garmazerka
03.06.05, 05:03
sorki za taki glupi nik, ale....moje zycie jest jak garmazerka - i salceson i
dobra szynka i pasztetowa (tez dobra)
bylam w bardzo zlym, toksycznym zwiazku, w ktory sie wpakowala wlasciwie
dlatego, ze balam sie ojca i nie chcialam juz mieszkac z rodzicami, no i
balam sie, ze juz nikt mnie nie zechce (skonczylam studia i nie wyszlam za
maz - kiedys to oznaczalo staropanienstwo)
na meza wybralam 12 lat starszego faceta, bo...wydawalo mi sie, ze zapewni mi
bezpieczenstwo (zyciowe)
szybko zaszlam w ciaze, bo chcialam, zebysmy byli rodzina, zeby mnie nie
zostawil, zeby sie nie rozmyslil, zeby nas cos laczylo
juz w trakcie slubu czulam, ze sie rozwiedziemy, ale...
malzenstwo okazalo sie koszmarem, facet psycholem i alkoholikiem
a ja balam sie odejsc
w koncu ucieklam, bo balam sie, ze mnie zabije (bil piescia w glowe, do
utraty przytomnosci)
i balam sie, ze moje dziecko bedzie bez opieki
po odejciu balam sie wszystkiego i wszystkich
balam sie, ze skoncza mi sie pieniadze i...?????co bedzie, co zrobie?
znalazlam sobie drugiego meza - juz wyszukanego z glowa
obecny maz jest naprawde wspanialym czlowiekiem
codziennie mowie mu, ze go kocham
jestesmy kilka lat razem, a nigdy nie bylo miedzy nami zadnej klotni
jest dobry, czuly, no...wymarzony maz
ja jestem dla niego bardzo dobra zona, wiem to
widze, ze daje mu poczucie szczescia
ale czy ja go kocham?
czasem mysle, ze wyszlam za niego ze strachu
ze strachu przed odpowiedzialnoscia, przed zyciem
bo...to on ciagnie teraz woz
tez tak macie?
czy ze mna cos nie tak?