ravcio3
04.09.05, 14:12
Mam 28 lat... Do rzeczy. Kiedy miałem jakieś 13-14 lat zacząłem się
onanizować. Było to „wielkie” odkrycie. Przynosiło rozluźnienie, ulgę,
pozwalało zapomnieć o problemach w szkole z rodzicami. Rodzina normalna jak
na te czasy. Czasem pijany tata, czasem lanie, w szkole większych problemów
nie było. Raczej spokojny byłem i jestem. Onanizowałem się codziennie czasem
kilka razy dziennie. Najpierw wyobraźnią się rozbudzałem aby osiągnąć chwile
zapomnienia. Później była pornografia. Koledzy w moim wieku zaczynali
podrywać dziewczyny. Ja „nie potrzebowałem” tego. Coraz bardziej zamykałem
się w sobie. Stałem się bardzo nieśmiały. Miałem problemy aby się odezwać do
dziewczyny. Ciągle onanizowałem się. To było nawet wygodne. Do czasu kiedy
zacząłem mieć problemy z utrzymaniem erekcji. Członek zaczął się robić wiotki
nic nie pomagało. Do wieku lat 25 nie widziałem nagiej dziewczyny na własne
oczy. Zamknąłem się tak w sobie mocno, i nie potrafiłem się przyznać że nie
całowałem jeszcze się nigdy. To było tylko muśnięcie ust. Do niczego nie
doszło zostawiła mnie a ja ją zraniłem bo nie wiem co to jest miłość.
Pierwszy swój prawdziwy pocałunek miałem w wieku lat 27, to był też pierwszy
sex. Nic z tego nie wyszło, trema, alkohol, tak bałem się zrobić coś nie tak.
Zostawiła mnie bo nadal nie rozumiałem kobiet. Miałem w życiu kilka stosunków
i nic mi nie wychodzi bo zanika mi erekcja w trakcie. Bardzo rzadko udaje mi
się osiągnąć przyjemność z sexu z kobietą... Dużo można jeszcze pisać. Chce
strzec wszystkich chłopaków i dziewczyny też ONANIZOWANIE SIĘ zabija w nas
ludzi, pozbawia przyjemności później, człowiek zamyka się w sobie. Apeluje do
sexuologów aby znieśli mit że onanizowanie się to nic złego. To może
zniszczyć życie jak wiele innych nałogów a może i bardziej czego ja jestem
przykładem. Prosze prześlijcie link innym. Dziekuje.