Dodaj do ulubionych

Internetowy trójkąt

IP: *.sympatico.ca 24.07.02, 21:52
Witam!
Jestem od dosc dawna osobą wolnego stanu. Zawsze unikałam kontaktow z
zonatymi. Omijałam, bo ....nalezy taki pan do zony, bo podpisal
kilkanascie albo i wiecej lat temu zobowiazanie, ze do smierci ..., bo
przeciez "nie rob drugiemu, co tobie nie mile" ,itp.
Przez przypadek, nie szukajac zadnej przygody, zaczelam korespondowac
(e-mail) z zonatym mezczyzna, bo , to mi zaproponowal a wydal mi sie
ciekawym i cieplym czlowiekiem.
I co? I dzien za dniem znajomosc sie poglebiala. Czulismy sie czasami,
ze znamy sie od 100 lat i , ze cos zaczyna kielkowac.
I wyrzuty sumienia, ktore nie pozwalaly mi zwykle wchodzic w zwiazki z
zonatymi, jakos nie chcialy sie odezwac. Po prostu bylo mi z tym dobrze.
A ,że nie jestem mloda , to jakos szkoda mi sie zrobilo ,zeby zabijac
takie uczucia, ktore zmienialo cale moje zycie w cos romantycznego.
Zaczelam na cos czekac, czyms zyc, co juz sobie od 10 lat wykreslilam.
No i fajnie bylo. Przez prawie rok nie zaproponowalismy sobie spotkania,
bo ....nie wolno a i daleko od siebie mieszkamy.
Ale oboje juz bardzo zaczynalismy byc ciekawi siebie.
Po jednej rozmowie telefonicznej, ktorą slyszala przez przypadek (???)
zona ,dostalam od tej pani list, ze jestem nieprzyzwoita itp .
Nie odpisalam pani, a panu napisałam, zeby zajal sie bardziej zona, bo
...szkoda niszczyc , co przez tyle lat budowali i ze taki list swiadczy
o jej milosci do niego itp.
Nie umialam inaczej postapic.
Jestesmy , z tym panem, do dzis w bardzo ograniczonym kontakcie
e-mailowym. Ja cierpie bardzo. I tak zastanawiam sie,
dlaczego zawsze ta trzecia jest tym czarnym charakterem. Przeciez, gdyby
oni byli dobrym, dobranym malzenstwem, to taki mąz nie siedzialby noc i
dzien na Internecie. To ona miala jego bliskosc i mozliwosc, zeby
zapobiec temu, co zaczynało ich dzielic.
To wg mnie oni sa winni , ze ja dzis bardzo cierpie. A oni moze (?),
dzieki wzbudzonej zazdrosci, maja bardziej urozmaicone malzenstwo. To ja
moze padlam ofiara ich rozgrywek. Ale TO JA jestem ta, ktora powinna
byla uwazac i nie wchodzic w jakiekolwiek relacje z zonatym -tak jak mi
ta pani oswiadczyla.
A czy taka zona pomyslala kiedys, co mogloby byc , gdyby tak ona byla
od lat samotna i gdyby znalazl sie jakis cieply pan ,ktory , po latach ,
jakos by ją dostrzegl, docenil, dowartosciowal jako kobiete. Dlaczego
racja jest tylko po stronie prawa? A przeciez uczucia chodza troche
innymi drogami. Ale to ja jestem TA TRZECIA-gorsza. I mimo, ze na oczy z
tym panem sie nie widzielismy (oprocz zdjec).
Wiem, ze odpowiecie mi, ze to przemawia moje poczucie winy. To prawda,
ze gdzies moje wychowanie sie odzywa, religia itp , ale czy jezeli ja
poczułam pierwszy raz w zyciu, ze jestesmy na tej samej fali, dlaczego
ja nie mam prawa walczyc o swoje szczescie.
Oczywiscie nie bede, ale...pisze do Was o swoim buncie.
Pozdrawiam - Ktosia
Obserwuj wątek
    • wredna2 Re: Internetowy trójkąt 24.07.02, 22:43
      No coz Ktosiu ...

      widac wiek dojrzaly nie chroni przed naiwnoscia...

      • Gość: mala.karen Re: Internetowy trójkąt IP: 195.117.24.* 25.07.02, 08:31
        Ktosiu! Doswiadczyłam trochę podobnej sytuacji i wiem, że tak to już jest na
        tym świecie - gdy jest facet i dwie kobiety - on nigdy nie bedzie uważany za
        winnego, tego który krzywdzi swoją żonę, tylko właśnie ta druga, jest tą złą
        kobietą, niezależnie czy to on chciał zdradzić czy został do tego skuszony.

        Pozdrawiam, Karen
        • kwieto Re: Internetowy trójkąt 25.07.02, 20:02
          Zawsze mnie dziwi, ze wiekszosc zali i pretensji w takich sytuacjach mozna
          spraowadzic wlasciwie do jednego - ustalenia tej osoby ktora jest "winna"
    • Gość: nikos Re: Internetowy trójkšt IP: *.bielsko.dialog.net.pl 25.07.02, 00:02
      Gość portalu: Ktosia napisał(a):

      > Witam!
      > Jestem od dosc dawna osobš wolnego stanu. Zawsze unikałam kontaktow z
      > zonatymi.
      Omijałam, bo ....nalezy taki pan do zony, bo podpisal
      > kilkanascie albo i wiecej lat temu zobowiazanie, ze do smierci ..., bo
      > przeciez "nie rob drugiemu, co tobie nie mile" ,itp.

      Tak.tak......oczywiscie...

      > Przez przypadek, nie szukajac zadnej przygody, zaczelam korespondowac
      > (e-mail) z zonatym mezczyzna, bo , to mi zaproponowal a wydal mi sie
      > ciekawym i cieplym czlowiekiem.

      Oczywiscie przestało przeszkadzać.....owo zobowišzanie.....i cytuję "nie rób drugiemu co tobie nie miłe"

      > I co? I dzien za dniem znajomosc sie poglebiala. Czulismy sie czasami,
      > ze znamy sie od 100 lat i , ze cos zaczyna kielkowac.
      > I wyrzuty sumienia, ktore nie pozwalaly mi zwykle wchodzic w zwiazki z
      > zonatymi, jakos nie chcialy sie odezwac.
      -
      • Gość: Ktosia Re: Internetowy trójkšt IP: *.sympatico.ca 25.07.02, 02:35
        Gość portalu: nikos napisał(a):

        (ciach) , bo to wszystko za dlugie wyszlo.

        > > Ale oboje juz bardzo zaczynalismy byc ciekawi siebie.
        > > Po jednej rozmowie telefonicznej, ktorš slyszala przez przypadek (???)
        > > zona ,dostalam od tej pani list, ze jestem nieprzyzwoita itp .

        > ...nieee no cos tyyy....

        O tak . Własnie o to mi chodzi, że Pani tolerowała prawdopodobnie flirt, bo Pan siedział w domu i wszystko w
        normie.
        Ale telefon , po prawie roku znajomosci...to juz jestem nieprzyzwoita.

        > Ja cierpie bardzo.

        No moze bez przesady ;-)

        > I tak zastanawiam sie,
        > > dlaczego zawsze ta trzecia jest tym czarnym charakterem
        > Przeciez, gdyby
        > > oni byli dobrym, dobranym malzenstwem, to taki mšz nie siedzialby noc i
        > > dzien na Internecie.
        > Bzdura ! ......To co piszesz nie jest zwykłym tlumaczeniem..,..istnieje przepa
        > sc między chęciš zdrady i

        Moze i bzdura, ale ja sobie nie wyobrażam takiego dobrego małzenstwa, zeby mąz codziennie siedziąl do 2-3 w nocy
        na Internecie. Cos mi tu nie gra.
        A ja tu wcale nie z takich naiwnych, jak może się z listu wydaje.
        Pisząc ten list nie chodziło mi o moje rozczarowanie, że ja nie złapałam faceta, bo jeszcze takiego nie było, żebym
        chciała wyjsc za mąż. Owszem , byłam męzatką, ale ile się napłakalam,zeby się zdecydować na taki krok ;-).
        Mam po prostu taki lęk przed małzenstwem od zawsze i taki romans, który był romantyczny, bardzo mi odpowiadał
        tez. Tylko, ze wszystko zostało brutalnie przerwane i jeszcze zakwalifikowana zostałam (po raz pierwszy -kiedys
        musi byc ten pierwszy) do takich to a takich.
        I tylko chodzi o to, że wini się zawsze wolną stronę a broni małzenstwa podczas gdy wina jest conajmniej po 3
        stronach. Wg mnie.


        > próbš flirtowania......,
        >
        > To ona miala jego bliskosc i mozliwosc, zeby
        > > zapobiec temu, co zaczynało ich dzielic.
        >
        > Napewno ich tyle dzieliło..? Czy tylko on tak pisał....

        Nigdy nie pisał nic złego o Pani, bo i miałabym to za złe. Pełny szacunek dla realiów. Oprócz dnia, kiedy dowiedział
        się, ze napisała do mnie. I też z całym zrozumieniem przyjęłam ten list, choc bez takiego poczucia winy ,jaki mi Pani
        próbowała wcisnąć. Nie o takich flirtach na necie słyszałam. Nasz był jak "lelija" :-). Z wierszami itp
        >
        >
        > Z miłosciš to jest tak ,że albo jest prawdziwa i zostawia się dla niej wszystk
        > o ...,albo nie..

        A ja się z tym pozwolę nie zgodzic, bo sama wiem jak potrafię się zakochać , ale nie rzucę wszystkiego, bo jeszcze
        mam rozum. I tu też tak było..


        .. nie pchać
        > się na trzeciego....

        Powtarzam, ze nie ja za startowałam a tylko nie odrzuciłam.

        >Potem,
        > tak jak w twoim przypadku, zostajš rozbudzone marzenia....,uczucie niespełnieni
        > a...,gorycz,że nie dostało
        > się czegos co było tak blisko..

        I nadal twierdzę, ze w moim przypadku nie było realnych marzeń o zabraniu tego Pana od Pani, bo ich byc nie mogło z
        róznych względów. A tylko jest jakis żal, że tak się skonczylo a mogło trwac... i że ta Pani mnie tylko za to obwiniła.
        A jak już pisałam , to chyba cala trójka jakis udział w tym miała.

        > ..A może własnie nie było..?Może pan urozmaicał sobie zycie ?NIe wiedziałas teg
        > o wtedy...i pewnie nie
        > wiesz na 100% dzisiaj.

        Gdyby to było tylko urozmaicaniem, to Pani nie poczułaby się az tak zagrozona, zeby osmieszac sie w pewnym
        sensie pisaniem takiego listu. Dla mnie takie zachowanie nie było "z klasą".
        Ja slubów z nikim nie mam i mnie ustawiać ta Pani nie powinna. To była sprawa, która powinna była rozegrac się
        miedzy nimi.
        Pozdrawiam- Ktosia
        • Gość: inayat Re: Internetowy trójkšt IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 25.07.02, 06:47
          przeczytaj sobie

          www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=16&w=1715720
          • Gość: Ktosia Re: Internetowy trójkšt IP: *.sympatico.ca 25.07.02, 19:56
            Dzieki Ci za ciekawy post. To stare jak swiat a tylko pytanie nowe, czy wyjasniac zonie???
            Mysle, że zony by tego nie chciały. One chcą wierzyc tez, że sa nadzwyczajne, jedyne, kochane. Jak i my-te
            Trzecie.;-)
            Do czego to doszło,ze ja nazywam siebie "ta Trzecia". Kon by sie usmial.
            pozdrawiam - Ktosia
            • Gość: weronika Re: Internetowy trójkšt IP: *.kopernik.gliwice.pl 28.07.02, 14:00
              hmmm ale one jak widzisz są jedyne, nawet jesli facet na chwile zaswiruje dla małolaty
        • Gość: bezklasy Re: Internetowy trójkšt IP: *.prem.tmns.net.au 25.07.02, 07:05
          Piszesz, ze sama bylas mezatka. Powinnas chyba wiedziec, ze w malzenstwie wiele
          roznych jest etapow, sa chwile piekne i chwile stresow, chwile zlosci,
          wzajemnych czesto oskarzen, czasami spowszednienie, czasami potrzeba
          dowartosciowania sie , gdy np w pracy sie nie uklada, lub przechodzi sie tzw.
          druga mlodosc. Dla jednych moze byc to powodem do rozwodu, dla innych wyzwaniem
          i ostrzezeniem, znakiem zetrzeba cos przewartosiowac i zmienic.
          Moze tak tez bylo w tym malzenstwie, ot jeden z takich kryzysow,
          Szkoda jednak, ze o tym nie pomyslalas wdajac sie w ten romans, i wiedzialas
          tez ze oceny i tzw. normy spoleczne dzialaja w ten a nie inny sposob, a zatem
          wiedzialas na co idziesz...Czy to sprawiedliwe czy nie, to juz inna para kaloszy

          Co do zachowania z klasa...??? Wiesz, gdy w gre wchodza prawdziwe uczucia..
          Z klasa to sie trzeba zachowywac na przyjeciu, ale w ukladach kobieta
          mezczyzna wiele rzeczy jest dozwolonych, a jesli nawet nie, to o co chodzi?? o
          serce zlamane i zrozpaczona, zgorzkniala przyszlosc, po to tylko zeby ktos tam
          powiedzial, ze "zachowala sie z klasa".

          Czasami trzeba isc na calosc

          Nie znam tej kobiety, i nie znam Ciebie, z twojego listu wynika, ze chcialas go
          miec dla siebie, ona tez...
          • Gość: yolla klasa IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 03.08.02, 01:40
            powiem wam co - oprocz uczuc, o ktorych wszyscy gadaja - czuje zona ...
            taka zona czuje takze (a moze przede wszystkim?) ZAL, ze KOBIETY NIE SA LOJALNE
            WOBEC INNYCH KOBIET
            no i co z tego, ze milosc, ze to, ze smo ....
            prawda jest taka, ze NIE JESTEMY LOJALNE ;(

            to po pierwsze, a po drugie .... opowiem wam pewna historie:
            moja kolezanka anka kiedys przy kawie opowiedziala mi o swoim romansie z
            zonatym facetem, i ze facet w koncu oprzytomnial i wrocil do zony, a zona o
            wszystkim wie, i nawet poznala anke (nieco znaly sie wczesniej, a maz
            przyznajac sie do zdrady byl laskaw powiedziec z kim) - wrazenie anki bylo
            takie: "zona zachowala sie z klasa" - zas moje wrazenie bylo takie: "mnie (jako
            zdradzonej zony) nie obchodzi opinia kochanki, mam w nosie czy taka anka wyrazi
            sie o mnie pozytywnie, czy negatywnie"
            [dla ciekawskich: final mojej historii byl taki, ze zerwalam z anka wszelkie
            kontakty ;( ]
    • ta_ Re: Internetowy trójkąt 25.07.02, 09:25
      Wszystko przez tę wstrętną żonę.
      Bez klasy ona doprawdy...

      Zobrzydzona Ta_
      • Gość: mikadora Re: Internetowy trójkąt IP: 217.96.91.* 25.07.02, 13:34
        Właśnie. Też byłam taką żoną. Wredną osą nie rozumiejącą idylli w necie. Było
        dużo myślenia, rozmów, przeprosin, wniosków ogólnych. Z czego to się wzięło?
        Fakt 1. Związki mają różne fazy, kryzysy i zakręty. Moze brak już
        niegdysiejszych zachwytow czasu, prostoty.. Fakt 2. Nie myślałam o tym w takich
        kategoriach aż do czasu, ale niektórzy faceci są jednak mimo pozorów długo w
        krótkich majteczkach i.. to odkrycie hipokryzji (niodpowiedzialnośc i
        niedojrzałość maskowana) jest bolesnym zderzeniem 3. Fakt - żona w necie
        pzreważnie wystepuje jako anegdoktyczny potwór (kochanki nieszczęśliwe, panowie
        niezrozumiani, a żony to chyhające, obrzydłe babony).4. NIc pewnie nie
        dowartościowuje tej Trzeciej jak bycie azylem i cud kobietą dla sieciowego
        kochanka.Pewnie to bardzo przyjemne, ale jakże banalne.
        Inne fakty:
        Wokół mnie związki rozpadają się w tempie ekspresowym. Przyczyny - kochanki na
        boku. Sekretarki, recepcjonistki, hostessy. Nie ubliżając im w niczym, te żony,
        które znałam biły je na głowę... Zresztą, Ci panowie nie śpieszą sie, by
        kontynuować te nowe związki, ani tym bardziej je legalizować.
        Dziwne to wszystko, pewnie wymaga jeszcze sporej ilosci analizy i poszukiwania
        odpowiedzi.
        Mikadora - Żona
      • Gość: Ktosia Re: Internetowy trójkąt IP: *.sympatico.ca 25.07.02, 15:38
        ta_ napisała:

        > Wszystko przez tę wstrętną żonę.
        > Bez klasy ona doprawdy...
        >
        Wiedziałam,ze z tą "klasą" zaognię temat i trochę tak zaczepnie napisałam. To chodziło tylko o to, że wg mnie
        powinni między sobą rozwiązać swoje slubne zobowiązania. A jezeli koniecznie mnie chciała w to
        wmieszac, to lepiej byłoby , gdyby napisała do mnie ,ze jej przykro, ze cierpi , ze jako kobieta powinnam ją
        zrozumie. Wzięłaby mnie na litosc.. Wprawdzie ja też cierpiałam, i mnie też kytos powinien zrozumiec;-)
        Ale jezeli ktos mnie osądza od razu i straszy, jak to ja bede miala zle z tym Panem
        • Gość: GG Re: Internetowy trójkąt IP: *.sympatico.ca 25.07.02, 16:30
          Gość y.
          > Mimo slubów, nikt nie jest jest niczyim niewolnikiem. Inaczej,,,to bardzo
          wspó
          > łczuję takim małzenstwom.
          > Pozdrawiam Ktosia.
          > Przede wszystkim ktos mądry tak powiedział: " to, co trzeba trzymac, nie
          war
          > te jest posiadania".
          > Ludzie powinni CHCIEC byc ze sobą a nie byc skazani przez podpisy na
          papierkac
          > h.

          absolutnie sie z tym co napisalas zgadzam ....nie mozna nikogo
          ubezwlasnowolnic i uwazac dana osobe jako swoja WLASNOSC wg mnie takie
          postepowanie jest skazane z gory na przegrana.
          Ludzie w zwiazkach musza czuc sie wolni,nieskrepowani ...wowczas jak sa
          lojalni wobec siebie,wierni to jest To co ma byc a nie mozna wymusic poprzez
          nakazy i zakazy wiernosci,uczciwosci wobec drugiej osoby.
          Im bardziej owoc jest zakazany tymbardziej smakuje

          pozdrawiam GG
        • kwieto Re: Internetowy trójkąt 25.07.02, 20:07
          To nie zona Cie wplatala, tylko Ty sama, wiedzac w jaki uklad (zonaty)
          wchodzisz. Jesli sie powiedzialo "A" to trzeba sie liczyc z tym, ze
          wypowiedziane zostanie tez "B"...

          Co do szpiegowania - sama napisalas, ze wasza rozmowe telefoniczna uslyszala
          przypadkiem. Czyli jak - szpiegowala nieswiadomie? Szpiegowala niechcacy?
          Dziwna argumentacja i dziwne wnioski wyciagasz
          • Gość: Ktosia Re: Internetowy trójkąt IP: *.sympatico.ca 25.07.02, 21:48
            kwieto napisał:

            > To nie zona Cie wplatala, tylko Ty sama, wiedzac w jaki uklad (zonaty)
            > wchodzisz. Jesli sie powiedzialo "A" to trzeba sie liczyc z tym, ze
            > wypowiedziane zostanie tez "B"...
            >
            Powiem Ci szczerze,ze dziesiatkii korespondencji tematycznych na priva przeprowadziłam przed poznaniem tego
            Pana i przez mysl mi nie przyszlo, że cos w tym mialoby byc zlego. Po prostu nie tego szukałam na Internecie. I nie
            mialo to znaczenia , czy ktos byl zonaty. Miałam swoje zainteresowania i swoje grupy dyskusyjne i to mnie trzymało.
            I tak tez i ten przypadek potraktowałam, chociaż zaskoczyło mnie troche propozycja utrzymywania kontaktu na
            priva-bez istniejacej konkretnej potrzeby a tylko dlatego, ze bylismy ze zbliżonego pokolenia.
            A jezeli przez prawie rok nie widzielismy sie i nie planowalismy(jak do tamtej pory) -to coz to za straszne
            uwodzenia. Ot kazdy w swoich kłopotach mial jakąs ucieczke w cos fikcyjnego a fantastycznego.

            > Co do szpiegowania - sama napisalas, ze wasza rozmowe telefoniczna uslyszala
            > przypadkiem. Czyli jak - szpiegowala nieswiadomie? Szpiegowala niechcacy?
            > Dziwna argumentacja i dziwne wnioski wyciagasz

            Tak sie sklada,ze punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. A ,ze siedziałam juz w moim zyciu w roznych miejscach
            wiec i wiele musze rozumiec. I ,ze wszystkiemu jest winna ta Trzecia tez;-)
            A ja 90% daje na to, ze gdyby to byla inna ta Trzecia, z mniejsza iloscia skrupulów, byłoby znacznie gorzej. Ii teraz
            niech sie dalej ta Pani martwi o nastepne , współczując jej jednoczesnie, jak przy kazdym podejrzeniu musi
            wypisywac takie listy do tych Trzecich. Zalosne!
            Przy slowie przypadkiem postawilam "?", bo dziwne,ze jedyną rozmowe telefoniczną akurat slyszala. Albo Pan
            chciał, zeby slyszala, albo...bylo to jednak podsluchiwanie.
            A tak naprawde , to nie ma co tu sie na tym rozwodzic. Uslyszalam od Was, czego sie spodziewalam. Dziekuje za
            wymiane zdan a GG za zrozumienie , o co mi chodziło. O bezsens trzymania miłosci "na smyczy".
            Podpisany papier okazuje sie jednak byc najwazniejszy. Nawet jezeli taki papier podpisał ktos w wieku ledwo
            dojrzalym i przed wielu , wielu latami i jeszcze czesto , bo np sytuacja tego wymagała.
            Pozdrawiam - Ktosia
            • kwieto Re: Internetowy trójkąt 25.07.02, 22:06
              Bezsens trzymania milosci na smyczy, a zrzucanie na zone odpowiedzialnosci za
              wlasne dzialania, to dwie zupelnie rozne sprawy. Co do pierwszej sie goraco
              zgadzam, druga budzi moj niesmak
              • Gość: Ktosia Re: Internetowy trójkąt IP: *.sympatico.ca 25.07.02, 23:49
                Nic bym nie zrzucala na zone, gdyby ta zona nie obrzucila mnie. Wszystkie zony szanuje i daje im pierwszenstwo, bo
                ja nie poluje na meza..
                Pozdrawiam Ktosia
                • kwieto Re: Internetowy trójkąt 26.07.02, 07:12
                  A skad niby ona wie jakie masz intencje? Telepatia? Dla niej Twoj zwiazek z jej
                  mezem to romans, dziwisz sie, ze jest rozgoryczona? Myslisz, ze ta gorycz
                  bylaby mniejsza lub wieksza, zaleznie od tego czy daje mezowi wiecej lub mniej
                  swobody? (to tak a propos milosci na smyczy) Watpie.
    • ciekwa Hej, Ktosiu ! 25.07.02, 22:44
      Nie przejmuj sie za bardzo i nawiaz kontakt z tym milym ci panem na nowo. Nic
      sie nie dzialo, chyba, ze dojdziemy do takiego absurdu, ze juz nawet
      korespondencja i wiersze to zdrada. Tobie to sprawialo przyjemnosc, dzielila
      was odleglosc i na dodatek sie nie widzielisci! O czym tu wogole mowa?
      Ja bym to nazwala raczej przyjaznia a nie romansem.
      Kilka miesiecy temu napisalam list otwarty do zony mojego kochanka. Jest w
      dalszym ciagu moim kochankiem i w dalszym ciagu jest zonaty. Zona, do ktorej
      sie tak oficjalnie zwracalam, nie napisala do mnie, choc czytala moj list. Jej
      odpowiedz widnieje wsrod innych. Zeby bylo smieszniej, nalezy do goracych
      uczestniczek wszelkiego tego typu dyskusji. Ona nie wie, ze ja wiem. A nasz
      romans trwa. Bywa i tak. Niektore warcza o nic a niektore chowaja glowe w
      piasek.
      Korespondencja z tym panem dawala ci tyle satyswakcji i radosci, wiec dlaczego
      masz sie ty tego wyrzekac? Skoro pan siedzi calymi nocami w internecie, to z
      cala pewnoscia nie jest tam wszystko w porzadku. A od rozwiazywania malzenskich
      kryzysow sa malzonkowie a nie osoby trzecie.
      Baw sie dalej milo. Za to sie nie idzie do piekla.
      • Gość: Ktosia Re: Hej, Ktosiu ! IP: *.sympatico.ca 25.07.02, 23:46
        Dzieki za troche dobrego slowa. Zostawiam to czasowi a w tym czasie tworzy mi sie wiecej wierszy;-)
        Pozyjemy, zobaczymy. Chcialam to moze miec tak ,jak moja ciocia miala. 50 lat nie widzieli sie a tylko znali sie ze
        zdjec i listow. I to im dawalo sile do zycia. I oboje byli w zwiazkach. Zobaczyli sie, jak mieli po ok 80 lat i bylam tego
        swiadkiem. Moze to mnie tak zainspirowalo?
        Pozdrowka Ktosia
        • Gość: bezklasy Re: Hej, Ktosiu ! IP: 144.138.113.* 26.07.02, 00:44
          oj, ktosiu, bardzo zawile sa te twoje wywody, takie raczej... demagogiczne

          Po pierwsze, wszystkie twoje posty sa o tym, jaka to ty jestes nieskazitelna i
          wspaniala, i jak to inni nie potrafia rozwiazywac swoich problemow (szkoda
          jednak ze cos wiecej z tego romansu nie wyszlo, bo moze za rok, dwa
          czytalibysmy inne twoje listy na tym forum)

          Po drugie ty wipisywalas dziesiatki listow i niejako "dolozylas swoja cegielke"
          do problemow malzenskich (cegielke- nie obarczm cie cala wina) a ona napisala
          jeden list

          Po trzecie : czy ty naprawde nie masz sumienia - wygraywasz z inna kobieta w
          walce o mezczyzne i jeszcze chesz (cytuje)"A jezeli koniecznie mnie chciała w
          to
          wmieszac, to lepiej byłoby , gdyby napisała do mnie ,ze jej
          przykro, ze cierpi , ze jako kobieta powinnam ją
          zrozumie. Wzięłaby mnie na litosc.. " Nawet jako zart, jest to
          raczej niesmaczne stwierdzenie - takie kopanie lezacego..

          • Gość: Ktosia Re: Hej, Ktosiu ! IP: *.sympatico.ca 26.07.02, 02:45
            Gość portalu: bezklasy napisał(a):

            > oj, ktosiu, bardzo zawile sa te twoje wywody, takie raczej... demagogiczne

            Przyznaje, ze nie jestem prosta do zrozumienia. Nawet siebie samą zaskakuje. I stad pisze na psychologia;-)
            >
            > Po pierwsze, wszystkie twoje posty sa o tym, jaka to ty jestes nieskazitelna i
            > wspaniala, i jak to inni nie potrafia rozwiazywac swoich problemow (szkoda
            > jednak ze cos wiecej z tego romansu nie wyszlo, bo moze za rok, dwa
            > czytalibysmy inne twoje listy na tym forum)

            Jak juz pisalam, to jest moj problem, ze boje sie jak ognia zwiazkow . Czy to takie zle, ze dmucham na zimne? Moze
            nawet dlatego jest tak ,ze widze ciagle tyle pokręconych a nie tych wymarzonych ukladow..
            A co do nieskazitelnosci mojej, to jest to Twoja interpretacja moich słów i masz do tego prawo. Ja tam taka
            zachwycona sobą nie jestem. Ale nie zaliczam też siebie do jakichs wyuzdanych, bo wiedzac jakiego typu romanse
            odchodza na necie z uzyciem kamer itp , to nasze wymiany postow były wrecz romantycznie niedzisiejsze.

            > Po drugie ty wipisywalas dziesiatki listow i niejako "dolozylas swoja cegielke"
            >
            > do problemow malzenskich (cegielke- nie obarczm cie cala wina) a ona napisala
            > jeden list

            I masz racje z tą cegiełką, jezeli rzeczywiscie ona miala jakis ciężar.
            Ale jezeli facet trzyma wszystkie listy na dysku i wszystkie zdjecia , mimo, ze prosilam, zeby wykasowal, i nie robi
            zadnych zastrzezen, ze ma byc jakas tajemnica, ze w czyms to przeszkadza-mam prawo myslec, ze zwiazek moze
            byc tylko formalny, bo w tym pozniejszym wieku wiele znam takich. Nawet bylam ciekawa co to za uklad, że tak moze
            godzinami siedziec na Internecie mając zonę. Sprawdzilam nawet w archiwum, ze tak tez siedzial nocami przed
            poznaniem mnie. Ot widocznie taki sposob na zycie a nie, ze ja to spowodowalam.
            >
            > Po trzecie : czy ty naprawde nie masz sumienia - wygraywasz z inna kobieta w
            > walce o mezczyzne i jeszcze chesz (cytuje)"A jezeli koniecznie mnie chciała w
            > to
            > wmieszac, to lepiej byłoby , gdyby napisała do mnie ,ze jej
            > przykro, ze cierpi , ze jako kobieta powinnam ją
            > zrozumie. Wzięłaby mnie na litosc.. " Nawet jako zart, jest to
            > raczej niesmaczne stwierdzenie - takie kopanie lezacego..

            No tu mnie rozsmieszylas. Jakie moje wygrywanie i w jakiej walce o mezczyzne. Przez mysl mi nie przyszlo zabierac
            go zonie a i on na pewno tez tak nie pomyslal.
            A nawet mialam inne podejrzenia, bo czytalam gdzies artykul, ze celowo malzenstwa dopuszczają do takich mini
            romansow, zeby sobie siebie zrobic bardziej pociągajacymi. Oni mieli przeciez siebie a ja jakies iluzje tylko.
            Jaka ona leząca a ja kopająca??? Bez przesady.
            Powtarzam, ja nie slubowalam nic nikomu i to oni , miedzy soba powinni to rozgrywac.
            I co ja tu wygrywalam???? Ze siebie przez jakis czas oszukalam, ze dla kogos jestem wazna? To teraz ponosze
            konsekwencje tez i jestem tego swiadoma. Tylko powtarzam, jak ktos lokuje wiekszosc czasu w Internet, majac w
            domu zone, to nie bedzie mnie i tez bedzie ten sam problem. Pies pogrzebany jest w czyms innym.
            Koncze , bo kazdy widac wie swoje. Pozdrawiam - Ktosia

            • Gość: Ktosia Ktosia dziekuje i konczy swoj "występek" ;-) IP: *.sympatico.ca 26.07.02, 04:09
              Dziekuje tym , ktorzy mi przybiczowali, bo w ten sposob trochę rozładowali swoje i moje emocje . A i tym nielicznym,
              którzy byli w stanie zrozumiec moj problem.
              Do nastepnych spotkan w moze milszym temacie- Ktosia
              • kwieto Nie moge sie powstrzymac... 26.07.02, 07:22
                ....zeby nie powiedziec "Biedactwo"!! Jakiegoz to mialo pecha, tak niewiele
                osob ja zrozumialo, wszyscy pozostali jak zle harpie rzucili sie na nia,
                wypominajac jej brak odpowiedzialnosci za wlasne dzialania i brak trzezwego
                osadu sytuacji.
                Wchodzi z butami w czyjs zwiazek (to nie istotne czy za przyzwoleniem jednej ze
                stron) a potem zdziwiona, ze ktos jez zarzuca wsciubianie nosa w nie swoje
                sprawy. A ona tylko wiersze chciala sobie popisac...

                Ech...
                • Gość: M Re: Nie moge sie powstrzymac... IP: 217.96.91.* 26.07.02, 11:27
                  Masz rację Kwieto.
                  Ale jak sie okazuje, częśc osób tu wielce rozumie koleżankę Ktosię,
                  niezrozumianą z kolei przez Żonę. A ta żona - wredota podsłuchująca czułe
                  rozmówki, po prostu - Cholera? I czemu ma być głupia krowa zmartwiona - sama
                  sobie winna,że pozwala chłopu buszować po sieci?
                  Każdy wszak może wiersze popisać z każdym, spędzać ile chce czasu na miłych
                  szeptach z każdym, o co ten hałas?
                  Może ta ślubna bidulka przemyka w przejrzystej koszulce nocnej koło wpatrzonego
                  w ekran chłopa, ale on jej już nie widzi (w końcu może łatwiej oczarować tę
                  panią po drugiej stronie kabla i w dodatku tamta nie przypomina o kupnie
                  pieluch i wyszorowaniu łazienki).
                  A jak żona pomyśli o tym, że jest ofiarą zdrady - psychicznej i może jeszcze
                  jakoś mniej lub bardziej udolnie próbuje z tym sobie poradzić - obrywa jej
                  się,że trzyma małżonka na smyczy i w ogóle co to za związek. Sama sobie winna
                  jest. NIedobra. Bez klasy.
                  A cudna, poetyczna, inspiracja netowa jest tu niezroumianą ofiarą. Czego od
                  niej chcą - wszak to takie niespotykane, platoniczne i ech, och, romantyczne.
                  Ludzie są wolni w decyzjach i wyborach, miłe korespondencje ze swiatem i
                  pogaduszki - jak najbardziej dopuszczalne.
                  A czy nie wydaje się,że owa granica została przekroczona? Przy pełnej
                  swiadomosci bioracej w tej zabawie osób.
                  NIe umiem jak Kwieto ubrac tego w kilka precyzyjnych określeń. Ale podzielam
                  jego spojrzenie na sprawę. Wczytaj sie w wypowiedzi Kwieta Ktosiu, może to Cię
                  otrzeźwi.
                  M
                • Gość: GG Re: Nie moge sie powstrzymac... IP: *.sympatico.ca 26.07.02, 13:44
                  Hmm
                  moglbys sie powstrzymac od ironizowania?
                  to chyba nie jest odp forma na Forum pt 'PSYCHOLOGIA"chyba ze sam sie
                  odreagowujesz???
                  GG
                  • Gość: GG Re: Nie moge sie powstrzymac... IP: *.sympatico.ca 26.07.02, 13:47
                    Gość portalu: GG napisał(a):

                    > Hmm
                    > moglbys sie powstrzymac od ironizowania?
                    > to chyba nie jest odp forma na Forum pt 'PSYCHOLOGIA"chyba ze sam sie
                    > odreagowujesz???
                    > GG
                    Ps ten post byl skierowany do >>kwieto
                  • kwieto Re: Nie moge sie powstrzymac... 26.07.02, 21:19
                    To ja poprosze o liste "odpowiednich form" w takim razie

                    __
                    kwieto
                • Gość: 123 Re: Nie moge sie powstrzymac... IP: 195.193.202.* 26.07.02, 16:02
                  Podczytuje sobie rozne watki na forum i stwierdzam:
                  Czy ty na prawde musisz sie wszystkich o wszystko czepiac? Jakis potwornie
                  zakompleksiony z ciebie chlopinka. A ile to jadu i nietolerancji w twoich
                  wypowiedziach. Nikt, po prostu nikt nie jest godzien aprobaty Kwieta.
                  Moze przydaloby ci sie troche dystansu i rozwagi w "analizach", ktorych
                  sie "dopuszczach".
            • agniecha3 Re: Hej, Ktosiu ! 26.07.02, 16:41
              >No tu mnie rozsmieszylas. Jakie moje wygrywanie i w jakiej walce o mezczyzne.
              >Przez mysl mi nie przyszlo zabierac
              >go zonie a i on na pewno tez tak nie pomyslal.

              swoja droga - czy odebranie go zonie musi byc pojsciem razem do lozka? a o
              czyms takim jak zdrada psychiczna, Ktosiu, slyszalas?

              Chcesz romantyzmu to go miej, ale z wolnymi facetami. Zonaci sa ZAJECI. I dziwi
              mnie, ze uwazasz iz calkiem nic zlego nie zrobilas. Przeciez sama piszesz, ze
              byliscie dla siebie odskocznia nie na zasadzie kolezenstwa (tu plec nie gralaby
              zadnej roli), ale z wierszami i jak ta "lelija". No wiec jednak wkroczylas na
              teren zarezerwowany. Ze on ponosi za to wpsolodpowiedzialnosc to sie zgadzam,
              ale za nic nie moge sie zgodzic, ze Ty jestes tu calkiem fair.

              I nie dziw sie, ze jego zona zareagowala, bo Ty przebywalas nie tylko na JEGO
              terenie, ale na ICH.
      • jeweller Hej, Ciekawa ! 26.07.02, 07:15
        Piszesz, jakbyś była dumna. To może wyjaśnij mi z czego?
        Z tej zasranej sytuacji, którą opisałaś?
        On jest żonaty, Ty jesteś posiadaczką kawałka jego osoby.

        Powmijając rodzinne w porządku, gdy człowiek siedzi cały czas przy komputerze
        wysyłając wierszyki, czatując, to nie ma nic produktywnego do roboty?

        pozdrawiam
    • Gość: A28 Re: Internetowy trójkąt IP: *.proxy.aol.com 26.07.02, 08:28
      Mila Ktosiu, przeczytalam wszyskie posty i dziwie sie ogromnie.
      Jak ktos juz napisal: nic sie nie stalo. I nie masz powodu czuc sie winna. Bo
      za co? jak bysmy tak mysleli, to zanim sie z kimkolwiek zacznie tu rozmawiac,
      to najpierw trzeba by bylo zapytac: a masz zone7meza? odrobiles/odrobilas juz
      starannie obowiazki domowe? I co drugie zdanie pytac: a moze pojdziesz juz
      spac, bo zona/maz czeka? Idiotyczne! Tu kazdy jest wolny i robi co chce. I nie
      do nas nalezy staranie sie o jego zycie malzenskie.Jasne jest, ze jak ten typ
      siedzi nocami w necie, to mu jego malzonka wisi i powiewa. I ta jego zona tez
      widziala, ze on zamiast wypelniac obowiazki malzenskie siedzie przed kompem.I
      zamiast zajac sie swoim malzonkiem wolala opierniczyc ciebie. Boze drogi a co
      sie wlasciwie stalo? nic! Dwoje doroslych ludzi wymienia maile, pisze sobie
      wiersze i mile slowa. I tragedia sie stala? Zdrada!! pakujesz sie w zycie
      zonatego chlopa! Trojkat! Nieodpowiedzialnosc!! Dobrze, ze cie jeszcze nikt
      K.... nie nazwal, ale pewnie i taki sie znajdzie.
      Ktosiu, popatrz na sprawe realnie. Nic sie nie stalo!! I nic sie pewnie nie
      staloby. Tyle, ze ty czujesz sie czemus winna? A czemu? Czy ty zmuszalas kogos
      do siedzenia przed kompem? Czy poslylalas mu dwuznaczne propozycje? Czy moze
      swoje akty? Nie, prawda? Rozmawialas po prostu z milym czlwiekiem, jak tysiace
      innych ludzi rozmawia tu ze soba.I naprawde nie zaluj tego. I widzisz, jeszcze
      jedno: sprawa musiala byc i dla niego niewinna, bo inaczej ukrywal by to
      bardziej. Wymazal by twoje listy i zdjecia wlasnie dlatego, zeby malzonka ich
      nie dorwala.
      Ktos tu mowil o klasie!! Wiesz co? jakbysmy tak mysleli, to juz wogole nie
      wolno by bylo rozmawiac z zonatym mezczyzna, bo to brak klasy. kazda,
      najzwyklejsza rozmowa w realu tez moze doprowadzic do symatii pomiedzy ludzmi.
      jesli ktos wykazal sie brakiem klasy, to wlasnie ta zona. Gdyby byla madra, to
      tak by obtancowala swojego meza, ze zapomnialby o kompie stojacym w domu.
      Kazdy, normalny i kochajacy maz, woli urocza noc z wlasna zona od siedzenia
      przy klawiaturze. A ty nie masz sie z czego tlumaczyc. Nic sie nie stalo.
      Pozdrowienia.
      A
      • a.ann Re: Internetowy trójkąt 26.07.02, 08:52
        A28 , Twój post jest dokładnie tym co Ktosi chciałam napisać.
        Nie demonizujmy! Nie szukajmy drugiego dna tam gdzie go nie ma!
        Każdy z nas , tu w Internecie , ma własną wolę i prawo wyboru.
        Rozmawiamy , i li tylko , z tym z kim chcemy rozmawiać i ten ktoś
        w każdej chwili może wyłączyć swój komputer i zniknąć z monitorka!
        Nie nam odsądzać od czci i wiary Ktosię!Rozmawiajmy z nią , udzielmy rad -
        jeśli tego chce , ale ...
        Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień.

        a.ann
        • Gość: inka_s Re: Internetowy trójkąt IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 26.07.02, 12:03
          a.ann napisała:
          > A28 , Twój post jest dokładnie tym co Ktosi chciałam napisać.
          > Nie demonizujmy! Nie szukajmy drugiego dna tam gdzie go nie ma!
          > Każdy z nas , tu w Internecie , ma własną wolę i prawo wyboru.
          > Rozmawiamy , i li tylko , z tym z kim chcemy rozmawiać i ten ktoś
          > w każdej chwili może wyłączyć swój komputer i zniknąć z monitorka!
          > Nie nam odsądzać od czci i wiary Ktosię!Rozmawiajmy z nią , udzielmy rad -
          > jeśli tego chce , ale ...
          > Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień.
          > a.ann

          Każdy słowa Ktosi interpretuje przez własne przeżycia związane z netem.
          Ja byłam żona która siedziała w necie gawędząc miło z różnymi osobami.
          Dlaczego?
          Bo gdy dzieci zasypiały a mojego miłego w domu nie było miałam ochote pogadać z
          kims. I nie były to zaraz romanse a normalne rozmowy - czasem mniej, czasem
          bardziej osobiste. Jak to czasem ktoś określa - jak rozmowy podróżnych w
          pociągu. Czasem z kimś rozmawiałam częsciej.
          Mój maż nie był zazdrosny o te pogawędki - tyle że ja czasem i z nim mogłam
          właśnie tak pogadac gdy był w pracy i nie mógł wrócic jeszcze. Nie kryłam sie
          z tymi pogawędkami, w niczym nam nie zagrażały. Czasem ja zdomu a on z pracy
          razem gadalismy z grupa osób na czacie.
          A gdy wracał do domu albo wyłączałam, wszystko w diabły - albo razem
          siedzieliśmy i pisalismy przy jednej klawiaturze. Zależy od tego czy mieliśmy
          checi.
          Problem byłby gdyby któreś z nas spedzało cały wolny czas w sieci nie zważając
          na to drugie. Ale to raczej byłby efekt że gdzieś się wcześniej w realnym zyciu
          rozminelismy.
          Ktosia tego faceta nie przywiazywał do klawiatury.
          Gdyby to był mój mąż - umiałabym go oderwać od monitora bez problemu gdybym
          miała ochotę. A na pewno interesowałabym sie co robi przy kompie - nie z chęci
          szpiegostwa - ale po prostu dlatego że interesowałoby mnie co robi kochany
          przeze mnie człowiek.
          Niestety ale tamta para miała problemy - i nie rozwiązywałą ich tylko uciekała
          od nich. Ten facet - do sieci. A jego żona? Kto wie?...
          • Gość: GG Re: Internetowy trójkąt IP: *.sympatico.ca 26.07.02, 13:36
            Każdy słowa Ktosi interpretuje przez własne przeżycia związane z netem.

            Chcialam dodac tylko swoich pare slow w tej rozpetanej burzy,ktora jest jakby
            NORMALNA reakcja na tak wlasciwie modny temat w obecnym komp swiecie.
            Wydaje mi sie ,ze latwosc nawiazywania znajomosci przez
            internet "otwiera"jakby mozliwosc do szukania tego czego nie mozna w swiecie
            rzeczywistym.Czasami nie mozna tego zrobic ze wzgledu na rozne obciazenia
            zwiazane z forma wychowania,kultury,religii itp
            Ludzie sie poznaja czasami incognito odkrywaja swoje wnetrze/pomijam
            osobowosci zdemoralizowane/.Jest masa ludzi samotnych w swoim wnetrzu/nie
            osobowo/i szuka chetnych do rozmow do sluchania ich etc
            Z powyzszego watku wynika,ze ten PAN nalezal rowniez do tej grupy.
            Przeciez ONI nie mieli zamiaru skonsumowania tego zwiazku.
            A tak Kochani sami zobaczcie i zastanowcie sie kazdy z osobna dlaczego
            jestescie w danej grupie/coniektorzy pare razy dziennie wysylaja swoje odp?/
            Chyba tez nalezycie do osob w pewnym sensie samotnych duchowo i chcecie miec
            garstke swoich internetowych znajomych prawda??
            Ludzie ktorzy maja wypelnione wnetrze nie znaja nawet tego Forum.!!!
            Nie mam absolutnie nic do roznego typu wypowiedzi poniewaz"Kazdy ma prawo
            wlasnie TUTAJ byc soba i wg WLASNEGO sumienia odp"
            i to jest fajne

            Ale....posze nie robcie osobie,ktora sie OTWARLA do nas wszystkich ze swoim
            przezyciem jakis niesmacznych docinkow,bo chyba nie o to chodzi prawda?
            W pewnym sensie Ktosia jakby nas UCZY swoim doswiadczeniem co nas moze czekac
            i czego mozna sie spodziewac.
            Pozdrawiam GG
    • ta_mar_ta niefrasobliwa nierozwaga 26.07.02, 14:10
      Chwila, chwila !!!

      Ktosia SAMA nazwała swój układ "trójkątem", a więc postrzegała swoją rolę w
      tym "związku" całkiem poważnie.

      Jesteśmy wychowani w kulturze i obyczajowości takiej,że słowo "trójkąt"
      rozumiemy chyba jednoznacznie.

      Pisząc,że jest "tą trzecią" jeszcze bardziej podkreśliła jak odczuwa swoje
      miejsce w tym układzie.

      Nie był on zatem taki "niewinny" jak później nam to zaczęła przedstawiać i jak
      chcieliby to widzieć tutaj jej broniący forumowicze.

      Zawiniła i owszem.

      Jej kontakty z tym Panem stały się na tyle intymne,że poczuła się "tą trzecią"
      tak, czy nie? Przecież sama o tym pisze!

      Kiedy pierwszy raz pojawiło się w jej głowie słowo "trójkąt" było poważnym
      ostrzeżeniem jej sumienia. Nie posłuchała . Teraz biadoli. Nad czym, każdy
      widzi.

      Kobieto, nie szukaj winnych wokół siebie. Człowiek jest słaby, błądzi, myli
      się, ale i ma czas na skruchę i poprawę. To jest ludzkie. Daj i sobie szansę i
      nie okłamuj samą siebie.

      Jeśli Ty chcesz pokazać klasę , napisz list do OBOJGA z przeprosinami i prośbą
      o zniszczenie waszej korespondencji. I nie pisz do niego więcej. Nigdy.

      także ( a jakże ) błądząca
      Ta_
      • Gość: A28 Re: niefrasobliwa nierozwaga IP: *.proxy.aol.com 26.07.02, 17:58
        Przeprosic? czys ty oszalala? A za co? ze rozmawiala z zonatym mezczyzna?
        Skonac mozna ze smiechu! I to nie ktosia sie poczula ta trzecia, tylko ta zona
        zrobila z niej te trzecia swoim durnym zachowaniem. A ty sie dziewczyno modl,
        zebys nigdy nie poflirtowala z zadnym zonatym hydraulikiem, lub mechanikem
        samochodowym. A jak juz, to sie trzy razy pomodl, zanim sie wyspowiadasz. A
        potem sie zony dziwia, dlaczego ich mezowie wola inne. Jak sie ma takiego
        tepaka w domu, to nie dziwota.
        • ta_mar_ta Re: niefrasobliwa nierozwaga do A28 26.07.02, 21:51
          Gość portalu: A28 napisał(a):

          > Przeprosic? czys ty oszalala? A za co?

          Aaa rzeczywiście, nic sie nie stało...

          >A ty sie dziewczyno modl,
          > zebys nigdy nie poflirtowala z zadnym zonatym hydraulikiem, lub mechanikem
          > samochodowym.

          Nie flirtuję z hydraulikami, ani z mechanikami samochodowymi, tak się jakoś
          składa...nienormalnie ;)

          >A jak juz, to sie trzy razy pomodl, zanim sie wyspowiadasz. A
          > potem sie zony dziwia, dlaczego ich mezowie wola inne. Jak sie ma takiego
          > tepaka w domu, to nie dziwota.

          Jak widać każdy jakąś klasę ma, niektórzy repetują jednak zerówkę

          Mimo wszystko należny szacunek A28 składam
          Ta_
    • Gość: mysiak Re: Internetowy trójkąt IP: *.gazetaolsztynska.pl 26.07.02, 14:29
      Witaj Ktosiu :)

      Fajnie, że napisałaś ten list, bo to świadczy, że jesteś
      wrażliwą i rozsądną kobietą. Wiem, jak samotność może
      człowiekowi dokuczyć i nie obce mi jest także uczucie
      oczekiwania na odmianę, dreszczyk emocji, miłość. Z calego
      twojego listu emanuje zrozumienie sytuacji, w której się
      znalazłaś i jednocześnie żal i smutek, że twoja
      internetowa znajomość nie może się rozwinąć, tak jak byś
      tego chciała. Postaram się skomentować kilka twoich opinii
      - może w ten sposób mogę ci pomóc :)



      Gość portalu: Ktosia napisał(a):

      > Po jednej rozmowie telefonicznej, ktorą slyszala przez przypadek (???)
      > zona ,dostalam od tej pani list, ze jestem nieprzyzwoita itp .

      Nie dziwię się żonie tego pana, że właśnie tak się
      zachowała. Dostałaś ten list, bo ona poczuła się
      zagrożona.



      > Nie odpisalam pani, a panu napisałam, zeby zajal sie bardziej zona, bo
      > ...szkoda niszczyc , co przez tyle lat budowali i ze taki list swiadczy
      > o jej milosci do niego itp.
      > Nie umialam inaczej postapic.

      I to zachowanie Ktosiu, świadczy o twoim wielkim sercu i
      wrażliwości! Postąpiłaś najlepiej jak mogłaś w tej
      sytuacji. Bo przecież ten cała ta sytuacja kręci się
      właśnie wokół tego pana. I to on powinien zdobyć się na
      uczciwość wobec żony i ciebie. Podjąć jakieś kroki, żeby
      wyjaśnić sytuację. A nie... na boku pisać do ciebie i
      rozmawiać przez telefon, a potem najzwyczajmniej w świecie
      siedzieć przy obiedzie z żoną... Przykra sytuacja.
      Bądź, co bądź stałaś się Ktosiu zagrożeniem dla tego
      małżeństwa, potencjalną rywalką jego żony.


      > Jestesmy , z tym panem, do dzis w bardzo ograniczonym kontakcie
      > e-mailowym. Ja cierpie bardzo. I tak zastanawiam sie,
      > dlaczego zawsze ta trzecia jest tym czarnym charakterem.

      Nie zawsze ta trzecia jest czarnym charakterem! Ja myślę,
      że główną odpowiedzialność w tej sprawie ponosi ten pan,
      który dał ci nadzieję będąc żonatym facetem. Przecież
      scenariusz był Ktosiu, do przewidzenia! On w tajemnicy
      przed żoną koresponduje z tobą, znajomość się pogłębia, a
      tymaczasem żona dowiaduje się o wszystkim... i zaczynają
      się problemy... Napiszę szczerze: ten pan nie postąpił
      uczciwie. Może było mu na rękę, że daleko ma przyjaciółkę,
      z którą szczerze rozmawia, a przy boku żonę, która gotuje
      i pierze?...


      Przeciez, gdyby
      > oni byli dobrym, dobranym malzenstwem, to taki mąz nie siedzialby noc i
      > dzien na Internecie. To ona miala jego bliskosc i mozliwosc, zeby
      > zapobiec temu, co zaczynało ich dzielic.

      Tu się z Tobą nie zgodzę. Nie można obarczać
      odpowiedzialnością za prawdopodobne ochłodzenie małżeństwa
      - wyłącznie żony tego pana! Skąd wiesz, Ktosiu - że to
      właśnie ona jest winna? A może ten pan ma takie "przygody"
      we krwi? Może on po prostu taki jest - siedzi nocami w
      necie - i nie pomaga żona ani inne logiczne argumenty? Nie
      obwiniaj kobiety, której w ogóle nie zansz, ale postaraj
      się ją zrozumieć. Jak ty byś się czuła będąc na jej
      miejscu? W związkach zadarzają się kryzysy, czasami zanim
      je zażegnamy mija wiele dni i... nocy przy komuterze...


      > To wg mnie oni sa winni , ze ja dzis bardzo cierpie.

      Wina leży pośrodku. Między tobą a tym panem. Ty za
      poważnie podeszłaś do tej znajomości (może liczyłaś na coś
      więcej niż tylko netowa korespondencja?), on wiedząc, że
      ma żonę angażował się w internetową przyjaźń.

      A oni moze (?),
      > dzieki wzbudzonej zazdrosci, maja bardziej urozmaicone malzenstwo. To ja
      > moze padlam ofiara ich rozgrywek. Ale TO JA jestem ta, ktora powinna
      > byla uwazac i nie wchodzic w jakiekolwiek relacje z zonatym -tak jak mi
      > ta pani oswiadczyla.
      > A czy taka zona pomyslala kiedys, co mogloby byc , gdyby tak ona byla
      > od lat samotna i gdyby znalazl sie jakis cieply pan ,ktory , po latach ,
      > jakos by ją dostrzegl, docenil, dowartosciowal jako kobiete. Dlaczego
      > racja jest tylko po stronie prawa? A przeciez uczucia chodza troche
      > innymi drogami. Ale to ja jestem TA TRZECIA-gorsza. I mimo, ze na oczy z
      > tym panem sie nie widzielismy (oprocz zdjec).

      Ktosiu! Weszłaś nie na swój teren, stąd ta pani
      "poszczuła" cię psami w stylu: najgorsza itd. Jeżeli ona
      jest mądrą kobietą, to zrozumie, że wina nie leży w tobie.
      Nie spotkaliście się, ale... mieliście taki zamiar. Sama
      napisałaś, że serce ci odżyło, że coś zacząło się dziać...



      > Wiem, ze odpowiecie mi, ze to przemawia moje poczucie winy. To prawda,
      > ze gdzies moje wychowanie sie odzywa, religia itp , ale czy jezeli ja
      > poczułam pierwszy raz w zyciu, ze jestesmy na tej samej fali, dlaczego
      > ja nie mam prawa walczyc o swoje szczescie.

      A czy ten pan walczy o swoje szczęście? Czy zamierza
      porzucić żonę, czy traktuje cię na tyle poważnie, by
      zmienić swoje życie (rozwód itd.)? Ktosiu, w życiu trzeba
      walczyć o sprawy WARTE NAS.


      > Oczywiscie nie bede, ale...pisze do Was o swoim buncie.
      > Pozdrawiam - Ktosia

      Życzę ci szczęścia :) Nie obwiniaj się, tylko rozejrzyj
      się za jakimś interesującym mężczyzną. Szczerym i
      uczciwym.
      Powodzenia! :)
      Mysia K
      • Gość: GG odp.do Mysiak IP: *.sympatico.ca 26.07.02, 15:32
        Z satysfakcja przeczytalam Twoja odp i wlasnie TY jestes przykladem jak
        powinno sie ludziom pomagac-tym,ktorzy oczekuja tej pomocy/ten co pisze i
        otwiera swoje serce chyba na to tez i czeka/chociaz czasami moze chce ten KTOS
        wyrzucic wszystko ze swojego serca.
        poswiecilas czas i swoja madrosc.
        ja dziekuje Ci za to i pomagaj tak dalej swoja madroscia,delikatnoscia ,kultura
        Pozdrawiam Cie tez b serdecznie i cieplo
        GG
        • Gość: mysiak :))) IP: *.gazetaolsztynska.pl 29.07.02, 11:47
          Dziękuję GG :)))
          Zrobiło mi się bardzo miło :)



          Gość portalu: GG napisał(a):

          > Z satysfakcja przeczytalam Twoja odp i wlasnie TY jestes przykladem jak
          > powinno sie ludziom pomagac-tym,ktorzy oczekuja tej pomocy/ten co pisze i
          > otwiera swoje serce chyba na to tez i czeka/chociaz czasami moze chce ten KTOS
          > wyrzucic wszystko ze swojego serca.
          > poswiecilas czas i swoja madrosc.
          > ja dziekuje Ci za to i pomagaj tak dalej swoja madroscia,delikatnoscia ,kultura
          > Pozdrawiam Cie tez b serdecznie i cieplo
          > GG
    • kwieto Zona 26.07.02, 21:42
      Tak sobie czytam te posty i widze jeden schemat: Ktosia jest "biedna", bo zona
      jej powiedziala co o niej mysli. Jej korespondent jest "biedny" bo zona trzyma
      go na smyczy. Zona to harpia i furiatka, podsluchuje, weszy, nie daje spac...

      A moze sytuacja jest taka. On jest uroczym typem "Malego Kazia" owszem, pisze
      wiersze, owszem ma wdziek, ale gdy trzeba cos zrobic, cos zdecydowac, to chowa
      glowe w piasek. Zyja sobie razem, maja wspolne obowiazki, wspolne zycie, a on
      chce nadal bawic sie, jakby byl wylacznie sam. Na prosby zony, by zajal sie ich
      malzenstwem reaguje ucieczka w Internet. Tam poznaje dziewczyne, ktora jest dla
      niego odskocznia od codziennosci, pozwala mu ignorowac codziennosc, odsuwa
      grozbe zmierzenia sie z rzeczywistoscia. Odsuwa sie wiec od zony, zajmuje sie
      wylacznie nowa podnieta. Zona to zauwaza, widzi, ze on nie jest powazny, ze
      skacze "z kwiatka na kwiatek", jednak kocha go i usiluje mu wytlumaczyc, ze
      liczy sie ich malzenstwo, to co razem buduja, a co przerasta mozliwosci "malego
      kazia". Zona, widzac, ze nie moze liczyc na dojrzalosc i odpowiedzialnosc meza,
      postanawia napisac list do owej "trzeciej"...

      Wy, ktorzy odsadzacie zone "od czci i wiary", skad wiecie, ze sytuacja nie ma
      sie wlasnie tak? macie 100% pewnosci?

      ALe najlatwiej jest osadzic i skazac tego, kto najbardziej krzyczy, w koncu sam
      sobie winien, pewnie zona powinna usunac sie w cien i nie niszczyc romantyzmu
      kwitnacego pomiedzy Ktosiem a owym panem...

      Zabawne, ze gdy okazuje sie wreszczie, ze ow Pan jest po prostu
      nieodpowiedzialnym gowniarzem, te same osoby na sasiednich watkach ubolewaja
      nad losem "biednych zon" i "skrzywdzonych kochanek" rolowanych przez pana.

      A gdy watek zapoczatkuje zona, wtedy zwykle kochanka jest odsadzana od czci i
      wiary...

      Zadziwiajace, jak ludzie daja sie soba manipulowac
      • trzcina Re: Zona 26.07.02, 22:11

        nikt do nikogo nie należy, nikt nikogo nie ma na własność
        a jednak szanujemy związki innych osób i nie wtranżalamy się tam, gdzie dwoje
        ludzi ze sobą jest
        róznie w życiu bywa, czasem kogoś powlecze siła tajemna i stało się
        ktoś cierpi
        ale nie jest dobrze, kiedy daje się sobie przyzwolenie na to ( czy to dotyczy
        Ciebie Ktosiu, wiesz Ty sama, o ile się nie okłamujesz ), tak na oko wygląda
        postawa Ciekawej
        jeszcze gorzej jest, kiedy trzeci/a pojawia się w momencie trudności czy
        kryzysu w związku
        jak mówia mądrzy ludzie i książki niegłupie, wtedy o ratowaniu czegokolwiek
        mowy nie ma i być nie może

        a już rzucanie kamieniem przysłowiowym w żonę, która w sytyuacji wyrwanej spod
        nóg podłogi ma prawo do zachowań nawet niekonwencjonalnych...
        na miejscu wyrywającej ostatnią klepkę, uderzyłabym się w biust, miast
        dopasowywać ideologię do faktów

    • ta_mar_ta Re: Internetowy trójkąt 26.07.02, 22:07
      Ochrzczona "tępakiem" ,korzystając z praw przysługujących głupkowi zapytuję:

      Czy jeśli ktoś wg mnie nie dba należycie o swoje dobra ( jak w ocenie Ktosia
      żona o swojego męża i nie mam na myśli "posiadania" jak rzeczy, bo zaraz mnie
      ktoś upomni), to mogę bez skrupułów po te dobra sięgnąć i użytkować do woli?

      A jak współużytkownik owych dóbr( małżeństwa) zechce mnie przegonić to mogę
      lamentować, że dzieje mi się krzywda?

      Bo nie rozumiem, no nie? ;)

      Ta_
      • Gość: A28 Re: Internetowy trójkąt IP: *.proxy.aol.com 27.07.02, 03:47
        Odpowiem ci na tym samym poziomie:
        jakim "sieganiem" jest po kogos, sieganie na odleglosc komp-komp??
        Wystarczyloby, zeby pan zrobil pstryk i nie ma. Nie ma ktosi, nie ma siegania,
        nie ma problemu.
        Ale idac dalej twoim torem myslenia, to Ktosia ma przeprosic, ze pan nie
        wylaczyl kompa, tylko z nia rozmawial. bo pan byl zonaty i byc moze mial
        problemy w zwiazku i milej mu bylo rozmawiac z nieznajoma niz hups do lozka.
        To jest pomysl co? Komp do wylaczania na odleglosc dla kazdego zonatego
        mezczyzny. Zanim zacznie sie rozmowe pytanie: jestes zonaty? tak??? to pstryk i
        nie ma go!! Ilez mazenstw by sie uratowalo!!
        Tego nam trzeba! Eureka!!
        • ta_mar_ta Młodości, ty nad poziomy wylatuj... ( wieszcz) 27.07.02, 10:45
          Gość portalu: A28 napisał(a):

          > Odpowiem ci na tym samym poziomie:.....

          A ja Tobie na tym poziomie nie odpowiem, bo....nie potrafię...:((

          Pozostając z należnyym szacunkiem
          Ta_
        • Gość: M A28 IP: 217.96.91.* 29.07.02, 10:51
          Skoro wydaje Ci sie to takie niewinne, takie na odległość, wymagające tylko
          ewentualnie pstryk pstryk komputera, to skąd takie emocje Ktosi?
          "No i fajnie bylo. Przez prawie rok nie zaproponowalismy sobie spotkania,
          bo ....nie wolno a i daleko od siebie mieszkamy.
          Ale oboje juz bardzo zaczynalismy byc ciekawi siebie"
          Droga A28, czy nie zauważyłaś,że nikt tu nie potępia netowych pogaduszek jako
          takich, ale przekraczanie pewnej granicy (zaangażowania emocjonalnego, ktore
          już poniekąd jest zdradą emocjonalną wobec żony). Pan maż po prsotu ostro
          przesadził, Ktosia zaczynała mieć na coś nadzieję... I dostała po nosie. A
          winna oczywiście jest suka żona. Ktosia skrzywdzona. Przez kogo? Dla mnie -
          przez swoje iluzje i pana, który iluzje podsycał dla siebie i Ktosi. cel?
          Dlaczego? Kwieto mówi o niedojrzałości pana, inni o kryzysie w związku. Moze
          jedno i drugie albo jakieś trzecie.
          A28 pomyśl chwilę o sobie, postaw się w sytuacji kovbiety, ktorej mąż po latach
          dostaje swira i siedzi jak oszalały w kompie, Ty nie wiesz, co się dzieje, a on
          ckliwe listy, wyznania, wiersze, chęci spotkania prezentuje jakiejs kobiecie.
          Moze jeszcze zwierza jej się,że jest okrutnie niezrozumiany w malżeństwie, "że
          żona go nie rozumie i wcale ze sobą nie śpią"
          Pomyśl, co czujesz w tej sytuacji?
          Zastanów się. Zanim stwierdzisz,że istnieje totalna wolność od odpwiedzialności
          i istnieje tylko "Róbta co chceta"
          M
    • Gość: weronka Re: Internetowy trójkąt IP: *.kopernik.gliwice.pl 28.07.02, 14:32
      jasne wszystko było super niewinne, pewnie dlatego teraz cierpisz i sie tu wyżalasz
      nie uważam że to twoja winna tylko twoja i tego człowieka, ktory nawiasem mówiac wydaje mi sie jakims wyjatkowo
      nieciekawym typem. Moze kiedys pojmiejsz ile wart jest mężczyzna który zamiast walczyc o rozpoadajace sie
      małzenstwo siedzie w necie i swiruje w głowie kobiecie z ktora i tak nie ma zamiaru być. Masz jakies pretensje do
      żony a do niego nie??? Przeciez okazałas się zwykła zabawką w jego rękach. Zła żona tupnęla, on skulił ogonek i
      pewnie teraz na jakis czas przestanie bo przeciez nie bedzie sie rozwodzic bo musialby przeniesc gdzies indziej
      komputer i ktos mu musi prac skarpetki. Spójrzx na to realnie. Mówisz że jestes ofiara, ale powiedz na co innego
      liczyłam wcinając się w małżeństwo? Ich łaczy o wiele wiecej niz ci sie wydaje nawet jesli przezywaja jakis kryzys.
      Żona zareagowała sponatnicznie, może według ciebie powinna siedziec i spokojnie patrzec na wasz rozwijajacy sie
      romans?
      Ja raczej wyrzuciłabaym z domu takiego Kazia(zapozyczam od Kwieto) zadzwoniła do ciebie i poprosiła zebyc go
      sobie wzieła razem ze wszystkimi obowiązkami.
      Swoja droga nie potepiam tylko kobiet ktore wdaja sie w jakies uklady z zonatymi facetami. Uczestnicza w tym dwie
      strony. Jednak wypowiedz Ciekwy to jakas jawna prowokacja. Baw sie dobrze, ja pisze do zony swojego kochanka i
      takie tam. To jakies kurestwo zwykle i tyle i niech ta Pani sobie mysli co chce ale innego okreslania na to nie znajduje
      pozdrawiam
      • Gość: Ktosia Re: Internetowy trójkąt IP: *.sympatico.ca 02.08.02, 23:38
        Gość portalu: weronka napisał(a):
        (ciach)
        Nie bede cytowac ale Twoja wypowiedz mi sie podoba. To samo napisalabym kazdej z moich przyjaciolek. Niestety
        sama inaczej to przezywam. Takie juz jest to zycie i nie ja pierwsza to stwierdzam.
        Pozdrawiam i zycze wiecznej trzezwosci , jak w tym liscie- Ktosia
    • Gość: jang Re: Internetowy trójkąt IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 03.08.02, 01:18
      Gość portalu: Ktosia napisał(a):
      > Zawsze unikałam kontaktow z zonatymi.
      > bo .... "nie rob drugiemu, co tobie nie mile"

      i co? i co? i co z tym fantem zrobisz?
      przypuscmy, ze ten pan odejdzie od zony (bo ona od dawna go nie rozumie, bo od
      lat ze soba nie spia, bo laczy ich ze soba tylko wspolny dom i syn, itp, itd.)
      zaczniecie wspolne plany na przyszlosc, bedziecie razem w zwyklej codziennosci,
      potem on otzyma rozwod, a wy zaobraczkujecie sie, po kilku latach pan przypomni
      sobie mozliwosci internetu, kontaktu wirtualnego, coraz czesciej bedzie znikal
      w sieci, az pewnego dnia uslyszysz (przez przypadek?) jego rozmowe z dziewczyna
      poznana dzieki e-mailom ....
      co zrobisz wtedy?
      • Gość: stokrota Re: Internetowy trójkąt IP: *.acn.waw.pl 04.08.02, 12:28
        Nie bój się, to im nie grozi. Pan nie opuści ciepłego gniazdka. Ale nawet jeśli
        pan w normalnych okolicznościach życiowym jest małym kaziem, to może własnie na
        innych płaszczyznach (w necie) wychodzi z niego inny facet? I to jego właśnie
        miała okazję poznać Ktosia. Uważam, że nic sie nie stało. Ktosia nie rozbiła
        małżeństwa. A niewinny flirt? Pzrecież od tego się nie umiera. Każdy z nas
        flirtuje od czasu do czasu i wcale nie chodzi mu o rozbijanie małżeństwa.
        Jeżeli ktoś ze mną rozmawia, jest dla mnie miły, przysyła mi wierszyki - to co,
        od razu będzie sie rozwodził? Wiadomo, że w takiej relacji musi coś zaiskrzyć,
        ale bez histerii!
        Ktosiu, ty sie nic nie przejmuj. Ci wszyscy strażnicy moralności, którzy cie tu
        obrzucili, pewnie nigdy nie korespondowali z płcia przeciwną, nie flirtowali, a
        na piwo chodzą wyłącznie ze swoimi współmałżonkami. Można by w zasadzie zgłosić
        ich do beatyfikacji. Zajmijcie się, ludzie, poważnymi problemami, a nie
        osądzaniem normalnej dziewczyny.
        • kwieto Re: Internetowy trójkąt 04.08.02, 15:44
          Flirt flirtem, a wieszanie psow na zonie Pana to sa zupelnie rozne sprawy.

          P.S.
          Jako "obronca moralnosci" chodzacy na piwo wylacznie z kumplami, zaznacze ze
          zdecydowanie wieksza czesc moich znajomych, to plec przeciwna.
          • Gość: stokrota Re: Internetowy trójkąt IP: *.acn.waw.pl 04.08.02, 21:25
            Co nazywasz wieszaniem psów na żonie? Stało jej się coś? Ktosia spokojnie się
            wycofała z interesu, ale ma przecież prawo do własnej oceny.
            Całe szczęście, że chodzisz na piwo, i to nie tylko z żoną. Nie odczytałeś
            ironii w mom poście? Jeżeli chodzisz, to znaczy że jesteś w miarę normalny, nie
            znecaj się więc nad dziewczyną, która zamiast chodzić na piwo z żonatymi
            facetami, bawiła sie w internecie.
            • kwieto Re: Internetowy trójkąt 04.08.02, 22:08
              Zrobic komus krzywde mozna rowniez przez internet. Reakcje zony sprowokowala
              Ktosia, wiec pretensje moze miec tylko do siebie, natomiast nie zauwazylem
              nigdzie, by przyznala, ze popelnila jakis blad, wiecej, jest zdziwiona,
              dlaczego wlasciwie zona ma do niej zal.

              No i tak mi sie wydaje, ze rozsadny czlowiek powinien potrafic wyczuc, kiedy
              jakas zazylosc posuwa sie zbyt daleko i odpowiednio wtedy zareagowac,
              powstrzymujac co nieco swoje chciejstwo.
    • hookean Internetowy trójkąt 04.08.02, 17:16
      Generalnie jest tak, ze w dobrze dobranym i "zdrowym" związku, nie ma czegoś
      takiego jak wrogie obce "kąty" niszczące ukochany "dwukąt". Uważam,że
      dopuszczalne są nawet korespondencje, zarówno wobec żony jak i męża, z
      propozycjami seksualnymi i wszystkim, co tylko przyjdzie osobom „trzecim” do
      głowy, a i tak będzie to w porządku wobec tej pary. Jest tak dlatego, że tylko
      owi partnerzy decydują, co biorą, a co odrzucają, i bzdurą jest wmawianie, że
      ktoś obcy rozbił związek kochających się ludzi. Związki rozbijane są zawsze i
      wyłącznie przez osoby w nim tkwiące, a że ktoś/ktosia następnie ten stan
      wykorzystuje lub obnaża, to juz zupełnie inna bajka.
      Mnie by bardzo ucieszyła( martwiąc jednocześnie) sytuacja, w której "dzięki"
      internetowi dowiedziałbym się, że moja partnerka zakochała się w kimś obcym i
      bardziej woli przebywać z nim, niz ze mną. Ratuje mi to mój pozostały czas
      życiowy, bo na jaką cholerę, potrzebna mi dłużej taka partnerka, niech idzie
      z Bogiem lub bez niego, jak woli. Co to za związki pokraczne, w których dla
      obnażenia ich słabości wystarczy jedna osoba gdzieś tam daleko oraz głupawe
      pudło komputerem zwane, widocznie nie są aż takie udane.
      Jedyne pretensje można mieć wyłącznie do siebie nawzajem, zwłaszcza, jeśli
      wszelkie decyzje są podejmowane świadomie i bez przymusu. Wchodząc w układ
      małżeński, czy jakikolwiek inny, reszta świata nie składa przysięgi, że straci
      automatycznie zainteresowanie nami, a my o tym dobrze wiemy, i nie stanowi to
      problemu, no chyba, ze nasza partnerka nie różni się w naszych oczach zbytnio
      od reszty świata.
      • Gość: zdradzony Re: Internetowy trójkąt IP: *.telia.com 04.08.02, 22:09
        kochales kiedys kogos, byles zdradzony, wiesz co czuje czlowiek
        zdradzony,chyba niewiele masz do powiedzenia
        • hookean Re: Internetowy trójkąt 04.08.02, 22:46
          zdradzony napisał:

          > kochales kiedys kogos, byles zdradzony, wiesz co czuje czlowiek
          > zdradzony,chyba niewiele masz do powiedzenia.

          Jak chcesz powyższym nawiązać do mojej wypowiedzi, bo nie bardzo widzę tu sens,
          jako ze nie neguję gdziekolwiek istnienia smutku i bólu wynikłego po zdradzie.
      • Gość: zd... Re: Internetowy trójkąt IP: *.telia.com 04.08.02, 23:03
        hookean napisał:
        tak chcialem
        a ja uwazam ze wchodzenie osoby trzecej w czyjes zycie jest podle, tak sie po
        prostu nie postepuje
        • hookean Re: Internetowy trójkąt 04.08.02, 23:13
          Aby gdzieś wejść, należy być wpierw wpuszczonym, więc to otwierający "drzwi"
          jest podły, a nie ten, któremu te drzwi sa otwierane radośnie i bez zastrzeżeń.
          • Gość: zd... Re: Internetowy trójkąt IP: *.telia.com 05.08.02, 11:39
            hookean napisał:

            > Aby gdzieś wejść, należy być wpierw wpuszczonym, więc to otwierający "drzwi"
            > jest podły, a nie ten, któremu te drzwi sa otwierane radośnie i bez
            zastrzeżeń.
            wpuszczonym? radosnie i bez zastzezen? masz racje to w istocie kwestia
            standardow moralnych i umiejetnosci rozroznienia dobra od zla
            ps. oddzwierny i wchodzacy sa siebie warci
    • ta_mar_ta to "tylko' flirt... 04.08.02, 23:15
      Wszyscy, którzy tak łatwo Ktosię tłumaczą i nie widzą niczego niestosownego w
      jej zachowaniu ( nawet bardziej niż ona sama!) , prawdopodobnie nie przeżyli w
      swoim życiu uczuciowym sytuacji, gdy ktoś tłoczy się do związku " na trzeciego"
      ( przypominam - to Ktosia nazwała ten układ trójkątem,postrzegając w nim swoje
      miejsce całkiem poważnie i równocennie ).

      No cóż... nie wypada bliźnim źle życzyć...ale zrozumiesz bliźniego dopiero
      wtedy, gdy pochodzisz w jego mokasynach, jak powiadali starzy Indianie.

      Ze wszystkich wypowiedzi w tym wątku najbardziej podobał mi się post wrednej,
      krótko i celnie... i ...wystarczy
      • hookean Re: to 'tylko' flirt... 04.08.02, 23:32
        Określenie "tłoczyć się na trzeciego" jest trochę nie na miejscu dla tego
        przypadku,bo siłowych natarć ze strony Ktosi nie było. Co innego, gdyby Ktosia
        chciała wejść jako trzecia do związku, gdzie nie byłoby żadnego zainteresowania
        jej osobą, wówczas rzeczywiście "tłoczyła" by się, inaczej równie dobrze można
        powiedzieć, że ów facet się ze związku z żoną "wytłaczał".

        Tak samo nie ma gwałtu,kiedy obie strony chca się kochać.
        • ta_mar_ta Re: to 'tylko' flirt... 05.08.02, 02:06
          hookean napisał:

          > Tak samo nie ma gwałtu,kiedy obie strony chca się kochać.

          Racz zauważyć ,że tam były TRZY osoby. Rozumiem,że jedyną uprawnioną rolą żony
          było popatrzeć...
          • hookean Re: to 'tylko' flirt... 05.08.02, 07:30
            ta_mar_ta napisała:

            > hookean napisał:
            >
            > > Tak samo nie ma gwałtu,kiedy obie strony chca się kochać.

            > Racz zauważyć ,że tam były TRZY osoby. Rozumiem,że jedyną uprawnioną rolą
            żony było popatrzeć...

            Kiedy flirtowały z sobą bezsprzecznie DWIE, chętne osoby, a wśród nich tylko
            jedna (mąż) podięła przysięgę/obietnicę wierności małżeńskiej,owa Ktosia raczej
            nie, prawda ?

            Ps. "Gwałt" by tu nastąpił, gdyby Ktosia równiez zainteresowana była
            uwiedzeniem żony owego faceta wbrew jej woli.
            • ta_mar_ta Re: to 'tylko' flirt... 05.08.02, 11:58
              Mącisz ;) , po co ?
            • kwieto Re: to 'tylko' flirt... 05.08.02, 18:57
              Poslugujac sie tokiem Twojego rozumowania mozna wyobrazic sobie taka sytuacje:
              Masz dom, polozony w pieknym miejscu. Do tego wydzierzawiles teren na najblisze
              50 lat, kilka hektarow lasu. Oczywiscie pod pewnymi warunkami, rygorami itd.
              Nagle dowiadujesz sie, ze owa dzierzawa ma byc cofnieta, las wyciety, a tuz
              obok Twojego domu zostanie wybudowana, powiedzmy, spalarnia smieci. Ciekaw
              jestem, czy bedziesz zadowolony? Tutaj tez "flirtowaly" dwie osoby - wlasciciel
              terenu i inwestor. Acha, dodam tylko, ze inwestor wiedzial, ze teren jest
              dzierzawiony Tobie, wiedzial tez na jaki okres czasu byla zawarta umowa. Mimo
              to postanowil zlozyc swoja kontroferte, ktora okazala sie na tyle atrakcyjna,
              ze wlasciciel terenu postanowil Cie olac, bez wzgledu na koszta odszkodowan
              itd. Powiedz, szczerze - nie bedziesz sie czul przez OBU jegomosci oszukany?
              Wszak od poczatku wiedzieli, ze robia Cie w bambuko?
              • hookean Re: to 'tylko' flirt... 05.08.02, 23:14
                Może być taki przykład, aby korespondował on poprawnie z powyższym przypadkiem,
                należy dodać jeszcze ze:
                Byłem sobie wyłącznym właścicielem swego majątku, poznałem jednak osobę, której
                zaproponowałem połączenie naszych majątków na znak zaufania, wzajemnego
                szacunku i pewności, że nie zostanę z jego strony oszukany. Wszystko to
                uczyniłem z własnej nieprzymuszonej woli, wiedząc jakie jest ryzyko w przypadku
                pomyłki, ale takie poważne spółki zakłada się przecież tylko z naprawdę
                wyjątkowymi partnerami.
                Stałem się zatem współwłaścicielem dwuosobowej spółki, której wymienione przez
                Ciebie dobra są własnością i co więcej, mój partner z racji mojego zaufania do
                niego nie dostał z mojej strony prawnego zakazu sprzedaży posiadanych przez nas
                dóbr, a jedynie słowne zastrzeżenie. Pojawia się inwestor i jak to na rynku
                bywa, jest zainteresowany tym co atrakcyjne i zyskowne. Uderza więc do mojego
                partnera, z którym dobija targu nie pytając mnie o zgodę, gdyż by zawrzeć
                zgodny z prawem zakup wystarczyła zgoda jednego tylko współwłaściciela, sam na
                to przystałem, bo nie wierzyłem ze tak może postąpić mój partner.

                Czuje się teraz zdradzony i oszukany, ale wyłącznie przez mojego wspólnika,
                którego to obdarzyłem aż takim bezgranicznym zaufaniem i wiara w jego lojalność
                wobec mnie i naszej spółki.
                Inwestora nie kochałem, nie ufałem mu, nie złamał on tez żadnych przyrzeczeń,
                bo ich nie było, nie mogłem więc też oczekiwać od niego, że będzie dla mnie
                kimś tak zaufanym jak mój wspólnik.
                W przypadku uczciwego partnera, inwestor byłby bez szans bez względu na swoje
                interesy, i taki miał być charakter naszej wymarzonej spółki.

                Nie uznaje tłumaczenia, przykładowo, że moja przyszła żona oskarża napotkanego
                przypadkiem faceta, że to on mnie zdradził, a ona tylko mu „uległa”.
                Od ludzi wymagam bowiem tylko tego, co się wobec mnie zobowiążą, słownie bądź
                prawnie, oraz tego co jest zgodne z prawem, nigdy więcej, to jest jasne i
                uczciwe postawienie sprawy, a jak komuś nie ufam, to nie powierzam mu
                odpowiedzialności za własne życie.
                • kwieto Re: to 'tylko' flirt... 05.08.02, 23:21
                  Alez ja nigdzie nie mowie, ze maz jest niewinny. Natomiast nie moge sie
                  pogodzic z przedstawianiem Ktosi jako ofiary i krystalicznie czystej osoby.
                  Wiesz, ten inwestor swietnie sobie zdawal sprawe, ze biznes jest tylko pol-
                  legalny. A mimo to zdecydowal sie jednak transakcji dokonac.
                  • hookean Re: to 'tylko' flirt... 05.08.02, 23:26
                    Ja absolutnie nie uważam Ktosi za ofiarę, raczej za naiwnego inwestora, który
                    liczył na cuda, a rozmawiał z właścicielem, który sam nie wiedział czego chce,
                    i ostatecznie uciekł wystraszony gdyż drugi właścicel dowiedział się o jego
                    knowaniach.

                    Śmieszne to trochę i dość pospolite, samo życie
                    ;-)
                    • kwieto Re: to 'tylko' flirt... 05.08.02, 23:34
                      Ano. Tylko dlaczego ow inwestor czuje sie oszukany, skoro sam mial ochote
                      oszukac? To tez dosc pospolite "mecz jest sprzedany, oni zaplacili wiecej"
      • proo System alarmowy. 04.08.02, 23:40
        Podzieliliśmy się , w tym wątku , na zdradzanych , zdradzających i takich
        którzy nigdy nie należeli do żadnej z tych grup /lub też żadna z tych postaw
        nie miała zbyt wielkiego znaczenia dla piszącego post/.
        Niewielu z nas oceniło obiektywnie problem bowiem większość do jednej z tych
        grup się zalicza a sprawa należy do tych które od zawsze wzbudzały
        ogromne emocje.
        Jedni uważają że wszystkiemu jest winien ON
        inni że Ktosia
        a jeszcze inni że żona.
        Prawda jak zwykle legła pośrodku.
        On chciał otworzyć drzwi , Ktosia weszła wiedząc gdzie i do kogo
        a żona udała że nie widzi lub była nieobecna bo "wyszła" sobie na
        chwilę ze związku sądząc że mąż i tak nikomu obcemu drzwi nie otworzy.
        W rezultacie nic się nie stało bowiem zadziałał system alarmowy.
        Wszyscy troje , w porę zobaczyli czerwone , migające światło
        i usłyszeli dźwięk syreny.
        Sądzę że nie powinniśmy obciążać winą wyłącznie Ktosi , jeśli już
        to wszystkich biorących udział w zdarzeniu.

        proo

        PS.
        I proszę mi nie pisać że nie byłam zdradzana i nie wiem jak to boli.
        Nie byłam. Wiem jak musi boleć ... ale to nie może mieć wpływu na naszą
        ocenę Ktosi.

        • ta_mar_ta Re: System alarmowy. 05.08.02, 02:49
          proo napisała:

          > Podzieliliśmy się , w tym wątku , na zdradzanych , zdradzających i takich
          > którzy nigdy nie należeli do żadnej z tych grup /lub też żadna z tych postaw
          > nie miała zbyt wielkiego znaczenia dla piszącego post/.

          Nie sądze, aby tak było, jak wyżej piszesz.
          Oceniamy tę sytuację raczej jako ludzie korzystajacy sporo z Internetu i mający
          doświadczenie w zawieraniu internetowych znajomości.

          Wiem, jak interesującymi mogą wydać się poznawani ludzie, jak potafią
          zafascynować. Być może niektórzy z nas rozpoznali tego typu fascynacje
          wystarczająco wcześnie, aby w mętne układy się nie wplątywać.
          Sądzę także ,że piszą ludzie, którzy podobnych doświadczeń nie mają, lecz
          uczciwość i wrażliwość nakazują im zająć stanowisko.

          > On chciał otworzyć drzwi , Ktosia weszła wiedząc gdzie i do kogo

          Otóż nie zawsze wchodzi się tam, gdzie są otwarte drzwi.
          Może to być tylko przejściowa awaria zamka, która nie upoważnia do korzystania
          z kłopotów i buszowania po cudzym.

          Naprawę usterek należy pozostawić gospodarzom. Nawet wtedy, jeśli jeden z
          lokatorów bez wiedzy drugiego kiwa paluszkiem. Nie korzysta się ze wszystkich
          zaproszeń. Trzeba sobie czasem i ciasteczka odmówić.
          I cała rzecz w tym, żeby to zrozumieć.

          > a żona udała że nie widzi lub była nieobecna bo "wyszła" sobie na
          > chwilę ze związku sądząc że mąż i tak nikomu obcemu drzwi nie otworzy.

          A może uharowana po pachy obowiązkami domowymi ( np. chorzy rodzice,
          niepełnosprawne dziecko, praca zawodowa + co wyżej i szereg innych możliwych do
          wyobrażenia kombinacji) zasypiała twardo, gdy jej mąż w mękach twórczych
          składał rymy dla Ktosi?

          > W rezultacie nic się nie stało bowiem zadziałał system alarmowy.
          > Wszyscy troje , w porę zobaczyli czerwone , migające światło
          > i usłyszeli dźwięk syreny.

          Dźwięk syreny usłyszała tylko żona i za to tak Ktosia jej nie lubi.
          Gdyby żona nie odezwała się, owa niewinna zabawa (w rozumieniu niektórych)
          trwałaby nadal.

          > Sądzę że nie powinniśmy obciążać winą wyłącznie Ktosi , jeśli już
          > to wszystkich biorących udział w zdarzeniu.

          Nie obciążam winą tylko Ktosi, ten Pan jest jej wart, lub na odwrót.
          Tylko skąd wina żony? Przecież na prawdę nie wiemy o niej NIC, oprócz tego,że
          śmiała zwrócić Ktosi uwagę...

          Ta_


          • kwieto Dodam od siebie. 05.08.02, 06:51
            Rozumiem, ze ktos mogl wziac slub niezbyt przemyslanie i teraz szukac ucieczki
            ze zwiazku, ktory mu nie odpowiada. Rozumiem, ze ktos mogl nagle spotkac "ta
            wymarzona" bedac w innym zwiazku, malzenstwie. Nie uwazam, ze jak sie kiedys
            wzielo slub, ktory okazal sie byc bledem, to za wszelka cene trzeba trwac w
            malzenstwie.
            Jednak osoba, ktora wchodzi do (nawet niezbyt udanego) zwiazku na trzeciego
            powinna liczyc sie z tym, ze albo nie powinna wchodzic w zbytnia zazylosc z
            ktoryms z pary (wystarczy odrobina taktu by to zrozumiec), albo ze istnieje
            ryzyko, iz oberwie po lapach. I jesli tak sie stanie, to pretensje moze miec
            wylacznie do siebie - wszak nikt jej nie zmuszal, wiedziala w co i gdzie
            wchodzi.
            Moje "oburzenie" w stosunku do Ktosi nie polega na tym, ze byla "ta trzecia",
            bardziej na tym, ze ma pretensje, ze ktos (zona) ja smial z pozycji owej
            trzeciej dosc brutalnie przegonic. I ze wedlug Ktosi to przeganiajacy jest
            "be". Ktosia napisala gdzies "to oni sa winni ze ja cierpie". Czyzby byla w
            takim razie jedynie bezwolna kukielka, zdana na laske i nielaske zabawiajacego
            sie nia malzenstwa?
            Nie twierdze, ze Ktosia jest calej sytuacji winna. Ale na pewno nie jest tutaj
            ofiara, ale jednym ze sprawcow.
          • proo Re: System alarmowy. 05.08.02, 12:34
            ta_mar_ta napisała:

            > proo napisała:
            > > Podzieliliśmy się , w tym wątku , na zdradzanych , zdradzających i takich
            > > którzy nigdy nie należeli do żadnej z tych grup /lub też żadna z tych post
            > aw nie miała zbyt wielkiego znaczenia dla piszącego post/.
            -------------
            > Nie sądze, aby tak było, jak wyżej piszesz.
            > Oceniamy tę sytuację raczej jako ludzie korzystajacy sporo z Internetu i
            mający doświadczenie w zawieraniu internetowych znajomości.

            Na pewno należysz do jednej z tych grup , czyż nie mam racji?


            > Sądzę także ,że piszą ludzie, którzy podobnych doświadczeń nie mają, lecz
            > uczciwość i wrażliwość nakazują im zająć stanowisko.

            Dwie z tych grup to ludzie uczciwi a wzsystkie trzy - wrażliwi , nieprawdaż?
            Tak więc , droga Ta_Marto , precyzyjnie określiłam przynależnośc osób
            wypowiadających się w watku. Co chciałaś poprawić w mojej wypowiedzi?
            Z czym się nie zgadzasz?


            > Otóż nie zawsze wchodzi się tam, gdzie są otwarte drzwi.
            > Może to być tylko przejściowa awaria zamka, która nie upoważnia do
            korzystania z kłopotów i buszowania po cudzym.

            Ktosia weszła na wyraźne zaproszenie JEGO. Za drzwiami nie było cudzego.
            Tam było właśnie JEGO.
            >
            > > a żona udała że nie widzi lub była nieobecna bo "wyszła" sobie na
            > > chwilę ze związku sądząc że mąż i tak nikomu obcemu drzwi nie otworzy.
            >
            > A może uharowana po pachy obowiązkami domowymi ( np. chorzy rodzice,
            > niepełnosprawne dziecko, praca zawodowa + co wyżej i szereg innych możliwych
            do wyobrażenia kombinacji) zasypiała twardo, gdy jej mąż w mękach twórczych
            > składał rymy dla Ktosi?

            Może , Ta_Marto. To dowód na to że wyszła sobie ze związku. Zwykle dzielimy
            obowiązki i powyższe w równym stopniu powinno obchodzić męża - jeśli tak nie
            jest to znaczy że związek nie jest dobry. Tzn. że rozkład już postępuje.
            To znaczy że żona w ktorymś momencie pokpiła sobie małżeństwo i partnera.
            Wtedy należy się liczyc z tym że może wejść Ktosia.
            Tymczasem Ty , Marto , tylko "gdybiesz" bo byc może żona poszła na piwo z
            koleżankami albo spotkała się ze swoim Ktosiem , prawda?

            > > W rezultacie nic się nie stało bowiem zadziałał system alarmowy.
            > > Wszyscy troje , w porę zobaczyli czerwone , migające światło
            > > i usłyszeli dźwięk syreny.
            >
            > Dźwięk syreny usłyszała tylko żona i za to tak Ktosia jej nie lubi.
            > Gdyby żona nie odezwała się, owa niewinna zabawa (w rozumieniu niektórych)
            > trwałaby nadal.

            I żona była dla Ktosi dźwiękiem syreny alarmowej. Czy nie widać w poście
            że po nagłym szoku wywołanym alarmem Ktosia zrezygnowała z zabawy ,
            zrozumiała swój błąd?




            > Nie obciążam winą tylko Ktosi, ten Pan jest jej wart, lub na odwrót.
            > Tylko skąd wina żony? Przecież na prawdę nie wiemy o niej NIC, oprócz tego,że
            > śmiała zwrócić Ktosi uwagę...


            Tak , Marto , my nie wiemy o żonie NIC. A jak Ty tę niewiedzę przekładasz na
            winę , tylko i wyłącznie , męża i Ktosi? Nie wiemy NIC! A Ty demokratycznie
            i sprawiedliwie wydajesz wyrok uniewinniajacy żonę i skazujacy Ktosię?


            proo

            • Gość: M Re: System alarmowy. IP: *.icm.edu.pl / 217.96.91.* 05.08.02, 13:36
              O żonie nie wiemy nic. Każdy widzi ją po swojemu - czysta projekcja. Co by nie
              była, jakby nie spędzała czasu - nad garami, czy na piwie - miała prawo do
              niepokoju.
              Nie tylko ona odpowiadałą za jakość małżeństwa. Ona je wspołtworzyła. "Współ"...

              Tak jak Ktosia jest wpółodpowiedzialna za sytuację, którą opisuje.
              To nie jest rozprawa typu - winny, niewinny, wyrok, odsiadka.
              Znamy realcję Ktosi i wyglada na to, że dwoje ludzi (Ktosia i pan Mąż w takim
              samym stopniu) zdumiało się jak dzieci bawiące się zapałkami - ooooooooo, pali
              się.....
              A paliło się Ktosiu. Z Twoją pomocą. Żona (każdy ją widzi projekcyjnie jaką
              chce) z jakichś pobudek (niech to bedzie niepokój, zazdrosć, rozpacz,
              francowatość - do wyboru) próbowala pożar zagasić.
              Szukasz Ktosiu pocieszenia,wyjaśnienia i rozgrzeszenia. Wiele osób Cię
              pociesza, wskazuje mechanizmy. To bierzesz.
              Ale większość, jak widzisz, nie chce Cię rozgrzeszyć.. Póki, pewnie, jak to
              bywa, nie pojmiesz, że też jesteś współodpowiedzialna. Tego do wiadomosci nie
              chcesz przyjąć.
              A odpowiedzialnosć to takie dziwne w tych czasach słowo......Prawda?
              M.
              • ta_mar_ta Re: System alarmowy. 05.08.02, 21:52
                Gość portalu: M napisał(a):

                >... A odpowiedzialnosć to takie dziwne w tych czasach słowo......Prawda?

                Bardzo dziwne słowo, jak również inne starożytne i niosące archaiczne widać
                treści: "przyzwoitość"
                --
                pozdrawiam :)
                przybita Ta_
            • ta_mar_ta Lipny system alarmowy bez gwarancji 05.08.02, 22:47
              proo napisała:

              > Ktosia weszła na wyraźne zaproszenie JEGO. Za drzwiami nie było cudzego.
              > Tam było właśnie JEGO.

              Miła proo :), tak lubię Twoją trzeźwość sądów, ale tutaj twój temperament
              polemiczny Cię ponosi ;)a mnie opadają ręce :((

              I owszem , za drzwiami było CUDZE DLA KTOSI.
              Być może bałagan po huraganie, burzy i innych życiowych zawirowaniach, ale
              sprzątanie należy do gospodarzy i nie jest to czas na kontemplowanie
              świecidełek. Nie dosiada się na wóz ( w dodatku cudzy) jeśli konie mają pod
              górę!
              Jeśli oczywiście pójdziemy ścieżka hipotetyczną, że w tym małżeństwie "coś nie
              grało" a nie np. ze Pan jest Piotrusiem Panem, wiecznie nieodpowiedzialnym
              chłoptasiem, który upodobał sobie taką netową "rozrywkę"

              Napisałam:
              ...A może uharowana po pachy obowiązkami domowymi ( np. chorzy rodzice,
              niepełnosprawne dziecko, praca zawodowa + co wyżej i szereg innych możliwych do
              wyobrażenia kombinacji) zasypiała twardo, gdy jej mąż w mękach twórczych
              składał rymy dla Ktosi?

              A Ty na to:
              > To dowód na to że wyszła sobie ze związku. Zwykle dzielimy
              > obowiązki i powyższe w równym stopniu powinno obchodzić męża - jeśli tak nie
              > jest to znaczy że związek nie jest dobry. Tzn. że rozkład już postępuje.
              > To znaczy że żona w ktorymś momencie pokpiła sobie małżeństwo i partnera.

              Proo ! zmiłuj się ! "uharowana po pachy żona" WYSZŁA ZE ZWIĄZKU ??? POKPIŁA
              SOBIE MAŁŻEŃSTWO ? PARTNERA ?

              > I żona była dla Ktosi dźwiękiem syreny alarmowej. Czy nie widać w poście
              > że po nagłym szoku wywołanym alarmem Ktosia zrezygnowała z zabawy ,
              > zrozumiała swój błąd?

              Ufff, co za ulga, a jednak "błąd", delikatnie, ale zawsze...
              Tylko smuci mnie, że (będę uparta) buszowanie po cudzym i wyjadanie łakoci to
              tylko "zabawa". Ja znalazłabym inne słowo.

              Serdecznie pozdrawiam
              • proo Ta_marto ... 05.08.02, 23:06
                to nie temperament polemiczny mnie ponosi ...
                Użyłaś tych cytatów z mojego postu ktore Ci posłużyć mogły do udowodnienia
                winy Ktosi i do tego że nie mam racji!
                Marto , zgódź się ze mną .. - , ja tez znam Twoje wypowiedzi i lubię Twoje
                poglądy ale w tym wypadku coś Cię zagalopowało w "kozi róg" i nie chcesz
                stamtąd wyjść! - oni wszyscy byli winni! Żona też!
                NIC o niej nie wiesz , nie wiemy czy nie wychodziła z koleżankami na piwo
                lub do sąsiadki na plotki lub do własnego Ktosia!!! Marto , to niewiedza
                nie pozwala na osadzanie Ktosi jako jedynej winnej , prawda Marto ..??

                proo /z uściskami :-)/
              • kwieto Re: Lipny system alarmowy bez gwarancji 05.08.02, 23:14
                A i ja dorzuce kamyczek, bo targa mna podobne oslupienie na slowa Proo co i
                Ta_marte. Jesli chodzi o mnie, to ja rozpetuje tu afere i krucjate, bo jakos
                nie widze, zeby Ktosia zrozumiala swoj blad. Ona przyszla sie tu wyzalic, ze
                jest podle traktowana przez zone, a nie po to by pokajac sie, ze przesadzila.

                Natomiast co do urobionej po pachy zony - poniewaz nic nie wiemy ani o Panu jak
                i o Pani, puscmy wodze fantazji. Do urobionej po pachy zony dodajmy meza, ktory
                po prostu siedzi w fotelu i czyta gazete. Czy to oznacza, ze zona rowniez
                wyszla ze zwiazku? A moze zrobil to wlasnie maz? A moze maz jest pantoflarzem,
                cichutkim i pokorniutkim, a Internet pozwala mu na odwage, na ktora go nie stac
                w "realu"? Czy to tez wina zony, ze maz ma kompleksy? Idac tym tokiem
                rozumowania, mozna dowiesc, ze np. zgwalcona kobieta "sama sie prosila", a
                okradziony czlowiek "sam sie prosil, bo nie trzeba bylo tyle pieniedzy przy
                sobie nosic". W ten sposob patologie staja sie norma, i to ze spiewem na
                ustach.

                cytujac cos co bardzo tu pasuje:
                "Ida bidety i spiewaja piesn o plastelinie. Tup-tup-tup-tup-tup-tup-tup-tup!
                Bohaterski grzmot zaglusza wszystko"
                • proo Re: Lipny system alarmowy bez gwarancji 05.08.02, 23:49
                  Oj ! Kwieto!
                  To nie ja rozpoczęłam teoretyzowanie!
                  Idąc Twoim tropem ... a może żona poszła ze swoim Ktosiem
                  do pubu? A może robiła to często i biedny Mąż ze smutku
                  i zalu zaszedł na czacik i znalazł pocieszenie u Ktosi?
                  Kwieto , no .. czy nie mogło się tak zdarzyć /teoretyzując/ ?

                  proo /witaj , Kwieto :-)))/
                  • kwieto Re: Lipny system alarmowy bez gwarancji 06.08.02, 00:01
                    Och moglo, oczywiscie. Ale zwroc uwage, ze ani mnie, ani Ta_marcie (o ile
                    dobrze ja rozumiem) nie chodzi o udowodnienie, ze cala wine za afere ponosi
                    Ktosia. Chodzi natomiast o to, ze Ktosia jest zdziwiona, jakim cudem zona ma
                    czelnosc zywic do niej jakiekolwiek pretensje.
                    Natomiast namieszala tu na pewno dwojka (maz i Ktosia), a najprawdopodobniej
                    cala trojka. I jezeli teraz cierpia, to pretensje moga miec tylko i wylacznie
                    do samych siebie - ze kazde z nich do takiej sytuacji dopuscilo.
                    Argumetnowanie "oni sa winni, ze ja cierpie" jest zas w tej sytuacji po prostu
                    zenujace.
                    Gdzies juz pisalem - albo nie wchodzi sie na cudzy teren (nawet jesli jeden z
                    gospodarzy szeroko otwiera brame, upychajac jednoczesnie wszelkie slady
                    istnienia drugiego po katach), albo trzeba sie liczyc z tym, ze mozna dostac za
                    to po glowie. I pretensje mozna zywic jedynie do siebie.

                    (rowniez witaj :") )
                    • proo Re: Lipny system alarmowy bez gwarancji 06.08.02, 00:15
                      Oj , no pewnie że tak! :-)
                      Oni są winni wszyscy troje za to co się stało , tak!
                      Ale Ty i Ta_marta uparcie oskarżaliście TYLKO Ktosię.
                      Może jest winna tylko i absolutnie ONA ale my tego , Kwieto kochany ,
                      nie wiemy bo mamy zbyt mało informacji.
                      A może nie jest? A może MĄŻ przestał żonę interesować i dopiero wejście
                      Ktosi obudziło zaskorupione serce żony?
                      A może Ktosia jest tą biedną , naiwną , samotną od lat a MĄŻ
                      dawał jej nadzieje na wielkie uczucie /znasz to :
                      ".. że żona go nie rozumie ...że wcale ze soba nie śpią ..wino w lodówce
                      się chłodzi ../ i uwierzyła?
                      Nie teoretyzyjmy bo możemy za daleko dojść! :-))
                      Kropka.

                      proo
                      • ta_mar_ta Re: Lipny system alarmowy bez gwarancji 06.08.02, 01:30
                        proo napisała:

                        > Oni są winni wszyscy troje za to co się stało , tak!
                        > Ale Ty i Ta_marta uparcie oskarżaliście TYLKO Ktosię.

                        Miła proo :)
                        "Oskarżam" NIE TYLKO Ktosię ale OBOJE flirtujących, dałam temu wyraz w postach.
                        Uważam ,że są siebie warci, tak też dosłownie napisałam.

                        Ty skupiasz sie na "winie" małżonków, lub lepiej współwinie w wychłodzeniu ich
                        małżeństwa, co dopuściło do szukania sobie pociech "na boku" przez Pana męża.

                        Zapewne w większości rozpadających się związków "wina" jakkolwiek ona wyglada i
                        jest złożona leży pomiędzy małżonkami. Bywa jednak, że z powodu nałogów, psycho-
                        czy socjopatii winny jest jeden ze współmałżonków. Nie wiemy jak było w
                        przypadku owego małżeństwa i czy wogóle stan taki zachodził ?
                        Koniec z teoretyzowaniem.

                        Mnie interesuje w tej sprawie zupełnie inny problem.
                        Reakcje osób trzecich na widoczne odznaki kryzysu w małżenstwie.

                        Uważam, że niczyje kłopoty małżeńskie nie uprawniają NIKOGO do wściubiania tam
                        swojego (conajmniej) nosa i szukania w takim zamęcie swojego szczęścia; że
                        nieuczciwym jest korzystanie z być może przejściowej słabości małżeństwa do
                        mieszania w nim swoją chochlą; że ktoś kto tak robi i ma pełną tego świadomość
                        (jak Ktosia) postępuje po prostu źle.

                        Nie jej sprawą jest analizowanie kłopotów tego małżeństwa, nie ona jest
                        powołana do rozsądzania win, tymbardziej, że z całą pewnością jej "bank danych"
                        jest okrojony i stronniczy.
                        Ona jest osobą obcą i wara jej od cudzych , intymnych spraw.
                        Swoją obecnością, angażowaniem jednego z partnerów, zabieraniem jego myśli i
                        czasu nieźle przeszkadza w odbudowywaniu związku i ja ze swego "koziego rogu"
                        nadal twierdzę, że to nie fair.

                        Podkówka na buzi Ktosi nie rozczula mnie, tylko zdumiewa, bo ona nadal nie
                        rozumie dlaczego dostała klapsa. Może nie przyłożył jej nikt nigdy w
                        przedszkolu za zabranie cudzej łopatki; piaskownica to niezła szkoła życia...

                        I to by było na tyle
                        Dobrej nocy :))
                        Ta_
                      • kwieto Proo 06.08.02, 06:57
                        Proo, nigdy nie zwalalem calej "winy" na barki ktosi. Ale od poczatku staram
                        sie wytlumaczyc, ze ona tez ponosi odpowiedzialnosc za to co sie stalo i jak
                        sie stalo. I jesli moze miec do kogokolwiek pretensje - to nie do zony, nawet
                        nie do meza - wylacznie do siebie.
    • Gość: kasia28 Re: Internetowy trójkąt IP: 80.51.254.* 04.08.02, 23:27
      Gość portalu: Ktosia napisał(a):


      > I co? I dzien za dniem znajomosc sie poglebiala. Czulismy sie czasami,
      > ze znamy sie od 100 lat i , ze cos zaczyna kielkowac.
      > I wyrzuty sumienia, ktore nie pozwalaly mi zwykle wchodzic w zwiazki z
      > zonatymi, jakos nie chcialy sie odezwac. Po prostu bylo mi z tym dobrze.
      > A ,że nie jestem mloda , to jakos szkoda mi sie zrobilo ,zeby zabijac
      > takie uczucia, ktore zmienialo cale moje zycie w cos romantycznego.
      > Zaczelam na cos czekac, czyms zyc, co juz sobie od 10 lat wykreslilam.
      > No i fajnie bylo. Przez prawie rok nie zaproponowalismy sobie spotkania,
      > bo ....nie wolno a i daleko od siebie mieszkamy.
      > Ale oboje juz bardzo zaczynalismy byc ciekawi siebie.

      No właśnie. Wiele tu już było wątków o takich znajomościach, z początku
      niewinnych, przyjacielskich, romantycznych itp., a które przerodziły się w
      związki już nie niewinne, które doprowadzały do zdrad, czasem rozpadu
      małżeństwa, unieszczęśliwiały wiele osób. A z początku tylko same "lelije"
      były. Żona tego właśnie się obawiała i każda kobieta, żona nie żona, tego się
      boi. Że każda bliższa znajomość jej mężczyzny z inną kobietą może skończyć
      się tym, czym najczęściej się kończy-zdradą nie tylko psychiczną.

      > Po jednej rozmowie telefonicznej, ktorą slyszala przez przypadek (???)
      > zona ,dostalam od tej pani list, ze jestem nieprzyzwoita itp .
      > Nie odpisalam pani, a panu napisałam, zeby zajal sie bardziej zona, bo
      > ...szkoda niszczyc , co przez tyle lat budowali i ze taki list swiadczy
      > o jej milosci do niego itp.

      Tutaj można przypuszczać, że rozumiesz żonę, jej uczucia itp. a dalej
      zarzucasz jej brak klasy, że się "wygłupiła" z tym listem, itd.
      A czy posiadaniem klasy można nazwać wkraczanie w małżeństwo w jakikolwiek
      sposób? Obojetnie czy to będzie netowanie z mężem, podglądanie czy wtrącanie
      się w ich np. sprzeczki. Każdy człowiek mądry i z klasą wie, że nie powinno
      sie wsadzać palców między drzwi, bo można sobie paluszki przyciąć. I dlaczego
      wygłupiła się z tym listem? A czy nie jest tak, że to zależy w jaki sposób Ty
      odebrałaś jej list? Gdybyś czułą się naprawdę winna, rozumiałabyś ją, nie
      powiedziałabyś tego. A "wygłupiła" się dlatego, że TY czujesz się bez winy i
      zupełnie nie rozumiesz uczuć tej "trzeciej", bo z Twojej strony, to ona jest
      tą trzecią.

      >
      > dlaczego zawsze ta trzecia jest tym czarnym charakterem. Przeciez, gdyby
      > oni byli dobrym, dobranym malzenstwem, to taki mąz nie siedzialby noc i
      > dzien na Internecie. To ona miala jego bliskosc i mozliwosc, zeby
      > zapobiec temu, co zaczynało ich dzielic.

      Może i tak, ale Tobie nic do tego. Ich problemy i kryzysy to ich sprawa.

      > To wg mnie oni sa winni , ze ja dzis bardzo cierpie.

      Jesteś dorosłą dziewczynką, to nie jest tak, że inni są winni, a Ty nie. Tak
      argumentuje małe dziecko. Biegnie, wpada na stół, nabija sobie guza i mówi, że
      stół jest niegrzeczny, bo go uderzył.

      Ale TO JA jestem ta, ktora powinna
      > byla uwazac i nie wchodzic w jakiekolwiek relacje z zonatym -tak jak mi
      > ta pani oswiadczyla.

      I miała całkowitą rację.

      > dlaczego
      > ja nie mam prawa walczyc o swoje szczescie.

      Jakie szczęście? Czy aż takim szczęściem napawały Cię Wasze listy? W normalnej
      wymianie listów, bez zobowiązań, chyba nie ma aż takiej egzaltacji? Twoja
      wypowiedź świadczy, ze jednak znajomość, przynajmniej z Twojej strony zabrnęła
      trochę za daleko. Twoja wypowiedź może jednoznacznie wskazywać, ze
      chcesz/powinnaś/masz prawo walczyc o niego.

      Ktosiu wlazłaś na cudzy teren i chcesz rozgrzeszenia. Moim zdaniem Ty i on
      jesteście siebie warci.

      Pozdrawiam
      Kasia
      • Gość: kasia28 Re: Internetowy trójkąt IP: 80.51.254.* 04.08.02, 23:38
        I jeszcze jedno. Mój mąż również przez internet poznał dziewczynę. Z poczatku
        rozmawiali ot, tak sobie, potem częściej, bo mąż pracuje na komputerze dużo. I
        tak jest do dziś, ale ja o tym wiedziałam, wiedziałam o czym rozmawiają, po
        pewnym czasie sama sie w te rozmowy włączałam czasem. I dziś wysyłąmy sobie
        kartki, pozdrowienia, sama zaczęłąm z Nią rozmawiać, jak męża nie ma w domu:)
        i w następnym roku mamy zamiar się spotkać, bo Ona jest zza oceanu aż. I tutaj
        jest pies pogrzebany. Nie czuję się zagrożona, wiem co się dzieje, nie
        straciłąm zaufania do mężą, czuję Jego szacunek,(bo też mógł stwierdzić, ze w
        końcu nic się nie stało, niewinnie gadają, to o czym żonie gadać?, a jednak
        nigdy się z tym nie krył). I dlatego nigdy nie pomyslałam o tej dziewczynie
        jako o tej trzeciej. Ale też nigdy nie siedział nocami, godzinami wysyłając
        maile i gawędząc. Zawsze ja jestem najważniejsza i ona o tym wie. Każdy zna
        swoje miejsce. On nie zapomniał, ze jest żonaty, ona, ze ma żonę. I jest
        przyjemnie.
        Nie można było tak to rozegrać Ktosiu? Ale to już Twoja i Twojego Pana sprawa.

        Pozdrawiam raz jeszcze
        Kasia
    • Gość: M A Ktosia milczy i milczy.. IP: *.icm.edu.pl / 217.96.91.* 06.08.02, 17:21
      Ktosiu i co teraz po tym wszystkim myślisz?
      M
    • Gość: Taka Jedna Re: Internetowy trójkąt IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 06.08.02, 17:49
      Temat jak widzę ma powodzenie... ciekawe dlaczego.... hmmmmmmmmm.......
      • proo Re: Internetowy trójkąt 06.08.02, 17:58
        Taką jedną , jak widzę , zainteresowało dlaczego temat ma powodzenie ...
        .. hmmmmm ... ciekawe dlaczego ją zainteresowało ... hmmmmmmmmmm ......????

        proo /ciekawa i zainteresowana/

        pozdrawiam :-))
        • Gość: Taka Jedna Re: Internetowy trójkąt IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 06.08.02, 18:39
          Proo pozostaje mi tylko uśmiechnąć do Ciebie, bo nic dodawać nic ujmować nie
          trzeba...
          Pozdrawiam i uśmiech :)
          • proo Re: Internetowy trójkąt 06.08.02, 18:46
            :-)))))

            proo
      • wredna2 Re: Internetowy trójkąt 06.08.02, 23:25
        Jest w internecie Ktosia
        moze na imie ma Zosia,
        a moze calkiem inaczej
        niechaj mi Ktosia wybaczy.
        Jest takze On i jest Ona
        Ona to przeciez jest żona
        On zawsze byl dla niej pierwszy
        lecz nigdy nie pisal wierszy.

        Otoz ta Ktosia z Onem
        chcieli wykiwac ta zone
        On Ktosi wierszyki płodził
        czym jej szalenie dogodzil.
        Lecz zona sie dowiedziala
        i Ktosi zmykac kazala
        teraz nam Ktosia biadoli
        bo calkiem wypadla z roli.
        Nie wie gdzie miejsce ma swoje
        bo z Onem ma same przeboje.

        Ja mysle Ktosiu mila
        zes troche przesadzila
        lecz takze Ciebie pojmuje
        bo sama wiele" surfuje".
        Lecz rada jest moja taka
        nie szukaj w necie chlopaka
        co zone ma u boku
        bo bedziesz sola w oku!!!

        Wiec uwazajcie dziewczyny
        dorosle takze Ktosie
        by czasem bez przyczyny
        nie dostac w necie po nosie.


        wredna
        • Gość: M wierszyk wrednej IP: *.icm.edu.pl / 217.96.91.* 07.08.02, 11:37
          Wiec uwazajcie dziewczyny
          dorosle takze Ktosie
          by czasem bez przyczyny
          nie dostac w necie po nosie.


          Przyczyna była
          Ale wina się rozmyła
          M;))
          • ta_mar_ta Re: wierszyk 07.08.02, 23:16
            Jaka wina, jaka wina ???
            Cóżem złego uczyniła ???

            Flirtowałam sobie w necie
            co niewinnym jest, jak wiecie

            Rok patrzyła na to żona
            Kto więc winien ?

            Jasne - ONA !

            Ktosia

    • Gość: mysia Re: Internetowy trójkąt IP: *.krak.gazeta.pl 08.08.02, 15:54
      wiesz, kochana ktosiu
      może nawet już nie przeczytasz tego listu - tyle ich było przedemną, nawet nie
      wiem czy ktos powiedział ci to co a mam zamiar powiedzieć.
      No więc - kochana ktosiu, tak mnie rozczulił ten Twój list, tak
      rozczulił....Jestem taka oto zona co to nie za dobrze sie działo w moim
      małżeństwie....I wiesz kochana ktosiu, to nie tak, ze sie nie starałam, ze na
      głowie nie stawałam, mój mąż NIE WIDZIAŁ MNIE WCALE. Żył, był ale obok, zawsze
      sama bez wzgledu na to co robiłam i jak sie starałam...Byłam zawsze tylko
      gorsza, głupsza, brzydsza. Nie warto dla mnie było rezygnować ze swoich
      przyjemności, z siebie....Kiedy byłam w ciązy nie miał ze mna kto nawet iść na
      USG...Pewnie, ze nie miał kto, bo mój mąż "pracował na mnie". A ja? No cóż, moj
      maz zarabiał bardzo dobrze ale ja oszczedzałam na pietruszce, żeby móc kupić
      sobie dezodorant... Boze jak ja tego zaczęłam nienawidzić... Po siedmiu latach
      takiego życia, po trzech latach pracy zawodowej w końcu pewnego dnia coś pękło,
      rozpacz i całe to moje byle jakie zycie rozlało sie jak przysłowiowe mleko...
      Zarzadałam rozwodu ...no i zaczęło sie. Okazało sie, ze mój mąz mnie kocha,
      nadal. Wszystko co zrobił zrobił, bo nie wiedział ze mnie boli takie zycie, ale
      zanim sobie to wszystko wyjaśniliśmy minęły 4 miesiące..... A w między czasie
      pojawiła sie w jego zyciu "ta trzecia" i uwierz mi droga ktosiu - wcale nie
      była trzecia. BYŁA PIRWSZA. Była dobra, cudowna, ciepła, inteligentna no
      i ...kocajaca. A ja? JA tylko sam ból, same pretensje, sama rozpacz... To ja
      byłam tą gorszą Moja ktosiu, to nie ty byłas dla tego pana ta trzecia... Jego
      zona nia była. To ona czuła sie 100% razy gorzej niz Ty. wyobrażasz sobie to?
      Po latach spędzonych razem, dobrych ale tez złych, gdzie to Ty mósiałas go
      gładzić po głowie kiedy rozpaczał, był zalamany, pielegnowac gdy był
      chory...Kiedy pewnego dnia sama potrzebujesz pomocy, bo to Ty jestes tym
      razem "chora", on oświadcza Ci ze ma inną, bo ty jestes chora a ona świeża,
      dobra, cudowna i wspaniała....wiesz co to jest rozpacz, ze tracisz wszystko?
      Współczuję Ci gorąco, ze zakochałas sie w żonatym mężczyźnie. Moze nawet
      wsołczuję jemu, bo obdarzył Cię czymś wiećej jak sympatią i bolało Go, oj
      bolało- Twój brak go bolał....Bolało też jego żonę, możesz być pewna, ze
      bolało... Moja droga z takich sytuacji NIKT nie wychodzi bez ran. Zapomnij o
      tym, ze jesteś "gorsza" bo z Tobą nie został. Nie został bo jego miłość do
      Ciebie zderzyła sie z latami jego życia, stabilizacji, rodziny. Moze kocha
      Ciebie nadal ale nie mógł dłuzej POGODZIĆ Ciebie i żony. MÓSIAŁ WYBRAĆ,
      innaczej wszyscy dostalibyście schizofrenii. Nie dziw sie ze wybrał ją nie
      ciebie, widocznie dobry z niego i odpowiedzialny człowiek a z Ciebe dobra
      dziewczyna, ze dałaś im spokój i dałaś im szanse na odnaleźiienie życia.
      Wszystkie jesteśmy tylko kobietami, każda z nas walczy o siebie o swoje
      szcęście. Miłość do żonatego mężczyzny nie jest czymś niemoralnym, jets
      miłością jak każda inna - ale jej specyfika polega na tym, że jest milion razy
      bardziej bolesna dla wszystkich, niebezpieczna bo zawiera w sobie NIEUNIKNIONY
      konflikt. Przykro mi, że tak jest. Ale tak juz jest. Nie kochaj więcej żonatych
      facetów, to boli wszystkich...
      Pozdrawiam Cię gorąco, trzymaj się i pamiętaj każda z nas ma prawo do swojego
      szczęścia ale nie za wszelką cenę nie po trupie innej.
    • nieto Re: Internetowy trójkąt 09.08.02, 17:35
      czytaj Ktosiu i mysl
      nieto


      internet a zdrada
      Autor: Gość: pysia IP: 217.96.104.*
      Data: 09-08-2002 10:20
      ------------------------------------------------------------------------------
      zaczęło się na jesieni - późniejszy powrót do domu (godzina, dwie), a prace
      planowo kończy o 18 albo o 20 + godzina drogi do domu. Rzekomo nadgodziny, co
      w sezonie jest niby normalne. Wydało się szybko po sprawdzeniu paska - nie
      było wtedy żadnych nadgodzin. Co jakiś czas awantura o wysokie rachunki
      telefoniczne (łącznie z płatnymi liniami, to już od paru lat). Ja w tym
      czasie kupa obowiązków - pośpiech przy wyjściu z pracy (do 17. trzeba odebrać
      starsze), odbiór dzieci, powrót (bez zatrzymywania się to już 18), szybka
      kolacja, sprawdzenie lekcji, w międzyczasie inne prace domowe, usypianie
      dzieci (z płaczem starszej że musi usypiać sama i z płaczem młodszej że znowu
      nie widzi taty). I padam ze zmęczenia. W weekendy - mąż w pracy (wolny co 3
      weekend, albo i to nie, święta w większości pracujące), ja z dziećmi
      (odrabianie zaległości w domu, czas dla dzieci - kinderbale, kino, spacery,
      gry - cierpią na brak rodziców). Gdy mąż ma wolne ja i dzieci jesteśmy poza
      domem (praca, szkoła, przedszkole) - pracuje wtedy w domu, wykańczamy dom. W
      te dni wieczory mam "wychodne" - co dwa tygodnie wieczór na zakupy
      (spożywcze), inne dni to dentysta, lekarz, fryzjer jak muszę itd. Ja się
      wykończyłam zdrowotnie - (nerwica, nadciśnienie), muszę znaleźć dodatkowy
      czas na lekarzy. Powinnam zadbać o siebie. Dochodzą firmowe imprezy męża i
      moja praca w nietypowych godzinach (czasami też weekendy). W pacay kłopoty -
      za mało w niej siedzę (bo spieszę się do dzieci). Rzadko jestesmy razem.
      Teraz jest łatwiej - w weekendy dzieci chodzą później spać - można się umówić
      ze znajomymi, wigilie też mozna zacząć o 21. Do tego dochodzi brak gotówki
      (spłacamy kredyt na dom).
      Mąż nadal znajduje preteksty by po pracy pobyć w Internecie - głównie czaty
      towarzyskie. Na nic się zdają tłumaczenia, że dla mnie jest ważne byśmy
      czasami zjedli razem kolacje w domu. Do tego doszły SMS-y do panienek
      (podobno tych z internetu). Na wczasach ledwo mógł wytrzymać bez internetu
      (ie zgodziłam sie na kawiarenkę internetową.)Na ponad 100 wysłanych sms-ów do
      mnie jest 1,2. To ja głównie do niego dzwoniłam, on rzekomo nie miał czasu (a
      komórka wskazuje inne rozmowy).
      Czuje się oszukiwana. W jego rodzinie małżeństwa "dla dobra dzieci" lub
      rozwody z powodu zdrady to normalka.
      Nie rozumnie że czuję się oszukiwana. Dla niego to niewinne rozmowy. Ja
      widziałam nieszczęśliwe zakończenia takich historii.
      Co powinnam zrobić? Sytuacja finansowa fatalna. Jesteśmy zadłużeni, większość
      pieniędzy idzie na spłatę kredytów, ale może powinnam pomyślec o podziale
      majątku (zarabiam dwa razy tyle co mąż, w dom zainwestowałam panieńskie
      mieszkanie - ale tego nie mam jak udowodnić, moi rodzice chcą nam pożyczyć na
      wykończenie). Jeżeli majątek podzielimy teraz, to w razie rozwodu będę mu
      mniej spłacać. Problem - czy to są duże koszty? Muszę myśleć o dzieciach -
      społeczna szkoła kosztuje, być może będę musiała znaleźć płatną pomoc do
      odwożenia dzieci, czy pomocy w domu. Rodzice niestety paredziesiąt kilometrów
      dalej - ale wiem że na ich pomoc też mogę liczyć.
      Mąż twierdzi, że mnie kocha. A wszystko to podobno moja wina, bo nie jestem
      czuła (jak moge być czuła gdy czuję się oszukiwana?). Jest dobrym ojcem jak
      jest z dziećmi, lepszym niż ja w roli znerwicowanej matki (ciągle szybciej,
      szybciej, bo znów się spóźnimy).
      Na poprawę straciłam nadzieję. A chyba nie chcę się pogodzić z rolą
      oszukiwanej i zaniedbywanej żony. A jeśli jest też i zdrada, skąd mogę
      wiedzieć? Nie chcę też szukać pocieszenia w internecie lub u rzeczywistych
      kolegów. Chyba wolę samotność.
      Proszę o pomoc - co robić?
      Pysia
    • nana-7 Re: do Ktosi.... 28.08.02, 10:12
      Ktosiu ! Jeśli tu jeszcze zaglądasz -napisz do mnie na pocztę.Chętnie napiszę
      coś więcej na poruszony przez Ciebie temat.... Pozdrawiam Nana.
      • indiana1 Trochę lata w zimie - ciągle aktualne 07.02.03, 22:19
    • nana-7 Re: Internetowy trójkąt-powrót do tematu... 08.02.03, 09:52
      Widzę, że temat został przez kogos "przywołany" jako wciąż aktualny.
      Bo tak jest rzeczywiście. Ale ciekawa jestem, czy zagląda tu jeszcze KTOSIA ?
      Jak skończyła się historia Jej znajomości ? Tyle jest delikatności w liście
      Ktosi, że myślę o Niej serdecznie. Ktosiu- odezwij się jeśli tu bywasz.
    • Gość: Ta wstretna zona Re: Internetowy trójkąt IP: *.dip0.t-ipconnect.de 11.02.03, 09:14
      Czytam to wszystko i moj poziom adrenaliny podnosi sie na maxa.Wczoraj wlasnie
      dowiedzialam sie ,ze moj ukochany maz ma kochanke w internecie.Tez siedzial od
      jakiegos czasu do 2,3 w nocy,co nie bylo dla mnie normalne.Tym bardziej ,ze
      role tej trzeciej znam rowniez z wlasnego doswiadczenia.Zanim poznalam mojego
      meza,kiedy jeszcze bylam mloda dziewczyna, mialam romans z zonatym
      facetem.Wiedzialam ,czy raczej czulam,ze i mnie pewnie kiedys to sie
      przytrafi,bo tak to przewaznie jest,ze jesli budujemy cos na krzywdzie
      innych.........Pewnie pomyslicie,po co ja to pisze?Droga Ktosiu i wszystkie
      trzecie-teraz wiem to na pewno-to co wy robicie to totalny wasz egoizm,brak
      zasad,moralnosci.I wiem,ze to co zrobilam kiedys(choc jego zona nigdy sie o
      nas nie dowiedziala)bylo wstretne!Krzywdzilam ja i jej dzieci.Ja oczywiscie
      tez myslalam wtedy,ze go kocham,to bylo takie ekscytujace,w koncu zakazany
      owoc smakuje najlepiej.A teraz role sie odwrocily,a ze znam juz to wszystko i
      czulam co jest grane,postanowilam sprawdzic mojego meza.Tak,tak-i nie mam
      wcale wyrzutow sumienia,ze go kontroluje,w koncu to jego zachowanie mnie do
      tego zmusilo.I dlaczego to ja mam byc ta z klasa?Zeby tej trzeciej ulatwic
      sprawe?Zeby mogli sie dalej bawic pod moim nosem?

      A tak na koniec-czuje sie okropnie,choc staram sie jeszcze
      trzymac,bardzo mi przykro i teraz rozumiem jak to boli.Zastanawiam sie czy
      walczyc,czy puscic ta smycz(ha,ha tak ktos z was nazwal malzenstwo-milosc
      przez 10 lat,dzieci,pieszczoty,pocalunki,szepty do ucha,wspolne
      problemy,radosci..itd).Najgorsze jest to ,ze bardzo cierpia moje dzieci-moj
      siedmioletni synek wstal w nocy i podlorzyl swojemu tacie do lozka swoja
      przytulanke-usypianke -misia.Na misiu napisal mazakiem:tata kochany i slowo
      kochany skreslil,zamazal tez serduszko z napisem:I love you,ktore bylo na
      misiu.Wyc mi sie chcialo...Odbylismy powazna rozmowe,kazalam wybierac,albo ja
      albo ona.Czy jednak bede mogla zapomniec,czy zapomni
      dziecko?
      Zastanow sie wiec Ktosiu,ciekwa i inni jaka cene placa te drugie,czyli
      zony.I jeszcze cos-wcale nie czuje sie winna,to moj maz jest winny!I nie
      uwazam,ze jego kochanka jest lepsza ode mnie.Bo co to za kobieta,ktora nie
      potrafi ulozyc sobie zycia w realu,tylko musi na necie.w necie wszyscy sa
      cudowni,nawet moj maz!Pozdrawiam
      • Gość: Malwina Re: Internetowy trójkąt IP: *.abo.wanadoo.fr 11.02.03, 09:33
        rany, co za serial brazylijski odstawilas ! i jeszcze dziecko z misiem mieszasz-
        juz lzy ronie
        (w tylek bym dala za pisanie mazakiem na pluszaku)
        Po diabla wam tacy mezowie ?
        • terracotta Re: Internetowy trójkąt 11.02.03, 10:38
          Czy to nie jest tak, że miejsce siedzenia określa punkt widzenia ?
          To znaczy : kto nie przeżył, nie zrozumie ?
          • Gość: Malwina Internetowy trójkąt IP: *.abo.wanadoo.fr 11.02.03, 10:46
            dla jedych tak dla drugich nie
            no i kazdy inaczej "przezywa"
            nie mowiac o tym ze sa tacy co nigdy nie przezyja
            i ci ktorzy o 2 w nocy robia cos innego
            i ci ktorym zalezy bardziej na uczciwej relacji niz na "malzenstwie" za wszelka
            cene
            i ci ktorzy pozbyli sie iluzji
            roznie bywa...
      • Gość: A28 Do zony IP: *.proxy.aol.com 11.02.03, 14:51
        A ja czegos tu nie rozumiem! Po pierwsze, jak sie zdradza przez net? to
        chcialabym wiedziec. Pisac do siebie nawet najgoretsze maile, to jeszcze nie
        zdrada a moze juz? To w takim razie czytanie ostrzejaszych romansow, czy
        ogladanie rozebranych panienek w czasopismach tez musialoby podchodzic pod
        zdrade.Tu i tu pracuje wyobraznia. Nastepna rzecz, ktorej nie rozumiem, skad
        male dziceko wie, ze tatus siedzi do nocy przed kompem? Nie spi? Czy mamusia mu
        opowiada? I to serduszko zamazane tak samo od siebie mu wyszlo? zdolne dziecko!
        Droga Zono, ciesz sie, ze nie masz powazniejszych problemow. I jak sobie te
        scene wyobrazic: maz romasuje przez net z jakas kobieta. Z listu Zony wynika,
        ze to wwszystko odbywa sie na witrualnej plaszczyznie. I slubna kaze mu
        wybierac: ja albo ona. Smiechu warte. Zaden brazyliski serial nie jest lepszy.
        Kobieto, czy ty naprawde postradalas zmysly? jeszcze troche i zony, ktorych
        mezowie maja inne zamilowania, np zlote rybki i siedza nad akwarium po nocach,
        kaza wybierac: ja, albo zlota rybka. No bo czemu nie? Moze on patrzac na rybki
        ma sprosne mysli? Niekoniecznie o rybkach, ale o sekretarce naczelnego?
        Droga Zono, przystopuj troche. Zastanow sie do czego ty chcesz doprowadzic? I
        pomartw sie troche o wlasne dziecko. To jego objawy powinny napawac cie
        niepokojem.
        A.
      • Gość: Ż Wszystkie Żony są Wstrętne IP: 217.96.91.* 11.02.03, 17:03
        i tak dalej, i tak dalej..
        Też to znam. A28 pposmakuj fascyneacji Twego faceta jakąś inną z realu i
        wirtualu albo początkowo z wirtualu, a potem z realu i potem pokrzykuj na
        Wstrętną Żonę.
        Żony zawsze dostaną za swoje i nie za swoje.
        Ot, taki los.
        Też Żona, Też Wstrętna
        • Gość: Malwina Re: Wszystkie Żony są Wstrętne IP: *.d1.club-internet.fr 11.02.03, 17:06
          niektore bardziej niz inne
        • Gość: A28 Re: Wszystkie Żony są Wstrętne IP: *.proxy.aol.com 11.02.03, 18:28
          Dziekuje za dobre zyczenia. Jesli moj maz przesiadywalby w necie, zamiast
          wieczorem ze mna porozmawiac, to u mnie po trzech dniach zabrzmialyby dzwony na
          alarm. A przypuszczam, ze nawet pierwszego wieczoru by juz zagrzmialy. Mamy
          swoje rytualy, ktore oboje lubimy i wlasnie wspolne siedzenie wieczorem, wsrod
          ciszy nalezy do jednego z nich. Latem siadamy w ogrodzie a zima przed
          kominkiem. I nie gra zaden telewizor, tylko ew jakas cicha muzyka. I to jest
          czas tylko dla nas oboje. I tak bylo od samego poczatku. Opowiadamy sobie, co
          nam sie w ciagu dnia zdarzylo, co nas zabolalao a co rozsmieszylo. I wszystko
          jedno, czy mielismy do pozna gosci, czy bylismy w gosci, czy caly dzien byl do
          gory nogami. Przynajmniej pol godziny mamy zawsze tylko dla siebie. W ciszy,
          polmroku i spokoju. Jesli moj maz w ciagu dnia romansuje online, to z cala
          pewnoscia dzien konczy ze mna. I co mialoby mnie tu bolec? Ksiazke tez sie
          kiedys odklada i wraca do rzeczywistosci.
          A.
          • Gość: Ta wstetna zona Re: Do A 28 IP: *.dip0.t-ipconnect.de 12.02.03, 09:01
            Droga A 28,do ciebie musze napisac dodatkowo kilka slow,bo czegos tu nie
            rozumiem.Najpierw na mnie okropnie naskakujesz, A pozniej sama piszesz:

            > Dziekuje za dobre zyczenia. Jesli moj maz przesiadywalby w necie, zamiast
            > wieczorem ze mna porozmawiac, to u mnie po trzech dniach zabrzmialyby dzwony
            na
            >
            > alarm.

            I dalej:"Mamy
            > swoje rytualy, ktore oboje lubimy i wlasnie wspolne siedzenie wieczorem,
            wsrod
            > ciszy nalezy do jednego z nich. Latem siadamy w ogrodzie a zima przed
            > kominkiem. I nie gra zaden telewizor, tylko ew jakas cicha muzyka. I to jest
            > czas tylko dla nas oboje. I tak bylo od samego poczatku. Opowiadamy sobie,
            co
            > nam sie w ciagu dnia zdarzylo, co nas zabolalao a co rozsmieszylo. I
            wszystko
            > jedno, czy mielismy do pozna gosci, czy bylismy w gosci, czy caly dzien byl
            do
            > gory nogami. Przynajmniej pol godziny mamy zawsze tylko dla siebie. W ciszy,
            > polmroku i spokoju. Jesli moj maz w ciagu dnia romansuje online, to z cala
            > pewnoscia dzien konczy ze mna. I co mialoby mnie tu bolec? Ksiazke tez sie
            > kiedys odklada i wraca do rzeczywistosci.
            > A.


            Droga A28 dopoki i umnie tak bylo nie robilam zadnego problemu.Ale Przeciez
            sama piszesz,ze twoj maz konczy dzien z toba i zapewniam cie,ze gdyby moj
            konczyl ze mna tez nie robilabym problemu.Ale niestety u niego niewinna zabawa
            zamienila sie w goracy romans,a do realu krok tez moze byc bliski.I zapewniam
            cie,ze ja tez bylam bardzo tolerancyjna,bo mu ufalam w 100%.Ale on niestety to
            wykorzystal.Pozdrawiam i nie zycze,by ciebie to spotkalo,choc moze wtedy
            moglabys zrozumiec.
          • Gość: ToeToe Re: Wszystkie Żony są Wstrętne IP: *.ihug.net 12.02.03, 10:11
            Strasznie tolerancyjna kobieta z Ciebie... () A tak z ciekawosci... Ty
            pichcisz w kuchni, a on w drugim pokoju on-line na temat pozycji 69 z seksowna
            internautka (ma ja tez na tapecie). I Ciebie to totalnie nie rusza??
            • Gość: ToeToe Re: Wszystkie Żony są Wstrętne IP: *.ihug.net 12.02.03, 10:14
              No bo jak skonczy to macie przepisowe pol godziny na podsumowanie dnia:))
              Zatkalo mnie.
        • Gość: Ta wstretna zona i Re: Wszystkie Żony są Wstrętne IP: *.dip0.t-ipconnect.de 12.02.03, 08:40
          Ale mi sie oberwalo.Prowokacyjnie podpisalam sie wczoraj jako "ta wstretna
          zona",bo mialam wrazenie, czytajac ta cala dyskusje,ze to nie te trzecie sa
          zawsze najgorsze.Wrecz przyeciwnie to zony,ktore moga zapobiec,ktore
          zaniedbuja mezow,ktore chca tkwic w iluzji,ktore kontroluja itd......I moja
          hipoteza sie potwierdzila.I jeszcze doszlo do tego,ze jestem wstretna matka.A
          ja wcale nie uwazam,ze to ja krzywdze moje dzieci.Zreszta moj syn nie zrobil
          tego ani dlatego,ze ja go buntuje,ani dlatego,ze wie o kochance
          tatusia.Wczoraj zapytalam,dlaczego to zrobil,probowalam jakos wyjasnic ta
          sprawe.Moj maly odpowiedzial,ze tata sie z nim nie chce bawic,ze ciagle
          spi,albo siedzi przy komp.,nie chce pograc w gre,ani w pilke........."A poza
          tym slyszalem jak sie klocilas z tata,obudzilem sie i zanioslem tacie misia do
          sypialni...."Dalej nie bede pisac,bo mysle,ze teraz wystarczy,aby
          zrozumiec.Ajesli brzmi to wszystko jak serial brazylijski-coz,taki scenariusz
          napisalo moje zycie.A co do roli matki-to jest wlasnie prawie wylacznie MOJA
          ZASLUGA,ze mam tak wrazliwe i inteligentne dzieci(bo mam dwoje).Niektorzy z
          Was napisza pewnie,po co sie klocic przy dzieciach,wiec odrazu uprzedze,ze
          czekalam z rozmowa do tej chwili,az dzieci zasna.A ze poniosly mnie emocje i
          mowilam zbyt glosno............jestem tylko czlowiekiem i z tez kocham mojego
          meza,i tez chcialabym byc kochana.I tez nie jestem juz najmlodsza i nie chce
          utracic tego,co mam
          (mialam?).
          Bardzo mnie zabolaly niektore wasze slowa.Ale na szczescie moje mechanizmy
          obronne jeszcze jakos funkcjonuja i po analizie tej calej sytuacji,ktora mnie
          spotkala uwazam:1.To nie ja tylko moj maz jest odpowiedzialny,za taka,a nie
          inna reakcje dziecka.2.To mezczyzni ,ktorzy tkwia w takich trojkatach,sa
          egoistami i tymi,ktorzy zasluguja na te najgorsze slowa(Bo dlaczego facet ,nie
          odszedl od zony i nie zostal z Ktosia,skoro to taka milosc?Bo jest egoista,bo
          fajnie miec cieply kat,stabilizacje,obiad,kapcie i zabawke na boku-tak jest
          najfajniej)3.Dlaczego pisza tu przewaznie kobiety?-bo wiekszosc mezczyzn nie
          widzi problemu-inna psychika,wychowanie.Pozdrawiam!
          • Gość: pajacyk a moze by tak bardziej realnie co?? IP: *.dip.t-dialin.net 12.02.03, 14:29
            Mysla ,mowa, uczynkiem ......??? ludzie o czym wy tu piszecie? - tego to juz
            nawet serialem brazylijskim nie mozna nazwac !!! Przestancie zyc idealami
            jenyyyyyy w jakich czasach wy zyjecie ?? Moze warto by spojrzec na to wszystko
            realnie i wreszcie otworzyc oczy co?? Z czego tu robic problem i skad takie
            glupie dylematy :maz i zdrada przed pc !!jak to ratowac ?? tylko po co? -zeby
            zyc w ciaglym strachu widzac swojego kochanego przed pc , ze znowu z NIA klika!
            Czy taki czlowiek wogole jest wart takiego zamieszania waszych lez , i nie
            przespanych nocy??A jesli jestescie tak uzaleznione od swoich panow to juz
            wasza wina .Tylko nie mowcie ,ze robicie to wszystko dla dzieci bo ja tez je
            mam.Tylko pomyslcie o jednym , ze wasze dzieci nie beda ciagle male i kiedys
            tez zaczna swoje dorosle zycie i wtedy co?? - zostaniecie same z mezem , ktory
            was zdradza wirtualnie . Tylko ze wtedy to juz moze byc za pozno .Jednym
            zdaniem to po co siedziec z takim ciulem!!!!!!!!Nie stac was na nic lepszego
            tylko uzalanie sie nad soba i robienie z siebie marnotrawnej??
            • Gość: Ta wstretna zona Re: a moze by tak bardziej realnie co?? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 13.02.03, 09:20
              Drogi Pajacyku,tacy mezowie jak moj,popadaja w uzaleznienie od komputera,traca
              poczucie rzeczywistosci,bo w rzeczywistosci nie jest tak idealnie jak na
              necie,bo trzeba czasami uporac sie z problemami,a tam jak masz problem to
              mozesz sie po prostu wylaczyc.Wyjsc z sieci i z glowy.Ich zachowanie swiadczy
              tez o kompleksach,nieumiejetnosci prowadzenia normalnej
              rozmowy,egoizmie,slabosci i niedojrzalosci psychicznej.I ja wcale nie
              napisalam,ze bede to dalej tolerowac.Decyzji jeszcze nie podjelam,czeka mnie
              wiele przemyslen i powazna,spokojna rozmowa.I albo da sie uzdrowic,to,co
              chore,albo trzeba sie rozstac.I powodem tego rozstania nie bedzie"zdrada w
              necie",bo to jest juz skutek,a nie przyczyna.A ja napisalam moj pierwszy
              list,bo zdenerwowaly mnie opinie,w ktorych winna obarcza sie te wstretne
              zony,a mezowie i kochanki,to ci,ktorzy maja prawo do szczescia i wielkiej
              milosci.I mam wrazenie,ze niedokladnie przeczytalas moj list,bo ja wcale nie
              robie z siebie marnotrawnej,wrecz przeciwnie.Pozdrawiam!
      • calusna Re: Internetowy trójkąt 11.02.03, 17:25
        Ta wstrętna żono!
        To Tobie trzeba wklepać parę klapsów na tyłek! Gdzie Twoje matczyne serce???!
        Po co mieszasz dziecko do Waszych problemów? Mało mu że widzi Cię płaczącą?
        Chyba nie chcesz nas przekonać że wczoraj się dowiedziałaś o zdradzie i wczoraj
        Twoje kilkuletnie dziecko wpadło na tę samą myśl : tatuś zdradza mamusię! Muszę
        działać! Podłożę mu pluszaka z przekreślonym słowem kochany i zamażę serduszko!
        Jeśli jesteś taką samą żoną jak matką to .. (no chyba że masz okienko)
        Nie całuję całuśnie bo mnie wkurzasz.
        calusna
        • Gość: A28 Re: Internetowy trójkąt IP: *.proxy.aol.com 11.02.03, 18:14
          I jeszcze wszyscy powinni sie nad biednym dzieckiem litowac. Nie dosc, ze
          bystro widzi o ktorej nad ranem tatus zmierza w kierunku malzenskiego loza, to
          jeszcze samo sie domysli, co sie pomiedzy doroslymi dzieje. I najpaskudniejsze,
          najwredniejsze, najpodlejsze i nie do przyjecia, jest wciaganie w rozgrywki
          doroslych, dzieci. I na to nie ma zadnego usprawiedliwienia!!
          • fruttis_scythe Re: Internetowy trójkąt 12.02.03, 10:32
            Tia...ja bym podsumowala te wymiane pogladow stwierdzeniem, ze syty glodnego
            nie zrozumie. Pomijajac watek dzieci, bo prawda jest, ze nie nalezy wciagac ich
            w rozgrywki miedzy rodzicami bez wzagledu na wszystko. Ale kazda prawda moze
            okazac sie gowno prawda - dzieci sa rozne, ale nie sa glupie, ba, powiem
            wiecej, sa jak barometr i wyczuwaja bezblednie kazde delikatne nawet napiecie
            miedzy rodzicami i moga sie roznie zachowywac (mowie to z wlasnego
            doswiadczenia, bo mam dziecko i wiele razy zadziwialo mnie one swoja intuicja
            czy jak to nazwac). Wiec nie majac wiecej danych o sytuacji u zony, nie bede
            rzucac kamieniem :) Co do internetowej zdrady, ja sama jej doswiadczylam (a
            moze doswiadczam jej nadal?) I wiem, ze dla kogos, kto tego nie przezyl na
            wlasnej skorze, moze wydawac sie smieszne?infantylne?chore? przejmowanie sie,
            ze partner/ka zamiast cieszyc sie wspolnym zyciem/byciem razem, wychowac
            dzieci, przesiaduje godzinami wpatrzony w monitor przez dlugie godziny, wysyla
            sms-y i je odbiera ii tak w kolo macieju. On tez nie moze zrozumiec wymowek,
            smutku i zaniepokojenia zony. Przeciez ja nic zlego nie robie, nie spotykam sie
            z nikim (czyzby?)! Ale jak wytlumaczyc, ze nagle woli jakies fantazmy i
            irrealne byty od swojej rodziny? Wiem, co powiecie calusna i A28, ze nie ma
            dymu bez ognia i to na pewno wina zony, ze w zwiazku zle sie dzieje. Ok, ale
            dlaczego, jesli jemu jest zle w zwiazku nie przychodzi on z tym do zony, osoby
            jak najbardziej zainteresowanej naprawa zaistnialej sytuacji, tylko szuka
            czegos zamiast? A moze szuka czegos nowego i nieznanego, przyspeszonego bicia
            serca, latwego poklasku i latwej satysfakcji? kto wie? Pomyslcie, ze jestescie
            ta zona, ktora kocha na przyklad od 13 lat niezmiennie, ktora kazdy przezyty
            razem dzien utwierdzal, ze to TEN jedyny, ktora stara sie kochanej osobie
            dogodzic - moze nie zawsze jest rozowo i bez zgrzytow, ale takie jest zycie - i
            nagle dostaje obuchem w leb, nie jest juz wystarczajaco atrakcyjna dla niego,
            on nudzi sie z nia i jej dzieckiem, on neguje swoje obowiazki, woli siedziec
            przy komputerze i rwac kwasne jablka (zaczynaja one nadawac smak jego zyciu0. A
            zona nie rozumie, stoi z boku i pyta dlaczego? A on mowi, co "dlaczego", ja nic
            zlego nie robie, przeciez cie nie zdradzam (tylko spedzam cale wieczory przy
            komputerze, czekam az pojdziesz spac, zeby pograzyc sie w blogostanie).
            Dlaczego taki maz zamiast ratowac zwiazek, postepuje jak palant - pokazuje, ze
            te lata, kiedy trwala przy nim w zdrowiu i chorobie, kiedy byla mu oparciem, to
            lata stracone? Bo teraz on ma ochote na cos innego! Mowicie, ze internetowe
            romanse to nie zdrada - pytanie gdzie i kiedy zaczyna sie zdrada? czy w
            ledzwiach, czy w glowie, czy w lozku? A przeciez grzeszymy mysla, mowa,
            uczynkiem i zaniedbaniem.
            pozdrawiam
            • Gość: Ż Popieram fruttis... IP: 217.96.91.* 12.02.03, 12:50
              Popieram Cię Fruttis.
              Tak to jest właśnie. Potem zdecydowanie żona zostaje najmniej popularną osobą
              trójkąta. Mąż i "panienka z okienka" komentują Twój związek, Ciebie, to, jak
              uniesczęśliwiasz małżonka (nie rozumiesz, zaniedbujesz, zrzędzisz - wpisz
              cokolwiek). Nie masz wsparcia, zrozumienia, nikogo po Twej stronie. Aaaaaaaaa,
              zapomniałabym - jesteś złą matką. Jeszcze dostaniesz za całokształt w sieci.
              Jak Wstrętna Żona.
              Ktoś powiedział,że kobiety są nielojalne wobec siebie.
              Po tych postach widać, jak bardzo.
              A28 i Całuśna, gotowe skoczyć pazurami do oczu tak w ogóle, za całokształt.
              MOże Wstrętna Żona jest całkiem sensowną matką? Macie jakiś przepis na bycia
              Matką Nieskazitelną? Matką Boską np.?
              A28 stoi chyba na stanowisku,że jej szczęście zagwarantowanym jest poprzez te
              cudne rytuały. NIe życzę Jej źle i mam nadzieję,że się nie przekona, jak złudne
              bywają sielankowe wizje.
              No nic, powiem Wam tyle, że czasem te Wstrętne Żony nie bywają wstrętne,
              starają sie bardzo o związek, wiedzą po pierwszym dniu, że zbyt długie
              siedzenie męża w sieci z wypiekami na twarzy to dzwon na alarm, chronią dziecko
              jak potrafią najlepiej. Może po prostu są już żonami wysłużonymi, opatrzonymi?
              Może, może..
              I może starają się wyciagać wnioski z trudnych sytuacji?
              Więc nie dawajcie im kopa w tyłek przy każdej okazji, i tak już go dostały.
              Ż po przejściach
              • Gość: Ta wstretna zona Re: do Z IP: *.dip0.t-ipconnect.de 13.02.03, 08:34
                Pozdrawiam i dziekuje za twoja opinie,jestem w potwornym dolku i probuje sie
                jakos pozbierac,wiec sama wiesz ,ile moze zdzialac zyczliwe slowo w trudnej
                sytuacji.
            • Gość: Ta wstretna zona Re: Internetowy trójkąt IP: *.dip0.t-ipconnect.de 13.02.03, 08:28
              Dziekuje Fruttis,to co napisalas ,to jakby dokladne lustrzane odbicie mojej
              sytuacji i moich przemyslen.Ciesze sie ,ze jest ktos kto mnie doskonale
              zrozumial.Bylo mi takie wsparcie naprawde potrzebne.Dzieki i pozdrawiam!
              • Gość: Ta wsrretna zona Re: Internetowy trójkąt IP: *.dip0.t-ipconnect.de 13.02.03, 09:23
                Przepraszam wszystkich,za to,ze musicie sie trudzic czytajac moje listy.Nie
                mam polskiej klawiatury,nie mieszkam w Polsce.
              • fruttis_scythe Re: Internetowy trójkąt 13.02.03, 13:22
                Zono, trzymaj sie! Wiem, jak sie czujesz. "Jest tak jakby zylami ciekl czad w
                strone serca, ktore sie ciagle potyka ..." - to z jakiegos wiersza, chyba Ewy
                Lipskiej. Doskonale oddaje moj stan ducha. Ja przeszlam rozne etapy zwatpienia -
                poprzez histerie i zlosc do rezygnacji i uspokojenia teraz. I powiem Ci, ze
                moj zrezygnowany spokoj o wiele mocniej poruszyl mojego meza niz poprzednie
                szopki, ktore wyprawialam z rozpaczy. Wiem, ze moze jestem infantylna i
                niedojrzala, a raczej powiem tak; bylam infantylna i niedojrzala - zylam w
                neiuzasadnionym i idyllicznym przekonaniu, ze moj zwiazek jest wiecznotrwaly, a
                uczucie meza do mnie bedzie trwac i trwac ii trwac (tak jak moje). Z tym
                przekonaniem latwo mi bylo pokonywac wszystkie przeszkody i przeciwnosci -
                teraz dotarlo do mnie, ze nie mam i nigdy nie mialam takiej gwarancji i musze
                po prostu sie nauczyc z tym zyc - to sie chyba nazywa dojrzewanie. Boli, ale
                pewnie ma sens.
                Zono, pamietaj "a po nocy przychodzi dzien, a po burzy spokoj..." jestesmy,
                bedziemy, przetrwamy.
                pozdrawiam
                • Gość: Ta wstretna zona Re: Internetowy trójkąt IP: *.dip0.t-ipconnect.de 14.02.03, 02:43
                  Jeszcze raz dzieki,i ja zaczynam dojrzewac.....Jeszcze raz potwierdzilas mnie
                  w przekonaniu,ze doskonale mnie rozumiesz ("kto nie przezyl,nie zrozumie",a
                  kto przezyl rozumie doskonale.Trzymaj sie cieplutko!
    • Gość: Nemo Re: Internetowy trójkąt IP: 195.116.192.* 13.02.03, 12:24
      Nie zdążyłem przeczytać jeszcze wszystkich postów, ale nie mam czasu, a
      strasznie chciałbym napisać do Ktosi jako facet. Mam pewne doświadczenia w
      omawianym problemie - zarówno przyjaciółkę z gg, jak i wyskok w "realu"...
      Bardzo kocham swoją żonę. Znajoma z gg trochę jej przeszkadzała, ale teraz
      chyba jej przeszło - nie stanowi przecież jakiegokolwiek zagrożenia dla naszego
      związku. Dlatego uważam że jeżeli sprawa jest postawiona jasno przez obie
      strony - przyjaźń i nic więcej, nie ma w tym NIC złego. A owa żona zachowała
      się nie tylko bez klasy, ale w ogóle chamsko i głupio. Bezsensownie. W ogóle
      nie miała żadnego prawa do Ktosi pisać w tym tonie... Dlaczego? Bo Ktosia jest
      wolnym człowiekiem i może korespondować z kim chce, a mąż tej pani w sumie też,
      ale jeżeli coś jej nie odpowiada w jego zachowaniu to niech to z nim ustali.
      Ewentualny list powinien może nie tyle "brać na litość" co raczej szukać
      zrozumienia i pomocy u Ktosi... Przecież to nie jest Ktosi problem... Teraz
      pewnie ten gość pisze z kim innym. Może nie jest już tak ciekawie jak z Ktosią,
      ale jest. Zrozumcie, Kobiety... Dziwi mnie Wasz totalny brak poczucia
      solidarności... Dlaczego żony winią ZAWSZE "tą trzecią"? Mężczyzna jest tu
      towarem o który walczycie. A wielu facetom to odpowiada. Po co mają dorośleć?
      Że niby ta trzecia robi żonom celowo na złość? Może czasem, ale sądzę że to są
      sporadyczne przypadki... A posądzane są o to ZAWSZE... Sądzę że bywa różnie. A
      moim zdaniem NAJCZĘŚCIEJ winny jest facet. Przynajmniej ja tak sądzę o sobie.
      Jeżeli pozostaje w związku i chce go zachować powinien znać granice - a
      najlepiej je wcześniej z małżonką ustalić, a wszelkie wątpliwości dyskutować.
      Zresztą możnaby tu napisać naprawdę bardzo dużo. Ale nie ma czasu... Generalnie
      uważam że Ktosia ma rację i to małżonka była nie w porządku. Jak miała
      pretensje to niech załatwia temat z mężem. W końcu co? Zamknie go w klatce żeby
      broń Boże jakiejś kobiety nie spotkał? Tylko kwestia tego "brania na litość" mi
      się niezbyt podoba - to byłoby upokarzające. Raczej stawiałbym tu na szukanie
      zrozumienia. Pozdrawiam Wszystkich, a szczególnie Ktosię
      • Gość: Malwina Re: Internetowy trójkąt - nemo IP: *.abo.wanadoo.fr 13.02.03, 13:28
        nareszcie ktos cos z glowa napisal...:-)
      • Gość: nie zona Re: Internetowy trójkąt IP: 212.109.144.* 13.02.03, 13:35
        i o to chodzi. w pełni sie zgadzam. W tych walkach kobiet, mężczyzna jest
        przedmiotem, lalką bezwolną, marionetką w rękach żon, kochanek, przyszłych
        kochanek .... A nic bez ich udziału się nie dzieje przecież. Czasem nieźle
        muszą się bawić- dumni, że tacy wspaniali, ważni.
      • Gość: Linka Re: Internetowy trójkąt IP: *.rtk.net.pl / 192.168.104.* 13.02.03, 14:39
        Gość portalu: Nemo napisał(a):
        Zrozumcie, Kobiety... Dziwi mnie Wasz totalny brak poczucia
        > solidarności... Dlaczego żony winią ZAWSZE "tą trzecią"? Mężczyzna jest tu
        > towarem o który walczycie. A wielu facetom to odpowiada. Po co mają dorośleć?
        > Że niby ta trzecia robi żonom celowo na złość?

        Piszesz o poczuciu lojalności i solidarności a równocześnie stwierdzasz, że
        działanie tej trzeciej jest w porządku , bo nie robi żonie celowo na złość.
        Oczywiście, że gdy jakaś kobieta spotka interesującego męzczyznę to jej
        działanie jest ukierunkowane na zdobycie go a nie na "pokonaniu" żony. Jednakże
        wszelkie działania mające na celu poderwanie żonatego męzczyzny są według mnie
        nielojalne. Nie ma znaczenia czy tej kobiecie udało się zdobyć tego meżczyznę
        czy nie. "Nie rób drugiemu co Tobie niemiło" - jeśli działanie przeczy tej
        zasadzie, to trudno mówić że ktoś jest niewinny.
        Nie wiem jaki charakter miał internetowy związek Ktosi ale to co napisała Panu
        po otrzymaniu listu od jego żony, świadczy o niej bardzo dobrze. Nie mogę
        natomiast pozytywnie mysleć o kobietach , które za plecami przyjaciółek
        podrywają ich mężów, wykorzystują zaufanie i przyjaźń. Sama byłam w takiej
        sytuacji i moja "prośba o zrozumienie" spotkała się z wyrzutem jak "ja mogę w
        ogóle tak źle ją oceniać". Wierzcie mi było co oceniać. Jak mówią: prawdziwych
        przyjaciół poznaje się w biedzie - a bywają i tacy , którzy nas w tę biede
        wciągną.
        • Gość: nie żona Re: Internetowy trójkąt IP: 212.109.144.* 13.02.03, 14:51
          a jaka w tym rola ukochanego( męża, kochanka)? niewinne dziecko? gdzie miłość,
          przyjażń, lojalność- to podobno przyrzekał każdy luby?
          • Gość: pajacyk Re: Internetowy trójkąt IP: *.dip.t-dialin.net 13.02.03, 15:35
            Nie rozumie dlaczego sie wogole kogos obarcza wina .Czy wam sie nie wydaje ,ze
            kazdy ma prawo do swoich uczuc ??Przeiez wielu ludzi dochodzi do wniosku ,ze
            ich malzenstwo to jedna wielka pomylka i co i juz nie ma prawa nawiazac z nikim
            kontaktu siedziec grzecznie w domu nigdy sie juz nie zakochac nawet wirtualnie
            bo przysiegal obiecywal ..... przeciez jestesmy talko ludzmi mamy prawo do
            szczescia , do bledow i do tego aby kochac nawet jesli nie wlasna zone .Czy ma
            sens walka z naszymi uczuciam?? Przeciez tak naprawde to kazdego z nas moze
            spotkac takie cos .Mozna miec ustabilizowane zycie fajna zone i nagle sie okaze
            ze poznajemy wlasnie TA -ta na ktora czekalismy cale zycie i nie powinno sie
            przed tym uciekac tylko dlatego , ze ma sie zalegalizowany zwiazek .Przeciez
            meszczyzna jest takim samym czlowiekiem jak kazdy ma prawo kochac i robic
            bledy . Pozdrowka
            • Gość: Malwina Re: Internetowy trójkąt IP: *.abo.wanadoo.fr 13.02.03, 15:41

              "Przeciez meszczyzna jest takim samym czlowiekiem jak kazdy ma prawo kochac i
              robic bledy . Pozdrowka "

              aha !
              • Gość: pajacyk Re: Internetowy trójkąt IP: *.dip.t-dialin.net 13.02.03, 16:08
                Gość portalu: Malwina napisał(a):

                >
                > "Przeciez meszczyzna jest takim samym czlowiekiem jak kazdy ma prawo kochac
                i
                > robic bledy . Pozdrowka "
                >
                > aha !
                mhm:)))
                • Gość: Nemo Re: Internetowy trójkąt IP: *.nowy-sacz.sdi.tpnet.pl 13.02.03, 17:05
                  Pewnie że każdy ma prawo popełniać błędy. Mężczyźnie też ;). Taki przypadek
                  jest najprostszy - rozwód jest legalny w Polsce. Jednak nie w tym rzecz. Rzecz
                  w tym, że nie chodzi o sytuację typu "już żony nie kocham, to była pomyłka -
                  kocham inną". Chodzi o sytuację gdy jest małżeństwo, ma jakiś tam staż i nagle
                  bez wyraźnej przyczyny jedno z małżonków zaczyna flirtować z kimś z zewnątrz...
                  Czy to przez internet, czy w "realu"... Uważam że dopóki umie się zachować
                  umiar i zna się granice nie ma w tym NIC złego. A jeżeli przeszkadza to tej
                  drugiej osobie - to trzeba dojść do jakiegoś kompromisu. Do Linki: nie sądzę
                  żeby w przypadku Ktosi chodziło o jakiejś jej działania w celu poderwania męża
                  innej. Wyraźnie to napisała. Dlaczego tak wiele kobiet sądzi że złem jest
                  inteligentna i może nawet lekko "flirtująca" rozmowa z kimś na necie? To nic
                  złego. Sądzę też że często nie chodzi też o zdobycie partnera - czasem chyba
                  chodzi o to żeby z kimś miło pogawędzić, poznać kogoś ciekawego, wymienić
                  poglądy. A jeżeli się okaże że ten ktoś jest bardzo miły i w porządku to co?
                  Musimy zaraz go zdobywać? Dlaczego kobiety myślą prawie wyłącznie w takich
                  kategoriach o facetach? Czy my nadajemy się tylko do zdobywania? Do posiadania?
                  Czy nie możemy czasem porozmawiać z jakąś ciekawą kobietą na internecie? Bo
                  strach że zaraz będzie chciała nas zdobyć? Przecież to śmieszne... To od nas,
                  facetów zależy czy będziemy chcieli dany związek zmienić w coś innego, bardziej
                  intymnego... Owszem, każdy ma chwile słabości (wiem coś o tym) kiedy uderza mu
                  do głowy powodzenie u płci przeciwnej. Ale przecież po to mamy rozum by myśleć.
                  A jeżeli nasze żony są tak wspaniałe za jakie się uważają, to przecież głupotą
                  byłoby od nich odchodzić. W końcu je kochamy... I jeszcze jedno. Jeżeli
                  będziecie zbytnio walczyć o "swoich" mężczyzn/mężów - to oni sami uciekną, bo z
                  reguły nie lubią smyczy i kagańców. I nie mam tu na myśli pocałunków, pieszczot
                  i czułych słów. Tylko sprawdzanie poczty, SMSów i podsłuchiwanie rozmów
                  telefonicznych. A co do solidarności kobiet - to chodzi mi o solidarność
                  obustronną - i żon i "tych trzecich". I o wzajemne zrozumienie. A przede
                  wszystkim o "grę fair". Ale to chyba jest nierealne. W końcu mamy agresywny
                  kapitalizm... I najwyraźniej dotyczy on nie tylko gospodarki, ale i związków
                  międzyludzkich... ;)

                  Pozdrawiam serdecznie :)
                  • Gość: Linka Re: Internetowy trójkąt IP: *.nowy-sacz.sdi.tpnet.pl 13.02.03, 17:45
                    Gość portalu: Nemo napisał(a):
                    Do Linki: nie sądzę
                    > żeby w przypadku Ktosi chodziło o jakiejś jej działania w celu poderwania
                    męża
                    > innej. Wyraźnie to napisała.

                    Nie sugerowałam, że Ktosia miała w zamiarze podrywanie. Pisałam ogólnie o
                    lojalności między kobietami. Myslę, że kontakty Ktosi z jej Panem opierały sie
                    na zasadzie miłych rozmów. Być może te rozmowy w pewnym momencie stały się zbyt
                    miłe, intymne i sygerujace coś więcej niż przyjaźń. Cenię Ktosię za jej postawę
                    względem żony ("a panu napisałam, zeby zajal sie bardziej zona, bo
                    ...szkoda niszczyc , co przez tyle lat budowali i ze taki list świadczy
                    o jej milosci do niego itp."). Te rozmowy wiele dla niej znaczyły, ale
                    zauważyła,że niszczą i ranią kogoś trzeciego.

                    Dlaczego tak wiele kobiet sądzi że złem jest
                    > inteligentna i może nawet lekko "flirtująca" rozmowa z kimś na necie? To nic
                    > złego. Sądzę też że często nie chodzi też o zdobycie partnera - czasem chyba
                    > chodzi o to żeby z kimś miło pogawędzić, poznać kogoś ciekawego, wymienić
                    > poglądy. A jeżeli się okaże że ten ktoś jest bardzo miły i w porządku to co?
                    > Musimy zaraz go zdobywać?

                    Nie uważam, że rozmowy na necie są złem. Wręcz przeciwnie. Uważam ,że to
                    wspaniale poznawać nowych ludzi, ich poglądy itd. Problemem jest, gdy tak jak w
                    przypadku małżeństwa z tego wątku zaczyna brakować czasu na wspólne rozmowy.
                    Gdy małżonek z kimś innym dzieli sie swoim zyciem a zapomina o partnerze. Kto
                    wie co Zona znalazła w tych emailach. Moze wyznania uczuć , których sama nie
                    słyszała od lat ... Napisałeś, : "A owa żona zachowała
                    się nie tylko bez klasy, ale w ogóle chamsko i głupio. Bezsensownie." Moim
                    zdaniem zbyt ostro Ją oceniłeś. Nie wiesz jak wyglądało ich małżeństwo i jaki
                    mógł być jej strach i bezsilność. Na pewno nie działała racjonalnie tylko
                    impulsywnie. Ktosia, pomimo krytyki stylu Żony , zrozumiała uczucia, którymi
                    takierowała sie przy pisaniu listu. To jest właśnie wzajemne zrozumienie.

                    Wiele na tym forum pisano o przyjaźni damsko-męskiej. Szkoda, ze rzadko mozna
                    ją oddzielić od relacji poza przyjacielskich. Męzczyźni sa fantastycznymi
                    przyjaciółmi :) Pozdrawiam
                  • Gość: pajacyk Re: Internetowy trójkąt IP: *.dip.t-dialin.net 13.02.03, 18:49
                    Gość portalu: Nemo napisał(a):

                    > Pewnie że każdy ma prawo popełniać błędy. Mężczyźnie też ;). Taki przypadek
                    > jest najprostszy - rozwód jest legalny w Polsce. Jednak nie w tym rzecz.
                    Rzecz
                    > w tym, że nie chodzi o sytuację typu "już żony nie kocham, to była pomyłka -
                    > kocham inną". Chodzi o sytuację gdy jest małżeństwo, ma jakiś tam staż i
                    nagle
                    > bez wyraźnej przyczyny jedno z małżonków zaczyna flirtować z kimś z
                    zewnątrz...
                    >
                    > Czy to przez internet, czy w "realu"... Uważam że dopóki umie się zachować
                    > umiar i zna się granice nie ma w tym NIC złego. A jeżeli przeszkadza to tej
                    > drugiej osobie - to trzeba dojść do jakiegoś kompromisu. Do Linki: nie sądzę
                    > żeby w przypadku Ktosi chodziło o jakiejś jej działania w celu poderwania
                    męża
                    > innej. Wyraźnie to napisała. Dlaczego tak wiele kobiet sądzi że złem jest
                    > inteligentna i może nawet lekko "flirtująca" rozmowa z kimś na necie? To nic
                    > złego. Sądzę też że często nie chodzi też o zdobycie partnera - czasem chyba
                    > chodzi o to żeby z kimś miło pogawędzić, poznać kogoś ciekawego, wymienić
                    > poglądy. A jeżeli się okaże że ten ktoś jest bardzo miły i w porządku to co?
                    > Musimy zaraz go zdobywać? Dlaczego kobiety myślą prawie wyłącznie w takich
                    > kategoriach o facetach? Czy my nadajemy się tylko do zdobywania? Do
                    posiadania?
                    >
                    > Czy nie możemy czasem porozmawiać z jakąś ciekawą kobietą na internecie? Bo
                    > strach że zaraz będzie chciała nas zdobyć? Przecież to śmieszne... To od nas,
                    > facetów zależy czy będziemy chcieli dany związek zmienić w coś innego,
                    bardziej
                    >
                    > intymnego... Owszem, każdy ma chwile słabości (wiem coś o tym) kiedy uderza
                    mu
                    > do głowy powodzenie u płci przeciwnej. Ale przecież po to mamy rozum by
                    myśleć.
                    >
                    > A jeżeli nasze żony są tak wspaniałe za jakie się uważają, to przecież
                    głupotą
                    > byłoby od nich odchodzić. W końcu je kochamy... I jeszcze jedno. Jeżeli
                    > będziecie zbytnio walczyć o "swoich" mężczyzn/mężów - to oni sami uciekną, bo
                    z
                    >
                    > reguły nie lubią smyczy i kagańców. I nie mam tu na myśli pocałunków,
                    pieszczot
                    >
                    > i czułych słów. Tylko sprawdzanie poczty, SMSów i podsłuchiwanie rozmów
                    > telefonicznych. A co do solidarności kobiet - to chodzi mi o solidarność
                    > obustronną - i żon i "tych trzecich". I o wzajemne zrozumienie. A przede
                    > wszystkim o "grę fair". Ale to chyba jest nierealne. W końcu mamy agresywny
                    > kapitalizm... I najwyraźniej dotyczy on nie tylko gospodarki, ale i związków
                    > międzyludzkich... ;)
                    >
                    >Jak bez?? zawsze jest jakas przyczyna , jakis zalazek . Mysle ze powinnismy
                    sie zdecydowac na jaki temat bedziemy rozmawiac: przyjazn miedzy kobieta a
                    meszczyzna , czy zaawansowany flirt ?? Zreszta dla mnie jest i jedno i drugi ok
                    bo facet moze byc naprawde super przyjacielem tym bardziej ze jako osoba innej
                    plci postrzega rzeczy inaczej i o to chodzi:)
                    • indiana1 Re: Internetowy trójkąt 17.02.03, 11:00
                      Gdzie obiecane sprawozdanie ze spotkania z pięknym , bogatym ale zonatym ?
                      • indiana1 Re: Internetowy trójkąt 17.02.03, 12:46
                        oczywiście poprzednie pytanie skierowane było do niepewnej, autorki wątku " W
                        matni" .Swoją drogą, jak te wątki są do siebie podobne!
    • ta_ Re: Internetowy trójkąt 13.04.03, 23:43
      Ktosia pojawiła się na forum, więc podbijam i pytam , co z opisaną przez
      ciebie, ktosiu znajomością się stało? Aktualnie prezentujesz nie najlepszy
      nastrój. Znajomośc pogrzebana?
      Ta_
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka