nana-7 21.08.02, 18:11 Czy ktoś Wam kiedyś opowiedział bajkę, którą pamiętacie do tej pory ?, która jest wyjątkowo piękna ?, która , z jakiegoś powodu, była wyjątkowa ? Jesli jest niedługa - może napiszcie ? Pozdrawiam serdecznie - nana. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
czarodziejka gwozdzie 22.08.02, 19:50 BAJKA O GWOZDZIACH I PRZYJAZNI Byl sobie pewnego razu chlopiec o porywczym charakterze. Jego ojciec dal mu woreczek gwozdzi i kazal wbijac po jednym w plot okalajacy ogrod za kazdym razem, kiedy straci cierpliwosc i pokloci sie z kims. Pierwszego dnia chlopiec wbil w plot 37 gwozdzi. W nastepnych tygodniach nauczyl się panowac nad soba i liczba wbijanych gwozdzi malala z dnia na dzien: odkryl, ze latwiej jest panowac nad soba niz wbijac gwozdzie. Wreszcie nadszedl dzien, w ktorym chlopiec nie wbil w plot zadnego gwozdzia. Poszedl wiec do ojca i powiedzial mu, ze tego dnia nie wbil zadnego gwozdzia. Wtedy ojciec kazal mu wyciagac z plotu jeden gwozdz kazdego dnia, kiedy nie straci cierpliwosci i nie pokloci sie z nikim. Mijaly dni i w koncu chlopiec mogl powiedziec ojcu, ze wyciagnal z plotu wszystkie gwozdzie. Ojciec zaprowadzil chlopca do plotu i powiedzial: "Synu, zachowales sie dobrze, ale spojrz, ile w plocie jest dziur. Plot nigdy juz nie bedzie już taki, jak dawniej. Kiedy sie z kims klocisz i mowisz mu cos brzydkiego zostawiasz w nim rane taka, jak te. Mozesz wbic czlowiekowi noz, a potem go wyciagnac, ale rana pozostanie. Niewazne, ile razy bedziesz przepraszal, rana pozostanie. Rana od slowa boli tak samo, jak fizyczna." Odpowiedz Link Zgłoś
czarodziejka kamienie 22.08.02, 19:52 Pewnego dnia, pewien stary profesor zostal zaangazowany aby przeprowadzic kurs dla grupy dwunastu szefow wielkich koncernow amerykanskich, na temat skutecznego planowania czasu. Kurs ten byl jednym z pieciu zajec, przewidzianych na dzien szkolenia, a profesor mial do dyspozycji tylko jedna godzine, by wylozyc swój przedmiot. Stojac przed ta elitarna grupa (która gotowa byla zanotowac wszystko, czego eks- pert bedzie nauczal), stary profesor popatrzyl powoli na kazdego z osobna, nastepnie powiedzial: "Przeprowadzimy doswiadczenie". Spod biurka, ktore go oddzielalo od studentow, wyjal wielki dzban (o pojemnosci 4 litrow), ktory postawil przed soba. Nastepnie wyjal okolo dwunastu kamieni, wielkosci pilki do tenisa, i delikatnie wlozyl je kolejno do dzbana. Gdy dzban byl wypelniony po brzegi i niemozliwym bylo dorzucenie jeszcze jednego kamienia, podniosl wzrok na swoich studentow i zapytal: "Czy dzban jest pelen?" Wszyscy odpowiedzieli: "Tak". Poczekal kilka sekund i zapytal: "Na pewno?". Nastepnie pochylil sie znowu i wyjal spod biurka naczynie wypelnione zwirem. Delikatnie wysypal zwir na kamienie, po czym potrzasnal lekko dzbanem. Zwir zajal miejsce miedzy kamieniami... az do dna dzbana. Stary profesor znow pod- niosl wzrok na audytorium i znow zapytal: "Czy dzban jest pelen?" Tym razem studenci zaczeli rozumiec. Jeden z nich odpowiedzial: "Prawdopodobie nie". "Dobrze" odpowiedzial stary profesor. Pochylil sie jeszcze raz i wyjal spod biurka naczynie z piaskiem. Z uwaga wsypal piasek do dzbana. Piasek zajal wolna przestrzen miedzy kamieniami i zwirem. Jeszcze raz profesor zapytal: "Czy dzban jest pelen?" Tym razem, bez zajaknienia, studenci odpowiedzieli chorem: "Nie". "Dobrze" odpowiedzial stary profesor. I tak, jak sie spodziewali, wzial butelke wody, ktora stala na biurku i wypelnil dzban az po brzegi. Stary profesor podniosl wzrok na grupe studentow i zapytal ich: "Jaka wielka prawde ukazuje nam to doswiadczenie?" Nieglupi, najbardziej odwazny z uczniow, biorac pod uwage przedmiot kursu, od- powiedzial: "To pokazuje, ze nawet jesli nasz kalendarz jest calkiem zapelniony, jesli naprawde chcemy, mozemy dorzucic wiecej spotkan, wiecej rzeczy do zrobienia". "Nie" odpowiedzial stary profesor, "To nie o to chodzilo". "Wielka prawda, ktora przedstawia to doswiadczenie jest nastepujaca: jesli nie wlozymy ka- mieni, jako pierwszych do dzbana, pozniej nie bedzie to mozliwe!" Zapanowalo glebokie milczenie, kazdy uswiadomil sobie oczywistosc tego stwierdzenia. Stary profesor zapytal ich: "Co stanowi kamienie w waszym zyciu?" "Wasze zdrowie?" "Wasza rodzina?" "Przyjaciele?" "Zrealizowanie ma- rzen?" "Robienie tego, co jest wasza pasja?" "Uczenie sie?" "Odpoczywa- nie?" "Albo jeszcze cos innego?" "Nalezy zapamietac, ze najwazniejsze jest wlozyc swoje kamienie jako PIERWSZE do zycia, w przeciwnym wypadku ryzykujemy przegranie ... wlasnego zycia. Jesli damy pierwszenstwo drobiazgom (zwir, piasek), wypelnimy zycie drobiazgami i nie bedziemy miec wystarczajaco duzo cenne-go czasu, by poswiecic go na wazne elementy zycia. Zatem nie zapomnijcie zadac sobie pytania, o to, co jest kamieniem w waszym zyciu. Nastepnie, wlozcie je do waszego dzbana (zycia) na poczatku!" Przyjacielskim gestem dloni, stary profesor pozdrowil audytorium i powoli opuscil sale... Odpowiedz Link Zgłoś
czarodziejka plaza 22.08.02, 19:53 PLAŻA ON: Śniegu ciągle nie ma. Nad morzem podczas dwugodzinnego spaceru spotkałem dwóch wędkujących starszych panów. Wiatr wiał niemiłosiernie z lądu, ale można było się opatulić i zagłębić w kołyszącej otchłani. Fale czasem tak nagle uderzały o brzeg, że nie czuło się żadnej monotonii. Spokój z niepokojem przeplatały się bezustannie. Podniosłem pierwszą muszlę, wyżłobioną i podziurawioną jak sito. Spodobała mi się od pierwszego wejrzenia. Schowałem ją do kieszeni. Wszystkie następne wyrzucałem z powrotem. Ta pierwsza była najbardziej przekonywująca. Wracałem przed zmrokiem. Niebo było niemowlęco różowe. ONA: Nadal leżę. To już 94 dzień. Obok mnie dwaj starsi panowie. Wędkują. Jeden z nich mnie nadepnął. Nawet nie za-uważył kiedy. Nawet nie spojrzał. Kolejna rysa nie robi różnicy. Przywykłam. Czy mam w sobie magnes, który przyciąga podeszwy tubylców? A może leżę w złym miejscu? Może ten kto mnie tu ostatnio wyrzucił, nie zastana-wiał się jak ważny jest moment wyrzucenia ze swej kieszeni, jak bardzo to decyduje o moim dalszym losie? Plaża dziś pusta. Wiatr nie pozwala usnąć. Delektuję się wiec jego śpiewem. Łączę jego gwałtowne porywy z niebieskim szumem dosięgających mnie fal i tworzę niezapomnianą melodię. Powoli wprowadzam się w stan błogiego bezczucia. Ktoś nadchodzi. Czego może szukać o tej porze? Zatrzymał się przy mnie i patrzy. Ale nie patrzy jak ... inni. W tym spojrzeniu kryje się jakaś niewytłumaczalna wrażliwość i ciepło, ciekawość, ale nie nachalność. Podnosi mnie i dokładnie analizuje każdą moją ranę. Przez jakiś czas obraca w ciepłych dłoniach, mruczy pod nosem: „wyżłobiona i podziurawiona jak sito”, a potem robi coś nieoczekiwanego: uśmiecha się i chowa mnie do kieszeni......... A niebo dziś niemowlęco różowe. Odpowiedz Link Zgłoś
czarodziejka okno 22.08.02, 19:58 OKNO Było sobie kiedyś dwóch cięzko chorych mężczyzn, którzy dzielili niewielki pokoik w pewnym szpitalu. Pokój, naprawdę mały, miał tylko jedno okno. Jeden z chorych, ten , którego łóżko znajdowało się naprzeciw okna, mógł codziennie po południu -w ramach leczenia- siadać na godzinę w swoim łóżku, co miało pomóc odprowadzić flegmę w z płuc czy coś takiego. Drugi mężczyzna musiał cały czas leżeć. Tak więc każdego popołudnia pierwszy z chorych siadał wsparty poduszkami naprzeciw okna i spędzał godzine, opisując swemu towarzyszowi, co widzi za oknem. Najwyraźniej okno wychodziło na park. Był tam staw, a w nim kaczki łabędzie. Dzieci rzucały im kawałki chleba albo puszczały łódki. Pod rozłożystymi koronami drzew spacerowali, trzymając się za ręce zakochani; były kwiaty i trawniki na których sie grało w softball. A w tle za drzewami rozciągał się wspaniały widok na miasto. Mężczyzna, Który nie mógł siadać i oglądać tego wszystkiego, słuchał łapczywie słów współtowarzysza, ciesząc się kazdą minutą opowieści. Dowiadywał się jak to jakieś dziecko nieomal wpadło do stawu i jak ślicznie wyglądały dziewczęta w letnich sukienkach. Odnosił wrażenie, że dzięki relacjom swego przyjaciela sam widzi dokładnie co się dzieje za oknem. Któregoś popołudnia uderzyła go dziwna myśl: dlaczegóż to niby tamten mężczyzna miałby rozkoszować się widokiem z okna? Czy on nie miał prawa wyjrzeć na zewnątrz? Wstydził się swojej zazdrości, lecz im bardziej starał się o niej zapomnieć, Tym większe dręczyło go poczucie zmiany. Zrobiłby wszystko,żeby wyjrzeć przez to okno! I oto pewnej nocy, wpatrzony w sufit, usłyszał, jak jego towarzysz budzi się i kaszląc i dusząc się , rozpaczliwie szuka przycisku, który mógłby przywołać pielęgniarkę. Nie pomógł mu jednak, obserwował go tylko. Oddech tamtego wkrótce zamarł. Rano zabrano jego ciało. Odczekawszy nieco, by nie przekroczyć granic przyzwoitości, mężczyzn poprosił by przeniesiono go do łóżka naprzeciw okna. Spełniono jego prośbę. Otulony pościelą leżąc wygodnie, czekał, aż wszyscy wyjdą. Potem podniósł się ciężko na łokciu i zaciskając zęby z bólu, zerknął przez okno. Za oknem była ściana... --- ;o) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mada Re: okno IP: 212.33.82.* 30.08.02, 13:47 "Balsam dla duszy" gdy zapomne co mozna dobrego, jak mi zabraknie motywacji, nadziei... dobrze ze mozna cos takiego poczytac. Pozdrawiam serdecznie :). Odpowiedz Link Zgłoś
czarodziejka sen o Bogu 22.08.02, 20:01 SEN O BOGU Mialem sen. Snilo mi sie, ze spacerowalem z Bogiem po plazy. W czasie tego spaceru na niebie widzialem sceny ze swojego zycia. Kazda z tych scen znaczyly dwa slady na piasku - jeden nalezal do mnie, drugi do Boga. Kiedy mym oczom ukazala sie na niebie ostatnia scena mojego zycia, obejrzalem sie za siebie. Zobaczylem, ze w wielu miejscach na piasku pozostal tylko pojedynczy slad ... Przypomnialem sobie, ze sa to miejsca, gdy na niebie pokazaly mi sie najsmutniejsze, najciezsze chwile mego zycia ... Zmartwilo mnie to. Spytalem Boga: "Panie, powiedziales, ze gdy raz postanowie podazac za Toba, to zawsze juz przy mnie bedziesz. Ale zobaczylem, ze w najgorszych chwilach mego zycia moj szlak znacza tylko pojedynczy slad. Nie rozumiem dlaczego, gdy najbardziej Cie potrzebowalem, Ciebie przy mnie nie bylo." Bog odpowiedzial: "Moj synu, moje drogie dziecko, kocham cie i nigdy cie nie opuszcze. W czasach proby, w chwilach, gdy cierpiales - tam, gdzie widziales jeden slad - ja ciebie nioslem." Odpowiedz Link Zgłoś
czarodziejka przypowiesc 22.08.02, 20:05 „Trudno zadowolić wszystkich” W spiekocie dnia pewien mężczyzna przemierzał wraz ze swoim synem ulice miasta Keszan. Syn prowadził osła, na którym jechał ojciec. "Biedny chłopiec" - powiedział jeden z przechodniów. - "Ledwie może nadążyć. To niebywałe, że możesz patrzeć, jak twoje dziecko tak się męczy". Ojciec wziął sobie te uwagę do serca. Za najbliższym rogiem zsiadł z osła i posadził na nim chłopca. Wkrótce jednak inny przechodzień wykrzyknął: "Co za wstyd! Brzdąc siedzi sobie wygodnie jak sułtan, a jego ojciec musi dreptać obok". Słowa te bardzo chłopca poruszyły, więc poprosił ojca, aby usiadł za nim. Nie ujechali jednak daleko, gdy zbeształa ich jakaś zawoalowana kobieta: "Czy ktoś widział coś podobnego? Co za okrucieństwo wobec zwierząt! Ten nicpoń i jego synalek myślą pewnie, że siedzą sobie na latającym dywanie. Biedne stworzenie ugina się prawie do ziemi i ledwie powłóczy nogami". Obaj jeźdźcy bez słowa zeszli z osła i dalej szli pieszo. Po kilku chwilach jakiś mężczyzna zaczął się z nich wyśmiewać: "A to dopiero! Nie widziałem jeszcze takiej głupoty. Po co wam to zwierzę, skoro wcale z niego nie korzystacie, zdzierając sobie nogi na tych zakurzonych drogach?". Ojciec podał osłu garść siana, po czym zwrócił się do syna: "Niezależnie od tego, co byśmy uczynili, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie miał coś przeciwko temu. Musimy więc sami decydować o tym, co jest dla nas najlepsze". "Drogocenna perła. Zbiór przypowieści środkowego Wschodu stosowanych psychoterapii" opracowanych przez Benedykta Krzysztofa Peczko (wydawnictwo M, Kraków 1993). Odpowiedz Link Zgłoś
nana-7 Re: przypowiesc 22.08.02, 23:05 Czarodziejko! Bajki śliczne, serdeczna dzięki.! Czekam na dalsze. Pozdrawiam serdecznie......nana-7 Odpowiedz Link Zgłoś