Gość: Ktosia
IP: *.sympatico.ca
24.07.02, 21:52
Witam!
Jestem od dosc dawna osobą wolnego stanu. Zawsze unikałam kontaktow z
zonatymi. Omijałam, bo ....nalezy taki pan do zony, bo podpisal
kilkanascie albo i wiecej lat temu zobowiazanie, ze do smierci ..., bo
przeciez "nie rob drugiemu, co tobie nie mile" ,itp.
Przez przypadek, nie szukajac zadnej przygody, zaczelam korespondowac
(e-mail) z zonatym mezczyzna, bo , to mi zaproponowal a wydal mi sie
ciekawym i cieplym czlowiekiem.
I co? I dzien za dniem znajomosc sie poglebiala. Czulismy sie czasami,
ze znamy sie od 100 lat i , ze cos zaczyna kielkowac.
I wyrzuty sumienia, ktore nie pozwalaly mi zwykle wchodzic w zwiazki z
zonatymi, jakos nie chcialy sie odezwac. Po prostu bylo mi z tym dobrze.
A ,że nie jestem mloda , to jakos szkoda mi sie zrobilo ,zeby zabijac
takie uczucia, ktore zmienialo cale moje zycie w cos romantycznego.
Zaczelam na cos czekac, czyms zyc, co juz sobie od 10 lat wykreslilam.
No i fajnie bylo. Przez prawie rok nie zaproponowalismy sobie spotkania,
bo ....nie wolno a i daleko od siebie mieszkamy.
Ale oboje juz bardzo zaczynalismy byc ciekawi siebie.
Po jednej rozmowie telefonicznej, ktorą slyszala przez przypadek (???)
zona ,dostalam od tej pani list, ze jestem nieprzyzwoita itp .
Nie odpisalam pani, a panu napisałam, zeby zajal sie bardziej zona, bo
...szkoda niszczyc , co przez tyle lat budowali i ze taki list swiadczy
o jej milosci do niego itp.
Nie umialam inaczej postapic.
Jestesmy , z tym panem, do dzis w bardzo ograniczonym kontakcie
e-mailowym. Ja cierpie bardzo. I tak zastanawiam sie,
dlaczego zawsze ta trzecia jest tym czarnym charakterem. Przeciez, gdyby
oni byli dobrym, dobranym malzenstwem, to taki mąz nie siedzialby noc i
dzien na Internecie. To ona miala jego bliskosc i mozliwosc, zeby
zapobiec temu, co zaczynało ich dzielic.
To wg mnie oni sa winni , ze ja dzis bardzo cierpie. A oni moze (?),
dzieki wzbudzonej zazdrosci, maja bardziej urozmaicone malzenstwo. To ja
moze padlam ofiara ich rozgrywek. Ale TO JA jestem ta, ktora powinna
byla uwazac i nie wchodzic w jakiekolwiek relacje z zonatym -tak jak mi
ta pani oswiadczyla.
A czy taka zona pomyslala kiedys, co mogloby byc , gdyby tak ona byla
od lat samotna i gdyby znalazl sie jakis cieply pan ,ktory , po latach ,
jakos by ją dostrzegl, docenil, dowartosciowal jako kobiete. Dlaczego
racja jest tylko po stronie prawa? A przeciez uczucia chodza troche
innymi drogami. Ale to ja jestem TA TRZECIA-gorsza. I mimo, ze na oczy z
tym panem sie nie widzielismy (oprocz zdjec).
Wiem, ze odpowiecie mi, ze to przemawia moje poczucie winy. To prawda,
ze gdzies moje wychowanie sie odzywa, religia itp , ale czy jezeli ja
poczułam pierwszy raz w zyciu, ze jestesmy na tej samej fali, dlaczego
ja nie mam prawa walczyc o swoje szczescie.
Oczywiscie nie bede, ale...pisze do Was o swoim buncie.
Pozdrawiam - Ktosia