facetami sa niesamowicie trudne było tu juz mnostwo postow
        na ten temat ale wierze ze tu gdzie jest prawdzila milosc to ona sama zwyciezy
        i nie trzeba o nia walczyc
        pozdrawiam
      • po_godzinach Re: On-Ja-Jego żona 14.05.05, 14:14
        "a wez sobie go,tylko razem z brudnymi gatkami i skarpetkami..."

        Ludzie, czy Wy nie macie pralek?
        • katte5 pranie 17.05.05, 13:25
          Do pralki też trzeba włożyć i wyjąć:) I powiesić. A najpierw podzielić kolory i
          zadać proszku:) I płynu do prania. To dla wielu też sztuka.
          • eary Re: pranie 18.05.05, 11:34
            :) niektorzy nie wiedza jak pralka wyglada.
            moj kumpel kiedys wpakowal do suszarki- liczac ze sie pieze. nawet plynu do
            prania nalal :)
            • mxp4 Re: pranie 18.05.05, 17:52
              eary napisał(a):

              > :) niektorzy nie wiedza jak pralka wyglada.
              > moj kumpel kiedys wpakowal do suszarki- liczac ze sie pieze. nawet plynu do
              > prania nalal :)


              Prawniczka milosniczka jakos kiepsko u ciebie z ortografia, studia skonczone
              pewnie za jajka i kury.
    • hubkulik Re: On-Ja-Jego żona 14.05.05, 14:10
      Wyobraz sobie ze jestes ta coreczka. Jak sie czujesz?

      Pozdrawiam Hubert
      • psychopata.z.borderline Re: On-Ja-Jego żona 14.05.05, 14:28
        Czasem dla córeczki lepiej jest jak rodzice sie rozejdą. Znam przypadek, kiedy
        córeczka wręcz prosiła rodziców, żeby sie rozeszli.
        Więc jak nie wiesz Hubciu to nie bądź taki pewny co lepsze.
        Poza tym, życie przynosi różne niespodzianki, czego Ci nie zycze, sobie też nie
        • hubkulik Re: On-Ja-Jego żona 14.05.05, 20:20
          Nie wiem co jest dla nich lepsze. Proponowalem tylko eksperyment wyobrazeniowy.
          Czemu sugerujesz, ze uwazam ze rozejscie nie jest lepsze? Gdzie o tym pisze? To
          bardzo ciekawe ze tak zinterpretowalas moja wypowiedzi, mimo ze nie napisalem
          tego.
          A co do niespodzianek, to je lubie. Szczegolnie cudowne niespodzianki. Tobie
          tez ich zycze jak najwiecej.

          Pozdrawiam Hubert
          • psychopata.z.borderline Re: On-Ja-Jego żona 14.05.05, 20:27
            cudowne niespodzianki to ja też lubie i dziekuje za życzenia
      • eary Re: On-Ja-Jego żona 17.05.05, 12:57
        Bylam taka córeczka.
        Żałuję że moim rodzicom zabrakło odwagi na rozstanie.
        Mam po tym kilka pamiątek na policzku i plecach.
        Grać można. Nawet miłość. Ale nie całe życie. Dziecko wtedy to łatwa ofiara.
      • katte5 Re: On-Ja-Jego żona 17.05.05, 13:27
        Czuję sie szczęśliwa, kiedy widzę zadowolonego ojca i nieryczącą ciagle po
        kątach matkę. Czuję się źle, kiedy widzę jak oni ciągle się kłócą, a jeszcze
        gorzej kiedy matka ciąga mnie za rękę po mieście śledząc ojca
        • eary Re: On-Ja-Jego żona 18.05.05, 11:35
          znam to..
          czasem nie dobiera sie dobrze..
          a rozstanie mimo ze boli daje nadzieje
    • witch-witch Re: Wspaniała historia.... 14.05.05, 19:02
      Rozczuliłam się jak na amerykańskim dramacie. Myślę że jak zaczniesz kupować
      malutkiej pieluszki, podmywać po kupkach i inne tam sprawy to zostanie, gdzie
      znajdzie drugą taką.
      • eary Re: Wspaniała historia.... 17.05.05, 12:59
        Bogu dzięki 7 latki tego nie wymagają :)
        Chciałam poczytać co piszą ludzie.
        Może miałam kryzys.
        Ale jest dobrze.
    • buena.vista.sc Re: On-Ja-Jego żona 14.05.05, 19:04
      Bierz faceta razem z przychówkiem i po sprawie:)
    • katte5 TRZYMAM KCIUKI 17.05.05, 13:18
      I życzę ci szczęścia. I nie wiem dlaczego wszyscy sie litują nad biednymi
      żonami. Ja jestem żoną. Nie potrafię sobie wyobrazić żeby ciągle na kogoś
      innego zrzucać odpowiedzialność za powodzenia lub niepowodzenia naszego
      związku. Jeśli mnie kocha - będzie ze mną. I zrobię wszystko żeby nie wygasło
      uczucie, a nie żeby go na siłę trzymać przy sobie szantażując go poczuciem
      odpowiedzialności i swoją bezradnością zostawionej kobiety w średnim wieku.
      Walcz!
      • eary Re: TRZYMAM KCIUKI 18.05.05, 11:37
        Brawo!
        Męzczyzni uwielbiają słabe kobietki przed ktorymi są macho.. ale tylko na
        chwile.. potem okazuje się ze wziązek z zaradną kobieta to lepszy układ.
        Jednak nie każda zona sie nad sobą użala.
        Kazdy kreci własnym losem. Miłość sama z siebie sie trzymać nie będzie.
        Trzeba nad nia pracowac :)
        Zycze ci szczescia w malzenstwie.. zeby ci sie udalo!
    • procesor Re: On-Ja-Jego żona 17.05.05, 13:20
      eary napisał(a):
      > ona chce go uwieźć.

      Daleko? Daleko chce go uwieźć?? :)

      Ale tak w ogóle - dziwisz sie że ona chce go uwieść?
      Przeciez to jej mąż, ojciec jej dziecka, człowiek którego kocha lub przynajmniej
      kochała..

      Czy to że byłąś dzieckiem z rozbitej rodziny daje ci prawo do zrobienia tego
      drugiemu dziekcu? W myśl "ja przezyłam to i ona da sobie radę?"

      Jego żona nawet jako eks i tak pozostanie na zawsze z wami - bo łączy ic
      dziecko. Jesteś pewna że wytzrymasz to? Jest tu gdzies takie forum "Macochy".
      Poczytaj i zastanów się..

      I..
      dobrze sie zastanów czy czyniąc komus zło uda sie znudowac swoje szczęście.
      Czasem sie da.. pewnie. Ale pomyśl.
      • psychopata.z.borderline Re: On-Ja-Jego żona 17.05.05, 13:22
        nie jest powiedziane, że ta kobieta czyni komuś zło. ja jestem z "rozbitej
        rodziny" i nie obwiniam żadnych partnerek ojca. Załuje tylko że rodzice nie
        rozeszli sie wcześniej
        • eary Re: On-Ja-Jego żona 18.05.05, 11:42
          żałuje ze moi w ogole.
      • eary Re: On-Ja-Jego żona 18.05.05, 11:41
        Przepraszam za błąd :)
        nie jestem z rozbitej rodziny. nie rozeszli sie nigdy.
        Nie dziwie sie jej. Tez bym chciała.
        Jego kwestia czy się da..
        Zawsze jest tak ze twoje szczescie jest czyims nieszczesciem.. pomysl..
        Masz po części racje.. szkoda szukać wymówek. Pomogłam w rozbiciu małżeństwa na
        chwile bądz trwale.
        Płace i będę płacić za to wysoką cenę - tolerancji.
        Oni wyjezdzaja teraz razem na kilka dni.
        Ja chyle czoło i nawet nie dyskutuje.
        On musi podjac decyzje a ja nie mogę histeryzowac. nie chce fo na siłę..
        Zobaczymy
    • katte5 Re: On-Ja-Jego żona 17.05.05, 13:23
      Acha, i wy tu wszyscy wyjeżdżacie ciągle z agrumentem o budowaniu szczęścia na
      cudzym nieszczęściu. Jak zmienicie punkt siedzenia, to będzie widać, że
      szczęście żony oznacza dwa nieszczęścia: męża i eary. Jaki bilans?
      • psychopata.z.borderline Re: On-Ja-Jego żona 17.05.05, 13:32
        dziecko też nie będzie szczęśliwe.
        Dzieci nie są głupie, widzą czy rodzice sie kochaja czy nie
        • babete Re: On-Ja-Jego żona 17.05.05, 14:52
          do eary. Duzo mozesz wygrac. Ukochanego faceta. Im bardziej go zagarniesz tym
          szybciej jego byla zona i dziecko odzyskaja spokoj. Ciekawe, ze faceci nigdy
          nie walcza o swoje kobiety i tylko czesto prowadza podwojne zycie tak dlugo jak
          sie da. Kiedy jest juz nie do zniesienia ida do tej, przy ktorej maja swiety
          spokoj. Nie do tej ktora kochaja, bo kochaja przede wszystkim siebie, zgodnie z
          pierwszym przykazaniem: kochaj blizniego swego jak siebie samego. Pamietaj
          tylko nie trac cierpliwosci, bo pojdzie do innej szukac swietego spokoju.
          Powodzenia!
          • no1teresa Re: On-Ja-Jego żona 17.05.05, 16:23
            doskonale to ujelas, to cala prawda o mezczyznach, a nieliczne wyjatki tylko
            potwierdzaja regule
            pozdrowienia
            • psychopata.z.borderline Re: On-Ja-Jego żona 17.05.05, 16:25
              cała prawda o człowieku
              • psychopata.z.borderline Re: On-Ja-Jego żona 17.05.05, 16:30
                chociaż zdarza sie w zyciu kochac bardziej niz siebie
                • babete Re: On-Ja-Jego żona 17.05.05, 16:38
                  zdarza się, zdarza. Ale tylko zdarza.... niestey.
                  • psychopata.z.borderline Re: On-Ja-Jego żona 17.05.05, 16:43
                    a czemu niestety?
                    ja uważam ze to dobrze ze sie zdarza
                    • babete Re: On-Ja-Jego żona 17.05.05, 20:27
                      Niestety - napisałam, bo to barzdo rzdko się zdarza. Dlatego niestety. Masz
                      rację; dobrze, że się w ogóle zdarza. Czasem mam problem z zauważeniem gwiazd
                      na niebie gdy leżę w zimnym błocie.
                      • psychopata.z.borderline Re: On-Ja-Jego żona 18.05.05, 11:36
                        mnie też sie to zdarza
                        • eary Re: On-Ja-Jego żona 18.05.05, 12:03
                          Mam nadzieje, że mi się zdażyło.
                          Czas zweryfikuje
                          • psychopata.z.borderline Re: On-Ja-Jego żona 18.05.05, 12:06
                            życze szcześcia i mądrych wyborów
                            pozdr.psychopatka
          • eary Re: On-Ja-Jego żona 18.05.05, 11:45
            Zadziwiająco mądra rada jak na forum :)
            Masz wiecej niż dużo racji.
            Dziękuje..
            Na prawde
    • gohstek Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 17.05.05, 19:52
      eary napisał(a):

      > Ciężki przypadek.. zakochałam się w żonatym facecie. on też się zakochał i
      > odszedł od żony. problem? śliczna córeczka.. on jest bardzo przywiązany do
      > dziecka i nie wie co dalej robić cały czas się miota. nie wiem co robić jak
      > przekonać go żeby został przy mnie. wcześnie jest po rozstaniu. nie mowcie
      > żebym go zostawiła. za bardzo go kocham. ona chce go uwieźć. nie jestem
      > smarkaczem i z dystansu patrząc chce mi się smiać z siebie. ale wiem też jak
      > jest emocjonalnie miedzy nami. tylko jak walczyć o niego?


      Może to jest jego wykręt? czy żona nie pozwala mu na spotkanie z dzieckiem?
      Moze uczuciowo nie jest jeszcze w stanie odejść od swojej żony dlatego wykręca
      się dzieckiem?
      • babete Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 17.05.05, 20:25
        No właśnie. Może nie chodzi o córeczkę, ale to dobre alibi. Takie samo "dobre"
        jak czekanie z rozwodem az dzieci dorosną. Nikt tego nie robi dla dobra dzieci,
        ale często ludzie uzywają tego argumentu. To tylko strach przed podjęciem
        decyzji, popatrzeniem w lustro i przyznaniem sie do porazki. Nieudany związek
        to porażka, ale nie klęska. N atym świat się nie końzcy. Można zacząc żyć
        inaczej z odrobionym, tym razem, zadaniem domowym. Można dąć innemu człowiekowi
        i samemu otrzymac to czego się nie potrafiło i nie dało w poprzednim. W starym
        związku to jest bardzo trudne i wymaga ciężkiej parcy obu stron, a na to mało
        kto jest gotowy. Zasłanianie się dziećmi to tchórzostwo.
        Lepszego życia wszystkim czytającym
        • eary Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 18.05.05, 11:58
          Myślę, że narazie poczekam.. cierpliwość nie jest moją mocna stroną ale czas
          uczy. Masz bardzo dużo racji w tym co piszesz. Jesteś mądrą życiowo osobą.
          Przykre jest to, że najczęściej mądżeje się w wyniku własnych traumatycznych
          przeżyć.
          Tego Ci nie życzę.
      • smedron Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 17.05.05, 20:30
        Hej!
        Jak tak zle sie dzialo w jego malzenstwie,czemu nie jest juz dawno po
        rozwodzie??Spotyka wtedy ciebie i zyjecie dlugo i szczesliwie.Czemu faceci
        czekaja zwasze na jakas inna,ktora jak juz rozlozy nogi pod innym katem jest
        natychmiast b.atrakcyjna:czytaj zona wymaga zainteresowania
        soba,dzieckiem,domem,ew.pracami domowymi,a ty tylko orozkladasz nogi i juz.Nie
        cierpie takich bab jak ty,takich facetow tez.Dlatego za maz nie wyszlam...Es
        • eary Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 18.05.05, 11:56
          zabawne :)
          Lubie znim sex. Lubie sex w ogóle. Takich ludzi nie lubisz? Którzy lubią sex i
          nie boją się tego powiedziec?
          Nie wymagam opieki 24/7. czemu? uwielbiam swoja niezaleznosc. Byłam w zwiazku 6
          lat zanim go spotkalam i wtedy tez nie wymagalam stalej opieki. co takiego jest
          w slowie zona ze od razu przywlaszcza to czas mezczyzny w 100%?
          Daje mu swobodę spotkań. sama sie spotykam z kolegami czy kolezankami. nie
          mozna zyc tylko milością i nim. jest świat dookola.
          Nie znaczy to ze sie tylko kochamy i poza seksem nic nie wymagam od niego :)
          jest moim najlepszym przyjacielem. znam go na wylot i oczekuję szczerosci-
          nawet bolesnej. Oczekuję ze oddzoni jak cos chcę i że pomoże jak nie bede
          umiała dać rady. Ale w przeciwieństwie do kobiet (bo nawet ciebie trzeba nazwac
          kobietą - a nie babą) takich jak ty nie chce zapełnić jego kalendarza moimi
          sprawami i serduszkami.
          Czemu czekał? czasem nei wiesz co możesz mieć innego. Nie znasz swiata. z każdą
          sytuacją poznajesz od nowa. Ja mysłałam ze kocham tamtego jak nikogo. Poznalam
          Jego i zrozumialam ze milosc taka jest- zawsze pierwsza. Nie powiem ze to moj
          ostatni i najwspanialszy.
          Bez niego tez bede umiala zyc.. bedzie to tylko ciezsze zycie.
          Takich kobiet nie lubisz?
          Samodzienych i realistek? a nie rozmarzonych i machających biała chusteczką?
          Mężczyzn? przecież każdy wie że to kobiety częściej odchodzą. Czemu? bo się
          mniej boją reakcji świata.
          Nie wychodz.. jesli tak ci lepiej- ale nie zwalaj tego na innych
          • armia5 Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 18.05.05, 12:12
            EEE , no chyba nie wiesz dlaczego cie nie lubia , napewno nie dlatego , ze
            lubisz seks. Problem chyba polega na tym z kim go uprawiasz :)
            • eary Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 18.05.05, 14:13
              cala moja wypowiedz byla z deka irniczna :) podejrzewam, że w tym problem. ale
              jak na ironię to akurat tu seks baardzo poźno wszedł w grę.
          • katte5 Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 18.05.05, 15:19
            Powiem ci eary, że coraz bardziej podoba mi sie twój tok myślenia. Pewnie
            dlatego, że jestem do ciebie podobna:) Dlaczego kobietom - żonom ciągle wydaje
            się, że sam fakt bycia żoną wystarczy żeby być kochanym. Znam taką, co od ponad
            roku nie przyjmuje do wiadomości, że on już z nia nie będzie. Mieszka od dawna
            z inną, ale żona z uporem maniaka mówi do niego, jakby nie zauważyła, że jego
            już nie ma. I jest rozczarowana, że on tego nie przemyślał chociaż jej nie było
            przez pół roku, bo wyjechała za granicę. I zdziwiona, że nadal go nie ma!
            Szkoda mi tych żon, bo nikt nie lubi być sam, porzucony. Ale sądzę, że tu
            bardziej boli urażona duma i ambicja niż urażona miłość. Bycie kobieta
            porzuconą jest w wielu środowiskach nadal traktowane jak trąd. Pewnie dlatego,
            że te nadal żonate juz widzą w tych wolnych zagrożenie dla swoich "szczęśliwych
            związków". Łatwiej przeciez powiedzieć, że to jej a nie jego wina
            • eary do katte5 18.05.05, 16:08
              To właśnie jest przerażające. Porzucona?? o boże.. to tak jak wygnana. A tak
              poważnie.. przecież to normalne, że nie zawsze wychodzi i sie udaje.. nie
              zawsze trafiasz od razu na tego Pana Właściwego. A to dlatego kobiety są
              częściej ofiarami (bądz tak sie postrzegaja), bo one nigdy nie powiedzią: ok,
              już dość, przecież tak dalej nie można, to nie on. szukam dalej. Kobiety
              rzucaja czy grzeczniej- rozstaja się dopiero jak znajdą zastępstwo i są nagle
              szalenie zakochane..tyle ze nie w swoim partnerze. a jak nie ma widoków
              na "klina" to ie.. one nie odejda.. będą dalej trwać i czekać na cudowną
              zmianę. Stęd potem stereotyp: kobieta porzucona.
              No jak nie było dobrze a ona z uporem maniaka: ale to moj mąż!!
              Obrączka to roczaj obroży. skoro ją już ma to jest mój na wieki. Inny być nie
              może.
              Nie mówie o wszystkich.. są też kobiety wyzwolone :) na przykład ty czy ja.
              wiem ze nie ma związków idealnych i nie można poddawać się od razu.. ale też
              wiem ze nie ma co czekać az on sie zmieni.
              Mam swoj plan. na Pana T tez nie bede czekać całe zycie.. ale narazie minęło
              zaledwie pare miesięcy.. to niewiele.. wiem bo sama to przechodzilam tylko na
              mniejsza skale.
              Kobiety czesto same się proszą o porzucenie.. nie ma nic bardziej irytującego
              niż upierdlilwa kobieta. taka co chodzi krok w krok za toba i sledzi i dopytuje
              i analizuje kazdy krok. NIE MA. nic bardziej nie przeraza facetow.
              Może dlatego uciekają od tego.. a może dlatego, że to po prostu nie to..
        • katte5 Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 18.05.05, 15:12
          a może boisz sie, że nie jesteś w stanie zainteresować faceta dłużej niż na
          czas jednego rozłożenia nóg? Ja takich co nie cierpią innych bo same nie
          potrafią tez nie cierpię
          • wilga321 Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 18.05.05, 15:46
            katte5, musisz być dość młodą osobą skoro wypowiadasz się w tak powiem "prosty"
            sposób, bądź jesteś jeszcze baaaaardzo niedojrzała psychicznie i emocjonalnie.
            Widzisz katte, małżeństwo nie jest drogą do wolności. Małżeństwo to
            przedewszystkim odpowiedzialność za drugą osobę. Tak, tak za tą której się to
            ślubuje, tu nie chodzi o jakto określiłaś rozkładanie nóg, tu chodzi o miłość,
            wierność, odpowiedzialność, radość z tego że się jest razem, szacunek itd. ale
            jest to również olbrzymia nauka kompromisu, niestety małżeźstwo ma to do
            siebie, że nie zawsze jest w nim zgoda. Trudno by było nam żyć gdybyśmy się
            ze sobą ciągle zgadzali i właśnie wtedy gdy cenimy inne zdanie naszego partnera
            niż nasze, jego indywidualność to wtedy jest miłość. Uwierz bycie z jedną osobą
            przez nawet kilka lat jest to trudne, ale możliwe. Właśnie po to ludzie
            pobierają się aby tego się nauczyć. Czy nie tak?
            Smutne jest to, że w taki właśnie sposób wypowiadasz się o kobietach, jesteś
            nią sama i być może kiedyś też będziesz żoną i matką czego Ci Życzę.
            • eary Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 18.05.05, 16:23
              Wilga,
              Myślę, że masz racje- małżeństwo to szkoła kompromisów.. ale nigdy nie wiemy co
              spotka Cię za rogiem. Zakładasz że małżeństwo jest na całe życie?
              tak, taka jest przysięga.. ale nie chowaj się za jej treścią.
              Nie przywiążesz sie do człowieka, który już Cię nie kocha- bo...
              Nie ma znaczenia dlaczego.
              Czasem trzeba umieć powiedzieć sobie głośno DOSC. dla dobra swojego i tej
              drugiej osoby. pOki jeszcze macie dla siebie szacunek. Kochać nie bedziesz całe
              zycie. potem jest szacunek i zobowiązania- to jest mocna broń każdej żony. Moja
              mam nadzieje kiedyś też. Jeśli zaufam. Ale nie będę ślepo zapatrzona w mojego
              mężczyznę. Już nie. Też byłam zdradzona. i czasem zdarza się, że więcej jest
              niezgody niż zgody. że budzisz się przy osobie z którą oprocz obrączki nie
              łączy Cię nic. Nie masz tak.. bądź szczęśliwa.
              co do katte: jest w fizyce zasada, że proste rozwiązania są bardziej
              prawdopodobne. Czemu więc proste myślenie nie jest efektem rozsądku tylko
              młodości? niedojrzała? pomyśl przez chwilę w ciszy.. nie tu, w ciszy: co jest
              bardziej dojrzałe? spojrzeć w lustro i powiedzieć nie udało sie czy uparcie
              zaciskać oczy udając, że obrączka załatwi sprawę?
              • no1teresa Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 18.05.05, 17:29
                no i co, tak srednio raz na pare lat bedziesz sobie mowic "nie udalo sie" i
                zaczynac od nowa? juz to widze
              • wilga321 Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 19.05.05, 08:54
                eary, najprościej w życiu jest zmieniać coś co nam się nie podoba na coś co
                akurat nam wpadło w oko.
                To tak jak z dzieckiem, które stwierdziło, że lalka ma już nie tak ładnej
                sukienki , ma urwane oko, czy rozczochrane włosy i dlatego nie nadaje się do
                zabawy.
                Jeżeli uważam, że mój mąż śpiąc obok mnie nie wzbudza we mnie już takich emocji
                jakie wzbudzał kilka lat wcześnie wcale ale to wcale nie myślę o tym, że
                właśnie mi się znudził i czas go zmienić na innego. Myślę wtedy dlaczego go
                kocham i co mnie z nim łączy. Z dumą mogę stwierdzić, że coraz więcej mimo, że
                jesteśmy zupełnie odmiennymi charakterami. Wydaje mi się, że tak naprawdę
                małżeństwo polega na tym że znajdujemy drobiazgi w naszych uczynkach, w tym że
                mąż kupił rano bułki na śniadanie, zrobiliśmi je razem, uprał ubranie mimo, że
                coś zafarbowało, pomył naczynia a ja ugotowałam przepyszną kolację.
                Wspominasz coś o lustrze, tak masz rację jeśli ktoś się męczy to po co to
                ciągnąć.
                Większą sztuką będzie jednak stanąć przed lustrem za kilkanaście lat i
                powiedzieć do siebie: Tak, było ciężko ale dziś mogę się cieszyć z tego że
                jego/ją mam.
                Co do katte:
                nie chciałabym rozmawić o tym w jaki sposób ona widzi sprawę którą poruszyłaś.
                Wydaje mi się, że rozmowa między nami o jej poglądach jest nie na miejscu.
                Poczułam się obrażona kiedy przeczytałam co ona pisze o kobietach dlatego się
                do niej odezwałm. Jestem żoną a nie cichodajką i nie pozwolę aby ktoś tak
                niedojrzały obrażał wszystkie żony i matki. Ja wiem że kochanki myślą, oj jak
                ta żona jest głupia. Ale nie eary, żony nie są głupie, żony też są kobietami
                takimi samymi jak kochanki tylko bardziej zapracowanymi.
                Szkoda, że kobieta jest przeciw kobiecie. :(((
                • buena.vista.sc Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 19.05.05, 09:18
                  Zgadzam się z tobą,że warto pracować nad związkiem,nie dać się porwać pierwszym
                  emocjom z malym dopiskiem: nie za wszelką cenę np. gdy w grę wchodzi
                  poniżanie,przemoć,znęcanie się itp.Trwanie w takim związku zaslaniając się
                  rzekomym dobrem dzieci uważam za falsz.


                  Wspanaiale jest po wielu latach spojrzeć na ukochaną osobę i szczerze móc
                  powiedzieć:warto bylo..

                  A propos twojego ostatniego zdania.zauważylam,że w temacie żóny-kochanki
                  najczęściej wypowiadają się kobiety i to w sposób agresywny skacząc sobie do
                  oczu.Wygląda na to,że facet pozwala biernie walczyć o swoją osobę i z
                  satysfakcją przygląda się przeciąganiu liny.Potem /tak jak ktoś wcześniej
                  napisal/ idzie do kobiety,przy której będzie mu wygodniej,a nie zawsze do
                  tej,którą bardziej kocha.Wygodnicka i asekuracyjna postawa mężczyzn bierze
                  zwykle górę.A ta,którą "wybral" cieszy się pozornym zwycięstwem,do czasu..
                  W razie czego mozna przeciez zawsze powiedziec: kochanie,przecież mnie
                  chcialaś...więc o co ci chodzi?


                  Uważam,że w tej calej sprawie to facet ma problem,niech on się zdecyduje,jeśli
                  nie potrafi,to d... nie facet.

                • eary Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 19.05.05, 09:22
                  Dlaczego uważasz, że inne poglądy stawiają mnie przeciw Tobie? Nie jest tak.
                  Nie uważam WSZYSTKICH żon za wyjątkowo bezmyślne ale takie sie zdażają. To tak
                  jak z kochankami- zdażają się takie co to liczą od pierwszego spotkania, że on
                  dla nich wszystko rzuci. Prawda? takie słodkie idiotki. Są też kobiety tak
                  zaborcze,że nie pozwalają mężczyźnie na inny świat niż ich. I są takie, które
                  może boją się takiego uzależnienia od mężczyzn i wolą swoją niezależność.
                  Ja nie wiem co ze mnie jeszcze do końca będzie.
                  Narazie przeraża mnie jak niektóre kobiety kurczowo trzymają się obrączek..
                  przecież musisz to znać.. bywa tak w każdym srodowisku. Chylę czoła jeśli
                  jesteś szczęśliwa. Nie pisz mi tylko, że ja nie mogę być bo to co ZROBIŁAM
                  będzie się na mnie mścić. Widzisz.. ja nic nie oczekiwałam od niego. Może
                  dlatego, że to jest mój przyjaciel i nie chciałam żeby przez to przechodził.
                  Walczyliśmy długo. To nie była decyzja podjęta w 3 mies. Między nim a jego żoną
                  nie ma wielkiej afery. POstarał się o jak najłagodniejsze rozwiązanie. Poza tym
                  nie wykluczam, że do niej wróci. A wtedy będę musiała poradzić sobie z tym. Bez
                  narzucania i dyskusji- to będzie jego decyzja.
                  Co do zmieniania.. hm.. róznica może wieku. jestem na tyle młoda (on zresztą
                  też!!!- 27), że może inaczej to postrzegam. Dla niego poświęciłam najwięcej. I
                  uczę się tego z każdym dniem. Ale i tego, że czasem trzeba puścić.
                  • wilga321 Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 19.05.05, 11:24
                    Biję się w pierś, jaki on szlachetny
                    Jak to napisałaś?

                    >Walczyliśmy długo. To nie była decyzja podjęta w 3 mies. Między nim a jego żoną

                    >nie ma wielkiej afery. POstarał się o jak najłagodniejsze rozwiązanie. Poza tym

                    > nie wykluczam, że do niej wróci. A wtedy będę musiała poradzić sobie z tym.

                    Napiszę tak.

                    W pewnym momencie wymieniając z Toba posty zastanowiłam się, że chyba masz
                    rację.
                    Dlaczego on i Ty nie moglibyście być szczęśliwi. Zresztą gdzieś Ci tego
                    szczęścia życzyłam.
                    Po Twojej ostatniej wypowiedzi stwierdzam z całkowitym przekonanie że Ty i Twój
                    jak to napisałaś przyjaciel jesteści kompletnymi EGOISTAMI i co gorsze dobrze
                    się z tym czujecie.
                    Każde z Was pod kołderką kłamstwa i obłudy stara się tłumaczyć przed sobą i
                    światem, że macie prawo do szczęścia. Tak, to prawda macie do tego prawo tak
                    jak każdy inny człowiek na ziemi. Tylko jest jedno ale......robicie to z
                    PREMEDYTACJĄ. Pozwalacie cierpieć komuś i macie z tego satysfakcję.
                    Wiesz co mam nadzieję, że jego żona w końcu przejży na oczy i wyrzuci go z
                    hukiem , Ty przymiesz go pod skrzydełka a on z wdzięczności przyprwi Tobie rogi.
                    Taka jest natura mężczyzn oczywiście niektórych, tak jak według Ciebie niektóre
                    żony są słodkimi idiotkami.

                    > Widzisz.. ja nic nie oczekiwałam od niego. Może
                    > dlatego, że to jest mój przyjaciel i nie chciałam żeby przez to przechodził.

                    Wzruszyłam się, nie na żarty.
                    Cieszę się, że martwisz się o niego, on na to zasługuje!!!

                    > Bez narzucania i dyskusji- to będzie jego decyzja.
                    Było coś o uzależnieniu, Ty jesteś uzalezniona. Nawet nie widzisz jak on Tobą
                    manipuluje. Przykre. Pozdrawiam.


                    Mam nadzieję że jednak kiedyś dorośniesz i zrozumiesz o co mi chodzi.
                    • eary Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 19.05.05, 13:13
                      Cynizm zawsze skrywa rany, wiesz?
                      Walczyliśmy- ze sobą. Między sobą.
                      Nie.. po co?
                      i tak nie widzisz innych racji niż swoje :)
                      Nie szkodzi..
                      I tak życzę miłego dnia.

                      PS czy egoizmem nie jest oczekiwać, że jedna osoba będzie Cię kochać całe życie
                      bez znaczenia jak różni z czasem będziecie się okazywac? tylko dlatego, że
                      ksiądz kazał?

                      Nie odpisuj :)
                      To retoryczne pytanie- też mam swoje racje.
                      • wilga321 Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 19.05.05, 15:37
                        Mylisz się, starałam się widzieć Twoje racje i zaczęłam je odbierać.
                        Jednak dostrzegłam również wystraszoną kobietę.
                        Żal mi że nie rozumiesz sama tego co próbujesz tu przekazać, tłumaczy się.
                        Napisałam już dużo wcześniej, Ty sama wiesz najlepiej czego tak naprawdę
                        potrzebujesz i nikt z osób będących tu nie poradzi jak masz postępować.
                        Mam nadzieję, że jednak poradzisz sobie.
                        Ja również, życzę Ci miłego dnia.

                        • eary Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 19.05.05, 15:44
                          Dopiero teraz przeczytałam uważnie wszystkie twoje posty.
                          Czasem szybciej pisze niż mysle.
                          Zgubiłam sie. dlatego jestem tu.
                          ale powoli znajduję drogę.

                          Czas pokaze.

                          Jeśli moge to się kiedys odezwe prywatnie.

                          Pa

                          (chyba juz tu nie zagladam.. jakos mam juz za duzo mysli- to nie dobrze.. musze
                          sie zrelaksowac)
                          • wilga321 Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 20.05.05, 09:00
                            Jeśli masz ochotę odezwij się. Jeżeli powiedziałam co ćiebie obraziło nie taki
                            był mój cel. W sumie dobrze , że mogłam o tym porozmawiać ja też zrozumiałm
                            pewne rzeczy. Co? To już zostawię dla siebie. Pozdrawiam :)
                      • mxp4 Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 20.05.05, 04:06
                        eary napisał(a):

                        > Cynizm zawsze skrywa rany, wiesz?
                        > Walczyliśmy- ze sobą. Między sobą.
                        > Nie.. po co?
                        > i tak nie widzisz innych racji niż swoje :)
                        > Nie szkodzi..
                        > I tak życzę miłego dnia.
                        >
                        > PS czy egoizmem nie jest oczekiwać, że jedna osoba będzie Cię kochać całe
                        życie
                        >
                        > bez znaczenia jak różni z czasem będziecie się okazywac? tylko dlatego, że
                        > ksiądz kazał?
                        >
                        > Nie odpisuj :)
                        > To retoryczne pytanie- też mam swoje racje.



                        to nie dlatego, ciemnoto, ze ksiadz tak kazal tylko dlatego, ze bylo
                        slubowanie, przysiega ktorej nie wolno lamac.
                        • wilga321 Re: A może to nie o córeczkę tu chodzi? 20.05.05, 09:13
                          mxp, nie obrażaj więcej. Nie wiem kim jesteś kobietą, czy mężczyzną.
                          Widzisz, trudno rozmawiać z kimś jeśli nie widzi sie twarzy i nie zna się 90%
                          powodów które nami kierują. Nie chodzi o to, że bronię kogokolwiek.
                          Myślę, że obrażanie kogoś nic tu nie zmieni.
                          eary jest zakochana, a miłość jest ślepa.
                          Pozdrawiam.
    • mxp4 Re: On-Ja-Jego żona 18.05.05, 17:26
      eary napisał(a):

      > Ciężki przypadek.. zakochałam się w żonatym facecie. on też się zakochał i
      > odszedł od żony. problem? śliczna córeczka.. on jest bardzo przywiązany do
      > dziecka i nie wie co dalej robić cały czas się miota. nie wiem co robić jak
      > przekonać go żeby został przy mnie. wcześnie jest po rozstaniu. nie mowcie
      > żebym go zostawiła. za bardzo go kocham. ona chce go uwieźć. nie jestem
      > smarkaczem i z dystansu patrząc chce mi się smiać z siebie. ale wiem też jak
      > jest emocjonalnie miedzy nami. tylko jak walczyć o niego?


      Ze tez laza takie dziwki jak ty po swiecie, burzace, ruinujace bez skrupulow
      czyjes zycie. Nie ludz sie na czyjejs tragedii szczescia nie zbudujesz, los
      dokopie ci tak, ze sie nie pozbierasz. Won lafiryndo.
      • misia_bella2 Re: On-Ja-Jego żona 18.05.05, 17:53
        A najgorsze jest to ,że są tych lafirynd
        całe tabuny. Niestety.
        Ale one też będą żonami, którym może się przytrafić
        kobieta ich pokroju.
        Czego z całego serca życzę.
        • eary Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 09:24
          Nie wątpię.
          Doświadczenie nauczyło, że każda kobieta prędzej czy później będzie zdradzona.
          A swoją drogą.. właśnie przez takie niziny jak ty chce mi się śmiać :)
          • mxp4 Re: On-Ja-Jego żona 20.05.05, 04:18
            eary napisał(a):

            > Nie wątpię.
            > Doświadczenie nauczyło, że każda kobieta prędzej czy później będzie
            zdradzona.
            > A swoją drogą.. właśnie przez takie niziny jak ty chce mi się śmiać :)


            Zalosne jest to, ze nie dostrzegasz iz ta nizina to ty.
      • eary Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 09:23
        :) tez Cie lubię.
        Za ten proletariacki styl bycia..
        to takie.. świeże :)
      • pytajnik11 Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 12:04
        mpx4 skąd w tobie tyle jadu i goryczy ?? Jestem żoną ale nie wyobrazam sobie
        żebym mogła tak traktować innych ludzi, nawet kochankę mojego męża :-). To ze
        mam obrączkę nie sprawi że mój mąż będzie mi wierny. Jeśli tego bedzie chciał
        będzie ze mną jeśli nie odejdzie, znajdzie sobie kochankę albo jescze coś
        innego wymyśli. Jest dorosły i to są jego wybory.
        Jak ciebie czytam to odnosze wrażenie że mówi jakaś niedojżała nastolatka dla
        której świat jest biały albo czarny. I nie chodzi tylko o ten temat. Widze cie
        na wielu forach i wszytskie twoje wypowiedzi zieją infantylizmem i
        fundamentalizmem. Wspólczuje twojemu mężowi czy żonie ( nie jestem pewna czy
        jesteś kobieta czy mężczyzną.
        Jeśli chodzi o autorkę wątku to jestem pod wrażaniem jej podejścia do całej
        sytuacji. Wypowiedzi tak zrówoważonej osoby dawno nie czytałam. Życzę jej
        szczęścia cokolwiek się wydarzy.
        • eary do pytajnik11 19.05.05, 12:57
          Dzieki,
          nie wszyscy popieraja twoj poglad :) podobnie jak i moj :) byłam dziś na
          nagraniu w tv o stereotypach. Duzo tu ludzi, którzy myślą liniowo.
          To nie jest źle.. tylko potem się tworzy pejzaz zony histeryczki i kochanki
          zdziry.
          Jedne i drugie wiedzą jaka jest prawda jak się już nimi staną.

          PZDR
          • pytajnik11 Re: do pytajnik11 19.05.05, 13:37
            Jeszcze raz gratuluje rozsądku. Rozumiem że serce nie sługa :-) Rozumiem też
            ból zdradzonych żon ale to "plucie" na kochanki jest straszne.
            Jeśli chodzi o myślenie liniowe to nie jestem tak wyrozumiała jak ty . Uważam
            że to oznaka braku inteligencji i wrażliwości. Wyzywanie kogoś od szmat i
            jeszcze gorzej tylko dlatego że ma watpliwości czy słusznie postępuje w takiej
            czy innej sytuacji świadczy nie tylko o braku kultury ale jakimś ograniczeniu
            umysłowym. Rozumiem że się nie zgadza a takie postepowanie ale to
            usprawiedliwia braku kultury.
            To nie jest tak że wszystkie żony są biedne, nieszczęśliwe bo mają takich złych
            mężów, którzy znajdują sobie wstrętne kochanki :-). Choć czasami ludzie bywają
            podli, zarówno kobiety jak i mężczyźni.
            Myślę że kiedy ludzie sie pobierają to szczerze wierzą że im się uda i bardzo
            tego chcą ale czasami się nie udaje. Czasem coś sie poprostu kończy i wypala.

            Ja też byłam jednym z takich dzieci, które prosiły matkę żeby rozwiodła się z
            ojcem bo nie mogłam znieść tego co się w domu działo. Do tej pory mam do niej
            odrobinę żalu o to naprawde trudne dzieciństwo. Jednak ona wtedy uważała że
            małżeństwo zawira się raz na zawsze :-)))) Teraz zmieniała zdanie ale jest za
            późno.

            Życzę ci wytrwałości w decyzji, którą podejmiesz i poprostu szczęścia.
            • eary do pytajnik i calej reszty! 19.05.05, 13:59
              Bardzo czekam na to co przyniesie czas.
              Bo zawsze to będzie cos i będzie wiadomo co robić dalej.
              Dziękuję za wiare i chęć zrozumienia.
              Czy jestem rozsądna :) hahaha hm.. przy nim się nauczyłam.. jego rozmowy mnie
              tego nauczyły.
              Potrzebowałam pogadać bardziej niż myślalam. Każdy post czegoś mnie nauczył
              (no.. prawie każdy, albo chociaż naświetlił inne możliwości.
              Co do małżeństwa.. powinnam dodać chyba na początku- jego było z wpadki.
              To chyba czeste. nie wiem.
        • gohstek Re: Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. 19.05.05, 13:36
          Czytając co poniektóre posty trudno się nie zgodzić z moimi przedmówcami, jednak
          historie losowe każdego człowieka są ogromnie indywidualne, bardziej lub mniej
          zagmatwane. Czasem potrzeba wiele fantazji, polotu wyobraźni, aby móc zrozumieć
          choć w najmniejszym stopniu sens każdej głebszej relacji uczuciowej, która wiąże
          i krzyżuje ludzkie losy i drogi.

          mpx4 w swojej wypowiedzi ma sporo racji, a jakże! Ale nie nazwałabym jej
          wypowiedzi "infantylną" raczej podbudowana jest pragmatyzmem i doświadczeniem
          życiowym. Natomiast ty pytajnik1, w moim odczuciu wypadasz bardziej niedojrzale
          niż pragniesz to po sobie pokazać. Ta pseudo- tolerancja, którą tak błyszczysz
          na zewnątrz pisząć np:"Jeśli tego bedzie chciał
          > będzie ze mną jeśli nie odejdzie, znajdzie sobie kochankę albo jescze coś
          > innego wymyśli. Jest dorosły i to są jego wybory." Itd, itd. pachnie o wiele
          bardziej - obojetnością, wręcz cynizmem! Bo takie podejście do małżeństwa, gdzie
          osoba " robi to co chce bo jest dorosła" świadczy, że i ty sama do końca nie
          pojęłąś czynników i struktur, które kierują " zdrowym" małżeństwem. Tu i tej
          twojej pseudotolerancji należy się poprawka, a jeżeli nie poprawka, to wyrazy
          ogromnego współczucia z powodu Twojego kołtuństwa! Owszem zgadzam się, jest
          dorosły ale żyjąc w małzeństwie nie żyje się aby wypełniać jedynie swój
          egoistyczny indywidualizm i chodzić " tak jak się chce" i "robić to co się
          chce." Małżeństwo to wspólnota, gdzie człowiek bierze odpowiedzialność na siebie
          za drugą osobą, za jej uczucia, emocje i rozwój.
          Dojrzały emocjonalnie mężczyzna nie będzie szukał rozwiązania problemów w
          rodzinie, znajdując sobie kochankę. Postąpi zupełnie inaczej, ale ty pytajniku1
          raczysz nie być w pełni świadoma róznorodności możliwości w pojmowaniu małżeństwa.

          Ale kończąc ten temat pełen wynurzeń... wracając do głównego autora tematu, mnie
          osobiście zaniepokoiłoby nie jego córeczka, ale jego odejście od rodziny, w tym
          co zrozumiałam dość dyskusyjny, ale jednak łatwy i szybki, sposób typ: wspólne
          zamieszkanie.Co tam was łączy tylko wy najlepiej wiecie sami i nikt wiecej, ale
          ten typ zachowania reprezentują najczęsciej mężczyźni,którzy twardo po ziemi nie
          stąpają i którzy są na tyle słabi aby nie móc sobie poradzić z progiem
          rzeczywistości.Uciekają przed " czymś" w relacje... a przed czym? To sama
          zaczynasz w jego wachaniach to widzieć.



          ¤¤¤
          "Bóg stworzył kobiety bez poczucia humoru — w rezultacie potrafią one tylko
          kochać mężczyzn, zamiast śmiać się z nich."
          Ingmar Bergman
          • pytajnik11 Re: Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. 19.05.05, 13:59
            Gohstku.
            Cynizm ?? Mam nadzieję że nie masz racji. Moja tolerancja wynika z własnych
            doświadczeń. Jak już wcześniej napisałam , kiedy byłam dzieckiem błagałam moją
            matkę o odejście od męża. Niestety jej wychowanie i tzw.: odpowiedzialnośc za
            drugiego człowieka ( czyli ojca) nie pozwoliła jej na to. Teraz bardzo tego
            żałuje ale jest za późno. To tylko jeden z przykładów.
            Mam szczęście że wytrwałam w małżeństwie prawie 20 lat :-). Nie odeszłabym od
            męża nawet gdybym się zakochała w kimś innym. To się zdarza nawet wbrew nam
            samym :-). Jednak gdyby on sie zakochał w innej kobiecie nie powiedziałabym o
            niej "szmata" . Nie mogłabym ponieważ pokochał ją człowiek, którego ja kocham.
            Nie oceniaj tak łatwo ludzi.
            Uważasz że mpx ma więcej doswiadczeń niż inni na tym forum ? Skąd takie
            wnioski ? Czy dlatgo że z taką łatwością obrzuca błotem innych ludzi ? Podaj
            mi jeden powód , który ją usprawiedliwia ? Może przeżycia mpx były złe, może
            gorsze od innych , a może nie ?

            Poza tym przecież to prawda, że jeśli ktoś chce odejść to nic go nie
            powstrzyma. A jeśli próbuje na siłę to zrobić wszyscy na tym tracą.

            Pozdrawiam
            • gohstek Re: Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. 19.05.05, 14:24
              Owszem to co nazywasz "tolerancją" wynika z przykrych, OGROMNIE przykrych
              wydarzeń z dzieciństwa i jako takie za obiektywny model do postępowanioa dla
              innych nie muszą słuzyć, na szczęście. Ciekawa jestem gdybyś pochodziła z
              rodziny szczęśliwej, pełnej miłości, jak taki dom wtedy ukształtowałby twoje
              poglądy?
              Czy też byłyby one takiego wyluzowanego typu? Jednak było u ciebie, jak było i
              nie wiesz i nie będziesz wiedziała jak funkcjonuje szczęsliwy dom i co to znaczy
              mieć dobrego ojca, ciepły bezpieczny dom i rodzinę. Dlatego twoje uwagi sa dość
              powierzchowne.
              • pytajnik11 Re: Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. 19.05.05, 15:03
                Masz rację każdy człowiek patrzy przez pryzmat własnych doświadczeń. Wydaje mi
                się że udało mi się stworzyć bezpieczny dom pomimo złych doświadczeń i wiem jak
                funkcjonuje kochająca się rodzina :-). Jednak mogłam mieć lepsze
                dzieciństwo ,gdyby nie to że rodzice tak kurczowo trzymali się zasad.
                To co było nie ma już władzy nade mną choć z całą pewnością wywarło na mnie
                wpływ. Mam nadzieję że dobry choć pewności nie mam :-)
                Jednak upieram się przy tym że nie można nikogo zatrzymać na siłę. Nie można
                zmusić do miłości choć kochamy całym sercem. Czasem poprostu trzeba pogodzić
                się z sytuacją i nie pozwolić na to żeby żal , a potem nienawiść zapanowała nad
                naszym życiem. Można w końcu przeboleć stratę i zacząć żyć od nowa. Można nawet
                zaprzyjaźnić się z byłym mężem.
                Ja nie pochwalam związków pozamałżeńskich ale jestem jak najdalsza od oceniania
                kogokolwiek, a już napewno nie odważyłabym się obrzucać błotem.
                Jeśli chodzi o powierzchowność moich przemyśleń to też się z tobą nie zgadzam
                ale oczywiście masz prawo tak to odbierać. W końcu forum to dośc ubogi sposób
                na przekazywanie swoich odczuć i mysli.
                Pozdrawiam
            • mxp4 Re: Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. 20.05.05, 04:50
              pytajnik11 napisała:

              > Gohstku.
              > Cynizm ?? Mam nadzieję że nie masz racji. Moja tolerancja wynika z własnych
              > doświadczeń. Jak już wcześniej napisałam , kiedy byłam dzieckiem błagałam
              moją
              > matkę o odejście od męża. Niestety jej wychowanie i tzw.: odpowiedzialnośc za
              > drugiego człowieka ( czyli ojca) nie pozwoliła jej na to. Teraz bardzo tego
              > żałuje ale jest za późno. To tylko jeden z przykładów.
              > Mam szczęście że wytrwałam w małżeństwie prawie 20 lat :-). Nie odeszłabym od
              > męża nawet gdybym się zakochała w kimś innym. To się zdarza nawet wbrew nam
              > samym :-). Jednak gdyby on sie zakochał w innej kobiecie nie powiedziałabym
              o
              > niej "szmata" . Nie mogłabym ponieważ pokochał ją człowiek, którego ja kocham.
              > Nie oceniaj tak łatwo ludzi.
              > Uważasz że mpx ma więcej doswiadczeń niż inni na tym forum ? Skąd takie
              > wnioski ? Czy dlatgo że z taką łatwością obrzuca błotem innych ludzi ? Podaj
              > mi jeden powód , który ją usprawiedliwia ? Może przeżycia mpx były złe, może
              > gorsze od innych , a może nie ?
              >
              > Poza tym przecież to prawda, że jeśli ktoś chce odejść to nic go nie
              > powstrzyma. A jeśli próbuje na siłę to zrobić wszyscy na tym tracą.
              >
              > Pozdrawiam


              Mozesz przeciez zapytac mnie. Tak, ja bylam porzucona zona. Podobna lafirynda
              rozwalila moj i mojego dziecka dom i nie o mnie tu chodzi powinnas zobaczyc
              szloch mojej corki kiedy uslyszala, ze tatus juz z nami nie mieszka tylko z
              inna kobieta, dziecko bylo zdruzgotane. Potem kiedy zabieral dziecko ze soba i
              towarzyszyla mu kochanka, ta zdzira potrafila robic zlosliwe uwagi mojej corce
              np" kleisz sie do ojca az to jest niesmaczne." Tylko na prosbe mojej corki nie
              urwalam jej za to lba. Poza tym wszystkim ja tez go nie zatrzymywalam bo byl to
              kawal sukinsyna i damskiego boksera. po kilku latach tamta tez porzucil
              zrobiwszy jej uprzednio dziecko. Odszedl do nastepnej, teraz ma znow kolejna bo
              ten typ tak ma. Ja po tym wszyskim juz nigdy nie chcialam sie z nikim wiazac na
              stale. Jednak nienawisc do tych zdzir rozwalajacych rodzine mi pozostala. One
              nie chca wiedziec, ze jesli ten mezczyzna bez problemu porzuca dziecko i zone
              rownie latwo odejdzie od nich. Im sie wydaje, ze one sa gwiazdy i ten jedyny
              dla nich oszalal. To takie romantyczne, prawda? Tyle ze upadek z chmur jest
              bardzo bolesny i dobrze.
              • pytajnik11 Re: Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. 20.05.05, 07:24
                mpx4 strasznie ci współczuję, a jeszcze bardziej twojej córeczce. Sama mam
                córkę i kiedy ona cierpi ja cierpie podwójnie.
                Jednak nie bardzo rozumiem ? Jeśli był taki niedobry jak piszesz (damski
                bokser???) to chyba ty sama powinnaś od niego odejść. Dziecko nie może być
                szczęśliwe kiedy jego matka nie jest szczęśliwa. Broń Boże nie krytykuję cię
                ale czy naprawdę czujesz się porzucona ? Przecież męzczyzna , który podnosi
                rękę na swoją żonę to dno. Rozumiem że można kochać nawet kogoś takiego ale czy
                w ostatecznym rozrachunku nie jest wam lepiej bez niego ? Czy gdybyś trwała
                przy nim , twoje dziecko miałoby szczęśliwy dom ?
                Wiem że nie można zrozumieć do samego końca człowieka, nie można zrozumieć jego
                uczuć w trudnych sytuacjach, można jedynie próbować ale z własnego
                doświadczenia wiem , że żal i nienawiść który w sobie z różnych przyczyn
                pielęgnujemy najbardziej szkodzi nam samym. Zatruwa nas i nie powala oddychać,
                nie pozwala na to żeby jeszcze raz spróbować.
                Pozdrawiam
                • mxp4 Re: Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. 20.05.05, 17:39
                  pytajnik11 napisała:

                  > mpx4 strasznie ci współczuję, a jeszcze bardziej twojej córeczce. Sama mam
                  > córkę i kiedy ona cierpi ja cierpie podwójnie.
                  > Jednak nie bardzo rozumiem ? Jeśli był taki niedobry jak piszesz (damski
                  > bokser???) to chyba ty sama powinnaś od niego odejść. Dziecko nie może być
                  > szczęśliwe kiedy jego matka nie jest szczęśliwa. Broń Boże nie krytykuję cię
                  > ale czy naprawdę czujesz się porzucona ? Przecież męzczyzna , który podnosi
                  > rękę na swoją żonę to dno. Rozumiem że można kochać nawet kogoś takiego ale
                  czy
                  >
                  > w ostatecznym rozrachunku nie jest wam lepiej bez niego ? Czy gdybyś trwała
                  > przy nim , twoje dziecko miałoby szczęśliwy dom ?
                  > Wiem że nie można zrozumieć do samego końca człowieka, nie można zrozumieć
                  jego
                  >
                  > uczuć w trudnych sytuacjach, można jedynie próbować ale z własnego
                  > doświadczenia wiem , że żal i nienawiść który w sobie z różnych przyczyn
                  > pielęgnujemy najbardziej szkodzi nam samym. Zatruwa nas i nie powala
                  oddychać,
                  > nie pozwala na to żeby jeszcze raz spróbować.
                  > Pozdrawiam


                  Tak to bylo kilka lat temu. Los sam rozwiazal ten chory zwiazek, jednak
                  dziecko go bardzo kochalo /i kocha/ i przezylo pieklo. Wiesz, masz racje jednak
                  jak wszystko w domu jest juz poukladaneto bardzo ciezko jest rozwalic
                  jakikolwiek zwiazek nawet jesli jest toksyczny a zwlaszcza jesli sa dzieci.
                  Napisalam, ze ja osobiscie nie cierpialam z powodu jego odejscia, cierpialam bo
                  rozpaczalo dziecko.
              • eary Re: Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. 20.05.05, 09:21
                Miałam już tu wiecej nic nie pisać. ty mnie sprowokowałaś.
                Przykro mi, że przez to przechodziłaś.
                Szkoda, że nie rozumiesz, że nie wszystko jest czarne albo białe- nie mam
                pretensji bo masz w sobie dużo żalu.
                Swoją drogą wcale nie jestem pewna, że ode mnie nie odejdzie. Dlateog tu
                napisalam.
                Jasne- nie musisz odpisywać- wiem, że trzymasz kciuki aby odszedł.
          • eary Re: Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. 19.05.05, 14:11
            "Intymna teoria względności".
            Każda historia ma swoje lustrzane odbicie w słowach innych.
            Dla mnie dziecinnym jest wyzywanie od zdzir itp. Dlaczego? bo mnie uczyli, że
            nie osądza się ludzi przed zadaniem im pytań.
            Nie przeszkadza mi to jednak. Bo nie wszystkim musi sie to podobać. Nie zalezy
            mi i w sumie byłam na to przygotowana.
            Co do pytajnika.. sa ludzie dla ktorych małżeństwo jest patrzeniem w tym samym
            kierunku a nie na siebie nawzajem.
            To dziecinne (?) ale masz jedną szanse na szczęście i ty i osoba z ktora jesteś.
            Jeśli jej nie kochasz możesz żyć obok i jej pomagać. Być jej ciepłem i ostoją.
            Starać się i przełamać siebie. Zapomnieć że kochało się kogoś innego. Dla dobra
            tamtej osoby i szcześcia w rodzinie. Ale co jak masz dopiero 27 lat? co jesli
            tej osobie zabierasz szanse na to żeby ktoś ją tak pokochał jak ty kochasz tą
            trzecią? co jeśli w rezultacie nie dajesz jej tego najważniejszego?
            Może to infantylne z mojej strony.. może naiwne. Ale czy to znaczy że gorsze?

            To moja teoria.
            Nikomu nie każe się na nią przestawić ani nią żyć. To nie jest jego teoria.
            Przyczyniłam się do rozpadu małzeństwa. przykro mi.. teraz będę nosić tego
            bagaż. Jednak nie żałuję- bo go kocham. i mimo że wiem gdzie doprowadziła nasza
            znajomość i ile się stało to nie ma was przy nas jak siedzimy ze znajomymi albo
            jak on opowiada o minionym dniu- nie zmienilabym nic.
            teraz moge to stracic.
            i nie bede miec do niego pretensji. bedzie dobrze - a w jaki sposob, to
            niespodzianka.
            • pytajnik11 Re: Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. 19.05.05, 14:35
              Ja nie jestem po niczyjej stronie :-) Nie osądzam cię i nie będę napewno
              obrzucać błotem. Staram się patrzeć na każdą sytuacje obiektywnie i
              próbuje "wejść " w skóre każdej ze stron.
              Jesli żona kocha swojego męża , a on jej nie, bardzo jej współczuję. Nawet
              jeśli on pozostanie z nią z poczucia odpowiedzialności to nie będzie jej łatwo.
              Zawsze będzie się zastanawiała nad tym , o kim on myśli kiedy kocha się ze
              mną ?? On może znów ją pokocha i może w końcu uzna że postąpił słusznie
              pozostając ale może nigdy się z tym nie pogodzić i znienawidzi siebie za to że
              był taki odpowiedzialny. Nikt nam nie obiecywał że w życiu bedzie łatwo.
              Niektórzy ludzie potrafią tak żyć , a inni nie.
            • gohstek Re: Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. 19.05.05, 14:37
              Eary zrozumiałam,ze jestes osobą bardzo młodą. Jednak myślę, czytając
              fragmentarycznie posty, które piszesz, że twój tok myślenia jest bardzo
              nastawiony na defensywę raczej bardziej bronisz swojego postępowania. Owszem
              rozbiłas dom bo ten dom był na słabych gruntach zbudowany.Tutaj nie można być
              chojrakiem i nie ma czym się chwalić.
              Reszta jest twoją własną imaginacją w połączeniu z jarmarcznym tokiem myślenia.
              • eary Re: Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. 19.05.05, 14:48
                jarmarczna bądz nie taka natura :)
                dialog to w duzej mierze obrona swoich pogladow.
        • mxp4 Re: On-Ja-Jego żona 20.05.05, 04:22
          pytajnik11 napisała:

          > mpx4 skąd w tobie tyle jadu i goryczy ?? Jestem żoną ale nie wyobrazam sobie
          > żebym mogła tak traktować innych ludzi, nawet kochankę mojego męża :-). To ze
          > mam obrączkę nie sprawi że mój mąż będzie mi wierny. Jeśli tego bedzie chciał
          > będzie ze mną jeśli nie odejdzie, znajdzie sobie kochankę albo jescze coś
          > innego wymyśli. Jest dorosły i to są jego wybory.
          > Jak ciebie czytam to odnosze wrażenie że mówi jakaś niedojżała nastolatka dla
          > której świat jest biały albo czarny. I nie chodzi tylko o ten temat. Widze
          cie
          > na wielu forach i wszytskie twoje wypowiedzi zieją infantylizmem i
          > fundamentalizmem. Wspólczuje twojemu mężowi czy żonie ( nie jestem pewna czy
          > jesteś kobieta czy mężczyzną.
          > Jeśli chodzi o autorkę wątku to jestem pod wrażaniem jej podejścia do całej
          > sytuacji. Wypowiedzi tak zrówoważonej osoby dawno nie czytałam. Życzę jej
          > szczęścia cokolwiek się wydarzy.


          Mysle, ze powinnas spotkac na swojej drodze jej podobna osobe w objeciach
          twojego meza, wowczas twoj entuzjazm dla takich dziwek zblednie.
          • eary Re: On-Ja-Jego żona 20.05.05, 09:23
            Nie nazywaj mnie tak- bo ja nie mówie o tobie w tym tonie.
            Nie prowokuj mnie- jak Ci się nie podobam to nie przychodż tu
          • pytajnik11 Re: On-Ja-Jego żona 20.05.05, 09:55
            Strasznie łatwo oceniasz. Przecież nic nie wiesz o moim życiu. Może przydażyło
            mi sie coś bardzo podobnego ? Tylko że ja bez względu na wszystko staram się
            nie czuć goryczy i ninawiści do nikogo bo jak juz napisałam to skrzywdzi tylko
            mnie. W każdym razie nie czuc jej zbyt długo bo inaczej zaczynam się dusić :-).
            Nie chcę być nieszczęśliwa i zgorzkniała, nie chcę do nikogo czuć nienawiści.
            Myślę że jeśli uda się wybaczyć komuś , kto nas skrzywdził będzie nam łatwiej
            żyć.

            Pozdrawiam
            • eary Re: On-Ja-Jego żona 20.05.05, 10:19
              Wydaje mi się, że jesteś dobrą mamą.Jeśli tak wychowujesz dzieci.. w takim
              przekonaniu.
              Ja nie popełnie błędu moich rodziców. Przynajmniej będę się starać.
              • pytajnik11 Re: On-Ja-Jego żona 20.05.05, 12:41
                Eary wydaje mi się bez względu na to co się stanie i jak to wszystko się
                skończy dasz sobie radę ze swoimi uczuciami . Wydaje mi się że masz dość
                rozsądku i mimo tego, że nie wszyscy tak uważają szacunku dla innych ludzi,
                żeby stworzyć udany związek z kimś wartościowym. Mam nadzieję że nie
                skrzywdzisz przy tym nikogo tak boleśnie jak niektórzy na tym forum się czują .
                Dzięki ze uwarzasz mnie za dobrą mamę :-) staram się choć czasem myślę że za
                wychowywanie nastolatków powinno dostawać się medal.

                Na tym kończę swoje wypowiedzi na ten temat.
                Pozdrawiam
    • buena.vista.sc Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 09:34
      Jeśli mieszkacie razem,on jest po rozwodzie to w czym problem?
      Przecież nie zabraniasz mu kontaktów z córką?
      • eary Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 13:00
        Nie jest po rozwodzie.. nie zabraniam- bo widze jak jego to cieszy i jak mu
        potrzebny ten czas.
        Problem? on sie waha. jest naciskany i mysle ze spanikowany. jest bardzo mlody
        jak na bycie tata juz ex-mezem. widze jak jego rodzina atakuje. i wiem, że ona
        manipuluje dzieckiem, żeby on wrocił.
        Mogę tylko poczekac.. przeciez nie moge mu stawiac warunkow ani kazac
        wybierac.. tylko czasem to trudne bo jak mnie gdzies posadzono- nie zawsze
        jestem tak rozwazna,czasem jestem wgoistka i chcialabym go dla siebie. ale to
        tylko czasem.. i dobrze ze tylko czasem.
        • mxp4 Re: On-Ja-Jego żona 20.05.05, 05:02
          eary napisał(a):

          > Nie jest po rozwodzie.. nie zabraniam- bo widze jak jego to cieszy i jak mu
          > potrzebny ten czas.
          > Problem? on sie waha. jest naciskany i mysle ze spanikowany. jest bardzo
          mlody
          > jak na bycie tata juz ex-mezem. widze jak jego rodzina atakuje. i wiem, że
          ona
          > manipuluje dzieckiem, żeby on wrocił.
          > Mogę tylko poczekac.. przeciez nie moge mu stawiac warunkow ani kazac
          > wybierac.. tylko czasem to trudne bo jak mnie gdzies posadzono- nie zawsze
          > jestem tak rozwazna,czasem jestem wgoistka i chcialabym go dla siebie. ale to
          > tylko czasem.. i dobrze ze tylko czasem.


          Zona walczy o swojego meza i ojca jej dziecka. To w tamtym miejscu jest jego
          dom. Z calego serca zycze tej zonie by wygrala te batalie z toba i jestem
          pewna, ze wygra.
    • viptocat Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 11:34
      >śliczna córeczka.. on jest bardzo przywiązany do
      > dziecka i nie wie co dalej robić cały czas się miota.
      [...]
      >ona [żona] chce go uwieźć.
      Czyli żona robi to co trzeba ,żeby zatrzymać męża :-). Ma dość spore szanse na
      to ,że jej się to uda.
      >tylko jak walczyć o niego?
      Nie zrozum mnie źle ale to jego żonie chętnie udzielił bym konkretnych
      wskazówek jak postępować w jej sytuacji. I to jej będę życzył powodzenia.

      Tobie mogę doradzić ,żebyś kierowała się "zdrowym egoizmem". Wyszła do ludzi.
      Zwróciła (większą niż do tej pory) uwagę na NIEŻONATYCH facetów w Twoim
      otoczeniu. Dużo MYŚLAŁA o SWOIM zyciu (a nie o tym jak ułoży się cudze).


      Pozdrawiam
      V
      • eary Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 13:03
        To nie takie proste.
        Przecież nie zrobiłam tego specjalnie. Nie planowałam tego i nie jest to
        łattwe. Jestem barzo otwarta na świat. Mam swoich przyjaciół i znajomych. nie
        mam klapek na oczach. Podobają mi się faceci na ulicy- ale jest róznica między
        stwierdzeniem fajny koles a zakochaniem sie.
        To pytanie, które zadałam na poczatku jest już nie aktualne- jak walczyć.
        Nie walczyc- to jest odp. poczekac. sam musi wybrać.
        • viptocat Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 20:09
          > To pytanie, które zadałam na poczatku jest już nie aktualne- jak walczyć.
          > Nie walczyc- to jest odp. poczekac. sam musi wybrać.
          Prawidłowy wniosek :). Tym bardziej ,że i tak on zadecyduje czy zostać z żoną
          czy nie. Niezależnie od tego jak do tego podejdziesz.

          >Podobają mi się faceci na ulicy
          A czy Ty podobasz się sobie ???

          Ps. Mam nadzieję ,że jeżeli facet wróci do żony zdołasz zerwać z nim kontakt.


          Pozdrawiam
          V
          • eary Re: On-Ja-Jego żona 20.05.05, 09:25
            Tak :) nie mam probemów z samooceną.
            potrafie być krytyczna ale nie jestem nieszczęśliwa bo nie lubie siebie.
            Lubie. jest mi ze sobą ok. czasem nie lubie swojego temperamentu.

            Też mam taka nadzieje.
    • po_godzinach Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 12:24
      Zabawnie się to czyta (nie odnoszę się do Autorki).

      Kobiety stojące po dwóch stronach barykady walczą o mężczyznę jak o nagrodę
      krzycząc: "mój ci on, mój" - "a nie, bo mój".
      Za włosy się targają, pluja i syczą.

      Ciekawe, jak czuje sie w tym wszystkim owa "nagroda").

      (eary, gratuluję rozsądku)

      • eary Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 13:10
        A wiesz, żeby było zabawnie to ja z nią rozmawiałam. Bardzo rozsądnie o tym co
        jest i jak rozwiązać problem. Nawet zgodziłam się wycofać na jakiś czas, żeby
        oni spróbowali. to były zaledwie 2 mies a on i tak już był zdeterminowany się
        wyprowadzić.
        Ale walki w błocie nie było.
        Tu- myślę, że jest sporo osobników którzy (KTORE) nie wiedząc o co walczą i tak
        stanęłyby do boju aby tylko bronić nienaruszalnego statutu żony.
        Wszystko jest naruszalne.
        Owa nagroda jest bardzo zagubiona- to dziwne ale jesteś jedyną (jedynym), która
        o to pyta. On nie wie co ma robić i nie wierze, że to jego gra czy manipulacja.
        Widze jak się męczy. nie chcę dokładać jeszcze swoich obaw.
        Zeby nie zabrakło mi rozsądku jak przyjdzie do pożegnania..
        Może nie dojdzie- w coś trzeba wierzyć :)
        • po_godzinach Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 13:21
          eary - żeby była jasnośc - nie miałam na mysli Ciebie oraz niektórych osób
          tutaj, tylko ogólną atmosferę)).
          • eary Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 13:24
            och.. hihih ale to też tyczy czasem i dialogów tutaj :)
        • po_godzinach Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 13:24
          Jesli zas idzie o "niego", mysle, ze możesz go co najwyżej wspierać duchowo.

          Zawsze interesowało mnie, jak sie czują w takich sytuacjach mężczyxni, jednak
          jak dotąd nie udało mi sie uzyskac od nich odpowiedzi.

          Przeciez JAKOŚ czuc sie muszą.
          • eary Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 13:27
            Zagubiony. Na prawde. To troche niezwykłe, żeby Pan Dyrektor był zagubiony.
            A on jest bardzo młody do tego. I potrafi po prostu siedzieć i płakać.
            Faceci to nie zawsze bezduszne dranie.
            On liczy że czas wszystko rozwiąże. Boi się decyzji. Boi się też mnie :) jak
            się ostatnio dowiedziałam: wie, że interesują się mną faceci i sie martwi, że
            go zostawie (BUHAHAHAHAHAH).
            Boi sie- po prostu.
            • po_godzinach Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 13:31
              No tak.
              Ale w końcu jakąś decyzję musi podjąć - sam.
              Można mu co najwyżej na chłodno przedstawić sytuacje do wyboru.
              To będzie, tak czy owak, zawsze wybór mniejszego zła.
              • eary Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 13:49
                Myślę, że teraz po długim weekendzie dużo się wyjaśni (jadą z mala i znajomymi
                na rozrywke dla dzieci bo juz w zeszlym roku zorganizowali)..
                Cała krzycze w środku jak o tym mysle ale wiem ze to może mu pomoże w jedną
                albo drugą stronę postąpić (choć czuję że właśnie go trace).
                Nie moge emocjonować się teraz- tylko pogorsze. i sama siebie zadręcze. Muszę
                zaufać.
                • dobrydzien Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 13:52
                  jesli pozwolisz napiszę wieczorem na priv ok ??
                  • eary Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 14:24
                    jesne :)
                • po_godzinach Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 13:56
                  jeśli tak sie zdarzy, że zostanie z Toba - przeciez będzie nadal
                  miał "poprzednie zycie" - dziecko i byłą żonę, której przeciez nie każesz mu
                  zapomnieć ani zacząć nienawidzieć. Nie daj sie ponieść zazdrości. Nie patrz na
                  powierzchowną stronę całej tej sprawy.
                  • eary Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 14:25
                    Jasne ze nie zabronie.
                    Musze sie nauczyc akceptowac.
                    I zaufac.
                    Daleko mi do zabraniania mu czegokolwiek
                • mxp4 Re: On-Ja-Jego żona 20.05.05, 05:27
                  eary napisał(a):

                  > Myślę, że teraz po długim weekendzie dużo się wyjaśni (jadą z mala i
                  znajomymi
                  > na rozrywke dla dzieci bo juz w zeszlym roku zorganizowali)..
                  > Cała krzycze w środku jak o tym mysle ale wiem ze to może mu pomoże w jedną
                  > albo drugą stronę postąpić (choć czuję że właśnie go trace).
                  > Nie moge emocjonować się teraz- tylko pogorsze. i sama siebie zadręcze. Muszę
                  > zaufać.


                  O, tak zdziro? A czy wiesz co czuje jego zona myslac sobie wieczorem, ze on
                  akurat baraszkuje z toba w lozku? Co ma odpowiedziec wieczorkiem na pytanie
                  dziecka gdzie jest tatus?
                  • eary Re: On-Ja-Jego żona 20.05.05, 09:32
                    odpisalam ci w takim samym tonie jak ty mi :) ale po co :)
                    Życzę Ci przemiłego życia i żeby ta frustracja trochę z Ciebie uciekła.
      • pytajnik11 Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 13:18
        Dobre, dobre. Szczególnie to : "mój ci on, mój . Hi,hi
        • eary Re: On-Ja-Jego żona 19.05.05, 13:28
          i dorgie dzieci z takich sytuacji powstały...
          ....zapasy w kisielu ;P
    • eary KONIEC 20.05.05, 12:46
      WĄTEK UWAŻAM ZA ZAKOŃCZONY.
      dziekuje wszystkim i dobrym i złym.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka