muta1972
28.08.05, 14:24
Opowiem swoją historię. Szukam kogoś mądrzejszego od siebie. Ratunku.
Jestem żonaty (jeszcze), dwójka dzieci, 33 lata. Niestety po ślubie coraz
bardziej oddalaliśmy się z żoną od siebie. Interesowała mnie jedynie praca.
Pewnego dnia do mojej firmy przyszła wspaniała dziewczyna. Zakochaliśmy się w
sobie. Potężne uczucie. Przez trzy lata nie potrafiłem podjąć żadnej dezycji -
hamletyzowałem. Byłem po prostu tzw. mamisynkiem. Jak idiota, próbowałem
wszystko pogodzić ze sobą. Ona cierpiała strasznie, była u kresu
wytrzymałości. Pragnęła być ze mną. Właśnie podjąłem decyzje, odszedłem z
domu. I co się okazuje: nie chce mnie. Boi się. Mówi o wielkiej blokadzie w
kontakcie ze mną. Niczego mi nie może obiecać. Przez ostatnie tygodnie robiła
wszystko żeby zapomnieć. Nie ma nikogo, przynajmniej taką mam nadzieję. Jestem
zszokowany, nie potrafię się w tym odnaleźć. Nigdy nie sądziłem, że potrafie
siedzieć skulony na podłodze i wyć przez pół dnia. Do tego pracujemy razem -
jestem jej szefem. Staje się momentami mało delikatny wobec niej, robię jakieś
wypominki, chociaż tego nie chcę. Wiem, że to absolutnie moja wina. Kocham ją
i chce zrobić coś żeby naprawić swój błąd. Co robić? Jak się wobec niej
zachować? Jest nadzieja żeby to naprawić?