Dodaj do ulubionych

prosze o pomoc

25.05.05, 12:10
tu na psychologii...

szanowni czytelnicy, pragne opowiedziec wam historie pewnej kobiety i prosic
was o rade- dla siebie i byc moze dla niej.

jesli byloby mozliwe bardzo prosze unikac oceniania jej zycia oraz wnioskow,
ze cudze zycie nie jest moja sprawa, gdyz historia nie o mnie.
chcialbym prosic o spojrzenie na sytuacje poprzez zapisane slowa, o podejscie
do tematu z delikatnoscia, dosc bylo wyglupow na forum. jesli nie macie nic
do powiedzenia, nie piszcie.

urodzona we wroclawiu w katolickiej praktykujacej rodzinie, jedynaczka.
rodzice pochodza z kresow. stara wielopokoleniowa rodzina z majatkiem, ktory
po II w.s. jak innych wysiedlencom zostal odebrany.
osiedleni na ziemiach uzyskanych. rodzice nauczyciele pragnacy zapewnic corce
staranne wyksztalcenie. byla zawsze najlepsza uczennica, nie chciala sprawiac
zawodu tacie (autorytet intelektualny) mamie (wzor kobiety), byli przeciez z
niej tacy dumni. zawsze ladnie zaplecione warkoczyki, wysoko podciagniete
podkolanowki, czysciutki lakierki. zawsze piatki.
zdana matura, potem studia, oczywiscie przydatne studia, po ktorych zawsze
znajdzie sie praca. obrona pracy magisterkiej (tu mam luki) i wyjazd od
londynu, nie wiem dlaczego. nie sadze jednak, ze z powodow politycznych.
zycie na obczyznie. londyn nie jest jej ostatnim miejscem zamieszkania, kilka
dobrych lat w nowym yorku, bodajze w szwecji. slub i kolejne studia (lub
odwrotnie), nie ma doktoratu. znajomosc jezykow poza ojczystym: angielski,
troche francuski, rosyjski, wloski i komunikacyjny szwedzki, podstawy
niemieckiego. zainteresowania: podroze, milosniczka chin a wlasciciwe tylko
niedawno im przydzielonej czesci, biologia, religia, ogrod, fotografia , inne.
politycznie: centoprawica, duza niechec do niemcow wskutek utraty kogos
bliskiego w czasie wojny, sentyment do rosji, bliski jest jej los polski,
ogromna sympatia do ameryki (oprocz busha), szacunek do sposobu zarabiania
przez nich pieniedzy. maz szwed, wymarzony, swietny przyjaciel, bardzo dobry
czlowiek. ciaza i narodziny dziecka. dostanie dobrej pracy, fajny dom- slowem
kazdemu mozna zyczyc takiego zycia. ale bog lub cokolwiek innego postanawia
ja doswiadczyc. odbiera jej wszystko, co kochala. w cierpieniach umiera jej
maz, potem dziecko. kiedy to pisze jest mi strasznie przykro, nikomu nie
zyczylbym takiego losu. po takich przezyciach nie moze byc juz ta sama osoba
jak kiedys. cierpienie nauczylo ja tak wiele. udziela sie spolecznie, stara
sie pomagac ludziom, zwierzetom, wszystkim i wszystkiemu co wymaga
wyciagniecia dloni. zawsze jest tam gdzie ktos cierpi. wraca do polski, chce
pozwolic zasnac wspomnieniom, choc na zawsze beda z nia. rozpoczyna nowe
zycie i prace w wielkiej "5". pracuje, ma podwladnych, ale jest strasznie
samotna, pisze wiersze (zawsze pisala). nazwano ja druga szymborska, odlozyla
jednak pisanie do szuflady nie dajac sobie szansy , ani potencjalnym
czytelnikom. zmarnowany talent. w swiecie nastepuja fuzje i wkrotce dojdzie
do polaczenia kolejnych firm. zmienia prace, opuszcza wroclaw i przenosi sie
do innej miejscowosci. poznaje lepiej kogos, z kim jej drogi skrzyzowaly sie
2 lata wczesniej. jest zakochana. znowu kocha, czyz to nie piekne? znow moze
czuc, to co zostalo pochowane. jest piekna, energiczna, chce jej sie zyc.
kupuje wieksze mieszkanie, w ktorym jest wiecej miejsca. wystarczy dla dwoch
osob.
zycie znow plata jej figla, by nie spelnic jej marzen. przciez juz tyle
wycierpiala, dlaczego? cierpi, wciaz bardzo cierpi. zamyka sie w sobie,
rezygnuje z pracy (ma dobra rente po mezu i sam tez zarobila na swoja
emryture), z dnia na dzien rezygnuje z zycia. przestaje wychodzic z domu, nie
chodzi do teatru, do kina, nie czyta ksiazek, nie robi wiecej zdjec, porzuca
swoja ukochana biologie i rosliny, ludzie nawet potrzebujacy staja sie dla
niej bezksztaltna masa. jedynym jej przyjacielem staje sie telewizor, esatz
zycia. przestaje gotowac, bo dla samej siebie nie znajduje przyjemnosci. je
byle jak i byle co, ale musi uwazac, jest cukrzykiem. nie uprawia sportow,
moze troche gimnastyki, gdy bola ja plecy od siedzenia przed telewizorem.
niekiedy wychodzi po zakupy, ale nie lubi. przeraza ja tlum rozgadanych i
spieszacych sie niewiadomo dokad osob. jest zle.

tyle wiem o niej (moze myle fakty, nie w tym rzecz), bardzo chcialbym, aby
wrocila do zycia. nie wiem jak jej pomoc, jak odnalezc te dawna Anne, ktora
byla. gdzie jej szukac? jeszcze nie jest za pozno.

prosze was o rady lub o cisze i chwile empatii.

lupuli
Obserwuj wątek
    • lupuli Re: prosze o pomoc 25.05.05, 12:46
      dodam jeszcze jedno, sprawdze dopiero w przyszlym tygodniu co stanie sie z
      moja prosba: czy spadnie na smietnik historii forumowych, czy ktos podejmie
      temat.

      bardzo licze na ciebie kumplu- sa chwile w zyciu, kiedy musimy przystanac i
      zastanowic sie nad odpowiedzialnoscia za siebie i za innych.
      uciekamy od takich chwil, ale one nadchodza. dla mnie nie musisz byc kumplem,
      badz dla siebie i moze jeszcze kogos.

      historia kazdego forumowicza jest historia przepleciona gorzkimi
      doswiadczeniami. nie ma bardziej lub mniej pokaleczonego, nie o licytacje
      chodzi i ilosc sznitow. chodzi o dobro czlowieka i o rozwiazanie przynoszace
      ulge. nie mozna cale zycie uciekac i chowac sie za zaslona. ktoregos dnia
      trzeba podjac decyzje. prosze cie o rade i prosze abys tym razem pomyslal
      wylacznie o tej historii, a nie o sobie.
      klaniam sie,
      lupuli
      • kardiolog Re: prosze o pomoc 26.05.05, 09:15
        lupuli napisał:

        > dodam jeszcze jedno, sprawdze dopiero w przyszlym tygodniu co stanie sie z
        > moja prosba: czy spadnie na smietnik historii forumowych, czy ktos podejmie
        > temat.
        >
        > bardzo licze na ciebie kumplu- sa chwile w zyciu, kiedy musimy przystanac i
        > zastanowic sie nad odpowiedzialnoscia za siebie i za innych.
        > uciekamy od takich chwil, ale one nadchodza. dla mnie nie musisz byc kumplem,
        > badz dla siebie i moze jeszcze kogos.
        >
        > historia kazdego forumowicza jest historia przepleciona gorzkimi
        > doswiadczeniami. nie ma bardziej lub mniej pokaleczonego, nie o licytacje
        > chodzi i ilosc sznitow. chodzi o dobro czlowieka i o rozwiazanie przynoszace
        > ulge. nie mozna cale zycie uciekac i chowac sie za zaslona. ktoregos dnia
        > trzeba podjac decyzje. prosze cie o rade i prosze abys tym razem pomyslal
        > wylacznie o tej historii, a nie o sobie.
        > klaniam sie,
        > lupuli

        Witaj, jestem. Przeczytalem Twoj i zastanawiam sie stad moja obecnosc.
        Przeczytalem tez (choc szybko wyluskujac ziarna)inne rozmowy zaczynajc
        oczywiscie od gratulacji dla Dudka. Widziales taniec Dudka na murawie przed
        karnymi? Piekny miecz, choc wpuscil dwie bramki, zrehabilitowal sie jednak.
        Obejrzalem z przyjemnoscia a nie byl to byle jaki mecz tylko final. Ale nie o
        tym, czas goni, a ja za chwile, ech.. do dentysty.

        Moze zaczne od tego, ze przeczytalem gdzie indziej pytanie czym jest
        korespondencja prywatna i kto do niej powinien dostep. Wyraze swoje zdanie,
        Tobie, lupuli, by nie fruwac po watkach. Korespondencja prywatna (jak sama
        nazwa wskazuje ma okreslonego adresata zanotowanego na kopercie, kontrakcie,
        mailu czy poproszonego do telefonu). Strony , w tym wypadku moga byc to
        partnerzy zyciow, wspollokatorzy, rodzina itp. uzgadniaja sami w jakim zakresie
        moga sprawdzac przychodzaca korespondencje . U mnie w domu nie mamy tajemnic,
        jesli jednak cos przychodzi do zony, nie otwieram, tak mam.

        Twoja prosba o pomoc wyrazona na forum do tzw. kumpla nie musi byc koniecznie
        adresowana do mnie, ja tylko przysposobilem sie do roli.
        Jezeli ktos opowiada w dobrej wierze o sobie na forum nie moze miec pretencji,
        ze inni czytaja, jesli umieja czytac, a nauczyli sie w zerowce szkoly
        podstawowej (forumowej).
        To tak ja nie mozna miec pretensji do osoby przechodzacej na pasach na zielonym
        swietle, ze tam byla tylko dlatego, ze ja akurat jechalem samochodem i mam
        problemy z hamowaniem, wole gaz.
        Przeciez jako uzytkownik drog miejskich sam decyduje jak, gdzie i jakim autem
        wlacze sie w ruch publiczny (publiczny, powtarzam). Kiedys wynotowalem cytat z
        niejakiej "glonik" (nie mam juz cytatu) doladnie okreslajacy reguly prywatnosci
        i bytu publicznego w tym wypadku na forum.

        Czy M.S. powinien byc wkurzony, gdy opowiedziawszy historie swojej rodziny
        inni przyczepili sie do niego przenoszac ja na niego? Rozmawialem z nim, zle mu
        bylo, ale sam zdecydowal sie na taki krok ze wszystkimi konsekewencjami. On
        oczyszcil sie, SOBIE byl to winny. Winny uczciwosc niezaleznie od tego co o
        nim o i jego rodzinie pomysla inni. Rozumiesz? On przyznal sie do przeszlosci ,
        ktora w spoleczenstwie polskim uchodzi za uragajaca.
        Ja wciaz nie o tym jakbym nie chcial na temat. Musze jednak kilka slow.
        To co napisze, byc moze, zabrzmi bolesnie, ale doswiadczenia nauczyly mnie
        myslec w ten sposob, wiec spojrz na te wypowiedz tylko pod tym katem.
        Zycie nauczylo mnie, ze tylko ja jestem odpowiedzialny za to co mnie spotyka
        (poza dramatycznymi wypadkami losowymi, o ktorych piszesz). Moge byc
        odpowiedzialny za siebie lub za male dzieci, dopoki nie osiagna zdolnosci
        decyzyjnej. Moge czuc sie za innych odpowiedzialny, ale to oni sami musza
        decydowac o sobie. Nie mozna nikogo zmuszac, jakim prawem? Wierze, ze mozna
        podzielic sie obawami, a jesli stajemy sie swiadkami , iz zle zaczyna sie
        dziac powinnismy podzielic sie swoimi obawami. W wyniku pasywnosci i na skutek
        strachu przed agresja umarlo wielu ludzi. Zaden altruizm, ale czasem inni
        widza z dystansu to, czego nie dostrzega bezposrednio zainteresowany: innej
        optyki zdarzenia. Po to mamy przyjaciol, rodzine, znajomych, aby uswiadamiali
        nas, ze nie zawsze biale jest biale lub czarne. Nie znam czlowieka, ktory
        posiadlby wszechwiedze, znal aboslutna recepte na szczescie. Gdyby taki istnial
        stalibysmy juz wszyscy w kolejce do niego. Kazdy sam musi przebrnac przed swoje
        zycie, tak jak Twoja znajoma. Boje sie, ze ona popadla w pewnego rodzaju
        apatie, ktora paralizuje jej ruchy, ale jestem przekonany, ze chce walczyc.
        Musi tylko wiedziec o co walczy i czy walka o te wlasnie sprawe ma sens?
        Pamietaj, nikt jej nie pomoze, nawet ten jej przyjaciel dopoki ona sama nie
        podejmie decyzji, ze chce wrocic do zycia (dla mnie ta wartosc jest
        najstoniejsza z calej historii). Jesli pewnego dnia postanowi znow zyc znajda
        sie wokol niej osoby, ktore ja wespra. Jestem o tym przekonany. Niekiedy wydaje
        sie nam , ze rezygnacja z jednej rzeczy pociaga automatycznie rezygnacje z
        innych. Nic blednego, podam banalny przyklad. Czy sadzisz, ze jesli Twoja
        znajoma odejdzie od telewizora i nie obejrzy kolejnego odcinka Klanu lub
        programu publicystycznego a zamiast tego pojdzie na spacer dokarmic kaczki? Czy
        sadzisz, ze utraci jakas wiedze, jakosc lub kontakt ze swiatem mediow? Ten
        swiat i ekran bedzie dalej istnial, w kazdej chwili bedzie mogla wziac pilota i
        wlaczyc. Ale prawdziwa jakosc jaka nabedzie poprzez spacer, moze zebranie kilku
        polnych kwiatow bedzie bezcenna. Zrozumie, ze jest jeszcze cos, tuz obok, na co
        nalezy zwrocic uwage: na nia - dziewczyne w sukience z dlonia pelna kwiatow.

        Nie chce byc doradca, pisze tak jak ja to czuje, moze infantylnie, niewazne.
        "Nie pomozesz komukolwiek, jesli ta osoba nie bedzie chciala sobie pomoc".

        Czy ten jej przyjciel chce aby byla szczesliwa? Moze porozmawiaj z nim?
        Czy on chce, zeby zmienila sie, czy daje jej szanse na zmiane? Czy ja wspiera?

        I na najwazniejsza sprawe musisz zwrocic uwage- w tych relacjach NIE MOZE BYC W
        OGOLE MOWY O OSKARZANIU I PRZENOSZENIU WIN ORAZ ODPOWIEDZIALNOSCI NA DRUGA
        OSOBE. Porozmawiaj z nimi. Jesli nie beda chcieli musisz sie wycofac. To ich
        zycie, ciesze jednak, ze napisales o tym. Przed tyle lat byles konsekwentny,
        choc nieczytelny. Dziekuje za ten list

        Musze juz isc, kardiolog
        • kardiolog Re: prosze o pomoc 26.05.05, 09:16
          Przepraszam za bledy i zjedzone slowa, literki, ale ja nie widze na malym
          ekranie, dopiero po wyslaniu. Forma listu tez prosta, ale taka miala byc z
          zalozenia.

          Do widzenia!
          k.
          • lupuli Re: prosze o pomoc 26.05.05, 14:22
            kardiologu powiem tak (czuje, ze jeszcze jedno zdanie powinienem dopisac przed
            zamknieciem tematu):

            ja z nim rozmawialem (nieprawda, ze nie) on bardzo chce, zeby moja znajoma byla
            szczesliwa. on sam tez wielokrotnie z nia na ten temat rozmawial (po
            odchrzaknieciu, cierpi na chorobe gardla) .ona tez z nim rozmawiala rowniez
            wielokrotnie. to co napisze teraz wyda sie niemal absurdalne zwazywszy na fakt,
            ze te dwie osoby spedzaja ze soba sporo czasu. wg mnie oni w ogole nie
            rozumieja siebie, mowia zupelnie innymi jezykami wyobrazen i oczekiwan. to tak
            jakbys narysowal dwie postaci stojace do siebie rownolegle lewe ramie jednej
            osoby przystawione do prawego ramienia drugiej, ale odwrocone w dwoch
            przeciwleglych kierunkach. przysluchiwalem sie kiedys ich rozmowie, naprawde
            nie zauwazylem punktow stycznych. absurd zwlaszcza, ze obie strony podkreslaja
            jak to znakomicie znaja druga polowke i operuja tymi samymi pojeciami
            znaczeniowymi. to co jest biale nie jest wcale takie dla drugiej strony i nie
            roznicach swiatopogladowych mowa, lecz o fakcie, ze oni nie toleruja u siebie
            innosci. w tym tkwi wg mnie problem dotyczacy niemoznosci uporzadkowania spraw
            zwiazanych ze zwiazkiem, natomiast nie ma nic wspolnego z decyzja o rezygnacji
            z zycia. wroce jeszcze raz do stwierdzenia, ze oni chca dla siebie nawzajem jak
            najlepiej, obawiam sie jednak, ze stosujac powyzsze sposoby komunikacji i nie
            rezygnujac z nich na rzecz nowych wartych sprawdzenia nie beda w stanie
            stworzyc konsensusu, ktory ich uszczesliwi. inaczej definiuja pojecie
            szczescia, jego istote oraz metody dochodzenia do celu... a o tym akurat nie
            chca rozmawiac, gdyz ujednolicenie definicji i jej zrozumienie wiazaloby sie z
            pojeciem "rezygnacji" . pytanie tylko z czego i na jaka skale? dzis na zadanie
            tego pytania i poszukania odpowiedzi nie sa jeszcze gotowi. niewiadomo, czy
            kiedykolwiek beda...

            przemysle to co napisales o tym, ze nikogo nie mozna zmusic do podejmowania
            decyzji.

            lupuli

            zycie tej kobiety i moja prosba nie spotkala sie z zainteresowaniem pisujacych
            tutaj forumowiczow. zamykam temat.
            • kardiolog Re: prosze o pomoc 26.05.05, 14:34
              Lewe ramie do lewego, Picassiaku;)

              Nie angazuj sie w ten temat, oni musza sami dojsc do pewnych wnioskow, nawet
              jesli mialoby im to zajac kolejne 30 lat.
              Co do rezygnacji zycia przeciez na sile nie wyciagniesz jej na spacer.
              Moze popros ja przy najblizszej okazji, zeby opowiedziala o czyms, co jest jej
              NOWYM doswiadczeniem, chocby to bylo podlewanie kwiatkow i patrzenie jak
              wyskoczyl u nich dodatkowy centymetr wzrostowy lub obserwacja ludzi na ulicy
              chodzacych pod jej oknem.

              Wiecej zrobic nie mozesz.

              Tez zamykam swoj udzial w temacie, ide sie prazyc.
              k.
    • mskaiq Re: prosze o pomoc 26.05.05, 16:49
      To co piszesz wyglada na depresje. Ona zrezygnowala, poddala sie. Kiedy to
      nastepuje zamykamy sie przed ludzmi i zyciem, tracimy sens i motywacje.
      Nie jest za pozno, to mozna zmienic ale trzeba walczyc o Nia. To bardzo mozolna
      i trudna praca, jesli sie zdecydujesz bedziesz dzialala przeciwko Jej
      negatywizmowi z ktorym sie Ona obecnie utozsamia.
      Musisz rozmawiac, przekonywac ja ze jest potrzebna, ze musi wrocic, do pracy,
      do pomagania innym, ze to co robila bylo wazne.
      Wyciagaj ja na spacery i rozmawiaj z Nia o tym co robila, o rzeczach radosnych
      i waznych. Duzo latwiej bedziesz docierala do Niej na spacerach. Ruch pomaga
      kontrolowac emocje i wtedy jestesmy duzo bardziej otwarci na argumenty.
      Nie pozwalaj Jej byc negatywna, na kazdy Jej negatywizm odpowiadaj pozytywnie,
      nigdy jednak nie antagonizuj. Jesli sie nie zgadza z Twoja opinia, zostaw to i
      wroci do tego problemu innego dnia. Poszukaj rowniez przyczyny dlaczego sie tak
      nagle wycofala z zycia, co Ja sklonilo do tego.
      Walcz o Nia, Twoja pomoc moze byc decydujaca. Bez tej pomocy Jej przygnebienie
      i depresja beda coraz silniejsze.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • lupuli Re: prosze o pomoc 26.05.05, 17:25
        mskaiq, nie.

        ona musi sama zdobyc sie na podjecie wyzwania jakim jest stoczenie walki samej
        ze soba. nie depresja, brak motywacji, czy samotnosc (to zaslona, za ktora sie
        chowa i usprawiedliwia) sa jej najwiekszymi wrogami lecz ona sama. jesli
        podejmie wyzwanie musi znalezc najpierw sojusznika w sobie, on podpowie jej
        jak powinna zyc, zapyta ja czy CHCE zyc.

        kazdy z nas musi stoczyc walke o siebie, swoja tozsamosc, przeszlosc,
        terazniejszosc i przyszlosc.


        kazdy ma szanse wygrac, ona tez.

        nie umiem jej pomoc, ale zycze jej sukcesow.

        klaniam sie i pozwole sobie nie pisac wiecej,
        lupuli
    • mskaiq Re: prosze o pomoc 26.05.05, 18:04
      Moja Siostra ma depresje. Od dwoch lat walcze o Nia, najczesciej wbrew Jej
      woli. Ona widzi wszystko negatywnie. Codziennie spotykam sie z jej sadami
      takimi jak:
      "znowu jestem beznadziejnya", "nie chce mi się", "nie dam rady", "gdzie by tu
      sie schować", "w życiu mi sie nie uda", "to nie ma sensu", "jestem chora", "nie
      chce zyc" i.t.p.
      Powoli te mysli staja sie slabsze ale ciagle sa. Wiem ze jednego dnia Ona wygra
      z depresja i wroci do zycia i aktywnosci.
      Wiem rowniez ze gdybym przyjal ze jest to niemozliwe, ze to Ona musi sama
      pokonac depresje to dzisiaj by juz Jej nie bylo. Bo wlasnie takie rozwiazanie
      by wybrala.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • lupuli Re: prosze o pomoc 26.05.05, 21:40
        mskaiq napisał:

        > Moja Siostra ma depresje. Od dwoch lat walcze o Nia, najczesciej wbrew Jej
        > woli. Ona widzi wszystko negatywnie. Codziennie spotykam sie z jej sadami
        > takimi jak:
        > "znowu jestem beznadziejnya", "nie chce mi się", "nie dam rady", "gdzie by tu
        > sie schować", "w życiu mi sie nie uda", "to nie ma sensu", "jestem
        chora", "nie
        >
        > chce zyc" i.t.p.
        > Powoli te mysli staja sie slabsze ale ciagle sa. Wiem ze jednego dnia Ona
        wygra
        >
        > z depresja i wroci do zycia i aktywnosci.
        > Wiem rowniez ze gdybym przyjal ze jest to niemozliwe, ze to Ona musi sama
        > pokonac depresje to dzisiaj by juz Jej nie bylo. Bo wlasnie takie rozwiazanie
        > by wybrala.
        > Serdeczne pozdrowienia.

        jestes dobrym bratem, chwala takim jak ty, ktorzy pragna cos zmienic, pomoc
        bliskich.
        jestem pelny podziwu i szacunku dla "to Ona musi sama
        > pokonac depresje to dzisiaj by juz Jej nie bylo. Bo wlasnie takie rozwiazanie
        > by wybrala. "

        pozdrow ja ode mnie i przekaz slowa otuchy, na pewno da sobie rade. wierze, ze
        moja znajoma tez pomysli tak jak twoja siostra, ktorej starasz sie pomagac.
        mam nadzieje, ze kiedys zrozumie slowa przez ciebie tu napisane, choc kazdy ma
        swoja definicje nieszczescia i wychodzenia z niego. bede trzymal kciuki za
        twoja siostre i za moja znajoma, wszak mowa o dwoch osobach pragnacych tego
        samego...


        klaniam sie,
        lupuli

    • mskaiq Re: prosze o pomoc 27.05.05, 08:45
      Osoba majaca depresje bardzo niechetnie akceptuje pomoc, wiecej zwykle nie chce
      pomocy. Bez pomocy jest niemozliwe poradzic sobie z depresja.
      Kazda pomoc, zapewnienie ze trzeba walczyc, ze zycie ma sens jest nieoceniona,
      czesto stanowi o zyciu.
      Depresja polega na tym ze nie chcemy walczyc o Siebie, na tym ze nic nie ma
      sensu. Jesli nikt nie wskazuje inaczej, jesli przechodzimy obok bo decyzja
      nalezy do tej osoby to bardzo szybko odejdzie, nikt i nic jej nie zatrzyma.
      O zyciu bardzo czesto stanowi czyjas obecnosc, czyjas walka o druga osobe.
      Dotad dopoki sa ludzie wokol ktorzy chca pomoc, dla ktorych ten ktos jest wazny
      to ta osoba walczy, najwazniejsza walke zycia. Moze wygrac kiedy pomozemy,
      przegra kiedy nikt nie pomoze.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • zom.bi Re: prosze o pomoc 27.05.05, 09:21
        dzięki, bracie, za przytomne słowa (i czyny), powodzenia - macie moje niewidzialne, a realne wsparcie :-)
      • kardiolog Re: do mskaiq 27.05.05, 10:08
        "Osoba majaca depresje bardzo niechetnie akceptuje pomoc, wiecej zwykle nie
        chce
        pomocy. Bez pomocy jest niemozliwe poradzic sobie z depresja.
        Kazda pomoc, zapewnienie ze trzeba walczyc, ze zycie ma sens jest nieoceniona,
        czesto stanowi o zyciu.
        Depresja polega na tym ze..." itd.


        Mskaiq, to nie podrecznik strona nr 56, lecz konkretne zycie i o nim tu mowa.


        Kazdy potrzebujacy przyjmie pomoc, ale tylko w JEDNEJ JEDYNEJ sytuacji.
        Mianowicie, kiedy zrozumie, ze doszlo do powaznego zachwiania wlasnej
        rownowagi i CHCE zmiany. Rozumiesz, CHCE- PRAGNIE ZMIANY.

        Znalem alkoholikow (nie szukaj przykladow na forum, mowie o miejscu poza),
        ktorzy twierdzili: " tak..tak.. no wiem..jestem alkoholikiem..no tak, ale...
        przeciez jeden maly kieliszek mi nie zaszkodzi, pije bo lubie. Od jutra moze
        sporbuje, albo od pojutrza.. a juz na pewno od poniedzialu lub wtorku...
        Tak..tak, dobra dobra, odstawie"

        Sztandarowe slowa terapii antyalkoholowej brzmia " Wyleczony odchodzi (od
        nalogu). Kuracjusz stara sie odchodzic. Uzalezniony szuka usprawiedliwienia".
        Czy rozumiesz sens tych slow? Czy jestes w stanie je zinterpretowac wlasnymi
        slowami?

        Przewlekly stan depresji i frustacji jest niczym nalog.

        Co do Twojej siostry tez zycze powodzenia, ale pamietaj- osiagniesz sukces
        (pomozesz jej) TYLKO jesli bedziesz dla niej przykladem.

        Czy jestes dla swojej siostry przykladem? Czy moze Ciebie nasladowac?

        Pomysl. Nie musisz pisac. Tylko pomysl.

        kardiolog

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka