Dodaj do ulubionych

miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja

28.08.05, 14:24
Opowiem swoją historię. Szukam kogoś mądrzejszego od siebie. Ratunku.
Jestem żonaty (jeszcze), dwójka dzieci, 33 lata. Niestety po ślubie coraz
bardziej oddalaliśmy się z żoną od siebie. Interesowała mnie jedynie praca.
Pewnego dnia do mojej firmy przyszła wspaniała dziewczyna. Zakochaliśmy się w
sobie. Potężne uczucie. Przez trzy lata nie potrafiłem podjąć żadnej dezycji -
hamletyzowałem. Byłem po prostu tzw. mamisynkiem. Jak idiota, próbowałem
wszystko pogodzić ze sobą. Ona cierpiała strasznie, była u kresu
wytrzymałości. Pragnęła być ze mną. Właśnie podjąłem decyzje, odszedłem z
domu. I co się okazuje: nie chce mnie. Boi się. Mówi o wielkiej blokadzie w
kontakcie ze mną. Niczego mi nie może obiecać. Przez ostatnie tygodnie robiła
wszystko żeby zapomnieć. Nie ma nikogo, przynajmniej taką mam nadzieję. Jestem
zszokowany, nie potrafię się w tym odnaleźć. Nigdy nie sądziłem, że potrafie
siedzieć skulony na podłodze i wyć przez pół dnia. Do tego pracujemy razem -
jestem jej szefem. Staje się momentami mało delikatny wobec niej, robię jakieś
wypominki, chociaż tego nie chcę. Wiem, że to absolutnie moja wina. Kocham ją
i chce zrobić coś żeby naprawić swój błąd. Co robić? Jak się wobec niej
zachować? Jest nadzieja żeby to naprawić?
Obserwuj wątek
    • witch-witch Re: No to żeś, wpadł jak śliwka w kompot... 28.08.05, 14:40

      Teraz poznałeś już jak życie wygląda. Zabieraj swoje graty i przeproś swoją żonę
      i spróbuj jeszcze raz naprawić to co się w waszym małżeństwie zepsuło. Może się
      uda. I nie nazywaj nigdy dobrego seksu, miłością bo jak sam się przekonałeś to
      tylko drobny kawełek w tej życiowej układance. Co mozna sądzic o takiej
      panience? Ze jest bardzo emocjonalnie niedojrzała i brak jej kontroli nad
      uczuciami. Jest to chwiejny niedojrzały typ osobowosci.Nigdy z taką osobą nie
      zbudujesz stabilnego domu! To zapomnij, wybij sobie ją z głowy. I ratuj to co
      masz do ratowania.
      Kobietę podniecałeś tak długo jak byłeś nieosiągalny, kiedy ma cię w zasięgu
      ręki, czar i zauroczenie mija. I ty jeszcze nie wiesz co to jest?

      Nie każda ci.. nadaje się na zwiazek, to zapamiętaj do końca zycia, chcesz miec
      wesoło to musisz znać reguły zabawy, a ty wyraźnie nie znasz osobowości ludzi, a
      szkoda, bo cena za braki w tej wiedzy jest ogromna.

      Staraj się wyciągnąć pozytywne wnioski z tej zabawy i ratuj swój dom i rodzinę.
      O ile żona zechce Ci wybaczyć.

      I nie traktuj tej kobiety z pracy poważnie, daj jej awans i wyślij na inny
      oddział, gdzie nie będziesz musiał więcej spotykać:)
      __________
      • vlad-srollovnik 11. nie oceniaj 28.08.05, 14:42
      • muta1972 Re: No to żeś, wpadł jak śliwka w kompot... 28.08.05, 14:57
        Małżeństwo to niestety raczej temat zamknięty. Co do kochanki... trzy lata w
        zasadzie przesiedziała w firmie, zostając często sama do nocy. Odrzuciła całe
        dotychasowe życie. Czekała na mnie każdego dnia. Dobry sex? To nie to. Myślisz,
        że ta nieosiągalność była dla niej podniecająca?
        • witch-witch Re: No to żeś, wpadł jak śliwka w kompot... 28.08.05, 15:20
          muta1972 napisał:

          > Małżeństwo to niestety raczej temat zamknięty. Co do kochanki... trzy lata w
          > zasadzie przesiedziała w firmie, zostając często sama do nocy. Odrzuciła całe
          > dotychasowe życie. Czekała na mnie każdego dnia. Dobry sex? To nie to. Myślisz,
          > że ta nieosiągalność była dla niej podniecająca?
          • muta1972 Re: No to żeś, wpadł jak śliwka w kompot... 28.08.05, 15:30
            Zaangażowała się dopiero po długim czasie. Bała się tego, co będzie potem.
            Dokładne tak jak napisałeś - był długi stres, oczekiwanie. Chyba masz rację -
            naciski tylko pogorszą sytuację. Nie kryję, że to jednak trudne - nie potrafię
            być na luzie. Pracujemy razem - mam ostatnio poważne problemy z emocjami.
            • witch-witch Re: No to żeś, wpadł jak śliwka w kompot... 28.08.05, 15:49
              muta1972 napisał:

              > Zaangażowała się dopiero po długim czasie. Bała się tego, co będzie potem.
              > Dokładne tak jak napisałeś - był długi stres, oczekiwanie. Chyba masz rację -
              > naciski tylko pogorszą sytuację. Nie kryję, że to jednak trudne - nie potrafię
              > być na luzie. Pracujemy razem - mam ostatnio poważne problemy z emocjami.
              • muta1972 Re: No to żeś, wpadł jak śliwka w kompot... 28.08.05, 15:55
                Dziękuję. Chyba masz rację z tym gabinetem, też o tym myślę, oczywiście ze
                wstydem :-)
                • witch-witch Re: I jak ty myślisz? 28.08.05, 16:09
                  muta1972 napisał:

                  > Dziękuję. Chyba masz rację z tym gabinetem, też o tym myślę, oczywiście ze
                  > wstydem :-)
                  • vlad-srollovnik Re: I jak ty myślisz? 28.08.05, 16:12
                    Wisia, co Cie obchodzi kto w rodzinie kolegi w karty grał?:)
                    • muta1972 Re: I jak ty myślisz? 28.08.05, 16:17
                      :-)
                  • muta1972 Re: I jak ty myślisz? 28.08.05, 16:17
                    Losy dzieci - oczywiście że nie są obojętne. Chcę zrobić wszystko żeby były
                    szczęśliwe. Mieć stały kontakt. Nie wyobrażam sobie inaczej. W domu jednak nie
                    moge pozostać. Wszystko tam zruinowałem. To dla nich lepsze rozwiązanie niż
                    życie w udawanej rodzinie. Myślę, że dzieci to wyczuwają doskonale kiedy nie ma
                    miłości między rodzicami.

                    Nie było alkoholu, hazardu i zdrady. Jest natomiast nadopiekuńczość ze strony
                    rodziców. Zwłaszcza mamy. Ona chce mną sterować, zabrać mi wolność. Ciągle mnie
                    kontroluje. Nie potrafię się z tego wyzwolić.
                    • witch-witch Re: I jak ty myślisz? 28.08.05, 16:21

                      A czy kochanka zna Twoje dzieci? Bo poniekąd będą to i jej dzieci kiedy i o ile
                      się kobieta zdecyduje. A to wielka odpowiedzialnośc być przybraną matką dla
                      cudzych dzieci...Tu moze być powód jej blokad...
                      __________
                      • muta1972 Re: I jak ty myślisz? 28.08.05, 16:26
                        zna, nawet ma ze starszym synem dobry kontakt. bardzo lubi moje dzieci.
      • ewcia_36 Re: No to żeś, wpadł jak śliwka w kompot... 28.08.05, 21:07
        Co ty opowiadasz ze ma wrocic do zony przeciez on zony nie kocha to byla by
        tragedia kochac kochanke a byc z zona czy tak bys chciala?
      • dagula84 ....chwila.... 30.08.05, 09:19
        To już zabrnęło za daleko,żeby teraz wracać do żony i zostawic na pastwę losu
        tą równie biedną i pewnie załamaną dziewczynę! Skoro zakochał się
        ponownie,myślę,że z wiekszą mocą to jak ma wracać do żony?!!!W tej dziwczynie
        odnalazł coś co starcił...lepiej na spokojnoie bez emocji przeanalizować
        wszystko jeszcze raz dokładniej i zastanowić sie jakie będzie najlepsze wyjście
        z tej sytuacji-zastanów się czy lepiej Tobie będzie z żoną do, której nic nie
        czujesz tylko ze względu na dziecko?czy zostać z ta dziewczyną i ułozyć sobie
        życie na nowo?...każdy ma prawo do własnego szczęścia,ale też musi zadbać o
        swoich najbliższysz bez szkody dla stron...decyzja należy do Ciebie
    • angelika211 Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 14:41
      Dla Ciebie nie widze nadzieii na szczesliwa milosc ,bo Ty nie jestes
      czlowiekiem wartosciowym ,zostawiles swoje dzieci pomijajac juz zone.
      Ale bylo warto , miales w pracy panienke , ale Wasz tak zwany zwiazek nie
      przetrwal na dluzsza mete i tu nalezaloby postawic pytanie dlaczego?
      Moze za bardzo idealizowales postac tej lafiryndy , nie zwarzajacej na
      istnienie u Twego boku rodziny?

      ...
      Czlowieku XXI-wieku
      giniesz
      chwytajac sie latwych uciech zycia.
      ...
      • jonaszkowalski Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 14:48
        wywal pannę i z roboty i ze swojego życia
        i przestań skomleć i wyć , w końcu to ty nabroiłeś
        i tak między nami , to jest ok :)
        bo oklep to ci się należał , a na miejscu twojej żony to tak bym ci
        z czachy wyjechał że uchhh :0 ale próbuj ten bałagan posprzążtać
    • vlad-srollovnik Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 14:44
      myśle, że powinieneś porozmawiać z nią, może ma podstawy do obaw
      • jonaszkowalski Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 14:51
        co ty vlad , babeczka jest beznadziejna
        tak po mojemu , na pięć minut
        ogier w spódnicy , bardzo dobre , a palant zakochany , niezłe jaja
        i jeszcze wspólna praca - grajdołek
        • vlad-srollovnik Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 14:52
          a co Ty o niej możesz powiedzieć?
          • jonaszkowalski Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 15:27
            po mojemu to dziewczyna jest zabawowa i ma skłonności
            do dramatyzowania filmowego hihi , nieszczęśliwa miłość ,
            scarlet bidulka , ale twardziel - telenowela brazylijska i on
            ten jedyny , uhh ale super - ciekawe i trudne życie
            to gó..ara jest , plakaty mu na ścianie powiesi
            czarownica ma sporo racji
        • muta1972 Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 15:05
          Seks był tylko kilka razy.. kończyło się płaczem. myślisz, że tylko o to
          chodziło? walczyłaby trzy lata? chciała popełnić samobójstwo.
      • muta1972 Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 15:02
        Staram się rozmawiać, nie wiem tylko czy nie błagam po prostu o litość. A to
        byłoby straszne. Może muszę jej dać więcej czasu...
        • jonaszkowalski Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 15:12
          na , co ?
          na to żeby się w tobie zakochała i przestała kalkulować , czy to się jej
          opłaca . winien i ma , straty i zyski , to nie jest miłość tak po mojemu
          ale to żywioł , bywa różnie .
          prykładowa kalkulacja :
          za młoda jestem - ale latka lecą
          za stary - ale ma kasę
          heniek też jest niezły - a ten ma dzieci
          długo się decydował - czy to jest miłość ?
          i ten kierat , pranie , gotowanie , spocony był ostanio - eee
          czy ja wiem
          ...

          wywal panne z roboty będziesz miał spokój , ale pozbawisz się pewności jak ona
          zacznie skamleć , czy to , ta . bo wróciła jak nie ma na cichy hihihi
    • jula09 Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 14:44
      Z tego co zrozumiałam to chciałbyś mieć żonę i kochankę.
      Trudno coś doradzić.
      • vlad-srollovnik Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 14:51
        Nie ucieka sie w pracę, jak w domu jest dobrze. Brat koleżanki ta właśnie
        ucieka, bo jest mu źle. Jest jednak pod presją osób, które wypowiadają sie jak
        Wisia i zamotało go strasznie, rozdarty wewnętrznie i nie umie podjąc decyzji.
        Krzywdzi w ten sposób kilka osób
    • amy_rice Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 14:49
      dolaczam do reszty. Uzalasz sie nad soba, prosisz o ratunek, ale wciaz nie
      dociera do ciebie nad czym tak naprawde rozpaczac. Dostales w dupe i
      zaslugujesz na wiecej. Tyle informacji ile zawiera Twoj post o calej sytuacji...
      Jeden z wielu, ktorzy nie maja jaj, zeby najpierw spakowac walizki a potem
      szukac wspollokatorki. Wszystko od d...y strony.
      Twoja zona powinna starannie zamknac za Toba drzwi i nie machac na pozegnanie.
      A Tobie przyda sie siedem chudych lat.
      Ale nie przejmuj sie, potem juz tylko siedem tlustych lat. I apiat od nowa.
    • malgorzata0123 Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 15:12
      ja nie mam nikogo, ale mówiąc ludziom o moim problemie często słyszałam: "dupa
      cie swędzi, dawny chłop ci sie znudził i chcesz odejść". nikt nie znał mojej
      sytuacji od wewnątrz a było mi głupio sie przyznać do tego, że byłam tak
      traktowana. Były osoby, które widziały to z boku, jednak nigdy nie odezwały sie
      pierwsze dokąd ostatnio nie przełamałam sie i pokonałam wstyd
      • jonaszkowalski Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 15:17
        no dobra , ale tu to mamy frajera i naiwniaka
        :)
        • muta1972 Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 15:21
          pewnie frajera, z naiwniakiem się niezgadzam. skąd możesz wiedzieć?
          • jonaszkowalski Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 15:31
            bez obrazy :)
            tylko że teraz masz następnego dzieciaka na karku , na najgorszym
            etapie dla rodzica - okres dojrzewania , ale sam jesteś małolat
            to może wspólnie przebrniecie przez tą trudną sytuacje

            • jula09 Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 15:35
              Dziewczyna to pewnie psychopatka skoro chciała popełnić samobójstwo. Będziesz
              miał z nią same kłopoty i szczęście pryśnie jak bańka mydlana. Poszukaj kobiety
              zrównoważonej psychicznie lub wróć do żony.
              • jonaszkowalski Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 15:41
                ale się nie targneła , to małolatka
                nawet jeżli ma 40 lat :)
                a jak się potnie z rozpaczy , to będzie malolatka świruska
                i bez prochów się nie obejdzie , niestety :(
                • muta1972 Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 15:45
                  może znajdziesz inne zajęcie? jest wiele innych forum, gdzie można się pośmiać.
              • muta1972 Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 15:43
                Długotrwały stres wyniszcza psychikę. Często szuka się wtedy prostego
                rozwiązania by już więcej nie bolało.
    • wichrowe_wzgorza Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 15:34
      Rozumiem tego rodzaju blokade, bo obserwuje moja kolezanke, ktora probuje ulozyc
      sobie zycie z Kims, kto rozwiazal prawnie swoj zwiazek, zeby byc z nia.
      Przezywala rozwod, rozpad jego malzenstwa, obwiniajac siebie o to, choc
      naprawde kroki czynil On. Teraz maja do zlozenia rodzine,bo On dostal prawna
      opieke nad dzieckiem, Ona ma swoje dziecko - strach bierze sie wtedy,kiedy
      czlowiek musi przemyslec - w jaki sposob postawic ten nastepny krok. Poczekaj...
      • jonaszkowalski Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 15:45
        kroki i strach , zgoda
        ale nie decyzja , czy jesteśmy razem czy nie , bo
        i tu wymieniamy różne kombinacje usprawiedliwień :(

        wywal panne z roboty , na początek :D
        • muta1972 Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 15:49
          tu akurat masz trochę racji. ona w tej chwili boi się być razem. nie potrafię
          jej zwolnić. bardzo mi na niej zależy.
          • jonaszkowalski Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 15:58
            spoko :)
            nie wywalaj , na razie :)
            co ty , tu robisz przy tym blaszaku jeszcze , cooooooooo
            działaj , jest niedziela , czas rozrywek . leć do panny jak ci zależy
            wyciągnij ją na browar , trochę pośpiewacie razem na karaoke .
            bez paniki , bez naciskania . nacieszcze się trochę sobą .
            na życie przyjdzie czas jeszcze w razie czego :)
            luzik , więcej luzu . może jeszcze są jakieś szanse .
            a teraz do ataku , wyłącz kompa i w drogę .
            cóż , czasami trza zawalczyć , a kto obiecywał że będzie łatwo lekko i
            przyjemnie :D

            no , trzym się i działaj , nie siedz , nie becz - działaj
            pozdro
            • muta1972 Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 16:07
              ten blaszak niestety chwilowo trzyma mnie przy w miarę zdrowych zmysłach. gdyby
              tylko to było takie proste. ona nie chce. ale widzę, że jesteś specjalistą od
              podrywu, co proponujesz w takiej sytuacji? :-)
              • jonaszkowalski Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 16:20
                hihi , ale pękasz
                no , proponuje płaszcz , który wisi obok - to takie jajcarstwo z misia :)
                jak się poddajesz i akceptujesz jej warunki kapitulacji to niestety
                mam taką propozycję ,żebyś zastanowił się nad tym , czego ty chcesz .
                a jak ci wyjdzie że panny , o to już by było coś :)
                to atakuj na całego i nie sluchaj ujków dobra rada , bo sam wiesz wszystko
                najlepiej
        • jula09 Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 15:54
          Może podświadomie czułeś ze dziewczyna ma problemy z psychika i dlatego
          opóźniałeś decyzję z odejściem od żony.Poza tym dorosła kobieta nie ma partnera
          to też o czymś świadczy. Miłość miłością ale trzeba patrzeć w co się wchodzi.
          • jonaszkowalski Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 16:00
            no , to ja ci współczuje :)
          • muta1972 Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 16:02
            problemy z psychiką to ma na pewno. dałem jej i żonie popalić. myślisz, że tu
            może działać podświadomość?
            • jonaszkowalski Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 16:25
              i na koniec , bo znikam już :)
              daj sobie spokuj z guslami typu nadświadomość , podświadomość , złaświadomość ,
              a już szczególnie z czyjąś świadomością , pod , nad , za , zza .
              liczy się treaźniejszość , a przyszłość raczej nazywaj planami .
              to wiele upraszcza , a ty supłów masz już nadmiar , aż się przelewa .
              • muta1972 Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 16:27
                dzięki, narazie
    • maitrei Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 16:23
      Myślę, że oboje jesteście bardzo niedojrzali emocjonalnie, niestety. Gdy jest
      dobrze, gdy stabilizacja (w związku, w pracy, finansowa, emocjonalna) zaczyna
      uwierać – szukamy odskoczni, coś na kształt bilansu wieku średniego: mam to i
      owo, nie mam tego i owego, to może by to mieć? Z drugiej strony – jesteśmy
      tylko ludźmi, popełniamy błędy… Brak odpowiedzialności: za siebie, żonę,
      dzieci, to Twój główny problem. Nie potrafisz wziąć odpowiedzialności, do
      końca, za konsekwencje swoich wyborów. Moim zdaniem ta kobieta ma kogoś.
      Tłumaczenie, że się boi jakoś do mnie nie przemawia. Czy rozmawialiście o
      rozwodzie i Twoim powtórnym małżeństwie? Czy coś jej obiecywałeś? Jaka jest
      różnica wieku między Wami? Co na to wszystko żona? Nie chce wybaczyć czy Ty już
      jej nie chcesz?

      m
      • muta1972 Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 16:36
        Ona straciła nadzieję. Mówi o strasznej blokadzie, która ją paraliżuje. Od
        pewnego czasu zostawiłem ją, zacząłem unikać spotkań, bałem się swojego
        niezdecydowania. W lipcu zachorowałem, miałem poważny problem, zacząłem więc
        myśleć nad życiem i podjąłem decyzję. Wypaliłem tak nagle, w chwili kiedy ona
        straciła nadzieję i zaczęła dochodzić do siebie. Może powinienem jej dać spokój?
        Tylko nie potrafię. To wszystko nie zostało przygotowane.
        Nie było rozmowy o rozwodzie, przynajmniej ostatnio.
        Obiecywałem, oczywiście wiele razy. I wiele razy rozwiewałem nadzieje. Wstyd mi.
        Wiek - ja 33, ona 22.
        Żona - już nie chce i ja też. Chociaż jest dla mnie wyjątkowo dobra.
        • maitrei Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 16:43
          Wybacz, ale jej tłumaczenia o blokadzie nie trafiają do mnie. Odszedłeś od
          żony, jesteś zdecydowany na budowanie z nią nowego związku, a ona ma blokadę?
          Wg mnie dzieli Was bardzo duża różnica wieku, co nie jest bez znaczenia! To
          jest bardzo ważne. Jeśli moge zapytać - co to za choroba ta z lipca? Czy już
          jest wszystko OK? Jak ona zareagowała na te chorobę?
          Czy jesteś pewien, że Twoje uczucia (i jej) to jest fundament, na którym
          jesteście w stanie cokolwiek zbudować? Pomyślałeś o tym, co będzie, gdy za lat
          4-5 a może więcej znowu poznasz np. w pracy pewną młodą, fascynującą osobe?
          Czym owa 22-latka Cię ujęła, zafascynowała? Czy ona była powodem rozpadu
          małżeństwa, czy tylko ów rozpad przyspieszyła? Czy Twoje małżeństwo od początku
          było udane?

          m
          • muta1972 Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 17:05
            Naszczęście tylko nietypowe zapalenie płuc - ale przez chwilę diagnozowano raka.
            Jest już dobrze. Reakcja - oczywiście przejęła się, ale nie tak jak zwykle,
            kiedy coś dzieje się źle. Czułem, że coś nie tak. Kilka dni przed chorobą odbyła
            ze mną rozmowę i powiedziała, że już dalej nie może. Generalnie, znacznie
            rzadziej się ze mną komunikuje prywatnie.
            Moje uczucia są bardzo silne. Po prostu wymiękam, nie jem, mam ataki depresji,
            rozklejam się, nie poznaję siebie.
            Oczywiście jest bardzo piękna, zgrabna. Ale tu chodzi o to: powaliło mnie jak
            pracuję, jak się angażuje we wszystko, uśmiech, serdeczność, delikatność,
            spojrzenie. Doskonale się rozumiemy. Lubimy pracować razem.
            Sądzę że przyspieszyła ten rozpad. Nie było miłości. Oczywiście tak jak wiele
            małżeństw moglibyśmy dotrwać do końca ale... wiadomo.
            Małżeństwo z konieczności, po krótkiej znajomości, oczywiście wtedy byłem
            zakochany, no... może zauroczony, ale to było na zasadzie obowiązku. uciekłem w
            pracę.
        • witch-witch Re: muta...ta dziewczyna ma rację... 28.08.05, 16:52

          Tu chyba nie o nadzieję chodzi. Ona ma dopiero 22 lata a ty masz 33, to spora
          różnica. Ty przeżywasz kryzys trzydziestolatka a ona dopiero rozpoczyna życie!
          Facet ty się weź i obudź się. Ona ma słuszne racje i obawy czy aby dobrze robi
          wiąząc się z tobą. Ty masz dzieci, którymi i ja na poczekaniu obciążysz i moze
          za jakioś czas bedziecie chcieli mieć kolejne....
          Ona słusznie sie zastanawia i w końcu przyszła baba po rozum na koniec,że się z
          Tobą nie chce wiażac. Co ty masz jej do dania? Balast życiowy?

          Ona nie dawno, a moze jeszcze ciągle u mamusi mieszka, a ty ładujesz się takiej
          młodej kobiecie w życie?
          Ona jest za młoda dla ciebie. Zostaw ją w spokoju i pozwól znaleść partnera dla
          niej odpowiedniego wiekowo.Z którym bedzie miała normalny dom a nie z tobą ty
          jesteś za stary i obciążony obowiązkami! WEŻ SIĘ OBUDŹ! I wyjdź z marzeń.
          naprawdę żal Twojej zony i dzieci, bo ty jesteś rzeczywiście kolejny przypadek
          na kozetkę u psychologa. Ty uciekasz od rzeczywistości, ona ci tego nie powie co
          ja ale ja ci powiedziałam w czym problem.


          __________
          • muta1972 Re: muta...ta dziewczyna ma rację... 28.08.05, 17:17
            a co z miłością? są na to jakieś preparaty?
            • witch-witch Re: muta...ta dziewczyna ma rację... 28.08.05, 18:12
              muta1972 napisał:

              > a co z miłością? są na to jakieś preparaty?
              • jula09 Re: muta...ta dziewczyna ma rację... 28.08.05, 18:29
                Dlaczego jesteś taka znerwicowana witch-witch.
                Rzucił Cię facet?
                Autor pzadaje pytanie, nie musisz go obrażać nawet jeśli jesteś na forum
                psychiologia o ktorym mam od dawna swoje zdanie.
                • vlad-srollovnik jest to najlepsze forum 28.08.05, 18:53
                • witch-witch Re: jula ty ze mną nie zaczynaj bo w czapę zaraz 28.08.05, 20:14

                  dostaniesz aż się dupskiem nakryjesz!
                  __________
    • muta1972 może powinienem jej dać spokój 28.08.05, 16:47
      Może powinienem jej dać spokój? Nie walczyć, pozwolić ułożyć sobie życie. Tylko,
      że jest moim pracownikiem, najlepszym, oddanym. Nie potrafię jej zwolnić -
      kocham ją. Jednak obawiam się, że zwariuję w takim układzie jak teraz. Nie
      potrafię pracować. Myślałem już nawet o tym, żeby sam odejść z własnej firmy...
      • maitrei Re: może powinienem jej dać spokój 28.08.05, 16:51
        Powiedz, czy kiedykolwiek wcześniej zdarzyło Ci się tak mocno zakochać? Czy
        odpowiedziałeś sobie na pytanie, dlaczego ona Cię tak fascynuje? Czy
        dostrzegasz w niej również wady? Miłość to pragnąć dobra drugiej osoby. Jeśli
        ona wyraźnie daje, da ci do zrozumienia, że nie planuje z Tobą przyszłości -
        daj jej spokój. Ja nie wahałabym się jej zwolnić...
        • muta1972 Re: może powinienem jej dać spokój 28.08.05, 17:14
          nigdy tak mocno się nie zakochałem. wcześniej kończyło się na zauroczeniu.
          na początku była bez wad, teraz może coś zauważam, ale bardzo mało.
          nie robi tego wyraźnie, mówi, że nie wie jak będzie. że może czas coś zmieni.
          nadal jest dla mnie bardzo miła, ale inna.

          nawet jeżeli ta praca, którą uwielbia to niewiele co jej zostało? boję się jej
          tego odebrać.
    • ja-ninka Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 17:14
      Cześć Muta1972, jesteśmy prawie rówieśnikami, przeczytałam uważnie to, co
      napisałeś o swojej sytuacji.
      Dziwi mnie łatwość z jaką niektórzy moi przedmówcy nazywali twoją dziewczynę
      np "psychopatką" (bo próbowała popełnić samobójstwo). Podobnie, kategoryczne
      zarzucanie dziewczynie, że bawiła się a teraz nie umie podjąć odpowiedzialności
      wydaje mi się nieuzasadnione. Nie wiemy, co ona czuje. Wiemy za to,że ma
      zaledwie 22 lata, to naprawdę nie jest dużo jak na sytuacje, której musi
      obecnie sprostać.
      Kiedyś niefortunnie zaangażowałam się w relacje z żonatym facetem ( i
      bynajmniej nie byłam jego kochanką), więc myślę, że jest spore
      prawdopodobieństwo, że ona ma wyrzuty sumienia, że dręczą ją mysli o twojej
      żonie i dzieciach. Owszem, ktoś powie - to dlaczego weszła w taką relację?,
      ale jak to sie mówie serce nie sługa i pewnie dawniej też nie było jej łatwo.
      Ale twoje odejście od żony, skądinąd chyba lepsze niż to, co nazywasz czasem
      idiotycznego godzenia jednego z drugim (czyli małżeństwa i relacji z
      dziewczyną), mogło nasilić w niej poczucie, że rozbiła rodzinę i spowodować
      ową "blokadę" o której ona mówi.
      Mówię to troche w oparciu o własne przezycia, bo ja rodziny żadnej nie rozbiłam
      i w porę się wycofałam z relacji niezgodnej z moimi zasadami, ale pamiętam swój
      tok myślenia z tamtego czasu. Znając i lubiąc Twoje dzieci, tym bardziej może
      czuć się rozdarta.
      Nadzieja, zawsze jest. Nie mam żadnych "super" rad dla Ciebie, bo one
      sięnasuwaja tym szybciej, im mniej ktoś zna życie i złożoność takich sytuacji.
      Ale powiem Ci jedno,moim zdaniem jej obecne zachowanie wcale nie musi być
      zaprzeczeniem prawdziwości jej uczuć wobec Ciebie. Może jakimś wyjściem jest,
      byś jej opisał tak jak nam swoje rozdarcie. Może wtedy ona w spokoju, zdoła
      jakośnazwac to, co przeżywa i określić skąd się bierze ta "blokada". Ma tylko
      22 lata. Dziesięć lat temu, ty tez wiedziałeś o życiu znacznie mniej niż
      teraz. Trzymam kciuki, żeby Wam się udało to jakoś wspólnie poukładać. A tak
      spontanicznie to nasuwa mi się jeszcze sprawa ewentualnej presji, jakichś
      bliskich osób z otoczenia dziewczyny (np. jej rodziny, ew. współpracowników -
      dopóki nie wykonywałes żadnych konkretnych manewrów, być może na plotkach się
      ńczyło. Kiedy wyprowadziłeś się niewykluczone, że mogą do dziewczyny docierać
      uwagi czyniące z niej główna odpowiedzialną za zaistaniałą sytuacje (stereotypy
      są dość silne). To też może tłumaczyć fakt, że "robiła wszystko, aby
      zapomnieć".
      • muta1972 Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 17:27
        Dziękuję, to bardzo mądra odpowiedź. Dużo osób potraktowało to w kategorii
        przygody seksualnej młodej panny. A to było po prostu piekło dla niej. 3 lata,
        przez które wszyscy na około wiedzieli ale udawali, że nic się nic się nie
        dzieje. Myślę, że sytuacja kochanki jest najgorsza w takim układzie.
        Odszedłem od żony dzisiaj, już nie mogłem...
        • vlad-srollovnik Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 17:34
          ja Ci życze powodzenia i nie będe oczerniał tej kobiety. Pewnie tak czy inaczej
          odszedłbyś, tylko dłużej tkwiłbyś w niezdrowym układzie
        • ja-ninka Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 17:50
          Wiesz Muta, jedna moich przyjaciółek jest porzuconą żona z dwójką dzieci, więc
          znam dość dokładnie sytuacje także i od tej strony i pamiętam, że zarówno w tym
          najgorszym okresie, po odejściu męża, a także nawet teraz po latach,
          przyjaciółka wini bardziej za to, co się stało "kochankę", niż własnego
          partnera, który jej ślubował wierność. Dlatego, podpisuję się pod twoim
          stwierdzeniem o obciążeniu jakiego doświadcza "kochanka". Kto jest bez winy
          niech pierwszy rzuci kamień...I podkreślam jeszcze raz, że nie jestem i nie
          byłam kochanką, więc nie ma tu mowy o wygłąszaniu jakichś tez,aby ulżyć
          własnemu sumieniu.
          Jest to bardzo trudna sytuacja, tym bardziej że w ciągu tych 3 lat mogła
          odsuwać od siebie myślenie, co będzie dalej... ( nie tylko
          bohaterka "Przeminęło z wiatrem" stosuje strategie "pomyśle o tym jutro...").
          Kiedy sytuacja nas przerasta, a sam nazwałes miniony czas "trzema latami
          cierpienia", człowiek może łatwo ulec takiej tendencji do przesuwania w czasie
          sformułowania, co ja własciwie zrobię, jak już druga strona podejmie jakieś
          konkretne kroki.
          Na swój prywatny użytek określam takie zachowanie troche smiesznie - "stanąć
          słupka" - kiedyś się uczyłam, że tak robi zając w chwili potwornego stresu,
          zamiera. Czasem człowiek też tak w aspekcie psychicznym "zamiera", nie potrafi
          podjąć żadnej decyzji. I czas tu będzie niezbędnym czynnkiem, który pomoże
          dziewcznie się okreslić w tej nowej sytuacji (czekać na coś, a doczekać się to
          zupełnie inne sytuacje, czasem jesteśmy zaszokowani własnymi reakcjami w takich
          syt.i rozbieżnością między wyobrażeniami nt. tego jak odbierzemy zaistaniłą
          wyczekiwaną sytuacje, a faktycznym samopoczuciem w tej chwili).
    • intela Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 19:14
      Moze w cierpieniu pomoze ci jak pomyslisz jak sie czuje twoja zona i dwojka
      dzieci? Prawdopodobnie podobnie jak ty tyle, ze powod cierpienia jest inny.
      A moze kazda wolna chwile spedzaj zajmujac sie dziecmi wtedy nie bedziesz mial
      czasu na myslenie o swoim cierpieniu. Wiem z wlasnego doswiadczenia. Jak sie
      nie ma czasu na cierpienie to sie mniej cierpi.
      • vlad-srollovnik Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 19:18
        Czytałaś? zona autora nie chce do niego wracac. po co chcesz w nim wqzbudzic
        wyrzuty sumienia, na których można zbudować "tylko domek z kart"
        • moc_ca Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 20:09
          vlad-srollovnik napisał:

          > Czytałaś? zona autora nie chce do niego wracac. po co chcesz w nim wqzbudzic
          > wyrzuty sumienia, na których można zbudować "tylko domek z kart"

          O tak, vladzie, czytając cały wątek zauważylam że większość zabierających głos
          w dyskusji próbuje wzbudzić poczucie winy u muty albo zmusic go do myślenia
          o powrocie do żony, dla dobra dzieci, w imię własnej wygody ... nie dociera do
          nich że ani muta ani jego żona nie chcą już być razem.
          Odejście muty jest krzywdą dla dzieci, traumą dla jego żony ale .. nie o tym
          muta chce rozmawiać, on zamknął tamten rozdział życia, przynajmniej tak sądzi
          i pozwólmy mu na to.
          Muto, Twoja historia jest jedną z trudniejszych na jakie kiedykolwiek patrzyłam
          ale myślę że musisz dać sobie trochę czasu na spojrzenie na nią nieco z dystansu
          Zamieszkaj sam, nie zmuszaj swojej dziewczyny do bycia z Tobą 'teraz i już',
          to nie jest dobre ani dla Ciebie ani dla niej ani dla Twoich dzieci.
          Oboje musicie okrzepnąć w nowych rolach i sytuacji życiowej. Pozwól jej pracować
          u siebie i opanuj zniecierpliwienie, złap się w garść i utwierdź w przekonaniu
          że jesteś w okresie kwarantanny. Nie będzie łatwo ale musiałeś wiedzieć że
          Twoja decyzja pociągnie za sobą wielkie, trudne do rozwiązania problemy.
          Staw im czoło. Nie zatrzaskuj żadnych furtek, zostaw sobie możliwość wyboru
          każdego rozwiązania. Powtórzę znany banał; CZAS - CZAS jest dla Ciebie ratunkiem
          Trzymaj się i pamiętaj o swoim zdrowiu.
          moc_ca
          • vlad-srollovnik Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 20:21
            tak Mocca, bo jeden od drugiego próbuje być mądrzejszy. tak łatwo oceniać przez
            pryzmat schematów, łatwo zwyzywać, dowalić. Oby sobie facet szczesliwie zycie
            ułozył, tyle
            • witch-witch Re: Ależ moje kurki, on sobie ułoży nie bójta sie 28.08.05, 20:23

              • vlad-srollovnik Re: Ależ moje kurki, on sobie ułoży nie bójta sie 28.08.05, 20:37
                a kto sie boi, ja mu tylko dobrze życze, a ludzie powinni szanowac cudze wybory
                • witch-witch Re: Ależ moje kurki, on sobie ułoży nie bójta sie 28.08.05, 20:43
                  vlad-srollovnik napisał:

                  > a kto sie boi, ja mu tylko dobrze życze, a ludzie powinni szanowac cudze wybory
                  >
                  • jonaszkowalski Re: Ależ moje kurki, on sobie ułoży nie bójta sie 28.08.05, 20:51
                    a co ty tak z tymi dziećmi , cooo
                    sam mam 2 chłopaków , to mi nie pisz głupot o odpowiedzialności i
                    inne tam takie oczywiste prawdy .
                    jak ma być facet ojcem jak sam jest dzieciakiem , który jeszcze nie wie co by
                    chciał , a może tak , albo tak
                    ojciec to powinien dobro od zła odróżniać , tak po mojemu
                    • witch-witch Re: Ależ moje kurki, on sobie ułoży nie bójta sie 28.08.05, 20:54

                      Ależ szlachetny jonasz, mam podobne zaptrywania....
                      __________
                      • jonaszkowalski Re: Ależ moje kurki, on sobie ułoży nie bójta sie 28.08.05, 21:03
                        no nie , krzyżował gościa nie bende , pogubił się
                        nie on pierwszy i nie ostatni , a ty tylko , dzieci ,żona
                        dobry wariant , jasne że tak
                        ale spróbuj to powiedzieć żonie , a i gość za bardzo sie nie pali
                        dzieci mają ojca i matke , a że nie są razem
                        to nie znaczy że to złe rodzice
                  • moc_ca Re: Ależ moje kurki, on sobie ułoży nie bójta sie 28.08.05, 21:04
                    witch-witch napisała:
                    /.../

                    na miłość Boską, witch ... naprawdę myślisz że muta gwiżdże sobie na swoje
                    porzucone dzieci i założywszy nogę na nogę spokojnie popija kawusię przepalając
                    papieroskiem, siedzi na kanapie i pstryka pilotem od telewizora?????
                    To się stało, witch, STAŁO się źle ale sytuacja już się nie da odwrócić,
                    dlaczego usilnie chcesz go ukarać słowami, dokopać mu jeszcze bardziej?????
                    Z postów wynika że to niegłupi facet, więc sądzisz że nie wie co zrobił????
                    Ja rozumiem że solidarność jajników nakazuje nam przywalić leżącemu facetowi
                    ale zobacz w mucie człowieka, ja go widzę. I choć współczuję serdecznie jego
                    żonie, rozklejają mnie jego, zapewne, tęskniące dzieci to widzę całą
                    beznadziejność sytuacji w jaką wpakował się, widzę jak miota się bezsilnie...
                    Witch, to muta prosi o pomoc, o rozmowę ...

                    Wiem że zrozumiesz moje słowa, wiem bo Cię czytam i znam.
                    Twoja kurka :)
                    • witch-witch Re: kochana moc_co .... 28.08.05, 21:31

                      Ja Cię też czytam i bardzo cię lubię:))) jednak w osobie autora postu mamy
                      jedynie do wiadomości to co nam sam o sobie napisał. A mimo to całe jego
                      zachowanie bardzo mi się nie podoba. Nie mówię, że ma wracać do żony, bo nie
                      wiadomo czy ta żona kiedykolwiek go jeszcze przyjmie do siebie, po tym co
                      zrobił. Jednak jego dzieci zasłużyły sobie na lepszy los. A tak będą jeszcze
                      jednymi ludźmi z rozbitego domu....Od swoich dzieci człowiek się nie rozwodzi.
                      A dla nich rozwód rodziców to ogromna tragedia, którą napewno ciężko przeżyją. O
                      czym autor wątku jakgdyby w ogóle nie myśli, zjęty rozprawą na temat kochanki...
                      __________
                      • moc_ca Re: kochana moc_co .... 28.08.05, 21:46
                        witch-witch napisała:

                        >
                        > Ja Cię też czytam i bardzo cię lubię:))) jednak w osobie autora postu mamy
                        > jedynie do wiadomości to co nam sam o sobie napisał. A mimo to całe jego
                        > zachowanie bardzo mi się nie podoba. Nie mówię, że ma wracać do żony, bo nie
                        > wiadomo czy ta żona kiedykolwiek go jeszcze przyjmie do siebie, po tym co
                        > zrobił. Jednak jego dzieci zasłużyły sobie na lepszy los. A tak będą jeszcze
                        > jednymi ludźmi z rozbitego domu....Od swoich dzieci człowiek się nie
                        rozwodzi.
                        > A dla nich rozwód rodziców to ogromna tragedia, którą napewno ciężko
                        przeżyją.
                        > O
                        > czym autor wątku jakgdyby w ogóle nie myśli, zjęty rozprawą na temat
                        kochanki..
                        > .
                        > __________


                        Myśli, ... myśli o dzieciach jestem tego pewna, ale powrót do ich matki (dla
                        ich dobra) jest już niemożliwy. Ona tego nie chce i on. Ich rozejście będzie
                        traumą od której byc może dzieci nigdy się nie uwolnią ale ... MUTA NIE KOCHA
                        ich matki a ICH MATKA nie jest rzeczą którą można porzucić a jak się zechce to
                        znowu używać!!!
                        Należy myśleć co zrobić W TEJ sytuacji która właśnie TRWA, jak złagodzić złe
                        doznania których odbiorcą są dzieci lecz jeszcze nie teraz bowiem muta nie jest
                        w stanie skoncentrowac się na tym problemie. Na szczęście dzieci mają matkę,
                        i mam nadzieję, ona ochroni je w tym najgorszym okresie. Wierzę że kiedy muta
                        ochłonie zrobi wszystko żeby jego dzieci czuły że ich ojciec zawsze je kochał
                        i kocha nadal, że to tylko ich rodzicom nie udało się wspólnie żyć ale ta
                        oczywistość nie oznacza braku miłości dla nich.
                        • vlad-srollovnik Re: kochana moc_co .... 28.08.05, 21:50
                          dokładanie tak
                      • vlad-srollovnik Wisia, Ty mieszkajac w Szwecji powinnaś wiedziec 28.08.05, 21:49
                        że tak nie jest. Tam jest więcej szcześliwych dzieci z "rozbitych" domów niż w
                        Polsce z utrzymywanych na siłe
                        • bylam_zakochana Re: Wisia, Ty mieszkajac w Szwecji powinnaś wiedz 28.08.05, 21:56
                          vlad-srollovnik napisał:

                          > że tak nie jest. Tam jest więcej szcześliwych dzieci z "rozbitych" domów niż
                          w
                          > Polsce z utrzymywanych na siłe

                          tak, to prawda
                          • heal Re: Wisia, Ty mieszkajac w Szwecji powinnaś wiedz 29.08.05, 12:32
                            Największym nieszczęściem dla dziecka jest patrzeć na nieszczęście swoich
                            rodziców, którzy nienawidzą się i na siłę w imię czegoś są ze sobą.
                            Może w końcu ktoś nauczy się czegoś na czyimś nieszczęściu.
                        • witch-witch Re: Vlado zrozum...:))) 28.08.05, 22:07
                          vlad-srollovnik napisał:

                          > że tak nie jest. Tam jest więcej szcześliwych dzieci z "rozbitych" domów niż w
                          > Polsce z utrzymywanych na siłe
                          • vlad-srollovnik Re: Vlado zrozum...:))) 28.08.05, 22:10
                            ale Wisia, lepiej jak rodzice rozejda sie w pokoju niż dzieci maja patrzec na
                            wzajemna niecheć
                            • witch-witch Re: Vlado zrozum...:))) 28.08.05, 22:13
                              vlad-srollovnik napisał:

                              > ale Wisia, lepiej jak rodzice rozejda sie w pokoju niż dzieci maja patrzec na
                              > wzajemna niecheć
                              • vlad-srollovnik Re: Vlado zrozum...:))) 28.08.05, 22:16
                                czsem tak, ale uwierz wszystko zależy od tego, na jakim poziomie są ludzie. jak
                                są z klasą to po rozprawie decydującej idą na kawe i myśla jak wytłumaczyć
                                dziecku, żeby zrozumiało i nie obwiniało żadneo z nich
                                • witch-witch Re: Vlado zrozum...:))) 28.08.05, 22:40
                                  vlad-srollovnik napisał:

                                  > czsem tak, ale uwierz wszystko zależy od tego, na jakim poziomie są ludzie. jak
                                  >
                                  > są z klasą to po rozprawie decydującej idą na kawe i myśla jak wytłumaczyć
                                  > dziecku, żeby zrozumiało i nie obwiniało żadneo z nich

                                  ..........................
                                  Nie ma ludzi na poziomie... tu nie chodzi o kawę i sposób w jaki ludzie ze sobą
                                  rozmawiają, tylko na ile są dojrzali aby móc poswiecic sie dla dobra swoich
                                  dzieci. I przestac być egoistycznie nastawionym do życia...
                                  • vlad-srollovnik Re: Vlado zrozum...:))) 28.08.05, 22:45
                                    Wisia zrozum, że dziecko nie jest debilem. Pisałaś, że jak nie chciała przez 30
                                    lat to znaczy ze w ogóle nie chce. To nie prawda
                • jonaszkowalski Re: Ależ moje kurki, on sobie ułoży nie bójta sie 28.08.05, 20:56
                  ja też facetowi dobrze życze :)

    • bylam_zakochana Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 28.08.05, 21:13
      Jak w niku tez bylam zakochana i strasznie bolalo. Mozna wyc z bolu, mozna
      robic zupenie nielogiczne rzeczy, niespelna rozumu. Tylko ten tego nie rozumie
      kto tego nie przezyl.
      Ja bym powiedziala ze niespelna rozumu to sa wypowiedzi niektorych tu osob.
      Zauwazcie: pisze ktos o panienki niedojrzalosci. Rany boskie, toz dziewczyna ma
      22 lata, a trzy lata temu miala 19. Jak nie ma sie bac odpowiedzialnosci, jak
      nie ma sie wachac zwiazac sie z facetem 11 lat starszym z dziecmi. Wziac
      odpowiedzilanosc za kogos dzieci? I nie gadajcie bzdur ze wczesniej nie mysla.
      To bzdura. To bylo dziecko jeszcze a facet szef ja poderwal.
      Nastepna wypowiedz niespelna rozumu abys ja przeniosl (jako szef) albo nawet
      wyrzucil z pracy. Moim zdaniem to juz raz zachowales sie nieodpowiednio jako
      szef, podrywales mlodziutka dziewczyne. Wystarczajaco niemoralne zachowanie. A
      jeszcze gorsze by bylo gdybys nadal wykorzystywal swoja sytuacje i sie mscil.
      Krzywdzil ja za to co sam nabroiles.
      Nastepne bzdury, wracac do zony. A czy zona to jakies bezwolne zwierze co
      siedzi tylko i czeka aby zblakana owieczka wrocila? Durne katolicke zaklamanie
      po prostu ze kobieta Matka Polka ma czekac co by sie nie stalo. Kobieta ma
      takze swoje zycie. Wbijcie to sobie ludzie do glowy. Kobieta to tez czlowiek
      ktory mysli, czuje. Ze malzenstwo nie funkcjonuje jest obydwoch wina a nie
      tylko jednej strony.
      Tobie muta moge dac jedna tylko rade. Mieszkales wiele lat z zona, z dziecmi.
      Najodpowiedniejszym rozwiazaniem dla Ciebie to mieszkac pewien czas sam.
      Spotykac sie z dziewczyna (jesli ona tego chce) ale nie zrzucac na nia
      odpowiedzialnosc, nie probowac zrzucac na nia roli zony, opiekunki Twoich
      dzieci czy podobne. Najpierw zbuduj swoje zycie sam, musisz myslec o dzieciach,
      regularnych spotkaniach aby czuly sie bezpieczne, sam z nimi. Potem powoli
      mozesz zaczac myslec o wspolnym zyciu z inna kobieta. Nie spiesz sie, zdazysz.
      Spieszac sie popelnisz nastepna pomylke.
      Powodzenia Ci zycze
      • witch-witch Re: Brawo! To jest odpowiedź! 28.08.05, 21:23

        Czysta klasyka:)))
        __________
        • heal Re: Brawo! To jest odpowiedź! 29.08.05, 12:29
          Takie proste, a tylu tutaj jest ślepców.
      • heal Wiele osób tak szybko oceniło tą dziewczynę,niezna 29.08.05, 12:28
        jąc jej stanowiska. A, jak wiemy, prawdę nawet sam winowajca potrafi ukryć przed
        sobą.
        Gdyby on był wobec niej uczciwy, to na pewno nie bałaby się teraz.
        Ten kto prawdziwie i bardzo mocno nie kochał nie wie, czym są zranione uczucia.
        Podpisuję się pod tym, co napisała Byłam zakochana, bo lepiej nie potrafiłabym
        odpisać na ten wątek!!!!!
        Lepiej nic nie pisać, niż ocenić kogoś pochopnie na podstawie słów zawiedzionej
        osoby, która nawet nie chce zobaczyć małej swojej winy w tym wszystkim.
        Jeśli byłby w porządku wobec niej, to ona bez wahania rzuciłaby się jemu w ramiona.
        Miłość nie musi wszytkiego wybaczyć!
        Popieram słowa mojej poprzedniczki, abyśmy skończyli z Matkami Polkami. Takie
        same skazują się na nieszczęście, bo jak widzimy, ten któremu poświęcają swoje
        życie nie chce docenić tego. Muszą one myśleć o sobie, aby nie obudziły się z
        ręką w nocniku.

        • maggdusia Oby żona też Cię w dupe kopnęła 29.08.05, 12:35
          Kawał sukinsyna z Ciebie. Najpierw się odchodzi od żony jak jest niefajnie, a
          potem szuka nowego związku, a nie zdradza.
          • vcxz11 Re: Oby żona też Cię w dupe kopnęła 29.08.05, 12:58
            teoretycznie tak powinno być, jest to egoizm i strach, ale świat nie jest i
            nigdy nie był idealny. niektórzy dojrzewają do pewnych decyzji z czasem,
            człowiek powinien mieć szanse, nawet jak zbłądził.

            być może ta kobieta nie będzie już chciała być z nim, bo w życiu różnie bywa,
            jednak jestem za tym, żeby ten facet był szczęsliwy czy z nią czy bez niej,
            wyzwiska nic tu nie pomogą
    • blue_as_can_be Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 29.08.05, 13:29
      Muta, wspolczuje Ci bardzo. z zakochaniem niestety jak z ospa - we wczesnej
      mlodosci przechodzi sie bez sladow, ale po trzydzietce to juz nie przelewki.
      jestem pewna, ze w tej sytuacji kontynuacja malzenstwa nie wchodzila w gre,
      mysle, ze podjales sluszna decyzje.

      ale... z dziewczyna to masz pecha. w zadna blokade nie wierze. raczej uwazam,
      ze w tak mlodym wieku ludzie nie sa gotowi angazowac sie w powazne zwiazki i to
      jest naturalne. zakochala sie w Tobie, ale perspektywa zwiazku ja przerosla,
      tak samo jak przerasta ja poczucie winy, ktore napewno ma wobec Ciebie.

      najlepiej nie naciskaj, nie przekonuj - to bezcelowe i tylko pogorszy sprawe.
      daj jej czas, okazuj cierpliwosc i zaangazowanie, ale tez i szacunek dla jej
      wyborow. jesli to nie poskutkuje (znaczy jesli sama nie podejmie decyzji) nic
      innego nie pomoze. moze jeszcze sie uda. a jesli nie - bedziesz musial z tym
      zyc. nie obwiniaj sie - niczego nie schrzaniles, prawdopodobnie nic tu nie
      moglo sie potoczyc inaczej. pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki.
    • daniel_9 Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 29.08.05, 18:01
      wracaj do żony! Nie żeni się jak się ma wątpliwości! Miałeś "odwage" zrobic jej
      dzieci to teraz miej odwage je wychować i zapewnić im jak najlepszy byt!
    • podobny1 Przeżylem niemal to samo i... 29.08.05, 18:43
      Wiem co czujesz; wiem jak ciężko jest się zebrać żeby cokolwiek zrobić; jak
      trudno zmusić swoją glowę, aby myślala o czymś innym; jak straszne potrafią być
      wyrzuty sumienia; jak strasznie może spaść poziom samooceny i jak strasznie
      można siebie znienawidzieć.

      Ale....

      Wiem też, że z tego można wyjść; odnaleźć równowagę ducha i radość życia.
      Relax:) Trzeba się tylko rozluźnić; otworzyć swoją glowę; wypieprzyć z niej
      stereotypy; wpuścic do niej kilka prawd, które pozwolą ponownie zaakceptować
      siebie; zrobić uczciwy rachunek sumienia i wymyśleć plan na resztę swojego
      życia tak, aby uniknąć takich historii w przyszlosci:)

      Zacznij od zrozumienia mechanizmu popędu seksualnego i milości.
      Wtedy zrozumiesz, że to co się stalo nie jest niczym niezwyklym. Prawie wszyscy
      faceci i wiekszosc kobiet przynajmniej raz w zyciu przechodzi na różnych
      poziomach natężenia emocjonalnego przez to samo. Dlaczego?
      Poniewaz czlowiek z natury nie jest istota monogamiczną. DO monogamiczności
      zmusza nas organizacja spoleczeństwa w którym żyjemy.
      Parę lat temu przy okazji odczytywania mapy genetycznej czlowieka odkryto
      hormon popędu plciowego (moze to nie hormon a jakas inna substancja-nie jestem
      specjalista w tej dziedzinie). Co najciekawsze-na poczatku zwiazku hormon ten
      jest produkowany na maksa (stan zakochania), po roku jego produkcja zmniejsza
      sie o polowe a po dwoch latach produkcja ustaje (u kobiet troche pozniej) i...
      nasza partnerka czy partner przestaje nas seksualnie krecic i nie ma na to
      rady.
      Przepytaj swoich kolegow i kolezanki, z ktorymi masz glebszy kontakt a ktorzy
      sa w zwiazku dluzej niz np 5 lat czy ich partner(ka) ich jeszcze podnieca.
      U ciebie bylo to samo-zona przestala cie podniecac. Ty ją też. Ona
      skoncentrowala sie na domu i dzieciach, Ty na pracy. Pojawila sie w twojej
      okolicy nowa babeczka, cos między wami zaiskrzylo i...polecialo. Literatura
      jest pelna tego typu historii.
      Dlaczego wiec istnieją pary, ktore wytrzymują ze sobą a niektóre są nawet sobie
      wierne przez cale zycie?
      Poniewaz jeśli obie osoby są do siebie psychicznie dopasowane to w miejsce
      hormonu zakochania zaczyna się produkcja hormonu milości-potrzeby spokoju i
      bezpieczeństwa (chyba to sie nazywa endorfina), ktory powoduje, że brak
      podniecenia i zaspokojenia seksualnego nie jest tak dotkliwy
      Jeśli warunek dopasowania jest spelniony to potrzeba stabilizacji i
      bezpieczeństwa wygrywa, chociaż nigdy do końca i zawsze tęskni się za
      namiętnością, tak jak byly palacz, alkoholik czy narkoman teskni za uzywką.
      Nasza uczuciowość ma podloże chemiczne, sterowane przez hormon zakochania (2
      pierwsze lata) i hormon milości.
      Każdy z nas jest inny i na inne poziomy hormonalnej produkcji się wzbija,
      dlatego przestan sie katowac myslą, że ty jestes ten be, a wszyscy dookola są
      cacy. To nieprawda.

      Wytnij ze swojej glowy bzdury o magicznosci tego co się między tobą a mlódką
      wydarzylo:)
      Tam nie bylo, zadnej magii tylko naturalna i nieunikniona kolej rzeczy.
      Parę lat po ślubie, dzieci. Zona wkręcona w macierzyństwo, przestaje o siebie
      dbac, wiecznie zmęczona z coraz mniejszym apetytem na sex. Ty nie kumasz o co
      chodzi. Chcesz pomoc ale nie wiesz jak. Probujesz ją jakoś rozkręcić, ale coś
      nie idzie. Ona uważa jest jest super i nic by nie zmieniala...no moze auto, dom
      i sukienkę:) Ty sflustrowany i niezaspokojony. Niby skoncentrowany na pracy ale
      nie ma to odbicia w jej efektywnosci.
      Nagle pojawia sie ona. Śliczna, mloda ponetna ONA. Uwaznie slucha co do niej
      mowisz. Smieje sie z twoich zartow(zone juz dawno one nie bawia:), docenia
      twoje umiejetnosci(żona przeszla nad nimi do porzadku dziennego). Zawiazuje sie
      między wami więź, która narasta każdego dnia i....juz.
      Prawie żaden facet będący w takiej sytuacji nie postąpilby inaczej niz Ty.
      Tylko pamietaj tez o tym, że gdyby na jej miejsce przyjeto inna 20-25letnia
      babeczke w twoim typie i podobnym poziomie inteligencji i charakterze, ktora
      rowniez kreciliby dojrzali faceci to sytuacja rozwinela by się dokladnie tak
      samo! Nie ma wiec zadnej magii, niepowtarzalnosci uczucia itp.
      Gdyby ja przyjeto do innej pracy i spotkalaby innego 30to letniego kolesia to
      tez by sie w nim zakochala.
      Byles zajebiscie narazony na tę sytuację. Pech lub szczęście chcialo, ze tobie
      sie przydarzyla.
      Nie wiedziales o tym jak to jest. Tego w szkole nie uczą. też ci nikt o tym nie
      powie bo u nas panuje totalna hipokryzja.
      Ale teraz już wiesz:)

      Wybij sobie z glowy, że udaloby się wam (ty-mlodka) ulozyc trwaly i szczesliwy
      zwiazek.
      Pewnie znasz przyklady takich par w twoim otoczeniu, ktore sa szczesliwe i
      megapodjarane. Tez znam.
      Ale spytaj 10 lat starszych od ciebie znajomych o los takich par z czasow kiedy
      oni mieli 30lat.
      Spytaj czy ktorakolwiek z nich jeszcze istnieje. Rozni was dojrzalosc i
      zwiazane z nia potrzeby pozaseksualne. Namietnosc wygasnie i bedziesz mial
      poczucie, ze przerabiasz cos po raz drugi, ze wcale cie to nie kreci i nie chce
      ci sie udawac mlodzieniaszka:) A dla niej bedziesz zrodlem ciaglych ograniczen,
      nie znajdzie w tobie partnera do robienia rzeczy ktore robi sie w takim wieku,
      twoje zarty zaczna sie powtarzac a ona uzna, ze to jednak niebylo to.
      Nowa para np. 55lat facet i np 40letnia babka jest OK, niemal ta sama
      dojrzalosc. ale uklad 33-22 nie ma prawie szans.
      Odwroc sobie sytuacje. Masz 16lat, chodzisz do liceum. Uczy cie jakas 27letnia
      super-bomba-nauczycielka od czegos tam. Z niewiadomych przyczyn leci na ciebie.
      Macie romans. Ty sie wkrecasz na maksa i ona tez. Ona szaleje i rozstaje sie z
      mezem i chce abys sie z nia ozenil.`Jak myslisz -zrobilbys to?
      Dlatego odpóść sobie mlódkę. Teraz ona, nie chcąc się z tobą wiązać jest
      dojrzalsza od Ciebie. Nie dlatego, że jesteś do dupy i ze już cie nie kocha.
      Dlatego, ze wie, ze jeszcze na nią nie czas i zaakceptuj to.

      A teraz czas na rachunek sumienia:)
      Nie da się ukryć stary, że nieźle zjebales sprawe. Okazales sie
      nieodpowiedzialnym gó..arzem.
      Ale to już się stalo i już sie nie odstanie. Skoro nie da sie cofnąc czasu to
      przynajmniej można sprawe przemyśleć i dalej żyć nie popelniając tych samych
      bledow.
      Może zawsze już będziesz musial żyć z pietnem zlego uczynku na sumieniu. Ale
      tez i niewielu jest takich, ktorzy przechodzą przez życie czyści jak JPII.
      Swoją pokutę za slabosc już odprawileś. W koncu przez te 3 lata ty znosiles
      niewyobrazalne katorgi pszychiczne i walczyles o przetrwanie malzenstwa a nie o
      zaciagniecie mlodki do lóżka:) No i wygląda na to, ze wylądowales z ręką w
      nocniku:) ROdzina rozwalona a mlódka nie chce:)
      Chyba nie o to ci chodzilo co?

      Ale starczy już tej miażdżącej krytyki:) Zbierz się do kupy, przestań się
      mazgaić, uśmiechnij się i pomyśl co by tu dalej robic:)
      Roztrzygnij w sobie podstawowy dylemat: czy jestes facetem rodzinnym czy też
      nie. Czy swoje szczescie upatrujesz w rodzinie czy w spelnianiu swoich wlasnych
      zachcianek i przyjemnostek.
      Parę lat przeżyles w rodzinie wiec wiesz jak to jest. Ulóz sobie TOP10
      najfajniejszych i najgorszych momentow w malzenstwie
      Porownaj je, uloz chronologicznie i pomysl sobie tak: "a moze ta lista 10ciu
      najfajniejszych momentow nie jest jeszcze zamknieta. Moze minie rok i beda na
      niej powazne zmiany:)" Znajdz prawdziwe powody tych najgorszych momentow. A
      pozniej przyjrzyj sie tym powodom. Pewnie dostrzezesz jakie to bzdury:)
      A potem przelącz się na myslenie o drugiej rock and rollowej opcji: Co 4-5 lat
      nowa milosc, nowa babka, nowe dzieci, nowe klopoty a doba jak na zlosc nadal na
      tylko 24godziny. Trochę się będziesz musial napiąć, żeby na to wszystko
      zarobić:)

      Przemyśl siebie, odczytaj czego chcesz i wybierz.

      Ja mialem więcej szczęścia. Nadal jestem z mamą swojego dziecka:)
      Kocham ją bardzo i chciabym z nią być do końca swoich dni.
      Ale i moja historia trochę się od twojej różni i inaczej reagowalem w
      niektorych sytuacjach.
      Sam przerwa
    • podobny1 Przeżylem niemal to samo i...cd... 29.08.05, 18:46
      Przemyśl siebie, odczytaj czego chcesz i wybierz.

      Ja mialem więcej szczęścia. Nadal jestem z mamą swojego dziecka:)
      Kocham ją bardzo i chciabym z nią być do końca swoich dni.
      Ale i moja historia trochę się od twojej różni i inaczej reagowalem w
      niektorych sytuacjach.
      Sam przerwalem moj romans w warstwie seksualnej po kilku miesiacach trwania,
      totalnie wbrew swoim pragnieniom i chęciom.
      Nic to nie dalo. Mimo, ze wspolzylem tylko z jedna to kochalem dwie kobiety.
      Wiec wymyslilem sobie, ze przekonam je, ze to jest OK i ze bede z nimi dwoma:)
      Reszte mozesz sobie wyobrazic:)
      Minelo pare lat niezlej zawieruchy. Ja nadal jestem w tym samym związku. Moja
      mlódka nadal u mnie pracuje. Jest z innym facetem. Przyjaznimy sie i laczy nas
      nadal jakas wiez.
      Marzenie zostalo, ale zostalo przeniesione do przegrodki marzen, ktore jak sie
      spelnią to zajebiście a jak sie nie spelnią to też zajebiście:) Nic na sile i
      bardzo mi się ta sytuacja podoba:) Mowiąc szczerze nie zasluzylem na spelnienie
      sie takiego marzenia.
      Dzieki tym przezyciom bardzo poznalem i zrozumialem moja kobiete. Otworzylismy
      się, zaczęlismy rozmawiac. Zniknely tematy tabu i zrozumielismy jak rozną mamy
      naturę, jak bardzo inaczej postrzegamy swiat. Jak patrzac na to samo co innego
      widzimy. Jak bardzo inaczej rozumiemy te same slowa. Dostrzeglismy bzdurnosc
      powodow, ktore nas oddalaly. Nie żądaliśmy od siebie blagan o wybaczenie a sami
      przyznawalismy sie od glupot, ktore robilismy. Uczucie zaczelo sie odbudowywac,
      zaczelismy sie coraz wiecej kochac wszystko się ulozylo. Od roku bzykamy sie
      niemal codziennie jak nastolatki i sprawia nam to straszną frajdę. Jestem
      pewien, ze gdyby nie ta historia i jej przebieg to nasz związek by w pewnym
      momencie tak skostnial, ze pewnie rozstalibysmy sie z milosci albo bylibysmy
      dalej ze soba w imie wyzszych racji, sflustrowani, udajacy ze wszystko jest
      fajnie, zupelnie nie kumajac i czujac.
      Mysle, ze ty tez nie przestales kochac żony i ona ciebie. Na twoim miejscu
      zmienilbym prace, odcial sie od mlodki i cale swoje uczucia przelalbym na
      dzieci. Babek to chyba narazie i tak masz dosc:) I wtedy powoli po linii dzieci
      sprobowal krok po kroczku, nie zrazajac sie niepowodzeniami zaczac rozmawiac z
      zoną. Przyznac się do swoich glupot. Opowiedziec jej wiecej o sobie. Moze po
      jakims czasie zaskoczy, kto wie...
      Wiem, ze teraz wydaje ci sie to niemozliwe, ale napewno warto przynajmniej
      sprobowac. Najwyzej sie nie uda, ale nie bedziesz mial poczucia, ze zlales
      sprawe a niemal napewno duzo fajniej ulozysz sobie stosunki z byla zona. W
      koncu ona jest mama twoich dzieci, ktore kochasz i chcesz miec z nimi kontakt
      prawda?

      Oczywiscie moze to byc juz niemozliwe. Moze wiesz juz, ze nie jestescie do
      siebie dopasowani. Moze zona nie wytrzymala, zerwala więź i już cię nie kocha.
      Może sprawy zaszly za daleko i Twoja żona nie jest już zdolna do otworzenia się
      na ciebie. Zrozumienia i przyznania sie rowniez i do swoich bledow i nie bedzie
      w stanie wyzbyc sie poczucia krzywdy i upokorzenia.
      Wtedy to nie ma sensu. Ale sprobowac napewno nalezy. Przynajmniej tak pomyslec
      przez chwile. To nie kosztuje:)

      Pozdrawiam i trzymam kciuki:)

      • moc_ca Re: Przeżylem niemal to samo i...cd... 29.08.05, 19:45
        Zachwyciłeś mnie podobny! :)
        Przeczytałam Twoje słowa z zapartym tchem i otwartymi ustami .. , mam nadzieję
        że muta jeszcze tu zajrzy i przeczyta Twoje posty. Jesteś świetnym gościem,
        prawdziwym mężczyzną - cieszę się że TAKIE egzemplarze męskiego gatunku ciągle
        się jeszcze rodzą.
        Trzymaj się i .. POWODZENIA!:-)
        • podobny1 Re: Przeżylem niemal to samo i...cd... 30.08.05, 12:25
          Nigdy jeszcze nie dostalem takiego komplementu od kobiety!
          I to bezinteresownie:)
          Dzięki!!!!
          Pewnie gdybys mnie blizej poznala to bylabys bardziej powsciagliwa w wyrazaniu
          swoich zachwytow. W swoim poscie opisalem tylko jasną stronę historii i
          przyciąlem ją i podjaskrawilem. Byla tez ciemna strona:)
          Ale i tak dzięki. Milo sie coś takiego czyta chociaż się wie, że to nieprawda.
          Pokażę go mojej dziewczynie i mojej mlódce:). Moze wyzwoli to w Nich zdrową,
          tworcza i bardzo przyjemną dla mnie rywalizacje w wymyślaniu coraz to
          fajniejszych komplementów:) Byloby zajebiście:)

          Pozdrawiam:)
      • greenhills Re: Przeżylem niemal to samo i...cd... 29.08.05, 21:20
        Podobny- Twoja wypowiedz jest bardzo wartosciowa. Dawno nie czytalam tu czegos,
        co zrobiloby na mnie takie wrazenie i sklonilo do glebszych przemyslen. Madry
        facet z Ciebie.
        • podobny1 Re: Przeżylem niemal to samo i...cd... 30.08.05, 12:28
          Dzięki:) Może nie tyle mądry, co może nie cakiem do końca glupi:)

          Pozdrawiam.
      • witch-witch Re: Podobny, ty jesteś megawesoły i powinieneś 29.08.05, 22:45

        komiksy pisać albo zbadać jeszcze czy masz grawitację w mózgu:)))
        __________
        • podobny1 Re: Podobny, ty jesteś megawesoły i powinieneś 30.08.05, 12:31
          Dzięki! Niezly pomysl!!! Z komiksami moze byc ciężko ale takie badanie w wolnej
          chwili bym sobie chętnie przeprowadzil. Znasz jakieś koordynaty ośrodków
          przeprowadzającymi takie badania?:)

          pozdrawiam
    • alfia Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 29.08.05, 20:08
      Przeczytałam prawie cały wątek. Refleksja jest jedna: tylko chyba jedna czy
      dwie osoby naprawdę wsłuchały się co muta 1972 ma do powiedzenia, co
      powiedział, co naprawdę czuje ten człowiek> Przykro mi to mówić ale większość z
      Was nie powiedziało nic, co temu człowiekowi mogłoby pomóc. Zobaczyliście
      zwykły stereotym facet-szef i młódka czyli resztę bardzo łatwo dopowiedzieć,
      właściwie wszystko wiadomo prawda?? Dlaczego mówicie rzeczy, z których On
      doskonale zdaje sobie sprawę, przecież On wie, że zachował się tak jak nie
      powinien, że skrzywdził, że zranił, że to niemorlane, niedobre, brzydkie, złe,
      niedojrzałe, nieodpowiedzialne. Jasne. To wszystko prawda tylko co z tego???
      Podobny1 napisał naszemu autorowi wątku swoje przemyśłenia, tez zrugał go za
      to, że oto inny facet w podobnej sytuacji nie został natchniony podobną, co On
      sam mądrością. Tylko, że mój Drogi podobny Twoja historia mimo, że podobna jest
      diametralnie odmienna, tworza ją zupełnie inne osoby mimo podobieństw zawiera
      determinujące ją róznice, nie wszystko i nie zawsze da się sprowadzić do
      wspólnego mianownika... Tobie sie udało wybrnąć z tej sytuacji, pomimo to
      jesteś szczęsliwy i ok., może Twój związek z żoną był silniejszy albo z
      kochanką słabszy lub może łatwiej radzisz sobie z emocjami, masz większą nad
      nimi kontrolę, byc może, być może jest jeszcze wiele innych czynników, które
      przy bliższym poznaniu obu historii by nam się wyłoniły. Jednak nie zapominaj
      pomimo podobieństw to są dwie zupełnie inne historie.
      Nie pochwalam oczywiście rozbijania małżeństw, porzucania dzieci, braku
      odpowiedzialności. Jednak Kto tak naprawdę to pochwala?? Nie pochwalam brania
      narkotyków, naduzywania alkoholu, szybkiej jazdy samochodem, obżarstwa itp itd
      I co z tego?? Rodziny trwają czasami pzoornie przez brak miłości, nude i
      obojętnośc, która jest ich udziałem deprawuja psychikę dzieci i nikm nad tym
      nie płacze, bo pozory są zachowane. Świat nie jest idealny chociaż tak bardzo
      by się chciało aby był, aby wszystkie dzieci były kochane i najedzone, żeby
      było bezpiecznie i spokojnie jednak tak nie jest.
      Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę z tego, że zdarzenia, czyny zmieniają
      rzeczywistość, że zmiany, które zaszły w w tej rodzinie,między tymi małzonkami
      są nieodwracalne, że nie ma takiej siły aby to zmienić, gdyż nie zawsze
      stłuczony na drobne kawałki dzbana da się skleić, czasami sie da ale chyba nie
      tutaj jak bardzo taką ewentualność widziałaby więszość z Was. Czasami trzeba
      sie pogodzić, że dzban został stłuczony, przyjąć to do wiadomości jak szkodę,
      stratę....
      Kiedys jeden mężczyzna pozostawił swoją żonę po 30stu latach pozycia dla młodej
      bardzo kobiety zapytany jak się czuje odpowiedział: "czuję się cudownie jak w
      rajskim ogrodzie i wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie wielki czarny kamień,
      który w tym ogrodzie leży i kórego nie można ani nie widzieć ani ominąc..."
      W ogrodzie muty1972 też będzie leżał taki kamień i to On nie Wy będzie na niego
      patrzyli i go omijali ale dzban i tak jest stłuczony a rzeczy są jakie są.
      Historia podobna jak opisana w "Układzie" Elii Kazana. Główny bohater będąc
      uwikłany pomiędzy dwiema kobietami, zonę i wieloletni układ, w którym tkwił
      oraz kochankę zabrnął tak daleko jak muta i musiał podjąć decyzję. Nie możesz
      zrozumieć podobny, że czasami aby uratować samego siebie trzeba coś zburzyć,
      zerwać, zniszczyć i często jest to okupione cierpieniem bliskich ludzi jednak
      człowiek tak bardzo zapętlił sie, zagubił, że zerwanie jest dla niego jedyną
      szansą powrotu do siebie chociaż tak bolesnego i trudnego...
      Bohater z "układu" odchodzi od zony, jednak nie od razu wraca do kochanki, gdyz
      odchodzi już aby ratować samego siebie z kłamstw i udawania, w które się
      uwikłał. Układ, w kórym tkwił robi wszystko aby przywrócic mu rozum w sposób
      dokładnie jaki Ty robisz tutaj podobny1, te same słowa, argumenty jednak edi
      (chyba) już wiedział, że to są tylko słowa, słowa, słowa a On musi odejść i
      szukać siebie, siebie, którego zgubił, wyrwać się z układu...
      Absolutnie nie oceniam źle Twojej dziewczyny, zachowuje sie jak najbardziej w
      sposób naturalny, jak każdy człowiek w jej sytuacji by się zachował.
      Skrzywdzona przez Ciebie i zawiedziona wiele razy teraz CI nie dowierza,
      najzwyczajniej w świecie boi się kolejnego zawodu. Czy nikt z Was nigdy nie był
      zraniony, nie zwątpił w drugiego człowieka? Ona może bardzo Cię kochać ale w
      jej pamięci wryło się głebokie cierpienie a oczywistym jest, że człowiek
      zraniony będzie się bał i unikał źródła swojego zranienia nawet jeśli kocha
      anawet zwłaszcza kiedy kocha... Powtórzę wobec tego za kilkoma mądrymi tutaj
      głosami daj jej czas i sobie daj czas, uspokuj się na ile to mozłiwe, miłość
      nie mija tak łatwo, pozwól i pomóż jej wylizać rany, bądź dla niej dobry i dla
      siebie też, stań na własnych nogach i wsłuchaj sie w siebie, jak radzą Ci tutaj
      życzliwi. Kości zostały rzucone a Ty musisz w tym sie odnależć i iść do przodu
      szukajac swojego szczęścia a nie znajdziesz go jeśłi nie odszukasz samego
      siebie i jeśli się z samym sobą nie pogodzisz, nie staniesz sam na własnych
      nogach pomimo i wbrew układom, w które się uwikłałes....
      ps. jeśłi chcesz pogadać pisz na priva...
      pozdr
      alfia
      • intela Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 30.08.05, 01:36
        Pieknie napisane, czyta sie jak piekna powiesc, ale ja nadal obstaje przy tym
        by swoj czas poswiecil maksymalnie pracy i opiece nad dziecmi i w ten
        sposob "szukal siebie". To jest obecnie jego obowiazek i to pomoze mu dojsc do
        siebie. Czas leczy rany i w tym czasie trzeba byc ciagle zajetym by nie miec
        czasu na myslenie.
        Stare powiedzenie, ze nie buduje sie szczescia na czyims nieszczesciu zatem ja
        nie widze przyszlosci dla nich obojga. Wlasnie zawsze ten czarny kamien bedzie
        ich dzielil i zaklocal spokoj dnia codziennego. To sa koszty wciskania sie osob
        trzecich w juz istniejace zwiazki. Nigdy nie przynosi to szczescia.
        A zycie leci dalej.
      • podobny1 Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 30.08.05, 12:56
        Wiesz co? Gdy wciskalem "wyslij" wysylając swojego posta mialem ochote jeszcze
        go raz przeczytac, doprecyzowac i uobiektywnic. Ale jak zobaczylem ile tego
        jest odpuscilem sobie, bo wiedzialem jak to sie skonczy. Wbije sie w
        poprawianie, przemyslanie, dopisywanie itd itp. Minie tydzien, forum zdechnie,
        mnie energia uleci i na tym sie cala sprawa z pisaniem posta skonczy. Totalna
        porazka:) Puscilem go wiec takiego jaki byl-w pierwotnej formie-liczac na to,
        ze ktos moze dopisze resztę.
        I ty to w piękny sposób zrobilas! Naprawdę jestem pod wrażeniem. Podpisuje się
        niemal pod wszystkim co napisalas. Z paroma rzeczami się nie zgadzam i z
        kilkoma bym polemizowal. Ale nie zmienia to ogólnego odczucia.
        Może masz rację, że przegiąlem w ruganiu Muty i w zbyt inwazyjnym tonie calego
        postu. Chodzilo mi o wywolanie stanu "pozytywnego kwurwienia":), ktore
        sprowokuje Mute do dzialania. Jakiekolwiek by ono nie bylo. Mimo, ze namiawiam
        go gorąco do przemyslenia tematu żony, nie uznam go za dupka czy jakiegoś
        slabego goscia gdy nawet wogóle nie spróbuje. Nie moglbym, bo wiem ile mialem
        szczescia w niektorych sytuacjach i jak niewiele brakowalo, zeby wszystko
        potoczylo sie jak u Muty. Fuks. W swoim poscie przykroilem troche historie i
        niechcacy za bardzo się wybielilem:) Nie opisalem ciemnej strony historii. Zeby
        byc tak juz calkiem w porzadku to przynajmniej należaloby o niej wspomniec:)
        Nie oceniam tez zle mlodki i nie ganię . Napewno jest super fajną i
        interesującą babeczką. Negując ją negowalbym wartość "swojej" mlódki. A mimo
        tego wszystkiego co się dzialo codziennie ją widze i caly czas uwazam, ze jest
        super babką:)

        Pozdrawiam
        • amaterasu1 Podobny, 30.08.05, 13:50
          Tak swoją drogą to podziwiam, że potraficie teraz tak po prostu ze sobą
          pracować. Ja bym nie umiała. Chyba za mało we mnie cyborga. Ale ciekawe to, co
          napisałeś.
          • podobny1 Re: Podobny, 02.09.05, 16:37
            Dzięki. Nie stalo się to poprostu z dnia na dzień.
            Nie bylo tak, że usiedliśmy, powiedzieliśmy sobie: "Dobra dobra, kończymy, nic
            się nie stalo, zostańmy przyjaciólmi" i nagle jak za dotnięciem czarodziejskiej
            laski nasze uczucia i emocje się uspokoily, uśmiech wkradl się na nasze usta i
            żyliśmy dlugo i szczęśliwie. Nie:) To nie bylo tak. To trwalo lata, uderzalo w
            samopoczucie trzech osob i czasami dlugimi okresami w takim stresie i
            psychicznym wyczerpaniu, że kilka razy myślalem sobie, że to wszystko
            przekracza moja wytrzymalość i możliwości...Ale jakoś się jednak udaje, czasem
            jeszcze ręce mi opadają ale przeważnie jest fajnie:) I cieszę się z tego. Wiele
            się wszyscy nauczyliśmy:) Wydaje mi się, że każdy z nas czuje się mocniejszym.
            Gdybysmy sie rozstali w sposob klasyczny: "no contacts" to nie przeżylbym paru
            fajnych i unikalnych momentów, moj zwiazek albo by sie rozpadl albo stalby sie
            mocno skostnialy i nudny i pewnie nadal bylbym tak glupi jakim bylem pare lat
            temu:)

            pozdrawiam

            • amaterasu1 Re: Podobny, 05.09.05, 13:13
              To gratulacje :) Umiejętność cieszenia się towarzystwem drugiej osoby bez
              konieczności posiadania jej na własność - to super, że tak macie. Fajnie jest
              tak pozbyć się stereotypów dotyczących damsko-męskich relacji, prawda?
              Również pozdrawiam :)
        • swierszczzakominem Re: do podobnego 02.09.05, 02:49
          wspolczuje. nic nie wiesz o milosci. nigdy jej nie przezyles, cokolwiek tu
          naskrobales.
    • solaris_38 Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 30.08.05, 02:08
      myslę że najpierw powinienes odejśc od zony a potem byc z nową kobietą

      inaczej wszystko się komplikuje

      w kazdym razie powinienes wiedziec czy odszedłeś od zony dla nowej czy dla
      tego że juz dłużej nie chciałes być w starym związku

      jesli nie chciałes byc w starym związku to ona ci dobrze zrobiła bo
      pomogła ci wyjść z tego w czym nie czujesz sie szczesliwy

      zatem daj nowej spokój i bądz samotnym facetem

      jesli to faktycznei uczucie to ona wróci do ciebie na pewno
      i to wróci z szacunkiem

      a jak ją bedziesz teraz ścigał dokuczał lub żebrał lub ostentacyjnie
      ignorował to nic dobrego z tego nie bedzie

      możliwe tez że tak naprawdę nei chciałes odejśc od zony tylko cię ...
      pogieło na chwilę i w takim przypadku uświadomiony ze kochasz żonę i z nią
      chcesz być wracaj do żony
      • maggdusia A gdy żona popełni samobójstwo to zrozumiecie 30.08.05, 08:42
        co robicie. Jak można zabijać za życia, zdradzać...
        Trzeba być totalnie bezwzględnym sukinsynem, żeby ranić tak ludzi, obcych
        ludzi, a co dopiero żonę czy inną bliską osobę.
        • alfia Re: A gdy żona popełni samobójstwo to zrozumiecie 30.08.05, 19:29
          Patrząc na całe zdarzenie przez pryzmat jednoznacznych ocen moralnych masz
          rację krzywdzenie obcego a co dopiero bliskiego człowieka bywa zbrodnią...
          Jednak wiele takich zbrodni na świecie, w życiu, obok nas a krzywda zawsze
          pozostaje krzywdą... Są fora osób głęboko uzaleznionych od alkoholu,
          narkotyków, hazardu i wielu innych rzeczy... osoby tam piszące bez wątpienia
          krzywdzą swoich najbliższych, najbardziej ich, łamią im zycie... POza forami
          jest jeszcze więcej zła, zła, które wyrządzamy sobie nawzajem... Miłość jest
          jak narkotyk i działa jak narkotyk, jej działanie pod wpływem szalejących
          hormonów jest identyczna jak u osób ciężko uzaleznionych, alkoholików,
          narkomanów, dlatego z miłością nie ma żartów prawda podobny1, bo poźniej, gdy
          chemia w mózgu się zmieni już nic nie jest takie samo a rzeczy mogą przybrać
          prawdziwie nieobliczalny zwrot. Jasne mamy rozum, serce, wykształcone wartości
          wyższe takie jak odpowiedzialność za innych i w ostatecznym rozrachunku dla
          dobra drugich winniśmy czynić. Tak ale wobec tego, dlaczego mamy tyle alkoholu
          w rodzinach,lekomanii, hazardu, może innych grzechów osób nam bliskich... To są
          powszechne i głębokie problemy psychologiczne dotykające każdą niemal rodzinę,
          rodziców a często też i dzieci...
          Nie zapomnę wypowiedzi pewnego ojca, który złamał swoje życie walcząc o córkę
          narkomankę, poświęcił swoje siły, czas, pieniądze, walczył i przegrał,
          wypowiedzi, z której przbijały się wszystkie ludzkie emocje: cierpienie, złość,
          bezradność, totalne zagubienie, rozpacz... W zyciu bywa różnie czasami dobrzy,
          zbyt dobrzy rodzice wychowują nieodpowiedzialne dzieci a rodzice, którzy byli
          zajęci głównie sobą zostają obdarzeni przez los dobrymi i wspołczującymi
          dziećmi, niczym nie zasługiwszy sobie. Dlaczego tak jest? dlaczego przegrywamy
          walkę z samymi sobą albo o innych, cierpimy i motamy się przy tym i zadajemy
          tyle cierpienie innym jakbysmy nigdy ich nie kochali? Bo jak powiedziała
          magdusia jesteśmy "sukinsynami"??? Z pewnością wielu takich jest wśród nas,
          pewnie nawe każdy z nas zna jakiegoś bliżej a może sam nim jest tylko jedni
          może w porę się opamiętali, mieli tyle szczęscia, co na przykład podobny1:-),
          nawrócili się, zrozumieli...
          Miliony żon na całym świecie przeżywa podobne rozterki... Wypowiadając się na
          temat, który zainicjował muta1972 nikt z nas przecież do niczego go nie
          namawia, jak poza tym byłoby to możliwe??? Sądzę, że mimo wszystko nieznaczny
          wpływ mają nasze słowa na osobistą sytuacje muty, tak jak z pewnością nikt nie
          natchnął go do romansu tak i żadne z naszych najżarliwszych nawet słów niczego
          nie rozwiąże... Nie przypisywałabym naszym słowom takiej mocy sprawczej.. Muta
          zrobił to, co zrobił, cierpi bardzo również i on jak bardzo nie byłby tym, kim
          go nazwałaś i z pewnością będzie się to za nim ciągnąć. Fakt, że wypowiadamy
          własne sądy w tym wątku nie wyrokuje w żadnym razie o nas samych ani o
          jakimkolwiek braku wspólczucia dla jego zony i dzieci ani nawet o chęci
          zadecydowania za mutę w taki czy inny sposób... Zbyt wielka by to była
          odpwoiedzialność...Jednak jak wielkie by to współczucie nie było rzeczy są
          jakie są, małżeństwo się rozsypało, możemy oczywiście siedzieć tu i płakać lub
          złorzeczyć facetom pokroju muty i wszystkim ludziom na świecie czyniącym
          krzywdę swoim bliskim jednak fakt, iż wypowiadamy się nieco inaczej w rzeczy
          samej nie świadczy o tym, że głeboko nie zasmuca nas sytuacja, w kórą uwikłał
          się nasz bohater jak również, że nie napawa refleksją zadane przez niego
          cierpienie. Więszość z nas oceniło to negatywnie a i sam bohater nie szczędził
          pod swoim adresem krytycznych słów jednak jest to forum psychologia a jak
          wiemy problemy psychologiczne są często złożone nie tylko w swojej strukturze
          psychologicznej ale również bardzo często i moralnej a my na tym forum jako
          trochę tacy psychoterapeuci pwoinniśmy unikać zdecydowanych sądów moralnych,
          bardziej starać winnismy się naszego "pacjenta" zrozumieć niż go
          moralizować...Przynajmniej ja mam takie wyobrażenie o forum psychologia w
          przeciwnym razie bałabym się go odwiedzać z jakimkolwiek poważnym problemem
          psychologicznym i nie chodzi o głaskanie po główce przecież ale też nie o
          obijanie rózgą, bo chyba żadna z tych dwóch metod nie jest zbyt skuteczna...

          pozdr
          a
          • solaris_38 Re: A gdy żona popełni samobójstwo to zrozumiecie 02.09.05, 01:23
            myslę że wiele odpowedz daje książka "bezlitosna łaska "

            kochac nie znacyz tylko być miłym tolerancyjnym i wybaczajacycm

            cześto egoista wymagając dla SIEBIE czasu przestzeni i wiolności po prostu uczy
            dziecko dostrzeżenia i szacunku dla swojej przestzreni

            a tak zwany dobry nie

            dobro aby pokazało swoje przewagi musi działać z mądrością

            a tej sie uczymy czesto pokoleniami całymi

          • podobny1 Re: A gdy żona popełni samobójstwo to zrozumiecie 02.09.05, 16:42
            Super tekst. Zapamiętam go sobie:)
    • swierszczzakominem Re: muty 02.09.05, 02:52
      Twoja decyzja byla sluszna. Nie zaluj jej. Nie kochales, wiec to byl czas na
      odejscie. Dziewczynie pozwol zlapac oddech. Bedziecie razem. Ale gdyby zdarzylo
      sie inaczej, niczego nie zaluj...
    • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 02.09.05, 18:50
      muta1972 napisał:

      > Przez trzy lata nie potrafiłem podjąć żadnej dezycji -
      > hamletyzowałem.

      Przeczytałam jedynie Twój wpis. Nie wiem więc, czy respondenci o to zapytali.
      Więc pytam ja : co mówiłes żonie przez te 3 lata ?
      W mojej ocenie sytuacja jest koszmarna. Wyobrażam sobie nieudolnie, co Twoja
      żona przeżywała widząc, czując - że nie jesteś przy niej obecny ani duchowo,
      ani cieleśnie. Jak można tyle czasu zwodzić uczuciowo ? jak w ogóle można być
      zdolnym do double_ morality , nie popadając w jakieś rozdwojenie jaźni?
      • sher-man Re: miłość, 3 lata cierpienia i spóźniona decyzja 05.09.05, 13:21
        popada sie w double-morality chcesz czy nie.
        wiem to z autopsji.
        zyjesz w takije rozdwojonej jazni i codziennie to zabija ciebie i bliskich.
        az do momentu kiedy pekasz i wtedy tu albo tu.
        stan nie trwa wiecznie a mimo pozorow 2-3 lata zlatuja bardzo bardzo bardzo
        szybko
    • sher-man no to pogadajmy 05.09.05, 10:50
      Przeczytalam dosc postów, żeby się wypowiedzieć.
      Przypominasz mi moją historie (nie daj sie zwiesc nickowi- jestem kobieta).
      On miał żone (ma),małżeństwo z rozsądku (ciąża) w bardzo młodym wieku, razem
      pracowaliśmy.
      2,5 roku romansu z ta różnicą ze przez rok ja też byłam w związku.
      Czytam tu niektórych i śmiać mi się chce z łatwości oceniania.
      Jak tu pierwszy raz się zjawiłam to też po pomoc i szczerze bliższa byłam
      skoczenia z mostu niż uldze.
      W czerwcu my się rozstaliśmy bo on musiał zdecydować bo ja już nie miałam siły
      na huśtawkę emocjonalną. Ja o to poprosiłam. mimo ze wyprowadził się od zony,
      powiedział jej o nas to cały czas widziałam jak walczy ze sobą co ma robić.
      Dlatego odeszłam. nie chciałam na nic naciskać. Zaczęłam się z niego leczyć. Po
      miesiącu powiedział ze chce dać z siebie wszystko i sprobować.
      Ja rozumiem twoją kobietke. jest troche młodsza ode mnie wiec wiem jak może ją
      przerażać to co przeszła. Jaką huśtawką to jest. Nikt kto tego nei przeżył nie
      ma pojecia co to znaczy.
      Czy to zasłużone czy nie należy do prywatnej wewnetrznej oceny wiec darujcie
      sobie takie komentarze.
      Daj jej czas. nie naciskaj i nie obiecuj- nic. Macie szanse, ale ona potrzebuje
      czasu zeby zaufac.
      Ja jestem z nim i jestem przy nim szczesliwa, ale jest ciezko bo musze walczyc
      ze swoim brakiem zaufania przez to co sie dzialo i z otoczeniem. Ludzie nie
      akceptuja mnie- i uswiadomilam sobie to dopiero jak zaczelismy oficjalnie byc
      razem, wczesniej bylam pewna ze dam sobie z tym rade. ona moze miec juz dosc..
      ale jej to przejdzie. nie naciskaj.
      Pobądz sam.. tobie tez to dobrze zrobi.
      CO MA WISIEĆ NIE UTONIE
    • andy_b Widzę tu materiał na killer scenariusz n/t 05.09.05, 11:03

      • mojanoga Związki na zakladkę... 05.09.05, 14:27
        Zdrada jest okrucieństwem-to banal,ale jakże prawdziwy.
        Ja zostalam porzucona ponieważ moj ukochany przestal mnie kochać.Bylo mi
        cięzko,ale umialam to zrozumieć-nikt nie jest bez winy,a mojej winy bylo w
        rozpadzie naszego związku wiele.
        Cierpialam,ale cierpialabym 10000 razy bardziej gdyby się okzalo,ze on mial
        inną kobietę.Na szczęście nie mial.
        Rozumiem,że tak się czasami w życiu dzieje,ale uważam,że jeżeli jest źle to
        trzeba odejść, dopiero potem zaczynać drugi związek.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka