dalekooddomu
16.06.05, 12:23
Myślałem długo nad tą decyzją. Na poczatku myślałem, ze to depresja, że chcę
to zrobić pod wpływem chwili. Teraz widzę o wiele jaśniej niektóre rzeczy. Nie
ma we mnie już gniewu ani bólu starsznego. Schrzaniłem sobie swoje życie.
Zostawiła mnie kobieta, która kochałem, straciłem pracę, straciłem przyjaciół.
Straciłem szacunek dla siebie, straciłem wszystko. Mieszkam w samochodzie na
parkingu, już nawet nie mam jak chodzić na rozmowy w sprawie pracy, bo
wszędzie dziękuja mi na wstępie. Nie daję rady. Moje życie to pasmo
niekończacych się porażek, jedna za drugą.
Dzisiejsza noc była bardzo czysta i spokojna, samochody jeździły z rzadka, gdy
spacerowałem ulicą nie mogąc spać. Wtedy podjąłem decyzję. Nie chcę wylądować
na dnie. Nie chce stoczyć się do podziemi przy Centralnym. Nie chcę zacząć
szukać pocieszenia w alkoholu, ani w dragach. Chcę to zakończyć.
Więc przygotowałem się. Mam wszystko co trzeba i plan jak zrobić aby się
udało, bez mojej pomocy. Ni będzie bolało a ja nie będę musiał pociągać za
żaden spust. Jestem tchórzem i chyba bardziej od życia boję się bólu. Dlatego
odejde po cichutku...
To jest forum dyskusyjne, zaraz pewnie jakiś debil się spyta po co to piszę...
oto odpowiedź: bo to moja forma listu pożegnalnego. Chcę sobie opisać kilka
moich chwil nim tego dokonam. Z resztą przeczytam tylko odpowiedzi do końca
dzisiejszego dnia, bo o 20.00 sprawa się rypnie...