ciniminis
29.08.05, 12:30
Wiem, wiem... ten temat przewinął się przez to forum miliardy razy. Jednak
każdy boi się w samotności tak naprawdę i na swój niepowtarzalny sposób.
Jeśli więc jest tu ktoś kto to rozumie i ma ochotę mi napisać coś mądrego (bo
ja z dnia na dzień jestem coraz głupsza chyba), mimo że wątek jest oklepany,
będę bardzo wdzięczna.
Jestem beznadziejną pesymistką. Mam 24 lata i prawdopodobnie na dniach
rozpadnie się mój 4-letni związek (przyczyna - konsekwentnie gasnące uczucie
z mojej strony). Szczerze powiedziawszy strasznie się boję samotności, która
stanie się moją codziennością. Mój wiek - to czas, gdy ludzie układają sobie
życie we dwoje, zaręczają się, wychodzą za mąż, a ja rozwalam wszystko. Z
drugiej jednak strony wiem, ze nie można być z kimś jeśli uczucie wygasło.
Mimo wszystko naprawdę się boję. Właściwie najbardziej chyba tego, że mam te
24 lata i że może już za póżno na takie wolty, że za moment wszyscy
poukładają sobie życie, a ja zostanę - sama i z czasem zgorzkniała... Nie
wiem nawet czy ta sytuacja jest obiektywnie beznadziejna, czy może wygląda to
tak w moim pesymistycznym odbiorze.
Wiem, że są większe problemy na świecie, ale rozpad relacji z kimś bliskim i
perspektywa samotności bezterminowej też nie jest "łatwym do spicia piwem":(